Dodaj do ulubionych

Znowu oszczedzanie.

02.07.17, 21:23
Mam pytanie czy za 1800 złotych można normalnie żyć w 4 osoby?Dwoje dorosłych i dwóch licealistów.Jest to kwota na wszystko po opłatach podstawowych.Nie jest to sytuacja typu mam tyle na tydzień.Powiedziałabym,że losowy wypadek.
Edytor zaawansowany
  • 03.07.17, 09:29
    Alin9, nie miałam nigdy takiej sytuacji i nie odpowiem że można. Ale w związku z tym, że mój mąż niedługo nie będzie miał pracy (jeszcze liczę na to że szybko znajdzie) to zaczęłam się zastanawiać za ile najmniej byśmy byli w stanie żyć. Ja mam kredyt i różne spore opłaty, dwa samochody i dość daleki dojazd. A czy twoje nastolatki pracują choć dwa tygodnie w wakacje? Założyłam na ten temat wątek na emamie.
    W lipcu jestem w domu i staram się niedrogo gotować ale to mi zawsze wychodziło.
    Na co by miało starczyć te 1800 zł?
  • 03.07.17, 10:10
    ja zrozumialam, ze ta kwota to na jedzenie, ubrania, kosmetyki itp. I tak co miesiac przez jakies czas (tak zrozumialam). Nie jest to duza kwota, ale podejrzewam, ze jak czlowiek musi, to wszystko sie da... Chyba, ze chodzi tylko o lipiec?

    Jesli chodzi o jedzenie, to metod jest sporo (przetwarzanie sezonowych warzyw, owocow, sledzenie promocji); niektorzy praktykuja akcje denko i scianka (tak sie to nazywa?) choc ja akurat nie lubie pozbyc sie wszystkich zapasow.
  • 03.07.17, 13:58
    Niestety nie chodzi tylko o wakacje.
  • 03.07.17, 13:57
    Ma to starczyć na wszystko,wyłączając opłaty stałe.Co do pracy.Mam pytanie.Jak pomóc znaleźć.Wszędzie w tym roku słyszą nie bo brak 18 lat.
  • 03.07.17, 14:24
    Moja córka ma 16 lat, prawie 16,5.
    Faktycznie było bardzo trudno jej znaleźć pracę. Na pewno przyjmuje McDonald's ale nie każdy. Złożyła nawet cv w maju ale przez jakąś aplikację i długo czekała. Nic z tego, okazuje się, że jej koleżanka złożyła jakoś inaczej i dostała tą pracę. Szukała czegoś innego ale były to jakieś takie prace, że bałam się, że ktoś ją oszuka. Na przykład sprzedaż ale nie wiadomo czego, część dochodu miała iść na chorą osobę. Dla mnie jakaś ściema. W końcu syn zadzwonił do miejsca, gdzie sam pracował przez ostatnie 3 lata po jednym wakacyjnym miesiącu i okazało się, że tam szukają kogoś na salę, kelnerki, do pomocy w hotelu/sanatorium w Sopocie, zresztą tam szukają co roku, nadal nie mają ludzi na sierpień. No więc faktycznie jest ciężko ale po prostu szukałabym w internecie na ogłoszeniach lokalnych. Normalnie można pracować od 16 lat. Może nam tu jest łatwiej, bo mieszkamy bardzo blisko Trójmiasta i w sezonie potrzebują pracowników. Bo w jakimś sklepie, nawet lokalnym czy innym to dopiero od 18 lat, wiem.
  • 03.07.17, 14:29
    Dzięki.
  • 06.07.17, 21:34
    Moze niech synowie sie przejda po okolicznych restauracjach,hipermarketach z legitymacja szkolna i popytaja o prace,ww Warszawie np tesco zatrudnia i po 4 h dziennie,musialabys sie popytac
  • 03.07.17, 13:16
    Ale to taki epizod czy dłużej taki stan ma potrwać? Jeśli dłużej, to łatwo nie będzie, ale wszystko da się zrobić...
  • 03.07.17, 13:59
    Ten stan trwa już na tyle długo by zjeść prawie całe oszczędności.Końca tego stanu nie znamy.Zapowiadają się mniejsze dochody.
  • 03.07.17, 14:43
    Zapytam z boku: MOPS? Staraliście się o jakieś dodatki, dotacje celowe? Obiady w szkole?

    W Waszej sytuacji trzeba szukać możliwości zwiększenia dochodu. Dodatkowa praca dzieci (to duże dzieci) , wasza...

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • 03.07.17, 17:27
    Zarabiamy za dużo by mieć pomoc z mopsu.
  • 03.07.17, 15:45
    Oprócz Mcdonaldów i wszelakich im podobnych - popytałabym w multikonach i ... na stacjach benzynowych. Kioski ruchu czesto szukaja na czesc etatu, a po skonczonych 16 latach taka czesc etatu jest realna.
    Trudno radzic skoro tak naprawde nic sie o was nie wie.
    Chłopcy - jezeli maja gram pojecia - jako pomocnicy u mechanikow samochodowych i wszelkich innych speców samochodowych; na budowach; kurs na ratownika -> praca. Wyprowadzanie psów, opieka nad dziecmi/starszymi/ robienie zakupow; koszenie trawnikow ; ja bym dopytala w marketach, ktore robia zakupy na telefon - w moim tesco dzien w dzien cale chmary mlodziezy realizuja takie netowe zamowienia. Pomocnik w kwiaciarni. pomocnik w kuchni.
    Pracy jest od groma, tylko trzeba sie odrobine wysilic.
    O, wszelkiego typu tele-gadacze.
    Pomocnicy na budowie, w tym wykonczeniowka.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 03.07.17, 17:30
    Moje siostrzenice robiły książeczkę sanepidu. Zaczynały prace wakacyjna mając skończone 16 lat
  • 03.07.17, 17:31
    Podoba mi się opcja hipermarketów.Popytam.O tym nie pomyślałam.
  • 03.07.17, 18:28
    Korepetycje?

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 03.07.17, 19:00
    > Popytam

    Poczekaj sekundę. Dlaczego TY masz pytać? Masz duże dzieci. czy one czują, że jest Wam trudno?

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • 03.07.17, 19:37
    To ważne. W jakim dokładnie wieku są chłopcy i czy mają świadomość tego jak wam się żyje?
    Czy szukali sami pracy, pytali znajomych itp.
    Ja wiem, że wcale nie jest łatwo coś znaleźć gdy nie ma się 18 lat, wtedy znacznie łatwiej ale da się. Sporo koleżanek i kolegów moich dzieci pracuje, część faktycznie musi, bo są problemy finansowe w rodzinie, a część po prostu chce mieć swoich parę złotych. Jest sporo ogłoszeń, ale trzeba uważać na różnych oszustów.
  • 04.07.17, 08:21
    Pierwsza praca to spora bariera dla dzieciaków. W tym roku znalazłam na fb ciekawe ogłoszenie o pracy dla uczniów i studentów (firma zatrudnia głownie na weekendy do pracy przy imprezach masowych, malowanie twarzy, montaż urządzeń do zabawy). Musiałam niemal poprowadzić syna za rękę, od namówienia go, żeby spróbować (przyznał, ze "się wstydzi"), przez tworzenie CV (okazało się, że było co wpisać, bo trochę doświadczenia ma z wolontariatów, właśnie też przy imprezach masowych, trochę w montażu z pracy u taty), a potem podwieźć na miejsce i "zaparkować w krzakach", gdy poszedł na rozmowę.

    Ale pracę dostał, a w następne miejsce zadzwonił już sam i wystarczył mu nasz instruktaż, co powiedzieć na początku. Najtrudniejszy pierwszy krok, ale najważniejsze, żeby się upewnić, czy dziecko faktycznie ma wystarczającą motywację. Myślę, że nie ma nic złego w tym, że nieletniemu rodzice pomogą trochę na początku. Oni jeszcze ciągle są trochę dziećmi.

    kanna napisała:

    > > Popytam
    >
    > Poczekaj sekundę. Dlaczego TY masz pytać? Masz duże dzieci. czy one czują, że j
    > est Wam trudno?
    >




    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.07.17, 08:27
    I jeszcze parę słów o tym, gdzie szukać takiej pracy. U nas na miejscu znalazłam pracę od 16 lat także w dużej firmie odzieżowej do metkowania ubrań oraz w gospodarstwie ekologicznym do pielenia grządek. Nie są to prace dobrze płatne, 10-13 zł za godzinę, na tych imprezach masowych 110 zł/dzień, ale to czasem jest cała doba, bo impreza jest daleko. Córka koleżanki cieszyła się, gdy w rozmowie przez telefon jej zaoferowali 20 zł/h przy rozdawaniu ulotek, ale okazało się, że to jest naganianie do klubu nocnego.

    Jak chłopcy są zdolni, to mogą spróbować się ogłosić z korepetycjami do poprawki np. na e-korepetycje.net.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.07.17, 11:42
    Zgadzam się w 100%. Sama pamiętam, że jak byłam pod koniec liceum/na początku studiów, to miałam podobne opory. Mnie rodzice tak nie poprowadzili i było mi ciężko. Ja mam jeszcze małą córeczkę, ale na pewno w przyszłości będę ją podobnie wspierać.
  • 04.07.17, 12:30
    Moje dziecko w 2 kl lo miało na zajeciach z info pisanie listów motywacyjnych, podan, cv i zapoznanie sie z bazami danych i inszymi instrumentami sluzacymi do szukania pracy. Dziecko wysłało w stosowne miejsca - i niedługo dostało kilkanascie ofert pracy, zupełnie powaznych. Nigdy za raczke nie prowadziłam, raz tylko wyraziłam zgodę na wykorzystanie oriflemowych znajomości i przekazałam wszystko co miałam, bo ja sama do tego typu handlu mam zupełnie dwie lewe rece.
    Na koniec gimnazjum dziecko samo tez załatwiało sobie wolontariat. Gdyby chciało potem pojsc w tym kierunku - miałoby tez fantastyczna pracę. Ale nie chciało, inne plany miało.


    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 04.07.17, 13:01
    Mój syn sam sobie znalazł pierwszą pracę w wieku 17 lat ale dzieci są różne i pewnie że można pomóc, nakierować itp.
    Córka ostatnio była przerażona jak miała pójść pierwszy raz w wieku 16 lat, spać nie mogła. Ale wróciła bardzo zadowolona.
  • 04.07.17, 13:39
    Też nie byłam taka hej do przodu. Jak miałam 17 lat rodzice zapytali, czy chcę zrobić kurs prawa jazdy. Gdy się zgodziłam, wręczyli mi kasę i kazali sobie samodzielnie załatwić kurs. Mieszkałam wtedy w internacie 30 km od nich i tam był ośrodek szkolenia kierowców.

    Nie miałam dość śmiałości i tak długo te pieniądze nosiłam, aż mi zginęły (po latach się dowiedziałam, że były kradzieże w internacie, policja, znalezisko u konkretnej osoby). A teraz żyję, pracuję.

    Naście lat, to własnie wtedy się ważą takie sprawy. Jedni są bardziej śmiali, inni mniej. Jedni po prostu umieją, innym trzeba trochę pomóc.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 04.07.17, 13:54
    Dokładnie - ja teraz zarządzam dużą grupą ludzi, ale jak miałam kilkanaście lat, to nie byłam tak pewna siebie. Wynikało to pewnie z kompleksów, niepewności siebie, niewiary w swoje umiejętności. Także ja jestem zdania, że należy dzieciom pomóc, nakierować je, z czasem same się nauczą
  • 05.07.17, 09:15
    Dobre podejście Dorota i dobre rady - wsparcie zamiast jeszcze dokopywanie dziecku mniej przebojowemu. Nas to nic nie kosztuje (no chyba że uszczerbek na dumie wymagających rodziców) a dziecku może drzwi do samodzielności otworzyć. Ja miałam tak w domu, że szybko zaczęłam chodzić wszędzie sama, ale to dlatego, że wiedziałam że nie mam co liczyć na matkę z różnych względów. Zazdrościłam koleżance której matka towarzyszyła w jej trudniejszych momentach jak przyjaciółka czy siostra.
  • 05.07.17, 09:30
    Piszesz o tym "instruktażu co i jak powiedzieć". I to jest chyba kluczowe. Znam takiego chłopaka, który ma już dwadzieścia kilka lat a nadal w tej samodzielności błądzi jak we mgle, doszło nawet do tego że jeden pracodawcą go oszukał i nie wypłacił pieniędzy za kilka miesięcy pracy wykonywanej jak maszyna nie człowiek. Nie potrafi walczyć, daje się wykorzystywać. Ale i pamiętam jak się stresował (miał 18l) aby wejść do pierwszej knajpy i zapytać sie czy jest praca. Spanikowal, i wrócił na wakacje do domu na wieś. A gdyby mu ten pierwszy raz ktoś pomógł, poinstruował . I teraz taki instruktaż by mu pomogl, ale bliscy uważaja że musi radzić sobie już sam. Bo przecież jak dadzą wsparcie to się pijawki nie pozbędą. No to się chłopka tłucze z każdej strony i walczy o przeżycie.
  • 05.07.17, 10:08
    Tak jak pisałam, syn brał udział w wolontariatach i teraz się okazuje, że to było bardzo pomocne. Wprawdzie z wolontariatem było prościej, bo po prostu wysyłał swoje zgłoszenie, a teraz było potrzebne CV. O ile mi wiadomo, on tego jeszcze w szkole nie robił, może w tego powodu, że jest w technikum i własnie skończył 2 klasę, więc może mieć w programie w 3, nie w 2 klasie na przykład. Z wolontariatów natomiast wyniósł pewne umiejętności, obycie z rozmową kwalifikacyjną no i miał pozycję do wpisania w doświadczenie, ale pewnie nie wpadłby na to, gdyby nie rodzice.

    Moim zdaniem u nastolatka trzeba docenić fakt, że w ogóle chce pracować i faktycznie tę pracę podejmuje. My się cieszymy, że jest do tego chętny i wspieramy go tam, gdzie pomocy potrzebuje, ale to zaczęło się już wcześniej, gdy potrzebował kasy na ekstra rzeczy i dawaliśmy mu zarobić na sobie np. skręcił mi wszystkie szafki z IKEA, skopał ogródek, umył samochód. Nigdy nie płaciłam za obowiązki, ale takie zadania, które są mniej typowe były u nas przeznaczone na zarobkowanie. Później zaczął pomagać tacie w jego działalności i teraz pokonał barierę pracy poza rodziną, ale uważam, że nie poszło mu źle.

    Pamiętam natomiast, jak sama próbowałam zarabiać jako nastolatka, co powiedzmy sobie szczerze, nie było tak jak teraz przyjęte. Poszłam z koleżanką do lasu na jagody i potem je sprzedałam w punkcie skupu. Byłam bardzo dumna z tych moich pierwszych osobiście zarobionych pieniędzy,a le jak je pokazałam tacie, to stwierdził, że to było bez sensu, bo tyle zarabia w 5 minut ... uncertain Dobrze, że mama miała do tego inne podejście i uratowała moją motywację.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • 07.07.17, 09:51
    "Pamiętam natomiast, jak sama próbowałam zarabiać jako nastolatka, co powiedzmy sobie szczerze, nie było tak jak teraz przyjęte. Poszłam z koleżanką do lasu na jagody i potem je sprzedałam w punkcie skupu. Byłam bardzo dumna z tych moich pierwszych osobiście zarobionych pieniędzy,a le jak je pokazałam tacie, to stwierdził, że to było bez sensu, bo tyle zarabia w 5 minut ... uncertain Dobrze, że mama miała do tego inne podejście i uratowała moją motywację."

    Takie coś może naprawdę podciąć skrzydła. Mój tata tak samo krytykował moją pracę w liceum (market, promocje) - wtedy wtrwałam i pracowałam dużosmile i nie pozwolił mi pójść do pracy na pół etatu na studiach - uległam. Wierzył w to, że jak będę się uczyć i mieć dobre stopnie to to zapewni mi sukces - aha... jasne... wylądowałam zaraz po studiach ze wspaniałaymi ocenami bez praktyki zawodowej, na najniższej krajowej, w pracy jak każda inna. Ale takie chyba starsze pokolenie miało poglądy, gdy edukacja nie była tak dostępna i naprawdę sam papier z uniwerku dawał przepustkę do lepszego świata i pracy kierowniczej. Teraz już tak nie jest...
  • 05.07.17, 10:25
    W tym miejscu, w które syn sam zadzwonił, pracodawca odpowiedział, że jest zainteresowany, ale nie może rozmawiać i oddzwoni następnego dnia. Nie zrobił tego, więc jeszcze następnego zasugerowałam synowi, żeby sam zadzwonił. Zadzwonił jeszcze następnego i dowiedział się, że już nie ma miejsca. Pan przeprosił i obiecał dać znać, jakby się coś zwolniło. Stawka tam była prawie 2 razy wyższa, niż w innych miejscach, więc było mu szkoda. To nie są takie sprawy, w których dzieciak wie, jak postępować. Sama musiałam się nauczyć, że pomiędzy biernym czekaniem a natrętnością jest jeszcze całkiem spory obszar na kulturalne zachowania. Tej pracy zatem nie dostał, ale zadzwonił, ma nowe doświadczenie. Potem zadzwonił ponownie i też nic złego się nie stało. Doświadczył, że nie warto zbyt długo czekać, gdy mu na czymś zależy. Trochę ważnych spraw się nauczył.

    Ja szukałam pracy w zasadzie dopiero po studiach. Pracę wychowawcy na kolonii podczas studenckich wakacji załatwiła mi mama, bo miała dostęp do informacji, ale nie przyniosłam jej wstydu i ceniła to, że pracowałam. Na studiach udzielałam też korepetycji, ale pewnie długo bym się nie zdecydowała na taki krok, gdyby nie to, że 2 dziewczyny z maturalnej klasy przyszły do akademika i szukały kogoś z mojego kierunku, żeby je przygotował do matury. Pamiętam, jak się bałam tej odpowiedzialności, ale spróbowałam i było dobrze, a potem już sama szukałam takich możliwości, chętnie przyjmowałam oferty. Pierwsze kroki są trudne.

    moja_codziennosc napisała:

    > doszło nawet do tego że jeden pracodawcą go oszukał i n
    > ie wypłacił pieniędzy za kilka miesięcy pracy wykonywanej jak maszyna nie człow
    > iek. Nie potrafi walczyć, daje się wykorzystywać.
  • 05.07.17, 11:47
    Wsparcie dla dzieciaka jak najbardziej, ale myślałam o czym innym - czy dzieci mają świadomość, jaka jest sytuacja? Jakim dysponujecie budżetem? Czy rozumieją, dlaczego powinny pracować? Widzą korzyści ze swojej potencjalnej pracy?

    Rozmawiacie z nimi o swojej sytuacji ekonomicznej?


    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • 05.07.17, 18:25
    Tak chłopcy wiedzą i widzą codzienność.
  • 07.07.17, 14:05
    "Wiedzą" w senie: rozmawiacie o tym?
    "Chłopaki, teraz mamy gorszy okres, jaki macie pomysł na pomoc, na dołożenie się?"

    Jeśli mają pracować - muszą mieć motywację. Wtedy Twoje pomoc dla nich w szukaniu pracy będzie miała sens. jeśli tylko Ty będziesz szukać dla nich, bez ich udziału - to się nie uda.

    (zobacz ten wątek: forum.gazeta.pl/forum/w,567,164264599,164264599,Roszczeniowcy_czesc_III.html
    Tytuł wprowadza w błąd, tu nie chodzi o roszczeniowość, to jest opis sytuacji, kiedy osobie proponuje się coś, na co nie jest gotowa. Jeśli Twoje chłopaki nie będą miały przegadanej - porządnie - sytuacji, szukanie pracy się nie uda)

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • 05.07.17, 12:39
    Przydatne spostrzeżenia. Moja córka ma 14,5 roku, ale lada moment będzie w takim wieku, kiedy też będzie mogła sobie dorabiać w wakacje.
  • 07.07.17, 09:53
    współczuje chłopakowisad może właśnie instruktaż i wsparcie - że da radę, a nie jest sam pomogłoby mu stanąć na nogi...
  • 07.07.17, 14:05
    Może jakas fabryka w okolicy, powyżej 16 r. ż zatrudniają do pakowania np. ciastek, sortowania, jakaś prosta praca na linii. Stawka godzinowa zazwyczaj minimalna, ale praca też prosta. Często biorą wszystkich bo dla "starszych" kasa mała. No i często elastyczne godziny.
  • 07.07.17, 14:17
    Alin, a tobie lub mężowi nie uda się cokolwiek dorobić? Inaczej się raczej nie da. Jestem pewna, że potrafisz oszczędnie gotować, zużywać wodę i prąd rozsądnie itd. Na pewno to wszystko już robisz.
  • 08.07.17, 17:08
    Ja rozumiem, ze w tej sytuacji praca w wakacje byłaby bardzo pomocna, tylko problemem może byc to, ze chłopcy z tej pracy nie będą mieli pieniędzy - bo przecież to ma iść nie tyle na ich potrzeby, co na ich utrzymanie. Mówi się trudno, czasem tak bywa. Mnie zastanawia co innego - czy jednak rodzice nie mogliby jakoś dorobić? Bo to nasuwa mi się w pierwszej kolejności, skoro dzieci pracują w wakacje to i rodzice powinni szukać jakiejkolwiek pracy dodatkowej. Jeżeli oni nie znajdują nic, to czy znajdzie sie w okolicy praca dla uczniów?
  • 08.07.17, 18:58
    Nie wiemy jaka tam jest sytuacja. Chłopcy mogliby coś dorobić oczywiście na swoje potrzeby, a rodzice na utrzymanie rodziny. Trudno powiedzieć jak to jest z pracą i z dorabianiem tam gdzie autorka mieszka.
  • 09.07.17, 18:23
    Mnie nasunelo się co innego: trudno jest zmobilizować do pracy dzieci jeśli rodzice nie pracują. Zawsze to będzie powodować konflikt
  • 09.07.17, 18:29
    A nie pracują?
  • 09.07.17, 19:39
    Spokojnie rodzice tych dzieci pracują.Mają dylemat jaki przedstawiła verdana.
  • 09.07.17, 20:06
    Alin, rozumiem. Ale czasem właśnie tak bywa. Przecież oni te pieniądze mogą przeznaczyć na siebie, mogą kupić sobie na przykład buty na jesień i już wam będzie lżej. Życzę powodzenia smile, oby się wszystko ułożyło.
  • 11.07.17, 20:22
    Albo podreczniki,buty,pewnie rosna to i wydatki sa.
  • 11.07.17, 20:23
    Przeciez nawet wyjscie na basen,do kina,lody kosztuje,rodzicom byloby lzej.
  • 10.07.17, 19:19
    Rozumiem
  • 12.07.17, 14:46
    verdana napisała:

    > Ja rozumiem, ze w tej sytuacji praca w wakacje byłaby bardzo pomocna, tylko pro
    > blemem może byc to, ze chłopcy z tej pracy nie będą mieli pieniędzy - bo przeci
    > eż to ma iść nie tyle na ich potrzeby, co na ich utrzymanie.

    Ale chłopcy powinni mieć świadomość, ile ich utrzymanie kosztuje i że rodziców po prostu nie stać. Zależy też co rozumieć pod pojęciem "utrzymanie" - jeśli nowe buty czy spodnie - jak najbardziej mogliby sami zarobić.
    Sama też byłam w takiej sytuacji, tuż przed ogólniakiem. Ojciec niby pracował, ale od kilku miesięcy nie dostawał pensji. Wiedziałam, że na sfinansowanie "zachcianek" nie mam co liczyć. Miałam 14 lat, więc było jeszcze trudniej. Popytałam (ja, nie rodzice) na osiedlu, załapałam się do pracy w spożywczaku, za niebagatelną stawkę - 3,50 zł/godzinę. Harując przez miesiąc zarobiłam ok. 500 zł. Starczyło na zeszyty, podręczniki i jedną parę dźinsów. Oj, doceniłam ja wtedy wartość własnoręcznie zarobionych pieniędzy.


    --
    M. 20.01.2012, H. 15.04.2015
  • 13.07.17, 10:38
    To,że Ty nie masz takich obaw nie znaczy ,że inni ich nie mająsmileO ile zrozumiałabym sfinansowanie rzeczy szkolnych to ubrań już nie.To rodzice mają obowiązek zapewnić buty i spodnie a nie nieletni.Ty Doceniłaś.Ja znam takich co znienawidzili pracę bo mieli od 13/14 latka.Aktualnie siedzą za granicą.
  • 13.07.17, 10:53
    Alin nie przejmuj się. My ty nie piszemy o pojedynczych przygodach uczniów z pracą jak u moniki, ale sytuacji trudniejszej na dłużej. Co innego pomoc troskliwym rodzicom w przypadku kryzysu a co innego być praktycznie skazanym na siebie od podstawówki. Rob jak czujesz, ale tez próbuj zobaczyć swiat oczami swych synow.
  • 13.07.17, 11:17
    To nie jest tak,ze rady Moniki na nie.Po prostu mam trochę inne wyobrażenie o tym co muszą dzieci a co dorośli.Podziwiam za pracę w tak młodym wieku i w takim celu.
  • 13.07.17, 11:49
    Twoje dzieci są już w takim wieku, ze warto sprawdzić czy on tez są na nie.
  • 13.07.17, 12:19
    Ważne jest nastawienie i relacje. Jeśli praca nie jest ceniona jako wartość to dzieci trudno zachecić do dorabiania. Nasze dzieciństwo to był czas kiedy tez mozna było obserwować różne zachowania rówieśników. Były wyjazdy na obozy pracy za granicę, można było zbierać porzeczki sprzatanie itp fuchy. Często ci którzy obecnie wybrali wyjazd za granicę żyją tam z socjalu, czesto wyszli z takich rodzin ze sami powielaja schemat. Otoczenie z dzieciństwa nie jest anonimowe. W dużych miastach jest o to trudniej
  • 13.07.17, 15:10
    To mogą sobie dołożyć na przykład połowę do jakiegoś ubrania. Od razu rodzicom będzie lżej.
  • 13.07.17, 10:39
    W połowie zgadzam się z Twoim postem.
  • 12.07.17, 06:37
    Jakies piekarnie - sieciowki, np Avitex.
    Poszukuja studentow/uczniów.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 12.07.17, 12:09
    Ile pieniędzy tak powinno starczyć na życie bez luksusówsmileMoże złe gospodarowanie?
  • 12.07.17, 13:05

    Ile mozna wydac zależy od potrzeb, trudno mówić o jakimś wzorcu.
  • 13.07.17, 10:12
    Ja tak średnio chciałam.Na normalne życie bez zachcianek.Bo życie jeszcze dwa lata temu było łatwiejsze.
  • 13.07.17, 15:08
    alin9 napisała:

    > Ile pieniędzy tak powinno starczyć na życie bez luksusówsmileMoże złe gospodarowan
    > ie?

    Ale dlaczego myślisz że źle gospodarujesz? Nie wydaje mi się aby tak było.
  • 13.07.17, 15:41
    Dla mnie minimum na 3 osoby, nie mając auta, i nie licząc opłat to 3500. 1800 na 4 na dłużej to dla mnie krytyczna sytuacja i jak dorośli mogą ja jeszcze przetrawić, nie leczyć zębów, stronic od znajomości, aby drugiej herbaty nie musieć zaparzać tak wzbranianie pracy nastolatkowi i zmuszanie go do podobnego życia jest przyzwyczajeniem go do wegetacji od małego. I dodatkowo do zaakceptowania tej wegetacji zamiast walki z nią.

  • 20.07.17, 13:15
    3500 bez auta i bez opłat?
    My mamy tyle całościowego zarobku, na utrzymanie 3 osób, paliwo, jedzenie, opłaty i wszystko inne.
  • 13.07.17, 12:25
    Powiem jak bylo z naszym dzieckiem. wiedzialo od samiuskiego poczatku, ze manna sama do kieszeni z nieba wpadac nie chce sama. no dziwna taka...
    I bylo jasno ustalone, ze na wyglupy, wszelakie , kasy nie dostanie. Pojeło, zaczeło samo zarabiac.
    Ale... ale caly czas nasza sytuacja finansowa byla jasna - jak byly problemy - dziecko wiedzialo. I bardzo czesto zdarzalo sie, ze... pozyczalismy od dziecka, skrupulatnie zapisujac i oddajac!
    Wydaje mi sie, ze podstawa jest jasna i klarowna informacja. Nawet jezeli Wasi chlopcy MUSIELIBY zarobic w tej chwili na swoje ksiazki, ciuchy czy kosmetyki - coz - ja wiem, ze to obowiazek rodzicow, ale bywa roznie, to ja bym poprostu zadeklarowala zwrot tej kasy za jakis czas, w formie dla wszystkich wygodnej.
    Co innego, jezeli chlopcy zarabialiby na swoje imprezy, ciuchy-bajery, atrakcje takze wydumane etyc etc
    Zycie nie jest bialo-czarne, sa rozmaite wyjscia z trudnych sytuacji, tylko trzeba rozmawiac smile

    A udalo sie cos znalezc/ Rozgladaliscie sie?

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 13.07.17, 15:56
    alin9 napisała:

    > Mam pytanie czy za 1800 złotych można normalnie żyć w 4 osoby?Dwoje dorosłych i
    > dwóch licealistów.Jest to kwota na wszystko po opłatach podstawowych.Nie jest
    > to sytuacja typu mam tyle na tydzień.Powiedziałabym,że losowy wypadek.

    A to o Twoja rodzine chodzi w ogóle?


    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 15.07.17, 15:52
    Problem polega na tym, ze jeśli licealiści musza pracować na rzeczy, które powinni zapewnić im rodzice - ubranie, jedzenie, podręczniki - i znajdują pracę, to dlaczego rodzice nie biorą pracy dodatkowej? Rozumiem to, gdy rodzice są chorzy. Zdrowi powinni zapewnić to wszystko dzieciom, w wersji podstawowej, jeśli praca w okolicy jest. Wtedy jak najbardziej nastolatek moze pracować na swoje potrzeby dodatkowe - basen, ciastko, wyjście do kina. Rodzice mogą jak najbardziej tego nie finansować, w tej sytuacji - nawet nie powinni. Licealista, który musi zarabiać, aby mieć w co się ubrać i mieć książki do szkoły może już nie mieć czasu i siły, aby tę szkołę skończyć.
    Czyli dorabianie - tak, oczywiście.Konieczność pracy na swoje elementarne potrzeby, jeśli w okolicy jest praca dodatkowa- nie.
  • 16.07.17, 11:59
    Rozgryzłaś mnie.Pomogłyście forumki kolejny raz.Dziękuję.
  • 19.07.17, 15:59
    Dziewczyny pomóżcie.Czy dla tej rodziny 500 złotych w tydzień to dużo czy mało?Nie chcę sugerować odpowiedzi.
  • 19.07.17, 16:49
    Ale na co to ma starczyć? Ile osób?
  • 19.07.17, 17:03
    Chodzi o rodzinę z tego wątku.To tylko cytuję"na rzeczy potrzebne".
  • 19.07.17, 20:57
    Jeśli to jest jedzenie, bilety autobusowe, czasem może kino czy książka, od czasu do czasu coś do ubrania, czasem trzeba kupić jakiś lek, może iść do dentysty czy innego lekarza prywatnie, nie trzeba koniecznie prywatnie, ale czasem nie ma wyjścia - to może, ale nie musi być za mało.
  • 20.07.17, 18:19
    Dzięki.Przy takiej sytuacji rozważałam tylko jedzenie.Masz rację są różne wydatki.Czyli nie wydała tych pieniędzy bezmyślnie.Zawsze była poukładaną osobą.
  • 13.08.17, 11:01
    ja na rodzinę 2+1 4latek wydaję miesięcznie z opłatami ok. 2600 i w tym nie ma liczonej tylko naszej benzyny i komórek (każdy płaci za siebie), kosztów utrzymania psa (płacę ja) i alkoholu (płaci mąż). Tak się utarło. Ale w tych 2600 jest już prąd, gaz, kanalizacja, przedszkole, lekarze (wszystko prywatnie) więc wydaje mi się, że 500zł/tydz to chyba optymalnie
  • 13.08.17, 11:19
    Mimo wszystko, rodzina z dzieckiem 4 letnim oraz rodzina z dwoma nastolatkami to nie to samo. Dawno temu miałam jedno dziecko 4 letnie, wtedy właśnie urodziłam drugie. Teraz to pierwsze już studiuje a drugie jest nastolatkiem.
    Gdy były małe, nie płaciłam za prywatne przedszkole, chodziły do niedrogiego, państwowego, tuż pod blokiem. Wydatki kompletnie inne, nawet nie mam co porównywać. Choćby jedzenie, wycieczki szkolne, podręczniki, ubrania kosztują jak dla dorosłych, każdy wyjazd to 100%,bez zniżek.
    Tak tylko piszę smile

    Nie wiem w sumie czy zakładać osobny wątek, ale naprawdę uważacie, że da się normalnie, dlugoterminowo żyć w takiej rodzinie czteroosobowej za 4 tysiące?
    Może czeka mnie to niedługo, oby nie. W ogóle sobie tego nie wyobrażam jak na razie. Mogę zrezygnować z wyjazdów, trudno, z nowych ubrań przez rok, ale są opłaty, pewne rzeczy, z których nie da się zrezygnować.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.