Dodaj do ulubionych

Za co kocham Polskę.

30.05.12, 17:52
1) Za polskie kobiety. Byłem na przyjęciu gdzie była również pani która przyjechała z Polski z okazji ukończenia roku szkolnego przez jej wnuka. Tak w ubiorze, jak i w nanierach wzbudziła u mnie najwyższe uznanie.

2) Za polskie wędliny, a wogóle to za polską kuchnię. Nic jej nie sprosta!
Edytor zaawansowany
  • lidka449 04.06.12, 21:58
    - za piękne krajobrazy(góry,lasy.jeziora,rzeki itp);
    - za piękną mowę ojczystą;
    - za ciągłe dążenie do niepodleglości;
  • scand 05.06.12, 10:07
    Hmm, krajobrazy niszczone w wielu miejscach ( choć fakt - jest jeszcze wiele miejsc urokliwych), mowa podlega obecnie inwazji anglicyzmów ( ciekawe kiedy ogłoszą, że mówienie po polsku jest już nie coool), dążenie do niepodległości wychodzi średnio.
  • lidka449 05.06.12, 16:49
    było pytanie jest odpowiedź
    nieważne,że mało trafia w gusta przeciętnego Polaka
    nie traćmy tego co najlepsze .
  • scand 05.06.12, 18:22
    > nie traćmy tego co najlepsze .

    Zgadzam się.
  • lidka449 05.06.12, 22:39
    najgorsze,ze czasami sie jej wstydzimy ....
  • scand 06.06.12, 10:16
    To jest trochę jak z rodzicami, innych mieć nie będziemy i wypada sobie z nimi ułożyć dobre relacje..
  • lidka449 06.06.12, 18:49
    Tak wypadałoby - trafne określenie.
  • 1zorro-bis 16.07.12, 07:18
    nie moge sobie przypomniec.....smirk

    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • 1zorro-bis 17.07.12, 06:47
    za to? Tego niestety juz nie ma....smirk
    www.youtube.com/watch?v=49AgLsbFGtU&feature=fvwrel
    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • falowod 16.10.12, 19:01
    Patriotyzm to ukryta forma nienawisci-Oskar Wildesmile.Rekomenduje zastanowc sie nad tym zdaniem smile
    Ja Polski nie kocham.Mieszkam tu bo tu sa moje korzenie ale wedlug mnie to grajdolek i zascianek.Wielka zasluga w tym KK,ktory najpierw nas pozbawil niepodleglosci a potem wpajal ze mamy oddawac zycie aby ja odzyskac.
    Znam dobrze dwa jezyki zachodnie i praktycznie moge wyjechac do kazdego kraju.ZAwod tez mam niezly,poszukiwany.Siedze tu jednak bo mi wygodniej poslugiwac sie tym jezykiem a i mam dom do ktorego jestem przywiazany..Reszta to kwakwarakwa.Jezdze po swiecie i obserwuje,rozmawiam z ludzmi i nigdzie nie jest idealnie wiec jestem tu gdzie sie urodzilem ,z wygodnictwa.
  • witekjs 16.10.12, 20:58
    falowod napisał:

    > Patriotyzm to ukryta forma nienawisci-Oskar Wildesmile.Rekomenduje zastanowc sie n
    > ad tym zdaniem smile
    > Ja Polski nie kocham.Mieszkam tu bo tu sa moje korzenie ale wedlug mnie to gra
    > jdolek i zascianek.Wielka zasluga w tym KK,ktory najpierw nas pozbawil niepodle
    > glosci a potem wpajal ze mamy oddawac zycie aby ja odzyskac.
    > Znam dobrze dwa jezyki zachodnie i praktycznie moge wyjechac do kazdego kraju.
    > ZAwod tez mam niezly,poszukiwany.Siedze tu jednak bo mi wygodniej poslugiwac si
    > e tym jezykiem a i mam dom do ktorego jestem przywiazany..Reszta to kwakwarakwa
    > .Jezdze po swiecie i obserwuje,rozmawiam z ludzmi i nigdzie nie jest idealnie w
    > iec jestem tu gdzie sie urodzilem ,z wygodnictwa.

    Smutne jest mieszkanie w takim grajdołku i zaścianku.
    Może pomyśl jednak o emigracji.
  • grzeczna_dziewczynka15 03.09.12, 00:54
    A co to jest Polska? To taki konstrukt prawno-ideologiczny.

    Kocham piękną przyrodę, ale nie musi być polska, kocham komunikację z ludźmi, w różnych językach, byle ci ludzie byli mi mentalnie bliscy.

    Jeśli kocham to ojczyznę lokalną - moje miejscówy, "moich ludzi". Nie wiem tylko, co to za miłość - chyba raczej taka jak do ojca, który mnie olewa i nie płaci alimentów od lat, ale ma swój pewien urok, więc nie potrafię z nim całkowicie zerwać więzów emocjonalnych.
    Poza tym, to ojciec, więc te wspólne geny mnie nieraz zdradzają. Eh.
  • illmatar 03.09.12, 13:25
    Podpinam się pod ten opis. Też tak mam.
    Eh mi nie pasuje. Jest dobrze jak jest.

    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • abmiros 03.09.12, 20:12
    grzeczna_dziewczynka15 napisała:

    > A co to jest Polska? To taki konstrukt prawno-ideologiczny.

    Sadze, ze to jest konstrukcja emocjonalna.
  • scand 04.09.12, 13:26
    > A co to jest Polska? To taki konstrukt prawno-ideologiczny.

    Albo historyczno-kulturowo-terytorialno-etniczny.
    W sumie wszystko jest jakimś konstraktem. Weźmy przyrodę - jeden może ją "kochać" - dbać o nią do granic obsesji, inny mieć stosunek obojętny i wykorzystywać czysto utylitarnie, inny nienawidzić nawet pojedynczego kwiatka ( na szczęście takich jest niewielu).
    Obraz świata zależy więc od okularów jakie założymy czyli ideowych konstraktów.
  • zbigniew31 03.09.12, 21:25
    pierwsza miłość nie rdzewieje i na tej zasadzie powiedziałbym odbywa się to miłowanie , bo w przypadkach innych , np Italia ta miłość jest jakby bardziej kosmopolityczna
  • kicho_nor 03.09.12, 22:38
    Za co kocham Polskę, zapytała pani w drugiej b.
    Mały Jasio z drugiej b, odpowiedział:
    -plosię pani ja kocham Polśkę bo się ciuję jak u siebie w domu.

    Ja się zapytam Abmirosie czy jest coś takiego jak miłość filozoficzna?
    (żeby nie mylić z filozofią miłości)
  • illmatar 04.09.12, 09:48
    kicho_nor napisał:

    > -plosię pani ja kocham Polśkę bo się ciuję jak u siebie w domu.

    Ładne, ale się czepnę: u siebie w domu się czuję w mieszkaniu X, ulica Y, nr m. Z. Z tego wszystkiego kocham chyba to Z, gwarantuje, że już nie nastąpią inne litery.


    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • witekjs 04.09.12, 11:31
    illmatar napisała:

    > kicho_nor napisał:
    >
    > > -plosię pani ja kocham Polśkę bo się ciuję jak u siebie w domu.
    >
    > Ładne, ale się czepnę: u siebie w domu się czuję w mieszkaniu X, ulica Y, nr m.
    > Z. Z tego wszystkiego kocham chyba to Z, gwarantuje, że już nie nastąpią inne
    > litery.
    >
    >
    Wydaje mi się, że istnieją jeszcze u większości z nas ź i ż oraz najczęściej rz, w którym bywamy razem , czasami z gośćmi. smile

    Za co kochamy Polskę dostrzegamy i uświadamiamy sobie najsilniej, kiedy jesteśmy daleko i/lub kiedy mówi o Polsce zakochany w Niej, kompetentny cudzoziemiec - np. Norman Davies.

    Witek

    Byłem zachwycony tą książką, czytając jej pierwsze wydanie w 1989r.

    BOŻE IGRZYSKO

    PRZEDMOWA DO NOWEGO WYDANIA

    Trudno uwierzyć, że aż dwadzieścia lat minęło od dnia, w którym - z drżeniem serca - zanosiłem maszynopis Bożego igrzyska do królewskiej siedziby wydawnictwa Oxford University Press. Nie wiem, gdzie się podziały te wszystkie lata. W równie wielkie zdziwienie wprawia mnie fakt, że całe dziesięć lat minęło od dnia, w którym - z takim samym drżeniem serca - udzielałem ówczesnemu dyrektorowi Znaku, panu Profesorowi Jackowi Woźniakowskiemu, zezwolenia na wydanie w Krakowie okrojonej przez cenzurę polskiej wersji książki. Oglądane z mojej perspektywy, to dziesięciolecie minęło niczym mgnienie oka.

    A przecież tak wiele się zmieniło. PRL gdzieś się ulotniła. Polska jest wolnym krajem, a jej historycy i jej filozofie historii mogą ze sobą otwarcie współzawodniczyć. Prezydent Wałęsa był i odszedł. Dawna Solidarność przeszła do historii - jak Armia Krajowa, legiony, szwoleżerowie, husarze... Wydawnictwo Znak, którego kwatera główna niegdyś mieściła się na poddaszu, dziś urzęduje w stylowym pałacyku. Tylko Jan Paweł II jest wiecznie taki sam.

    Boże igrzysko jest dla mnie jak dziecko, które dorosło i które nie zawiodło swojego ojca. Nikt lepiej ode mnie nie zna jego wad. Ale też nikt nie może bardziej ode mnie cieszyć się świadectwem jego sukcesów. Już mnie nie potrzebuje - chyba po to, żebym mu czasem posłał z daleka ojcowski uśmiech. Cieszę się, że teraz ukazuje się w jednotomowym wydaniu, upodabniając się przez to do swojej młodszej siostry - Europy .

    Ale najbardziej cieszy mnie, że z tej książki uczy się dziś nowe pokolenie czytelników, którzy obecną sytuację w Polsce traktują jak rzecz normalną. Kiedy pisałem Boże igrzysko , trzeba było przechowywać pamięć o niepodległości Polski z myślą o tych, którzy znali tylko jej niewolę. Dziś trzeba - między innymi - przypominać ludziom o niewoli Polski i pokazywać im, jak łatwo można wolność utracić.

    Autora nieodmiennie cieszą listy od czytelników. Niedawno napisała do mnie z Ameryki pewna pani, aby mi donieść, że bardzo jej się podobała moja historia Polski. Twierdzi, że bardzo wiele się z niej dowiedziała. Pisze o niej: Diabelskie igrzysko.

    Norman Davies
    Oxford, w lipcu 1999
    www.davies.pl/t_bozeigrzysko_przedmowa.php
    Bardzo ciekawe !
    Teksty
    www.davies.pl/teksty.php
  • witekjs 04.09.12, 11:40
    Boże igrzysko. Historia Polski - Norman Davies
    norman-davies.pl/norman-davies-boze-igrzysko-historia-polski/
  • scand 04.09.12, 13:31
    Czytałem niedawno "Zaginione królestwa" Daviesa. Ostrzeżenie o tym jak łatwo zniknąć z historii świata, choć Davies śmierć bytów państwowych stara się traktować jako coś "naturalnego".
  • abmiros 04.09.12, 18:24
    W mitologii greckiej Amazonka to czlonkini kobiecego spoleczenstwa wojowniczek z nad Morza Czarnego. Juz nie pamietam, czy u Daviesa jest jakas wzmianka na temat Amazonek. Jezeli nie ma to nie pamietam, skad to wzialem, ale w moich fantazjach od mlodosci kojarzylem Polki z Amazonkami.
  • kicho_nor 04.09.12, 19:02
    Miłość filozoficzna
    Nie wiem Abmirosie czy będę umiał sprecyzować ofco chciałem zapytać
    Może tak. Panowie oficerowie, bywało, że po wysłuchaniu „Ta ostatnia niedziela”
    wychodzili z salonu na dwór i strzelali sobie w łeb.
    Albo don Kichot, któremu na drodze do Dulcynei stały wiatraki

    Abmirosie, czy na drodze do Twojej Dulcynei stanęła filozofia?

  • abmiros 05.09.12, 00:34
    Odpowiadam kicho_nor 04.09.12, 19:02

    > Abmirosie, czy na drodze do Twojej Dulcynei stanęła filozofia?

    Nie.

    Przyroda dba o swoje sprawy, instynkty biora te sprawy w swoje rece, a jest narod u ktorego wspomagane sa przez Amazonki. Z przyjemnoscia jezdze do Polski aby tam je spotykac, a i one chetnie przyjezdzaja tutaj.

    Filozofia przydaje sie, aby sie nie zgubic, m.in. kiedy czyta sie poezje.
  • abmiros 04.09.12, 17:43
    kicho_nor napisał:


    > Ja się zapytam Abmirosie czy jest coś takiego jak miłość filozoficzna?
    > (żeby nie mylić z filozofią miłości)

    Opisz nieco blizej o co Ci chodzi, prosze, i napisz co Ty o tym sadzisz, jest cos takiego czy nie ma.
  • abmiros 04.09.12, 18:10
    "Za co kocham Polske" jest pytaniem o jej atrybuty, zewnetrzne cechy wyrozniajace ja sposrod innych. "Kochac" to pytanie o uczucia. Uczucia do osoby lub rzeczy nie daja sie w pelni okreslic atrybutami tej osoby lub rzeczy.

    "Kocham mame" mowi wszystko. "Kocham mame bo mi daje rano bulke do szkoly" mowi niewiele.
  • zbigniew31 05.09.12, 20:51
    abmiros napisał:

    > kicho_nor napisał:
    >
    >
    > > Ja się zapytam Abmirosie czy jest coś takiego jak miłość filozoficzna?
    > > (żeby nie mylić z filozofią miłości)
    >
    > Opisz nieco blizej o co Ci chodzi, prosze, i napisz co Ty o tym sadzisz, jest c
    > os takiego czy nie ma.

    z gruntu filozoficznego moim zdaniem kicho_nor pyta : czy można rozmamłać zagadnienie filozoficznie tak , aby odpowiedzieć na pytanie DLACZEGO? kocha się . na płaszczyźnie ekonomicznej - 'za co' , to z wiadomego założenie o bezinteresowności nie ma sensu się pytać . Filozofia jako dziedzina poznawcza spełnia założenie o 'miłości filozoficznej' w zakresie podstawowym , fundamentalnym powiedziałbym - jako pierwotne zdziwienie z rozdziawioną gębą w odpowiedzi na oddziaływanie obiektu .

    ale co , gdzie i jak to było....?
  • kicho_nor 05.09.12, 22:07
    No podoba mi się
    - miłość, to patrzenie na obiekt z rozdziawioną gębą.

    Sądzę Zbigniewie, by tak to ująć, to wiedza nie z obserwacji a z autopsji by jednak.
  • witekjs 06.09.12, 11:10
    kicho_nor napisał:

    > No podoba mi się
    > - miłość, to patrzenie na obiekt z rozdziawioną gębą.
    >
    > Sądzę Zbigniewie, by tak to ująć, to wiedza nie z obserwacji a z autopsji by j
    > ednak.

    Trudno na to odpowiedzieć, tak jak na to dlaczego kochamy Mamę, Ojca, dziadków, dzieci i wnuczki oraz wciąż swoją żonę, z którą jesteśmy od wielu lat.
  • by_t 07.09.12, 16:05
    Co to znaczy kochać Polskę? ?
    [Parę pytań.(Bez rozpatrywania co znaczy – „kochać” bo samo określenie „kocham” wydaje się w kontekście państwa dość zużyte – osobiście wolę go używać bardziej intymnie ale to takie jak się zdaje polskie uprzedzenie)]

    Czy to przypadkiem nie znaczy (jak zazwyczaj) – jak kochać siebie w kontekście własnego pochodzenia? Albo : Co kocham w sobie kiedy widzę swoją odrębność? Co w sobie znajduję takiego charakterystycznego co chciałbym zachować znajdując źródło tego czegoś we własnym pochodzeniu?

    Jak bez zbytniej odrazy znosić siebie poza granicami państwa w którym przypadek powołał nas do życia? Czy jesteśmy tym faktem pogrążeni czy wyróżnieni? I czy nie mamy z tego powodu innego wyjścia jak tylko kochać tę przypadkową wspólnotę?

    Czy to po prostu genetyczny zew adaptacji którą już raz przeszliśmy i drugiego razu nie chcemy bo nie jesteśmy do tego fizjologiczne zdolni?

    A może to tylko stadne legendy które wszystkie narodowości snują by poprawić sobie humor?

    Atawistyczny instynkt wspólnoty?

    Czy to może pospolity sentyment do tego co „nosimy w sercu” czyli wspomnień które z perspektywy czasu wydają się szczęśliwe i nie potrafimy ich zatrzeć jeszcze szczęśliwszymi teraz. Czy to może samotność tak niezbywalnie nam przeznaczona tęskni za sobą w innych dawniejszych okolicznościach które tylko wydają się nam bardziej znośne podobnie jak dzieciństwo tylko z perspektywy starości wydaje się szczęśliwsze?

    Czy może myślimy o tym że będąc genetycznie (historycznie )największymi mieszańcami ( kto nie lubi kundelków? – no są tacy) europy zachowujemy jednocześnie największą jednorodność genetyczną w obecnej europie? Czy kochamy tę ciężką historię wyłaniania się naszej wspólnoty genetycznej muszącej chciał nie chciał stawić raczej na tolerancję niż na walkę o odrębność - a potem zmagającej się w walce o to by tę różnorodność będącą dobrym usprawiedliwieniem dla wszystkich dookoła utrzymać we własnych granicach.
    Co kochamy tę różnorodność czy raczej tę odrobinę(?)niezbędnego nacjonalizm by tę jedność utrzymać?

    [Jasne że jestem dumny ze ślicznych panienek co zachowały klasę niezależności dodającą im uroku nie tak często gdzie indziej spotykanego. I kocham ich miłość wymagającą i niezbyt prostą czy wręcz pokręconą w tak uroczy sposób – rozpiętą między niezależnością a kompletnym oddaniem. Podziwiam je także za tę wysmukłą konstrukcję za to że dbają o nią i umieją z gustem podkreślić –crying oj tu się chyba nadmiernie rozmarzyłem i dałem ponieść narodowemu entuzjazmowi bo pospolitość naszej emigracji( mam tu pewne doświadczenia ) w swojej zasadniczej części jest raczej przejawem złego gustu – nowobogacka tandeta po prostu - ale spuśćmy na to narodową zasłonę milczenia i dajmy im trochę czasu skupiając się raczej na tych które nie zawodzą naszych wyobrażeń- marzeń).]
  • scand 10.09.12, 14:30

    > Co to znaczy kochać Polskę? ?

    Może po prostu znaczy to, że chce się, aby istniała - jako odrębny byt i w dobrym zdrowiu smile
    Z drugiej strony nienawidzić znaczy, chcieć aby zniknęła, a przedtem aby była jak najbardziej chora, by tym łatwiej doprowadzić ją do zgonu.
  • illmatar 11.09.12, 14:15
    Wiecie co? Każdy obywatel jakiegoś państwa może głosić, że kocha swoją ojczyznę i wielu to robi. Głosi. Ostatnio głoszą Francuzi. Paru bogaczy, zamiast dołożyć się do ratowania kraju (podniesiono podatki przy dochodach POWYŻEJ 1 miliona euro rocznie do 75% OD NADWYŻKI) dokonują ucieczki fiskalnej, a ten jeden najbogatszy we Francji poprosił Belgię o obywatelstwo.
    Wychodzi na to, że można sobie kochać ojczyznę, ale ani grosza jej nie dać, skoro inne ojczyzny nie doją bogaczy.
    Myślę, że Polacy też by tak postępowali w podobnej sytuacji, a nawet już to robią.

    Ni wierzę w miłość deklaratywną!
    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • scand 11.09.12, 15:05
    > Nie wierzę w miłość deklaratywną!

    Takim ostatecznym sprawdzianem miłości jest test Judasza - czy dasz się kupić by szkodzić - za odpowiednią cenę .. ( chociaż z nim to podobno sprawa jest bardziej skomplikowana ..)
  • witekjs 11.09.12, 16:33
    scand napisał:

    > > Nie wierzę w miłość deklaratywną!
    >
    > Takim ostatecznym sprawdzianem miłości jest test Judasza - czy dasz się kupić b
    > y szkodzić - za odpowiednią cenę .. ( chociaż z nim to podobno sprawa jest bard
    > ziej skomplikowana ..)

    Gdy wspomniałeś o teście Judasza pomyślałem o ludziach z mentalnością "agenta Tomka", którzy wszędzie i zawsze są ludźmi dwulicowymi.
    Dorabiają oni "filozofię do kaszy gryczanej" usprawiedliwiając, nawet przed sobą, swoje obrzydliwe postępowanie.
    To dziwne, że tacy osobnicy wcale nierzadko znajdują ludzi, którzy mogą na nich "głosować"...

    www.wprost.pl/ar/346847/Agent-Tomek-uwierzyl-ze-jest-Batmanem/
    www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/jarek-marek-zbyszek
  • illmatar 12.09.12, 11:58
    Mam często wrażenie, że ogłaszanie miłości ojczyzny, często w triadzie (z Bogiem i honorem) jest skutkiem samooszustwa i problemów z tożsamością.

    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • witekjs 17.10.12, 11:07
    illmatar napisała:

    > Mam często wrażenie, że ogłaszanie miłości ojczyzny, często w triadzie (z Bogie
    > m i honorem) jest skutkiem samooszu
    > stwa
    i problemów z tożsamością.
    >

    To określenie jest w Polsce związane, z niezbyt odległą wojskową tradycją historyczną - od 1943 r.
    Wcześniej, od 1919r. używano dewizę Honor i Ojczyzna i to właśnie oznaczają dwa palce w czasie salutowania w Polsce.


    pl.wikipedia.org/wiki/B%C3%B3g,_Honor,_Ojczyzna
    pl.wikipedia.org/wiki/Honor_i_Ojczyzna
    www.werttrew.fora.pl/artykuly-warte-lub-nie-przeczytania,45/tradycja-salutowania-dwoma-palcami,1336.html
  • scand 18.10.12, 18:03
    > Mam często wrażenie, że ogłaszanie miłości ojczyzny, często w triadzie (z Bogie
    > m i honorem) jest skutkiem samooszu
    > stwa
    i problemów z tożsamością.

    A cóż to są owe problemy z "tożsamością" ?
    Z drugiej strony człowiek przecież ciągle się zmienia i np. wraz z wiekiem musi wciąż poszukiwać nowych "tożsamości". Jeśli ktoś wybiera właśnie taką tożsamość w pewnym momencie życia dlaczego uważasz że jest ona gorsza (jako "problem") niż np. tożsamość kosmopolity. To o kosmopolicie można by właśnie powiedzieć że nie potrafi określić do czego należy.
  • by_t 12.09.12, 01:11
    scand napisał:

    > Może po prostu znaczy to, że chce się, aby istniała - jako odrębny byt i w dob
    > rym zdrowiu smile
    > Z drugiej strony nienawidzić znaczy, chcieć aby zniknęła, a przedtem aby była j
    > ak najbardziej chora, by tym łatwiej doprowadzić ją do zgonu.


    Myślę że ciekawiej było by spróbować jednak wyodrębnić tę cechę która nas wyróżnia – jeśli taka jest ?
    Tę cechę która pozwala nam tolerować się jako obywateli określonego kraju. Z czego możemy być w sobie zadowoleni. Bo takie kocham i już - a do tego bardziej kocham niż inni - to się źle kojarzy.
    To że mamy ładne kobiety z klasą to niewątpliwie przyjemne i cenne co do jedzenia tu bym się spierał.
    Ale co nas wyróżnia pozytywnie albo za co cenimy państwo czy naród.

    Mam znajomego który generalnie wszystkich poza polakami uważa za buraków – bo kiedy się napije z jakąś obcą nacją nie może pogadać o nędzy świata i żywota ( poza Rosjanami oczywiście ale tu go wkurza że nie umie śpiewać jak oni)– nikogo nie interesują te ciemne chmury które zaraz zawisają nad dyskusją w poszukiwaniu sensu istnienia a już polityka zdaje się tylko naszą domeną(poza Grecją i to tylko teraz).

  • scand 12.09.12, 11:37
    > Ale co nas wyróżnia pozytywnie albo za co cenimy państwo czy naród.

    Nie wiem czy to pozytywne, ale jest to po prostu ziemia naszych przodków.
    Podobno nawet to oni wykarczowali lasy pod pola uprawne. Było to ponad tysiąc lat temu a może i dużo wcześniej. Żyjąc tak długo na tej ziemi przede wszystkim wykazali że można smile niezależnie od wojen, klęsk głodu, itp. plag.
    A więc chyba nawet poprzez prosty dobór naturalny coś przeszło z tej ziemi do nas samych.
    ( klimat, krajobraz, itd..)

  • illmatar 12.09.12, 12:05
    Obawiam się, że jesteś niepoprawnym idealistą wink
    Genetycznie mieszkańcy Polski są (podobno) niezwykle zróżnicowani, co wskazuje na częste mieszanie krwi między grupami etnicznymi na przestrzeni dziejów. Ojczyzny narodowe są dość świeżym wynalazkiem, który powinien już pomału przechodzić do historii.
    Oto co na lekcjach historii mieli do niedawna wbijane w głowy Francuzi, także ci z Terytoriów zamorskich:

    Nasi przodkowie, Galowie...
    Nos Ancêtres les Gaulois...


    Żyjmy zdrowo!

    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • scand 12.09.12, 12:23
    > Ojczyzny narodowe są dość świeżym wynalazkiem, który powinien już pomału przechodzi
    ć do historii.

    "Powinien". To jest chyba istotna różnica naszych poglądów. Być może kiedyś.
    Ale na razie pełno jest państw narodowych na świecie i jakoś poza tą naszą Unią Europejską nie widzę ich "zanikania", a i w Europie nie bardzo w to wierzę dopóki nie będzie jednego języka. Kto wie zresztą co lepsze, pewnie optimum jak zwykle leży gdzieś pośrodku.

  • illmatar 12.09.12, 18:42
    Wiesz, ja nie mam na myśli przyszłości natychmiastowej.
    Nacjonalizmy trzymają się mocno, uczucia rodzinne będą zawsze. Kiedyś ludzie utożsamiali się z rodem, potem plemieniem, terytorium zarządzanym przez jednego władcę, wreszcie narodem.
    W imię tych wszystkich identyfikacji ludzie zdobywają się na najwyższy heroizm i na najokrutniejsze zbrodnie.
    Nie lubię ekstremów.

    Natomiast politycznie patrząc, świat się globalizuje. Państwa narodowe będą zanikać, taka logika dziejów, moim zdaniem. Nie musi się to nikomu podobać. Słowa "powinien" użyłam opisowo, a nie wartościująco.
    Jestem pewna, że w razie zagrożenia Polski przez obce wojska nosiłabym naboje po kieszeniach.

    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • scand 13.09.12, 09:43
    Mimo wszystko wierzę w pokój przy zachowaniu odrębności narodów. Istnienie narodów nie musi prowadzić od razu do ekstremizmu. Co więcej może być korzystne, wyobraź sobie że kiedyś cała ziemia byłaby zjednoczona ale rządy objąłby ktoś taki jak Stalin. Żadnej możliwości ucieczki z olbrzymiego Gułagu. Gdy są różne państwa taka możliwość jest.
    Jeśli chodzi o globalizację mówi się o niej czasami jakby to było zjawisko poza ludzką wolą, a przecież na to mamy na pewno większy wpływ niż powiedzmy na zmiany klimatu.
    Wymiar globalny oczywiście jest dzięki internetowi i również on może być niebezpieczny, co widzimy chociażby na przykładzie ostatnich wydarzeń w Libii.
  • illmatar 13.09.12, 10:53
    scand napisał:

    > Mimo wszystko wierzę w pokój przy zachowaniu odrębności narodów.

    Zacznę od tego, że ludzkość, moim zdaniem, nigdy nie będzie żyła w pokoju. Przynajmniej do czasu likwidacji instynktu agresji, co by było równoznaczne z końcem cywilizacji. Bez odruchu atak/obrona nie ma wyżej zorganizowanego życia, nie ma granic, ani wewnętrznych, ani zewnętrznych. Czyli nie ma też (w konsekwencji ewolucyjnej) narodów.

    > wyobraź sobie że kiedyś cała ziemia byłaby zjednoczona ale rządy objąłby ktoś taki
    > jak Stalin. Żadnej możliwości ucieczki z olbrzymiego Gułagu. Gdy są różne pań
    > stwa taka możliwość jest.

    Jakoś mało kto uciekł z Gułagu gdzie indziej niż do nieba.
    Przy okazji: mam nadzieję, że nie dojdzie do centralizacji władzy na planecie Ziemia.

    > Jeśli chodzi o globalizację mówi się o niej czasami jakby to było zjawisko poza
    > ludzką wolą, a przecież na to mamy na pewno większy wpływ niż powiedzmy na zmi
    > any klimatu.

    Jako materialistka (uwaga do ludzi przyziemnych: mówię o podstawowym rozróżnieniu w filozofii) uważam, że bieg dziejów w dużej skali nie zależy od woli ludzi zupełnie tak samo jak zmiany klimatu. Nie da się postanowić, że od dziś nie ma wojen, nie da się postanowić, że od dziś pieniądz musi mieć wartość adekwatną do oferty a demokracja wznosi się na wyższy poziom i w pełni szanuje pojedynczego człowieka.

    > Wymiar globalny oczywiście jest dzięki internetowi i również on może być niebez
    > pieczny, co widzimy chociażby na przykładzie ostatnich wydarzeń w Libii.

    I bez Internetu czy globalizacji prymitywni ludzie mogą produkować idiotyczne filmy, a inni, też prymitywni dowiedzieliby się o tym nieco później i zbrodniczo zaatakowali, w dodatku nie tych, co zawinili.


    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • scand 13.09.12, 11:09
    > Zacznę od tego, że ludzkość, moim zdaniem, nigdy nie będzie żyła w pokoju.

    A gdyby osiągnęła równowagę ? Demograficzną, konsumpcyjną, wytwórczą ?
    Na razie trudno sobie to wyobrazić ale może nie jest to niemożliwe..

    > Jakoś mało kto uciekł z Gułagu gdzie indziej niż do nieba.

    Nie znamy statystyk, ale chyba tacy ludzie byli (mam nadzieję). Gorzej że dzisiaj są już takie środki techniczne że ucieczka rzeczywiście może być niemożliwa (obroże elektroniczne, GPS-y, kamery itd) - obecnie można zbudować Doskonały Gułag (Dosgułag).

    > Jako materialistka (..) uważam, że bieg dziejów w dużej skali nie zależy od woli ludzi
    > zupełnie tak samo jak zmiany klimatu.

    Hmm, czy to materializm czy fatalizm ? Ale zgadzam się z Tobą że inercja rzeczy w ruchu jest tak duża że potrzeba wielkiej siły aby zmienić ich tor.

    >I bez Internetu czy globalizacji prymitywni ludzie mogą produkować idiotyczne f
    > ilmy, a inni, też prymitywni dowiedzieliby się o tym nieco później i zbrodniczo
    > zaatakowali, w dodatku nie tych, co zawinili.

    Internet jednak przyśpiesza obieg informacji. Możliwe nawet ( choć mało prawdopodobne) że twórcy filmu spierają się teraz na jakimś forum z zamachowcami ..
  • sorel.lina 16.10.12, 21:24
    Wtrącę nieśmiało:
    Czy kocha się "za coś"? Miłość albo jest, albo jej nie ma...
    A kochanie "za coś" to raczej kalkulacja niż miłość. smile
  • witekjs 16.10.12, 21:50
    sorel.lina napisała:

    > Wtrącę nieśmiało:
    > Czy kocha się "za coś"? Miłość albo jest, albo jej nie ma...
    > A kochanie "za coś" to raczej kalkulacja niż miłość. smile

    Też tak uważam i próbowałem zmienić pytanie.
    Nie udało się smile

    forum.gazeta.pl/forum/w,20070,136280542,138699515,Dlaczego_kocham_Polske_.html
  • witekjs 18.10.12, 10:09
    Miłość dojrzałego człowieka, kiedy już nie zauroczenie jest najsilniejszym uczuciem, nabiera pięknych barw i odcieni.
    Dotyczy to również uczucia do kraju, w którym się wychowaliśmy i żyjemy wśród ludzi, których rozumiemy i którzy są nam bliscy.
    Widać to najsilniej, kiedy jesteśmy daleko od domu i usłyszymy nasz język i naszą muzykę.
    Ciekawe jest bardzo, jak nierzadko silne jest zauroczenie naszym krajem, ludzi którzy przyjechali do nas na dłużej.
    Dlaczego tak jest, nie potrafiłbym powiedzieć.

    Pozdrawiam. Witek }:-})=

    PS. Już po napisaniu postu znalazłem, bardzo ciekawy artykuł o obcokrajowcach w Polsce:

    www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080620/REPORTAZ/38302056
  • sorel.lina 18.10.12, 10:39
    witekjs napisał:

    > Widać to najsilniej, kiedy jesteśmy daleko od domu i usłyszymy nasz język i nas
    > zą muzykę


    O tak! Po stokroć tak, Witku! smile
    Ale także, kiedy wysiadam z samolotu na Okęciu to... czuję, że jestem stąd! Bardzo stąd! Tak bardzo, że aż w gardle ściska! I oczy się pocą...
    Ktoś kiedyś powiedział, że mam płytko łzy. Pewnie tak...

    Serdeczności, Witku! smile
  • illmatar 18.10.12, 13:13
    Przepraszam, że zakłócę idyllę.
    Miłość nie jest bezinteresowna, tylko przeważnie nie wiemy nie tyle "za co kochamy" lecz dlaczego kochamy? Bo jest zawsze odpowiedź na to dlaczego.
    Co do ukochania swojego nadzwyczajnego kraju. Tak myślą ludzie we wszystkich krajach. I mają taką samą rację jak my. Można się oczywiście zakochać w innym kraju, pod warunkiem, że się go lepiej pozna.

    Ja bardzo lubię tę godzinę, kiedy wyjeżdżam. Oraz tę, w której wracam. To się odnosi na równi do kraju, jak i do mojego mieszkania, gdy na dłużej, oraz do najmniejszej nawet wyprawy poza moje miasto. O dziwo nie dotyczy to wypadów na rozrywki kulturalne w terenach podmiejskich.

    --
    http://i48.tinypic.com/35j9o21.jpg
  • sorel.lina 18.10.12, 14:01
    illmatar napisała:

    > Co do ukochania swojego nadzwyczajnego kraju. Tak myślą ludzie we wszystkich krajach. I mają taką samą rację jak my

    Ależ oczywiście, że tak! Własny kraj jest dla każdego nadzwyczajny, niepowtarzalny, jedyny,
    niezastępowalny. Tak, jak np. dziecko, ktore dla swojej matki jest jedyne, nadzwyczajne, niezastępowalne. Albo też odwrotnie - jak matka dla dziecka.

    >Można się oczywiście zakochać w innym kraju, pod warunkiem, że się go lepiej pozna.

    Ale można się zakochać także "od pierwszego wejrzenia" . Inna rzecz, że "zakochać się" nie znaczy jeszcze "kochać". smile

    > Ja bardzo lubię tę godzinę, kiedy wyjeżdżam.

    Ja też. Ale nie wiem, czy bym ją tak lubiła, gdybym wiedziała, że godziny powrotu nie będzie...

    > Oraz tę, w której wracam . To się odnosi na równi do kraju, jak i do mojego mieszkania, gdy na dłużej, oraz do najmniejszej nawet wyprawy poza moje miasto.

    No i właśnie o to chodzi! Kraj, miasto, mieszkanie... to właśnie ta "swojość - mojość", którą kocham. I... nie wiem dlaczego. I nie potrafię tego uczucia wyjaśnić. Lubię je i po prostu się nim cieszę.
    Pozdrawiam "swojsko", Illmatar! smile
  • scand 18.10.12, 18:06
    Oraz tę, w której wracam
    >
    .

    Kiedy się wraca po wielu przeżyciach gdzieś-tam-indziej najbardziej dziwi fakt, że w mieszkaniu tak niewiele się zmieniło. Jest to jakby stały punkt odniesienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka