Dodaj do ulubionych

Tanie obiady

10.01.09, 13:16
tanie obiady na cały miesiąc
- pulpety starcza na 5 dni
- gołąbki 5 dni
- schabowe 5 dni
- bigos 5 dni
- jajka sadzone z makaronem 2 dni
- wątróbka drobiowa 3 dni
- udka pieczone 2 dni
- żeberka 2 dni
- gulasz wiepszowy 3 dni
Do tego ziemniaki, kasze, ryż, jakies surówki i za ok 200 zł może najeść sie do syta 2 osobowa rodzina z 3 letnim dzieckiem ( dziecko jada w przedszkolu ale też coś przekąsi w domu)
Dodam, że raz w tygodniu robię jakąś zupe ale to już małe koszty.
Edytor zaawansowany
  • 10.01.09, 16:01
    Ja zauwazylam wlasnie, ze zupy wychodza naprawde tanio, a i smaczne
    i pożywne są. Ostatnio zrobilam szczwiową i cały garnek - starczylo
    na 4 porcje wyszedl za 6zł..
    --
    Chcesz kupic tanio fajne ubrania? Zapraszam na moje aukcje:
    www.allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=1161539
  • 10.01.09, 17:54
    Ja ostatnio nagotowałam garnek jarzynowej.
    Wielki pęczek włoszczyzny kosztował mnie całe 2 zł, do tego pół kapusty
    pekińskej, kostka rosołowa, 5 ziemniaków i kilka mrożonych brukselek.
    Jedzenie w sam raz na zimny wieczór. Po podsumowaniu też pewnie wyjdzie z jakieś
    5-6 zł.
    --
    Ixtlilto
    Dostałam klucz, aby wszystkie drzwi stały dla mnie otworem.
  • 10.01.09, 19:22
    Zgadzam się zupki bardzo tanio wychodzą zwłaszcza jak ktoś tak ja ja gotuje na
    tzw gwoździu wink ( czyli kogutku)
  • 10.01.09, 20:45
    zupy, zupy i jeszcze raz zupy. Uwielbiamy je z mężem. Nie uzywam kostek
    rosołowych. Nasz zupy są wegetariańskie i pyszne smile
  • 10.01.09, 20:57
    Ja uwielbiam zupy, mój M. także, ale dla niego zupa to nie obiad... Co najwyżej pierwsze danie, dlatego ja zup nie określam jako tanich obiadów.

    --
    ZMAGANIA PRZEDŚLUBNE
  • 10.01.09, 21:03
    @jogusia24
    Jeszcze raz przeczytałam twój post. Czy 200 złotych o których piszesz to koszt ryżu, makaronów, surówek i mięsa(!), które wymieniłaś?
    Nie wiem jakie u Ciebie są ceny, ale u mnie 200 złotych nie wystarczyłoby na te zakupy... Same schabowe na 5 dni dla dwóch osób to spory wydatek...

    --
    ZMAGANIA PRZEDŚLUBNE
  • 11.01.09, 09:59
    200 zł zupełnie wystarczy
    koszt schabu to ok 16 zł/ kg z kilograma robie 10 kotletów, nie jemy ich 5 dni pod rząd tylko zamrażam.
    gołąbki to koszt też ok 16 zł., pulpety z kilograma zrobiłam 20 sztuk koszt 15 zł, gulasz wieprzowy cały gar za 15 zł, wątróbka 6 zł za kg, bigos 15 zł z dodatkami, udka z kurczaka 6 sztuk 14 zł
    za 100 zł mięso na cały miesiąc i 100 zł do dodatki.
  • 11.01.09, 10:19
    Potwierdzam, to wcale nie jest takie drogie jak się powszechnie
    wydaje.
    Kupuję podobne rzeczy, zamrażam i mam gotowe obiady w paręnaście minut.
  • 11.01.09, 20:52
    NO w sumie wydaje się realne wiec jestem już spokojna o moje 200 na tydzień na
    pewno dam rade smile)
  • 07.03.09, 16:20
    to dlaczego piszesz na innym watku, ze to pisze twoja 2ga osobowosc?
    i ze mozesz tak zyc ale nie chcesz?

    pierwszy wpis to jest stwierdzenie, ze tak zyjesz a nie ze tak bys
    mogla

    a co do tego, czy mozna w praktyce? ja osobiscie nie widzialam 100g
    schabowych (po obrobce cieplnej jeszcze mniej zostaje miesa a
    napisalas ze z kg robisz 10 sztuk) dla mnie obiady dla 3 osobowej
    rodziny za 200PLN miesiecznie to malo realne i przylaczam sie do
    opinii kreatywnej, ktora do TWOJEGO watku z polowy lutego, ze jest
    14.02 a ty nie mozesz za 200PLN na jedzenie do konca miesiaca wyzyc
    napisala ci, ze tutaj pisalas, ze za tyle to masz caly miesiac
    obiadow

    to 200PLN na sniadania i kolacje powinny w zupelnosci wystarczyc

    ale sie nie bede klocic o cos, co jest wymyslem twojej 2giej
    osobowosci jak napisalas w watku o tym, ze nie umiesz oszczedzac
  • 09.08.12, 18:24
    Same obiady x 5 dni to 200 zł. żadnych gotowców....wszystko sama. Dla 4 osób. Cudotwórczynie jecie zbyt biednie....moja znajoma głodzi troje dzieci, płaczą z głodu. Tato ma za to na koniaki i na leasing limuzyny, nowe auto na podjeździe i cały tydzień zupka dolewana.....bywa.
  • 09.08.12, 18:27
    Same obiady x 5 dni to 200 zł. żadnych gotowców....wszystko sama. Dla 4 osób. Cudotwórczynie jecie zbyt biednie....moja znajoma głodzi troje dzieci, płaczą z głodu. Tato ma za to na koniaki i na leasing limuzyny, nowe auto na podjeździe i cały tydzień zupka dolewana.....bywa. Lubią stołować się po ludziach, zwłaszcza w wakacje gdy robią rajd po Polsce. Na szczęście przebywają za granicą. Dobijają się chamy ale ja elegancko przeczekuję za bezpiecznie zamkniętymi drzwiami.
  • 09.08.12, 18:29
    Same obiady x 5 dni to 200 zł. żadnych gotowców....wszystko sama. Dla 4 osób. Cudotwórczynie jecie zbyt biednie....moja znajoma głodzi troje dzieci, płaczą z głodu. Tato ma za to na koniaki i na leasing limuzyny, nowe auto na podjeździe i cały tydzień zupka dolewana.....bywa. Lubią stołować się po ludziach, zwłaszcza w wakacje gdy robią rajd po Polsce. Na szczęście przebywają za granicą. Dobijają się chamy ale ja elegancko przeczekuję za bezpiecznie zamkniętymi drzwiami.
  • 09.08.12, 18:30
    Same obiady x 5 dni to 200 zł. żadnych gotowców....wszystko sama. Dla 4 osób. Cudotwórczynie jecie zbyt biednie....moja znajoma głodzi troje dzieci, płaczą z głodu. Tato ma za to na koniaki i na leasing limuzyny, nowe auto na podjeździe i cały tydzień zupka dolewana.....bywa. Lubią stołować się po ludziach, zwłaszcza w wakacje gdy robią rajd po Polsce. Na szczęście stale przebywają za granicą. Dobijają się chamy ale ja elegancko przeczekuję za bezpiecznie zamkniętymi drzwiami.
  • 09.08.12, 18:31
    Same obiady x 5 dni to 200 zł. żadnych gotowców....wszystko sama. Dla 4 osób. Cudotwórczynie jecie zbyt biednie....moja znajoma głodzi troje dzieci, płaczą z głodu. Tato alkoholik ma za to na koniaki i na leasing limuzyny, nowe auto na podjeździe i cały tydzień zupka dolewana.....bywa. Lubią stołować się po ludziach, zwłaszcza w wakacje gdy robią rajd po Polsce. Na szczęście stale przebywają za granicą. Dobijają się chamy ale ja elegancko przeczekuję za bezpiecznie zamkniętymi drzwiami.
  • 09.08.12, 18:32
    Same obiady x 5 dni to 200 zł. żadnych gotowców....wszystko sama. Dla 4 osób. Cudotwórczynie jecie zbyt biednie....moja znajoma głodzi troje dzieci, płaczą z głodu. Tato alkoholik ma za to na koniaki i na leasing limuzyny, nowe auto na podjeździe i cały tydzień zupka dolewana.....bywa. Lubią stołować się po ludziach, zwłaszcza w wakacje gdy robią rajd po Polsce. Na szczęście stale przebywają za granicą. Dobijają się chamy ale ja elegancko przeczekuję za bezpiecznie zamkniętymi drzwiami.
  • 26.02.10, 13:48
    Jak na początku lata są w sklepach tylko młode jarzyny, to zupy się
    zupełnie nie opłacają. Taniej wychodzi drugie. No chyba, że z
    mrożonki.
  • 10.01.09, 21:13
    też mi się wydaje ze to nie starczy ale gdyby nawet ( zależy jakie kto lubi
    schabowe wink to nie mogła bym jeść przez 5 dni tego samego
  • 10.01.09, 21:50
    przeciez to nie chodzi o to zeby schabowe jesc 5 razy z rzedu tylko zeby zrobic
    je 5x w miesiacu.
    no i niekoniecznie sa to prawdziwe schabowe, ze schabu. ostatnio czesto
    spotykam sie z nazywaniem kotletow z kurczaka schabowymi. bo przeciez jak sie
    mowi w skrocie to nie mowi sie kotlet tylko schabowy.

    ja czesto jak gotuje to wieksze ilosci. dzisaij zrobialm jakies 150 pierogow,
    ruskich i z miesem. pozniej jak mi sie nie chce gotowac to poprostu wyciagam z
    zamrazarki. bigosu tez zawsze robie wiecej i czesc zamrazam. wczoraj robilam
    pizze, wszystkie resztki z lodowki na niej wyladowaly...
  • 10.01.09, 22:03
    > no i niekoniecznie sa to prawdziwe schabowe, ze schabu. ostatnio czesto
    > spotykam sie z nazywaniem kotletow z kurczaka schabowymi. bo przeciez jak sie
    > mowi w skrocie to nie mowi sie kotlet tylko schabowy.

    ciekawe smile
  • 11.01.09, 17:49
    chodzilo mi o to ze ludzie jak chca powiedziec krocej to na kotlet z kurczaka
    zamiast powiedziec tylko kotlet mowia schabowy... mam nadzieje ze teraz troche
    bardziej zrozumiale to napisalam smile

    ostatnio dziwilam sie jak kolezanka ktora jada tylko drob powiedziala ze robi
    schabowe na obiad... smile
  • 25.02.10, 12:20
    a moja znajoma ze wszystkiego ma polędwicę wink czy to indyk czy schabowy - zawsze
    polędwica!
  • 11.01.09, 18:15
    ostatnio zdziwil mnie tez kolega mowiac ze u niego robi sie takie wielgasne
    schabowe po krotkim dochodzeniu (bo moje schabowe jakos duze nie sa) okazalo sie
    ze to nie ze schabu tylko z takiego miesa co kolo mnie w sklepie nazwa sie "od
    szynki" a normalnie to chyba zwie sie szynka
  • 10.01.09, 22:09
    no 5 razy w miesiącu to też dla mnie za dużo nawet jeśli nie pod rząd wink

    A poza tym schabowe sa dla mnie ze schabu wink a z kurczaka to po prostu kotlet z
    piersi i tyle nie schabowy na pewno smile
  • 10.01.09, 21:26
    Nie mogłabym jesc tego samego przez kilka dni , ale mam sposób na dobre i zdrowe
    jedzenie
    poza tradycyjnymi daniami, które gotuję mam często ochote na cos innego i tak
    składniki do nich kupuję na promocji w Lidlu lub Carrefurze)
    Pod koniec dnia sałata lodowa lub rucola kosztuje w Lidlu 1 zł, avocado 1,6
    sztuka,a paluszki krabowe za 1,99smilejedno z moich ulubionych dan to makaron
    włoski plus jogurt bałkanski, paluszki krabowe pociete drobno i podsmażone
    krótko na patelni i zioła, wychodzi tanio i pyszniesmile
  • 10.01.09, 21:58
    teraz warto kupowac avocado ( w marketach) za 2- 2,50 zl, robie pasty z jajkami albo tunczykiem.
    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 10.01.09, 22:09
    z łososiem też jest pysznesmile
    czase robię też pastę na kanapki- rozgniatam miękkie avocado i dodaję
    zmiażdżony ząbek czosnku- pychotasmile
  • 10.01.09, 22:10
    a ja lubie pastę z dwóch jajek na twardo i serka topionego mniam mniam
  • 11.01.09, 11:19
    jakos mi nie przyszlo do glowy zeby odczytac watek w ten sposob ze ktos je dany obiad 5 dni pod rzad, ciekawie ludzie potrafia intermpretowac slowo pisane wink

    a co do tematu: ja ostatnio zrobilam rosol, wieczorem, na kolacje byl, nastepnego dnia na tym pomidorowke, trzecigo dnia mieso z ziemniakami i odlozone jeszcze mieso na 4 dzien - pokroje w kawalki i sosik na kasze, tyle ze jestem ja i 3-latek, z m. bedzie gorzej, bo na 2 obiady, gora trzywink
    co do ceny to nie wylicze, bo za granica jestem wiec na zl wyjdzie sporo, dodatkowo kupuje wszystko lepszej jakosci, czyli kurczak nie z farmy a tzn "z pola", gospodarski, warzywa z targu od drobnych sprzedajacych, mimo to uwazam ze to spora oszczednosc, dwa- nie chce mi sie codziennie gotowacwink
    --
    sygnaturki nie ma..
  • 11.01.09, 12:15

    --
    kAcPeRkIsĄoK ;O)
  • 11.01.09, 12:22
    Jadamy ryby wędzone i w galarecie a także śledzie pod każdą postacią.
    Dodam,że jest to przykładowy jadłospis i inne rzeczy nie wymienione także jadamy
  • 11.01.09, 14:05
    ale fajnie to napisałaś. Wogole opłaca się kupowa mięsa raz na
    miesiąc i mrożenie w porcjach czy tam zmielone juz
    --
    kAcPeRkIsĄoK ;O)
  • 11.01.09, 14:14
    co do tych 5 dni pod rząd - to się trochę przyczepiłam niepotrzebnie - sorki

    Dla mnie rzadsze zakupy to mniejsza szansa na kupienie czegoś niepotrzebnego smile
  • 12.01.09, 14:48
    tanio wychodzi też

    pieczarkowa ( makaron pieczarki grzybki jak mam suszone kilka sztuk i śmietana)

    żurek też taniocha
    kapuśniak
    barszcz czerwony mniam mniam ( buraki trę na grubej tarce + ziemniaki i śmietana
    palce lizać )
  • 12.01.09, 17:35
    Ja gotuję jeszcze:- krupnik-
    - ogórkową
    - soczewicową
    - z serków topionych
    - fasolową
    - grzybową
  • 12.01.09, 17:40
    jogusia24 napisała:

    > Ja gotuję jeszcze:- krupnik-
    > - ogórkową
    > - soczewicową
    > - z serków topionych
    > - fasolową
    > - grzybową

    krupnik też gotuję zapomniałam ale tymi serkami mnie zadziwiłaś możesz podać
    przepis smile
  • 12.01.09, 18:23
    na około 2 litry wody daję 3 kostki rosołowe drobiowe, gdy wywar
    zagotuje się dodaję 2 serki śmietankowe i 1 ziołowy
    , w tak zwanym międzyczasie, gdy serki rozpuszczają się w
    wywarze, podsmażam na oleju na patelni (na rumiano) 5 pieczarek
    pokrojonych w cienkie plasterki
    ,wrzucamy pieczarki do zupki;
    na tym samym tłuszczu i patelni podsmażam pokrojonego w cienkie
    półplasterki pora (białą część-około 8-10 cm kawałek),pora
    przekładamy do garnka;
    zupę gotujemy do momentu rozpuszczenia serków;
    podaję najczęściej z gotowanym makaronem łazanki
  • 12.01.09, 18:59
    kurcze muszę spróbować brzmi fajnie a można by zamiast pora dac coś innego ? te
    serki są po 100g ??
  • 12.01.09, 19:17
    marchew, pietruszka, seler, ziemniaki i pod koniec dodać serki
    topione, ja najbardziej lubie w kiełbasce smile pyszna jest taka zupka
    i taka bielutka smile
    --
    kAcPeRkIsĄoK ;O)
  • 12.01.09, 19:42
    no tom spróbuję na pewno smile

    A z tanich dań przypomniała mi się fasolka po bretońsku my uwielbiamy i za 15 zł
    mam fasolki na trzy obiady smile
  • 07.03.09, 12:25
    PRZECIEŻ TO CO TU NAPISAŁAM TO PRAWDA
    MOŻNA NAJEŚC SIĘ DO SYTA ZA 200 ZŁ.
    wYMIENIONE SĄ TU TYLKO OBIADY.
    NA kolacje ,śniadania też się cos je.
  • 07.03.09, 16:21
    odpisalam ci wyzej
  • 17.04.12, 22:21
    a ja robię z serkiem topionym taksmile

    ogórek np. wężowy zetrzeć na tarce na grubych oczkach, zalać wodą, dosypać kucharka, po 15 minutach do wrzątku dorzucić kostkę serka topionego bez dodatków. podawać z grzankami lub na zimno, latem, w formie chłodnika. smacznego.
  • 25.02.10, 13:52
    u nas by to nie przeszło, bo
    bigos
    wątróbka
    jajka sadzone nie zaliczają się do potraw obiadowych.

    jajka to tylko na śniadania
    wątróbka i bigos to śniadania lub kolacje.

    mąż głównie jest wybredny, a i ja lubię jeść konkretne potrawy.
    jedyne co przemycam jako obiad to spagetti, w kawalerskich czasach
    było robione jako kolacja także, ale odkąd dzieci polubiły - jemy
    jako drugie danie.

    obiad bez zupy - to u nas nie obiad
    zupa bez drugiego - to też nie obiad
    zupa na kostce - to nie zupasmile
    mięso z rosołu - to nie mięso, chyba że babcia zrobi pierogi
    ale pierogi - to nie obiad, i tak w koło macieju.

    z jednej strony to zazdroszczę niektórym takich niewymagających
    domowników - u mnie to nie przechodzi, by makaron z łososiem, czy
    szpinakiem zapieczony czy podsmażony był drugim daniem. nikt się nie
    da oszukać - ani dzieci ani mąż.


  • 25.02.10, 15:05
    volta2 napisała: > z jednej strony to zazdroszczę niektórym takich niewymagających
    > domowników - u mnie to nie przechodzi, by makaron z łososiem, czy
    > szpinakiem zapieczony czy podsmażony był drugim daniem. nikt się nie
    > da oszukać - ani dzieci ani mąż.
    >

    Nie za bardzo rozumiem o co chodzi z tymi "niewymagającymi domownikami" i
    "oszukiwaniem". My na obiad zawsze mamy tylko jedno danie i nikt nie czuje się
    oszukiwany, jak rówież nie uważam nas za osoby niewymagające (ani takie
    wymagające za dużo). Mamy normalne wymagania żywieniowe i szczerze mówiąc nie
    wyobrażam sobie, abym musiała jakieś kombinacje wykonywać aby "przemycić" coś na
    obiad.
    Wątróbka, jajka sadzone, pierogi nie nadają się na obiad??!!

    Bez sensu.
  • 25.02.10, 15:58
    no u nas jajak sadzone na obiad nie przejdą.

    my jadamy bardziej tradycyjnie i makaron z serami pleśniowymi i
    szpinakiem może być zrobiony dla gości na kolację, ale nie jest to
    coś, czym możemy się żywić na codzień.

    a jedzenie tradycyjne to u nas
    zupa+ drugie danie+ deser+ kompot/herbata częściej

    jak nie będzie takiego obiadu to znaczy, że coś w domu jest nie
    halo. dzieci by mi się z głodu zapłakały i nie zapchałabym ich
    żadnym makaronem.
    i to są dla mnie wymagający domownicy - jeśli twoje dzieci/mąż/ty
    nie widzicie nic złego w zjedzeniu na obiad zupy (z pieczywem lub
    bez) to przecież to nie mój problem.
    ale u mnie w domu byłby to problem że hej.

    jak nie ma w domu obiadu to idziemy do restauracji i też kupujemy
    tam dzieciom zupę, drugie i herbatę/sok/kompot.
    tak są nauczeni wszyscy łącznie ze mną.

    czy zjedzenie na obiad tylko jednego dania jest normalnym wymaganiem
    żywieniowym? nie wiem, ale dla mnie nie. w całej mojej rodzinie i
    rodzinie męża normą jest obiad w zestawie
    zupa /drugie/slodkie/napoje/owoce

    i tak u nas jest codziennie

    u ciebie może być inaczej i może to również być twoją normą - ale
    gdybyś nas zaprosiła na obiad i podała jedno danie (nie wnikam czy
    to byłby schabowy z kapustą i ziemniakami czy wątróbka z cebulką i
    ziemniakami czy w końcu sadzone) to nie czulibyśmy się komfortowo w
    tej sytuacji.

    dzieci by pewnie dopominały się o zupęsmile niekoniecznie głośnosmile

    a i dla mnie jak podajesz rodzinie jedno danie(już nie wnikając co
    konkretnie) to dla mnie - podkreślę, znaczy że jesteście
    niewymagający(mam nadzieję, że pozwolisz mi tak myśleć?)
  • 25.02.10, 16:24
    zaintrygowałas mnie. Volta, możesz przybliżyć co jecie na obiad?

    wszystko co wymieniłas jako nie-obiad u mnie własnie obiadowe jest smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 25.02.10, 16:41
    mazel_tov napisał:


    >
    > wszystko co wymieniłas jako nie-obiad u mnie własnie obiadowe jest smile

    U mnie tak samo. Natomiast bardzo trudno mi wyobrazić sobie, ze jemy wątróbkę
    czy bigos na śniadanie...No sorry, ale jedzenie bigosu na śniadanie to z reguły
    kojarzy mi sie z jakimś po imprezowym, bardzo ciężkim i brzemiennym w skutki
    porankiem.
    I taki drobiazg- skoro pierogi to nie obiad, to kurcze co?
    A poza tym w jaki sposób oszukuję rodzinę podając na obiad np. makaron ze
    szpinakiem czy łososiem???
  • 25.02.10, 17:10
    kurrr.
    tyle się napisałam i wcięło, więc w skrócie:
    zupy:
    rosół
    pomidorowa
    kalafiorowa
    barszcz ukraiński i na słodko z ziemniakami
    grzybowa
    pieczarkowa
    warzywna
    krupnik

    na kościach wołowych, mięsie nigdy na kostce

    drugie dania:
    tradycyjnie:
    schabowe
    mielone
    pieczony kurczak
    pierś z kurczaka jako schabowy
    filet z indyka duszony
    polędwiczka wieprzowa duszona
    chińszczyzna kurczak+ warzywa chińskie hortexu
    spagetti boloniese
    gulasz węgierski z papryką
    polędwica wołowa
    bardzo rzadko wieprzowina duszona lub bitki wołowe - bo dzieci nie
    przepadają
    w każdy piątek ryba - teraz samżony dorsz, w czasach
    przeddzieciowych często pieczony pstrąg lub łosoś(dzieci nie lubią)

    jako dodatek ziemniaki/kasza/ryż/kluski śląskie i kopytka
    jako warzywa
    szpinak
    buraczki czerwone
    fasolka zielona i żółta
    marchew z groszkiem
    tu królował hortex jak mieszkałam w pl
    teraz robię ręcznie te buraczki i szpinak mam świeży do zrobienia
    i częsciej dzieci jedzą surową marchewkę, fasoli tu nie mamysad
    dzieci nie lubią surówek na bazie pekińskiej czy normalnej kapusty,
    więc i my wcinamy szpinaksmile

    w sytuacji kryzysowej, czyli braku mięsa jako drugie danie
    przechodzą :
    kopytka lub kluski śląskie z rozpuszczonym masłem i posypane cukrem
    knedle z jabłkami
    kluski serowe/leniwe się chyba nazywają?
    oczywiście robione osobiście
    naleśniki z serem(to musi być meeega kryzys - bo naleśniki jedzą co
    niedziela na śniadanie i wiedzą, że to nie jest obiad)
    czasem na drugie przechodziły też pierogi - ale tu gdzie mieszkam
    nie ma czegoś takiego, a sama się nie biorę - chyba nie umiem zrobić?

    mąż gdy obiad jest niemięsny zostaje na obiadokolację w pracy.

    czy my jemy jakoś nienormalnie? wydawało mi się, że to taki raczej
    standard? żadnych cudów, obiad gotowany raz na 2 dni.
    dzieci nie jedzą szkolnych obiadów, bo w szkole nie lubią a że są
    drogie - to szkoda mi codziennie 7 eurasów na niezaspokojenie głodusmile
    bo potem i tak po szkole muszą w domu dzieci zjeść to co ww.
    MUSZĄ, zatem mam w domu wymagających domowników, gdybym mogła sobie
    pozwolić na podanie dzieciom tylko zupy lub tylko drugiego
    uważałabym, że mam domowników niewymagających.

  • 25.02.10, 17:32
    No nie, dla mnie to są wymagania ponad normę.
    Taki sposób gotowania i żywienia jest ok. gdy jedna osoba nie pracuje i zajmuje
    się tylko domem. W dzisiejszych czasach gdy zazwyczaj dwie osoby pracują (z
    wyboru lub z konieczności) nie wyobrażam sobie czegoś takiego.
    Na szczęście mój partner też nie ma takich wygórowanych wymagań i gdy gotujemy
    (czasem ja, czasem on, w zależności od tego kto ma czas i komu się chce), to
    obiady jemy NORMALNE (moim zdaniem) czyli jakaś zupa albo drugie danie, w skład
    drugiego dania wchodzi jakieś mięsko + dodatki (ziemniaki, ryż, surówka) albo
    pierogi albo spagetti albo ryż z sosem... W sumie jako obiad traktujemy wszystko
    co jest "na ciepło".

    Bywają też take dni, kiedy nie gotujemy obiadu tylko jemy w pracy np. krokiety.
    I nie przeszkadza nam to.

    Uważam, że to dobrze, że nie mamy jakichś tam straszliwych wymagań, bo w życiu
    bywa różnie.
  • 25.02.10, 20:16
    W sumie jako obiad traktujemy wszystk
    > o
    > co jest "na ciepło".

    a, to ciekawe, bo u mnie to najchętniej na ciepło by wszystkie
    posiłki były. czyli i na śniadanie i na kolację.
    ale aż tak różowo to nie ma, zabrakłoby mi inwencji.
  • 25.02.10, 21:41
    no tak,ale na to wszystko trzeba mieć czas...
    U nas najczęściej jest tak, że śniadanie i obiad przygotowujemy dla siebie
    wspólnie, a na kolację każdy je we własnym zakresie, wtedu kiedy jest głodny
  • 27.02.10, 21:18
    po przecczytaniu twoich postów podziwiam cie smile za te dwa dania wg
    mnie jestes idealna smile naprwade ja nawet nie pracujac robie
    zazwyczaj tylko jedno danie uncertain w domu tez mialam zupei drugie ale od
    ad sama mieszzkam z mezem i dzieckiem nie chce mi sie poprstu
    gotowac no ale na szczescie moi nie sa wyredni a maz to by
    codziennie kotleta z kurczaka jadł smile maly je obiadek w przeczkolu
    noi drugi w domciu smile ale wg mnie to naprawde jest poswiecenie
    2dania plus deserki smile twoje dzieciczki napewno zadowolone sa smile i
    fajnie ze twój maly tez sie tym interesuje chociaz mój to nrazie
    chlebek i kakao potrafi sobie zrobic ale tez lubi mi pomagac w
    kuchni smile pozdrawiam cie serdecznie i zycze ciekwych pomysłów
    obiadowych smile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/f2w3vfxmg53uqyzi.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/zem320mmgsul9ah5.png
  • 25.02.10, 22:12
    Volta, wiesz co, mi to wygląda na zywienie robotnicze smile

    Jak ja bym wystartowała z naleśnikami na śniadanie, albo bigosem, to by mnie
    chyba chłop na egzorcyzmy zapisał.

    Ale się nie upieram, u mojej babci dzień zaczynało się od talerza zalewajki i
    pajdy chleba. tylko, że potem szło się kopać węgiel.

    Co do dzieci, że się domagają. Sama żeś ich tego nauczyła kochanieńka.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 25.02.10, 22:55
    mi to wygląda na zywienie robotnicze
    no cóż, mąż robotnik zasuwa od 8 do 19-tej, więc?

    Jak ja bym wystartowała z naleśnikami na śniadanie, albo bigosem, to
    by mnie
    > chyba chłop na egzorcyzmy zapisał.
    a u mnie to chłop preferuje ciepłe śniadania i z bigosem to on na
    mnie czekasmile
    ale bez obaw, taki bigos to tylko jak dostaniemy od teściowej a że
    robi najlepszy na świecie, to ja też mogę go jeść na śniadanie,
    obiad i kolację.

    Co do dzieci, że się domagają. Sama żeś ich tego nauczyła
    kochanieńka.
    no cóż... protekcjonalnie kończysz, a nie znasz szczegółów, dzieci
    jedzą tylko obiady(opisane powyżej) poza tym zupę mleczną w dni
    szkolne i to prawie wszystko.
    w szkole głodują bo nic im nie smakuje(zjedzą danonka, ciasteczko
    francuskie, makaron czy ryż polany śmienką w ilościach
    mikroskopijnych) a na kolację kaszkę dla niemowlaka albo suchy chleb.
    nie jadają kanapek, jogurtów, serków, kisieli, budyni, no ... nic
    nie jadają.
    nie mogą, mają schizy zapachowe, szynka im śmierdzi, pasztet domowy
    jest zimny, ryba wędzona też śmierdzi, ser żółty - niejadalny.
    jeśli 7-latek nigdy nie zjadł kanapki - to mam mu jeszcze obiadu nie
    dać? no, taki się urodził i uwierz, niczego go nie uczyłam. ja
    jestem przeszczęśliwa jak kolejny element żywienia wpisuję do menu.
    jako 6-latek dopiero zaakceptował pizzę i pierogi z serem, rozumiem,
    że ty karmisz na siłę, nawet jak ci dzieciak rzyga? w imię
    nienauczenia go lubienia obiadów, bo ci gotowanie z jakichś przyczyn
    nie idzie?
    jedna z was pisała, że dziecku daje jogurt i idzie spać. ja tak nie
    mogę, bo mi tego jogurtu by nie zjadł i tyle.
    a skoro mi to nie sprawia trudności to po co mam stresować dzieciaka
    i dietę chleb i woda stosować?
  • 26.02.10, 11:19
    Mój brat miał podobne schizy jedzeniowe. Pomidory ochydne, ale nigdy ich nie
    spróbował, więc skąd miał wiedzieć? Podobna opinia na temat 80% produktów
    spożywczych.

    Współczuję ci trochę, mnie by takie upodobania zamęczyły.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 26.02.10, 13:58
    Mój brat miał podobne schizy jedzeniowe
    piszesz w czasie przeszłym - znaczy już jest ok?

    Pomidory ochydne, ale nigdy ich nie
    > spróbował, więc skąd miał wiedzieć? Podobna opinia na temat 80%
    produktów
    > spożywczych.
    u mnie tak samo, kanapki są niedobre choć nigdy szynki nie
    spórbował - czy to się zmieni?

    Współczuję ci trochę, mnie by takie upodobania zamęczyły.
    zbyteczne współczucie, ja naprwdę jestem zadowolona, że oni jedzą
    cokolwiek i wszystko z mojej listy powyżej. jak mnie męczy takie
    jedzenie - to przecież nikt mi pistoletu do skroni nie przykłada.
    idę do knajpy i finito. tylko mało która knajpa karmi mnie lepiej
    niż ja samą siebie, zatem jestem w punkcie wyjściasmile
  • 26.02.10, 15:52
    Minęło, ale nie do końca. Je więcej, ale powiedziałabym, że ciągle to samo. Nie
    wygląda zbyt zdrowo smile (to brat wujeczny).

    Prawdę powiedziawszy, ja bym swoje dzieci lała po dupie, jakby mi się stawiały
    przy jedzeniu big_grin
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 26.02.10, 22:02
    Nie
    > wygląda zbyt zdrowo smile

    a czym się objawia u niego taki niezyby zdrowy wygląd?

    ja bym swoje dzieci lała po dupie, jakby mi się stawiały
    > przy jedzeniu big_grin
    serio?
    ja bym dziecka cudzego uderzyć nie pozwoliła o swoim nie wspomnę.
    i choć wiele nerwów straciłam na nakarmienie dziecka w przeszłości
    to widzę, że odpuszczenie przynosi efekty, np. zjadł pierogi z
    jagodami! i to całą miskę. i to z restauracji!
    także u mnie zamiast terroryzmu - metoda małych kroczków się
    sprawdza.
  • 26.02.10, 22:34
    Volta, kurde, od samego początku tej dyskusji byłam neutralna, ale poczytaj sama
    siebie czasem "np. zjadł pierogi z
    > jagodami! i to całą miskę. i to z restauracji!
    > także u mnie zamiast terroryzmu - metoda małych kroczków się
    > sprawdza."

    Wielki wyczyn, bo dzieciak zjadł pierogi? Z restauracji? O matko, zróbmy ściepę
    na pomnik.

    I powstrzymaj się od określeń typu terroryzm, jeśliś łaskawa, bo sobie nie
    życzę, żeby robić ze mnie tyrana.

    Rozumiem, że jesteś poddenerwowana całą dyskusją, ale czytaj uważniej.

    Niezdrowy wygląd brata objawia się pryszczami, ziemistością i bladością skóry
    oraz nadmiernym wychudzeniem. Morfologii mu nie robiłam.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 26.02.10, 23:28
    jeżeli dałabyś dzieciom w dupę za niejedzenie - to dla mnie to
    terroryzm wobiec dziecka. koniec. kropka

    tak, dla nas był to wielki wyczyn. możemy tak uważać?
    i na dodatek zrobił to na oczach dziadków, którzy jak większość z
    was uważa, że wystarczyłoby dać w dupę.
    albo poglodzić tydzień o suchym chlebie(lubi więc raczej nie byłoby
    sukcesu)
    a tu i im szczęki opadły, nie tylko nam.

    ty mi o pierogach z jagodami, on frytek nie weźmie do ust, dużo
    znasz dzieci niejedzących frytki? o coli nie wspominam, ale też go
    odrzuca.

    nie jestem poddenerwowana dyskusją,
    poddenerwowana to jestem wtedy, jak mi syn jeść nie chce, mąż nie
    wraca z roboty na czas, czy inne takie.
    przecież tej dyskusji mogłoby nie być, nie muszę w niej brać
    udziału, więc tym bardziej gdyby mnie to jakoś denerwowało. co
    najwyżej irytuje brak zrozumienia - że to nie ja narzucam dzieciom
    styl żywienia, a raczej one mi. i ja to przyjmuję. a wy uważacie, że
    powinnam w dupę dać i makaron z łososiem wtrynić w gębę, bo zdrowszy
    (a guzik zdrowszy, makaron to zapychacz, łosoś jest bardzo tłustą
    rybą). do wyrzygu, bo tak by się skończyło.
  • 08.12.12, 12:17
    Zachęcam wszystkich do powstrzymania się przed szałem zakupów i chaotycznych (kosztownych, pracochłonnych) świątecznych przygotowań. Od lat korzystam z listy "Na święta ZUPEŁNIE wystarczy", co działa zbawiennie na moją kieszeń i nerwy smile, a poczucie, ze panuję nad sytuacją jest ... bezcenne smile.
    Oczywiście, to propozycja, niech każdy ustali własną listę. Polecam, powodzenia !
    --
    www.inspirujacacodziennosc.blogspot.com
  • 25.02.10, 17:32

    > a jedzenie tradycyjne to u nas
    > zupa+ drugie danie+ deser+ kompot/herbata częściej

    Respect, że masz czas robić codziennie takie obiady. Ja wracam do
    domu najwcześniej o 18:30, więc na przygotowanie takiego obiadu nie
    miałabym ani chęci, ani czasu.

    I cieszę się, że mój mąż jest taki niewymagający, że się zapcha
    łososiem z warzywami bez zupy, bo dzięki temu świetnie wygląda, w
    przeciwieństwie do części swoich podtatusiałych kolegów z
    brzuszkiem. wink
  • 25.02.10, 19:08
    Respect,
    dzięki, ale to jednak jest wymuszone, aczkolwiek mniej przez męża,
    bardziej przez dzieci. to one nie potrafią "żyć" bez mojej kuchni,
    zresztą do niedawna starszy(bardziej niejadkowaty) nadzorował
    osobiście każdy proces gotowania - dzięki temu gotowanie dla niego
    tajemnicą nie jest żadnąsmile

    do części swoich podtatusiałych kolegów z
    > brzuszkiem. wink
    wiedziałam, że na podstawie jadłospisu ktoś wyciągnie brzuszek -
    ale, moje dzieciaki są najchudsze w swoich grupach - bo jak pisałam,
    są niejadkami i obiady to są ich w zasadzie jedyne, konkretne
    żywienie.

    co do taty - ma prawie 40-tkę a chodzi w dżinsach tych samych od 20-
    lat, wspina się w górach, szczyty po 3000 metrów robi bez
    przygotowania szczególnego, 3tygodnnie temu wybrał się na skiturach
    samotnie pod namiot, i to co dostaje na obiad nie ma wpływu na jego
    figurę. w przeciwieństwie do tych co się "trzymają" z niedożywienia.
    a brzuszki to myślę, że pojawiają się dlatego, że lata się do
    fastfoodu, bo żona/mąż nie ma czasu gotować po pracy.
    albo zwyczajnie - gotować nie potrafi/nie umie się zorganizować.

    o swojej figurze wypowiadać się nie zamierzam - faktem jest że na 3
    tysie raczej z nim nie wejdęsmile

    że mój mąż jest taki niewymagający
    nie pisałam o wymagających mężach - tylko domownikach - a ja się też
    do takich w końcu zaliczam.
    i dla mnie dzień bez zupy - dniem straconym, drugiego w sumie
    mogłabym czasem nie jeść i jak brakuje w domu dla kogoś porcji to
    osobą niedojadającą jestem ja. ale generalna zasada jest taka, że
    obiady pełne u nas jadają wszyscy domownicy.

    Ja wracam do
    > domu najwcześniej o 18:30, więc na przygotowanie takiego obiadu
    nie
    > miałabym ani chęci, ani czasu.
    no dobrze, ty dorosła to ok.
    a co mówisz dzieciom, które chcą zjeść obiad, bo ten w stołówce nie
    był zjadliwy?(nie śledzę sytuacji, więc nie wiem czy w ogóle masz
    dziecismile
    bo ja ostatnio po 10 godzinach lotu i czekania na lotnisku w porze
    obiadowej wróciłam do domu z dziećmi i od razu stanęłam do garnków.
    bo to dzieci chciały jeść a w samolocie poczęstowano je właśnie
    makaronem ze szpinakiem - i choć makaron lubią i szpinak lubią to
    jednak w innych zestawieniach - i przez cały lot nic nie tknęły.
    wyjście do restauracji i oczekiwanie na obidad zajęłyby tyle samo
    czasu co przygotowanie prostego drugiego dania, czyli chińszczyzny.
    a tłumaczenie dzieciom, że mama zmęczona po podróży i nie ma ochoty
    gotować nie napełniłoby im brzuszka...
  • 25.02.10, 20:25
    O Bożusz... jeśli masz synów to już dziś żal mi ich żonbig_grin
  • 25.02.10, 21:02
    żal mi ich żon

    zupełnie niepotrzebnie
    starszy gotować uwielbia i myślę, że jak trafi mu się jakieś
    beztalencie to sam stanie do gotowania.

    2 lata temu jako pięciolatek prowadził opiekunkę w naszej kuchni i
    gotowali wspólnie krupnik - to on wiedział, gdzie są wszystkie
    warzywa, kiedy i co po czym włożyć do gara.

    a opiekunka jak miała coś przyrządzić dzieciom do jedzenia to
    zostawiałam ją ze słowami "syn ci wszystko powie"
    więc powiedział jej, że bazylię do spagetti ma dodać na końcu, bo
    się źle rozprowadza, jak się ją dosypie wcześniej. miał wtedy 5 lat.

    nie muszę mówić, że kuchcikowo i makłowicz to były jego ulubione
    programy?
    to on sam przyprawia kurczaka do pieczenia i polędwiczkę do
    duszenia - to co lubi jeść najbardziej, sam sobie "przygotowuje",
    zagląda do piekarnika, czy gotowe, wciąga nosem zapachysmile

    no i widok taty w kuchni myślę, że też jest dobrym wzorcem - tata u
    nas zabezpiecza śniadania łikendowe i często kolacje. ja jestem
    tylko od obiadów i zaopatrzenia.

    a co do żon
    jak mnie mąż brał, to zupy jeszcze jakoś tam kleciłam
    całej reszty uczyłam się po ślubie, bo kuchnia nigdy mnie nie
    interesowała. to mąż właśnie mi pokazał urodę gotowaniasmile
    i nie wiedziałam, że tak mi się rzuci na mózg.
    gotuję chętnie, z zamkniętymi oczami i smacznie na dodatek.
    widać to po kolegach moich dzieci, które w domu mają mniej
    zaagnażowane mamy - gdy jedzą u nas obiad, to tylko chłeptanie
    słychać i komentarze, że takie dobre. a to zwykłe zupy...
    a, jeśli chodzi o dom, to tylko z tym gotowaniem tak mam, porządki
    robię tak źle, jak dobrze gotujęsmile
  • 25.02.10, 20:32
    Dobra matka jesteś ... jak ja padam, daję synowi jogurta, albo zupę
    mleczną i idę spac z hasłem "Mama też człowiek i mama padasmile))...
    Zresztą przeważnie wcześniej niż on chodzę spac...
  • 25.02.10, 21:49
    a jakie bmi w rodzinie?
    --
  • 25.02.10, 22:11


    > a jedzenie tradycyjne to u nas
    > zupa+ drugie danie+ deser+ kompot/herbata częściej

    Ja pierdykam. I tak codziennie?

    Absolutnie nie krytykuję, raczej podziwiam, że masz na to czas, a
    domownicy spusty, żeby to wszystko pomieścić.
    U nas obiad to tzw. drugie danie + sok do popicia. Zupy gotuję
    sporadycznie, raz na tydzień może, jak jest zupa to drugie danie
    należy do tzw. lżejszych, jakieś naleśniki lub makaron (chociaż mąż
    preferuje kotleta)

    Kolacja to kanapki lub salatka, ale najczęściej nie jadamy kolacji
    (z wyjątkiem dzieci, one jedzą). Jakbyśmy jedli obiady złożone z
    dwóch dań i deseru + pierogi albo bigos na kolację wyglądalibyśmy
    chyba jak barbapapy.


    Obiad w zestawie jaki opisałaś to tylko u babci w niedzielę.
    --
    "Poza tym uwazam, że Kartagina powinna być zburzona"

    Forum A&O
  • 25.02.10, 23:07
    Kolacja to kanapki lub salatka, ale najczęściej nie jadamy kolacji

    wątek jest o obiadach, zatem napisałam o naszych obiadachsmile
    my też najczęściej nie jadamy kolacji, szczególnie ja i mąż
    dzieci kaszkę na mleku a nie bigos czy pierogi

    ja napisałam, że tego typu jedzenie jak bigos, pierogi, gołąbki u
    nas w menu obiadowym nie istnieje. jest to dla nas jedzenie
    kolacyjne - ale to nie znaczy, że je jemy na kolację, szczególnie w
    dni powszednie.
    ja żadnej z tych potraw nie potrafię zrobić, zatem - w zasadzie nie
    jadamy ich w ogóle. chyba że dostaniemy od mamy/teściowej.
    a ostatnio widzimy się raz do roku więc nic nie dostajemy.

    kolacja jeśli już - to najczęściej kanapki, czasem wątróbka, ale to
    tylko w łikend, gdy obiad jest o 15-tej a nie jak co dzień o 18-tej.
    wówczas nikt przy zdrowych zmysłach tej wątróbki by już nie dał rady
    nigdzie zmieścić.

    zupa+ drugie danie+ deser+ kompot/herbata częściej
    >
    > Ja pierdykam. I tak codziennie?

    no tak, codziennie a u was obiady są raz na tydzień czy jak?

    co do tych spustów:
    ponieważ dzieci jak już pisałam gdzieś wyżej w szkole głodują to po
    przyjściu jedzą talerz zupy, czyli o 16-tej.
    i o 17.30 zapraszam ich na drugie danie.
    potem jest deser słodkościowy, czyli parę ciasteczek, a o 18-30
    deser owocowy, czyli jabkło albo banan.
    i potem ok 21-tej kolacja czyli jakaś mleczna kaszka, czasem kanapka
    z nutellą, czasem drożdżówka.
    nikt nie daje im gołąbków, pierogów, itp. rzeczy - faktem jest że
    nie lubią.
  • 26.02.10, 08:13
    volta2 napisała:


    > wątróbka i bigos to śniadania lub kolacje.
    >
    ło matko z całym szacunkiem, ale to chyba nie jest zbyt zdrowe uncertain
  • 25.02.10, 23:33
    ja w domu tez jadlam zawsze dwa dania- tylko były one podawane w odstepie
    1,5-2godzinnym. Sama nigdy tak nie robie i nie będę robila, podawanie i
    przygotowywanie posiłków rozciąga się wówczas w nieskończoność...
  • 26.02.10, 07:29
    tylko były one podawane w odstepie
    > 1,5-2godzinnym. Sama nigdy tak nie robie i nie będę robila, podawanie i
    > przygotowywanie posiłków rozciąga się wówczas w nieskończoność...

    nic sie nie rozciaga, kwestia organizacji, gotuje w taki sposób jak volta i tak jak u volty znajome córki zawsze wsuwaja u nas duzo wiecej i chetniej niz u zapracowanych mamus które"padaja" . Doskonale rozumiem sposób myslenia i gotowania volty. Mało tego ja gotuje dwa rózne obiady (dwa rozne drugie dania , bo zupy czesto sie pokrywaja wege dla siebie i córki i mięsne dla męża) da siewink kwestia checi i organizacji.
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif
  • 26.02.10, 08:24

    w wielu Rodzinach tak się jada jak u myszmusi czy volty smile
    na codzień oczywiście, nie od niedzieli...
    mnie akurat nic tu nie szokuje
    podziwiam raczej zorganizowanie i pomysły na
    różnorodność !!!


    osobiście nie lubię stać przy garach dwie godziny tylko po to, by
    to, co w garach, zostało zjedzone w 15minut...
    muszę mieć niezłą fazę, by przykuć się do kuchni na dłużej...
    u mnie gęsta zupa z chlebem albo samo drugie danie
    naleśniki, pierogi, makaron z sosem mięsnym jest obiadem


    mnie się wydaje, że generalnie chodzi tu o wielkość porcji
    nie lubię restauracji, kawiarni, barów - kolorowa woda w talerzu,
    trzy kawałki warzywa, nalane poniżej do zagięcia; dwa małe kartofle,
    łyżka surówki, mikroskopijne mięso jak dla roczniaka; kompot ala
    woda z sokiem - w życiu bym się tym nie najadła!, co najwyżej
    rozwścieczyła żółądek i poszła do domu gotować...
    więcej u mnie w samym talerzu zupy pływa...


    Pozdrawiam

    --
    oddzielajmy ludzi od problemów
  • 26.02.10, 09:55
    Mnie szokuje zestaw podany przez Voltę, bo oprócz kaloryczności, to
    naprawdę nie jest to zdrowy sposób odżywiania się. Dzieci niewiele
    lubią, są dość wycofane kulinarnie, bo tak mama przyzwyczaiła. Jakoś
    tacy mało otwarci jesteście, skoro to ble, tamto ble, a na obiad
    wcinacie schabowego i kompot. Tak się jadało, odnoszę wrażenie, w
    latach 80-tych w Polsce. Dla mnie, szczerze mówiąc, to lekka
    porażka, takie tradycyjne żywienie. Polska kuchnia w ogóle nie jest
    zbyt zdrowa, te ziemniaki z tłuszczem, mięsa z panierką, warzywa z
    masłem, zasmażki, zabielane zupy, słodkie kompoty - a jeszcze tak
    żywić się na co dzień? masakra... Ja moim dzieciom też gotuję zupę i
    II danie, no ale mężowi już nie - jesteśmy dorośli i nie
    potrzebujemy dwóch dań, nie mówiąc o czymś słodkim. Mąż zjada na
    obiado-kolację np. kawał gotowanego lub pieczonego mięsa i do tego
    warzywa. Albo zupę z kawałkiem mięsa, ryż z warzywami, sałatę z
    łososiem, makaron ze szpinakiem itp. Pełen obiad jest u nas w
    weekendy, a i też nie są to schabowe, tylko np. filet z indyka
    pieczony w folii, polędwiczki wieprzowe pieczone bez tłuszczu, łosoś
    pieczony itp. Dla moich dzieci makaron z gorgonzolą i szpinakiem to
    coś, co uwielbiająsmile

    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 26.02.10, 10:10
    witamsmileja tez podziwiam,jak mam czas i checi robie podobnie jak
    voltasmilezdrowe czy nie,to zależy,bo co teraz jest zdrowe???wszystko
    faszerowane chemia(nawet słoiczki dla dzieci)moi dziadkowie jedli
    bardzo ,,tłusto''a zyli 92,98latwinka mój mąż tez by sie makaronem nie
    najadł ,dla niego jajka tez nie obiad czy zupa-także jak kto lubi-
    rozumięsmilepozdrawiam
  • 26.02.10, 10:53
    A ja nie podziwiam, bo uważam, że nie ma czego. Każdy ma taką organizację w domu
    jaka mu odpowiada. Niektórzy widocznie lubią stać przy garach, ja nie lubię i
    dlatego u mnie nie jada się obiadów dwudaniowych z deserem.

    Zresztą moim zdaniem nie ma tu nic do podziwiania. Zacytuję co pisała Vlta2:
    "szynka im śmierdzi, pasztet domowy
    jest zimny, ryba wędzona też śmierdzi, ser żółty - niejadalny.
    (...)7-latek nigdy nie zjadł kanapki". Czy jest tu cokolwiek do podziwiania?
    Rozpuszczone dzieci, które nie zjedzą normalnego jedzenia?
  • 26.02.10, 11:53

    > 7-latek nigdy nie zjadł kanapki

    kiedyś rozmawiałam z pewną Starszą Panią po 80tce
    powiedziała mi coś w ten deseń: 'Wy to macie dobrze w tymi
    kanapkami. Dziś takie cieniutkie te kromeczki i dużo na nich, więcej
    niż tego chleba. Kiedyś tego nie było. Owszem, zjadło się pajdę
    chleba w przelocie, albo do zupy, albo z mlekiem na kolacje. Na
    kolacje i śniadanie, jak jeszcze zostało, to jadło się resztki
    obiadu z poprzedniego dnia, bo inaczej Mama nie miała garnków, żeby
    nowy nagotować. Nikt nie pomyślał o kanapkach. Ciągle się tylko coś
    na ciepło robiło. A jak dużo dzieci w domu było, to się na zaś
    gotowało, żeby nikomu nie zbrakło.'
    a i osobiście znałam dziewczynę, co wogóle nie jadła pieczywa i
    mięsa - podejrzewam, że nadal żyje, nic jej nie dolega i jest
    zdrowa - choć ja bym tak nie mogła...


    to ja pisałam o podziwianiu - pisałam też co podziwiam ->
    organizację i różnorodność - ja nie jestem na tyle zorganizowana ani
    rozgarnięta, żeby na co dzień planować pełny obiad zachowując
    różnorodność - u mnie jedno danie full wypas, zupa albo drugie, a i
    tak coraz częściej się łapię na tym, że pomysły mi się kończą i
    jakby ciągle to samo w kółko na stole...

    --
    oddzielajmy ludzi od problemów
  • 26.02.10, 13:06

    > osobiście znałam dziewczynę, co wogóle nie jadła pieczywa i mięsa

    ups, zapomniałam o ziemniakach, mące i ich 'przetworach'



    Mąż jadał normalnie, Ona mu gotowała, On smakował i przyprawiał

    ---
    oddzielajmy ludzi od problemów
  • 26.02.10, 10:37
    tzn musze drobna poprawke dac - to u mnie sa dwa dania, czesto cos deserowego ale to nie jest tłuste, nie jest niezdrowe i ma zero chemiiwink pod tym wzgledem to ja mam totalnego hoplawinkjedyny "półprodukt" jaki toleruje to sa mrozonkismile zadnych , knorów, veget, fixów itp...
    hiwink chleb tez pieke samasmile
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif
  • 26.02.10, 12:35
    super,własny, pyszny chlebek mniamsmile
  • 26.02.10, 13:23
    volta2 napisała:


    >
    > z jednej strony to zazdroszczę niektórym takich niewymagających
    > domowników - u mnie to nie przechodzi, by makaron z łososiem, czy
    > szpinakiem zapieczony czy podsmażony był drugim daniem. nikt się nie
    > da oszukać - ani dzieci ani mąż.
    >
    Przepraszam cię bardzo, ale dla mnie obiad, na który jest kotlet schabowy z
    ziemniakami jest nie dla wymagających a łosoś z makaronem i szpinakiem to
    raczej wykwintniejsza potrawa - wiec masz zdecydowanie niewymagających
    domowników - to ze lubią dużo zjeść nie znaczy zawsze dobrze zjeść
    Trochę chyba mylisz pojęcia - nie wnikam juz czy jecie zdrowo wasza sprawa - ale
    jak czytam że mięso z czyms tam to jest dla wymagających a łososiem ich nie
    zapchasz to mnie troche śmiech ogarnia
  • 26.02.10, 13:53
    łososiem ich nie
    > zapchasz to mnie troche śmiech ogarnia

    ależ możesz się śmiać, moi od łososia wolą okonie i dorsze
    a od kiedy mararon jest potrawą wykwintą? umówmy się, nawet ten
    makaron, który ręcznie robisz to jest tylko mąka z wodą i jajkiem,
    czyli klasyczne zapychacze - jak ziemniaki. bo ja nie pisałam o
    łososiu tylko o makraronie z łososiem - cytujesz sama powyżej więc
    masz punkt odniesienia.

    ja akurat łososia bardzo lubię,taki tatar z łososie u gesslerowej w
    domu polskim - marzenie, polecam wam, francuska 11 w wawie. łososia
    lubię a nie jego skrawki, których należy szukać przez szkło
    powiększające we wstęgach makaronu(tak to widzę w restauracjach).
    ostatnio planujemy przerzucić się na bieługę, tylko jeszcze nie wiem
    jak to się robi - a ryba piękna...

    makaron ze szpinakiem, mowisz że wykwintny? hmm...
    dla mnie wykwinte to są ślimaki, jagnięcina w rozmarynie, łosoś na
    szpinaku właśniesmile
    makarony bardzo awansowały odkąd w polsce pojawiły się serwujące je
    na potęgę droższe i te nieco mniej restauracje. ale to są dalej
    tylko makarony(znacie skład?), ja rozumiem, że włosi to jedzą
    pasjami, widziałam to na własne oczy wiele razy, ale żeby to
    wykwintne było? przecież kuchnia włoska to jedna z PROSTSZYCH I
    TAŃSZYCH kuchni świata (to w opozycji do francuskiej) no, trudno mi
    się zgodzić z tezą, że mają wykwintą kuchnię.
    ale przyjmuję, że ktoś może tak myśleć.
  • 26.02.10, 14:25
    no łosoś ze szpinakiem i nawet z makaronem to dla mnie wykwintniejsze niz
    schabowy np - ale rozumiem ze ktos woli schabowego tylko "czepnęłam sie" big_grin bo
    troche tak zabrzmialo jakby było na odwrót - generalnie mam zły dzień wiec sie
    wszystkich czepiam wink
  • 26.02.10, 15:56
    Dziewczęta, w dzisiejszych czasach łosoś już nie jest szpanerską rybą, w sumie i
    dobrze. Hodowlany ma znacznie mniej kwasów omega.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 26.02.10, 20:02
    mazel_tov napisał:

    > Dziewczęta, w dzisiejszych czasach łosoś już nie jest szpanerską rybą, w sumie
    > i
    > dobrze. Hodowlany ma znacznie mniej kwasów omega.
    >
    oczywiście, że nie jest nie w tym rzecz generalnie ale już nie będę roztrząsać
    bo nie chcę psuć atmosfery na forum wink
  • 26.02.10, 14:29
    volta2 napisała:

    >
    > makaron ze szpinakiem, mowisz że wykwintny? hmm...

    nie makaron ze szpinakiem tylko łosoś ze szpinakiem i makaronem wink kolejność
    bardzo ważna bo i ilość jest wprost do kolejności proporcjonalna - czyli łosoś z
    makaronem a nie na odwrót big_grin
  • 26.02.10, 14:30
    chociaż osobiście makaronu nie lubie i nie jadam poza pełnoziarnistym - łosoś
    jest z reguły z warzywami brokułem i brukselka najczęściej


    dorsza tez uwielbiam ale okonia nie jadłam - jaki ma smak podobny do czegoś ??
  • 26.02.10, 13:37
    Mąż zjada na
    > obiado-kolację np. kawał gotowanego lub pieczonego mięsa i do tego
    > warzywa.

    no widzisz, mój mąż zjada dokładnie to samo, co twój - kawałek mięsa
    z warzywami(masz inną klasyfikację do fasol, szpinaku czy
    buraczków?)


    tylko np. filet z indyka
    > pieczony w folii, polędwiczki wieprzowe pieczone bez tłuszczu,
    łosoś
    > pieczony
    matko jednyna - podałam już jadłospis, czy mam jeszcze podawać
    sposób przyrządzania? ja też nie gotuję kalorycznie, poza potrawami,
    które jak schabowe są a priori tłuste.
    a poza tym pieczone potrawy które tak preferujesz jak widzę, mają
    bardzo zły indeks glikemiczny(konia z rzędem temu, co wie co to
    znaczysmile - ale to ponoć dla zdrowia takie dobre nie jest)

    Dla moich dzieci makaron z gorgonzolą i szpinakiem to
    > coś, co uwielbiająsmile
    >
    a moje uweilbiają szpinak soute, nie muszę ich zapychać kalorycznym
    makaronem, vide włoskie tłuściutkie bambini i przysadziści italino z
    ichnimi mammami.

    wybacz, nie mam siły i nie chce mi się pisać jak robię fasolę, czy
    zupy zabielam czy nie. dopóki dzieciaki jedzą moje obiady i dalej są
    najchudsze w klasie, ach to wycofanie kulinarne... to nie mam
    powodów do obaw. mąż 10 lat ma moim wikcie nie przytył więcej niż
    kilogram, żony zmieniać nie zamierzasmile nie tylko z powodów
    kulinarnych oczywiście, pozdrawiam!

    idę zabrać się za okonia, wszak piątek dziś i godzina u nas już
    obiadowasmile
    do dyskusji dołączę późniejsmile
  • 26.02.10, 15:49
    Volta, zapewne smażone potrawy mają niższy indeks glikemiczny?
    Uśmiałam się. No i jak to, Twój mąż odpuści ziemniaki do schabowego?
    Bo piszesz, że je to samo, co mój mąż. Tylko mój nie je ziemniaków,
    nie je schabowych, nie je zup, słodkiego i nie pije kompotów w
    ramach obiadu... Wiesz, mnie to, jak się żywicie zwisa i powiewa,
    ale nie wtykaj nam, że "widocznie jesteśmy mniej wymagający" - bo
    Twoja rodzina nie jest bardziej wymagająca, tylko przyzwyczajona do
    wielkiego obżarstwa. Sorry, ale tak to widzę.
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 26.02.10, 17:53
    ale nie wtykaj nam, że "widocznie jesteśmy mniej wymagający"

    dla mnie rodzina w której nie jada się pełnego zestawu obiadowego
    jest właśnie mniej wymagająca.
    to nie jest żadne wytykanie - czy takie stwierdzenie cię obraża?
    jakem językowiec - użyłam słów nieoceniejących, najbardziej
    neutralnych znaczeniowo. bardziej stwierdzających fakt niż
    oceniających i to w dodatku niekoniecznie oceniających negatywnie.
    bo w zasadzie chyba przyznasz, że stworzenie obiadu z jednej potrawy
    jest życiowo wygodniejsze, niż stworzenie dwóch dań i deseru
    (hipotetycznie, bo ja deserów nie stwarzam osobiście i kompotów też
    nie gotuję - choć to byłby ideał)
    a może uważasz jednak, że ci, którzy z jakichś przyczyn tworzą takie
    obiday mniej się napracują? i jest to mniej pracochłonne niż makaron
    ze szpinakiem?


    i nie rozumiem, coś się tak schabowego uczepiła?
    ja w odróżnieniu od ciebie nie wartościuję tu które jedznie
    lepsze/wykwintne a które wycofane i z lat 80-tych.
    dla mnie wymagający domownicy to będą ci, którzy jedzą w tygodniu
    rosłół z makaronem, schabowego z ziemniakami i surówką, do tego
    popiją herbatą i zjedzą np. szarlotkę(może być z cukierni)

    i tak samo będą wymagającymi domownikami, którzy zjedzą w tygodniu
    krem ze szparagów, łososia ze szpinakiem i makaronem, wypiją do tego
    lampkę białego wina i przekąszą belgijską praliną

    niewymagający będą ci, którzy na obiad zjedzą leczo z pieczywem, nie
    wypiją nic po posiłku, bo nie lubią, albo pociągną łyk mineralnej i
    padną ze zmęczenia
    niewymagający będą też ci, którzy zjedzą na obiad penne ze
    szpinakiem i łososiem, popiją mineralną i udadzą się do gabinetu
    poczytać ulubioną książkę.

    nie używam słów antagonizujących typu obżarstwo, niedożywienie,
    lenistwo, zawężenie horyzontów do garów.
    ty to robisz, i wybacz, ale to że jesteś kulinarnie otwarta to widać
    tylko na tyle tej otwartości ci wystarca, i nic więcej otwartości
    na inność nie widzę.

    twój mąż nie je ziemniaków, schabowych i zup, bo taki jest jego
    wybór, nie mnie to oceniać. i nie mam takich intencji. dla mnie taki
    chłop w domu mógłby być uznany za skarb, jako właśnie niewymagający.

    dzieci, które zamiast obiadu zadowolą się jogurtem - takoż

    przyzwyczajona do
    > wielkiego obżarstwa.
    zjedzenie jednego pełnego ciepłego zestawu obiadowego dziennie u
    ciebie znalazło się w szufladce obżarstwo - chyba ci mózg od
    czytania cosmopolitana z lekka wyżarło, btw. na jakich dietach i ilu
    już byłaś? bo wyraźnie masz jakieś problemy z jedzeniemsmile
    ewentualnie zabolało cię to, że nie daj boże masz niewymagającego
    męża - a nuż nie tylko w sferze jedzenia taki niewymagający? boisz
    się że ktoś pomyśli że jak taki niewymagający tu to i niewymagający
    w seksie, w wyborze baby, w ubiorze, w zarobkach?
    może masz jakieś projekcje na inne obszary pozajedzeniowe?
    bo bycie wymagającym w tych czasach jest w zasadzie konieczne?

    jak można się do jednego słowa zanadto przywiązać, ot ciekawostka...

    Tylko mój nie je ziemniaków,
    > nie je schabowych, nie je zup, słodkiego i nie pije kompotów w
    > ramach obiadu...
    a tak szczerze, kiedy mu coś takiego ugotowałaś? miał chociaż okazję
    odmówić?

    moja koleżanka też mnie przekonywała na wspólnym urlopie, że jej
    dzieci herbaty po obiedzie nie piją.
    no nie piją, bo ona im tej herbaty nigdy nie robiła.
    więc nie mieli okazji ani wypić, ani odmówić.
  • 26.02.10, 18:50
    Moze i jestescie "wymagajacy" ale niestety odzywiacie sie niezdrowo.
    Zupa na miesie badz kosciach, na drugie znowu miecho... tragedia
    zywieniowa i tak codziennie. Poza tym, po obiedzie cos slodkiego
    (cukier), potem owoce (fruktoza - cukier) - tak czy siak bledna
    kolejnosc. Owoce sa duzo szybciej trawione, wiec jedzone po obiedzie
    i deserze gnija - powinny byc jedzone przed glownymi posilkami i to
    40minut/godzine wczesniej.

    A zeby nie bylo calkowicie OT to napisze, ze Twoje "pelne zestawy
    obiadowe" sa ani tanie, ani zdrowe.

    Pozdrawiam ~ foretka ~ mama Natalki (30.11.2008) i Paulinki (13.09.2004)
    Zakątek Szczecińskich MaM!
    Zaglądnij do Mateusza!
  • 26.02.10, 19:17
    A zeby nie bylo calkowicie OT to napisze, ze Twoje "pelne zestawy
    > obiadowe" sa ani tanie, ani zdrowe.
    >
    są smaczne i to nam póki co wystarczy
    o zdrowotności tych obiadów nigdzie nie pisałam
    o taniości tym bardziej

    pisałam o tym, że z wagą i zdrowiem problemów nie mamy żadnych
    za to podejrzałam twoje dzieciaki - moje tak tuczone niezdrowymi
    posiłkami są znacznie szczuplejsze od twoich, widocznych na
    zdjęciach. jakoś nam te cukry, tfu tfu, nie szkodzą
    brzuszki pod bluzeczkami im się nie zarysowują, niestety, choć nie
    miałabym nic przedciwko temu, bo każde spodnie z tyłka im spadają.
    na potwierdzenie prawdziwości mych słów zdjęć przytoczyć niestety
    nie mogę, nie mam pozwolenia ani od męża ani od dzieci na publikację
    ich wizerunków. i nie chciałabym naruszać naszej prywatności - choć
    tyle pisząc na forum, zdaję sobie sprawę że nieco naruszam(ale póki
    co nie wizerunkowo)

    oczywiście być może to nie twoje dzieciaki, ale użyłam tylko
    wizerunku tego dziecka jako porównania do moich.
  • 26.02.10, 20:29
    smile Widze, ze merytorycznych argumentow Ci nie wystarczylowink No
    trudno.

    O "taniosci" dodalam, zeby wypowiedz nie byla OT.

    Co do moich dzieci, ktorych to zdjecia raczylas obejrzec, co bawi
    mnie niezmiernie, mlodsza jest karmiona piersia i jak widac jej to
    sluzysmile, starsza jest szczuplutka, spodnie z niej spadaja. Obie
    uwielbiaja za to jesc, choc u starszej ten okres zaczyna powoli
    mijac.

    Natomiast calkowicie rozumiem, ze Twoje sa szczuplejsze - jak sama
    przyznajesz sa bardzo wybredne - tego nie tkna, to im smierdziwink

    Co do "pelnych zestawow obiadowych" - nie pisalam, ze nie sa smaczne
    tylko, ze nie sa zdrowe. Tym bardziej, ze "smaczne" dla kazdego
    oznacza co innego, a piramida zywieniowa jest dosc uniwersalna.

    Pozdrawiam ~ foretka ~ mama Natalki (30.11.2008) i Paulinki (13.09.2004)
    Zakątek Szczecińskich MaM!
    Zaglądnij do Mateusza!
  • 26.02.10, 21:58
    Widze, ze merytorycznych argumentow Ci nie wystarczylowink No
    > trudno.
    >
    a w którym miesjscu było niemerytorycznie?
    w tym że weszłam na galerię?
    no to się nie wystawiaj, i po problemie
    chyba się nie dziwisz, że w sytuacji zagrożenia śmiercią z powodu
    tłuszczów i gnilnych procesów owoców po posiłku natychmiast chciałam
    sprawdzić, czy może te moje dzieciory nie za grube są?
    a jak z tą watą cukrową? w owocach to straszny taki ten cukier a w
    wacie to proszę jak prosto podany. to codziennie tak?
    a mąż faktycznie, szczupły, niedożywiony może?
    za mało zarabia i brakuje do pierwszego czy jak?
    dziecko na piersi, ale z czego ta pierś produkuje, to chyba też ma
    znaczenie? a może i nie ma, nie wiem, bo mnie szczególnie zasady
    odżywiania, wszelkie diety i glikeksy nie zajmują w ogóle.

    to tyle w temacie dyskusji niemerytorycznej i braku argumentów.
  • 26.02.10, 22:12
    Jesli pojechalam,to przepraszam...
    Nie taki byl moj cel.
    Nie krytykuje ani wychowania jako takiego ani sposbu zywienia.
    Ja mieszkam w Europie poludniowej i u mnie taki jadlospis nie
    sprawdzilby sie,chociazby ze wzgledu na klimat.
    To super,ze tak dbasz o dzieci,ale przyzwyczajasz je do dobrego i
    pozniej moze byc im ciezko sie przestawic.
    Malo kto robi obiady zlozone z tylu''czesci''.
    No i dla mnie bardzo wazne jest,zeby moja corka jednak radzila sobie
    w kazdej sytuacji.
    Mama chora?Zjem kanapke i nie marudze.
    Jestesmy w gosciach i nie lubie dan?
    Zjem kawalek chleba i siedze cicho.
    Nie chce Cie pouczac,sama nie jestem idealem.
    Teraz masz duzo energii,moze byc tak,ze bedziesz sie czula
    zle,roznie w zyciu bywa?
    Czy Twoi synowie to zrozumieja?
  • 26.02.10, 22:18
    Mnie się właśnie wydaje, ze zrozumieją ... I pomogą ...Właśnie
    dlatego , że matka dużo z siebie dawała.

    Piszę z perspektywy mamy 16 latka, który już może sobie sam zrobic
    jedzenie jak mama się źle czuje... A jak jestem chora, albo się żle
    czuję - syn mi pomaga...bo i ja mu pomagam ...(niekoniecznie po
    przyjściu z samolotu smile...
  • 26.02.10, 22:34
    Jesli pojechalam,to przepraszam...
    > Nie taki byl moj cel.

    nie ma sprawy, to w sumie nie ja czuję się zaatakowana, tylko ktoś
    ci zwrócił uwagę.
    widzę, że straszną wagę przykładasz do wychowania/pedagogizacji
    posiłkówsmile?
    a to jakoś zupełnie nie tak.

    jak już pisałam - dla dzieci gotoawnie nie jest tajemnicą, są za
    małe, by stanąć przy kuchni(wiadomo - bezpieczeństwo), więc jak mnie
    trzeba będzie na chorobę pomóc, a będą starsi, to pewnie sami coś
    ugotują.

    Zjem kawalek chleba i siedze cicho.
    ależ kawałek suchego chleba a jeszcze lepiej suchej(w sensie bez
    masła, nie że starej) bułki to najlepsze zaspokojenie głodu w
    sytuacji kryzysowej. tam gdzie jest chleb, nie ma problemu - poza
    oczywiście moim mentalnym, że nie zjedli jak trzeba.
    zresztą takich sytuacji też staram się unikać i jak wiem, gdzie i do
    kogo jadę, to czasem zabieram "prowiant". albo karmię w domu, przed
    wyjściem.

    Czy Twoi synowie to zrozumieja?
    to zależy chyba od ich wieku, teraz by nie zrozumieli.

    ja też mieszkam obecnie na południu i to na dodatek w kraju, gdzie
    wieprzowina jest "zdobywana" a nie kupowana w sklepie na życzenie.
    tak to barana mogę kupićsmile
    i uwierz mi, nawet przy 38 stopniach moi zjadają zupę i drugie
    danie, normalnie. ja jem arbuza na obiad a oni dają czadu z
    mielonymi czy spagetti. i to w swojej zwyczajowej porze. ze
    słodkościami i herbatą (wcale nie zimną).
    no i jak dają radę, to im gotuję. no i nie mam czego dać im w zamian.

  • 26.02.10, 19:58
    Nie bede oceniac,czy jecie zdrowo,tanio,nie moja sprawa.
    Rozumiem,ze sa ludzie,odzywiajacy sie inaczej.
    Ale jednak nie daje mi spokoju to ''gotowanie po wyjsciu z
    samolotu''.
    Tez sporo podrozujemy,ale nie wyobrazam sobie,za zaraz po wejsciu do
    domu mialabym stac w garach.
    Moja corka rowniez wielu rzeczy nie lubi,ale w przeciwienstwie do
    Twoich dzieci jest nauczona,ze nie wolno wybrzydzac.
    Ma do wyboru jedno danie,ewentualnie dwa.Gdy zadnego nie chce
    tracic,po prostu jej dziekuje.Jak zglodnieje,sama poprosi.
    I tez jest szczupla,zeby nie powiedziec, ze chuda.
    Nie wiem tez,jak udaje Ci sie podrozowac po swiecie z takimi dziecmi.
    Wchodza do restauracji i jecza?
    Tego nie lubie,tamto smierdzi.
    W samolocie nie zjem,bo niesmaczne,najlepiej niech mama zmeczona
    gotuje mi to,na co mam ochote.
    Uwazam,ze rozpuscilas swoje dzieci,dajesz im za duzo swobody.
    Zycze Ci,zeby Twoim dzieciom dobrze sie powodzilo finansowo w
    przyszlosci,bo w przeciwnym razie nie bedzie ich stac na takie
    obiady.
    Nie sztuka tez jest przejesc cala pensje.
    Wspolczuje rowniez przyszlym zonom Twoich synow.
    I to nie tylko dlatego,ze beda staly pol dnia w kuchni,by zaspokoic
    wybredne gusta.
    Piszesz,ze beda umieli gotowac.A wyobrazasz sobie,ze beda to robic
    codziennie?
    Jakos w to nie wierze.Przyjdzie na swiat dziecko, a zona zamiast
    zajmowac sie nim,bedzie spelniac kulinarne zachcianki meza.
    Poza tym uczysz ich tego,ze nie liczy sie to,czy jestes zmeczona czy
    nie,oni chca jesc i koniec.
    Nie podoba mi sie to.
  • 26.02.10, 20:49
    Moja corka rowniez wielu rzeczy nie lubi,ale w przeciwienstwie do
    > Twoich dzieci jest nauczona,ze nie wolno wybrzydzac.

    moi nie wybrzydzają - ja już od dawna wiem, czego nie lubią i im
    tego nie podaję, zatem jedzą z pieśnią na ustach

    Wchodza do restauracji i jecza?
    w świecie wchodzimy do restauracji chińskiej na chińszczyznę,
    włoskiej na pizzę, ew, gniocci? bianco, tureckiej na kebaba(taki
    skok dokonał się w ostatnich 2 latach - wcześniej nie wchodziliśmy
    nigdzie,
    wynajmowaliśmy apartament i jedliśmy kurczaka, schabowe itp., żaden
    problem

    Zycze Ci,zeby Twoim dzieciom dobrze sie powodzilo finansowo w
    > przyszlosci,bo w przeciwnym razie nie bedzie ich stac na takie
    > obiady
    jak się nie chodzi do knajp na obiady i w domu gotuje to nie
    wychodzi wcale drogo.

    beda staly pol dnia w kuchni,by zaspokoic
    > wybredne gusta.
    jakie wybredne, toż ci dziewczyny piszą że robotnicze, zacofane,
    prostackie znaczy

    a żeby zrobić obiad nie trzeba stać pół dnia w kuchni, wystarczy
    godzina co drugi dzień. ja tyle właśnie poświęcam, bo to że zupa się
    gotuje długo, czy mięso długo piecze, to nie znaczy że ja tam tak
    długo jestem. piecze piekarnik, ma nastawiony timer i sam się
    wyłącza, zupa też się gotuje sama - a ja w tym czasie pieczołowicie
    odpisuję na forumiesmile
    i co drugi dzień mam od kuchni urlop, więc nie opowiadaj o staniu
    nad garami pół dnia. codziennie.
    to naprawdę nie moja wina, że niektóre dziewczyny albo pojęcia o
    gotowaniu nie mają, albo o sprawnej organizacji, skoro pojawia sie
    tu często takie sformułowanie,"stać pół dnia nad garami" to znaczy
    że ktoś no czegoś nie jest w stanie przeskoczyć? ale to akurat ja
    nie jestem z tej drużyny.

    Poza tym uczysz ich tego,ze nie liczy sie to,czy jestes zmeczona
    czy
    > nie,oni chca jesc i koniec.
    dla mnie moje zmęczenie nie jest najważniejsze na świecie, łatwo się
    regeneruję, w zasadzie to wcale się nie męczę(adhd?), moje zmęczenie
    jest niczym wobec głodu moich dzieci.
    a może jest też tak, że gotowanie mnie odstresowuje, bo jakoś nie
    przypominam sobie bycia tak zmęczoną, żeby obiadu nie ugotować.
    może u nas obiadu nie być, ale to raczej dlatego, że nie zrobiłam
    zakupów i nic nie ma w zamrażarce do rozmrożenia, wtedy idziemy do
    kanjpy, ale jak mam materiał, to nie ma gadania, gotuję.

    przyjmujesz jakąś dziwną perspektywę, że to oni chcą jeść a ja im
    posłusznie usługuję tym czasem to chyba jest odwrotnie, ja uznaję,
    że ciepły dwudaniowy posiłek należy zjeść, i koniec. toż trudo
    wymagać mi od pięciolatka żeby sobie obiad ugotował, bo ja zmęczona
    jestem. toż chyba mi dzieci z nieba nie spadły i łatwo przewidzieć,
    że jak już je mam, to moim obowiązkiem jest dać im posiłek. a nie
    jakąś łaską?

    Nie podoba mi sie to.
    boisz się, że córka wymaganiom nie sprosta, bo mamunia rozpuściła
    dzieci, czy jak?

    ''gotowanie po wyjsciu z
    > samolotu''.
    już pisałam, zanim bym wyszła do knajpy, tam zamówiła i dostała do
    zjedzenia upłynęłoby więcej czasu niż stanęłam i sama zrobiłam.
    czas: 10 minut pokojenie w kostkę kurczaka i posmażenie na patelni,
    do tego 15 minut podsmażenie warzyw chińskich hortexu, na drugim
    palniku gotował się ryż, też 10 minut, do chińszczyzny wyjątkowo
    używam też sosu konrra - na 3 palniku też robił się 10 minut.
    zatem w 25 minut miałam drugie danie - dzieci mlaskały aż miło.
    nie bez znaczenia był fakt, że tę chińszczyznę wiozłam z kraju w
    walizce bo u nas nie ma, więc dojechała rozmrożona a nie chciałam,
    by się popsuła. następny taki rartytas dostępny będzie dla nas za
    pół roku.
    wariant drugi:
    wyjście do knajpy
    ubranie całej rodzinki 10minut
    dojscie/podjechanie autobusem do kanjpy 10 min
    zamówienie i jego realizacja 25 minut w najlepszym przypadku

    widzisz różnicę w czasie? ja tak.
    dodatkowo dzieci były bardziej zmęczone podróżą ode mnie więc po
    wejściu do domu "padły" i postawienie ich na nogi i ciąganie do
    knajpy byłoby po prostu nieludzkie.

    do tego jesteśmy na forum oszczędzamy, więc restauracja koszt jakieś
    30 euro, domowy obiad, no nie wiem, 10 max.

    co do roli męża w tym dniu:
    był w pracy cały dzień, nie wyjechał nawet po nas na lotnisko,
    przyjechał kierowca by nas zabrać, on na nasz powrót po prostu urwał
    się z roboty i wszedł do domu razem z nami(bagaże)


    dziś miałam śmieszną sytuację, bo ja z rana rozkręcam się raczej
    powoli, a miałam gości, dziewczyna z dwójką dzieci i przyjechały do
    nas w porze snacktime(coś jak u nas drugie śniadanie tylko bardziej
    na słodko). jak sobie wyobraziłam, że muszę pójść po coś słodkiego
    do kawy i dla dzieci(4 piętro, sklep 150 metrów od domu) to
    wygodniej mi było zrobić kruche ciasteczka w kuchni. samej. było
    smacznie, pachnąco, szybko również. to tak analogicznie jak z tym
    lotniskiem.
  • 26.02.10, 21:36
    Witam
    Popieram Voltę w całej rozciągłości co do zup i schabowego czy
    ziemniaków. Rzeczywiście media, internet cały czas Nam wmawiają, że
    od jedzenia tradycyjnie polskiego się tyje. Moim zdaniem od tego
    typu jedzenia się nie tyje (oczywiście jeżeli się je je w
    odpowiednich ilościach), a tyje się od nieregularnego jedzenia,
    podjadania między posiłkami szczególnie słodyczy, od fastfoodów,
    słodzonych, sztucznych napojów. Przy Naszym klimacie szczególnie w
    zimie dobrze jest zjeść tradycyjny obiad, o jakim pisze Volta daje
    on dużo energii ja jak zjem schabowego z ziemniakami i surówką przez
    dobrych kilka godzin jestem najedzona. Natomiast makarony czy ryż
    nie są już dla mnie tak energetyczne, zaraz robię się głodna i
    podjadam. Dodam jeszcze, że schudłam dobrych kilka kg (jestem osobą
    szczupłą) jedząc tradycyjne obiady. Dużo osób pyta się o dietę i
    mówię im to co napisałam wyżej. Nie wierzę w tzw. diety, które
    działają na chwile. Przedstawione przez Voltę menu uważam, że jest
    zdrowe.
  • 27.02.10, 23:00
    Zgadzam się z Tobą. Jakoś nie wierzę, że schobowy jest niezdrowy, a
    makaron z sosem z torebki jest ok. Zresztą mnie to torebkowe
    jedzenie nie smakuje, gotuję tradycyjnie, na wywarach z jarzyn i
    czasem mięs. Przyprawiam ziołami, przyprawami, bez warzywek i
    knorów.
    Ale uważam, że dzieci muszą być nauczone, że je się to co jest, nie
    do pomyślenia dla mnie jest gotowanie po wyjściu z samolotu, w
    którym podano posiłek.
    Nie krytykuję Volty, uważam, że nie ma lepszego jedzenia niż domowe,
    ale czasem trzeba się dopasować.
  • 26.02.10, 22:16
    Tak dumnie opowiadasz że w Twoim domu je się "pełne zestawy obiadowe" i że Ty
    tak cudownie i zdrowo gotujesz. Policz sobie ile Twój "pełny zestaw obiadowy" ma
    kalorii. Bez oszukiwania, znajdź w googlach licznik i sobie policz. Sama
    wspomniana przez Ciebie szarlotka może mieć nawet 400. Słodki kompocik minimum
    200 na szklanke. Schabowy- zależy od wielkości ale jeśli policzysz panierkę i
    tłuszcz to spokojnie wyjdzie 400-500 kcal. Dodaj ziemniaczki i zupę (ok250kcal
    talerz, zależy od zupy+ziemniaczki 60kcal średni ziemniak, licze ze jesz chociaż
    2). Okazuje się, że Twój "pełny zestaw obiadowy" (wybacz ale tak mnie bawi to
    stwierdzenie że nie moge sie powstrzymać), wynosi ok. 1500 kcal. A przeciętna
    kobieta powinna zjadać ok 1800kcal dziennie. Na śniadanie i kolację zostaje Ci
    po 150 kcal. I TO NIE JEST ZDROWE. Cokolwiek byś nie mówiła, to nie jest zdrowe.

    Nie wspominając, że zrobiłaś ze swoich dzieci kaleki żywieniowe.
    Po pierwsze wyrobiłaś (w dobrej wierze wprawdzie) złe nawyki żywieniowe, po
    drugie patologią jest to że dzieci nie próbują nic nowego bo jak napisałaś
    "wiesz czego nie lubią i tego im nie dajesz". Ok, mozna nie lubić jednej, dwóch,
    trzech rzeczy, ale nie całego repertuaru, tak jak napisalaś powyżej. Nikt Ci nie
    każe dzieci zmuszać do jedzenia sera żółtego czy pasztetu, ale jeśli Ty ich tego
    nie nauczysz, jeśli Ty im nie podsuniesz pod nos innych smaków niż zwykle, to
    nikt tego za Ciebie nie zrobi.

    Patologii jaką jest stawanie do garów po 10godzinach lotu, bo dzieciom słowa
    "zmęczona mama" brzuszka nie zapełnią nie skomentuję.
  • 26.02.10, 23:19
    ale jeszcze wytłumacz mi, po jakiego ja mam tak liczyć te kalorie?
    wystarczy kolorówki nie czytać, i problem kalorii rozwiązuje się
    błyskawicznie.

    Patologii jaką jest stawanie do garów po 10godzinach lotu, bo
    dzieciom słowa
    > "zmęczona mama" brzuszka nie zapełnią nie skomentuję.


    no właśnie komentujesz, brak komentarza to też komentarz
    inna sprawa, ciekawa jestem jaką byś miała propozycję w mojej
    sytuacji?
    może skorzystam, bo niedługo czeka mnie lot powrotny i na przesiadkę
    mamy 20 minut, czyli pizzerii nie zaliczymy po drodze i znów będą
    głodni. a lecimy w porze obiadu i kolacji chyba?
    po przelocie napiszę, czy się sprawdziło?
    nie sztuka krzyczeć o patologii, sztuką jest znaleźć sensowne
    rozwiązanie - u nas na razie takich brak.

    Nikt Ci ni
    > e
    > każe dzieci zmuszać do jedzenia sera żółtego czy pasztetu, ale
    jeśli Ty ich teg
    > o
    > nie nauczysz, jeśli Ty im nie podsuniesz pod nos innych smaków niż
    zwykle, to
    > nikt tego za Ciebie nie zrobi.
    gdzieś pisałam, że nie uczę?
    uczę i właśnie mamy postępy, bo dziecko od zakończenia piersi nie
    jadało nic mięsnego. ani przemyconego w zupie, ani miksowanego, ani
    żadnego, żadnego. a dziś je nie wiem, 12-15 propozycji mięsnych,
    wędlin dalej nie tyka, ale widział że jemy wątróbkę przez 7 lat a
    dopiero teraz poprosił o gryzka. i nie wypluł. zjadł i za tydzień
    spytał o jeden kawałeczek. dla mnie to sukces, a dla ciebie
    patologia, niech ci będzie.
    tylko nie bardzo rozumiem jak my tacy patologiczni a drugi syn
    zajada znaczenie więcej i jemu w zasadzie nic nie śmierdzi. starszy
    jest nadwrażliwcem i może nawet przydałby mu się psycholog, bo to
    ewidnetnie jego psyche tu nie działa jak trzeba, ale widzę że z
    wiekiem repertuar się rozszerza, więc nie panikuję.

    Tak dumnie opowiadasz że w Twoim domu je się "pełne zestawy
    obiadowe" i że Ty
    > tak cudownie i zdrowo gotujesz.

    a ty jesteś pewna, że czytasz moje wpisy?
    jak znajdziesz gdzieś ifno o tym, że ja zdrowo gotuję, to będę
    zdziwiona.
    napisałam, że u nas jedzenie jest tradycyjne(w domyśle - polskie)
    polska kuchnia nie uchodzi za niskokaloryczną i zdrową, prawda?

    a to, że gotuję cudownie - też nigdzie nie ma takiego sformułowania -
    nadinterpretujesz mocno.
    piszę, że gotuję smacznie i możesz mi nie wierzyć, na obiad cię nie
    zaproszę przecież i na pewno byś na drugi dzień umarła od kalorii.

    przeciętna
    > kobieta powinna zjadać ok 1800kcal dziennie.
    nigdy nie miałam ambicji by być przeciętną kobietą, sorry, że nie
    wpiszesz mnie w jakieś schematy kaloryczne. mie to w ogóle nie
    interesi, ile jest kalorii w moim posiłku. ma być smaczny. świeży i
    najlepiej domowy. jeśli wiem, ile tłuszczu zużywam, domownicy nie
    mają problemów z tuszą, to oooossssssooooochodzi?

    Nie wspominając, że zrobiłaś ze swoich dzieci kaleki żywieniowe.
    z dwojga złego to już lepiej niech będą żywieniowe niż życiowe,
    a ty myślisz, że nie jesteś patologiczna?
    no chyba jak tak liczysz kalorie, i nie dojadasz, bo ci kalkulator
    nie pozwala, to to też jest patologia. przynajmniej dla mnie.
    ja jem wtedy gdy jestem głodna, a nie wtedy, gdy licznik pozwala.

    i polecam zjedzenie schabowego - tak tu większości podziałał na
    wyobraźnię, że aż zdziwiona jestem. my jemy go raz w miesiącu
    najczęśicej przez dwa dni, a tu wszyscy mordują schabowego?
    no, starszy je więcej, bo lubi, więc jemu średnio wychodzi 3 sztuki
    schabowego w miesiącu. myślisz, że skaracam mu w ten sposób życie o
    ile lat?

    Tak dumnie opowiadasz
    to ty tak czytasz.
    ja tylko mam przekonanie, że to co robię jest dla naszej rodziny
    dobre. a przekonanie to nie duma.

    dumna to ja jestem z tego, że poprosili nas dziś w szkole o
    wypisanie syna, tak tego co to taką kaleką żywieniową jest, z
    intensive english, bo w/g nich ma już poziom 12-latka. a ma siedem
    lat ledwo skończone i uczy się niecały rok.
    o tak, z tego to mogę być dumna.

    z siebie też mogę być dumna, i to nie z gotowania, to dla mnie taka
    prosta sprawa, że o dumie to nie ma co gadać,

    ale już z takiego przejechania dwóch granic, w tym kraju w którym
    kobiety nie ruszają się samotnie po zmroku, do kraju w którym
    stacjonuje bezprawnie najwięsksza armia świata, z nartami, które
    wyglądały jak broń na wilki, i powrotu w jednym kawałku - o z tego
    to ja jestem dumna i osobisty puszył się ostatnie parę dni, że taka
    żona mu się dała wybrać.
    oczywiście wypuściłam się na podróż życia zosawiając uprzednio
    zabezpieczenie kulinarne na 2 dni, i po powrocie stanęłam
    natychmiast do gotowania.no, może przesadzam, po kilku godzinach od
    przyjazdu, najpierw był prysznicsmile patrz pani, patologia. rodzinę
    założyła, dzieci urodziła i jeść daje, a inne też dajo ale mniej i
    patologio tłumaczo zjawiska.

    tak przy okazji, ciebie nie karmiono w tym stylu w dzieciństwie? na
    stołówce szkolnej? nie jadałaś zupy i drugiego? - mnie tak karmiono
    mniej więcej, w przedszkolu u moich dzieci też był w obiadowym menu
    zestaw zupa+drugie - zabraniasz swoim dzieciom jeść w przedszkolu
    pełnego obiadu żeby patologicznie nie było?)

  • 27.02.10, 12:26
    Odpowiem krótko tylko na 3 rzeczy które mnie zainteresowały w Twoim poście bo
    reszta to bełkot.
    1. Gdzie napisałam że niedojadam i wiecznie liczę kalorie? Ja jem zdrowo i tyle
    ile powinnam, a nie przeżeram się tradycyjnym jedzeniem.
    2. Nie, nie żywiłam sie tak w dzieciństwie. Nigdy w życiu nie jadłam obiadu w
    szkole. U mnie obiadem mogła być zupa, mogły być same warzywa na parze, mogły
    być kasze, makarony z dodatkami.
    3. Co do wysiadania z samolotu. Normalne dziecko mogłoby w tym momencie zjeść
    kanapki, zjeść płatki, zjeśc jogurt, serek cokolwiek. Nie musiałoby mieć full
    obiadku. Poza tym normalnemu dziecku możnaby było wziąc coś na pokład, aby nie
    przyleciało głodne jak wilk.
  • 27.02.10, 13:25
    zjeść płatki, zjeśc jogurt, serek cokolwiek

    a skąd to miałabym wziąć?
    czy ty leciałaś kiedykolwiek samolotem i przechodziłaś procedurę
    konroli bagażu? szczególnie jak ja, na drugi dzień po ostatniej
    próbie zamachu - wtedy gdy ten gość się pod kocem zaczął palić, bo
    bomba nie wybuchła/

    bełkoczesz mila, bełkoczesz.

  • 27.02.10, 13:28
    Kochana, myśle że Ci się w głowie nie mieści ile latałam. I gdzie smile

    (także w miejsca gdzie kobieta nie tyle boi się wyjść po zmroku, co NIE WOLNO
    jej wyjść po zmroku)

    A Ty czytaj ze zrozumieniem bo płatki, jogurt czy serek to dzieci miałyby zjeść
    w domu już a nie na pokładzie. Na prawde w drodze z lotniska do domu nie macie
    żadnego sklepu aby kupić mleko i płatki?
  • 27.02.10, 13:43
    amandaas - chyba dzieci nie masz??? ...
    Dzieci to złośliwe bestie, które przeważnie ryczą, wyją i generalnie
    nie dają się wychowac, a grzeczne są jak śpią ( to żart..., jakby
    ktoś nie załapał)...
    A tak poważnie- wkładanie ludzi do jednego worka jest smutne. Jedne
    dzieci są genialne, ale marudne; inne mniej genialne, ale
    towarzyskie i empatyczne...itd. Nie wszystko to kwestia wychowania i
    socjalizacji... Ludzie są różni!
    A faktycznie dziecku głodnemu i chcącego jeśc - tylko wyrodna matka
    nie dałaby jeśc...a jedno dziecko zje jogurta, a inne nie...

    Aż tak trudno spojrzec z trochę dalszej perspektywy ...?
  • 27.02.10, 13:52
    Zona, ale powiedz szczerze- to dla Ciebie normalne, że matka padnięta, po 10
    godzinach lotu, staje z marszu do garów? Naprawde to takie normalne? Owszem nie
    mam dzieci, ale sama dzieckiem kiedyś byłam. Poza tym rodzina mi się odmłodziła
    ostatnio więc bacznie obserwuję dzieci w rodzince. I w moim środowisku
    zachowanie volty byłoby nienormalne.
  • 27.02.10, 14:05
    Widzisz...matka to matka smile Generalnie trudno ją zrozumiec i trudno
    wczuc się ... Ja pewnie po 10 godzinach lotu położyłabym się spac i
    bym "zdychała"... , ale sa kobiety o większej -niż moja- energii
    życiowej..Choc jakby 4-5 latek popatrzył mi w oczy i poprosił o
    jedzenie - to nie wiem , czy potrafiłabym odmówic....smile... i czy bym
    do garów nie stanęła... Ja raczej podziwiam smile...
    Zachwanie volty nie jest mi obce - bo sama na wakacje przez wiele
    lat jeździłam w miejsca , gdzie jest kuchnia bo Młode było
    niejadkiem ... ( ja też byłam, jescze większym niż moje
    Młode...)..., i wybrzydzałam niebosko (cho rodzice z tych
    nieprzejmujących się i na pewno nie miałam obiadu 3 daniowego w
    domu smile).
    Uważam , że strategie przetrwania w tym wychowawcze, trzeba
    dopasowywac do sytuacji, a nie zakładac, ze nigdy się tak nie
    postąpi...życie może przynieśc rózne scenariusze...
  • 27.02.10, 14:20
    Nie rozumiem jak ktoś nie mający dzieci może oceniać publicznie metody
    wychowawcze innych?! Takie stwierdzenie powinnaś zostawić dla siebie Amandaas.
    Czas zweryfikuje wszystko. I może kiedyś będziemy mogli w tym gronie
    wypowiedzieć się czy Ty jesteś normalną czy nienormalną matką.
    Najprościej jest oceniać innych miarą siebie...
  • 27.02.10, 14:26
    Nie nazwałam volty nienormalną. Tak nazwałam tylko jej zachowanie, a to różnica
    smile Dodałam też że to nienormalne DLA MNIEasmile


    Z dziecmi mam wyjątkowo dużą styczność i rozpięte przykłady metod wychowawczych.
    I mimo wszystko odnoszę wrażenie że mam prawo wypowiedzieć się w temacie.
  • 27.02.10, 15:32
    Dla Ciebie może tak ... bo dla większości matek na forum jednak
    nie...
  • 27.02.10, 13:49
    nie macie
    > żadnego sklepu aby kupić mleko i płatki?

    ależ mamy nie tylko skelp, co i mleko i płatki w domu.
    ale to JA wolałam, by zjedli "normalny" czyli nienormalny na tym
    forum - obiad.

    paniała?
    nikt ode mnie tego nie wymagał, ani dzieci ani mąż - to ja sama
    uznałam, że ważne jest by dzieci zjadły obiad.
    a płatki z mlekiem zjadły rano na śnidanie - póki co ta potrawa nie
    awansowała u nas na danie obiadowe, a daleka jestem od wrzucania do
    brzuchów swoich i cudzych "byle czego", byle było.

    zresztą ja nie napisałam chyba że po tym locie padałam z nóg i w
    pocie i znoju gotowałam. owszem, byłam zmęczona na tyle by szukać
    knajpy i nie na tyle, by w 25 minut nie wyczarować pożywnego i
    smacznego obiadu.(nie napiszę zdrowego, bo wtedy użyłam sosu knorra,
    więc mółby się kto czepnąć znowu)

  • 04.01.12, 21:48
    > Patologii jaką jest stawanie do garów po 10godzinach lotu, bo
    > dzieciom słowa
    > > "zmęczona mama" brzuszka nie zapełnią nie skomentuję.
    >
    >
    > no właśnie komentujesz, brak komentarza to też komentarz
    > inna sprawa, ciekawa jestem jaką byś miała propozycję w mojej
    > sytuacji?
    > może skorzystam, bo niedługo czeka mnie lot powrotny i na przesiadkę
    > mamy 20 minut, czyli pizzerii nie zaliczymy po drodze i znów będą
    > głodni. a lecimy w porze obiadu i kolacji chyba?

    no przeciez sama pisalas, ze zrobienie obiadu trwalo tyle, co pojscie do restauracji, to moze nastepnym razem skorzystac z tej opcji? juz nie wspomne, ze w restauracji raczej beda miec swieze produkty, w odroznieniu od domu, w ktorym nikogo nie bylo przez jakis czas?
  • 27.02.10, 09:18

    > Po pierwsze wyrobiłaś ... złe nawyki żywieniowe...

    nie zgodzę się!
    albo nie masz dzieci, albo jesteś taka 'wyrodna' jak ja smile

    pełny obiad zupka/obiadek/deresek zaczyna się już w poradnikach
    żywieniowych dla niemowląt, potem idze już prosto: żłobek,
    przedszkole, stołówka szkolna, akademicka, pracownicza, tak jest w
    restauracjach, cateringach, przyjęciach, weselach, tradycyjnych
    świętach...

    chodzi o wielkość porcji, czyli wszystkiego po trochu!
    a NIE zapchaj się zupą, jak już możesz się ruszać to dopchaj się
    drugim, a jak przeżyjesz to koniecznie coś słodkiego do kawy...


    też gotuję jak volta na dwóch-trzech palnikach
    jednodaniowy obiad to u mnie conajmniej godzina
    dwudaniowy to stanie przy kuchni średnio dwie godziny
    podziwiam jej zaangażowanie, organizację, pomysły!!!
    ja tak nie umiem!!!
    i choć mam wokół siebie kilka takich volt,
    takich sprytnych i obrotnych dziewczyn,
    i choć umawiamy się na wspólne gotowanie,
    i choć 'kradnę' im pomysły,
    to sama wyczynu w domu nie powtórzyłam...
    bo dla mnie to wyczyn, dla nich zwykła normalna sprawa...

    kalorii nie liczę, mam je gdzieś...
    mamy tyle ruchu, tyle aktywności fizycznej na codzień, że kalorie mi
    nie straszne...


    Pozdrawiam
    myślę, że warto czasem wyjść z samego siebie, stanąć obok, i
    rozejrzeć się, że nie wszyscy są tacy sami jak my...
    i to się tyczy wszystkich i wszystkiego...
    /żeby nie było, że osobista wycieczka, bo akurat tu się podpięłam/

    --
    oddzielajmy ludzi od problemów
  • 27.02.10, 12:32
    Z tego co wiem jednak, to obecnie zdrowymi nawykami żywieniowymi nazywa się 5
    posiłków dzienne w odstępie 3 godzin, a nie de facto 3 posiłki na raz w porze
    obiadu. Poza tym ciekawa jestem jak się zachowują dzieci w volty na obiedzie
    bądź kolacji u znajomych czy rodziny. Czy też twierdzą że wszystko śmierdzi ;D.
    Ale pewnie volta zaraz napisze ze dzieci do znajomych nie zabiera bo a nuż o mój
    Boże dostaną tam coś czego nie lubią ;D
    Dla mnie patologia, ale każdy żywi się tak jak chcesmile


    ps. Kocham schabowe, ale jem do nich tylko sałatę, bez zupy, bez ziemniaczków,
    bez deserku i zazwyczaj nie jem tez kolacji w tym dniu bo nie zmieszczę smile
  • 27.02.10, 13:13
    > ... zdrowymi nawykami żywieniowymi nazywa się 5 posiłków
    dzienne ...

    zgadzam się: śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek,
    kolacja
    osobiście staram się tego pilnować, jeśli chodzi o dzieci


    > ... a nie de facto 3 posiłki na raz w porze obiadu.

    szczerze mówiąc, zawsze patrzyłam na to, jak na trzy części jednego
    posiłku - trzy razy po trochę, by złożyło się to na jeden posiłek -
    ja jestem wychowana na jednej części, ale sporej, to przeniosłam na
    grunt mojej Rodziny


    > ... jak się zachowują dzieci ... u znajomych czy rodziny
    > ... każdy żywi się tak jak chce.

    nie ma lepiej czy gorzej, poprostu jest inaczej
    poza tym, przyzwyczajenie drugą naturą człowieką, a jak wiemy
    człowiek podobno zmienia się co 7lat smile
    upodobania kulinarne także - np. mnie poproszono o przepis na
    kotlety które kiedyś tam podałam gościom - zabij, nie pamiętam,
    ostatni raz je robiłam z pięć lat temu - ostatnio Syn poprosił o
    kotlety z jajek, tak dawno je robiłam, że już kilka dni poszukuję
    przepisu, bo nawet niekojarzę co i jak... moja Mama niegdyś
    nakładała obiad na talerze tak od serca, z górką, aż potrafiło
    wypadać, to co kiedyś jadła na obiad, dziś nie jest w stanie zjeść
    przez cały dzień... a i wtedy i dziś jest najedzona i zdrowa...

    myślę, że każda Matka:
    - powinna zaufać sobie
    - chyba wiedzieć najlepiej, ze świadomością tego 'chyba'

    ja bym była daleka od krytykowania /krytyka konstruktywna w tych
    warunkach niemożliwa/ jeśli zna się kogoś wyłącznie wirtualnie na
    podstawie kilku wyciągniętych z kontekstu przez niego faktów...


    > dostaną tam coś czego nie lubią...

    w tym wątku jest dużo o owocach morza... mnie na samą wizualizację
    robi się niedobrze... co nie stanowi problemu w gościach, bo
    poprostu nie sięgnę po sałatkę z owocami... ewentualnie ładnie
    podziękuję za danie główne i powiem, że póżniej wezmę coś ze stołu,
    tymczasem proponuję gospodyni by sama zjadła z gośćmi, a ja pomogę w
    kuchni np pozmywam naczynia... albo zajmę się dziećmi, które
    zazwyczaj nudzą się przy stole... zawsze jakoś stosownie można
    wybrnąć z sytuacji... do tej pory jakoś nikt nie przyuważył, że nie
    jadam owoców, do tego stopnia, że niektórzy potrafią mi wjechać do
    domu z pizzą w owymi owocami....
    dobra gospodyni napewno nie doprowadza do sytuacji, gdy sama nakłada
    gościowi jadło na talerz, bo koniecznie musi spróbować...


    pozdrawiam


    --
    oddzielajmy ludzi od problemów
  • 27.02.10, 13:47
    No widzisz,podawalas ceny w euro,tak jakos pomyslalam,ze moze blisko
    mnie to Wlochy lub Cyprwink
    Ale tam z wieprzowina problemu nie ma.
    To jednak dobrze myslalam,ze mieszkasz w ktoryms z krajow
    muzulmanskich,np.Irak,Palestyna,???
    O matko,podziwiam!!!
  • 26.02.10, 22:27
    "toż ci dziewczyny piszą że robotnicze, zacofane,
    > prostackie znaczy"

    Bardziej miałam na myśli, że obfite niż zacofane, ale skoro wolisz myśleć inaczej...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 26.02.10, 22:37
    no obfite - jak dla robotnika, co idzie do lasu wyrębu.
    no przecież inteligentny człowiek zarabiający głową nie może jeść
    tyle? bo gdzie by zgubił, przy biurku?

    ale skoro wolisz myśleć inacz
    > ej...
    no, ja akurat jestem wyjątkowo odporna na komentarze, nie zauważyłaś
    ironii?
  • 26.02.10, 22:43
    Volta-piszesz,ze placisz w euro,a ciezko Ci kupic wieprzowine..
    Zaintrygowalo mnie,co to moze byc za kraj.Bo Europa a wieprzowina
    zakazana?
  • 26.02.10, 22:46
    nie wiem, może mam gorszy biorytm wink

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 26.02.10, 21:08
    vikatl - pojechałaś Kochana....

    No moje Kochane...ale to nie wątek ...czyje dzieci są feee, a czyje
    cacy ... i nie wątek psychologiczny ...jak wychowacie swoje dzieci
    to ...
    Uśmiałam się smile...De gustibus non est disputandum – o
    smakach/gustach się nie dyskutuje.

    To , że nie stanę po przylocie do kuchni - nie oznacza, że nie
    podziwiam takiej postawy, na jaką mnie nie byłoby stac (psychicznie
    i fizycznie), ale to nie oznacza, że ktoś robi źle, albo , że jego
    dzieci to egoiści... Powoli z takimi ocenami....Ja bym to pod
    wróżenie podciągnęła...

    Generalnie tyle jest pomysłów i trendów dotyczących jedzenia, że
    jeśli ktoś nie ma nadwagi i dobre wyniki morfologii niech je co
    chcesmile) Na Zdrowie smile

    A moje dziecko też je "niezdrowo" - bo schabowe ze schabu
    smażone...żyje smile i generalnie ma się nieźle ...


    Już starożytni pisali
  • 26.02.10, 22:11
    Powiem tyle- popieram voltę - i nie mówię tu nawet o kwestiach zdrowia,
    oszczędzania itp...Podziwiam za siłę i chęć przygotowywania obiadu dla rodziny.
    Myślę, że jej dzieci kiedyś bardzo to docenią- to, że po powrocie z
    przedszkola/szkoły miały w domu ciepły obiad zjedzony wspólnie z mamą i tatą...
    Myślę, że niewiele z nas? (tak, tak siebie także zaliczam do tego grona) byłoby
    na to stać.
    Co do kwestii oceniających i "wróżących" nie byłabym taka pewna...
    a synowym absolutnie nie współczuję- wręcz "zazdroszczę", bo będą miały
    świetnych kucharzy w domu..
    U nas gotuje głównie mąż- ja jestem dobra w czym innym- i nie widzę w tym ujmy
    ani dla mnie , ani dla niego.
  • 26.02.10, 22:44
    jesli wezma przyklad z tatusia ktory pracuje 8-19, ma niepracujaca zone i przychodzi na gotowe to beda to raczej kucharze -teoretycywink

    A wracajac do tematu - na licznych forach wielokrotnie byly walkowane sprawy tanich obiadow, bardzo tanich obiadow, obiadow dla skrajnie biednej rodziny - wniosek jeden - im taniej tym mniej zdrowo i smacznie.Moze warto zachowac umiar taniosci w obrebie tego co lubia domownicy?


    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 27.02.10, 12:12
    > Myślę, że jej dzieci kiedyś bardzo to docenią- to, że po powrocie z
    > przedszkola/szkoły miały w domu ciepły obiad zjedzony wspólnie z mamą i tatą...

    może jej dzieci docenią, ja jednak bylam takim dzieckiem nie nie doceniam. Mam
    wrażenie, ze zycie kręciło się wokół obiadu, który byl centralnym punktem dnia,
    a dla mnie jedzenie nie jest i nigdzie nie będzie najwazniejsze. Zazdrosciłam
    koledze, który mowił, że jego mama nie gotuje, więc albo coś odgrzewają od
    babci, albo mrozonki, albo skocza do restauracji czy na pizzę- to bylo fajne smile.
    Obiady u mnie byly bardzo smaczne, nie narzekam, prawie wszystko jadlam- zupe,
    drugie danie, i podwieczorek. Kompotów sie u nas nie piło, tylko wodę. Gotowała
    babcia, która do te pory nieustannie mnie pyta: a co ty jesz, a czym sie
    odzywiasz, a czy jesz dużo warzyw i owoców? (babcia w ogóle ma 2 tematy:
    jedzenie i "kiedy znajdziesz inną pracę")
  • 26.02.10, 22:52
    Już myślałam, że tu same polskie matrony piszą, co to wszystkie rozumy pozjadały. Masz volta rację, że wszystko zależy od dobrej organizacji. A jak mamuśkom nie chce się stać pół dnia przy garach, to wnioskuję, że gotować nie potrafią albo u nich jeszcze funkcjonuje palenisko w kuchni i drwa trzeba dorzucać, żeby ogień nie zgasł.
    A teksty typu, że życzycie volcie, żeby miała bogate dzieci są poniżej pasa!! Baba, która to napisała niech się modli, żeby jej samej na jedzenie starczyło do końca jej dni I żeby jej dzieci na bandziorów nie wyrosły!!

    Każdy gotuje wg własnego uznania. Dla jednych smaczne są zupy- pomyjki na kostkach dla mnie zupy na cielęcinie.
    Niektórzy odżywiają dzieci zdrowo, na kolację dając sztuczny jogurt typu danon, a potem liczą ile kasy wydali na lekarzy.
    Ja mam dzieci, które wiedzą, że wybrzydzać nie można. Ale sorry jeśli dam synom (16 i 14 lat) jajko sadzone na obiad, to oni padną mi z głodu. I za raz przyjdą coś przekąsić. I najedzą się zapychaczami typu ciastka, chleb, serki itd. 4-latek z kolei uznaje tylko 3 rodzaje zup: rosół, pomidorową i brukselkową. I pod niego gotuję zupy dla wszystkich. A jak ugotuje inną, to on jej nie zje. Można go karmić, a on wypluwa albo wymiotuje do talerza. I co mam zrobić? Zagrozić, że jak nie zje, to go zabiję, a może zagłodzić na śmierć?
  • 26.02.10, 23:02
    Pamiętam z dzieciństwa koszmar krupniku ... jak ja nienawidziłam tej
    zupy - plułam itd. Mój własny i rodzony syn ( niepodmieniony w
    szpitalu smile))... krupnik roboty tej samej pani (tj. mojej mamy i
    swojej babci ) wcinał i błagał o kolejną porcję ( nie wierzyłam , a
    jednak smile
    Mój syn do 10 roku zycia bez nalesnika nie wyobrazal sobie życia...
    teraz mając 16 lat nie zje naleśnika - za to wcina schabowe...
  • 26.02.10, 23:47
    . Ale sorry jeśli dam synom
    > (16 i 14 lat) jajko sadzone na obiad, to oni padną mi z głodu. I
    za raz przyjd
    > ą coś przekąsić.

    o, jakaś matka synów i to dwóch - to ja mam pytanko, skoro mój
    siedmiolatek obecnie potrafi wciąć 2 schabowe(nieduże, ale mi
    starcza jeden) to ile ja będę musiała więcej wydawać na jedzenie i
    więcej tego jedzenie przygotowywać jak oni będą mieli po 16 lat?
    możesz podać jakieś wagowe zakupy schabu? albo kurczaka?

    i tak mi jeszcze przyszło do głowy, że teraz gotuję garnek zupy na
    dwa dni, czy to znaczy że przyjdzie taki czas, że ten garnek starczy
    tylko na jeden dzień i będę miała zupę do gotowania codziennie?
    (mogłabym i codziennie tylko kurcze, jak tu myśleć jaką zupę
    ugotować?)
    czy to tak tylko w fazie wzrostu ostrego jest?

    4-l
    > atek z kolei uznaje tylko 3 rodzaje zup: rosół, pomidorową i
    brukselkową. I pod
    > niego gotuję zupy dla wszystkich. A jak ugotuje inną, to on jej
    nie zje. Można
    > go karmić, a on wypluwa albo wymiotuje do talerza. I co mam
    zrobić? Zagrozić,
    > że jak nie zje, to go zabiję, a może zagłodzić na śmierć?

    z takimi dylematami to tu zrozumienia nie znajdziesz, zresztą to
    zrozumiałe, bo to forum o oszczędzaniu, ale polecam forum niejdadki-
    sama tam nie zaglądam, bo jak ktoś ma dzieciaka co 3 schabowe wcina
    na raz to raczej niejadkiem nie jest?

    a swoją drogą, to te panie które mają facetów w domu co im wystarczy
    makaron ze szpinakiem, to mam wrażenie, że taki facet spuszczony z
    obserwacji w ciagu dnia udaje się na lunch do kfc czy czegoś tam
    jescze. i wychodzi, że lekko tyje, więc nie daje mu się ziemniaków i
    jeszcze mniej podaje do jedzenia bo o linię trzeba dbać.
    mój oficjalnie zjada obiad w domu, wie, że na niego to wszystko
    czeka i w pracy w wawie jadał kanapki, teraz ma ciekawiej, bo firma
    staje o 13-tej i dają lunch firmowy. zjada tam co jest do zjedzenia,
    bez zachwytów, potem je w domu i jeszcze koło 21-ej szuka jakiejś
    kanapki na kolację. i szczupaczek jest...
    a koleżanki z jego pracy jak się spotkałyśmy to zawsze pytały, co ja
    mam tam dla niego w domu, że on nigdy nie zrzuca się na zamówienie z
    kfc czy pizza hut, czy jeszcze jakiegoś cateringu. tylko wyjmuje
    sobie kanapkę i do domu wraca na posiłek konkretny.
    one bidulki zapracowane jak ten mój, zatem o ugotowanym w domu mowy
    być nie mogło w tygodniu, no chyba że nianie gotowały.
  • 27.02.10, 23:25
    Mój mąż zje pierogi, makaron i jest zadowolony. DO KFC nie musi
    chodzić.
    Volta, nie musisz być z złośliwa.
  • 27.02.10, 06:30
    No, Volta, widać, że Cię z deka ponosismile i z Twojego postu wygląda coś, co mnie
    śmieszy - mega duma ze spełniania wszystkich zachcianek swojego męża i dzieci.
    Otóż, ambicją nie każdej baby jest podanie ziemniaków ze schabowym i takie
    napchanie domowników, żeby się nie mogli ruszać. I nie jest to moim życiowym
    powołaniem, podobnie, jak mój mąż nie weryfikuje wartości kobiety poprzez
    obfitość jedzenia, jakie baba mu serwuje. Więc wybacz, ale te teksty o pojekcji
    były żenujące, bo w życiu nie przyszłoby mi go głowy przenoszenie schabowego na
    inne obszary życia - a Tobie jednak... I już kończąc dyskusję z Tobą - w moim
    domu mamy inaczej poustawiane priorytety. Nie wyobrażam sobie, żeby do tego
    stopnia jedzenie stało się priorytetem, zeby po wyjsciu z samolotu leciec
    gotowac, zeby przyzwyczaic meza i dzieci do takiej mojej roli itp. No ale moze
    dlatego, że ja pracuję, z mężem jesteśmy w identycznej sytuacji
    zawodowo-domowej, mamy takie same obowiązki, i zdarza się, że to mąż mi podaje
    obiad.
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 27.02.10, 07:44
    już kończąc dyskusję z Tobą - w moim
    > domu mamy inaczej poustawiane priorytety.

    tak naturella, pisałaś o tych swoich priorytetach -
    liczycie się za zakupy, zwracacie i inne takie, nie dziwne w tej
    sytuacji, że chłopina niewiele je, może mu drogo liczysz?

    i o wartości kobiety na pewno tu nie decyduje sprawa jedzenia,
    ty nie przyzwyczajasz męża do podanego obiadu, ja nie przyzwyczajam
    do tego że go utrzymuję przez parę miesięcy, jego byłą i dzieci.
    no faktycznie niewymagający chłop


    wybacz, na takiemu facetowi też by mi się nie chciało nic podać,
    nie ta ligasmile
    również pozdrawiam
    dyskusję kończąc
  • 27.02.10, 09:01
    Nie no Volta...
    Juz mialam sie nie odzywac,machnelam reka,ale po tym,co napisalas do
    Naturelli,az we mnie zawrzalo!!!
    Jak mozna komus takie rzeczy pisac?
    Kobieto,opamietaj sie.
    Co do obiadow-wyobraz sobie,ze istnieja na swiecie takie
    miejsca,tacy mezowie,ktorzy nie chca i nie zycza sobie codziennie
    porcji miesa.
    Moj maz jest Grekiem ,od dziecinstwa przyzwyczajony jest do tego,ze
    obiady miesne sa gora 3 razy w tygodniu,a poza tym ryby,owoce
    morza,duzo warzyw i owocow.I zapewniam Cie,ze nie chodzi po kryjomu
    do KFC,nie podjada po takim obiedzie ,czuje sie najedzony,bo tak
    tutaj zywia.
    I wypraszam sobie takie teksty.Ja sie nie nasmiewam z Twoich dan,z
    meza tez,wiec nie zycze sobie,zeby robic z mojego cierpietnika,bo
    nie dostaje takich obiadow,jak Twoj.
  • 27.02.10, 09:34
    To moja chłopina jest chora jakaś jak jada wszystko co wodne, mięsiwo tylko z
    chłopakami po piwie, w postaci kebaba (taki altruizm we mnie nie wstępuje co by
    mu schabowe o 3 w nocy smażyć). Na poważnie to jadamy dużo ryb, owoców morza,
    warzyw, nabiału - ja mięsa nie jem zupełnie, chłopina sporadycznie. Nie podjada
    w KFC czy innych tego typu miejscach. Nie wyobrażam sobie żeby całe życie
    podporządkować jedzeniu, facet dwie ręce ma i też może ugotować, tym bardziej,
    że często się mijamy i nie zawsze jest czas. Gotować lubię, nawet bardzo,
    gotowanie sprawia mi frajdę, łączenie smaków, zapachy, nie determinuje jednak
    naszego życia do granic absurdu. Czy to znaczy, że jestem/jesteśmy dziwni a ze
    mnie zła partnerka?
  • 27.02.10, 11:02
    Nie wyobrażam sobie żeby całe życie
    > podporządkować jedzeniu,

    ja również - na gotowanie przeznaczam godzinę czasem niewiele więcej
    co drugi dzień, czy to jest całe życie wg ciebie?
    interesujące podejście...

    nie determinuje jednak
    > naszego życia do granic absurdu.
    zjedzony raz dziennie obiad jest absurdem?
    również interesujące...

    taki altruizm we mnie nie wstępuje co by
    > mu schabowe o 3 w nocy smażyć
    ja też nie znam nikogo takiego

    facet dwie ręce ma i też może ugotować
    mój też może, ale nie dotyczy to dzieci jeszcze - zatem... jaka dla
    nich propozycja?

    Czy to znaczy, że jestem/jesteśmy dziwni a ze
    > mnie zła partnerka?
    ktoś tak zasugerował?
  • 27.02.10, 11:21
    Kobieto,opamietaj sie.

    ależ opanowana jestem bardzo, to tylko dyskusja, czasem ostra...
    Co do obiadow-wyobraz sobie,ze istnieja na swiecie takie
    > miejsca,tacy mezowie,ktorzy nie chca i nie zycza sobie codziennie
    > porcji miesa.
    ależ wyobrażam sobie, ale widzę, że ogromne zaskoczenie na forum
    zaistniało po stwierdzeniu, że są mężowie, którzy chcą codziennie
    porcji mięsa, czemu się tu tego ludziom odamwia i od podtatusiałych
    panów z brzuszkiem wytyka?


    I wypraszam sobie takie teksty.Ja sie nie nasmiewam z Twoich dan
    może ty, większość jednak się wyśmiewa z naturellą na czele, stąd do
    niej jakiś tam bardziej cierpki tekst, mam nadzieję że jej jakoś to
    szczególnie nie obeszło?
    wyśmiewa się, że jedzenie jest tradycyjne a jak tradycyjne to na 100%
    tłuste, monotonne? i niezdrowe. i nikt nie przyjmuje, że może być
    smaczne.

    ,zeby robic z mojego cierpietnika,bo
    > nie dostaje takich obiadow,jak Twoj
    ale czy ja z niego robię cierpniętnika?
    piszę tylko, że mój w takiej samej sytucaji pewnie by cierpiał?
    dzieci na pewno.

    Moj maz jest Grekiem ,
    mój jakby był grekiem to pewnie też by tak jadł, ale nie jest, i
    lubi polskie jedzenie, dolmę też lubimy bardzo i jemy w łikendy - na
    kolacjęsmile
    a jakby twój mąż chciałby jeść codziennie mięso - to nie dalabyś mu?
    ja bym dała. i gydby chciał jeść codziennie ryby - to jakby te chęci
    podzielały też dzieci - to przecież też bym dała. bo nie mam z góry
    upatrzonej ideologii, dostosowuję repertuar kuchenny do tego co w
    naszym domu się lubi. kwestie zdrowotnościowe, finansowe, modowe
    schodzą na drugi plan.
    i nie spełniam się do tego stopnia w kuchni by gotować każdemu co
    innego, dlatego wypośrodkowuję między dziećmi a mężem, ja lubię
    wszysstko co wyjdzie spod mojej ręki więc tu przynajmniej mam luzsmile
  • 27.02.10, 13:04
    Mężuś chce mięsko to ma, jakby chciał rybki to też by miał, a jak Cie poprosi
    żebyś włożyła czador to też założysz?

    A moze Ty sama już nie wiesz czego chcesz? Może sama zapomniałaś co lubisz jeść
    bo założyłaś z góry ze mężusiowi trzeba dać wszystko pod nosek, przecież on
    pracuje...
    Eh masakra.

    Ale jak widać Cię tu nie nawrócimy więc bądź dalej pokorną służką swojego męża.
    Pozdrawiam i życzę sukcesów w kuchni smile
  • 27.02.10, 15:02
    Pozdrawiam i życzę sukcesów w kuchni smile
    no cóż, wolałabym usłyszeć życzenia powodzenia w heliski,
    ale skoro dekielek na kuchię ci przycisnęło, to przyjmuję i takiesmile
    może to sprawi, że jakiieś ciasta zacznę piec?

    żebyś włożyła czador to też założysz?
    >
    czasem zakładam, mam taki niepełny, nie wiem jak to się fachowo
    nazywa, ale tylko na włosy, na twarz jeszcze nie nabyłam.

    i zakładam dla picu, mąż mnie nie prosi i nawet nie wie, że tak się
    czasem na ulicę wypuszczam. mniej za taxi wtedy płacęsmile

    a skojarzenia masz superanckie - od obiadów do czadoru i bycia
    służką. długo nad tym myślałaś?

    mężusiowi trzeba dać wszystko pod nosek, przecież on
    > pracuje...
    ja daję obiady w zamian nie muszę myć okien i sprzątać. wydaje mi
    się to dobry dil. nie lubię sprzątać, a gotowanie to dla mnie
    pestka, zatem gdyby to mąż miał gotować a ja sprzątać, byłoby dla
    mnie pozamiatane.

    rozumiem, że na forum oszczędzanie weszłaś, bo za obiady restauracja
    podwyższyła ceny a firma sprzątająca okazała się nierzetelna i
    szukasz drugiej - tańszej. pani do prasowania też zgłosiła chęć
    podwyżki. a na opiekunkę cię jeszcze nie stać i dlatego nie masz
    dzieci. trudne takie życie, rozumiem, współczuję.
  • 27.02.10, 15:35
    smile)) też wolę gotowanie od sprzątania... wielokrotniesmile))
  • 27.02.10, 16:02
    A nie przesadzasz troszeczkę? Wyciągasz daleko idące wnioski. Ja tam osobiście
    uwielbiam gotować, a z finansami nie mam najmniejszego problemu. Najmniejszego.

    Zasłona na włosy nazywa się hijab. Dziwne że funkcjonujesz w kraju gdzie się go
    nosi i nie wiesz jak się nazywa.

    Powodzenia w heliskiing życzy instruktorka narciarstwa smile
  • 27.02.10, 16:30
    , a z finansami nie mam najmniejszego problemu. Najmniejszego

    nie zazdraszczam, już doczytałam żeś studentka medycyny, rozumiem
    już skąd brak problemów finansowych mimo braku możliwości dorabiania
    korkamismile(też mam tę branżę w rodzinie)
    nie zazdraszczam, tylko w takim razie po co wizyta na tym forum?
    chyba że chcesz podzielić się doświadczeniem, jak nie mieć problemów
    tym, którzy je mają.

    hijab - zapomiałam, wiedziałam, tylko z głowy wyleciało, dzięki za
    przypomnienie, pamiętam, że znajomi to kupowali dla swoich polskich
    białogłów jako pamiątki, ja mam nieprofesjonalny i stąd brak pamięci.

    Powodzenia w heliskiing życzy instruktorka narciarstwa smile
    od razu mi milej, właśnie śmigam w przyszłym tygodniu, zobaczymy czy
    w ogóle w to wejdę, w końcu mam dzieci.
  • 27.02.10, 16:40
    Kurde volta, już chciałam nieodpisywać ale nie moge sie powstrzymać.
    Dla Twojej wiadomości NIE MAM ANI JEDNEGO LEKARZA W RODZINIE. Lepiej?
    Po co Ci te domysły?
    Utrzymuje sie bez żadnej pomocy ze strony rodziców i po to jestem na forum, żeby
    sie dowiedzieć o gospodarowaniu forsą tego czego nie wiem.

  • 27.02.10, 16:52
    po co domysły, że założę czador na życzenie męża?
    tak wróżysz z forum jak i ja,
    tak trafiam jak ty, więc o co irytacja?

    a teraz żeby już wyjaśnić, napisz, jak studentka medycyny,
    niedorabiająca, bo studia faktycznie słyną z braku czasu na
    dodatkową robotę i nie mająca żadnej pomocy ze strony rodziców,
    utrzymuje się tak, by zapewniać, że finansowych problemów nie ma
    żadnych.

    bo to dla mnie jednak ciekawe jest.
    czyżby stypendia załatwiały wszystko?
  • 27.02.10, 17:26
    stypendia, dochód z nieruchomości, renta po zmarłym rodzicu.
    Spokojnie wystarcza na utrzymanie i odłożenie sporej jak na studenta sumy
    (dzięki forum głównie)
  • 27.02.10, 17:41
    ok, rozumiem

    z nicka jeszcze rozważałam sponsoring, bo tak jakoś hmmm...w tych
    ogłoszeniach sexjakichśtam to amanda dość popularna jestsmile
    no, ale to żart.
  • 27.02.10, 18:01
    Volta2 a temat byl TANIE OBIADY
  • 27.02.10, 18:13
    Przesadziłaś.
  • 27.02.10, 20:16
    no niekoniecznie, piszesz, że utrzymujesz się bez żadnej pomocy
    rodziców.
    ja uważam że renta po zmarłym rodzicu to nie jest prezent od
    niewiadomo kogo, a już najmniej od państwa, bo twój rodzic
    zapracował uczciwie na to, byś świadczenie miała.

    gdybś wspomniała, że nie masz problemów finansowych bo pomagają ci
    rodzice/rodzic myśl o sponsoringu nie przyszłaby mi do głowy.
    a potem jeszcze to skojarzenie z nickiem, sorry
  • 27.02.10, 23:37
    Mało przyjemny żart.
  • 27.02.10, 10:07
    Przecholowałaś moja droga pisząc naturelli takie teksty.
    Zastanawiam sie co sie porobiło z tym forum. Jeszcze kilka miesięcy temu nikt
    nikomu nie puszczał takich tekstów i było na prawdę fajnie, milo.
  • 27.02.10, 10:07
    Czytam,czytam i nie wierze...Nie utrzymujesz meza bo on ciebie utrzymuje....Czy to powod do dumy?Moze spelniasz sie gotujac obiady...
    wlasnie.Ech,zenada.Pozdrawiam.
  • 27.02.10, 11:07
    Moze spelniasz sie gotujac obiady...
    > wlasnie.
    trudno by mi było spełniać się przy czymś tak prostym i
    niewymagającym...
    spełniam się na polach narciarskich i paru jeszcze innych - ale to
    nie ten wąteksmile


    ...Nie utrzymujesz meza bo on ciebie utrzymuje....
    nie mamy śladem naturelli rozdzielności i nie płacimy sobie
    wzajemnie, po prostu jesteśmy w jednej drużynie i każdy ma do
    wykonania swoje zadania, by drużyna mogła funkcjonować. szczególnie
    narybek
  • 27.02.10, 11:45
    Tak Ty to pojmujesz i masz do tego prawo.Dla kogos innego zona pozostajaca na utrzymaniu meza jest zona przy mezu(cos czytalam o klubie zon)?Rozdzielnosc majatkowa jest w dzisiejszych czasach czyms bardzo naturalnym-ludzie zakladajac rodziny maja swoje dzialalnosci,wczesniejsze mieszkania,inne dobra.
    Moja kolezanka tez kiedys byla zona przy mezu(gotowala obiady,sprzatala mieszkanie i wychowywala dzieci).I to byl jej caly swiat.Maz pracowal-byli jedna druzyna...Obecnie maz przeszedl do innej ligii a ona spiewa zupelnie inaczej.Pozdrawiam.
  • 27.02.10, 12:59
    Obecnie maz przeszedl do innej ligii a ona spiewa zupelnie
    inaczej.Pozdraw
    > iam.

    rozumiem że żony przy dyrektorach i kierownikach/czkach działu mają
    monopol na pozostawianie z mężami w tych samych ligach, i obchodzi
    się bez zmiany barw...
    dziękuję za zwrócenie mi uwagi - rozważę zatem, ale raczej nie
    skorzystam w tej chwili.

    a ona spiewa zupelnie inaczej
    rozumiem, że strasznie jej współczujesz i wspierasz dobrym słowem?
    bardzo dobra z ciebie koleżankasmile
    szkoda że ja nie mam wokół siebie takich, dlaczego?

    a ja wpadłam na wakacje do pl, dzieci zostawiłam dziadkom i ruszyłam
    w obchód kożanek, które zostały wymienione na lepsze/nowsze modele.
    żadna z nich nie była wcześniej przy mężu, za to każda przy
    dyrektorze.
    i żadna z nich nie śpiewała, jak to jej źle, każda szczerze się
    wypłakała, a ja wysłuchałam, pocieszyłam, zaproponowałam wyjście na
    koncert madonny. i na facetów obie sobie pokurwi.. śmy. choć ja nie
    na swojego. ale tak z solidarności, którą i u ciebie widzęsmile
  • 27.02.10, 13:08
    to jakas plaga z tym zostawianiem przez mężów? Wiecie co, może za krótko żyje,
    ale nie znam ani jednego takiego przypadku.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 27.02.10, 12:28
    podpisuję się rękami i nogami! smile
  • 27.02.10, 09:59
    W Grecji od malego ucza,ze obiad sklada sie z jednej potrawy,a do
    popicia jest woda,bo najzdrowszawink
    Wlasnie-nie mozna wszystkich wrzucac do jednego worka,bo nie wszyscy
    mieszkamy w Polsce .
    Ja mam dzis na obiad risotto z krewetkami,wiec pewnie powinnam sie
    szykowac na to,ze moj maz zaraz po zamiast wyjsc gdzies z
    nami,pojdzie sie najesc porzadnie do KFCwink
  • 27.02.10, 10:12
    vikatl napisała:


    > Ja mam dzis na obiad risotto z krewetkami,

    Mogę prosić o przepis na to risotto? Takie mrożone robaczki, jakie można kupić w
    Polsce też sie nadadzą?
  • 27.02.10, 10:28
    Jak dzieci zostały obgadane, to teraz będziecie się prześcigać, która ma
    lepszego męża? To bardzo nie na miejscu.
    Zwróćcie uwagę na to, ze każda rodzina ma inne priorytety. Jedni ludzie lubią
    dobre jedzonko (nieoszukane), inni wolą dom umeblowany wg najnowszej mody, inni
    wydaja dużo na ubrania, książki, inni wolą podróżować itd.
  • 27.02.10, 10:33
    Zapomnialam jeszcze o cytryniewink
    Pod koniec duszenia nalezy wlac sok z wycisnietej cytryny.
  • 27.02.10, 10:30
    Tez sie nadadza,jak najbardziej.
    Ja kupuje swieze krewetki,bo takie lubie najbardziej i mam je pod
    nosemwink
    Na moja porcje jest ok.pol kilograma swiezych,odliczajac pozniej
    skorupki,mysle,ze 250-300dag Ci wystarczy.
    Gotujesz ryz,najlepiej sypki.
    Na patelni rozgrzewamy oliwe,wrzucamy dwa zmiazdzone zabki
    czosnku,nastepnie pokrojone w plasterki papryki
    (zolta,zielona,czerwona),pol puszki kukurydzy,poddusic chwile.Wlac
    pol szklanki bialego wina,wrzucic krewetki,posoli,popieprzyc,dodac
    tymianek,estragon .Gotowac ok.10 minut.
    Dosypac wczesniej ugotowany ryz,dodac natke pietruszki,wymieszac i
    gotowe!
    Wszystko to zajmuje gora pol goodziny!
  • 27.02.10, 15:40
    Ale wyszukane... smile)) jedzonko... mniam
    Ja się nie dziwię, że jednodaniowe...tu jest wszystko - białko
    zwierzęce, warzywka, winkosmile)...ryż...super ...może kiedyś zrobię -
    ale to na jakieś Świętosmile...
  • 27.02.10, 11:33
    ,bo nie wszyscy
    > mieszkamy w Polsce .

    ja też nie mieszkam w polsce
    ,bo nie wszyscy
    > mieszkamy w Polsce .
    u nas krewetki tylko w dwóch formach
    żywe w akwarium
    a jak ugotowane to tylk na kolację - takie avokado z krewetkami -
    uwielbiam.

    pojdzie sie najesc porzadnie do KFCwink
    nie wiem, czy byłaś kiedyś w kfc w porze tzw. lunchu. ja owszem, i
    grono facetów w wieku 30-50 lat wyjątkowo liczne. co drugi z
    obrączką na palcu. mój mąż to na pewno nie był, i na pewno żadna do
    takiego się tu nie przyzna, wszyscy najadają się talerzem makaronu
    ze szpinkiemsmile wykwintymsmile

    W Grecji od malego ucza,ze obiad sklada sie z jednej potrawy
    chyba kulinarnie niedaleko od grecji mieszkam i widzę te obiady w
    formie jednodaniowej - talerz tłustej zupy z ugotwanym w niej
    kawałkiem mięsa i do tego mnówstwo,mnóstwo chleba(takie okrąglaczki
    lub placki - nie wiem, jak to się fachowo nazywa, ale nie lavasze)
    czy u was też tak wygląda taki obiad?
    dla nas to nie obiad, my byśmy się czymś takim nie najedli.
    ale rozumiem, że ludzie tutaj tak uczeni od małego przyjmują to.
    i nigdzie nie ośmieliłabym się napisać, że tak jest lepiej czy
    gorzej, jest po prostu inaczej a ja wobec tej inności wyrażam
    zdanie, że my lubimy po polsku, tradycyjnie. i też nigdzie nie piszę
    że to lepiej czy gorzej - po prostu inaczej.

  • 27.02.10, 11:47
    zafiksowalas sie na tym KFC.
    A nie przyszlo Ci do glowy ze nie kazdy w godzine lunchowa jest w stanie obrocic do domu zjesc i wrocic do pracy? I moze nie ma dookola wielkiego wyboru, a w KFC przynajmniej sie nie struje?
    Nie kazdy tez chce/moze/potrafi glodowac caly dzien w imie domowego obiadu/ oszczednosci/zadowolenia zony.

    --
    www.zdrowydzien.info/
  • 27.02.10, 11:48
    A zdradzisz,gdzie mieszkasz?
    Bo spokoju nie daje mi,gdzie jest ten kraj,w ktorym ciezko
    wieprzowine kupic(strefa euro)
    Myslalam o Turcji,ale raczej nie...
    Bo to juz nie unia.
    U nas czyms w rodzaju placka zawijanego jest pitta.Ale zapewniam
    Cie,ze tym mozna sie najesc.
    Grecka kuchnia jest prosta,smaczna i ma wiele dan
    jednogarnkowych,ale sycacych i zarazem lekkich.
  • 27.02.10, 13:35
    nie mieszkam w strefie euro, dlatego masz trudności z lokalizacjąsmile
    generalnie chyba niedaleko grecji, ciepłe morze i palmy - choć śnieg
    był i szkoły nam pozamykali na kilka dni.
    podałam tylko w euro ceny, bo nasza jakby 1 zł to jest 1 eruo, więc
    tak mi łatwiej pisać, bo wtedy wszyscy wiedzą o jaką w złotówkch
    kwotę chodzi.
  • 27.02.10, 12:53
    Jak widzę, mamy na forum twarde zawodniczki, które lubią kopanie po kostkach...

    Co do tego KFC - jak facet nie bierze z domu nic do jedzenia, to leci na lunch
    tam gdzie ma najbliżej. Nie oznacza to wcale, że zona w domu daje mu tylko
    makaron ze szpinakiem i chłopaczyna bardzo z tego powodu cierpi. Jak
    wielokrotnie pisałam, oduczyłam swojego chłopa jeść tyle mięsa, bo przy jego
    trybie życia to niezdrowe. Pracuje umysłowo, cały dzień za biurkiem, a jedyny
    ruch to sprint na spotkanie. Wczoraj dostał na obiad stek z polędwicy wołowej
    200 gramowy i płakał, że mało, ale to i tak było 200% tego, co mu się dziennie
    należy.

    Co do wychowywania dzieci, pozwoliłaś sobie Volta na naprawdę głupią uwagę na
    temat cudzych. Że grube. A jak twoim zdaniem wygląda niemowlak i 4-5 latka?
    Skóra i kości? Swoich już nie pamiętasz?

    I powinnaś przeprosić naturelle, nawet ja tak uważam, a mam spory limit
    tolerancji na dosrywki.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 27.02.10, 14:07
    pozwoliłaś sobie Volta na naprawdę głupią uwagę na
    > temat cudzych. Że grube.

    no, nigdzie nie napisałam, że dzieci są grube. napisałam, że
    porównałam sobie zdjęcie dziecka z wyglądem moich dzieci i wyszlo
    mi, że moje tak przez większość z was uważane za tłustoiniezdrowo
    jedzące są szczupelejsze niż te dzieciaki ze zdjęcia. to była uwaga
    do pani co zdjęcia daje na net przypadkowym osobom, która mi wizje
    zabójczego cukru w owocach snuła.
    a tymczasem dzieciak z watą w zębach - w myśl zasad zdrowego
    żywienia pewnie podane przez nią 40 minut przed głównym posiłkiem.
    nie dziwne zatem ze takiemu dziecku pełen obiad się już nie mieści,
    po takiej wacie.

    i nie muszę sobie nic przypominać, mam w domu 5 latka, je prawie
    wszystko i masz ci los, szczuplejszy niż te zdjęciowe dziecko.
    rozumiem, że jak się teraz pisze, że dziecko jest mniej szczupłe to
    jest to obraza jakaś? wyluzuj.

    I powinnaś przeprosić naturelle, nawet ja tak uważam, a mam spory
    limit
    > tolerancji na dosrywki.
    >
    co do naturelli - kojarzę ją z forum macochowego, kojarzę jej
    dylematy i problemy z facetem z przychówkiem. pisze już od bardzo
    dawna na forum, zatem chyba się liczy z komentarzami również mniej
    miłymi, tym bardziej, że sama w swoich wpisach subtelna nie była.

    w życiu bym się nie spodziewała takiego ataku na siebie za to, że
    chcę podać w domu obiad - normalny. dla mnie. to znaczy do tej pory
    tak myślałam, że normalny, ale widzę że z moimi przyzwyczajeniami
    wyleciałam poza normę. mnie to nie przeszkadza, kompeksów z takiego
    powodu się raczej nie nabawię.
  • 27.02.10, 20:23
    Volta, na tym forum naturella nie poruszała tematu macochowego. Ja wiem, że
    wyszukac sobie można itd, ale nie powinnaś była tego pisać. Czy to jest wiedza
    tajemna, że przekroczyłaś granicę?

    Naturella nie jest miss sympatii, bo to twarda laska, podobnie do ciebie, ale
    minimum babskiej solidarności podpowiada, że cudze brudy zostawia się w spokoju.
    W życiu by mi do głowy nie przyszło, żeby wyciągać wynurzenia dziewczyn które
    piszą również na tym forum i używać ich jako tekstów koszących. Tak się po
    prostu nie robi. Zachowałas się głupio. Osobiście żałuję, że muszę zmienić o
    tobie zdanie.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 27.02.10, 21:08
    przecież naturella na tym forum osobiście napisała o rodzielności, o
    alimentach i byłej żonie.
    żadna to wiedza tajemna z forum macochowego.

    i nie uważam że są to jakieś brudy - drugi mąż czy druga żona to
    raczej teraz taka norma jak jednodaniowe obiady.
    nie ma się czego wstydzić, natomiast niektórzy pozalają sobie
    niedopasowywać się do tego typu norm.

    mazel - na mój temat możesz mieć zdanie jakie sobie chcesz,
    naprawdę, i możesz je zmieniać w zależności od tego, na jaki temat
    rozmawiamy.

    co do wyszukiwarki - na forum nigdy z wyszukiwarek wiedzą się nie
    podpieram, a naturellę pamiętam jak na forum z tym swoim nickiem się
    pojawiła i jakoś ją zapamiętałam. a że ostatnio tu właśnie sporą
    częśc forumek wprawiła w zdziwienie info o zwracaniu sobie z mężem
    za zakupy kasy -to się podparłam tym, jakże pozamertyorycznym faktem.

    i jeszcze o tekstach koszących - może nie są miłe, ale jak się
    samemu kosi to i można być skoszonym, taki lajf, przy czym to jest
    ciekawe bardzo, że to ja mam wrażenie bycia tu koszoną w temacie
    pełnych obiadów. tak to rozpaliło dyskusję, a dla mnie to takie
    prozaiczne i normalne. oczywiście mogłam nie brać w niej udziału i
    wówczas może nie dowiedziałabym się że jesteśmy obżartuchami, mamy
    zły bmi, nafaszerowani jesteśmy zgniłymi cukrami, wycofani, robotnicy
    (czy to coś złego?), nieudolni wychowawczo i tak doszliśmy do służki
    w czadorze.
    ja zdziwiona nie jestem, bo takie jest forum, w moim pierwszym tu
    wpisie użyłam skrótowego hasła niewymagający domownicy i może
    zabrakło słowa "kulinarnie" - ale to też niewiele by dało, i każda
    polędwiczka w folii zrobiona przez naturellę jest stokroć bardziej
    wymagająca kulinarnie niż moja polędwiczka nie zrobiona w folii,
    nawet mi się ta dyskusja podobała i pomogła przetrwać czas grypysmile

    bardzo to ciekawe.
  • 27.02.10, 21:30
    W sumie polędwicę też zawijam po obsmażeniu w folię, bo to jedyny znany mi
    sposób na to, żeby została soczysta i mocno różowa (ale nie czerwona) w środku.

    Volta, ja tam nie wdawałam się w dysputy nad zdrowotnością czy słusznością
    takiego zywienia. Każdy se orze jak lubi, chociaż niektórzy robią to dziwnie.
    Dyskusję wywołał nie sam system zywienia, co sposób w jaki go opisałaś i
    dosrywki rzucane co chwila.

    Ale w sumie to normalne, jak w jednym miejscu jest za dużo bab z wolnym czasem.

    "mazel - na mój temat możesz mieć zdanie jakie sobie chcesz,
    naprawdę, i możesz je zmieniać w zależności od tego, na jaki temat
    rozmawiamy."

    Jakie to słodkie, tumiwisizm.



    I na koniec, bo już się chyba wypaliłam w temacie. Jednak cię to ruszyło, skoro
    wymieniłaś za jednym razem wszystkie negatywne okreslenia jakie tutaj padły
    odnośnie waszego stylu życia. Jak się ma w dupie, to się nie smaży odpowiedzi
    wyjaśniająco-dosrywajacych długości listu do rodziców pisanego z kolonii.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 27.02.10, 22:48
    Jakie to słodkie, tumiwisizm.

    nie to zupełnie nie to.
    dopuszczam sytuaję, że mamy zbieżne poglądy na taki czy inny temat i
    zupełnie inne na tematy kolejne.
    w zależności od zbieżności sympatia do rozmówcy rośnie bądź maleje.
    i np. o ile gdzieś poszło na noże, to w innym temacie znów się
    zgadzać możemy i bez zaszłości dyskutować sobie dalej.
    skoro
    > wymieniłaś za jednym razem wszystkie negatywne okreslenia jakie
    tutaj padły
    > odnośnie waszego stylu życia.
    nie, nie ruszyło, po prostu zrobiłam podsumowanie, bo dla mnie mam
    wrażenie że nie widzisz, że został przeprowadzony atak zmasowany - a
    że to mój jadłospis został poddany krytyce a nie czyj inny, to się
    bronięsmile

    Jak się ma w dupie, to się nie smaży odpowiedzi
    > wyjaśniająco-dosrywajacych długości listu do rodziców pisanego z
    kolonii
    ależ opinie innych zawsze mnie ciekawią, po to się chyba jest na
    forum, ja się tymi z tymi opiniami bardzo chętnie zapoznaję, ale
    chyba nie wierzysz, że pod wpływem tych tekstów zacznę zmieniać menu
    mojej rodzinie na makarony - bo ktoś uznaje to za wykwinte. ale
    podyskutować mogę - i to chętnie

    co do długości - piszę bezwzrokowo wszystkimi palcami, więc mi to
    szybko idzie, żeby szło jeszcze szybciej - nie używam dużych litersmile
    no i jestem chora, więc mam sporo więcej czasu na dysputy, nawet na
    dworze nie byłam, to sobie gadam.
    a że rozmówców dużo - to już inna sprawasmile

    W sumie polędwicę też zawijam po obsmażeniu w folię, bo to jedyny
    znany mi
    > sposób na to, żeby została soczysta i mocno różowa (ale nie
    czerwona) w środku.
    >
    piszesz o polędwicy wołowej czy wieprzowej?
    ja polędwiczki wieprzowe robię bez folii, i chyba generalnie w
    prostszym wydaniu, a też jest soczysta - a czy różowa już nie
    pamiętamsad o ile schab mogę tu kupić, to o polędwiczkach mogę
    zapomnieć i jak widać, zapomniałam, nie pamiętam jakiego była
    koloru...
  • 27.02.10, 22:56
    wołowej. z wieprzowymi się nie gimnastykuje.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/rtku83f6ko7mdtvt.png
  • 27.02.10, 12:09
    Ja nie mogę pojąć jak można być dumnym z pewnego -jak dla mnie - upośledzenia
    kulinarnego dzieci, w które samemu się je wpędziło (bo jakoś mi się nie chce
    wierzyć, że dwójka dzieci urodziła sie zaprogramowana na niechęć do podstawowych
    produktów żywieniowych w Polsce jak np. kanapki czy też nieuznawanie mięsa z
    zupy za mięso - o czym pisała Volta2. Dzieci wielu potraw nie lubią jak są małe,
    ale z czasem z tego wyrastają, rodzice uczą je, że je się różne rzeczy).

    Nie wyobrażam sobie, by jadąc do kogoś w gości brać ze sobą własny prowiant albo
    wcześniej specjalnie karmić potomstwo, bo u ludzi nic nie zjedzą. Wiadomo, nikt
    nie jedzie w gości po to, by się rzucić na jedzenie, ale choćby spróbowanie
    potraw, które podadzą gospodarze należy moim zdaniem do dobrego wychowania. Nie
    po to ktoś się trudził przygotowując potrawy, ab gość nimi wzgardził.

    Ponadto nie wyobrażam sobie co będzie, jak dzieci zaczną jeździć na kolonie,
    obozy, zielone szkoły. Też nic nie zjedzą? A może Volta będzie wtedy robić u
    organizatora awantury, że jedzenie było niedobre, bo na obiad była zupa i
    knedle, a na śniadanie kanapki z serem żółtym?

    Uważam, że nie przyzwyczajanie dzieci do pewnych potraw i zachowań (czasem
    zwyczajnie wypada się czymś poczęstować) to normalne uczenie dzieci do życia w
    społeczeństwie. Nie muszę uwielbiać np. klusek z serem, ale jeśli jako dziecko
    poszłam do koleżanki i mama tejże koleżanki podała i jej i mi porcję tego
    jedzenia, to je zjadłąm - choćby po to, by nie robić komuś przykrości. Nie piszę
    o sytuacjach ekstremalnych - że np. nienawidzę kaszanki i naprawdę jej nie zjem,
    ale o potrawach, ktore dla nas są "zjadliwe" choć niekoniecznie ulubione.

    Ale z postów Volty wynika, że prawie każda potrwa jest dla jej dzieci "niejadalna".

    I jeśli w swojej rodzinie również z taką wyższością mówi o tym że jedyny słuszny
    obiad składa się z mięsa, dwóch dań i deseru, a jej dzieci to podchwycą i tym
    samym tonem będą uświadamiać kolegów u których przypadkiem się znajdą w porze
    obiadowej a tam na obiad tylko knedle, to zwyczajnie nie zaskarbią sobie
    sympatii domowników.
  • 27.02.10, 12:45
    no, wróciłam od garów, między moim ostatnim wpisem, przeczytaniem
    nowych uwag i wejściem do tego wpisu zrobiłam już drugie danie- u
    nas dziś pulpeciki z ziemniakami i szpinakiem - na specjalne
    życzenie młodszego, czeka na nie już dłuższy czas. inna sprawa, że
    zupa z wczoraj.

    to a propos tego całego dnia w kuchnismile
    bo jakoś mi się nie chce
    > wierzyć, że dwójka dzieci urodziła sie zaprogramowana na niechęć
    do podstawowyc
    > h
    > produktów żywieniowych w Polsce jak np. kanapki czy też
    nieuznawanie mięsa z
    > zupy za mięso - o czym pisała Volta2.
    nie czytałaś dokładnie(fakt, dużo się tego zrobiło) - tylko jedno z
    dzieci takie się urodziło.
    drugie je w zasadzie większość rzeczy, szyneczki i kiełbaski no i
    kanapki bardzo lubi. lubi nawet parówkismile
    wyjaśniałam, że schizy dotyczą tyko starszego syna. i on też powoli
    wyrasta, choć bardzo powoli.

    Nie wyobrażam sobie, by jadąc

    Ponadto nie wyobrażam sobie co będzie,

    no cóż, za mało książek w dzieciństwie czytałaś i wyobraźnia się nie
    wykształciła... musisz to koniecznie nadrobić


    jeśli w swojej rodzinie również z taką wyższością mówi o tym że
    jedyny słuszn
    > y
    > obiad składa się z mięsa, dwóch dań i deseru,
    u nas to nie żadna wyższość tylko norma - taki obiad, i nikt o tym
    dysput nie prowadzi, pytają tylko co dziś za zupa, co dziś na
    drugie - i finito. nie pytają tylko, czy jest coś na drugie --
    wiadomo, że jestsmile

    to zwyczajnie nie zaskarbią sobie
    > sympatii domowników.
    moje dzieciaki przypadkowo się jeszcze nie pojawiają w porze posiłku
    u innych dzieci, a jak się pojawiają to nigdy to nie jest przypadek.
    i wtedy mają albo coś własnego do zjedzenia, albo nie jedzą(starszy,
    młodszy nie odmawia nigdy). albo gospodyni wie, i o dziwo chce się
    dostosować do preferencji mojego dziecka. i zrobi mu makaron polany
    śmietanką - bo to nie filozofia a nie dopuści do tego by dzieciak
    był głodny. no widzisz, niektórzy jak zapraszają do siebie dziecko w
    gości to istotne jest dla nich zadowolenie gościa a nie podbicie
    sobie bębenka i zapodanie zapieczonej gorgonzoli, po to by została u
    dzieciaka na talerzu nietknięta.
    widocznie, kumplujemy się z podobnymi sobie ludźmi.

    i w drugą stronę,
    mam koleżanki, które mają z kuchnią na bakier. i żeby IM nie
    sprawiać kłopotu/przykrości to ogłaszam zawczasu, żeby się nie
    kłopotała, wezmę ze sobą jedzienie dla dziecka. i też jest fajnie,
    ona dzwoni po sushi na telefon i sobie zajadamy, a dzieci obok
    jedzą "domowy prowiant". dzięki temu wszyscy możemy spędzić ze sobą
    dłuższy czas, bo dzieci najedzone mają większą ochotę na zabawę i
    nie są marudne.


    nieuznawanie mięsa z
    > zupy za mięso -
    a tu faktycznie, nie dzieci o tym zdecydowały, wygotowane mięso z
    zupy to nie mięso, nie tykam czegoś takiego, inna sprawa, że rzadko
    używam mięsa do gotowania. raczej kostki i nie mylić z knorrem.
  • 27.02.10, 22:52
    używam kostki(zdrobnienie od kość) - nie knorra(ja wiem, że
    niektórzy o takich tylko słyszeli i dlatego zrobiłam zastrzeżenie),
    tylko takiej wołowej, albo kurczęcej - typu kawałek korpusa,

    na mięsie to tylko rosół,
    czasem mam okrawany schab i na tym też gotuję

    także dalej podtrzymuję, że zupa na kostce(w domyśle knorra czy
    winiar) to nie zupa.
  • 28.02.10, 06:21
    > także dalej podtrzymuję, że zupa na kostce(w domyśle knorra czy
    > winiar) to nie zupa.

    i tu to sie zgodze o niebo lepiej ugotowac zupe z samych warzyw na przykładsmile
    I czytac skład tego co sie kupuje smileto oszczedniej bedzie, nie wyda sie tyle na lekarzy i leki.
    bo "jestes tym co jesz"smile czyli oszczedzanie(pieniedzy i pozorne czasu) nie powinno byc kosztem zdrowia.A pozorne oszczedzanie czasu jest przy tych knorrach bo garnek bulionu domowego mozna nie gotowac codzinnie, tylko co jakis czas i miec gotowa "baze" na zupy czy sosysmile
    --
    -----------------------------------
    Wielu ludzi uważa, że tym, którzy stają się wegetarianami, czegoś w życiu brakuje. Tym brakującym "czymś" jest zabijanie.
    - Eddy Grant
    http://i27.tinypic.com/scqd7s.gif
  • 28.02.10, 18:51
    Volta, jestem wielkoduszna, i nie zamierzam po Tobie pojechać, uznam, że miałaś
    słabszy dzień i Ci się ulałosmile bo doprawdy, fakt rozdzielności majątkowej i
    istnienia byłej żony ma wyjątkowo wiele wspólnego ze sposobem odżywiania się.
    Wykazałaś się niestety, kochana, wielką agresją i małostkowością... Natomiast
    zapędziłaś się trochę, jak chodzi o wyciąganie rzekomych problemów z
    przychówkiem mojego męża (notabene, ma jednego, dawno już dorosłego,
    studiującego i samodzielnie utrzymującego się syna), o których to niby pamiętasz
    z forum Macochy - tylko tak się składa, że na tamtym forum pisałam wiele, wiele
    lat temu i jakoś nie sposób uwierzyć, że nie korzystając z wyszukiwarki
    zapamiętałaś mojego nicka, jednego z kilkuset, i to sprzed lat - ilu? Czterech,
    pięciu? Wiesz, też mogłabym kpić z tego, że mąż Cię utrzymuje, że nie potrafisz
    zarobić nawet na swoje rajstopy, tak jak Ty pozwoliłaś sobie na kpiny z tego, że
    mój mąż był bez pracy kilka miesięcy - ale nie robię tego, bo wydaje mi się to
    nieadekwatne do tematu i w ogóle podłe. Ja jestem tylko dumna z tego, że nasz
    domowy budżet toczył się dalej, mimo, że mąż nie miał pracy - czy u Ciebie też
    by tak było? Więc może powściągnij swoje kpiny, bo to naprawdę nieadekwatne do
    tematu. A co do rozdzielności majątkowej, doprawdy nie dziwię się, że Tobie nie
    byłaby na rękę - i tylko tyle złośliwości z mojej stronysmile)) - ale naprawdę fakt
    rozdzielności nie jest czymś wyklętym i niesamowitym, jak Ci się wydaje, w moim
    środowisku i rodzinie nawet dość powszechny i wygodny. No i to tyle. Z tematu
    obiadowego widzę zeszło na wyciąganie brudów - no cóż... Zluzuj troszkę, to
    zaraz milej się zrobi.
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 28.02.10, 20:14
    z forum Macochy - tylko tak się składa, że na tamtym forum pisałam
    wiele, wiele
    > lat temu i jakoś nie sposób uwierzyć,

    uwierz, że pamiętam twojego nicka i twoje problemy z tamtych lat, ja
    na forum jestem tyle ile ma moje starsze dziecko+prawie rok ciąży
    czyli 9 m-cy i trochę przed zaciążeniem.(w sumie to jakieś 8 lat,
    początkowo miałam chyba innego nicka, zresztą na macochach nigdy nie
    pisałam, nie mam tam zgłoszonego akcesu, więc nie dziwne, że dla
    ciebie mogę być anonimowa, ale akurat ty dla mnie nie i sporo innych
    macoszek, niektóre już same z tego co niedawno doczytałam są
    kolejnymi exiarami swoich facetów)

    wiem, że pojawiałaś się ze swoim nickiem zanim weszła na rynek
    naturella ze swoimi produktami i nawet ktoś ci proponował zgłoszenie
    się do nich z protestem, copyright czy czymś w tym stylu.
    a nick zapamiętałam, bo jest świetny.(najlepszy nick na forum to
    były miętowe loczki, które zniknęły i zaraz potem pojawiłaś się ty,
    przynajmniej na tych forach, na których ja bywałam, stąd mam takie
    skojarzenia, pamięć mam cholernie dobrą)
    zresztą chyba można sprawdzić czas odpowiedzi na twój wpis, nie
    pamiętam, czy odpisałam prawie natychmiast(chyba tak?), a to nie
    starczyłoby czasu na odkopanie wątku sprzed 5 lat?

    nie mam w zwyczaju rozmówcy traktować jakoś bardzo osobiście i nie
    prześwietlam zanim dam odpowiedź, ale faktycznie spotakałam się z
    takimi akcjami nawet tu na tym fourm, gdy ktoś tam pisze, żeby
    najpierw sobie zobaczyć przez wyszukiwarkę co ze mnie za osoba.
    ale ja tak nie robię, zabrakłoby mi czasu, wolę sobie poczytać w tym
    czasie ciekawe dyskusje.
    ja nie używam wyszukiwarki ale myślę, że skoro pisałaś o tym dawno
    temu, to chyba by mi teraz to nie wyskoczyło? inna sprawa, że
    problemy macoch są ponadczasowe i prawie wszędzie takie same, ale to
    już inna sprawa.


    że nie potrafisz
    > zarobić nawet na swoje rajstopy,
    nieee, no w mojej szkole płacą słabo ale nie aż tak, żebym na
    rajstopy nie zarobiła? jutro tam zadzwonię w sprawie pita to się
    spytam, czy ostatnio jakieś obcinki pensji były.

    co do reszty twoich uwag i złośliwości nie takich znów złośliwych -
    pozwolisz, że nie będziemy bić piany. w imię luzu o którym
    wspominasz.
  • 01.03.10, 08:46
    Ok. W takim razie peace smile dla dobra forumsmile
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 01.03.10, 15:14
    ok, peacesmile
  • 07.02.11, 11:36
    Podciagam ten watek, bo chyba bardzo na czasie smile
    --
    Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. — św. Augustyn
    58,3
    "Kto nie naraża się na szwank - ten głównej stawki nie wygrywa"
  • 07.02.11, 14:08
    Jesteśmy weganami.

    Wczoraj na obiad:
    - zupa krem marchewkowo-selerowa z grzankami razowymi ( 1 marchewka, 1 duża cebula, 1 duży seler, przyprawy, kilka łyżek oleju, grzanki z czterech kromek razowca)
    - makaron penne ze szpinakiem i sosem orzechowym ( 3/4 paczki penne, tafla mrożonego szpinaku Hortex, paczka orzeszków solonych z Tesco za 1,19zł, kilka zielonych oliwek)

    Dziś:
    - ziemniaczki curry, tofu na ostro panierowane w mące kukurydzianej, kasza gryczana niepalona, pomidor ze szczypiorem ( 6 ziemniaków, 1 cebula, przyprawy, odrobina oleju, pasta z ostrej papryki Rolnik, kilka łyżek mąki kukurydzianej, 4 garście kaszy gryczanej niepalonej).

    Jutro:
    - żurek na zakwasie ( butelka 1,39zł) z ziemniakami, cebulą i pieczarkami
    - papryki faszerowane ryżem i brązową soczewicą plus sos pomidorowy
    - szarlotka sypana

    Tanio, zdrowo, beztłuszczowo!smile
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • 28.02.11, 12:49
    Pisałam na forum WDPD, ale wrzucę jeszcze tutaj, może ktoś skorzysta. Niedrogie, smaczne i zdrowesmile

    1. Pasta sezamowa. Pyyycha. Rewelacyjna do pieczywa, ale też do podjadania, gdy najdzie ochota na coś słodkiegosmile
    - nieprażone ziarno sezamu - robię zwykle z połowy paczki cyli ok. 15dag, ale wychodzi malutka miseczka, więc można użyć całej paczki,
    - syrop klonowy, ew. miód (ja używam syropu z agawy)
    - olej sezamowy (ja używam oliwy z oliwek).
    Sezam lekko podprażyć na patelni cały czas mieszając - to ważne, bo szybko lubi się przypalać. Nie może się zabązowić, bo pasta będzie gorzka! Lekko ciepły sezam (lub ostudzony) mielimy w młynku do kawy. Wysypujemy jednorazowo po ok. 3 łyżki, żeby dobrze się zmielił. Przekładamy do miseczki, dosładzamy, dodajemy olej (w jednym z przepisów było napisane, że 2łyżki oleju na 10łyżek sezamu, ale ja daję mniej). Miskujemy krótko i gotowe. Zajmuje mi to mniej czasu niż pisanie tego przepisusmile Przechowuję w lodówce.
    2. Pasta ze słonecznika - robi się błyskawicznie. Łuskany słonecznik podprażam na patelni z solą. Po lekkim przestudzeniu dodaję trochę wody (można także oliwę) i blenderuję na pastę. Można także po uprażeniu zmielić w młynku jak sezam (pasta bedzie wtedy bardziej jednolita)i połączyć z wodą i oliwą. Ja lubię taką pastę przez przypraw (tylko sól), ale można doprawiać np.suszonym ziołami, papryką.
    3. Pasztet...Jest dużo wariantów, zależy co jest w domusmile
    Na noc namaczam fasolę lub cieciorkę (można też łączyć, ale gotujemy osobno), drugiego dnia gotuję (bez soli), cieciorkę ok. 60-90min. Po odcedzeniu i lekkim przestudzeniu (lub jak jest już zmina) dodaję wyciśnięty czosnek, doprawiam solą, pieprzem, majerankiem, papryką slodką, może być bazylia... Wszystko wrzucam do malaksera i blenderuję na gładką masę. Dodaję podsmażona cebulę. W tym momencie mam smaczną pastę do chlebasmile Jeśli chcę mieć pieczony pasztet dodaję jeszcze jajko (niekoniecznie),trochę tartej bułki i oliwy. Piekę w keksówce ok. 40-50min. Przed pieczeniem wierzch smaruję oliwą, można oprószyć np. razowa mąką.
    To jest najprostsza wersja wegerariańskiego pasztetu.
    Do blederowanej masy można także dorzucić np. ugotowane warzywa np. marchewkę, seler, pietruszkę, zmielone pestki dyni, sezamu, natkę pietruszki.
    My lubimy kanapki : chleb razowy+pasztet+kiszony ogórek. Moja niespełna czterolatka uwielbia te pasty/pasztety.
    4. Pasta z soczewicy. Gotuję czerwoną lub żółtą soczewicę w niewielkiej ilości bulionu, tak żeby w czasie gotowania bulion zdążył odparować (zalewam soczewnicę tak, aby bulion sięgał ok. 2cm ponad ją).Soczewicę rozcieram (lub blederuję) i dodaję podsmażoną na oliwie cebulę. Gotowe. Takiej masy używam też do razowych pierogów. Soczewicę z cebulą mieszam wówczas z ugotowaną kapustą kiszoną, dodaję majeranej, kminek.
  • 28.02.11, 12:50
    Dopiero zobaczyłam, że to wątek "Tanie obiady", a nie "Tanie dania", ale może zostanie mi wybaczonewink
  • 04.10.11, 10:20
    super menu smile) naprawde pomocne
    ja moge jeszcze dodac od siebie
    ziemniaki , jajko i sos koperkowy starcza na dwa dni smile) żurek pożywny i syty oraz jak zostaja zieniaki to zapiekanka ziemniaczana z cebula i boczkiem
  • 21.10.11, 20:00
    O rany, ale dyskusja tu była tongue_out masakra
    Ja tam nie wiem, ale nawet psu gotuję jedzenie, więc nie rozumiem, czemu dzieciom i mężowi to jest źle gotować obiady tongue_out
    Wątek zapowiadał się ciekawie, ale ot było na półtorej strony big_grin
  • 04.11.11, 15:14
    To ja podzielę sie dzisiaj z Wami moim pomysłem na własne mrożonki - zupy.
    Na pomysł wpadłam, gdy kolejny raz pochłaniałam mrożonkę Hortexu. Pomyślałam, że przecież sama mogę umyć, obrać i pokroić warzywa, a później podzielić je wg własnego uznania.

    Zrobiłam 6porcji każda z nich ma być podstawą/gotową zupą dla 2osób (mnie i mojego Partnera wink ). Koszt każdej z nich to około 1zł.Można w momencie gotowania dodać kaszy/ryżu/makarony/ziemniaków, czy koncentratu i np. kawałeczek mięska smile Ale to już według własnego gustu.

    Do warzywniaka wybrałam się w celu zakupu następujących produktów:
    cebula dymka - 1,79zł/sztuka (zużyłam 1/2)
    4 średnie marchewki (0,5kg) - 0,36zł
    3 średnie pietruszki (200gram) - 0,60zł
    8 małych pieczarek - około 0,50zł
    brokuł - 2,79
    por młody - 0,99 (zużyłam 1/2)
    seler - 1/4 - około 0,5zł


    Z wymienionych powyżej produktów przygotowałam gotowe mieszkanki warzyw do zamrożenia (wyszło 6 woreczków). Całość podstawy kosztowała 3,36 (+2,79 brokuł, którego większość wylądowała tylko w jednej zupie) a to daje 0,56zł za jedną zupę (1,02zł jeśli liczyć z brokułem). Warzywa umyłam, obrałam, pokroiłam na kawałeczki i wrzucałam do woreczków w proporcji:
    2 garści marchewki
    pół garści pietruszki
    łyżka selera
    pół garści pora
    łyżka dymki
    Pieczarki i brokuły blanszowałam (wrzuciłam na 2-3minuty do wrzątku, odcedziłam, wysuszyłam) i dodałam brokuły w większości do jednego woreczka (po 2 różyczki dodawałam do innych woreczków) i pieczarki w większości do jednego woreczka (po 3plasterki do reszty woreczków).


    Sposób łatwy, szybki i tani smile Pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze smile Dobry i dla osób planujących swoje wydatki i posiłki, jak i dla tych, które chciały by mieć zawsze pod ręką coś na awaryjne, pyszne danie wink

    Pozdrawiam! smile




    -----------------------------------------------------------
    Więcej tutaj Tekst linka - mam nadzieję, że komuś przydadzą się moje pomysły smile

    Blog mam zamiar sukcesywnie rozwijać, więc pewnie każdy znajdzie tu wkrótce coś dla siebie smile
  • 04.11.11, 15:17

    -----------------------------------------------------------
    Więcej tutaj smacznie-oszczenie.blogspot.com - mam nadzieję, że komuś przydadzą się moje pomysły smile

    Blog mam zamiar sukcesywnie rozwijać, więc pewnie każdy znajdzie tu wkrótce coś dla siebie smile


    *wklejam jeszcze raz link, bo nie potrafiłam go zedytować w poprzednim poście. smile
  • 05.11.11, 09:22
    świetny pomysł, w wolnej chwili zajrzę sobie na Twojego bloga smile
  • 05.11.11, 12:10
    f.l.y - cieszę się, że spodobał Ci się mój pomysł smile
    Blog jest na razie skromny, ale ciągle nad nim pracuję i niedługo będzie można znaleźć naprawdę sporo fajnych, tanich i smacznych przepisów wink

    Pozdrawiam!
  • 04.02.12, 18:30
    Zapiekanka cebulowa
    cebula - 3 duże żółte i 2 duże czerwone
    tłuszcz gęsi lub zykły olej
    śmietana - mały kubeczek
    2 jajka
    przyprawy: sól, pieprz, papryka pikantna i co kto lubismile
    Na patelni z tłuszczem z papryka duszę cebulę, później przenoszę to do naczynia żaroodpronego. polewam śmietaną z dwoma roztrzepanymi jajkami i przyprawami. Zapiekam 30 minut w temp. 200 stopni. Jeśli wydaję się za mało sycące proponuję dodać również zapieczoną w piekatniku kiebaskę.

    Zupa pikantna
    kurczak 0,5 kg
    cebule 3 sztuki
    tłuszcz gęsi lub zwykły olej
    pomidory 1 puszka
    przyprawy: pikantna papryczka, czosnek, sól pieprz i co kto lubismile

    W dużym garnku rozpuszczam tłuszcz gęsi, dodaje paryczki ostre dla podkreślenia smaku, wrzucam grubo pokrojone cebule po chwili dorzucam kurczka w małych kawałkach. Wszystko smaży się ok. 5 minut, dodaję czosnek, sól, pieprz i wlewam pomidory. Doprawiam w razie potrzebyu ulubionymi przpyrawami. Duszę ok. 20 minut, mieszając w razie potrzeby. Bardzo pożywna i rgrzewająca potrwa. Jeśli doda się więcej pomidorów wychodzi coś na kształt zupy.
  • 13.02.12, 14:30
    durszlak.pl/akcje-kulinarne/obiadowanie-za-ostatni-grosz/wpisy-w-akcji
    --
    Zapraszam na moje aukcje!
  • 17.02.12, 15:46
    Dzisiaj wyszedł mi tani i fajny obiad. Kotleciki z kaszy gryczanej+warzywa na gęsto

    Na 3-4 osoby
    -paczka mrożonych warzyw z biedronki
    -2 woreczki kaszy gryczanej
    -kostka-ok250 gram sera białego
    -2 cebule
    -troczę pestek słonecznika(niekoniecznie)
    -odrobina mleka,oleju, cytryny i mąki
    -1 jajko
    Warzywa do garnka , podlać trochę mlekiem, doprawić, poddusić.
    Ugotować kaszę, jeden woreczek potraktować blenderem, cebulę pokroić i przeszklić.W misce wymieszać kaszę , ser, cebulę, jajko, pestki słonecznika.Doprawić, formować kotleciki, smażyć.W międzyczasie doprawić warzywka cytryną, można trochę zaklepać mąką.Podawać, smacznego! Brzmi może skomplikowanie ale całe przygotowanie bez gotowania kaszy to max.1/2 godz.
  • 18.02.12, 16:38
    u nas tanie obiady w czasach kryzysu dla 2 osób to:
    -śledzie w śmietanie z ziemniakami gotowanymi w mundurkach (koszt to ok 5 zł dla 2 osób)
    -gotowane udka z kurczaka z ryżem i tartą marchewką (też kilka zł)
    -wątróbka drobiowa z ziemniakami i ogórkiem kiszonym (kilka zł)
    -flaczki z żoładków drobiowych (naprawdę tanie danie)
    -pieczony mintaj lub morszczuk z ryżem lub ziemniakami i surówką np. pomidorami z cebulką
    -placki ziemniaczane ze śmietaną
    -naleśniki z domowym dżemem
    -racuchy
  • 26.02.12, 12:34
    mój przepis na tani obiad to hurtowy zakup jednego produktu i sporządzenie z niego różnych wersji. Dla przykładu z 2 kg buraków robię barszcz czerwony a ugotowane buraczki zostają mi do zasmażenia na drugi dzień do drugiego dania, z 2 kg mielonego robię sznycle, które mrożę a za jednym zamachem robię też gałki w sosie pomidorowym lub koperkowym a do chleba piekę pieczeń tzw.rzymską i jemy ją gdzieś za dwa dni żeby wygląd mielonego nas nie zemdlił smile, z kapusty białej robię dodatek do drugiego dania w wersji zasmażanej, oraz gotuję ją i szatkuję i tak wyciśniętą z wody mrożę w porcjach.To baza do krokietów, pierogów, kotlecików kapuścianych lub łazanek.Sery, wędlina, która już trochę leży w lodówce i nie cieszy się powodzeniem też ląduje w zamrażalniku, posłuży do pizzy i zapiekanek.
    --
    większość problemów pozostawiona sama sobie rozwiązuje się sama
  • 27.02.12, 17:56
    Potrzebne:
    jabłka
    kapusta pekińska
    mięso-świetnie sprawdzają się resztki rosołowe z kurczaka lub mięso z ćwiartki kurczaka

    ryż, kasza lub coś tam jeszcze smile

    na wrzątek wrzucasz pokrojone w kostkę jabłka, trochę kapusty pekińskiej. Jak się woda zagotuje znowu, odcedzasz, wrzucasz na patelnię (ja używam teflonu, więc odpada mi koszt oleju) z kawałkami mięsa (ja wrzucam resztki mięsa z rosołu), sypiesz mocno słodką papryką, dla dorosłych-również chilli. Podajesz z ryżem i to jest naprawdę smaczne, całkiem zdrowe, a na pewno mało kaloryczne wink

    na jedną, dwie osoby-2 jabłka, 4-5 dużych liści, 2-3 torebki ryżu.

    --
    sygnaturka w tyle
  • 31.08.12, 09:30
    ugotuj.to/przepisy_kulinarne/56,87978,12392975,Obiad_za_kilka_zlotych_na_ostatni_dzien_miesiaca.html
    --
    "Jeśli kobieta jest szczęśliwa, jest także piękna..." Sophia Loren
    58,4
    Niestety stara to prawda: diabły są atrakcyjniejsze od aniołów.
  • 08.10.12, 08:25
    Ja zawsze robię talarki i do tego sos pieczeniowy ciemny tongue_out Chyba nie ma tańszego obiadu tongue_out. Ewentualnie placki ziemniaczane
    --
    inwestowanie w fundusze
  • 24.10.12, 22:06
    Polecam chana masala (jest na te potrawę sporo przepisów w necie) - tyle, że z ciecierzyca samodzielnie ugotowana, bez mleczka kokosowego (sa przepisy z mlekiem i bez, ja robiłam bez), z natką pietruszki. Pyszne, pożywne, zdrowe i tanie.
  • 24.06.16, 22:54
    Talarki ?? możesz cos wiecej napisać ?
  • 22.03.13, 11:17
    Wczoraj zrobiłam bardzo saczne i szybkie danie:

    -pierogi z kapustą i grzybami
    -sos pomidorowy(2 torebki)
    -zioła prowansalskie
    -2 ząbki czosnku
    -ser zółty

    pierogi gotuje w osolonej wodzie potem przekładam je do wysmarowanego maslem naczynia zaroodpornego polewam sosem pomidorowym, posypuję starytm zółtym serem , ziołami prowansalskimi i dodaje wycisniety przez praske czosnek- gdy ser sie rozpuści danie jest gotowe do spozycia

    --
    MOJA TABLICA:

    tablica.pl/oferty/uzytkownik/58OZ/
  • 23.03.13, 14:24
    Pierogi z kapustą i grzybami chyba do szybkich dań nie należą. Chyba, że mowa o gotowcach.
  • 11.11.13, 22:45
    Ja od jakiegoś czasu zajadam się sałatką farfalle z suszonymi pomidorami i szpinakiem. Kolacja na 2-3 a koszt kolo 10 złotych. Załączam przepis: studenckieobiady.blox.pl/2013/11/SALATKA-FARFALLE-Z-SUSZONYMI-POMIDORKAMI-I.html
  • 30.11.13, 11:22
    blog.onet.pl/371861,15490456,foto.html
    --
    Nigdy sie nie tłumacz - przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak nie uwierzą - M. Twain
    Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się - A. Huxley
    "Ja kur.. nie wejdę? Ja?". - Artur Hajzer
    61
  • 27.05.14, 13:28
    Najtańsze obiady to wg mnie pierogi (ruskie), kopytka z jakimś sosem, albo nawet same z cebulką, placki ziemniaczane czyli typowo kuchnia naszych mam i babć które jak dla mnie to mistrzynie oszczędzaniasmile Zapraszam osoby na nowo powstałe forum - dopiero się rozwija i proszę o pomocsmile
    --
    Zapraszam na forum www.oszczedzamy.fora.pl
  • 12.07.14, 20:49
    Ja ostetnio robiłem fajną "zapiekankę", chyba nazwywa się rejbak. Z ziemniaków , boczku i cebuli ... tanie i smaczne, a co najważniejsze pożywne smile
    --
    Blokowisko oszczędza - blog
  • 20.09.14, 23:02
    A ja się zastanawiam dlaczego ten wątek jest podpięty u góry forum oszczędzanie?

    Tanie obiady??

    Przekopałam się przez te ponad 200 wpisów i przepisów na tanie obiady tu jak na lekarstwo...
    Za to mnóstwo przepychanek, licytacji kto lepiej, zdrowiej karmi rodzinę, czyje dzici mniej rozpuszcone, szczuplejsza, czyj mąż szczuplejszy, a czyj w kfc się stołuje...

    Taaak... bardzo mi ten wątek pomógł w znalezieniu pomyśłów na tanie obiady...

    Może warto byłoby założyć nowy, przekleić tam wpisy dotyczące tanich pbiadów i podpiąć go w miejsce obecnego?
  • 12.05.15, 17:15
    Tanie obiady u mnie to m.in
    Zupa z soczewicy,
    Grochówka,
    pomidorowa, szczawiowasmile,
    spaghetti,
    naleśniki,
    Tanie ryby np makrela, fladra plus ziemiaczki,
    surówki z marchwi, kapusty, pierogi z kapusta I pieczarkami (czasochłonne),
    proziaki (sodziaki, bułeczki sodowe) z nadzieniem na słodko i słono tak jak pita, mule kupione w promocji 1 kg ok 6 -10 zł, parówki w cieście francuskim, kasza manna na mleku z sokiem bądź dżemem, ryż na różne sposoby.

  • 12.06.15, 12:12
    W wątku dominują mączne potrawy, nie zjadlabym czegoś takiego więcej niż raz w tygodniu. Na mojej liście tanich dań jest: kasza gryczana z cebulką i kefirem, kasza pęczak z sosem pieczarkowym, jajko sadzone z ziemniakami plus jakies sezonowe warzywa obok, fasolka po bretonsku, kotlety z fasoli i kaszy jaglanej z sosem czosnkowym.
  • 13.06.15, 16:02
    Jak ja osobę krytykującą dania mączne, strasznie dużo dań z kaszą podajesz.
  • 14.06.15, 10:07
    A znasz ich smak? Kasza gryczana drastycznie różni się smakiem od jaglanki, za to mąka pszenna zawsze smakuje jak mąka pszenna smile nie krytykuje osób, które to jedzą tylko smak mąki. Mam prawo mieć inny gust?smile
  • 14.06.15, 17:43
    Ale nie je się mąki pszennej na sucho, tylko placki, naleśniki, makarony etc. Zdradzę ci sekret - smakują rozmaicie. Serio wink
    A swój gust, oczywiście, możesz mieć. Tylko nie pisz, że nie krytykujesz innych, skoro to robisz.
  • 15.06.15, 18:29
    Nie wiem skąd taki wniosek? Napisałam "W wątku dominują mączne potrawy, nie zjadlabym czegoś takiego więcej niż raz w tygodniu." według mnie piszą tu o swoich smakach, nie odnoszę do żadnej osoby. Co ty taka przewrażliwiona? Chciałam podsunąć pomysł na urozmaicenie mącznej diety a ty mnie atakujesz.
  • 07.12.16, 10:05
    Skromnym moim zdaniem, dobrze jest zrobić w arkuszu kalkulacyjnym spis produktów, które rozważamy wraz z ich ceną za kcal. Matematyczne spojrzenie jest obiektywne i pomaga podjąć trafniejsze decyzje.

    Zakładając dzienne zapotrzebowanie 2000 kcal, to koszt miesięcznego wyżywania daną potrawą:

    25 zł: mąka (1,40 zł/kg)
    37 zł: kasza jęczmienna (2 zł/kg)
    44 zł: ryż (2,75 zł/kg)
    44 zł: makaron (2,75 zł/kg)
    49 zł: mąka pełnoziarnista (2,75 zł/kg)
    64 zł: płatki owsiane (4 zł/kg)
    68 zł: słonecznik (6,50 zł/kg)
    73 zł: chleb (2,90 zł/kg)
    76 zł: siemie lniane (6,50 zł/kg)
    78 zł: ziemniaki (1 zł/kg)
    81 zł: soja (6 zł/kg)
    82 zł: groch (4,50 zł/kg)
    106 zł: soczewica (6 zł/kg)
    125 zł: płatki kukurydziane (8 zł/kg)
    138 zł: ciecierzyca (7 zł/kg)
    170 zł: musli (10 zł/kg)
    173 zł: jabłka (1,50 zł/kg)
    180 zł: mleko (2 zł/l)
    236 zł: ser gouda (14 zł/kg)
    239 zł: jajka (6 zł/kg)
    241 zł: mleko w proszku (20 zł/kg)
    307 zł: kiełbasa (13 zł/kg)
    350 zł: makrela wędzona (16 zł/kg)
    375 zł: parówki (16 zł/kg)
    432 zł: kapusta biała (1,80 zł/kg)
    475 zł: orzechy brazylyjskie (55 zł/kg)
    510 zł: ser biały chudy (8,50 zł/kg)
    522 zł: kabanosy (40 zł/kg)
    545 zł: jajka w proszku (50 zł/kg)
    581 zł: orzechy laskowe (66 zł/kg)
    743 zł: filet z piersi kurzaka (15 zł/kg)
    745 zł: migdały (75 zł/kg)

    Powyższe ceny są z najtańszych jakie znalazłem (w ciągu ostatnich lat) i zaokrąglone, ale mogą być nieaktualne lub błędne; podaje dla orientacji.
  • 18.05.17, 11:30
    Miesięcznie 10kg mleka w proszku i 30kg kiełbasy?
    To spis dla stołówki szkolnej?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.