• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

‘Pasat’ czyli nieudany fish picnic z Makarskiej Dodaj do ulubionych

  • IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.09, 16:48
    Spróbujmy przełamać ten ‘chocholi taniec’ zapoczątkowany na tym
    forum przez Sofia 41 i wróćmy do meritum, czyli przydatnych
    informacji z naszych podróży po Chorwacji.

    Chciałbym opisać ku przestrodze mój jedyny, nieudany dzień w
    ostatniej podróży do Dalmacji, kiedy wybrałem się ze znajomymi na
    fish picnic z Makarskiej stateczkiem ‘Pasat’. Jednostka prezentowała
    się ładnie (dużo drewna), stylizowana na stary żaglowiec. Była to
    już 3-cia nasza tego typu wyprawa, w tym wcześniejsza bardzo udana
    na ‘Makarskim Jadranie’. Zameldowaliśmy się na statku dnia 01.09 z
    rana, ok. 30 min przed wypłynięciem. Planowana trasa: Jelsa na
    Hvarze + Bol na Bracu. Zajęliśmy z trudnością (b. mało miejsca na
    nogi) jeden ze stolików na pokładzie, które ustawione były bardzo
    ciasno. Obserwowaliśmy ze zdumieniem jakie ‘tłumy’ pasażerów którzy
    wykupili bilety próbują znaleźć kawałek miejsca dla siebie. Sporo
    osób, w tym z małymi dziećmi musiało siadać między stolikami i w
    wolnych miejscach na pokładzie z braku miejsca. Statek był
    przeładowany o co najmniej 20-30 %, a wśród pasażerów było sporo
    Polaków. Przed krótkim postojem w Jelsie pani ‘pilotka’ ogłosiła w
    kilku językach że trzeba zabierać schodząc ze statku wszystkie swoje
    rzeczy. Nasze zdziwienie minęło jak wróciliśmy z powrotem, nasz
    stolik był zajęty przez innych pasażerów, którzy nie mieli wcześniej
    swojego miejsca. Podobną sytuację mieli inni wcześniejsi, szczęśliwi
    posiadacze stolików. Po obiadek, który rozpoczęli serwować po
    wypłynięciu musieliśmy czekać w długiej kolejce ok. pół godziny, a
    jedliśmy ‘na kolanach i w kucki’. Do tego nieliczna obsługa nie była
    w stanie sprawnie podawać napojów (tłumy depczacych się chętnych),
    tak że jedynym wyjściem było zakupienie takowych w statkowym barze,
    gdzie oczywiście ceny były zaporowe. Próbowałem (bez rezultatu)
    dotrzeć do organizatorów, lub właścicieli ‘Pasata’ i opisać
    sytuację. Na moją pisemną skargę którą wysłałem później mailem na
    znane mi adresy agencji turystycznych w Makarskiej organizujące fish
    picniki, zareagował tylko jeden – z firmy ‘Vakance’. Uznał, że
    powinniśmy dostać zwrot za bilet z jednoczesnymi przeprosinami.
    Zachęcał jednak do ponownego przyjazdu do Makarskiej pisząc że
    trzeba rugować i izolować tego typu ludzi i firmy (ex ‘Pasat’), a
    zdecydowana większość organizatorów turystyki działa uczciwie, co
    też mogę potwierdzić.
    W związku z tym jednak że pazerny organizator wypraw na ‘Pasacie’
    może powtórzyć swoje ‘akcje’ w przyszłym sezonie uważajcie na czy
    płyniecie i spytajcie wcześniej tych którzy wracają z wyprawy o
    wrażenia i opinie.
    Pozdrav

    Edytor zaawansowany
    • Gość: tom IP: *.tvkstella.pl 09.10.09, 17:47
      Myślę, że warto takie sytuacje na forum opisywać i wskazywać dokładnie tych,
      którzy do nich doprowadzają. Tak sobie tę funkcję forum wyobraża większość z
      nas. A sama sytuacja - cóż... Można rzec: są ludzie i ludziska, podobne sytuacja
      zdarzać się mogą w wielu krajach, nie tylko w Chorwacji. Zdarzają się i u nas.
      Tyle, ze zamiast przeładowanej łajby jest przeładowana furmanka z niedożywioną
      szkapą, która zdycha na oczach turystów...
      Wiem, że nie uogólniasz i nie generalizujesz - w odróżnieniu od kilku innych
      osób, które chciały uchodzić za autorytety w sprawie chorwackich wakacji - tej
      sytuacji, i to mi się podoba. Myślę, że wielu z nas mogłoby poskarżyć się na
      konkretne, przykre bądź tylko uciążliwe dla nich sytuacje, z jakimi się tam
      spotkało, i co popsuło ogólnie pozytywne urlopowe wrażenie. O takich sprawach
      można pisać bez emocji i zacietrzewienia, ku pożytkowi i ku przestrodze innym.
      Proszę bardzo - rozmawiajmy na forum o tym np., jak się nie dać okpić nie tylko
      w takiej sytuacji, ale np. nie dać sobie wcisnąć na bazarku/ribarnicy nieświeżej
      ryby czy małży, o tym, jak skutecznie zareklamować niesmaczny posiłek w knajpce,
      jak się nie dać przewalić przy kupnie wina czy travaricy. Ludzie nieuczciwi,
      nieptrzytomnie chciwi, zachłanni są w każdej społeczności, oni psują opinię
      pozostałym, jak dziegć z beczce miodu...
      • Gość: vvv IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.09, 18:07
        Świeży zapach - im więcej ryby w tym zapachu tym gorzej.
        Skrzela - czerwone u niektórych różowe.
        Oczy - wypukłe, szkliste.
        Mięso - zwarte, sprężyste - naciskamy paluszkiem.

        Co do wina i travaricy to pozostaje zakup w sklepie.

        ps. Teraz, po wypadku na J. Ochrydzkim, chyba bym zszedł z łajby
        która wygląda na przeładowaną.
        • Gość: tom IP: *.tvkstella.pl 11.10.09, 19:08
          Brawo z tą rybą, jak i z refleksją dot. Ochrydzkiego...
          A Ty jak weryfikujesz świeżość małży na bazarku? Tak z ciekawości pytam, by się
          czegoś nowego dowiedzieć... )
          Co zaś do rakiji, travaricy i vina - sklep to ostateczność. Fakt, jakość masz
          gwarantowaną, ale czasami uciekają smaki absolutnie niepowtarzalne i niemożliwe
          do znalezienia w sklepowych produktach. Ale tu ważna zasada: nigdy nie kupuj
          trunku, uprzednio go nie skosztowawszy. To eliminuje zakup alkoholu u handlarzy
          przy szosach, jeśli jesteś kierowcą. Niektórzy cwaniacy to wykorzystują i
          wciskają takim łosiom taki syf, że głowa mała...Dlatego zawsze płać za butelkę,
          z której próbowaleś, a nie inną, z zaplecza...Żaden przyzwoity handlarz czy
          gospodarz nie odmówi, jak poprosisz o możliwość skosztowania naparstka napitku
          przed kupnem, ani się nie obrazi, jak nie kupisz. Podobnie jest zresztą z kupnem
          oliwy. Są tacy handlarze, że włoską przemysłową oliwę-masowkę z blaszanych kanek
          z marketu rozlewają do litrowych lub mniejszych bocy i sprzedają jak swoją,
          domacą. Pieć razy drożej mniej więcej. Skosztujesz - nie dasz się nabrać.
          • Gość: vvv IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.09, 20:01
            Gość portalu: tom napisał(a):

            > A Ty jak weryfikujesz świeżość małży na bazarku?

            Hmm, małże powiadasz. Jakby Ci to powiedzieć.....
            To jedzenie nie dla mojej rodzinki;)

            Co do domowych trunków to mam podobne doświadczenia. Czyli najpierw
            proba a potem zakup. Na szczęście małżonka ma czucie w ustach i
            trochę doświadczenia, i potrafi wyłapać fuzle i inne świństwa
            kacotwórcze.
            Nie odżegnuję się natomiast od sklepów, tym bardziej jak mam okazję
            zatrzymać się na zakupy na Węgrzech. Jeszcze mi się nie zdarzyło
            kupić tam miernego wina. Zawsze jest przynajmniej dobre, nawet takie
            kupione w 2litrowym pecie za 10zł.
            • Gość: tom IP: *.tvkstella.pl 11.10.09, 20:19
              A czemuż to, ach czemuż małże to > To jedzenie nie dla mojej rodzinki;) ?
              Pamiętam, kiedy nasi gospodarze za pierwszym razem nas tym poczęstowali, nawet
              nie odważyłem się tknąć. Rok później - tknąłem, ale wpierw musialem się
              "zaimpregnować", by mieć śmiałość. Za trzecim razem to już razem z Miloradem
              jeździliśmy na ribarnicę do Zadaru, aby kupić świeże skolkje, i wspólnie z jego
              siostrą Karmelą kucharzyliśmy je na "Dalmatinski nacin". Później to już ami
              biegaliśmy, aby je kupić, nie zawsze z powodzeniemzresztą...
              Przekonasz się i Ty do nich
              Ostatnio w Orebicu w knajpce tuż przy samym morzu, gapiąc się na roświetloną
              Korculę wpałaszowaliśmy we dwójkę wielgachną michę skolkje właśnie i do tego
              spory flakon czerwonego wina, co nasz kosztowało bodajże około 70 czy 80 kun
              chyba, a więc do wytrzymania. A smak....!
              Ponoć w tej części Chorwacji mają najsmaczniejsze małże właśnie i największy
              wybór ostryg. Są one "uprawiane" głównie w okolicy Stonu, z drogi widać hodowle,
              a przy drodze - reklamy "KAMIENICE!"

              Co zaś do win węgerskich - to i owszem. Ja też jeżdżę przez Węgry, więc
              potwierdzam. Tyle, że zwykle w bagażniku auta już... nie ma miejsca już na
              węgierskie winko, bo zapas chorwackiego musi wystarczyć do... następnego
              urlopu... ;-)) Na szczęście mieszkam na południu kraju, do Węgier mam raptem
              około 4 godzin jazdy, więc nie ma problemu... ;-))
              • Gość: vvv IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.09, 20:55
                Chyba z powodu zapachu? Innych racjonalnych przesłanek do tego co
                nas od nich odrzuca nie dostrzegam. Próbowaliśmy się przekonywać ale
                bez skutku. Może gdyby je kto przyrządził w panierce na głębokim
                tłuszczu, tak jak można podawać kalmary albo krewetki.

                Na nasz smak, węgierskie wina są lepsze:).
                • Gość: tom IP: *.tvkstella.pl 11.10.09, 21:16
                  nie, w jakim głębokim tłuszczu?!! jaki zapach?? toż to jest niebo w gębie!
                  Małże znakomicie wchodzą, kiedy się je przyrządza gotując na parze nad odwarem
                  zawierającym zioła, a potem krótko doprawia się je na gorąco w sosie z dużą
                  zawartością czosnku, można też dodać pietruszki i kilka tamtejszych ziół, np.
                  niektorzy dodaja świeży rozmaryn, ale są tu różne szkoły. Oczywiście, wszystko z
                  oliwą.
                  Musisz spróbować - czasami świeże czarne małże (omułki) skolkje spotkać można w
                  polskich TESCO w kilogramowych porcjach, więc można zrobic experyment
                  niekoniecznie w Chorwacji czy innej Hiszpanii...

                  Wiesz, panierka się nie za bardzo przyjmie, bo małże przyrządza się przecież w
                  skorupkach, i otwiera się je dopiero na talerzu, przy konsumpcji, więc z tą
                  panierką to tak nie za bardzo chyba udany patent...

                  Natomiast na głębokim tłuszczu, jak nasze frytki, przyrządza się inny tamtejszy
                  przysmak. Gdzieniegdzie w knajpkach nazywa się to "male ribice", ale częściej
                  spotkasz się z innymi nazwami, różnymi w różnych regionach, np. girice. Są to
                  maleńkie rybki, jak nasze kiełbiki, najczęściej jakieś szprotki, takie do 8-9 cm
                  długości. Niektorzy je odgławiają, inni nie, niektorzy je patroszą i czyszczą,
                  inni nie. W każdym razie panieruje się je w osolonej mące i wrzuca na mocno
                  gorący głęboki tłuszcz, jak nasze frytki. doskonałe na gorąco, jak świeże,
                  niektorzy wybitnie zalecają do piwa, ale smakują też do dobrego czerwonego wina,
                  nawet niekoniecznie na gorąco... Porcja takich rybek plus pieczywko plus boca
                  vina i masz kolację na dwie osoby nad ciepłym morzem, że hej!
                  • Gość: vvv IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.09, 22:03
                    Omułki? Apage satanas!
                    Próbowaliśmy je przyrzadzić po portugalsku a la R.Makłowicz, z
                    warzywami. Niestety zapach nie pozwolił przełknąć więcej niż kilka
                    kęsów.
                    Tak więc zostawiam małże większym znawcom i smakoszom. Smacznego.
                    Sam pozostanę przy frutti do mare, takich które daje się opanierować
                    i usmażyć.
              • Gość: darek.59.pl IP: *.chello.pl 11.10.09, 21:42
                I owszem małże w Ston są przedniej marki. W tym roku w knajpie na głównej alei w
                ogródku pod drzewami pałaszowałem michę małż (kamenice) we własnym sosie z
                pietruszką i cytryną. Całkiem spora micha za 20 kun. Ostryg niestety nie jadłem
                ale może w następnym roku. Z kelnerkami można rozmawiać po polsku i menu jest w
                "naszym" języku. Małże można też kupić ze straganu na wodzie i samemu
                przyrządzić w winie, z masłem, pietruszką i cytryną. Za pierwszym razem
                myślałem, że nie przełknę ale później "palce lizać". W Orebić są te same małże.
                • Gość: tom IP: *.tvkstella.pl 12.10.09, 10:44
                  ;-))
                  piszesz: Ostryg niestety nie jadłem
                  > ale może w następnym roku.
                  Nie fatyguj się. Jeśli faktycznie w Ston obstalowałeś - jak piszesz
                  ("pałaszowałem michę małż (kamenice)" ) - kamenice, to właśnie wpałaszowałeś...
                  ostrygi. Masz zatem ten temat odfajkowany, jak sądzę. No, chyba, że Cię kelner
                  podszedł i na talerzu miałeś skolkje, w czarnych bądź brązowych skorupach.
                  Popularne małże mają skorupki gładkie, ostrygi, nawet te hodowlane, są znacznie
                  większe i skorupy najczęściej mają sporo narośli morskich, a ponadto zwykle są
                  nieregularnego kształtu. Tutaj sobie sprawdź, co naprawdę zjadłeś:
                  images.google.pl/images?q=ostrygi&oe=utf-8&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&um=1&ie=UTF-8&ei=LOzSSrijKNWJsAbRtrHLBA&sa=X&oi=image_result_group&ct=title&resnum=1&ved=0CBUQsAQwAA
                  Cieszę się, że podzielasz moja opinię, że w tym regionie Chorwacji małże oraz
                  ostrygi są najprzedniejszej marki, zawsze najświeższe i w dodatku w cenach dla
                  nas, Polaków, co najmniej przyjaznych
    • Gość: sylwia IP: *.infocoig.pl 13.10.09, 14:20
      Piotr zgadzam sie z Toba w 100% mielismy identyczna sytuacje na
      statku w Makarskiej, statek bodajze nazywał sie CALYPSO drewniany
      wygladający jak statek piracki - z wyglądu fajny ale sama podróz to
      jakies nieporozumienie, ludzi duzo wiecej niz miejsc, nam sie udało
      zajac miejsca na dachu statku:) niestety po zatrzymaniu sie w danym
      porcie jak wrócilismy nasze miejsca gdzie mielismy nasze torby
      reczniki karimaty itd były juz zajęte przez beszczelnych polaków i
      włochów!! mielismy ochotę zrobić awanture ale darowalismy sobie,
      nierozumiem jak ludzie potrafią byc tacy aroganccy i w beszczelny
      sposób zająć czyjeś wczesniej zajęte miejsce! obiadu na statku nie
      jedlismy (odstraszyła nas kolejka i zapachy) Organizator tej
      wycieczki zapewniał o super zabawie na statku z tańcami i dowolnej
      ilości Rakiji - niestety Rakiji po 15 min. brakło (dostalismy po
      kieliszeczku w plastikowym malutkim kubeczku) a o tańcach mozna było
      pomarzyć - brak miejsca!!! Odradzam pływanie na tzw zorganizowane
      wycieczki - szkoda pieniędzy!
      • 13.10.09, 19:39
        Wg mnie w sezonie od fishpiknikowych statków pirackich trzeba sie trzymać jak najdalej ;)
        Na degustację ryby najlepiej wybrać się do restauracji.Makrela jest tanią rybką i za cenę fishwycieczki dla jednej osoby poje cała rodzina. ;)
        A na wyspę popłynąć promem.
        A jesli już,pójśc dzień wcześniej ,kiedy taki fishpicnik wraca-zobaczyć jak to wyglada,podpytać ludzi wysiadających.

        --
        Dalmacja wg hepika
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.