• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

kontrowersyjna strona oszczędności...

  • 29.03.13, 12:28
    ... przynajmniej tak mi się wydaje.

    Do napisania wątku zainspirowała mnie pewna zasłyszana przypadkiem w miejscu publicznym rozmowa.

    Do rzeczy:
    czy będąc w związkach (chłopak-dziewczyna, partnerstwo, narzeczeństwo, szczególnie - małżeństwo) macie swoje oszczędności w tajemnicy przed drugą stroną? Jeśli tak to na co? Na prezenty dla dzieci/wnuków/partnera/siebie? Na swoje zachcianki? Na czarną godzinę? Na zagospodarowanie na wypadek rozstania?
    Uważacie, że trzeba mieć takie oszczędności - swoje zaskórniaki o których nie wie partner? Jakich rzędów powinny to kwoty? Z jakich pieniędzy powinny być odkładane (z własnej pensji, z resztek z rubryczki "na życie?", z "fuch?")
    Bardzo mi dała do myślenia tamta rozmowa (panie się ścierały), ale sama biję się z myślami i jestem bardzo ciekawa co Wy myślicie.
    Edytor zaawansowany
    • 29.03.13, 12:47
      Dla mnie takie podejście równa się "nie ufam mojemu mężowi, muszę się zabezpieczyć", taki stosunek do drugiej osoby ma swoje konsekwencje. Ale mam porządnego człowieka za męża. Może gdyby chodziło o problem typu nałóg, niewierność itp. to zmieniłabym myślenie.
      --
      www.inteligentny-projekt.pl/
    • 29.03.13, 12:51
      nie mam
      nie potrzebuję mieć takowych
      mamy wspólny budzet
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
      • 29.03.13, 13:05
        no właśnie tak jak Wy mówiła jedna z pań - i była przekonująca, ale druga też była przekonująca, mówiąc, że takie pieniądze nie zaszkodzą, a "w razie w" mogą pomóc (i tu nastapiły smutne przykłady jakichś innych kobiet), że w jej rodzinie kobiety od zawsze miały takie pieniądze i ona też nauczy tego swoją córkę.

        Przyznam, że nie mogę przestać myśleć o tym co usłyszałam (pomysł to dla mnie nowość) i zastanawiać się co jest słusznebig_grin
        • 29.03.13, 13:12
          Też znam kobiety które wyznają takie teorie. Nawet w rodzinie.
          Ja mam wspólne z mężem dwa konta, każde ma po jednym osobistym (akurat tak wyszło). Każdy ma jakieś swoje lokaty, coś tam mamy wspólne. Każdy zna loginy to konta drugiej osoby i jest upoważniony do tych kont. Po prostu sobie ufamy. A w razie czego? No właśnie to w razie czego? Nie umiem wyobrazić sobie sytuacji w której miałabym do czegokolwiek potrzebować pieniędzy o których nie wie mój mąż. To co potrzebuję sobie kupuję i tyle.
        • 29.03.13, 13:35
          A możesz powiedzieć w czym mają pomóc ? Bo jakoś nie bardzo rozumiem ?
          --
          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
    • 29.03.13, 13:34
      rany, aż się musiałam pierwszy raz zalogować żeby odpisać.
      Co to znaczy "w razie czego"? w razie rozwodu i tak wszystko zależy od ustroju majątkowego, z wypłaty sobie nie uzbiera. Składniki z gruntu wchodzące do majątku odrębnego i tak będą jej.
      A jeśli ktoś musi sobie chować pieniądze na tzw. przyjemności, to chyba coś jest nie tak. Nie wyobrażam sobie że miałabym robić tajemnice z tego że mam ochotę kupić sobie coś, później miałabym np. chować bluzkę?
      Tak więc nie, osobiście nie czuję potrzeby posiadania "ukrytego majątku"wink
      • 29.03.13, 14:04
        Nie mam żadnych "ukrytych" oszczędności, czy mąż ma - nie wiem, nie interesuje mnie to. Mamy oddzielne konta, wzajemne pełnomocnictwa (tz na 100% mąż ma na moje, ja nie pamiętam, czy mam na jego - ale jeśli nie, to w każdej chwili mogłabym mieć). Ale z kont wzajemnie sobie nie wyjmujemy pieniędzy bez uzgodnienia. Nie wyobrażam sobie tylko jednego, wspólnego konta - tzn. nie mam nic przeciw temu w innych małżeństwach, ale ja czułabym się skrępowana wydając ze wspólnego konta cokolwiek na siebie.
        --
        zpopk.blox.pl
        • 29.03.13, 21:44
          Od pewnego czasu mamy jedno wspólne konto i jedno oszczędnościowe. Tak jest ok.
        • 29.03.13, 22:34
          N
          > ie wyobrażam sobie tylko jednego, wspólnego konta - tzn. nie mam nic przeciw te
          > mu w innych małżeństwach, ale ja czułabym się skrępowana wydając ze wspólnego k
          > onta cokolwiek na siebie.

          Ja nie wyobrażam sobie oddzielnych kontsmile
        • 01.04.13, 13:33
          Zartujesz chyba. Z konta verdana mozesz kupic plaszcz ale z konta verdana i maz ju'z nie?
          • 01.04.13, 15:28
            Już nie. Bo to pieniądze wspólne, i teoretycznie powinnam uzgodnić wydatki. Aby nie było tak, ze ja kupie płaszcz, mąż buty, a na jedzenie nie starczy. Tak mam pełną kontrolę i dokładnie wiem, ile mogę wydać. No i nie mam wyrzutów sumienia, ze jeśli kupię płaszcz, to mąż nie kupi butów.
            Uważam, ze pieniądze na prowadzenie domu jak najbardziej są wspólne, pieniądze na fanaberie, przyjemności, dodatkowe, niekonieczne wydatki dla siebie nie musza być wspólne.
            --
            zpopk.blox.pl
            • 01.04.13, 15:47
              Przepraszam ale jak w takim razie placicie rachunki, jedzenie, inne zobowiazania? Dla mnie logiczne jest ze jest jednao konto, wiadomo ile tam jest, wiadomo jakie sa zobowiazania miesieczne. Dwa konta utrudniaja raczej niz ulatwiaja. Takie moje, twoje dla mnie jest brakiem zaufania do partnera.
              • 01.04.13, 15:55
                hmmm, czy dwa konta to brak zaufania?
                dwoje ludzi umawia się ile miesiecznie wkładają do tzw wspolnej kasy (czyli utrzymanie domu i wszelkie sprawy zwiazane z rodziną). reszte mają na własne wydatki. Np mąz na zaproszenie zony do restauracji czy prezent dla niej, zona - na prezent na męza, czy tez zaproszenie męza na randkę smile
                Kazdy jest inny, sa osoby, które lubią miec poczucie , ze mają własną kasę.
                Przeciez w przypadku katastrofy finansowej - oboje uruchomiają srodki ze swoich kont... czy to brak zaufania?

                Cała ta dyskusja przypomina mi trochę dyskusję na inny temat: śpicie pod jedną dużą kołdrą, czy pod dwiema osobnymi (dyskusja toczyła sie chyba na innym forum).
                Tam tez padały stwiedzenia, ze spanie pod dwiema kołdrami oznacza, ze małżonkowie nie kochają sie big_grin
                --
                Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
                • 01.04.13, 16:14
                  Wyzerowac mozna jedno konto jak i dwa.
                  Dwa konta nie gwarntuja ze w razie klopotow cudownie te konta uratuja sytuacje.
                  Dla mnie to brak zaufania i tyle.
                  • 01.04.13, 17:49
                    Ale na czym ma tu polegać "brak zaufania"? Przecież prawnie są to i tak wspólne pieniądze, w dodatku mąż ma upoważnienie na moje konto (cholera, nie pamiętam czy ja mam na jego). W razie czego kazde z nas może wyzerować konto tego drugiego...
                    --
                    zpopk.blox.pl
                • 01.04.13, 17:48
                  Zaufanie mamy całkowite. Po prostu każde z nas płaci za inne rzeczy i tyle. I nie ma problemu, jesli mąż chce pojechać na wycieczkę, którą ja uważam za zbędną, skoro za nią płaci - gdybyśmy mieli jedno konto, to problem byłby mniej oczywisty. Bo przy wszystkich "wspólnych" pieniądzach większe wydatki na siebie powinny być uzgadniane - w ten sposób, jeśli wszystkie finanse rodziny sa zabezpieczone, każdy z nas ma pewną swobodę w wydatkach. Nie uważam, ze to musi być jedyny obowiązujący model, ale dla mnie jedno konto byłoby nie do zniesienia - kupując cokolwiek miałabym poczucie, ze wydają nie swoje, ze powinnam to uzgodnić, a nie dysponować kasą sama.
                  --
                  zpopk.blox.pl
                  • 01.04.13, 18:29
                    I to jest dopiero bez sensu. W malzenstwie nie ma moje twoje tylko nasze chyba ze ktos ma rozdzielnosc. Owa wycieczka zaplacona z mezowskich pieniedzy jest zaplacona ze wspolnych.
                    • 01.04.13, 18:44
                      Ależ oczywiście, ze w małżeństwie ma prawo być moje i twoje. Małżeństwo to nie jest totalna wspólnota wszystkiego - oczywiście może być, ale ja bym się w takim związku udusiła. I nie tylko chyba ja.
                      Wycieczka zapłacona z mężowskich pieniędzy zgodnie z prawem tego kraju jest zapłacona ze wspólnych, jednak zgodnie z domowym obyczajem, skoro poza tym mąż może zapłacić za wszystko, co do niego należy, nie musi ze mną uzgadniać, czy powinien na tę wycieczkę, czy moim zdaniem lepiej byłoby, aby tę kasę wydał na zupełnie co innego. I to jest całkiem fajny układ.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • 04.04.13, 12:37
                        Zgadzam sie z Toba w 100%
                        My mamy taki uklad , ze M placi za mieszkanie, media ,ubezpieczenia a ja jedzenie, srodki czystosci ,swietlice mlodego , dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne..... kazdo z nas decyduje samo czy stac mnie dzisiaj na extra nowa pare butow czy zabawke bez okazji ... Tyle, ze my oboje bardzo dbamy, te najwazniejsze rzeczy byly najpierw zaplacone. Kazdo pamieta o terminach platnosci .
                        Chyba by mnie trafilo , gdybym poszla na zakupy spozywcze a tam, okazalo sie , ze M zaplacil za cos , a nie zeszly jeszcze wplaty .... to zmusza ,zeby ciagle dwie osoby pamietaly i komunikowaly sobie kazda namniejsza pierdole. Na prawde sa ciekawsze tematy do rozmow niz pieniadze . A tak ,kazdy jest odpowiedzialny za swoje dzialke i juz.
                        Co do glownego tepatu to... tak, mam pieniadze o ktorych nie wie M , a raczej nie wie ile ich jest . I wiem, ze M tez ma takie pieniadze , ale nie interesuje mnie ich kwota . Nie mamy tez dostepu do swoich kont , ani upowaznien...
                    • 01.04.13, 19:44
                      dla mnie model verdany nie jest bez sensu, choć u mnie akurat jest jedno konto. Model verdany jest inny niż mój, ale nie jest bez sensu. Każdy lubi/woli co innego.

                      Ja kilka lat temu robiłam zakupy ze wspólnego konta zupełnie na siebie bez żadnego uzgadniania i informowania mojego męża i jemu to nie przeszkadzało - dla mnie to nie było bez sensu, a dla kogoś może być. Teraz tak nie robię, gdyż musimy bardziej liczyć się z pieniędzmi. I to była moja inicjatywa, by wszystko uzgadniać.

                      Jedna osoba czuje się bardziej bezpiecznie jak jest jedno konto, inna jak konto ma oddzielne. Rozumiem to. Ale pewnie nie tylko o bezpieczeństwo chodzi, ale też o niezależność, swobodę (psychiczną) itp.
                      • 01.04.13, 19:48
                        Toteż dla mnie model jednego konta i wszystkich wspólnych wydatków tez nie jest bez sensu - tyle, że nie dla mnie. Musze mieć "własne" pieniądze i móc o nich decydować, aby żyć w małżeństwie, nie w pułapce.
                        --
                        zpopk.blox.pl
                      • 01.04.13, 23:08
                        no właśnie - kazdy ma swoją własnąprzestrzeń. Jeden mniejszą, drugi większą. Jezeli w związku obie osoby będą wzajemnie szanować swoje przestrzenie - to ryzyko niesnasków znacznie się zmniejsza.
                        smile
                        Dla ludzi o większej własnej przestrzeni tu, akurat w kwestii finansowej - wspolne konto oznaczaloby ... katastrofę. No chyba, ze wychodzic z zalozenia - kontrola najwyższą formą zaufania.
                        Po prostu.... ludzie są rózni, mają rózne charakterysmile I nie ma sensu ex cathedra stwierdzać, co jest lepsze. To co dla jednych jest dobre, wcale nie oznacza, ze bedzie sie sprawdzało u innych.
                        Zresztą, chyba nie o t, tak do końca chodziło autorce wątku. Raczej o ukryte oszczędności...
                        --
                        Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
                • 02.04.13, 16:01
                  My jeszcze niedawno mieliśmy dwa konta, bo tak jakoś zostało z dawien dawna. Mąż ze swojego robił opłaty a mamy tego sporo naprawdę. Nie miało to żadnego znaczenia bo mieliśmy wgląd do swoich kont, to była formalność. Niedawno zlikwidowaliśmy moje konto ze względu na oszczędności, opłaty za konta to było około 20 zł miesięcznie, a teraz 0 zł. Niewiele, ale po co płacić. U nas to się sprawdza, ale każdy jest inny, może ktoś musi mieć zaskórniaki, ludzie mają różne potrzeby i różne charaktery.
              • 02.04.13, 10:23
                U mnie jest tak ze rachunki wychodza z konta meza, a ja mu zwracam polowe. Minus polowe pieniedzy za zakupy, bo zakupami zajmuje sie ja smile
                I jest u mnie dokladnie tak jak u Verdany, gdybysmy mieli jedno konto to czulibysmy sie zobowiazani do wspolnego rozwazania wsszystkich wydatkow, a tak kazy placi ze "swoich" pieniedzy. Nie mowiac juz o kwestii kupowania prezentow, faktycznie glupio bym sie czula kupujac prezent dla meza ze wspolnych pieniedzy i wspolnego konta (czyli wiedzialby gdzie i ile wydalam).

                --
                "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                • 02.04.13, 14:27
                  Kochajmy się jak bracie, liczmy się jak Żydzi.
                  • 02.04.13, 14:33
                    jezeli maja uniknąc kłótni, czmu nie...

                    Juz pisałam - wpólne konto mozna tez traktować... jako brak zaufania. No bo czym jest kontrola? No dobra... najwyższą formą zaufania.
                    big_grin

                    jeszcze raz napiszę. Ludzie są różni
                    --
                    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
                    • 02.04.13, 14:55
                      Popołowie na rachunki i jedzenie to się składają studenci wynajmujący mieszkanie a nie dorośli ludzie tworzący rodzine.
                      • 02.04.13, 14:58
                        no wygrałaś big_grin
                        Twój model jest jedynym słusznym
                        big_grin big_grin big_grin


                        --
                        Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
                        • 02.04.13, 15:16
                          E tam, takie zwracanie sobie połowę za rachunki czy jedzenie to niestety ale czasy studiów a te już chwilę temu skończyłam. Przelewanie sobie z konta na konto stosownych połówek to takie ...niedorosłe. wink
                          • 02.04.13, 15:51
                            Musze to koniecznie powiedziec mojej tesciowej, przechodzi kryzys wieku starszego wiec ucieszy sie ze jest wedlug ciebie niedorosla smile
                            --
                            "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                            "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                            • 02.04.13, 16:04
                              To popraw jej humor wink
                    • 02.04.13, 16:05
                      Nawet nie klotni, ale koniecznosci informowania i uzgadniania kazdego zakupu. Szkoda nam czasu na takie drobiazgi smile
                      Ale tak to jest, punkt widzenia i tak dalej. Ja nie wyobrazam sobie zycia z jednym, wspolnym kontem, a Przeciwcialo nie jest w stanie zrozumiec naszego sposobu na zycie. Jedyna roznica to to ze ja sie z niej/niego nie wysmiewac i nie kpie smile
                      --
                      "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                      "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                      • 02.04.13, 18:23
                        Po namysle doszlam do wniosku ze z punktu widzenia oszczednosci wspolne konto mialoby sens - gdybym musiala zglaszac i argumentowac kazdy zakup, ochota na zakupy szybko by mi przeszla smile
                        --
                        "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                        "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                        • 03.04.13, 14:18
                          melmire napisała:

                          > Po namysle doszlam do wniosku ze z punktu widzenia oszczednosci wspolne konto m
                          > ialoby sens - gdybym musiala zglaszac i argumentowac kazdy zakup, ochota na zak
                          > upy szybko by mi przeszla smile

                          Ale dlaczego wspólne konto ma automatycznie oznaczać konieczność zgłaszania i argumentowania każdego zakupu? Jestem dorosła, wiem ile mamy pieniędzy na wspólnym koncie i jakie mamy obciążenia, więc sama wiem, co mogę kupić.

                          Konieczność zgłaszania włączyłaby mi się prędzej wtedy, gdy nie wiedziałabym, ile wspólnej kasy ma jeszcze na swoim koncie małżonek.
                          --
                          NTNR
                          NoToNaRazie
                          • 03.04.13, 14:24
                            twinmama, zgadzam się smile
                            • 03.04.13, 15:18
                              i ja mam jak twinnmama,

                              kompletne nie rozumiem jak to działa u verdany, no ale skoro im pasi, to mnie nic do tego.

                              a obrazowanie sytuacji jak to działa w przypadku gdy pan mąż opłaca ze swojej kasy jakąś wycieczkę, bo ma zachciankę pojechać to dla mnie kosmos. znaczy jak verdana nie ma kasy, to zostaje w domku? że u paru tutejszych forumowych indywiduów tak to działałoby to bym się nie zdziwiła, ale w tzw. "normalnym domu" - kosmos!
                              • 03.04.13, 17:17
                                Verdana zostaje w domu, bo nie może brać urlopu poza latemsmile A maż uwielbia wycieczki typu "Wsiadamy do pociągu, przesiadamy się do autobusu, w ostatniej chwili łapiemy busik , przesiadamy się jeszcze tylko dwa razy i już jesteśmy na miejscu, zwiedzamy trzy romańskie kościoły, galerię obrazów, pole bitwy i pomnik, prześpimy się w kwaterze odległej o 3 km od miasta (plecak nie jest znowu taki ciężki) po czym wracamy tą samą trasą". To facet, który autobusami dojechał do Bejrutu...
                                Mogę dopłacić dwa razy tyle, aby nie jechać na taką wycieczkę - ale nie widzę podstaw, aby mąż, który to uwielbia, nie jechał.
                                --
                                zpopk.blox.pl
                                • 03.04.13, 17:53
                                  ja rozumiem że ci to pasuje, jemu też i jest ok.
                                  natomiast nie wiem, jaki miałby być problem zeby tę wycieczkę opłacić z jednego konta.
                                  gdzie tu byś się ty/on miał "dusić" i "być w pułapce"?

                                  jak mu z tego jego osobnego konta nie styknie na powrót, to rozumiem, że nie pociągnie ze wspólnego budżetu na życie całej rodziny, wszak realizuje własne zachcianki i wróci stopem 5 dni później niż miał w planach?smile
                                  • 03.04.13, 18:28
                                    Jest problem. Bo czasem, jeśli jest mniej pieniędzy, to wtedy obie strony łapią się na myśleniu "No tak, jak ja pojadę/kupię sobie/ to ta druga osoba już sobie czegoś nie kupi, więc właściwie powinienem zrezygnować". Albo, co jest jeszcze gorsze, myślę "Nie powinien kupować sobie telefonu, spodni itd, bo więcej kasy zostałoby na wakacje".
                                    Nie ma tak, że mu nie styknie - jak wie, ze nie styknie, to nie jedzie.
                                    --
                                    zpopk.blox.pl
                                    • 03.04.13, 18:37
                                      No i dlatego nalezy rozmawiac a nie zakłąda.c 2 konta aby z czystym sumieniem kupić buty " za swoje" wink
                                      • 03.04.13, 18:51
                                        Nie rozumiesz nadal. Nigdy w życiu nie kupię sobie butów, jeśli będę musiała najpierw to uzgodnić. Moze się wtedy okazać, ze mąż też potrzebuje butów - a na dwie pary nie starczy (teoretycznie, na buty jakoś nam starcza...). W tym wypadku rozmowa doprowadza do tego, ze jedna osoba "poświęca" się dla drugiej. W przypadku dwóch kont nie mam - to nie kupuję, nie wciągając w to męża, nie uzależniając zakupu moich butów od tego, czy jemu też są potrzebne.
                                        Oczywiście, to działa tylko przy pewnym luzie finansowym.
                                        Dla mnie jest ważne, abym mogła wydać pieniądze bez konsultacji i rozmów z kimkolwiek, jak osoba w pełni dorosła i niezależna.
                                        --
                                        zpopk.blox.pl
                                        • 03.04.13, 19:33
                                          Albo ze chce kupic cos na co w danym miesiacu nie wystarcza - co mialabym zrobic zeby zablokowac te kase na koncie, powiedziec mezowi ze teraz przez trzy miesiace ma nie wydawac wiecej niz X bo ja chce sobie aparat fotograficzny kupic? Czy tez wyciagnac kase z konta i zachomikowac?
                                          --
                                          "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                          "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                        • 03.04.13, 19:34
                                          I chodzisz bez butów wink Nie, nie rozumien jak dla mnie absurdalnie bronionego przez ciebie pocucia "swoich" pieniędzy.
                                          • 03.04.13, 19:44
                                            Jak napisałam jasno i wyraźnie - buty sa tylko symbolem (zresztą tak czy inaczej, jedno chodzi bez butów, prawda?).
                                            To moze bardziej łopatologicznie. Chcę nie buty. Chcę powiedzmy mowy czytnik ibooków. OK. Zatem zaczynam oszczędzać na ten czytnik, powiedzmy nie kupuję kolejnych butów, niekoniecznych a ładnych, przestaję na miesiąc pić kawę na mieście. Wiem, ile zaoszczędziłam, kupuję, koniec.
                                            Przy jednym koncie tak się nie da - ja oszczędzam, mąż wydaje - trudno mu powiedzieć "W tym miesiącu zrezygnuj z obiadów na mieście, bo ja chcę sobie coś kupić". Albo "Nie kupuj sobie kurtki, bo ja chcę ibooka. Mając swoje konto, dokładnie wiem, na co mi starcza, jesli czegoś muszę się wyrzec, w imię kupienia czegoś innego dla siebie - to tylko ja, nie cała rodzina.
                                            No i jesli źle gospodaruję, to chodzę bez butów. Moja wina, nie jest zadaniem męża kupować mi buty, gdy swoje pieniądze wydałam bezmyślnie na byle co. I jak mówię - to działa tylko w wypadku, gdy ma się pewną swobodę w wydawaniu, przy dochodach "na styk" już nie.
                                            --
                                            zpopk.blox.pl
                                            • 03.04.13, 20:06
                                              No a jak oboje wydajecie z nadzieją że ta druga strona oszczędza to potem mozna się zadławić kotletem kupionym z konta współmałzonka bo przecież swoją pensję się wydało i powinno byc gwizdane a nie obiad.
                                              Z całym szacunkiem Verdano ale bez sensu taki system. Niby otwartośc a jednak ukrywanie/
                                              • 03.04.13, 20:17
                                                Chyba kompletnie nie rozumiesz... , albo nie chcesz zrozumieć.
                                                Każdy z nas wydaje tylko tyle, ile może wydać - odliczając wszystkie wydatki bieżące. Żadne z nas nigdy nie wydało na siebie tego, co jest przeznaczone na wydatki domowe. Zatem nie trzeba kupować kotleta z konta małżonka. Jest dokładnie przeciwnie -każdy z nas oszczędza, nie licząc na oszczędzanie tej drugiej strony. Wystarczy trochę dyscypliny finansowej. Oszczędności oczywiście mamy.

                                                Jakie ukrywani - co Twoim zdaniem ukrywamy? Ani chęć zakupu, ani zakup, ani pieniądze. Różnica polega na tym, że jesli chcę kupić tego ibooka, to mówię "Kupuję ibooka", a nie "Czy mogę w tym miesiącu kupić ibooka"?
                                                --
                                                zpopk.blox.pl
                                                • 03.04.13, 20:21
                                                  To kompletnie nie moja bajka.
                                                  • 03.04.13, 20:25
                                                    Zauwazylysmy smile
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                • 04.04.13, 00:43
                                                  I w tym samym dniu twoj maz tez bez konsultacji sobie kupi ibooka, bo chce i macie 2. Chociaz do uzytku wystarczylby jeden?

                                                  Analogicznie, nie chcialabym by maz kupowal sobie samochod, bo chce i go stac.
                                                  Wolalabym miec wplyw na rocznik, marke, gabaryt i kolor wreszcie. Imwmogole na to, czy go,kupic czy moze nie teraz? W koncu kasa jest i tak wspolna.
                                                  • 04.04.13, 06:52
                                                    Dokładnie.
                                                  • 04.04.13, 08:23
                                                    Przeciwciało, prezentujesz bardzo charakterystyczny dla wielu ludzi pogląd, że jak ja czegoś nie rozumiem/nie stosuję/ nie akceptuję to jest to złe/ gorsze/nieprawidłowe. Cokolwiek to ograniczone podejście, ale rozumiem, że tak łatwiej żyć - z przekonaniem, że „moje jest mojsze, bo jest moje”. Ale wiesz, od tego, że ktoś żyje inaczej wcale nie ubywa Twojemu pomysłowi na życie. Inaczej nie znaczy źle. Inaczej to inaczej; lepiej dla tego, kto stosuje metodę, a nie lepiej w pojęciu uniwersalistycznym. A dyskusja i Twoje zaperzanie się dąży właśnie w takim kierunku – wyznaczenia jednego słusznego ogólnonarodowego, a nawet światowego podejścia do pieniędzy w małżeństwie. Tylko po co?
                                                    Ja np. obiema kończynami popieram Verdanę. Moja potrzeba niezależności też rozciąga się na wiele dziedzin życia, a finansowa jest jedną z nich. Wspólnota majątkowa, wspólne konta, wspólne oszczędności, wspólne plany nie wykluczają marginesu prywatności – każdej, także finansowej. Skoro parze – tej jednej, konkretnej – taki układ pasuje i sprawdza się w ich konkretnej konfiguracji, to po kiego grzyba wydatkujesz z siebie pokłady energii, żeby udowodnić, że to jest be? Jak widać Verdanie taki system finansowy pasuje – mało, jej mężowi też pasuje, a skuteczność wypracowanej przez oboje zasady potwierdza choćby staż małżeński oraz stabilna sytuacja finansowa, którą wypracowali oboje. I to – szok! – przy takich zasadach finansowych, jakich Ty nie rozumiesz i nie akceptujesz.
                                                    I Verdana ma rację, bo to mądra kobieta jest, że nie problem w tym, że Ty nie rozumiesz, ale że nie chcesz rozumieć. Bo to burzy Twój porządek świata? Kiepski to w takim razie porządek, skoro czyjś inny pomysł na życie może nim zachwiać w posadach. A Verdany świat, budowany na tych obrazoburczych i pewnie w dodatku niechrześcijańskich zasadach, trzyma się mocno. I pewnie nie zachwieje nim Twoja wątpliwość, że skoro dwa konta, że skoro inne pasje i przyzwolenie – o zgrozo! – na ich realizowanie niejednocześnie, że skoro on sobie a ona sobie – to coś w tym verdanowym małżeństwie musi być nie halo…
                                                    Posiadanie konta czy skarpety na własne oszczędności uważam – osobiście – za zdrowe, normalne, potrzebne do zachowania dobrego samopoczucia. Ale jeśli komuś to wspólnota wszystkiego – prawna i praktyczna – jest potrzebna do szczęścia, to niech ją ma. Socjalizm i komunizm, gdy każdy miał po równo mieć, myśleć i działać jest już na szczęście dawno za nami. Mamy już demokrację, a naszych małych państwach-rodzinach to już w ogóle totalną. I dopóki nie krzywdzimy naszymi pomysłami nikogo – a Verdana zdaje się bólu nikomu nie zadaje – to mnóżmy te swoje sposoby na życie dowolnie, ku radości wspólnej i różnorodności, która jest przecież taka piękna.
                                                  • 04.04.13, 08:49
                                                    Dokładnie.
                                                  • 04.04.13, 09:10
                                                    Też się pod tym podpisuję.
                                                    U nas też są osobne rachunki a z racji różnicy w dochodach każdy płaci za co innego. Poza tym w różnych bankach są różne dodatki typu cashback więc wydatki są tak podzielone, żeby też coś nam kapnęło od banków. I jakoś szczęśliwie żyjemy, robiąc również oszczędności - i wspólne i osobne. A jak któreś z nas chce sobie kupić coś ekstra to robi to tak, żeby nie odbyło się to kosztem rodziny. Jak u Verdany. Niedawno mąż kupił sobie coś tam na raty. Chciał/potrzebował to kupił. Raty spłaca sam. Mi nic do tego.
                                                  • 04.04.13, 09:45
                                                    Oj, po prostu nie rozumienm takiego systemu rozliczeń i tyle. Dla mnie, powtarzam, dla mniejest on niezrozumiały. Wspólne konto nie wyklucza prywatności, zakupów bez wyrzutów dla siebie.
                                                  • 04.04.13, 10:33
                                                    Oj, no to się nie morduj już. smile Niech system zostanie to wielka tajemnicą, przecież i tak nie zamierzasz wprowadzać tego sposobu u siebie
                                                    Zrozum jedno: ze u kogoś innego taki system sie sprawdza, za to nie sprawdzał sie jeden wspólny.Bo ludzie są rożni, Nie kazdy jest Przeciwciałem. I już.
                                                    big_grin
                                                    --
                                                    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
                                                  • 04.04.13, 10:35
                                                    Każdy ma inaczej. Moja koleżanka nie mogła zrozumieć jak można mieć osobne konta, skoro gospodarstwo prowadzi się jedno, nie ma więc znaczenia czyja pensja "wchodzi" pierwsza i z czyjej pensji płaci się rachunki. Do czasu, dopóki nie popsuło jej się w związku, dopóki nie pojawiły się pretensje, że za dużo wydaje i nic nie oszczędza a przecież kryzys. Jest dobrze....dopóki jest dobrze. Pobiegła do banku i założyła osobne konto.
                                                  • 04.04.13, 17:08
                                                    czyli się potwierdza, że jak jest słabo w małżeństwie, to taka rozdzielność jest lepsza...
                                                  • 04.04.13, 18:29
                                                    Tak, nasze malzenstwa so okropne, stoimy na skraju rozwodu i upadlosci majatkowej. Od trzynastu lat tkwimy w tym strasznym stanie.
                                                    Co do poprzedniego postu : gdybysmy przypadkiem kupili dwe iBooki tego samego dnia, chylkiem i nic nie mowiac nikomu, to albo bysmy musieli poderznac sobie zyly, albo oddac jeden egzemplarz do sklepu smile
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 04.04.13, 20:08
                                                    Ibooki mnie rozwaliły z jednego powodu. Na dwie osoby potrzebne są dwa ibooki. Jeden w domu wydaje mi się grubszym nieporozumieniem. Czyli jeśli każdy z nas kupi ibooka, będzie ich akurat tyle, ile trzeba. No, ale może niektórzy uzgadniają nie tylko, kiedy co kupią, ale i kiedy kto czytasmile

                                                    --
                                                    zpopk.blox.pl
                                                  • 04.04.13, 20:29
                                                    Tez prawda smile to znaczy chlop iBooka nie kupi bo czytnikow nie trawi, ale za to wiele ksiazek jest w dwoch egzemplarzach, o zgrozo!
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 04.04.13, 20:36
                                                    U mnie mąż też nie trawi. Za to ja mam ibooka, syn, córka, starszy syn i narzeczona syna. A że wszyscy mieszkamy blisko siebie, właściwie jeden by starczyłsmile
                                                    --
                                                    zpopk.blox.pl
                                                  • 04.04.13, 20:42
                                                    Trzeba by sie tylko w kolejce zapisywac albo grafik na tydzien robic smile
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 05.04.13, 12:30
                                                    uchachałyście się z tych ibooków a ciekawe, czy papierowe wydania kupowałyście zdublowane w czasach gdy elektroniki nie było? 2Xwyborcza, 2Xpolityka, co tam dla takich yntelektualistek to za wydatek? tak? tak było?

                                                    no u nas zgoła inaczej, kupujemy jedną wyborczą i w sobotę rano, ja sięgam po wysokie, mąż po świąteczny - no jakoś się umiemy podzielić i z gardła nie wyrywamy nic.
                                                    polityka? no raz jedno czyta, a potem drugie.

                                                    tak samo i ibookiem, syn czyta ibooka, mąż wyborczą na ipadzie, ja szperam w necie a najmłodszy czyta papierową książkę. nie ma powodów by każdy miał osobistego ibooka.

                                                    i o matko bosko! czasem elektronika leży nienaładowana a my czytamy papierowe: książki, gazety, i nic nie ma potrzeby kupować X4. i można się naczytać w tym samym czasie. no ale lepiej obśmiać i wyszydzić, bo ibook to normalnie jak podpaska, tani i wyłącznie do osobistego użytku.
                                                  • 05.04.13, 13:15
                                                    Zebys sie nie zdziwila : mysle ze spokojnie jedna czwarta ksiazek mamy podwojnie, ja swoja a maz swoja. Bo on lubi wydania duze a ja ksiazkowe, ja lubie czytac w wannie i przy jedzeniu a on dba o ksiazki jak o zrenice oka.
                                                    A do wyszydzania i poplakiwania nad ciezkim losem zwiazkow to nie my jestesmy pierwsze.
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 05.04.13, 13:22
                                                    jedna czwarta ksiazek mamy podwojni
                                                    > e, ja swoja a maz swoja. Bo on lubi wydania duze a ja książkowe

                                                    rozumiem, że polecasz wszystkim do stosowania, szczególnie przebywając na forum oszczędzamy?

                                                    sama widzisz, że to mało efektywne, zaczyna się od książek a gdzie kończy ci się skala dublowania zakupów? na samochodach i mieszkaniu?
                                                    bo nam ewentualnie na torcikach w dniu urodzin(ja chcę zrobić niespodziankę, skoro mam urodziny, dać torcik i alkohol, a mąż pamięta, że mam urodziny, chce mi zrobić niespodziankę i kupuje torcik i alkohol - te ulubione przeze mnie, w związku z tym na wieczór mamy 2 identyczne torciki - miłe to, ale raz/dwa razy w roku do zaakceptowania, na co dzień, lepiej jak pogadamy co kto kupuje- i dla jasności: pogadamy nie równa się pytamy czy można? bo zaraz kto pułapkę poczuje)
                                                  • 05.04.13, 13:43
                                                    Wydaje mi sie ze dyskusja wyszla juz daleko poza pole "oszczedzania". Czy polecam? Maniactwa nie polecam, gdyby chlop nie byl maniakiem faktycznie moglibysmy miec wspolne ksiazki i oszczedzic miejsce i pieniadze. Poniewaz jednak jest maniakiem, to tak, polecam ten system, lepsze to niz czytanie ze starcham ze cos sie zagnie czy pobrudzi smile
                                                    Przyznam sie ze nie bardzo widze w czym problem zeby kazdy kupil samochod jaki chce i jaki mu sie podoba, o ile posiadanie dwoch pojazdow ma w takiej rodzinie sens. My mamy jeden wspolny samochod, odziedziczonego rzecha, i dwa rowery, kazdy ma swoj, przez siebie wybrany i zaplacony.
                                                    Tak samo mamy dwa komuptery, dwie mptrojki, dwa plecaki. Mimo to nadal umiemy sie dzielic, zapewniam cie. Za dowod moze posluzyc to ze JA mam cztery torby ktorych uzywa przewaznie maz. I nawet nie kaze mu placic za wynajem, ani nic! smile
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 05.04.13, 15:04
                                                    rozumiem, że polecasz wszystkim do stosowania, szczególnie przebywając na forum oszczędzamy?

                                                    Super uwaga. Świetnie pasuje do propagowanych na forum minimalizmów, odgruzowywania mieszkania, oszczędzania i takich dziwnych tematów. Powiem szczerze, że dla mnie kupowanie dwóch książek tylko dlatego że jedno lubi o nią dbać a drugie nie to jakiś kosmos. Dla jasności, ja akurat uwielbiam czytać przy jedzeniu i bardzo staram się żeby na tym nie cierpiały książki i komputery. Czasem mi nie wychodzi. Co do książek i gazet kupujemy jeden egzemplarz, w dodatku czytają go potem dwie rodziny - my z mężem i mama z tatą (albo na odwrót). Jakoś nikogo straszenie nie boli że o czymś przeczyta parę dni później.
                                                  • 05.04.13, 15:11
                                                    Ja sie pod minimalizmem nie podpisuje, i niczego nie mam zamiaru odgruzowywac, no, oprocz szafek w kuchni. Od moich regalow wara smile
                                                    Nie moja wina ze zyje z maniakiem ktory potrafi przekopac trzy regaly w dwoch ksiegarniach zeby znalezc nienaruszony, dziewiczy tom. Ksiazka ktora dla mnie i dla was jest w stanie idealnym dla niego jest rzechem, bo, o tu, popatrz, jest rysa! A ja ksiazki lubie a) czytac b) posiadac wiec poki mam miejsce i pieniadze pozwalam sobie na luksus kupienia drugiej pozycji, tylko dla mnie.I utopienia jej w wannie jesli taki bede miala kaprys. A maz pozwala sobie na luksus posiadnia ksiazki w stanie idealnym, co jest balsamem na jego dusze i jako takie jest warte tych pieniedzy.
                                                    Oszczedzamy na wielu innych rzeczach, akurat na ksiazkach nie.
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 05.04.13, 15:48
                                                    ale w dyskusji nie chodzi o książkę vs ibook, tylko o to raczej, że nie komunikując sobie wzajemnych wydatków(wara!) dublujesz zakupy.

                                                    czy to torcik czy to gazeta czy komplet kryształowych kieliszków. jest sens? ja nie widzę.
                                                    widocznie przyziemne z nas egzemplarze i lubimy sobie poopowiadać, na jakie zakupy mamy chętkę tudzież przymus. umawiamy się też co do oglądanych filmów, bo lubimy to robić razemsmile dziwne, przecież można wyjść i wziąć co się chce, bez oglądania się na drugą połówkę.
                                                  • 05.04.13, 17:15
                                                    Alez przeciez komunikujemy. Nie wszystkie, ale wieksze, ciekawsze albo takie ktore moga byc uznane za wspolne (wiec mozna podzielic koszty albo zwiekszyc sume przeznaczona na zakup).
                                                    Nie bede komunikowac checi zakupu szesciopaka gaci czy tez ksiazki, ale maz wie ze zbieram np.na aparat fotograficzny i na pewno nie przeoczy faktu ze zbieram i kompiluje informacje o modelach. On mnie informuje ze wlasnie zamowil nowe gry czy karty, nie zeby uzyskac aprobate czy zeby sie nie zdublowalo, tylko po prostu, zeby sie podzielic radoscia z zakupu.
                                                    Szczerze mowiac nie pamietam kiedy ostatnio zakupy nam sie zdublowaly, poza ksiazkowymi, ktore i tak sa rozdzielne. Po prostu wydajemy pieniadze na rzeczy zdecydowanie rozne.
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 05.04.13, 17:24
                                                    Nie rozumiesz różnicy, między "nie komunikujemy", a nie uzgadniamy, czy możemy w tym miesiącu coś kupić, czy też są inne plany zakupowe? Oczywiście, ze jak trzeba kupić coś większego do domu, to to się uzgadnia, albo przynajmniej o tym mówi. Ale nie muszę z góry zawiadamiać,że idę kupić spodnie, albo kurtkę dla syna - bo wiem, czy mnie na to stać, czy nie. Poza tym zakupy, które robię dla siebie, nie mogą, z przyczyn oczywistych ulec zdublowaniu.
                                                    Mamy też dosyć dokładnie podzielone, co kto kupuje.
                                                    Nigdy nam sie zakupy nie zdublowały, może poza drobiazgami typu biały ser.
                                                    --
                                                    zpopk.blox.pl
                                                  • 05.04.13, 13:26
                                                    ale może niektórzy uzgadnia
                                                    > ją nie tylko, kiedy co kupią, ale i kiedy kto czytasmile

                                                    oczywiście, że uzgadniają - na wczasy zawsze bierzemy zestaw lektur i dogadujemy się co kto będzie czytał, tak właśnie by 2 osoby mogły to robić jednocześnie i żeby mogło się obyć bez kupowania dwóch tych samych pozycji? zakładałam że to nawet dość normalne, a tu widzę, że kosmos.
                                                  • 05.04.13, 13:38
                                                    Miało być o zaskórniakach i innych "tajnych kontach" współmałżonków a wy przepychacie się o to kto/ile/czego kupuje i jaki to ma sens obrażając siebie wzajemnie. Dajcie już spokój.
                                                  • 05.04.13, 13:45
                                                    Ksiazek na swiecie jest duzo, my tez bierzemy komlet i czytamy rozne pozycje, w tym samym czasie. Przyznasz chyba ze czytanie dwoch pozycji w tym samym czasie na jednym iBooku jest niewykonalne? smile
                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 05.04.13, 14:36
                                                    dwoch pozycji w tym samym czasie
                                                    > na jednym iBooku jest niewykonalne? smile

                                                    jak te ludzie czytali te wszystkie książki w czasach nieibookowych? pewnie nie było książek wówczas?'
                                                    przyznasz chyba że to absurd?

                                                    może jedno czytać na ibooku a drugie książkę papierową, zupełnie inną a potem można się zamienić? czy nie można? bo nie z twojego konta poszedł zakup?

                                                    przyznaję że jako średniak elektroniczny nie wiem, czy można mieć te same pozycje na różych nośnikach(za jedną cenę), bo się tym w domu nie zajmuję. ale wiem, że można czytać na ibooku a drugie na ipodzie. nie trzeba kupować 4 ipodów i 4ibooków żeby w rodzinie były potrzeby zaspokojone?
                                                  • 05.04.13, 15:05
                                                    Problem czysto akademicki, nie mamy ani IPoda, ani iBooka. Gdybysmy mieli to pewnie iPod nalezlby do jednego, a iBook do drugiego, wiec wychodziloby na to samo. Czyli na upadek obyczajow, egoizm, brak zaufania i bog wie co jeszcze. Nie mam pojecia czy licencje ebbokow sa podzielne i czy mozna czytac jeden ebook rownoczesnie na dwoch urzadzeniach. W kazdym razie nie na tym polega clou problemu - "problem" polega na tym ze w moim zwiazku nie wszystko jest wspolne, duzo przedmiotow ma jednego wlasciciela (niezaleznie od tego kto sie nimi posluguje) i jest nam z tym dobrze, niezaleznie od tego co stanowi prawo i zwyczaje w innych rodzinach.

                                                    --
                                                    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                                                    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                                                  • 05.04.13, 17:26
                                                    Mojego ibooka nie dam nikomu. Nosze go zawsze ze sobą, czytam kiedy chcę i nie bardzo wiem, jak mogłyby z niego korzystać dwie osoby. Dla mnie jest oczywiste, ze mam rzeczy, które należą tylko do mnie.
                                                    --
                                                    zpopk.blox.pl
                          • 03.04.13, 14:31
                            Proste - jeśli i ty i mąż bez uzgodnienia kupicie jednocześnie coś droższego, może potem nie starczyć na konieczne wydatki. Na własnym koncie wiem, ile mam, ile musi zostać, ile mogę w tej chwili wydać. Oczywiście, zakłada to pełną odpowiedzialność obu stron - ze obie sumiennie płacą to, za co mają płacić.
                            --
                            zpopk.blox.pl
                          • 03.04.13, 15:39
                            Bo jesli wspolnej kasy jest srednio duzo to dwa, trzy srednie zakupy moga bardzo niemile zaskoczyc druga strone, kiedy bedzie chciala dokonac swoich. Tym bardziej jesli uwaza sie te zakupy za opcjonalne, na przyklad okazyjna kolekcja kart do karcianki za 200 euro czy nowe glosniki do kompa za 500. U nas w koncu doszloby do jakiejs konfrontacji z wyliczaniem co kto i kiedy kupil, i dlaczego wobec tego uwaza wizyte u kosmetyczki czy nowe opony do roweru za zbytek.
                            Uwierzcie mi, u nas to dziala bardzo dobrze. Ja bylabym za otworzeniem trzeciego, wspolnego konta na wydatki domowe (czynsz, rachunki itp) ale takie konto kosztuje i maz uwaza ze sie nie oplaca smile
                            --
                            "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                            "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                            • 03.04.13, 20:14
                              Też mam taki układ jak melmire. Owszem, rozliczam się z mężem i zwracamy sobie po połowie. System działa bardzo dobrze, a przy okazji mamy sposobność podliczenia wydatków. I dodatkową zaletą jest, że jak ktoś wtopi na jakiejś inwestycji, wtapia własne pieniądze i pretensje może mieć tylko sam do siebie.
      • 29.03.13, 16:24
        matilda_mother napisał(a):

        >
        > A jeśli ktoś musi sobie chować pieniądze na tzw. przyjemności, to chyba coś jes
        > t nie tak. Nie wyobrażam sobie że miałabym robić tajemnice z tego że mam ochotę
        > kupić sobie coś, później miałabym np. chować bluzkę?

        No ja tak przez pewien czas miałam... I co miałam się rozwieść, bo mąż nie akceptował moich rozrywek (książki)? Pewnie było "coś nie tak"... z nim tongue_out Zmądrzał. A ja po prostu nie chciałam kopii kruszyć o każde 30 zł, bo szkoda koksu i energii. Nie byłam w stanie przekonać go do swoich racji i nie widziałam powodu, żeby się poddawać jego presji.
    • 29.03.13, 14:29
      moi rodzice mają osobne "zaskórniaki" - ojciec lubi odkładać dla samego odkładania i po paru latach za to kupuje "nówki" z salonu, mama na mniejszą skalę odkłada na swoje sprawy - ale ojciec lubi jej się wtrącać do wydatków i dlatego tak jest.

      wzajemnie nie wiedzą o stanie swoich "ukrytych" pieniędzy - choć wiedzą o ich istnieniu.

      u mnie nie ma aż takiej potrzeby "ukrywania się" - mam kilka lokat na siebie bez upoważniania męża - mąż nie wie ile tam jest, ale i ja nie za bardzo wiem, bo jest ich kilka już parę lat a zaglądam do nich raz na jakiś czas.
      i analogicznie jak u moich rodziców, mąż wie, że coś tam mam, nie wnika ile, bo wie, że i tak podlegają wspólnocie.
      mąż raczej "ukrytych" skarbów nie ma, nic mi o nich nie wiadomo, też nie znam finalnego stanu jego kont i lokat, poza tym że wiem, że są, w którym banku i że jestem do nich upoważniona.
      i tak jak on o moich, wiem że są, nie wiem, ile, ale wiem, że sporosmile i to mi daje spokojnie spać.

      jak bym zauważyła nocne eskapady do kasyna, zapewne kontrolę nad upłynnianiem kont tajnych czy nie, chciałabym wzmocnić.
      Jeśl
      > i tak to na co? Na prezenty dla dzieci/wnuków/partnera/siebie? Na swoje zachcia
      > nki? Na czarną godzinę? Na zagospodarowanie na wypadek rozstania?

      takie pieniądze mamy na tzw. czarną godzinę.
      prezentów za ukryte lokaty sobie nie kupujemy, niestety, nie ten poziom wydatkówsmile
    • 29.03.13, 16:47
      u nas wszystko jest jawne i jedno konto, nie ma u nas żadnych "spięć" podczas jakichkolwiek zakupów

      ale...
      kiedyś był taki wątek: mieć wspólne konto czy nie i ja po tym wątku się trochę przekonałam do takiego modelu: "rozdzielności", ma to swoje plusy - w razie różnych "życiowych zawirowań" wink choć to pewnie życia utrudnia, ale daje poczucie niezależności

      wracając do tematu, pewna moja znajoma, rozwiedziona kiedyś przyznała, ze żałuje, ze nie miała takich "ukrytych oszczędności", ze ich nie zbierała podczas lepszych (finansowo) okresów w życiu
    • 29.03.13, 17:12
      Mam swoje oszczędności (gromadzone jeszcze od panieńskich czasów), ale nie jest to tajemnica.
    • 29.03.13, 20:06
      Mamy, jeszcze z czasow panienskich, z ktorych po prostu nic nie zrobilismy, bo nie mielismy innych pomyslow. Ale wiemy o tych oszczednosciach i mamy pelnomocnictwo do tych kat.
    • 29.03.13, 20:12
      nie mam czegoś takiego, jak ukryte przed mężem zaskórniaki, konta, lokaty.
      ale gdyby nie układało się nam, i miałabym jakieś (jakiekolwiek) obawy, to sądzę, że odkładałabym, czyli brak zaufania.
      i tylko w tym przypadku.
      --
      Dlaczego dziś wstałam o 5.00? Hmmm..żeby się dłużej poobijać???
    • 29.03.13, 21:56
      ja mam, od pewnego czasu, zanim jeszcze dowiedziałam sie o długach zrobionych przez męża

      dopóki pieniądze spływały na wspólne konto, dopóty wychodziły bez kontroli, mąż nie miał potrzeby ich oszczędzania

      od pewnego czasu część moich dochodów (prawie wielkości pensji) wpływa od razu na konto oszczędnościowe, co w pewnym momencie umożliwiało mi odłożenie kilkunastu tysięcy rocznie

      niestety, obecnie, ze względu na obniżkę pensji i konieczność spłacania kredytu, te pieniądze i tak muszę przelać na życie
    • 29.03.13, 22:43
      >Do rzeczy:
      > czy będąc w związkach (chłopak-dziewczyna, partnerstwo, narzeczeństwo, szczegól
      > nie - małżeństwo) macie swoje oszczędności w tajemnicy przed drugą stroną Jeśl
      > i tak to na co? Na prezenty dla dzieci/wnuków/partnera/siebie? Na swoje zachcia
      > nki? Na czarną godzinę?

      Mamy 4 konta, bez tajemnic, ale zarządzane przez 1 osobę, przeze mniebig_grin
      Rozstania nie przewidujemy, ale kto przewidujewink
      A jakby co to po połowie.

      > Uważacie, że trzeba mieć takie oszczędności - swoje zaskórniaki o których nie w
      > ie partner?

      Nie. Uważam, że to nie jest zdrowe.

      > Jakich rzędów powinny to kwoty? Z jakich pieniędzy powinny być odkł
      > adane (z własnej pensji, z resztek z rubryczki "na życie?", z "fuch?")

      "Własna" pensja w małżeństwie nie jest już własna tylko wspólna, odkładanie pieniędzy z rubryczek "na życie" jeżeli się nie wydało tego "na życie" jest oszustwem, tak samo z "fuch" itd.
      Tak samo, nie rozumiem, jak mozna ukrywać kupiony ciuch i potem wmawiać mężowi/partnerowi, że to stary. Krętacwo nigdy nie jest dobre.
    • 30.03.13, 09:16
      Rozumiem odkładanie małych kwot, bo sobie odmówiłam drożdżówki i mogę wrzucić do skarbonki na coś ekstra tylko dla mnie, ale chowanie większych kwot przed mężem i ogólnie rodziną uważam za nieuczciwe. Prawo również stanowi, że majątek małżonków jest wspólny i jakaś przyczyna takiego uregulowania jest. Odkładając tylko dla siebie czułabym się niekomfortowo - jakbym okradała rodzinę.

      Ale to chyba wynika z tego, że zarabiamy/jesteśmy w stanie zarobić z mężem tyle samo. Jestem natomiast w stanie zrozumieć, że strona słabsza finansowo jakoś stara się zabezpieczyć na przyszłość.

      Natomiast całe to rozwiązanie ma zasadniczą wadę - jeśli o pieniądzach NIKT nie wie, to w razie jakiegoś nieszczęścia one po prostu przepadną.


    • 30.03.13, 11:25
      Mamy. W tajemnicy? Oboje wiemy, że druga strona ma oszczędności (akcje, jednostki uczestnictwa itp.), ale nie wiemy nawzajem, ile tego jest. Nigdy nas to nie interesowało specjalnie.
      --
      "Słyszeliście może o kolesiach, którzy wyskakują z krzaków w parku na Jasnej Górze i pokazują pindola? (...) To teraz pomnóżcie to przez tysiąc. Tym właśnie jest blogosfera."
    • 30.03.13, 13:54
      Mamy osobne konta, i biezace, i oszczednosciowe. Mniej wiecej wiem ile maz ma oszczednosci, a on ma jakie takie pojecie ile mam ja.
      Oboje tak bylismy wychowani, i ten system zawsze nam sie sprawdzal, moze dlatego ze nie mamy duzo pieniedzy, wiec wydawanie "swoich" pozwala unikac narad rodzinnych na temat czy mozna kupic piaty krem czy nowa gre. Kto chce, ten kupuje smile
      --
      "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
      "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
    • 30.03.13, 20:16
      skarbonka-bez-dna napisała:

      > czy będąc w związkach (chłopak-dziewczyna, partnerstwo, narzeczeństwo, szczegól
      > nie - małżeństwo) macie swoje oszczędności w tajemnicy przed drugą stroną? Jeśl
      > i tak to na co? Na prezenty dla dzieci/wnuków/partnera/siebie?

      Tak pozwolę sobie to skomentować:

      kwejk.pl/obrazek/1702564/boze-spraw.html
      W.
      • 01.04.13, 00:13
        Ja odkładam co miesiąc małą sumę na wypadek gdyby "coś "nie wypaliło .Muszę się zabezpieczyć bo mamy 2 dzieci i nie wyobrażam sobie sytuacji ,ze np mąż mnie porzuca/wyjeżdza/wyprowadza się a ja zostaje z "gołą "wypłata .
        Może nie jest to sekretne konto ale raczej nie chwalę się ile mam i po co mi te pieniadze są ...
        Ps.Proszę nie analizować mojego małżeństwa smile
    • 01.04.13, 08:55
      Przykro sie czyta ten wątek, zwłaszcza niektóre wypowiedzi, bo - bardzo oceniające są... I te oceny to takie z grubej rury, typy dwa osobne konta to nieuczciwość, okradanie rodziny, paskudny towarzysz zycia...
      Wszystko jest kwestią umowy. Zarówno posiadanie jednego konta, dwóch osobnych, czy dwóch osobnych i jakiegoś wspólnego. I dopiero solidność realizowania umowy może świadczyć o czlowieku



      --
      Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
      • 01.04.13, 20:04
        tu sie nie ma co rozwodzić - sprawa jest indywidualna. My z Niemężem po wspólnych 8 latach nadal mamy swoje własne konta i nie wyobrażam sobie by było inaczej. Chociaż ostatnio zastanawiam się nad założeniem dodatkowego wspólnego, które zasilalibyśmy miesiecznie w równej wysokości.
      • 03.04.13, 15:52
        Przykro to się czyta wypowiedzi osób, które nie odróżniają osobnych kont od oszczędności trzymanych w tajemnicy.

        --
        Until the very end
    • 01.04.13, 13:30
      Pieniadze s a u nas wspolne zarowno oszczednosci jak i kredyt.
      • 02.04.13, 17:49
        A tak mi się przypomniał fragment z kabaretu: "biorę cię, kredycie, na życie...." wink

        p.s. Nie lubię ciągle się kajać, ale nie ma tu ani miligrama szyderstwa czy ironii. My od N lat mamy wspólne konto.
    • 01.04.13, 14:26
      Fajny artykuł ukazał się w zeszłym roku w newseeku na temat pieniędzy w związku.
      spoleczenstwo.newsweek.pl/polskie-pary-na-finansowej-hustawce--czyli-jak-klocimy-sie-o-pieniadze,92432,1,1.html
      --
      ---------------
      Oszczędzanie Pieniędzy
      • 08.04.13, 22:04
        Mój mąż nie ma pojęcia o tym ile mamy oszczędności i gdzie ona są, po co? kilkakrotnie mu o tym mówiłam i jego to kompletnie to nie interesuje, nie zna się na tych wszystkich lokatach, kontach z cashbackiem i dobrze mu z tym. Nie ukrywam tych pieniędzy przed nim, jest to wspólne.
        Nie narzeka, co chce to ma.
    • 01.04.13, 18:14
      My sie po prostu umówilismy, ze kazde z nas zostawia sobie 15% pensji na wlasnym koncie, a reszte przelewamy na wspólne/oszczednościowe. Ja z tej kasy oplacam wszystkie przyjemnosci własne (typu kawa na miescie, fryzjer) a resztę odkladam. Gdybyśmy byli w trudnej sytuacji materialnej to zlikwidowalibyśmy ten podział i wrzucali wszystko do jednego worka i potem razem dzielili.
    • 01.04.13, 19:00
      Nasza rodzina to 4 osoby.
      2 osoby (rodzice) pracują.
      Jest wyliczona kwota na miesięczne wydatki domowe, na które zrzucamy się z mężem.
      Dzieciaki mają wypłacane kieszonkowe na swoje konta. Reszta kasy pozostaje na osobnych kontach rodziców. Dla mnie to wygodne rozwiązanie.
      Każdy dysponuje swoimi oszczędnościami i nikt nie komentuje, zakupu stroju na motor za XXXXzł, czy perfum za XXXzł.
      Jeśli ustalamy, że za X lat będzie potrzebna wymiana auta to otwieramy konto oszczędnościowe, ustalamy ile kto może wpłacać i zbieramy.
      Na koncie na wydatki domowe zawsze są nadwyżki na różne typu awarie itp.
      Nigdy nie kłóciliśmy się o pieniądze.
      • 01.04.13, 20:36
        wszystko pięknie, wspólnota majątkowa itd. ale są w życiu sytuacje których nikt nie przewiduje. mąż może narobić długów albo wpaść w alkoholizm.... przecież wiecie że w przypadku posiadania przez męża oddzielnego konta, jeśli cofnie pełnomocnictwo, to nic z niego nie wypłacicie, i jak nie będzie chciał dac wam pieniędzy to po prostu nie da? albo będzie wypłącać wszystko z bankomatu zaraz po wpłynięciu pensji na konto? (żeby było jasne- nie mówię o moim męzu) owszem, wtedy idzie się do sądu, rozdzielność majątkowa, separacja, rozwód... ale do tego czasu, a często to trochę trwa- to co- zęby w ścianę? a jeśli są dzieci? są kobiety które nie pracują zawodowo. co mają zrobić w takiej sytuacji? są kobiety którym mąz wydziela pieniądze, bo to 'on pracuje'. sa i takie które uwazają że fajnie jest jak to facet lokuje oszczędności, a one wydają swoją pensję na dom. to już uważam za kompletnie bezmyślne. bo w razie czego, on po prostu cofnie ewentualne pełnomocnictwa (które zresztą wygasają z chwilą smierci posiadacza konta, i nawet żona nic z tego konta nie wypłaci do sprawy spadkowej) i tyle. w zyciu zdarzają się rózne sytuacje, których nie przewidujemy w dniu ślubu. nie wychodzimy przecież za mąż po to żeby się rozwodzić....
        i przykro mi to mówić, verdana, ale jak mam wątpliwości czy mąż powinien jechac na wycieczkę, to rozmawiamy i on nie jedzie albo przekona mnie i jedzie. pieniądze nie mają tu nic do rzeczy. jak uprze się zeby pojechać mimo to, to kasę i tak dostanie, ze wspólnego konta, ale wkurzona będe nie ze względu na kasę tylko dlatego że nie wziął pod uwage moich argumentów. wtedy kasa to kwestia wtórna.
        • 01.04.13, 21:43
          zagaiłam taki temat wśród kobiet na rodzinnym spotkaniu. Do zaskórniaków przyznały się nestorki - najdłuższe i najszczęśliwsze małżeństwa chyba w rodzinie. Pieniądze, które dotąd uzbierały (a mężowie nie wiedzą i nie mają wiedzieć - zbierały "od zawsze") planują przeznaczyć - jedna na samochód na 18 wnuczka (za 2 lata), druga zapisała pieniądze wnuczce "będzie miała na mieszkanie". Kwot nie znam. Dziwiły się, że my "młode" tak nie robimy.
          • 01.04.13, 22:07
            dodam jeszcze, że 3/4 jak nie lepiej moich dalszych i bliższych koleżanek, współpracowniczek itp. ukrywa nowe ciuchy przed facetami. Nawet przy wspólnym mieszkaniu w niemałżeństwie - żeby uniknąć oskarżenia o rozrzutność. Kiedyś mnie istruowano - taki ciuch wyciąga się potem z szafy, po paru tygodniach jakby nigdy nic. Działa nawet w wypadku futer;P I zupełnie o tym nie pomyślałam pisząc pytanie na początku - jakoś mam w głowie takie rozgraniczenie - pieniądze to pieniądze, rzeczy to rzeczy...

            Wydaje mi się, że nie można jakości małżeństwa po zaskórniakach oceniać. Jakoś przekonała mnie wypowiedź volty2. Taka rozsądna i spokojna.
        • 01.04.13, 23:20
          Nie, przyjmujemy, ze zastrzeżenia do wycieczki są tylko finansowe, a nie na przykład takie, ze w tym czasie mąż powinien zająć się dzieckiem, albo że to rujnuje wspólne wakacje... Chodzi nie tylko o wycieczkę, ale o jakieś nieco droższe zachcianki - i o to własnie chodzi, aby nie trzeba się było z nich tłumaczyć i wszystkiego wspólnie omawiać, aby nie było tego,z ę ja mówię "nie", a mąż się "uprze" - czy odwrotnie. Po prostu mam na koncie, wszystko co trzeba opłaciłam, to kupuję i tyle. Bez uzgodnienia, sama moge podjąć taką decyzję.
          --
          zpopk.blox.pl
          • 02.04.13, 15:19
            O wow, to nadal wasze wspólne pieniądze tylko na 2 kontach ;D Mocno dorosła jestes a argumentacja jak u stdentki, bez urazy.
            • 02.04.13, 17:10
              Nie są wspólne - bo bez pytania zadne z nas nie wyjmie pieniędzy z konta współmałżonka i nie traktujemy ich jako wspólne. Jeśli na koncie męża jest jakaś suma, to jest jego, na moim - moja. Druga strona ma do nich prawo formalne, ale umowa jest taka, ze jej nie tyka.
              --
              zpopk.blox.pl
              • 02.04.13, 17:18
                Te same kwoty mogłyby byc na koncie wspólnym wink
                Książka zapłącona z konta wspólnego byłaby dla ciebie wyrzutem, kawa zapłacona kartą do wspólnego konta zaszkodziłaby ci?
                • 02.04.13, 18:21
                  Moglyby byc. I co miesiac trzeba by wyliczac co czyje smile wiec latwiej miec konta odrebne.
                  --
                  "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                  "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                  • 02.04.13, 18:44
                    No żartujesz? To jakiś kosmos rozliczac co moje co twoje.
                    • 02.04.13, 19:15
                      Yyyy, wydawalo mi sie ze to wlasnie postulowales pod postem Verdany, ze kazdy moglby miec wlasne, nienaruszalne pieniadze na wspolnym koncie? Widac zle zrozumialam smile
                      --
                      "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
                      "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
                    • 02.04.13, 21:21
                      Ale spokojnie można kłócić się o pieniądze i wypominać, ze wydało się za dużo, a na wspólnym koncie pustki - i "na co ty tyle wydajesz", "dlaczego na koncie jest o pięćset złotych mniej, niz przewidywaliśmy", "mamy przecież oszczędzać".
                      W przypadku dwóch kont sprawa jest prosta - muszę kupić i zapłacić wszystko, co ode mnie zależy, a o resztę nikt się nie czepia. Kłótni o pieniądze - zero.
                      Tak, ze wspólnego konta kupiłabym może kawę, ale na pewno nie drugą parę butów - bo jeśli coś jest wspólne, to nie rozporządzam tym sama.
                      --
                      zpopk.blox.pl
                      • 03.04.13, 00:30
                        Nie trzeba mieć osobnych kont, żeby kłótni o pieniądze było zero.
                        My z mężem mamy wspólne, zaraz po przyjściu pensji robimy wszystkie konieczne przelewy, odkładamy pieniądze na życie i wiemy, ile zostaje swobodnych pieniędzy na przyjemności. Jedyne, co jest konieczne, to minimalna dyscyplina polegająca na tym, żeby sprawdzać stan konta przed większymi wydatkami - ponieważ mamy konto z internetową obsługą, nie jest to problemem.

                        Kłótnie o pieniądze najczęściej wynikają nie tyle z określonego modelu gospodarowania pieniędzmi, ile z tego, że para się nie zgadza co do tego modelu.
                        --
                        Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

                        Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
                      • 03.04.13, 12:24
                        Może to też kwestia wielkości zarobków i wydatków w stosunku do tych zarobków? No nie wiem. Nigdy nie kłóciliśmy się o pieniądze. Mamy ile mamy, wiemy ile możemy wydać. Kupując coś poważniejszego np. za kilka tysięcy, wspólnie to ustalamy, zastanawiamy się czy warto. Nikt z nas nie wydaje tysiąca zł na jakąś bzdurę. Nie dociekam co kupił mąż za wypłacone kilkaset zł. Może dlatego że jeśli coś kupuje, to po prostu wiem co.
    • 01.04.13, 22:40
      Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.....zatem ja mam oszczędności ( malutkie) i jakieś zlecenia niewiele płatne i M o tym nie wie.
      Jak można tak ukrywać? można, w ciągu 2 lat wydał z mojego konta 20 tyś moich oszczędności.......wczoraj oświadczył, iż zamieszka sam i zostawił mnie w czasie świąt z dwójka dzieci. Dostałam 300 pln......na cały msc i co miałabym z tym zrobić?
      Od zawsze miałam cokolwiek nawet 50 pln przydaje się zatem teraz mam ciut więcej dzięki czemu zapłacę za obóz dziecka bez żebrania.
      Moja babcia od zawsze mi tłumaczyła, że kobieta musi mieć coś odłożone tylko dla siebie się tym nie chwalić. Ona mając lat 84 nadal tak robi, ja mam nadzieję , że też tyle wytrwam.
      A wspólne konta? tak można ale w związku nie chodzi o to aby wszystko było wspólne 'wink


      iza
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
      • 02.04.13, 09:39
        Wydaje mi się, że autorce wątku nie chodziło o to czy lepiej mieć dwa konta czy jedno, ale czy małżonkowie powinni ukrywać przed sobą jakieś dodatkowe dochody typu "fuszki". Dla mnie takie ukrywanie kasy jest nie do przyjęcia. Przecież jeżeli np facet dorabia na boku to nie zabiorę mu tej dodatkowej kasy i nie polecę po nową torebkę. To są indywidualne sprawy. Pewnie są żony, które zaraz by zabrały tę kasę żeby mąż nie wydał na jakieś "głupoty" typu nowy akumulator czy hobby bo potrzebna jest przecież nowa lampasmile Zauważyłam, że takie "tajemne zaskórniaki" są dosyć typowe w pokoleniu 60 latków.
        • 02.04.13, 10:12
          Dla mnie ukrywanie pieniędzy czy nowych ciuchów przed mężem to naprawdę dziwna sprawa, ale rozumiem, że ludzie są różni. Może ci mężowie są nie w porządku. Każdy ma prawo żyć jak chce. U nas wszystko wspólne, nie mam problemu wydać 500 zł na buty ze wspólnego konta, bo wiem że zarabiam. Inna sprawa, że kilka razy sama się zastanowię czy te buty warto kupić. Gdyby ktoś mi podbierał z konta, to bym to zauważyła. Jesteśmy ponad 20 lat po ślubie i na razie wspólne konto (kiedyś osobne ale wszystko widoczne dla drugiej strony) sprawdza się.
        • 02.04.13, 10:57
          W każdym domu jest trochę inaczej. Moi rodzice wszystko mieli wspólne i nigdy się na tym nie przejechali. O zakupach decydują wspólnie i ten system się sprawdza. W okresie pracy tato miał więcej luzu, bo jak chciał zaszaleć (nowe auto) to kupował na firmę. O dodatkowych dochodach wiedzą, ale nie wnikają w ich wydawanie. Przy czym zawsze mieli racjonalne podejście tzn. mama kupiła raczej meble niż futra i brylanty. I tam wspólność się sprawdza.
          Z kolei teściowe to zupełnie inna para kaloszy. Teść pierwszego oddaje całą pensję. A teściowa rozporządza resztą tak, że zero oszczędności. Bierze kredyty w tajemnicy przed nim, jak zus kazał jej zwracać pół emerytury za kilka lat to też się nie przyznała. W takim przypadku jedno konto to szaleństwo.
          Nawet jednak z ukrytymi pieniędzmi jest problem. Stanowią część majątku wspólnego. W razie rozwodu mądry adwokat i tak ustali co żona (mąż) posiada i przy podziale to zostanie uwzględnione. Czasami tak jest niesprawiedliwe (hazardzista, alkoholik, zakupoholiczka) a czasami wręcz przeciwnie, ale w ten sposób właśnie działa prawo.
          Starszego pokolenia to nie dotyczy (częściej korzysta ze skarpety niż konta) stąd takie babcine rady.







    • 02.04.13, 12:06
      Ja niestety mam takie oszczędności. Przeznaczone na czarną godzinę. Gdyby żona o nich wiedziała od razu by je wydała. Niestety żona okazała się osobą bardzo rozrzutną (tylko, że przez początkowy okres naszej znajomości dobrze to ukrywała) i gdybym nie miał ukrytych przed nią pieniędzy, to nie mielibyśmy co jeść. Z oficjalnych pieniędzy, które mamy do końca kwietnia zostało nam niewiele ponad 300 zł. Więc ciężko będzie za to przeżyć cały miesiąc. Gdyby żona miała dostęp do wszystkiego to i tamtych pieniędzy też by nie było. W ogóle chyba całkowicie odetnę ją od gotówki. Dam ze 200 zł kieszonkowego, a resztą sam będę zarządzał.
      • 02.04.13, 13:04
        to oznacza ,ze codzienne zakupy oraz ( co chyba ważniejsze ) planowanie menu bedzie spoczywac na tobie .
        A żona pracuje ? Wychodzwuje dziecko (dzieci )?

        --
        "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
        • 02.04.13, 14:28
          Żona nie pracuje. Niby chce pracować, ale jak tylko pojawi się jakaś oferta dla niej to wyszukuje wszelkie jej wady, aby tej pracy nie podjąć. Dzieci nie mamy. I tutaj właśnie się zastanawiam co mam w życiu zrobić. Widzę dwa wyjścia: rozwód lub machnięcie jej dziecka. W pierwszym przypadku pozbędę się problemu. W drugim liczę na to, że będzie miała w końcu się czym zająć i nie będzie miała czasu na głupoty.
          • 02.04.13, 14:44
            Ty tak na serio ?
            bo na podstawie tego , co piszesz , to raczej niekoniecznie....
            Bez urazy , ale bardziej niedojrzaly w związku jestes chyba Ty .
            --
            "Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji"
            • 03.04.13, 09:15
              Możesz trochę wyjaśnić dlaczego uważasz, że jestem niedojrzały?
          • 03.04.13, 10:42
            lub machnięcie jej dziecka

            machnięcie jej dziecka skończy się tym, że to ty będziesz miał dodatkowe obowiązki a nie ona.

            jakoś znajomy ten typ, ta twoja żonasmile
            • 03.04.13, 18:53
              My też mamy oddzielne konta. Ja zajmuję się opłacaniem rachunków i połowę środków na ten cel przelewa mi mój mąż. Zakupy robimy obydwoje, raz ja, raz m i nie rozliczamy tego już po połowie. Kiedyś ja zarabiałam więcej i więcej wydawałam, teraz m zarabia więcej i pewnie też więcej wydaje .Z natury jestem osobą oszczędną, nauczyłam tego też męża. Po wpływie pensji najpierw opłacamy rachunki i odkładamy na lokatach to co nam wyjdzie z wyliczeń a na kontach bieżących zostaje jakaś kasa na bieżące wydatki i w to już nie wnikamy. Pewnie moglibyśmy mieć jedno wspólne konto ale poznaliśmy się kiedy ja byłam już grubo po 30-tce i miałam już swoje przyzwyczajenia. Lubię mieć wszystko poukładane i nad wszystkim panować. Nie osiągnęłabym tego gdybym z kimś dzieliła wspólne konto. Oczywiście mamy pełnomocnictwa do swoich kont. Co do pytania założycielki wątku, to myślę że każdy powinien mieć jakieś własne oszczędności ale nie w tajemnicy przed małżonkiem. Ja tego nie uznaję i nie robię i nie sądzę aby mój m tak robił.
    • 03.04.13, 20:30
      Nie mam oszczędności w tajemnicy, maż też nie. Za to mamy stado kont i nam z tym dobrze. Nie ma jednego właściwego dla wszystkich modelu, najlepiej jak każdy związek wypracuje sobie własny sposób zarządzania finansami.
      U nas po ślubie ja zrezygnowałam z konta i zostałam dopisana do konta męża. I co z tego, skoro już wtedy każde z nas miało po dodatkowym koncie internetowym. Wspólne konto służyło do rozliczeń codziennych, internetowe do oszczędzania. Później się narobiło jeszcze więcej, bo firmowe, bo oszczędnościowe, bo dewizowe. Mentalnie wszystkie pieniądze traktujemy jako wspólne. Cześć wydajemy na bieżące potrzeby, cześć odkładamy i wydajemy na potrzeby okazjonalne (remonty, wyjazdy, inwestycje), a o części decydujemy, że jest osobista. I z tymi osobistymi robimy co chcemy. Każdy decyduje osobno co zrobi ze 'swoją' kasą: odłoży na coś większego, przepuści na drobiazgi, nakupuje książek, wyda w knajpie czy na prezenty. Ten układ sprawdza się teraz, nie wykluczam, że z czasem znowu ulegnie zmianie.
      • 09.04.13, 11:10
        my miewamy swoje oszczędności: od zawsze stosujemy się do umowy, że nagrody, premie i prezenty (bywam obdarowywana przez moja babcię) nie są wspólne.
        w tej chwili, kiedy żyjemy z ołówkiem w ręku, i staramy się minimalizować wydatki, dzięki tym zachomikowanym oszczędnościom możemy sobie pozwolić na drobne przyjemności, typu wyjazd w rocznicę ślubu, który był prezentem od męża dla żony, czy impreza - niespodzianka z okazji urodzin męża, która była prezentem od żony dla męża. czy wyjazd na trzydniowy spływ, który był zachomikowanym "prezentem" od babci dla naszej rodziny smile
        całkowicie też podzielamy z mężem pogląd verdany, że dorosły człowiek potrzebuje nieco swobody i niezależności w kwestiach finansowych (i nie tylko finansowych), bo stając się mężem/żoną nie przestaje być samodzielną, odrębną jednostką, która ma swoje potrzeby. i jeśli serio traktuje wspólne życie i wspólne zobowiązania, fajnie mieć gdzieś taki wentyl bezpieczeństwa, który pozwoli na spełnienie swojej fanaberii, jaka by nie była nieracjonalna.

        poza tym u nas "prywatne" środki czasem ratują napięty budżet, w formie wpłaty lub tylko tymczasowej pożyczki.
        aha, nasze dzieci też mają "prywatne" środki. dzięki temu starszakowi właśnie kupiliśmy rower. z bierzących by nam akurat teraz nie starczyło.
        • 09.04.13, 11:18
          Ale chyba nie o tym była mowa w założycielskim poście. Rzecz nie w tym, czy masz swoje pieniądze, które wydajesz jak chcesz, ale w tym, czy masz coś, co świadomie ukrywasz przed współmałżonkiem i czy to jest lub nie, dobrym rozwiązaniem. Myślę, że gdyby autorce chodziło o to, czy należy o każdej złotówce decydować wspólnie albo o wspólne konto bankowe, to zapytałaby inaczej i otrzymała inne odpowiedzi. Sama udzieliłabym innej, gdyż mój mąż prowadzi działalność i z tego tytułu ma oddzielne konto. Moje środki z wypłaty trafiają na wspólne, ale tym wspólnym ja zarządzam. Oszczędności ja odkładam, choć są wspólne i mąż o tym wie, ale nie wie ile tak jest. Jeśli brakuje na wspólnym koncie na wspólne sprawy, a mąż ma na firmowym, to pytam go, czy tyle a tyle mogę stamtąd wziąć np. na zakupy lub na rachunek.

          Ale, podkreślam, to jest zupełnie inne zagadnienie.
          --
          www.inteligentny-projekt.pl/
          • 09.04.13, 11:19
            Nie trzymam natomiast żadnych pieniędzy w tajemnicy przed mężem.
            --
            www.inteligentny-projekt.pl/
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.