Dodaj do ulubionych

co wam daje poczucie sily i pewnosci ?

04.10.04, 21:47
czy sprzyjajace elementy zewnetrzne ? czy sila charakteru ?
--
La vita e' bella
Edytor zaawansowany
  • empeka 04.10.04, 22:07
    Nie znamy takiego poczucia...
    ale co szkodzi poudawać...
    wink

    --
    Marta
    = =
    Czy można to powiedzieć krócej?
  • kamfora 04.10.04, 22:16
    malvvina napisała:

    > czy sprzyjajace elementy zewnetrzne ? czy sila charakteru ?


    Na razie znam tylko poczucie słabości. ...Ale nie jestem pewna kiedy (i czy )
    będę mogła z czystym sumieniem powiedzić, że "w słabości moc moja"

    --
    smile)
    Ba.
  • malvvina 04.10.04, 23:12
    no to jak bez sily i pewnosci dalej isc ? toc trza energii ....
    --
    La vita e' bella
  • kamfora 04.10.04, 23:41
    malvvina napisała:

    > no to jak bez sily i pewnosci dalej isc ? toc trza energii ....

    Mnie się wydaje, że to nie ja idę, tylko horyzont się sam przybliża smile
    Coraz szybciej zresztą...

    Ha - przypomniało mi się: Ponieważ nie mam nawet tej odrobiny pewności siebie,
    która większości ludzi pozwala na jeżdżenie za kierownicą swojego samochodu,
    jeżdżę autobusami lub tramwajami. Usłyszałam niedawno, że to "świniobusy".

    Chyba jednak prawdą jest, że aby nie być uważanym za nienormalnego - należy
    pewność siebie udawać. Pytanie - czy warto zwracać uwagę, za kogo jest się uważanym?
    --
    smile)
    Ba.
  • scand 23.09.13, 17:58
    > Chyba jednak prawdą jest, że aby nie być uważanym za nienormalnego - należy
    > pewność siebie udawać.

    Bardzo celne spostrzeżenie.

    > Pytanie - czy warto zwracać uwagę (na to), za kogo jest się uważanym?

    Niestety, wymóg życiowy.

  • kocibrzuch 05.10.04, 18:44
    Siłownia. Serio.
    Byłem w sumie może kilkadziesiąt razy w życiu, ale jak "uczęszczałem" to dostawałem tzw. "psychiczny power".
    Trzeba pochodzić tak z dwa-trzy tygodnie przynajmniej.
    Przez fizyczność do duchowości wink

    --
    kociołek
  • malvvina 06.10.04, 19:30
    no mam jedna pewnosc - ze ide . A ze i horyzont sie przybliza to rezultat obu
    dzialan - horyzontowego tyz.

    --
    La vita e' bella
  • witekjs 06.10.04, 19:36
    Horyzont się do Ciebie jednak nie zbliża, on się stale oddala.
    Zbieram się żeby napisać wiecej.
    Teraz nie mogę. Pozdrawiam Was Witek
    --
    FXLPLUS

    Kawiarenka Bis
  • jaro_ss 07.10.04, 13:43
    Jakieś głębsze zaufanie do rzeczywistości...
  • przyjaciolka1 07.10.04, 14:21
    Pytanie - czy warto zwracać uwagę, za kogo jest się uważanym?

    Nie warto.

    Nad pytaniem zasadniczym musze jeszcze pomyslec.Nielatwe pytanie.
  • przyjaciolka1 07.10.04, 21:31
    "Teoria i praktyka asertywności opiera się na podstawowym założeniu, że każdy
    człowiek ma takie same prawa i może z nich korzystać dotąd, dopóki nie zaczyna
    ograniczać praw innych. W rzeczywistości zasada jest bardzo stara i ujmuje ją
    powiedzenie: „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe” albo: „Miłuj bliźniego swego,
    jak siebie samego”. Różni autorzy różnie definiują te prawa.

    Anni Towned określa je następująco:

    Mam prawo wyrażać własne myśli i opinie, nawet jeśli różnią się one od poglądów
    innych ludzi.
    Mam prawo wyrażać własne uczucia i być za nie odpowiedzialnym.
    Mam prawo mówić ludziom „tak”.
    Mam prawo powiedzieć „nie” bez poczucia winy.
    Mam prawo powiedzieć „nie wiem”.
    Mam prawo powiedzieć „nie rozumiem”.
    Mam prawo zmieniać zdanie bez konieczności usprawiedliwiania się.
    Mam prawo do popełniania błędów i do tego, by czuć się za nie odpowiedzialnym.
    Mam prawo prosić o to, czego chcę.
    Mam prawo do szacunku innych ludzi oraz do tego, by ich szanować.
    Mam prawo do tego, by mnie wysłuchano i traktowano poważnie.
    Mam prawo do niezależności.
    Mam prawo odnieść sukces.
    Mam prawo zdecydować się na brak asertywności.
    Prawa te wydają się oczywiste, podobnie jak prawo otwartego wyrażania uczuć,
    opinii itp. Jednak w praktyce bardzo często okazuje się, że ludzie mają z tym
    problemy.

    Prawa człowieka zawierającego istotę asertywności określił także Herbert
    Fensterheim:

    Masz prawo do robienia czegoś dopóty, dopóty nie rani to kogoś innego.
    Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie - nawet
    jeśli rani to kogoś innego - dopóty, dopóki Twoje intencje nie są agresywne
    lecz asertywne.
    Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb dopóty, dopóki uznajesz, że
    druga osoba ma prawo odmówić.
    Istnieją takie sytuacje między ludźmi, w których prawa nie są oczywiste. Zawsze
    jednak masz prawo do przedyskutowania tej sprawy z drugą osobą i wyjaśnienia
    jej.
    Masz prawo do korzystania ze swoich praw.
    W celu poznania istoty zachowań asertywnych warto zastanowić się na czym polega
    obrona swoich praw. Jednym z najważniejszych praw każdego z nas jest prawo do
    bycia sobą."

    To cytat z wiekszej calosci ( zaraz wkleje link ).

  • kamfora 12.10.04, 08:58
    jaro_ss napisał:

    > Jakieś głębsze zaufanie do rzeczywistości...

    Czy można to nazwać po prostu: wiarą?
    --
    smile)
    Ba.
  • malvvina 12.10.04, 19:47
    nie , nie mozna smile))
    --
    La vita e' bella
  • kamfora 12.10.04, 20:26
    malvvina napisała:

    > nie , nie mozna smile))

    Dlaczego uważasz, że nie można?

    Czym jest według Ciebie zaufanie do rzeczywistości?

    --
    smile)
    Ba.
    może tu?
  • malvvina 13.10.04, 17:08
    to taki kredyt zaufania na ktory nas stac lub nie.
    jak i zaufanie w ogole - do ludzi rowniez - trzeba podjac ryzyko na slepo bo po
    prostu chce sie to zaufanie komus w rece zlozyc.
    No i liczyc sie z przykrym rezultatem czasami.
    niby dlaczego wszystko mialoby byc pewnie i porzewidywalne ? no i zalezec tylko
    i wylacznie od nas ....? Bo co, bo ja chce ? eeeee
    --
    La vita e' bella
  • kamfora 13.10.04, 17:26
    malvvina napisała:

    > to taki kredyt zaufania na ktory nas stac lub nie.
    > jak i zaufanie w ogole - do ludzi rowniez - trzeba podjac ryzyko na slepo bo
    > po prostu chce sie to zaufanie komus w rece zlozyc.
    > No i liczyc sie z przykrym rezultatem czasami.
    > niby dlaczego wszystko mialoby byc pewnie i porzewidywalne ? no i zalezec
    > tylko i wylacznie od nas ....? Bo co, bo ja chce ? eeeee

    Czyli jaki wniosek? Niepewność jest źródłem poczucia pewności?
    I jak bumerang wraca: "W słabości moc moja"...

    --
    smile)
    Ba.
  • malvvina 13.10.04, 21:17
    nie, nie w slabosci lecz w conscience slabosci (przepraszam)


    I jak bumerang wraca: "W słabości moc moja"...
    >


    --
    La vita e' bella
  • kamfora 13.10.04, 22:31
    malvvina napisała:

    > nie, nie w slabosci lecz w conscience slabosci (przepraszam)

    No wiesz...bez świadomości to raczej się takich słów nie wypowie smile
    A świadomość czegoś rodzi się "w chwilę po", a nie "na chwilę przed" wink

    --
    smile)
    Ba.
  • szycha216 14.10.04, 01:28
    kamfora napisała:
    > A świadomość czegoś rodzi się "w chwilę po", a nie "na chwilę przed" wink
    >

    Czytałem raz o badaniach pt. "czy możliwe jest przepowiadanie
    przyszłości", które były realizowane przez jakiś ośrodek naukowy
    w stanach. Do problemu podchodzono z wielu stron, jednakże
    najbardziej zaskakujące okazały się wyniki jednego takiego
    doświadczenia.
    Polegało ono na badaniu poziomu adrenaliny u osoby oglądającej
    losowe slajdy z różnych stron świata, pogodne, przyjemne, itp,
    dodatkowo pośród nich wstawiono slajd pokazujący zmasakrowane
    zwłoki, czy też jakąś inną dobitnie okrutną scenę - ale o jej
    istnieniu oglądający nie miał pojęcia (jak zawsze przy takich
    doświadczeniach, oczywiście).
    Okazało się, że prawie u połowy badanych poziom adrenaliny
    wzrastał diametralnie nie w trakcie, lecz jeszcze na chwile przed
    wyświetleniem tego jednego slajdu.
    Głębsza analiza tego faktu pokazała, że nie tylko poziom adrenaliny,
    ale i cały organizm człowieka (pot, krążenie, itp.) sam się
    "przygotował" na szokującą sytuację jaka miałaby zajść za chwile.

    Takie są fakty.
    Pytanie jednak pozostało nierozstrzygnięte: czy sam człowiek - w sensie
    świadomości, a nie tylko jego organizm - wie o zdarzeniu które miałoby
    zajść za chwile?

    PS. Pytanie dodatkowe:
    czy organizm zmienia swój stan chcąc złagodzić za chwile nadchodzący
    szok w psychice człowieka ?
    a jeśli tak, to czy organizm człowieka sam posiada własną świadomość,
    w dodatku z możliwością pokonania czasu (lub jego nieistnienia w sensie
    kierunkowym) ?
    a jeśli nie, to czy jesteśmy jedynymi właścicielami własnych
    świadomości, czy tylko obserwatorami pokazanych możliwości ?
  • witekjs 14.10.04, 15:17
    Podaj źródło, proszę.

    Witek
    --
    FXLPLUS

    Kawiarenka Bis
  • szycha216 14.10.04, 18:45
    aktualnie nie mam, było dawno,
    ale sądze że nie trudno o nie w sieci
    ok, poszukam...
  • kamfora 14.10.04, 23:52
    szycha216 napisał:

    > Okazało się, że prawie u połowy badanych poziom adrenaliny
    > wzrastał diametralnie nie w trakcie, lecz jeszcze na chwile przed
    > wyświetleniem tego jednego slajdu.
    > Głębsza analiza tego faktu pokazała, że nie tylko poziom adrenaliny,
    > ale i cały organizm człowieka (pot, krążenie, itp.) sam się
    > "przygotował" na szokującą sytuację jaka miałaby zajść za chwile.

    Czy przy opracowywaniu wyników tych badań założono, że jedynym źródłem
    poznania rzeczywistości są oczy?

    --
    smile)
    Ba.
  • ord 11.10.04, 03:03
    Znam pewnego wloskiego biznesmena. Uwazam, ze jest aroganckim grubianinem i
    bufonem, ale tez podziwiam jego pewnosc siebie. Ma w sobie cos, co powoduje, ze
    ludzie jakos inaczej go traktuja... powiedzialbym, ze staraja sie mu dogodzic
    ze strachu. Najdziwniejsze ze reaguja tak nie tylko ci co go znaja, ale
    zupelnie obcy, spotykajacy go pierwszy raz w zyciu. Jest w nim jakas agresywna
    pewnosc siebie. Spytalem sie go kiedys skad sie to u niego wzielo.
    Odpowiedzial, ze bedac malym chlopcem, wszyscy go zle traktowali i lekcewazyli,
    (jest niskiego wzrostu) az w pewnym momencie, w porywie rozpaczy rzucil sie na
    wiekszego chlopaka, ktory mu wlasnie zalazl za pazur. Ku swojemu zdziwieniu,
    zobaczyl, ze po tym wypadku, inni zaczeli traktowac go z pewnym szacunkiem o
    ile nie obawa. Dla pewnosci pobil jeszcze kilku innych i spodobalo mu sie to.
    Nawet dzisiaj - mowi - jak czuje ze zaczyna byc wrazliwy lub zbyt delikatny, to
    wrecz prowokuje scysje z jakims nieznajomym, aby wydrzec sie na niego... jemu
    to pomaga...

    Zastanawiam sie czy wlasnie filozofia ugody, poszanowania innych i pacyfizm,
    nie pozbawia nas tych przyslowiowych "jaj" i w konsekwencji stajemy sie
    ofiarami... pisze my, jako ze sam jestem zbyt ugodowy wink)
    --
    Cheers - Mark
  • przyjaciolka1 11.10.04, 17:37
    Takim aroganckim bufonem,pewnym siebie oszustem i lgarzem na dodatek , jest moj
    szef.Za dwa miesiace ex-szef.Mysle,ze taka pewnosc siebie mozna sobie darowac.
    To w ogole nie jest pewnosc siebie jak sie glebiej nad tym zastanowic.To
    zdobywanie sobie autorytetu przez agresywnosc,podnoszenie glosu,wymuszanie
    respektu.Tacy ludzie nie maja przyjaciol.Nawet dobrych znajomych,bo wszyscy ich
    unikaja jak sie da.Maja byc moze pieniadze,ale jak ogolnie wiadomo - pieniadze
    to nie wszystko.
    Dla mnie tacy ludzie sa pozalowania,a nie podziwu godni.
    I koncza zazwyczaj nie tak , jakby sobie tego sami zyczyli.
    " Kto mieczem walczy ten od miecza ginie " - tak to bylo ? smile
  • przyjaciolka1 11.10.04, 17:48
    "i w konsekwencji stajemy sie
    ofiarami... "

    Ofiarami stajemy sie tylko i wylacznie z wlasnej woli.Chce przez to
    powiedziec,ze nigdy nie jestesmy ofiarami,jezeli sie sami za takowe nie
    uwazamy.A lagodnosc,wyrozumialosc,pacyfizm jest w gruncie rzeczy sila a nie
    slaboscia.
    Takie jest moje zdanie na ten temat.
  • ord 11.10.04, 19:44
    przyjaciolka1 napisała:

    > "i w konsekwencji stajemy sie
    > ofiarami... "
    >
    > Ofiarami stajemy sie tylko i wylacznie z wlasnej woli.Chce przez to
    > powiedziec,ze nigdy nie jestesmy ofiarami,jezeli sie sami za takowe nie
    > uwazamy.

    Mam pewien problem z taka interpretacja pojecia "ofiary" - przykladowo;
    przyjmujac z usmiechem czyjes wyzwiska, postronni obserwatorzy uznaja to za
    slabosc a nie za sile. W konsekwencji brak riposty, moze sprowokowac jedynie
    wiecej atakow przeciw danej osobie, niezaleznie od jej mniemania o sobie.

    Uwazam, ze umiejetnosc samoobrony jest istotna zwlaszcza w srodowiskach stalych
    typu praca, miejsce zamieszkania, szkola, a w przypadkowych konfliktach mozna
    sobie bardziej pozwolic na "olanie" drugiej strony. Przy pierwszym musimy
    ustalic wlasna pozycje i status wzajemnych praw i obowiazkow, gdy w drugim
    przykladzie jest szansa, ze bedzie to jedynie niewazny epizod kolejnego dnia w
    zyciu.

    O ile zgadzam sie z Twoja opinia ze cechy Twojego szefa i mojego znajomego sa
    pozalowania godne, to jednak czuje zazdrosc, ze nie umiem po prostu kogos tak
    od serca opieprzyc jesli na to zaluguje. Temat tym bardziej aktualny, jako ze
    mialem dzisiaj okazje i co najwazniejsze racje do powiedzenia co mysle (a nie
    mysle ladnie wink) Otoz dwa miesiace temu umowilem sie z fachowcen na maly remont
    w domu. Ustalilismy cene i termin. Na podstawie tej ustnej umowy, nie szukalem
    innych rzemieslnikow, uwazajac sprawe za nagrana. Wczoraj mial zaczac.
    Przyszedl, ale zameldowal mi ze bedzie to kosztowalo ponad dwa razy wiecej niz
    ustalilismy poprzednio. Grzecznie odpowiedzialem ze nie i... plany szlag
    trafil, musze szukac nowego kontraktora, remont sie odwlecze... czyz nie jestem
    tu ofiara klamstwa? Czy uwazasz ze mam czuc sie dobrze ze bylem grzeczny?
    Bylem, ale nie czuje sie o tym przekonany, jako ze wiem, ze ten moj znajomy,
    zbluzgalby dziada od najgorszych i wyegzekwowal wykonanie pracy za umowiona
    cene. Ja tak nie potrafie i dlatego jestem zazdrosny jak ktos tak umie.

    --
    Cheers - Mark
  • malvvina 11.10.04, 23:22
    ale ile nerwow to kosztuje ! trzeba sie nakrecic, ryknac krzyknac zdenerwowac
    cisnienie podskakuje neurony grzeja no i zdrowie dostaje kopa
    czy to warto gdy jest wybor ?
    wziac konkurenta i koniec. A dziad straci kontrakt. No i komu pod koniec
    miesiaca (roku) cisnienie podskoczy ? przy bilansie finansowym ?


    Bylem, ale nie czuje sie o tym przekonany, jako ze wiem, ze ten moj znajomy,
    > zbluzgalby dziada od najgorszych i wyegzekwowal wykonanie pracy za umowiona
    > cene. Ja tak nie potrafie i dlatego jestem zazdrosny jak ktos tak umie.
    >


    --
    La vita e' bella
  • przyjaciolka1 11.10.04, 23:34
    To co napisala malvvina,to po pierwsze.A po drugie,czy ten Twoj znajomy by
    wykonanie pracy wyegzekwowal,to jest jeszcze duzy znak zapytania.Trafila kosa
    na kamien.
    Popatrz na to jeszcze z innej strony.Czy nie trzeba bylo wziasc kawalek
    papieru,spisac te slowna umowe i dac do podpisu gosciowi ? Rozmowa potem
    wygladalaby zupelnie inaczej.
    Wiesz ile razy ja sobie w brode plulam,ze tego nie zrobilam ? I to jeden raz
    niczego mnie nie nauczyl.Pare razy trza bylo wtopic,zeby zajarzyc,ze sa
    ludzie ,z ktorymi tak wlasnie trzeba rozmawiac.I juz wscieklosc na faceta
    powinna Ci troche przejsc.smileDzieki klopotom czegos sie nauczyles.
  • ord 12.10.04, 01:46
    Myslalem wlasnie tak jak opisala Mavvina i kij dziadowi w oko wink a z tym
    spisywaniem umow to racja, aczkolwiek nie sadzisz ze zaufanie do blizniego jest
    jednym z fundamentow koegzystencji? Uwazam siebie za cholernie ucziwego i tego
    samego oczekuje od innych a ze sie czasami zawodze, to balans wychodzi jednak
    pozytywny; ludzie sa w gruncie rzeczy dobrzy wink
    --
    Cheers - Mark
  • przyjaciolka1 12.10.04, 08:44
    Wlasnie.Kazdy sadzi po sobie.Dlatego tez jezeli ktos posadza mnie nieslusznie
    ( teoretyzuje w tej chwili ) o klamstwo,kradziez,zdrade....wiem juz cos na jego
    temat.To z pewnoscia nie regula,ale bardzo czesto bywa tak,ze ten ktos sam nie
    jest w porzdku.
  • ord 14.10.04, 02:34
    Dokladnie smile
    --
    Cheers - Mark
  • kamfora 12.10.04, 09:06
    ord napisał:

    > Odpowiedzial, ze bedac malym chlopcem, wszyscy go zle traktowali
    i lekcewazyli, (jest niskiego wzrostu)

    Czy wzrost jest czynnikiem gwarantującym poczucie pewności? Czy poczucie
    pewności ludzi niskich budzi zdziwienie(złość?) i jednoczesnie podobne
    zdziwienie budzi poczucie niepewności ludzi wysokich?

    --
    smile)
    Ba.
  • przyjaciolka1 13.10.04, 08:58
    Jezeli chodzi o kobiety,wzrost nie ma zadnego znaczenia.U mezczyzn jednak
    wyglada to zupelnie inaczej.Baaaardzo czesto,niscy mezczyzni nie lubia tych
    wysokich.Sa w stosunku do nich "zakompleksieni" - choc oczywiscie nie przyznaja
    sie do tego ( jak juz sa dorosli smileCi wysocy natomiast,traktuja niskich z gory.
    Taka jest moja kobieca teoria.Ciekawe co panowie sadza na ten temat.smile
    Dam sie przekonac , ze jest inaczej - ale nie bedzie latwo smileMoj ojciec jest
    wyjatkowo niski jak na faceta.( za to mama jest wysoka.Mysle,ze miedzy innymi
    dlatego sa juz 30 lat po rozwodzie )
  • ord 14.10.04, 02:59
    To akurat jest nawet naukowo udowodnione, ze ludziom przystojnym, wszystko
    przychodzi latwiej a u mezczyzn wysoki=przystojny, bo facet nie musi byc
    ladny wink Jesli moge byc na tym forum ciut kontrowersyjny w porownaniach, to
    wzrost u mezczyzny, jest tym samym co wielkosc piersi u kobiety; jest ogromnym
    atutem w robieniu pierwszego wrazenia, ktore jak wiadomo ma ogromne znaczenie.
    Nawet bylo jakies doswiadczenie z niemowletami, ktore smialy sie na widok
    "ladnej" twarzy a plakaly na widok tej mniej. Czy jednak wiecej znaczy lepiej?
    Wysocy i przystojni sa rozleniwiani przez zycie a ci z poczuciem braku tych
    kilku centymetrow, zmuszani sa do wiekszych wysilkow w drodze do sukcesu.
    Chociazby przyklad Napoleon'a czy nawet ten moj Wloch - niezwykly sukces!

    Jednak pomimo powyzszego; prawdziwa wartosc czlowieka to cos czego nie widac od
    razu, ale i tak jest najwazniesze wink
    --
    Cheers - Mark
  • przyjaciolka1 14.10.04, 08:41
    "Jednak pomimo powyzszego; prawdziwa wartosc czlowieka to cos czego nie widac
    od
    razu, ale i tak jest najwazniesze wink"

    Dokladnie tak wlasnie.smile

    A co z zaproponowana przeze mnie asertywnoscia ? Zostala pominieta milczeniem,a
    wydaje mi sie,ze jest podstawa dobrego samopoczucia.A moze dla wszystkich to
    absolutnie oczywiste ? To jestem do tylu,bo dla mnie to nie takie proste.Nie w
    kazdej sytuacji w kazdym razie.
  • malvvina 14.10.04, 12:20
    pomijam asertywnosc poniewaz nikt mi przyzwoicie nie wytlumaczyl co to slowo w
    jezyku polskim znaczy (a wyglada mi na to ze nie to samo co we francuskim)
    --
    La vita e' bella
  • przyjaciolka1 14.10.04, 12:47
    malvvina napisała:

    > pomijam asertywnosc poniewaz nikt mi przyzwoicie nie wytlumaczyl co to slowo
    w
    > jezyku polskim znaczy (a wyglada mi na to ze nie to samo co we francuskim)

    A co znaczy we francuskim ?
  • malvvina 14.10.04, 13:05
    wlasciwie to nic bo w ciagu stu lat pobytu nie uslyszalam ani razu tego slowa w
    uzytku. W slow(n)iku pisza ze to umiejetnosc transformacji sytuacji - wygrany -
    przegrany na stytuacje gdzie wszyscy odnosza pozytywne korzysci.Jeszcze tam mi
    uczciwosc i umiejetnosc wyborow dorzucili.

    --
    La vita e' bella
  • witekjs 14.10.04, 15:37
    Asertywność wszędzie znaczy to samo.
    Jest to pojeęcie od niedawna używane. Ostatnio chyba nadużywane...
    Nie istnieje np. w Słowniku psychologii, Norbert Sillamy, wydanym we Francji w
    1989/Librairie Larouse/ wersja polska 1994, ani w Encyklopedycznym Słowniku
    Psychiatrii, red Korzeniowski i Puzyński 1986.
    Słownik Psychologii, A.S.Reber 1985, 1995 wersja polska 2000 - asertywności
    trening/assertiveness training/
    Leksykon psychiatrii red. Pużyński 1993 -assertiveness training -> trening
    umiejetności społecznych

    www.google.pl/search?hl=pl&q=asertywno%C5%9B%C4%87&btnG=Szukaj+z+Google&lr=lang_pl

    Pozdrawiam. Witek

    --
    FXLPLUS

    Kawiarenka Bis
  • przyjaciolka1 14.10.04, 17:40
    Dlaczego uwazasz,ze naduzywane ? I czy dlatego,ze nie figuruje w slownikach
    psychologicznych i psychiatrycznych znaczy ,ze jest nic nie warte ? Psychologia
    i psychiatria to nauki rozwijajace sie i czegos takiego jak asertywnosc bardzo
    im brakuje - moim skromnym zdaniem.
    Mam wrazenie,ze w moim pierwszym poscie tutaj na ten temat jest duzo jasniejsze
    i "przyzwoitsze" wyjasnienie czym jest asertywnosc niz "trening umiejetnosci
    spolecznych".
    Ale O.K. Zostawmy asertywnosc.Nie rozumiem tylko za bardzo dlaczego sie przed
    nia tak bronicie.
  • witekjs 14.10.04, 19:05
    Widocznie napisałem niejasno, bo źle mnie zrozumiałaś.
    Nie neguję wartości asertywności. Niekiedy jednak określają tak ludzie nawet
    gwałtowny i wcale nie unikajacy konfliktu sprzeciw.
    Nie pisano o niej jeszcze kilka lat temu.
    Obecnie w dwóch słownikach już jest to pojęcie,
    Dokładnie co ono znaaczy mozna przeczytać równiez w google.
    Witek
    --
    FXLPLUS

    Kawiarenka Bis
  • przyjaciolka1 14.10.04, 19:50
    To w sumie nic nowego smile Ktos nadal tylko temu nazwe "asertywnosc".A ja nie
    powinnam sie byla upierac.
  • malvvina 14.10.04, 20:20
    ja to bardzo bym chciala dyskutowac o asertywnosci ale dlaczego w tym temacie ?
    --
    La vita e' bella
  • scand 23.09.13, 17:55
    > czy sprzyjajace elementy zewnetrzne ? czy sila charakteru ?

    Chciałem napisać że wystarczy siła charakteru, ale elementy zewnętrzne są jednak ważne.
    Potwierdzają bądź nie siłę charakteru..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka