kontrowersyjna strona oszczędności... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
      • Mój mąż nie ma pojęcia o tym ile mamy oszczędności i gdzie ona są, po co? kilkakrotnie mu o tym mówiłam i jego to kompletnie to nie interesuje, nie zna się na tych wszystkich lokatach, kontach z cashbackiem i dobrze mu z tym. Nie ukrywam tych pieniędzy przed nim, jest to wspólne.
        Nie narzeka, co chce to ma.
    • My sie po prostu umówilismy, ze kazde z nas zostawia sobie 15% pensji na wlasnym koncie, a reszte przelewamy na wspólne/oszczednościowe. Ja z tej kasy oplacam wszystkie przyjemnosci własne (typu kawa na miescie, fryzjer) a resztę odkladam. Gdybyśmy byli w trudnej sytuacji materialnej to zlikwidowalibyśmy ten podział i wrzucali wszystko do jednego worka i potem razem dzielili.
    • Nasza rodzina to 4 osoby.
      2 osoby (rodzice) pracują.
      Jest wyliczona kwota na miesięczne wydatki domowe, na które zrzucamy się z mężem.
      Dzieciaki mają wypłacane kieszonkowe na swoje konta. Reszta kasy pozostaje na osobnych kontach rodziców. Dla mnie to wygodne rozwiązanie.
      Każdy dysponuje swoimi oszczędnościami i nikt nie komentuje, zakupu stroju na motor za XXXXzł, czy perfum za XXXzł.
      Jeśli ustalamy, że za X lat będzie potrzebna wymiana auta to otwieramy konto oszczędnościowe, ustalamy ile kto może wpłacać i zbieramy.
      Na koncie na wydatki domowe zawsze są nadwyżki na różne typu awarie itp.
      Nigdy nie kłóciliśmy się o pieniądze.
      • wszystko pięknie, wspólnota majątkowa itd. ale są w życiu sytuacje których nikt nie przewiduje. mąż może narobić długów albo wpaść w alkoholizm.... przecież wiecie że w przypadku posiadania przez męża oddzielnego konta, jeśli cofnie pełnomocnictwo, to nic z niego nie wypłacicie, i jak nie będzie chciał dac wam pieniędzy to po prostu nie da? albo będzie wypłącać wszystko z bankomatu zaraz po wpłynięciu pensji na konto? (żeby było jasne- nie mówię o moim męzu) owszem, wtedy idzie się do sądu, rozdzielność majątkowa, separacja, rozwód... ale do tego czasu, a często to trochę trwa- to co- zęby w ścianę? a jeśli są dzieci? są kobiety które nie pracują zawodowo. co mają zrobić w takiej sytuacji? są kobiety którym mąz wydziela pieniądze, bo to 'on pracuje'. sa i takie które uwazają że fajnie jest jak to facet lokuje oszczędności, a one wydają swoją pensję na dom. to już uważam za kompletnie bezmyślne. bo w razie czego, on po prostu cofnie ewentualne pełnomocnictwa (które zresztą wygasają z chwilą smierci posiadacza konta, i nawet żona nic z tego konta nie wypłaci do sprawy spadkowej) i tyle. w zyciu zdarzają się rózne sytuacje, których nie przewidujemy w dniu ślubu. nie wychodzimy przecież za mąż po to żeby się rozwodzić....
        i przykro mi to mówić, verdana, ale jak mam wątpliwości czy mąż powinien jechac na wycieczkę, to rozmawiamy i on nie jedzie albo przekona mnie i jedzie. pieniądze nie mają tu nic do rzeczy. jak uprze się zeby pojechać mimo to, to kasę i tak dostanie, ze wspólnego konta, ale wkurzona będe nie ze względu na kasę tylko dlatego że nie wziął pod uwage moich argumentów. wtedy kasa to kwestia wtórna.
        • zagaiłam taki temat wśród kobiet na rodzinnym spotkaniu. Do zaskórniaków przyznały się nestorki - najdłuższe i najszczęśliwsze małżeństwa chyba w rodzinie. Pieniądze, które dotąd uzbierały (a mężowie nie wiedzą i nie mają wiedzieć - zbierały "od zawsze") planują przeznaczyć - jedna na samochód na 18 wnuczka (za 2 lata), druga zapisała pieniądze wnuczce "będzie miała na mieszkanie". Kwot nie znam. Dziwiły się, że my "młode" tak nie robimy.
          • dodam jeszcze, że 3/4 jak nie lepiej moich dalszych i bliższych koleżanek, współpracowniczek itp. ukrywa nowe ciuchy przed facetami. Nawet przy wspólnym mieszkaniu w niemałżeństwie - żeby uniknąć oskarżenia o rozrzutność. Kiedyś mnie istruowano - taki ciuch wyciąga się potem z szafy, po paru tygodniach jakby nigdy nic. Działa nawet w wypadku futer;P I zupełnie o tym nie pomyślałam pisząc pytanie na początku - jakoś mam w głowie takie rozgraniczenie - pieniądze to pieniądze, rzeczy to rzeczy...

            Wydaje mi się, że nie można jakości małżeństwa po zaskórniakach oceniać. Jakoś przekonała mnie wypowiedź volty2. Taka rozsądna i spokojna.
        • Nie, przyjmujemy, ze zastrzeżenia do wycieczki są tylko finansowe, a nie na przykład takie, ze w tym czasie mąż powinien zająć się dzieckiem, albo że to rujnuje wspólne wakacje... Chodzi nie tylko o wycieczkę, ale o jakieś nieco droższe zachcianki - i o to własnie chodzi, aby nie trzeba się było z nich tłumaczyć i wszystkiego wspólnie omawiać, aby nie było tego,z ę ja mówię "nie", a mąż się "uprze" - czy odwrotnie. Po prostu mam na koncie, wszystko co trzeba opłaciłam, to kupuję i tyle. Bez uzgodnienia, sama moge podjąć taką decyzję.
          --
          zpopk.blox.pl
          • O wow, to nadal wasze wspólne pieniądze tylko na 2 kontach ;D Mocno dorosła jestes a argumentacja jak u stdentki, bez urazy.
            • Nie są wspólne - bo bez pytania zadne z nas nie wyjmie pieniędzy z konta współmałżonka i nie traktujemy ich jako wspólne. Jeśli na koncie męża jest jakaś suma, to jest jego, na moim - moja. Druga strona ma do nich prawo formalne, ale umowa jest taka, ze jej nie tyka.
              --
              zpopk.blox.pl
              • Te same kwoty mogłyby byc na koncie wspólnym wink
                Książka zapłącona z konta wspólnego byłaby dla ciebie wyrzutem, kawa zapłacona kartą do wspólnego konta zaszkodziłaby ci?
                • Moglyby byc. I co miesiac trzeba by wyliczac co czyje smile wiec latwiej miec konta odrebne.
                  --
                  "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                  "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                  • No żartujesz? To jakiś kosmos rozliczac co moje co twoje.
                    • Yyyy, wydawalo mi sie ze to wlasnie postulowales pod postem Verdany, ze kazdy moglby miec wlasne, nienaruszalne pieniadze na wspolnym koncie? Widac zle zrozumialam smile
                      --
                      "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                      "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                    • Ale spokojnie można kłócić się o pieniądze i wypominać, ze wydało się za dużo, a na wspólnym koncie pustki - i "na co ty tyle wydajesz", "dlaczego na koncie jest o pięćset złotych mniej, niz przewidywaliśmy", "mamy przecież oszczędzać".
                      W przypadku dwóch kont sprawa jest prosta - muszę kupić i zapłacić wszystko, co ode mnie zależy, a o resztę nikt się nie czepia. Kłótni o pieniądze - zero.
                      Tak, ze wspólnego konta kupiłabym może kawę, ale na pewno nie drugą parę butów - bo jeśli coś jest wspólne, to nie rozporządzam tym sama.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • Nie trzeba mieć osobnych kont, żeby kłótni o pieniądze było zero.
                        My z mężem mamy wspólne, zaraz po przyjściu pensji robimy wszystkie konieczne przelewy, odkładamy pieniądze na życie i wiemy, ile zostaje swobodnych pieniędzy na przyjemności. Jedyne, co jest konieczne, to minimalna dyscyplina polegająca na tym, żeby sprawdzać stan konta przed większymi wydatkami - ponieważ mamy konto z internetową obsługą, nie jest to problemem.

                        Kłótnie o pieniądze najczęściej wynikają nie tyle z określonego modelu gospodarowania pieniędzmi, ile z tego, że para się nie zgadza co do tego modelu.
                        --
                        Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

                        Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
                      • Może to też kwestia wielkości zarobków i wydatków w stosunku do tych zarobków? No nie wiem. Nigdy nie kłóciliśmy się o pieniądze. Mamy ile mamy, wiemy ile możemy wydać. Kupując coś poważniejszego np. za kilka tysięcy, wspólnie to ustalamy, zastanawiamy się czy warto. Nikt z nas nie wydaje tysiąca zł na jakąś bzdurę. Nie dociekam co kupił mąż za wypłacone kilkaset zł. Może dlatego że jeśli coś kupuje, to po prostu wiem co.
    • Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.....zatem ja mam oszczędności ( malutkie) i jakieś zlecenia niewiele płatne i M o tym nie wie.
      Jak można tak ukrywać? można, w ciągu 2 lat wydał z mojego konta 20 tyś moich oszczędności.......wczoraj oświadczył, iż zamieszka sam i zostawił mnie w czasie świąt z dwójka dzieci. Dostałam 300 pln......na cały msc i co miałabym z tym zrobić?
      Od zawsze miałam cokolwiek nawet 50 pln przydaje się zatem teraz mam ciut więcej dzięki czemu zapłacę za obóz dziecka bez żebrania.
      Moja babcia od zawsze mi tłumaczyła, że kobieta musi mieć coś odłożone tylko dla siebie się tym nie chwalić. Ona mając lat 84 nadal tak robi, ja mam nadzieję , że też tyle wytrwam.
      A wspólne konta? tak można ale w związku nie chodzi o to aby wszystko było wspólne 'wink


      iza
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
      • Wydaje mi się, że autorce wątku nie chodziło o to czy lepiej mieć dwa konta czy jedno, ale czy małżonkowie powinni ukrywać przed sobą jakieś dodatkowe dochody typu "fuszki". Dla mnie takie ukrywanie kasy jest nie do przyjęcia. Przecież jeżeli np facet dorabia na boku to nie zabiorę mu tej dodatkowej kasy i nie polecę po nową torebkę. To są indywidualne sprawy. Pewnie są żony, które zaraz by zabrały tę kasę żeby mąż nie wydał na jakieś "głupoty" typu nowy akumulator czy hobby bo potrzebna jest przecież nowa lampasmile Zauważyłam, że takie "tajemne zaskórniaki" są dosyć typowe w pokoleniu 60 latków.
        • Dla mnie ukrywanie pieniędzy czy nowych ciuchów przed mężem to naprawdę dziwna sprawa, ale rozumiem, że ludzie są różni. Może ci mężowie są nie w porządku. Każdy ma prawo żyć jak chce. U nas wszystko wspólne, nie mam problemu wydać 500 zł na buty ze wspólnego konta, bo wiem że zarabiam. Inna sprawa, że kilka razy sama się zastanowię czy te buty warto kupić. Gdyby ktoś mi podbierał z konta, to bym to zauważyła. Jesteśmy ponad 20 lat po ślubie i na razie wspólne konto (kiedyś osobne ale wszystko widoczne dla drugiej strony) sprawdza się.
        • W każdym domu jest trochę inaczej. Moi rodzice wszystko mieli wspólne i nigdy się na tym nie przejechali. O zakupach decydują wspólnie i ten system się sprawdza. W okresie pracy tato miał więcej luzu, bo jak chciał zaszaleć (nowe auto) to kupował na firmę. O dodatkowych dochodach wiedzą, ale nie wnikają w ich wydawanie. Przy czym zawsze mieli racjonalne podejście tzn. mama kupiła raczej meble niż futra i brylanty. I tam wspólność się sprawdza.
          Z kolei teściowe to zupełnie inna para kaloszy. Teść pierwszego oddaje całą pensję. A teściowa rozporządza resztą tak, że zero oszczędności. Bierze kredyty w tajemnicy przed nim, jak zus kazał jej zwracać pół emerytury za kilka lat to też się nie przyznała. W takim przypadku jedno konto to szaleństwo.
          Nawet jednak z ukrytymi pieniędzmi jest problem. Stanowią część majątku wspólnego. W razie rozwodu mądry adwokat i tak ustali co żona (mąż) posiada i przy podziale to zostanie uwzględnione. Czasami tak jest niesprawiedliwe (hazardzista, alkoholik, zakupoholiczka) a czasami wręcz przeciwnie, ale w ten sposób właśnie działa prawo.
          Starszego pokolenia to nie dotyczy (częściej korzysta ze skarpety niż konta) stąd takie babcine rady.







    • Ja niestety mam takie oszczędności. Przeznaczone na czarną godzinę. Gdyby żona o nich wiedziała od razu by je wydała. Niestety żona okazała się osobą bardzo rozrzutną (tylko, że przez początkowy okres naszej znajomości dobrze to ukrywała) i gdybym nie miał ukrytych przed nią pieniędzy, to nie mielibyśmy co jeść. Z oficjalnych pieniędzy, które mamy do końca kwietnia zostało nam niewiele ponad 300 zł. Więc ciężko będzie za to przeżyć cały miesiąc. Gdyby żona miała dostęp do wszystkiego to i tamtych pieniędzy też by nie było. W ogóle chyba całkowicie odetnę ją od gotówki. Dam ze 200 zł kieszonkowego, a resztą sam będę zarządzał.
      • to oznacza ,ze codzienne zakupy oraz ( co chyba ważniejsze ) planowanie menu bedzie spoczywac na tobie .
        A żona pracuje ? Wychodzwuje dziecko (dzieci )?

        --
        "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
        • Żona nie pracuje. Niby chce pracować, ale jak tylko pojawi się jakaś oferta dla niej to wyszukuje wszelkie jej wady, aby tej pracy nie podjąć. Dzieci nie mamy. I tutaj właśnie się zastanawiam co mam w życiu zrobić. Widzę dwa wyjścia: rozwód lub machnięcie jej dziecka. W pierwszym przypadku pozbędę się problemu. W drugim liczę na to, że będzie miała w końcu się czym zająć i nie będzie miała czasu na głupoty.
          • Ty tak na serio ?
            bo na podstawie tego , co piszesz , to raczej niekoniecznie....
            Bez urazy , ale bardziej niedojrzaly w związku jestes chyba Ty .
            --
            "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
          • lub machnięcie jej dziecka

            machnięcie jej dziecka skończy się tym, że to ty będziesz miał dodatkowe obowiązki a nie ona.

            jakoś znajomy ten typ, ta twoja żonasmile
            • My też mamy oddzielne konta. Ja zajmuję się opłacaniem rachunków i połowę środków na ten cel przelewa mi mój mąż. Zakupy robimy obydwoje, raz ja, raz m i nie rozliczamy tego już po połowie. Kiedyś ja zarabiałam więcej i więcej wydawałam, teraz m zarabia więcej i pewnie też więcej wydaje .Z natury jestem osobą oszczędną, nauczyłam tego też męża. Po wpływie pensji najpierw opłacamy rachunki i odkładamy na lokatach to co nam wyjdzie z wyliczeń a na kontach bieżących zostaje jakaś kasa na bieżące wydatki i w to już nie wnikamy. Pewnie moglibyśmy mieć jedno wspólne konto ale poznaliśmy się kiedy ja byłam już grubo po 30-tce i miałam już swoje przyzwyczajenia. Lubię mieć wszystko poukładane i nad wszystkim panować. Nie osiągnęłabym tego gdybym z kimś dzieliła wspólne konto. Oczywiście mamy pełnomocnictwa do swoich kont. Co do pytania założycielki wątku, to myślę że każdy powinien mieć jakieś własne oszczędności ale nie w tajemnicy przed małżonkiem. Ja tego nie uznaję i nie robię i nie sądzę aby mój m tak robił.
    • Nie mam oszczędności w tajemnicy, maż też nie. Za to mamy stado kont i nam z tym dobrze. Nie ma jednego właściwego dla wszystkich modelu, najlepiej jak każdy związek wypracuje sobie własny sposób zarządzania finansami.
      U nas po ślubie ja zrezygnowałam z konta i zostałam dopisana do konta męża. I co z tego, skoro już wtedy każde z nas miało po dodatkowym koncie internetowym. Wspólne konto służyło do rozliczeń codziennych, internetowe do oszczędzania. Później się narobiło jeszcze więcej, bo firmowe, bo oszczędnościowe, bo dewizowe. Mentalnie wszystkie pieniądze traktujemy jako wspólne. Cześć wydajemy na bieżące potrzeby, cześć odkładamy i wydajemy na potrzeby okazjonalne (remonty, wyjazdy, inwestycje), a o części decydujemy, że jest osobista. I z tymi osobistymi robimy co chcemy. Każdy decyduje osobno co zrobi ze 'swoją' kasą: odłoży na coś większego, przepuści na drobiazgi, nakupuje książek, wyda w knajpie czy na prezenty. Ten układ sprawdza się teraz, nie wykluczam, że z czasem znowu ulegnie zmianie.
      • my miewamy swoje oszczędności: od zawsze stosujemy się do umowy, że nagrody, premie i prezenty (bywam obdarowywana przez moja babcię) nie są wspólne.
        w tej chwili, kiedy żyjemy z ołówkiem w ręku, i staramy się minimalizować wydatki, dzięki tym zachomikowanym oszczędnościom możemy sobie pozwolić na drobne przyjemności, typu wyjazd w rocznicę ślubu, który był prezentem od męża dla żony, czy impreza - niespodzianka z okazji urodzin męża, która była prezentem od żony dla męża. czy wyjazd na trzydniowy spływ, który był zachomikowanym "prezentem" od babci dla naszej rodziny smile
        całkowicie też podzielamy z mężem pogląd verdany, że dorosły człowiek potrzebuje nieco swobody i niezależności w kwestiach finansowych (i nie tylko finansowych), bo stając się mężem/żoną nie przestaje być samodzielną, odrębną jednostką, która ma swoje potrzeby. i jeśli serio traktuje wspólne życie i wspólne zobowiązania, fajnie mieć gdzieś taki wentyl bezpieczeństwa, który pozwoli na spełnienie swojej fanaberii, jaka by nie była nieracjonalna.

        poza tym u nas "prywatne" środki czasem ratują napięty budżet, w formie wpłaty lub tylko tymczasowej pożyczki.
        aha, nasze dzieci też mają "prywatne" środki. dzięki temu starszakowi właśnie kupiliśmy rower. z bierzących by nam akurat teraz nie starczyło.
        • Ale chyba nie o tym była mowa w założycielskim poście. Rzecz nie w tym, czy masz swoje pieniądze, które wydajesz jak chcesz, ale w tym, czy masz coś, co świadomie ukrywasz przed współmałżonkiem i czy to jest lub nie, dobrym rozwiązaniem. Myślę, że gdyby autorce chodziło o to, czy należy o każdej złotówce decydować wspólnie albo o wspólne konto bankowe, to zapytałaby inaczej i otrzymała inne odpowiedzi. Sama udzieliłabym innej, gdyż mój mąż prowadzi działalność i z tego tytułu ma oddzielne konto. Moje środki z wypłaty trafiają na wspólne, ale tym wspólnym ja zarządzam. Oszczędności ja odkładam, choć są wspólne i mąż o tym wie, ale nie wie ile tak jest. Jeśli brakuje na wspólnym koncie na wspólne sprawy, a mąż ma na firmowym, to pytam go, czy tyle a tyle mogę stamtąd wziąć np. na zakupy lub na rachunek.

          Ale, podkreślam, to jest zupełnie inne zagadnienie.
          --
          www.inteligentny-projekt.pl/
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-131

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.