Dodaj do ulubionych

Obiad - gotowanie w tygodniu, czy jedzenie w pracy

19.01.18, 14:52
W moim pytaniu chodzi bardziej o oszczędnośc czasu, niż pieniędzy. Do tej pory raczej gotowałam i sporadycznie zdarzało mi się zjeść w pracy. Mamy na terenie naszych biurowców taką niby to restaurację, ale tylko dla pracowników, bo miejsce odludne. Gotowac po pracy nie lubię, bo robię to na szybko, odgrzewane też nie bardzo mi smakuje. Dziś poszłam zjeść na przerwie w pracy i za obiad, którym naprawdę się najdałam zapłaciłam 10 zł. Mąż czasem jak je obok pracy, to płaci 12 zł. Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad sensem gotowania w tygodniu. Dzieci nie mamy, więc nie ma poza nami potrzeby gotowania. A ta 22 zł * 22 dni pracujace wtygodniu, to jakieś niecałe 500 zł. Plus obiady w weekendy + śniadania i kolacje, to wujdzie pewnie kwotowo podobnie, jak teraz, kiedy gotuję w tygodniu sama, czego nie lubię...
A jak jest u Was?
Edytor zaawansowany
  • chocolate-cakes 19.01.18, 15:44
    W mojej nowej pracy jestem w stanie kupić coś ciepłego do jedzenia za 5 zł. To są obiady dla uczniów i nauczycieli, ale nie jest to typowa stołówka ani miejsce w szkole. Jem tam zwykle raz w tygodniu, niestety nie mam przerwy na to w inne dni, a szkoda.
    Koło pracy męża obiady za minimum 20 zł.
    Czasem gdy czekam na zajęcia popołudniowe, czyli średnio raz w miesiącu jem obiad na mieście.
    U nas są 4 osoby, obiady na mieście jednak wyszłyby drogo, więc jemy sporadycznie.
    Nie przepadam za gotowaniem wink
  • czekolada72 19.01.18, 16:22
    Ze mna porownac sie nie da, bo:
    - posiadam dziecko
    - uwielbiam gotowac
    - w firmienie mam jadlodajni
    - M nie pracuje w jednym miejscu
    - znam sporo "jadlodajni" od kuchni, i ... coz, jestem moze dziwna, ale ....
    Acz obiad za 10 czy 12 zlotych - w porownaniu z innymi cenami obiadowymi - 15-20-dwadziescia pare to faktycznie male pieniadze smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • anula36 19.01.18, 17:06
    Ja mam podobnie jak myszolec, nie mamy dzieci ,nie lubie zakupow i gotowania, i gdybysmy mieli mozliwosc zjedzenia oboje dobrego obiadu, ktory mnie by nie zaszkodzil ( moj organizm ma niestety wyjatkowy talent do "wynajdywania" usterek w jedzeniu) za 10 zl, bylabym uszczesliwiona i nie dotykala garow.
    Niestety o ile ja cos bym moze jeszcze znalazla za te 10 zl, to M nie, zreszta pracuje na zadupiu pewnie z dowozu i tak dostalby juz zimne, wiec jednak ten cieply obiad w domu zawsze jest, fakt,ze nam odgrzewane az tak nie przeszkadza, ani jedzenie tego samego 2 dni pod rzad.

  • liliawodna222 19.01.18, 17:24
    Czasem jemy w pracy, ale i tak wieczorem coś gotuję, ponieważ zdążymy do tego czasu zgłodnieć. Poza tym - niestety - nasza córka stanowczo odmawia jedzenia w szkole, bo nie chce jej się stać w kolejce... Szkoda, bo obiady są dobre i tanie, a ja byłabym najszczęśliwsza, gdybym nie musiała gotować.
  • kanna 22.01.18, 14:49
    > bo nie chce jej się stać w kolejce

    A mi się nie chce stać przy kuchni.. jaki masz pomysł na rozwiązanie tego problemu, kotku?

    Negocjowałabym z dzieckiem w tej sprawie.

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • damdalen 22.01.18, 19:05
    Nie trzeba godzinę stać w kuchni, by przygotować obiad dla małej rodziny.
    W zeszły piątek na przykład robiłam rybę w cieście naleśnikowym (15 minut), do tego kiszona czerwona kapusta z wkrojoną pomarańczą. Jak to jedliśmy to gotowała się zupa z groszku i brokułów z mrożonki i niedbale posiekanego pora. Często właśnie mamy odwróconą kolejność dań - w zależności od tego, co gotuje się dłużej. Albo drugie danie jest na kolację. Na przykład najpierw jemy szybką zupę, do piekarnika władamy coś na drugie (np. udka, ćwiartki ziemniaków, frytki z warzyw) i można wyjść na 40 minutowy spacer.

    Wczoraj małżonek robił niby-gołąbki i rozpędził się z ilością, więc jedzenia jest na 3 dni.
    Dziś z sosem pomidorowym i sałatką rukoli, a zupa ekspresowa z dyni. W pracy była lazania ze szpinakiem po wczorajszej kolacji.
    Jutro te same kotlety z duszonymi pieczarkami (kupiłam maleńkie, więc nawet ich nie kroję) plus buraczki ze słoika, zupa jakaś kwaśna z ziemniakami na rosole z zamrażalnika (ogórkowa lub zalewajka jarzynowa).
    Na środę planuję curry z ciecierzycą i kalafiorem. Jak się to będzie gotowało, to równolegle usmażę naleśniki. Zjemy pewnie z dżemem, a kilka przerobię na krokiety z jarmużem i porem - będą do pracy na kolejny dzień.
    Na czwartkowy obiad filet drobiowy w sosie porowo-śmietanowym (super szybkie), surówka z marchwi (na malakserze oczywiście). Jak będę miała siłę, to może zupa (grzybowa? z kaszą?).
    W piątek coś z piekarnika (bo i tak planuję pieczenie): świeża ryba lub jakaś zapiekanka typu przegląd lodówki przed weekendowym wyjazdem, sałatka z kiełkami (sprzątanie kiełkownicy).

    No nie narobię się w kuchni w tym tygodniu, a na ciepły posiłek po powrocie do domu nie będziemy musieli czekać dłużej niż pół godziny. Żadne danie nie jest skomplikowane, pracochłonne. A jest jeszcze cała masa jeszcze szybszych posiłków, tylko trzeba odejść trochę od utartych schematów. Bo w dzisiejszych czasach w zwykły dzień tygodnia raczej nie ma szans na obiad w dawnym stylu: zupka długo gotowana na mięsie z kością, kotlecik panierowany w 3 składnikach, ziemniaczki, surówka tarta na tarce z drobniutko pokrojoną cebulą, kompocik, itp.
  • ana119 22.01.18, 22:22
    Problem byłby mniejszy gdyby był trening z gotowania. Nejczesciej w domach rodzinnych wyglądało to tak ze córki czy synowie mieli się tylko uczyć. Żadnych obowiązków typu powiesić pranie czy przygotować produkty do obiadu. Brak podstawowych umiejętności nie pozwala przygotować nawet prostego posiłku. Bo żeby improwizowac trzeba mieć doświadczenie, dobra organizacja przychodzi z czasem
  • damdalen 22.01.18, 22:39
    No ja trening miałam dobry, bo jestem najstarszą z rodzeństwa a mama zawsze była aktywna zawodowo. Pomagać musiałam, ale nie przeszkodziło mi to w nauce. Podpatrywałam, jak uprościć sobie życie kuchenne. Najgorzej w dorosłym życiu mają Ci, którym gotowała niepracująca mama lub babcia. Niektórym to naprawdę współczuję. Choć i jest nadzieja dla nich. Mój mąż ogarnął się w kuchni, choć pochodzi z domu, w którym się niemal nie gotowało (sprawę załatwiały popularne wówczas stołówki i wikt od babć).
  • ana119 23.01.18, 12:02
    Najlepiej widoczne to było podczas wspólnych wyjazdów np na wakacjach albo za granicą kiedy trzeba było się zorganizować a pieniądze szybko się kurczy. Były osoby które tylko wodę potrafiły zagotować. Dobrze jest uczyć dzieci prostych czynności. Obecnie tez nie przygotowuje wszystkiego codziennie na tip top, dzwonie do domu i mówię co trzeba dokończyć albo doprawić. Bo zdążą się tak czasami ze zupa ugotowana ale jej nie próbowałam, no czasu nie było;0 Ważne żeby nie pouczać, robić to w dobrej atmosferze
  • ana119 23.01.18, 12:03
    Mój m identycznie. Teraz nie ma potrawy której nie przygotuje☺
  • czekolada72 25.01.18, 08:43
    A u nas bylo zupelnie inaczej, i w wiekszosci znajomych domow tez. Wychowalam sie w domu gdzie stery w kuchni dzierzyla babcia i twardo bronila dostepu do swego krolestwa. I byc moze to wlasnie lezalo u zarania tego, by zdobyc niedostepna basteje, czyli - kucharzyc. w przypadku mojego Dziecka bylo odmiennie - "pomagala" w kuchni od malenkosci doslownei, co jest na fotkach udokumentowane. I dzieki temu gdy w gimnazjum zostala na 3 tygodnie sama w domu (zdalna opieka rodziny) nie martwilam sie co to bedzie bo dziecko glodne - a ona wzbudzila szok i niedowierzenie u kolezanek, ze sama potrafi cos wiecej niz ukroic krzywo pajde chleba i zalac herbate wrzatkiem. No, ona tez byla mocno zdziwiona...
    Tak samo panowie - u nas - dziadek, tata, szwagier , M, brat, Ewentualny - dla nikogo nie jest problemem zrobic obiad dwudaniowy z ciastem czy innym deserem.
    No nie wiem gdzie sie chowwalam, ale tak jest w wiekszosci domow znajomych.

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • chocolate-cakes 25.01.18, 11:41
    U mnie w domu rodzinnym tak nie było, mama zawsze gotowała, tata nie. Ale u mnie od zawsze gotuje mąż i teraz też dorosły syn. Córka rzadko na razie. Dla mnie to jest normalne.
  • czekolada72 25.01.18, 15:40
    No wlasnie, wychodzi jednak, ze co dom to inna opcja ; co dom + spore grono znajomych i rodziny; wiec nawet pisanie "najczesciej" jest mocno ryzykowne smile

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • chocolate-cakes 19.01.18, 19:08
    Myślę, że gdybym nie miała dzieci, to pewnie bym kupowała codziennie te obiady. Byłoby to bardzo wygodne smile
  • liliawodna222 19.01.18, 19:29
    Oj tak smile
  • damdalen 19.01.18, 20:39
    W pracy mojego męża, w kompleksie biurowców jest kilka baro-restauracji. Od pracodawcy mają karty lunchpass, więc chodzą tam tak koło południa na jakiś ciepły posiłek. Ale wszyscy koledzy (w większości bezdzietni) po powrocie do domu i tak jedzą obiad czy obiado-kolację. No bo co jeść o 17? Kanapki? Faceci jednak lubią sobie pojeść. Poza tym jest to okazja, by wspólnie spędzić czas przy gotowaniu i jedzeniu. A inna sprawa, że po kilku lunchach w takim Olimpie mąż zaczyna źle się czuć i zabiera z domu jedzenie.

    Ja unikam przybytków gastronomicznych, bo znam je "od kuchni".
  • jacues 20.01.18, 15:03
    Jak pracowałam w biurowcu to czasami jadłam obiady w "pracowej" stołówce. Niestety bywały dni kiedy nie czułam sie po nich dobrze, więc starałam się zabierać domowe obiady. Muszę jednak przyznać, że były osoby, które chodziły tam codziennie. Stołówka była też miejscem gdzie ludzie trochę bardziej zacieśniali znajomości, wiec z pewnością niektórzy chodzili tam z tego powodu też.
    Damdalen ujęła kwestię jedzenia w pracy w fajny sposób, zgadzam się z nią całkowicie.
  • ana119 20.01.18, 21:58
    Zabieram z domu i ogrzewa w pracy. M je z różnych miejsc które są pod bokiem bo zawsze ktoś wychodzi i kupuje hurtem, m zabiera też z domu kanapkę. Po powrocie na kolacje zjada zupę czy coś małego z tych potraw które jemy z dzieckiem. Smakuje mu o niebo lepiej niż to co je w pracy. Co człowiek to inne preferencje. Mnie codzienne jedzenie w biurze nie pasuje, po nich brzuch mam jak piłka bo tłuste albo duże porcje.
    Kolejna kwestia to cena i czas przygotowywania posiłków. Gotuję przeciętnie 1 h dziennie. Łatwo też policzyć ile wydamy na danie ze schabowym z ziemniakami i surówka w domu i w barze. To samo dotyczy zup które u nas w PL są traktowane po macoszemu.

    W programie u Kasi Bosackej przyglądano się daniem przygotowywanym jako dietetyczne. Te torby dostarczane do pracy. Koszt takich posiłków to dziennie ok 50-70pln. Natomiast po zakupieniu wszystkich potrzebnych produktów na menu jednego dnia zapłacono 43pln. Czyli zostały produkty które można wykorzystać w dniach następnych. Czysty zysk dla prowadzących usługę
  • kanna 22.01.18, 14:51
    > Natomiast po zakupieniu wszystkich potrzebnych produktów na menu jednego dnia zapłacono 43pln

    Bo reszta to koszt przygotowania, dostawy, opakowania oraz zarobek pomysłodawcy.

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • ana119 22.01.18, 16:42
    Oszczędzamy na jednym tracą na drugim. Jest wybór. To co jemy wpływa nie tylko na wagę.
    Pisze sie dziś o kontroli która przeprowadzono w firmach kateringowych dostarczających posiłki do przedszkoli szkół i szpitali. 70% skontrolowanych firm oszukiwało m.in zstosujac tanie zamienniki, przeterminowane produkty.
    wgospodarce.pl/informacje/45408-w-menu-przedszkolaka-nieswieze-zamienniki
  • araceli 24.01.18, 17:48
    ana119 napisała:
    >Czysty zysk dla prowadzących usługę

    No momencik - jaki 'czysty zysk'?? Niby za darmo mieli to robić? A koszt gotowania, sprzętów, sprzątania, płacy ludzi, którzy to przygotowują czy dowożą, podatki itd. to niby kto pokrywa?


    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • ana119 25.01.18, 07:38
    Jeden człowiek będzie szczesciwszy utrzymując pracowników barów a kto inny odkładając na własne potrzeby😎
  • araceli 25.01.18, 07:48
    ana119 napisała:
    > Jeden człowiek będzie szczesciwszy utrzymując pracowników barów a kto inny odkł
    > adając na własne potrzeby😎

    Z czego będziesz 'odkładać' jak nie będzie dla Ciebie pracy bo ktoś inny skąpi?

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • mama_dorota 23.01.18, 11:27
    Jem w barze w pracy, gdy muszę albo nie mogę wziąć z domu obiadu, a prosto z firmy idę na basen. I też mogę zjeść pożywną zupę za 5 zł albo coś bardziej konkretnego za 10-12 zł. Córka jada w szkole poza piątkami (nie cierpi ryby), syn w technikum niestety nie może korzystać ze stołówki, która jest w bursie, a szkoda. Jak jest głodny, to na dworcu idzie do Mc... czy KF... Mąż też niekiedy zje na mieście.

    Nie jestem bardzo przywiązana do koniecznie domowych obiadów, choć u nas to jest właśnie reguła. Uważam, że choć w domu będzie coś zdrowszego, to chodzenie na głodnego, szczególnie zimą, żeby jeść wspólnie i zdrowo też nie może być dogmatyczne, ale syn niestety, czasem gorzej się czuje po takich posiłkach. Mimo wszystko korzysta, gdy tylko może, bo lubi uncertain Pisanie do szkoły czy rady rodziców w sprawie stołówki należącej do bursy i służącej tylko jej mieszkańcom nie pomaga.

    --
    inteligentny-projekt.pl

    kazdystudent.pl
  • araceli 24.01.18, 17:54
    Przy takiej cenie oczywiście korzystałabym z jedzenia na miejscu. Niestety u mnie nic nie ma, ewentualnie dowożą ale wybór kiepski i raczej nic zdrowego. U chłopa w pobliżu tylko fastfoody.

    Liczysz 500zł ale przecież gotowanie w domu też nie jest za darmo. No i czas - nie tylko na samo gotowanie ale na planowanie posiłków, zakupy, sprzątanie po gotowaniu itd.

    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • ana119 25.01.18, 07:28
    Mówisz o czasie a najnowsze dane mówią ze spędzamy w mediach dziennie 4 godziny. Pozostały czas wykorzystujemy tylko na kreatywne działania?
    Planowanie i przygotowywanie można ogarnąć jeśli jest motywacja.
  • araceli 25.01.18, 07:50
    ana119 napisała:
    > Planowanie i przygotowywanie można ogarnąć jeśli jest motywacja.

    Wszystko można - można sobie szyć, robić własne meble, uprawiać warzywa w ogródku. Jedni wolą to inni czas nawet na głupoty.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • wrotek0 25.01.18, 08:40
    To prawda, że domowe czynności, nawet dziś, zabierają sporo czasu. Zwłaszcza jak ma się dzieci, to chciałoby się spędzić z nimi więcej czasu (nie mówię tu o dowozach na zajęcia dodatkowe wink))). Ale mnie na przykład odstresowuje sprzątanie czy grzebanie w ziemi (choć sprzątać akurat za bardzo nie lubię , co innego z ogrodem, to moja duma, choć finansowo mało opłacalna jest własna hodowla warzyw). Poza tym to nabywanie różnych umiejętności sprawia, że jesteśmy elastyczni, nie skupiamy się tylko na jednym rodzaju aktywności (praca zawodowa). Mimo postępującej specjalizacji jestem za wykonywaniem przez domowników (wszystkich, od 2 roku życia) codziennych domowych czynności.
  • czekolada72 25.01.18, 08:46
    Od kilku lat, w sumie dla zabawy, prowadze "ksiegowosc" wydatkow na ogrod i orientacyjnie ile bym wydala na owoce, zielsko i jarzyny, gdybynm musiala je kupic, a mam z wlasnego ogrodka. I oprocz tych lat gdy robimy spora inwestycje - np zakup szklarni - nigdy na minusie nie bylam, zawsze jakis mniejszy czy wiekszy ale plus jest!

    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    Fela 2003-2016
  • wrotek0 25.01.18, 13:31
    Pewnie zależy jaka skala i jaka gleba. U mnie piach , zasilać trzeba ( a odkąd sąsiad sprzedał ostatnią krowę to i obornik muszę kupować) i podlewać w czasie suszy. Poza tym kupować mogę na targu, gdzie w sezonie wszystko po 2 zł (nawet na przetwory warto) a tak to mam nadwyżki, które wciskam kolegom i koleżankom w pracy. NO i pełną zamrażarkę własnych mrożonek...
  • ana119 25.01.18, 11:15
    Ale czy ci uprawniający inna aktywność narzekają na brak czasu? Mnie się wydaje ze są świadomi ze kiedy czytają, biegają, sądzą rośliny lepia garnki to to że bez organizacji nie da się tego wykonać?
  • damdalen 25.01.18, 09:58
    W tych obiadach w pracy nie trzeba przecież wykupować abonamentu na miesiąc. Zatem wyjście jest proste: 2-3 razy w tygodniu stołujecie się na mieście, a w pozostałe dni razem gotujecie, czasem coś odgrzewając z zapasów. W ten sposób ani nadszarpnięcie za bardzo zdrowia i portfela jedzeniem knajpianym, ani nie zamęczycie się w kuchni. Moim zdaniem nie warto zupełnie rezygnować z gotowania w powszedni dzień tygodnia choćby ze względu na atmosferę w domu, wspólny posiłek z małżonkiem oraz dla szlifowania umiejętności kulinarnych i dla zdrowia oczywiście.

    Jednakże nadal nie wiem, co się jada po powrocie do domu zamiast ciepłego posiłku. Kiełbaski?
  • ana119 25.01.18, 11:09
    Z rozmów wynika ze najczęściej są to zapiekanki albo gotowe dania np krokiety pierogi i tu podchodzi pod dania drugiego obiadu😐
  • binabal 25.01.18, 11:12
    Szczera odpowiedź z całkiem innej strony. Pracuję w gastronomii i wiem, że jak obiad kosztuje 10-12 zł to będzie on przygotowany z produktów bardzo niskiej jakości. Czyli będzie po prostu niezbyt zdrowy. Nawet jeśli smaczny (co graniczy z cudem więc masz szczęście że w waszym barze jest smacznie, najczęściej jest tak sobie) . Więc takie rozwiązanie proponuję sporadycznie kiedy ze względu na inne zajęcia nie można przygotować obiadu, kolacji w domu. Jeśli chodzi o oszczędność i tak te same dania co w barze jak przygotujecie w domu wyjdą taniej. Pozostaje tylko czas poświęcony na zakupy i gotowanie. Tu mogę podpowiedzieć tylko dobrą organizację: 1. planowanie posiłków na tydzień, 2. dostosowanie do tego zakupów 3. przygotowywanie niektórych dań dzień wcześniej i odgrzewanie ich w domu. Ja po wielu latach prób nauczyłam się tego i wypracowałam własny system, oszczędzający i czas i pieniądze. Do pracy zabieram codziennie duży pojemnik domowej sałatki, ale takiej bardzo sycącej z dodatkiem białkowymi (jaja, strączki, sery itp) węglowodanowym (kasza, ryż, makaron, ziemniaki, w ostateczności zjadam z pieczywem chrupkim), A w domu najczęściej przygotowuję makaron jakimś prostym sosem albo mam już gotowe danie zdatne do odgrzania (kotlet, zupa itp) i dogotowuje dodatki czyli kasże czy ziemniaki i robię surówkę . Też nie lubię gotowa i oczywiście szczęśliwie nie mam juz dzieci na wyżywieniu.smile. ale zależy mi na zdrowym i tanim jedzeniu. Jak po pracy mam jeszcze jakieś sprawy to jem w sprawdzonym barze z jedzeniem na wagę gdzie po 18.00 jest 50% przeceny (czyli mam obiad za 5-10 zł) .
  • hanusinamama 29.07.18, 16:46
    O tym samym pisałam. Nie wyorazam sobie zywiwić sie w wiekszosci poza domem ze wzgledu na zdrowie i wartosci takich posiłków.
  • delfina77 25.01.18, 15:09
    Ja mam 3 dzieci, więc jak by nie liczyć, zawsze najbardziej opłaca się gotować w domu i wiem, że jemy zdrowo. Dwudaniowy obiad dla całej rodziny gotowany w domu kosztuje ok.20zł, czasem mniej. Gdybym była singlem, pewnie czasem jadłabym poza domem, ale też nie co dzień
  • san_vito 29.01.18, 16:57
    Staram sie miec przygotowany obiad na zas. Moje sposoby to:
    * gotowanie obiadu zawsze na 2 dni z rzedu.
    * robienie zapasow. Tzn jak w weekend cos gotuje to robie czegos wiecej z premedytacja i zamrazam. Tak jest np z leczo, bigosem, udkami pieczonymi. W chwili nie mocy wyciagam cos z zamrazarki i gotuje kasze.
    * z ziemniakow odgrzewanych w pracy praktycznie zrezygnowalam, jezeli juz to ziemniaki do odgrzania musza byc zmieszane z mlekiem i ubite poki sa jeszcze cieple wtedy sa jadalne. Zamiast ziemniakow jem makarony kasze, ryze.
    * nigdy nie mieszam sosu z kaszami makaronami. Zawsze sa obok. i mieszam przed podgrzaniem.
    * jak nie mam czasu na surowke to gotuje warzywa mrozone.
  • reskaa 27.07.18, 12:21
    Ja czasem sobie do pracy gotuję, ale to wtedy jak mam czas i ochotę i najczęściej są to makarony bo są najprostsze. Aczkolwiek przeważnie ze znajomymi z pracy chodzimy na lunche do pobliskiej knajpy Bistro Wiejska, bo mają tam bardzo smaczne i tanie lunche.
  • 1-buc 28.07.18, 10:16
    https://ibb.co/j9T84T

    Dramat, co za spam żałosny.
    --
    Musiałem zarejestrować nick, bo pojawiło się mnóstwo buców
    http://s2.rimg.info/9968084c97c517cc19279071930266e2.gif
  • hanusinamama 29.07.18, 16:44
    No oszczednosc czasu jest na 100% bo: nie robisz w tygodniu zakupów na obiady, nie gotujesz, nie zamywasz. Ale...dla mnie zjesc na miescie to mozna raz na jakis czas. Natomiast ja nie zywiłabym sie w wiekszosci (5 na 7 dni w tygodniu) bo zwyczajnie uwazam ze takie jedzenie nie jest tak zdrowe jak to w domu. Ja przykładam duzą miarę do składników, czytam etykiety, nie jemy gotowców, nie uzywam od lat kostek, zup, sosów w papierku itd. Wiec dla mnie odpada. Ale szwager z zona sie tak zywią od lat. W tygodniu w pracy, na weekend do jednych albo drugich rodziców i jeszcze wałowka do domu. Jak porównałam to maja wiecej czasu i kasy. Bo jakby nie patrzec gary tez sie nie zużywają (ja ostatnio tak przypaliłam jeen ze musiałam wywalić. Zaezy jak podchodzisz do zdrowosci jedzenia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.