Dodaj do ulubionych

Oświecenie

28.11.19, 15:36

Samo słowo „Oświecenie” niesie w sobie owo pomieszanie, emocjonalnego ukojenia wiary spływającego niebiańskim światłem z ewolucyjnie rosnącą potrzebę rozjaśnienia rozumu czy wręcz jego oficjalnego odpalenia.

Zaskoczenie wywołane tym dość prostym (jak się wydaje dla niektórych - zbyt prostym) faktem że całe nasze życie wewnętrzne , wszystkie myśli - strzeliste idee oraz najczulsze wzruszenia czy te bardziej niegodziwe - są jedynie objawem aktywności schematów działających w naszym neuronalnym uposażeniu - przejętym od eonów pokoleń rozwijanych ewolucyjnie (przypadkowo ) w odpowiedzi na różnorodne zjawiska spotykające ten rozwój na kiedyś jałowej planecie przez miliardy lat - owo zdziwienie dla mnie jest niezrozumiałe . (czemu życie powstało -czemu tak się stało ? - to już inne pytanie - pytanie fascynujące - ale być może tylko dlatego się stało - bo mogło) oczywiście moje zdziwienie nie dotyczy tych którzy w swoim intelektualnym rozwoju przeszli na pozycje bardziej wysublimowane - mniej dogmatyczne - nie to zdziwienie także ich dotyczy - bo i u nich ten błąd poznawczy istnieje - głębiej ale jednak ontologicznie.

Konieczność poszukiwania ojców/matek tego nieoczekiwanego ,w skali kosmosu , biologicznego „rozwoju” życia - wydaje się „naturalne” - tzn. szukanie innych „rodziców” - poza biologią (czyli chemią i fizyką) oraz myślą rozwijającą się w dialogu między ciałem - umysłem i środowiskiem.
(Istnieje możliwość, że pewne składniki potrzebne do zainicjowania życia spadły z kosmosu - co niczego , jeśli chodzi o mechanizm powstania - nie wyjaśnia - jedynie dodaje jeszcze więcej czasu na rozwój)

Wydaje się - że tym co najtrudniej zrozumieć w tej naukowej/naturalistycznej konstrukcji tłumaczącej nasze istnienie - są owe potrzebne ewolucyjnie - miliardy lat - znacznie wykraczające poza zdolność wyobraźni zrodzonej w tych właśnie - nieprzebranych i przytłaczających przestrzeniach czasu.
(osobiście uważam że nie doceniamy szybkości procesów ewolucyjnych -szczególnie w mikro skali - elastyczność organizmu okrutnie trenowanego przez eony pokoleń także przerasta naszą wyobraźnię.)
Przeciwstawienie się entropii to nasze biologiczne bohaterstwo (chwilowe ale znaczące)


Tu sami sobie( być może - jak mówi jedna z postaci „Rejsu” - to ten odwieczny problem bycia jednocześnie twórcą i tworzywem ?) w obliczu tragedii śmierci -przychodzimy z pomocą zabezpieczając poczucie sensu wybiegiem ( konieczny dla dobrostanu organizmu) mechanizmu „świadomości” - która w miejsce zrozumienia podsunęła naszemu poznaniu - niezrozumiałą istotę - na tyle wielką i tak wspaniałą - by stała się wystarczającą i odpowiednią dla naszych strachów i ambicji - ten mechanizm naszego ciała wydaje się (tymczasowo?) skuteczny.
Przyjął się i zadomowił w umysłach bo był prosty i „zabezpieczając obrzędami nieśmiertelność” już spokojniej pozwalał zająć się po prostu życiem.

[Ten pierwszy pomysł naszego niedojrzałego poznania : skoro my mamy moc tworzenia myśli czy przedmiotów to owa wielka istota też ją musi posiadać - ale o ile większą i wspanialszą zdolność do tworzenia światów i nas samych a jeśli nas stworzyła - to chyba nas lubi? Jeśli jest wspaniała to i my też choć trochę jesteśmy wspaniali— kolejne pocieszenie.]

Dalej - Jak powstało rozróżnienie na tych którzy -w jakiś sposób przerastając „współplemieńców” zrozumieli korzyści płynące ze ślepej wiary i umiejętnie wykorzystywali ów strach ( terapeutyczne właściwości wiary czy ambicję przyduszoną krótkim życiem)- czyli jak dokonał się podział na kapłanów i wierzących w owych kapłanów jako tych którzy mają dostęp do świetlistej istoty.

Ceną - za to uspakajające sens uczucie - było podporządkowanie tym którzy zgodnie z gatunkowymi skłonnościami nauczyli się wykorzystywać ową wiarę tym bardziej - że była ślepa - co znacznie ułatwia zadanie. (stąd może ten brak zaufania do organizacji np. państwa bez silnego przywództwa - choćby to miał być jakiś kurdupel).

I tak to trwało i trwało - z niewielkimi wyjątkami (tu rzecz jasna niepoprawnie upraszczam) aż do Oświecenia - około dwustu pięćdziesięciu lat temu. Czym było Oświecenie - niespodziewanym powolnym upadkiem zabobonu - przypomnieniem antycznych wzorów poznawania - wykorzystaniem buntu uciśnionych przez kościół - buntem rozumu nielicznych - czy owym mitycznym „odczarowaniem świata” a być może owym nie mniej mitycznym „rozwojem” na który po prostu przyszedł odpowiedni czas? I czy Oświecenie działa - czy się rozwija - i czy my i nasza cywilizacja także jakoś brniemy do przodu ? (definicja -„do przodu” : czy jako gatunek jesteśmy szczęśliwsi i bezpieczniejsi niż przed Oświeceniem)

(może na początek nie zajmujmy się zmianami emocjonalnymi - bo tu jak zwykle - małpy czyli nerwowe szarpanie kierownicą a nierzadko jazda bez trzymanki do tyłu w „chwalebną historyczną przeszłość” ).


Pomijając ten przydługi wstęp (który oczywiście można pominąć) - pytanie brzmi czy Oświecenie działa?

--
Groucho : No Ravelli – proszę iść trochę szybciej.
Chico : A po co się tak spieszyć - szefie? Przecież donikąd nie idziemy.
Groucho : W takim razie ruszamy biegiem i skończmy z tym raz na zawsze.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka