Dodaj do ulubionych

82% Polaków NIE OSZCZĘDZA

18.10.13, 08:09
Takie zdanie-fakt wyrwane z kontekstu-usłyszałam rano w radio. Szłam jeszcze wtedy brajlem, byłam przed kawą -dokładnie wszystkiego nie pamiętam ale te dane utkwiły mi w głowie. Mężczyzna je wypowiadający mówił o sytuacji społecznej ogólnie, o tym że coś jest nie tak, że emeryt dostając emeryturę idzie na pocztę płaci media, to co zostaje dzieli na 30 i ma stawkę na miesiąc 7zł, matka z kolei ma inne priorytety bo najpierw dla jeść dzieciom a potem robi opłaty,
Ale
82% nie oszczędza
Będąc od lat na tym forum widzę, że ludzie dzielą się na tych co nie oszczędzają bo po prostu nie mają już z czego-mamy wtedy do czynienia z biedą, pomóc może dodatkowy dochód
I ludzi którzy oszczędzać gospodarować nie umieją-mimo że mają dochody- i tych ludzi jest cała masa.
Skąd się to bierze ? Dlaczego ludzie nie potrafią gospodarować ? Nie mnożyć zakupów, nie marnować pieniędzy na kolejną tego samego typu rzecz ? Nie potrafią odróżnić dobrej jakości (np. ubrania) od lichej ?
Jak było u Was w domu ?
Bo u mnie NIE BYŁO oszczędności. Byłam jedynaczką, mieszkanie mieliśmy 45m2-2 pokojowe-własnościowe z czynszem 400zł. Tata na wysokim stanowisku zarabiał w latach 90-tych do 2-2,5 tys zł, mama połowę tego (kadrowa). Fakt, jedliśmy bardzo dobrze, lodówka zawsze pękała, moi znajomi wiedzieli że "gość w dom, bóg w dom" -i lodówka stoi dla nich otworem jeśli są głodni. Ale chcąc mieć dobre firmowe jeansy musiałam zgłosić potrzebę miesiąc dwa wcześniej -dostałam tyle pieniędzy ile kosztowały Crossy na rynku i dokładałam ze swoich, to samo z butami-dostałam 1o0zl bo tyle kosztowały normalne adidasy i dokładałam 150zl ze swoim bo chciałam Nike. Ubierałam się w lumpeksie-dobrze że w tym czasie punkowałam więc byłam na czasie ze swoją ideologią. Nie jeździliśmy na wakacje za granicę (ale fakt Polskę mam zwiedzoną prawie całą), nie wydawaliśmy na kina, teatry itp. Pieniądze były PRZEJADANE. Dopiero gdy pojawiał się cel następowalo zaciskanie pasa i oszczędzanie by zakupić np. auto. A potem znowu nie było kasy.
Nie nauczyłam się oszczędzac w domu-dopiero gdy byłam na swoim. Co "śmieszne" żyjąc w ten sposób, mamy odłożony bufor bezpieczeństwa (kasa nie do ruszenia na wypadek jakiegoś zdarzenia) i lekką górkę, nie zbliżamy się nawet do zera a moja mama -wdowa-pożycza od nas pieniądze bo jej nie starcza-ale hołduje nawykom z przeszłości-lodówka nadal wypełniona po brzegi, nierozsądne wg mnie decyzje, nieprzemyślane zakupy itp. Przyczyn należy szukać u niej w domu rodzinnym-gdzie było ich 12 (potem jedno zmarło), proste ubogie życie ?
Co myślicie ? Dlaczego Polacy nie oszczędzają ?
Chętnie poczytam również wypowiedzi wszystkich emigrantów, którzy prowadzą dostatnie życie -oszczędzać wiec nie muszą ale może chcą ? Wszak oszczędzanie to nie zawsze konieczność ale wielokrotnie rozsądny wybór.
Proszę też wiadome męskie nicki o powstrzymanie się od nie merytorycznych wypowiedzi nie na temat. Z góry dziękuję smile

--
http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
Obserwuj wątek
Edytor zaawansowany
        • linn_linn Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 11:27
          Takie badania daja moim zdaniem bardzo subiektywne wyniki. Wolalabym poczytac w szczegolach o tym jaki % doroslego spoleczenstwa ma wklady oszczednosciowe itp., wlasne mieszkania, fundusze odlozone na cele emerytalne / nie zapominajac o oszczednosciach w domowych sejfach i materacach smile /. Chodzi mi stan realny, a nie o to jak komu chcialo sie danego dnia odpowiedziec.
          • joanna_poz Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 11:39

            z tego artykułu:

            Wywiady zrealizowano na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie składającej się z 713 osób w wieku 18-65 lat aktywnych zawodowo.

            82% ankietowanych w ogóle nie gromadzi dodatkowych oszczędności. Największy odsetek w tej grupie stanowią osoby w wieku 18-29 lat (94%), przede wszystkim studenci i osoby będące na początku kariery zawodowej.

            wyniki mnie jakoś nie szokują.
            z czego ma oszczędzać 18-19 latek? jak zazwyczaj jeszcze w ogole nie zarabia?
            z czego ma oszczędzać student dzienny, nie pracujący, na utrzymaniu rodziców?
            albo jako to ładnie napisano - człowiek na poczatku kariery zawodowej?
            albo 60 latek? na zasiłku przedemerytalnym?
            czy 65 latek na emeryturze?
    • trypel Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 09:27
      guderianka napisała:



      > Skąd się to bierze ? Dlaczego ludzie nie potrafią gospodarować ? Nie mnożyć zak
      > upów, nie marnować pieniędzy na kolejną tego samego typu rzecz ? Nie potrafią o
      > dróżnić dobrej jakości (np. ubrania) od lichej ?
      > Jak było u Was w domu ?

      może nie widzą w tym sensu. Moi rodzice nie oszczedzali nigdy, nie ważne czy mieli (całe lata 80te, 90te czy od 10 lat na emeryturze.
      Jak coś chcieli to po prostu kupowali na kredyt który potem spłacali.
      Jedyna pasja to były podróże i na to zawsze było (ale zawsze z bieżacych wpływów). Do tej pory jak mama chce komputer to idzie i kupuje a potem spłaca. Jak chcą samochód zmienić to tak samo. Skoro czują sie z tym dobrze i bezpiecznie to dlaczego mają to zmieniac?
      ja sam tak miałem przez 35 lat zycia smile zero oszczednosci i zawsze max debet wykorzystany. Póki czułem sie z tym dobrze to dlaczego nie? przynajmniej rozwijałem gospodarkę a nie dusiłem w skarpecie wink


      --
      Pomożecie mi? Chciałbym napisać wiersz o Macierewiczu i brakuje mi rymu do słowa „debil”
      • black_halo Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 09:33
        To mi przypomnialo, ze starsze pokolenie pamieta sytuacje, kiedy zlotowka bardzo szybko stracila na wartosci. Sasiedzi moich rodzicow sprzedali dom a zaledwie kilka-kilkanascie tygodni pozniej mogli za te pieniedze kupic pare futer i troche zlota. Oczywiscie gdyby te zloto trzymali do poprzedniego roku to moze wystarczyloby im na skromny apartament ale koniec koncow - dzisiaj mieszkaja w kawalerce na kredyt. Dlatego moge zrozumiec, ze starsze pokolenie woli cos kupic niz trzymac gotowke w banku (choc banki po historii na Cyprze tez maja male zaufanie) albo w skarpecie.
        --
        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
        • linn_linn Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 11:31
          We Wloszech ostatnio pewien starszy czlowiek przyszedl na posterunek karabinierow z walizka pieniedzy. Uzbieral calkiem sporo, ale poniewaz wlaman jest coraz wiecej, a bankom to on w ogole nie ufa, chcialby zdeponowac te pieniadze u nich. smile
        • zezol23 Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 18:06
          możesz napisać w których to latach ludzie sprzedali dom, a potem mogli za to kupić parę futer? bo szczerze mówiąc już trochę żyję na tym świecie, ale za mojego życia, aż takiej galopującej inflacji to raczej nie było, owszem w czasach przedwojennych tak, chyba, że było po to po zmianie pieniędzy po wojnie, bo przypomniałam sobie, jak mama opowiadała o "takiej akcji"
      • guderianka Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 09:49
        Trypel-masz rację, nie oszczędza się, bo nie ma takiego przymusu ,potrzeby
        co jednak w sytuacji, gdy spotyka nas coś zlego ?
        moja mama została wdową w wieku 42 lat. Bez oszczędności, kredyt który został wzięty przez rodziców na oka (wzięli na tzw raty) został na szczęście spłacony przez ubezpieczenie. Mama dostała grosze z polisy Taty z pracy (30 tys) które się rozeszły błyskawicznie (trwałe znaki po nich to remont pokoju oraz komputer i wieża). Po 2 latach mama straciła pracę Została z zasiłkiem dla bezrobotnych ok 500zł/mc i bez oszczędności-ale z wieżą, komputerem i wyremontowanym pokojem. Nie rozumiem takiego postępowania.
        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
    • black_halo Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 09:29
      U mnie w domu rodzinnym sie oszczedzalo choc czasem naprawde nie bylo z czego. W pewnym momencie bylam zaskoczona jakie oszczednosci maja rodzice choc oboje mieli pensje dosc niewysokie. Ale tez sie nie jezdzilo na wczasy, najwyzej do dziadkow jak jeszcze mieszkali na wsi czy do siosty mojego ojca na kilka dni. Ubrania kupowane rozsadnie, np. dobry plaszcz czy buty raz na kilka lat ale znowu - zadne bzdury typu najnowszy model butow sportowych za 500 zlotych, ktore i i tak sie zedra po sezonie. W sumie rodzice nie zaciagaja kredytow na remonty czy samochod, wszystko kupuja z biezacych oszczednosci i ja tez tak mam. Jestem dosc oszczedna choc przyzwnaje, ze jak sie wyprowadzilam z domu to kupialm wiele pierdol, ktorych wczesniej nie moglam miec bo rodzice uznawali, ze nie jest mi potrzebna para markowych spodni itd; wystarcza 3 pary z tanszego sklepu. Teraz natomiast odkladamy 40% pensji plus nadwyzki i tez nie musimy brac kredytow na samochod czy telewizor.

      Dlaczego Polacy nie oszczedzaja? Bo przewaznie nie maja juz z czego. W sasiednim watku dziewczyna po zrobieniu oplat ma 2 tys na 3 osoby. Wydaje sie sporo ale biorac po uwage ceny to jest bardzo malo miejsca na oszczedzanie. Oczywiscie, ze odkladac sie powinno - sprzet w domu nalezy co jakis czas wymienic, czasem psuje sie samochod, czasem wypada niespodziewane leczenie u dentysty, ktore moze kosztowac tysiac zlotych i na te wypadki nalezy sie ubezpieczyc.
      --
      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
      • taniec_pingwina Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 09:57
        Je nie umiem oszczędzać sad Więc chętnie przeczytam ten wątek.

        U nas jest tym "ciekawiej", że mąż umie - aż "za dobrze" czyli imho zahacza o skąpstwo.

        Sama przed ślubem też większe zakupy (komputer, samochód, podróże) robiłam na kredyt, a potem spłacałam i było mi z tym b. wygodnie. Teraz mąż nie akceptuje takiego podejścia. Szczęśliwie dał się namówić na kredyt hipoteczny wink

        A skąd te postawy, to nie wiem. Co wiem o naszych rodzinach?

        Męża rodzina jak na PRL raczej zamożna, ale bardzo licząca grosiki. Nawet zabawek jako chłopiec mąż nie miał, prawie wcale. Za to miał mieszkanie, kiedy dorósł.

        U mnie?
        Tata z rodziny raczej zamożnej. I to on umiał kupić mi ładniejszy prezent, czy firmowe dżinsy.
        Mama z biednej rodziny. Dopóki tata żył, to też liczyła (rodzice zarabiali przeciętnie), liczyła te grosiki... Owszem, wydawali na podróże po Polsce i sporty, na moje wykształcenie, ale na nic innego już nie starczało i oszczędności nie było. Jako dziecko ciągle słyszałam od mamy, że coś tam kupi mi "następnym razem", a potem nie kupowała... prawie nigdy...
        Za to jak tata zmarł, zaczęła dużo zarabiać, nabrała kredytów i musiała sprzedać mieszkanie, żeby je spłacić. Co ciekawsze kilka lat wcześniej za żadne skarby nie chciała go sprzedać, aby kupić 2 małe dla nas (ja byłam już dorosła i 1/4 tego mieszkania formalnie była moja).

        Teraz z mężem zarabiamy raczej przyzwoicie, ale bez szaleństw. Tylko dzięki bardzo rozsądnemu gospodarowaniu stać nas na jakiś lepszy ciuch, zabawkę, wyjazd...

        I ja ze swojej pensji nie umiem odłożyć nic sad Kieszonkowe w liceum to wydawałam całe jednego dnia. Teraz jest lepiej, bo wydanie pensji zajmuje mi 3 tyg... No nie oszczędzę, choćbym się wściekła. Pod koniec miesiąca zawsze brakuje. Tzn. jak jakąś sumę przekażę mężowi na jego konto (tamte pieniądze też są naturalnie wspólne, tyle że na bieżąco z nich nie korzystam), to ok - ale muszę to zrobić zaraz jak wpłynie pensja. A poza tym nic mi w ostatnim tygodniu miesiąca nie zostaje. Masakra uncertain I to nieważne, czy mam do dyspozycji, 2000 czy 5000... Od dawna się nad tym zastanawiam i nie umiem dojść, z czego to się bierze.

        Z pewnością nie z braku umiejętności rozróżniania rzeczy dobrej jakości i złej wink
        • guderianka Re: taniec pingwina 18.10.13, 10:03
          taniec_pingwina -a prowadzisz zapiski wydatków ? wiesz na co idą Wasze pieniądze, ile potrzebujecie miesięcznie na jedzenie a ile na ubrania leki i stałe opłaty ? planujesz wydatki czy kupujesz spontanicznie ? i jeszcze jedno-kupujesz gdziekolwiek czy masz orientację co ile i gdzie kosztuje ?
          --
          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
          • taniec_pingwina Re: taniec pingwina 18.10.13, 10:17
            guderianka napisała:

            > taniec_pingwina -a prowadzisz zapiski wydatków ?
            Tak.
            > wiesz na co idą Wasze pieniądz
            > e,
            tak
            >ile potrzebujecie miesięcznie na jedzenie
            tak
            a ile na ubrania leki i stałe opła
            > ty ?
            tak
            > planujesz wydatki czy kupujesz spontanicznie ?
            planuję szczegółowo (co się da przez net z odroczonym terminem dostawy min. na tydzień i potem jeszcze 10x sprawdzam, czy wszystko potrzebne, i czy gdzieś nie ma taniej, do marketu chodzę z listą)
            i jeszcze jedno-kupujesz gd
            > ziekolwiek czy masz orientację co ile i gdzie kosztuje ?
            jw

            I forum czytam od dawna... Jakieś tam postępy zrobiłam w porównaniu do poziomu, z jakiego startowałam, jest lepiej. No ale w tym ostatnim tygodniu zawsze, zawsze jestem spłukana sad

            • guderianka Re: taniec pingwina 18.10.13, 10:34
              jeśli to robisz to wszystko to wiesz na co idzie kasa
              więc jeśli w miesiącu gdy jest 3 tys jesteś tak samo spłukana jak w miesiącu gdy dochód jest 5 tys- to na co idę te 2 tys ?

              Masz jakieś słabości ?-kupowanie gazet, słodyczne, papierosy itp. ?
              --
              http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
              • taniec_pingwina Re: taniec pingwina 18.10.13, 10:55
                guderianka napisała:

                > jeśli to robisz to wszystko to wiesz na co idzie kasa
                > więc jeśli w miesiącu gdy jest 3 tys jesteś tak samo spłukana jak w miesiącu gd
                > y dochód jest 5 tys- to na co idę te 2 tys ?

                Nie wiem, może to stąd, że jak pisałam, zarabiajmy ok, ale na 3 os. jednak bez luksusów? I jak mam to "nadrabiam"? Na co wtedy idzie?

                - na jedzenie takie, co raz na jakiś czas się uzupełnia zapas (oliwy, słoiczki, puszeczki - zdrabniam, bo to zwykle maleńkie, acz dość drogie - orzechy, suszone owoce, itp.)
                - jakieś agd, które już się kwalifikuje do wymiany
                - kilka książek (jak jest rabat akurat, to kupuję i 10-20 dla naszej rodziny jednorazowo, potem przerwa na kilka miesięcy)
                - wyprzedażowe ubrania dla dziecka (to też jest kilka stówek, bo korzystam z obniżek i robię zapas - przeliczałam już i w tym systemie oszczędzam 30-50% w stosunku do tego jak bym kupowała na bieżąco w pełnych cenach ściśle wyliczone sztuki )
                - wypady na targ staroci itp. (to 100-200, nie więcej)
                - zapas kosmetyków z YR (jak jest -50% - to tak 2x rocznie nas urządza)
                - zapas chemii jeśli jest duża promocja w którymś markecie
                - prezenty kupowane z wyprzedzeniem (książkowe i zabawki też na promocjach)
                - czasem jakiś ciuch typu buty czy kurtka bez zniżki, bo mąż sobie na zapas nic nie pozwoli kupić,więc idziemy do sklepu, jak się zużyje i wtedy to jest 300-500 jednorazowo
                - w sezonie nasiona i sadzonki, ziemię i inne ogrodnicze

                Oczywiście nie znaczy to, że wszystko z powyższej listy kupuję na raz - raczej w różnych konfiguracjach.

                >
                > Masz jakieś słabości ?-kupowanie gazet, słodyczne, papierosy itp. ?
                Nie.

                • guderianka Re: taniec pingwina 18.10.13, 12:10
                  Nie próbowałam takiego systemu kupowania "na zapas"-w przypadku kosmetyków, ubrań itd.-tylko chemii-i na tej podstawie stwierdzam że kupowanie na bieżąco-jest bardziej opłacalne. Zużycie bywa różne, u mnie zazwyczaj kupowałam np. proszek do prania gdy jeszcze miałam na ok. 10 prań-czyli do końca miesiąca. To samo z mydłami, kremami, pastami.
                  Myślę-ale skoro przeliczałaś to nie będę się kłóciła- że i kupowanie ubrań na zapas nie sprawdziłoby się- dzieciaki szybko rosną, czasem coś kupionego np. zimą latem nie jest już dobre (ja nie jestem w stanie przewidzieć jaki rozmiar będzie miało moje dziecko za 3 pory roku a tym bardziej jaki gust)
                  co kupujesz na targu staroci ?
                  YR-jest chyba drogie ? (pytam bo nie kupuję, jestem laikiem w dziedzinie kosmetyków)
                  prezenty z wyprzedzeniem-jak wyżej, nie widzę sensu-za szybko zmieniają się gusta i...ceny wink

                  Jeśli nie ma na czym zaoszczędzić-to pozostaje jedynie zwiększyć stronę przychodów

                  --
                  http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                • guderianka Re: taniec pingwina 18.10.13, 12:12
                  napisałam i mi wcięło wrrrrrr

                  Skoro tak kontrolujesz i wiesz (u nas np.kupowanie z wyprzedzeniem absolutnie się nie sprawdza, nie daje oszczędności ze względu na zmiany jakim wszystko podlega-gusta, rozmiary częstotliwość)-to pozostaje tylko zwiększyć stronę przychodów

                  --
                  http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                  • taniec_pingwina Re: taniec pingwina 18.10.13, 12:33
                    guderianka napisała:

                    > napisałam i mi wcięło wrrrrrr
                    >
                    > Skoro tak kontrolujesz i wiesz (...) -to pozostaje tylko zwiększyć stronę przycho
                    > dów
                    >
                    Problem polega na tym, że do pułapu przychodów do 10 tys. na 3 os. nie umiem odłożyć niezależnie od kwoty, a przeskoczyć ten pułap w naszych zawodach raczej trudno uncertain Z resztą nie wiem, co by było gdyby... Może uznałabym, że "trzeba" wymienić auto, albo kupić drugie...
                    Wydaje mi się, że problem jest w głowie, nie w gospodarowaniu uncertain Dlatego tak trudno mi go rozwiązać. Choć robię postępy smile

                    Jednak gdyby udało się to rozwiązać definitywnie i raz na zawsze - i nie przy pomocy "bacika" jaki sobie funduję, przelewając na konto z którego nie korzystam, tylko tak po prostu: mam na bieżącym i nie wydaję... Naprawdę nie wiem, jak to osiągnąć sad

                    U nas kupowanie na zapas się sprawdza. Oczywiście zdarza mi się kupić prezent na specjalne życzenie w ostatniej chwili, ale te czekające na strychu wink z reguły są b. ok (córka ma 4 l.), pewnie przy starszym dziecku już tak się nie da.

                    Na targu kupuję naczynia, czasem książkę, bibelocik, zabawkę, raz film rysunkowy na DVD smile ... Obok jest sh, to też zajrzę i czasem jakiś ciuch wybiorę.

                    YR drogie? Ja wiem? Po rabacie żel ok. 4, krem ok. 20 maks, tonik 10... To chyba tak w normie? I liczne gratisty typu perfumy, czy dezodorant perfumowany, albo coś do makijażu, albo krem... Najtaniej było jak w Rossmanie Ziaja była z 40% rabatem - tego faktycznie się nie "pobije", ale tak na co dzień, to chyba b. przyzwoite ceny (te co podałam).
                    • guderianka Re: taniec pingwina 18.10.13, 12:37
                      Nie wiem jak zmienić "coś" w głowie
                      Oszczędzam z zapiskami od lat i w tym jestem dobra i mogę doradzić-ale poza tym-nie wyobrażam sobie "przepuszczać" pieniędzy w ten sposób.

                      Na kosmetykach jak mówię-nie znam się-ja ostatnio odkryłam w aptece krem do ciała, twarzy firmy Anida z olejkiem arganowym, i lnem-cudo po prostu, hit i mam nadzieję do końca życia go stosować. To akurat kupiłam na zapas bo kosztował..3,49 wink
                      --
                      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                      • taniec_pingwina Re: taniec pingwina 18.10.13, 12:46
                        guderianka napisała:

                        >
                        > Oszczędzam z zapiskami od lat i w tym jestem dobra i mogę doradzić-ale poza tym
                        > -nie wyobrażam sobie "przepuszczać" pieniędzy w ten sposób.
                        >
                        I tu jest chyba odpowiedź na pytanie o umiejętność oszczędzania: Ty sobie nie wyobrażasz przepuszczać, a ja zawsze wydam (nawet z sensem, ale pewnie że można by nieco inaczej, czy mniej i część kasy zostawić w spokoju...)

                        Po świecie chodzą i tacy jak Ty i tacy jak ja smile
                        Tyle że ja się staram jednak jakoś dążyć do rozsądnego oszczędzania (czyt. nie wydawania wszystkiego), a pewnie są osoby, które spłukują się notorycznie i uważają, że "żyją pełnią życia" (jak w wątku obok) i już smile
      • motyllica Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 09:58
        "U mnie w domu rodzinnym się oszczędzało choć czasem naprawdę nie było z czego."

        u mnie w domu oszczędzała mama i zwykle nie było z czego, ale i tak potrafiła zaoszczędzić. ona wcale nie ma potrzeby kupowania, ani za dużo jedzenia, ani ciuchów czy pierdół do domu. woli mieć pieniądze na czarną godzinę, daje jej to poczucie bezpieczeństwa bo w dzieciństwie klepali biedę.
        a jak bym napisała z jakich kwot potrafi coś jeszcze odłożyć to byście nie uwierzyli.

        powinno się odkładać, nawet po 100,- miesięcznie - jak zepsuje się pralka czy lodówka nie trzeba będzie brać pożyczek i kredytów
      • zuzanna56 Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 20.10.13, 17:10
        black_halo napisała:

        > U mnie w domu rodzinnym sie oszczedzalo choc czasem naprawde nie bylo z czego.
        > W pewnym momencie bylam zaskoczona jakie oszczednosci maja rodzice choc oboje m
        > ieli pensje dosc niewysokie. Ale tez sie nie jezdzilo na wczasy, najwyzej do dz
        > iadkow jak jeszcze mieszkali na wsi czy do siosty mojego ojca na kilka dni. Ubr
        > ania kupowane rozsadnie, np. dobry plaszcz czy buty raz na kilka lat ale znowu
        > - zadne bzdury typu najnowszy model butow sportowych za 500 zlotych, ktore i i
        > tak sie zedra po sezonie.


        U mnie się oszczędzało i było z czego. Jeździliśmy na wczasy. Ubrania też rozsądnie.
        • hanka2501 Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 11:15
          U mnie w domu żyło się oszczędnie. U męża nie.
          Pomimo, że u nas niewiele było to Mama tak gospodarowała, że chodziłam na prywatne lekcje angielskiego, ukończyłam studia. Nie kupowano mi firmowych ciuchów ale nie przeszkadzało mi to - nie miałam takich ciągot.

          U męża pomimo, że kasy było podobnie - nie oszczędzano. Do tej pory teściowa jest na styk - czasem jej brak choć jest sama i ma więcej środków w przeliczeniu na osobę po opłatach niż my. Czasem jeszcze pożycza od nas.

          A ja zawsze byłam oszczędna. Za ostatnie dwa lata studiów płaciłam już za swoje bo zaczęłam pracować. Było mnie stać to pomagałam rodzicom bo pamiętałam cały czas jak oni każdy grosz ładowali w moją edukację odejmując tym samym sobie.

          Mąż nauczył się oszczędzać ode mnie, kiedy to zaczęliśmy odkładać na wesele. Spiął się i w ciągu roku miał naprawdę pokaźną sumkę na koncie. Zostało mu to i teraz 3 razy ogląda złotówkę zanim ją wyda.

          Ja zawsze byłam oszczędna i nie wyobrażałam sobie aby co miesiąc czegoś nie odłożyć. Każde dodatkowe pieniądze - bonusy, premie czy nagrody - było odkładane. Pamiętam jak koleżanki w pracy po premiach i innych większych dodatkowych pieniądzach przychodziły z nową biżuterią czy nowym kożuchu. Mnie to nie rajcowało. I tak mam do dziś. Choć mamy mało - mam nadzieję, że to okres przejściowy - to choć coś muszę mieć na czarną godzinę. W tym miesiącu udało mi się sprzedać biżuterię, trochę srebra (materiału) które mi zalegało, parę minerałów, ubranek na Allegro i prawie 400 zł już z tego jest. Wszystko jest odkładane a i tak na początku przy okazji dzielenia przychodu 300 zł zostało odłożone. W efekcie jak nic się nie wydarzy niespodziewanego to z kwoty 1900 zł odłożę 700 a za 1200 będziemy żyć w 5 osób. Nie głodujemy smile choć luksusów nie ma.

          Ja aby mieć komfort psychiczny i spać spokojnie muszę wiedzieć, że na koncie jest coś na czarną godzinę.

          Za to szwagierka, której maż jest za granicą gdy tylko wraca po 2-3 miesiącach z większą gotówką to dosłownie szaleje. Miasto, miasto, sklepy .... dobry tydzień nie ma nic. Za to są nowe ciuchy, czapki po 70 zł, ekspresy do kawy, i inne według mnie rzeczy zbędne a po tygodniu znów stękanie i czekanie ... kiedy znów mąż z kasą przyjedzie. ja takiego postępowania nie pojmuję.

          Jak coś im się popsuje to stoi 3-4 miesiące i czeka na nowy napływ gotówki. Ostatnio było tak z pralką. Prała wtedy ręcznie. A póxniej znów Persile i inne najdroższe środki i znów do czasu ...
          • nalewonaprawo Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 22.10.13, 15:13
            z kwoty 1900 zł odłożę 700 a za 1200 będziemy żyć w 5 osób. Nie głodujemy smile choć luksusów nie ma.

            Jak czytam takie posty to mam wrażenie, że żyję w jakimś świecie równoległym. Jak wyżywić rodzinę 5 os. za 1200? A gdzie najtańsza choćby chemia?
    • iwoniaw Bo nie ma z czego 18.10.13, 12:27
      Najpierw należy zapytać, jaki % Polaków jest zatrudnionych (= osobiście zarabia jakiekolwiek pieniądze).
      Następnie - jaka część z nich dobija do poziomu średniej krajowej (o wyższych sumach nie mówiąc)
      Zakładając, że każdy z nich oprócz siebie utrzymuje tylko jedną osobę (co jest założeniem mocno optymistycznym) - ile ma pieniędzy na WSZYSTKO? A ile zostaje po zapłaceniu rachunków (czynsz, prąd, gaz + w wersji "wypasionej" internet, telefon, telewizja)? Ile kosztuje jedzenie w wersji najtańszej, ale nie rujnującej zdrowia?
      Ile więc takiemu "przeciętnemu Kowalskiemu" zostało?
      Wcale a wcale mnie te badania nie dziwią. Uważam, że generalnie jak na warunki materialne (przeciętne dochody, przeciętne koszty minimalne) ludzie w PL radzą sobie doskonale, nawet jeśli ponad 80% nie myśli nawet o "produktach finansowych", bo to w ich sytuacji abstrakcja.

      --
      "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
      mniej awanturujący."
      • linn_linn Re: Bo nie ma z czego 18.10.13, 12:42
        Oszczednosci moga byc rozne: miesieczne przychody, roczne przychody, mieszkanie kupione w celu wynajmowania, "produkty finansowe", przyslowiowa ponczocha, skarbonka. Trudno wszzystko wrzucic do jednego worka.
        • joanna100-19 Re: Bo nie ma z czego 18.10.13, 13:52
          POlacy i Polska mentalnie, finansowo i gospodarczo nie dojrzeli do kapitalizmu. Chcemy mieć to i tamto, i jeszcze to. Media kuszą towarami, na które nas nie stać. Banki udzielają kredytów, na które nas nie stać, sklepy proponują ceny, na której nas nie stać. Relacja cen do zarobków jest nieproporcjonalna, dlatego chcąc gonić zachodni styl życia, kupujemy i kupujemy, ale "ich" na to stać, a nas nie. Dlatego nie mamy z czego oszczędzać i wciąż nam brakuje. Od upadku komuny nie mięło wcale tak wiele czasu, moi rodzice doskonale pamiętają te czasy, teraz jakby chcą nadgonić stracony czas i szybko dorównać naszym sąsiadom, którym tak zawsze się zazdrościło. Globalizacja przyspiesza nas rozwój, ale minie jeszcze trochę czasu zanim dorównamy krajom rozwiniętym, bo o ile się dobrze mylę wciąż jesteśmy państwem rozwijającym się, chyba, że coś przegapiłamwink Reasumując, nie mamy z czego oszczędzać, choć gdybyśmy zmienili styl życia, to pewnie byłoby inaczej.
          nie orientuję się dobrze w temacie, ale chyba Niemcy czy Abglicy także zbytnio nie oszczędzają. Tylko, że im nie brakuje na kupno jedzenia czy ubrań, gdyż nabywają to w niskich cenach.
        • iwoniaw Re: Bo nie ma z czego 25.10.13, 15:31
          Oczywiście, że mogą być różne - co nie zmienia faktu, że masa ludzi ma po prostu tak niskie dochody, że naprawdę nie odłoży, bo nie ma z czego.

          --
          Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
          Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
          • linn_linn Re: Bo nie ma z czego 25.10.13, 17:18
            Duza czesc tej masy ludzi, ktora nie potrafi odlozyc miesiecznie nawet niewielkiej kwoty, potem w razie koniecznosci bierze pierwsza, druga, trzecia chwilowke... Az do prawdziwej petli pozyczkowej wlacznie... Wtedy okazuje sie, ze znajduje miesiecznie wieksze kwoty od tych, ktorych nie potrafila zaoszczedzic / wzbogacajac zamiast siebie pozyczkodawcow /. Do czasu oczywiscie... W koncu nie daje rady naprawde.
    • marika012 Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 16:35
      Moi rodzice a raczej mama bo to ona trzymała kasę oszczędzała. Zawsze mówiła że nie ma kasy jak coś chciałam i byłam przekonana że faktycznie nie ma. Na wakacje nie jeździliśmy, wypasionych rzeczy nie miałam (nawet ich nie chciałam, metki się nie liczyły), za to zawsze była pełna lodówka różności smile O tym że oszczędzała dowiedziałam się później jak kupiła drugie mieszkanie za gotówkę, jak dała mi spora sumę i mojemu bratu gdy budowaliśmy swoje domy, jak daje kasę rzędu 500 zł swoim wnukom na urodziny. I mówi, że ma odłożone i jeszcze nam (mi i bratu) kasę da.
      Mama zawsze rozsądnie kupowała ubrania (klasyczne, zero ekstrawagancji), dość dobrej jakości (np. buty tylko skórzane) żeby starczyły na dłużej. Mawiała, że na tanie rzeczy jej nie stać i krytykowała swoją siostrę, która co sezon kupowała tandetny płaszcz.

      Ja się uczę oszczędzać. Mam poduszkę bezpieczeństwa która pozwoli przeżyć mojej rodzinie 2+2 minimum rok bez zaciskania pasa. Jednak chciałabym odkładać więcej ale cały czas kupuję impulsywnie przez internet sad nie umiem się oduczyć. Za dużo wydaję na buty dla córki i zabawki. I jeszcze słodycze mnie załatwiają, jestem uzależniona sad
    • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 16:44
      guderianka napisała:

      > Takie zdanie-fakt wyrwane z kontekstu-usłyszałam rano w radio. Szłam jeszcze wt
      > edy brajlem, byłam przed kawą -dokładnie wszystkiego nie pamiętam ale te dane u
      > tkwiły mi w głowie. Mężczyzna je wypowiadający mówił o sytuacji społecznej ogól
      > nie, o tym że coś jest nie tak, że emeryt dostając emeryturę idzie na pocztę pł
      > aci media, to co zostaje dzieli na 30 i ma stawkę na miesiąc 7zł, matka z kolei
      > ma inne priorytety bo najpierw dla jeść dzieciom a potem robi opłaty,
      > Ale
      > 82% nie oszczędza
      > Będąc od lat na tym forum widzę, że ludzie dzielą się na tych co nie oszczędzaj
      > ą bo po prostu nie mają już z czego-mamy wtedy do czynienia z biedą, pomóc może
      > dodatkowy dochód
      > I ludzi którzy oszczędzać gospodarować nie umieją-mimo że mają dochody- i tych
      > ludzi jest cała masa.
      > Skąd się to bierze ? Dlaczego ludzie nie potrafią gospodarować ?

      Dlaczego tak myślisz?! Uważasz, że w Polsce ludzie są jacyś głupi, że nie potrafią obchodzić się z pieniądzem?

      Ludzie w Polsce nie oszczędzają, bo po prostu nie muszą. Wiedzą, że żyją na zielonej wyspie. Mają świadomość, że jak im się ewentualnie noga powinie i zdarzy się nieszczęście to zawsze mogą liczyć na pomoc kościoła albo licznych instytucji państwowych. Nie potrzebują więc dodatkowego zabezpieczenia i wszystkie swoje środki mogą wydać na jedzenie, zabawę, dzieci, podróże czy też inwestycje.

      Ksiądz Anatol
      • falllen_angel Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 19.10.13, 11:15

        > Ludzie w Polsce nie oszczędzają, bo po prostu nie muszą. Wiedzą, że żyją na zie
        > lonej wyspie. Mają świadomość, że jak im się ewentualnie noga powinie i zdarzy
        > się nieszczęście to zawsze mogą liczyć na pomoc kościoła albo licznych instytuc
        > ji państwowych. Nie potrzebują więc dodatkowego zabezpieczenia i wszystkie swoj
        > e środki mogą wydać na jedzenie, zabawę, dzieci, podróże czy też inwestycje.

        Zalecałbym jego ekscelencji ograniczenie ilości wina mszalnego, zwłaszcza po pracy. A jak to nie pomoże to także ograniczenie młodych chłopców.

        W
    • asfo Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 19:52
      Jeśli weźmiesz pod uwagę historię Polski z ostatnich 100 lat to zauważysz, że społeczeństwo w owym czasie wielokrotnie było narażone na utratę majątku - w wyniku wojen, inflacji, zmian politycznych itd. (Moi krewni do tej pory walczą w sądzie o znacjonalizowane po wojnie mieszkanie po pradziadku.) W czasach komunistycznych też nie było wielkiego sensu oszczędzać - wszystko co się odłożyło czy to w banku, czy pod materacem błyskawicznie zjadała inflacja. Rozsądniej było wydać wszystko od razu i przynajmniej mieć coś z życia.

      Obecnie mamy od pewnego czasu stabilizację, ale skąd wiesz, że to będzie trwało? Ludzie ze starszego (powojennego) pokolenia nie oszczędzali i nie uczyli tego dzieci, bo kilkadziesiąt lat temu oszczędzanie nie było działaniem racjonalnym. Wtedy oszczędność wyrażała się w trzymaniu 10 kg mąki "na zapas", bo pieniądze były niepewne.

      • guderianka Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 19.10.13, 10:33
        Wiesz co, ciekawy aspekt sprawy
        Historia historią ale moja śpBabcia (mamaMamy) nazywana była we wsi Bankiem. Bo pożyczała ludziom pieniądze. Żyła skromne, zawsze miała pieniądze. Miała odłożone na "trumnę", przez lata wisiały w szafie ubrania "do trumny", miała na lekarstwa, jedzenie , pomagała w dodatku dzieciom, wnukom wciskała jakieś drobne i pomagała innym. Mając naprawdę lichą rentę i doświadczenia wojenne (pochodziła ze Szczuczyna, sam/a wiesz co się tam działo)
        Ja-chyba-nie szukałabym w historii. A jeśli już to nawet w dalszej, szlacheckiej-gdzie kasa była trwoniona na zbytki dnia codziennego-bo taki właśnie sposób zycia pasuje mi do Polaków sad 'Nie mam kasy" - ale papierosek codziennie-znacie ten obrazek ? Bo ja tak, niestety, zazwyczaj w rodzinach "biednych" które nie musiałyby takie być gdyby inaczej ułożyły priorytety i GOSPODAROWALY
        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
    • johana75 Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 18.10.13, 22:25
      My oszczędzaliśmy około 50 % dochodów ( bo teraz nie oszczędzam tylko wydaje te oszczędności na remont mieszkania ;p) Po remoncie będe nadal oszczędzać,tylko że troche mniej bo będe miała dużo większe mieszkanie ( więc i wydatki większe).
      Oszędzać będę na szybką spłate kredytu hipotecznego bo ten wzięty w tym roku jest dużo droższy od tego z roku 2007 wiec chce sie go pozbyc jak najwcześniej, potem będe zbierac na poduszke finansową. Nie wyobrazam sobie nie miec oszczędności. Kiedys ich nie miałam bo nie miałam z czego oszczędzać a zylam w biedzie wiec teraz sie tego boje...
    • falllen_angel Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 19.10.13, 11:14
      guderianka napisała:

      > Proszę też wiadome męskie nicki o powstrzymanie się od nie merytorycznych wypow
      > iedzi nie na temat. Z góry dziękuję smile

      Skoro tak sobie życzysz to będę się starał powstrzymać.... Zresztą zaczyna mnie mierzić poziom zakłamania na tym forum.

      W.
        • falllen_angel Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 21.10.13, 13:13
          guderianka napisała:

          > Dziękuję Co bardzo
          > A mogłbyś powiedzieć na czym polega to zakłamanie ? Bo mniemam- że odnosi się t
          > o do tego co napisałam ?

          Nie odnosi się konkretnie do Ciebie i do Twojego wątku. Odnosi się ogólnie do atmosfery na forum.

          W.
        • falllen_angel Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 21.10.13, 13:38
          guderianka napisała:

          > Dziękuję Co bardzo
          > A mogłbyś powiedzieć na czym polega to zakłamanie ? Bo mniemam- że odnosi się t
          > o do tego co napisałam ?

          Ooo właśnie... klawisz DELETE rozpalony do czerwoności, gorzej niż stempel cenzora za PRLu....

          Strasznie się cieszę, że mogę sobie na to piekiełko popatrzeć z oddali i się pośmiać.

          W.
    • coralin Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 19.10.13, 12:48
      Jestem pewnie parę lat starsza od Ciebie, bo moje czasy nastoletnie to lata 80. Inna= żadna była wartość pieniądza. Dom był otwarty, jakoś nie kalkulowało się, że nakarmienie gości to pieniądze. Telewizora kolorowego nie mieliśmy długo, bo jakoś nie chciało się stać w kolejkach po nocach, a takie były realia lat 80. Większość rzeczy nie kosztowała wtedy dużo, ale trzeba było załatwić. Na początku lat 90 studiowałam i pamiętam dokładnie na co wydałam pierwsze pieniądze za stypendium naukowe (dobry zegarek). Pózniej również odkładałam ze swoich na wieżę stereo, chociaż mogłabym wziąć pieniądze od mamy, która zarabiała wtedy świetnie. Potem dostałam spadek, poszłam do pracy i zarabiałam chyba 1/10 z tego, co rosło mi na koncie każdego miesiąca. Kupiłam mieszkanie, ale sporo zostało i tych pieniędzy nie tykałam i nie tykam (teraz te pieniądze straciły sporo na wartości). Pamiętam z 13 lat temu sytuację, w której mogłam zostać z 1/2 etatu. W ogóle nie brałam pod uwagę ruszania oszczędności nie moich. W efekcie znalazłam inne zajęcie, a z 1/2 etatu okazało się, że będzie 1,5 i nie wyrabiałam czasowo. Chyba z domu wyniosłam-zabrzmi górnolotnie- etos pracy. Nigdy nie kupiłam nic na raty i na kredyt. Generalnie widzę jak coraz mniej (wcale) cieszą mnie rzeczy materialne. Mam teraz dość kosztowną pasję, ale sama jestem zaskoczona, że finansuję ją z bieżących dochodów.
      • guderianka Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 19.10.13, 13:09
        . Chyba z domu wyniosłam-zabrzmi górnolotnie- etos pracy

        Piękne!
        (o ile nie idzie to w stronę pracoholizmu)

        Generalnie widzę jak coraz mniej (wcale) cieszą mnie
        > rzeczy materialne

        Bo z czasem/wiekiem-dostrzega się , że co innego jest ważne.

        Mam teraz dość kosztowną pasję
        a zdradzisz co ?

        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
          • coralin Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 19.10.13, 14:10
            I tak jeszcze mi się przypomniało a propos etosu pracy. Poszłam do pracy w połowie lat 90 za marne pieniądze (nie musiałam, mogłam żyć z procentów w banku, bo oprocentowanie było wtedy niesamowite), ludzie ze studiów woleli rok iść na zasiłek (były wtedy niewiele niższe niż moja pensja).
            • coralin Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 20.10.13, 10:23
              Dziwi mnie też, że młodzi ludzie mają wrażenie, że jeśli załapali się na państwową posadę to będą tam wiecznie. Taka postawa nie zadziwia u ludzi 40+, ale u 25 latka owszem. Taka mentalność jak bylibyśmy w głębokim PRL i nadal były sztuczne etaty. Przyjdzie taka osoba do pracy i zamiast się wykazać biega na zwolnienia co chwila, a potem płacz i szok, że umowy im się nie przedłuża. Jesteśmy prawie 25 lat po przemianie, ale sporo ludzi wyniosło z domu zupełnie inne myślenie niż ja czyli mocno roszczeniowe. Na brak oszczędności można sobie pozwolić w kraju zamożnym, z rozbudowaną opieką socjalną. Mnie jest łatwiej oszczędzać mimochodem, bo nie cieszą mnie modne gadżety.
              • guderianka Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 20.10.13, 10:33
                Myślę, że postawa taka może wynikać z tego, co działo się w kraju. My urodziłyśmy się jeszcze "za żelazną kurtyną",w rok 89 wchodziłyśmy jako tako (ja)/tako (Ty)ukształtowane. Natomiast współcześni młodzi urodzili się w świecie, w którym wszystko było już dostępne. Ja wiem co to znaczy jeść pierwszego w zyciu banana w kącie, wręcz go liżąc by był jak najdłużej wink "Mlodzi" mogą sobie kupić kilogram bananów i poczują że to coś dziwnego. ja wiem co to znaczy Miś Uszatek raz dziennie- Mlodzi urodzili się świecie w którym media , informacje, elektronika hulały na całego. teraz wszystko przychodzi łatwiej, bez problemu, łatwiej o codzienne oszustwa- kiedyś dziecko biedne było widoczne z daleka-w za małych butach, dziurawych /zaszytych ubrankach-dziś te rożnice się zacierają bo w lumpeksie kupują i biedni i bogaci-trudno po ubiorze rozróżnić kto zacz itp. itd. Myślę, że ta łatwość w dostępie do żywności, ubran, relaksu, edukacji ( za moich czasów wyjazd do Niemiec był niemożnością, dzisiaj moi znajomi kupują tam domu, kształcą tam dzieci w szkołach polsko-niemieckich) itp.
                A wiadomo-że latwo nie znaczy zawsze dobrze..
                --
                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                • coralin Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 20.10.13, 11:07
                  Ale z drugiej strony to teraz pieniądz ma realną wartość. W czasach PRL wszyscy mieli po równo. Nie pamiętam żadnych chłodnych kalkulacji dotyczących np. ugoszczenia kogoś obiadem. Wszystko niby przychodzi łatwiej. Łatwo dostać się do nawet renomowanego liceum, na studia, ale trzeba mieć świadomość, że to nie koniec walki. Mam wrażenie, że młodzi Polacy żyją tak jak w jakimś zamożnym kraju, a takim nie jesteśmy. To oni powinni umieć czytać składy i nie wierzyć reklamom. Z dystansem czytam artykuły o młodych po studiach (czasem 3 różnych), bo w ostatnich latach zetknęłam się z takimi nie mającymi pojęcia o swojej dziedzinie lub dziedzinach. Nadal tkwią w przekonaniu, że papier to wszystko, więc nie uczą się, a zdobywają papiery, co jest obecnie bardzo łatwe. Wydaje mi się, że w obecnych czasach brak oszczędzania, o ile są takie możliwości to dowód niedojrzałości społecznej.
                  • guderianka Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 20.10.13, 11:36
                    Łatwo dostać się do na
                    > wet renomowanego liceum, na studia, ale trzeba mieć świadomość, że to nie konie
                    > c walki.


                    z drugiej strony kiedyś były darmowe żłobki i przedszkola branżowe
                    zakładowe mieszkania wykupowane za grosze
                    etc

                    Wydaje mi się, że w ob
                    > ecnych czasach brak oszczędzania, o ile są takie możliwości to dowód niedojrzał
                    > ości społecznej.


                    Ale skądś się to bierze. Dzisiejsi "młodzi" to synowie i córki Twojego (bo mojego za kilka lat) pokolenia.
                    --
                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                    • coralin Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 20.10.13, 11:52
                      Dzisiejsi młodzi, o których piszę (już po studiach) to ludzie, których rodzice są starsi ode mnie, więc pewnie spora część załapała się na posady do emerytury lub zakombinowała renty. I takie myślenie przekazała dzieciom- wyssać jak najwięcej z państwowej kasy. Oczywiście, że dawniej było zaplecze socjalne, "nic " nie kosztowało, ale teraz tak nie jest i taki 25 latek chyba zdaje sobie z tego sprawę. Irytuje mnie traktowanie posady państwowej jako dojnej krowy. Tak zachowują się młodzi ludzie u nas w pracy. Kombinują na potęgę.
                        • falllen_angel Re: 82% Polaków NIE OSZCZĘDZA 21.10.13, 13:16
                          z17 napisała:

                          > coralin napisała:
                          >
                          > >Irytuje mnie traktowanie posady państwowej jako dojnej krowy. Tak zachowuj
                          > ą się młodzi >ludzie u nas w pracy. Kombinują na potęgę.
                          >
                          > Imho zachowują się racjonalnie.

                          No co Ty mówisz?

                          Przecież powinni pracować 16-18h na stażu za darmo, żeby Tusk mógł sobie do Trójmiasta latać co weekend... Tudzież żeby dobie władza mogła zmienić samochody co 2-3 lata...

                          Przypominam, że rząd Zjednoczonego Królestwa ma na stanie 16 aut.

                          W.
                • kobieta_z_saturnem czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 12:28
                  Z tym, że wszystko przychodzi łatwiej, można polemizować. Płaca minimalna poniżej kosztów utrzymania, śmieciowe umowy - z dnia na dzień na bruku, mieszkania poza zasięgiem młodych ludzi z uwagi na wysokie ceny, przymusowa emigracja zarobkowa nie za zbytkami, tylko za chlebem, do tego problemy ze służbą zdrowia, która wielu nawet młodym ludziom wykończyła zdrowie lub życie.

                  Co z tego, że ubrania w lumpeksach są tanie, jak to, co najważniejsze dla bytu człowieka, czyli mieszkania, są droższe niż na Zachodzie.
                  --
                  "Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
                  C.G.Jung
                  • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 12:54
                    > Co z tego, że ubrania w lumpeksach są tanie, jak to, co najważniejsze dla bytu
                    > człowieka, czyli mieszkania, są droższe niż na Zachodzie.

                    Wlasne mieszkanie nie jest najwazniejsze dla bytu, mozna wynajomowac i oszczedzac na wlasne ale problem polega na tym ze zazwyczaj nie ma z czego. A nie ma z czego bo pensje wschodnioeuropejskie a ceny bardzo zachodnie.
                    --
                    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                    • guderianka Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 13:12
                      Na jakim Zachodzie ?
                      Kraje skandynawskie , Norwegia, Irlandia, Uk- modne jest wynajmowanie mieszkań, własne są tak drogie, że mało kogo stać. A te wynajmowane są na tyle tanie, że pracując, ucząc się można we dwoje wynająć dom (Dania)
                      --
                      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                            • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 14:59
                              Mozesz mi wyjasnic dlaczego? Wzgledny dobrobyt na zachodzie zbudowano w okolo 20 lat po wojnie czyli w latach 70tych. Nawet biorac poprawke na PRL to wychodzi, ze akurat teraz powinno byc w Polsce wzglednie dobrze a nie jest.
                              --
                              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                              • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:10
                                Ludzi mentalnie zniszczyła komuna. Nie mów mi, że na Zachodzie ściąganie jest powszechne. W Polsce kombinowanie, oszukiwanie to nadal podstawa. Do tego dochodzi nepotyzm, łapówkarstwo. Polska z mentalnością przedwojenną byłaby potęgą w 10 lat.
                                • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:14
                                  coralin napisała:

                                  > Ludzi mentalnie zniszczyła komuna. Nie mów mi, że na Zachodzie ściąganie jest p
                                  > owszechne. W Polsce kombinowanie, oszukiwanie to nadal podstawa. Do tego dochod
                                  > zi nepotyzm, łapówkarstwo. Polska z mentalnością przedwojenną byłaby potęgą w 1
                                  > 0 lat.

                                  A myslisz, ze w takiej Belgii nie istnieje kombinowanie? U mnie w pracy ktos regularnie wynosil odswiezac do powietrza za 3 euro. Zaczeto kupowac najtanszy z dyskontu i sie skonczylo. Nagminne jest wynoszenie dlugopisow i papieru a to jest firma gdzie ludzie nie zarabiaja malo, przerwy na kawe przeciagajace do dwoch godzin, zebrania w celu "pie**lenia o szopenie" przez pol dnia, kombinowanie na podatkach (spolki na cyprze dla samozarudnionych) ...
                                  --
                                  Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                    • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 13:15
                      Pełna zgoda, ale mentalność też wschodnia, a raczej PRL-owska pozostała. Działa to na zasadzie, że owszem 8 godzin w pracy może ktoś być, ale 8 godzin efektywnie pracować to nadal kosmos. Nie oszukujmy się internet, radio w godzinach pracy to nadal standard.
                      • guderianka Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 13:25
                        Nie do końca się zgodzę-chyba że piszesz o pracy urzędniczej
                        W wielu zawodach zwłaszcza w branży produkcyjno-usługowej pracownik jest rozliczany z efektów czy też jak to się dzisiaj nazywa z "wykonanego planu". Ba, ten plan wszedł również do służb mundurowych, dziennikarstwa (sic!).
                        I o ile plan jest wykonany to nie widzę nic złego w słuchaniu radia (w ogóle zresztą nie bardzo rozumiem ten Twój zarzut) tudzież korzystania z internetu. Np.Wchodzenie na forum po trudnej transakcji z kubkiem kawy w ręce było dla mnie świetnym relaksem-w niczym nie rzutowało na poziom wykonywanych przeze mnie obowiązków.
                        Piszesz o mentalności Polakow tak jak gdyby była ona owocem ostatnich 50 lat. Tymczasem to praca całych pokoleń a nie tylko naszych powojennych losów.
                        --
                        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                      • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 13:43
                        coralin napisała:

                        > Pełna zgoda, ale mentalność też wschodnia, a raczej PRL-owska pozostała. Działa
                        > to na zasadzie, że owszem 8 godzin w pracy może ktoś być, ale 8 godzin efektyw
                        > nie pracować to nadal kosmos. Nie oszukujmy się internet, radio w godzinach pra
                        > cy to nadal standard.

                        Internet, radio i przedluzajace sie przerwy na kawe to standard w kazdej zachodniej firmie.
                        --
                        Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                      • kobieta_z_saturnem Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:03
                        Nie przesadzajcie z tym stereotypem pracy w budżetówce. Ja tam pracuję i na internet nie mam czasu, pomijając fakt, że dostęp do stron komercyjnych jest poblokowany. Dzisiejsza budżetówka to nie to samo co 20-30 lat temu.
                        --
                        "Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
                        C.G.Jung
                    • kobieta_z_saturnem Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 14:30
                      Racja, można wynajmować - nieprecyzyjnie się wyraziłam, ale nie zmienia to niczego. Koszt wynajmu samodzielnej kawalerki to ok. 1000 zł, co w zestawieniu z minimalną albo niewiele wyższą płacą jest nie do udźwignięcia.

                      Generalnie Polaków nie stać na mieszkanie - ani własne, ani wynajmowane.
                      --
                      "Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
                      C.G.Jung
                  • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 12:59
                    Nie wszystko przychodzi łatwiej, ale z mojej perspektywy widzę jak wiele jeszcze PRL-owskiej mentalności w ludziach. Dlaczego porównujesz Zachód z Polską? My musimy nadrobić te 45 lat PRL, w tym zakorzenione okradanie, kombinowanie.
                    • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 13:50
                      coralin napisała:

                      > Nie wszystko przychodzi łatwiej, ale z mojej perspektywy widzę jak wiele jeszcz
                      > e PRL-owskiej mentalności w ludziach. Dlaczego porównujesz Zachód z Polską? My
                      > musimy nadrobić te 45 lat PRL, w tym zakorzenione okradanie, kombinowanie.

                      Nie przesadzaj, dlaczego obrazasz uczciwych ludzi? Kombinatorzy i zlodzieje sa w kazdej nacji, nie tylko wsrod Polakow. Po ponad 20 latach nadrobislimy jedynie roznice w cenach a w zarobkach nie. Z czego Polacy maja oszczedzac jak mediana zarobkow to nieco ponad 2000 a sredniej nie osiaga 70% pracujacych. To jest 500-650 euro, mniej niz polowa zasilku dla bezrobotnych na zachodzie. Zarobki powyzej 5000 na reke osiaga 650 tys osob w Polsce, to jest 1250 euro czyli pensja sprzataczki to i nie na caly etat a przewaznie 34 godziny tygodniowo. Ile czasu jeszcze mamy nadrabiac te zapoznienia i moze powiedz jak skoro rozkardziono i wyprzedano za grosze caly przemysl. 20 uczelni technicznych w kraju a nie mamy nawet wlasnej marki samochodow a zamiast szybkich pociagow musimy sciagac zezlomowany pendolino z Wloch.
                      --
                      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                      • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 14:35
                        black_halo napisała:

                        > 20 uczelni technicznych w kraju a nie mamy
                        > nawet wlasnej marki samochodow a zamiast szybkich pociagow musimy sciagac zezl
                        > omowany pendolino z Wloch.

                        Typowo roszczeniowa postawa, ubolewanie, narzekanie. Optymistycznie myślę ze zejdzie ze dwa pokolenia, kiedy wyprostuje się postawa.
                        • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 14:56
                          coralin napisała:

                          >
                          > Typowo roszczeniowa postawa, ubolewanie, narzekanie. Optymistycznie myślę ze ze
                          > jdzie ze dwa pokolenia, kiedy wyprostuje się postawa.

                          Co jest rozszeniowego w tej postawie? Ja oczekuje, ze rzadzacy beda rzdzic tak, ze w kraju bedzie dobrobyt. 24 lata temu mielismy przemysl, przedsiebiorstwa. Dzisiaj nie ma juz prawie nic, co nie zostalo calkiem wyprzedane to wyprzedaje sie teraz. Z kraju wyjechaly 3 mln ludzi a nadal jest 2mln bezrobotnych.

                          Zreszta ja nie narzekam tylko stwierdzam fakt, po 24 latach tego "dobrobytu" stac nas jedynie na zlom z zachodu a majac 20 uczelni technicznych w kraju powinnismy miec wlasna marke samochodow itd. 30 lat temu polscy inzynierowie jezdzili na kontrakty do Iranu, Iraku, Syrii, Algierii, Libii a polskie przedsiebiortwa sprzedawaly pelne rozwiazania technologiczne do budowy elektrowni czy dla przemyslu petrochemicznego. A tymczasem dzisiaj Polska stoi w przed ogromnym problemem braku pradu za kilka lat.
                          --
                          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                          • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:04
                            black_halo napisała:

                            > coralin napisała:
                            >
                            > >
                            > > Typowo roszczeniowa postawa, ubolewanie, narzekanie. Optymistycznie myślę
                            > ze ze
                            > > jdzie ze dwa pokolenia, kiedy wyprostuje się postawa.
                            >
                            > Co jest rozszeniowego w tej postawie? Ja oczekuje, ze rzadzacy beda rzdzic tak,
                            > ze w kraju bedzie dobrobyt.

                            Rządzących to my wybieramy. Ja tam nie oczekiwałam po kolejnych i kolejnych wyborach, że rząd będzie dbał o interes ludzi. Może więcej widzęsmile Nie łudzę się, że jeśli zachoruję państwo zapewni mi odpowiednią opiekę medyczną, a już o emeryturze nie marzę nawet. Co mi da narzekanie? Też mogłabym porównywać zarobki w moim zawodzie w Polsce i Europie Zachodniej, ale to śmieszne.
                            • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:11
                              > Rządzących to my wybieramy. Ja tam nie oczekiwałam po kolejnych i kolejnych wyb
                              > orach, że rząd będzie dbał o interes ludzi. Może więcej widzęsmile Nie łudzę się,
                              > że jeśli zachoruję państwo zapewni mi odpowiednią opiekę medyczną, a już o emer
                              > yturze nie marzę nawet. Co mi da narzekanie? Też mogłabym porównywać zarobki w
                              > moim zawodzie w Polsce i Europie Zachodniej, ale to śmieszne.

                              Widzisz, dla mnie to jest postawa typu 'mnie sie udalo, skoro ja moglam to inni tez moga a jak nie to narzekaja i maj postawe rozszczeniowa'. A to wcale nie tak, skoro ludzie placa podatki, skladki i daniny to maja prawo oczekiwa, ze dostana w zamian dobra edukacje, opieke zdrowtna i emeryture. Tymczasem wychodzi na to, ze ludzie pracuja na emerytury mudurowe i gornicze, jezyka moga sie nauczyc tylko na prywatnych lekcjach zamiast w szkole a do lekarza i tak musza isc prywatnie. Do tego musza placic za autostrady finansowane przeciez z budzetu i forsy unijnej, co chwile slysza o przekretach a do tego ktos im jawnie sypie sol drogowa i splenialy susz jajeczny do zarcia. W innych krajach to maja, dlaczego oczekiwanie tego samego jest rozszczeniowe?
                              --
                              Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                              • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:46
                                Ale nie we wszystkich krajach to mają. To nie mój rząd i nie mój prezydent, więc mogłabym się oburzać nawet bardziej. Co mi z tego, że będę się oburzać? Języka można się nauczyć samemu. Kupowanie korepetycji, na których dziecko pod okiem korepetytora robi ćwiczenia to kpina i dowód na poważanie tylko tego, za co się zapłaci. Jeśli jest coś "za darmo" to można rozkradać lub lekceważyć (mam znajomych anglistów i germanistów uczących w szkołach).
                                • eo_n Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:51
                                  coralin napisała:

                                  Kupowanie korepetycji, na których dziecko pod okiem
                                  > korepetytora robi ćwiczenia to kpina i dowód na poważanie tylko tego, za co si
                                  > ę zapłaci.
                                  Do uczenia się samodzielnie trzeba dorosnąć mentalnie. Pokaż 10-latka który sam z siebie nauczy się języka... Wg mnie to opcja dla licealisty, najwcześniej. Ze względu nie na możliwości, a na dojrzałość.
                                  • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 15:59
                                    Ale przecież ten 10 latek ma w szkole język. Wystarczy, żeby 2 razy w tygodniu zrobił to, co zadane. Ja uczyłam się z własnej woli języka jako 12 latka. Czy lepiej dla tego 10 latka odpuścić mu obowiązkowość czyli zrobienie tego, co na lekcjach plus zadanie, a dać mu kolejną godzinę na korepetycje? Kolejna chora sytuacja te korepetycje prawie ze wszystkiego.
                                    • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 16:07
                                      coralin napisała:

                                      > Ale przecież ten 10 latek ma w szkole język. Wystarczy, żeby 2 razy w tygodniu
                                      > zrobił to, co zadane. Ja uczyłam się z własnej woli języka jako 12 latka. Czy
                                      > lepiej dla tego 10 latka odpuścić mu obowiązkowość czyli zrobienie tego, co na
                                      > lekcjach plus zadanie, a dać mu kolejną godzinę na korepetycje? Kolejna chora s
                                      > ytuacja te korepetycje prawie ze wszystkiego.

                                      Nie, to absolutnie nie wystarczy. 10 latek powinien ogladac conajmniej pol godziny dziennie obcojezyczna telewizje, najlepiej z napisami zeby w ogole osluchac sie z jezykiem. Chyba, ze w polskiej telewizji wyrzuconoby lektorow i zamieniono ich na napisy.
                                      --
                                      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                                    • zuzanna56 Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 17:17
                                      coralin napisała:

                                      > Ale przecież ten 10 latek ma w szkole język. Wystarczy, żeby 2 razy w tygodniu
                                      > zrobił to, co zadane.

                                      Zgadzam się w 100%. Do tego niech z lekcji na lekcję powtarza słówka, poogląda telewizję, może w coś pogra. Jak jest sensowny nauczyciel w szkole, lekcje odbywają się normalnie, to wystarczą chęci i rodzic, który dopilnuje dzieciaka.
                                      • eo_n Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 17:49
                                        zuzanna56 napisała:

                                        > coralin napisała:
                                        Do tego niech z lekcji na lekcję powtarza słówka, poogląda
                                        > telewizję, może w coś pogra. Jak jest sensowny nauczyciel w szkole, lekcje odby
                                        > wają się normalnie, to wystarczą chęci i rodzic, który dopilnuje dzieciaka.

                                        A co z rozmową? Bo nauczyciel w państwowej szkole ma 30 uczniów, 15 - jak jest podział na grupy. Ile czasu każdy z nich konwersuje tygodniowo?
                                    • eo_n Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 17:45
                                      coralin napisała:

                                      > Ale przecież ten 10 latek ma w szkole język. Wystarczy, żeby 2 razy w tygodniu
                                      > zrobił to, co zadane.
                                      Moim zdaniem, jeśli chodzi o język obcy, to nie wystarczy. Wg mnie min. te 2x30 min rozmowy w tygodniu jest niezbędne, żeby się czegokolwiek z sensem nauczyć. Pewnie, że można gadać nagrywać się, porównywać z lektorem, korzystać z programów komputerowych, itd. jednak wg mnie to nie jest dla dzieci. Szczególnie, że wymaga systematyczności.

                                      Ja uczyłam się z własnej woli języka jako 12 latka.
                                      Ja jako 12-latka studiowałam akademickie podręczniki weterynarii, oraz zaczytywałam się w 800-stronicowej biologii bezkręgowców. To nie znaczy jednak, że każde dziecko ma takie parcie do nauki.

                                      Czy
                                      > lepiej dla tego 10 latka odpuścić mu obowiązkowość czyli zrobienie tego, co na
                                      > lekcjach plus zadanie
                                      , a dać mu kolejną godzinę na korepetycje?
                                      Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem to zdanie. To ma on mieć te dodatkowe lekcje, czy nie. Bo się pogubiłam smile
                                      • eo_n Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 17:55
                                        eo_n napisał:

                                        > Czy
                                        > > lepiej dla tego 10 latka odpuścić mu obowiązkowość czyli zrobienie teg
                                        > o, co na
                                        > > lekcjach plus zadanie
                                        , a dać mu kolejną godzinę na korepetycje
                                        > ?
                                        > Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem to zdanie. To ma on mieć te dodatkowe lek
                                        > cje, czy nie. Bo się pogubiłam smile

                                        Już chyba rozumiem. Początkowo przeczytałam "czy nie lepiej".
                                        No i odpuszczania zadań ze szkoły nie rozumiem.
                                        Ale co to ma wspólnego z dodatkowymi lekcjami?
                                      • zuzanna56 Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 10:33
                                        eo_n napisał:


                                        > Ja uczyłam się z własnej woli języka jako 12 latka.


                                        Ja od 10 roku życia, prywatnie ale w grupie a było to ponad 30 lat temu...to były super lekcje, pokochałam ten język smile Ale to była nauka, nie korepetycje. Dodatkowa nauka języka jest fajna, jeśli ktoś to lubi, ale nie ma to nic wspólnego z korepetycjami dla leniwych dzieci, które odrabiają lekcje z korepetytorem.
                                • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 16:06
                                  coralin napisała:

                                  > Ale nie we wszystkich krajach to mają. To nie mój rząd i nie mój prezydent, wię
                                  > c mogłabym się oburzać nawet bardziej. Co mi z tego, że będę się oburzać? Język
                                  > a można się nauczyć samemu. Kupowanie korepetycji, na których dziecko pod okiem
                                  > korepetytora robi ćwiczenia to kpina i dowód na poważanie tylko tego, za co si
                                  > ę zapłaci. Jeśli jest coś "za darmo" to można rozkradać lub lekceważyć (mam zna
                                  > jomych anglistów i germanistów uczących w szkołach).

                                  Moze powinnas? Mnie to nie powinno oburzac bo w Polsce nie mieszkam a jednak oburza mnie to ze wzgledu na rodzine, ktora tam mieszka.

                                  Co do nauki jezyka - nie da sie ukryc, ze dla wieklu nauczycieli jezyka etat w szkole jest tylko po to, zeby ktos oplacil skladki a reszte sie dorabia prywatnymi szkolami i korkami (bez podatkow naturalnie).

                                  Bardzo ciezko jest sie nauczyc jezyka bez zadnej szkoly, mowie biegle w trzech, czwartego sie ucze a i tak ciezko mi idzie nauka tego ostatniego, dlatego ze mam malo kontaktu z jezykiem i nawet jak odrobie zadania domowe to do nastepnego tygodnia wszystko zapomne. Bez szkoly nie bylabym w stanie opanowac zawilosci gramatycznych. Slowek mozna sie naturalnie uczyc samemu.
                                  --
                                  Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                                  • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 16:27
                                    Nie oburza mnie, bo mam jedno życie i szkoda go na nerwy. Myślę, że większość w mojej sytuacji nie pracowałaby za marne grosze w 95 roku, mając jakieś kosmiczne odsetki każdego miesiąca. Wolałaby pobimbać, a 20 lat pozniej stękać i narzekać. Na pewno w Polsce jest masa młodych, zdolnych, chętnych do pracy. Niestety sporo też kombinujących. Ale narzekanie na okoliczności to chyba podstawowa wada narodowa. Czyli "jestem taki świetny, ale wszystko wokół do kitu".

                                    black_halo napisała:

                                    >Co do nauki jezyka - nie da sie ukryc, ze dla wieklu nauczycieli jezyka etat w
                                    > szkole jest tylko po to, zeby ktos oplacil skladki a reszte sie dorabia prywatn
                                    > ymi szkolami i korkami (bez podatkow naturalnie).

                                    Właśnie o takich chorych sytuacjach piszę. Kombinowanie, oszukiwanie, pozostałość po mentalności PRL.
                                    • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 16:42
                                      coralin napisała:

                                      > Nie oburza mnie, bo mam jedno życie i szkoda go na nerwy. Myślę, że większość
                                      > w mojej sytuacji nie pracowałaby za marne grosze w 95 roku, mając jakieś kosmic
                                      > zne odsetki każdego miesiąca. Wolałaby pobimbać, a 20 lat pozniej stękać i narz
                                      > ekać. Na pewno w Polsce jest masa młodych, zdolnych, chętnych do pracy. Niestet
                                      > y sporo też kombinujących. Ale narzekanie na okoliczności to chyba podstawowa w
                                      > ada narodowa. Czyli "jestem taki świetny, ale wszystko wokół do kitu".

                                      Ale ludzie wszedzie narzekaja na okolicznosci, na zachodzie tez i to jest ogolnie cecha czlowieka, ze narzeka. Jak jest cieplo to sie poci wiec chce zimy, jak jest zima to narzeka na mroz i grube kurtki. To nie ma nic do rzeczy. Dlaczego do pracy zapewniajace godziwe zycie (oplaty za mieszkanie, rachunki, jedzenie, przyzwoite ubranie ze sklepu a nie lumpeksu,jakies wakacje chocby raz na dwa lata, dostep do kultury innej niz sciagnej z netu) ma byc tylko dla lodych, zdolnych z wielkich miast? Tylko dla tych, ktorym jakos sie udalo wybic? Przeciez sa np. mieszkancy bylych PGR, ktorzy wlasciwie nie maja zadnych szans na wyjscie z biedy bo wiekszosci nawet nie stac na bilet do wiekszego miasta. Oni nawet nie moga powiedziec, ze sa tacy swietni boich edukacja konczy sie na gimnazjum bo rodzicow nie bylo stac zeby poslac do zawodowki. Moze i chca pracowac ale nie maja na to szansy. Maja pelne prawo narzekac na to co zrobilo im panstwo i na brak perspektyw.

                                      > Właśnie o takich chorych sytuacjach piszę. Kombinowanie, oszukiwanie, pozostało
                                      > ść po mentalności PRL.

                                      Nie, chora sytuacja jest to, ze panstwo zmusza ludzi do takich zachowan. Gdyby nauczyciel zarabial wystarczajaco w szkole panstwowej to by nie marnowal czasu po pracy na korki i prace do 22 udzielajac sie w prywatnej szkole tylko poszedl na piwo ze znajomymi, na kolacje z malzonkiem, zabral dzieci na basen. A tymczasem stworzono chory system gdzie nauczyciel pracuje malo, zarabia malo i musi dorabiac do pensji a jednoczesnie nie ma czasu ani pieniedzy na wydawanie na uslugi, ktore podkrecaja gospodarke.
                                      --
                                      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                                      • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 17:22
                                        Bardzo populistycznie piszesz i na bazie wiadomości z mediów. To nie jest tak, że tym dzieciom z dawnych PGR nie może się udać. To wyuczona bezradność zaszczepiana przez rodziców. Nawet w naszym nieudolnie rządzonym państwie możliwości są dla nich. Korzystają tak samo jak czarni w townshipach czyli kupują za otrzymane pieniądze drogie adidasy i wypasione komórki. Wiem, bo widziałam. Wiele lat pomagałam ludziom uboższym i to też pokazało mi mentalność wielu. Żadna, nawet skrajna bieda nie wzbudzi już mojego współczucia. Jedynie ciężka choroba w rodzinie.
                                  • zuzanna56 Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 17:07
                                    black_halo napisała:

                                    > Co do nauki jezyka - nie da sie ukryc, ze dla wieklu nauczycieli jezyka etat w
                                    > szkole jest tylko po to, zeby ktos oplacil skladki a reszte sie dorabia prywatn
                                    > ymi szkolami i korkami (bez podatkow naturalnie).


                                    Ilu znasz takich? Bo ja znam z 20 anglistek czy germanistek, które pracują w szkole na etacie mając ewentualnie kilka godzin tygodniowo korepetycji albo pracują w dwóch szkołach - w każdej płacąc podatek i wszelkie składki.
                                    • black_halo Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 18:48
                                      > Ilu znasz takich? Bo ja znam z 20 anglistek czy germanistek, które pracują w sz
                                      > kole na etacie mając ewentualnie kilka godzin tygodniowo korepetycji albo pracu
                                      > ją w dwóch szkołach - w każdej płacąc podatek i wszelkie składki.

                                      No wiec chodzilam iles lat temu wstecz do szkoly sredniej i wszyscy anglisci mieli najwyzej pol etatu, w szkole pojawiali sie max. 2 razy na tydzien zeby odbebnic te swoje 9 godzin pensum i adios. Reszte dorabiali w prywatnych szkolach i na korkach. I nie bylo to zadne marne liceum tylko takie z pierwszej piatki w rankingu. Tak robilo wiekszosc anglistow i duza czesc robi nadal.
                                      --
                                      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                                      • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 20.10.13, 19:08
                                        Po Twoich wpisach mogliby się poczuć obrażeni angliści, ale Ty nie widzisz swoich uogólnień tylko powyżej potrafisz napisać, że ja obrażam Polaków, choć to co piszę jest z podobnych obserwacji jak Twoje. Generalnie po Twoich wpisach to chyba tylko jatka, kłótnia, a nie dyskusja.
                                      • zuzanna56 Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 09:54
                                        black_halo napisała:


                                        > najwyzej pol etatu, w szkole pojawiali sie max. 2 razy na tydzien zeby odbe
                                        > bnic te swoje 9 godzin pensum i adios. Reszte dorabiali w prywatnych szkolach i
                                        > na korkach. I nie bylo to zadne marne liceum tylko takie z pierwszej piatki w
                                        > rankingu. Tak robilo wiekszosc anglistow i duza czesc robi nadal.


                                        Jak chodziłas 10 lat temu czy więcej do liceum, to wiedziałas ile godzin ma każdy anglista? Akurat. Ile ich było? 2,3? To chyba nie była wielka szkoła w wielkim mieście.

                                        Dobrze, ty znasz takich w całej Polsce a ja jestem anglistką od 20 lat i znam takich może dwóch w Trójmieście a jak napisałam z 20 takich co mają 20-25 godzin dydaktycznych normalnie w szkole lub 2 szkołach na etacie.
                                        • zuzanna56 Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 10:23
                                          Jeszcze o anglistach. Oczywiście, że pracują w szkołach prywatnych (np. ja, na etacie, płacę podatki) i na uczelniach prywatnych (też ja, na umowę o dzieło, płacę podatki) oraz mają korepetycje (nie ja, kiedyś owszem) lub pracują na kursach ( płacąc podatki). Możliwości jest dużo. Wiem, kiedyś było inaczej. Ale to było 15-20 lat temu. Naprawdę znasz tak dobrze przynajmniej 100 anglistów z całej Polski aby twierdzić, że powszechne jest to, że mają pół etatu w szkole? Powiem ci szczerze, ja bym się załamała, gdyby nie było dla mnie godzin i miałabym pół etatu.Nauczyciel dyplomowany z dużym stażem ma całkiem przyzwoitą pensję, nie mówię, że wielką ale nie jest źle. Jeśli ma 1,5 etatu to pensja jest jeszcze lepsza, znowu nie jakaś super hiper ale nie jest źle.Ja mam lepszy dochód pracując w szkole i mając dużo godzin niż korepetycje, które raz są a raz ich nie ma (miałam całe lata). Mam umowę o pracę. Gdy ciężko zachoruję, mogę iść na zwolnienie. Mam płacone łącznie za 3 miesiące wolnego w roku podczas gdy mając korepetycje, mam płacone za konkretną godzinę. Przerabiałam różne warianty, nie wiem jakie ty masz doświadczenie i ilu znasz anglistów w Polsce.
                                          • zuzanna56 Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 10:43
                                            black halo, ty masz chyba jakieś złe doświadczenia z Polski, z czasów dzieciństwa, ze szkoły itp.
                                            Ja chyba żyłam i żyję w innej Polsce. Nie mówię że było super i że jest rewelacyjnie ale chyba jestem raczej osobą pozytywnie nastawioną do życia i optymistką, nie widzę w dawnych czasach ani w tych jakiś tragedii. Żyłam jako dziecko normalnie, miałam dużo bardzo bogatych koleżanek ale nie nazwałabym mojego dawnego życia biedą, raczej normalnym przeciętnym życiem.
                    • lacktris Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 12:45
                      a z czym powinna POlskę porównywać? Od upadku komuny wschód jest be, brzydki i niedobry. Nie patrzymy od 24 lat na wschód. smile
                      A poza tym tak się składa, że ceny w Polsce są często wyższe niż ceny na Zachodzie za te same produkty. I nie jest to tylko wina kursów walutowych. Pensje niestety pozostają polskie.
                      Powiedz mi jak przykładową najniższą krajową można przeżyć w tym kraju i utrzymać rodzinę, oraz dokonać zakupów w tzw sieciówkach które uchodzą za najtańsze sklepy?? NIe mam postawy roszczeniowej. Pracowałam przez pół roku w budżetówce za najniższą krajową, i nie korzystałam z internetu, zwolnień itd. Nigdy w życiu nie chciałabym już tam wrócić.
                      To że akurat Tobie się udało, nie znaczy że każdemu się uda. Często nie wystarczy tylko chcieć. Ja bardzo chciałam, przez ponad rok szukałam pracy, bardzo chciałam robić cokolwiek, ale jakoś nikt mnie nie chciał. Owszem dużo jest takich przypadków kombinatorów którym się nie chce, gdzie bieda i brak chęci do pracy jest wyssany z mlekiem matki, ale nie można wrzucać wszystkich do jednego wora.
                      A w kwestii nauki, wszystko zależy od człowieka i tego który ma się uczyć i tego który naucza. Ja akurat mam to szczęście, że moje dziecko trafiło do pani nauczycielki z powołania, która uczy dzieci niemieckiego i te dzieci w drugiej klasie, po roku nauki mówią. Z resztą pani nauczycielce się chce organizować wyjazdy, wycieczki, brać udział z klasą w kiermaszach i konkursach. Inna sprawa, że ona o pieniądz na życie martwić się nie musi, więc może pracować dla przyjemności.
                      --
                      Pozdrawiam
                      Marta
                      Weronika -09.01.2006
                      _____________________________
                      • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 14:37
                        Czyli 82% nie stać, żeby oszczędzać??
                        Punktem wyjścia w dyskusji o nauce był przykład 10 latka i jego stosunku do języka. Podałam przykład, że jako 12 latka zaczęłam się uczyć SAMA języka. Oczywiście, że potem chodziłam na zajęcia, konwersacje (ale mając dopiero 14 lat) i nawet nie marzyłam, że uda mi się kiedykolwiek pojechać do kraju, w którym mówią tym językiem. Środek stanu wojennego, więc jak czytam o tym braku perspektyw młodego pokolenia czym niektórzy uzasadniają swoją niechęć do prawdziwej nauki to przyznasz, że mogę zachować sceptycyzm. Nawet najlepszy nauczyciel nie pomoże jeśli nie zaszczepimy dziecku wartości zdobywanej wiedzy. Myślisz, że cieszę się z tego, że choć płacę niemałe składki to nie liczę na państwo? Też mogłabym porównywać zarobki w swoim zawodzie w Polsce i na Zachodzie.
                        • lacktris Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 15:01
                          Pewnie że trzeba w dziecku zaszczepić chęć do nauki. Czy po prostu pilnować i nauczyć tego że ma się samo uczyć.

                          Cóż wychodzi na to że w Polsce trzeba jednak na wszystkim się znać samemu, bo bez grubych pieniędzy nie ma co liczyć na państwo mimo płacenia horrendalnych składek.

                          Chodzi mi też głównie o dysproporcję między tym, że w zachodniej części świata nawet wykonując najprostrze prace nie wymagające specjalnych umiejętności jesteś w stanie utrzymać siebie i ewntualną rodzinę. A w Polsce niestety nie.
                          POza tym w Polsce jest dużo większa dysproporcja między zarobkami a ich siłą nabywczą. Przykładowo zarabiając najniższą krajową zakup szmaty ze znanej "taniej" sieciówki za 100zł to jest luksus, a zarabiając te przysłowiowe 1000 eur zakup tej samej szmaty w tej samej sieciówce za 20 eur to wygląda zupełnie inaczej.
                          --
                          Pozdrawiam
                          Marta
                          Weronika -09.01.2006
                          _____________________________
                          • coralin Re: czy aby na pewno jest łatwiej? 21.10.13, 15:15
                            Pełna zgoda. Co mi jednak da rozgoryczenie, że robiąc to, co robię zarabiałabym o wiele więcej na Zachodzie. Albo płacąc składki mogłabym liczyć na kompleksową opiekę lekarską. Sama się dziwię, że wychowana w PRL nie mam postawy: państwo da, zapewni.
                            A że państwo polskie nie jest zdrowe i słabo funkcjonuje to dyskusji nie podlega. Dyskusja jednak dotyczy czegoś innego. Nie wierze, że 82 % Polaków nie stać na oszczędności.