Dodaj do ulubionych

Wasze podejście : dorabianie czy zaciskanie pasa?

04.11.17, 07:53
Nie śpię w ten sobotni poranek, starość nie radość smile
Pytanie do osób, które mają niezbyt wysoką podstawową pensję czy tam nie za wysoki dochód z działalności w normalnym wymiarze pracy. Dorabiacie, jeśli oczywiście jest taka możliwość? Czy raczej zakładacie, że nie chcecie, nie macie siły szukać zleceń, drugiej pracy, nie macie potrzeby i w tej sytuacji lepiej na czymś przyciąć ale nie pracować ponad etat, ponad siły?

Takie tam przemyślenia, bo po spokojnych latach trochę nam się pozmieniało. Ja dorabiałam do pensji od wielu lat, brałam zawsze dodatkowe godziny, bo moja podstawowa pensja jest jaka jest. Zwykle brałam dużo za dużo. Spokojnie by nam wystarczała ta goła pensja, ale zawsze można było gdzieś wyjechać czy kupić coś fajnego czy tam odłożyć. Fakt, że dzięki temu mamy oszczędności i gdy mąż stracił pracę, na pewno trochę ten strach był mniejszy. Niedługo zacznie nową ale pensja niska. No ale super że jest praca. A ja chyba z wiekiem tracę siły na dorabianie. Jakie wy macie nastawienie?
Edytor zaawansowany
  • 04.11.17, 09:04
    Jak tylko mam mozliwosc dodatkowego, pewnego(!) alecenia, dorobienia - biore. Typu umowa odzielo w konkretnym terminie.
    Kiedys lata temu niestety niezle poplynelam na dodatkowej pracy. Na szczescie byl to ten czas, gdy dziecko bylo na tyle duze, umiejace sie soba zajac i tak mialo skonstruowany plan zajec, ze nie "ucierpialo" zbytnio na mojej praktycznie zupelnej nieobecnosci w chalupie. Nie mam mozliwosci dobrania platnych nadgodzin - moge sobie tylko je odebrac w innym terinie. No tez plus, bo moge sobie skumulowac do 3 dni. Masz racje - z wiekiem czlowiek traci sily.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 04.11.17, 09:39
    Jak jest okazja dorobić, to dorabiam, a jak nie ma gdzie dorobić, to tnę wydatki.

    --
    Gdy jedna osoba cierpi na urojenia, nazywamy to szaleństwem.
    Gdy wielu ludzi cierpi na urojenia, nazywamy to religią.
  • 04.11.17, 09:51
    A w jaki sposób dorabiacie? Ja nie mam pomysłu, a nie mogę też dorabiać "oficjalnie, tzn na widoku" smile. Bo mam taką głupią pracę, że niby "nie wypada". Kurcze no....
  • 04.11.17, 10:16
    Ja skończyłam filologię angielską. Od ponad dwudziestu lat pracuję w liceum, jestem nauczycielem dyplomowanym. Ta praca dodatkowa to jest także nauczanie, na przykład pół etatu w innej szkole, korepetycje, kursy językowe po południu, lektorat na uczelni w weekend. Nie wszystko naraz wink
  • 04.11.17, 14:00
    Ja też po filologii i dyplomowana. Dorabiałam korkami, a dawno temu w szkole językowej. Niestety, im jestem starsza, tym mniej mi się chce dorabiać, bo w szkole pracuję całą sobą i nad sprawdzianami, projektami, promocją placówki spędzam sporo czasu. Poza tym, chcę też mieć czas dla dzieci i na dom (choćby ugotowanie porządnego obiadu). Zatem w chwili obecnej raczej zaciskam pasa. Frustruje mnie strasznie fakt, że z podstawowej pensji nie można godnie żyć i trzeba dorabiać, nawet gdy ma się dużo doświadczenia, najwyższy możliwy stopień awansu i jest się cenionym i chwalonym przez rodziców i dzieci belfrem.
  • 04.11.17, 14:36
    brzoza1644 napisała:

    > Frustruje m
    > nie strasznie fakt, że z podstawowej pensji nie można godnie żyć i trzeba dorab
    > iać, nawet gdy ma się dużo doświadczenia, najwyższy możliwy stopień awansu i je
    > st się cenionym i chwalonym przez rodziców i dzieci belfrem.

    Zgadzam się z tobą w 100%.
    Mam dokładnie tak samo. Robiłam mnóstwo projektów, Erasmusy itp, mnóstwo godzin poświęcałam pracy, jestem dobrym nauczycielem, lubianym i sprawiedliwym, a pensja wiadomo jaka. Pracowałam całe lata w liceum niepublicznym, gdzie rodzice nie mieli pojęcia, jak niskie są pensje. Teraz pracuję w liceum państwowym i jestem bardzo zadowolona. Pensja ciut wyższa i wymagania normalne, nie szalone. Bardzo bym chciała przeżyć normalnie z pensji nauczyciela. Z drugiej strony w wielu innych zawodach jest dokładnie tak samo, może i bywa gorzej.
  • 04.11.17, 10:18
    brysia0 napisała:

    > Bo mam taką głupią pracę, że niby "nie wypada". Ku
    > rcze no....

    Zaciekawiłaś mnie smile
    Co to za rodzaj pracy, że nie wypada pracować dodatkowo?
  • 04.11.17, 10:34
    No tak, trochę głupio to zabrzmiało smile. Chodziło mi o to, że nie mogę dorobić np. rozkładając towar w sklepie. To tylko taki przykład, tylko to mi teraz na szybko wpadło do głowy. smile. Jako nauczyciel języka masz fajne możliwości. Ja za starych licealnych i studenckich czasów też udzielałam lekcji angielskiego, ale wiadomo teraz, że osoby z formalnym językowym wykształceniem mają "pierszeństwo". Poza tym, te hmm 25 lat temu angielski nie był tak powszechnie znany i każdy kto go znał i chciał uczyć, był rozrywany. Aż się rozmarzyłam na te wspomnienia smile
  • 04.11.17, 12:29
    Oj tak, uczyłam prywatnie 25 lat temu smile
  • 04.11.17, 10:42
    > brysia0 napisała:
    >
    > > Bo mam taką głupią pracę, że niby "nie wypada". Ku
    > > rcze no....
    >
    Znam kilka naczelniczek poczty, ktore dorabiaja jako sprzataczki na tychze pocztach....
    W sredniej wielkosci miasteczkach, czyli "wazne postacie", a opcja "nie wypada" jakos im nie bruzdzi....



    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 04.11.17, 10:47
    To jest bardziej skomplikowane i wcale nie chodzi mi o to , ze by mi "korona z głowy spadła " smile jeśli tak to odebrałaś.
  • 04.11.17, 11:29
    Nie, odebralam to, ze pracujesz na jakims exponowanym stanowisku i nie wypada ci. I to mnie dziwi, bo jezeli jest to tak exponowane, ze nie wypada - to musi byc jednak niezle platne. a dorabiaja raczej ludzie nie majacy duzego strumienia kasy.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 04.11.17, 11:50
    No to Cię żle zrozumiałam, przepraszam. Co do zasady masz rację. Jak mam pracę, to jest ona dobrze płatna. Niestety zdarzają się przestoje i wtedy mogłabym - czasowo- dorobić. A mam zarobek tylko wtedy, jak mam zlecenie.
  • 04.11.17, 10:39
    Moje dorabianie to jakieś ankiety w internecie ( nie ma z tego jakiś kokosów smile ale zawsze).
    Na dorabianie typu dodatkowe 1/4, 1/2 czy inna część etatu też już nie mam siły.
    Podziwiam moją Mamę , która mimo już swoich lat jeszcze nie dawno dorabiała np. na kasie w Kauflandzie w weekendy, myślała o pracy w piekarni też weekendowo czy w cukierni.
    Dodatkowej pracy jest dużo tylko sił brakuje sad.




    --
    allegro.pl/listing/user.php?us_id=2767795
  • 04.11.17, 10:43
    A możesz coś więcej napisać o tych ankietach?
  • 04.11.17, 10:50
    Oczywiście smile pracuje z nimi od ponad 5 lat .Żeby nie było że jakaś krypto reklama mogę Tobie napisać na priv.
    Są to np. bony zakupowe do Tesco, Zalando ,douglasa, albo wynagrodzenie pieniężne ale to wychodzi około 100 zł na rok ( szału nie masmile

    --
    allegro.pl/listing/user.php?us_id=2767795
  • 04.11.17, 11:02
    O, super by było, gdybyś zechciała smile. Mam zwykłą pocztę gazetową : brysia0@gazeta.pl
  • 04.11.17, 11:26
    To ja tez poprosze o info , na gazetowy, jezeli to nie klopot!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 05.11.17, 15:59
    wysłałam smile

    --
    allegro.pl/listing/user.php?us_id=2767795
  • 04.11.17, 23:44
    ja również poproszę iberia@interia.pl smile

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
  • 04.11.17, 11:57
    Dorabiam tylko wtedy, gdy uznam, że wynagrodzenie jest warte tego, bym poświęciła mój czas wolny.
  • 04.11.17, 12:37
    fil.lo napisała:

    > Dorabiam tylko wtedy, gdy uznam, że wynagrodzenie jest warte tego, bym poświęci
    > ła mój czas wolny.

    Ja w zasadzie też. Jeśli ktoś mi proponuje tyle, ile może zarobić student pierwszego roku albo mniej niż zarabiałam 15 lat temu, to nie biorę takiej pracy, nie ma opcji. A bywają takie oferty.
  • 04.11.17, 12:31
    Jak mamy możliwość to dorabiamy. Wspomiane wyżej ankiety wypełniamy w wolnych chwilach, pieniądze z tego niewielkie ale zawsze coś, ja raz w roku mam możliwość dorobienia na umowę zlecenie u swojego stałego pracodawcy i z tego korzystam. Mąż często bierze nadgodziny w soboty u swojego pracodawcy, ja soboty mam wolne i zajmuję się domem i dzieckiem, ogarniam zajęcia dodatkowe itd. Pilnuję też wydatków aby nie popłynąć i co miesiąc coś odłożyć, ale na przyjemności czy wspólne rodzinne wypady nie żałuję - w końcu raz się żyje.
  • 04.11.17, 19:02
    Gdyby mi brakowało na podstawowe potrzeby, to bym dorabiała. Ale jestem wygodna, nie mam 20 lat, a potrzeby mam minimalne jak na dzisiejsze czasy.
  • 04.11.17, 19:13
    Dorabiam jeśli coś się trafi w zawodzie i wówczas traktuje to jako też zdobycie doświadczenia. Na razie nie potrzebowałam dorabiać na zasadzie,ze brakuje albo chce coś kupić i potrzebuje kasy. Tez moje potrzeby są mega minimalne. Ale mam rodzinę i juz nie wszyscy z tym samym symptomem minimalisty są. ☺

    --
    "Konsumpcja to dziś wręcz patriotyczny obowiązek"wink
  • 04.11.17, 19:46
    Starość nie radość. Też tak ostatnio czuję i wcale nie z powodu siwych pasm na włosach. W przeciągu ostatnich 5 lat moje dochody spadły drastycznie, ale nadal są na poziomie, który zapewnia skromne życie moje i dzieci. Nie wiem, czy to podobna sytuacja do Twojej, chocolate-cakes. U mnie bez dorabiania żyjemy na średniej stopie, myślę że skromnie bardziej. Nie dorabiam, bo jednak te podstawowe potrzeby są zaspokojone. Drugi powód to jednak życie i zdrowie, które jest jedno - muszę być zdrowa bo wszystko w domu na mnie wisi. Trzeci powód to jednak czas, który chcę spędzać z dziećmi. Rodzice też z roku na rok potrzebują więcej uwagi. Oczywiście gdyby moja pensja nie pokrywała podstawowych potrzeb rodziny (wiem, to zależy jak zdefiniować "podstawowe"), to szukałabym dodatkowej pracy lub przeszłabym do sektora prywatnego, realizowałam jak dawniej wiele projektów i wszystkimi siłami walczyłabym o byt. Bogu dziękuję, że nie muszę i mogę żyć w miarę spokojnie - bez szaleństw ale i bez dramatów.
  • 04.11.17, 23:42
    Dorabiam i tak do obsługi apartamentów dodałam staż w radzie dzielnicy ( 4 dni przedpołudniowo). Czasu na nic teraz nie mam wink ogarniam tylko dom, dzieci i śpię

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
  • 05.11.17, 14:28
    Moje podejście jest takie, że zaczynam szukać nowej pracy, która w normalnym wymiarze godzin (1 etat) będzie dawała mi dochód taki jak obecna praca + dorabianie (oczywiście to wersja minimumwink).
    Wiem, że nie zawsze się da, bo np. wynagrodzenia w danym zawodzie zasadniczo są średnie lub nie można sobie pozwolić na dowolne godziny pracy, warunki pracy, bo ma się dzieci do ogarnięcia. Ale np. w moim zawodzie płace są bardzo zróżnicowane w zależności od firmy, w jakiej się pracuje, oczywiście doświadczenia, umiejętności i predyspozycji, dyspozycyjności, więc wiem, że mogę więcej zarabiać, tylko musiałabym zaakceptować np. gorsze godziny pracy, konieczność zostawania czasem po godzinach lub delegacje, dłuższy czas dojazdu. Dlatego w tej chwili mając doświadczenie oraz dzieci troszkę starsze, które od wiosny będą nadawały się do samodzielnych powrotów z zajęć dodatkowych zamierzam poszukać pracy w swoim zawodzie, ale za wyższe wynagrodzenie.
    Tak jak Tobie, szkoda mi swój czas wolny, czas dla rodziny, na odpoczynek przeznaczać na dorabianie. Od roku dorabiam w domu, robię niby to samo, co w etatowej pracy, ale nie do końca, nie jest to dla mnie żadnym wyzwaniem, więc waloru rozwojowego brak. Za to są dodatkowe godziny spędzone przed monitorem komputera, czasami konieczność wykonywania telefonów do pracodawcy, żeby coś wyjaśnić. No i niestety konieczność przywiezienia i odwiezienia dokumentów, na których pracuję, więc stanie w korkach i zmarnowany czas.
    A pieniądze z pracy dodatkowej nie są specjalnie zadowalające. Część przeznaczana na koty, których wcale w domu nie chciałam, niestety zostałam postawiona przed faktem dokonanym, a reszta odkładana, żeby w ogóle jakieś oszczędności mieć, bo z bieżących dochodów brak środków na ten cel. Tylko że po roku pracy na koncie oszczędnościowym jest tak mało środków, że dalszej pracy dodatkowej zdecydowanie mi się odechciewauncertain Brak widocznych korzyści ze swojej pracy w codziennym życiu jest strasznie demotywujące.
  • 05.11.17, 14:49
    Wątek dla mnie w punkt, bo od tygodnia zastanawiam się czy dorabiać czy nie i jak to zrobić. Pracuję normalnie na etat, więc w grę wchodzą weekendy i wieczory. Nie potrafię nic z czego mogłabym dawać korepetycje, więc w grę wchodzą proste prace ze stawką 13 zł za godzinę, a więc nie zarobię kokosów. I tak myślę i myślę czy warto czy nie warto zabierać sobie tych parę godzin wolnego...
  • 05.11.17, 20:10
    Dorabiać. Niestety, wiele osób z powodów zdrowotnych dorabiac nie jest w stanie.
  • 06.11.17, 09:50
    Kiedy nie miałam dziecka, każdą możliwość dorobienia brałam pod uwagę. Teraz nie korzystam z okazji, aby zarobić więcej bo miałabym wyrzuty sumienia wobec syna, a i tak często brakuje mi już sił, aby mu więcej czasu poświęcić. Choć kto wie, czy bym nie poświęciła jednej soboty w miesiącu na nadgodziny, gdybym wykonywała pracę taką, jak przed urodzeniem dziecka. Była dużo lżejsza dla mnie.

    Generalnie wolę ciąć wydatki, niż pracować ponad siły i nie widzieć kiedy uciekają dni, miesiące, weekendy. Ale być może to kwestia tego co się lubi. Ja lubię wypracować sobie więcej spokoju i czasu dla siebie w tygodniu niż odprężać się raz do roku na egzotycznym wyjeździe. I tak ja wspominałam priorytetem jest czas dla dziecka, nawet nie chodzi o to by było dużo, ale jak już z nim jestem, to żeby on był wartościowy, żebym miała na to siłę.

    Różne sposoby dorabiania innego zasobu energii wymagaja. Co innego w kapciach wypełniać ankiety w domu co innego, gdy musisz z tego domu wyjść, a wcześniej przygotwac się do tej pracy (jako nauczyciel), założyc coś mniej wygodnego niż kapcie i trzymac fason w sensie się uśmiechać, nie okazywać braku zmęczenia, gdy faktycznie miałaś tak ciężki tydzień, że wolałabyś przed ludzmi się schować.

    Przyszło mi do głowy też, ze może masz doła ze względu na gorsze warunki finansowe męża w pracy, może przez pogodę. Pewnie gdybym ja miała taką pracę, ze pracuję 10 miesięcy a przez 2 mam wolne, bym maksymalnie te dwa miesiące wykorzystała na jakieś porzadki, segregowanie, remonty tak by przez 10 skupiać się tylko na pracy i mieć na nią siłę -ale pewnie tak wszyscy nauczyciele robią - nic nowego nie odkryłam.

    Na emeryturze na bank będę dorabiać, a będę mieć jeszcze mniej sił niż teraz, ale z tego co dostanę od państwa się nie utrzymam.
  • 06.11.17, 12:06
    Tak, w wielu rzeczach się z tobą zgadzam smile
    Dzieci mam praktycznie dorosłe.
    Gdy były małe, pracowałam nie więcej niż kilkanaście godzin tygodniowo. Potem stopniowo więcej.
    Może pogoda, może starość smile
    Jednak na sto procent z pewnych rzeczy rezygnuję w przyszłym roku szkolnym. Tak postanowiłam i jest mi z tym dobrze smile
    W tym zawodzie jest sporo wolnego latem, dlatego pewnie mam siły dodatkowo pracować. Są ferie zimowe i wtedy też odpoczywam. A część zajęć dodatkowych jest od października do początku czerwca.

    Dzięki wszystkim za odpowiedzi.
  • 06.11.17, 20:39
    Poki mam gdzie, to dorabiam. Zdaje sobie sprawe z tego, ze z wiekiem sily bedzie coraz mniej, ale jeszcze wciaz jestem w stanie pracowac wiecej niz nieco ponad etat i robie to smile
  • 07.11.17, 00:49
    Ja dorabiam od dłuższego czasu, ok 10-15 godzin tyg. Mam wyrzuty sumienia jeżeli chodzi o dzieci, bo mogłabym ten czas im poświęcić. Tylko że dorabiając zarabiam kilka razy wiecej w przeliczeniu na godzinę niż w swojej podstawowej pracy na 5/8 etatu... i bardzo chciałabym miec tylko 1 pracę z której można byłoby się utrzymać na sensownym poziomie (wiem, dla każdego sensowny poziom znaczy co innego).
  • 07.11.17, 07:36
    No właśnie,co to znaczy dla Was sensowny poziom?Fakt,ze ja osobiście mam małe potrzeby,które nie wynikaja z tego,iż koniecznie muszę oszczędzić, chociaz kto tam zna siebie do konca😜.Ale sensowny poziom to, gdy mogę wyjechać z rodziną raz w roku na wakacje.Chyba tu najbardziej bym odczuwała stratę i by przykro było,też dzieciom.A poza tym sensowny czyli mieć mozliwosc czyli niekoniecznie korzystać z uciech typu kino teatr lodowisko muzeum.Wyjście jeśli potrzeba na pizze lub inne badziewie.Kupienie butów na zimę i orzechów i śliwek po zabójczej tegorocznej cenie.Ale tak teraz pisząc uświadamiam,ze to nie jest tak,ze ja musze koniecznie kupić jakąś np.książkę, ale jeśli będę chciała to będę miała z czego.Czyli sensowny poziom to tez wg mnie też komfort psychiczny, finansowy.

    --
    "Konsumpcja to dziś wręcz patriotyczny obowiązek"wink
  • 07.11.17, 08:34
    Trudno to jednoznacznie określić.
    Ale tak mniej więcej to wyjazd wakacyjny raz w roku na tydzień to takie minimum. Niekoniecznie za granicę. Ze dwa weekendowe wyjazdy w ciągu roku. Chociaż tyle. Możliwość bezproblemowwgo odłożenia 20% pensji, kupna np pralki gdy stara padnie, wyjścia raz w miesiącu do kina czy do restauracji, kupno kurtek, butów bez nadwyrężania budżetu, utrzymanie samochodu, ewentualne naprawy, kupno książki, płyty itp. Takie zwykłe życie smile. Tak też żyłam przez ostatnich 25 lat i fajnie by było, gdybym tak mogła żyć nadal. Niestety z gołej pensji nauczyciela z najwyższym stopniem awansu i latami pracy nie da się. Z drugiej strony gdy trochę dorabiam, to za godzinę mam bardzo sensowne wynagrodzenie więc ma to naprawdę sens.
  • 07.11.17, 10:03
    Pewnie większość z nas ma podobne wyobrażenie komfortu psychicznego, patrząc jak piszemy o naszych codziennych wydatkach. Jednym z nas osiągnięcie tego komfortu przychodzi łatwiej, innym trudniej, jeszcze inni choć o tym marzą to muszą zrezygnować z tego "wzorcowego" komfortu (dajmy na to z zakupu książek na rzecz wypożyczania z biblioteki, restauracji, posiadania auta, większego mieszkania). Ja mam teraz kilka dni wolnego i mogłabym iść do pracy dorobić, ale atmosfera od pewnego czasu jest taka, że wolę odpocząć psychicznie. Uskuteczniam tanie przepisy, sprawdzam co możemy wykorzystać z zabunkrowanych zapasów. Koszty życia mojej rodziny we wrześniu i październiku osiągnęły alarmowy stan. I w sumie, kto wie, czy na tym się skończy? Jak się patrzę na stosunek mojej pensji do wydatków na życie sprzed dwóch lat, a patrzę na ten stosunek w tym roku o tej porze to mam poczucie bycia ograbioną w biały dzień.
  • 07.11.17, 16:02
    Ano pewnie wiekszosc smile
    Napisze Wam szczerze, ze ja wlasnie sie sama i swiadomie pozbawilam na jakis czas konfortu, bo nalezy jeszcze dodac, by on byl w pelni konfortem - powinno sie, ja powinnam, miec co nieco odlozone. Jak juz wspominalam kilka miesiecy temu - zdecydowalismy sie na zakup mieszkanka i to w opcji zaplaty gotowka. Owszem, na super czarna godzine COS jest, nie do ruszenia, ale generalnie jest mi zle z owym brakiem. Niestety - kolejne miesiace byly mocnowydatkowe, i nawet jak sie w jednym cos udalo odlozyc - to nastepny to pochlanial. Listopad tez do takich nalezy, chociaz nie wydaje sie na zycie codzienne, to jest to takie przekladanie z kupki na kupke uncertain Nie sadze, zeby w grudniu bylo jakos diametralnie lepiej.... M dorabia, ale od stycznia planuje ... cos... by jednak wiecej odkladac. Poprostu musze wszystko poukladac, poprzestawiac. Skoro raz sie udalo, to drugi raz tez musi, musi tylko "zatrybic"

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 08.11.17, 07:12
    Wynajmujecie to mieszkanie?
    Właśnie tak samo chcielibyśmy zrobić. Byłoby to naprawdę małe mieszkanie i tak samo trzeba by się pozbyć wszystkiego. No ale potem już wiedzieliśmy, że mąż straci pracę i pomysł upadł. Jesteś zadowolona z tej decyzji?
    Trudno ją podjąć.
  • 08.11.17, 10:08
    Z decyzji jestem bardzo bardzo bardzo zadowolona i drugi raz podjelabym, pisze "ja", bo to ja bylam motorem napedowym od lat w tej sprawie wink , wiec podjelabym ja kolejny raz tak samo.
    Nie, to nie jest na wynajem, to jest dla Dziecka. Z tego co widze wsrod znajomych - po jakims czasie wymieniaja na wieksze, a to male, swoje pierwsze wynajmuja i splacaja sobie tym kredyt na to wieksze smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • 07.11.17, 21:41
    To chyba dla każdego co innego. Patrząc na dzisiejszą sytuację widzę, że kilka lat temu czym innym był dla mnie poziom życia, który dawał mi poczucie komfortu i spokoju. Dzisiaj nie chodzimy do restauracji, do kina sporadycznie. Dzieci za to często korzystają z pływalni i innych obiektów sportowych, takie rodzinne wyjścia. Nie wyjeżdżamy na zagraniczne wakacje, ferie i wakacje spędzamy u dziadków na działce, czasem po drodze zahaczamy o ciekawe miejsca. Ale mamy duże własne podwórko, więc jest przestrzeń wiosną i latem. Dzieci nie mają zajęć dodatkowych po szkole. Posiłki jadamy w domu, ubrania z sieciówek. Nie czuję, że coś nas omija. Ale i żyłam kiedyś inaczej.
  • 08.11.17, 07:08
    U nas poziom życia jest raczej cały czas taki sam jak patrzę na ostatnie lata. Oczywiście, te 20 lat temu nie było nas stać na różne rzeczy, mieszkaliśmy wtedy w małym mieszkaniu, to były w ogóle inne czasy. Potem było dużo lepiej, ale więcej szło na dzieci, potem już na ratę kredytu więc w sumie poziom życia pozostał ten sam. Przez kilka lat wyjeżdżaliśmy faktycznie częściej niż wcześniej za granicę i były to droższe wyjazdy. Nie mam poczucia, że teraz żyje mi się gorzej, tylko może trochę inaczej wydajemy pieniądze. Jest inny etap w życiu, syn jest studentem, trochę sobie dorabia. My też raczej teraz gdzieś wychodzimy lub wyjeżdżamy sami. Już nie mogę doczekać się tego weekendu, bo mamy fajny wyjazd. Jestem zmęczona bo ostatnie dwa dni byłam w pracy po 12 godzin, dziś na szczęście nieco luźniej.
  • 07.11.17, 10:58
    Zmusiłaś mnie tym wątkiem do zwrócenia uwagi na to, że my z mężem właściwie zawsze korzystamy z okazji do dorobienia. Jeśli tylko potrafimy zrobić daną rzecz, a wynagrodzenie jest ok - to w zasadzie zawsze chętnie. Odmiawiam w sytuacji, kiedy to jest propozycja od czapy, jakaś nieprzemyślana i rzucona w desperacji, bo ktoś na ślepo szuka.
    Na razie nie czuję takiego ogólnego zmęczenia i chętnie biorę dodatkowe zlecenia. Jestem przed czterdziestką. Jak jest za dużo, to pilnuję, żeby nie robić w weekendy tego samego co w tygodniu albo tak układam pracę, żeby intensywniej pracować w tygodniu. Mąż nie ma z tym problemu, bo jego dodatkowe prace mają inny charakter niż praca etatowa. W niedzielę wieczorem np. wróciliśmy z wyjazdu do rodziny i na godzinę usiadł z laptopem. Mówi, że dla niego to jest relaks i odskocznia.
    Z drugiej strony cały czas walczymy o to, żeby mieć dochody z różnych źródeł. I stale jest zaciskanie pasa. Stale pilnuję wydatków na jedzenie, na rozrywkę, przyglądam się temu, gdzie idą nasze pieniądze. Ale nie czuję tego jako obciążenia. W każdym razie nie w tym momencie życia w jakim jestem.
    Napisałaś "zwykle bralam dużo za dużo". Możliwe, że ja za 10-20 lat, patrząc wstecz, też powiem to samo. Teraz patrzę na naszą sytuację jak na taki dobry okres, kiedy dużo się dzieje, rozwijamy się, mamy dużo możliwości, sił i czasu. Sami decydujemy o tym, na co go poświęcimy. U mnie to jest kwestia możliwości wyboru. Jeśli sama decyduję o organizacji swojego czasu, to nawet jak dużo pracuję, nie czuję się się z tym źle. Wiem, że w dowolnym momencie mogę powiedzieć "stop".
  • 07.11.17, 12:10
    Jestem pewnie 10 lat od ciebie starsza i chyba właśnie zaczynam odczuwać zmęczenie. Poza tym u mnie to cały czas praca z młodym ludźmi, których bardzo lubię ale bywa tak, że w domu proszę, żeby przez godzinę nic do mnie nie mówić smile
  • 07.11.17, 13:18
    dorabiam,ale coraz mniej chetnie, poniewaz niestety moi wszyscy pracodawcy bez wzgledu na ( nie) wielkosc zlecenia wymagaja elastycznosci i dyspozycyjnosci i juz mnie to coraz bardziej meczy, ta ciagla gimnastyka czasowa.
  • 07.11.17, 21:29
    O tak, też tak mam. Tylko że u mnie nie mogę poprosić, aby w domu nic nie mówili wink
  • 07.11.17, 14:27
    U mnie też dochód z podstawowej pensji zdecydowanie nie wystarcza na nasze potrzeby. Dorabiam więc już od prawie 20 lat. Najpierw były to pojedyncze zlecenia i kawałek etatu, teraz uboczna działalność gospodarcza i dodatkowa pensja. Stopniowo rośnie też dochód z inwestycji (teraz są to proporcje: I-sza praca 30%, druga praca 25%, dg 30%, inwestycje 15%).
    Mój zawód ma tę zaletę, że dorabiać mogę, bo etat to mniej niż 40 godzin. W sumie pracuję umysłowo ok. 60 godzin tygodniowo i nadal daję radę.
    Co więcej, znaczna część moich znajomych znajduje się w podobnej sytuacji. Pensja wystarcza tylko na absolutne minimum, trzeba szukać dochodu poza pracą.
    Dorabianie ma dla mnie prawie same zalety (poza brakiem czasu, oczywiście). Nie uzależniam się od tego pracodawcy. Buduję wiele strumieni dochodów, gdy jeden wyschnie, mam pozostałe. Stać mnie na więcej, a mogę jednocześnie budować oszczędności. Uczę się czegoś nowego i zdobywam kontakty. Sam dozuję sobie pracę (czego nie miałbym, gdybym pracował dla jednego b. wymagającego i super płacącego pracodawcy). Jednocześnie zyskuje bezpieczeństwo etatu jak i "złote strzały" z dg. Mam wrażenie, że udało mi się znaleźć "złoty środek".
  • 11.11.17, 23:19
    to ile godzin tygodniowo pracujesz?
    Ja mam etat i dorabiam. Jednak wybieram zlecenia ciekawe, przy których się rozwijam ale niekoniecznie super dobrze płatne.

    --
    ------------------------------------------
  • 13.11.17, 14:22
    tygodniowo: 2 etaty -każdy po 20 godzin+ 20 godzin na działalność gospodarczą. W sumie 60 godzin tygodniowo.
  • 13.11.17, 15:05
    Po 10 h 6 dni w tygodniui - jak Amerykanie smile Tam to jest norma. U nas nie.
  • 13.11.17, 23:32
    A rocznie godzin ile im wychodzi? Raczej Polacy na tle innych narodów (w tym Amerykanów) pracują więcej. Poza tym po co rodzić dzieci jak jest przymus pracy przez prawie połowę doby? to nawet psa nie można mieć, bo kto go wyprowadzi w ciągu dnia? Mnie zawsze w takich pomysłach zastanawia co z więzami rodzinnymi, rodzicielskimi?
  • 15.11.17, 08:53
    Znam dokładniej sytuację jednej takie osoby - dość bliskiej koleżanki z liceum. Psa ma smile Maltańczyka. Ma wyjście przez specjalną klapę z domu. Od 2 lat ta koleżanka nie pracuje już na etat. Chyba z domu teraz + spotkania biznesowe. Ma partnera od wielu lat. Pracuje tyle godzin i więcej. Dzieci nie ma i raczej się nie zdecyduje. Ale to raczej taki typ. Praca to jej pasja i wg mnie uzależnienie. Tak to wygląda, gdy obserwuję ją z boku - kiedy widzimy się raz w roku. Mówiła mi, że jej znajomi też tyle pracują i że nawet nie wypada inaczej :o Takie prawdopodobnie jest środowisko w jakim funkcjonuje. Znam dokładniej tylko ją. Jest osobą bardzo przedsiębiorczą. Żyje minimalistycznie i jest zamożna. Jak na polskie realia - bardzo.
    Z tego co pamietam Amerykanie mają też mniej wolnych dni niż w Polsce. Tylko, szczerze mówiąc, nie chce mi się tego sprawdzać. Inaczej wygląda kwestia wszelkich ubezpieczeń zdrowotnych, macierzyńskiego. Gorzej.

    Powoli zaczynam myśleć, że może i mnóstwo czasu pochłania nam w Polscce praca, ale to jest nieefektywne. Stanie w korkach, zbędne i zbyt długie przesiadywanie w pracy etatowej, udawanie, że się pracuje, rozwlekanie. Oczywiście nie piszę o Tobie smile Bardziej o sobie i swoich doświadczeniach w 2 pracach na etat.
  • 16.11.17, 16:42
    Mój czas pracy jest skrupulatnie mierzony. Ja nie mam wyjscia jak efektywnie pracować. W poprzedniej czas nie był tak wyliczany, ale roboty było na tyle, ze śniadanie było w biegu -nawet nikt nie musiał nikogo rolliczać. Nie wiem, gdzie jest miejce na nieefektywną pracę i ściemnianie - moze w jakis urzędach, kurcze rozwlekanie pracy to dla mnie jakis kosmos - gdzie są takie oferty ? wink. Ja też się nie orientuje jak sie pracuje w innych krajach, wiem, ze biorac Europę pod uwagę pracujemy dużo więcej niż Niemy, Francuzi.

    Nie mówię, ze jak ktoś jak młodyniedowzięcia pracuje nie ma czasu dla rodziny. Inaczej jak dzieci duze, inaczej, gdy na przykład obowiazki domowe przejmuje niepracująca żona, jakaś babcia chętnie pomoże itp. Też róznie człowiek zmęczony po różnej pracy. Ja w mojej poprzedniej pracy nie wiedziałam kiedy mi godzin zlatywało (jak tyle czasem musiałam siedzieć), obecna jest bardziej wyczerpująca i tu nie lubią nadgodzin brać ale i wolę do domu biec póki syn jeszcze dość mały. Gdybym była zmuszona do nadgodzin to bym je brała (czy pracę dodatkowa), bo najważniejsze rodzinę nakarmić.
  • 16.11.17, 16:44
    Jeszcze dodam, ze nie zarabiam duzo. Jak to zazwyczaj kobiety w PL.
  • 14.11.17, 21:11
    Raczej w systemie: 13+10+13+10+10+4. Po prostu wstaję wcześnie rano i pracuję 2 godziny od pn do pt. Potem na 8 godzin do pracy. Dodatkowo dwa razy w tygodniu 2 godziny (głównie spotkania z klientami) i w sobotę/niedzielę np. popołudnie lub przedpołudnie.
    Staram się przy tym robić przekładaniec - trochę pisania, trochę spotkań, potem znowu komputer i klienci.
    Spokojnie starcza mi czasu na życie rodzinne, bo o 16 mam już zawsze 10 godzin pracy za sobą i poza dwoma dniami roboczymi w tygodniu, jestem już w domu. Tak naprawdę uratowało mnie odkrycie, że lepiej wstać o 4 i popracować w spokoju 2 godziny, zacząć dzień z przytupem, niż siedzieć w biurze do 18 lub 20.
  • 14.11.17, 21:24
    Zazdroszczę zdrowia i wytrzymałości.
    Wstaję codziennie jak dla mnie bardzo wcześnie, bo o 5.40. Wychodzę z domu o 7. 00. Do pracy jadę 30 minut, czasem 40 ale tylko gdy wyjdę o 7.00. Potem są duże korki. Jestem bardzo zmęczona tym wczesnym wstawaniem. Mam zupełnie inny rodzaj pracy, uczę młodzież. Teraz sporo prac do sprawdzenia w dwóch szkołach. W niedzielę uczelnia, od 3 do 6 godzin. Pracuję jednak krócej niż ty, wstaję później, a teraz jesienią już odczuwam zmęczenie. Dzisiaj w jedną i w drugą stronę jechałam bardzo długo z powodu jakiegoś wypadku i jestem tym bardziej zmęczona.
  • 14.11.17, 21:26
    Ok, raz w tygodniu mogę wstać o 7.30.
    Albo i później. Co z tego, i tak się budzę wcześniej sad
  • 07.11.17, 15:40
    Ja dużo oszczędzam dzięki temu, że nie mam samochodu. Mieszkam w sporym (ale nie za sporym - ok. 100 tys. mieszkańców) mieście ze sprawną komunikacją publiczną i własny samochód jest mi zbędny. Wszędzie dojadę komunikacją, rowerem. taksówką lub dojdę pieszo (np. do centrum miasta, do którego mam niedaleko 4-5km w zależności od celu, chodzę często pieszo).
  • 13.11.17, 15:13
    skoro nie masz samochodu to raczej nie masz takiego wydatku w ogole - a nie, że oszczedzaszsmile

    jesli np. nie masz psa - to napiszesz tez że oszczedzasz na kosztach utrzymania zwierzecia?smile absurd.

  • 13.11.17, 23:27
    nie masz wydatku czyli z tego tytułu nie wychodzi ci nic z portfela, nie masz zwierząt, dzieci, pasji, chorób, wczasów, smaka na kawę czyli zamiast wydawać na w.w. "kategorie" odkładasz

    to tak jakby absurdalne byłoby w ramach oszczędzania zaproponwac komuś sprzedaj samochód, rzuć pierosy i alkohol
  • 14.11.17, 10:38
    to tak jakby powiedzieć, ze oszczędzanie jest wtedy,gdy czegoś się używa mniej, a jak wcale się nie używa, to już nie jest oszczędzanie,
    jeśli kobieta do kosmetyczki zamiast 12 razy w roku pójdzie 6 to wtedy oszczędza, gdy nie chodzi wcale to nie moze rzec że na zabiegach kosmetycznych oszczędza wink
  • 14.11.17, 10:45
    czyli wyszło Ci, że najbardziej oszczędny jest bezrobotny/ bez dochodu - bo nie wydaje nic..smile
  • 14.11.17, 12:39
    no żyć i nie wydawać na to życie to sukces niewątpliwie
  • 08.11.17, 08:50
    Ja dorabiam. Drugi rok prowadzę kursy dla dzieci. Wcześniej miałam już doświadczenie w tej dziedzinie. W zasadzie lubię tę pracę, choć jeśli podejmę ją w kolejnym roku, to spróbuję wynegocjować wynagrodzenie. Ale przyznaję, że bywam przemęczona i wolałabym zająć się swoimi sprawami, a tak ciągle jestem w biegu. Plus taki, że zabieram na zajęcia też swoje dziecko.
  • 13.11.17, 21:16
    Całe lata dorabiałam na drugim etacie, niestety teraz - z powodu przepisów - nie mogę. Czasem dorabiam, ale nie systematycznie, gdy ktoś sie do mnie zwróci z propozycja, przy czym czasem nie mogę odmówić, nawet jeśli nie bardzo mam ochotę. Dodatkowo muszę pracować w domu, ale bez wynagrodzenia - to jest obowiązek w ramach pracy.
    Całe lata pracowałam w weekendy i zastanawiam sie, czy dobrze robiłam. Wprawdzie pieniędzy było więcej, ale czasu dla rodziny zdecydowanie mniej. Zero imprez, bo w soboty pracowałam od rana do wieczora, maż chodził sam. Z perspektywy lat nie jestem pewna, czy to sie opłacało.
  • 14.11.17, 15:06
    Twoja szczera wypowiedź jest niezwykle cenna.

    --
    "Konsumpcja to dziś wręcz patriotyczny obowiązek"wink
  • 14.11.17, 15:53
    też tak myślę
  • 14.11.17, 00:40
    dorabiam (w tym samym zawodzie, na zasadzie zleceń), ale zauważyłam, że (o ile nie jest to ciekawy projekt) robię to jak za karę, odsuwam, jak mogę i mam zatruty czas wolny (którego potrzebuję na wypoczynek, bo praca 'podstawowa' wyczerpuje mnie umysłowo). Dlatego zdecydowałam po prostu poszukać lepiej płatnej pracy i nie musieć dorabiać. Z drugiej strony dywersyfikacja źródeł utrzymania zwiększa poczucie bezpieczeństwa - jeśli skończy się jedno z nich (firma upadnie, wyleją mnie), to pozostaje drugie czy trzecie. Ogólnie dążę do tego, żeby albo być na swoim albo robić kilka dobrze płatnych rzeczy, które lubię. Co do oszczędzania - planuję budżet i staram się w nim mieścić. Ale nie jestem mistrzynią oszczędzania wink
  • 14.11.17, 10:35
    "jeśli skończy się jedno z nich (firma upadnie, wyleją mnie), to pozostaje drugie czy trzecie. "
    zawsze jakaś praca się znajdzie - sprawdzone na sobie
    poza tym są zawody -gdzie ta praca sama przychodzi
  • 14.11.17, 13:54
    no, właśnie taki zawód wykonuję wink ale żeby czuć się bezpieczniej, trzeba sobie wcześniej odłożyć na te 3 mce. tak naprawdę to przeszłam już w życiu zawodowym przez 2 mce bez dochodów i zauważyłam, że jestem bez problemu w stanie obciąć wydatki o połowę i to bez większego bólu. Wiele rzeczy okazuje się niepotrzebnych, jestem sobie w stanie zapewnić przyjemności, które nie kosztują nic albo prawie nic. W sumie te 2 miesiące wspominam bardzo ok, podobnie jak cięższe finansowo miesiące na studiach (inna sprawa, że żywiłam się wtedy skandalicznie). Do tego ostatnio zaczęłam gotować w domu (jakieś proste rzeczy) i widzę, że wydatki na jedzenie spadły o 1/3-1/2. inna sprawa, że nie mam dzieci ani kredytu, więc nie jest to level hard.
  • 14.11.17, 18:51
    Każdy jest w innej sytuacji. Ja mam dwoje dzieci, dwa koty i męża smile. Mam też kredyt. Mieszkam za miastem i mamy dwa samochody. Syn student ma swój samochód i sam go utrzymuje. Wydatki są spore.
  • 15.11.17, 08:44
    Bywało różnie. Gdy byłam na urlopie wychowawczym robiłam coś kilka razy na zlecenie i udzielałam korepetycji. Po powrocie do pracy pracowałam najpierw 5 godzin, potem 6, potem 7 i od roku 8 godzin dziennie, dostosowując czas pracy do potrzeb czasowych, a jednocześnie i finansowych rodziny. Teraz po 8 godzinach pracy wracam do domu zazwyczaj przed dziećmi, ale wychodzę w tym celu z domu wcześnie, aby wcześniej wrócić. Cieszę się, że lubię swoją pracę, ale też z tego, że gdy wrócę, nie muszę już o niej myśleć smile

    Nie potrzebuję dorabiać, a jeśli już, to mąż prowadzi działalność gospodarczą i to on pracuje dodatkowo, a ja wtedy muszę więcej zrobić w domu samodzielnie, więc niejako uczestniczę w jego dodatkowej pracy.

    Mam dzieci w wieku 18 i 16 lat, czyli dość samodzielne, ale i one potrzebują pomocy. Czasem trzeba przepytać, udzielić domowych korepetycji. Kilka miesięcy temu syn, uczeń technikum, poprosił mnie, żebym razem z nim przeszła szkolenie do certyfikatu CISCO. Uczy się w moim kierunku, pomysł jest dobry, bo ja go mobilizuję, a sama doszkalam się w zakresie z mojej branży, którego dotąd nie miałam okazji ogarnąć. Zajmuje nam to trochę czasu. Nie wyobrażam sobie, abym miała dorabiać w takich warunkach.

    Rok temu w wakacje sąsiadka poprosiła mnie o to, żebym przygotowała jej syna do poprawki, co zrobiłam świadomie za pieniądze (pół ceny), żeby ich bardziej zmotywować. Odchodząc z wcześniejszej pracy przyjęłam zlecenie, żeby coś dokończyć, ale to są naprawdę wyjątki.

    Udało nam się mocno obniżyć koszty przy budowie domu, gdyż dużo prac wykonaliśmy samodzielnie, w zasadzie to też można uznać za dodatkową pracę. Kiedy teraz patrzę na to wszystko zastanawiam się, skąd miałam siłę do tego, aby codziennie przez prawie 2 miesiące przychodzić i malować ściany, ale wtedy pracowałam jeszcze po 6 godzin dziennie.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.