Dodaj do ulubionych

Destrukcja

06.05.09, 13:36
Co filozofia mówi o siłach destrukcji działających w świecie?
Edytor zaawansowany
  • scand 06.05.09, 14:14
    > Co filozofia mówi o siłach destrukcji działających w świecie?

    Oczywiście są różne filozofie - weźmy np. Schopenhauera. Tu
    niewątpliwą siłą destrukcji ( jak i konstrukcji dla uzupełnienia)
    jest tzw. wola, która dotyczy wszystkich obiektów we wszechświecie.
    Wola mimo iż jedna po przejściu do swiata przedmiotowego
    uprzedmiatawia się i rozszczepia na tyle obiektów ile jest ( to jest
    dla mnie niejasne kto i jak określa zakres obiektów). Wola jednego
    nie liczy się wtedy z wolą drugiego i tak np. mamy lwa który pożera
    antylopę niszcząc jej ciało i egzystencję, lwa dopada choroba i tez
    zdycha, a jego ciało rozszarpują sępy. Ponury obraz destrukcji po
    której zostaje jednak tworzywo dla innych. W istocie formy znikają i
    rodzą się wciąż nowe, a materia krąży w swoim nieskończonym cyklu.
    To ostatnie zdanie nie wiem czy można jeszcze przypisać
    Schopehnaurowi, z pewnościa jednak jest to pogląd zgodny z
    współczesnym przyrodoznawstwem.
  • trebald 06.05.09, 19:46
    > Wola mimo iż jedna po przejściu do swiata przedmiotowego
    > uprzedmiatawia się i rozszczepia na tyle obiektów ile jest ( to jest
    > dla mnie niejasne kto i jak określa zakres obiektów).

    I raczej nie będzie w pełni zrozumiałe, gdyż skończoność...

    > W istocie formy znikają i rodzą się wciąż nowe (...)

    ...pociąga za sobą nie-do-kształt całości, więc zakresu być nie może.

    Ja przyjmuję to z definicji. Z definicji istoty, substancji, pod pewnymi
    warunkami tożsamej z monadą. Jeszcze raz powtórzę Twoje bogate w treść zdanie: —
    W istocie formy znikają i rodzą się wciąż nowe.

    Nie wyjdziemy po za przestrzeń i na wielość nic nie poradzimy: co trwa, musi
    trwać w przestrzeni, co istnieje w przestrzeni, musi trwać.
  • scand 07.05.09, 10:02
    > I raczej nie będzie w pełni zrozumiałe, gdyż skończoność...

    No to jesli tak podstawowa rzecz nie może byc zrozumiała to co
    powiedzieć o dalszej częsci filozofii, która przecież opiera się na
    podziale świata na "przedmioty". Dopiero tak wydzielone z całości
    mogą być "rzeczami samymi w sobie" co zresztą tez jest dyskusyjne
    czy to pojecie ma jakikolwiek sens poza mistycznym.
    Schopenhauer mówił że wola może w danym momencie pragnąć jednego, ba
    ale jeśli ta wola wcale nie jest niepodzielna a w przypadku np.
    człowieka składa się z róznych sprzecznych popędów, z których jeden
    w końcu wygrywa jak w darwinoskiej selekcji bytów ożywionych ?
    Moim zdaniem częśc filozofii Schopenhauera to jednak quasi religia,
    bo wymaga na początku pewnej wiary , jakby zauroczenia jego wizją..

    > Nie wyjdziemy po za przestrzeń i na wielość nic nie poradzimy: co
    trwa, musi
    > trwać w przestrzeni, co istnieje w przestrzeni, musi trwać.

    To co najmocniejsze trwa w cyklach.

    Scand



  • fleuret 07.05.09, 10:28
    scand napisał:

    > > Co filozofia mówi o siłach destrukcji działających w świecie?
    >
    > Oczywiście są różne filozofie - weźmy np. Schopenhauera. Tu
    > niewątpliwą siłą destrukcji ( jak i konstrukcji dla uzupełnienia)
    > jest tzw. wola, która dotyczy wszystkich obiektów we wszechświecie.
    > Wola mimo iż jedna po przejściu do swiata przedmiotowego
    > uprzedmiatawia się i rozszczepia na tyle obiektów ile jest ( to jest
    > dla mnie niejasne kto i jak określa zakres obiektów). Wola jednego
    > nie liczy się wtedy z wolą drugiego i tak np. mamy lwa który pożera
    > antylopę niszcząc jej ciało i egzystencję, lwa dopada choroba i tez
    > zdycha, a jego ciało rozszarpują sępy. Ponury obraz destrukcji po
    > której zostaje jednak tworzywo dla innych. W istocie formy znikają i
    > rodzą się wciąż nowe, a materia krąży w swoim nieskończonym cyklu.
    > To ostatnie zdanie nie wiem czy można jeszcze przypisać
    > Schopehnaurowi, z pewnościa jednak jest to pogląd zgodny z
    > współczesnym przyrodoznawstwem.

    Aby wyeliminować destrukcję należały usunąć kolizję interesów bytów zaopatrzonych w wolę lub całkowicie pozbawić je tej cechy? Kolizję możnaby usunąć poprzez kolejne scalenie woli poza światem uprzedmiotowionym. Usunięcie woli z bytu byłoby równoznaczne z 'zatrzymaniem' świata, który przestałby tym samym istnieć....


  • scand 07.05.09, 11:24
    > Aby wyeliminować destrukcję należały usunąć kolizję interesów
    bytów zaopatrzony
    > ch w wolę lub całkowicie pozbawić je tej cechy?

    To należałoby zrobić ale .. to niemożliwe smile

    >Usunięcie woli z bytu był
    > oby równoznaczne z 'zatrzymaniem' świata, który przestałby tym
    samym istnieć...

    Właśnie.

  • fleuret 07.05.09, 12:23
    scand napisał:

    > > Aby wyeliminować destrukcję należały usunąć kolizję interesów
    > bytów zaopatrzony
    > > ch w wolę lub całkowicie pozbawić je tej cechy?
    >
    > To należałoby zrobić ale .. to niemożliwe smile

    dlaczego niemożliwe? Skoro jak piszesz :
    "Wola mimo iż jedna po przejściu do swiata przedmiotowego
    uprzedmiatawia się i rozszczepia..." i nie znamy sposobu /obserwujemy efekt/, to niewykluczone jest zjawisko odwrotne, mechanizmu którego nie potrafimy przewidzieć.
    >

  • scand 07.05.09, 12:29
    Niemożliwe bo ,wg Schopenhauera, to osnowa świata, schowana do tego
    za zasłoną "rzeczy w sobie" poza którą zasłonę nikt nie może
    przeniknąć.
    Prostsze byłoby już chyba zgromadzić wszystkie diabły i anioły w
    jednym miejscu, np. na Stadionie Narodowym wink
  • fleuret 07.05.09, 12:46
    scand napisał:

    > Niemożliwe bo ,wg Schopenhauera, to osnowa świata, schowana do tego
    > za zasłoną "rzeczy w sobie" poza którą zasłonę nikt nie może
    > przeniknąć.

    Nawet kreator tychże?

    > Prostsze byłoby już chyba zgromadzić wszystkie diabły i anioły w
    > jednym miejscu, np. na Stadionie Narodowym wink

    D
  • scand 07.05.09, 12:51
    > Nawet kreator tychże?

    Kreator tychże czyli Schopenhauer, mógł , ale niestety już umarł wink
  • trebald 06.05.09, 20:03
    > Co filozofia mówi o siłach destrukcji działających w świecie?

    Picasso mówił o tworzeniu przez zniszczenie... Dziś raczej, cytując Witkacego —
    każdy może tworzyć byle co i ma prawo być z tego zadowolonym, byle by nie był w
    swej pracy szczerym i znalazł kogoś, który równie kłamliwie będzie to podziwiał.

    Niewątpliwie siła, nawet motoryczna, z tym że ufundowana (na kłamstwie?)...
  • scand 07.05.09, 09:53
    > Niewątpliwie siła, nawet motoryczna, z tym że ufundowana (na
    kłamstwie?)...

    Co sądzisz , Trebaldzie, o takim powiedzeniu zdaje się z ksiązki
    Camusa " Siła do zycia to siła do kłamstwa".
    Jednym słowem kto nie potrafi kłamac ten osuwa się powoli w strone
    utraty zycia.

  • trebald 07.05.09, 11:38
    > Co sądzisz , Trebaldzie, o takim powiedzeniu zdaje się z ksiązki
    > Camusa " Siła do zycia to siła do kłamstwa".
    > Jednym słowem kto nie potrafi kłamac ten osuwa się powoli w strone
    > utraty zycia.

    Skand, ja to znam. Czasem mam wrażenie, że gdyby nie iluzja to życie byłoby tak
    nudne, że nic tylko się wieszać. A propos samobójstwa: wiedziałeś o tym, że dla
    Schopenhauera samobójstwo jest potwierdzeniem dla woli życia?
  • scand 07.05.09, 11:44
    > A propos samobójstwa: wiedziałeś o tym, że dla
    > Schopenhauera samobójstwo jest potwierdzeniem dla woli życia?

    Nie. Nic dziwnego zatem że zalecał wyrzeczenie się woli gdyż wtedy
    oddalał się tez od zakonczenia.
  • trebald 07.05.09, 12:26
    > Nie. Nic dziwnego zatem że zalecał wyrzeczenie się woli gdyż wtedy
    > oddalał się tez od zakonczenia.

    W wyrzekaniu się woli, stawiał na świadomość. Woli podlega wszelki rozum i
    wiedza. Tylko artystyczna kontemplacja pozwala nam uciec od woli. Wiadomo, że
    łączył tę doktrynę ze skrajnym pesymizmem, podporządkowanie się rozkazom woli
    prowadzi bowiem tylko do iluzji i cierpienia. Podziwiając Upaniszady i buddyjską
    filozofię rezygnacji Schopenhauer uznaje coś w rodzaju wygaśnięcia za ostateczny
    cel dobrego życia (nirwana). W istocie nie jest całkiem jasne, dlaczego
    najlepszym wyjściem nie miałoby być samobójstwo w literalnym tego słowa
    znaczeniu. Nietzsche stwierdza, że argumentów Schopenhauera (a także Platona i
    chrześcijaństwa) wcale nie trzeba obalać: prawdziwie dionizyjska postać bez
    trudu czuje zapach rozkładu.


    Jego gloryfikacja rozpaczy wydaje się coś tam przesadzona, ale mimo to doskonale
    rozumiał w jaki sposób umysł podporządkowany jest życiu organicznemu i jak
    dochodzi do stłumienia i zniekształcenia popędów i pragnień. Czyni go to głównym
    prekursorem doktryny psychoanalitycznej. Dr Freud? — ostatnio jest coś w
    niełasce — może to nawet jest już tylko historia.
  • scand 07.05.09, 12:36
    To potwierdza że jego filozofia jest jednak quasi-religią (nie jest
    zresztą osamotniony - w zasadzie idealisci niemieccy jak Hegel czy
    Schelling też tworzyli quasi-religie). Bezosobowa wola zajmuje po
    prostu miejsce transcedentalnego Stwórcy.
    Freud natomiast tez stworzył swoistego rodzaju mitologię, w ktorej
    róznego rodzaju demony walczą o duszę człowieka (kto wie czy nie
    jest to do pewnego zgodne z mentalnymi agentami Minsky'ego z jego
    społeczeństwa umysłu).
  • fleuret 07.05.09, 10:34
    trebald napisał:

    > Picasso mówił o tworzeniu przez zniszczenie... Dziś raczej, cytując Witkacego &
    > #8212;
    > każdy może tworzyć byle co i ma prawo być z tego zadowolonym, byle by nie był w
    > swej pracy szczerym i znalazł kogoś, który równie kłamliwie będzie to podziwiał
    > .
    >
    > Niewątpliwie siła, nawet motoryczna, z tym że ufundowana (na kłamstwie?)...

    Czy można mówić o siłach destrukcji i konstrukcji w kategoriach moralnych przypisując im atrybut dobra lub zła?
  • trebald 07.05.09, 11:26
    > Czy można mówić o siłach destrukcji i konstrukcji w kategoriach moralnych przyp
    > isując im atrybut dobra lub zła?

    To zależy. Jeśli świata nie tworzy żadne bóstwo, wówczas wspomniane siły należą
    do sposobu kategoryzacji, wynikającej z ludzkiego pragmatyzmu. Ktoś kiedyś
    powiedział, że natura nie znosi próżni, i coś w tym chyba jest, gdyż często jest
    tak, że generalnie widzimy w destrukcji sposobność dla konstrukcji. Np. pożytek
    dla przyrody płynący ze starych walących się drzew, czyli korzyść jaką daje
    próchno. Życie drzewa nie kończy się wraz z jego śmiercią naturalną, czy też
    "naturalną od obucha, tzn. piły czy siekiery", ale że trwa i potem i nie chodzi
    tu bynajmniej o życie w postaci parkietu, boazerii czy mebli. Martwe drzewa w
    lesie są bowiem siedliskiem wielu gatunków roślin, grzybów i zwierząt, w tym
    bardzo rzadkich, jak niektóre chrząszcze. Przez to są też bazą pokarmową dla
    wielu zwierząt. Próchno jest doskonałą "gąbką" zwiększa więc znacznie chłonność
    wody w lesie. A przez to też jest doskonałym "podkładem" (z uwagi na dużą
    zawartość wody i substancji mineralnych) dla nowego pokolenia drzew. I nie dziwi
    zatem widok, jaki można zauważyć w Puszczy Białowieskiej (bo gdzie indziej już
    raczej trudno) że na starym, zwalonym świerku młode sadzonki rosną jak po
    sznurku.
  • scand 07.05.09, 11:36
    > A przez to też jest doskonałym "podkładem" ..

    Próbuję używać próchna i słomy w swoim ogrodzie do sciółkowania.
    Zostawianie gołej ziemi wystawianej na działanie promieni
    słonecznych chyba nie ma sensu bo przecież w przyrodzie nie
    występuje.
  • trebald 07.05.09, 11:48
    Prawdopodobnie w tym roku może być mało grzybów. Szkoda, bo ja jestem pies na
    grzyby. Tak czy siak i tak pójdę do lasu. Jeśli grzybów nie będzie, będę zbierał
    kamienie — wyłożę nimi ścieżkę do domu. Każdy pretekst jest dobry, żeby iść do lasu.
  • scand 07.05.09, 11:50
    > Każdy pretekst jest dobry, żeby iść do lasu.

    Uważaj jednak na kleszcze smile ( chyba że mieszkasz w takim regionie
    gdzie ich nie ma - o ile takie są ...)

  • trebald 07.05.09, 18:15
    > > Każdy pretekst jest dobry, żeby iść do lasu.
    >
    > Uważaj jednak na kleszcze smile ( chyba że mieszkasz w takim regionie
    > gdzie ich nie ma - o ile takie są ...)
    >

    A nie, nie! Wszędzie są kleszcze. Ale niespecjalnie mnie to przejmuje — tylko
    futrzaki łapią je jak gąbka wodę. Na co dzień jednak mieszkam w Krakowie, a ten
    dom, o którym wspomniałem jest w Beskidzie Wyspowym. Może kiedyś się tam
    zupełnie przeniosę. Ładne miejsce, tylko że ludziska stawiają się tam na potęgę.
  • scand 08.05.09, 09:17
    To jesteś szczęściarz mając jednak pewną możliwość wyboru. Zgadzam
    się że nadmiar ludzi może odciagnąć człowieka od filozofii smile i
    najlepsze są miejsca umiarkowanie odludne. Niestety tego ideału nie
    udaje mi się wypełnić. Nie wiesz czy znasz słynną "chatę" (nazwa ?)
    Heideggera - kto wie w jakim stopniu wpływała ona na kstzałt jego
    filozofii- w każdym razie widoki miał ładne.
    No cóż, jak widze, na razie musimy znosić natrętność życia
    miejskiego i jego pompatyczne ciśnienie, dla mnie ideałem tez byłoby
    przeniesienie się poza, ale na razie to niemożliwe.


    Pozdr,
    Scand,
    mieszkaniec płaszczyzn z lekka tylko pofalowanych.
  • trebald 08.05.09, 19:22
    > Nie wiesz czy znasz słynną "chatę" (nazwa ?)
    > Heideggera - kto wie w jakim stopniu wpływała ona na kstzałt jego
    > filozofii- w każdym razie widoki miał ładne.

    Niestety nie pamiętam nazwy tej chaty. Wiem tylko, że jest zrobiona na kształt
    monady i znajduje się gdzieś w okolicach Schwarzwaldu.
    Pozdrawiam smile
  • scand 11.05.09, 09:36
    > > Nie wiem czy znasz słynną "chatę" (nazwa ?)
    > > Heideggera - kto wie w jakim stopniu wpływała ona na kstzałt jego
    > > filozofii- w każdym razie widoki miał ładne.


    Oto dokumentacja fotograficzna tej chaty.

    en.wikipedia.org/wiki/File:Heideggerrundweg0009.JPG
    en.wikipedia.org/wiki/File:Heideggerrundweg0013.JPG

    www.freewebs.com/m3smg2/Photo3.jpg
    www.freewebs.com/m3smg2/Photo4.jpg
    www.freewebs.com/m3smg2/Photo6.jpg
    www.freewebs.com/m3smg2/Photo7.jpg
    www.freewebs.com/m3smg2/Photo8.jpg

    www.freewebs.com/m3smg2/cottage.htm
    Możnaby zapytac jaki wpływ miało to miejsce na jego filozofię ?
    Czy tez uważasz że miejsce w jakim człowiek żyje może mieć wpływ na
    jego życiową filozfię ?
  • trebald 11.05.09, 19:08
    Dziękuję za zdjęcia!
    Okolica piękna i chatka...

    Jednak trochę "powybrzydzam": gdybym ja miał w niej zamieszkać, to jest coś, co
    trochę utrudniałoby mi życie — krótko mówiąc —jak na moje "potrzeby", trochę za
    małe okna, ale rozumiem, że inne być nie mogły: malutkie okna na "świat" (żeby
    jak najmniej zła tego świata przedostało się do środka) Ładna chatka, nie widać
    w niej żadnych odłogów... W sam raz dla filozofa, bo można spokojnie oddać się
    kontemplacjom.

    > Możnaby zapytac jaki wpływ miało to miejsce na jego filozofię ?
    > Czy tez uważasz że miejsce w jakim człowiek żyje może mieć wpływ na
    > jego życiową filozfię ?

    Tak. tak sądzę. Sądzę, że jakiś tam wpływ ma... ale nie sposób przewidzieć jaki.
    To jest tajemnica wink



  • scand 12.05.09, 09:14
    > malutkie okna na "świat" (żeby
    > jak najmniej zła tego świata przedostało się do środka)

    Małe okna też mają swoje zalety, własnie owo większe poczucie
    odgrodzenia się. Zbyt duże z kolei dają za mało intymności choć
    otwarta przestrzeń np. na ogród tez ma swoje zalety.
  • scand 12.05.09, 13:39
    Może wreszcie uda mi się wkleic jakąś fotografię.


    http://tiny.pl/zsmz
  • scand 12.05.09, 14:53
    A teraz Heidegger spoczywa tu (długie życie , a żony jeszcze
    dłuższe). Ale cóż życie to bycie_ku_śmierci.

    http://tiny.pl/zsgb
  • fleuret 07.05.09, 12:37
    trebald napisał:

    > > Czy można mówić o siłach destrukcji i konstrukcji w kategoriach moralnych
    > przyp
    > > isując im atrybut dobra lub zła?
    >
    > To zależy. Jeśli świata nie tworzy żadne bóstwo, wówczas wspomniane siły należą
    > do sposobu kategoryzacji, wynikającej z ludzkiego pragmatyzmu. Ktoś kiedyś
    > powiedział, że natura nie znosi próżni, i coś w tym chyba jest, gdyż często jes
    > t
    > tak, że generalnie widzimy w destrukcji sposobność dla konstrukcji.

    A jaki pożytek mamy z sił destrukcji ujawniających się w naszych chorobach,
    śmierci?
  • scand 07.05.09, 12:56
    > A jaki pożytek mamy z sił destrukcji ujawniających się w naszych
    chorobach,
    > śmierci?

    Moim zdaniem taki jak miał Nietzsche, wytrącenie ze stanu błogostanu
    co pozwala tworzyć myśli nieoczekiwane, niecodzienne i dzikie - i co
    najwyżej do tego, w sferze materialnej, jeszcze jako pożytek rentę ,
    która umożliwia skoncentrowanie się na tym, a nie na gonieniu za
    tzw. chlebem naszym powszednim...
  • fleuret 07.05.09, 13:10
    scand napisał:

    > Moim zdaniem taki jak miał Nietzsche, wytrącenie ze stanu błogostanu
    > co pozwala tworzyć myśli nieoczekiwane, niecodzienne i dzikie - i co
    > najwyżej do tego, w sferze materialnej, jeszcze jako pożytek rentę ,
    > która umożliwia skoncentrowanie się na tym, a nie na gonieniu za
    > tzw. chlebem naszym powszednim...

    czyli zjawiska pozytywne mogą wyrosnąć na gruncie negatywnym - dobro wyhodować
    na złu D
  • scand 07.05.09, 13:16
    Tak. Jedno może przemienić się w drugie ( podobnie jak dobro może
    zamienić się w zło) ale ciężko znaleźć jakąś ogólna regułę kiedy to
    może się stać.
  • fleuret 07.05.09, 13:20
    scand napisał:

    > Tak. Jedno może przemienić się w drugie ( podobnie jak dobro może
    > zamienić się w zło) ale ciężko znaleźć jakąś ogólna regułę kiedy to
    > może się stać.

    może jest to akt wolnej woli, której podobno wg A. S. nie ma?
  • scand 07.05.09, 13:23
    > może jest to akt wolnej woli, której podobno wg A. S. nie ma?

    Raczej splot okoliczności, których część pozostaje zawsze poza naszą
    kontrolą a nawet świadomością. Oczywiście jest to pesymistyczne ale
    niestety w praktyce chcieć to nie wszystko więc akt wolnej woli
    niczego na 100% nam nie załatwi.
  • fleuret 07.05.09, 13:49
    scand napisał:

    > > może jest to akt wolnej woli, której podobno wg A. S. nie ma?
    >
    > Raczej splot okoliczności, których część pozostaje zawsze poza naszą
    > kontrolą a nawet świadomością.


    Pewnie, że mądrzej jest uznać splot okoliczności skoro akt woli nie jest do końca poznawalny

    Oczywiście jest to pesymistyczne ale
    > niestety w praktyce chcieć to nie wszystko więc akt wolnej woli
    > niczego na 100% nam nie załatwi.

    a czy rzeczywiście A S uważał, że przeanalizowanie własnych popędów pozwala zapanować nad nimi i w ten sposób "przekroczyć siebie" w pełni przejmując kontrolę nad własną wolą?
  • scand 07.05.09, 13:56
    > a czy rzeczywiście A S uważał, że przeanalizowanie własnych
    popędów pozwala zap
    > anować nad nimi i w ten sposób "przekroczyć siebie" w pełni
    przejmując kontrolę
    > nad własną wolą?


    W pełni ?? O nie , z pewnością na to był zbyt dużym pesymistą.
    Ale nie jestem pewny, lepszym ekspertem od tego pytania tu będzie z
    pewością Trebald.
  • trebald 07.05.09, 15:30
    > > a czy rzeczywiście A S uważał, że przeanalizowanie własnych
    > popędów pozwala zap
    > > anować nad nimi i w ten sposób "przekroczyć siebie" w pełni
    > przejmując kontrolę
    > > nad własną wolą?

    Z tą wolą to trochę nie tak. On świadomość — zrodzoną, ma się rozumieć, że z
    woli — przeciwstawiał jej. Jako że jesteśmy Polakami a jakieś 90 proc. to
    katolicy, i raczej każdy zetknął się z religią katolicką, z dogmatem mówiącym o
    Trójcy Św., spróbuję to zilustrować pewną zabawą umysłową. Wyobraźmy sobie, że
    Duch Święty jest zdecydowanym zaprzeczeniem woli życia. Człowiekiem, w którym
    ukazuje się ona in concreto jest Syn. Jest on tożsamy z wolą potwierdzającą
    życie i na skutek tego przejawem woli tworzącej świat naoczny, tj. Ojca, a
    mianowicie, gdyż potwierdzenie, zaprzeczenie jednej i tej samej woli są jej
    przeciwstawnymi aktami, a jej możność jednego i drugiego jest wolnością

    > W pełni ?? O nie , z pewnością na to był zbyt dużym pesymistą.
    > Ale nie jestem pewny, lepszym ekspertem od tego pytania tu będzie z
    > pewością Trebald.

    Wywołując kwestię łatwości, nie można zapomnieć o tym, że Schopenhauer był
    milionerem, był Rockefellerem swoich czasów. Bogaty, w dodatku wykształcony,
    władający biegle wieloma językami, doskonale znający kulturę południa Europy i
    nieprzeciętny obserwator życia, świadomy swojej wartości, lubiący dobrze zjeść...

    Kwestia przeanalizowania własnych popędów, niestety wciąż bez przekraczania
    siebie, należy być może do przyszłości. Niewątpliwie zabieg ten zwiększy
    możliwość przejęcia kontroli nad wolą. Kiedy to będzie możliwe? Pewnie wtedy,
    gdy ludzie wyrzucą pojecie ducha ze słownika i uświadomią sobie, że kształtowani
    są w zetknięciu ze światem. I wtedy już świadomie będą mogli dokonywać operacji
    na sobie poprzez wolny dobór kształtujących ich środowisk (czyli ludzi).
  • scand 08.05.09, 09:26
    >Jako że jesteśmy Polakami a jakieś 90 proc. to
    > katolicy,

    To chyba juz przeszłość, przepowiadałem ( nie trzeb ado tego
    wielkiej przenikliwości) że po smierci JPII liczba ta będzie się
    zmniejszała i chyba to się własnie dzieje ..

    > Z tą wolą to trochę nie tak. On świadomość — zrodzoną, ma się
    rozumieć, że z
    > woli — przeciwstawiał jej.

    To jest zrozumiałe także wtedy kiedy przyjmie się że swiadomość ma
    charakter społeczny. Wtedy wola wynikając bardziej z nieswiadomosci
    jest czymś wobec swiadomości zewnętrznym. Co do Trójcy św. przyznam
    że nigdy nie rozumiałem za bardzo jej symboliki i znaczenia w
    jakichkolwiek terminach psychologicznych.
    Zdaje się Jung cos pisał na ten temat ale nie pamietam nawet co.


    Pewnie wtedy,
    > gdy ludzie wyrzucą pojecie ducha ze słownika i uświadomią sobie,
    że kształtowan
    > i
    > są w zetknięciu ze światem. I wtedy już świadomie będą mogli
    dokonywać operacji
    > na sobie poprzez wolny dobór kształtujących ich środowisk (czyli
    ludzi).


    Naprawdę , Trebaldzie wierzysz w to ? Dla mnie zresztą swiadomość
    nie może wszystkiego zmienić bo świadomośc nie jest wszytskim smile
    ( jest jeszcze nieświadomość ...)
    Traktujemy świadomość jako cos najbardziej własnego ale czy
    rzeczyiwście jest az tak "własna" jeśli ma społeczny charakter ?
  • trebald 08.05.09, 18:42
    > Naprawdę , Trebaldzie wierzysz w to ? Dla mnie zresztą swiadomość
    > nie może wszystkiego zmienić bo świadomośc nie jest wszytskim smile
    > ( jest jeszcze nieświadomość ...)
    > Traktujemy świadomość jako cos najbardziej własnego ale czy
    > rzeczyiwście jest az tak "własna" jeśli ma społeczny charakter ?

    Nie tyle wierzę (bo futurologia ma pewną przywarę i jest nią mianowicie pewna
    skłonność do "kompromitowania" się), tylko tak sobie i zupełnie luźno
    wyobraziłem człowieka przyszłości. Jeślibym jednak trafił i tak zaliczyłbym to
    do "strzału" w ciemno, gdyż nie mam najmniejszych kwalifikacji na socjologa
    przyszłości. Zresztą tak na serio, to chyba nikt ich nie ma, ale spróbuj Skand
    dać inną odpowiedź na pytanie: — Co może zrobić człowiek przeświadczony o
    własnej niesamoistności, o tym że uformowany jest jedynie przez otoczenie, w
    którym żyje, z takimi a nie innymi skłonnościami odziedziczonymi po przodkach
    lub wprost wynikającymi z nabytej "po drodze" ułomności, bądź też czegoś
    przeciwnego? Wolność rozumiem również w taki sposób, że człowiek świadom swoich
    granic, będzie starał się efektywnie w nich zaistnieć... Na pewno słyszałeś o
    słynnym Demostenesie, który wykazał, że nawet człowiek jąkający się może
    wyćwiczyć staranną dykcję (a propos tego: mam kolegę, który się jąka i jest
    jakąś tam szychą w Polskim Związku Jąkających Się, i uwierz mi, że niewielu z
    naturalnie płynną mową potrafi wieść tak obfitujące w towarzystwo życie jak on,
    fakt, że czasem się jeszcze "zawiesi" lecz nie krępuje go to już zupełnie —
    zatem cel, który sobie zamierzył osiągnął). W takim świadomym siebie
    społeczeństwie, tej utopi, człowiek np. o skłonności do tchórzostwa, chcąc
    siebie formować wybierze takie otoczenie, które uplastyczni w nim cechy odwagi,
    a z nieświadomością będzie już zupełnie za pan brat, zwłaszcza w tych
    kontrastach, gdyż z życia swego uczyni prawdziwą sztukę wink
    W końcu sztuka żywi się kontrastami — czy nie tak?
  • scand 11.05.09, 10:11
    Co może zrobić człowiek przeświadczony o
    > własnej niesamoistności, o tym że uformowany jest jedynie przez
    otoczenie, w
    > którym żyje, z takimi a nie innymi skłonnościami odziedziczonymi
    po przodkach
    > lub wprost wynikającymi z nabytej "po drodze" ułomności, bądź też
    czegoś
    > przeciwnego?


    Tego się własnie obawiam że człowiek przyszłości może zostac
    przeksztaconyy w "inteligentnego insekta" który będzie działał
    reagując na bodźce wg logiki rozpracowanej przez tzw. naukę czyli
    siłę w stosunku do niego jednak zewnętrzną. Może warto zostawić mu
    jednak furtkę bezpieczeństwa w postaci niewytłumaczalnego np.
    Absolutu ..
    Podobnie nieco mysli tez podobno Leszek Kołakowski.

    wyborcza.pl/1,97738,6585979,Zrodla_moralnosci_bija_glebiej.html
  • trebald 11.05.09, 18:34
    wyborcza.pl/1,97738,6585979,Zrodla_moralnosci_bija_glebiej.html

    Oto fragment artykułu z powyższego linku, w którym Michalski mówi:

    "Tymczasem rozstrzygnięcie "najważniejszych, najbardziej bolących i
    newralgicznych pytań" - nieświadomie zgadzając się z Nietzschem i Heideggerem,
    pisał kiedyś Kołakowski w książce o Spinozie - rozstrzygnięcie "najważniejszych,
    najbardziej bolących i newralgicznych pytań" to "kwestia wyboru wartości", nie
    konfrontacja argumentów. Bowiem świat, argumentuje tu wbrew Heglowi i Marksowi
    Kołakowski (jak wcześniej Nietzsche i Heidegger) - nie da się w ogóle pojąć (nie
    da się ująć w pojęcia, nie da się wiedzieć) jako całość; nie istnieje więc
    ostateczny punkt odniesienia (świat do końca pojęty, całkowicie przezroczysty),
    który, nawet potencjalnie, pozwoliłby ułożyć wszystko, co robimy i co myślimy, w
    jednoznaczny porządek."

    zdecydowanie bardziej wolę, kiedy Michalski interpretuje Nietzschego (w swoich
    zestawieniach, analogiach i niuansach myślowych), niż czyni to z Kołakowskim.
    Kołakowski jest tak złożoną osobowością i przy tym na tyle jasno się wyraża, że
    szkoda Michalskiego błyskotliwych słów, które tylko gębę Mistrzowi przyprawiają.
    Ale przed gębą podobno nie ma innej ucieczki, jak tylko w inną gębę wink

    Co do samych źródeł moralności, to rzeczywiście biją one z "ciemnej gleby" i
    gdybym pokusił się o zracjonalizowanie tego obszaru wskazałbym raczej na jej
    "faktyczne" źródło, czyli na religię i póki co jej pokłosie. Z jakiej
    perspektywy i pod jakim kątem będziemy na nią patrzeć w przyszłości(naturalnie
    wyjąwszy z tego oglądu perspektywę stricte neurobiologiczną) i jak dalej z nią
    będzie? A no, nie zobaczymy, gdyż tak długo już żaden z nas faktycznie i
    niestety żyć nie będzie.
  • scand 11.05.09, 11:33
    >Wolność rozumiem również w taki sposób, że człowiek świadom swoich
    > granic, będzie starał się efektywnie w nich zaistnieć...

    Wolność jako "zrozumiana konieczność " smile

    > Na pewno słyszałeś o
    > słynnym Demostenesie, który wykazał, że nawet człowiek jąkający
    się może
    > wyćwiczyć staranną dykcję ..

    Owszem jemu się "udało". Ale pewnie było i 99 innych którzy
    próbowali podobnie jak on byc mówcami i .. im sie nie udało.
    Ale historia pamięta o zwycięzcach... co nie oznacza że nie warto
    próbować, bo zawsze można być przecież w tej 1% grupie.


    W takim świadomym siebie
    > społeczeństwie, tej utopi, człowiek np. o skłonności do
    tchórzostwa, chcąc
    > siebie formować wybierze takie otoczenie, które uplastyczni w nim
    cechy odwagi,
    > a z nieświadomością będzie już zupełnie za pan brat, zwłaszcza w
    tych
    > kontrastach, gdyż z życia swego uczyni prawdziwą sztukę wink
    > W końcu sztuka żywi się kontrastami — czy nie tak?

    Niestety jest to utopia. Na razie widzę społeczeńswto bardziej jako
    swego rodzaju ekosystem ( zgodne jest to chyba z kapitalizmem,
    zastanawiam się na ile kapitalizm sam narzuca ten pogląd), gdzie
    panuje walka o zasoby i zajmowanie odpowiednich nisz. Czasami
    zajęcie odpowiedzniej niszy nie jest możliwe dopóki stare drzewo nie
    upadnie, z jego próchnicy ciagną składniki młode siewki - sam o tym
    pisałeś. Nie tylko zresztą pojedyncze osobnki mogą zniknąć, znikają
    podobnie jak w przyrodzie, całe populacje zastępowane nowym,
    napływowym gatunkiem.
  • trebald 11.05.09, 18:35
    > Owszem jemu się "udało". Ale pewnie było i 99 innych którzy
    > próbowali podobnie jak on byc mówcami i .. im sie nie udało.
    > Ale historia pamięta o zwycięzcach... co nie oznacza że nie warto
    > próbować, bo zawsze można być przecież w tej 1% grupie.

    Prawda? I w ogóle, kto powiedział, że świat jest sprawiedliwy!?

    Zaraz mi go tutaj dawać..!!!!!! wink
  • scand 12.05.09, 09:23
    > Prawda? I w ogóle, kto powiedział, że świat jest sprawiedliwy!?

    Już od starożytności tę "sprawiedliwość" przenosi się raczej w
    zaświaty. Oczywiscie próby są..
  • scand 11.05.09, 11:34
    > W końcu sztuka żywi się kontrastami — czy nie tak?

    A więc ścieranie się przeciwieństw i ich synteza ... znowu wracamy
    do Hegla smile
  • trebald 11.05.09, 19:13
    Hegel, fakt... naturalnie, w końcu zaistniał w filozofii, a z faktami się nie
    dyskutuje wink
  • trebald 07.05.09, 14:10
    > A jaki pożytek mamy z sił destrukcji ujawniających się w naszych chorobach,
    > śmierci?

    Nie wiem z jakiego stanowiska stawiasz to pytanie, a nie chciałbym też być
    posądzony o cynizm... jednak chcąc Ci odpowiedzieć, muszę się zdobyć na pewne
    przekroczenie, w związku z tym stanem rzeczy jaki jest i na który nic się nie da
    poradzić, więc zdobywam się na to przekroczenie naturalnej wrażliwości, której
    nie myśl, że jestem zupełnie pozbawiony i odpowiadam: dzięki chorobie, w ten czy
    inny sposób prowadzącej do śmierci, znajdują zatrudnienie lekarze rozmaitych
    profesji, w końcu i grabarze, duchowni, krawcowie czarnej garderoby, stolarze
    etc... To jest pośredni pożytek, innym, na marginesie Twojego pytania, pośrednim
    pożytkiem płynącym z cierpienia wywołanego chorobą jest informacja jaką wysyła
    nam ciało o jego stanie: słyszałem o pewnej dziewczynce chorującej na rzadką
    chorobę — nie czuła bólu. Potrafiła obgryzać palce do kości, rodzice musieli jej
    pilnować na każdym kroku. Niestety nie upilnowali, to było ponad ich siły żeby
    zmagać się niebezpieczeństwami czyhającymi na tę dziewczynkę, której natura nie
    obdarzyła wrażliwością na ból. Dziewczynka nie żyła długo: tylko kila lat...
    zdaje się przegryzła sobie aortę. Ja wiem, że to może przekraczać wrażliwość,
    zwłaszcza wrażliwość młodego człowieka, który jest pełen życia, ale fakty są
    takie (już nawet pomijając to, co i tak napiszę w podsumowaniu), że śmierć
    reguluje kwestię zwyczajnego nawet przeludnienia, czyniąc życie w miarę znośnym.
    Nie tylko choroby, wszelkiego rodzaju zarazy są tym czynnikiem ale i wojny.
    Jeśli wojny w końcu zanikną i nastanie upragniony przez wielu pokój to i tak
    będziemy mierzyć się z innym problemem, z którym łatwiej było nam sobie poradzić
    w przeszłości, kiedy świat był większy. Mam na myśli większą możliwość mutowania
    się chorobotwórczych wirusów - to jest dopiero zatrudniające wyzwanie dla rzeszy
    ludzi (nie licząc już nawet wynalazczych wytworów ułatwiających egzystencje
    człowieka, które zawsze, jak nie z powodu wojny to z innych kłopotów zazwyczaj
    przypadkiem wynikają), bo sprawa wydaje się być poważna, jeśli wieżyc mediom.
    Ale już wystarczy tego rezonowania, bo nie mam ambicji rozsiewać katastrofalnych
    wizji i podsumowując: w opowiadaniu Karela Capka Ellian Makropoulos wypiła
    eliksir życia. W chwili, w której rozgrywa się akcja, bohaterka od trzech
    stuleci pozostaje w wieku 42 lat i życie straciło dla niej wszelki sens.
    Konkluzja jest taka: życie wieczne wcale nie jest godne pożądania: mamy
    szczęście, że możemy umrzeć. Jednakże Makropoulos to istota nieśmiertelna,
    żyjąca wśród śmiertelników i trzeba posiadać bogatą wyobraźnie aby zdać sobie
    sprawę, że nawet raj byłby nie do zniesienia.
  • fleuret 07.05.09, 19:35
    Myślę, że niewielu ludzi /a może tak naprawdę nikt/ potrafi wyborazić sobie egzystencję inną niż ‘materialna’.
    Korzyści wynikające z choroby i śmierci naświetliłeś tylko z perspektywy innych osób, chwilowo nie uwikłanych w intensywny proces umierania. A jakie korzyści z bólu, cierpienia ma ten, którego one dotyczą?
  • trebald 07.05.09, 21:13
    > Myślę, że niewielu ludzi /a może tak naprawdę nikt/ potrafi wyborazić sobie egz
    > ystencję inną niż ‘materialna’.
    > Korzyści wynikające z choroby i śmierci naświetliłeś tylko z perspektywy innych
    > osób, chwilowo nie uwikłanych w intensywny proces umierania. A jakie korzyści
    > z bólu, cierpienia ma ten, którego one dotyczą?

    To prawda... Fakt. Cierpienie, o którym piszesz, mimo nieludzkich prób
    wprzęgnięcia w teologiczne sensy, w tej rzeczywistości zainteresowanego sensu ni
    korzyści żadnej nie ma. Nasilający się ból może człowieka jedynie upodlić.
    Kiedyś spędziłem noc w hospicjum i byłem światkiem, jak kobieta samotnie
    umierała jęcząc z bólu...
  • fleuret 11.05.09, 12:31
    trebald napisał:

    > To prawda... Fakt. Cierpienie, o którym piszesz, mimo nieludzkich prób
    > wprzęgnięcia w teologiczne sensy, w tej rzeczywistości zainteresowanego sensu n
    > i
    > korzyści żadnej nie ma. Nasilający się ból może człowieka jedynie upodlić.
    > Kiedyś spędziłem noc w hospicjum i byłem światkiem, jak kobieta samotnie
    > umierała jęcząc z bólu...

    Nie ma takiego losu, którego nie przezwycięży pogarda.
    /Albert Camus - Mit Syzyfa/
  • trebald 11.05.09, 20:15
    > Nie ma takiego losu, którego nie przezwycięży pogarda.
    > /Albert Camus - Mit Syzyfa/

    na marginesie Camusa:
    z całą mocą to poczuł, schodząc w kierunku równiny... po co tam schodził?
    wiadomo: po beznadzieję.

    W rzeczywistości prawdę tę zna nie jeden wyklęty, lecz wielu wyklętych, zatem
    nie są oni aż tak osamotnieni.
  • zbigniew31 08.05.09, 20:29

    Odnoszę wrażenie , że kontekst ułatwi nieco precyzyjną odpowiedź ,
    jest to teza , której udowadniać wcale nie mam ochoty , ale może rzuca nieco światła na problem dobra i zła szczególnie jeśli wziąć pod uwagę aforyzm Voltaire ; "lepsze jest wrogiem dobrego" , pamiętają również czasy jemu współczesne - czasy zaboru Polski .
    Można powiedzieć , przeszłość/teraz nieustannie jest zabijhana przyszłością i można podejrzewać , że ten stan optymalny świata już się w jego historii zdarzył ...


    :
    zło aby móc się realizować potrzebuje przedmiotu , który będzie mu poddany -świat i chociaż samo jest destruktywne , to aby destrukcję móc w życie wprowadzać wpierw na ten użytek jest konstruktywne ; ma taką Moc destrukcji , że nawet niebyt burzy..)
  • trebald 09.05.09, 18:49
    > Odnoszę wrażenie , że kontekst ułatwi nieco precyzyjną odpowiedź ,
    > jest to teza , której udowadniać wcale nie mam ochoty , ale może rzuca nieco św
    > iatła na problem dobra i zła szczególnie jeśli wziąć pod uwagę aforyzm Voltaire
    > ; "lepsze jest wrogiem dobrego" , pamiętają również czasy jemu współczesne -
    > czasy zaboru Polski .
    > Można powiedzieć , przeszłość/teraz nieustannie jest zabijhana przyszłością i
    > można podejrzewać , że ten stan optymalny świata już się w jego historii zdarzy
    > ł ...

    Czyli, używając mniej złożonej składni: dobro jest w swej skromności nudne do
    tego stopnia, że aż przeciwstawia się postępowi smile

    > zło aby móc się realizować potrzebuje przedmiotu , który będzie mu poddany -świ
    > at i chociaż samo jest destruktywne , to aby destrukcję móc w życie wprowadzać
    > wpierw na ten użytek jest konstruktywne ; ma taką Moc destrukcji , że nawet nie
    > byt burzy..)

    Innymi słowy: jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.

    — Dawniej było lepiej - pomyślał pewien niemłody już jegomość o "białostockim"
    usposobieniu, spluwając na widok przemykającej się pary, wyraźnie mających się
    ku sobie chłopca i dziewczyny. Całe to zdarzenie miało miejsce nazajutrz po
    Juwenaliach, o tej szarej godzinie (żywcem wyjętej z pierwszej strony
    Ferdydurke), kiedy noc nie skończyła się, a dzień jeszcze nie zdążył się
    zacząć. Staruszek cierpiał na bezsenność i od lat szczerze nienawidził siebie
    sterczącego przed oknem. Nienawidził szczególnie o tej szarej godzinie.
    Dziewczyna — studentka pierwszego roku na UJ — była śliczną filigranową
    blondynką. Chłopak, student Politechniki Krakowskiej, był rodem z Kenii.

    Prowadzili ożywioną rozmowę w języku angielskim...
  • zbigniew31 09.05.09, 20:30

    > Czyli, używając mniej złożonej składni: dobro jest w swej skromności nudne do
    > tego stopnia, że aż przeciwstawia się postępowi smile


    zamknijmy rozważania w obrębie dwóch osobliwości - Dobro i Zło , obydwie w swojej istocie skrajnie doskonałe , krótko - jakościowo dobre ...
    Dobro nie pragnie destrukcji ! Samo nie mogąc osiągnąć nic lepszego //bo jest już doskonałe // posiada w odróżnieniu zła wolę trwania w swoim stanie .
    Zło natomiast pragnąc destrukcji , nacechowane jest wolą zmiany , będąc już jakościowo doskonałe zmienić może się tylko w coś mniej doskonałego , bliższemu 'Dobru' czyniąc tym samym zło przeciwko własnej jakości ...

    Ciekawe w tym jest , że obie te osobliwości aby móc siebie wyrażać cechują się wolą , jedno trwania , a drugie zmiany ... Taka konkluzja mi się majaczy , że w świecie jest tyle samo Zła co i Dobra , każda bowiem chwila / jak fizyka podejrzewa/ jest momentem trwania .. a może wcale nie ma żadnego w świecie trwania ?



    > Innymi słowy: jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.

    Człowiekowi obdarzonemu intelektem w odległej historii , zdobycze współczesnej myśli były jak np literatura -niebytem .




    > — Dawniej było lepiej - pomyślał pewien niemłody już jegomość o "białosto
    > ckim"
    > usposobieniu, spluwając na widok przemykającej się pary, wyraźnie mających się
    > ku sobie chłopca i dziewczyny. Całe to zdarzenie miało miejsce nazajutrz po
    > Juwenaliach, o tej szarej godzinie (żywcem wyjętej z pierwszej strony
    > Ferdydurke), kiedy noc nie skończyła się, a dzień jeszcze nie zdążył się
    > zacząć. Staruszek cierpiał na bezsenność i od lat szczerze nienawidził siebie
    > sterczącego przed oknem. Nienawidził szczególnie o tej szarej godzinie.
    > Dziewczyna — studentka pierwszego roku na UJ — była śliczną filigra
    > nową
    > blondynką. Chłopak, student Politechniki Krakowskiej, był rodem z Kenii.
    >
    > Prowadzili ożywioną rozmowę w języku angielskim...


    bardzo Trebaldzie pięknie , można powiedzieć :
    na zakończenie Dobro i Zło w jednym_śmierć ..)
  • trebald 09.05.09, 22:19
    > Ciekawe w tym jest , że obie te osobliwości aby móc siebie wyrażać cechują się
    > wolą , jedno trwania , a drugie zmiany ... Taka konkluzja mi się majaczy , że w
    > świecie jest tyle samo Zła co i Dobra , każda bowiem chwila / jak fizyka podej
    > rzewa/ jest momentem trwania .. a może wcale nie ma żadnego w świecie trwania ?


    Raczej skłaniałbym się do tego, że trwanie jest w świecie i właśnie między
    innymi na trwaniu on się zasadza. I nie mieszałbym do tego fizyki. Zresztą o ile
    mi wiadomo Zbigniewie, w fizyce nie używa się słowa "moment" na oznaczenie
    chwili w poniższym sensie, gdyż trwanie czyli czasowość, o której wiadomo, że
    jest strukturą zorganizowaną, a także wiadomo, że te trzy "elementy" czasu:
    przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, nie powinny być uznawane za zbiór
    danych, które należy sumować — jak w przypadku nieograniczonej serii
    "teraźniejszości", w której pewnych danych jeszcze nie ma, a innych już nie ma —
    ale jako ustrukturowane chwile źródłowej syntezy i dlatego musimy to przyjąć,
    gdyż w przeciwnym razie natkniemy się na taki paradoks: przyszłości już nie ma,
    przyszłości jeszcze nie ma, a jeśli chodzi o bezpośrednią teraźniejszość, to
    każdy dobrze wie, że jej wcale nie ma, że jest ona granicą nieograniczonego
    podziału, jak punkt bez wielkości. Zatem cała seria nicościuje się i "podwaja",
    skoro tylko przyszła teraźniejszość na przykład jest nicością jako przyszłość i
    realizuje się w nicości, kiedy tylko przejdzie w stan obecnej "teraźniejszości".
    Jedyną możliwą metodą zbadania czasowości jest ujęcie jej jako całości, która
    rządzi się swoimi drugorzędnymi strukturami i która nadaje im znaczenie w
    egzystencjalnym sensie. Natomiast w ontologicznym sensie w stosunku do czasu
    całego istnienia pojęcia: równomiernego lub nierównomiernego jego upływania, jak
    też szybkości tego upływania, nie mają sensu, gdyż nie bierzemy tu jak w fizyce
    ograniczonych, skończonych kompleksów zjawisk, porównywalnych ze sobą, tylko
    nieskończoną w przestrzeni całość istnienia, o której nic w stosunku do czasu
    powiedzieć nie możemy, jak tylko to, że się stale zmienia, a więc trwa. Wiemy
    tylko, że czas całości nie upływa ani nieskończenia szybko, ani nieskończenie
    wolno.

    P.s. Chrześcijanie jednak twierdzą, że dobro jest większe od zła.

    Pozdrawiam.


  • zbigniew31 10.05.09, 11:57

    Fizyka stara się poddać wszelkie zjawiska kwantowej teorii , nawet czas , co zdaje się sugeruje stała Plancka ,( inna sprawa czy wiernie oddaje stan faktyczny ?) .
    Osobiście jak w tym artykule
    skłaniam się ku przekonaniu , że czas jest iluzją , a moment/chwila rozumiem jako stan trwania obiektu materialnego w odniesieniu do innych obiektów , które wobec jego stanu x_krotnie uległy zmianie .. Gdyby nie zmienność układu odniesienia , albo odwrotnie jego stałość w odróżnieniu przedmiotu - czasu nie dałoby się zaobserwować wcale ..) Mamy jednak w świecie zmienność i trwanie , względem siebie stanowiące kontrast dający poczucie upływu 'czasu' . Przykładowo : zamrożony w trwaniu //bezruch// wszechświat nie znajdowałby żadnego interwału czasu dla takiego , swojego stanu .

    > P.s. Chrześcijanie jednak twierdzą, że dobro jest większe od zła.

    Będąc przekonanym , że prawda jest tylko jedna
    - nie trzeba obawiać się , że wychodząc z najbardziej destruktywnych nawet założeń , wykaże się 'coś' nie podlegającemu tej prawdzie , wobec której będzie to 'coś' prawdą , lub fałszem ..)
  • trebald 10.05.09, 15:34
    > Osobiście jak w tym artykule
    > skłaniam się ku przekonaniu , że czas jest iluzją , a moment/chwila rozumiem ja
    > ko stan trwania obiektu materialnego w odniesieniu do innych obiektów , które w
    > obec jego stanu x_krotnie uległy zmianie .. Gdyby nie zmienność układu odniesie
    > nia , albo odwrotnie jego stałość w odróżnieniu przedmiotu - czasu nie dałoby
    > się zaobserwować wcale ..) Mamy jednak w świecie zmienność i trwanie , względem
    > siebie stanowiące kontrast dający poczucie upływu 'czasu' . Przykładowo : zam
    > rożony w trwaniu //bezruch// wszechświat nie znajdowałby żadnego interwału czas
    > u dla takiego , swojego stanu .

    Wprawdzie tylko pobieżnie rzuciłem okiem na ten artykuł (obiecuję, że
    przysiądę nad nim dłużej, bo niestety ostatnio jestem dość zajęty) lecz
    najbardziej w nim zainteresowały mnie jego końcowe zdania. Cytuję:
    Ostateczne rozwiązanie zagadki czasu będzie zatem związane z poszukiwaniem
    „brakującego ogniwa” pomiędzy upływającym czasem subiektywnie doświadczanym
    przez człowieka i „zamrożonym” czasem klasycznych teorii fizycznych. Dwa
    obiecujące pola badań nad tym zagadnieniem to teoria chaosu i mechanika
    kwantowa, w których deterministyczne prawa fizyki pozwalają na istnienie stanów
    zupełnie nieprzewidywalnych, co może stanowić uchyloną furtkę, przez którą uda
    się wprowadzić do teorii czasu niezdeterminowanie przyszłości i wolną wolę
    obserwatora. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że badania te pomogą kiedyś
    przezwyciężyć obecną frustrację spowodowaną doświadczeniem „przemożnego poczucia
    istnienia czegoś, co przecież nie ma żadnego sensu, jeśli poddać to szczegółowej
    analizie”.


    Zdaje sobie sprawę, że w swoim sadzie mogę być bardzo osamotniony — ale uważam,
    że zorientowana mechanistycznie nauka (która w psychologi zdaje się przechodzi
    renesans behawioryzmu) nie jest błędna, lecz raczej zbyt wąska i ograniczona,
    aby służyć jako ogólna filozofia.

  • zbigniew31 11.05.09, 20:47

    też zainteresowało mnie podsumowanie , szczególnie fragment o „brakującym ogniwie” . Spróbuję coś o tym w Scanda wątku o czasie napisać .

    Filozofia jak sądzę Trebaldzie , jest jednak bez poznania wcale niemożliwa ..) a tym zajmuje się obecnie nauka i warto jest chyba(?) z niej wyciągać wnioski , albo konkluzje przez tą sprawdzać .
  • trebald 11.05.09, 22:03
    > też zainteresowało mnie podsumowanie , szczególnie fragment o „brakującym
    > ogniwie”

    czyli to zdanie:

    Ostateczne rozwiązanie zagadki czasu będzie zatem związane z poszukiwaniem
    „brakującego ogniwa” pomiędzy upływającym czasem subiektywnie doświadczanym
    przez człowieka i „zamrożonym” czasem klasycznych teorii fizycznych.

    Dla ścisłości Zbigniewie, chodziło mi raczej o motywy autora. Zainteresowało
    mnie tylko przez to, że wyczuwa się u autora tego artykułu, iż w to "brakujące
    ogniwo" najchętniej wstawiłby Boga (tylko jeszcze nie wiem czy świadomie, czy
    przez to, że powodowany jest jakąś quasi-wewnętrzną intencją).
  • zbigniew31 11.05.09, 22:31
    > Dla ścisłości Zbigniewie, chodziło mi raczej o motywy autora. Zainteresowało
    > mnie tylko przez to, że wyczuwa się u autora tego artykułu, iż w to "brakujące
    > ogniwo" najchętniej wstawiłby Boga (tylko jeszcze nie wiem czy świadomie, czy
    > przez to, że powodowany jest jakąś quasi-wewnętrzną intencją).

    Ja specjalnie wybrałem ten artykuł , bo każdy może w nim znaleźć własne 'za i przeciw' do dyskusji ...

    Może aby to wszystko subiektywne i zmienne , gdzie wymienić można etykę , estetykę oraz poczucie czasu istniało , konieczne jest coś obiektywnie stałego ?
  • zbigniew31 13.05.09, 21:56

    Czy ta destrukcja musi istnieć?

    Jako możliwość jest konieczna zmiana w kontekście indeterminizmu
    Świat jako sama tylko nieskonkretyzowana możliwość byłby nijaki , tyleż coś , co nic . Możliwość wszystkiego , to także możliwość destrukcji nijakiego statu , co w gruncie rzeczy jest optymistyczne , bo nawet poprzez destrukcję Złego jakości morzna zbliżyć się do Dobrego ..)
  • scand 26.03.10, 09:47
    Ja też .. optymistycznie.

    Bez destrukcji nie ma konstrukcji smile
  • scand 02.03.11, 09:42
    Destrukcją starego musi być też wzrost części bo ten jako taki zabiera przestrzeń reszcie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.