Dodaj do ulubionych

Dzieci, nastolatki - pomoc i samodzielność

04.04.17, 10:14
Postanowiłam założyć ten wątek po zajrzeniu do wątku o sprzątaniu na weekend.

Nie chodzi mi tylko o sprzątanie, ale ogólnie temat pomocy domowej i finansów. Moje dzieci jeszcze nie pracują, ale chętnie dowiem się, jak to było u was z dorosłymi dziećmi zaczynającymi stałą pracę. Czy i w jakim stopniu partycypowały w domowych zobowiązaniach. A może wyprowadzały się z domu?

Gdy nasze dzieci były małe i opiekowałam się nimi sama, sprzątanie miało miejsce nieustannie. W okresie przedszkolnym początkowo mąż wychodził z nimi na spacer, żebym mogła spokojnie posprzątać, aż się w pewnym momencie ocknęłam, że czas na to, abyśmy sprzątali wspólnie. Nie będę opisywać całej historii, ale teraz, gdy mają 15 i 17 lat, syn i córka wynoszą śmieci, sprzątają swoje pokoje i odkurzają cały dom (poza naszą sypialnią - to robimy na zmianę ja i mąż, choć zdarza się nam prosić o to także dzieci), sprzątają też łazienki, pomagają z wieszaniem/zdejmowaniem/porządkowaniem prania, umieją też, ale już rzadziej robią to sami, posegregować ubrania i włączyć pralkę. Od zeszłego roku pomagają w myciu okien. Dziś odbieram zakupioną przez net myjkę akumulatorową i będziemy wspólnie się uczyć jej używać smile. Czy nie marudzą? Marudzą. Kiedyś więcej, teraz mniej, czasem negocjują ze sobą wzajemnie albo ze mną, ale to też dobra umiejętność.

Piszę o tym dlatego, że wiele osób, szczególnie matek, bierze na siebie całą odpowiedzialność za porządki, a dzieci powinny w tym wraz z wiekiem znacząco pomagać.

Mam znajomych z córką 16-letnią, do których 1-2 razy w tygodniu przychodzi do sprzątania, kuzynka ich córki. Dziewczyna kiedyś się po cichu zbuntowała i przestała sprzątać pokój 16-latki.

Inne absurdalne, a jednocześnie nagminnie obserwowane przeze mnie sytuacje to matki 5-9-latków klękające przed dziećmi, żeby założyć i zawiązać im buty, matki czeszące i suszące dzieciom włosy na basenie. Ostatnio widziałam też ojca, który wyjmował piłeczkę ping-pongową, gdy wpadła do śmietnika (z papierami), bo 11-letni syn się brzydził. Pamiętam też koleżankę, która wychodząc za mąż w wieku 24 lat była przerażona tym, że nie umie gotować, bo matka ją i siostrę zawsze z kuchni wyrzucała, gotowała sama.

Dzieci uczące się wcześnie samodzielnie obsługiwać i pomagać powoli przejmują domowe obowiązki, których przez ich obecność w domu jest przecież więcej, ale jednocześnie nabierają samodzielności, pewności siebie, uczą się pracować, odkładać na bok emocje, pokonywać wstręt (przed brudnym śmietnikiem czy toaletą) i lenistwo, które przecież jest naturalne dla człowieka. Uczą się samodzielnego przygotowywania posiłków, z czego korzyści są oczywiste.

W moim rodzinnym domu było trzeba dużo pomagać, u męża jeszcze więcej (było 8-ro dzieci), ale każde z nas wiele potrafi. Jako nastolatka byłam temu oczywiście niechętna, ale sama zauważyłam, że kluczowa jest zachęta. Zawsze staram się dzieciom podziękować i pochwalić za pomoc, choć zgłaszam reklamację, gdy jakość mnie nie zadowala. Jak nauczyłam porządnie odkurzać syna, to już on pilnował, żeby potem siostra chały nie odwaliła. Ostatnio nawet zwrócił jej uwagę, ze odkurzając w swoim pokoju nie widzi kurzu pod łóżkiem.

Napiszcie trochę od siebie. Jestem pewna, że wiele osób jest świadomych tego, co napisałam, ale są i tacy, którym dopiero otworzą się oczy.
--
inteligentny-projekt.pl

kazdystudent.pl
Edytor zaawansowany
  • 04.04.17, 10:45
    Ja po sobie wiem, że ważne jest zaczynanie od tego, co dziecko po prostu lubi z jakichś powodów. Np. moja córka na zdolności manulane i jest pedantyczna - dla niej jest przyjemnością czyszczenie luster, ramek, półeczek, układanie, ścieranie kurzu, pucowanie rożlin. Wszelkie takie dość pracochłonne i upierdliwe dla mnie zajęcia. Tak samo z gotowaniem - dobieram jej to, co będzie dla niej ciekawsze. Nie chcę, żeby czuła sie zmuszna w nieodpowiednim momencie (jak ja w dzieciństwie). Nie wyobrażam sobie np., że miałaby plewić chwasty. Umarłaby z nudów. Ale już np. potrafiła 2 h czyścić z mchu kostkę u Cioci, bo jej to podeszło. Ostatnio sama z własnej inicjatywy umyła dwa okna i stwierdziła, jak jakaś ciotka klotka, że jak człowiek tak posprząta to mu jakoś tak leżej się robi smile
    Podobnie starałam się podzielić z mężem obowiązkami. On np. lubi prasować. Mi idzie szybciej tzw. ogarnianie mieszkania każdego dnia, więc ja to robię, a on codziennie pakuje zmywarkę Bo oczywiście nikt tego tak nei zrobi jak on.
  • 04.04.17, 10:51
    Świetny pomysł z tym wykorzystaniem talentów. Masz rację smile. Jest to szczególnie ważne u małych dzieci.
    Zapomniałam, że nasze dzieci też regularnie zajmują się zmywarką, a pobyt u dziadków (moja mama nie chce zmywarki) staram się zawsze wykorzystać na to, aby się uczyli, że ręcznie też da się umyć.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.04.17, 11:03
    To ja Młodą uczę zmywać na wakacjach smile Ale dla mnie to było ważne jak byłam nastolatką. Nie znosiłam zmuszania mnie np. do obierania ziemniaków czy sprzątania na komendę mojej Mamy, bo właśnie sobie zaplanowała na teraz/natychmiast. Córce tez nie mówię masz już, tylko że masz zrobić to i to jak będziesz miała czas (z ograniczeniem, że np. do dnia tego i tego ma go znaleźć smile ). A potem to już sama muszę niestety pilnowac wykonania i pamiętać co i do kiedy miała zrobić smile Wolałabym to wszystko zrobić sama. Jest szybciej. Na pewno gotować, ale tak naprawdę to nie chodzi mi o pomoc, ale żeby się nauczyła sama.
  • 04.04.17, 11:16
    kamarow69 napisał:

    > Nie znosiłam zmuszania mnie np. do obierania ziemniaków czy sprzątani
    > a na komendę mojej Mamy, bo właśnie sobie zaplanowała na teraz/natychmiast. Cór
    > ce tez nie mówię masz już, tylko że masz zrobić to i to jak będziesz miała czas
    > (z ograniczeniem, że np. do dnia tego i tego ma go znaleźć smile ). A potem to ju
    > ż sama muszę niestety pilnowac wykonania i pamiętać co i do kiedy miała zrobić
    > smile Wolałabym to wszystko zrobić sama. Jest szybciej. Na pewno gotować, ale tak
    > naprawdę to nie chodzi mi o pomoc, ale żeby się nauczyła sama.

    Mamy takie swoje działające w pewnym stopniu metody. Na przykład:
    - umawiamy się wcześniej i sprzątamy samodzielnie na 30 lub 60 minut solidnej pracy
    - zapisuję na kartce, co jest do zrobienia i każdy zgłasza, co wybiera, a ja czuwam nad tym, żeby było w miarę sprawiedliwie (na przykład górna łazienka nie jest skończona, używamy jedynie umywalki i toalety, więc jak ktoś ją wybiera, to dostaje jeszcze coś do kompletu)
    - karta świetnie się sprawdza, gdy wyjeżdżamy z mężem albo ja sama, żeby reszta nie zapomniała, co trzeba wykonać, sama dla siebie też takie kartki piszę
    - gdy coś trzeba pilnie wykonać, to honoruję pytanie "Czy mogę za chwilę?" i odpowiadam, do której godziny trzeba zacząć albo "możesz jeszcze 5 minut"
    - gdy dziecko ma do wykonania duże zadanie (były u nas takie po przeprowadzce), to na zachętę zaczynam z nim i gdy już widzę, że się wciągnęło, zostawiam mu resztę.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.04.17, 11:18
    > - umawiamy się wcześniej i sprzątamy samodzielnie na 30 lub 60 minut solidnej pracy

    miałam na myśli:
    - umawiamy się wcześniej 30 lub 60 minut solidnej pracy i robimy to jednocześnie



    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.04.17, 11:05
    Zawsze jak marudzą to sobie przypominam w myślach, że to dla ich dobra bo wychowujemy dzieci do samodzielności. Jak będziemy im w dzieciństwie i młodości za dużo ułatwiać to będzie im trudniej w dorosłej samodzielności.
  • 04.04.17, 11:56
    Moje dzieci mają 5 i 2,5 roku. Jednak już mają swoje małe obowiązki. Mają sprzątać zabawki po skończonej zabawie, starsza sama odnosi swój talerz po jedzeniu, sama się ubiera (buty też, piszę bo, było wspominane, że dzieci tego nie robią) co prawda buty ma na rzep bo, praktyczniejsze, a i wiązanie średnio jej idzie. Co do mycia i suszenia włosów. Obie tego nie lubią, młodsza jest za mała jeszcze na obsługę suszarki, ale głowę lubi sobie myć sama i siebie też, ja tylko poprawiam. Starsza to samo, ale ona ma tak gęste włosy, że suszenie ich czy mycie samodzielnie ciężkie by było.
    Obie, ale młodsza zwłaszcza, lubią opróżniać zmywarkę, młodsza kocha ze mną pranie robić, włączać i wlewać płyny. Jakoś tak naturalnie wychodzi u nas to, że są w jakimś stopniu zaangażowane w pomaganie bo, frajdę im to sprawia, a ja ich nie gonię od tego by ich nie zrażać na przyszłość. O starsza lubi pomagać przy gotowaniu, kluski śląskie to już zwłaszcza. Nic na siłę, jedyne co po prostu MUSZĄ nie ważne czy chcą czy nie to odkładać zabawki po zabawie, choć i tu czasem różnie bywa.
    Z domu rodzinnego pamiętam, że ja i siostra miałyśmy obowiązki. Dom w sobotę sprzątałyśmy tylko my, jedna miała swóją część, druga drugą, w wakacje na zmianę myłyśmy gary, przygotowania warzyw do obiadu to ta która szybciej wróciła ze szkoły, jakaś pomoc w ogrodzie.
    Jednak prawdą jest, że niektórzy rodzice strasznie wyręczają dzieci i je tym krzywdzą.
    Małżonek również w życiu rodzinnym pt. sprzątanie uczestniczy, w różnym stopniu bo, dużo pracuje, ale nie ma tak, że siedzi i patrzy, on też pomaga, lubi sprzątać i mieć porządek, choć nikt z nas pedantyczny nie jest.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • 04.04.17, 12:15
    Fajnie to opisałaś. Pewnie, że buty na rzepy to jest rozwiązanie i moje też nosiły, bo często tak było zwyczajnie łatwiej.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.04.17, 13:23
    mama_dorota napisała:


    > Dzieci uczące się wcześnie samodzielnie obsługiwać i pomagać powoli przejmują d
    > omowe obowiązki, których przez ich obecność w domu jest przecież więcej, ale je
    > dnocześnie nabierają samodzielności, pewności siebie, uczą się pracować, odkład
    > ać na bok emocje, pokonywać wstręt (przed brudnym śmietnikiem czy toaletą) i le
    > nistwo, które przecież jest naturalne dla człowieka. Uczą się samodzielnego prz
    > ygotowywania posiłków, z czego korzyści są oczywiste.

    jest jeden problemsmile
    uczy tego przedszkolaka czy dziecko w wieku wczesnoszkolnym tylu rzeczy... ochoczo towarzyszy mamie, tacie, uważając, ze to całkiem niezła zabawa to sprzatanie... a potem wkracza to to w wiek nastoletni - i mamy na stanie lenia, który nie ma ochoty kiwnąć palcemwinksmile

    to moj syn!
    jako przedszkolak robił w domu więcej i przede wszystkim bardziej ochoczo niż teraz jako gimnazjalista.
    oczywiście, jak 7 razy przypomni się - zrobi, ale każda jedna rzecz robi jak za karę...wrrrr
  • 04.04.17, 13:31
    Nie odpuszczaj. Każdy miewa kryzys, też nam czasem ręce opadały, ale trzeba przeć do przodu, czasem z użyciem poczucia humoru. Zdarzało mi się już kłaść na rozwalonych gdzieś ciuchach karteczki z napisem "Zanieś nas na miejsce. Twoje ubrania" "Jesteśmy już suche. Zmęczone naczynia", "Wynieś nas do śmietnika. Zmęczone śmieci".

    A czasem też nie mam już zapału do egzekwowania i robię sama coś, co przynależy do dzieci ... albo do męża. Jednak uparłam się i odmawiam prania zwiniętych skarpetek. indifferent

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.04.17, 13:38
    nie odpuszczam, nie odpuszczam.
    ale z nastolatkiem to jest cieżki ugór do zaorania.

    swoj pokoj ma sprzatac sam, czasem ewentualnie w czyms mogę pomóc. to ma tam tak kosmiczny bałagan, ze ręce opadają. ale jak się zmobilizuje potrafi zrobic go na prawie błysk w krótkim czasie..
    po lekcjach ma odkurzyć cały dół, legowisko psa i rozładowac zmywarkę. jak się nie przypomni to oczywiście nie zrobi. "no przecież nie mówiłaś...".
    pomoże rozpakowac zakupy, pomoże powiesić pranie, pomoże w ogródku - ale to wszystko niestety na zasadzie wskazywania palcem zrob to i to, i wymuszania a nie ochoty tudziez realizacji własnej inicjatywy "mamusie, może Ci pomogę..."smile
  • 04.04.17, 14:00
    > pomoże rozpakowac zakupy, pomoże powiesić pranie, pomoże w ogródku - ale to wszystko niestety na zasadzie
    > wskazywania palcem zrob to i to, i wymuszania a nie ochoty tudziez realizacji własnej inicjatywy "mamusie, może Ci pomogę..."smile

    No to nie jest z nim źle. Nie miałam na myśli tego, że mają frunąć na skrzydłach do swoich obowiązków, w tym wieku raczej traktują to jak niewolniczą pracę. Pocieszam się, że umieją to dobrze zrobić, potrafią jednak się zmobilizować, nie trzeba podtykać jedzenia pod nos czy zatrudniać w domu sprzątaczki wink. Na większą świadomość przyjdzie czas. Słyszałam, że tak koło 18-19 lat w moim własnoosobowym przypadku tak właśnie było.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.04.17, 14:07
    Ja bym się martwiła, że z moją nastolatką coś jest nie tak jakby przybiegała samam - "mamusiu, a może śmieci wyniosę?" czy "mamusiu, a może łazienkę posprzątam" wink Sama tego nie lubiłam i dla mnie te miny, wywracanie oczami itp. to rzecz normalna w tym wieku. Wkurzająca na maksa, ale niepokoiłaby mnie inna postawa smile smile smile
  • 04.04.17, 14:17
    nie no jasne...smile
    tylko czemu do jasnej ch.... nie może codzien pościelić wlasnego łózka (bez przypominania)?
    opróznić kosza pod WLASNYM biurkiem z którego juz się wysypuje na podłogę? (bez zwrócenia uwagi)
    i pomimo, że mówisz, co jest jego CODZIENNYM obowiązkiem - a więc to odkurzenie i opróżnienie zmywarki - to jak nie powtórzysz CODZIEN to nie zrobi? bo przeciez nie mówiłas....smile
    czasem mam wrażenie, że więcej trafia do mojego psasmile
  • 04.04.17, 21:49
    Taki glos w dyskusji z pozycji doroslego dziecka matki emocjonalnej ktora egzekwowala porzadek i pomaganie jej : od czasu kiedy mieszkam na swoim i az do dzis napawam sie mozliwoscia niepozmywania naczyn od razu tego samego dnia, nieodkladania wszyskiego od razu na miejsce, zaniechania tego czy owego wiedzac ze nikt nie bedzie na mnie krzyczal ani mi tego wypominal na rozne sposoby. Z natury lubie porzadek i czystosc jednak moge przezyc moment i bez tego, wlasnie z racji tego ze teraz MOGE. smile Nie znam Twoich dzieci i nie wiem jak przebiegaja Wasze relacje, jakie macie charaktery. Chcialabym tylko zaznaczyc ze czasem naleganie i egzekwowanie przynosi negatywne skutki - i to niekiedy dlugofalowe! smile NB spedzajac wakacje u cioci majacej postawe lagodna i bazujaca na zaufaniu pomagalam jej w domu na rowni z kuzynka bez szemrania i nie bylo to specjalnie uciazliwe...
  • 04.04.17, 23:35
    Wiesz, ja też cieszę się tym, że mogę mieć nieporządek i daję do tego prawo sobie i całej rodzinie. Nie oceniaj mnie przez pryzmat własnych doświadczeń. Moja mama wracała do domu z pracy i wtedy każdy robił się nerwowy, bo wiadomo było, że będzie nas besztać.
    Po latach ją zrozumiałam, bo gdy ja wracam do domu w wakacje i widzę górę brudnych naczyń, a dzieci chodzące o 16:00 w piżamach, zasłonięte okna i zapalone światło, to robię się jeszcze bardziej zmęczona i przygnębiona. Od kilku lat dzwonię do nich przed wyjściem z pracy i proszę, żeby trochę ogarnęli, bo będzie mi przykro, jak zostanę w domu bałagan. I robią to z reguły bez szemrania.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 05.04.17, 06:07
    Również podpisuję się pod tym, że czasem mam bałagan, że czasem coś odkładam na potem, moja mama też tego nie lubiła i nie lubi, wg jak coś ma być zrobione to od razu, ja taka obowiązkowa i systematyczna nie jestem. Jednak to prawda, bałagan jest przytłaczający. Bywa, że mamy dzień w biegu i w domu robi się straszny chaos i bałagan. Czasem ciężko się z niego odkopać jak tego samego dnia wyschnie pranie, dzieci nabałaganią, jakieś małe prace domowe są robione i ogólnie wszystko wszędzie się dzieje, a bałagan zwłaszcza. Jednak jak pisałam wcześniej, staram się mieć czysto, ale nie sterylnie.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • 05.04.17, 09:40
    też bym w poodbnej sytuacji miała ochotę wyjść z siebie. Ja staram się liczyć na siebie w miarę możliwości jesli chodzi o przodek, który lubię. W ramach dbania o własne samopoczucie to bym chyba się postarała uprzątnać brude naczynia wieczorem lub rano i otworzyć roletę w pomieszczeniach, do których wchodziz po wejsciu do domu. Tyle, ze branie na siebie za dużo kończy się też wybuchem co jakiś czas. Mój maż mi pomaga - łazienka (nie rregularnie), kuchnia - naczynia, uprzątniecie blatów - tak pół ja pół on. Ale odkurzam sama. I wiele innych rzezcy robię sama, jak takie zbieranie różnych przedmiotów co wywedrowały ze swego miejca i sobie gdzieś leżą. Mojemu mężowi przeszkadza bałagan, ale jak ma do wyboru odpocząc czy posprzątać, to bedzie odpoczywał w bałaganie. Też mi mówił, ze ma niechęć do odkurzania, bo to był jego sobotni obowiazek. Sobie myslę przy okazji tego watku, ze gdyby nie miał takiej musztry w dzieciństwie bardziej by się udzialał w obowiazkach domowych. Z drugoej strony sama matka nie da rady ogarnąć np po 4 osobach bałaganu, który po prostu się robi. Moze kiedys to będzie norma, że ludzie będą korzystali z serwisu sprzątającego, tak jak korzytstają z mechanika samochodowego a kiedys sami grzebali w aucie, itp. Bierzcie tez pod uwagę, ze asze nastolatki są tak samo zmęczone po całym tygodniu, czy dniu jak wy. Liceum to nie laba, nawet podstwówka z tymi wszystkimi pracami domowymi to nie laba. Fajnie jak dzicko wykazuje jakąs chęć do jakiejś czynnosci, jak gotowanie spagetti, czyszczenie kwiatów (jak tu jedna z was wspominała) - taka praca to wręcz nie praca a odprężenie jak sie lubi (mój mąż odpręża sie gotowając). Ale jak się jest zęczonym to nawet tego się nie chce robić, co się lubi. Widzę sama po sobie.
  • 05.04.17, 16:13
    Mama_Dorota : moj post byl odpowiedzia na post Joanna_Poz i chcialam w nim zwrocic uwage na skutki uboczne o ktorych nie zawsze sie mysli, a nie oceniac czy radzic. smile
  • 04.04.17, 14:19
    mam przyjaciółkę której hobby od przedszkola do dziś (kobieta po 30stce) jest sprzątanie.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • 04.04.17, 14:15
    Gotowanie takie podstawowe jak rosół czy schabowe to nie żadna filozofia. I to żadna nauka gotowaniawink Mnie się śmiac chciało jak w wieku dwudzistuparu lat po raz pierwszy ugotowałam ziemniaki, zrobiłam schabowe (bo zaprosiłam na obiad chłopaka) i mnie ocknęło że to to TA wielka nauka gotowania. No bez przygotowania można to zrobić. A jak komuś nawet to nie wychodzi, to zwyczajnie się do tego nie nadaje i musi kupowac albo gotowce albo znaleźć gotującą drugą polowe. Nie każdy musi umiec gotowac, jak nie nie każdy musi lubić majsterkowanie (a być przy ty w innym zawodzie, fachu dobrym). Osobiście chciałabym miec talent kulinarny, ale nie mam, nie mam cierpliowsci do gotowania -mąż gotuje. Ale ugotować potrafię i nawet mi smakuje to co zrobię i nie tylko mi.

    Wiele rzeczy można nauczyć się w dorosłym życiu. I warto jest w dziecko wpoic taką wiarę, ze na każdym etapie życia można się czegoć nowego nauczyć (w przeciwieństwie do wpojonej bezradności i braku pomysłu co dalej u tej 24 letniej panny młodej). Ja dużo wyręczam moje dziecko, bo juz nigdy więcej dzieckim nie będzie a życie da mu jeszcze w kość , bedzie z sentymentem wspominał czas dzieciństwa. W przedszkolu jest grzeczny, samodzielny i dość odważny więc, nie ide złą drogą. Poza tym samo życie juz mu i teraz rzuca jakies wyzwania, więc co mu jeszcze matka będzie dowalać w ramach musztry .

    Nie wiem co z porządkami jak bedzie starszy... Fajnie jak dziecko samo się garnie do obowiazków które lubi, których lubi widzieć efekt. Z resztą mało kto w dorosłym życiu lubi bajzel, ludzie z tego "lenia młodzieńczego" wyrastają. I jestem przeciwna komendom (też tak miałam w domu rodzinnym), bardziej jestem za takim wpajaniem, że musimy sobie pomagać, że ta przstrzeń ma nam służyć, i służy lepiej jak jest przyjemna.

  • 04.04.17, 14:38
    > Ja dużo wyręczam moje dziecko, bo juz nigdy więcej dzieckim nie będzie a życie da mu jeszcze w kość , bedzie z sentymentem wspominał czas dzieciństwa. W przedszkolu jest grzeczny, samodzielny i dość odważny więc, nie ide złą drogą. Poza tym samo życie juz mu i teraz rzuca jakies wyzwania, więc co mu jeszcze matka będzie dowalać w ramach musztry .

    Ale z pracą to jest tak, że im wcześniej dziecko się nauczy, że coś należy do niego, tym łatwiej mu to później przychodzi. Nauka w późniejszym wieku jest bardziej bolesna, bo trzeba pokonać w sobie większego lenia. I wcale nie chodzi o jakieś przemęczanie. Niech to będzie początkowo jedna rzecz na tydzień, dopiero z czasem można powierzać mu więcej zadań.

    Koleżanka nauczyła się nieźle gotować. Zgadzam się z tobą jak najbardziej - wpojenie wiary, ze w każdym wieku można się czegoś nauczyć jest niesamowicie ważne. Nauczyłam się angielskiego dopiero po 30-ce i moje dzieci widzą, że cały czas staram się to doskonalić.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.04.17, 14:50
    Czasem jest i tak, że wyręczanie dzieci sprawia im przykrość. Np. moja koleżanka z dzieciństwa miała inne obowiązki, zajęcia czy możliwości niż ja, mnie mama nie dopuszczała do niektórych, czasem próbowałam sama się wcinać w te zajęcia domowe bo, zazdrościłam koleżance, że ją poważniej traktują, że jest "doroślejsza". Wyręczanie ogranicza samodzielność.
    Bywa, że tacy wyręczający rodzice mają potem żale do dzieci, że jak już wg nich nastanie "ten czas"to one nie chcą, a sami tak nauczyli.
    Jednak każdy z nas najlepiej zna swoje dzieci i wie jak do nich dotrzeć, wie na co je stać.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • 04.04.17, 14:58
    Wszystkiego można nauczyć sie później ale z jakiegoś powodu zaczynamy uczyć dzieci różnych rzeczy już w dzieciństwie.
    Przykład gotowania - jeżeli dziecko wyjdzie z domu z podstawowa chociaż umiejetnością gotowania to będzie mu zwyczajnie łatwiej. Jak będzie miaszkać samodzielnie to będzie miało sporo nowych rzeczy do ogarnięcia, być może mało czasu i każda przećwiczona umiejętność jest przydatna. Zrobi to szybciej i nie zmarnuje produktów. Wyręczanie to jest ograniczenie samodzielności. Na krótko może i miłe ale w przyszłości mało przydatne.
  • 05.04.17, 09:47
    wszystkiego nie nauczysz, nie przewidzisz co się faktycznie przyda, ważne jest wpoic dziecku, że w każdej sytuacji sobie poradzi, nawet zupełnie nowej, skąd wiesz co twemu dziecku się przyda? czy zmuszanie dziecka do gotowania, którego ono nie cierpi to taka przysługa? bedzie głodne w akademiku, otworzy yutuba i pomiesza podgrzany sok pomidorowy z makaronem. Ja nie mam żalu do rodziców, ze mnie gotowac nie nauczyli - to doprawdy żadna sztuka, ale mam troche pretensje, ze się długo w dorosłości oswajałam z tym, ze świat nie jest taki groźny i że jest we mnie siła
  • 05.04.17, 10:13
    Ja córkę postanowiłam nauczyć córkę przygotowywać kilka podstawowych, prostych i szybkich dań. Tak, żeby nie jadła tak niezdrowo jak ja na początku w akademiku. Pesto, makarony z warzywami, koktaile, jakieś ciastka, kilka ciast, smaczne i szybkie sałatki, surówki. W wakacje - jak bedzie miała więcej czasu - zamierzam jeszcze ją nauczyć gotowac zupy kremy tak, żeby jej dobre wychodziły. Może naleśniki. I wystarczy. Reszty nauczy się sama.
  • 05.04.17, 14:23
    Jesli chodzi o gotowanie, to mój brat sam z siebie się garnął do tego: nalesniki, spagetti. Wiesz ludzie z sentymentem wspominają ten okres akademicki, kiedy pasztet drobiowy był ok wink jak ja sobie przypomnę co wtedy jadałam.... smile
    ale wsród tych studentów zawsze jakaś perełka się pojawiła co robiła w kuchni na gazówce (jak dla nas z dala od mamusinego stołu) "łaaaał" do jedzenia
  • 05.04.17, 16:53
    > ale wsród tych studentów zawsze jakaś perełka się
    pojawiła co robiła w kuchni na gazówce (jak dla nas z dala od mamusinego stołu) "łaaaał" do jedzenia


    Gdy byłam na 1 roku, to mieszkająca na moim piętrze czarnoskóra studentka z Gambii regularnie gotowała baraninę smile

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 05.04.17, 10:31
    Jeszcze w ciazy przeczytałam gdzieś sensowny artykuł, a jedno zdanie zapadło mi wyjatkowo w pamięć, tak bardzo, że trzymałam sie go i stosowałam w praktyce! Oczywiscie juz nie zacytuje dokladnie, ale sens byl taki - dziecko od urodzenia musi miec obowiazki. Najpierw tymi obowiazkami jest bycie zdrowym - jesc, spac, zaltwiac potrzeby fizjologiczne. Roziwjac sie. Z czasem - dochodza kolejne smile Obowiazkiem rodzica jest m.in. dostarczac pieniazki na "utrzymanie" dziecka - obowiazkiem dziecka jest przynosic jak najlepsze (mie, nie wpadac w patologiczna rozpacz bo jest 5 nie 6) oceny (bo to kiedys zaprocentuje) i zdobywac wiedze. wszelaka wiedze de fakto.
    Druga zas madroscia, ktora przyswoilam i stosowalam to bylo takze kilka zdan z autobiografii pewnej, mojej ukochanej, pisarki. Jezeli dziecko widzi, ze matka po pracy nie lezy do gory tylkiem i sie nie pizdrzy przed lusterkiem - to dziecko z automatu takoz rusza tylek i zabiera sie do roboty (swobodny cytat).
    I w naszym przypadku zastosowanie tych dwoch "teorii" odniosło swietne efekty uwazam.
    Swoje zabawki dziecko odkladalo, jak umialo, ale! - od zawsze. Porzadki - dostosowane do wieku i umiejetnosci. Nigdy nie krytykowalam, ze cos zle, a ja zrobie to lepiej. wrecz przeciwnie - zawsze chwalilam. I w efekcie Dziecko potrafi zrobic wiele rzeczy lepiej od nas smile
    Nigdy nie bronilam pomocy dziecka, choc efekty moze byly .... niekoniecznie nadajace sie na strony blogow o idealnym domu i idealnej jego pani.
    Jak to mowia - trening czyni mistrza smile
    Bylam i jestem zdecydowanym PRZECIWNIKIEM placenia dzieciom za pomoc - skoro nam nikt nie placi za sprzatanie i prace domowe, dlaczego dziecko ma zarabiac?
    Zreszta za oceny tez nie bylo placone smile
    Za to za wykonanie czynnosci, za ktore zaplacilibysmy komu innemu - jak najbardziej - np mycie samochodu, podcinanie wlosow.
    No i jeszcze jedno haslo u nas funkcjonowalo - manna z nieba sama leciec nie chce. dziwna jakas.
    A Dziecko pojetne było i szybko zrozumiało sens smile
    Ja zas do dzis przypominam, takze M, ze ani w naszym domu nie ma sluzacej, ani ja sie nie planuje przekwalifikowac na sluzaca.
    Tez dziala.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 05.04.17, 14:48
    No właśnie, z tym płaceniem zgadzam się z Tobą w 100 procentach smile
  • 05.04.17, 10:35
    Może ktoś ma dzieci zaczynające samodzielne życie, studentów itp?

    Każdy słyszał o takich skrajnych przypadkach 30-latków, co nie pracują, bo mają kąt u rodziców, a sami i tak niewiele zarobią.

    Będąc na studiach od II roku zaczęłam udzielać korepetycji i od IV roku, gdy dostałam trochę stypendium naukowego, na najważniejsze potrzeby włącznie z akademikiem miałam swoje pieniądze. Gdy rodzice pytali, czy coś mi dać, mówiłam, że nie muszą, bo daje radę, ale coś tam z reguły dawali. Po studiach dostałam pracę w mieście, w którym studiowałam i już od tej pory byłam całkiem samodzielna.

    Mój syn dorabia sobie pomagając tacie w jego firmie, czasem ja też daję mu zarobić na jakiejś ekstra robocie, typu kopanie ogródka czy mycie auta (ale jak mi 2 razy po kolei odmówił, bo uznał, że w ten sposób niewiele zarabiał, dałam sobie spokój i jeżdżę na myjnię). Zbiera sobie na różne niezbyt tanie swoje zachcianki. Córce płacę za farbowanie mi włosów. Kieszonkowe to inna sprawa, chodzi o zarabianie. Oczekujecie od swoich dzieci, żeby pracowały jako nastolatki?

    Jak to było u was? Jakie doświadczenia macie lub wyobrażacie sobie z własnymi dziećmi?
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 05.04.17, 10:56
    Moja pierwsza powazna praca to bylo robienie zdjec orszakowi mikolajowemu odwiedzajacemu grzeczne dzieci. za te pieniadze, przeszo cwierc wieku temu, nabylam sobie serwis platerowy do kawy oraz platerowe szampanowki, sztuk 12. Byla to koncowka liceum.

    Jak juz wspomniałam - Dziecko wiedziało, ze manna z nieba nie leci, kieszonkowe owszem, dostawało, za wiekszosc spraw zw z nauka, zdrowiem, kultura, sportem, komunikacja etc etc - placili rodzice.
    Ale... w okolicach 6 kl - zaczelo sobie "dorabiac" "handlujac" Ori, zas w ogole pierwsze "prace zarobkowe" mialy miejsce w wieku lat ok 10/ Gdy na wsi "pomagala" sasiadce sprzedajacej w miasteczku ser i borowki - zachwalala tak, ze sasiadka sprzedala wszystko w mig i zdazyla na autobus smile I podzielila sie zarobkiem z Dzieckiem smile)
    O myciu aut rodzinnych i zabiegach fryzjerskich - wspominałam.
    W klasie maturalnej, na jednych z zajec mieli nauke.... jak napisac podanie, list motywacyjny, cv. Dziecko poprzegladalo stosowne platformy i wyszlo mu, ze wlasciwie bez matury mogloby umyslowo niezle zarabiac juz.
    Koniec i liceum i pierwsze lata studiów to oczywiscie korki. Potem była praca w firmie wet i w reklamie.
    W okolicach połowy studiów zaczeła dzielic studia z praca. Dzienne studia, pracy zas popoludniami i w weekendy. Jakby to ujac - Dziecko juz wtedy zarabiało więcej niz mamusia....

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 05.04.17, 11:03
    Czekolada72! Świetne!

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 05.04.17, 11:17
    Ja wiem czy specjalnie swietnie?
    Ja sobie raczej inaczej nie wyobrazam.

    Natomiast sugeruje dwie dodatkowe opcje:
    - zachecanie do pomocy i probowania - od maleńkosci
    oraz
    - absolutne niezniechecanie i nie wyreczanie przy nieudanych poczatkach

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 05.04.17, 10:58
    Ja byłam samodzielna od 1 roku. Tylko po 1 roku pojechałam do domu na wakacje. Potem już pracowałam w każde wakacje w mieście, gdzie studiowałam. Dorabiałam też w ciągu roku. Miałam socjalne od pierwszego roku i od drugiego co roku naukowe. Ale ja musiałam być samodzielna - nie miałam wyboru. Nie zafundowałabym tego swojej córce. Jeśli będzie chciała, to ok - niech pracuje. Ale chcę, żeby miała wybór.

    Teraz np. córka dostaje dodatkowe pieniądze za oceny z przedmiotów, ktorych nie lubi. "Dorabia" na Disneyland i kupno wypasionej torebki. Za farbowanie mi włosów kupuję jej różne prezenty - trochę podobnie jak u Ciebie smile
  • 05.04.17, 11:08
    kamarow69 napisał:

    > Ja byłam samodzielna od 1 roku. Tylko po 1 roku pojechałam do domu na wakacje.
    > Potem już pracowałam w każde wakacje w mieście, gdzie studiowałam. Dorabiałam t
    > eż w ciągu roku. Miałam socjalne od pierwszego roku i od drugiego co roku nauko
    > we. Ale ja musiałam być samodzielna - nie miałam wyboru. Nie zafundowałabym teg
    > o swojej córce. Jeśli będzie chciała, to ok - niech pracuje. Ale chcę, żeby mia
    > ła wybór.

    Miałam koleżankę przez rok w akademiku, która żyła ze stypendium socjalnego. Codziennie jadła na śniadanie i kolację chleb z serkiem topionym. Też nie chcę tego dla moich dzieci i doceniam, że rodzice włożyli w edukację moją i sióstr sporo pieniędzy. Mam nadzieję, że oni też doceniają to, ze nie płacili za nas czesnego, bo studia były darmowe wink.
    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 05.04.17, 11:15
    kamarow69 napisał:


    > Teraz np. córka dostaje dodatkowe pieniądze za oceny z przedmiotów, ktorych nie
    > lubi.

    Szczerze, to dla mnie to nie jest zadne tłumaczenie. Ilez ja mam czynnosci w firmie, ktorych wrecz niecierpie i niestety nikt mi za to dodatkowo nie placi... szkoda w sumie....
    A co bedzie dalej - dalsa nauka, dalszle przedmioty nielubiane - i co? tak do magisterki?
    niieeee
  • 05.04.17, 11:23
    ja akurat tez nie uznaję płacenia dziecku za cokolwiek.
    syn (13-latek) dostaje kieszonkowe.
    w poprzednich latach zdarzało się, że w wakacje dogadywał się z sąsiadem i kosił mu trawę i on mu płacił.
    my mamy co najwyżej układ dzielenia się z nim jakąś extra kasą - kiedy pozbywamy się czegoś używanego z domu - np. jak sprzedam na OLX jego ciuchy, zabawki, on mi cos tam pomoże w fotografowaniu - ma z tego 50%. jak wyląduje u nas w domu jakas paleta i syn pomoze załadowac ją do samochodu, wywieźć do punktu skupu - też dostaje.

    ale nic poza tym.
  • 05.04.17, 11:27
    O tym zapomniałam - ma też dodatkowe pieniądze z wystawiania i sprzedawania na Allegro swoich rzeczy, których nie potrzebuje.

    Bardzo była zdziwiona, kiedy jej koleżanka powiedziała, że nie rozumie po co sprzedawać smile

    Też mi się nie wydaje, żeby dobrym pomysłem było płacenie dziecku za obowiązki z domu, które trzeba wspólnie wykonać.
  • 05.04.17, 11:24
    Nie ma najmniejszych problemów z tym, co ją pasjonuje. Jest bardzo pracowita i sama sobie dokłada różne zajęcia.
    Głupia też nie jest i rozumie umowność mechanizmu gratyfikacji za lepsze oceny z matmy smile
  • 05.04.17, 11:30
    Jezeli potrafi zdobyc lepsza ocene - to placenie dziecku za to... uncertain
    Tak jak mowie - wg mnie - pojdzie na studia - nie wszystkie zajecia sa pasjonujace - i co?
    Ja nienawidze myc okien, ale nikt mi za to placic nie chce. a i w firmie robic musze wszystko.... wszystko co mam w zakresie obowiazkow. A nie wszystko za pasje uznaje wink)

    No ale ja jestem wyjatkowo wredna i za jakis jeden warunek tez musialo sobie dzieciatko zaplacic samo wink
    Wiecej warunkow nie bylo smile)

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 05.04.17, 11:35
    Inteligentni ludzie są leniwi. Moja córka też. Motywacja jest czasowa, ruchoma i od podstawówki przynosi dobre efekty.
    Teorię znam - i cieszę się, że postanowiłam spróbować "pod prąd", czyli płacić za oceny. Jakkolwiek to brzmi. Mam to w nosie tongue_out To jest przemyślana decyzja i przetestowana.
    W przypadku mojego dziecka działa smile
  • 05.04.17, 11:57
    O leniwych inteligentnych to ja sama pisałam smile
    Nie wiem czy placenie dziecku za oceny jest "pod prad" - dla mnie jest to kosmos.
    Powtarzam - dla mnie.
    Ja tez mam w nosie za co inni rodzice placa swoim dzieciom smile))
    Placenie dzieciem za oceny bylo juz na tapecie gdy sama chodzilam do podstawowki.


    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 05.04.17, 12:12
    Teraz przyznać się do tego nie daj Boże np. wśród rodziców przed wywiadówką jest mega passé tongue_out
  • 05.04.17, 12:19
    O, ja dziekuje Opatrznosci, ze wywiadówki za mna smile
    Nie wiem tez czy taki temat byl na wywiadowkach za czasow chadzania nań moich rodziców - ale dzieci co poniektore sie chwalily tym smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 05.04.17, 13:55
    Też nam się zdarzało motywować finansowo do lepszych ocen. W jednym roku, aby syna zmotywować zaproponowaliśmy, że jak uzbiera 20 szóstek, to dołożymy mu konkretną kwotę do czegoś tam. No i zdobył, nawet chodził za nauczycielami, żeby mu dali dodatkowe zadania. A normalnie w szkole, choć zdolny bardzo, uczył się zawsze przeciętnie. Myślę, że to jego samego też czegoś ważnego nauczyło.

    Kieszonkowego nasi dostają określoną kwotę miesięcznie, ale za stopnie powyżej określonej średniej jest premia nawet - 50% kieszonkowego. Córka prawie zawsze ją dostaje, a syn machnął na to ręką i woli sobie dorabiać inaczej.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 05.04.17, 14:28
    chciałabym, zeby pracował, choć też słyszłam takie głosy wdzięczności od ludzi, ktorzy nawet na studiach nie musieli pracować - że rodzice dawali radę utrzymać, a dzieciom chceili przedłużyć czas braku tego obowiazku: utrzymania się (ale mieli inne - wszak studa to też obowiazek) i potem ci ludzie w życiu poradzili sobie,

    ale ja chyba tak mam, zebym chciała, by się w życie "pełne" wdrażał szybciej, a jak wyjdze to kto wie (?)
  • 05.04.17, 16:48
    Mam dwudziestoletniego syna na pierwszym roku studiów. Pracował w czasie wakacji od czasu gdy miał 17 lat. W czasie studiów od czasu do czasu udziela korepetycji i pracuje dwa razy w tygodniu jako trener w pewnym ośrodku. To jest dosłownie kilka godzin w tygodniu ale zarobi sobie na paliwo i na ubezpieczenie samochodu itp. W domu czasem coś ugotuje i posprząta. Młodsza siostra to już gorzej. Jej trzeba przypominać wink
  • 05.04.17, 16:49
    A ja? Od 21 roku życia utrzymuję się sama.
  • 05.04.17, 11:40
    Czy ja wiem? Ja długo byłam obsługiwana. Do studiów właściwie nie sprzątałam i nie miałam pojęcia o gotowaniu. Rzeczy prała pralka. Usamodzielniłam się bardzo wcześnie. Błyskawicznie nauczyłam się sprzątać, w domu mam i miałam czysto. Nauczyłam się gotować, choć tego nie lubię, ale to taka tradycja smile
    Nie widzę korzyści we wdrażaniu dziecka do prac domowych. Brak praktyczny domowych obowiązków nie wpłynął ani na moją samodzielność, ani pewność siebie (związku ie widzę z obowiązkami) ani cokolwiek innego.
  • 05.04.17, 14:17
    Jak ja sobie przypominam, to nie lubiałam tych porządków sobotnich, nie lubiłam, gdy mój ojciec już teraz kazał mi cos robić na komendę, irytował mnie sposób w jaki mi zakomunikował, ze od tej pory jestem od zmywania naczyć jak.. wiecie co. Ale sama z siebie zaczełam prasować - lubiałam to, też lubiłam zajmowac się kwiatami, lubiałam czasem po obiedzie jak już odbębniłam mycia naczyń zmyć podłogę w kuchni, lącznie ze schodami wejściowymi do domu i patrzeć się jak woda schnie na nich czystych. Byłam wdzięczna, ze mnie nikt do gotowania nie gonił, bo już od najmłodszych lat nie znosiłam i nie znosze. W moim pokoju nastolatki zawsze był balagan. Wstyd mi było, jak czasem mnie ktoś odwiedził akurat. Odwiedziny motywowały albo prawdopodobieństwo, ze moze ktoś wpaść.

    Fajny jest sposób mamy-doroty, by powiedziec jaki jest obowiazek i dac ramy czasowe, zeby ktoś nie musiał czegoś robić już teraz, ale że jak odpocznie albo po prostu nabierze weny do tego.
  • 05.04.17, 14:43
    Mam identyczne refleksje, co Ty. Muszę powiedzieć, że mało co mnie irytuje tak bardzo, jak widok babć na klęczkach wiążących buty 9-latkom (!!!), noszącym, a nawet ciągnącym (!!!) plecak na kółkach za dziecko. Ja mojej córki nigdy tak nie rozpieszczałam i nie wyręczałam. Wręcz przeciwnie, jak na wyrodną matkę przystało wink

    Moja córka musi odkurzać, sprzątać ze mną CAŁE MIESZKANIE, a nie tylko swój pokój (bo niby dlaczego? Robi bajzel wszędzie, a poza tym mieszka, żyje, korzysta ze wszystkich pomieszczeń). Myje wannę, bo mnie boli kręgosłup, ale oczywiście jest negatywnie nastawiona do mycia kibelka. Ma ciuchy, które musi prać ręcznie, bo nie przetrwałyby prania w pralce wink. Ja piorę swoje, a ona swoje. Wrzuca pranie do pralki i rozwiesza. Nie zmywa, bo jest zmywara (całe szczęście, osobiście pół życia straciłam na zmywanie garów uncertain Tak Martini, więc ciesz się ze zmywarki smile ).

    Gotować nie umie, ale też do tej pory niewiele ją uczyłam, gdyż mnie samą odrzuca od kuchni. Musi umieć robić mączno-jajeczne potrawy (bo bez przesady, żeby suchy chleb tylko jadła, jak nas nie ma) - jajecznicę, placki, omlety, naleśniki. To faktycznie umie, ale ma lenia wink Chyba, że głód i łakomstwo wreszcie zwyciężą (mam w tym swój niemały udział, bo nie lubię jej wyręczać i czasami daję na przetrzymanie... smile ). Zup nie umie gotować, chociaż to prościzna. Wytłumaczenie jest jedno - nie cierpi ich także jeść, więc na razie kombinuję, jak ją zachęcić. Ostatnio ma mi towarzyszyć (bez jęczenia wink ) w kuchni stale, jak jednak coś próbuję upichcić, żeby chociaż przez obserwację czegokolwiek się nauczyła. Szykuje mięcho na mielone i pozostałe składniki, w sumie to właściwie ostatnio sama je usmażyła. Nienawidzi obierać kartofli i aż mnie nosi, jak widzę te żałosne próby, dosłownie dwie lewe ręce. Ale to moja wina, bo za późno się ocknęłam z tymi kuchennymi pracami. A dziewczyna prawie 15-letnia...

    Jak już gdzieś napisałam, ma na razie taki etap, że bajzlu nie widzi. A jak zobaczy, to nie odczuwa najmniejszej potrzeby sprzątania... uncertain Już jej mówiłam, że chyba nie chciałaby się wstydu najeść, jakby ktoś wpadł znienacka, na co moja niewdzięcznica odpowiada, że to jej nie grozi, bo przecież my nigdy nie otwieramy niezapowiedzianym gościom big_grin big_grin big_grin (To prawda!!! big_grin ).

    Tak czy siak: pomaga, sprząta, chodzi na zakupy. Okien myć jej nie pozwolę, bo boję się, że wyleci.

    Jedno, czemu jestem OD ZAWSZE totalnie przeciwna, to płacenie za prace domowe. Skrajnie niepedagogiczne, według mnie.
  • 05.04.17, 16:59
    Też nie rozumiem płacenia za oceny.
    Moja 16 latka też nie umie obierać ziemniaków.
    Odkurzy bez problemu, wyciągnie naczynia ze zmywarki, zrobi omlet i naleśniki. I tyle. Ale ja też miałam dwie lewe ręce smile i w wieku 21 lat nauczyłam się gotować i zarobić na siebie, jednocześnie studiując. Dziecko też się nauczy.
    Syn jakoś był bardziej chętny, smile
  • 05.04.17, 17:00
    Płacenia za prace domowe też.
  • 05.04.17, 17:20
    Pisząc prace domowe miałam oczywiście nie lekcje, a porządkowanie chałupy big_grin

    Pocieszyłas mnie, jeśli chodzi o "dzieciarnię". Może moja też się w końcu ogarnie smile
  • 05.04.17, 17:20
    * miałam na myśli
  • 05.04.17, 17:40
    I kończąc już te rozważania dodam, że za naukę też nie płacę big_grin Matko, ale dziś nieskładnie i chaotycznie piszę. Ten pospiech, ten pęd, te skróty myślowe! big_grin wink
  • 05.04.17, 17:49
    Ja też jakoś niedokładnie czytam i piszę nieskładnie. Wczoraj byłam w pracy 12 godzin. Non stop z ludźmi. Na końcu rozmowy z rodzicami. Tacy fajni ludzie a ich dzieci sprawiają mnóstwo problemów, nic im się nie chce, ani uczyć ani pomagać w domu. Dzisiaj odpoczywam. Leżę w łóżku smile, oczywiście byłam normalnie w pracy.
    Akurat u nas wszyscy zagonieni w tym tygodniu. Cała rodzina.
  • 06.04.17, 14:08
    Jezcze jakie przemyślenie mnie się nasunęły (oczywiście szanuję te będące w opozycji do moim, przecież to tylko luźna dyskusja i ja pisze z poziomu matki, która wie mniej wychowywaniu dzieci niż matka nastolatków), że mnie nie zaskoczyłby ojciec wyjmujący tę piłkę z kosza. Mnie nie brzydzi mycie toalety, mąż nie lubi, ale jak kot zwymiotuje to mnie tak odrzuca, ze mąż od razu oferuje, że on posprzata - bo jego to nie rusza. To w sumie dlaczego dziecka miałabym zmuszać do czegoś co go odrzuca, moze z czasem zrozumie, ze to tylko papiery, albo nawet jako już nastolatek będzie wolał starcić tę piłkę ale ręki po nią nie włoży. Generalnie jestem za tym żeby szanować cudze odczucia, jak to obrzydzenie. Poza tym czy sami nie wpsominamy mile z dzieciństwa, jak nam ktos dawał fory biorąc pod uwagę nasze preferencje?

    Zycia dobrze uczy wyjście do ludzi, już nawet to wyjście do przedszkola. Ja sie nie mogę nadziwić patrząc na mojego dojrzałago przedszkola, w ogóle na jego kolegów z przedszkola jak bardzo się zmienili przez prawie trzy lata. Moja znajoma narzekała na nastolatka bałaganiarza, był niereformowalny, a jak on ją teraz odwiedza w weekendy marudzi, ze ma kolegę w akademiku bałaganiarza i wpaja mutemu koledze zamiłowanie do porządku. Według mnie mimo, gdy nastolatek bałaganiarz, ale w domu matka dba o porządek to tego bedzie też szukał w dorosłości.
  • 06.04.17, 14:19
    I jeszcze zapomniałam - to płacenie za oceny. Też raczej jestem na nie, ale skoro to jest metoda sprawdzona, traktowana przez obie strony z przymrużeniem oka, na dodatek tylko po to, by ten przedmiot w miarę przyzwoicie odhaczyć bo nastolatka nie wiąże z nim przyszłosci to w sumie to nie jest takie niepedagogiczne jak uczenie się wszystkiego tylko dla kasy, nie skupianie się nie zamiłowaniach. Z resztą uczeń w szkole uczy się wszystkiego jak leci, nie ma zmiłuje się jak nie lubi muzyki a spiewać trzeba, a dorosły już ma wybór, nie musi zostać muzykiem, moze wybrać pracę, gdzie tych nielubianych obawiazków będzie jak najmniej. Poza tym są też systemy premiowania, to też płacenie za wyniki. Może płacenie za wyniki w szkole czy czynnosci w domu nie jest złe, gdy nie dochodzi do jakiegoś absurdu.

  • 06.04.17, 14:50
    Jaka fajna wyważona odpowiedź. Myślę podobnie.
    Córka stara się o stypendium dla dzieci uzdolnionych językowo, ale brana jest też pod uwagę średnia z wszystkich przedmiotów. Nie ma za wielkiej motywacji, żeby zajmując się swoimi pasjami, dbać o lepsze niż 4 oceny z matmy czy fizyki (takie dostaje bez żadnego wysiłku). To trochę taka premia za dodatkowy wkład. Tego, co jest jej pasją - nie ma potrzeby dodatkowo motywować. Nad francuskim potrafiła siedzieć do późnej nocy, jak jej kupiłam nową książkę z gramatyką smile Nigdy nie zdarza jej się nie pójść na lekcje w szkołach językowych. Jęczy jak z jakiegoś powodu przepadają.
  • 06.04.17, 20:39
    Myśląc o płaceniu za oceny przypomniałam sobie, jak u naszego syna, gdy miał 6 lat wykryto nietypową dla dziecka przewlekłą chorobę i z tego powodu stosunkowo często miał pobieraną krew. Bardzo to przeżywał, wyrywał się, aż ustaliliśmy stawkę pieniężną za pobranie krwi w spokoju i od tej pory najpierw się po prostu zmobilizował i zaczął opanowywać, potem już był weteranem i pocieszał tatę, gdy ten miał oddać krew wink, instruował kolegów, że trzeba trzymać prosto rękę i nią nie ruszać, a w wieku lat 12. powiedział, żebyśmy mu już za nie płacili, bo to obciach smile.

    Trochę podobnie robiłam z leczeniem zębów - za spokojne poddanie się leczeniu była nagroda - smakołyki do wyboru do określonej kwoty. Po jakimś czasie okazało się, że lepiej płacić za to, że przegląd wykazał zdrowe zęby. Myślę, że nikogo to nie zepsuło, ale jak ze wszystkim - trzeba rozsądnie. Jeśli te pieniądze to nie jest po prostu należność, zapłata za coś, a raczej środek motywujący i rodzic upewnił się, że dziecko to rozumie, to tylko się potem takie sprawy ze śmiechem wspomina, jak u nas.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 07.04.17, 06:37
    kamarow69 napisał:

    > Jaka fajna wyważona odpowiedź. Myślę podobnie.
    > Córka stara się o stypendium dla dzieci uzdolnionych językowo, ale brana jest t
    > eż pod uwagę średnia z wszystkich przedmiotów. Nie ma za wielkiej motywacji, że
    > by zajmując się swoimi pasjami, dbać o lepsze niż 4 oceny z matmy czy fizyki (t
    > akie dostaje bez żadnego wysiłku).

    A ta kasa ze stypendium to nie jest zadna motywacja???????

    To trochę taka premia za dodatkowy wkład.

    Premia za dodatkowy wklad to uzyskanie stypendium - bez dodatkowego wkladau nic samo nie spada z nieba.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 08:38
    czekolada 72 > Zawsze musisz mieć ostatnie słowo? smile Jak moja nastolatka wink
  • 07.04.17, 06:50
    way.on.the.hill napisał(a):

    > I jeszcze zapomniałam - to płacenie za oceny. Też raczej jestem na nie, ale sko
    > ro to jest metoda sprawdzona, traktowana przez obie strony z przymrużeniem oka

    chyba nie do konca z przymruzeniem skoro za realne stopnie ktos dostaje realne pieniadze...

    ,
    > na dodatek tylko po to, by ten przedmiot w miarę przyzwoicie odhaczyć bo nasto
    > latka nie wiąże z nim przyszłosci
    z nim moze i nie, ale dzieki nie mu
    to chyba o to chodzi, by dziecko pojelo, ze zycie nie sklada sie wylacznie z samych przyjemnosci i czasem trza zrobic cos niepasjonujacego, by w efekvie koncowym wyjsc na plus.

    to w sumie to nie jest takie niepedagogiczne
    > jak uczenie się wszystkiego tylko dla kasy, nie skupianie się nie zamiłowaniach
    > . Z resztą uczeń w szkole uczy się wszystkiego jak leci, nie ma zmiłuje się ja
    > k nie lubi muzyki a spiewać trzeba,

    Moje Dziecko nie ma za grosz sluchu. Gdybym nie widziala, i nie slyszala! tego na wlasne uszy - chyba bym tez nie uwierzyla, ale gdy Dziecko zaczynalo "Cwiczyc" gre na flecie - pies zaczynal wyc. Tego sie nie dalo sluchac. Chocby nie wiem jaka kase dała - nie dodałoby to tego sluchu dziecku! Porozmawialam w szkole z nauczycielka, o ile dobrze pamietam, miala pokazac technike gry na instrumencvie w teorii i napisac jakis referat. Moze mielismy szczescie, ze trafialismy na zyciowych nauczycieli?
    Ja nie mam talentu plastycznego, na plastyce wychodzily mi bohomazy, nauczyciel ocenial wg wlasnego gustu. Zadne pieniadze nie wplynelyby na moj "talent" plastyczny -> nie dostalabym wiecej niz 4, chocby rodzice bank obrabowali....

    a dorosły już ma wybór, nie musi zostać muz
    > ykiem, moze wybrać pracę, gdzie tych nielubianych obawiazków będzie jak najmnie
    > j. Poza tym są też systemy premiowania, to też płacenie za wyniki. Może płaceni
    > e za wyniki w szkole czy czynnosci w domu nie jest złe, gdy nie dochodzi do jak
    > iegoś absurdu.
    >
    Szczerze piszac to jestem bniezwykle ciekawa jakby procentowo wygladalo na tym forum ile z nas pracuje wylacznie w tym co pasjonuje, nie majac zadnych nielubianych obowiazkow?
    No i w szkolach tez premiuja - sa omawiane juz stypendia, sa nagrody etc.

    Co zas do domu - bardzo bym chciala gdyby KTOŚ olacil mi za wykonywanie tzw prac domowych. Manna?

    Dobra, nie zabieram wiecej glosu nt, bo to jak dyskusja nt wyzszosci Swiat Bozego Narodzenia nad wielkanoca.
    Mnie nikt nie przekona, a ja nie czuje potrzeby przekonywania innych smile
    Miłego!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 09:05
    ja, przyznaję, tez jestem nieco skonsternowana..
    smutny wniosek - jednak pieniądz rządzi światem (jako metoda wychowawcza równiez..)
  • 07.04.17, 09:35
    Ja to odkryłam z ogromnym zdziwieniem tak mniej więcej po studiach. Jak się okazało, że jednak nie do końca prawdą jest to, co mi powtarzano w domu "pieniądze nie są najważniejsze" - zazwyczaj jak ich nagminnie brakowało... Byłam zupełnie nieprzygotowana do radzenia sobie z własnymi finansami. Wierzyłam jeszcze w różne inne stwierdzenia, które słyszałam w domu czy w Kościele, notabene niezgodne z jego nauczeniam.
    W pieniądzach samych w sobie nie ma niczego złego. Są narzędziem. Także dla nastolatka. Jak ktoś jest złym człowiekiem, to będzie gorszy, mając je. Jak ma poukładane w głowie, to pieniadze tego nie zmieniają.
  • 07.04.17, 11:02
    Oj tam. Nie przesadzajmy, gdyby pieniądze nie miały znaczenia to by nas na tym forum nie było, wszak kazda z nas ma dach nad głową i jedzenie w garnku. Czegoz więcej potrzeba? A kamarow to ma już duza córę, etap wychowawczy zakończyła, i chyba z dobrym efektem z tego co kojarzę, dziewczyna ma zamilowania, plany. I w sumie kamarow jako jedyna nie narzekała na brak udzielania się córki w obowiązkach domowych mimo, ze nie gania do nich i nie opłaca. W sumie mnie w pierwszym odruchu tez zaskoczyło płacenie corkom za farbowanie, bo ja to za darmo robiłam. Mama nie placia nikomu za usługę - więcej pieniądzu w domu zostawało dla nas wszystkich. Ale teraz inne czasy, więcej pokus, inny standard życia, bardzo zróżnicowany. Osobiście planuje, ze ja memu dziecku jak będę miała to kase dam, a jak nie będę miała to powiem wprost ze nie mam i albo sobie zarobi albo zrezygnuje. Ale kto wie jak wyjdzie to już w życiu.

  • 07.04.17, 11:10
    Płacę córce za farbowanie nie dlatego, że bez pieniędzy tego nie zrobi. Dużo pomaga w domu, zresztą oboje i pisałam o tym, włosy też mi nie raz farbowała za darmo, ale to była moja inicjatywa, żeby mogła sobie trochę zarobić. Jestem zadowolona z tego układu, bo ona to robi z większą chęcią, choć nie są to duże kwoty. Patrzy, że brat sobie zarabia, a jej nie jest łatwo, bo w tym wieku to jeszcze gdzieś oficjalnie nie można, a tacie z uwagi na rodzaj prac też nie pomoże. Jak nie mieliśmy dość pieniędzy, to dzieci nawet kieszonkowego nie dostawały przez kilka miesięcy i podeszły do tego ze zrozumieniem.

    Moja córka kieszonkowe i takie zarobione pieniądze wydaje w 90% na książki i materiały oraz narzędzia plastyczne albo odkłada na większe wydatki, więc nam obu się taki układ podoba.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 07.04.17, 11:24
    Ja się tego nie czepiam, zaskoczyło mnie tylko ale ja nie mam jeszcze nastolatka w domu. Moze tez kiedyś będę dorzucać grosza do czegoś za chęci pracy we wspólnym gospodarstwie, albo kupie wymarzony gadżet, żeby zmotywowawac go do znienawidzonej fizyki. Mnie niektóre metody, o których piszecie zaskakuja , inne dają do myślenie inne dla mnie są zdecydowanie na nie - nawet ich nie wymienie, żeby niepotrzebnych sprzeczek nie prowokować (choć kto wie za 10lat co będę stosować).

    Nasze dzieci nie są bardziej zepsute na punkcie pieniędzy jak my sami. Według mnie ważne jest umieć się dzielić tymi pieniędzmi we wspólnym gospodarstwie. To uczy solidarności itp.

  • 07.04.17, 11:25
    Też tak mamy z mężem, że szukamy różnych możliwości, żeby córka nie musiała prosić o pieniądze. Jak widzę, że kieszonkowe jej się kończy nie z powodu głupoty, to bardzo się cieszę, że ma okazję "dorobić". Albo widzę, że szykuje się wyjazd zagraniczny, więc sami wymyślamy nagrody w euro za wyjątkowe osiągnięcia. I te pieniądze wydaje sama jak chce. Pisałam już wcześniej, że jaiś czas temu wydała całe kieszonkowe na głupoty. Teraz pokazuje mi spis wydatków przed otrzymaniem następnego. Zmusiłam ją do przeanalizowania ze mną, na co wydała i zdecydowania na co nie było warto i ile może odłożyć od razu w kwietniu. Zobaczymy jak sobie z tym poradzi. Trzymam mocno kciuki, żeby jej się udało nie ruszyć tych odłożonych 50 zł. Ma dwie przezroczyste skarbonki z oklejonych słoików: jedna na wakacje, jedna na torebkę. Widzę, że sama się cieszy, że może tam coś dołożyć.

    Macie inne pomysły jak 14 latka mogłaby "dorabiać" do kieszonkowego, żeby nie musiała prosić?
  • 07.04.17, 11:45
    pytanie, jaki kto ma układ co do kieszonkowego.
    ile ono wynosi i co dziecko ma sobie sfinansować z kieszonkowego, a co jest oczywistością, że powinien sfinansować rodzic bez jakiegoś proszenia dziecka.
  • 07.04.17, 11:56
    Może z czasem będzie mogła Tobie pomagać w projektach. Pewnie jakieś możliwości są dla 14 latek. Ale ważne jest najpierw tę chęć do pracy wpoić, chęć wyjścia z domu, by pieniądze zarobić. Jest jeszcze sporo wstydu, gdy dzieci muszą na siebie zarobić - zwłaszcza fizycznie, bo starych nie stać na ich potrzeby. Ale to nie wina dzieci, ale tych rodziców - taka mentalność jeszcze panuje.

    Kiedyś jedna mam pisała, ze jej córka coś sobie upattzyła, wymarzyła. Ona powiedziała, ze jej kupi zarabiając na to dodatkowym zleceniem. Córka widziała, ze mama pracuje wieczorami, zeby zarobić na tę jej zachciaanke i ostatecznie córka się cieszyła za upatrzonego prezentu. I według mnie to było bardzo wychowawcze - dziecko widziało, ze na rzeczy trzeba zarobić, ze można poswięcić sój czas na takie dodatkowe zarabianie, jesli nam na czymś zalezy i to nie jest zadna krzywda - dorabianie, i dodatkowo fajny gest w stosunku do córki. Możesz czasem wziąć dodatkowy projekt z myślą o marzeniu córki.

  • 07.04.17, 12:19
    Właśnie mi się przypomiało, że np. córka zrezygnowała z organizowania urodzin i paru innych rzeczy, żeby jechać do Disneylandu. Jest to jakaś forma "zarabiania" smile
    A z projektami to może kiedyś... Ma zdolności artystyczne. Jest to jakiś pomysł, jeśli się nauczy dobrze kilku programów.
    Chce organizować i teraz uparcie szuka, gdzie się da. W sumie to znajduje i poświęca na to wolny czas, ale to jest wolontariat bezpłatny ciągle. Zupełnie nie prablemu z wychodzeniem na zewnątrz, do obcych, łatwo się adaptuje (w przeciwieństwie do mamusismile ).
  • 07.04.17, 11:15
    Z farbowaniem to jest odrębny temat. Córka na początku mi farbowała włosy bardzo niechętnie. Musiała włączyć muzykę na telefonie, śpiewała sobie itp. Chyba za 3 razem zapytała mnie ile oszczędzam na farbowaniu. Powiedziałam jej, ze jakieś 150 zł. To wyszło przy okazji tego, że jej powiedziałam, że moja fryzjerka pochwaliła jej dobrą robotę. Po zastanowieniu stwierdziłam, że koleżnce to bym się odwdzięczyła jakoś, więc czemu nie... I po następnym farbowaniu dałam Młodej jakiś kosmetyk. Powiedziałam jej, że jest moją osobistą kolorystką. I przejęła sie tym do tego stopnia, że teraz sama mówi mi np. - ej, mama, siwe włosy Ci już widać albo e, ten kolor nie taki, wyszło ombre... Oczywiście potem było oczekiwanie, że niespodzianka będzie zawsze. Powiedziałam jej, że zawsze to nie - od czasu do czasu jak sama będę miała pomysł, co chciałabym jej dać.
    Ale najlepszy jest skutek uboczny - najważniejsze rozmowy z moją córką są przy farbowaniu! Tego się nie spodziewałam, że właśnie wtedy pogadamy o chorobie mojej mamy, o chłopakach, ciąży itp. Jakoś te 30 min co 3 tygodnie sprzyja temu.
  • 07.04.17, 11:27
    No właśnie, bez sensu oceniać cos z zewnątrz jak się nie wie jak to od środka funkcjonuje. Fajne takie pogaduchy przy kobiecych sprawach.
  • 07.04.17, 11:31
    Jak nie podoba mi się płacenie dziecku za naukę, oceny, tak nie widze nic złego w zapłaceniu za coś, za co normalnie komus innemu bym płaciła, np. za farbowanie włosów.
  • 07.04.17, 11:43
    czy to samo stosujecie do swoich mężów?smile
    (a oni w stosunku do Was)

    czyli jak mąż wymyje mi samochod na naszym podjeżdzie to powinnam mu odpalić tyle co zaoszczedziliśmy na myjni?
    albo skoro nie biorę pani do sprzatania - to mąz i syn powinni mi wypłacać extra premię za sprzatanie?smile
  • 07.04.17, 12:10
    Odpowiem po kolei:
    - moje Dziecko byłoby fantastycznym fryzjerem, zreszta wiele osób namawiało, by zrobiło stosowny kurs, aby miec stosowny papierek "w razie czego"; ma swietna rekę do ciecia. w przeciwienstwie np do mnie, ktora nie potrafie sobie przyciac prosto grzywki. Włosy farbuje sobie sama, ale żeby podciac MUSZE POJSC DO FRYZJERA I WYDAC KASE. Jezeli nie pojde do fryzjera, tylko spotkam sie z przyjaciolka, od ktorej to DZIECKO sie "uczyło" - to owszem nie zapłacę jej, ale podaruję coś , np butelke dobrego wina lub przywioze blache pysznego ciasta. Ale wygodniej, NAJWYGODNIEJ mi, gdy we wlasnej lazience, na wlasnym krzeselku, w dogodnym dla mnie terminie i porze - podcina mi kudły Dziecko. TRACAC de facto swoj czas. Wiec skoro obcemu place za te usluge - nie widze powodu, zeby te kwote przekazac Dziecku, i to aby tak jak kazde inne pieniadze, ktore zarabialo i zarabia - przeznaczylo na cel wg wlasnego pomyslu.

    - czyli jak mąż wymyje mi samochod na naszym podjeżdzie to powinnam mu odpalić tyle co zaoszczedziliśmy na myjni?
    U nas sa to nasze wspolne pieniadze, czyli de facto nie ma znaczenia czy ja umyje auto swoje i M, czy tez on umyje swoje i moje, co zdaza sie zreszta zdecydowanie czesciej smile
    Jezeli kteores z nas umyje nasze auta - to oboje zaoszczedzamy.
    Natomiast juz inaczej ma sie kwestia z dzieckiem. Tu w przypadku mycia przez nie auta mojego, M czy np wujka/stryjka - zasada taka sama jak w przypadku podcinania włosów.
    Natomiast! jezeli Dziecko chce dodatkowo "zaoszczedzic" - to myje takze osobiscie wlasne auto. ale ostatnio nie chce "az tak" oszczedzac, w przeciwienstwie do nas smile) i jezdzi na myjnie.

    - skoro nie biorę pani do sprzatania - to mąz i syn powinni mi wypłacać extra premię za sprzatanie?smile
    Wlasnie o tym wyzej pisalam - jezeli myje okna osobiscie, i nie jest to moja pasja - to szkoda wielka, ze nikt mi za to nie placi smile))))

    - i ostatnia kwestia - kieszonkowe. Jest to juz kwestia wspomnieniowa smile
    Ale znalazlam jakis stary kalendarz, na ktorym znaczylismy tygodniowki - i w poczatkach podstawowki to bylo 5 zl / tydzien.
    Tak jak ktos wspomnial - moje pieniadze, moje dziecko - moge robic co chce. Wiec tak naprawde to to kieszonkowe bylo na.... totalne glupoty.
    Bo: cala szkola byla oplacana przez nas, zajecia dodatkowe, wiadomo, ze cale, cale jedenie, mycie, ciuchy, medyczne, sport, kultura, wyjazdy etc etc. Wiec na co mialo byc owe np 5zl/tydzien?
    no np na prezzencik dla rodzicow czy dziadkow, z uzbieranych i odlozonych. Na drozdzowke lub onne paskodztwo w szkole, albo koszmarny napoj jak cala klasa. Tak naprawde to o ile pamietam przed 6 klasa byla jedna akcja zbierania - chyba na wakacjach z babcia - na miska wypatrzonego pierwszego dnia na wystawie.
    Pierwsze zarobione pieniadze - na kolorowe kosmetyki. NIGDY nie placilismy, nie kupowalismy takowych, albo z kieszonkowego, stopniowo mocno zwiekszanego, albo z zarobionych przez sie, Pod koniec LO - na utrzymanie swojego auta.
    Co jeszcze? skleroza, moze czytajac innych cos mi sie przypomni...


    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 12:31
    Jak moja córka jako maluch dostawała 5 zł kieszonkowego, to musieliśmy zwiększyć, bo wszystko oszczędzała i niczego ją to nie uczyło smile Potem zwiększaliśmy kieszonkowe i zakres tego, co sama kupuje. Teraz ma 150 zł - z tego przez pół roku kupuje bilet MPK i wszystko to, co nie przekracza 10-20 zł. Cała resztę - kupują rodzice. Podstawowe kosmetyki tzw. kolorówkę sama jej kupiłam po konsultacjach z siostrą kosmetyczką. Wspólnie sprawdzałyśmy kolory, ceny i uczestniczyła w kupowaniu w drogerii internetowej. Teraz się tym pasjonuje i sama kupuje wszystkie dodatkowe mazidła. Muszę tylko pilnować i tłumaczyć, że nie wszędzie wypada się malować tak samo i co to znaczy "za mocno". Z tym są problemy co jakiś czas. Ale np. na bal sama zrobiła makijaż i efekt był świetny.

    Pewnie za moment pojawi się temat - 14 lat i się maluje. Maluje się i to profesjonalnie smile Stale uczy ją siostra przez Skypa.
  • 07.04.17, 12:46
    O, wlasnie - karta mpk byla kupowana przez nas.
    Natomiast co do kolorowki.... to ja dopiero moge zostac potempiona smile))
    W okolicach wlasnie jej 6 klasy (7?) ja zostalam wciagnieta do Ori, tyle, ze ja to w zyciu nic nikomu nie sprzedalam smile)
    Ale... na urodziny zostala zaproszona nasza znajoma wlasnie konsultantka i za zgoda rodzicow zaproszonych kilku dziewczynek wykonala im bardzo delikatny makijaz, trudno powiedziec mi juz czy to byl bardziej transparentny, czy karnawalowo-balowy, ale tez bardzo duzo naopowiadala sie nt dbania o cere.
    Pierwsze kosmetyki nota bene tez Dziecku kupilam, ale im starsze - tym bardziej fascynowalo kolorowanie, lacznie z faktem - gdzies w gimnazjum.... - pokoloropwnia sobie wlosow na rozowe, pasemek, lakierem do paznokci, z przyjaciolka. Moja tesciowa o malo zawalu nie dostala jak je takie pol-rozowe zobaczyla.....
    Ale wracajac do tematuu, to dziecko jezdzilo ze mna na kilka szkolen organiowanych przez Ori, i po jakims czasie, majac handlarska smykalke, sama zaczela handlowac Ori. To chyba byl poczatek gimnazjum?
    Co zas do samego malowania - tak, maluje sie 100 razy profesjonalniej od mamusi, ba! potrafi sie nierozmazac , a to wieeeelkaaa sztuka smile)

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 13:08
    Moja córka byłaby świetna w obrocie kosmetykami smile Może to jest jakiś pomysł... wink
  • 07.04.17, 13:12
    Dopytaj w Ori lub w Av.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 13:26
    Po zastanowieniu - zbyt ryzykowne. Na bank 150 zł kieszonkowego poszłoby na własne potrzeby mojej latosośli smile
  • 07.04.17, 13:28
    No to wlasnie dlatego byla umowa, ze na kosmetyki idzie z zarobionych smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 13:27
    Jeszcze tak mi sie nasunęło - ponoć dzieciaki "dorabiaja " sobie wyprowadzaniem sąsiedzkim psów lub sprzataniem klatek jakims swinkom czy ptakom.
    Jeżeli córka jest rozgarnieta - to moze pomoc małym dzieciom w odrabianiu lekcji?
    Moje dziecko w liceum co prawda, ale jednak, pomagało odrabiać lekcje w bardzo zamożnym domu , takim "Ę Ą".
    Miała być pomoc z matematyki dla jednego, potem okazało sie, że jeszcze angielski, jeszcze polski, a najl;epiej jakby sie zajeło jeszcze drugim przedszkolnym dzieckiem. Dodam, ze mamusia dzieci była w domu i odpoczywała.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 13:54
    Ja jestem szoku, gdy nastolatki maja już taka wiedzę i umiejętność w malowaniu, ze prowadza o tym kanały na you tube. Tez takie fryzjerskie widziałam. Podziwiam za pomysl, odwagę i przedsiębiorczość. Pewnie w życiu będą robić cos innego, ale pochwalam wykorzystywanie umiejętności w drodze do samodzielności.
  • 07.04.17, 14:22
    way.on.the.hill napisał(a):

    > Ja jestem szoku, gdy nastolatki maja już taka wiedzę i umiejętność w malowaniu,
    > ze prowadza o tym kanały na you tube. Tez takie fryzjerskie widziałam. Podziwi
    > am za pomysl, odwagę i przedsiębiorczość. Pewnie w życiu będą robić cos innego,
    > ale pochwalam wykorzystywanie umiejętności w drodze do samodzielności.

    Na przykład ten:
    www.youtube.com/watch?v=eAFGoaE6-2w
    tongue_outtongue_outtongue_out

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 07.04.17, 14:26
    smile smile smile Poeślę Młodej i zobaczę, jaka będzie reakcja smile
  • 07.04.17, 14:31
    Reakcja córki - stare, widziałam. Jak lubi... Ale to taki wybryk natury...
  • 07.04.17, 16:02
    czekolada72 napisała:


    > Co zas do samego malowania - tak, maluje sie 100 razy profesjonalniej od mamusi
    > , ba! potrafi sie nierozmazac , a to wieeeelkaaa sztuka smile)



    To tak jak moja córka smile
  • 07.04.17, 13:28
    Łe tam! Swoje dziecko puściłam na obóz po 4. chyba klasie z włosami koloru jagodowego smile i tylko czekałam, czy może ktoś coś skomentuje, ale jakoś nic się nie wydarzyło. Wróciła już ze swoim kolorem, bo farbowałam szamponetką. A jak się z tego cieszyła! Nie zgodziłabym się na to jednak w trakcie roku szkolnego.

    Inne kosmetyki kolorowe - pod koniec podstawówki naciskała na mnie, ale powiedziałam, że kupię jej osobiście dobry tusz, ale na koniec szkoły. I zrobiłam to. Pamiętam, że jak byłam w 7-8 klasie, to niektóre koleżanki chodziły z oczami obrysowanymi grubą krechą wink Inne kosmetyki kolorowe kupiłam jej chyba w tym roku (II gimnazjum) i widzę, jak czasem delikatnie maluje się cieniami, ale patrząc na nią nie widzę nic, więc robi to umiejętnie. Kilka koleżanek z jej klasy chodzi z czarnymi brwiami lub z innymi formami silnego makijażu, nawet te wyglądające jeszcze bardzo dziecięco i mi to już jakoś zgrzyta. Sama maluję się minimalnie, więc tym bardziej mi się to nie podoba.

    Chciałaby też pofarbować włosy, ale znów kazałam jej poczekać do końca gimnazjum i będę tłuc do głowy, że większość farb szkodliwie działa na zdrowie. Do niedawna nie miałam pojęcia, że powodują nie tylko alergie, ale działają też silnie rakotwórczo. Na szczęście modne w ostatnich latach formy rozjaśniania typu ombre, sombre, flamboyage dają świetny efekt i jednocześnie nie wymagają kontaktu farby ze skórą głowy.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 07.04.17, 16:01
    joanna_poz napisała:

    > czy to samo stosujecie do swoich mężów?smile
    > (a oni w stosunku do Was)
    >
    > czyli jak mąż wymyje mi samochod na naszym podjeżdzie to powinnam mu odpalić ty
    > le co zaoszczedziliśmy na myjni?
    > albo skoro nie biorę pani do sprzatania - to mąz i syn powinni mi wypłacać extr
    > a premię za sprzatanie?smile

    Nie, bo z mężem mamy wspólne pieniądze. Jakby mi koleżanka farbowała włosy, to też bym jej zapłaciła lub w inny sposób się zrewanżowała.
    Dla mnie to tez kwestia podejścia do tego, co uważamy za obowiązki rodzinne (zakupy, sprzątanie itp.), a co jest jakby usługą dodatkową. No i kontekst. Jakbym miała stałą panią do sprzątania, a dziecko poprosiłoby o przydzielenie tej pracy, to pewnie dostawałoby stawkę, którą wcześniej płaciłam pani.
  • 07.04.17, 16:12
    O! wlasnie.
    Mielismy taka sytuacje u rodziny. Kuzynka zatrudniala regularnie osoby do zbierania truskawek. Placone od koszyka.
    Nota bene sama czesto zwalalam sie im na glowe, zeby pozbierac, a nabylam niezlej wprawy - oczywiscie bezplatnie - dla mnie najwieksza zaplata bylo przebywanie wsrod zapachu truskawek, rumiankow i slonca! smile)
    ale... jej dzieci pewnego razu zglosily sie, zeby nie wynajmowala, bo oni nazbieraja. Najmlodsze mialo chyba 5-6 lat. zamiast bawic sie - oni chca popracowac i pozarabiac. I tak sie stalo - dobrych kilka lat, poki kuzynka miala te truskawli w ilosciach hurtowych - dzieci "zatrudnialy sie".


    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.04.17, 22:54
    Niedawno pytałam o to na forum rówieśniczym mojego syna ( 16 latki) i okazało się, że dzieci mają przede wszystkim uczyć się. czasami któreś śmieci wynosi, ale nie mają obowiązków domowych jako takich ......Zdziwiło mnie to, a nawet poraziło smile. Kubę zaganiam do pomocy, bo uważam, że pomoc mamie nie jest tragedią czy końcem świata. Jego 8 letnia siostra też jest angażowana, ale oczywiście w innym stopniu.
    Już myślałam, że może jestem zła i niedobra....dziecku krzywdę robię, ale doszłam do wniosku, że jednak nie.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.