Dodaj do ulubionych

Dlaczego życie uważane jest za "dobro"?

15.11.04, 20:11
Na czym właściwie polega wartość życia?
Samo w sobie życie nie jest ani dobre ani złe, lecz napewno jest bardzo cenne i wymaga poszanowania.
Ale właściwie dlaczego?

--
Mente et malleo!
Умом и молотком!
Obserwuj wątek
              • kamfora koncepcja"pożyczki" - dłuższa tyrada ;-) 18.11.04, 19:53
                Życie "dostajemy" od rodziców. Ale przecież nie "na własność"wink
                Rodzice zaciągają jak gdyby w imieniu swoich dzieci pożyczki,
                które dzieci muszą spłacać same (w całości, bez względu na to, czy tego chcą,
                czy też przeciwko temu spłacaniu protestują) . Rodzice mają za zadanie nauczyć
                dzieci korzystać z tej pożyczki.
                Te dzieci z kolei w czasie swojego życia
                zaciągają następne pożyczki - w imieniu swoich dzieci...i tak się toczy.
                Nieraz dzieci na samym początku odmawiają przyjęcia. Nieraz to potencjalni
                rodzice postanawiają się "wycofać" bo się boją, że potencjalne dzieci
                przyczynią się do szybszej "wymagalności spłaty" ich pożyczki...
                A pożyczka podobnie jak z banku - jedna w starych złotych, inna w dolarach,
                jeszcze inna w złocie czy diamentach wink. Zdarza się jednak, że ktoś, kto
                dostał mniejszą - potrafi ją lepiej wykorzystać niż ten, który większą. Nikt nie
                wie, kiedy przypada jego termin spłaty. Zdarza się, że po kilku latach już,
                a u niektórych długoterminowa, ponadstuletnia.
                Wszyscy jednak zachowują się, jakby nie chcieli pamiętać o tym, że termin
                choć niewiadomy co do daty - jest nieuchronny co do faktu.

                I teraz pozostaje problem, co(i czy) jest po spłacie owej pożyczki.
                Wierzę, że oddam co pożyczone na doczesność i wejdę tam, gdzie czeka na mnie
                obiecane (darowane na wieczną własność smile

                --
                smile)
                Ba.
                może tu?
                • otryt Re: koncepcja"pożyczki" - dłuższa tyrada ;-) 03.01.05, 18:58
                  kamfora napisała:

                  >Rodzice zaciągają jak gdyby w imieniu swoich dzieci pożyczki,

                  Gierek zaciągnął dług w imieniu swojego narodu. Dziś wynosi 92 mld euro. Ja,
                  moje dzieci a może i wnuki nie zdołamy go spłacić.

                  >przyczynią się do szybszej "wymagalności spłaty" ich pożyczki...

                  Ten termin kojarzy mi się z samobójstwami ludzi, którym zlicytuwano cały
                  majątek. Natychmiastowej wymagalności spłaty zażądały banki od Jacka
                  Karpińskiego - genialnego konstruktora (który hodował świnie), któremu
                  Japończycy, Amerykanie i Anglicy dawali góry złota, aby dla nich pracował.
                  Karpiński chciał swój talent ofiarować wolnej już Polsce i tu rozpoczął
                  inwestycję. Banki nie dały mu jej skończyć, choć raty spłacał regularnie.
                  Zlicytowali jego dom, musiał zamieszkać u swojej córki. Miałem szczęście go
                  poznać osobiście, tak uroczego i skromnego człowieka rzadko się spotyka.

                  Przychylam się do koncepcji Malwiny: życia jako wielkiego daru. Dar ten czyli
                  biblijny talent trzeba jak najlepiej wykorzystać, pomnożyć go.

                  Zaciąganie długów niejednokrotnie prowadziło do utraty wolności, ludzie stawali
                  się niewolnikami. Zaciąganie zaś długów w czyimś imieniu to zbrodnia i
                  bezprawie. Banki mi się jak najgorzej kojarzą. To symbole współczesnego
                  zdzierstwa i krętactwa. Dostałem niedawno zmianę regulaminu prowadzenia konta z
                  banku Millennium. Oto próbka:

                  Wprowadza się następujące zmiany:

                  w paragr 7
                  a) w ust.1 skreśla się słowo "pełnoletni"
                  b) skreśla się ust 2.
                  c) w ust. 5 skreśla się pkt 3

                  I takim językiem dwie strony drobnym drukiem. Możesz się nie zgodzić z nowymi
                  warunkami i w ciągu siedmiu dni musisz pobiec do banku, aby wypowiedzieć umowę.

                  Poszedłem do banku, aby uzyskac oryginał, w którym trzeba wprowadzić te zmiany.
                  Powiedzieli, ze nie mają, że jestem pierwszym klientem, który tego chce.
                  Poszedłem do innego oddziału. Tam kobieta wyraźnie niezadowolona z mojej
                  prośby, zaczęła w końcu grzebać w jakiejś szafie i po dłuższej chwili
                  wyciągnęła regulamin, który mi dała. W domu zabrałem się za poprawki. Okazało
                  się, że w ogóle nie ma tych paragrafów i punktów. Po dokładniejszym obejrzeniu
                  okazało się, że regulamin nie posiada nawet daty wprowadzenia w życie (!).

                  Może to trochę nie na temat, ale koncepcja życia jako pożyczki powszechnie
                  przyjęta, spowodowałby lawinowy wzrost samobójstw, jak sugeruje Malwina.

                  Pozdrawiam



                  • kamfora Re: koncepcja"pożyczki" - dłuższa tyrada ;-) 03.01.05, 19:28
                    No i zostałam przegłosowana wink

                    To jeszcze ostatkiem sił (w poczuciu klęski koncepcji pożyczki),
                    pozwolę sobie na przekorę: Jakże biblijny talent może być darem,
                    skoro wymagane jest abyśmy go pomnażali i "zwrócili w dwój albo trójnasób?
                    Z w r ó c i l i. A wtedy dopiero obiecana nam jest nagroda.

                    I co Ty na to, Mirku?

                    --
                    smile)
                    Ba.
                    może tu?
                      • otryt Re: koncepcja"pożyczki" - dłuższa tyrada ;-) 03.01.05, 23:02
                        ernest.wampir napisał:

                        >może trochę naciągane (a pewnie też nie na miejscu hehe), ale nigdy nie byłem
                        >zwolennikiem dosłownego odczytywania Ewangelii

                        To wcale nie jest naciągane. Przypowieści służyły pokazaniu przez Jezusa
                        bardziej skomplikowanych prawd, opowiadając o sprawach prostych, zrozumiałych
                        dla tamtych ludzi a więc wziętych z życia pasterzy, rolników, rybaków, kupców.
                        Kupiec musiał pomnażać swój majątek, było to dla wszystkich oczywiste. Język
                        przypowieści był dla nich konkretny i najbardziej zrozumiały.

                        Dla mnie w przypowieści o talentach, rozumianych jako otrzymany dar, chodzi o
                        przyjęcie tego daru i przekazywanie go dalej, innym ludziom. Takim talentem
                        może być nasze życie, czas nam dany, nasze zdolności, wiara, wiedza, dobro. Ten
                        jeden talent, który wszyscy dostają to po prostu życie. Wszyscy możemy
                        ofiarowywać swój czas innym, można dzielić się swoją wiedzą, służyć innym
                        wykorzystując swoje umiejętności, tworzyć dobro wokół siebie. Pod koniec życia
                        będzie zrobiony bilans, jak wykorzystaliśmy dane nam życie czy ktoś jest
                        wierzący czy też nie.

                        Pozdrawiam



                    • otryt Re: koncepcja"pożyczki" - dłuższa tyrada ;-) 04.01.05, 08:42
                      kamfora napisała:

                      >Jakże biblijny talent może być darem,
                      >skoro wymagane jest abyśmy go pomnażali i "zwrócili w dwój albo trójnasób?
                      >Z w r ó c i l i. A wtedy dopiero obiecana nam jest nagroda.

                      Dostajesz cenny dar. Nie zakopujesz go w ziemi,lecz dzielisz się nim,
                      przekazujesz dalej. Gdy dajesz innym, to tak jakbyś Bogu zwracała. "Cokolwiek
                      zeście uczynili jednemu z moich braci, mnieście uczynili."

                      Myślę, że nie można w sposób dosłowny rozumieć tej przypowieści. Dla ludzi
                      współczesnych Chrystusowi taka pedagogika była zrozumiała. Każdy kupiec
                      wiedział jak należy obchodzić się z pieniądzem, aby go pomnożyć.

                      Pozdrawiam


                  • josarna Re: koncepcja"pożyczki" - dłuższa tyrada ;-) 27.01.05, 21:51
                    otryt napisał:
                    > Ten termin kojarzy mi się z samobójstwami ludzi, którym zlicytuwano cały
                    > majątek. Natychmiastowej wymagalności spłaty zażądały banki od Jacka
                    > Karpińskiego - genialnego konstruktora (który hodował świnie), któremu
                    > Japończycy, Amerykanie i Anglicy dawali góry złota, aby dla nich pracował.
                    > Karpiński chciał swój talent ofiarować wolnej już Polsce i tu rozpoczął
                    > inwestycję. Banki nie dały mu jej skończyć, choć raty spłacał regularnie.
                    > Zlicytowali jego dom, musiał zamieszkać u swojej córki. Miałem szczęście go
                    > poznać osobiście, tak uroczego i skromnego człowieka rzadko się spotyka.

                    Sprawa Jacka Karpińskiego leży mi na sercu od bardzo wielu lat. Nie mogę
                    pogodzić z tym ,że konstruktor najlepszego swego czasu komputera na świecie
                    musiał przegrać swoje życie. Dlaczego? Czy nie byłoby warto zastanowić się nad
                    tym? Może jego przypadek pomógłby innym nie popełniać pewnych błędów? A może
                    nie dało się ich ustrzec? Mam kilka przemyśleń na ten temat, ale to chyba nie w
                    tym wątku.
            • kamfora obiektywny sens życia 18.11.04, 19:16
              Człowiek chce żyć, dopóki jego życie ma sens d l a n i e g o.
              Może się zdarzyć, że mnóstwo ludzi będzie postrzegać życie X jako
              wielce sensowne, że życie X przyczyni się do przywrócenia poczucia sensu
              życia wielu innym ludziom - a mimo to X nie znajdzie sensu w swoim życiu
              i będzie pragnął je zakończyć "przed czasem".
              --
              smile)
              Ba.
              • ernest.wampir Re: obiektywny sens życia 18.11.04, 20:21
                kamfora napisała:

                > Człowiek chce żyć, dopóki jego życie ma sens d l a n i e g o.
                to jest bez wątpienia SUBIEKTYWNY sens życia.
                OBIEKTYWNY sens życia jest zawarty w samym ISTNIENIU, jeśli istniejesz, to
                twoje życie, już przez sam fakt istnienia, ma sens.
                  • ernest.wampir Re: sens jako taki 18.11.04, 20:42
                    "działanie sensowne" utożsamiam po prostu z "działaniem" smile
                    Kamforo, to nie jest tak,że nie zgadzam się z Twoimi poglądami, tylko te same
                    terminy rozumiemy w inny sposób.

                    Ty przez "działanie sensowne" rozumiesz działanie, które jest zgodne z pewnymi
                    zasadami (np. racjonalność). To jest potoczne znaczenie słowa SENS i nie kłóci
                    się z moim rozumieniem sensu z poprzednich postów, ponieważ dotyczy czegoś
                    innego.

                    W moim przekonaniu sens ma cośco istnieje, ponieważ istnieje z jakiegoś powodu
                    (po coś).

                    Działanie może mieć więc sens w co najmniej dwóch znaczeniach:
                    1. działanie ma sens przez sam fakt, że zostało podjęte, bo zostało podjęte w
                    jakimś celu.
                    2. działanie ma sens (w potocznym tego słowa znaczeniu) bo jest racjonalne.
                    • kamfora Re: sens jako taki 18.11.04, 21:04
                      ernest.wampir napisał:

                      > "działanie sensowne" utożsamiam po prostu z "działaniem" smile

                      A co w takim razie rozumiesz przez "działanie bezsensowne"?wink

                      > Kamforo, to nie jest tak,że nie zgadzam się z Twoimi poglądami, tylko te same
                      > terminy rozumiemy w inny sposób.

                      Właśnie cały czas chodzi mi o uściślenie terminów.

                      > Ty przez "działanie sensowne" rozumiesz działanie, które jest zgodne z pewnymi
                      > zasadami (np. racjonalność). To jest potoczne znaczenie słowa SENS i nie kłóci
                      > się z moim rozumieniem sensu z poprzednich postów, ponieważ dotyczy czegoś
                      > innego.

                      No właśnie, że nie wink
                      Dla mnie "działanie sensowne" znaczy tyle, co mądre/dobre.
                      Natomiast "działanie racjonalne" wcale nie musi być sensowne, a jedynie
                      prowadzące do osiągnięcia jakiegoś zamierzonego celu.

                      > W moim przekonaniu sens ma cośco istnieje, ponieważ istnieje z jakiegoś powodu
                      > (po coś).

                      Czyli według Ciebie nie ma sensu jedynie pytanie o sens? wink

                      > Działanie może mieć więc sens w co najmniej dwóch znaczeniach:
                      > 1. działanie ma sens przez sam fakt, że zostało podjęte, bo zostało podjęte w
                      > jakimś celu.
                      > 2. działanie ma sens (w potocznym tego słowa znaczeniu) bo jest racjonalne.

                      Te dwie definicje są identyczne smile
                      --
                      smile)
                      Ba.
                      może tu?
                      • ernest.wampir Re: sens jako taki 18.11.04, 21:35
                        kamfora napisała:
                        > ernest.wampir napisał:
                        >
                        > > "działanie sensowne" utożsamiam po prostu z "działaniem" smile
                        >
                        > A co w takim razie rozumiesz przez "działanie bezsensowne"?wink

                        brak działania (nie w sensie zaniechania, ale w sensie nie istnienia,
                        zaniechanie jest chyba pewną formą działania)

                        >
                        > No właśnie, że nie wink
                        > Dla mnie "działanie sensowne" znaczy tyle, co mądre/dobre.
                        > Natomiast "działanie racjonalne" wcale nie musi być sensowne, a jedynie
                        > prowadzące do osiągnięcia jakiegoś zamierzonego celu.

                        nie chodziło mi o to, że rozumiesz "sens" potocznie, ale że INACZEJ niż ja
                        (przynajmniej w tej konkretnej wymianie poglądów, bo intuicyjnie pewnie
                        większośćrzeczy rozumiemy tak samo smile )

                        >
                        > Czyli według Ciebie nie ma sensu jedynie pytanie o sens? wink

                        pytanie o sens ma sens w takim znaczeniu, w jakim ja je przedstawiłem, w
                        znaczeniu "twoim" może nie miećsensu (jeśli zostało postawione w sytuacji lub
                        użyte w kontekście sprawiającym że jest niemądre)

                        > > Działanie może mieć więc sens w co najmniej dwóch znaczeniach:
                        > > 1. działanie ma sens przez sam fakt, że zostało podjęte, bo zostało podję
                        > te w
                        > > jakimś celu.
                        > > 2. działanie ma sens (w potocznym tego słowa znaczeniu) bo jest racjonaln
                        > e.
                        >
                        > Te dwie definicje są identyczne smile
                        tak, ale nie z powodu błedu merytorycznego, po prostu użyłem błędnego
                        przykładu. Zamiast słowa "racjonalne" trzeba wstawić słowo np. "mądre". Zauważ,
                        że zbiór 1 nie jest sprzeczny z 2, tylko 1 zawiera 2.
                        • kamfora Re: sens jako taki 18.11.04, 22:13
                          ernest.wampir napisał:

                          > > Te dwie definicje są identyczne smile
                          > tak, ale nie z powodu błedu merytorycznego, po prostu użyłem błędnego
                          > przykładu. Zamiast słowa "racjonalne" trzeba wstawić słowo np. "mądre".
                          > Zauważ, że zbiór 1 nie jest sprzeczny z 2, tylko 1 zawiera 2.

                          No nie obraź się, ale i w tym wypadku sobie pozwolę nie zgodzić się.
                          Wyobraź sobie, że ktoś zaczął jeść coś szkodliwego w celu zachorowania.
                          Czy takie działanie można nazwać sensownym? Można - w przypadku rozumienia
                          "działania sensownego" jako "racjonalnego", czyli prowadzącego do zamierzonego
                          celu. Z mądrością wiele wspólnego jednak takie działanie nie ma.
                          Drugi przykład - ktoś wali cały dzień w bęben w celu nakarmienia kota.
                          Czy to działanie jest sensowne? W jakim rozumieniu tego słowa?

                          --
                          smile)
                          Ba.
                          może tu?
                          • ernest.wampir Re: sens jako taki 18.11.04, 22:34
                            kamfora napisała:
                            > Drugi przykład - ktoś wali cały dzień w bęben w celu nakarmienia kota.
                            > Czy to działanie jest sensowne? W jakim rozumieniu tego słowa?
                            >
                            w takim , jakie Ty zaproponowałaś, oczywiście jest to działanie bezsensowne.

                            Żeby bliżej zobrazować o co chodziło mi na samym początku podam jeszcze inny
                            przykład (abstrahując zupełnie od kwestii wiary). Załóżmy, że facet wali w ten
                            swój bęben żeby nakarmić kota. Czy dla osoby wierzącej, że nic się nie dzieje
                            bez woli Boga, jest to działanie bez sensu? Czy w takim razie Bóg tego
                            działania nie "zaplanował"? Nie jest wszechmocny, czy pozwala na działania bez
                            sensu? Mam talent do niefortunnych przykładów smile
                            • kamfora Re: sens jako taki 18.11.04, 23:28
                              ernest.wampir napisał:

                              > Czy dla osoby wierzącej, że nic się nie dzieje
                              > bez woli Boga, jest to działanie bez sensu? Czy w takim razie Bóg tego
                              > działania nie "zaplanował"? Nie jest wszechmocny, czy pozwala na działania bez
                              > sensu? Mam talent do niefortunnych przykładów smile

                              "Z woli Boga" mamy wolną wolę smile "Planowanie" boskie jako pozaczasowe
                              nijak się chyba ma do tego, które (w ludzkim rozumieniu) wyprzedza działanie.

                              Nie wiem dlaczego mamy skłonność do skrajności. Albo w ogóle odmawiamy Bogu
                              racji bytu stawiając człowieka na szczycie, albo sprowadzamy człowieka do roli
                              marionetki w rękach jakiegoś Demiurga.

                              --
                              smile)
                              Ba.
                              może tu?
                              • ernest.wampir Re: sens jako taki 18.11.04, 23:43
                                kamfora napisała:
                                >
                                > "Z woli Boga" mamy wolną wolę smile "Planowanie" boskie jako pozaczasowe
                                > nijak się chyba ma do tego, które (w ludzkim rozumieniu) wyprzedza działanie.

                                no wreszcie smile
                                jest różnica znaczeniowa między pojęciem "planowanie" w znaczeniu ludzkim i
                                boskim. I właśnie o różnicę znaczeniową pojęcia "działanie sensowne" mi
                                chodziło smile

                                pozdrawiam, idę spać, znowu za długo siedziałem
            • ernest.wampir Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 18.11.04, 20:09
              abstrakt2003 napisał:

              > Sugerujesz że istnieje obiektywny sans życia? Mi zawsze się wydawało że jest
              to
              > pojęcie całkowicie subiektywne.
              >
              bardzo ni lubię, kiedy brak argumentów tuszuje się relatywizmem.
              a jeśli mówisz serio, to tak, masz rację, "sens życia" można rozumieć jako
              pojęcie subiektywne, zresztą prawdopodobnie każde pojęcie można rozumieć na
              wiele różnych sposobów, ALE TO NIE OZNACZA ŻE NIE ISTNIEJĄ POJĘCIA OBIEWKTYWNE.
    • jaro_ss Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 17.11.04, 06:19
      W sensie klasycznym dobro jest czymś co istnieje i zmusza do odniesienia się
      woli do tego, np pożywienie jest i kieruje wolę do jedzenia...

      W tym aspekcie nasza świadomość znajduje oddźwięk tej podstawowej
      treści "dobra" i życie traktuje jako dobro, w zasadzie. Reszta to poglądy ...
      mniej lub więcej trafne :o)

      W tym znaczeniu samobójstwo - umierać za poglądy?
      Filozoficznie tak, chociaż jest to raczej problem psychologiczny, a filozofia w
      tym przypadku jest próbą racjonalizacji.....
      • ernest.wampir Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 17.11.04, 22:34
        jaro_ss napisał:
        >
        > W tym znaczeniu samobójstwo - umierać za poglądy?
        > Filozoficznie tak, chociaż jest to raczej problem psychologiczny, a filozofia
        w
        >
        > tym przypadku jest próbą racjonalizacji.....
        to byłby ciekawy temat na osobny wątek, czym jest samobójstwo (z filozoficznego
        punktu widzenia)
        • ilmatar Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 17.11.04, 22:59
          > to byłby ciekawy temat na osobny wątek, czym jest samobójstwo (z filozoficznego
          > punktu widzenia)

          Otwórz taki wątek. Ciekawa jestem ilu filozofow się zechce wypowiedzieć i czy przytoczą 'uznane
          poglądy', czy wyrażą własne?
          wink

          PS. Nie chcę obrażać, Boże broń, filozofów...
          • jaro_ss Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 18.11.04, 05:52
            Czy samobójstwo jest problemem filozoficznym?
            Może z punktu widzenia egzystencjalistycznego, gdzie istenieni bytu jest
            przepełnione troską, ale i trwogą w obliczu swej skończoności i nietrwałości
            przeżywanej w czasie.

            Po prostu troska o istnienie nie spełniła swojego zadania...

            Ale jakoś nie mam weny w tym kierunku.

            W świetle teorii bytu i poznania - nie jest to problemem, co najwyżej aktem
            woli pewnej struktury, ktora jest potencjalnie zdolna do takiego czynu....

            • oldpiernik Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 18.11.04, 09:15
              Ponieważ śmierć i tak jest nieunikniona, samobójstwo jest co najwyżej aktem
              zniecierpliwienia. wink

              Życie nie jest dobrem.
              Jest stanem, jak ktoś już zauważył, nietrwałym.
              Czy istnienie można utożsamiać z życiem?
              Tu się zaczyna rozdźwięk...


              OLDNIEUTOŻSAMIA
              --
              ...ale kogo to obchodzi...
              • jaro_ss Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 18.11.04, 12:23
                Istnienie można utożsamiać z życiem, ale tu filozofia się kończy... zaczyna być
                to zbyt prozaiczne...
                Istnienie jest terminem fil. szerszym, sposób istnienia bytu jest właściwy
                wszystkim bytom, nawet tym niekategorialnym, i innym niż realne...

                Isnienie jest czymś nietrwałym, to punkt do budowania metafizyki
                egzystencjalistycznej, choć niektórzy mogą mówić bardziej kategorialnie - o
                życiu, ale to już bardziej literaturą trąci :o)

                Czy samob-stwo jest oznaką zniecierpliwnienia? Raczej oznaką, że nie ma już
                więcej nic do powiedzenia swoim istnieniem....

                Formą milczenia z braku inwencji....
                • ernest.wampir Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 18.11.04, 20:25
                  jaro_ss napisał:
                  >
                  > Czy samob-stwo jest oznaką zniecierpliwnienia? Raczej oznaką, że nie ma już
                  > więcej nic do powiedzenia swoim istnieniem....
                  >
                  > Formą milczenia z braku inwencji....

                  ja widzę samobójstwo raczej jako dramatyczny wyraz niezrozumienia (że życie ma
                  sens nawet jeśli go nie widzimy, nie rozumiemy).
                • kamfora Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 18.11.04, 20:16
                  abstrakt2003 napisał:

                  > No właśnie ŻYCIE JEST DOBREM! Czuję to, lecz nie potrafię tego uzasadnić!
                  > To strasznie mnie denerwuje!

                  No a może dałoby się to uzasadnić przez analogię?
                  Język jest dobrem narodowym. Kultura jest dobrem ogólnoludzkim.

                  A życie jest dobrem każdego człowieka z osobna.

                  --
                  smile)
                  Ba.
                  może tu?
                  • jul.s Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 19.11.04, 10:50

                    > No a może dałoby się to uzasadnić przez analogię?
                    > Język jest dobrem narodowym. Kultura jest dobrem ogólnoludzkim.
                    >
                    > A życie jest dobrem każdego człowieka z osobna.

                    .........sądzę że są to "rzeczy" nieporównywalne , dla mnie z różnych "półek"

                    .........jul
              • kamfora samobójstwo 18.11.04, 20:10
                oldpiernik napisał:

                > Ponieważ śmierć i tak jest nieunikniona, samobójstwo jest co najwyżej aktem
                > zniecierpliwienia. ;

                Albo chęcią ujrzenia jak najszybciej "na własne oczy" co tak naprawdę jest (i
                czy) po drugiej stronie śmierci smile
                Przeważnie jednak samobójstwo jest chęcią sprawdzenia, czy komukolwiek
                (a właściwie czy tej konkretnej osobie) zależy na moim życiu, czy
                zauważy?
                ---
                smile)
                Ba.
                może tu?
              • ernest.wampir Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 18.11.04, 20:29
                oldpiernik napisał:
                >
                > Życie nie jest dobrem.
                > Jest stanem, jak ktoś już zauważył, nietrwałym.
                > Czy istnienie można utożsamiać z życiem?
                > Tu się zaczyna rozdźwięk...
                istnienia nie można utożsamiać z życiem, ale na odrót, jak najbardziej.
                jeśli istnienie zaś utożsamimy z dobrem...
                • jaro_ss Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 19.11.04, 06:45
                  W myśleniu filozofii klasycznej, dobra nie można o tyle uzasadnić, że
                  oddziałuje ono nie na intelekt, lecz na wolę. W pierwotnym ujęciu dobro nie ma
                  wydźwięku moralnego, lecz jest właściwością bytu, treścią nakłaniającą do
                  działania, konkretnwgo użycia bytu. Tak więc życie będzie właściwością bytów
                  ożywionych, treścią wpisaną w ich istnienie...
                  Odrzucając życie (w sensie intelektualnym, nie piszę o jakimś tam samo-bstwie)
                  neguje się istnienie bytu, a to trudne, bo istnienie realne narzuca się samo
                  przez się...
                  W sensie egzystencjalnym istnienie jest rzeczą najbardziej dla bytu
                  istniejącego, a właściwie jedyną realną... i mu dostępną...
                  Lecz tu byt musi sam nadać swojemu życiu wartość, i w ten sposób odnaleźć w nim
                  dobro moralne. W myśl późniejszych egzystencjalistów (Marcel, Levinas) pomada w
                  tym spotkanie Innego (innego bytu świadomwgo w swym istnieniu), Lewinas powie
                  nawet "Inny jest zawsze przede mną" i będzie ustawiał moralność jako coś
                  pierwotnego w bycie...
                  Ale można też zauważyć, że po wyosobieniu, po rozeznaniu co jest "mną" a
                  co "rzeczami" w świecie, umysł osiąga możliwość spojrzenia na siebie jako
                  na "Innego" i w ten sposów oprócz pierwotnej troski o swoje istnienie w
                  świadomości nietrwałości ku śmierci, może spojrzeć na swoje istnienie jako na
                  dobro moralne...
                    • witekjs Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 19.11.04, 10:23
                      Założenie, że jest "dobrem" jest jednym z możliwych.
                      Myślę, że dla wielu może być ONO, przez cały czas Jego trwania złem.
                      Pasmem nieszczęśliwych wydarzeń, ułomności, osamotnienia, bólu.
                      Wiadomo jednak, że i tacy ludzie przeżywają chwile radości, szczęścia, sukcesu
                      i triumfu.
                      Zależy to przecież od ich możliwości, wiedzy i zmieniających się potrzeb.
                      Chyba trzeba powiedzieć, że nie wiemy dokładnie co i dla kogo jest dobrem.
                      Wiemy również, że wielu ludzi, którzy obdarzeni przez naturę i los w sposób
                      niezwykły, nie odbierają tego jako DOBRO.
                      Tęsknią za czymś, co dla innych nie ma żadnej wartości.
                      Tak to, dochodzimy do paradoksu, który większość z nas w jakimś stopniu, w
                      różnych okresach swego życia, mogła odczuwać.

                      Pozdrawiam. Witek


                      --
                      FXLPLUS

                      Kawiarenka Bis
    • taaniej Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 21.11.04, 19:55
      właściwie dyskusja już się zakończyła. jak zwykle spóźniłam się.
      dodam tylko, że pytanie o sens życia, o jego wartość uważam za zbędne. życie
      jako takie jest czystą biologią, procesem chemicznym. nie potrzeba do niego
      świadomości. to my ludzie nadajemy rzeczom faktycznym i abstrakcyjnym jakieś
      wartości, wynosimy je ponad inne lub deprecjonujemy. i to jest właśnie
      interesujące; skąd w nas ta potrzeba nadawania wartości, tworzenia ideałów? bo
      przecież dobro, sprawiedliwość, miłość, altruizm itp, to takie nasze
      człowiecze "gadżety".
      dlaczego życie jest dobrem? tak jak to ktoś wyżej napisał, sam fakt istnienia
      pozwala na zadanie tego pytania. a więc jest dobre, bo daje możliwość zadawania
      pytań, myślenia. ale czy myślenie jest dobre? mam coraz więcej wątpliwości.
      zauważyliście, że bezmyślnym lepiej się żyje?
      --
      bo czyż pod stołem, który nas dzieli, nie trzymamy się wszyscy tajnie za ręce?
      • kamfora Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 21.11.04, 22:23
        taaniej napisała:

        > dodam tylko, że pytanie o sens życia, o jego wartość uważam za zbędne. życie
        > jako takie jest czystą biologią, procesem chemicznym. nie potrzeba do niego
        > świadomości. to my ludzie nadajemy rzeczom faktycznym i abstrakcyjnym jakieś
        > wartości, wynosimy je ponad inne lub deprecjonujemy.

        No i dyskusja toczy się jedynie między nami - ludźmi wink

        (A co do "poglądów" nie-ludzi możemy się tylko domyślać wink
        --
        smile)
        Ba.
        może tu?
              • scand Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 23.11.04, 10:04
                > na marginesie dyskusji - kultura nic nie niszczy. Niszcza karabiny
                >
                >
                > > ( tak jak kultura konkwistadorow zniszczyła kultury indiańskie .. )


                Ech, jedna kultura wypiera drugą nawet gdyby przyszła nie w postaci zakutych w
                żelazo konkwistadorów ale uzbrojonych jedynie w habity misjonarzy.
                Po prostu jeśli kultury dysponują niekompatybilnymi zestawami wartości to jeden
                musi zwyciężyć. Synteza tylko czasami jest możliwa, ale nawet i synteza jest
                przecież pewnym zniszczeniem oryginału.
                • witekjs Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 23.11.04, 22:52
                  Zastanawiam się nad tym co ostatnio piszecie i myślą, że nie może powstać
                  rzeczywista synteza kultur.
                  Któraś z nich, wraz z jej cywilizacją "zwycięża".
                  Bywa przecież i tak, że nie niszcząc "karabinem" ni mieczem ludzi, zostaje
                  wchłonięta i staje się dominującą w miejscu, gdzie jej przedstawiciele
                  stanowili mniejszość, teoretycznie słabszą.
                  Zaczyna dominować wraz z alfabetem, raligią, ideami, nauką choćby przez kilka
                  wieków, nad ogromnymi terenami i licznymi ludami /Chazaria, Persja/.
                  Scand ma rację, że taka "synteza" jest, jednocześnie zniszczeniem oryginału.
                  Nawet w mikro skali...

                  Pozdrawiam. Witek
                  --
                  FXLPLUS

                  Kawiarenka Bis
                  • scand Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 24.11.04, 13:40
                    Im większa odległość kultur tym większa szansa zniszczenia. W przypadku kultur
                    z innych układów słonecznych ( od tego zaczął sie ten podwątek) zniszczenie
                    jest prawie pewne chyba że ... zostaniemy wpisani na galaktyczną listę ochrony
                    dziedzictwa kulturowego wink
                • witekjs Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 23.11.04, 22:55

                  Zastanawiam się nad tym co ostatnio piszecie i myślą, że nie może powstać
                  rzeczywista synteza kultur.
                  Któraś z nich, wraz z jej cywilizacją "zwycięża".
                  Bywa przecież i tak, że nie niszcząc "karabinem" ni mieczem ludzi, zostaje
                  wchłonięta i staje się dominującą w miejscu, gdzie jej przedstawiciele
                  stanowili mniejszość, teoretycznie słabszą.
                  Zaczyna dominować wraz z alfabetem, raligią, ideami, nauką choćby przez kilka
                  wieków, nad ogromnymi terenami i licznymi ludami /Chazaria, Persja/.
                  Scand ma rację, że taka "synteza" jest, jednocześnie zniszczeniem oryginału.
                  Nawet w mikro skali...

                  Pozdrawiam. Witek


                  --
                  FXLPLUS

                  Kawiarenka Bis
                  • jaro_ss Życie / kultura 24.11.04, 08:14
                    Z tego by wyglądało, że kultura jest ekwiwalentem życia, na poziomie społecznym.

                    Kultury ewoluują, bo jednostkowe historie tworzących je realnie ludzi są
                    przesiąknięte indywidualną motywacją, mentalnością, jednak pojawiają się też
                    ograniczenia wynikające z komunikacji społecznej i zjawiska, które na poziomie
                    jednostki nie występują. Niemniej jednak, choć żal mi kultury Azteków, to po
                    prostu, nie da się utrzymać jakiejś kultury w stanie "utrwalonym", zawsze życie
                    pisze swój własny scenariusz, kulturom i zbiorowościom też...
                    • scand Re: Życie / kultura 24.11.04, 13:43
                      Ja nie żałuję Azteków - to była krwawa i despotyczna kultura, nie lubiana nawet
                      przez inne szczepy zarządzane przez Azteków ( stąd też taki oszałamiający
                      sukces Corteza )
    • josarna Re: Dlaczego życie uważane jest za "dobro"? 28.01.05, 17:07
      abstrakt2003 napisał:
      Samo w sobie życie nie jest ani dobre ani złe, lecz napewno jest bardzo cenne i
      > wymaga poszanowania.
      > Ale właściwie dlaczego?
      Chyba dlatego, że nasze istnienie w ogóle nam się przytrafiło spośród miliardów
      możliwych bytów, jakie mogły powstać z naszych rodziców. To tak, jakby ktoś
      podniósł ziarnko piasku na plaży i zachwycił się nim.
      Poza tym jest to duża szansa, by np. coś po sobie zostawić.
      Ale czy rzeczywiście jest cenne? To zależy od nas i zbiegu okoliczności.
      Chyba jednak nie zawsze jest takie cenne...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka