Dodaj do ulubionych

poćeshće... :(

  • wave32 22.04.07, 23:17
    Okręciku - bardzo Ci współczuję...
  • okrent9 22.04.07, 23:53
    dzięki... Wyjeżdżając ostatnio ze Stanów zastanawiałam się czy jeszcze zobaczę
    Bonnie, która jest starsza - była starsza... sad Ale nie przyszło mi do głowy,
    że Simbie coś się stanie sad Wczoraj były urodziny syna dentystki i rozmawiałam
    ze wszystkimi przez telefon, z kotami też... i nie wiedziałam, że z Simbą coś
    jest nie tak sad bo dentystka nie myślała że to tak poważne i nie chciała mnie
    martwić... zwłaszcza że to były urodziny i byłam już i tak smutna, że mnie tam
    nie ma sad I dopiero dziś się dowiedziałam, na pół godziny przed jego śmiercią,
    że chyba jest z nim bardzo źle sad(((( a tak się złożyło, że nawet nie mogę
    pogadać z nikim teraz bo koniecznie na jutro trzeba coś przygotować (wycena
    domu)... z dzieciakiem pogadałam przez 40 min ale nie chciałam jego bardziej
    przygnębiać więc się starałam tylko miłe rzeczy wspomniać sad A jest mi tak
    smutno. Spacer nie pomógł. To dlatego tutaj o tym napisałam...

    tutaj jeszcze dwie fotki:
    img254.imageshack.us/my.php?image=simbahx9.jpg
    img440.imageshack.us/my.php?image=digiapril2006025mv5.jpg
  • wave32 23.04.07, 00:39
    Wiem, co teraz czujesz....
    Trzymaj się Okręciku.
    I nie martw się.
    Moje zwierzaki, które polują na niebiańskie myszki w Krainie Wiecznych Łowów już zaopiekowały się Simbą.
  • okrent9 23.04.07, 15:56
    Dziękuję jeszcze raz, Wave. Chciałam odpisać od razu w nocy, ale coś się stało
    z połączeniem. Dzisiaj wcale mi niewiele lepiej sad Kilka moich kotów też jest
    już od lat "po drugiej stronie mostu", i wiem, że Simbie niczego już teraz nie
    brakuje... ale tak mi źle, że nie mogłam mu pomóc, kiedy tego potrzebował, w
    tych ostatnich chwilach... Dentystka powiedziała, że widać było, że chce być
    głaskany... on był trochę dzikusem, żartowaliśmy zawsze, że któraś jego babcia
    miała chyba kochanka rysia... Simba był nieśmiały i długo przywykał do nowych
    ludzi, nie pchał się też specjalnie na kolana w porównaniu z Bonnie. Ale tuż
    przed śmiercią widać było, że chce być głaskany. I tak mi smutno, że nie mogłam
    tam być z dentystką i też go pogłaskać sad
  • rena31 23.04.07, 21:31
    Biedny Kocinek sad(
  • okrent9 23.04.07, 21:50
    no sad((
  • inrzynjer.mamun 24.04.07, 21:33
    trzeba mocno kochać Koty,
    tak szybko odchodzą...

    --
    dum spiro, spero
  • vauban 26.04.07, 06:19
    Wszystkie koty idą do pięknej Krainy Wiecznych Łowów...
    --
    cudawianki smile
  • okrent9 26.04.07, 18:12
    jestem tego pewna, vauban... Szkoda tylko że czasem odchodzą tak nagle i nie
    można im nijak ulżyć w tych ostatnich chwilach... sad
  • okrent9 26.04.07, 18:09
    Ja to wiem, mamóńó. Ale trudno to praktykować będąc tak daleko... sad To właśnie
    tak boli sad

    To była/jest pierwsza prawdziwa śmierć w życiu syna dentystki (16 lat). I
    widzę, że dzieciak wyciągnął z tego smutnego wydarzenia odpowiednie wnioski...
    Kiedyś dowcipkował sobie ze mnie, że pozwalam kotom sobą rządzić smile kiedy np.
    męczyłam się pisząc jedną ręką, bo drugą musiałam potrzymywać zsuwającą się z
    moich kolan uśpioną kotkę... Teraz już to rozumie.
  • bei 26.04.07, 22:05
    ojejsad

    Sliczny był.
  • vauban 28.04.07, 00:58
    Piękny kot...
    Ja zasadniczo jestem człowiekiem nie bardzo wierzącym. Właściwie, to całkiem
    nie. Ale, jeśli to, co nam mówią, jest choć w części prawdą, to kiedy już umrę,
    bez problemu zorientuję się, gdzie wylądowałem.
    Jeśi zapakuje mi się natychmiast na kolana kilka kotów, będzie jasne, że jestem
    w niebie, bo one są tam u siebie smile
    Tak mi przykro. Ale zdarza się. Pomyśl, że jego duch jest teraz w jakimś małym,
    biednym, piszczącym kociątku, i weź sobie kolejnego kota. Będzie Cię kochać tak
    jakby nigdy nic się nie stało...
    --
    cudawianki smile
  • okrent9 28.04.07, 02:44
    vauban... ja w zasadzie też jestem człowiekiem wierzącym nie bardzo a właściwie
    to całkiem nie... ale Twoja wizja nieba bardzo mi się podoba i od teraz będę
    się nią pocieszać smile

    Dzisiaj Simbuś został skremowany.
    img249.imageshack.us/my.php?image=simbacertyfikatpn3.jpg
    Właśnie niedawno dentystka wróciła z cmentarza i wszystko mi opowiedziała.
    Spytali ją tam i jej córkę, czy chcą jeszcze na chwilę na Simbę popatrzeć, a
    kiedy powiedziały, że tak, położyli go na pięknej aksamitnej poduszce...
    Dziecko (choć 19-letnie) biedne się znowu popłakało i nie mogło już potem
    przestać... Ja pewnie też bym się tam popłakała. A potem wzięli naszego kotka i
    włożyli do takiego specjalnego pieca i można było jeszcze oglądać przez chwilę,
    jak ogarniają go płomienie... Potem zasłonięto "okno"... Później włożono prochy
    do urny.

    A właściwie do dwóch, bo chyba wezmę część do Polski... Simbie na pewno by się
    tutaj u mnie podobało. Łąki, pola... "Marnują się", bo ja, Vauban, nie mam
    tutaj kota od lat. Cały problem z moim "braniem sobie kota" polega na tym, że
    jestem to tu, to tam... nie bardzo mogę zostawiać kota na pół roku albo
    oczekiwać, że ktoś się będzie moim zwierzakiem zajmował kiedy jestem w USA...
    To dlatego już od lat, kiedy mojego ostatniego "polskiego" kota przejechał
    traktor sad(((( nie mam tutaj w kraju "swojego" kota... w Chicago, nawet jeśli
    dentystka wyjedzie do mnie na parę tygodni, są dzieci, które się mogą
    zwierzakami zająć... Jeśli kiedyś przyjadą wszyscy, też będziemy mieć problem,
    co z opieką nad kotami - kotem... i psem... ale to nie będzie na pół roku,
    tylko najwyżej na kilka tygodni...

    Moje koty w Polsce były chowane w ziemi... tak było prościej i naturalnie...
    Ale tam nie można ot tak sobie pochować kota we własnej (i jego własnej) ziemi.
    Przepisy nie zezwalają. Dlatego zdecydowałyśmy się na kremację. Można też
    chować na tym cmentarzu dla zwierząt w ziemi, ale wtedy Simba już zawsze byłby
    w tym jednym miejscu, bez względu na nasze podróże i przeprowadzki... wśród
    obych zwierząt... a on był taki płochliwy i unikał obcych. Więc kremacja, żeby
    jego prochy można było zabrać z sobą do ogrodu, gdzie lubił obserwować ptaszki.

    Od dnia śmierci Simby naoglądałam się mnóstwa stron w internecie z wszystkim,
    co jest potrzebne do pogrzebu zwierzaka... To cała branża... Jeśli ktoś patrzy
    na to z zewnątrz, może myśleć o tym różnie. Ale te wszystkie przedmioty i
    usługi bywają naprawdę potrzebne... Wyobrażam sobie, że zwłaszcza starszym
    osobom, samotnym, dla których pies czy kot był najbliższym przyjacielem...
  • ciociapolcia 28.04.07, 09:20
    Zerkają na nas czasem te nasze pociechy, wygrzewając się na słońcu, czasem
    przypomną swoim cieniem, przebiegając drogę... często bliżsi niż ludzie.
    Okrentku, współczuję. Sama mam dwie duszyczki w Koniku Nowym (Cmentarz dla
    Zwierząt pod Wawą), i choc minęło juz sporo lat, serce mi się ściska i łzy
    zbieraja w oczach jak o nich myśle (np. teraz).
    Teraz mam dwa kocuru i wiem, że jeden z nich ma w duszy moją Czarną Mańkę.
    Ściskam.
    --
    Miej serce
    - Ty wiesz jak można leczyć owsiki?
    - A co? kaszlą?
  • okrent9 28.04.07, 16:09
    dziękuję, ciociupolciu... pewnie przez jakiś czas jeszcze na myśl o tym, że
    Simba już nigdy nie spróbuje się winsynuować na moją głowę (uwielbiał włosy)
    będzie mi bardzo smutno... Właśnie opowiedziałam o wszystkim mojej mamie i
    popłakałam się przy tym, a potem osobno nieletniej bratanicy i też z trudem
    udało mi się powstrzymać łzy.

    Być może personifikujemy trochę nasze koty, psy i inne zwierzaki... Czasem dla
    pocieszenia się próbuję pamiętać, że wg przeróżnych badań naukowych nie mają
    one świadomości tego, co to jest przyszłość, więc na swoje szczęście nie znają
    strachu przed śmiercią w takim sensie, w jakim jest on udziałem człowieka. Na
    pewno, niestety, znają ból... A nas ludzi w obliczu cierpienia i śmierci
    zwierzaka najbardziej chyba boli niepewność, czy czegoś przypadkiem nie
    zaniedbaliśmy i tym samym nie przyczyniliśmy się do ich cierpienia albo
    odejścia... Ten ból można zminimalizować jeśli się o naszych ulubieńców na co
    dzień odpowiednio troszczymy... ale pozostaje jeszcze żal, że wszystkie te
    piękne chwile które razem przeżyliśmy od teraz będą powracać już tylko we
    wspomnieniach sad

    Ciociupolciu, obejrzałam stronę cmentarza o którym wspominasz. Urokliwe
    miejsce. Twoje dwie duszyczki nie mogły sobie wymarzyć piękniejszego zakątka.
  • ciociapolcia 28.04.07, 18:09
    Oczywiście, że personifikujemy, nawet trudno było by nie... wink Przecież mają
    różne charaktery, umiejętności, zachowania i żyjąc z nimi pod jednym dachem
    trudno tego nie zaobserwować, nie doświadczyć.
    Też się pocieszam, że to "tylko zwierzęta", że nie znaja tego strachu co my,
    jednak nie wierzę, że nie wiedzą, bo pamiętam spojrzenie Mańki ostatniej nocy...
    Przychodzą, odchodzą... A my w ich krótkim życiu powinniśmy zrobić jak
    najwięcej dobrego... Może gdzieś czeka na Ciebie zagubiona duszyczka Simby,
    potrzebująca pomocy... Nie namawiam, po pierwsze przez podróże, a po drugie
    sama wiem jak trudno wziąć "nowego" kota (u mnie problem był z zajęciem
    miejsca, w sercu też, po Mańce, odczuwałam strach przed pewnego
    rodzaju "zdradą"), ale czasem tak los układa drogi... wink
    --

    --
    Miej serce
    - Ty wiesz jak można leczyć owsiki?
    - A co? kaszlą?
  • wave32 29.04.07, 00:22
    okrent9 napisała:


    > Ciociupolciu, obejrzałam stronę cmentarza o którym wspominasz. Urokliwe
    > miejsce. Twoje dwie duszyczki nie mogły sobie wymarzyć piękniejszego zakątka.

    I moje trzy...
  • inrzynjer.mamun 29.04.07, 09:45
    a ja nawet nie wiem, gdzie jest Kacper (z główką jak orchidea)
    ....
    trudno,
    so it goes...

    --
    --
    Pącernig Ajzensztanig
  • okrent9 29.04.07, 18:52
    mamuniu, jak to? coś się stało Kacprowi? indifferent
  • inrzynjer.mamun 02.05.07, 10:21
    a to jest dłuższa historia, wbrew pozorom

    --
    --
    Pącernig Ajzensztanig
  • okrent9 02.05.07, 17:11
    ja chętnie posłucham, jeśli opowiesz...
  • inrzynjer.mamun 03.05.07, 05:35
    no nie wiem, to nie jest "hisoria wesoła, a ogromnie przez to smutna"
    --
    --
    Pącernig Ajzensztanig
  • bei 03.05.07, 19:06
    Czytam, smutno mi...ja już nie trzymam futrzaków, tak bardzo boję się ich
    stratysad Nie zmienia to mojego życiaz na lepsze, bo doskonale wiem, co mi
    ucieka.
  • okrent9 03.05.07, 20:10
    :\
  • vauban 15.05.07, 22:14
    Widźmy wink Pjenkny koteg, ródy i wogule. Takiego to tczszeba hyba karmidź
    wyłoncznie Szebą i Gurmetę, bo Wiskasa nje rószy ?


    A poważnie, to cholernie się cieszę. Cudny jest rudzielec, i na pewno będzie
    miał u Was wspaniały domek smile
    --
    cudawianki smile
  • okrent9 15.05.07, 22:30
    no, domek to u mnie, tu w Polsce... ale już został uczuciowo zaadoptowany
    transatlantycko... nawet telefony były tam i z powrotem: co z kotkiem? brać,
    nie brać? bo ja tyle czasu spędzam poza Polską... ale jednak biorę smile Moja mama
    zobowiązała się nim opiekować podczas moich wyjazdów smile

    A tak w ogóle, to ja wcale nie szukałam kota... jakoś przypadkiem zobaczyłam
    ogłoszenie, że ktoś "odda kotki", i zobaczyłam, że jest tam malutkie zdjęcie...
    i kliknęłam z ciekawości... I zobaczyłam tego sobowtóra Simby z czasów jego
    dzieciństwa, jak maszeruje prosto do mnie... i coś mi się w głowie
    przestawiło tongue_out Gdybym miała w planach wzięcie kotka, to po prostu szukałabym
    jakiegoś biedaczka... ale ten akurat jakoś tak "przyszedł do mnie"...

    A co jada jeszcze nie wiem o.o Wiem tylko że ma długą sierść po mamie (pers???)
    ale nos po tacie (ponoć nie-pers).

    Jeśli adopcja dojdzie do skutku, niedługo zasypię Was fotkami smile
  • inrzynjer.mamun 16.05.07, 07:46
    sess wrażenja orencik zaczoł pisadź ss bóendamji!
    smile)
    p.s.
    (ładny maluch)
    smile

    --
    --
    Pącernig Ajzensztanig
  • wave32 16.05.07, 17:43
    okrent9 napisała:

    > ale nos po tacie (ponoć nie-pers).

    I całe szczęście! Persy mają wielkie problemy z przegrodą nosową, co za tym idzie - z oddychaniem.

    > Jeśli adopcja dojdzie do skutku, niedługo zasypię Was fotkami smile

    Okrętko - super koton! smile
    Ciesze się razem z Tobą! smile
    I czekamy na fotki.

  • okrent9 17.05.07, 01:04
    sad Ten kotek do mnie nie przyjdzie sad(( Opowiem Wam jutro... być może przyjdzie
    do mnie inny - ale zobaczymy...

  • ciociapolcia 17.05.07, 19:56
    Niech przyjdzie jakiś. Czekam na wieści.
    --
    Miej serce
    - Ty wiesz jak można leczyć owsiki?
    - A co? kaszlą?
  • wave32 17.05.07, 23:28
    Okrent - mam 3 w zanadrzu jakby co... smile Tricolor, buras i prawie tricolor - z przewagą białego wink
    Mają tydzień.
    Aaaaaaa, i tydzień temu u sąsiadki okociła się biało - czarna przybłęda...
    Jakby co... smile
  • bei 18.05.07, 07:24
    códny....taki kodek z osoblivym kodem smile...ja troszke wjeże w reinkarnacjem-
    wendrufka emocji...

    kolor navet nie ródy a płovy- taki póztynny bardziej....dłógom droge pszebył-
    miendzykontynentamismile
    Okrentko- śliczny...i ózdrawjajoncysmile
  • okrent9 19.05.07, 11:07
    Lada moment powinna do mnie dotrzeć Pani z Kotkiem... który ma u mnie zostać smile
    Nie wiem nawet jeszcze dokładnie jak wygląda. Wszystko Wam opowiem wieczorem.

    A Ty, Wave, nie kuś... tongue_out
  • okrent9 19.05.07, 11:15
    ach to czekanie... mam nadzieję, że Pani trafi... Przyjeżdża z dosyć daleka i
    nie zna moich okolic.

    Ponieważ i tak nie mam nic innego do roboty jak tylko wypatrywanie, czy Kot nie
    nadjeżdża, może Wam opowiem trochę więcej. Otóż kiedy dowiedziałam się, że
    tamten rudy kotek do mnie nie przyjdzie (bo poszedł do kogoś innego sad ...),
    zaczęłam szukać kotów w internecie. No i znalazłam taką koteczkę z Katowic,
    która szukała domu przez fundację For Animals. Skontaktowałam się z fundacją.
    Okazało się, że trzeba sprawdzić, czy kotka jest jeszcze do wzięcia, czy już
    znalazła jakiegoś opiekuna. Pani obiecała zadzwonić wieczorem z informacjami.
    Wieczorem okazało się, że tej kotki już nie ma, ale jest pewien kot, który
    strasznie chciałby mieszkać w domu z ludźmi... Oczywiście powiedziałam, że
    czekam smile

    No i teraz czekam i ze skóry wychodzę... Kocisko ma przygotowane jedzenie i
    kuwetę i nawet domeczek, i nie wiem co jeszcze mogłabym w tej chwili zrobić...
    więc siedzę tutaj i Wam opowiadam.
  • okrent9 19.05.07, 11:36
    W powyższym poście była wersja skrócona. Są jednak w tej historii interesujące
    szczegóły.

    1. Kiedy zadzwoniłam do fundacji po raz pierwszy, potraktowano mnie ze słusznym
    dystansem. Chce kota i to już? czy to normalne? Oczywiście nikt tych pytań nie
    zadał wprost. Pytano mnie, czy dzwonię z jakiejś firmy. Wyjaśniłam, że
    prywatnie i że znalazłam ogłoszenie w internecie... I wieczorem miałam czekać
    na wiadomość.

    W ciągu dnia doszłam do wniosku, że w sumie to normalne, że w takiej fundacji
    nikt nie tryska szczęściem tylko dlatego, że ktoś dzwoni i chce kota.
    Pomyślałam, że mogli pomyśleć, że np. kot jest mi potrzebny do jakichś obrzędów
    satanistycznych indifferent Przecież jestem obcą osobą, skąd mają wiedzieć, co ja chcę
    zrobić z ich kotem... Czekając na telefon napisałam więc do fundacji e-maila z
    informacjami o mojej sytuacji mieszkaniowej, warunkach jakie mogę zapewnić
    kotu, o moich poprzednich kotach, o kotach dentystki, i wysłałam serię zdjęć z
    w/w kotami na moich kolanach itd. smile Krótko mówiąc, "sprzedałam się" jako kocia
    mama smile Pani z fundacji zadzwoniła do mnie jakieś pół godziny później i rozmowa
    była już zupełnie inna smile Taka kociarza z kociarzem smile

    Szczegół drugi. Pani opisując mi kotka (7-9 miesięcy) powiedziała, że MIAŁ
    NOWOTWÓR NA USZKU. Wycięto mu go i jest OK. Ale ja i tak wpadłam w panikę. Od
    razu zobaczyłam się za kilka tygodni z kotem umierającym mi na rękach. Omal się
    nie popłakałam. Pani zapewniła mnie, że to był nowotwór niezłośliwy, była
    robiona biopsja i okazało się, że wszystko jest w porządku, że zabieg był
    wykonany ok. miesiąca temu i kot jest całkiem OK, i ona nawet da mi
    zaświadczenie od weta, że kotek nie ma raka. I że słyszy. Kiedy powtórzyła to
    trzy razy, wreszcie do mnie dotarło. Powiedziałam, że w takim razie czekam na
    tego kotka. I spytałam jeszcze jak wygląda. Pani powiedziała, że ma dłuugie
    nogi (od razu skojarzyło mi się z Simbą) i jest biało-buro-jakiś tam (byłam tak
    podekscytowana, że nawet nie pamiętam). Wtedy spytałam, którego ucha mu
    brakuje, a Pani wytrzeszczyła na mnie przez telefon oczy: "ależ jemu żadnego
    ucha nie brakuje! to coś co mu wycięto było malutkie!" tongue_out

    Szczegół trzeci. Wczoraj napisałam Pani dokładne wskazówki, jak do mnie
    dojechać, ale nie pamiętałam nazwy pewnego ronda, a chciałam ją podać, więc
    zadzwoniłam do kumpeli która powinna była to wiedzieć. Przy okazji
    opowiedziałam jej, że biorę innego kota (nie tego rudego), i pokrótce
    zrelacjonowałam jej swoje kontakty z fundacją. Kiedy doszłąm do punktu, w
    ktorym powiedziałam, że doszłam do wniosku że chyba najpierw wzięli mnie za
    satanistkę... któa potrzebuję zwierzęcia na ofiarę indifferent kumpela powiedziała, że
    być może nawet nie to, może pomyśleli sobie, że potrzebuję KARMY DLA WĘŻA!!!!
    Nawet nie wiedziałam, że coś podobnego jest możliwe... :\
  • okrent9 19.05.07, 11:39
    sorry ze te moje posty takie chaotyczne, ale spałam tylko 3 godziny...

    Idę powiększyć drzwi w domu dla kotka. Doszłam do wniosku, że skoro ma długie
    łapy i ma już te 7-9 miesięcy, to może się nie przecisnąć przez obecny otwór.
  • okrent9 19.05.07, 11:48
    Drzwi są większe. Pani nadal nie ma (15 minut spóźnienia od podanej mi przez
    nią godziny późniejszej). Czekam i czekam i czekam i marznę, bo jestem
    niewyspana.
  • okrent9 19.05.07, 12:00
    co chwilę wydaje mi się, że podjeżdża jakiś samochód... a to albo sąsiedzi,
    albo traktor, albo kosiarka, albo wiatr, albo omamy? :\ Pani ma już prawie pół
    godziny spóźnienia... Mam nadzieję, że po prostu dłużej niż myślała zeszła jej
    inna adopcja, która miała załatwić przed przyjazdem do mnie.. i że za chwilę
    jednak tu będą...
  • okrent9 19.05.07, 15:23
    została napisana przy współudziale kota tongue_out
  • okrent9 19.05.07, 17:02
    i jeszcze tu:
    img181.imageshack.us/my.php?image=kot022jp0.jpg
    a tu kota zaczyna morzyć sen:

    img294.imageshack.us/my.php?image=kot028tb0.jpg
    smile

    Teraz wreszcie biedaczek śpi. Okazało się, że miał objawy choroby lokomocyjnej
    w drodze do mnie, więc już samo to nieźle nadszarpnęło jego siły. Potem musiał
    zwiedzić dom, przewrócić stosik książek, zrozumieć, że choć kabelki mogą czasem
    wyglądać jak żywe, nie należy ich gryźć (wystarczyło kilkakrotne "psik" i wyraz
    dezaprobaty w moich oczach! mam kota geniusza smile))) Kiedy przewrócił za moimi
    plecami książki - żadna tragedia, ale trochę się przestraszyłam i wyrwało mi
    się jakieś "o-o" - zrobił w tył zwrot i poszedł do holu. Po chwili wyjrzałam,
    żeby sprawdzić, czy czegoś nie psoci. Siedział grzeczniutko na środku podłogi,
    zwrócony w stronę drzwi do mojego pokoju "komputerowego", a głowę miał,
    przysięgam, opuszczoną na znak przeprosin. Powiedziałam mu że może wejść i że
    się nie gniewam. Wszedł. Po chwili zaczął się interesować modemem. Ja na
    to "psik" - kot wychodzi. Zaglądam po chwili do holu - znów siedzi jak uczniak
    wyrzucony z lekcji, taki potulny. Na jego widok najtwardsze serce by
    stopniało smile Zawołałam go do środka (pokazywałam dentystce jego pierwsze
    fotki), i wtedy pierwszy raz sam wskoczył mi na kolana a po chwili zajął się
    komunikacją elektroniczną tongue_out Potrafi pisać szybciej niż ja wink Wtedy wysłałam
    Wam tego posta pisanego przy współudziale. smile

    Teraz wreszcie się trochę uspokoił i śpi w promieniach słońca... przez pół dnia
    chodził za mną krok w krok i łasił się nieustannie. Panie z fundacji
    powiedziały, że był w lecznicy w klatce "wystawowej" przez o ile dobrze
    zrozumiałam dwa miesiące... sad i kiedy ostatnio próbowały go zabrać na spacer,
    wszedł z powrotem do klatki zanim przymocowały mu szeleczki... taki był
    zrezygnowany. Przekonany, że jego życie ogranicza się do klatki... sad

    No, u mnie szybko zapomni big_grin
  • wave32 19.05.07, 22:38
    Już zapomniał smile


    Niech Ci się zdrowo chowa!
  • okrent9 19.05.07, 22:43
    smile dzienx smile

    piszze jednom renkom bo na drógey cox mi mrootshy tongue_out
  • okrent9 19.05.07, 22:46
    a teras ćenszko pshe rzyva pshes sę.. hyba mńaó za doorzo vrażę i teras ma sny
    postępresyoneestytshne
  • wave32 20.05.07, 00:12
    okrent9 napisała:

    > piszze jednom renkom bo na drógey cox mi mrootshy tongue_out

    A guasknij go ot vójka łejwa smile Abo podrap smile Za óshkię wink
  • vauban 20.05.07, 10:59
    Tag jezd, guaski dla kotga !
    --
    cudawianki smile
  • inrzynjer.mamun 20.05.07, 11:35
    wogle to jezd chistorja wesoóa,i wcale niepszes to smótna
    smile

    --
    --
    Pącernig Ajzensztanig
  • okrent9 21.05.07, 14:24
    Nóncjo dźenqye za fshyskye guaski i drapki smile)))

    moshe Vą povjedźedź irz Nóncjo yess kozmo fólvypas i od razó dałą go na
    dyete.Dlatego, bo ą zjadby całom loduffke jagby sórzonca ńepilnovaua.No a ya
    oczyviźće kce irzby muj kod byó vypaśony ale, ńe ftym sęśe.
  • vauban 23.05.07, 23:47
    zweiżaki, toby nje byuo zile wpósicić zdjencie kotga ? Bo imidższak siem wolno
    uaduje, sórzoncy nje dba o neon strade sad
    --
    cudawianki 2 smile
  • okrent9 24.05.07, 02:40
    a to ya povję moyemó sórzoncemu od ląsó rzeby i f tym kerónq phnou.ale yak śe
    yoosh vyśpje gdyssh poczebny mi yess teras leraks.ot tego pokazyvańa tipsę dźe
    sórzonca/qharka ma sadzidź te rurzove kfjatki.
  • ciociapolcia 24.05.07, 16:42
    Aż mi się łza w oku zakręciła.
    Ode mnie i moich tłuściochów też głaski i drapki. kiss**
    --
    W głowie siano.
  • okrent9 25.05.07, 00:20
    dzięx smile i sorki Vas fshyskih rze ńekazauą jeshcze moyemó Pi-arowi dadź tyh
    foteg na Zvjeżenta ale muj dźę polegau na davańó kotq kropli do óshnyh...... :\
    thsyli safari.
    a tY ćoćó Polcó gdźe maż tóźćohy na fodkah?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka