Dodaj do ulubionych

Co przywiez?

13.07.09, 16:58
Co warto przywieź z Chorwacji jako pamiątkę lub prezent dla znajomych?
Edytor zaawansowany
  • 13.07.09, 17:02
    rakija, prosek (słodkie wino), figi, oliwa(strasznie droga ale ładnie na prezent
    zapakowana)
  • 13.07.09, 18:42
    ciężka sprawa, tam właściwie nic ciekawego nie ma. Wino, oliwa,
    suszone figi :-) jak znajomy jest wielbicielem piłki nożnej to jest
    tam dużo koszulek z ich barwami. Generalnie to za dużo po splepach nie
    chodziłam ale raczej chłam i nic interesującego. No jeszcze można się
    na muszelkach skupić, bo faktycznie niektóre okazy są ładne
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 14.07.09, 13:04
    jeśli będziesz na południu, np. w okolicy ujścia Neretvy, blisko granicy BiH,
    rozglądaj się za lokalnymi nalewkami takimi jak np. mandarinovac, kruskovac
    itp., albo orzechówkami. Modnisiom polecam słynne chorwackie krawaty, czasami
    można trafic na ciekawą biżuterię z wykorzystaniem korali - ale trzeba się na
    niej znać, bo tam mają mnóstwo globalnych przemysłowych produktów jubilerskich z
    Indii i od Arabów. Warto kupić praktyczny tygielek do kuhanija kavy - ale to dla
    tych, którzy czują tamtejsze klimety a nie piją tzw. kaw rozpuszczalnych czy z
    expressu... Polcecam rozejrzeć się za marmoladami ze smokvy (np. z dodatkiem
    chleba świętojańskiego) oraz ajvarami różnych rodzajów - choć te ostatnie można
    kupić np. w TESCO na Słowacji (i to chorwackie - z Podravki na przykład) - u nas
    wciąż oryginały są nieosiągalne.
  • 14.07.09, 13:12
    tom- ajvar polecam zrobić samemu. Teraz sezon na papryki, bakłażany
    Właśnie spędziłam nad nim wczorajszy wieczór, przyniosłam do pracy. Koleżanka z
    niufnością popatrzyła na moją mamałygę, a po śniadaniu pyta czy jutro też
    przyniosę....
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 14.07.09, 13:59
    ...znam te numery, te przepisy. Zresztą nie tylko ajvar mozna zrobić samemu, ale
    i niektóre napitki znane w Chorwacji - także. Tyle tylko, ze to naprawdę nie to
    samo, niestety... ;-((
    Wszystkim zaś polecam swój własny wynalazek: kiedy ma sie opróżniony po
    przywiezionych z domu zapasach słoik, napełnia się go, starannie upychając we
    wnętrzu (ale bez przesady z używaniem siły...), niespecjalnie mocno dojrzałymi
    figami - prosto z drzewa. Dorzuca się kilka-kilkanaście obranych migdałów (jak
    ktos lubi - pozostawiając na nich brązową skórkę), i wszystko dopełnia się aż
    pod zakrętkę czystą rakiją. Starannie zakręca się i zabiera do starego kraju. Po
    kilku już dniach mamy likier, jakiego świat nie zna, a do tego przecudownie
    smaczne owoce do deserów, np. do lodów. Osobiście odradzam podawanie tego
    specyjału dzieciom... :))
    Ten sam przepis można zastosować wobec dojrzałych winogron deserowych, ale też i
    tych, które są stosowane do produkcji win, a także innych wypróbowanych owoców
    jadalnych, które tam rosną, takich jak np. żiżula czy planika
  • 15.07.09, 11:58
    Spróbuję w tym roku Twojego wynalazku. Brzmi zachęcająco :-)
    --
    Kto pije mleko ten rzyga daleko
  • Gość: piotr4a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.09, 13:48
    Jeśli będziesz w Omisu, choćby przejazdem polecam 2 sklepiki z
    alkoholami na 'starym mieście' - b. duży wybór likierów, win,
    rakija i travarica. Jeden przy samym 'wejściu' od strony Cetiny,
    drugi trochę schowany, niedaleko schodów do twierdzy piratów.
    Można degustować, wszystko w orgyginalnych buteleczkach i po
    rozsądnych cenach. A jak smakuje w jesienne i zimowe wieczory !!!

    Pozdrav
  • Gość: JJ IP: *.net.stream.pl 14.07.09, 13:56
    W Dubrowniku na straganach przy porcie cuda z ręcznych robótek/
    mozna traktować nie tylko jako serwetki ale na kolorowy papier i do
    antyramy założyć. Olejki lawendowe . DVD z dalmatyńską muzyką.
  • Gość: JJ IP: *.net.stream.pl 14.07.09, 15:46
    Tom opisz blizej co to ta żiżula
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 14.07.09, 16:09
    to trudno opisać, to trzeba zobaczyć i pokosztować. To jest dojrzerwający
    jesienią, we wrześniu owoc rosnący na rozłożystym krzewie wysokości do 3-3,5
    metra, uprawianym w ogrodach w okolicy Sibenika oraz w głębi lądu (gdzie indziej
    się z nim nie spotkałem). Sam owoc jest wilkości żołędzia, jak dobrze dojrzeje
    ma kolor brązowy, czasem przyrumieni się tylko z jednej strony i jest taki
    półzielony, półbrązowy. Owoc ma wenątrz pestkę, podobnie jak nasz głóg.
    Momentami nawet podobnie smakuje, ale ma miąższ lekko mączysty, spręzysty, w
    pierwszym odczuciu - obojętny w smaku, czasem lekuteńko kwaskowaty. Zawiera dużo
    witaminy C oraz mikroelementów, ponoć niektórzy lekarze zalecają, aby nosić
    żiżulę do szpitala ciężko chorym pacjentom. Jest to lekkostrawne, w sumie
    smaczne jako przekąska pomiędzy posiłkami. Dobrze dojrzała żiżula, lekko
    zasypana cukrem, a następnie zalana rakiją daje po kilku tygodniach niezwykle
    aromatyczny ekstrakt, którym można bądź to doprawiać inne alkohole bądź to
    spozywać jako likier. Nabiera pięknego jasnobursztynowego, wręcz koniakowatego
    koloru. Smak tego jest taki zdecydowanie wyraziście szlachetny, nieco przypomina
    lekko wędzone śliwki, nieco - gatunkowe whisky, a same owoce po wyjęciu z zalewy
    są same w sobie smakołykiem - nie polecam dzieciom jednak...
    Udało mi się skutecznie zasadzić żiżulę - z pestki - w domowej doniczce, w 2-3
    miesiące wyrósł krzaczek wysokości 30 cm, ale kiedy zrzucił jesienią liście -
    odstawilem go do zimowego kantorka na przeczekanie. Może był za słabo podlany,
    może mróz tam dotarł... nie wiem, w każdym razie wiosną żiżula-bidula nie
    odpaliła. Właśnie startuje kolejna, a mam nadzieję, że uda mi się tej jesieni
    znów zwieźć nieco nasion, więc rozpowszechnię pomiędzy kolejnymi mającymi własne
    ogrody znajomymi. Na razie rosną mi pod oknami bloku zimujące nieźle w naszym
    klimacie (przetrzymały w tym roku bez specjalnych zabezpieczeń ponad
    20-stopniowe mrozy!) chorwackie pinie wyhodowane z szyszek, na przesadę oczekują
    też prawie metrowej wysokości cyprysy - tez wyhodowane z szyszek własnoręcznie
    zrywanych w Chorwacji. Podróże - zapewniam - kształcą!
  • Gość: JJ IP: *.net.stream.pl 14.07.09, 16:45
    Dziękuję za te wyczerpujące informace ale nie spotkałam sie z
    nalewką z takich owocow. Od lat jeżdzęna Peljesac i być może to nie
    miejsce gdzie rosnie ta żiżula . Na pewno znasz rogacz/ duże
    brązowe fasole dojrzewają na drzewie przełom sierpnia wrzesnia i
    ten właśnie przywoże w ramach prezentu na nalewki dla przyjaciół.
    Autorce watku też podpowiadam taką możliwość a poza tym dla pań do
    kuchni rozmaryn i liscie laurowe.Znawczynie twierdzą ze kupione w
    sklepie to nie to samo.Można przygotować travaricę z przywiezionych
    kładnikow ;anyżek, rogac,liść laurowy,cytryna i alkohol.Miłego urlopu
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 14.07.09, 17:11
    rogac to jest właśnie wspomniany przeze mnie - przy okazji konfitur na bazie
    smokvy czyli fig - chleb świętojański, czyli szarańczyn. Smakołyk, zaiste,
    specyficzny i wybitnie kojarzący się z tą strefą.
    poczytaj, co mówią na ten temat źródła:

    Szarańczyn jest jedną z roślin biblijnych. Jego owocem są strąki nazywane
    chlebem świętojańskim. Nazwa pochodzi stąd, że według Nowego Testamentu żywił
    się nim św. Jan Chrzciciel. "Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas
    skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym." (Mk 1, 6).
    Według niektórych interpretacji szarańcza w przytoczonym cytacie to nie owady
    ale właśnie strąki szarańczynu. Owoce te są niezwykle pożywne, gdy dojrzeją
    zawierają tylko 15% wody i aż do 70% węglowodanów (głównie cukrów ale także
    skrobi i hemiceluloz), 4-6% białka i około 0,5% tłuszczu. Zarodek nasion zawiera
    bardzo dużo białek (60%).
    Chleb świętojański nie jest owocem wykwintnym ani szczególnie smacznym. Dopiero
    po przeżuciu twardych strąków czuć ich przyjemny, słodki smak. W czasach
    biblijnych owoc szarańczynu był niezbyt wysoko ceniony, służył jako pasza dla
    zwierząt domowych. Świadczy o tym przypowieść z Nowego Testamentu o synu
    marnotrawnym. Syn pewnego bogatego ojca uciekł z domu, zabierając sporo grosza.
    Żyjąc rozrzutnie szybko roztrwonił majątek i cierpiał z głodu. "Pragnął on
    napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie
    dawał." (Łk 15, 16). Wspomniane strąki to właśnie chleb świętojański.

    Szarańczyn strąkowy (znany także pod nazwami: chleb świętojański, karob,
    ceratonia) to wiecznie zielone drzewo należące do rodziny brezylkowatych
    (Caesalpiniaceae). Pochodzi prawdopodobnie z Azji Mniejszej, gdzie jest
    uprawiane od tysięcy lat. Obecnie rośnie także w krajach Basenu Morza
    Śródziemnego oraz Palestynie, Izraelu, Kalifornii, Indiach i Australii. Może
    dorastać do 18 m wysokości, ale przeważnie uprawia się go na glebach suchych i
    mało urodzajnych, gdzie rzadko przekracza wysokość 7 m. Jest to drzewo dwupienne
    czyli kwiaty żeńskie i męskie znajdują się na osobnych roślinach ale uzyskano
    odmiany z kwiatami obupłciowymi. Kwiaty męskie mają nieprzyjemny dla ludzi
    zapach który natomiast przyciąga owady. Owocem jest gruby, mięsisty, twardy
    strąk o długości do 25 cm. Pod ciemnobrązową, skórzastą okrywą znajduje się
    słodkawy miąższ z kilkoma (4-12) szarobrązowymi, twardymi nasionami o wadze 0,2
    g. Dawniej aptekarzom i jubilerom nasiona służyły za odważniki. Stąd jubilerska
    nazwa „karat” używana do określania wielkości kamieni szlachetnych i pereł.
    Pochodzi ona od greckiego „keration” (owoc karobu), poprzez arabskie „qirat” i
    włoskie „carato”.

    Szarańczyn strąkowy jest jednym z najbardziej użytecznych drzew
    śródziemnomorskich. Z jednego osobnika można uzyskać do 400 kg strąków rocznie
    (przeciętnie około 100kg). Strąki spożywa się na surowo lub po przetworzeniu.
    Zmielony wysuszony miąższ używany jest do przygotowywania napojów, koktajli, ma
    także szerokie zastosowanie w cukiernictwie i piekarnictwie. Otrzymuje się z
    niego zdrową namiastkę czekolady, lubianą szczególnie przez dzieci.
    Ze strąków wyrabia się doskonałe wina i likiery. Nasiona miele się na mąkę i
    używa jako substancje zagęszczająca znaną pod nazwą guma karobowa, oznaczaną
    symbolem E410. Można ją znaleźć w lodach, sosach, zupach, serach czy pokarmach
    dla zwierząt. Dawniej nasiona były substytutem kawy. Strąki szarańczynu
    stosowano również w lecznictwie. Podawano je w formie odwaru przy stanach
    zapalnych żołądka i jelit, w przewlekłych biegunkach.

    Chociaż... już teraz to nic nie jest pewne jeśli chodzi o typowość przypisaną do
    stref itd. W środkowej Dalmacji, niedaleko Sibenika, gdzie rokrocznie zaglądamy,
    przy jednym z domów np. gospodarz uprawia sobie dorodne i okazałe bananowce.
    Owocujące zresztą, choć wartość konsumpcyjna tych owoców jest taka-sobie... I
    bądź tu mądry ;-))
    A co do żiżuli - jak nam opowiadała nasza gospodyni, roślinę tę dopiero
    przywraca do normalnego życia, bo przez dziesięciolecia była zapomniana,
    uprawiana tylko w jakichś wybitnie przywiązanych do tradycji enklawach. A
    Darinka rozdaje to komu może, więc jest szansa, iż się ten krzew upowszechni
    znacząco, może nie tylko na ten region Dalmacji. Czas pokaże...
  • Gość: JJ IP: *.net.stream.pl 14.07.09, 17:26
    Widac ze jadąc samochodem to najwazniejsz co nalezy zebrac na
    prezenty w dużej ilości to rogac bo istotnie przypomniałam sobie ze
    Chorwaci zalecają żuc te strąki jako zdrowe " na dziąsła" ale tez
    podają ze zmielone są dodatkiem do piernikow.Z roku na rok sama mam
    coraz wieksze zamowienia od przyjacioł. Nalewka jest bardzo
    lubiana / tylko jedna osoba z moich znajomych nie chwali smaku/.
  • 14.07.09, 18:24
    Wyobraźcie sobie, że myśmy już teraz przywieźli te strąki, bo na niektórych
    drzewach już ładnie brązowiały i gospodarze mówili, że można już rwać.
    Co do popularnych przypraw dla gospodyń to mój ukochany przypomniał sobie o
    czosnku... w ostatniej chwili, co wiązało się z szukaniem w okolicznych wioskach.
    Bo chorwacki czosnek też smakuje inaczej.
    Dlatego teraz uszczęśliwiam moich daniami z czosnkiem. Ekstra do wspomnianego
    Ajvaru, czy innych dań z bakłażanami.
  • Gość: Piotr4a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.09, 10:30
    OK Tom, jak zwykle jesteś 'kopalnią wiedzy'. Powiedz tylko jak
    i ile litrów (hektolitrów)rakiji trzeba przywieźć przez granicę do
    Polski, żeby porobić te wszystkie smaczne nalewki i travarice ?
    Sam niedawno pisałeś o oficjalnych limitach ?
    Ja przywiozłem ostatnim razem w ukryciu 5 litrów rakiji i 3 butelki
    różnej travaricy (od vlasnika mojego apartmana)i nie mogłem się w
    kraju opędzić od chętnych na degustacje. Wystarczyło (b. oszczędnie)
    do początku tego roku.
    Pozdrav
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 15.07.09, 10:55
    bądźmy szczerzy - nie jest aż tak źle ;-)) Zawsze jest pytanie: kto i gdzie cię
    z tych limitów rozliczy? Chorwatów nie obchodzi, ile czego wywozisz, skoro za to
    zostawiłeś u nich kasę. Teoretycznie służby celne państw Schengen mają
    uprawnienia do lotnych kontroli bagażu podróżnych nie tylko w strefie
    nadgranicznej, ale na całym terytorium krajów, na których mogą działać. Ale nie
    słyszalem, aby na szlakach turystycznych celnicy węgierscy czy słowaccy polowali
    na polskich turystów tak, jak robią to np. Niemcy, którzy bebeszą na
    autostradowych parkingach polskie autokary i samochody.
    Co do przywozu rakiji i travaricy, to uważam, że tu też dobrze jest zachować
    zdrowy rozsądek, ale zwykle jest tak, że przywozi się tyle, ile... mamy w aucie
    miejsca po zwolnionych zapasach spożytej żywności zabranej na urlop z Polski.
    Moim zdaniem nie zawsze jest sens experymentować z samodzielnym robieniem
    travaricy w domu, po urlopie. Wiele składników używanych do travaric stosuje się
    w stanie świeżym - ziola winny być zalane rekiją tuż po zebraniu, a nie po
    ususzeniu. Transport ziól do Polski odbiera im atrybut świeżości. Poza tym -
    trzeba wiedzieć, jakich ziól do danego zestawu użyć, w jakiej proporcji. Nie
    wszyscy gazdowie chcą zdradzać tajemnice receptur. Mnie się udało np. rozczytać
    pięć z siedmiu składników, jakie stosuje do wyśmienitej travaricy mój przyjaciel
    Milorad z Turnja: mięta, liść chrzanu, rozmaryn, liść laurowy, i jagody pewnej
    lokalnej odmiany jałowca. ale pozostałych dwóch nie rozszyfrowalem, a Milo
    unikał jak ognia przetłumaczenia chorwackich nazw tego zielska choćby na
    niemiecki. I niby mi to wyszło, ale to nie było to samo, niestety... Dlatego
    travarice kupuje się najczęściej jako gotowe, samemu nie da się przeskoczyć
    technologii, podobnie jak z nalewką z mandarynek znad Neretwy - tu trzeba
    wiedzieć, w jakim stadium dojrzewania powinny byc owoce, a tego się nie da
    przeszkoczyć wpadając w tamte strony na urlopowe "okienko czasowe" i nie mając
    możliwości np. buszowania po plantacjach i dobierania owoców na drzewach. to
    samo z gruszkami. Wiesz, jeśli za litr dobrej travaricy płacisz góra 40 kun, a
    za litr czystej rakiji - do 30 kun, to tych 10 kun, czyli jaikichś 7 złotych na
    litrze, pozornie zaoszczędzonych (różnica w cenie) nie jest warte nieudanego
    eksperyemtowania. Poza tym - po co usiłować tworzyć smaki lepsze od idealu...?
    Co do samej techniki transportu: w wielu miejscach wciąż rakija i travarice są
    sprzedawana w plastikowych butelkach po napojach. Wbrew pozorom są to idealne
    opakowania do transportu - odporne na stłuszenie, lżejsze i nie hałasują w
    transporcie. I - co osobiście przećwiczyłem mimo woli kilka lat temu - odporne
    są też na temperaturę bardziej niż szkło. Kilka ładnych lat temu przy
    rozliczeniu zaplaty za kwaterę w Nemirze nasz gospodarz nie miał wydać reszty w
    €, więc wydał mi ją w kilku butelkach rakiji. Pakował ją w litrowe butelki
    szklane po Jamnicy, zamykane profesjonalną kapslownicą (to był taki trick na
    austriackich i szwajcarskich oraz niemieckich celników, którzy wówczas tępili
    ostro przywóz alkoholi z Chorwacji; Jamnica tak spreparowana niczym się nie
    różniła - oprócz wagi - od kupionej w sklepie wody mineralnej, miała oryginalne
    kapsle, etykiety itp.). Wpakował mi więc Filip do bagażnika trzy takie
    "Jamnice", uprzedzając, że są "nieco mocniejsze" niż zwykle robi, bo mu się przy
    destylacji przysnęło i wyszedł trunek nie 40-, ale gdzieś tak 55-procentowy.
    Przez kilka godzin jechaliśmy w słońcu w nowe miejsce pobytu, po czym - kiedy
    się tam zainstalowaliśmy - nie wszystkie bagaże wynieśliśmy z auta. "Jamnice"
    pozostały w bagażniku, a auto zaparkowane było w słońcu. Kiedy wróciliśmy znad
    morza i coś tak z auta wyjmowaliśmy, uderzył nas w nozdrza aromat wyjątkowy...
    Okazało się, że w wyniku nagrzania jedna z butelek szczelnie zamkniętych kapslem
    eksplodowała, z cała cenna zawartość wsiąkła w tapicerkę auta i miękkie bagaże.
    Przez resztę urlopu auto stało pod domem z otwartymi szybami, wietrząc się
    intensywnie, a i tak w drodze powrotnej miałem pietra, że jeśli nas policjant
    zatrzyma do jakiejś przypadkowej kontroli, i wsadzi głowę do auta, do nas na
    wszelki wypadek po prostu zamknie...
  • Gość: JJ IP: *.net.stream.pl 15.07.09, 11:20
    W co ma robić taka samolotowo-autokarowo-hotelowa pańcia jak ja.
    Tez musi coś przyjaciołom przywieżć więc nie ma wyjscia ,tylko
    podpatrzone składniki stałe i alkohol polski. Też chwalą.
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 15.07.09, 11:41
    ...nnno, myślę, że spożyć na miejscu ile się dam a przyjaciół z Polski raczyć
    opowieściami, jak co smakowało... Zrobiłbym do tego jeszcze dokumentację
    fotograficzną, a co!
    etap experymetów polegających na łączeniu ichnich ziół i naszej "bazy
    spirytusowej" mam juz za sobą. To nie to... Rakija, bądź co bądź, to jednak
    szlachetniejszy trunek, bądź co bądź podstawa brandy i koniaków, daje większe
    możliwości kompozycyjne. wiem, jak się nie ma co się lubi, to... -((
  • Gość: piotr4a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.09, 15:48
    Rakija była oczywiście wieziona w dużej butli plastikowej, travarice
    w szklanych, zakapslowanych butelkach (z naklejką 'producenta').
    W tym roku będzie chyba podobny patent.
    Zapomniałem sie pochwalić, że na bazie rakiji wyszły nam (pomysł
    żony) ciekawe 'nalewki' z polskich owoców (maliny, jeżyny). 'Moc' nie
    taka jak oryginału, ale kompozycja smaku i zapachu była dobra.
    Panie które nie mogły przełknąć czystej rakiji chętnie degustowały
    nasze, eksperymantalne nalewki.
    Pozdrav
  • Gość: Jj IP: *.net.stream.pl 15.07.09, 11:52
    Widać co to znaczy forum cromaniakow . Rada jest świetna , przez
    tyle lat na to nie wpadłam.Zobaczymy co na to powiedzą przyjaciele ,
    korych z pretensjami skieruję do Ciebie.
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 15.07.09, 12:07
    ...nie wiem, co powiedzą, ale wiem, co Ty im powiesz: "A jedźcie sobie sami!
    Skoro ja mogę i potrafię, to co wam przeszkadza?!" I dodasz, że żadne wino nie
    smakuje tak dobrze w jakimkolwiek miejscu, jak smakuje tam, gdzie rosło i
    dojrzewało. Zresztą - to samo jest z travaricami i wszystkim innym też ;-)) Po
    to w sumie jeździ się po świecie, czyż nie?
  • Gość: JJ IP: *.net.stream.pl 15.07.09, 13:47
    Po takiej dyskusji betti55 nie miałaby wątpliwości czy jechac czy
    nie do Chorwacji.
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 15.07.09, 14:17
    ... po Twoich argumentach i wywodach - byłbym zdziwiony, gdyby miała
    jakiekolwiek wątpliwości. ;-)))
    Milego urlopu!!!
  • Gość: jas IP: *.mofnet.gov.pl 15.07.09, 14:40
    Polecam miód mandarynkowy. Do kupienia na trasie do Dubrownika
  • Gość: tom IP: 83.1.216.* 16.07.09, 17:33
    jeszcze jedno mi się przypomniało, to jest coś wyjątkowo oryginalnego i na pewno
    nie mającego odpowiednika u nas. Są to przetwory z takiego śmiesznego owocu,
    który nazywa się magunja lub planika. W handlu spotyka się czasami lokalnie w
    środkowej Dalmacji, firmowane przez drobnych wytwórców takich jak np.
    Plenikovac. Z owoców magunji robi się marmolady i coś w rodzaju powidła, ale
    też... rakije. Cen tego nie znam, ale warto poszukać. Jak ktoś chce więcej o tym
    poczytać, służę:
    www.coolinarika.com/clanak/jupiiiiiiii-stigle-su-maginje
    Magunja (maginja) to taki zabawny owoc dojrzewający raczej późnawą jesienią,
    kiedy jest dobrze dojrzały, zawiera nieco alkoholu, ale to nie dla tej cechy
    wart jet polecenia. Jest to na wskroś oryginalne i niepowtarzalne zjawisko...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.