Niezaradni rodzice/rodzenstwo Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Wiec tak, moi rodzice nigdy nie mieli zadnych oszczednosci, nigdy. Co
    prawda, nie brali tez kredytow. Ale wszystko, co jest zarobione, jest
    natychmiast wydawane i nigdy nie ma na nic kasy, zawsze na wszystko
    brakowalo. Nigdy nie byli na wakacjach, dla nas, czworki rodzenstwa
    tez nigdy nie bylo pieniedzy, trzeba bylo zalatwiac sobie jakies fuchy
    poczawszy juz od 12 roku zycia, zeby kupic sobie jakis sweterek czy
    buty. Oni problemu naszych potrzeb nie dostrzegali, sami chodzili w
    zuzytych i zniszczonych ciuchach, dziurawych butach.

    Nigdy nie bylo kasy na kolonie, wycieczki szkolne itp. Mieszkanie 37
    metrow, 2 pokojowe, dostali z ‘przydzialu’, nigdy nie starali sie o
    wieksze, wiec gniezdzilismy sie tam wszyscy. Zreszta od 30 lat nic nie
    bylo tam wymienione, nie bylo remontu (oprocz jakiegos moze malowania
    z 10 lat temu).

    Kilka lat temu ojciec zostal zwolniony i dostal odprawe, wiec kupil za
    wszystko starego malucha. Pracy nie mial przez kilka lat. Maluch ma
    juz ponad 20 lat i ledwie zipie, ale o wymianie na inny samochod mowy
    nie ma, bo skad brac kase. Przegladu nie mogli dostac, wiec
    sfalszowali dowod rejestracyjny. Po kontroli policyjnej wyszlo to na
    jaw i ojciec dostal wyrok w zawieszeniu. Zreszta takich malych oszustw
    i klamstewek jest cale mnostwo...

    Teraz oboje maja prace, oboje sa po 55-tce, a stazu pracy maja moze 35
    lat razem wzieci. Ale kasy jak nie bylo, tak nie ma. Obecne prace sa
    zalatwione po znajomosci, bez tego siedzieliby w domu.

    Zainteresowan zadnych nie maja, ‘bo wszystko kosztuje’. Siedza w tym
    mieszkaniu, w ktorym wszystko slychac, nawet jak ktos cichutko pusci
    baka, maja wiecznie zly humor. Na emeryture nie odkladaja, zreszta na
    nic nie odkladaja. Przyjaciol nie maja, rodzina ich nie odwiedza (‘bo
    wyprawianie imprez kosztuje’wink, zreszta oni tez z nikim sie nie
    koleguja. Maja zale do roznych osob o sytuacje sprzed kilkudziesieciu
    lat, nikt nie wie w sumie o co do konca chodzilo.

    Wszystko, co jest kupione w domu, odbylo sie wielkim wyrzeczeniem i po
    wielu latach marudzenia. Jak pekla muszla klozetowa, to trzeba bylo
    czekac 12 lat (!), zeby ja wymienic. Komputer zakupili uzywany za 300
    zl i teraz strasznie marudza, ze powolny. Szafa byla wymieniona z 8
    lat temu, jak stara sie juz rozpadala i to tylko dlatego, ze dostali
    jakas tam jednorazowa premie w pracy, a koszt byl 400 zl.

    Ja sie k..., pytam, jak mozna tak zyc? Mam juz 30 lat i przez caly ten
    czas zylam w amoku, ze oni sa tacy zaradni. Ale po skonczeniu studiow
    i wyjezdzie do innego kraju lepiej to widze.

    Najlepsze jest to, ze oni chyba oczekuja, zeby ich utrzymywac. Jak
    jestem w domu, albo dzwonie, to narzekaja, ze to by sobie kupili,
    tamto. Ze remont by sie przydal, nowy samochod... Znam ich dobrze i
    odbieram to tak, jakby sugerowali mi, ze majac pieniadze z pracy
    zagranica, moge im cos podeslac... Jestem najstarsza z rodzenstwa,
    wlasnymi wyrzeczeniami skonczylam studia (zawsze majac stypendium
    socjalne i korzystajac z pomocy organizacji charytatywnych), duzo
    oszczedzalam w Anglii i kupilam z mezem mieszkanie we Wroclawiu bez
    kredytu. Srodkow na zycie od nich nie otrzymalam. Przez ostatnie kilka
    lat dostali ode mnie ok. 5000 zl lacznie, ale to wszystko
    sie ‘rozeszlo’ bez wiesci, na nic konkretnego.

    Co ciekawe, mlodsze rodzenstwo staje sie podobnie roszczeniowo
    nastawione i moje proby ‘edukowania’ ich w tym zakresie sa marne. Na
    studia sie nie wybieraja, chca podobnie wegetowac... Czuje, ze
    traktuje mnie milionerka, skapcem, itp.

    Prosze pomozcie mi choc slownie, bo ja juz nie mam cierpliwosci, jak z
    nimi rozmawiam i nie wiem co robic. Jaka przyszlosc przed tymi ludzmi?
    Co bedzie, jak ktos z nich zachoruje? Calej 5-tki nie utrzymam
    przeciez, jak do mnie przyjda po pomoc, a ja tez chce miec swoje
    zycie. Aspiruje do klasy sredniej i bardzo sie staram osiagnac jakis
    sukces w zyciu, a oni ciagna mnie w dol psychicznie...
    • kurcze po czesciowo tak miałam z tesciami,zyli w bogactwie płacili najmniejsze
      ubrzpieczenie iedy ich 2 razy okradziona nie mieli znajomych ,rodziny itp i
      zaczeło sie zyc w biedzie.ciagle licza ze ktos im pomoze a to my a to jedna
      siostra i druga.my sami ledwo ciagniemy kupujemy dom a to kupe kasy przeciez
      ,a tulko słysze michas a moze 50 f wyslij bo nie ma na lekarstwa itp.teraz jest
      unas w londynie u siostra meza i wiecie co kurwa nawet dziekuje nie usłyszałam
      nawet mojemu synkowi nic nie kupiła no nic.jednyny wnuk i nic szlak mnie
      trafia.maz juz nic nie mowi bo widze ze tez jest zły.całe zycie hulali imprezy
      urodziny.pierwsi telewizor mieli i telefon a teraz?nic .mowia do mojego meza
      tak:michał co z tego ze płacisz duze ubezpieczenie jak teraz nie masz nic?mogłby
      znalesc prace z taka sama iloscia kasy na czarno.ale mu nie chcemy maz ma 33
      lata i wie ze przyjdzie czas na emeryture i bedzie miał godnie zyc a nie jak oni
      500zł maja i tesciu ma 800zł.tez sa taci nie zaradni.najgorsze jest to ze
      człowiek pomaga wysyła robi paczke itp a przyjezdza i co jestesmy najgorsi bo
      siostra ktora pracuje z mezem maja wiecej kasy ,kupuja jej pierdoły a ona sie
      cieszy i płacze ,ale nas juz nie pamita ...no coz takie jest zycie .lila trzymaj
      sie wiem ze twoja to rodzina ,ale ilez mozna pomagac wiem ze ciezko i tobie i
      im .zycze powodzenie na lepsze jutro .p.s nie jestes samasmile
      --
      kocham cie Mikolajku lat 5 ,,,,Maksiu dla ciebie maksymilianmikolajzapasnik.pamietajmy.com.pl/index.php
    • Rodzicow nie zreformujesz. Mozesz jeszcze probowac z mlodszym rodzenstwem. Na
      pewno nigdy nie dawaj im ryby, co najwyzej wskazuj wedki.
      Jak dojdzie do jakiejs podbramkowej sytuacji w przypadku rodzicow to mozesz co
      najwyzej nabyc niezbedna rzecz, ale tylko w skrajnej sytuacji. Nie dawaj im
      zadnych pieniedzy, bo nie wiesz na co wydadza.

      Nigdy nie udzwigniesz sama ciezaru utrzymania reszty i nawet tego nie probuj.
      Kazdy ponosi konsekwencje wlasnych decyzji. Czy Twoje mlodsze rodzenstwo uwaza,
      ze to co masz spadlo Ci z nieba?

      Nie mam pojecia jak miesciliscie sie wszyscy w tak malym mieszkaniu.

    • Mieszkaj od nich z daleka.
      Zmienic to ich już nie zmienisz, to kwestia wrodzonej mentalnosci.
      Jesli nie chcesz płynac z ich nurtem musisz byc bardziej asertywna.
      I nie daj się wmanewrowac w poczucie winy, to Twoje zycie i masz prawo
      powiedziec stop pasożytowaniu nawet jeśli dotyczy ono osób bliskich.
      Przykro czytac takie posty...
    • Jesli wychowali i wykarmili 4-o dzieci, to ja sie nie dziwie, ze wszsytko zostalo przejedzone.

      Troche sie im nie dziwie, ze oczekuja pewnego rewanzu, ze strony tego dziecka, ktoremu sie udalo.

      Nic nie piszesz o zyciu w rodzinie z marginesu (picie, bicie itp) tak wiec wynika z tego, ze starali sie na swoje mozliwosci zapewnic jak najlepsze warunki.

      Przeroslas ich zapewne i wyksztalceniem i jak piszesz mozliwosciami materialnymi.

      Sadze, ze jesli chcesz im jakos okazac jakas pomoc, to nie finansowo, a w postaci konkretnego prezentu z najpotrzebniejszych w danej sytuacji, ktore dla ciebei sa niezbyt duzym wydatkiem, a oni odczuja i beda widzieli i pamietali korzystajac - a nie rozejdzie sie na "nic konkretnego".

      Co do rodzenstwa, to sadze, ze pomoc moze sprowadzic sie do ulatwieniu startu - zafundowanie kursu jezykowego itp, zeby mogli wyjechac do pracy za granica.

      Naturalnie mozesz sie calkiem odciac od rodziny, ale sadze, ze nie tedy droga.
      Natomiast jak najbardziej nie mozesz przyzwyczaic ich do sytuacji, ze ich utrzymujesz i wspomagasz w kazdym momencie. ktos wspomnial o wedce zamiast ryb - jak najbardziej sensowne.

      Potzrebuja remontu - zorientuj sie ile czego potrzeba, kup materialy i niech rodzenstwo im wyremontuje z ich wykorzystaniem mieszkanie.

      --
      Dla syna za dobre swiadectwo
      Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
      • Dzieki za rady, ale najlepsze jest to, ze co bym dla nich nie zrobila,
        to beda na mnie narzekac i zle o mnie mowic za plecami. Wiec po co mam
        sie starac?

        Kupie materialy, to sie okaze, ze kiepskie, w zlym kolorze, chocby
        byly najlepsze...

        • Postawa roszczeniowa zniecheca...Mozna pomagac, mozna i wędki róznego rodzaju
          podesłac ale wtedy, gdy ktos o nie prosi, a nie uzurpuje sobie prawo do tego, że
          coś mu się należy. A co bedzie gdy Ty bedziesz potrzebowac pomocy, mozesz na
          nich liczyc?
          Pomagac tak, ale rozsądnie, większosc przypadków podobnych jakie znałam fajnie
          się nie skonczyły.
        • lila-12 napisała:

          > Dzieki za rady, ale najlepsze jest to, ze co bym dla nich nie zrobila,
          > to beda na mnie narzekac i zle o mnie mowic za plecami. Wiec po co mam
          > sie starac?
          >
          > Kupie materialy, to sie okaze, ze kiepskie, w zlym kolorze, chocby
          > byly najlepsze...
          >

          Wedlug mnie, po pierwsze wziasc rodzenstwo za pysk, wskazac droge do zarobku i
          pomoc na starcie, twardo argumentujac, ze wszyscy razem jestescie zobowiazani w
          przyszlosci pomagac rodzicom, ni emasz zamiaru robic tego sama i wymagasz, zeby
          rodzenstwo stanelo na nogi, zeby moc podolac tym obowiazkom.

          Po drugie..Tak, Obowiazkowm!
          Rodzice prawnie moga nawet wystapic o alimenty od ciebie na swoje utrzymanie.

          Z twoich postow bije wielki egoizm.
          Nie martwisz sie tym, jak pomoc, tylko tym, ze napewno nie docenia.

          Ci ludzie cala mlodosc spedzili na utrzymaniu i wychowaniu sterty dzieciakow, z
          toba na czele. W realiach stanu wojennego i kartek na wszystko.

          Czy interesujesz sie, jakie ICH plany nie zostaly zrealizowane, bo przyszlas na
          swiat?

          Starac sie masz nie po to, zeby dobrze mowili, tylko , zeby spelnic swoje
          zobowiazania potomka wobec rodzicow. Naturalnie nie mozesz pozwolic pasozytowac
          na sobie, ale musisz uwzgledniac ich w swoich planach a zwlaszcza rozlozyc te
          obowiazki na pozostale rodzenstwo.

          I tu jest klucz do sukcesu - jest was czworka i we czworo spiewajaco mozecie
          przetrzymac rozne problemy zwiazane z ewentualnymi chorobami czy
          zniedoleznieniem rodzicow w przyszlosci.





          --
          Dla syna za dobreswiadectwo
          Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
          • Wiesz Krzysztofie - jak Ciebie tak czytam to mam nieodparte wrażenie, że gorąco popierasz typowo 'polskie piekiełko'. Autorce się udało więc trzeba ją ukarać utrzymywaniem nierobów. Bo przecież nierobom się należy! Jak ona może być taką egoistkę, że CIĘŻKO pracując do czegoś doszła!! Straszne sad
          • krzysztofsf napisał:
            > Z twoich postow bije wielki egoizm.
            > Nie martwisz sie tym, jak pomoc, tylko tym, ze napewno nie docenia.

            Ja rozumiem, ze starala sie im pomoc sugerujac jak moga polepszyc sobie
            sytaucje. Jak inaczej moze im pomoc? Dala im pieniadze i nie bylo to w zaden
            sposob docenione. To sa dorosli ludzie, ktorzy maja rece i nogi i mozgi.


            >

            > Czy interesujesz sie, jakie ICH plany nie zostaly zrealizowane, bo przyszlas na
            > swiat?

            A co prosila sie sama na ten swiat, czy to dorosli ludzie zdecydowali sie byc
            miec 4 dzieci na 37m2? Za przeproszeniem sama siebie nie splodzila i nie
            powolala na swiat.


            >
            > Starac sie masz nie po to, zeby dobrze mowili, tylko , zeby spelnic swoje
            > zobowiazania potomka wobec rodzicow. Naturalnie nie mozesz pozwolic pasozytowac
            > na sobie, ale musisz uwzgledniac ich w swoich planach a zwlaszcza rozlozyc te
            > obowiazki na pozostale rodzenstwo.

            Jak na razie rodzice nie potrzebuja jej pomocy, bo nie ma wzmianki o tym, ze
            gloduja czy potracili zdrowie i pomoc jest im niezbedna teraz. Ja rozumiem, ze
            ona sie martwi co bedzie pozniej, gdy beda jej potrzebowali i cala rodzina
            uwiesi sie na niej. Dlatego probuje jakos zmotywowac rodzenstwo do dzialania i
            podawala im rozne pomysly.

            >
            > I tu jest klucz do sukcesu - jest was czworka i we czworo spiewajaco mozecie
            > przetrzymac rozne problemy zwiazane z ewentualnymi chorobami czy
            > zniedoleznieniem rodzicow w przyszlosci.
            >
            POd warunkie, ze pozostala trojka ruszy swoje siedzenia, o czym wlasnie jest ten
            watek, jak ich do tego zmotywowac.
            • serendepity napisała:
              > A co prosila sie sama na ten swiat, czy to dorosli ludzie zdecydowali sie byc
              > miec 4 dzieci na 37m2? Za przeproszeniem sama siebie nie splodzila i nie
              > powolala na swiat.

              Podpisuję się pod tymi słowami! Dzieci to nie prywatni niewolnicy, których rodzimy, żeby harowały na nas na starość! To nie jest polisa emerytalna! Napłodzić, wychować jak najmniejszym kosztem a potem liczyć, że będą słać kasę?? Paranoja!
            • Wlasnie o tym zmotywowaniu rodzenstwa nic konkretnego nie napisala.
              Pisze tylko i wylacznie, ze czuje sie niedoceniana za wszelkie objawy pomocy ze
              swojej strony.

              Z gory zaklada, ze wszystko co zrobi i tak bedzie niedocenione - takie
              samousprawiedliwianie - "a bo oni i tak..."
              Jest taki zart o facecie, ktory mial porzyczyc siekiere od sasiada i wyobrazajac
              sobie jak ten bedzie sie od tego wykrecal, przychodzi do niego i zamiast zapytac
              o siekiere, rzuca mu w twarz "A wsadz sobie w dupe swoja siekiere" i odchodzi.

              Rodzice sa prostymi ludzmi, ktorzy pewnych rzeczy nie rozumieja (przyklad z
              mBankiem) bo po prostu mentalnie sa w innej epoce i nie dogonili wspolczesnosci.
              Podobnie jak 3/4 osob na forum placzacych, jak nie sa w stanie wyjsc z dlugow na
              kartach kredytowych, bo nie zrozumialo akurat tej filozofii.

              Ja caly ten watek rozumiem tylko w ten sposob, ze szuka wsparcia, poniewaz
              jednak czuje, ze nie do konca ma racje.


              Jej rodzice wypalili zie w prl-u , zarabiajac po pachy, zeby wychowac 4-e
              dzieci, z nia wlacznie. Znam podobne rodziny, gdzie najstarsze dziecko
              rezygnowalo z wlasnych planow, zeby pomoc rodzicom funkcjonowac przy
              wychowywaniu mlodszego rodzenstwa, dokladajac sie do gospodarstwa domowego,
              konczac szkole zawodowa mimo zdolnosci, zeby najszybciej isc do pracy - i to
              moglaby byc przyczyna zalu. A tutaj mimo braku wsparcia finansowego nie
              uniemozliwili jednak dziecku ksztalcenia.

              Dla mnie sprawa ma dwa aspekty - pomoc rodzicom i mobilzacja rodzenstwa, oraz
              dodatkowy czynnik czasu - pomoc rodzicom w przyszlosci, gdy beda starzy i pomoc
              bedzie konieczna.

              Wszystko jest mozliwe jedynie do oceny moralnej - jak nie bedzie chciala, to
              zawsze znajdzie usprawiedliwienie.

              Dla mnie jest to przyklad polskiej mentalnosci, gdzie Polacy, ktorym sie
              powiodlo odcinaja sie od innych, o ile nawet nie zeruja na nich.

              Na przeciwnym krancu sa Zydzi (nikt ich za to nie lubi), ktorzy staraja sie
              pomagac swoimi, najpierw rodzinie, potem dalszym krewnym, a na koniec po prostu
              innym Zydom, sciagajac ich do miejsc gdzie znalezli dobra prace, warunki do
              handlu itp.

              Autorka tak naprawde nic nie zrobila, ani dla rodzicow ani rodzenstwa, poza
              zalewaniem ich dobrymi radami i wsparciem przez okres kilku lat lacznie w
              wysokosci w sumie moze swoich tygodniowych czy dwutygodniowych dochodow. A
              oczekuje za to calowania po rekach, jakby im wybudowala dom.








              --
              Dla syna za dobreswiadectwo
              Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
              • krzysztofsf napisał:
                > Wlasnie o tym zmotywowaniu rodzenstwa nic konkretnego nie napisala.
                > Pisze tylko i wylacznie, ze czuje sie niedoceniana za wszelkie objawy pomocy ze
                > swojej strony.

                Autorka wątku dość dokładnie opisała JAK starała się pomóc rodzinie i jak oni tę pomoc traktują. Jak ktoś chce pomocy to ją przyjmie - jak chce gotówki to już inna bajka.

                Usprawiedliwiasz nieróbstwo, lenistwo i żerowanie na innych. Jasne - zawsze można powiedzieć 'oni nie rozumieją', 'oni nie potrafią'. Spora część polskiego społeczeństwa jedyne co potrafi to siedzieć i narzekać. A wziąć się do roboty? Po co - lepiej doić kasę z córki/siostry co pracuje i zarabia. Lepiej narzekać, że to co im daje to za mało lub jest niewystarczająco dobre. Po co wysilić się i skończyć studia? Lepiej siedzieć i narzekać, że pracy nie ma. I tak dalej...
                • araceli napisała:

                  > krzysztofsf napisał:
                  > > Wlasnie o tym zmotywowaniu rodzenstwa nic konkretnego nie napisala.
                  > > Pisze tylko i wylacznie, ze czuje sie niedoceniana za wszelkie objawy pom
                  > ocy ze
                  > > swojej strony.
                  >
                  > Autorka wątku dość dokładnie opisała JAK starała się pomóc rodzinie i jak oni t
                  > ę pomoc traktują. Jak ktoś chce pomocy to ją przyjmie - jak chce gotówki to już
                  > inna bajka.

                  Autorka duzo gadala.
                  Ja tez udzielaw wiele rad na tym i innych forach.
                  Czy w okresie przebywania za granica, sciagnela do siebie rodzenstwo, zeby zarobili w czasi wakacji jakies pieniadze?

                  > Usprawiedliwiasz nieróbstwo, lenistwo i żerowanie na innych. Jasne - zawsze moż
                  > na powiedzieć 'oni nie rozumieją', 'oni nie potrafią'. Spora część polskiego sp
                  > ołeczeństwa jedyne co potrafi to siedzieć i narzekać. A wziąć się do roboty? Po
                  > co - lepiej doić kasę z córki/siostry co pracuje i zarabia. Lepiej narzekać, ż
                  > e to co im daje to za mało lub jest niewystarczająco dobre. Po co wysilić się i
                  > skończyć studia? Lepiej siedzieć i narzekać, że pracy nie ma. I tak dalej...


                  A wlasciwie...Po co konczyc te studia?

                  Uwazam, ze u nas nie ma obowiazku studiow wyzszych i jesli ktos nie ma predyspozycji (poza mozliwoscia zrobienia licencjata czy magistra z mniemanologii stosowanej, do zawieszenia na scianie) to powinien zdobyc dobry zawod, dajacy w przyszlosci solidne podstawy finansowe.
                  Niestety u nas rozlozono istniejacy w przeszlosci system technikow, dobrze przygotowujacych i do zawodu i do ewentualnych studiow. ak wiec mamy tlumy absolwentow liceow niemajacych co ze soba zrobic, poza pojsciem na studia dla stusiow.
                  Wszelkie szkoly podyplomowe i kursy zawodowe, przygotowujace rzeczywiscie do roznych zawodow, sa bardzo kosztowne.

                  --
                  Dla syna za dobre swiadectwo
                  Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                  • Twoje wypowiedzi są jak najbardziej słuszne, pod warunkiem, że masz prawidłowe
                    zdrowe relacje w rodzinie i chęci z obu stron. Można zatańczyć na rzęsach w celu
                    zmotywowania kogoś do roboty, nauki, do zrobienia czegokolwiek i nic się nie
                    osiągnie gdy druga strona nie chce. Skąd wiesz, czy nie próbowała ściągnąć do
                    siebie rodzeństwa w celach zarobkowych a rodzeństwo się wypięło. W końcu łatwiej
                    jest wyciągnąć rękę i powiedzieć daj bo ty masz a ja nie. Trudno wymagać żeby
                    autorka w wątku opisała całe swoje życie ze szczegółami co komu i kiedy zrobiła,
                    czego nie i co powiedziała a czego nie.
                    Inną rzeczą jest to, że często zachowania rodziców wzbudzają w dzieciach
                    poczucie winy. To nie jest winą dziecka że przyszło na świat, a rodzice czegoś
                    tam nie zrealizowali, albo musieli pracować żeby je utrzymać. No przepraszam,
                    ale skoro jest się na tyle dorosłym żeby się seksić to i trzeba ponieść tego
                    konsekwencje.
                    Z resztą z tego co autorka pisze to jej rodzice jak i rodzeństwo są sprawni i
                    zdrowi, więc zasadniczo nic nie stoi na przeszkodzie żeby wziąć się do roboty, a
                    nie wyciągać rękę po gotowe. A co będzie jak ktoś zachoruje? a co będzie jak
                    mamusi i tatusia zabraknie to co z pozostałym rodzeństwem?
                    Nikt nie mówi o kończeniu studiów. Nie każdy musi mieć mgr przed nazwiskiem.
                    Można pracować bez studiów. Ale trzeba chcieć. I chyba cały problem
                    wątkotwórczyni polega na tym jak zrobić żeby im się chciało, żeby potem nie
                    miała wyrzutów sumienia że nie jest w stanie utrzymać rodziców i rodzeństwa.
                    --
                    Pozdrawiam
                    Marta
                    Weronika -09.01.2006
                    _____________________________
                    • lacktris napisała:

                      > Twoje wypowiedzi są jak najbardziej słuszne, pod warunkiem, że masz prawidłowe
                      > zdrowe relacje w rodzinie i chęci z obu stron. Można zatańczyć na rzęsach w cel
                      > u
                      > zmotywowania kogoś do roboty, nauki, do zrobienia czegokolwiek i nic się nie
                      > osiągnie gdy druga strona nie chce. Skąd wiesz, czy nie próbowała ściągnąć do
                      > siebie rodzeństwa w celach zarobkowych a rodzeństwo się wypięło. W końcu łatwie
                      > j
                      > jest wyciągnąć rękę i powiedzieć daj bo ty masz a ja nie. Trudno wymagać żeby
                      > autorka w wątku opisała całe swoje życie ze szczegółami co komu i kiedy zrobiła
                      > ,
                      > czego nie i co powiedziała a czego nie.
                      > Inną rzeczą jest to, że często zachowania rodziców wzbudzają w dzieciach
                      > poczucie winy. To nie jest winą dziecka że przyszło na świat, a rodzice czegoś
                      > tam nie zrealizowali, albo musieli pracować żeby je utrzymać. No przepraszam,
                      > ale skoro jest się na tyle dorosłym żeby się seksić to i trzeba ponieść tego
                      > konsekwencje.
                      > Z resztą z tego co autorka pisze to jej rodzice jak i rodzeństwo są sprawni i
                      > zdrowi, więc zasadniczo nic nie stoi na przeszkodzie żeby wziąć się do roboty,
                      > a
                      > nie wyciągać rękę po gotowe. A co będzie jak ktoś zachoruje? a co będzie jak
                      > mamusi i tatusia zabraknie to co z pozostałym rodzeństwem?
                      > Nikt nie mówi o kończeniu studiów. Nie każdy musi mieć mgr przed nazwiskiem.
                      > Można pracować bez studiów. Ale trzeba chcieć. I chyba cały problem
                      > wątkotwórczyni polega na tym jak zrobić żeby im się chciało, żeby potem nie
                      > miała wyrzutów sumienia że nie jest w stanie utrzymać rodziców i rodzeństwa.

                      Autorka tak skrupulatnie wylicza swoje zaslugi, ze napewno by wspomniala, iz "chciala i oferowala" a rodzenstwo wolalo sie byczyc w kraju.

                      Niechec do pojscia na studia rowniez jest wlasnie u tego rodzenstwa - autorka stawia im zarzut, ze niechca, mimo, ze mogliby. tak wiec to wlasnei ona chce, zeby mieli te mgr a oni nie chca.

                      Jak wspominalem, autorka ma pretensje o niedocenianie jej zaslug w pomocy, jakie udzielila dotychczas, mimo, ze praktycznie udzielala pomocy drobnej i w zakresie rzeczy jej zbywajacych.

                      Oczywiscie, ze w chwili obecnej, pomoc rodzicom nie jest tak naprawde konieczna, maja nieduze potrzeby zyciowe, chodza w dziurawych swetrach i nie przeprowadzaja remontow i jakos im to nie przeszkadza - dlatego dostrzegliby pomoc bardziej namacalna, dotyczaca sfry luksusowej.

                      Byloby mile, jesli na zasadzie "cioci z hameryki" wspomagala ale nie jest to niezbedne dla funkcjonowania.

                      natomiast pozostaje otwarta sprawa przyszlosci. Gdy rodzice nei beda zarabiac, przejda na mizerne emeryturki, pochoruja sie, a gdy jedno zemrze, drugie nie bedzie w stanie samodzielnie sie utrzymac (prosta sprawa - teraz trendy jest eutanazja a u bardziej litosciwych dom starcow).

                      Patrzac na taka przyszlosc w interesie autorki jest dopomoc rodzenstwu stanac na nogi, ostro to laczac z koniecznoscia przyszlego wspolnego pomagania niedoleznym (wtedy) rodzicom.

                      Sadze, ze pomoc w odbyciu czy to porzadnego kursu fryzjerskiego, czy rocznej policealnej szkoly ortodontycznej itp, itd, pomogloby odnalezc rodzenstwu miesce w zyciu - i zapewniloby ich pomoc w przyszlosci.

                      Mozna rowniez nakierowac ich na wyjazd, dac namiary na swoje kontakty w Anglii, dac konkrety zwiazane ze startem, a nie "dobre rady" i ksiazki o oszczedzaniu (z czego cholera maja oszczedzac....).
                      --
                      Dla syna za dobre swiadectwo
                      Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                      • krzysztofsf napisał:


                        >
                        > Oczywiscie, ze w chwili obecnej, pomoc rodzicom nie jest tak naprawde konieczna
                        > , maja nieduze potrzeby zyciowe, chodza w dziurawych swetrach i nie przeprowadz
                        > aja remontow i jakos im to nie przeszkadza - dlatego dostrzegliby pomoc bardzie
                        > j namacalna, dotyczaca sfry luksusowej.
                        >


                        >>Kilka lat temu ojciec zostal zwolniony i dostal odprawe, wiec kupil >>za
                        >>wszystko starego malucha. Pracy nie mial przez kilka lat. Maluch ma
                        >>juz ponad 20 lat i ledwie zipie, ale o wymianie na inny samochod mowy
                        >>nie ma, bo skad brac kase. Przegladu nie mogli dostac, wiec
                        >>sfalszowali dowod rejestracyjny.

                        Powiedz mi czy nie ma powodu do zmartwienia, że przyjdzie na starość utrzymywać
                        rodziców?? Kto za całą odprawę kupuje samochód ??? Inna sprawa jak duża to była
                        odprawa skoro starczyła na starego malucha. Ale można było odłożyć te pieniądze
                        na "czarną godzinę"?
                        I przez kilka lat można znaleźć pracę jakąkolwiek jeśli się naprawdę chce.

                        >>Zainteresowan zadnych nie maja, ‘bo wszystko kosztuje’.
                        Wg mnie takie stwierdzenie świadczy o tym że się nie chce, a nie że kosztuje.
                        Można mieć hobby chodzenie na spacery, które nie kosztuje prawie nic. Tak dla
                        ścisłości, to kosztuje zużyte zelówki i większe być może zapotrzebowanie na
                        kalorie.

                        >>Najlepsze jest to, ze oni chyba oczekuja, zeby ich utrzymywac. Jak
                        >>jestem w domu, albo dzwonie, to narzekaja, ze to by sobie kupili,
                        >>tamto. Ze remont by sie przydal, nowy samochod... Znam ich dobrze i
                        >>odbieram to tak, jakby sugerowali mi, ze majac pieniadze z pracy
                        >>zagranica, moge im cos podeslac...

                        Nie ma co wypominać autorce że wylicza że podarowała im drobne wg Ciebie kwoty.
                        Dała tyle ile mogła, gdyby była "złą kobietą" to by nic nie dała. Z resztą ja
                        takie marudzenie przez telefon gdy nie marudzący nie ma kasy, że to by kupił i
                        tamto to też bym odebrała jako "daj mi do ty masz a ja też chce mieć" A
                        dziewczyna ma chyba prawo urządzić sobie własne życie, skoro rodzice z głodu
                        nie umierają, są zdrowi i pracować mogą

                        >>Co ciekawe, mlodsze rodzenstwo staje sie podobnie roszczeniowo
                        >>nastawione i moje proby ‘edukowania’ ich w tym zakresie sa marne. Na
                        >>studia sie nie wybieraja, chca podobnie wegetowac... Czuje, ze
                        >>traktuje mnie milionerka, skapcem, itp.

                        Ja bym tych studiów nie brała aż tak dosłownie. wg mnie chodzi raczej o to , że
                        nie biorą się ani do pracy ani do nauki, żadnej choćby i w zawodówce. Łatwiej
                        przecież powiedzieć siostra daj bo tobie sie udało.

                        > Byloby mile, jesli na zasadzie "cioci z hameryki" wspomagala ale nie jest to ni
                        > ezbedne dla funkcjonowania.

                        Owszem byłoby miłe, ale co powiedzieć jeśli ciocia z "hameryki" dała swój aparat
                        fotograficzny używany i było źle? to nawet taka ciocia się może wkurzyć.

                        > natomiast pozostaje otwarta sprawa przyszlosci. Gdy rodzice nei beda zarabiac,
                        > przejda na mizerne emeryturki, pochoruja sie, a gdy jedno zemrze, drugie nie be
                        > dzie w stanie samodzielnie sie utrzymac (prosta sprawa - teraz trendy jest
                        euta> nazja a u bardziej litosciwych dom starcow).

                        No jest problem przyszłości. Ja co prawda nie zauważyłam , żeby autorka
                        stanowczo stwierdziła że się na rodziców wypnie i pomagać im nie będzie.
                        Kłopotliwa jest raczej postawa rodziców którzy w nosie mają zabezpieczenie
                        własnego tyłka na starość a roszczenie, że ktoś musi ich utrzymać.
                        Pikuś gdyby chodziło tylko o rodziców. Ale zdrowe młodsze rodzeństwo które może
                        tyłki ruszyć do roboty to już trochę przesada.

                        > Patrzac na taka przyszlosc w interesie autorki jest dopomoc rodzenstwu stanac
                        na nogi, ostro to laczac z koniecznoscia przyszlego wspolnego pomagania
                        niedolez> nym (wtedy) rodzicom.

                        A masz jakiś pomysł żeby rodzeństwo stanęło na nogi?

                        > Sadze, ze pomoc w odbyciu czy to porzadnego kursu fryzjerskiego, czy rocznej
                        policealnej szkoly ortodontycznej itp, itd, pomogloby odnalezc rodzenstwu miesce
                        w zyciu - i zapewniloby ich pomoc w przyszlosci.

                        Podobno rodzeństwo nie kwapi się do nauki. TO co łańcuchem do ławki przykujesz?
                        Jakby chcieli się uczyć to by się uczyli. W końcu póki co zawód fryzjera,
                        kucharza czy inny można zdobyć za darmo jeśli się chce. Albo można przyjść do
                        siostry i powiedzieć chcę się uczyć pomóż mi. A z tego co napisała autorka nikt
                        do niej z taką prośbą nie przyszedł.


                        > dac konkrety zwiazane ze startem, a nie "dobre rady" i ksiazki o oszczedzaniu
                        > (z czego cholera maja oszczedzac....).

                        A 5000 które dostali od córki, a odprawa z zakładu pracy co poszła na starego
                        malucha? jakoś nic nie było o tym żeby sobie nowe buty kupili czy odłożyli
                        chociaż troszkę.

                        --
                        Pozdrawiam
                        Marta
                        Weronika -09.01.2006
                        _____________________________
                        • Jak bawimy sie w cytaty, to prosze bardzo

                          "Prosze pomozcie mi choc slownie, bo ja juz nie mam cierpliwosci, jak z
                          nimi rozmawiam i nie wiem co robic. Jaka przyszlosc przed tymi ludzmi?
                          Co bedzie, jak ktos z nich zachoruje? Calej 5-tki nie utrzymam
                          przeciez, jak do mnie przyjda po pomoc, a ja tez chce miec swoje
                          zycie. Aspiruje do klasy sredniej i bardzo sie staram osiagnac jakis
                          sukces w zyciu, a oni ciagna mnie w dol psychicznie..."

                          Paniczne przerazenie tym, co bedzie, jesli pomoc bedzie niezbedna i bedzi edotyczyc spraw powaznych.


                          Co do odprawy na samochod - kiedys ludzie nie zdawali sobie sprawy z powagi bezrobocia, zwlaszcza prosci pracownicy fizyczni. Pelno gornikow, hutnikow itp, wydalo cale odprawy na swoje marznia (zapewne gosc cale zycie marzyl o samochodzie..hmmm...maluch ciekawe ile kosztowal, kilkaset zl?)nie usiwadamiajac sobie, ze poszukiwanie nowej pracy moze nawet isc w lata.

                          Co do braku zaiteresowan - widocznie maja zainteresowania, ale wymagajace finasow - dlatego ich nie realizuja. A ty na sile "spacery". Pogielo cie? ja lubie czytac ksiazki, pozeram czasem 2-3 tytuly w weekend, wypozycznie z biblioteki nie kosztuje - zmusic cie do tego i wybrzydzac, jesli nie bedziesz chciala?

                          Co do studiow - to wlasnie biore to doslownie. Autorka poszla na studia i to, ze rodzenstwo nie planuje takiej drogi uwaza za nietakt z ich strony.
                          Nic nie pisze o zdobyciu zawodu, czy innych formach nauczania, a wylacznie o studiach.




                          --
                          Dla syna za dobre swiadectwo
                          Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                          • krzysztofsf napisał:

                            > Jak bawimy sie w cytaty, to prosze bardzo
                            >
                            > "Prosze pomozcie mi choc slownie, bo ja juz nie mam cierpliwosci, jak z
                            > nimi rozmawiam i nie wiem co robic. Jaka przyszlosc przed tymi ludzmi?
                            > Co bedzie, jak ktos z nich zachoruje? Calej 5-tki nie utrzymam
                            > przeciez, jak do mnie przyjda po pomoc, a ja tez chce miec swoje
                            > zycie. Aspiruje do klasy sredniej i bardzo sie staram osiagnac jakis
                            > sukces w zyciu, a oni ciagna mnie w dol psychicznie..."
                            >
                            > Paniczne przerazenie tym, co bedzie, jesli pomoc bedzie niezbedna i bedzi edoty
                            > czyc spraw powaznych.

                            No ale co w tym złego że się boi? że martwi się o własne życie? Ja też się tego
                            panicznie boję. TEż się boję co będzie jak wydarzy się coś złego i czy dam radę
                            pomóc rodzicom, bratu, teściom czy babciom. Nie ma nic złego w takim strachu.

                            > Co do braku zaiteresowan - widocznie maja zainteresowania, ale wymagajace
                            finasow - dlatego ich nie realizuja. A ty na sile "spacery". Pogielo cie? ja
                            lubie czytac ksiazki, pozeram czasem 2-3 tytuly w weekend, wypozycznie z
                            biblioteki ni
                            > e kosztuje - zmusic cie do tego i wybrzydzac, jesli nie bedziesz chciala?

                            Ok to nie proponuje spacerów. Fakt jak ktoś ma hobby zbieranie sportowych
                            samochodów to będąc bez pracy tudzież z najniższą krajową nie będzie mógł się
                            "realizować"

                            > Co do studiow - to wlasnie biore to doslownie. Autorka poszla na studia i to,
                            ze rodzenstwo nie planuje takiej drogi uwaza za nietakt z ich strony.
                            > Nic nie pisze o zdobyciu zawodu, czy innych formach nauczania, a wylacznie o
                            studiach.
                            >
                            W tym też nie widzę nic złego. Większość mierzy innych swoją miarą. Skoro ja
                            mogłam studiować to wy też możecie. Ale z drugiej strony nie widzę też takiej
                            sytuacji że przychodzi brat i mówi chcę zostać fryzjerem/ kucharzem/ stolarzem
                            itd a autorka mówi o nie masz iść na studia jako i ja poszłam. Nie wspomina o
                            jakiejkolwiek aktywności edukacyjnej. Wspomina raczej o wyciąganiu ręki po gotowe.




                            --
                            Pozdrawiam
                            Marta
                            Weronika -09.01.2006
                            _____________________________
                      • > Sadze, ze pomoc w odbyciu czy to porzadnego kursu fryzjerskiego,
                        czy rocznej p
                        > olicealnej szkoly ortodontycznej itp, itd, pomogloby odnalezc
                        rodzenstwu miesce
                        > w zyciu - i zapewniloby ich pomoc w przyszlosci.

                        Nie ma policealnych szkół ORTODONTYCZNYCH. Aby zrobić specjalizację
                        z ortodoncji, należy mieć skończoną stomatologię. Podejrzewam, że
                        mylisz z PROTETYKĄ.
          • Dzieci ma się po to by utrzymywały rodziców?
            Ja swoje dziecko rodziłam nie po to, by mnie utrzymywało i łozyło na mnie tylko
            bym się cieszyła nim, wychowała na dobrego człowieka i wspierała je tak jak to
            robili i robią całe zycie moi rodzice. Teraz takie czasy nastały, ze to czesto
            właśnie rodzice pomagają chocby wnukom na starcie, taki life, nikt tego nie
            przewidział i nie przewidzi kto komu bedze potrzebny.Jeśli nikt nikogo do
            niczego nie przymusza to ja nie widzę problemu. Egoizmem, jesli już byłoby w
            dostatki opływac, byczyc sie na fortunie, a miec rodziców śpiacych pod mostem.

          • Z całym szacunkiem, ale nie miałeś chyba kontaków z ludźmi tego typu. Nie byli
            to moi rodzice, ale uwierz mi z całej rodziny pracowała jedna osoba (wszyscy
            zdrowi), nie wiadomo na co rozchodziła się kasa, nawet czynszu nie płacili. Za
            to było na kablówkę i internet i gry komp. 20h/dobę. A nikt do pracy nie mógł
            pójść, bo schorowana (daj boże każdemu takie choroby) albo czasu nie ma, bo
            studiuje (oczywiście do dnia dzisiejszego studia nieukończone).
            Dlatego nie ma co mówić o egoizmie. Odciąć radykalnie, bo zjędzą. To sępy.
            • diabel.lancucki napisała:

              > Z całym szacunkiem, ale nie miałeś chyba kontaków z ludźmi tego typu. Nie byli
              > to moi rodzice, ale uwierz mi z całej rodziny pracowała jedna osoba (wszyscy
              > zdrowi), nie wiadomo na co rozchodziła się kasa, nawet czynszu nie płacili. Za
              > to było na kablówkę i internet i gry komp. 20h/dobę. A nikt do pracy nie mógł
              > pójść, bo schorowana (daj boże każdemu takie choroby) albo czasu nie ma, bo
              > studiuje (oczywiście do dnia dzisiejszego studia nieukończone).
              > Dlatego nie ma co mówić o egoizmie. Odciąć radykalnie, bo zjędzą. >To sępy.

              Zcalym szacunkiem, ale po ponad dziesiecioletnim korzystaniu z roznego rodzaju
              forow i grup dyskusyjnych, nauczylem sie podchodzic z duzym sceptycyzmem do
              wypowiedzi w ktorych obecna jest tylko jedna ze stron.

              Czlowiek ma tendencje do wyparcia, konfabulacji, przeinaczania faktow i
              ubarwiania ich zgodnie ze swoja wersja czy tez wizja.

              Z powodu powyzszego, czasem z przekonania, czasem z przekory, czesto zabieram
              glos jako advocatus diaboli.

              Nie chce wypowiedzi autorki rozbierac na kawalki i bawic sie w domowej roboty
              psychoanalize, ale mam wrazenie, ze prawda lezy conajmniej posrodku, a nawet
              wiekszosc wypowiedzi jest ubarwianiem i "wrazeniem, ze..".

              Wiekszosc wypowiadajacych zajela sie osadzaniem, nie poznawszy relacji drugiej
              strony i dopasowujac realia do znanych sobie roznego typu "pijawek", pokrzykujac
              "odetnij sie".

              Ja staram sie byc obiektywny.


              --
              Dla syna za dobreswiadectwo
              Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
              • Mam pytanie: Czy od Was tez rodzice domagaja sie regularnie pieniedzy,
                pomimo, ze oboje pracuja i wcale zle nie zarabiaja, ale kasa im sie w
                magiczny sposob ‘rozchodzi’? Dodam, ze domagaja sie w bardzo bezczelny
                sposob. Wymyslili sobie, ze chca zmienic samochod, ze ja MAM im to
                sfinansowac, bo taki mam obowiazek jako ich dziecko. No rece juz
                opadaja...
    • Co do wedki, ile to ja sie nagadalam, ksiazek im podsuwalam o
      oszczedzaniu, jak odniesc sukces, rozne, przerozne - te, ktore mi
      pomogly. Ich to nie interesuje, temat kasy skrzetnie pomijaja, jesli
      mialoby to sie wiazac z jakimkolwiek wysilkiem z ich strony.

      Ostatnio podsunelam im pewny pomysl jak zarobic 1000 zl rocznie przez
      najblizsze 3 lata praktycznie nic nie robiac, to skwitowali to
      slowami, ze 3000 to szalu nie ma. Ale jakbym im ta kase dala do reki,
      to by wzieli bez zajakniecia.

      Podobnie bylo z promocja w mBanku, gdzie za zalozenie 5 osobom
      darmowych kont (wystarczyloby osob w rodzinie) dostawalo sie za darmo
      porzadny aparat cyfrowy. Po czym konta mozna bylo zamknac. Tez im sie
      nie chcialo. Dostali ode mnie uzywany aparat, bo narzekali bardzo, ze
      nie maja. To teraz narzekaja, ze stary dostali (sprawny Samsung 7
      megapikseli).

      Co tu robic?
      • Nigdy ich nie zadowolisz. Mozesz koncentrowac sie tylko na wlasnym zyciu.
        Zakladam, ze probujesz juz wiele lat, wiec chyba widzialas juz wiele razy, ze co
        bys nie zrobila, to wszystko jest zle i tak bedzie zawsze.
        • I nie daj wpedzac sie w poczucie winy.
          • Wiecie, to nie jest rodzina patologiczna, rodzice nie pala, nie pija.
            Ale bili mnie sporo, rodzenstwo juz tego nie doswiadczylo, bo 'czasy
            sie zmienily i teraz dzieci sie nie bije'. Sa na swoj sposob
            inteligentni, chociaz skonczyli tylko szkoly srednie i to bez zdania
            matury. Najlepsze jest to, ze rodzenstwu tez uczyc sie nie chce,
            zdolni, ale leniwi sa.

            Jak widze jak zyja, to mi ich szkoda, ale coz zrobic? Sami na taki
            stan zapracowali przez cale zycie. Zreszta na nas tez wszystko zbywali
            jak najmniejszym kosztem, wiec nie mozna powiedziec, ze to przez
            dzieci nic nie maja.
            • A nie przyszło ci do głowy, że w czasach ich młodości zarobki nie
              były duże, że utrzymanie 4 dzieci kosztowało dużo i pieniędzy i
              wysiłku, że nic albo niewiele można było dostać. Nie było też takich
              możliwości zarobku jak teraz mają młodzi ludzie. To były inne czasy
              i tego nie można porównać do dzisiejszych realiów. Ile to rodzeństwo
              ma teraz lat, że piszesz, że teraz dzieci się nie bije, to są
              maluchy, nastolatki, bo trudno mówić, że dorosłych ludzi się nie
              bije, jak piszesz. Ja jestem z pokolenia twoich rodziców więc znam
              trochę realia tamtych czasów. Ja też mogłabym napisać, że nie
              miałam wspaniałego dzieciństwa, bo rodziców nie było na wiele stać i
              nie mogłam mieć nawet rzeczy, które były wtedy osiągalne, ale ich
              nie miałam i nie mam do nich pretensji, bo nie mieli pieniędzy
              chociaż uczciwie i ciężko pracowali. Studia robiłam zaocznie, bo
              moich rodziców nie było stać w komunie, żeby mi zafundować studia.
              Teraz jestem z tego dumna, że poradziłam sobie sama. Potem jak
              zaczęłam pracować to pomagałam im na miarę swoich możliwości i
              cieszyłam się, że mogę im chociaż w ten sposób zrewanżować się za
              to, że wychowali mnie na porządnego człowieka.
              • nie no pewnie ze mozna pomoc zrobic zakupy czy lekarstwa,przeciez to rodzice
                .ale ludzie bez przesady ktos napisał bardzo dobrze..czy ty mozesz na nich
                liczyc??rozumiem cie ze jest ciezko,rodzenstwem sie nie przejmuj nie ucza sie
                trudno ich strata.a rodzicom-zadzwon spytaj sie od czasu do czasu,pochwal sie
                jakie ty masz problemy ,zobacz czy moze oni wyciagna dłon do ciebie ,moze nie
                koniecznie finansowa ale doradza wysłuchaja ,jesli nie to przepraszam ja bym juz
                nie pomagała.przykre ale trzeba uciac pepowine..
                --
                kocham cie Mikolajku lat 5 ,,,,Maksiu dla ciebie maksymilianmikolajzapasnik.pamietajmy.com.pl/index.php
                • kalina_19 napisała:

                  > nie no pewnie ze mozna pomoc zrobic zakupy czy lekarstwa,przeciez to rodzice
                  > .ale ludzie bez przesady ktos napisał bardzo dobrze..czy ty mozesz na nich
                  > liczyc??rozumiem cie ze jest ciezko,rodzenstwem sie nie przejmuj nie ucza sie
                  > trudno ich strata.a rodzicom-zadzwon spytaj sie od czasu do czasu,pochwal sie
                  > jakie ty masz problemy ,zobacz czy moze oni wyciagna dłon do ciebie ,moze nie
                  > koniecznie finansowa ale doradza wysłuchaja ,jesli nie to przepraszam ja bym ju
                  > z
                  > nie pomagała.przykre ale trzeba uciac pepowine..

                  Pomaganie a wziecie na utrzymanie to dwie rozne sprawy.
                  Autorka jest przerazona koniecznoscia pomocy w przyszlosci i szuka obecnie
                  wymowek, zeby moc jak najskuteczniej sie odciac od rodziny i zabezpieczyc przed
                  taka ewentualnoscia.

                  Jej rodzice nie maja kompletnie sprytu zyciowego - przyklad szafy, gdzie mozna
                  za zbizona kwote kupic komplet ladnych uzywanych mebli w dobrym stanie - ale
                  trzeba miec troche tego sprytu, zeby uwzglednic taka alternatywe zamiast isc do
                  sklepu i kupic nowa.

                  W kazdym razie, autorka przynajmniej nie bedzie mogla miec zalu do swoich
                  dzieci, gdy za kilkadziesiat lat beda szukaly w rodzinie wzorcow na postepowanie
                  ze stara zniedolezniala mamusia.


                  --
                  Dla syna za dobreswiadectwo
                  Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plytybez szkody dla ukochanego Windowsa
                  • krzysztofsf napisał:

                    > W kazdym razie, autorka przynajmniej nie bedzie mogla miec zalu do swoich
                    > dzieci, gdy za kilkadziesiat lat beda szukaly w rodzinie wzorcow na postepowani
                    > e
                    > ze stara zniedolezniala mamusia.
                    A uważasz że lepszym wzorcem jest narobić dużo dzieci i niech mnie utrzymują?



                    --
                    Pozdrawiam
                    Marta
                    Weronika -09.01.2006
                    _____________________________
                    • lacktris napisała:

                      > krzysztofsf napisał:
                      >
                      > > W kazdym razie, autorka przynajmniej nie bedzie mogla miec zalu do swoich
                      > > dzieci, gdy za kilkadziesiat lat beda szukaly w rodzinie wzorcow na poste
                      > powani
                      > > e
                      > > ze stara zniedolezniala mamusia.
                      > A uważasz że lepszym wzorcem jest narobić dużo dzieci i niech mnie utrzymują?
                      >


                      Wystarczy miec jedno-jedyne dziecko, ktore sie wypnie na rodzica

                      >


                      --
                      Dla syna za dobre swiadectwo
                      Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                      • cóż różnie się to w życiu układa. Czasem dzieci mają rodziców co się na nie
                        wypinają.
                        a w tym konkretnym przypadku to rodzice mają jeszcze trójkę dzieci na które mogą
                        "liczyć"
                        --
                        Pozdrawiam
                        Marta
                        Weronika -09.01.2006
                        _____________________________
                        • lacktris napisała:

                          > cóż różnie się to w życiu układa. Czasem dzieci mają rodziców co się na nie
                          > wypinają.
                          > a w tym konkretnym przypadku to rodzice mają jeszcze trójkę dzieci na które mog
                          > ą
                          > "liczyć"

                          Tylko, zeby bron boze tym dzieciom tez sie w zyciu nie udalo - bo moga sie wypiac, wzorem siostry.

                          Kazdy ma w zyciu jakas moralnosc - jedna osoba nie kradnie, inna nie zdradza partnera, jeszcze inna za nic nie przerwie ciazy, a inna nie da sie skusic awansowi w zamian za donoszenie na wspolpracownikow.

                          Uwzglednianie przyszlej pomocy rodzicom w przypadku, gdy beda jej potrzebowac, rowniez nalezy rozpatrywac w tych kategoriach - moralnych.

                          Przypominam, za archeolodzy jako wyznacznik pojawienia sie uczuc wyzszych u ludzi przyjmuja czasy, od ktorych znajduja szczatki osobnikow w podeszlym wieku, ze sladami roznego rodzaju schorzen, ktorych przezycie byloby niemozliwe bez pomocy pozostalych czlonkow grupy.


                          --
                          Dla syna za dobre swiadectwo
                          Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                          • krzysztofsf napisał:


                            > Kazdy ma w zyciu jakas moralnosc - jedna osoba nie kradnie, inna nie zdradza pa
                            > rtnera, jeszcze inna za nic nie przerwie ciazy, a inna nie da sie skusic awanso
                            > wi w zamian za donoszenie na wspolpracownikow.

                            A czy moralnie jest obciążać swoją nieróbstwem, niechciejstwem dziecko?
                            Z resztą ona nigdzie nie napisała że sie wypięła na kogokolwiek. Ma prawo
                            martwić się co zrobi z 5 darmozjadów na karku. Jeszcze rodziców można, nawet
                            trzeba utrzymywać jeśli jest taka potrzeba, ale zdrowe młodsze rodzeństwo? nie
                            sądzę. A wg autorka raczej martwi się o to rodzeństwo niż rodziców na karku.


                            > Uwzglednianie przyszlej pomocy rodzicom w przypadku, gdy beda jej
                            potrzebowac,rowniez nalezy rozpatrywac w tych kategoriach - moralnych.
                            >
                            NIe widzę nic moralnie złego w tym że nie chce się utrzymywać zdrowych silnych
                            ludzi - mam na myśli rodzeństwo. Z resztą nie ma co uogólniać na całą populację.
                            Każdy robi jak uważa.



                            --
                            Pozdrawiam
                            Marta
                            Weronika -09.01.2006
                            _____________________________
                            • Zauwazylas, ze wciaz pojawia sie u ciebie "utrzymywac" gdy ja pisze o pomocy w zdobyciu dobrych zrodel SAMODZIELNEGO utzrymania?

                              z czego wynika ta rozbieznosc?
                              --
                              Dla syna za dobre swiadectwo
                              Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                              • Zapewne ze zmartwienia autorki, że będzie musiała utrzymywać.
                                To już się nie czepiam jeśli chodzi o pomoc smile
                                No i czas trochę popracować, żeby nie musiała liczyć w przyszłości na własne
                                dziecko wink

                                Pozdrawiam
                                Marta
                                Weronika -09.01.2006
                                _____________________________
                                • lacktris napisała:

                                  > Zapewne ze zmartwienia autorki, że będzie musiała utrzymywać.
                                  > To już się nie czepiam jeśli chodzi o pomoc smile

                                  Wlasnie.
                                  Autorka wg mnie zalewa rodzinke potokiem dobrych rad, zamiast proponowac konkrety typu :
                                  "Madziu, jest polroczny kurs kosmetyczny - jesli chcesz pracowac w tym zawodzie oplace ci go, bo wiem, ze ciezko zebrac takie fundusze nei majac zadnego zawodu i pracujac jako popychadlo w Biedronce, co jest jedyna obecna alternatywa.. Pieniedzy nie musisz oddawac (albo oddasz jak staniesz na nogi)natomiast pamietaj, ze w przyszlosci licze na twoja aktywna pomoc jakby byly jakies klopoty z rodzicami."

                                  > No i czas trochę popracować, żeby nie musiała liczyć w przyszłości na własne
                                  > dziecko wink
                                  >

                                  Wiesz, w zyciu zdazaja sie rozne przypadki - wejdzie fiskus, zabieze wszystko, wplacze sie choroba - i ktos, kto uwazal, ze swietnie sie zabezpieczyl na przyszlosc, zostaje nagle z przyslowiowa reka w nocniku i koniecznoscia szukania pomocy u rodziny.



                                  --
                                  Dla syna za dobre swiadectwo
                                  Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                                  • krzysztofsf napisał:

                                    > lacktris napisała:
                                    >

                                    > Wiesz, w zyciu zdazaja sie rozne przypadki - wejdzie fiskus, zabieze wszystko,
                                    > wplacze sie choroba - i ktos, kto uwazal, ze swietnie sie zabezpieczyl na przys
                                    > zlosc, zostaje nagle z przyslowiowa reka w nocniku i koniecznoscia szukania pom
                                    > ocy u rodziny.
                                    >
                                    Tak wiem że różnie w życiu bywa, ale wychodzę z założenia że lepiej samemu
                                    chociaż próbować w jakiś sposób zabezpieczyć się i zadbać o siebie, niż leżeć i
                                    nic nie robić. Nie mogę zakładać z góry, że w razie czego od razu lecę po pomoc
                                    do innych.



                                    --
                                    Pozdrawiam
                                    Marta
                                    Weronika -09.01.2006
                                    _____________________________
                              • Czyli piszesz o dawaniu wedki, co juz zostalo wspomniane i o tym, ze rozne
                                proste metody podawane na tacy rodzenstwu byly odrzucane, bo wymagaly od nich
                                minimum wysilku.

                                • serendepity napisała:

                                  > Czyli piszesz o dawaniu wedki, co juz zostalo wspomniane i o tym, ze rozne
                                  > proste metody podawane na tacy rodzenstwu byly odrzucane, bo wymagaly od nich
                                  > minimum wysilku.
                                  >

                                  Mi sie raczej wydaje, ze oni sa "fizyczni" i kombinowanie nie na ich mentalnosc. Ludzie naprawde nie rozumieja pewnych rzeczy, nie pojmuja, jak z malych sum robia sie duze i jak kilka przelewow daje w efekcie jakis tam zarobek. W dodatku jest duza nieufnosc i watpliwosci, ze niemozliwe, zeby tak bylo i w efekcie, jak juz sie zdazalo, gdy komus zaufali, wyjdzie jakis szwindel na ktorym straca a nie zarobia.

                                  stad moje sugestie zawodow bardziej manualnych.


                                  --
                                  Dla syna za dobre swiadectwo
                                  Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                                  • krzysztofsf napisał:

                                    >
                                    > Mi sie raczej wydaje, ze oni sa "fizyczni" i kombinowanie nie na ich mentalnosc
                                    > . Ludzie naprawde nie rozumieja pewnych rzeczy, nie pojmuja, jak z malych sum
                                    > robia sie duze i jak kilka przelewow daje w efekcie jakis tam zarobek. W dodatk
                                    > u jest duza nieufnosc i watpliwosci, ze niemozliwe, zeby tak bylo i w efekcie,
                                    > jak juz sie zdazalo, gdy komus zaufali, wyjdzie jakis szwindel na ktorym straca
                                    > a nie zarobia.
                                    >
                                    > stad moje sugestie zawodow bardziej manualnych.

                                    NIe mi osądzać kto się sparzył a kto nie rozumie. Jest też całe grono osób, dla
                                    których mozolne zbieranie do kupy małych kwot jest niemalże uwłaczające. Lepiej
                                    iść i poprosić kogoś żeby dał. Bo przecież po co sie wysilać i czekać ileś czasu
                                    na efekty. I byćie fizycznym czy "inteligentem" nie ma tu znaczenia. To kwestia
                                    charakteru.




                                    --
                                    Pozdrawiam
                                    Marta
                                    Weronika -09.01.2006
                                    _____________________________
                                  • Ale jesli jej nie ufaja w tych sprawach to nie powinni wyciagac do niej reki po
                                    pieniadze. Swoja drogo jesli siostrze nie ufaja, to komu ufac? Oczywiscie to
                                    teoretyzowanie w tej chwili, bo watek zszedl juz na pole naszych wyobrazen
                                    opartych na pierwszym poscie.
              • No przepraszam bardzo ale nie można wszystkiego zwalać na "tamte czasy" Owszem
                było ciężko, ale jak ktoś chciał to mógł zarobić, utrzymać dzieci itd. Ja bym
                powiedziała nawet że ( tylko i wyłącznie z własnego doświadczenia ) że wtedy
                było łatwiej. Jakoś mój ojciec z matką nie mieli problemów żeby zarobić
                pieniądze. Gorzej było żeby coś za nie kupić. Ale nie oszukujmy się, każdy ma
                jakiś tam znajomych lepszych i gorszych więc większości udało się załatwić
                podstawowe potrzeby. Pokoleniu wstecz, czyli dziadkom też jakoś się udało.
                A poza tym nawet komunizm nie jest winny wielodzietności i nie zaglądał ludziom
                w łóżka, każdy sam odpowiada za to ile ma dzieci.
                Z resztą ja odbieram wątkotówrczynię troszkę inaczej , nie chodzi chyba o to że
                ona nie chce pomagać rodzicom, tylko boi się że utrzymanie ich spadnie zupełnie
                na jej barki. I gdyby jeszcze było tak że są niedołężni, chorzy czy w jakiś inny
                sposób niezdolni do pracy i odłożenia na emeryturę to owszem obowiązkiem dziecka
                jest zająć się rodzicem. Ale ja wnioskuję że rodzice zdolni są do pracy , ba!
                nawet pracują, a wyciągają rękę po pomoc i jeszcze robią łaskę że ją przyjmują.
                Krzysztof zwrócił uwagę że za 400 zł mogliby kupić komplet używanych mebli a nie
                jedna nową szafę, ale nie znasz tych ludzi, może są np. jak moja matka i choćby
                miała zdechnąć z głodu to używanej rzeczy nie weźmie. Niektórzy zarzucają
                wątkotwórczyni egoizm, a ja się pytam co w tym złego? Co złego jest w tym że ona
                się martwi o swoją przyszłość, swojego męża i dzieci. Co jest złego w tym, że
                chce dać wszystko swojemu potomstwu, a nie mieć na karku rodzeństwo które pracą
                się jak dotąd nie zhańbiło ( nie wspomniała żeby pracowali, tak samo jak nie
                zakładam że mają 5 lat )
                --
                Pozdrawiam
                Marta
                Weronika -09.01.2006
                _____________________________
                • lacktris napisała:

                  > No przepraszam bardzo ale nie można wszystkiego zwalać na "tamte czasy" Owszem
                  > było ciężko, ale jak ktoś chciał to mógł zarobić, utrzymać dzieci itd. Ja bym
                  > powiedziała nawet że ( tylko i wyłącznie z własnego doświadczenia ) że wtedy
                  > było łatwiej. Jakoś mój ojciec z matką nie mieli problemów żeby zarobić
                  > pieniądze. Gorzej było żeby coś za nie kupić. Ale nie oszukujmy się, każdy ma
                  > jakiś tam znajomych lepszych i gorszych więc większości udało się załatwić
                  > podstawowe potrzeby.

                  Tez uwazam, ze zrzucanie wszystkiego na PRL nie jest na miejscu. Jakos inni
                  ludzie wtedy zyli i dawali sobie rade. Jesli autorka watku ma 30 lat, to mozna
                  zalozyc, ze jej rodzice maja ok 50-60 lat. Czyli przez ostatnie 20 lat mogli
                  probowac swoich sil w polskim kapitalizmie.

                  Moi rodzice sa w przedziale 60-70, cale zycie pracowali na przecietnych
                  panstwowych pensjach i jakos dawali rade. Nie bylo luksusu, ale bylo normalnie.
                  Ale zawsze dobrze zarzadzali pieniedzmi i odkladali z tych przecietnych pensji.

                  Moja matka ciagle doksztalcala sie zawodowo i zdobywala nowe specjalizacje,
                  nawet teraz w wieku 69 lat ciagle chodzi na rozne konferencje i szkolenia i
                  pracuje na pol etatu. W razie gdyby przestala pracowac i emerytura jej nie
                  wystarczala, jestem gotowa jej pomoc w kazdej chwili i mam na to budzet.

                  To co opisuje autorka to po prostu swiadome skazanie sie na mierny byt. To samo
                  robi teraz moja kolezanka i w zaden sposob nie moge jej zmotywowac do czegos
                  innego. Jej maz ciagnie ja w dol psychicznie i zawodowo, a ona jest
                  przyzwyczajona do miernoty i tak egzystuja teraz z dzieckiem. To po prostu taki
                  typ ludzi. Sa teraz w wieku 30-40 lat i naprawde maja mozliwosci zmienic swoja
                  sytuacje, musieliby tylko wysilic sie i ustalic sobie cele.
                  Kazda rozmowa z nimi to deja vu. Maz ciagle opowiada te same historie i narzeka
                  jaki swiat jest niesprawidliwy, jak go oszukuja, jak musi pracowac na czarno i
                  biedny nie ma pieniedzy.
                  • Wszystko fajnie, tylko.....

                    Probowalas kiedys znalezc prace w wieku 40+ ?
                    Ja szukalem 3 (!!!) lata.

                    Przed przekroczeniem taj bariery tez uwazalem to za niemozliwe i gora po 2-3 miesiacach mialem zawsze nowa, przewaznie lepsza niz porzednia prace.
                    a tu zonk i stalowa sciana...

                    --
                    Dla syna za dobre swiadectwo
                    Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
                    • Rozumiem, ze pracownik w Polsce po przekroczeniu 35 lat zaczyna byc nagle stary
                      i bezuzyteczny. Mimo wszystko widze wiele mozliwosci zarobkowych i radzenia
                      sobie z rzeczywistoscia. Poza tym byla tez mowa o zarzadzaniu pieniedzmi co
                      wydaje sie glownym problemem rodzicow.

                      • serendepity napisała:

                        > Rozumiem, ze pracownik w Polsce po przekroczeniu 35 lat zaczyna byc nagle stary
                        > i bezuzyteczny.

                        Po przekroczeniu 40-i. O ile nie jest wysokiejklasy specjalista i nie mieszka w miescie o niskim wspolczynniku bezrobocia, gdzie ma szanse dostac na przezycie prace w hipermarkecie.

                        W momencie, gdy daty ukonczenia studiow w CV zaczynaja byc zblizone do dat narodzin kontrkandydatow do stanowiska, nie pomoze niepodawanie daty urodzenia.

                        >Mimo wszystko widze wiele mozliwosci zarobkowych i radzenia
                        > sobie z rzeczywistoscia.

                        Tez widzialem......
                        Na szczescie mailem spora odprawe, ktora od poczatku odlozylem i na koniec przejadlem na potrzeby bytowe (nie kupilem malucha).

                        > Poza tym byla tez mowa o zarzadzaniu pieniedzmi co
                        > wydaje sie glownym problemem rodzicow.
                        >


                        Czytalas jakie maja zarobki?
                        Moze jeszcze jakis fundusz ustanowaia z bankowcem do zarzadzania?

                        Przy takich zarobkach to czlowiek nie kupi nawet zbiorczego opakowania czegos tam (mimo, z jednostkowo znacznei by zyskal) bo musi kupic 1 szt a za reszte inny asortyment.

                        --
                        Dla syna za dobre swiadectwo
                        Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
    • Odpowiem ci bardzo obszernie bo mnie dotyczy dokładnie taki sam problem...tyle, że z teściami i bratem męża.
      Więc...moja teściowa urodziła pierwsze dziecko mając 18lat-jej mąż miał 27. W sumie mają trójkę dzieci-rok po roku. Oboje są po liceum z maturą. Moja teściowa nie pracowała nigdy...przez całe swoje życie ani jednego dnia.Teść pracował i zarabiał na całą rodzinę. Najpierw w PGR a potem wyjechał do Austii gdzie pracuje od ok.16lat. Zarabiał i zarabia tam dużą kasę jako kamieniarz-myślę, że ok.7tys zł w najgorszym przypadku ok.5tys.Wydaje mi się, że to dużo-bo moi rodzice zarabiali razem ok.3-3,5tys(teraz są na emeryturze, stać ich na wszystko-wakacje, remonty, prezenty dla nas i nigdy nie musieli od nikogo pożyczać).Natomiast moi teściowie nie oszczędzili z tych pieniędzy ani złotówki, stary poniemiecki dom ostatni raz był remontowany jeszcze przed ich ślubem chyba-łazienka jest w rozsypce, okna też-grzyb na scianach-jedyne co zrobili to ogrzeanie centralne.Nie wiem gdzie te pieniądze są bo wiecznie spłacają jeszcze jakieś kredyty i pożyczki od sąsiadów, rodziny... .
      Mój mąż-czyli najstarszy syn-poszedł na studia na politechnikę-na studiach musiał utrzymywać się sam-jak zachorował to nawet na leki nie dostał-moja mama mu kupiła.Najmłodszy syn poszedł na akad.rolniczą-też od 2-3lat utrzymuje się sam, a średni syn ma 25lat i pasożytuje razem z mamusią w domu-także nie przepracował ani dnia a jego jedynym osiągnięciem jest ledwo zdana matura...we wrześniu ma się żenić.
      Opowiadałam już chyba na tym forum historię naszego ślubu-gdzie teściowa naspraszała gości, nazamawiała cudów(limuzyny itp.)po czym dzień po ślubie powiedziała nam, że nie ma pieniędzy żeby za to zapłacić-musieliśmy zapłacić z pieniędzy otrzymanych od gości w prezencie-nigdy jej tego nie zapomnę.Ciekawe tylko jak będize przy tym ślubie-kto zapłaci jak 25letni-pan młody nie pracował ani dnia i pasożytuje na ojca portfelu-widziałąm jak podkarada mu pieniądze wiele razy. Mój mąż szukał mu już pracy nie raz...ale on nie pójdzie fizycznie pracować-to nie na jego zdrowie, nie będzie w sklepie pracował-bo on się nie nadaje-ten 25letni człowiek funkcjonuje na poziomie niemowlaka-je, sra i śpi...
      Też mnie cholera bierze jak o tym myślę i nieraz już z mężem się o to kłóciłam, ale cóż-porzuciłąm nadzieję, na to, że coś można z nimi zrobić-jedno jest pewne-nigdy nie będę ich utrzymywać-nawet jak będą głodować-można iść jeść do brata alberta. My się pobraliśmy jeszcze na studiach kiedy żadne z nas nie pracowało i teściowie nigdy się nas nie zapytali czy mamy co jeść, więc ja też nie poczuwam się do obowiązku...
      tak to już jest na tym świecie...nie jesteś sama!
      ja na twoim miejscu raczej nie zwracałąbym uwagi na ich wymieniane potrzeby i zachcianki...pewnie jak by na leki i jedzenie nie mieli to bym kupiła, ale w inne kwestie bym nie wchodziła...
    • moi rodzice są dość podobni mentalnie. Nigdy na nic w domu nie było pieniędzy,
      matka chodziła do opieki nie pracowała. Także aspiruję do, powiedzmy, wyższej
      klasy średniejwink ale oni ciągle ciągną mnie w dól, głównie właśnie psychicznie.
      Chociaż właśnie kończę studia, to czuję że przede mną nie ma perspektyw. Nie mam
      na ślub, nie mam na mieszkanie, nie mam na wakacje, i wiem że sama nie uzbieram
      choćbym się miała zesrać. Znajomi pytają:kiedy slub? gdzie jedziesz na wakacje?
      Moi rodzice nie dość, że wszystko zawsze wydawali to nabrali kredytów, i płacą
      wysokie odsetki w banku. Jak coś się w domu zmieniało to tylko dzięki pracy
      mojego rodzeństwa. Ja się musiałam wynieść z domu (m2, 38 metrów). Nigdy nie
      miałam swojego pokoju. Rodzina nie utrzymuje ze mną kontaktów. Smutno mi gdy
      znajomi gadają o wyjazdach, tak się składa, że większość moich znajomych to
      bogate dzieci, tak się złożyło (chodziłam do dobrego liceum). Na razie nie
      zdołałam nic oszczędzić przez te studia właśnie, cały czas musiałam coś xerować
      bo w bibliotece nic nie ma albo pożyczają na parę dni gdy chętnych jest wielu.
      Mogłabym tak długo narzekać. Trochę nie chcę żeby ktoś mnie rozpoznał dlatego
      nie mogę podać wiele ciekawych szczegółów. Moi rodzice to ludzie, którzy mi
      zrypali życie. Nigdy u nas nie bylo gości, wiecznie był brud i syf, i do tego
      element pijacki i patologia. Jak chodziłam do szkoły to wyglądałam jak
      przysłowiowe pół d u p y zza krzakawink nikt o mnie nie dbał, jak wyglądam.
      Rodzice nie mieli przyjaciół, chyba że jakiś margines społeczny.
      • twoi rodzice to chyba juz tacy zostana,ciezko zmienic kogos na stare
        lata,tak jak ciezko o porozumienie miedzy pokoleniami.moj ojciec tez
        mial takiego kuzyna.jak ok 1990 zamkneli pgr to do smierci w 2007
        ani dnia nie przepracowal.choc wiele osob z rodziny oferowalo mu
        prace dorywcze np. w polu badz szklarniach,na dodatek z
        transportem,wyzywieniem i niezla dniowka,to jemu nigdy sie nie
        oplacalo.albo mowil,ze nie bedzie x badz y dorabialsmilei taka
        mentalnosc w polsce,wiec czasem lepiej jest ukraincow do pracy
        sprowadzic!wiec sie nie przejmuj za bardzo sytuacja w twojej
        rodzinie,bo ich nigdy nie zadowolisz.tak jak ktos pisal:na leki badz
        chleb daj.tylo,ze jest tez emocjonalna strona calej tej
        sytuacji.fajnie byloby miec swietna rodzine,gdzie sa zdrowe
        kontakty,radosc spotykania itd....i pewnie tak bys chciala.ale musza
        chciec dwie strony....
    • Rzadko sie wypowiadam, ale Tobie odpowie. W ogóle się nimi nie
      przejmuj! Są zdrowi, pracują, a potem pewnie będą mieć jakieś renty
      czy emerytury. Mam nadzieję, że nie mieszkasz w tym samym mieście.
      Rodzeństwu możesz zapowiedzieć, że jeżeli będą potrzebowali Twojej
      RADY, to zawsze mogą przyjść. I od tej pory zajmij się swoim życiem,
      dość już nabiedowałaś. Twoi rodzice są przyzwyczajeni do takich
      warunków w jakich żyją i nie są one w ich odczuciu takie złe, jak Ci
      się wydaje. Poza tym takich ludzi nigdy nie zadowolisz. W jakimś
      dramatycznym momencie możesz przynieść im leki lub torbę
      podstawowych zakupów, chleb, mąka, olej, ale tylko gdy sami
      zasygnalizują, sama nigdy.
      Sytuacja mojej babci i mamy jest podobna. Babcia ma 1200 zł renty,
      płaci za mieszkanie jakieś 200 zł i nigdy nie ma pieniędzy!! Nie
      kupuje ubrań, nie płaci za leki, nic do domu, je tylko najtańsze
      rzeczy, chodzi jak dziadówa, jest wszędzie pozapożyczana. I tak jest
      od jakis 20 lat, jak dziadek zmarł. Mama mowi, że jej tez nigdy nic
      nie było potrzebne, dziadek zawsze chciał gdzieś pojechac, cos kupic
      do domu, zmienić mieszkanie na lepsze (mieszkali bez ubikacji,
      lazienki i ciepłej wody, 1 pokój), a jej nic nie było trzeba. W
      kuchni goła żarówka wisiała 30 lat, żyrandol nie byl potrzebny.
      Babcia ma córke i syna. Moja mama bez przerwy babci pomaga, sprząta
      jej mieszkanie, robi zakupy, "pożycza" pieniadze, kupuje z tatą
      drzewo na zimę i przywozi, ojciec moj rąbie, bierze jej rzeczy do
      prania. Jak babcia szła do szpitala, to musiala jej kupic gacie,
      szlafrok, kapcie. Mogłabym pisac i pisac.... Zo ca to ma? Ciągłe
      wyrzuty!! I żale i wiecznie pretensje. Moja mama tyle przez nią
      płacze. Tyle złych słów od niej w życiu usłyszała. Mi i mojej
      siostrze ułożyło się w życiu - -na babci nie robi to wrażenia.
      Teraz druga strona medalu - synuś. Synuś niebieski ptak, pije na
      umór, ma 45 lat. Babcia go utrzymuje, bo żona sie z nim rozeszła. Na
      synusia nigdy złego słowa, żeby sie broń Boże nie zdenerwował. On
      lezy na kanapie, a mój ojciec 10 lat starszy po pracy rąbie drzewo.
      po prostu brak słów. Mało tego, synuś nabrał kredytow, a babcia je
      spłaca i ma pretensje do mojej mamy, ze sie do tego nie dokłada.
      Potrafi tak zmącić moją mamę, ze mama sie zaczyna zastanawiać, czy
      czasem nie powinna. Na szczęscie jeszcze ja jestem na miejscu. Synuś
      pyskuje do babci, nie przychodzi na święta (choć ona nie idzie do
      nas, tylko czeka na niego), ona kupuje mu papierosy!! Synuś ma
      jeszcze 2 synow, którzy dla babci są całym swiatem, podejrzewam, że
      daje im kase co miesiąc, choc jeden z nich nie skonczył nawet
      gimnazjum i urzęduje na ąłwce. Drugi radzi sobie dobrze.

      Oni wszyscy mnie nic nie obchodzą. Żal mi tylko mojej mamy, że ma
      taka okropną matkę. Wszyscy dziwnie patrzą na moja mamę, bo babcia
      wiecznie pozapożyczana, ubrana byle jak, u fryzjera nie była ze 30
      lat. Ale co moja mama ma zrobic, pomaga jej ciągle, tylko tam jakaś
      wielak dziura w tym worze... Czasem sie zastanawiam, czy moja babcia
      jest normalna. Jest wiecznie niezadowolona, skrzywiona, kwaśna.
      Trudno z nią życ, choc staramy sie, często odwiedzamy i rozmawiamy.
      Ale jej ciagle źle.
      Sorry, że sie rozpisałam, ale niech autorka watku nie myśli, że
      tylko ona ma taki problem.
      Pozdrawiam ciepło.
    • Przyjemnie sie czyta wpisy osob, ktore chca doradzic i jakos mnie
      wspomoc, nieco mniej przyjemnie wpisy od osob, ktore chca zwyczajnie i
      po ludzku mi dosrac.

      Wiec tak, gwoli uscislenia kilku szczegolow, bo mnie denerwuja juz te
      zalozenia, na ktorych co poniektorzy bazuja:
      1. Bylam jedynaczka przez 9 lat, rodzenstwo pojawilo sie pozniej.
      Przez caly ten czas pracowal tylko jeden z rodzicow, choc praca
      dostepna byla, opieka nada mne tez. I to wcale nie planowane. Zreszta
      ja tez nie bylam planowana, moje poczecie stalo sie bezposrednia
      przyczyna ich slubu. Tak wiec wychowanie trojki dzieci nie odbywalo
      sie za komuny, ale na przelomie lub juz po. Teraz wchodza/lub weszli w
      doroslosc.

      2. Maluch kosztowal 5000 zl w 1998 roku. Teraz nie jest warty nic,
      ledwo jezdzi i praktycznie to zlom. Ja samochodu nie posiadam, bo
      uwazam to za obecnie niepotrzebny mi luksus i spory koszt staly. Wole
      te srodki jak mi procentuja na koncie niz stoja pod domem i rdzewieja.

      3. Rodzenstwo juz u mnie bylo w odwiedzinach. Wykupilam im bilety
      (stopniowo, kazde w innym roku) i sfinansowalam caly pobyt lacznie z
      atrakcjami. Oczywiscie nie obylo sie bez narzekania, ze w samolocie
      ciasno (Ryanair) i woleliby leciec liniami lepszej klasy. Wymagania
      tez byly, a to, ze chca codziennie jesc porzadne danie miesne (chocby
      nie wiem co to bylo, to zawsze za malo miesa), a to zeby im kupic to,
      tamto. Kapali sie 3-4 (!) razy dziennie, podczas gdy w domu jest to 1
      (raz dziennie). Na moje pytanie, czemu w domu tego nie robia,
      odpowiadali, ze tam to kosztuje i rodzice nie pozwalaja. Oczywiscie u
      mnie nic 'nie kosztuje'. Oczywiscie to sa drobnostki, ale sie
      skladaja. Rodzice upiekli dla mnie ciasto i dali im kawalek, zeby mi
      przywiezli, ale oczywiscie bylo zjedzone po drodze, pomimo, ze mieli
      co jesc. Nic nie przywiezli ze soba, nawet glupich truskawek, czy
      sloiczka z przetworami domowej roboty. Proponowalam poszukanie pracy,
      ale odpowiadali, to nam poszukaj. A ja przeciez pracuje i nie mam
      czasu brac urlop na szukanie im pracy. Zreszta jakby to wygladalo,
      skoro nikt nie mowi po angielsku wiecej niz Hello, chociaz angielski w
      szkole jest, ale uczyc sie nie chcialo.

      4. Co do studiow, to ok, nie musza tego robic. Ale co beda? W obecnych
      czasach ciezko o prace po szkole sredniej, bez konkretnego zawodu i
      bez zadnego doswiadczenia i checi do pracy. Skonczenie studiow ulatwia
      zycie, rozwija i poszerza horyzonty, wiem to z autopsji.

      5. Ksiazki o oszczedzaniu, jak odniesc sukces - ktos sie dziwil, ze po
      co im to podsuwac... Otoz mogliby chociaz sprobowac. Ktos, kto nigdy
      nic nie oszczedzil, a obecnie zarabiaja ok. 3500 zl lacznie, nie maja
      nalogow, sporych wydatkow na utrzymanie np. domu, chorob, dlugow,
      kredytow, nic znacznego nie jest kupowane... A kasa mimo to znika.

      6. Przez dwadziescia kilka lat biedowalam i nikt z rodziny sie tym nie
      zainteresowal, musialam radzic sobie sama. Wlasna ciezka nauka, praca,
      oszczednoscia i uporem odnioslam wraz z mezem spory sukces jak na moje
      warunki i mozliwosci. Gdyby rodzenstwo chcialo, mogloby podazac
      podobna droga, a ja bym im chetnie doradzala i pomagala. Wybaczcie,
      ale np. na kosmetyce, czy ortodoncji, to ja nie mam zielonego pojecia.
      Zreszta oplacenie i wyslanie ich na taki kurs nie bardzo mi sie
      podoba. Jestem pewna, ze marudziliby, ze ma zly terminarz, jest w
      nieodpowiednim miejscu, jest kiepskie i nic po tym nie bedzie i tak,
      itp. Nie jestem pewna, czy by go skonczyli, bo tak to jest, jak sie
      dostaje cos za darmo, nie szanuje sie tego...

      7. Mieszkam w Anglii z mezem, oni w malym, bylym miescie wojewodzkim.

      8. Moje obie babcie sa za to bardzo zaradne i przez to znienawidzone
      przez rodzicow i wiecznie obgadywane, choc zawsze od nich kasa
      wyciagaja. Maja emerytury malutkie 700-800 zl, ale zawsze cos z tego
      oszczedza i pomocy nie potrzebuja...
      • na początku chciałam Cię przeprosić jeżeli cokolwiek co napisałam Cię uraziło.
        Nie taki miałam zamiar.

        Jednak z drugiej strony nie mogę się powstrzymać. O co Ci tak naprawdę chodzi?
        bo już nie rozumiem. Najpierw piszesz jacy to byliście z rodzeństwem biedni, bo
        rodzice nie dostrzegali waszych potrzeb, a teraz że opieka nad Tobą była. Chyba
        że coś źle rozumuję.
        A co wychowywanie na przełomie ustrojów ma do rzeczy? Tak się składa że mój brat
        jest młodszy ode mnie o 11 lat i w zasadzie całe życie spędził już w
        kapitalizmie ( tak pamiętam jak miałam pretensje że on dostaje ciężko wystaną w
        89 roku szynkę a ja nie i przyznaję się mając te 11 lat podbierałam mu ).
        Chociaż z Twoich wcześniejszych wypowiedzi można było odnieść wrażenie że Twoi
        rodzice nie radzili sobie już w komunizmie i tak im zostało do dziś.
        W obecnych czasach i poziomie studiów, to już lepiej żeby sobie dobrą zawodówkę
        znaleźli. Biorąc pod uwagę podejście rodzeństwa o którym piszesz to żadne studia
        im nie pomogą jeśli sami do nauki się nie wezmą.
        Hmmm skoro mają dochody rzędu 3500zł to co Ty się nimi martwisz?
        Ja mam mniej i żyję daję sobie radę i nawet odkładam. Na siłę nikogo do
        oszczędzania nie zmusisz.
        Chwała Ci za to, że sama do wszystkiego doszłaś, ale dziewczyno wyluzuj, jak nie
        chcą to się na siłę nie pchaj. Z pierwszego Twojego postu wyłaniał się zupełnie
        inny obraz rodziców i rodzeństwa, okazuje się że tak źle nie jest. Daj na luz i
        zajmij się mężem. Zasadniczo jesteś daleko od rodziny powinno Ci być łatwiej.
        Jeśli znów poczułaś się czymś urażona to z góry przepraszam.
        --
        Pozdrawiam
        Marta
        Weronika -09.01.2006
        _____________________________
      • zeby dosrywac dalej

        1. kompletnie niedojrzali, malzenstwo z wpadki, jedno dziecko w statnie wojennym, a potem ledwo wyszli "z pieluch" 3-a nastepnych w okresie przemian gospodarczych...Wspolczuje im i gratuluje tobie, bo mam wrazenie, ze to malzenstwo cudem przetrwalo.

        2. Tez nie mam samochodu i uwazam go za bezsensowny w mojej sytuacji wydatek. Nie pochwalam tego wydatku twojego rodzica, ale rozumiem go, co wyluszczylem poprzednio - bylo takich wielu.

        3.Zafundowalas im ladne wycieczki. ale tu chodzi o cos innego, na moment, gdy juz nie maja wakacji a koncza szkole, znajac termin, kiedy przyjada i mieszkajac na miejscu, mozesz im sukcesywnie zalatwiac prace fizyczna, gdzie nie potrzeba specjalnej znakomosci jezyka. Pisalem o specyfice Zydow - przemysl to. Podobnie rodzinnie postepowali Irlandczycy w USA, calymi wrecz klanami opanowujac rozne miejscowosci, czy tez zalatwiajac sobie po kolei prace w policji.

        4. jesli nie chca studiowac, to beda studia traktowali jedynie jako przedluzenie mlodosci, studiujac byle co, jakis marketing i zarzadzanie czy cos podobnego. Kto ma im finansowac zycie na studiach? A jesli pojda na zaoczne i beda pracowac, zeby cala pensje wydawac na czesne, to tez nie widze sensu, jesli papier nie da im faktycznie jakis przydatnych kwalifikacji. Do tego wyjazd, mieszkanie w innynm miescie.

        5.Jak ktos nie luibi czytac, to go nie zmusisz, obojetnie co bys podsuwala. Jesli maja dlugi, to te 3500 nie jest duza kwota przy 5 osobach. Jesli nic nie splacaja, to jakas rezerwa by sie w tym znalazla.

        6. podalem przyklady zawodow, gdzie (podobno) mozna jeszcze sporo zarobic. naturalnie do waszych realiow moze pasowac cos innego, zwlaszcza, ze mozesz dopasowac kurs do potrzeb brytyjskich - w Polsce sie naucza, tam by pracowali w zawodzie. Popytaj ich po prostu, a zeby nie bylo za darmo, niech traktuja to jako pozyczke do zwrotu.

        7. A jak ma sie do tego mieszkanie we wroclawiu - sadzilem, ze juz wrocilas i kupilas mieszkanie w tym samym miescie co rodzina, a ty tutaj caly czas jestes "ciocia z hameryki" smile.
        W malym miescie perspektywy maja kiepskie sad(
        Ale jednoczesnie jeszzce bardziej uzasadnia to niechec do studiow, polaconych z wyjazdem i utrzymaniem sie na wyjezdzie - ciezko tego dokonac niepracujac,a pracujac ciezko utrzymac sie na (sensownych) studiach.

        8. Tu juz wracamy do pkt 1. Rodzice byli niedojrzali wchodzac w malzenstwo i tak im zostalo. Tyle, ze kiedys beda starzy, chociaz jesli genetycznie wdali sie w babcie, to moga calkiem dobrze funkcjonowac.



        Ogolnie widze, ze twoje kontakty z nimi sa bardzo sporadyczne i jakos nie dostrzegam problemu polegajacego na tym, ze zasypuja cie prosbami o pomoc.
        Natomiast faktycznie, widzac cie, przezywaja rozczarowanie, bo znowu nic wartosciowego...

        Sadze, ze do czasu az faktycznie nei beda potrzebowali pomocy, nic specjalnego sie nie dzieje, natomiast jesli chcialabys bardziej zabezpieczyc rodzine na przyszlosc , to musisz porozmawiac z rodzenstwem (chyba zaczynajac od najstarszych) jakie maja plany zawodowe i czy mozna pomoc - nic na sile, bo moze sie okazac, ze akurat spawanie w oslonie argonowej jest tym, o czym marzy twoja siostra, a nie kosmetyka.

        --
        Dla syna za dobre swiadectwo
        Polecam Linuxeducd - uruchamiasz z plyty bez szkody dla ukochanego Windowsa
        • > 3.Zafundowalas im ladne wycieczki. ale tu chodzi o cos innego, na moment, gdy j
          > uz nie maja wakacji a koncza szkole, znajac termin, kiedy przyjada i mieszkajac
          > na miejscu, mozesz im sukcesywnie zalatwiac prace fizyczna, gdzie nie potrzeba
          > specjalnej znakomosci jezyka. Pisalem o specyfice Zydow - przemysl to. Podobni
          > e rodzinnie postepowali Irlandczycy w USA, calymi wrecz klanami opanowujac rozn
          > e miejscowosci, czy tez zalatwiajac sobie po kolei prace w policji.

          Sporobuj pracowac na etacie, na stanowisku tzw. umyslowym i zalatwiac prace
          fizyczna komus kto kompletnie nie zna jezyka. Jesli nie masz jakis znajomych,
          ktorzy by chcieli zatrudnic czlonka Twojej rodziny to sa marne szanse. Ktos kto
          pracuje umyslowo nie ma nawet pojecia czy i gdzie sa agencje oferujace prace
          fizyczna.

          Nie wspomne o utrzymywaniu takiego darmozjada kapiacego sie kilka razy dziennie
          i traktujacego wszystko jakby bylo za darmo.

          Owszem mozna sciagnac rodzine/przyjaciol/znajomych do siebie, pod warunkiem, ze
          przyjezdzajacy chce pracowac.

      • Postaram się doradzić Ci jak najlepiej. Z teg, co piszesz ich
        niezaradność nie jest wynikiem choroby, wypadku, czy jakichś
        zewnętrznych warunków. Tłumaczenie tego faktem, że "jakoś"
        utrzymywali tak liczną rodzinę nie do końca ma sens, nie wygląda na
        to, żeby w jakikolwiek sposób planowali przyszłość finansową swoich
        dzieci (można żyć biednie, ale myśleć o tym, co będzie dalej i
        przynajmniej zadbać o wykształcenie dzieci - jesteś tego najlepszym
        przykładem, że można inwestować w siebie i potem się usamodzielnić).
        Sądzę, że dobrym sposobem jest wyjaśnienie Rodzicom, że nie będziesz
        finansowała rodzeństwa, ale im możesz pomóc pod warunkiem, że wezmą
        pod uwagę Twoje sugestie co do dodatkowego dorabiania / zdobywania
        pieniędzy. Pamiętaj o tym ,że jeśli warunki ich życia są b. złe mają
        prawo do alimentacji. Swoją drogą jeśli im pomagasz, zachowuj dowody
        zakupu/ kopie przelewów itp.
        Musisz odciąć mentalną pępowinę, powodzenia!
    • 1. zastanów się, czego chcesz. Nie, co byś chciała, żeby oni zrobili czy
      powiedzieli - bo nad tym nie masz kontroli. Masz kontrolę tylko nad swoimi
      decyzjami.
      jak już się dobrze zastanowisz - pomyśl, jak to zrobić.

      chcesz im pomagać regularnie bądź jednorazowo w kwocie x? powiedz im to,
      powiedz, ze będziesz wysyłać x. Alternatywą może być x - x, czyli okrągłe 0 wink
      docenią albo nie - to ich sprawa.

      a moze nie chcesz im pomagać finansowo? to powiedz im, że niestety, nie będziesz
      mogła pomóc finansowo, ale mozesz kupić nowy sedes (czy co tam im sie rozwali)

      a może nie chcesz im pomagać w ogóle? to nie pomagaj. Ciebie rodzice bili a
      pozostałą trójkę rozpuścili - to nie Twoja wina. Nie Ty miałaś się wychowywać i
      wychowywać ich dzieci, a rodzice - teraz muszą życ z tym, co wyhodowali. I nie
      miej poczucia winy.

      2. są niewdzięczni? nie podoba im się aparat? to kochani, skoro taki
      beznadziejny, to odeślijcie mi go ASAP, ja tutaj dam takiemu zaprzyjaźnionemu
      dzieciakowi sąsiadów bo marzy o jakimkolwiek aparacie i się ucieszy. itp.

      3. narzekając na biedę chcą wmanipulować Cie w wysyłanie kasy? bądż
      świadoma, że to tylko próba manipulacji, jak dotąd dosć skuteczna. Oni nie mówią
      wprost, Ty wprost nie odmawiasz, taka niefajna gierka. Kiedy narzekają,
      westchnij i ponarzekaj, że Tobie też rynna przecieka czy wykładzina się odkleja
      i jakie to wszystko drogie.

      Żyj swoim życiem i nie próbuj naprawiać ich - oni mają swój świat i swoje małe
      piekiełko w którym sobie funkcjonują. A rodzeństwo - miało do wyboru przykład
      Twój lub życia rodziców, co wybiorą też zależy tylko od nich - nie od Ciebie.

      A w ogóle to trzymaj się i pozbądź się jakoś tego poczucia winy. Moze jakaś
      terapia dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych? są takie.


      --
      osobliwy pamiętniczek
    • Mam pytanie: Czy od Was tez rodzice domagaja sie regularnie pieniedzy,
      pomimo, ze oboje pracuja i wcale zle nie zarabiaja, ale kasa im sie w
      magiczny sposob ‘rozchodzi’? Dodam, ze domagaja sie w bardzo bezczelny
      sposob. Wymyslili sobie, ze chca zmienic samochod, ze ja MAM im to
      sfinansowac, bo taki mam obowiazek jako ich dziecko. No rece juz
      opadaja...
      • Przestań się już męczyć i może rzeczywiście porozmawiaj z dobrym psychologiem,
        albo osobą bardzo Ci życzliwą. Nie masz żadnego obowiązku, jeśli rodzice są
        zdrowi i nie potrzebują pieniędzy na leki czy jedzenie. Mają też inne dzieci,a
        to nie Twoja wina,że Jesteś jedyną osobą w rodzinie, która ma kasę. Jak ktoś Ci
        mądrze napisał - jeśli pomagasz - zachowuj dowody wpłaty, itp., bo w przyszłości
        mogą zażądać alimentów, masz obowiązek wówczas im pomagać, ale równo z innymi
        dziećmi. Ciekawe swoją drogą co na to twój mąż?
        Rodzicom się pomaga w sytuacjach tzw. życiowych albo z potrzeby serca, u Ciebie
        żadna z tych sytuacji nie występuje.Odpuść sobie i powiedz im,że masz własne
        kłopoty i nie widzisz potrzeby wrzycania pieniędzy do studni bez dna.Dojdzie
        jeszcze do sytuacji,że będziesz miała na utrzymaniu rodziców i rodzeństwo...

        pzdr
        Anda
      • Ani rodzice, ani teściowe nie oczekują od nas pomocy finansowej.
      • Dostalas juz wiele rad w tym watku, ale moge napisac po raz kolejny: przestan
        ich finansowac i zyj wlasnym zyciem. Odmowa jest prosta: nie nie dam Wam
        pieniedzy, bo mam wlasne zycie. A jak potrzebujesz wymowki to zwyczajnie
        powiedz, ze ich nie masz i koniec.
        • NIE MUSISZ finansować dorosłych, sprawnych osób, bo w ten sposób tylko nakręcasz
          ich roszczeniowe podejście. Naucz się mówić, bez tłumaczenia "nie". Po prostu,
          zwykłe, krótkie "Nie".

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.