Dodaj do ulubionych

Rozżarlam się do białości

16.07.07, 20:13
na forum Wiadomości w dyskusji o profesorze
Bartoszewskim. "Ałtorytet", "elyta" "uzurpator tytułów", a nawt "zdrajca".
Nie chcę tutaj przyciągać złych emocji z tamtego forum, ale mam pytanie
proste, może już wałkowaliście ten temat, jeśli tak to skasujcie mój post i
potraktujcie jako niebyły, ale co to znaczy dla Was pojęcie autorytetu, jak
jecie to na obiad i kolację, ewentualnie pijecie z poranną kawą. Jak się to
ma u "nasz" w życiu codziennym, jakim autentycznym ktoś może być odnośnikiem?
--
Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
Edytor zaawansowany
  • okimita 16.07.07, 22:07
    Taki upał, skoro do białości to ja tam nie wchodzę. A o Bartoszewskim
    to ja nie wiele mogę, bo nie zwracam uwagi co on mówi, ale jak on mówi
    i mam wrażenie, że uniesie się, wyfrunie i usiądzie na żyrandolu.
    A że ma być o autorytecie to Frydzio Engels w swym "O zasadzie autorytetu"
    rzecz ujął tak: "-oznacza poddanie czyjejś woli, mojej woli"
    Tyle Frydzio, a o autorytetach wg. mi, to:
    -są autorytety zniewalające, prawie niemożliwe zrobienie kroku bez
    naśladowania tegoż autorytetu,
    -są autorytety (ogórkowo) sezonowe, można ich nawet lubić, coś tam naśladować
    ale z pewnym własnym dystansem,
    - na koniec, są autorytety chwilowe np: autorytetem jest dla mnie policjant,
    który wlepia mi mandat za przekroczenie a do którego ja się głupio uśmiecham
    mając nadzieje, że coś odpuści.
    Próbowałem być autorytetem, tak tak!, ale z własnym kotem mi nie wyszło.
  • fedorczyk4 16.07.07, 22:21
    Oszsz Ty w życiu to Ty tak na codzień z Engelsem i kotem? A generalnie to ja
    sie nie pytam o definicje, nawet prywatne, ja się pytam o relacje:autorytet a
    strawa nasza codzienna. Jeśli i czy, wogóle taka relacja istnieje. Oczywiście
    autorytetu pana politzmajstra z bloczkiem mandatowym takoż nie podważam. Z
    kotami też mi nie wyszło i skalpują mnie co rano w brzasku jutrzenki zarannej,
    ale bardzo się staram żeby ani one, ani on, jednak nie stanowiły dla mnie
    autorytetu na pozostałe części dnia do przeżycia.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • kamfora 17.07.07, 07:26
    O autorytetach można na okrągło smile
    Każdy potrzebuje - chociaż nie każdy potrafi tę potrzebę zaakceptować
    i (co jeszcze trudniejsze) - przyznać się innym, że potrzebuje.

    Wydaje mi się, że często (zbyt często) autorytet (człowiek, który jest
    autorytetem w pewnej/pewnych dziedzinach) jest utożsamiany z "guru"(autorytet w
    każdej dziedzinie), a stąd już tylko krok do uznania boskości tego człowieka
    (i wielkiego zawodu/oburzenia, gdy jednak okazuje się tej boskości nie
    przejawiać).

    Czas mnie goni - muszę uciekać. Ale do autorytetowego wątka wrócę na pewno smile

    --
    smile)
    Ba.
  • witekjs 17.07.07, 08:37
    Poczytałem trochę w forum Wiadomości i zastanawiam się czy jest jakiś sens w
    przemawianiu do ludzi o takiej mentalności...
    Towarzystwo tam pisujące nie jest nastawione na dialog.
    Można tam jedynie nasłuchać się koncertowo konstruowanych inwektyw, w stosunku
    do siebie i obecnie "obalanych", wykształciuchowych autorytetów.
    Taki problem istnieje nie tylko w internecie, tak chyba wygląda "rozmowa" w
    Narodzie...
    Wydaje mi się, że jeszcze nigdy nie było tak głębokich podziałów.
    Dzięki różnorodności mediów oraz internetowi, tak mocno widocznych i na
    wszystkich oddziałujących.
    Obserwujemy przeniesienie do domów i internetu zapiekłości dyskusji politycznych
    autorytetów i "autorytetów" w Tv i radio.
    Rozkwita to również dzięki rzeszy komentatorów, w tym profesorów i doktorów,
    "niezależnych publicystów", i dla nas nowej kategorii, przez Tuwima zwanej
    "żurnalią robaczywą".
    Nasze pisanie, to tylko próba ubrania w miarę sensowną i nie ordynarną formę
    naszych frustracji.
    W czasach "dyktatury ciemniaków", nie było takich dyskusji i tak silnych emocji.
    Nic nie mieliśmy do powiedzenia i obawialiśmy się nawet rozmawiać, do czego
    jeszcze nie doszło...

    Muszę kończyć, wracam późno.
    Witek
  • okimita 17.07.07, 17:06
    Droga Fedorczyk, ja już nic z tego..., zadajesz pytanie: co znaczy dla Was
    pojęcie autorytetu i o autorytet w życiu codziennym. W nast. wątku: że nie
    pytasz o definicje nawet własne, a o autorytet a strawa nasza codzienna.
    To ja się tu teraz zapytowywuje jak odróżnić autorytet ten na codzień
    i ten od święta. Wypuściłaś Dżina, a,a, nie wiem czy ta "strawa" to eufemizm,
    czy o autorytet do konsumpcji
  • fedorczyk4 17.07.07, 19:52
    Aaa sam sobie wybieraj, w zaraniu pytania raczej chodziło mi o taki autorytet
    do którego odwołujemy się non stop, powtarzam jeśli taki mamy. Np. może nigdy
    nie była dla mnie autorytetem w pełnym tego słowa znaczeniu moralnym, a już na
    pewno nie intelektualnym, bo to był Miś o Bardzo Małym Rozumku. Była natomiast
    nie do pobicia jeśli chodzi o umiejętność cieszenia się, bycia szcęśliwą i
    bawienia się w i Zyciem. Więc towarzyszy mi od rana jako autorytet w kwestii
    miłego preżycia kolejnego dnia. Moja szalona i radosna Babcia.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • okimita 17.07.07, 21:08
    No dobrze, zmylił mnie: autorytet na codzień i Bartoszewski, do kawy tak,
    a na codzień to prędzej ks. Tischner i to jego "twoja prowda, moja prowda,
    g.... prowda" i nie tylko to.
  • witekjs 18.07.07, 09:29
    Z tego co obserwujemy, choćby w naszym kraju widać jednoznacznie, że większość
    ludzi stale musi mieć autorytety.
    Uwalnia to od myślenia i wielu się wydaje, że chroni przed odpowiedzialnością.
    Innym się wydaje, że są niezależni i to tak dalece, że pretendują do tego aby
    ich za autorytet uważać - również na mikro skalę.

    Nierzadko zdarza się to ludziom z tytułami, którym się zdaje, że ich wiedza o
    drzewach, robaczkach lub filozofii religii plasuje ich w czołówce myśli
    społeczno-politycznej.

    Jeszcze inni, zwalczając zastane autorytety nie zdają sobie sprawy, że działają
    zgodnie z wolą tych, którzy mając możliwość wpływu propagują następne, nierzadko
    swojego - szwagra lub "proboszcza"...
    Bywają żałośnie śmieszni, kiedy siłę lub władzę mylą z autorytetem.

    Trzeba jeszcze wspomnieć o jakich autorytetach mówimy.
    Najczęściej myślimy o moralnych, dlatego tak intensywnie wyszykuje się różne
    "plamy" na ich życiorysach.
    Nawet tuż po ich śmierci.

    Prawdziwe autorytety najczęściej z onieśmieleniem konstatują, że są tak
    postrzegani, również w dziedzinach, którymi się nie zajmują.
    Stale poznając jakąś część wiedzy, z wiekiem najczęściej z zakłopotaniem
    uświadamiają sobie jak ograniczona była ich dotychczasowa.
    Raczej nie usposabia to do wymądrzania się na każdy temat.

    Chyba, że nie zdają sobie sprawy, że i Napoleonów spotyka się obecnie w
    niektórych miejscach...

    Pozdrawiam. Witek
  • okimita 18.07.07, 17:56
    A,a, Witekjs-ie, stoisz sobie na wzgórzu z ręką za pazuchą, patrzysz na
    ludzkie zmagania, i ci do odstrzału, a ci do awansu, nic nie darujesz.
    To ja już wolę Fedorczyk i jej "nieznośną lekkość bytu". A może by tak
    z perspektywy "lotu nad kukułczym gniazdem"
  • kamfora 18.07.07, 18:53
    witekjs napisał:

    > Z tego co obserwujemy, choćby w naszym kraju widać jednoznacznie, że większość
    > ludzi stale musi mieć autorytety.

    W tym miejscu nic mi lepiej nie pasuje jak "jestem za a nawet przeciw" wink

    Bo z jednej strony zgadzam się, że "większość ludzi stale musi mieć autorytety"
    a z drugiej strony uważam, że nie większość - tylko wszyscy i nie tylko w
    naszym kraju - ale na całym świecie i na dodatek nie uważam tego za coś
    negatywnego. Pozostaje jeszcze tylko jedna mała kwestia: niejednoznacznej
    definicji autorytetu. Bo dla jednych autorytetem będzie ktoś, do kogo się będą
    odwoływać na zasadzie "czy by POWIEDZIAŁ, że moja decyzja jest dobra"
    (i niekoniecznie przy każdej decyzji będzie to świadome odwołanie)
    a dla drugich autorytetem będzie ktoś, kto POWIE konkretnie w danej chwili
    jaką decyzję podjąć.
    Rozróżnienie wydaje się ważne w momencie, gdy staramy się uzasadnić swoje
    decyzje innym ludziom a zwłaszcza dzieciom ciekawym dlaczego "powinno się
    postępować tak a nie inaczej w danej sytuacji" i nie zadowolonym z
    odpowiedzi: "bo tak".



    --
    smile)
    Ba.
  • zettrzy 19.07.07, 01:08
    to nie moj watek
    wlasnie trafilam na jakis internetowy test pod haslem "ile znaczy dla ciebie
    opinia innych ludzi" - wyszlo mi ze powinna wreszcie zaczac znaczyc, ile mozna
    bowiem miec swoje wlasne zdanie za jedynie sluszne tongue_out
    ale jesli znajde w dzielach jakiegos Autorytetu opinie zgodna z moja, to bede
    natychmiast taki Autorytet cytowac jako Aktualne Wcielenie Boga na Ziemi; jeden
    taki Autorytet to prof. Kolakowski

    ps. ktos mi tu nawet kiedys wytknal ze przy argumentacji nie powoluje sie na
    zadne autorytety, wiec cos w tym jest
    --
    reszty nie trzeba

    MAKE STYLE NOT WAR
  • okimita 19.07.07, 07:22
    I słusznie, a więc autorytatywnie stwierdzam, że autorytetem jest ten,
    kto dla każdego z nas osobna nadaje się na ten autorytet.

    co tam u kotów?
  • zettrzy 19.07.07, 20:28
    miau dziekuje, lezy dran bykiem i nie chce mu sie nawet miauknac, za goraco
    --
    reszty nie trzeba

    MAKE STYLE NOT WAR
  • kamfora 19.07.07, 07:47
    zettrzy napisała:

    > ps. ktos mi tu nawet kiedys wytknal ze przy argumentacji nie powoluje sie na
    > zadne autorytety, wiec cos w tym jest

    No bo jeśli mówisz: "tak ja robię/zrobię, bo tak uważam za słuszne" - to jest
    ok.
    Ale jeśli mówisz: "tak POWINNI robić wszyscy(albo chociażby X czy Y), bo ja tak
    uważam za słuszne" i jeśli jeszcze w dodatku masz możliwości (albo chcesz mieć
    takie możliwości), żeby tych innych skłonić do robienia tego, co Ty uważasz za
    słuszne, to wtedy wypada umocować tę swoją słuszność gdzieś poza sobą
    jedynie smile Na własny użytek można posiłkować się Babcią - w uzasadnianiu
    swojego zdania innym szuka się wspólnych autorytetów
    (i cytuje np. Kołakowskiego wink
    Wcale nie tak dawno wspólnym odniesieniem dla ludzi z naszej kultury była
    Biblia. Dla wielu (w tym mnie) jest tak w dalszym ciągu.

    Ewentualny ciąg dalszy potem (bo inaczej dam się wyprzedzić czasowi i w pracy
    będę po nim wink
    --
    smile)
    Ba.
  • zettrzy 19.07.07, 20:27
    jeśli mówisz: "tak POWINNI robić wszyscy(albo chociażby X czy Y), bo ja tak
    >
    > uważam za słuszne"

    niezupelnie tak - wszyscy powinni robic TAK nie dlatego ze ja czy ktos to uwaza
    za sluszne, tylko dlatego ze to JEST sluszne, skutkiem czego Kolakowski i ja
    uwazamy to za sluszne

    --
    reszty nie trzeba

    MAKE STYLE NOT WAR
  • kamfora 19.07.07, 23:29
    zettrzy napisała:

    > niezupelnie tak - wszyscy powinni robic TAK nie dlatego ze ja czy ktos to
    uwaza
    >
    > za sluszne, tylko dlatego ze to JEST sluszne, skutkiem czego Kolakowski i ja
    > uwazamy to za sluszne

    Niewątpliwie gdy występuje tylko 2 osoby: Kołakowski i Ty - sprawa jest
    przesądzona. Trudniej w sytuacji, gdy występuje wiele osób i każda z nich
    (albo przynajmniej każda grup(k)a osób) ma inną wizję słuszności.
    Wtedy wymagane jest jakieś inne umocowanie swojej słuszności smile
    Np.przy odpowiedzi na pytanie: dlaczego uważasz, że akurat takie postępowanie
    jest słuszne?

    --
    smile)
    Ba.
  • fedorczyk4 19.07.07, 23:44
    Po prostu grupa ludzi ktorzy w ramach podobnego rozumienia pojecia, spiera sie,
    ale podstawowe zasady przyjmuje jako sluszne. Te osoby mozna przyjac jako grupe
    wypadkowa dla pojecia autorytetu. Niemniej ja wole moja Babciewink A tak
    powaznie to zastanawiam sie nad roznica pomiedzy pojeciem autorytetu i
    odnosnikiem zycia codziennego. Znaczy sie: jak robie kawe to mysle o Babci, jak
    mam wystapic na forum publicznym to przkladam do siebie miarke osoby
    najbardziej wymagajacej, czyli mojej Maci, kiedy staje przed wyborem moralnym
    to mysle o..... Oczywiscie to ja decyduje ale stosuje zasady ktore juz ktos
    okreslil, a ja tylko adoptowalam.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • kamfora 20.07.07, 07:58
    fedorczyk4 napisała:

    >A tak
    > powaznie to zastanawiam sie nad roznica pomiedzy pojeciem autorytetu i
    > odnosnikiem zycia codziennego. Znaczy sie: jak robie kawe to mysle o Babci,
    > jak mam wystapic na forum publicznym to przkladam do siebie miarke osoby
    > najbardziej wymagajacej, czyli mojej Maci, kiedy staje przed wyborem moralnym
    > to mysle o..... Oczywiscie to ja decyduje ale stosuje zasady ktore juz ktos
    > okreslil, a ja tylko adoptowalam.

    Jasne smile Tylko zauważ, że prawdopodobnie Babcia przy robieniu kawy myślała o
    swojej Babci, a tamta o...Ale do rzeczy małych nie potrzebujemy się dokopywać
    głębiej. Inaczej w przypadku rzeczy większych, decydujących nieraz o "być albo
    nie być" człowieka czy całej grupy. Wtedy można powiedzieć o czymś w rodzaju
    jakiegoś drzewa genealogicznego grupy (może pasowałoby określenie: drzewa
    autorytetu?).

    --
    smile)
    Ba.
  • zettrzy 20.07.07, 00:58
    mnie nie chodzi o to ile osob sie ze soba zgadza, tylko czy jakas zasada jest
    sluszna
    tzn. czy istnieja jakies obiektywne przyczyny, ktore powoduja jej slusznosc

    --
    reszty nie trzeba

    MAKE STYLE NOT WAR
  • kamfora 20.07.07, 09:14
    zettrzy napisała:

    > mnie nie chodzi o to ile osob sie ze soba zgadza, tylko czy jakas zasada jest
    > sluszna
    > tzn. czy istnieja jakies obiektywne przyczyny, ktore powoduja jej slusznosc

    A ja myślałam, że Ty autorytatywnie stwierdzasz wink

    Przyjęłam (przejęłam?) że człowiek jest stworzony przez Boga. W największym
    skrócie: wierzę, że małpa stała się człowiekiem, gdy zaczęła szukać Boga.
    Wierzę, że On jest obiektywną Przyczyną, powodującą słuszność zasad. Wierzę w
    istnienie prawa naturalnego, które daje się człowiekowi odkrywać nawet gdy
    człowiek w przekonaniu o samowystarczalności swojego rozumu odrzuca już
    istnienie Boga - Twórcy tego prawa.


    --
    smile)
    Ba.
  • scand 07.05.13, 16:43
    Ciekaw jestem czy po 5 latach Kamfora zmieniła pogląd.
    Atak na tzw "prawo naturalne" jest dziś mocniejszy niż kiedykolwiek indziej. W zasadzie ideolodzy dominującego nurtu przyjmują że człowieka można zaprogramować dowolnie.
    Prazródłem prawa jest wola nawet w postaci kaprysu.
  • oldpiernik 12.05.13, 14:32
    Mam nadzieję, że kamfora trwa przy poprzednim stanowisku.
    Byłaby dla mnie autorytetem w tej sprawie.
    Powyższe zdanie miało skierować uwagę, na szerszy aspekt wspomnianego ataku na prawo naturalne. Ten mianowicie, że autorytet kreuje się sam, za to obalanie go, wymaga współpracy zainteresowanych.
    wink
    --
    ...ale kogo to obchodzi...
  • fedorczyk4 20.07.07, 16:41

    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • fedorczyk4 20.07.07, 16:42
    Sie wcisnelo, a chcialam powiedziec ze katedre filozofii na tym Uniwersytecie
    obejmie prfrsor Wolniewicz.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • witekjs 21.07.07, 17:44
    Jak zauważyłaś również o nim myślałem w poprzednim poście.
    To mój faworyt od kilku lat.
    Szczęście, że stworzą dla niego i jemu podobnych uniwersytet.

    Będzie to z pewnością następna, nowa uczelnia, których absolwenci będą rozrywani
    przez państwowych i partyjnych pracodawców.

    Tak sobie myślę, że Okimita pisząc o mnie z ręką za pazuchą na wzgórzu, pewnie
    widział mnie jako jednego z rozlicznych Napoleonów w "nad kukułczym gniazdem".
    wink smile)

    Swoją drogą, obecnie dość ryzykowne może być wspominanie wspaniałej książki,
    filmu i adaptacji teatralnej, ze straszną pielęgniarką, z przerażeniem poznawaną
    przez nas w czasach Gierka...
    Dla wielu wciąż autorytetu.

    Myślę, że brakuje nam w kawiarence kogoś, kto potrafiłby wszystko, co się w koło
    nas dzieje ładnie i lekko wykpić.
    Bo już chyba nic innego nie pozostaje...

    Witek

    PS. Przyszedł czas, że nareszcie Pan Stanisław Tym ponownie zaczął pisać swoje
    wspaniałe felietony "Pies czyli kot", w Polityce !!!
  • witekjs 21.07.07, 18:33
    Zapomniałem dodać, że Pan Stanisław Tym był i jest dla mnie, moich przyjaciół i
    bliskich autorytetem artystycznym i moralnym.
    On i jego rówieśnik Pan Jacek Fedorowicz umieją w wybitny, kpiący sposób opisać
    to, co dla nas było, a obecnie znowu staje się straszne w naszym kraju.

    Witek
  • kamfora 21.07.07, 21:25
    witekjs napisał:

    > Zapomniałem dodać, że Pan Stanisław Tym był i jest dla mnie, moich przyjaciół
    > i bliskich autorytetem artystycznym i moralnym.

    Tak mi przyszło do głowy: czy ktoś może być autorytetem w jakiejś dziedzinie
    nie będąc jednocześnie autorytetem moralnym? I odwrotnie: czy ktoś może być
    autorytetem moralnym nie będąc jednocześnie autorytetem w jakiejś innej
    dziedzinie? Myślałam o tym w autobusie wink i doszłam do wniosku, że jedno jest
    z drugim związane. Szukałam przykładów przeczących - i nie znalazłam.
    Co myślicie?

    PS. Też lubię bardzo i Tyma i Fedorowicza, chociaż jakoś nie myślałam o nich
    nigdy w kategorii autorytetów. Może dlatego, że nie bardzo wiem co to
    znaczy "autorytet artystyczny"...

    --
    smile)
    Ba.
  • witekjs 21.07.07, 21:51

    Może dlatego, że nie bardzo wiem co to
    > znaczy "autorytet artystyczny"...
    Pewnie masz rację, że nie jest to zręczne określenie.
    Mam na myśli to, że ich poczucie humoru i sposób artystycznego przedstawiania
    przemyśleń, również mi bliskich wydaje się wyjątkowo mistrzowski.

    Myślę, że mogą istnieć autorytety w jakimś rzemiośle, sztuce, których morale
    może być mi nieznane, lub nawet obojętne.
    Chyba nawet wiadomo, że wielu wybitnych ludzi było amoralnych...

    Witek

    Witek
  • kamfora 21.07.07, 22:13
    witekjs napisał:

    > Chyba nawet wiadomo, że wielu wybitnych ludzi było amoralnych...

    No właśnie nie za bardzo wiadomo smile
    Podaj przykład jakiegoś "amoralnego" autorytetu w jakiejś dziedzinie...
    (chyba, że co innego rozumiemy pod pojęciem amoralność smile

    --
    smile)
    Ba.
  • kamfora 21.07.07, 22:23
    coby uściślić: chodzi mi o to, czy dany człowiek (na przykład Ty smile może
    uznać za autorytet w jakiejś dziedzinie kogoś, kogo nie uznaje za autorytet
    moralny? I czy może uznać za autorytet moralny kogoś, kto w żadnej innej
    dziedzinie (niż moralność) nie jest autorytetem?


    --
    smile)
    Ba.
  • witekjs 21.07.07, 23:54
    Napisałem już, że może.
    Dla wielu Jan Jakub Rousseau, autor między innymi Emila, poematu dydaktycznego
    był i jest autorytetem dla wielu.
    Był skrajnie, amoralnym, niewdzięcznym egoistą, który nawet swoich pięcioro
    dzieci, bez imienia oddał do przytułku.
    Był najpewniej chory psychicznie.
    Takie rozpoznanie uwolniło w końcu z klatki Ezrę Pounda.
    Ten wybitny, amerykański twórca zauroczony faszyzmem stał się antysemitą,
    aktywnie w czasie wojny występującym w radio włoskim przeciwko USA.
    Z tego co czytałem nie można również powiedzieć, aby Jean-Paul Sartre był
    świetlaną postacią.

    Witek


    pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Jakub_Rousseau
    pl.wikipedia.org/wiki/Ezra_Pound
    pl.wikipedia.org/wiki/Jean-Paul_Sartre
    Sugeruję na wakacje jeszcze te książki, gdzie znajdziesz wiele innych przykładów.
    ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/ksiazka.html?kw=10294
    www.antykwariat.waw.pl/shop.php?a=opis_prod&id=90155&categorie=5680
  • kamfora 22.07.07, 06:46

    No a dla Ciebie? Napisałeś, że Tym i Fedorowicz są dla Ciebie autorytetami
    i artystycznymi i moralnymi. Czy możesz powiedzieć o kimś : chociaż nie jest
    moim autorytetem moralnym (bo np. jest oszustem) to jest niekwestionowanym
    autorytetem (tu wpisać odpowiednio do dziedziny smile

    Przepraszam, że się czepiam smile)
    --
    smile)
    Ba.
  • fedorczyk4 22.07.07, 07:22
    Ja spokojnie moge odpowiedziec ze "moge" Np: niekwestionowanym autorytetem
    malarskim jest dla mnie Picasso, w zyciu codziennym moralnie niezla gnida. Nie
    laczylabym jednoznacznie autorytetu i moralnosci. Jesli jakis jest w obu
    kategoriach, to tym lepiej, poza Janem Jakubem ktory startujac do miana w
    kategoriach zblizonych do etycznych, ciut sie dyskwalifikuje zyciem prywatnym,
    ale to tez jest dyskusyjne. Autorytety naukowe nie maja nic wspolnego z niczym
    co nie jest dziedzina ich nauki.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • witekjs 22.07.07, 10:52
    Nasze autorytety...
    Pisanie w takim miejscu o swoich autorytetach nie jest łatwe.
    Wydaje mi się, że czasami mogą to być nazbyt intymne wyznania.

    Mój przykład obu artystów jest, w końcu również ryzykowny, bo przecież Ich nie
    znam blisko.
    Wiem od dziesiątków lat co jest dla Nich ważne, czego nie akceptują, nawet jak
    zachowywali sie w trudnych sytuacjach.
    Mimo wszystko, nawet Oni mogliby okazać się ludźmi nie bez skazy, bo przecież
    takich nie ma... smile

    Bardzo ryzykowne, a powszechne jest bezkrytyczne przenoszenie swoich zauroczeń
    na wszytko u naszych "idoli".
    Tak podchodzą dzieci, dla których nasz Tata, nasza Mama i nasza Pani są piękni i
    wiedzą wszystko. smile

    Typowe dla prawie wszystkich jest idealizowanie, które występuje również w
    patrzeniu na naszą kulturę, religię, historię.
    Bardzo pomaga wsłuchiwanie się w to jak i dlaczego tak, widzą nas inni, również
    cudzoziemcy i innowiercy.

    Myślę, że dla wielu skrajnie patologiczne zachowania J.J.Rousseau mogą być
    dramatycznym doświadczeniem.
    Ostatnio przykre były, również dla mnie wyznania córki Jacka Kaczmarskiego,
    który był egoistyczny i zły dla niej i jej mamy.
    Po kłótni rodziców, kiedy ojciec był agresywny, musiały uciekać do schroniska
    dla ofiar przemocy / Polityka z 21 lipca 07/.

    Znam szereg innych, znacznie bliższych przykładów bardzo zdolnych osób, które
    jak J.J.R. "kochają ludzkość" nie mając czasu na miłość dla bliskich.
    Wiele z nich wykazuje, przynajmniej cechy psychopatyczne lub zaniedbuje leczenie.

    Szczególnie trzeba uważać na zawodowych głosicieli zasad moralnych,
    sprawiedliwości, empatii, miłości bliźniego i prawa...
    Nazbyt często odnosi się to jedynie do ich wyznawców/popleczników/dworu/fanów i
    to też do jakiegoś momentu.

    Jak widać nasza rozmowa o autorytetach staje się dość trudna.
    Zależy to również od tego co jesteśmy w stanie zaakceptować.
    Najczęściej bywają to wady, z którymi sami się borykamy lub uważamy je za
    czarujące, drobne ułomności naszego "niezwykłego charakteru"... wink smile)

    Pozdrawiam. Witek


    PS. Niezwykły wiersz Jacka Kaczmarskiego, który niedawno znalazłem w internecie.

    Opowieść pewnego emigranta

    - Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
    Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista,


    Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
    A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt.


    Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
    Że bankierom i skrzypkom nie mówią - ty żydku!


    Ja bankierem nie byłem, ani wirtuozem,
    Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem


    I na własnych nogach przekroczyłem Bug
    Razem z Armią Czerwoną, jako Politruk.


    Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
    Na których się miało oprzeć Odbudowę.


    A potem mnie - lojalnego komunistę
    Przekwalifikowali na manikiurzystę.


    Ja kocham Mozarta, Bóg - to dla mnie Bach,
    A tam, gdzie pracowałem - tylko krew i strach.


    Spałem dobrze - przez ścianę słysząc ludzkie krzyki
    A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.


    W następstwie Października tak zwanych "wydarzeń"
    Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem.


    Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak
    Pisać wprost, to, co łatwiej można pisać wspak.


    Wtedy myśl się zrodziła - niechcący być może,
    Żem się z krajem tym związał - jak mogłem najgorzej.


    Za tę hańbę zasługi - Warszawa czy Kraków -
    Gomułka nam powiedział - Polska dla Polaków.


    Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz -
    Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz.


    I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
    Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.


    W Tel-Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
    Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu,


    I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd -
    Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?


    Nie umiałem jak on, chwały czerpać teraz,
    Z tego, że się z bankruta robi bohatera.


    Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
    Mówią - czym jest komunizm - ucz Amerykanów.


    Powiedz im co wiesz, co na sumieniu masz,
    A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz.


    A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa
    Jak wygląda to, com - niszcząc - budował.


    I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
    Meloman - nie skrzypek, nie bankier - a ubek,


    Oficer polityczny - nie russkij gieroj.
    Ani Syjonista, ani też i goj!


    Jak ja powiem Jehowie - Za mną, Jahwe stań
    Z tą Polską związanym pępowiną hańb!


    Jacek Kaczmarski
  • fedorczyk4 22.07.07, 14:01
    Mam taki autorytet ktory jest czysto zawodowy. Jest to genialny lekarz, pod
    wzgledem zawodowym absolutny krysztal, lacznie z uczciwoscia. Prywatnie luj
    pasiaty, ktory zone i corke wyrolowal konkursowo, zostawiajac bez grosza przy
    duszy. Ale jak mi chcieli Dziecinke kroic to jego wlasna ex zona, kazala mi do
    niego dzwonic natychmiast zebym skonsultowala diagnoze i pomysl na krojenie
    jako jedyna mozliwosc leczenia.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • witekjs 22.07.07, 15:28
    Myślę, ze to dobry przykład.
    Wielu z nas spotykało również uczciwych, kompetentnych lekarzy, nie stroniących
    od różnego rodzaju uciech... smile

    Witek
  • kamfora 24.07.07, 07:51
    ...że nawet Ty, Witku sprowadzasz (w tym wątku przynajmniej) moralność do
    "stosunku do stosunków", do sfery relacji intymnych człowieka.

    Mylne jest to moje wrażenie?


    --
    smile)
    Ba.
  • witekjs 24.07.07, 08:35
    To dziwne, bo tak naprawdę uważam, że nawet rozwiązłe życie nie dyskwalifikuje
    człowieka.
    Chyba, że zobowiązał się do życia w celibacie i "czystości"...
    Decydujące jest chyba to, kiedy żyjemy niezgodnie z tym, co głosimy.
    Myślę, że taka niekonsekwencja /ale nie zakłamanie/ zdarza się czasami każdemu.

    Witek
  • witekjs 24.07.07, 09:11
    W większości postów starasz się poznać nasze oceny i postawy moralne.
    Nie zabrałaś jednak głosu w części dotyczącej Kościoła, której jeszcze nie można
    uznać za zamkniętą.
    Jest to trudne nie tylko dla Ciebie.

    Witek
  • kamfora 24.07.07, 17:10
    mam 10 minut - jeśli zdążę to zabiorę głos smile
    --
    smile)
    Ba.
  • kamfora 24.07.07, 17:09
    witekjs napisał:

    > Decydujące jest chyba to, kiedy żyjemy niezgodnie z tym, co głosimy.
    > Myślę, że taka niekonsekwencja /ale nie zakłamanie/ zdarza się czasami
    > każdemu.

    Ta "niekonsekwencja" w Kościele nazywana jest grzechem (i nikt nie jest od niej
    wolny). Konsekwencja nie jest czymś, co czyni człowieka godnym miana
    autorytetu: wszak niektórzy potrafią być konsekwentni w gloryfikowaniu zła.


    --
    smile)
    Ba.
  • witekjs 25.07.07, 01:13
    Konsekwencja w akceptowaniu, nie koniczne gloryfikowaniu zła jest typowa dla
    osobowości psychopatycznych, o których jeszcze tutaj nie mówimy wprost, jako o
    autorytetach.
    Wynika to z tego, że oni nie postrzegają go jako zło, tylko jako coś, co jest
    oczywistą oczywistością dla osiągnięcia np. wzniosłego celu.
    Kiedyś chyba z Tobą o podobnych sprawach rozmawiałem.

    Pozdrawiam. Jutro również wracam bardzo późno.

    Witek
  • okimita 21.07.07, 22:35
    Kamfora zastanawia się, czy ktoś maże byc autorytem moralnym, nie będąc
    jednocześnie autorytetem w jakiejś innej dziedzinie.
    A więc nasz papież, niekwestionowany autorytet moralny jeżdził na nartach,
    jak sądzę ani on, ani inni, nie robili z tej dziedziny sportu, papieża
    tu jako autorytetu.
  • kamfora 21.07.07, 22:47
    okimita napisał:

    > A więc nasz papież, niekwestionowany autorytet moralny jeżdził na nartach,
    > jak sądzę ani on, ani inni, nie robili z tej dziedziny sportu, papieża
    > tu jako autorytetu.

    Ale kamfora nie pisała, o KAŻDEJ dziedzinie, tylko o jakiejś (innej niż
    moralność). Papież akurat był autorytetem w sprawach wiary.
    --
    smile)
    Ba.
  • kamfora 21.07.07, 22:48
    ...dla tych, dla których był autorytetem moralnym smile
    --
    smile)
    Ba.
  • okimita 21.07.07, 23:07
    Kamforo,nie wiem w jakim Ty świecie żyjesz, może za murami monastyru, no nic mi
    do tego,
    ale ja spotkałem wielu ludzi, autorytetów w swojej dziedzinie, których TY,
    po ich poznaniu nazwałabyś zerem moralnym.
  • kamfora 22.07.07, 06:21
    okimita napisał:

    > Kamforo,nie wiem w jakim Ty świecie żyjesz, może za murami monastyru,
    > no nic mi do tego,

    no faktycznie...

    > ale ja spotkałem wielu ludzi, autorytetów w swojej dziedzinie, których TY,
    > po ich poznaniu nazwałabyś zerem moralnym.

    Nie chodzi o to, jak ja bym ich nazwała, tylko co Ty sądzisz o ich moralności:
    czy dla Ciebie oni (będąc autorytetami w swojej dziedzinie) byli "zerem
    moralnym"?



    --
    smile)
    Ba.
  • okimita 22.07.07, 08:06
    Kamforo, domagasz się, aby autorytet w jakiejś tam dziedzinie posiadał
    jednocześnie zdrowy kręgosłup moralny, albo że ja,( czy też ja) uznając
    kogoś za autorytet badam ten kręgosłup.
    Otóż jeśli jesteś dla mnie WAFS (Wielkim Autorytetem Fiozofi Stosowanej),
    to nie będzie mnie interesowało, czy na codzień jesteś żoną pana Dulskiego,
    czy też jeszcze gorzej.
  • kamfora 28.07.07, 23:27
    fedorczyk4 napisała:

    > Sie wcisnelo, a chcialam powiedziec ze katedre filozofii na tym Uniwersytecie
    > obejmie prfrsor Wolniewicz.

    Profesor wolniewicz wyznaje zasadę Woltera: "nie podzielam twoich poglądów,
    ale oddam(oddałbym?) życie, abyś mógł je głosić".

    Kolejne wielkie hasło, które okazuje się być puste...

    --
    smile)
    Ba.
  • okimita 29.07.07, 07:39
    Na odwrocie kartki zerwanej z kalendarza 28.07: Pitagoras sądził,że dusze
    ludzkie po śmierci przekształcają się w ziarnka bobu.
    Ciekawe co na to prof. Wolniewicz.
  • witekjs 29.07.07, 10:48
    Znalazłem ilustrację wideo dwóch profesorów.
    www.youtube.com/watch?v=es70wtihMi4
    www.youtube.com/watch?v=ZGDikatgC00
    Wczoraj przypadkiem znalazłem również cytat, nad którym poważnie się zadumałem.

    Kto nienawidzi, ten już przegrał. Stefan kard. Wyszyński (1901 - 1981)

    Obawiam się,że sytuacja w Polsce staje się taka, że wkrótce może okazać się, że
    przegrywamy wszyscy...

    Witek

    Wisława Szymborska

    Nienawiść

    Spójrzcie, jaka wciąż sprawna,
    jak dobrze się trzyma
    w naszym stuleciu nienawiść.
    Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
    Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

    Nie jest jak inne uczucia.
    Starsza i młodsza od nich równocześnie.
    Sama rodzi przyczyny,
    które ją budzą do życia.
    Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
    Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje.

    Religia nie religia –
    byle przyklęknąć na starcie.
    Ojczyzna nie ojczyzna –
    byle się zerwać do biegu.
    Niezła i sprawiedliwość na początek.
    Potem już pędzi sama.
    Nienawiść. Nienawiść.
    Twarz jej wykrzywia grymas
    ekstazy miłosnej.
    Ach, te inne uczucia-
    cherlawe i ślamazarne.
    Od kiedy to braterstwo
    może liczyć na tłumy ?
    Współczucie czy kiedykolwiek
    pierwsze dobiło do mety ?
    Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą ?
    Porywa tylko ona, która swoje wie.

    Zdolna, pojętna , bardzo pracowita.
    Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
    Ile stronic historii ponumerowała.
    Ile dywanów z ludzi porozpościerała
    na ilu placach, stadionach.

    Nie okłamujmy się:
    potrafi tworzyć piękno.
    Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
    Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
    Trudno odmówić patosu ruinom
    i rubasznego humoru
    krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

    Jest mistrzynią kontrastu
    między łoskotem a ciszą,
    między czerwoną krwią a białym śniegiem.
    A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
    motyw schludnego oprawcy
    nad splugawioną ofiarą.

    Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
    Jeśli musi poczekać, poczeka.
    Mówią, że ślepa. Ślepa?
    Ma bystre oczy snajpera
    i śmiało patrzy w przyszłość
    - ona jedna .


    pl.wikipedia.org/wiki/Mowa_nienawi%C5%9Bci
  • mu_ndek 22.07.07, 17:36

    Skąd to zacietrzewienie? Skąd to emocjonalne zacietrzewienie u widzów - czyżby
    przejęte od aktorów politycznych inscenizacji ? Z niedostatków? (materialnych
    lub raczej z niedostatku dystansu)z nadmiaru? z kompleksów? zawiści ?z tęsknoty
    za ideami? Czy ze złości po prostu i zagubienia?
    To może dobre określenie – „zacietrzewienie” adekwatne do dyskusji opisanych w
    „Ptasim radiu” a i pewne radio o ptasim móżdżku ma w tym swój udział
    – brnąc dalej w te złośliwe metafory ptasie – można by powiedzieć, że na miejscu
    w tym kontekście wydają się wszelkie postacie tej farsy -
    KACZUSZKI - udające orły ; PINGWIN - udający męża stanu czy smętny zgarbiony
    MARABUT grzmiący nad własnym poletkiem niby strach na wróble – z podobną
    strachowi skutecznością.

    Każdy z tych przebranych nieudolnie okazów gra swój teatrzyk mając za nic dobry
    smak widzów. ( pominąłem naszego drugiego premiera, – ale nie mogę znaleźć
    żadnego adekwatnego określenia dla tego, bezszyjnego-ptaszka, ( że bez
    kręgosłupa to pewne) a to moja ulubiona postać, bo to okaz najbardziej nasz -
    swojski - można powiedzieć- sól ziemi naszej narodowej czarnoziem najgłębszy
    solarnie przypalony i wypielęgnowany – taki to może okularki strącić pod siebie
    naród cały wciągnąć i wychędożyć a potem jechać na zasłużony odpoczynek do Soczi
    lub odebrać następnego honoris causa- jako zasłużony dla nauki lub kultury! - no
    można się urządzić nie?. Z tym chędożeniem to przesadziłem, bo myślę, że te
    afery seksualne to kolejny numer marketingu politycznego dla wzmocnienia
    wizerunku, ale chłopcy wzięli zbyt dosłownie - mimo że do żadnej kreacji a nie
    wspominając o prokreacji nie są zdolni, – bo to ptaszki niewydolne- ptaszki
    śmieciuszki historii.) Nie chcąc być pomówiony o jakieś sympatie muszę
    powiedzieć, że nie rozróżniam zbytnio polskich kaczuszek od innych donaldów
    prowadzących swoje cyniczne gry na wyższym poziomie - o resentymentach nie
    wspomnę..

    „Prowincjonalność nie polega na tym, że ktoś dobrze się czuje w swojej prowincji
    a tylko na tym, że uważa ją za jedyną istniejącą i myli ją ze światem”. – nie
    pamiętam czyje to, ale jest chyba na miejscu.

    I co najśmieszniejsze ludzie biorą to wszystko na poważnie! Dają się dzielić
    podjudzać psioczą przeżywają naskakują . Dają się wkręcać w ten teatrzyk, który
    jak się wydaje jest tworzony tylko na użytek tych nie mających nic innego do
    zaoferowania jak tylko obietnice ideowo- polityczne – może, dlatego muszą tak
    głośno emocjonalnie skrzeczeć, bo to jedyny ich kapitał?
    No proszę, ale mi się napisało a tylko przez tydzień oglądałem w TV ten bajzel
    w przerwie między wyjazdami wakacyjnymi ( dłużej to wydaje się niezdrowe wręcz
    fizjologicznie i tyle ciekawszych spraw ludzi ).
    Myślę, że mogę w ten sposób opisywać ten ptasi gaik, bo (jako umiarkowany
    socjopata tolerowany w demokracji ) rzadko uczestniczę w tzw. wyborach traktując
    swoje wybory poważnie i nie usprawiedliwiając ich tzw. wyborem „mniejszego zła”
    zamienianego na inne mniejsze zło z okazji następnych wyborów, bo poprzednie
    dekoracje zostały zapomniane.. Jacy przywódcy taki naród? ( do siebie też
    trzeba mieć dystans). To by dopiero było smutne, ale pocieszam się, że taki na
    przykład – „smutny marabut roman” posiada poparcie – lekko ponad 5% z połowy
    społeczeństwa – no proszę – nie wiem czy to właściwe dane - ale to jest jakaś
    nadzieja, – ale z drugiej strony jak mógł tak daleko zajść i ma teraz prawo
    zawracać głowę swoimi teoryjkami na temat tego, że zawracanie głowy choćby
    bzdurami jest przepisem na wielkiego przywódcę.

    A czy można brać poważnie kogoś, kto z własnej nieprzymuszonej woli bierze
    odpowiedzialność za kogoś innego? ( wyłączając uczucia rodzinne, – ale jak
    słyszę niektóre partie zdając sobie z tego sprawę angażują swoją rodzinę w
    dużych ilościach do tej trudnej i odpowiedzialnej roboty) Takiego męczennika
    można brać za głupka albo za niespełnionego trzeciorzędnego aktora idei
    -zgadzającego się mówić nie swoim tekstem - byle tylko wyleczyć swoje kompleksy
    i przejść się czasami po czerwonym dywaniku władzy w chwale potrzebujących
    przywódcy palantów. Miejmy nadzieję, że filozofia pozwala szukać autorytetu w
    nieco bardziej interesujących miejscach, czego wszystkim i sobie - wakacyjnie
    życzę.
  • witekjs 22.07.07, 17:59
    To, że każdy kraj ma takie rządy na jakie sobie zasługuje, świadczą nie tylko
    wyniki ostatnich wyborów, ale i to, że Premier Mazowiecki w wyborach
    prezydenckich zajął trzecie miejsce...
    Być może jest tak dlatego, że tak mało ludzi głosuje.

    Witek
  • mu_ndek 22.07.07, 19:25

    No tak ciągle ci źli obywatele – czyżbyś tęsknił za dyscypliną i frekwencją
    bliską 100%.
    Ciągle i niezmiennie jestem winny - to już nudne ( trochę uznania, bo prawie
    zawsze wygrywam będąc wśród większości nie głosującej)- a może wina leży raczej
    po stronie polityków ( nie odróżniając ich maści i piórek ciągle zmienianych)–
    czy jednak nie?
    A może system nie działa a może działa wystarczająco dobrze by się mieszać, bo
    można popsuć-no też nie. To już nie wiem – jednak ja jestem winny.

    Jeśli nawet tęsknisz tylko za „społeczeństwem obywatelskim”? to także ulegasz
    resentymentom, którym na szczęście nie ulega gospodarka (poza tymi, którzy
    głosując na znajomych - licząc na znaczne korzyści bynajmniej nie ideowe)

    Na szczęście Ty głosowałeś, – ale jeśli głosowałeś to raczej nie możesz narzekać
    – to walka „sportowa” przecież - i trzeba umieć przegrywać czy choćby traktować
    swoje wybory poważnie, więc nie możesz wieszać psów na rządzących – pozostaw to
    mnie ja nie mam w tym żadnego interesu, bo nie liczę na to, że wygra ten czy inny.

    Żeby coś zmienić trzeba by założyć jakąś partię może spróbujmy tak - Pierwsza
    Internetowa Partia Alternatywna – no tak i znów te ukryte cele objawiają się w
    skrótach, ale może zdobędziemy znaczny wakacyjny elektorat a i przyrost
    naturalny ruszy z miejsca. Ale jak już założymy i wejdziemy do parlamentu to nie
    da się bez koalicji i tu można się nieźle umazać – niektórzy twierdzą nawet, że
    nie można się nie umazać, – ale walczmy - z rewolucyjnym! pozdrowieniem.
  • okimita 22.07.07, 21:57
    Ja w to wchodzę, mam mały ogródek, znam się na perzu, mogę zostać
    ministrem rolnictwa
  • mu_ndek 01.08.07, 13:34

    Pierwszy manifest partii filozoficznej PIPA (PIPY?)

    Emocje związane z dyskusjami poświęconymi religii i polityce( tak
    właśnie „poświęconymi” to słowo już być może wyjaśnia zaciekłość ) - związane
    są z najbardziej rozpowszechnionymi i wprost legendarnymi mniemaniami
    rozplenionymi w powszechności prowincjonalnej. Oba te dyskursy mające za źródło
    ludzkie pretensje zabiegające o wyjaśnienia - są raczej obce filozofii.
    Złudzenie wolności wydaje się ich podskórną motywacją – w polityce wolności od
    niechcianej władzy - w religii od dogmatów lub ich braku.
    ( z drugiej strony obawa przed brakiem kryteriów zasad i w ogóle degrengolada
    oraz sodomia i gomoria w mniemaniu jakoby pozbawionych kryteriów biednych nie
    myślących i nie mających intuicji oraz serca - i ta ciągła obawa o innych, że
    zbłądzą we własnej świadomości jak to się nam tak sądzącym - czasami zdarza )

    Ale jeżeli filozofia może się jeszcze na coś przydać to bardziej niż
    kiedykolwiek wcześniej powinna być krytyką. Związek polityki i religii – ten z
    lekka kazirodczy związek- może zaowocować tylko tak poronionymi pomysłami jak -
    jednojajowa jajecznica z rydzykami – przyprawiająca o mdłości i wyniszczająca,
    co wrażliwsze organizmy.
    Jeśli trzeba walczyć przeciwko ich związkowi i przeciwko każdej z osobna to
    właśnie w imię wolności - trzeba przeciwstawić się jednolitości
    niepodważalności tych umownych niby wartości, – bo to my( ludzie) kiedyś
    umówiliśmy się i wymyśliliśmy te zasady.
    Jeśli jednak myślenie nie może pozostać niezależne nie może wyśmiewać lub
    wykazać błędów w tej magmie utkanej z mitologii nakłaniającej do
    podporządkowania się porządkowi to jedynym ratunkiem jest właśnie filozofia i
    zanim zostanie zabroniona jak w późnym antyku chrześcijańskich Aten lub w
    innych prowincjonalnych nacjonalizmach może uda się jej stworzyć azyl dla
    wolności.

    Z krytycznym pozdrowieniem – członek PIPY( wybaczcie tę podwójną polityczną
    dosłowność )

    Kol. Okimita jako jeden z dwóch członków ( coś jest w tej dwójkowej
    rzeczywistości) nie jest oczywiście zobowiązany do żadnej działalności poza
    bezkrytycznym rozpowszechnianiem poglądów krytycznych.
    Co do składek i weksli – w związku z tym, że nie jesteśmy partią zbyt liczną
    prawdopodobnie będą bardzo wysokie, ale tylko do momentu, kiedy przejdziemy na
    garnuszek nic nie podejrzewających podatników. ) Oczywiście Sierakowskiego nie
    przyjmiemy żeby nie wiem co.

    Azylanci wolności wszystkich sieci łączcie się, – ale tylko ze sobą.
  • okimita 01.08.07, 15:21
    Tak jest! szefie, sztandar wprowadzono!
    A,a czy są jakieś pocztówki od demona?
  • witekjs 22.07.07, 22:18
    Niestety i ja nie zawsze głosowałem.

    Narzekać mogę, na przerażająco niski poziom wybranych posłów i nawet
    prominentnych postaci władzy.
    Do polityki nie pcham się.

    Marzy mi się jednak, że będą nas w końcu reprezentować ciekawi, wartościowi
    ludzie, nie tylko serwilistyczni, agresywni i prostaccy działacze partyjni.

    Nie jest to wygórowane marzenie, bo wiem doskonale jak wielu ludzi z wrodzoną
    kulturą i inteligencją można znaleźć, bynajmniej nie tylko wśród "wykształciuchów".

    Prawda chyba jest taka, że miastach i wioskach tacy ludzie realizują się w
    swoich zawodach, z dala od polityki.
    Tam są prawdziwymi autorytetami i co bardzo niebezpieczne, nawet tam mogą być
    przez partyjne "układy" marginalizowani.

    Obawiam się, że jeszcze długo będziemy musieli na realizację takich
    "wygórowanych" marzeń czekać.

    Witek
  • witekjs 23.07.07, 10:02
    Temat, który zawsze był ważny w Naszym Kraju.
    Z ogromnym żalem patrzę na to, co się już stało w Polsce.

    Carskiej Rosji, Niemcom i komunistom nie udało się podważyć Jego autorytetu.
    Jednoczył Polaków w Kraju, na zesłaniu, emigracji i w niewoli.
    Zawsze w tym czasie prowadzili Go ludzie, których postawa wzbudzała szacunek,
    nawet u wrogów.

    W ostatnich latach, miesiącach, dniach dokonał tego człowiek, który niestety
    stał się faktycznym "liderem" innego już kościoła.

    Nawet dla ludzi, którzy do Niego nie należeli i tych, którzy od Kościoła
    Katolickiego w Polsce odchodzili, stanowił On ogromną wartość i odnosili sie do
    Niego z szacunkiem.
    Przedłużał to pontyfikat Naszego Papieża, Jana Pawła II.

    Obecnie został już, "liczy się" tylko, toruńskiego kościoła dyrektor -
    "założyciel", dla którego jak widać i Kościół nie jest autorytetem.

    Witek

    Myślę, że wydarzyło się w Polsce, w naszej historii coś dramatycznie ważnego.
  • fedorczyk4 23.07.07, 18:48

    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • fedorczyk4 23.07.07, 18:55
    chcialam wejsc na forum. Czyli autorytetu Kosciola. I jakiego kosciola. Jak
    przystalo na warszawskiego wyksztalciucha jesli juz chadzam, to uczeszczam do
    Kosciola sw Marcina, Sw Jacka lub na Sluzewiec, co pozwala mi ominac szerokim
    lukiem rydzykowcow, lub po prostu idiotow, niemniej raz na jakis czas wpadam
    poznawczo do przypadkowego kosciola parafialnego i odsluchuje sobie. Czytam
    wraza mi pogladowo prase i ogladam TV Trwam, nie dla tego ze jestem
    masochistka, ale po prostu taka mam prace, ze nie chcem a musze. Zreszta jak
    siebie znam to nie muszac i tak bym to robila z czystej ciekawosci. Okropnie
    jest mi trudno pogodzic sie z tym ze nie rozumiem...A nie rozumiem. Oczywiscie
    rozumiem ludzkie frustracje, biede materialna i duchowa, ale na litosc sa chyba
    jakies granice? a moze nie....
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • fedorczyk4 23.07.07, 19:28
    zrobilam zbys mnie takimi koszma
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • fedorczyk4 23.07.07, 19:31
    zrobilam, zebys mnnie Wac Pan takimi Koszmardeskami straszyl? A juz zwlaszcza
    Koscielnymi
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • witekjs 23.07.07, 19:51
    Obawiałem sie, że moja pomoc będzie niewystarczająca, a podobnych rzeczach
    chciałem Ci powiedzieć.

    Witek ; ) smile)
  • fedorczyk4 23.07.07, 19:56
    ofiarami i rezultatami podobnych systemow wychowawczych.Jesli mamy watpliwosci
    to jednak o nich to dobrze swiadczy.Summa sumarum .Albo jak tam sie to pisze bo
    z laciny mialam dwie poprawki.Wstyd sie przyznac, ale jednak
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • witekjs 23.07.07, 20:13
    Obawiam się, że nie tylko oboje czujemy się bezradni i bezbronni, przy tej, jak
    się okazuje, niszczącej, groźnej sile tego, tak innego kościoła (?).

    Witek

  • okimita 23.07.07, 21:17
    Drodzy mili, zamiast epatować tu faktami, może zadać by pytanie
    dlaczego jest tak, od czego się zaczeło, co spowodowało.
    Czy ojczulek Rydzyk nie przypomina Wałęse z tamtego okresu, podobna
    retoryka i ten, ten koślawo karkołomny sposób mówienia.
  • kamfora 24.07.07, 17:24

    Chyba nie zdążę wiele, ale.
    Do niedawna było mi wszystko jedno, do jakiego kościoła idę na mszę, kto
    będzie odprawiał i kto będzie głosił homilię - gdy mi "kazanie" pasowało to
    słuchałam, gdy pierwsze słowa wskazywały, że "to nie to" - wyłączałam się.
    Nigdy nie mogłam zrozumieć ludzi, którzy mówili, że stracili wiarę przez
    jakiegoś księdza - przecież to tacy sami ludzie jak każdy,
    tylko uprawnienia mają nieco większe.
    Od mniej więcej 2 lat jestem blisko związana z poznańskimi dominikanami.

    Reszta "spowiedzi" wieczorem albo jutro smile

    ---
    smile)
    Ba.
  • witekjs 25.07.07, 09:24
    Miła Kamforo jeden człowiek jest w stanie porwać tłumy i przemówić do
    najmądrzejszych.
    Znaczy to również, że jest w stanie zniszczyć bardzo dużo.
    Ludzie tracą wiarę po wielu doświadczeniach, przemyśleniach i jeden moment,
    często spotkanie jakiegoś człowieka bywa decydujące.
    Dla mnie ogromną rolę odgrywał Ks. Tischner, który ewidentnie nie był ceniony
    przez kościelnych hierarchów.

    Witek

    Józef Stanisław Tischner - cytaty
    www.cytaty.info/ksjozefstanislawtischner
  • fedorczyk4 25.07.07, 16:33
    Zdecydowanie nie czuje sie na silach wypowiadac w sprawie autorytetow
    koscielnych, bo najwyrazniej sami wybieramy sobie ksiedza ktory naszym
    autorytetem jest. A w koncu Kosciol jest powszechny i otwarty, czyli w tej
    chwili oficjalnie niedookreslony. Benedykt XVI lagodnie ale uparcie odchodzi od
    idealow Jana Pawla. Jan Pawel byl przeciwny modernizacji Kosciola, poza jego
    polityka "zagraniczna" poza katolicka, tu byl otwarty jak nikt. Niemniej glosil
    milosc i jakas tam forme tolerancji. A tej w naszym Kosciele malo. Niestety nie
    sa dla mnie wyznacznikami wizerunku Kosciola tak fajne postacie jak Biskup
    Zycinski, czy formacje jak Dominikanie, ze nie wspomne o rektorze Galce od SW
    Marcina, czy ksiedzu Slawku z mojej dzielnicy. Niestety to oni sa pozytywnymi
    wyjatkami. A jesli Kosciol i jego ksiazeta uwazaja ich za chory odlam to w
    takim razie ja mam gdzies "zdrowe cialo".
    Co do porywania tlumow i wplywu jednostki na rzesze, to zgadzam sie w pelni z
    Witkiem. Jednostka obdarzona charyzma jest w stanie przenosic gory. Na
    ramionach maluczkich.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • okimita 25.07.07, 19:10
    A, że jeszcze coś tam wierzę i reprezentuję skromniutki fundamentalizm,
    chciałbym pozostać w tradycji i nie wpakować się w jakieś reformacje,
    schizmy czy odstępstwa. A więc, co by mi radzono aby ostać się przy jakiej
    by tu "formacji"
  • kamfora 26.07.07, 07:56
    witekjs napisał:

    > Miła Kamforo jeden człowiek jest w stanie porwać tłumy i przemówić do
    > najmądrzejszych.

    No i w tym miejscu pozwolę sobie mieć inne zdanie: mądrość według mojej
    definicji wyklucza zwolnienie od samodzielnego myślenia i poleganie jedynie
    na zdaniu innego człowieka (w dodatku jednego).

    > Ludzie tracą wiarę po wielu doświadczeniach, przemyśleniach i jeden moment,
    > często spotkanie jakiegoś człowieka bywa decydujące.

    Na pewno czasami jest tak, jak mówisz.
    Ale znam również przykłady "dorabiania ideologii" do przyczyn innych zgoła:
    ludzi mówią, że stracili wiarę, gdy nie potrafią/nie chcą zaakceptować pewnych
    ograniczeń, które wiara nakłada na ich życie. Najczęściej chodzi o
    nierozerwalność małżeństwa/następne związki.

    --
    smile)
    Ba.
  • kamfora 26.07.07, 00:36
    "Większe uprawnienia księży" to prawo udzielania rozgrzeszenia w imieniu Boga
    i odprawianie mszy świętej. Aż i tylko tyle. Nie mają żadnych przywilejów,
    które gwarantowałyby bezgrzeszność, ani żadnych ułatwień w unikaniu pokus.

    Uznaję autorytet Kościoła w kwestii wiary i pewnych obrzędów religijnych,
    akceptuję i stosuję się do nakazanych postów/świąt (ale nie obchodzi mnie,
    czy i kto również się do tego stosuje).
    W innych dziedzinach Kościół nie jest dla mnie autorytetem (chociaż niektórzy
    księża tak, np. wspomniany przez Fedorczyk arcybiskup Życiński czy ksiądz
    Maliński)
    Ale tak w ogóle to mam bardzo duży dystans do wszelkich autorytetów,
    z "autorytetem podręcznika" na czele wink Niekłamanym autorytetem był dla mnie
    jedynie mój Ojciec. Przypomniała mi się taka zabawna w sumie historia: Ojciec
    często robił przeglądy naszych tornistrów, sprawdzając nie tylko zeszyty, ale i
    podręczniki i komentował. Musiałam być wtedy w drugiej klasie, (a więc rok był
    1966) bo w moim tornistrze znalazł katechizm. Przerzucił kilka kartek, po czym
    rzucił: no przecież to staroć, skąd masz ten katechizm?
    - od księdza - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Katechizm głosił, że aktualnym
    papieżem jest Pius XII. (Było to w czasach bezgooglowych wink Dowiedziałam się
    wtedy, że już jest Paweł VI a przed nim był jeszcze bardzo ważny Jan XXIII. Nie
    pamiętam, czy mogłam się wykazać tą wiedzą na lekcjach religii, ale za to
    pamiętam lekcję, na którą w zastępstwie "naszej pani" przyszedł dyrektor
    (czerwony od stóp do głowy wink. Nas, kilkulatków, zaczął wykpiwać podważając
    znajomość własnej religii (mimo, żeśmy świeżo po I Komunii). M.in. powiedział
    wtedy: "Idę o zakład, że nikt nie potrafi wymienić trzech ostatnich papieży"...
    Oczywiście - zgłosiłam się, że przyjmuję zakład wink
    Potem okazało się, że podręczniki szkolne też nie mówią prawdy, albo całej
    prawdy...


    Ojciec Rydzyk jest jak swoisty lekarz, który posługując się prawdziwą
    pieczątką wypisuje swoim słuchaczom złe recepty na życie.
    Co Izba Lekarska robi z lekarzami, którzy poświęcają się "medycynie
    alternatywnej"?

    --
    smile)
    Ba.
  • okimita 26.07.07, 22:36
    Mając powyżej uch (uszów) tematu w tym temacie, wracam na pocz.postu
    jaki p.t Fedorczyk tu napisała. A napisała tak: " ale co to zmaczy dla Was
    pojęcie autorytetu, jak to jecie na obiad i kolacje, ew. pijecie z poranną
    kawą" A więc rzecz ujęta dokładnie by była tak: autorytety twierdzą, że:
    kawa na kawę powinna być dobrze wypalona, ale nie przepalona l świerzo
    zmielona, (rym nie zamierz.). A inne autorytety twierdzą,że w niedziele
    ma być rosół i kotlet schabowy. Co do kolacji autorytety sie nie wypowiadają.
  • witekjs 30.07.07, 09:27
    Przeczytałem jeszcze raz większość naszych rozmów o autorytetach i wyczuwam u
    siebie i innych zaostrzenie nastrojów.
    Myślę, że jest to wynikiem, równolegle z naszymi rozmowami toczących się w
    mediach ostrych, często żenujących debat.
    Oczywiste jest, że podlegamy ich atmosferze walki politycznej.
    Jeszcze kilka lat temu, nie miało to na mnie zbyt wielkiego wpływu (?).
    Prawdziwa jest zasada, że rozmowa o polityce i religii jest nazbyt ryzykowna,
    nawet dla "filozofów"...

    Pozdrawiam. Witek
  • witekjs 30.07.07, 11:25
    Być może to zagrożenie to pewna przesada i to tylko ja muszę bardziej
    kontrolować "targające" mną różne emocje, gdy widzę i słyszę co się u nas w
    Polsce dzieje.
    Wybaczcie, że reaguję tak emocjonalnie.
    Zawsze uważałem, że w naszej Kawiarence muszę bardzo trzymać na uwięzi swoją
    ekspresję uczuć wink i widzę, że momentami mam z tym kłopot.
    Mam nadzieję, że mnie rozumiecie smile

    Pozdrawiam. Witek
  • okimita 30.07.07, 21:10
    Bo widzisz Witku, być może jesteś zbyt odpowiedzialny i jakby czujesz się
    winny za to co naokoło. A że zagrożenie, nie sądzę, to co nam serwują to nie
    salon, nie remiza ale jeszcze gorzej. Mamy tego tyle, że się nie pchamy
    z tym do kawiarenki. Ja i pewnie inni przyznają Ci racje, i jest to wygodne:
    przyjść tu, usiąść, poczytać co Witek napisał i ani kukuryku.
    Może inni tu bywalcy są na Balearach, ale po wakacjach to adminka Kamfora
    powinna za niepisanie nakładać kary partyjne.
  • witekjs 11.05.13, 11:21
    Przeczytałem już, prawie wszystkie posty z dużym zainteresowaniem i smutkiem, że kilka niezwykłych postaci, nie bywa już w Naszej Kawiarence.
    Ta dyskusja mogłaby odbyć się obecnie, z bardzo podobnymi obserwacjami i wnioskami, dotyczącymi autorytetów w Polsce.
    Bardzo ciekawe było poznawanie naszych opinii i przemyśleń.

    Pozdrawiam Was serdecznie i Dziękuję Bardzo Scandowi, że ożywił ten wątek.

    Witek }:-})=

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka