• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Nie mogę się odnaleźć.....na rynku pracy Dodaj do ulubionych

  • 05.11.13, 11:18
    Witam wszystkich, poczytuję Was od kilku lat i chętnie korzystam z porad tego forum. Nie pisałam do tej pory, a w tej chwili sama potrzebuję porady, albo raczej obiektywnego spojrzenia na mój problem. Mam 34 lata, partnera, córkę lat 10. Pracuję zawodowo od 19-go roku życia.
    Wyuczone zawody: technik handlowiec i germanista. Znam także biegle język angielski - znajomość potwierdzona certyfikatem CAE.
    Ofert pracy sporo ale ja.....nie mogę znaleźć nic dla siebie. Mam staż pracy prawie 15 lat, w tym 8 lat w szkole na etacie nauczyciela. ....Po pewnym czasie odeszłam bo...zaczęło brakować godzin dla germanistów i nie byłam pewna czy w przyszłym roku dostanę pełny etat. Mogę powiedzieć, że po pewnym czasie "zwiałam" do firmy, gdzie łatwo znalazłam pracę jako specjalista ds. eksportu. Czułam się tam dobrze... przez 2 lata. Rozpoczęły się wyjazdy zagraniczne, targi, wystawy. Córka miała wtedy 3-4 lata i ciężko to znosiła a ja z nią. Ryczałam przy wyjeździe a po przyjeździe przepraszałam że wyjechałam. Po jakimś czasie zrezygnowałam z posady (dobrze płatnej zresztą) i znalazłam inną. Z zastrzeżeniem, że bez wyjazdów. Była umowa o pracę, nie było wyjazdów, spędzałam więcej czasu z córcią. Tyle, że wynagrodzenie niższe prawie o połowę i wiecznie narzekająca i krytykująca szefowa. Wytrzymałam kolejne 2 lata. Nie znoszę wiecznej krytyki, czuję się na to za stara i....jakaś taka zdeprymowana. Do tej pory "zaliczyłam" kolejne kilka firm, wiem już, jaka jestem, czego nie lubię i w jakiej atmosferze i za ile chciałabym pracować. Chodzi mi o moje wykształcenie i zdobyte doświadczenie. Uczyłam w różnych typach szkół, na różnych poziomach zaawansowania, pracowałam w eksporcie, transporcie i agencji reklamowej. Ostatnia moja praca zakończyła się tym, że szef zainstalował podglądy na komputery wszystkich pracowników i wychwycił że wyszukuję sobie stację radiową, przy której najlepiej mi się pisało artykuły reklamowe do prasy zagranicznej. Zwolnienie mnie (za porozumieniem stron) umotywował tym, że marnuję czas, za który mi płaci. Nie zwrócił uwagi na to, że podczas 2 lat, które u niego przepracowałam, nie wzięłam ani dnia urlopu, chorobowego, pracowałam w domu nagdodziny, pisałam i tworzyłam ciekawe, niebanalne artykuły i tłumaczenia. Najważniejszy był czas, a ja na CZAS i pod presją pracować nie potrafię. Obecnie mam dg, douczam do matury, egzaminów gimnazjalnych, angielskiego i niemieckiego biznesowego..... Ale brakuje mi już sił. To małe miasto, ludzie targują się o stawki godzinowe, czasem przyłapuję się na tym, że robię coś zupełnie po kosztach sad. Znowu myślę o wysłaniu aplikacji do kolejnej firmy. Tylko nie wiem, co mam powiedzieć, gdy zapytają, co się stało że tyle firm po drodze? Prawdę? Ja jestem osobą sumienną, kreatywną, pracowitą, lubię to uczucie zmęczenia po pracy, że dałam z siebie wszystko. Tylko nie znoszę krytycyzmu, kontroli, pytań "a dlaczego zajęło to pani tyle czasu?", albo "gdzie Pani dzwoniła?" (gdy dzwoniłam do córki). Mam 34 lata, spore umiejętności, doświadczenie, umiejętności negocjacyjne, ale chciałabym w tym wieku mieć pewien zakres swobody w działaniu, pewną swobodę w podejmowaniu decyzji w sprawach firmy. Nie znoszę tego poczucia bycia "pionkiem, od którego nic nie zależy". Przyłapuję się na tym, że bardzo często denerwuję się, płaczę, zaczynam kląć, wyżywam się na partnerze i córce, że w tym wieku powinnam osiągnąć więcej, a nie zaczynać karierę od nowa...... Proszę Was o obiektywne spojrzenie na problem. Aha, wątek założyłam dlatego że zamierzam zrezygnować na lato z dg, bo korepetycji pewnie nie będzie lub będzie tylko malutka część, a jeść trzeba. Pozdrawiam.
    Edytor zaawansowany
    • 05.11.13, 11:51
      Pierwsza żyć to umiejętnie napisane cv-albo piszesz wszystko i cofasz się do czasu liceum, albo ostatnie trzy posady a o innych możesz wzmiankować w lm jako o posadach, które daly Ci konkretne atuty zawodowe. Nie starając się o prace nauczyciela-nie wspominasz o tej pracy w cv, jest to całkowicie zbędne .
      Teraz pytanie-co chcesz robić ? Napisałaś , że nie chcesz być "pionkiem"- może to jest problem, Twoje podejście ? Pracując u kogoś jesteś podwładną, masz do wykonania konkretne zadania i wydawane polecenia. Nie jesteś pionkiem-jesteś pracownikiem
      Napisz-jak wyobrażasz sobie swoja wymarzoną pracę ?

      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
      • 05.11.13, 12:24
        Ja tez widze problem w psychice ( nie oceniam negatywnie -po prostu masz cechy , ktore przeszkadzają ci ,by byc "pracownkiem " podlegajacym własnie :ocenie , wiecznej kontroli i krytyce) .
        Także wg mnie zostaje Ci DG .
        Zastanów sie ,co jeszcze prócz korepetycji moglabys robic .

        • 05.11.13, 13:14
          Macie rację, tylko czy w moim wieku i z pewnym doświadczeniem nie powinnam dostać odgórnie pewnych przywilejów i praw? Napiszcie obiektywnie, bo już się sama gubię, czy mam rację, czy jej nie mam..... Co chciałabym robić w życiu? Coś twórczego, co daje zadowolenie każdej ze stron i jest przy okazji twórcze, kreatywne, z wyobraźnią. Jestem urodzoną humanistką. Nienawidzę presji, czasu, pod czyimś naciskiem potrafię zacząć się trząść, płakać czy krzyknąć. Jestem dobrze zorganizowana i z wyprzedzeniem planuję swój każdy dzień. Natomiast każda zmiana planów (niezależna ode mnie) powoduje wściekłość. Tak samo miałam w pracy, zaczynam dzień od kawy i długo się rozkręcam, lepiej pracuje mi się w południe i popołudniami, w godzinach wieczornych i nocnych, natomiast rano, o ile nie prześpię swoich godzin, po prostu nie trybię. Nie wyobrażam sobie siebie na stanowiskach, gdzie trzeba liczyć, kalkulować. Mam duszę marzycielki i często się "zawieszam", rozmarzam. Lubię mówić, uczyć, pisać, mam lekkie pióro, nie wiem kiedy skończyć, czas się dla mnie nie liczy. Uświadamiam sobie że ja się do handlu po prostu nie nadaję. Tylko co robić w moim niedużym mieście, drobnohandelkowym właśnie, gdzie większość firm to firmy małe, rodzinne, prawie wszyscy właściciele firm się znają, nazwiskami się w rozmowach żongluje......co zrobić żeby nie pogrążyć się i nie spaprać sobie (i tak już trochę spapranej) reputacji?
          • 05.11.13, 13:27
            > Macie rację, tylko czy w moim wieku i z pewnym doświadczeniem nie powinnam dost
            > ać odgórnie pewnych przywilejów i praw? Napiszcie obiektywnie, bo już się sama
            > gubię, czy mam rację, czy jej nie mam.....
            zasadniczo nie; przynajmniej takie sa moje doswiadczenia - mialam sytuacje, ze zaczynalam wspolprace z osbami bardzo mlodymi i prawie bez doswiadczenia, a okazywalo sie, ze radzily sobie nadspodziewanie swietnie, jak i takie, ze ktos starszy ode mnie i/lub z wiekszym doswiadczeniem (przynajmniej wg cv) okazywal sie totalnie bezradny;
            znam tez te sytuacje od drugiej strony - zdarzylo mi sie zaczynac rzeczy, kiedy bylam zupelnie zielona w temacie z super efektem i na odwrot tezwink wiec akurat ktos, kto zna specyfike danego miejsca/stanowiska/klienta i troche ci patrzy na rece jest jak najbardziej ok;

            a dodatkowa sprawa to ludzkie charaktery - niektorzy maja potrzebe zaznaczenia swojej dominacji czy wladzy i robia to mniej lub bardziej przyjemnie, no ale takie zyciewink

            > lepiej pracuje mi się w południe i po
            > południami, w godzinach wieczornych i nocnych, natomiast rano, o ile nie prześp
            > ię swoich godzin, po prostu nie trybię.
            to jest preferencja, a nie warunek konieczny;
            wolalabys prace wieczorami i wyjazdowa czy 8-16 i sporo czasu z corka? jakbys musiala wybrac 1 z 2.
            (nie chodzi mi o to, zebys mi odpowiadala na to pytanie, pokazuje je jako przyklad)
            wybierz raczej z tego, co masz realnie, a nie szukaj pracy, ktora dopasuje sie do wszystkich Twoich preferencji, bo tak sie nie da;
            • 05.11.13, 13:38
              Czyli to co piszesz absolutnie pokrywa się z naszym polskim scenariuszem, że do wszystkiego trzeba się latami dokopywać i dochrapywać, a potencjalny pracodawca ma gdzieś to, że w cv napiszę że znam biegle 2 języki obce + komunikatywnie trzeci i klientów ze Wschodu też potrafiłabym obsłużyć. Znam programy transportowe, podstawy księgowości, księgowość importową i eksportową (eksport na terenie UE i poza nią). Piszę ma gdzieś, bo spotkałam się z sytuacją, że "na wstępie" nie docenia się tych umiejętności, nawet po okresie próbnym, czyli po etapie sprawdzenia, czy te umiejętności rzeczywiście są, czy figurują tylko na papierze. Mam na myśli to, że osoba z takim cv jak ja, powinna dostać 3500 netto bez żadnej weryfikacji, a nie "najpierw 2000 a potem zobaczymy". Ile ma trwać to "potem"? Komu i ile muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem?
              • 06.11.13, 09:03
                > Znam programy transporto
                > we, podstawy księgowości, księgowość importową i eksportową (eksport na terenie
                > UE i poza nią).

                Na terenie UE to jest zasadniczo wewnątrzwspólnotowa dostawa, a nie eksport. wink
                • 06.11.13, 09:14
                  Ojjj, ujęłam to bardzo ogólnie smile, pisałam że w godzinach porannych ledwo trybię sad
              • 12.11.13, 15:22
                Joł, bo w takiej np. Anglii automatycznie zostaje się dyrektorem po ukończeniu 40 roku życia.

                Granatem się oderwałaś od rzeczywistości?
                --
                "Słyszeliście może o kolesiach, którzy wyskakują z krzaków w parku na Jasnej Górze i pokazują pindola? (...) To teraz pomnóżcie to przez tysiąc. Tym właśnie jest blogosfera."
            • 05.11.13, 13:42
              Powiem tak: byłabym w stanie się dostosować do wymagań pracodawcy i nawet założyć tę białą bluzeczkę z kołnierzykiem, ALE za sensowną kasę na wstępie. O to mi chodzi.
              • 05.11.13, 13:56

                > Powiem tak: byłabym w stanie się dostosować do wymagań pracodawcy i nawet założ
                > yć tę białą bluzeczkę z kołnierzykiem, ALE za sensowną kasę na wstępie. O to mi
                > chodzi.
                jesli dobzre zrozumialam mialas taka prace, ale ja rzucilas, bo nei moglas zniesc rozstan z corka...
                wiec chyba nie tylko o to chodzi; nie znam stawek w Twoim zawoddzi i miescie, ale sensowna kasa praktycznie zawsze oznacza dyspozycyjnosc;

                > Czyli to co piszesz absolutnie pokrywa się z naszym polskim scenariuszem, że do
                > wszystkiego trzeba się latami dokopywać i dochrapywać, a potencjalny pracodawca ma
                > gdzieś to, że w cv napiszę że znam biegle 2 języki obce + komunikatywnie trzeci i klientów > ze Wschodu też potrafiłabym obsłużyć. Znam programy transportowe, podstawy
                > księgowości, księgowość importową i eksportową (eksport na terenie UE i poza nią).
                ok, masz duza wiedze, fajnie; tylko ludzie klamia w cv jak najeci, pracodawca musi sie przekonac czy nie koloryzujesz; naprawde Cie to dziwi?
                co do kwot sie nie wypowiadam, bo nie znam ani branzy, ani Twojego rejonu;

                > Komu i ile muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem?
                przyszla mi jeszcze jedna rzecz do glowy, nie obraz sie, nie chce cie urazic, ale pytasz o obiektywna opinie;
                oprocz kompetencji twardych sa jeszcze miekkie - byc moze tu lezy problem?
                bo prawde powiedziawszy ja nie chcialabym pracowac z kims, kto przychodzi z nastawieniem, ze wszystkie rozumy pozjadal, wszystko wie i mu sie cokolwiek nalezy z racji wieku i stazu pracy (przeciez kazda firma ma swoja specyfike, no chyba ze pracowalas w jednej, a aplikujesz do bezposredniej konkurencji);
                wolalabym kogos z troche mniejsza wiedza (ale troche mniejsza, nie mowie o kompletnym braku twardych kompetencji), 2 jezykami a nie 3 na przyklad, ale z lepszymi kompetencjami miekkimi, z kim innym bedzie sie po prostu dobzre wspolpracowac;
                • 05.11.13, 14:06
                  Jeeeenyyy, widzisz, nie sądziłam, że aż tak tragicznie jestem odbierana. Nie chodzi mi o to, żeby pokazać tutaj komuś na forum, że pozjadałam wszystkie rozumy..... Chyba jednak w kontakcie bezpośrednim jestem postrzegana inaczej (i taką mam nadzieję), mam dużą klientelę uczniów, zdecydowana większość z polecenia, jestem podobno lubiana, zwłaszcza przez dzieci i młodzież.
                  Chodzi o to, że sądzę, że z moim wykształceniem, stażem pracy i zdobytą wiedzą jestem warta ileśtam i więcej niż ktoś bez tego - o jakieś "widełki" mi chodzi. Za jakąś godzinkę pewnie zniknę, córcia przyjdzie ze szkoły, zjemy razem obiad, a potem już uczę do samego wieczora smile
                  • 05.11.13, 14:08
                    > Jeeeenyyy, widzisz, nie sądziłam, że aż tak tragicznie jestem odbierana. Nie ch
                    > odzi mi o to, żeby pokazać tutaj komuś na forum, że pozjadałam wszystkie rozumy
                    ale ja nie pisalam o Tobiesmile
                    podalam przyklad, ze kompetencje miekkie sa wazne i tyle;
                  • 05.11.13, 14:15
                    > Chodzi o to, że sądzę, że z moim wykształceniem, stażem pracy i zdobytą wiedzą
                    > jestem warta ileśtam i więcej niż ktoś bez tego - o jakieś "widełki" mi chodzi.
                    a widzisz - niekoneicznie!

                    szukalam ostatnio nauczyciela jezyka dla znajomego; chcialam zobaczyc jak wyglada lekcja, znajomy nieogarniety jezykowo, a musi sie nauczyc, ja mam o uczeniu jezykow akurat wiecej niz spore pojecie;
                    ofert masa, cenowo roznie, ale akurat nie bylo problemu z platnoscia, bo delikwent byl chetny placic duzo, byle tylko fajne lekcje byly;
                    i calkiem fajny student zaoferowal super lekcje, srednia stawke i chetnie zgodzil sie zademonstrowac jak jego strategia wyglada;
                    a doswiadczona pani (10 lat nauczania, kursy, certyfikaty, praktyka w kilku krajach za granica, w calkiem powaznych instytucjach) chciala 2 razy tyle, nafafala sie, ze w ogole chce te lekcje zobaczyc, no ba jak to - bede ja kontrolowac i kwestionowac jej metody! a to co zaproponowala wcale nie bylo takie super, poprawne, ale nic wiecej;
                    teoretycznie ta pani ejst warta 3 razy tyle, co student, a zgadnij ktorego nauczyciela delikwent wybral? I przypominam, ze akurat kwestie finansowe to zupelnie byly bez znaczenia dla niego;
                    Takich przykladow moglabym Ci podac wiecej - etz z innej branzy...
                  • 05.11.13, 19:54
                    > Chodzi o to, że sądzę, że z moim wykształceniem, stażem pracy i zdobytą wiedzą
                    > jestem warta ileśtam i więcej niż ktoś bez tego - o jakieś "widełki" mi chodzi.
                    > Za jakąś godzinkę pewnie zniknę, córcia przyjdzie ze szkoły, zjemy razem obiad
                    > , a potem już uczę do samego wieczora smile

                    Z Twoim wyksztalceniem, jezykami i doswiadczeniem jestes warta tyle ile ktos Ci zechce zaplacic. Jestes tworem i musisz sie sprzedac i teraz pytanie czy jestes towarem luksusowym i sprzedajesz sie drogo czy jestes przedmiotem codziennego uzytku i kosztujesz tez srednio. Musisz jednak miec na uwadze, ze od towaru luksusowego oczekuje sie duzo wiecej niz od takiego ze sredniej polki.

                    Moim zdaniem masz tez problem z byciem "zwyklym" pracownikiem i DG to moze byc jedyna opcja. Dobry pracownik umie sie podporzadkowac. W innym wypadku jesli uwazasz, ze sie do tego nadajesz to startuj na kierownicze stanowiska. Ale tu zaznaczam, ze kierownicze oznacza pelna dyspozycjna zazwyczaj.
                    --
                    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
                    • 06.11.13, 09:21
                      Tak, wiem że mam problem z podporządkowaniem się, ale nie do końca. Dziwne, że jako dzieciak nigdy nie było z tym problemu w szkole/ w domu, byłam dzieckiem wzorowo uczącym się i nie sprawiającym problemów, lecz niestety nie posiadającym sporej grupy przyjaciół/znajomych. Wolałam siedzieć w domu i czytać/słuchać muzyki. Z tego czytania i słuchania wzięło się to, że w wieku lat 17 zaczęłam udzielać się w lokalnej stacji radiowej prowadząc audycję z muzyką metalową/ekstremalną.

                      Co do podporządkowania się: potrafię się podporządkować i to oczywiste, że na etacie mam przełożonego/przełożonych, ale ja sama traktuję ludzi tak, jak sama chciałabym być traktowana, nawet jeśli zasługuję na krytykę, to niech to będzie krytyka konstruktywna, wnosząca coś do tematu, nie zaś epitety typu "coś taka powolna dzisiaj, ułomna jesteś?" (swoją drogą żałuję, że tego nie nagrałam, pewnie miałabym nowsze autko za kasę z odszkodowania o mobbing) smile
                    • 06.11.13, 09:29
                      Poza tym to nie jest tak, że ja się nie chcę podporządkować "nie bo nie", tylko w określonej sytuacji zaczyna się niekontrolowany płacz, potem niejedzenie, biegunki, chudnięcie, wypadanie włosów. Po ostatniej pracy leczyłam się parę miesięcy, zanim doszłam do siebie, przy czym wyniki badań krwi były książkowe. Nie wiem o co tu chodzi. Wiem tylko że nienawidzę musieć ale kocham chcieć. Zrobię absolutnie wszystko, pod warunkiem, że sama tego chcę. Martwią mnie tylko te reakcje chorobowe, bo czym prędzej czy później zderzę się z rzeczywistością (kolejni szefowie, czy na dg brak zleceń) i znowu odchoruję? sad
          • 05.11.13, 13:39
            tylko czy w moim wieku i z pewnym doświadczeniem nie powinnam dost
            > ać odgórnie pewnych przywilejów i praw?

            ale dlaczego ? pozycję wypracowujesz sobie sama- jako pracownik z 2 letnim staże masz prawa i przywileje większe niż pracownik ze stażem półrocznym ale mniejsze niż ze stażem 5 letnim. Wszystko trzeba wypracować.Chyba że pytasz o co innego ?

            Spytałam celowo co chciałabyś robić a Ty...napisałaś o sobie masę rzeczy "negatywnych"-chociaż brawo za autokrytykę i znajomość siebie.
            Co chciałabym robić w życiu? Coś twó
            > rczego, co daje zadowolenie każdej ze stron i jest przy okazji twórcze, kreatyw
            > ne, z wyobraźnią.
            Mam duszę marzycielki i często się "zawie
            > szam", rozmarzam. Lubię mówić, uczyć, pisać, mam lekkie pióro, nie wiem kiedy s
            > kończyć, czas się dla mnie nie liczy


            Mamy na szczęście takie czasy-ze miejsce zamieszkania nie ogranicza tak jak kiedyś wink Załóż bloga, swoją stronę internetowa-zacznij tworzyć. Pisz, wysyłaj do redakcji, wydawnictw, bywaj na blogach znanych ludzi, pisz artykuły w rożnych językach, opracowania, teksty reklamowe-może działalność DG poszerz o te aspekty ? Daj się wynajmować do napisania teksów okolicznościowych, reklamy produktów,reklamy firm, pozycjonowania stron (5zł za jedno haslo), oferuj się firmom do pisania przemówień, prowadzenia spotkan, zebrań ?
            I nie zamykaj się na pracę poza swoim miastem-na ewentualne wyjazdy itp--
            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
            • 05.11.13, 13:45
              Szkoda że humanista i dusza marzycielki to cechy negatywne. Nikt już tych cech nie docenia, jak wrażliwość, poczucie estetyki, kolorów. Skoro tak właśnie patrzą pracodawcy to nic dziwnego, że z góry na wstępie przegrywam, bo nikt mi nie będzie płacił za 3 kawy i 2 telefony do córki dziennie sad, od zawsze niestety pracowałam w zespołach, gdzie byli równi i równiejsi.
              • 05.11.13, 14:06
                > Szkoda że humanista i dusza marzycielki to cechy negatywne.
                nikt tu tak nie napisal zwroc uwage, wszyscy staraja sie sensownie poradzic, a juz napewno nikt nie krytykuje humanistow;
                zobacz, to tylko Twoje negatywne nastawienie

                > Nikt już tych cech
                > nie docenia, jak wrażliwość, poczucie estetyki, kolorów.
                jak wyzejwink

                wiesz co, teraz milion razy bardziej podtzrymuje to, co napisalam na poczatku - tylko DG;
                bedzie lepiej i Tobie (bo w przeciwnym przypadku bedziesz czuc sie wiecznie pokrzywdzona doszukujac sie zlych intencji, ktorych inni nie maja albo czekac na to, co Ci sie wedlug Twojego zdania nalezy) i innym (bo wiekszosci ludzi sie z taka osoba wspolpracuje ciezko)

                Przy czym - zrozum mnie dobrze, ja nie twierdze, ze nie masz kompetencji jezykowych, podatkowych, znasz przepisy, prawo itd. Wierze, ze wiesz i umiesz to wszystko. Ale masz tak uksztaltowany charakter (ani lepszy, ani gorszy, po prostu tak masz, tak cie zycie uksztaltowalo), ze prawdopodobnie ciezko Ci sie pracuje w grupie, sila rzeczy hierarchicznej. I ciezko ci sie bedzie w takiej pracy utrzymac, bo ty bedziesz oceniac swoje twarde kompetencje, jako wysokie, a inni miekkie, jako niskie.
                • 05.11.13, 14:08
                  Co masz na myśli konkretnie mówiąc o kompetencjach miękkich? Bo czuję, że mam poważny problem i wiem, że muszę nad tym popracować.
                  • 05.11.13, 14:27
                    w Twoim przypadku glownie chodzilo mi o te spoleczne, interpersonalne, komunikowanie sie z ludzmi, empatycznosc, komunikowanie sie z ludzmi, pracowanie w zespole; wypracowywanie kompromisow, motywowanie/isnpirowanie ich i pozwalanie na to by inni motywowali ciebie;

                    z tego co piszesz (oczywiscie cie nie znam, moge sie mylic) jestes indywidualistka, ktora chce raczej pracowac na wlasne konto, a nie na konto teamu, miec wlasne sukcesy, ktore zawdziecza sobie, a nie zbiorowe, ktore zaraz szef zespolu sobie przypisze (i dostanie premie! wink )
                    • 05.11.13, 14:33
                      hehe szkoda, że Cię nie znam osobiście, bo już Cię lubię smile
                      No i oczywiście masz rację...... pracuję na zupełnie innych obrotach, gdy wiem, że nie muszę nikogo pytać o zdanie, gdy wiem, że to mnie i tylko mnie czeka nagroda, ale....nie znoszę być poganiana. Co do empatii i relacji z ludźmi: podobno ludzie mnie lubią - a zwłaszcza dzieci, lepiej dogaduję się z mężczyznami, kobiety są z reguły zazdrosne - podobno jestem dobrze zakonserwowana smile
                      • 06.11.13, 16:02
                        Napisz na poczte gazetowa, jesli bedziesz miala ochote pogadac poza otwartym i publicznym forumwink
              • 05.11.13, 14:16
                negatywne?
                mam takież same i uważam to za ogromny pozytyw, wykorzystywałam je również w pracy. Nikt tak jak ja (korpo) nie potrafił napisać pisma do dyrektora, zrobić ulotki reklamowej, która była wysyłana do potencjalnych klientów, napisać pierdyliona innych pism dla kolegów i koleżanek z pracy. Pracodawcy patrzą na efektywność-na to ile korzyści mogą z Ciebie mieć-i pierwsze pytanie na rozmowie powinno brzmieć " "Kiedy zaczynam pracę" a nie " Jakie profity będę miała z racji mojego doświadczenia" itp. W mojej pracy miałam czas i na kawy,i na obiad, i na śniadanie, i telefony do córki- bo wykonywałam szybko i dobrze swoje zadania.
                Masz zły sposób postrzegania-siebie, pracy i potencjalnych pracodawców
                --
                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                • 05.11.13, 14:27
                  Masz rację - mam zły sposób postrzegania siebie i potencjalnych pracodawców. Dawni pracodawcy mnie tego nauczyli. Oprócz tego że się jest pracodawcą trzeba też być człowiekiem. U ostatniego pracodawcy nawet bałam się powiedzieć, że muszę iść z córką do przychodni na badanie bilansowe, bo przyniosła komunikat tylko 2 dni wcześniej, a pracodawca stwierdził na którymś z wcześniejszych zebrań, że nie lubi takich "spontanów". Za każdym razem, gdy się coś trafiało, od rana miałam odruch wymiotny, że znowu usłyszę "mamrotanie pod nosem", zamiast pochwałę, że np rocznie udało mi się pozyskać iluśtam klientów to oczywiście logiczne że na badanie bilansowe idę. To powinno być chyba zrozumiałe. Właśnie o takie nastawienie mi chodzi - że pozytywy są przemilczane i brane za "normę" a negatywy wypominane, i to głośno, na forum, w obecności innych pracowników.
                  • 05.11.13, 14:37
                    Wiele zależy od struktury grupy w która wchodzisz. Ja również miałam sytuację, w której zadzwoniono do mnie z przedszkola, że dziecko wymiotuje i mam je odebrać. W tygodniu poprzedzającym zdarzenie miałam 5 dni zwolnienia -zapalenie oskrzeli u dziecka (nota bene pierwsze od lat). Chcialam się zwolnic-szef zaczął marudzić, próbował przeprowadzić rozmowe dyscyplinującą. A ze byliśmy na "Ty"więc i rozmowa bardziej swobodna. Postawił mnie przed scianą -więc powiedziałam że jak chce to niech mnie zwolni, albo sama się zwolnię ale teraz WYCHODZĘ. I wyszłam. To zdarzenie jak i kolejne podejmowane przez moje koleżanki pokazały-że nie jesteśmy robotami, że zadania sa wykonane , a swiat się nie zawala. Jeśli poddamy się presji i pokażemy, że można pomiatać- każdy szef to wykorzysta, bo jest to w jego interesie . Znajmy swoją wartość, mocne strony a przede wszystkim "szklankę do połowy pełna"
                    --
                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                    • 05.11.13, 14:43
                      Chodzi mi właśnie o to, żeby mieć na tyle odwagi i wiary w siebie i w swoją wartość, by móc się odważyć i wyjść. Właśnie dlatego wspomniałam o tylu moich zaletach (nie po to żeby się chwalić), tylko po to, by móc powiedzieć "wychodzę z dzieckiem do przychodni, chcesz czy nie", a szef wówczas mógłby się zastanowić "no tak, takiej jak ona nie znajdę tak szybko". Ale widać takich jak ja jest na pęczki więc i szefowie traktują ludzi jak przysłowiowe ścierki do podłogi.
                      • 05.11.13, 14:59
                        I znowu robisz to samo-umniejszasz siebie
                        Takich jak Ty nie jest na pęczki-jesteś jedna jedyna niepowtarzalna- nie idź do pracy w której będziesz się męczyła i pozwala by inni wyrabiali o Tobie takie przekonanie. Skup się na swoich atutach, zaletach które opisałaś i spełniaj marzenia
                        --
                        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                        • 05.11.13, 15:49
                          Tak, jest tylko jedno ALE. Jak mogę spełniać marzenia, kiedy brak kasy? Mój partner też nie zarabia kokosów, chociaż jest bardziej matematyczno-finansowy, zna angielski, a tego u nas jak przysłowiowych mrówek. On działa w ubezpieczeniach, na etacie. I tu mam w pewnym sensie spokój, chociaż jak przyjdą wakacje, a moich korepetycji będzie pewnie połowa lub jeszcze mniej - przyjdzie bieda, starczy nam pewnie na rachunki + skromne jedzenie - stąd też mój dylemat w głównym wątku - iść do pracy - schować dumę do kieszeni, dać się kopać w zad, działalność zawiesić, czy ciągnąć to, co sporo czasu rozkręcałam, klientów póki co przybywa, nawet jak się ktoś wykrusza to na jego miejsce prawie natychmiast pojawia się nowy. Poświęciłam na to prawie całą poprzednią zimę oraz lato, drukowałam, cięłam i roznosiłam ulotki, wraz z partnerem, mamą i córką. Roznosiliśmy też całe lato - takie ulotki władane do skrzynek na listy, zostawiałam też w księgarniach, sklepach z ciuszkami młodzieżowymi, pizzeriach, lodziarniach, sklepach papierniczych i wszędzie, gdzie się dało. I tu powiem Wam się zawiodłam trochę - bo po takim tygodniu czy dwóch latania po wszystkich osiedlach, lepszego sportu w lato nie mając, do zakwasów, bólu łydek....odzew był znikomy, spodziewałam się lepszego "WOW", skoro mam dość rozszerzoną ofertę dwóch języków obcych. Naprawdę nie wiem już co robić. Co to za matka, której nie stać na zapewnienie dziecku normalnych wakacji.... Tak, mieszkanie z kredytem, samochód, my, pies, ubrać się lubimy i zjeść...... ALE do diabła nie jesteśmy najgorzej wykształceni. Wynarzekałam się, wybaczcie. sad
                          • 05.11.13, 19:42
                            Bo-jeśli rozdajesz ulotki napisz na nich : 2godz gratis
                            Wtedy będziesz miała większy odzew
                            I działaj w internecie, niech stanie się Twoim narzędziem pracy . Szukałaś ofert na tłumaczenie tekstow ?
                            zobacz
                            oferia.pl/zlecenia/teksty-tlumaczenia
                            Jeśli wrócisz na etat- będzie kasa przez jakiś czas (dopóki się nie zwolnisz , Cię nie zwolnią), zadowolenie i szczęście własne-żadne.
                            Rozwijaj DG

                            Co to za matka, której nie stać na zapewnienie dziec
                            > ku normalnych wakacji....

                            no zaraz Ci walnę ! wink
                            --
                            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
                            • 06.11.13, 11:16
                              > Co to za matka, której nie stać na zapewnienie dziec
                              > > ku normalnych wakacji....

                              > no zaraz Ci walnę ! wink

                              No bo to święta prawda..... sad wybacz, ale widzę ludzi, którzy są gorzej wykształceni ode mnie, ale jakoś "lepiej ustawieni", mają dobrze prosperujące firmy..... nie żebym komuś zazdrościła, ale w końcu nie leniłam się, tylko ciężko pracowałam i czuję że g..o z tego mam sad
                              • 06.11.13, 14:50
                                No, walne Ci
                                Kompletnie nie rozumiem takiego sposobu myślenia-czarnowidztwa, pesymizmu itp.
                                Nie piszę nic więcej -bo jeszcze obrażę wink
                                --
                                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
    • 05.11.13, 13:10
      Sorry za szczerosc, ale moim zdaniem chcialabys miec ciastko i zjesc ciastko...
      Czyli miec prace w sensownych godzinach poza domem (w sensie, ze nie wychodzic na caly dzien, nie wracac w nocy), bez wyjazdow, miec czas dla corki, zostac w swoim miasteczku, miec sensowne wynagrodzenie, nie miec nikogo nad glowa za czesto i nie musiec znosic krytyki, uwag, miec spora niezaleznosc w pracy, nie pracowac pod presja, nie miec przestojow w wakacje, pewnosc zlecen, ciaglosc pracy itd.
      Pewnie nie ty jedna tak bys chciala, ale tak, ze sie ma to wszystko to sie zdarza bardzo rzadko, a w wieku 34 lat chyba jeszcze rzadziej.
      Niestety, ale trzeba sobie odpowiedziec na pytanie, co jest najwazniejsze - np. czas w weekendy i wieczorami dla corki, wynagrodzenie powyzej kwoty X, brak kontroli, umiarkowana pewnosc zatrudnienia i dochodow - a czego absolutnie nie zniesiesz/nie zaakceptujesz, nawet w imie tych najwazniejszych rzcezy. I z dostepnych niedoskonalych opcji wybrac te, ktora jest najmniej niedoskonala.
      A co jest najwazniejsze dla Ciebie, a co ZUPELNIE nieakceptowalne to juz tylko TY SAMA wiesz i nikt Ci tego nie powiesmile

      Masz spore doswiadczenie zawodowe i TEORETYCZNIE mozesz robic sporo rzeczy, ale w praktyce mozesz np. oszalec w takiej agencji reklamowej w wiekszym miescie, gdzie rekrutacja i awanse sa zwykle wewnetrzne i w praktyce wielu pracownikow zaczyna od siedzenia na recepcji. W kazdej i korpo i w sektorze msp bedziesz miala kogos nad glowa, kto Cie bedzie kontrolowal (w korpo to jeszcze bedziesz musiala regularnie raportowac) i pokaze Ci mniej lub bardziej, ze Ty sie jeszcze nie znasz, a on juz tak, a na poczatku to juz w ogole. I tak dalej.
      Po tym, co i JAK napisalas, to wydaje mi sie, ze tylko DG (ale ostatecznie to przeciez Ty siebie sama znasz najlepiej), wprawdzie bedziesz miala przestoje i naszarpiesz sie negocjujac i szukajac klientow, ale wydaje mi sie, ze jestes typem, ktory musi "sam byc sobie szefem". Znam kilka takich osob, po roznych "przygodach" predzej czy pozniej wszystkie maja DG bo nie byly w stanie inaczej.
      • 05.11.13, 14:00
        Mało tego, w firmach kompletnie nie potrafiłam czuć tego "ducha pracy zespołowej" i jeśli widziałam, że inni się nad czymś spalają (zwłaszcza nad czymś co nie zależy za bardzo od nich) to potrafiłam się z nich śmiać: "no co się martwisz? dojedzie to dojedzie, nie to nie" (o kierowcy w firmie transportowej). Zauważyłam, że moja praca o tyle sprawiała mi radość, o ile miała w sobie mojej decyzji, zdania na jakiś temat i użyteczności języków obcych, i wtedy byłam usatysfakcjonowana i o ile czułam się ważniejsza niż reszta (ja umiem a oni nie). Czego to jest objaw, co z tym zrobić? To mnie przeraża, ale wiem, że gdy zacznę pracę w kolejnej firmie, będzie to samo, wytrzymam rok czy dwa i szybko wylecę albo (o ile trafię na cierpliwego pracodawcę) sama zrezygnuję. sad
      • 05.11.13, 14:19
        A chyba najgorsze jest to, że najlepiej czuję się w swojej samotni i z psem, kocham las, naturę, kocham moją córcię, tż czasem nawet mnie drażni.... nie wiem co to jest. Dopowiem tylko, że ludzie w ostatniej firmie mnie tego nauczyli...nie mówić za dużo, że trzeba wiedzieć o czym, z kim, ile. Ze szczerego 19 letniego, ufnego dzieciaka, który wkraczał z uśmiechem w życie zawodowe i z radością, że zaczął zarabiać, że odciąży mamę (tata zmarł gdy miałam 16 lat), zrobiła się zgryźliwa, raczej zamknięta w sobie kobieta w średnim wieku, która wygląda jak dziewczynka (szczupła jestem i drobna raczej) a wewnętrznie czuje się jak stara baba.
        • 05.11.13, 18:01
          Wyluzuj....

          Rozumiem cię, lubisz być gwiazdą w pracy. Ja też tak mam. Najszczęśliwsza byłam właśnie w takiej pracy, gdzie ja mogłam błyszczeć i oczarowywać ludzi (swoją wiedzą i elokwencją rzecz jasna). Ale pewnego dnia uznałam, że jednak wolę etat, który przynosi w miarę znośne pieniądze co miesiąc. Nawet za cenę posiadania szeregu przełożonych i pracy jako mały pioneczek w zespole. Ale to już kwestia twoich wyborów, twoich priorytetów.


          Co do reszty, tego ufnego dziewiętnastoletniego dziewczęcia (cóż za wzruszający obraz) i reszty, to nie obraź się, ale moim zdaniem powinnaś nieco przemyśleć swoje nastawienie do życia, ludzi, pracy i rodziny. Bliscy nigdy nie są idealni i czasem drażnią (nie mam dziecka, ale mam tak z mężem i rodzicami), praca nigdy nie jest idealna, ale raczej rzadko kiedy jest taka kompletnie zła i raczej mało który szef jest totalnym potworem. Może to raczej jest problem w tobie a nie we wrednym przełożonym.
        • 05.11.13, 20:44
          Nie daj sobie wmówić, że praca własnym tempem i brak zgody na wszystkie fanaberie szefa to objaw niedostosowania. Niestety, zwłaszcza w mniejszych miastach, w niewielkich firmach przełożony często uważa się za pana życia i śmierci. Zaczyna się od niewinnych uwag, rozliczania z każdej minuty, a kończy obcinaniem palców gdy pracownik upomni się o swoje prawa.To właśnie pozwalanie na mobbing, wrzaski, przekonywanie samego siebie - "tak ma być", "może on ma rację, jestem do niczego" świadczy w mojej ocenie o poważnych problemach.
          Masz moim zdaniem wszystkie atuty, aby z sukcesem prowadzić działalność gospodarczą.
          Po pierwsze, z tego co piszesz potrafisz sprzedawać, zdobywać klientów. To podstawowa cecha dobrego przedsiębiorcy.
          Po drugie jesteś kreatywna - masz tysiące nowych pomysłów. To, że czasami "zawieszasz się", odpływasz potrzebujesz chwili spokoju wywołuje potem jeszcze lepsze projekty.
          Po trzecie znajdujesz się w wieku idealnym na prowadzenie firmy. Jesteś już wystarczająco doświadczona, a jeszcze młoda i pełna zapału.
          Po czwarte lubisz być wynagradzana za efekty, a nie za obecnosć.
          Po piąte, twoja branża jest idealna do samozatrudnienia - reklamy, tłumaczenia można tworzyć w biurze, na plaży, w Warszawie i w dżungli jeżeli tylko jest laptop i dostęp do internetu.
          I wreszcie, kompletnie nie nadajesz się do pracy pod pełną kontrolą, co wyklucza możliwość zatrudnienia w małej rodzinej firmie, której właściciel chce wszystkimi pracownikami sterować ręcznie.
          Działalność gospodarcza, przynajmniej dla mnie (a jednocześnie pracuję i prowadzę firmę) ma same zalety. Samozdatrudniony decyduje kiedy i ile będzie pracowal. Więcej pracy oznacza duże pieniądze. Masz lenia, to idziesz do lasu. Chcesz siedzieć w nocy, to siedzisz. Właściciele firm cenią sobie takich współpracowników i paradoksalnie płacą im więcej niż etatowcom. Jeżeli potrafisz łowić klientów to jesteś w lepszej sytuacji niż pracownik. On ma jednego klienta (pracodawcę), Ty wielu. Jeśli zmieni się szef, pracę i 100% dochodu można łatwo stracić, ty co najwyżej pożegnasz się z 10-15% swojego przychodu.
          Wykonuje wprawdzie wolny zawód, ale poza pracą (w nieco innych warunkach niż Ty, mam szczęście do szefów) na dwa etaty, popołudniami prowadzę jeszcze kancelarię. I uwierz mi nie ma dla mnie gorszego dnia niż ten, gdy muszę w pracy siedzieć i nie ma nic do roboty. Męczy mnie wtedy świadomość, że w działalności już szukałbym nowych klientów albo zrobił coś sensownego i przynoszącego efekty, a tak po prostu marnuje dzień.
          Dlatego, jeżeli jesteś dobra w tym co robisz, prowadź działalność, a chętnie będę Twoim klientem (potrzebuję kogoś do redakcji tekstów i bardzo subtelnej reklamy).
    • 05.11.13, 22:07
      Jestesmy w podobnym wieku i mamy podobny staz pracy, wiec prosze przymij moje rady szczerze.
      Kiedys mialam dokladnie takie same nastawienie jak Ty - ze po tylu latach w jednej firmie (ponad 9 w obecnym miejscu pracy) nalezy mi sie to wszysto co napisalas - nie bede powtarzac.

      I jakims przelomem bylo dla mnie jak uswiadomilam sobie, ze na kazda zlotowke,ktore firma mi placi musze zarobic swoja praca. Ze jestem czlowiekiem do wynajecia i serio z radoscia wykonuje to o co poprosi mnie szef. Ze kurde po to jestem w tym miejscu.
    • 06.11.13, 08:50
      Przeszłam kilka mniej lub bardziej uciążliwych miejsc pracy. Po ostatnim moja samoocena spadła bardzo nisko a ja bałam się wrócić na rynek pracy. Spotkałam kolegę z branży i okazało się, że on też wcale nie miał tak kolorowo. Tylko jak trafiał w "toksyczne" miejsce, to po około roku zmieniał aż trafił na takie miejsce, gdzie czuje się dobrze. O mojej obecnej firmie krążą różne opinie, ale nasz dział, ma fajnego przełożonego i lubię tam chodzić. Wciąż czasami nie dowierzam, że tak może wyglądać praca.
      • 06.11.13, 09:02
        Stokrotko: co w takim razie powiedziałaś przyszłym przełożonym podczas rozmowy kwalifikacyjnej, gdy miałaś się ustosunkować do poprzednich miejsc pracy? Że sama rezygnowałaś czy że Ciebie zwalniano/nie przedłużano Ci umowy (to zresztą i tak widać gdy dostarczysz świadectwa pracy z poprzednich miejsc)? Zadzwoniono do mnie z firmy, do której składałam aplikację wiosną tego roku, w rozmowie telefonicznej pani stwierdziła, że firma robiła rekrutację wewnętrzną, ale nikt z obecnych pracowników nie znał obu języków na równym poziomie - wystarczająco biegle. Nie wiem co mam zrobić, bo w cv szczerze napisałam okresy zatrudnienia i poprzednie miejsca pracy i są tam "luki" czyli ok miesięczne przerwy na poszukiwanie pracy, natomiast w 2 firmach sama zrezygnowałam i przeszłam do innych. Jak z tego umiejętnie wybrnąć nie poruszając najdelikatniejszych kwestii (czyli moich konfliktów z pracodawcą)?
        • 06.11.13, 12:52
          Powiedz, że nie w poprzednich pracach nie mogłaś się rozwijać. Inaczej możesz byc postrzegana jako konfliktowa. Niby pracodawcy lubią kreatywnych i przedsiębiorczych pracowników, w rzeczywistości nie chcą, żeby ktoś z niższego stołka się wychylał.
          • 06.11.13, 14:45
            Bardzo fajny wątek. Mam ostatnio w życiu wiele takich przemyśleń, że za długo pracuję, że jestem wykończona, że dawniej, w czasach moich rodziców to było inaczej. Ostatnio zmarła bliska mi osoba i pomyślałam że po co to wszystko, człowiek haruje na 2 etaty, oszczędza ale i marnuje zdrowie. Parę osób z rodziny też się zastanawiało nad tym życiem, że jak to jest że teraz młodzi gdzieś pędzą, że boją się o utratę pracy. A pracy nie ma, dlatego tak się boimy postawić pracodawcy, powiedzieć co naprawdę myślimy czy przyznać do słabości i zmęczenia.
            Znam osoby które zrezygnowały z etatu, bo miały dość.

            Autorko wątku, jak ja ci zazdroszczę dobrej znajomości dwóch języków i doświadczenia w innych zawodach.

            Jestem po filologii angielskiej i tez pracuję praktycznie od 19 roku życia a nawet w wieku 17 lat udzielałam korepetycji. Przeszłam przez prace w szkole poprzez 4 lata korepetycji i kursów a potem wróciłam do szkoły i jestem zadowolona choć kiedyś zarzekałam się że do szkoły, na etat nie wrócę. Mam dużo godzin, od 1,5 do obecnie 2 etatów razem z uczelnią. Jest mi cięzko czasami choć uczę w całkiem fajnej szkole. Tez nie znoszę krytyki. Lubię uczyć ale wiele rzeczy mi w szkole przeszkadza. Cóż, jest coś za coś, czyli regularna i nie taka zła pensja...
            • 07.11.13, 12:26
              Jeeeny, aż się zawstydziłam.....zazdrościsz mi a ja nie wiem co z tym zrobić sad, tzn obecnie douczam, prowadzę różne kursy, między innymi dla Urzędu Pracy, prowadzę też kursy języków z elementami przedsiębiorczości i takie tam, mam masę pisemnych referencji od firm, zaświadczeń ukończonych warsztatów i szkoleń. I co z tego? Chciałam wrócić na etat do szkoły, wyraźnie w kilkunastu szkołach dano mi do zrozumienia, że jako germanista nie mam szans na etat, nawet na pół, niż demograficzny i wszechobecny "boom" na język angielski i strach przed koniecznością zdawania egzaminu gimnazjalnego i maturalnego z języka angielskiego zrobiły swoje, czyli skutecznie wyparły z rynku język niemiecki, a do tego jeszcze biedne miasto w kujawsko-pomorskim, czyli języka niemieckiego uczą się tylko ci co muszą, lub ci, którzy mają ambicję, a takich jest mało. Do tej pory jeszcze jakoś jest, ale robi mi się ciemno przed oczami gdy pomyślę o wakacjach. Pewnie zaraz ktoś zapyta co robiłam w zeszłe wakacje.... a mianowicie rozkręcałam tę właśnie działalność, składałam masę cv wszędzie gdzie się dało. Odzew jest do tej pory, praca jest, ale 2000 netto to ja mam obecnie za korepetycje, praktycznie bez wychodzenia z domu....... a w firmie w naszym mieście wynegocjować "na wejście" 2000 graniczy z cudem. Nie ma jak to się zdołować, rozmawiając z potencjalnymi pracodawcami właśnie......sad
              • 07.11.13, 12:50
                Naprawdę zazdroszczę bo niemieckiego uczyłam się tylko trochę i nieobowiązkowo. W tamtym czasie gdy chodziłam do liceum, obowiązkowy był rosyjski, a na studiach miałam niemiecki tylko jakiś czas. Angielski był moją miłością ale w obecnych czasach to za mało. Ja wróciłam do szkoły na etat już dawno i w sumie dobrze, bo czasy się bardzo zmieniły. 20 lat temu wydawało mi się że będę pracować na popołudniowych kursach i udzielać korepetycji co kilka lat robiłam i byłam naprawdę zadowolona finansowo i czasowo.Wiem jak jest ciężko o etat w szkole, a już w dobrym liceum prawie niemożliwe. Wiem jak było kiedyś, germaniści i angliści ze szkoły uciekali.
                Z drugiej strony jest dobrze bo masz pracę, dobrze uczysz i uczniowie do ciebie chodzą. Wiem, że to nie bezpieczny etat ale ucz spokojnie w domu a o etat podpytuj. Praca w szkole ma minusy, oj ma, czasem mam bardzo dość. Jeszcze jedno, pensja stażysty w szkole jest malutka. Już dyplomowany z 20 letnim stażem jako tako zarobi ale ten, który jest stażystą czy kontraktowym to niewiele dostanie na początek.
                Powodzenia smile
                • 07.11.13, 13:08
                  Ja uczyłam w szkole od 1999 r, zawsze miałam więcej niż etat, sypnęło się jakoś w 2008, gdy masowo od klas pierwszych podstawówek wchodził język angielski, dyrektor wezwał mnie do siebie jakoś w październiku i odebrał mi kilka godzin (weszła ustawa, że pierwsze klasy obowiązkowo muszą mieć angielski). W tych pierwszych klasach, w których uczyłam niemieckiego, rodzice musieli pooddawać podręczniki z powrotem do sklepów (o ile się dało), i zakupić podręczniki do języka angielskiego. Odebrałam to jako sygnał alarmujący że: 1.należy się ewakuować bo nie wiadomo co będzie w kolejnym roku szkolnym, 2. należy rozpocząć anglistykę. Jako, że był już środek października, postanowiłam że nowe studia rozpocznę od przyszłego roku. W międzyczasie na "chybił-trafił" składałam aplikacje do okolicznych firm, które zajmują się handlem zagranicznym. Pracę w firmie rozpoczęłam wraz z końcem roku szkolnego, wakacje miały być równocześnie okresem próbnym, miałam więc płacone 2 płace równocześnie, ze szkoły i z firmy smile. Filologię angielską rozpoczęłam rok później, udało mi się zaliczyć I rok i moja mama dostała silny zawał serca, musiałam ze studiów zrezygnować bo musiałam być i z mamą i z córką, z którą nie miał kto zostawać na weekendy. Jestem nauczycielem mianowanym, jakby co smile
                  • 07.11.13, 13:35
                    Czuję, że odchodząc ze szkoły zrobiłam błąd życiowy, myślałam że wszędzie jest dobrze, chociaż wiele osób mnie przestrzegało, bo młodzież mnie lubiła i lubi, od zawsze potrafię dotrzeć do ludzi i sprawić, że polubi język. Też jestem z tej "starszej kadry" co miała rosyjski w podstawówce. Z językiem niemieckim wychowywałam się w domu, ojciec znał bardzo dobrze i mnie uczył od maleńkości. Na angielski przyszedł czas we wczesnej podstawówce - mama dostała w pracy bonus w postaci możliwości zapisania mnie na kurs tego języka - zaprowadziła mnie tam na zasadzie "zobacz czy ci się będzie podobało". Spodobało się, a jakże smile, i siedzę w tym do dziś.... tylko to przeklęte miasto sad
                    • 07.11.13, 13:53
                      Ja jestem z jeszcze starszej kadry wink bo pracę w liceum rozpoczęłam w wieku 23 lat w 1993 roku. Ada, może błąd a może nie, bo możesz robić wiele rzeczy znając świetnie dwa języki i mając inne doświadczenie zawodowe. Ja się czasem boję że gdybym straciła pracę w szkole albo miała dość uczenia, to tak naprawdę nic nie umiem robić. Lubię uczyć, potrafię dobrze przygotować do matury, jestem egzaminatorem maturalnym, prowadzę angielski biznesowy na zaocznych studiach ale to cały czas nauczanie. Mam etat a praktycznie dwa etaty i to mnie cieszy ale i martwi - jestem zmęczona i niestety wiem że niczego innego w życiu nie zrobię bo mi tu wygodnie. Uczę w szkole gdzie jest czesne i nie wiem co będzie za 5 lat, jest kryzys.
                      • 07.11.13, 14:03
                        Zuzanna - wszystko bym dała, żeby mieć skończoną anglistykę i wrócić do szkoły na etat. Szkoda, że nie jest tak jak było dawniej- że można było mieć certyfikat, uczyć i jednocześnie kontynuować studia zaoczne. Obecnie nie mam kasy, by wrócić na studia - partner ma stałą pracę, również w eksporcie, ale za ....najniższą + prowizja (żeby było jasne, facet po 30tce, wykształcenie wyższe, do tego 13 letni staż pracy i biegły angielski) i jak jest martwy sezon z zamówieniami to klapa jest sad. Wczoraj pojechał do innego miasta na rozmowę w sprawie pracy - na stanowisko specjalisty ds zaopatrzenia - 2000 brutto. Załamana jestem sad
              • 07.11.13, 13:31
                Napisz do mnie na nastka1979@wp.pl, ja też z kujawsko-pomorskiego, ale bym musiała wiedzieć z jakiego ty miasta... My ostatnio szukaliśmy do biura 2 tys. netto bez negocjacji daliśmy dziewczynie bez doświadczenia chętnej do pracy. Jakby się nie sprawdziła, to dalej będziemy szukać.
                • 07.11.13, 13:37
                  Z Grudziądza smile
                  • 07.11.13, 13:44
                    Ja z Torunia, więc trochę daleko faktycznie...
                  • 07.11.13, 13:45
                    Ale myślę, że byłabyś odpowiednią osobą na to miejsce wink
                    • 07.11.13, 13:49
                      Bardzo dziękuję za zainteresowanie i chęć pomocy smile.... wszystkie ciekawsze oferty dotyczą Torunia i Bydgoszczy właśnie. 2000 netto minus dojazd i zostawienie dziecka samego w domu na całe dnie - nie ma sensu, myślałam o wyprowadzce, ale znów zostawić ciężko chorą mamę po zawale zupełnie samą nie mam serca. Całe szczęście, że mieszkam blisko niej, 5 minutek piechotą.
                    • 07.11.13, 14:17
                      A tak z czystej ciekawości zapytam, jaką branżą się zajmujesz i na jakie stanowisko rekrutowałaś? smile
                      • 07.11.13, 14:23
                        Specjalista do prowadzenia projektów, w zakładzie produkcyjnym, pożądane umiejętności to przede wszystkim redagowanie tekstów, bo nie miał kto u nas sprawozdań pisać.
                        • 07.11.13, 14:47
                          Szkoda, że mnie tam nie ma.... stanowisko wymagało znajomości 2 języków obcych? smile
                          • 07.11.13, 14:53
                            U nas w firmie używamy angielskiego i niemieckiego, na tym stanowisku głównie angielski techniczny.
                          • 07.11.13, 15:30
                            Jeżeli mogę coś jeszcze podpowiedzieć - popatrz na ogłoszenia pracy zdalnej z większych miast.
                            Można i w ten sposób pracować, a do firmy raz na jakiś czas dojechać - wszystko zależy od warunków.
    • 06.11.13, 19:50
      a ja miałam odwrotnie wink po blisko 7 latach w założonej od 0, od pomysłu organizacji poza rządowej, w której byłam w sumie sama sobie szefem, wymyśleniu i zorganizowaniu samodzielnie blisko 200 wykładów, konferencji, imprez, zagranicznych wyjazdów studyjnych poczułam się zmęczona, zdołowana i zniechęcona. Spróbowałam w jednej firmie - klapa, pani mi chciała za wszelką cenę udowodnić że jestem do kitu, to się pożegnałyśmy ... 2 lata dg - nie potrafię walczyć o klientów ( PR w branży architektonicznej), jestem sama z 2 dzieci i nie mam czasu na wyjazdy, bieganie na imprezki, bywanie, schlebianie itd. No i trafiłam do firmy z którą się znam 10 lat, za średnie pieniądze - ale mam pewną pensję,premie, godziny pracy dostosowane do moich potrzeb, bezproblemowe zwolnienia, urlopy itd - zasada jest jedna - zadanie/a ma być wykonane, jest termin i koniec.
      I jest super - czasem następuje spiętrzenie wszystkich terminów i zapominam jak sie nazywam, ale mam spokój, pewność zatrudnienia, fajnego szefa, który daje się przekonać do moich racji, redaguję kwartalnik firmowy, piszę 2 blogi firmowe i nikt mi nie mówi co w nich musi być, organizuję różne targi, eventy itd i jest mi dobrze, nie spiesznie. Nie mam parcia na super sprzęt w domu, ekstra wyjazdy, dzieciom tłumaczę że będą jeździły więcej jak będą duże bo ja nie lubię ( czekam na teleportacje wink ) , czytam książki, gapię sie w niebo, patrzę jak rosną dzieci, dużo z nimi rozmawiam... mam prawie 40 lat i właśnie doszłam do wniosku, że nie chce mi się być kobietą, która odniosła zawodowy sukces wink chcę być pracownikiem, który ma normalnego szefa, który podejmuje decyzje w ważnych sprawach a te mniej ważne pozwala podjąć mi - nigdy nie odmawiając konsultacji. I to mam i jest mi z tym dobrze wink

      --
      Na swoim. Jest dobrze smile
      • 12.11.13, 10:32
        Ale ja nie mówię o tym, że chcę odnieść jakiś wybitny zawodowy sukces, tylko o tym, żeby mieć w miarę stabilną pracę, a wszystko oddałabym za spokój w pracy (robię swoją część i nikt mi się do tego nie wtrąca), wolałabym nawet niższe wynagrodzenie + spokój niż wygórowane wynagrodzenie i wieczny stres. Niestety to miasto to sam handel, w którym akurat nie czuję się najlepiej, jestem urodzoną humanistką i marzycielem, natomiast z dziećmi mogę siedzieć całymi godzinami, rysować, wycinać, malować, ...kocham uczyć i coś "tworzyć". Gdzie startować z aplikacjami by trafić do takiej pracy, gdzie się nie ocenia za wygląd (mam tendencję do ekstrawagancji w kwestii ubioru, zawsze źle się czułam w garsonce i pod kołnierzykiem) i za wyniki (raporty sprzedaży), tylko za kreatywność, nowe, świeże pomysły, poczucie humoru, innowatorskie podejście do wielu spraw?
        • 12.11.13, 19:32
          "mam tendencję do ekstrawagancji w kwestii ubioru"

          Tutaj chyba odpadają biura, urzędy czy instytucje publiczne (również szkoły). Przeczytałam Twój wątek, szczerze mówiąc nawet zastanowiłabym się, czy ja zatrudniłabym pracownika podobnego do Ciebiesmile Tak z pozycji pracodawcy (sama jestem też pracownikiem w drugim miejscu pracy, tyle że mniej stresu).

          Pozdrawiam i trzymam kciuki!smile
          Zośka
        • 12.11.13, 20:40
          Kreatywność i nowe pomysły w miejscu pracy są bardzo w cenie ale tylko o ile przekładają się na raporty sprzedaży. Musisz to ułożyć sobie w głowie i zaakceptować wtedy już będzie z górki.
          • 13.11.13, 13:37
            O ile nie będę musiała sama tych raportów robić. Nie przemawiają do mnie procenty i słupki. Jestem jedną wielką emocją chyba sad. Do autorki poprzedniego posta: czy ekstrawagancja w ubiorze jest zła? nie mówię tu o dekoltach, gołych ramionach. Ja z tych co lubią czerń, glany, czerwień, skóry i ćwieki smile
            • 15.11.13, 18:56
              > Do autorki poprzedniego posta
              > : czy ekstrawagancja w ubiorze jest zła? nie mówię tu o dekoltach, gołych ramio
              > nach. Ja z tych co lubią czerń, glany, czerwień, skóry i ćwieki smile

              Zła? Nie, nie to miałam na myśli wink Chodziło mi jedynie o to, że to może dyskwalifikować (częściowo) w staraniach o pracę w firmach dbających o formalny strój i instytucjach państwowych. Ja osobę ubraną w opisany przez Ciebie sposób widzę w zawodach bardziej "nieformalnych": agencja reklamowa, grafik, działki związane z PR, promocją itp.

              Jak idzie szukanie?smile Trzymam kciuki.
    • 14.11.13, 22:02
      a nie myślałaś o tym żeby założyć niewielką szkołę językową, może jakieś centrum kreatywności, gdzie mamy przyprowadzałyby maluchy, u nas ostatnio modne są też zajęcia mathriders. Można spróbować się rozejrzeć za jakimiś dotacjami na uruchomienie tego typu działalności.
      • 19.11.13, 14:47
        Bardzo ciekawa propozycja. Tak jak wspominałam wcześniej, mam dg pod nazwą "Mobilne Centrum Językowe.....". MObilne, bo na to jest popyt. Kilka lat temu badałam u siebie rynek pod kątem opłacalności typowej szkoły językowej i niestety nie ma szans, jeśli nie ma się własnego lokalu. Póki co jako-tako jest, ale boję się lata. Po prostu.

    • 15.11.13, 00:04
      piszesz:
      >>Macie rację, tylko czy w moim wieku i z pewnym doświadczeniem nie powinnam dostać odgórnie pewnych przywilejów i praw? <<

      a wydaje mi sie, ze masz 4 lata doswiadcznia pracy w firmach prywatnych na podobnym stanowisku
      oczywiscie doswiadczenie z pracy w szkole jakos sie przydaje, ale nie przeklada sie na doswiadczenie komercyjne

      na pewno masz duzy potencjal, ale zeby meic przywileje i samodzielne stanowisko, to potrzeba ci wiecej lat za pasem

      • 19.11.13, 14:50
        MI wychodzi 8 lat. Teraz byłoby już 8 lat stażu w firmach jako handlowiec.

        MIałam pracę w agencji reklamowej. Miałam taką, której bardzo żałuję. Od czasu jej utraty nie mogę się znaleźć nigdzie właściwie.
        Założyłam wątek na "życie rodzinne".
        • 23.11.13, 15:13
          w pierwszej wypowiedzi piszesz 15 w tym 8 w szkole
          czyli 7 poza szkola

          czy wszystkie pozaszkolne prace byly w tej samej specjalnosci
          mnie wychodzi czytajac twoje wypowiedzi 4 w tej samej, a;e moze sie myle
          podczas studiow (3 czy tez 5 lat)- pracowalas jako nauczyciel czy w firmach handlowych
          na pol czy na caly etat?
          • 25.11.13, 10:03
            W czasie studiów pracowałam jako nauczyciel. Ja naprawdę nie pamiętam poszczególnych okresów mojego zatrudnienia. Jako nauczyciel pracowałam 8 lat, od roku 1999, ale od września. Wcześniej, przed podjęciem studiów, od 1998 (czyli od zdanej matury) pracowałam w firmie jako asystentka dyr. marketingu. Mam sporo okresów zatrudnienia takich krótkich, trwających kilka miesięcy. Dlatego łatwiej mi podać dokładny okres kiedy zaczęłam pracę w ogóle, ale w wątku nie podałam wszystkich firm, tych krótkich nawet nie liczyłam.
            • 27.11.13, 22:12
              musisz napisac odpowiednie CV - jesli nie pamietasz swoich miejsc zatrudnienia - po prostu spisz je i po kilku dnaich na pewno sobie przypomnisz czegoly

              nie wiem jak to jest dokladnie w Polsce, ale np jesli jako nastolatka pracowalas jako asystentka to w twoim punkcie kariery pisze sie o tym bardzo malo

              najprawdopodobniej musisz przygotowac tzw functional CV

              ale w nim nie powinno byc zadnych punktow, zeby rekrutujacy nie widizal ciaglosci lub tez widzial dziury czy niedopowiedzenia

              ja po wielkorotnym przepisywaniu i zmianach mijego CV potrafie go zacytowac prawie ze na pamiec smile
              • 28.11.13, 12:13
                Skoro nie wytrzymujesz za długo w jednym miejscu pracy to może faktycznie pracuj na własnej działalności.
                • 21.01.14, 09:23
                  Pracuję na własnej działalności i....różnie bywa z zarabianiem, to zależy czy dzieciaki chorują, na przełomie listopada/grudnia była jakaś masakra, teraz ferie za pasem. Koszty są stałe a ludzie odwołują, nie chodzą na zajęcia regularnie. Gdyby było cały czas tak samo, dałoby się z tego utrzymać i jeszcze sporo zarobić. Jeśli jest fala chorób + ferie/wakacje to jest marnie. Nie wiem co z tym zrobić.
                  • 21.01.14, 09:58
                    I w związku z tym bardzo proszę o porady co powinnam zrobić. Na okres wakacji nie chcę zawieszać dg, ale muszę gdzieś "dorobić". Zauważyłam jedną szokującą rzecz: dlaczego tak trudno jest znaleźć przysłowiowe "cokolwiek"? Wysyłam CV gdzie się da, najczęściej zaznaczam, że jestem dyspozycyjna tylko przedpołudniami i chętnie podejmę pracę/współpracę na pół etatu, natomiast nie chcę znowu wiązać się umowami o pracę, żeby móc z tego zrezygnować w dowolnym momencie, chcę po prostu dorabiać w ferie/wakacje, że gdy nie będzie moich uczniów to będę miała "gwarantowane" wynagrodzenie. Mogę robić cokolwiek oprócz tego czego nie znoszę - liczenia, fakturowania, kalkulacji. Uwielbiam dzieci. Wysyłam nawet cv do przedszkoli jako pomocnik nauczyciela (nie mam studiów z zakresu wychowania przedszkolnego). Chętnie podjęłabym pracę poniżej moich kwalifikacji (by było mniej stresująco), może to być cokolwiek, sprzątanie, jakieś prace manualne. Byle nie eksport. Dlaczego tak trudno jest znaleźć pracę poniżej swoich kwalifikacji lub pracę dodatkową?
                    • 21.01.14, 10:27
                      Niestety nie ma pracy-czegokolwiek. Kazdy chce pracownika na caly etat, bo to taniej wychodzi oraz pracownika, ktory bedzie z nmi związany, a nie tylko czasowego. Okresowe to sa tylko zbiory na polach. Nie ma pracy byle jakiej, bo ktos za nią placi i wymaga gwarancji. Dlatego nie wierze tym, ktorzy twierdza, że jest praca zapchajdziura i ze można sie zaczepić. Takich prac nie ma.
                      • 21.01.14, 10:29
                        Mój problem polega między innymi na tym, że ja się nie potrafię oddać czemuś, czego "nie czuję" tak do końca. Z przerażeniem myślę o wakacjach.
                        • 21.01.14, 11:08
                          A może opieka wakacyjna nad dziećmi. Problem - raczej więcej niż 8 godzin dziennie. Myślę, że coś takiego masz szansę znaleźć - szkoły w wakacje nie zapewniają opieki, rodzice pracują, a 8-latek sam w domu zostawać nie powinien.
                          • 21.01.14, 11:14
                            Rozglądam się póki co. Nie mogę zostać z kosztami + zarobić na jedzenie. Na wakacje dla córki mam odłożone, ja nie jestem w tej kwestii ważna. Na partnera liczyć nie mogę. On ma najniższą i nie zanosi się na zmiany. Aplikuje gdzie się da- ale wszędzie najniższa, a jeśli nie to wymagania z kosmosu, ostatnio w jednej firmie została przyjęta osoba będąca świeżo po studiach, biegle angielski , ale bez doświadczenia i cieszyła się że dostanie najniższą, mój partner zaś chciał 1800 netto, 10 lat doświadczenia w branży i przegrał tę konkurencję z osobą świeżo po studiach. Masakra sad
                      • 21.01.14, 19:22
                        Przecież są agencje pracy tymczasowej.
                        --
                        "Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem."
                        C.G.Jung
                  • 21.01.14, 11:36
                    ad.a6 nie obrażaj się na mnie ale ty masz chyba inny problem
                    problem z dorosłym życiem

                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,147995003,,Zyjemy_obok_siebie_.html?v=2
                    W innym wątku na forum Oszczędzamy ze zdziwieniem pytasz czy tak wygląda normalne dorosłe życie, że jest praca 8 godzin dziennie, 2 etaty a gdzie hobby, rodzina.
                  • 21.01.14, 11:40
                    ad.a6 napisał(a):

                    > Pracuję na własnej działalności i....różnie bywa z zarabianiem, to zależy czy d
                    > zieciaki chorują, na przełomie listopada/grudnia była jakaś masakra, teraz feri
                    > e za pasem. Koszty są stałe a ludzie odwołują, nie chodzą na zajęcia regularnie
                    > .


                    Przykro mi ale nie znajdziemy co dobrze płatnej pracy w Grudziądzu gdzie jest duże bezrobocie. Życzę ci jak najlepiej ale takie są realia w naszym kraju. Partner mało zarabia. On w ogóle pracuje na etacie? Nie myśleliście o wyjeździe, o innym kraju albo większym mieście?
                    • 21.01.14, 13:38
                      Tak, pracuje na etacie, jako inspektor ds sprzedaży, w jednej z firm ubezpieczeniowych, bez szans na prowizję, choćby nie wiem ilu nowych klientów pozyskał. Ma zakaz konkurencji, nie może dorabiać na tym polu, na którym zna się najlepiej, czyli finanse i ubezpieczenia.
                      Może u mnie problem tkwi gdzie indziej, masz rację. To nie było zdziwienie, tylko raczej zmartwienie, czyli ILE człowiek musi pracować i jakie kwalifikacje musi mieć żeby wreszcie zarobić godnie i nie musieć ciągle komuś udowadniać że jest dobry? Może i myśleliśmy, tylko znowu będzie to samo: ile razy mam komuś udowadniać i latać w tym wyścigu szczurów, na który szczerze mówiąc nie mam już siły? Chodzi mi o to, by wreszcie gdzieś się zakotwiczyć i tam trwać do samej emerytury. Ja nie umiem się przepychać i od kilkunastu lat udowadniać przyszłemu pracodawcy jaka to ja jestem doskonała. TU jest problem.
                      • 21.01.14, 14:05
                        Po pierwsze czasy, w których w jednej firmie pracowało się kilkadziesiąt lat do emerytury minęły. Po drugie na miejscu Twojego partnera poważnie pomyślałabym o rezygnacji z obecnej pracy (w zależności od tego jakie konkretnie ma zapisy dotyczące zakazu konkurencji). Jeśli dobrze czuje się w tym co robi i jest w tym dobry to powinien rozważyć poszukanie możliwości dających większy zarobek, jako pośrednik finansowo-ubezpieczeniowy na prowizji można zarabiać więcej niż dobrze.
                        • 21.01.14, 14:26
                          Na temat wyjazdu rozmawiamy już jakiś czas. Partner stwierdził, że boi się nieznanego. Ja natomiast..... ja natomiast najlepiej lubię uczyć. Nie nadaję się do firmy. Najlepiej czuję się albo w towarzystwie bardzo małym (partner, córka), albo sama. Lubię też robić rzeczy typowo manualne- byle nie mieć nic wspólnego z liczbami, fakturami, dokumentami, płatnościami, raportami. Gdy składam cv na stanowisko poniżej moich kwalifikacji, to zdarzyło się, że nawet zostałam telefonicznie wyśmiana pytaniem, czy coś mi przypadkiem w życiu nie wyszło.
                          • 21.01.14, 16:22
                            ad.a6, założyłam konto, żeby przyłaczyć się do dyskusji bo jestem na podobnym etapie życia, mam podobne cechy osobowości (i wiek wink). Pracowałam w wydawnictwie, uczyłam, pracowałam zarówno jako freelancer i pracownik etatowy. Przed rokiem, uznając, że takie życie nie jest dla mnie, zwolniłam się z pracy (u progu awansu) i wyjechałam do jednego z południowych krajów Europy, bankrutującego dodam. Co teraz robię: pracuję na pół etatu jako analityk mediów, ograniczyłam niepotrzebe koszty (np. zaczęłam gotować proste niedrogie potrawy (zdrowe!), zamiast żywić się w knajpach, nie kupuję ciuchów (zapasy, które mam wystarczą mi na kilka kolejnych lat). Popołudnia spędzam na plaży, na spacerach, na nauce języka (przed wyjazdem nie znałam języka kraju, w którym mieszkam). Rozwijam firmę rękodzielniczą. Boję się przyszłości (emerytura!) i był kilkumiesięczny czas głębokiej frustracji z mojej strony, że marnuję zarówno dyplomy jak i dotychczasowe doświadczenie, ale... nie zamieniłabym luźnego życia które mam teraz, na pracę etatową za żadną cenę. Zastanów się, co dla ciebie ważniejsze - stabilne przychody i osmiogodzinna rutyna, czy więcej wolności, a mniej bezpieczeństwa. I podobnie jak radziły dziewczyny, zastanów się co lubisz/możesz robić, jaki rodziaj własnej DG rozwinąć i na tym się skoncentruj. Jest szansa, że będziesz miała z tego większą satysfakcję, a z czasem także zbudujesz pozycję na rynku (co zapewnio ci stabilne pieniądze). Jesli masz talent plastyczny, możesz robić wszelkie dekoracje, kartki, podziękowania (tylko coś naprawdę oryginalnego w formie, wiele osób teraz zajmuje się rękodziełem i sprzedaje wyroby) i oferować na etsy czy dawanda. Znasz angielski i niemiecki, opisy produktu mogą być w obu tych językach, co od razu poszerzy grupę potencjalnych klientów. Mnie też często ogarniają wątpliwości, moje życie nie jest co prawda szczególnie oryginalne, ale jednak troche pod prąd, względem powszechnego pragnienia "umowy o pracę na czas nieokreślony" tudzież emigracji zarobkowej do UK wink Trzymaj się i cytując Paulo Coehlo wink "Słuchaj głosu swojego serca"
                      • 21.01.14, 17:13
                        ad.a6 napisał(a):
                        ile razy mam komuś udowadniać i latać w tym wyścigu szczurów, na który szczerze mówiąc nie mam już si
                        > ły? Chodzi mi o to, by wreszcie gdzieś się zakotwiczyć i tam trwać do samej eme
                        > rytury. Ja nie umiem się przepychać i od kilkunastu lat udowadniać przyszłemu p
                        > racodawcy jaka to ja jestem doskonała. TU jest problem.

                        bingo!!!
                        zakotwiczyc sie i miec spokoj
                        uwzam tak samo, dlatego wybrałam te prace, jaką wybralamsmile)
                        • 21.01.14, 18:18
                          I też jest Ci w niej źle. Zaiste, sukces.
                          --
                          "Słyszeliście może o kolesiach, którzy wyskakują z krzaków w parku na Jasnej Górze i pokazują pindola? (...) To teraz pomnóżcie to przez tysiąc. Tym właśnie jest blogosfera."
                        • 22.01.14, 08:25
                          Właśnie, zakotwiczyć się i mieć spokój, czyli robić SWOJE i nie musieć wiecznie się komuś podlizywać i komuś czegoś udowadniać. Chyba okresem "testowym" jest okres próbny? Nie wyobrażam sobie do samej emerytury być sprawdzana i obserwowana vide monitoringi komputera na przykład.
                      • 21.01.14, 18:17
                        Ale Ty nie masz pojęcia o tym, co to jest wyścig szczurów, i nawet się o niego nie ocierasz, więc nie jojcz jak stara Indianka.

                        Za młodu zarabiałam korepetycjami i uczeniem na kursach - i jakoś udało mi się w ten sposób uciułać większość kasy na pierwsze mieszkanie. Dużo pracowałam, ale nijak nie miałam wrażenia uczestnictwa w żadnym "wyścigu szczurów".

                        W każdej zdrowej gospodarce udowadnianie swojej przydatności i jakości naszej pracy jest rzeczą naturalną. Ty nie oceniasz jakości kupowanych towarów i usług po jednokrotnych pozytywnych wrażeniach?
                        --
                        "Słyszeliście może o kolesiach, którzy wyskakują z krzaków w parku na Jasnej Górze i pokazują pindola? (...) To teraz pomnóżcie to przez tysiąc. Tym właśnie jest blogosfera."
                        • 22.01.14, 08:04
                          Crises: jednak chyba wiem, co to wyścig szczurów. Ciągłe udowadnianie komuś że coś potrafię, ciągłe rywalizowanie z kimś o coś, w moim wypadku o utrzymanie się na stanowisku, utrzymanie wyników sprzedaży. Nie sądzisz że to stresuje? Chodzi mi o: albo pracę stresującą ALE za dobre pieniądze (conajmniej 2 najniższe netto), lub o pracę rutynową, w ogóle nie stresującą, gdzie będę mogła wykorzystać moje zdolności manualne, za mniejsze pieniądze, byle przynosiła zadowolenie. Tak trudno? Wspominasz o towarze, który się ocenia i ogląda przed zakupem. OK, ale gdzie tu jakieś człowieczeństwo? Od wczoraj walczę z ciśnieniem 150/110. Czuję się fatalnie. Dobrze że nie pracuję w korpo bo od razu by to wytknięto. Rozumiesz, o co mi chodzi? Że każdy człowiek to TYLKO człowiek, ze wszystkimi zarówno umiejętnościami, dyplomami, kursami i również wadami, osobowością, charakterem i zatrudniam człowieka, nie maszynę, i nie mogę oczekiwać, że na życzenie będzie chodził/chodziła w granatowej garsonce i białej bluzce z kołnierzykiem, skoro ten człowiek akurat dzisiaj nie ma na to ochoty. Wyć mi się chce.
                          • 22.01.14, 10:11
                            ad.a6 napisał(a):

                            > Dobrze że nie pracuję w korpo bo od razu by to wytknięto


                            Skąd wiesz? Pracowałaś tylko w 1-2 takich miejscach. Skąd wiesz jak byłoby gdzie indziej. Z góry zakładasz że źle.



                            nie mogę oczekiwać, że na życzenie
                            > będzie chodził/chodziła w granatowej garsonce i białej bluzce z kołnierzykiem,
                            > skoro ten człowiek akurat dzisiaj nie ma na to ochoty. Wyć mi się chce.


                            Ależ nie musisz iść do pracy w korporacji, nie musisz nosić garsonki, nie musisz w ogóle pracować. Wyj. Siedź teraz w domu i narzekaj. Bardzo dobrze że nie zabierasz tej pracy innym osobom, które wstają wcześnie rano, pędzą do pracy w ładnej ale niewygodnej garsonce ale mają za co żyć. Wyjadą na urlop i odpoczną, bo mają w tej korporacji dobrą pensję. W sobotę spotkają się ze znajomymi, pójdą do kina. Ty narzekaj. Niech twój partner też nie szuka lepszej pracy. Po co? Pokłóćcie się lepiej i razem ponarzekajcie na złych szefów.
                            Nie obrażaj się ale mówisz jak 5 letnie dziecko. Napisałam to aby tobą wstrząsnąć a nie obrazić.
                            • 22.01.14, 10:22
                              Właśnie, że partner usilnie szuka lepszej pracy. I co? i nic. Ma babski zawód i sam się przyznał, że nic innego nie potrafi. W zeszłym tygodniu był na rozmowie w PKO BP - i co? i przyjęliby go od razu, ale.....za najniższą. Z zastrzeżeniem, że ma ściąć włosy, zgolić zarost, nosić białe koszule. Powtarzam - za najniższą. Śmiech na sali.
                              A garsonkę bym nosiła. Ale nie za najniższą. Jeżeli ktoś wymaga, to niech też i za to płaci. Nie musisz mną potrząsać. Mną potrząśnie kasa, jak mi ktoś na rozmowie zaproponuje od 2 tysi w górę. Netto oczywiście.
                              • 22.01.14, 10:27
                                Za dobre pieniądze partner ściąłby włosy, zgolił zarost i włożył białą koszulę a ty włożyłabyś niewygodną garsonkę. Chodzi o dobrą pensję a nie o to że wolicie luz?
                              • 22.01.14, 10:51
                                To przeprowadź się do dużego miasta i zacznij pracować w zachodniej korporacji a przestań biadolić. Tylko weź pod uwagę, że 8 godzin wydajnej pracy dziennie jest tu normą, możesz trafić na firmę, która będzie miała dosyć rygorystyczne zasady dotyczące stroju (również dla osób, które tylko siedzą przy swoim komputerze i z klientami ani nikim z poza firmy się w czasie pracy nie widują), zdarza się, że jest praca, którą trzeba dokończyć i w związku z tym zostać dodatkowe dwie godziny (bez wcześniejszego uprzedzenia) albo jest dodatkowa praca i przez tydzień pracujesz po 11-12 godzin od poniedziałku do piątku i przychodzisz w sobotę, poza tym komputer jest monitorowany a Ty podlegasz formalnej ocenie rocznej, półrocznej a po drodze też przełożony informuje jak ocenia Twoją pracę, nie masz swoich zadań, którymi zajmujesz się od 5 lat, tylko co chwila pojawiają się nowe, albo obecne się modyfikuje z miliona przyczyn, czasem musisz też wykonać pracę nieobecnej koleżanki (np. zachorowała - bywa w końcu jest człowiekiem) o której masz średnie pojęcie a terminy gonią, czasem też czekasz na dane, raport czy inne cuda, bez których pracować nie możesz, a one są opóźnione o 4 godziny, bo ktoś gdzieś czegoś nie zrobił, albo jest nowa osoba i dopiero się uczy i jej to więcej czasu zajmuje a Twoich terminów nikt z tego powodu nie przesuwa, ponadto często pracujesz na ołpenspejsie , więc ani na ciszę ani na spokój liczyć nie możesz, ciągle uczę się nowych rzeczy i ciągle wymaga się ode mnie nowych rzeczy i ogólnie więcej (nie ma mowy o spokojnym trwaniu do emerytury).

                                Pracuje w korpo, lubię swoją pracę i ludzi, z którymi pracuję, dla mnie i moim zdaniem jest to praca lepsza (w sensie dla mnie bardziej komfortowa) niż w małej firmie czy urzędzie. Zarabiam więcej niż minimalna (ale koszty życia w Warszawie też bywają wyższe niż w małym mieście - nie wszystkie oczywiście). To wszystko o czym napisałam powyżej nie ma miejsca non stop i zwykle nie wszystko naraz ale zdarza się. Albo się to akceptuje i można czerpać satysfakcję z takiej pracy, albo się nie akceptuje i wybiera inną pracę.

                                Jeśli żadna praca Ci nie odpowiada to załóż własną działalność.
                              • 22.01.14, 11:11
                                >...od 2 tysi w górę. Netto oczywiście...

                                Oczywiście stała praca, stabilna etat,
                                Oczywiście dni wolne, urlop w dogodnym terminie, i dużo czasu dla rodziny
                                oczywiście niech szef przymyka oko jak przyjdę / wyjdę wcześniej - nie jestem cyborgiem, najlepiej jakbym miała indywidualnie ustawione godziny pracy
                                oczywiście jak w pracy mam przerwę na kawę ploteczki to jest to regeneracja mózgu dla lepszej efektywności,
                                oczywiście żadnej krytyki ze strony szefa - bo nie umiem pracować pod presją i kontrolą,
                                oczywiście nie znoszę być pionkiem, ode mnie ma dużo zależeć w firmie
                                oczywiście żadnych finansów, kalkulacji i najlepiej żeby niechciane, nielubiane fragmenty mojej pracy wykonał kto inny.
                                Moja praca musi być inspirująca, ciekawa, wciągająca, żadnych przeszkadzajek
                                Oczywiście żadnych mundurków ani innego dressing code
                                oczywiście od 2 tysi w górę. Netto oczywiście...
                                aha oczywiście w Grudziądzu.
                                No a jak praca dorywcza, tymczasowa to za dobrą kasę, megaelastyczna, na krótko, na moich zasadach w każdym momencie mogę ją rzucić (i zostawić kogoś na lodzie), mogę robić cokolwiek ale NIE to, to , to to .... .

                                Hmm, zastanawiam się który szef (nie tylko w Grudziądzu) spełniłby twoje oczekiwania.
                                Nawet nie jestem pewna czy ty jako szef dla samej siebie potrafiłabyś ze sobą wytrzymać.
                                Nie wiem czy jest jakikolwiek zawód na świecie który rządzi się powyższymi prawami.
                                Nawet jeśli, jest praca którą się kocha, uwielbia i nią żyje to są części tej pracy mniej lubiane, lub płaci się jakąś cenę za nią (np. częste wyjazdy, nieregularne dochody, współpraca z trudnymi ludźmi etc.).

                                Kurczę, ludzie mają ciężej, część z nich natychmiast by się z Tobą zamieniła,
                                spróbuj jakiejś terapii afirmacyjnej, doceń co masz. Począwszy od rodziny przez wykształcenie, pracę (zlecenia) z której są przychody.

                                Szczęśliwa właścicielka średnio interesującego ale stresującego etatu <2000netto.

                                • 22.01.14, 11:41
                                  Inez, lepiej bym tego nie ujęła. 100% racji.
    • 22.01.14, 10:45
      Przestań narzekać i siedzieć na forum. Twój problem jest taki, że nie chcesz pracować. I cały dzień siedzisz na forum. Nikt tu Ci nie pomoże. Idź do pracy obojętnie jakiej. Bo brak pracy działa na Twoją niekorzyść. I nie doszukuj się chorób. Bo nawet jeśli jesteś na coś chora. To istnieją inni którzy też są chorzy i codziennie idą do pracy.

      Albo załóż salon manicure i wyżalaj się znowu jakie to nie jest łatwe.

      Czasy może nie są łatwe, ale trzeba sobie radzić z życiem.

      Trzeba mieć potrzebę wstawania i chodzenia do pracy. To Ty zdecydujesz czy chcesz być stale użalającą się bezrobotną czy normalną pracującą osobą.
      • 22.01.14, 10:51
        Hela_mela podsumowałaś trafnie to co chciałam powiedzieć. 100% racji.
      • 22.01.14, 10:52
        jakby można było dałabym lajka smile
        • 22.01.14, 10:58
          Powiedziałam już, że składałam cv GDZIEKOLWIEK czyli wszędzie. Co niektóre chyba nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Bezrobotna nie jestem. Zarabiam więcej niż najniższa i na jedzenie mi wystarcza. Z przerażeniem myślę co będzie w wakacje.
          • 22.01.14, 11:20
            Ktoś już też Ci powiedział, że pracy nie ma ani wszędzie ani gdziekolwiek. Poza tym jak składasz wszędzie to jakie masz kompetencje? Chcesz mieć pracę dobrze płatną to musisz pokazać temu kto będzie za nią płacił, że zatrudniając Cię jeszcze zarobi, czyli, że potrafisz coś co ma konkretną wartość. Chcesz pracować gdziekolwiek to licz się z tym, że nie zarobisz 2 tys. netto a praca nie będzie idealna tylko jakakolwiek.
            • 22.01.14, 12:32
              Mówiąc "gdziekolwiek" miałam na myśli zapchajdziurę na wakacje, gdy będzie o połowę mniej zajęć językowych, więc tę połowę trzeba będzie odpracować w inny sposób, by nie musieć wykładać na koszty. Czy ja naprawdę wyrażam się tak mało precyzyjnie, by ze mnie drwić? Mówię, że na chwilę obecną jestem zadowolona, ale kryzys przyjdzie dopiero w wakacje, ale skoro teraz jestem przedpołudniami w domu mogłabym dorobić na pół etatu, by na te wakacje zaoszczędzić. Dlatego mówię że składałam gdziekolwiek, czyli wszędzie. Ale nie ma jak to cały etat za 1200 netto, co mi się z kolei nie opłaca.
              • 22.01.14, 12:49
                Gdybyś otrzymała ofertę pracy w firmie za 3 tysiące netto, 8 godzin dziennie, garsonka i tak dalej, ale od 1 lipca bez wolnego dnia oczywiście oprócz soboty i niedzieli. Córka nie miałaby ciebie w domu. Przyjęłabyś taką ofertę?
                • 22.01.14, 12:55
                  Oczywiście.
              • 22.01.14, 12:50
                Proszę bardzo - w Bydgoszczy w prywatnym przedszkolu angielskojęzycznym szukają przedszkolanki - praca 5-6 h dziennie, płatna 40 zł/h, płatność na podstawie wystawionego rachunku bądź faktury...
                Ale dyspozycyjność pełna, brak urlopu, gdy potrzebujesz wolne to sama zapewniasz zastępstwo za siebie...
                • 22.01.14, 12:57
                  Czy wiesz coś więcej o tej ofercie pracy? Bo w przedszkolach również próbowałam, ale nie mam wykształcenia kierunkowego (wychowanie przedszkolne bądź pedagogika opiekuńczo-wychowawcza) i w związku z tym mi odmawiano.
                  • 22.01.14, 13:04
                    Przypuszczam że taka praca w przedszkolu to jest na umowę o dzieło. Faktycznie nie chcą zatrudniać anglistów po filologii bo nie mają oni przygotowania do pracy z małymi dziećmi. Ale zdaje się że na umowę o dzieło, jako lektor można spokojnie taką pracę znaleźć. Wtedy płacą za przepracowaną godzinę. Tylko nie wiem czy po obecnych zmianach te godziny angielskiego nie muszą się odbywać po 5 obowiązkowych godzinach czy jakoś tak, czyli od około 13.00. Trzeba by to sprawdzić.
                    • 22.01.14, 13:13
                      U mnie w mieście sprawdzałam. Jako przedszkolanka pracy nie dostanę, mówię o etacie. Kwalifikacje nie te. Poza tym ja mówiłam o pracy przedpołudniami (8-12), bo po południu od ok 15 zaczynam moje lekcje. I jak mówię - głównie miałam na myśli wakacje, by ten brak lekcji jakoś czymś zastąpić.
                      • 22.01.14, 13:22
                        Myślę że będzie bardzo trudno znaleźć pracę na etat w godzinach 8.00 - 12.00 albo tylko na lipiec i sierpień. Pomyślałam jeszcze o obozach językowych. Jakieś 3 lata temu koleżanka miała ciężką sytuację (mimo stałej pracy w liceum) i znalazła pracę na obozie jako kierownik (zrobiła 2 dniowy kurs) ale też była tam praca dla lektora. Ona była na 4 czy 5 turnusach czyli całe lato, na jednym turnusie miała swoje własne dziecko.Zapłata była moim zdaniem niezła, około 1500 zł za turnus, oczywiście nie płaciła za wyżywienie. Była zdaje się zarówno kierownikiem jak i lektorem angielskiego (2-3 godziny dziennie chyba uczyła). Może bliżej wiosny poszukaj takiej oferty na lato? Aha, oni tam chcieli jednego kierownika na wszystkie turnusy.
                        • 22.01.14, 13:36
                          Bardzo Ci dziękuję za podpowiedź, rozejrzę się. Na obozy/zimowiska feryjne już się chyba nie załapięsad
                          • 22.01.14, 19:55
                            Jeśli bierzesz pod uwagę obozowy wyjazd letni (nie ma Cię w domu tak i tak), to może pomyślałabyś o wyjeździe do De do opieki? Możesz znaleźć pracę na zastępstwo na miesiąc, półtora lub pełne dwa wakacyjne miesiące za minimum 900-1000 euro netto na miesiąc.
                            Znam germanistkę na etacie w szkole, która tak robi i sobie bardzo chwali.
                            --
                            www.youtube.com/watch?v=1-u4eDwYNLo
                            • 23.01.14, 10:30
                              Nie wiem czy czytałaś cały wątek, ale dodam, że mam córkę, której nie chcę zostawiać, i mamę, lat 75, po zawale, która mieszka kawałek ode mnie i której regularnie doglądam (ja lub też córka). Więc jak obóz/kolonie to tylko gdybym zabrała młodą ze sobą, jak praca długoterminowa na całe wakacje to tylko w moim mieście. Gdybym mogła wyjechać za granicę - dawno bym już to zrobiła.
                              • 23.01.14, 13:41
                                Owszem, czytałam.
                                Szukasz pracy na wakacje i według mnie zarobienie przez miesiąc na czysto ponad 4000 zł jest warte tego, aby na ten czas zostawić dziecko pod opieką partnera i zapewnić opiekę matce. Wiele kobiet tak pracuje, ale one naprawdę potrzebują pracy, a nie tylko o tym mówią. Jesteś pewna, że wyjeżdżając na obóz mogłabyś zabrać swoje dziecko? Jeśli nie, to też byś nie pojechała, prawda? I kto doglądałby mamy, gdyby Ciebie nie było uncertain?

                                Sorry, ale odnoszę wrażenie, że zawsze znajdziesz jakieś "ale" i że założyłaś ten wątek tylko po to, żeby się pożalić i wygadać.. Udało się smile!
                                --
                                www.youtube.com/watch?v=1-u4eDwYNLo
                  • 23.01.14, 08:00
                    Dam ci znać jak znajoma prześle mi namiary.
                    • 23.01.14, 11:01
                      Co mogę powiedzieć? - ja lubię tylko uczyć, a właściwie pracować z dziećmi i młodzieżą. Te wszystkie epizody w firmach to było zmuszanie się do pójścia do pracy. Ja się do handlu nie nadaję. Chodzi mi o moje nastawienie do pracy z klientem (garsoneczka i wieczny banan na twarzy), oraz o "cyferki" na takim stanowisku, jak np specjalista ds eksportu. Zauważyłam, że umiejętności stricte językowe są spychane gdzieś na margines, a pracownik z założenia ma być wszechstronny. Moim problemem jest to, że językowo jestem dobra, ale do tych "innych rzeczy" typu faktury UE, posługiwanie się programami księgowymi ogólnie, tworzenie raportów, wykresów, analiz, budzi we mnie odruch wymiotny, a muszę przyznać, że w pracy w handlu zagranicznym jest tego niestety więcej niż samych rozmów z klientem czy pisania maili w językach obcych. I tu odpadam. Po pierwsze dlatego, że pracodawca widzi, że się męczę, po drugie po kilku godzinach ślęczenia nad czymś takim robię głupawe, najprostsze błędy, wyjątkowo agresywnie reaguję, gdy mnie jeszcze ktoś nad tym pogania. Nie lubię cyferek w ogóle. Nie mogę z powrotem dostać się do szkoły bo w moim mieście etatów dla germanistów po prostu NIE MA (jestem z kujawsko-pomorskiego), byłam nawet na rozmowie u naczelnika Wydziału Oświaty, który ze zdziwieniem zapytał, czy ja nie jestem świadoma że nie nadaję się do handlu i po tak długiej przerwie w pracy nauczyciela mogę mieć spore problemy z dostaniem godzin w szkole, po pierwsze dlatego, że w ogóle w szkołach jest o 2/3 mniej godzin języka niemieckiego w ogóle, po drugie, że nawet jak wakatujące godziny się znajdą (np na zastępstwo), to dyrektor niekoniecznie musi chcieć mnie zatrudnić po tak długiej przerwie (dlaczego pani odeszła ze szkoły?). Jeśli tłumacz przysięgły to tylko germanista (te studia mam ukończone), a popytu na język niemiecki jest mało, więc nie wiem, czy to w ogóle ma sens.
                      Podsumowując, miotam się dookoła własnego ogona, brnąc dalej w jeszcze gorsze g..o bo wysyłam cv gdzie się da, odzew jeśli jest, to taki, żeby zapytać dlaczego tyle miejsc pracy było po drodze. Przecież nie powiem, że się nie nadaję do handlu, skoro aplikuję....no ale cóż zrobić, skoro miasto jest małe i tylko drobnohandelkowe.
                      • 26.01.14, 19:35
                        W Bydgoszczy jest firma Atos, oferują dość dobre warunki jak na kujawsko-pomorskie, ale to byłaby praca na zmiany - tzn zależy jeszcze gdzie byś trafiła. Najprawdopodobniej jako germanistka dostałabyś pracę niemal od ręki
                        • 27.01.14, 10:02
                          Odpowiem Ci jako obecny pracodawca, a wcześniej wieloletni pracownik korporacji. Kiedyś myślałam tak, jak Ty - doświadczenie, języki, kompetencje - że to się liczy i następny pracodawca powinien to uwzględniać (stanowisko, samodzielność, pensja, przywileje). Jako właściciel firmy odpowiem Ci - tak nie jest. Oczywiście, biorę pod uwagę na rozmowie kwalifikacyjnej to, co kandydat ma w cv, ale ludzie różne rzeczy potrafią napisać... chcę zobaczyć tę osobę w działaniu, czy sprawdzi się w mojej firmie, czy (o zgrozo!) przyniesie mi zysk! Zwyczajnie - czy zatrudnienie tej osoby będzie korzystne dla mojej firmy. Firma jest po to, by generować zyski, a nie po to, by zapewnić ci miejsce pracy, uwzględniając twoje (wybacz, moim zdaniem niektóre są od czapy), żądania. Warto też starannie wybrać miejsce pracy - być może znasz kilka języków, ale twój pracodawca potrzebuje, zebyś w jego firmie używała np. tylko angielskiego, reszta się nie przyda. Ma ci dopłacać za to, że znasz pozostałe? Za to, że jesteś wrażliwa i masz zdolności manualne? Jeśli startujesz do firmy handlującej odkurzaczami, to... dla pracodawcy zdolności te nie mają znaczenia. Nie będzie ci płacił za to, że je masz. Ponadto. Ostatnio przyjmowałam do pracy (mała, kilkuosobowa firma). Z kilkudziesięciu zgłoszeń wybrałam 3 osoby o porównywalnych parametrach (cv, doświadczenie, wiek, płeć smile. Wybrałam osobę, która była konkretna, zdecydowana, miała błysk w oku - widać było, że CHCE pracować. Dwie pozostałe były zawodowo ok, ale jakieś takie... rozmemłane. Mam wrażenie, z tego, co piszesz, że i Ty taka jesteś, nie gniewaj się("tak, ale.."). Nie zatrudniłabym osoby, która się rozkręca do południa- czy to znaczy, że prawie pół dnia nie można na ciebie zawodowo liczyć? Zastanów się, czy prowadząc własną firmę, będąc na własnym rozrachunku, zatrudniłabyś taka osobę, jak Ty?
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.