Dodaj do ulubionych

Doreta Beach**** na Rodos z Net Holidays

03.08.14, 16:29
Tak, wiem. To upadła Triada. Tak niektórzy agenci przedstawiają nowego operatora bo jednym z założycieli jest były współwłaściciel Triady.
Ale gdyby tak prześwietlać każdy życiorys każdego współwłaściciela BT to by człowiek co najwyżej pojechał nad Świder.
Tak więc wczasy kupione (w wakacje.pl, za 2 osoby dorosłe + 11-letnie dziecię, AI, dwa tygodnie w pokoju sv trochę ponad 11 tys.), walizki zapakowane i stawiamy się na dwie godziny przed godziną wylotu na lotnisku Chopina. Na tablicy wszystkie loty mają przypisane okienka do odprawy a nasz lot (Enter Air, też ma coś ostatnio nie najlepszą prasę) nie. Lekkie zaniepokojenie. Czyżby kilka godzina na lotnisku przed nami? Ale nie. Za chwilę zmiana na tablicy i ustawiamy się w krótkiej kolejce do okienek. Krótka to ona była krótko, bo zaraz te prawie 190 osób stanęło za nami.
Nadajemy bagaże otrzymując informację aby o czasie stawić się do bramki, przechodzimy kontrolę bezpieczeństwa (nie ma zmiłuj, wszystko co niedozwolone ląduje w koszu) i mamy trochę czasu na bezcłówce. Jakaś kawa, ciacho, lody i już gate open. Wszystko o czasie, wsiadamy do 737-800. Samolot wyraźnie przygotowany do lotów czarterowych, bo siedzenia mają oparcia bardzo cienkie, tak aby dało się jeszcze jeden lub dwa rzędy upakować. Obłożenie pełne. Chwila postoju na dojeździe do pasa i startujemy.
Podczas lotu catering płatny. Ceny spore, ale zawsze można te 2,5 godziny wytrzymać. Albo wydać stówę w kawiarni na lotnisku :)
O czasie lądujemy, szybko bagaże znajdują sie na taśmie, w budynku portu spotykamy naszą rezydentkę, dostajemy pakiet powitalny czyli kopertę z namiarami, listą wycieczek i informacją o hotelu i jedziemy.
Jazda krótka, bo hotel jest pierwszym od lotniska. Szybkie zameldowanie (jeden karteluszek z podstawowymi informacjami) i dostajemy pokój na 4 piętrze na samym końcu prawego skrzydła. Co oznacza każdego dnia kilka spacerów. Takich co to spala się dwie kalorie ;) Miał być sv a jest sv boczne. I bardzo dobrze, bo większość sv wychodzi na basen a tam muzyka od rana do rana.
Pokój po remoncie, duży nie jest ale kto siedzi w pokoju podczas wakacji? Jedno łoże małżeńskie i dodatkowe łóżko. Łazienka ogromna z prysznicem i ... i wanną z hydromasażem! Co prawda do dzisiaj (a jesteśmy już 4 dni) nie udało mi się jej uruchomić. Bo i po co. Ale jest.
Nadeszła pora na opis hotelu. 5 pięter, na każdym około 60 pokoi. Trzy windy (dzisiaj padły dwie i jedna obsługuje cały ruch a recepcja udaje Greka i nic nie potrafi odpowiedzieć. Aktualizacja – jedną naprawili ale powinno się przeprowadzać szkolenie z użytkowania windy. Np. o tym, że przycisk na piętrze ze strzałką w górę oznacza wezwanie windy do jazdy w górę. Albo to, że jak do windy wszedł komplet pasażerów to trzeba odczekać aż winda ruszy bo inaczej naciskając przycisk windy spowoduje się otwarcie tej, co stoi na piętrze). Jedna główna restauracja w budynku, w której serwowane są główne posiłki, kawiarnia i bar z naleśnikami (na słodko i na słono).
Basen jest, spory, z dwoma zjeżdżalniami ale ma głębokość od 130 do 170 cm. Tak więc dla osób nie umiejących pływać pozostaje albo materac albo brodzik dla dzieci. Przy basenie nie ma ratownika. Jest bar z napojami i lodami oraz tuż obok miejsce, gdzie popołudniami można zjeść kanapkę z pastą serową lub jajeczną, owoce i picie i gdzie (podobno, bo nie sprawdzałem) w porze obiadowej serwowane jest jedzenie.
Plaża jest przyhotelowa, piaszczysto-kamienista, z tym, że piasek jest bury a kamieni sporo i w wodzie już tylko kamienie. Dno bardzo szybko opada i już po kilku metrach jest co najmniej 2 metry wody.
Przy okazji basenu i plaży opiszę sprawę leżaków. Czyli jak zwykle. Jest ich za mało i już wieczorami ludzie kładą ręczniki, przywiązują krzesełka, po prostu bardak normalnie. Taka sugestia dla jadących na wczasy: weźcie ze sobą kilka linek zabezpieczających do roweru (tych dłuższych) to będziecie mogli zarezerwować skutecznie leżaki przypinając je do parasola. Bo położenie ręcznika hotelowego nic nie gwarantuje. Co najwyżej stratę 10€ kaucji lub znalezienie go na drzewie.
Teraz o jedzeniu. Co by nie podawali to i tak znajdą się malkontenci, że za mało, za monotonnie, za zimno, za ciepło.
Na śniadanie jajka w różnych postaciach, ze dwa rodzaje wędlin, ser żółty i biały, różne pieczywa, jakieś warzywa. Kawa, herbata, soki.
Na obiad sporo sałatek, ziemniaki, frytki, kurczak, wołowina albo jagnięcina, ryba (bardzo dobra, zupełnie bez ości), zupa, na deser ciasta, galaretki, owoce, lody.
Kolacja to tak prawdę powiedziawszy kopia obiadu.
Czyli jedzenie OK. Ale obsługa restauracji całkowicie do d... Po pierwsze restauracja nie jest przygotowana na obsługę pełnego obłożenia hotelu. Za mało stolików, tylko dwa ciągi wydawania posiłków, dookoła których kolejka praktycznie stoi na zakładkę. Personel stara się ale ich praca nie jest przez sprawnego menedżera ustawiona. Bo np. przy wózkach stoją trzy osoby i przekładają resztki jedzenia do pojemników a w tym czasie stoliki nieposprzątane. A wystarczyłoby aby jedną osobę przeznaczyć do tego segregowania a reszta zbiera ze stolików i nakrywa. To wszystko powoduje, że na kolację kolejka wczoraj stała do recepcji. A to spory kawałek.
W barze przy basenie w porywach pracują 3 osoby obsługujące, tak więc złożenie zamówienia i jego realizacja zależy od tego, jak mocno zamachamy na obsługę. Bo inaczej to można czekać, czekać i czekać.
Dress code: przed wejściem do restauracji wisi informacja, że hotel wymaga odpowiedniego ubioru na kolację. Co dla cywilizowanego człowieka oznacza długie spodnie, zabudowane buty i koszula z krótkim rękawem oraz dłuższa sukienka z lekko zasłoniętą góra i buty różniące sie od klapek Kubota.
To naprawdę nie jest problem wrzucić do walizki ze dwie pary spodni i kilka bluzek oraz buty. Moja walizka pomimo, że oprócz ubrań miała w swoim wnętrzu cały osprzęt elektroniczny (ładowarki, kable, obiektywy) i tak nie przekroczyła dopuszczalnych 20 kg.
Dla wielu ludzi był to problem, jest i będzie. I to niezależnie od nacji. Każdego dnia obserwujemy jak dziewczyna z obsługi (specjalnie postawiona w drzwiach restauracji) musi troglodytom zwracać uwagę, że slipki i podkoszulek to za mało. Albo że miniówa w postaci wąskiego paska materiału nie przystoi.
Wi-Fi – jest. Przy recepcji. I to właściwie wszystko co mogę napisać. Bo zalogować się nie da. Bo jak zwykle siedzą bandy nastolatków, którzy bez szajsbuka żyć nie mogą.
Teraz pora wspomnieć o animatorach. W związku z dużą liczbą turystów z Czech w hotelu animacje prowadzone są głównie w języku czeskim. Z tłumaczeniem na inne języki (o czym napisze za chwilę). Jednego wieczoru animatorzy przedstawiają kilka przebojów z filmu Grease. Wygląda to następująco: na scenę wchodzi człowiek i wiesza sporych rozmiarów banner ze zdjęciem różowego Cadillaca (takiego z epoki) z napisem na szybie „Pomada”. Tu zmarszczyłem brwi i głęboko się zamyśliłem o co tu chodzi? Ale zaraz zrozumiałem! Pepiczki przetłumaczyły tytuł i z Grease zrobiły Pomadę. Taką do włosów ;) No to dalej już mogło być tylko lepiej. Wpadają na scenę dwie pary i tańcząc zaczynają śpiewać z playbacku jeden z przebojów z filmu. Po CZESKU!!! Ludzie! Nie da się wysiedzieć bez banana na twarzy. To nie jest dokładny cytat ale oni śpiewają o jeździe auticzkiem po richliczce. Czy jakoś tak :)
Tłumaczenie na inne języki (nie najlepsze) wyszło podczas gry w bingo. Jeden z animatorów losował numery na komputerze, następnie podawał je prowadzącej (chyba po rumuńsku, bo takiej narodowości jest prowadząca) a ona je podawała uczestnikom. Po angielsku (w miarę dobrze), po rosyjsku (fatalnie) a po polsku i niemiecku drugi z prowadzących (fatalnie po polsku, po niemiecku z błędami zmieniającymi wartość liczb). Na szczęście nagrodą nie był samochód a butelka wina.
cd zaraz
Edytor zaawansowany
  • mk2013pl 03.08.14, 16:30
    Wieczór grecki: na kolację trochę sera feta, szaszłyki i dawka ouzo. Plus flagi greckie nad wejściem na stołówkę. Lepiej podczas animacji. Dwóch starszych ludzi grających na ichniejszej mandolinie (zapomniałem nazwy) i na klawiszach. Jeden z nich śpiewał po grecku. O czym? A nie wiem. Dodatkowo tańce zaprezentowała grupa składająca się z dwóch par. Jeden z nich był trochę tęgawy ale jakie hołubce wywijał. No i na koniec nauka zorby i jeszcze jakiś dwóch innych tańców dla wszystkich.
    Dla dzieci jest jeszcze mini-club gdzie animatorki z różnych biur podróży (z NH Żaneta) w godzinach przedpołudniowych i popołudniowych organizują różne zajęcia. I widać, że się starają. Pani Żaneta np. przygotowała odręcznie wypisane zaproszenia. Imienne. I je pod drzwiami powkładała do pokoi. Brawo! Co do jakości zajęć to sie wypowiedzieć nie mogę, bo córka już lekko z tego wyrosła, ale nie widziałem aby inne dzieci z płaczem uciekały. Dzisiaj miały konkurs kulinarny Master C.

    To na tyle po kilku dniach pobytu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka