Dodaj do ulubionych

trudności z wyjazdem - może ktos coś poradzi

28.05.07, 18:46
Nie wiedziałam jak zatytułować ten wątek, żeby było wiadomo o co chodzi i nie
wiem czy to w ogóle dobry pomysł go zakładać, ale bardzo potrzebuję czyjegoś
zdania na ten temat.
Otóż pokochałam Polaka, mieszkającego od 20 lat w Kanadzie, co było bardzo
głupie z mojej strony, przyznaję, bo tak strasznie trudno się tam dostać, a
on nie może się stamtąd wynieść, ze względu na 12-letniego synka z
poprzedniego związku... lecz cóz, on jest z mojej planety i od pierwszych
słów, które zamieniliśmy, już nie mogliśmy się oderwać od siebie i tak wyszło
w końcu. Kombinujemy jak konie na wrotkach co zrobić, zeby móc być razem i
jak dotąd jestem przerażona, że nic z tego w końcu nie wyjdzie.
Na razie plan jest taki, że ja i moja 12-letnia córka wystąpimy o wizę
turystyczną, a jeśli ją dostaniemy, pojedziemy tam i wezmę ślub z moim miłym
i juz tam zostaniemy. Lecz ze złożeniem tego wniosku muszę czekać aż zakończy
się sprawa sądowa o pozbawienie mojego byłego męża praw rodzicielskich i to
się wlecze, bo były zniknął i nie wiadomo gdzie jest. Nawet jeżeli ta sprawa
skończy się niedługo i będziemy mogły wystąpić o wizę, to przypuszczam, że
jest jakieś 90% prawdopodobieństwa, że jej wcale nie dostaniemy. Coś mi się
wydaje, że ambasada uzna, iż kiepsko zarabiająca recepcjonistka, która się
wybiera z dzieckiem na wakacje do Kanady, w dodatku nie mając tam żadnej
rodziny, tylko ukochanego z internetu, to podejrzane zjawisko. W związku z
tym oczywiście myślimy o planie B. Jeśli nie dostanę wizy razem z dzieckiem,
z powodu dalszych opóźnień w sprawie albo dlatego, że mi jej odmówią,
wystąpiłabym o wizę turystyczną tylko dla siebie i gdybym ją dostała,
wzięlibyśmy ślub w Kanadzie, wróciłabym do Polski i stąd starała się o wizę,
taką dla rodziny, dla siebie i swojej córki. Ten plan też ma wady. Po
pierwsze bardzo długo się czeka na taką wizę dla żony, podobno rok albo
lepiej z tego co tu u Was czytam, nie wyobrażam sobie jak to wytrzymam. Po
drugie może tak być, że sama tez nie dostanę wizy turystycznej. Plan C -
pobrać się w Polsce i wtedy czekać na tą wizę dla rodziny, w ogóle nie
wchodzi w grę. Mój miły z poprzednią żoną ożenił się w Polsce, a rozwiódł w
Kanadzie i jego rozwód jest tu nieważny, musiałby to załatwiac tutaj od nowa
i mieszać ją w to, co zajęłoby dużo czasu, zwłaszcza, że jest z nią w złych
stosunkach. Mamy kolejne plany, D, E i tak dalej. Na przykład pobrać się w
jakimś innym kraju europejskim, pobrac się pre procura, itd. Ale one
wszystkie mają poważne wady. Nie wiemy jak to załatwiać, poza tym zajmie to
wieki i jeszcze bardziej wydłuży czas oczekiwania, poza tym wcale nie wiem,
czy nie może się tak stać, że i tak mi nie pozwolą być z nim razem. Bardzo,
bardzo się martwię, stąd ten wątek. Nie wyobrażam sobie czekania jeszcze rok
na niego, a co dopiero dłuższego okresu. On nie może mnie często odwiedzać,
wcale nie ma za dużo pieniędzy, ma swoje różne obowiązki, które go tam
trzymają, widzielibyśmy się pewnie przez ten czas ze dwa razy, tak jak przez
ostatni rok. To jest takie straszne, że aż trudno opisać jak się czuję.
Czytałam rózne wątki tutaj i na innym forum o Kanadzie o rozmaitych, choć
trochę pokrewnych, sytuacjach i pomyślałam, że może ktoś z Was doradzi mi,
który plan jest najlepszy, jak w ogóle postąpić, czy mozna cokolwiek zrobić,
zeby jakoś to wszystko przyśpieszyć, jakie mam szanse powodzenia... ze ktoś
doradzi mi cokolwiek.
Edytor zaawansowany
  • sylwek07 28.05.07, 20:05
    Prawie rok czasu to sie czeka w Kanadzie na wize stalego pobytu,,teraz z Polski
    czeka sie min 4 miesiace jak dobrze pujdzie bo jak nie to prawie 6 miesiecy a
    nie rok no chyba ze cos jest nie tak z papierami to wtedy to sie przeciaga
    masz tutaj link i sama zobaczysz ile sie czeka na papiery z Polski:

    www.cic.gc.ca/english/department/times-int/05-fc-spouses.html
    a w jakiej Prowincji mieszka?

    co do rozwodu to idz i sie dowiedz w swoim USC jak to jest bo moze trzeba
    umiejscowic rozwod z Kanady i bedzie ok.

    co do kasy to Twoj przyszly maz musi zarabiac odpowiednia ilosc aby moc Cie
    sponsorowac inaczej nie bedzie mogl Cie sponsorowac.


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • pal0ma 28.05.07, 23:05
    Jest jeszcze mozliwosc, zeby ten pan sponsorowal Ciebie z corka z Polski bez
    slubu, w czasie czekania on zalatwi uznanie rozwodu w Polsce, ty zalatwisz
    odebranie praw rodzicielskich, jak juz bedziecie mieli slub w Polsce to
    doslecie ten dokument do ambasady. Z tego co slyszalam od paru osob to czeka
    sie na rozpatrzenie wniosku przez ambasade duzo krocej niz rok. Zarobkami
    narzeczonego nie musisz sie martwic.

    >>>>Kombinujemy jak konie na wrotkach co zrobić, zeby móc być razem<<<<

    ???? Dlaczego on nie probowal sie czegos dowiedziec na ten temat? Chociazby w
    jakims polskim centrum pomocy, gdzie mozna dostac bezplatna porade. Moze tez
    zadzwonic do urzedu imigracyjnego i zapytac o sponsorowanie "conjugal partner".



  • sylwek07 28.05.07, 23:36
    pal0ma tzn ze kazdy moze byc sponsorem nawet jesli zarabia mniej niz minimum?

    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • pal0ma 28.05.07, 23:57
    Zgadza sie. Niskie zarobki sa OK o ile to nie jest np 200 dolarow na miesiac,
    bo wtedy ta osoba nie jest wiarygodna, gdy obiecuje, ze sponsorowana zona nie
    bedzie korzystala z pomocy spolecznej przez pierwsze 3 lata.
  • nenella 29.05.07, 12:49
    pal0ma napisała:

    "Zgadza sie. Niskie zarobki sa OK o ile to nie jest np 200 dolarow na miesiac,
    bo wtedy ta osoba nie jest wiarygodna, gdy obiecuje, ze sponsorowana zona nie
    bedzie korzystala z pomocy spolecznej przez pierwsze 3 lata."

    Ach widzicie, z tym sponsorowaniem też będzie problem i dlatego się obawiam, że
    będę długo czekać na wizę, albo nawet w ogóle się nie doczekam. On jest
    fotografem i nie ma regularnych zarobków tylko czasem mnóstwo kasy z jakiegoś
    projektu, a czasem przez kilka miesięcy zupełnie nic sad. I jeszcze teraz nawet
    się nie wykaże oszczędnościami, bo wszystko wydał, żeby kupić dom, w którym
    będziemy mieszkać. Mamy bardzo fajny plan na biznes związany z fotografią,
    który będziemy mogli tam razem rozkręcić i ktory da nam regularne dochody,
    żebym nie musiała się martwić, że on ma mnie i moje dziecko na utrzymaniu, a
    nie wiadomo kiedy będą jakieś pieniądze. Ale to, że mamy fajny plan, wcale nie
    znaczy, że ten plan wyjdzie i prawdopodobnie urzędnicy ambasady w ogóle nie
    wezmą tego pod uwagę, tylko będą chcieli wiedzieć ile on zarabia teraz i czy
    dość i wyjdzie im, ze nie dość. Bardzo się martwię, że to się tak skończy, że w
    ogóle mnie tam nie wpuszczą sad. Właśnie z powodu tych jego nieregularnych
    zarobków, pani prawnik, z którą się kontaktował, nie była w stanie mu nic
    sensownego doradzić.
    Bardzo Wam w każdym razie dziękuję za porady i opinie. Im więcej wiem, tym
    lepiej dla mnie, bo na razie czuję się jakbym błądziła w gęstej mgle. Czasem
    myslę, że jestem kompletną idiotką, bo nie dość, że sama jestem
    niezorganizowana i mam namieszane w życiu i kiepskie stosunki z systemem, to
    jeszcze znalazłam sobie faceta, który też tak ma - ale właśnie dlatego się w
    sobie zakochaliśmy, że jesteśmy tacy sami i teraz musimy walczyć, trudno,
    tylko, ze nie wiemy jak.
  • pal0ma 29.05.07, 14:20
    >>>>>Właśnie z powodu tych jego nieregularnych
    zarobków, pani prawnik, z którą się kontaktował, nie była w stanie mu nic
    sensownego doradzić.<<<<

    Wyglada na to ze on ci nie mowi prawdy, bo to powyzsze to bzdura. Byc moze on
    poszedl do kogos i dowiedzial sie ze pomoc tej osoby bedzie kosztowala tysiace
    dolarow, ktorych nie posiada. Albo jest jakis inny powod, dla ktorego nie moze
    czy nie chce cie sponsorowac.

    Jezeli znasz kogos w Polsce kto zna dobrze angielski, to sama mozesz sie o tym
    przekonac. Wejdzcie na strone urzedu imigracyjnego i niech ci przeczyta po
    polsku co tam pisza na ten temat.
  • zmijka2002 29.05.07, 15:14
    zgadzam sie w calej rozciagloscismile

    jesli chodzi o rozwod, co to znaczy ze w PL jest niewazny? Dokumenty
    prztlumaczone przysiegle dostarcza sie do USC i oni sobie w papierach nanosza
    zmiany. Skoro w ten sposob mozna powiadomic ich o slubie zagranica i dostac
    polski akt slubu to chyba taka sama procedura dotyczy rozwodow, czyz nie?
    pozdr.
  • ma.pi 01.06.07, 20:04
    zmijka2002 napisała:

    > zgadzam sie w calej rozciagloscismile
    >
    > jesli chodzi o rozwod, co to znaczy ze w PL jest niewazny? Dokumenty
    > prztlumaczone przysiegle dostarcza sie do USC i oni sobie w papierach nanosza
    > zmiany. Skoro w ten sposob mozna powiadomic ich o slubie zagranica i dostac
    > polski akt slubu to chyba taka sama procedura dotyczy rozwodow, czyz nie?
    > pozdr.

    Nie do konca tak. W sprawie rozwodu z tymi zagranicznymi papierami trzeba sie
    zglosic do sadu w Polsce. I polski sad musi zatwierdzic ten rozwod.

    Pozdr.


    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • pal0ma 29.05.07, 15:15
    Tak sobie mysle, ze jezeli ten przyjaciel z Kanady kupil tutaj dom i dostal na
    to pozyczke z banku tylko na siebie, to musi miec calkiem niezle dochody i w
    ogole problem zbyt niskich zarobkow jest tym bardziej dziwny. A jezeli kupil
    za gotowke, to tez do biednych nie nalezy (moze dokument wlasnosci domu
    dolaczyc do wniosku o sponsorowanie ciebie).
    Swoja droge to mnie zaciekawilas. Zastanawiam sie co takiego mozna
    fotografowac raz na pare miesiecy, zeby az tyle zarabiac, jezeli to nie sekret
    to napisz.

  • nenella 29.05.07, 16:39
    On akurat ostatnio fotografował Montreal smile, a z tym domem to nie takie proste,
    tylko część kasy miał w gotówce, a kredyt na resztę wzięła jego siostra, która
    ma "normalną" pracę. A co do rozmaitych stron z poradami nt emigracji w języku
    angielskim, tudzież francuskim, to czytałam je i wcale mi z nich nie wynika,
    żeby mnie chętnie wpuścili do Kanady. Wszędzie jest trochę co innego, wszędzie
    te porady i przepisy są podane zbyt ogólnikowo, żebym mogła je zastosować do
    swojej konkretnej sytuacji, a kiedy się pisze na maila z jakimiś pytaniami,
    nikt nie odpisuje, juz próbowałam. Będę wdzięczna jeżeli ktoś podrzuci jakieś
    pożyteczne linki, aczkolwiek jestem przekonana, że najwięcej dowiem się z
    wypowiedzi doświadczonych ludzi, którzy zechcą się swoim doświadczeniem
    podzielić.
  • nenella 29.05.07, 16:47
    Możliwe, że macie rację, że ta pani prawnik, z którą rozmawiał jest do niczego
    i powinien się zwrócić do kogoś innego, doradzę mu to. Aczkolwiek ta pani była
    rekomendowana przez jego kolegę, któremu pomagała także w sprowadzeniu żony z
    Polski (skutecznie). W każdym razie ona twierdzi, że jego rozwód jest w Polsce
    nieważny, że nie można sponsorować partnerki, z którą nie ma się ślubu
    (twierdzi, że kiedyś było mozna, a teraz już nie) i że jeśli się pobierzemy i
    potem wystąpimy z Polski o wizę dla mnie i mojej córki, to on owszem, może
    mnie "sponsorować", nikt mu nie zabroni, ale przez te jego dochody to się
    będzie ciągnąć wieki, bo urzędnicy będą niechętnie patrzeć na ten pomysł i
    robić co się da, żeby nas zniechęcić. I właśnie dlatego, że tak czarno to
    wygląda, pytam Was, co o tym myślicie, bo ktoś może mieć jakieś lepsze pomysły
    niż ta cała pani prawnik, prawda?
  • pal0ma 29.05.07, 17:05
    Na tej stronie masz definicje "conjugal partner".
    www.cic.gc.ca/english/sponsor/familymembers.html#conjugal
    Jedyna strona, gdzie powinnas szukac informacji to jest wlasnie www.cic.gc. ca

    Inne miejsca, jak fora, to jedynie dodatek, gdzie mozna porozmawiac z ludzmi,
    lepiej lub gorzej poinformowanymi.
  • ma.pi 01.06.07, 20:02
    nenella napisała:

    > Możliwe, że macie rację, że ta pani prawnik, z którą rozmawiał jest do
    niczego
    > i powinien się zwrócić do kogoś innego, doradzę mu to. Aczkolwiek ta pani
    była
    > rekomendowana przez jego kolegę, któremu pomagała także w sprowadzeniu żony z
    > Polski (skutecznie). W każdym razie ona twierdzi, że jego rozwód jest w
    Polsce
    > nieważny, że nie można sponsorować partnerki, z którą nie ma się ślubu
    > (twierdzi, że kiedyś było mozna, a teraz już nie) i że jeśli się pobierzemy i
    > potem wystąpimy z Polski o wizę dla mnie i mojej córki, to on owszem, może
    > mnie "sponsorować", nikt mu nie zabroni, ale przez te jego dochody to się
    > będzie ciągnąć wieki, bo urzędnicy będą niechętnie patrzeć na ten pomysł i
    > robić co się da, żeby nas zniechęcić. I właśnie dlatego, że tak czarno to
    > wygląda, pytam Was, co o tym myślicie, bo ktoś może mieć jakieś lepsze
    pomysły
    > niż ta cała pani prawnik, prawda?


    W Kanadzie konkubinat jest oficjalny i nie trzeba byc legalna zona aby byc
    sponsorowanym.

    Pozdr

    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • ma.pi 01.06.07, 20:00
    nenella napisała:

    > pal0ma napisała:
    >
    > "Zgadza sie. Niskie zarobki sa OK o ile to nie jest np 200 dolarow na
    miesiac,
    > bo wtedy ta osoba nie jest wiarygodna, gdy obiecuje, ze sponsorowana zona nie
    > bedzie korzystala z pomocy spolecznej przez pierwsze 3 lata."
    >
    > Ach widzicie, z tym sponsorowaniem też będzie problem i dlatego się obawiam,
    że
    >
    > będę długo czekać na wizę, albo nawet w ogóle się nie doczekam. On jest
    > fotografem i nie ma regularnych zarobków tylko czasem mnóstwo kasy z jakiegoś
    > projektu, a czasem przez kilka miesięcy zupełnie nic sad. I jeszcze teraz
    nawet
    > się nie wykaże oszczędnościami, bo wszystko wydał, żeby kupić dom, w którym
    > będziemy mieszkać.

    Zeby Cie sponsorowac nie musi miec stalej pracy. Przy skladaniu papierow
    dolancza po prostu swoje papiery z rozliczenia podatkowego (income tax).
    Do tego przy sponsorowaniu malzonka/i chyba nie ma podane ile taki czlowiek ma
    zarabiac minimum (przynajmniej kiedys tak bylo). Przedstawienie zaswiadczenia o
    zarobkach, w tym wypadku byla tylko formalnoscia. No i jak kupil dom to on sie
    tez do majatku zalicza.

    Cos Cie ten Twoj pan kreci :o)

    A czy Wy wogole widzieliscie sie w realu czy tylko tak internetowo sie kochacie?

    Pozdr.

    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • grandbleu 29.05.07, 17:12
    Uwazam ze powinnas najpierw wyjechac turystycznie do Kanady, z tego co piszesz
    i tak musisz czekac zeby moc wyjechac z dzieckiem. Jezeli nigdy nie bylas w
    Kanadzie, moim zdaniem powinnas tu przyjechac zanim zdecydujesz sie na cos
    wiecej.
    Jak ci odmowia wizy turystycznej to nie bedzie wyjscia, problem wyboru sam sie
    rozwiaze i tak bedziecie musieli zalatwiac formalnosci - rejestracja rozwodu,
    slub w Polsce.
    Co do wizy turystycznej to przeciez nie jest przesadzone ze jej nie dostaniesz.
    Jest wazna zasada ktorej trzeba sie trzymac - nie klamac. Nie musisz im
    wszystkiego mowic np ze chcecie sie pobrac nazajutrz po twoim przyjezdzie wink
    ale nic nie wymyslaj. Nie jestem urzednikiem Ambasady ale nie widze nic zlego w
    tym ze chcesz jechac do Kanady do swojego przyjaciela na wakacje poznac sie
    blizej na jego zaproszenie (i jesli nie masz wystarczajacych srodkow - na jego
    koszt). Poczytaj sobie na stronie Ambasady jakich zadaja dokumentow, z tego
    mozna mniej wiecej wywnioskowac ze wazna jest twoja sytuacja w kraju;
    finansowa, zawodowa, czy masz do czego wracac itp.
    Jak wyjedziesz turystycznie i wrocisz na czas, latwiej ci bedzie dostac potem
    wize razem z dzieckiem.

    Jesli chodzi o sponsorowanie to ktos was lub ciebie wprowadza w blad. W
    papierach ktore sie wysyla o sponsoring (niezaleznie czy jestes w Kanadzie czy
    w Polsce) podaje sie zarobki z ostatnich 12 miesiecy. Dolacza sie zaswiadczenie
    z Urzedu Skarbowego. Nikt nie bada ile sponsor BEDZIE ewentualnie zarabial ale
    ile zarabia. Wydaje mi sie ze twoj narzeczony bedzie musial wykazac sie
    wystarczajacymi zarobkami do utrzymania nie tylko Ciebie ale rowniez twojego i
    swojego dziecka.
    Wydaje mi sie ze to nie przedluza procedury, oni sprawdza czy sie nadaje jako
    sponsor czy nie i dostaniesz odpowiedz. Sami mozecie przeciez sprawdzic bo
    kwoty minimalnych zarobkow sa podawane a on swoje zarobki przeciez tez zna.

    To prawda ze wizy narzeczenskiej juz nie ma.

    Niezaleznie od wszystkich rad ktore tu przeczytasz sama musisz zdecydowac co
    chcesz i co jest dla ciebie najwazniejsze. Oficjalnie publikowane domumenty z
    Imigracji Kanadyjskiej duzo pomagaja, wydaje mi sie ze duzo wiecej niz porady
    na forum, bo osoby ktore je udzielaja, jak ja, mogly miec zupelnie inna
    sytuacje niz twoja.

    Powodzenia smile
  • pal0ma 29.05.07, 17:23
    >>>kwoty minimalnych zarobkow sa podawane a on swoje zarobki przeciez tez zna<<<

    Te minima dotycza sponsorowania rodzicow i dziadkow tylko. Wszystkie te
    informacje mozna znalezc jak ktos te strone przeczyta ze zrozumieniem od A do Z.
  • pal0ma 29.05.07, 17:28
    Z reszta wypowiedzi sie zgadzam. Kontakt osobisty jest bardzo wazny jak sie
    sponsoruje meza czy zone. Jego brak (w przypadku znajomosci internetowej) moze
    byc problemem przy sponsorowaniu.
  • tikirimali 29.05.07, 18:47
    Hmmmm... Ja wiem po sobie ze moj maz musial sie wykazac odpowiednimi zarobkami
    z ostatniego roku, inaczej nie moglby mnie sponsorowac. Gdyby nie zmienil pracy
    i nie zaczal zarabiac wiecej to nie byloby mnie w Kanadzie.
    Co do uznania rozwodu :
    Każdy rozwód orzeczony przez sąd kanadyjski, bez względu na to, czy małżeństwo
    zostało zawarte w Polsce, czy w Kanadzie, musi być wcześniej uznany przez sad
    polski w trybie art. 1145 kodeksu postępowania cywilnego. Wówczas należy
    przedłożyć prawomocne postanowienie sądu okręgowego o uznaniu wyroku
    zagranicznego za skuteczny na terytorium Polski.Wniosek o uznanie orzeczenia
    sądu zagranicznego należy skierować do właściwego sądu okręgowego w kraju.
    Właściwym miejscowo (terytorialnie) sądem okręgowym jest sąd w którego okręgu
    małżonkowie mieli ostatnie wspólne miejsce zamieszkania, jeżeli choć jedno z
    nich w tym okręgu jeszcze stale przebywa. W braku takiej podstawy, właściwy
    jest sąd miejsca zamieszkania strony pozwanej, a i gdy tej podstawy nie ma sąd
    zamieszkania powoda. W braku powyższego sądem właściwym będzie sąd okręgowy dla
    miasta stołecznego Warszawy.
    Dokumenty wymagane w przedmiotowej sprawie.

    A. Wniosek o uznanie orzeczenia sądu zagranicznego podpisany przez
    wnioskodawcę, opatrzony datą i zawierający:

    1. imię, nazwisko i adres osoby wnioskującej, w przypadku gdy osoba wnioskująca
    zamieszkuje na stałe za granicą i nie ustanowiła pełnomocnika do prowadzenia
    sprawy w Polsce winna wskazać pełnomocnika do doręczeń w kraju, podając jego
    imię nazwisko a także adres zamieszkania;
    2. imię, nazwisko i adres uczestnika postępowania (były małżonek) jeżeli
    aktualny adres jest nieznany należy podać ostatni znany adres zamieszkania;
    3. datę i miejsce zawarcia związku małżeńskiego;
    4. obywatelstwo jakie posiadali małżonkowie w momencie wniesienia pozwu o
    rozwód i jakie posiadają obecnie;
    5. uzasadnienie interesu prawnego w żądaniu uznania wyroku (z jakich względów
    wnioskodawca wystąpił o uznanie wyroku);
    6.wyjaśnienie, czy przed sądem polskim toczyła się sprawa o rozwód.

    B. Urzędowy odpis orzeczenia rozwodowego (oryginał) ze stwierdzeniem
    prawomocności (Divorce Judgement i Certificate of Divorce, w Prowincji Quebec:
    Jugement de Divorce i Certificat de Divirce). Dokumenty rozwodowe podlegają
    legalizacji przez konsula (opłata za legalizację wynosi $ 44 CAN).
    C. W przypadku, gdy zapadł wyrok zaoczny w sprawie, zaświadczenie z sądu
    orzekającego, że wezwanie zostało pozwanemu należycie doręczone (powinno
    również być zalegalizowane przez konsula).
    D. Uwierzytelniony przekład orzeczenia rozwodowego i ew. zaświadczenia z sądu
    orzekającego (jak w pkt. C) sporządzony przez tłumacza przysięgłego w kraju
    (jeżeli tłumaczenie jest wykonane za granicą podlega weryfikacji przez konsula.
    Opłata za poświadczenie tłumaczenia wynosi $ 44 CAN za każdą rozpoczętą stronę
    tłumaczenia).
    E. Odpis aktu małżeństwa z USC w Polsce, gdy małżeństwo było zawarte w Polsce
    lub zarejestrowane w polskich księgach.

    Ww. dokumenty należy złożyć w Biurze Podawczym Sądu Okręgowego. Może to uczynić
    pełnomocnik. Jeżeli wniosek wnosi pełnomocnik do pisma należy dołączyć
    pełnomocnictwo. Przy składaniu wniosku pobierana jest opłata. Do wniosku należy
    dołączyć jego odpis wraz z odpisem załączników dla doręczenia uczestnikowi
    postępowania.
    Podpis mocodawcy na pełnomocnictwie musi zostać poświadczony przez konsula RP.
    Za poświadczenie podpisu na dokumencie pełnomocnictwa pobierana jest opłata w
    wysokości $ 44 CAN.
    I wtedy mozecie wziasc slub i pomyslec o sponsorowaniu. Wiem ze to potrwa, ale
    czasem taka proba czasu pomaga. My tez czekalismy dlugo. Teraz z perspektywy
    czasu wcale nie zaluje ze musielismy czekac. Jestem tu jak najbardziej
    legalnie, nikt mi nie wypomni ze wyszlam za maz na wizie turystycznej co moglo
    byc wczesniej zaplanowane i w ogole takie czekanie wzmocnilo tylko nasz zwiazek
  • nenella 29.05.07, 20:02
    tikirimali napisała:

    "Hmmmm... Ja wiem po sobie ze moj maz musial sie wykazac odpowiednimi zarobkami
    z ostatniego roku, inaczej nie moglby mnie sponsorowac. Gdyby nie zmienil pracy
    i nie zaczal zarabiac wiecej to nie byloby mnie w Kanadzie."

    Czy to oznacza, że jeśli mój miły nie ma regularnych przyzwoitych zarobków to
    nigdy mnie do niego nie puszczą i najlepiej, żebym go sobie wybiła z głowy?????
    Tego się własnie obawiam.
  • dela12 29.05.07, 20:59
    w Quebecu zeby sponsorowac zone/meza nie trzeba wykazac min. dochodow jedynie w
    przypadku rodzicow, dziadkow, patrz cytat
    www.immigration-quebec.gouv.qc.ca/en/immigrate-settle/sponsors-sponsored/requirements-sponsor/prerequisites.html
    "If you sponsor your father, mother, grandfather, grandmother, a dependent
    child who has a child or a close relative who is a minor and an orphan, you
    must prove that you have at your disposal sufficient financial resources for
    the duration of the undertaking (see financial standards)"
    nie wiem jak jest w przypadku innych prowincji, ale wydaje mi sie ze to
    dyskryminacja jesli ktos mniej zamozny nie moglby sie pobrac i zalozyc rodziny
    bo go wg standardow kanadyjskich niby nie stac. Po pierwsze mozna miec
    oszczednosci, nieruchomosci i inne dobra, i nawet mniej udany rok pod wzgledem
    zarobkow nie jest dramatem. Zakladam ze twoj narzeczony nie zyje z welfare tzn
    ze sobie jakos radzi, nawet przy niskich zarobkach, dlaczego mialoby go to
    powstrzymywac od bycia z ukochana osoba?

  • tikirimali 29.05.07, 21:39
    Mam pytanie. Czy Twoj ukochany nie sponsorowal swojej bylej zony??? Czy
    wyjechal juz jak nie byli razem?? Bo jezeli sponsorowal i przykladowo ona
    korzystala z pomocy finansowej panstwa to wyfaje mi sie ze to bedzie duzy
    problem jezeli ponownie bedzie sponsorowal kolejna zone, czy tez kogokolwiek
    innego. Chyba ze sie myle...??
  • sylwek07 29.05.07, 22:00
    tikirimali dobre pytanie ,jak wyjechal?

    a gdzie mieszka tzn w jakiej Prowincji?
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 30.05.07, 05:10
    sylwek07 napisał:

    > tikirimali dobre pytanie ,jak wyjechal?
    >
    > a gdzie mieszka tzn w jakiej Prowincji?

    Mieszka w Ontario. A tej poprzedniej żony nie sponsorował, bo wyjechali z
    Polski razem, dwadzieścia lat temu, albo więcej nawet.
  • pal0ma 29.05.07, 22:42
    To jest dokladnie to o czym pisalam smile

    >>>>The Sponsor is freed from this requirement if:

    The individual requiring sponsorship is the spouse...<<<

    Ja ten temat nieco znam, pomagalam paru znajomym osobom wypelniac te papiery.
    Zajrzalam dzisiaj na strone CIC i musze przyznac, ze wyjasnienia w przewodniku
    moga wprowadzic w blad.
    Jest tak jak napisala Dela, w przypadku sponsorowania meza/zony nie ma
    ustalonej minimalnej kwoty z wyjatkiem przypadku, ktory podala. Ambasasada sie
    nie czepia niskich zarobkow.
  • pas47 29.05.07, 23:47
    w przypadku meza/zony nie ma wymaganego mimum, bylam z mezem w Polsce i nie
    mialam zadnych dochodow w Kanadzie. Zalatwianie trwa teraz szybciej, jesli
    wszystko wyslesz jak trzeba to dasz rade w 6 m-cy. Natomiast beda Ci
    potrzebne "dowody", ze nie jest to malzenstwo dla papierow.
  • sylwek07 30.05.07, 14:23
    dzis bylem u siebie w USC i wyglada to tak ze wyrok o rozwodzie sklada sie w
    wlasciwym sadzie tzn jak dla mnie to w Sadzie Wojewodzkim w Lublinie i czeka
    sie na postanowienie Sadu i potem sad wysyla powiadomienie do wlasciwego USC
    aby ten naniusl zmiany i potem mozna juz brac slub smile
    a ile trwa w sadzie to musisz sie dowiedziec u siebie .
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • tikirimali 30.05.07, 19:37
  • tikirimali 30.05.07, 19:45
    Wczoraj z mezem przeszperalismy swoje papiery imigracyjne i fakt informacja o
    zarobkach jest opisana berdzo niewyraznie i mozna ja interpretowac roznie.
    Zgadzam sie ze w przypadku sponsorowania malzonka odpowiednie zarobki nie sa
    wymagane. W naszym przypadku niestety poprosili o dokumenty potwierdzajace
    wysokosc dochodow mojego meza z ostatniego roku. Wydaje mi sie ze teoria teoria
    a w praktyce zawsze to wyglada nieco inaczej
  • pal0ma 30.05.07, 20:57
    Notice of Assessment jest na liscie zalacznikow, wiec jezeli maz pracowal w
    Kanadzie, to mogli go poprosic o doslanie. To nie znaczy, ze gdyby mial niskie
    dochody jego aplikacja zostalaby odrzucona.
  • nenella 30.05.07, 20:53
    Bardzo, bardzo Wam dziękuję, że mi próbujecie coś doradzić. To niesamowicie
    podnosi na duchu, kiedy ktoś mówi: "radzę Ci to i to", ogromna róznica w
    porównaniu z samotnym przekopywaniem się przez rozmaite strony internetowe, w
    których człowiek szybko się gubi jeśli nie wie jak szukać.
    Dzięki Wam nabrałam nadziei, że jeśli nie wyjdzie śmiały plan A smile, mozna
    spróbować z planem B - to znaczy pojadę tam sama, weźmiemy ślub, wrócę tu i on
    wsytąpi o sponsorowanie mnie i mojej córki, a jeśli mnie samej też nie puszczą
    spróbujemy z planem C - on wystąpi o sponsorowanie mnie jako conjugal partner i
    podczas kiedy będziemy czekać, co z tego wyniknie, on załatwi ten głupi rozwód
    jak należy i pobierzemy się w Polsce, co być może przyśpieszy sprawy. Ten
    rozwód w sumie martwi mnie najbardziej ze wszystkiego i będę nalegać, żeby już
    zaczął coś z nim robić, bo wiem z doświadczenia, że sprawy sądowe ciągną się
    zawsze przez wieki, nawet gdy chodzi o coś drobnego. W kazdym razie jakiś plan
    mi się zaczął kształtowac w głowie przynajmniej i bardzo, bardzo Wam dziękuję.
    Wiedziałam, że jak człowiek już nie wie co robić i zdaje mu się, że nic tylko
    tłuc łbem o ścianę, nalezy udać się na odpowiednie forum Gazety i zasięgnąć
    języka smile. Będę wdzięczna za wszelkie dalsze uwagi.
  • pal0ma 30.05.07, 20:59
    No to fajnie. Nawet jezeli nie dostaniesz wizy, to fakt ze twoj znajomy
    probowal cie tam sciagnac pomoze udowodnic w ambasadzie, ze jestescie prawdziwa
    para.
  • dela12 30.05.07, 21:45
    A propos rozwodu w Polsce, to jakikolwiek wariant wybierzecie radzilabym mimo
    wszystko zalegalizowac kanadyjski rozwod w Polsce. Nigdy nie wiadomo jak sie
    zycie potoczy, po co komplikowac sprawy? Gdybyscie sie pobrali w Kanadzie to
    nie moglabys zalegalizowac slubu w Polsce bo twoj maz zostalby bigamista.
  • nenella 30.05.07, 22:32
    Tak, masz rację, że to się przyda w ogóle na zapas, na przyszłość, takie
    uregulowanie spraw i tak czy inaczej dobrze to załatwić.
    Tak samo jak to z czym ja się teraz użeram, odebranie praw rodzicielskich
    mojemu byłemu, który zniknął - dobrze, że to załatwiam do wizy, bo i tak trzeba
    to załatwić ze względu na dobro dziecka, żeby potem się nie okazało przy
    jakiejś naprawdę ważnej sprawie, np. operacji, że bez zaginionego tatusia ani
    rusz.
    Tak myślę czasem fatalistycznie, że te wszystkie przeszkody, które musimy
    pokonać sa między innymi po to, żebysmy oboje uporządkowali różne swoje sprawy
    i nauczyli się sobie radzić z absurdami systemu, bo to się kiedyś do czegoś
    bardzo przyda i będziemy się cieszyć, że się nauczyliśmy smile. (Co nie zmienia
    faktu, że to czekanie jest nie do zniesienia.)
  • sylwek07 30.05.07, 23:03
    powiem Ci szczerze ze ja bym wolal tak czekac jak Wy czekacie bo jest duza
    szansa ze tam pojedziesz,polecisz...
    Ja tez kiedys przez to przechodzilem tzn moja Babcia i wiem ile to zachodu jest
    z tymi sprawami z odebraniem praw rodzicielskich,z jednej strony dobrze ze nie
    mam rodzicow ale z drugiej strony pozostaje pustka ktora prubuje
    zapelnic ,szukac kogos kto by pomogl.
    Jak masz odpowiednia ilosc pieniedzy to wez sobie radce
    prawnego,adwokata,bedzie szybciej i lepiej z pewnymi sprawami


    powodzenia zycze i zdrowia smile

    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • silling 01.06.07, 02:55
    Jest jeszcze inna opcja, jezeli sytuacja jest bardzo zagmatwana
    - slub w kraju trzecim, w ktorym sa przyjazniejsze przepisy,
    mozna tam wjechac bez problemu, a zawarte tam malzenstwo
    jest wazne i w Kanadzie i w PL
    Naturalnym wyborem jest the UK, odpada tez problem z tlumaczeniami,
    Wymagania, zeby wziasc slub od obywateli EU sa tam takie same jak od Anglikow,
    - trzeba spedzic na wyspach conajmniej 7 dni przed zarejestrowaniem sie w
    Registry Office, dac notice, odczekac 30 dni i mozna brac slub,
    Napewno uznaja papiery rozwodowe z Ontario, ale niekoniecznie z innych prowincji
    (z Quebecu chyba nie).
    Takie rozwiazanie bardzo pomaga jezeli slub w polsce to np. 2 lata zalatwiania
    papierow i sa trudnosci z wjechaniem do kanady, polecam wink
  • nenella 01.06.07, 10:24
    silling napisał:

    Wezmę to pod uwagę jako opcję F i dlatego zapytam - zetknąłeś się może jakoś
    bliżej z tym tematem, to znaczy, że np. Polka i obywatel innego kraju brali
    ślub w UK? Gdzie znajdę jakieś szczegółowe informacje na temat przepisów. Jak
    się udowadnia przebywanie od siedmiu dni? Datą na bilecie? Pieczątką w
    paszporcie? To jest całkiem realne wyjście, czasowo trochę trudne do przejścia,
    bo nie sądzę, żeby on mógł spędzić w Europie ponad miesiąc czekając na ten
    ślub, ale poza tym całkiem realne - mam przyjaciół w Londynie, mieszkałam tam
    prawie rok, mam nawet National Insurance Number i kupę innych papierzysk, a
    jemu też łatwiej z Kanady skoczyć do Londynu niż do Krakowa.
  • silling 01.06.07, 23:20
    owszem zetknalem sie blizej z tematem,
    nawet sam cos takiego kiedys zalatwialem,

    Nie ma problemu o ile wszyscy maja paszporty UE,
    (na kanadyjski paszport jest to duzo bardziej skomplikowane)
    Notice daje sie conajmniej na 15 pelnych dni przed slubem
    (nie 30 jak wczesniej pisalem, cos mi sie pomieszalo)
    i jest wazny przez rok,
    - tzn w tym przedziale mozna ustalic date slubu
    Dlatego nie trzeba przyjezdzac na dlugo,
    wystarczy 2x na krotko i po sprawie...

    Zeby udowodnic, ze jestes te 7 dni wystarczy np. dac list
    od kogos u kogo sie zatrzymasz na ten wymagany czas,
    a kto mieszka na stale w Anglii.

    Wazne, ze trzeba sie rejestrowac w tym registry office
    pod ktory podlega adres, ktory podajesz, obowiazuje rejonizacja,
    moze nie wszedzie sa bardzo strict ale lepiej wziasc to pod uwage

    "You can get married in England and Wales as long as you have both lived in a
    registration district for at least seven days immediately before giving notice
    of marriage."

    wiecej info:

    Marriages
    www.gro.gov.uk/gro/content/marriages/index.asp
    Civil marriages
    www.gro.gov.uk/gro/content/marriages/where-can-i-marry/civil--marriages.asp
    btw Najbardziej liberalne przepisy w UK sa chyba na wyspie Man, tam wystarczy
    przyslac walizki 7 dni przed daniem notice i tylko na jeden dzien pojawic sie
    osobiscie wink
  • babiana 01.06.07, 13:07
    www.gro.gov.uk/gro/content/marriages/
    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • babiana 01.06.07, 13:17
    Tutaj wystarczy przebywac tylko 3 dni przed slubem
    www.weddingguide.co.uk/articles/legal/jersey.asp
    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • babiana 01.06.07, 13:30
    Jeszcze istnieja dwie inne mozliwosci.
    Marriages in Guernsey
    www.weddingguide.co.uk/articles/legal/iom.asp
    Jersey jednak jest najlepsza opcja poniewaz:
    To encourage visitors, Jersey recently relaxed its residency requirements for
    couples wishing to get married by civil ceremony in the Island. Subject to
    following the necessary procedures, you only have to be resident on the Island
    for a minimum of three days before the date of your marriage.
    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • nenella 01.06.07, 17:14
    Och genialne, dziękuję! Miałabym więc plan awaryjny w razie czego. Im więcej
    opcji awaryjnych tym lepiej, człowiek nie ma wtedy tego przykrego wrażenia, że
    co krok to ściana smile. TYlko jedna mnie zastanawia, co to znaczy: "to be
    resident on the Island for a minimum of three days before the date of your
    marriage." ???? Ze trzeba tam wynająć jakieś mieszkanie na przynajmniej trzy
    dni (pokój w hotelu może być?), czy o coś innego jeszcze? Poczytam sobie te
    linki i pomyślę nad tym. Dziękuję.
  • byt-1 01.06.07, 23:44
    nenella napisała:

    >może ktos coś poradzi

    >>>> radze wiadro zimnej wody na naiwna glowe .
  • nenella 02.06.07, 05:19
    byt-1 napisała:
    "radze wiadro zimnej wody na naiwna glowe"

    Możesz rozwinąć tą wypowiedź, proszę?
  • ma.pi 02.06.07, 23:56
    nenella napisała:

    > byt-1 napisała:
    > "radze wiadro zimnej wody na naiwna glowe"
    >
    > Możesz rozwinąć tą wypowiedź, proszę?


    Mowiac szczerze ja tez mam takie spostrzezenie jak byt-1, bo to co tutaj
    piszesz nie trzyma sie kupy.

    Po pierwsze te wszystkie wiadomosci o zarobkach Twojego faceta, jego
    informacjach jakie to moga byc problemy ze sponsorowaniem Ciebie przez jego
    sytuacje finansowa, a wkoncu wytlumaczenie jak to on "pokretnie" kupil dom.

    Tutaj, gdziekolwiek bys nie przedstawiala swoich zarobkow podajesz jaki jest
    Twoj zarobek roczny. Nikogo to nie obchodzi, ze w styczni i lutym nic nie
    zarobilas, a w marcu 10 tys. Ich obchodzi, ze np. w 2006 roku zarobilas 50 tys.
    Bedac samozatrudniajacym sie (jak to przedstawiasz Twojego faceta) tez bez
    problemow mozna dostac pozyczke na dom, pod warunkiem, ze ma sie jakis tam
    wzgledne dochody roczne i ze sie prowadzi dzialalnosc min. 3 lata. A z tego co
    piszesz, to Twoj facet spelnia te warunki. A jezeli bank przyznal pozyczke na
    dom jego siostrze to znaczy, ze jego siostra kupila dom i na nia jest akt
    wlasnosci.

    Jak dla mnie to ten facet kreci na wszystkie strony, po prostu zbyt dlugo tutaj
    mieszkam i znam realia, aby to co wypisujesz bylo dla mnie wiarygodne.

    Nie chce Cie zniechecac, ale najpierw radzilabym Ci tutaj przyjechac na jakis
    czas. Zobaczyc na czym stoisz i jak to naprawde wyglada zanim podejmiesz
    decyzje o slubie.


    Pozdr.
    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • byt-1 03.06.07, 18:54
    nenella napisała:

    > Mój miły z poprzednią żoną ożenił się w Polsce, a rozwiódł w
    > Kanadzie i jego rozwód jest tu nieważny, musiałby to załatwiac tutaj od nowa
    > i mieszać ją w to, co zajęłoby dużo czasu, zwłaszcza, że jest z nią w złych
    > stosunkach.

    >>>> Byla zona nie jest do niczego potrzebna ( np. mogla ponownie wyjsc zamaz i
    obecnie mieszkac na Kamczatce ) , nawet on nie musi sie osobiscie fatygowac ,
    dokumenty do sadu okregowego w Warszawie moze zlozyc pelnomocnik np. Ty ( znam
    kobiete ktora po 4 miesiacach dostala oficjalny rozwod z Polski ).

    Reszte dobrze wytlumaczyla ma.pi , jak Ona tak i ja dlugo mieszkam w Kanadzie i
    dobrze znam realia .
  • nenella 03.06.07, 22:45
    Och, więc o to Wam chodzi, że to wszystko takie pokręcone, ufff, jak tylko o
    to, to już się nie denerwuję smile. Właściwie od początku spodziewałam się
    podobnego zastrzeżenia i dlatego od razu w pierwszym poście askeurowałam się
    sugestią, że zdaję sobie sprawę ze swego nierozsądku smile. Wiem, że znacie realia
    lepiej ode mnie, prawdopodobnie nie tylko kanadyjskie, ale w ogóle wszelkie
    inne... Ja nie jestem za dobra w realiach, mój miły też nie.. Oboje jesteśmy
    tacy sami - nie radzimy sobie z systemem, z biurokracją, z pieniędzmi (oboje,
    ile byśmy ich nie mieli chwilowo, szybko sie ich pozbędziemy), z tak zwanymi
    realiami właśnie. Dlatego pytam ludzi, którzy mocniej chodzą po ziemi, obiema
    nogami, o porady jak przechytrzyć system, bo sama do tego nie dojdę ze swoim
    małym, zabłąkanym w chmurach rozumkiem smile. Może Wam się wydaje, że trochę
    nierozsądne z mojej strony, kiedy mam dziecko na głowie, zakochiwać się w
    facecie, który na pewno nigdy nie kupi mi gadającej zmywarki do naczyń i który,
    jak dach będzie przeciekał to nie wezwie fachowca, tylko weźmie kawałek deski
    pod pachę i pójdzie go jakos załatać i z którym prawdopodobnie czeka mnie tyle
    samo problemów finansowych i drobnych niewygód, ile mam teraz. Ale ponieważ
    sama jestem też dokładnie taka, nic nie tracę, łącząc swój los z jego losem, a
    zyskuję wiele - zyskuję towarzysza przygody jaką jest życie, towarzysza, który
    myśli i czuje podobnie jak ja, kogoś z kim wzajemnie będziemy się wspierać w
    chwilach czarnych myśli i nakręcać nawzajem w napadach energii... Jedyne czego
    nam trzeba, to żeby nam dali być razem, naprawdę, a cała reszta już nam sama
    wyjdzie, to wiem smile. Ale dzięki za troskę.
  • ma.pi 04.06.07, 13:58
    A powiedz nam po jakie diabla chcesz przechytrzyc system. Wystarczy
    przestrzegac regul i wszystko samo sie ulozy. A jakie sa reguly to juz Ci wyzej
    pisalismi.

    Wlasnie jak bedziesz kombinowac to Ci nic z tego nie wyjadzie.

    Mi nie chodzi o to, ze to co Ty przedstawiasz jest pokrecone, tylko, ze jak na
    moj gust to ten Twoj facet niezle kreci. Mozna byc roztrzepancem i to wcale nie
    przeszkadza aby pojsc do banku i spytac sie jakie sa warunki dostania pozyczki
    czy zadzwonic do urzedu i sie spytac jak sie umiejscawia rozwod czy sponsoruje
    partnera. Szczegolnie to ostatnie powinno byc wazne dla Twojego faceta, bo to,
    ze Wy wezniecie slub to wcale nie oznacza, ze Ty dostaniesz wize czy pobyt
    staly. Bedziecie musieli udowodnic przed urzednikami, ze ten slub nie jest
    tylko "dla papierow". I nawet jak wezniecie adwokata, a sami bedziecie krecic,
    to on Wam bardzo nie pomoze, no chyba, ze uszczuplic portfel.

    Troche zdrowego rozsadku jeszcze nikomu nie zaszkodzilo.


    Pozdr.
    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • pal0ma 04.06.07, 15:49
    To co napisalas o sobie niekoniecznie odnosi sie do tego faceta, przeciez wcale
    go dobrze nie znasz.
    Moja wrazenia sa takie, ze moze nie jest gotowy na slub z toba. Moze sparzyl
    sie w poprzedniej relacji/relacjach i teraz na zimne dmucha, woli cie dobrze
    poznac zanim wezmie na siebie powazne zobowiazania. Przemawialoby za tym to,
    ze odpowiadaloby mu to, gdyby mogl cie sponsorowac tylko jako narzeczona (jak
    juz ktos wspomnial, ta kategoria juz nie istnieje).
    Druga mozliwosc jest taka, ze jest jakas inna przeszkoda dla ktorej nie moze
    cie sponsorowac, ale nie chce cie wprowadzac w szczegoly. Mogl miec np jakis
    wypadek i teraz dostaje zasilek spoleczny (nie-medyczny), z ktorego zamierza w
    przyszlosci zrezygnowac. To tylko przyklad.
    Mysle ze powinnas go lepiej poznac, moze wszystko bedzie dobrze.
    Zycze powodzenia.
    Paloma
  • tora99 05.06.07, 02:45
    nenella, nie chce zebys mnie zle zrozumiala, chcialam jedynie zapytac, czy
    mieliscie juz okazje spotkac sie w realu, ewentualnie ile czasu mogliscie do
    tej pory z soba spedzic "na zywo"?
    (tez mam internetowego meza i zdaje sobie sprawe, ze moze byc ci nielatwo
    podjac jakiekolwiek decyzje)
  • nenella 05.06.07, 12:32
    Znamy się od ponad roku, "na żywo" spędziliśmy ze sobą dotąd tylko dwa tygodnie
    w październiku i miesiąc w lutym. Zdaję sobie sprawę, ze to niewiele i że nasza
    decyzja o ślubie wygląda lekkomyślnie.
    Ale nie mamy innej szansy, zeby spróbować jak to będzie być razem, właśnie
    przez to, że on mieszka w Kanadzie i nie pozwolą mi być z nim, jeśli się nie
    pobierzemy. I to, że chcemy to zrobic jak najszybciej też wcale nie jest takie
    nierozsądne, jak może się wydawać. On ma tam swojego synka, swoje projekty, nad
    którymi pracuje, dom do remontowania, nie może tu często przyjeżdżać, żeby mnie
    odwiedzać. Jak widać przez ostatni rok udało mu się to dwa razy tylko. Ja do
    niego też nie mogę dużo jeździć, nawet gdyby mi bez problemu dawali wizę
    turystyczną, bo w żadnej pracy nie dadzą mi takiego długiego urlopu częściej
    niż raz na rok. Gdybym chciała, dajmy na to, pojechać go odwiedzić dwa, trzy
    razy w ciągu nadchodzącego roku, musiałabym za każdym razem rzucać pracę i
    szukać nowej po powrocie, a przy takich zarobkach na jakie ja mogę liczyć, nie
    mogłabym się wtedy sama utrzymać z dzieckiem i on musiałby mi pomagać finansowo
    i jeszcze oprócz tego wydać majątek na bilety itd.. Nie wiem, może ktoś uważa,
    że takie coś byłoby rozsądne, ale ja tak nie uważam.
    Zresztą choćbyśmy się zobaczyli jeszcze 50 razy, i tak nie dowiemy się jak to
    jest być ze sobą na codzień, na dobre i na złe, póki nie spróbujemy, co innego
    taka wakacyjna wizyta, a co innego codzienne życie, więc nie ma najmniejszego
    sensu tego odwlekać z jakiegoś strachu przed nie wiadomo czym.
    W razie czego rozwieść się zawsze można, raz już się rozwiodłam i nie
    bolało smile. I tak możliwe, że się kiedyś rozwiedziemy, choćby nie wiem jak było
    fajnie na poczatku, bo nie wierzę w takie bajki jak miłość do końca życia.
    Poza tym tęsknimy za sobą okropnie i po dotychczasowych naszych spotkaniach
    było tak, że za każdym razem bardziej bolało nas potem rozstanie i wiem, że
    jeśli się znów zobaczymy na trochę i znów będziemy musieli rozdzielić, to chyba
    oszaleję tym razem. Wiele siły ducha będę musiała włożyć w to, żeby to
    przetrwać i jeszcze może raz to zniosę, ale dwa razy już nie - albo będę
    strasznie cierpieć nad tym, albo, co gorsza, w samoobronie zobojętnieję i
    będzie po miłości, tak też się moze zdarzyć.
    Kolezanki powyżej postawiły hipotezę, że może nie znam go za dobrze. Ja uważam,
    ze przez ten rok, poznałam go o wiele lepiej niż mojego ostatniego byłego, z
    którym byłam trzy lata. Tamtego nie rozumiałam w ogóle, do samego końca, do
    dziś go nie rozumiem, jego motywów, jego poglądów, nie wiem co z tego co mi
    mówił, było prawdą, a co kłamstwem, albo pozą, nie mam pojęcia co tak naprawdę
    siedziało mu w głowie i czy faktycznie tak mnie wielce kochał jak twierdził i
    nie pytajcie po co z nim byłam, bo nie wiem, nie z miłości w kazdym razie,
    chyba dla seksu i dlatego, że akurat był pod ręką i się napraszał, ale w każdym
    razie był mi tak całkowicie obcy, tak totalnie rózny ode mnie, że nigdy
    naprawdę się nie poznaliśmy. I między innymi dlatego teraz tak bardzo
    przywiązałam się do mojego miłego, bo on od pierwszych słów, które do mnie
    napisał nie był dla mnie obcy, od razu był "swój", od razu odkryliśmy, że
    jesteśmy podobni i odkrywamy to wciąż na nowo, każdego dnia, w każdej rozmowie,
    w każdym problemie, przed którym stajemy, w kazdym incydencie, który się
    wydarza. Lubimy oboje to samo, podobne rzeczy nam się podobają, myślimy tak
    samo o większości spraw, albo chociaż podobnie, w każdym razie podobnymi torami
    nasze myśli biegną, nawet jeśli czasem zdarza nam się róznica w poglądach na
    jakąś sprawę, albo w upodobaniach (na przykład, że ja uwielbiam tańczyć, a on
    nie tańczy wcale) to jest różnica "do przejścia", taka, która nas nie dzieli,
    nawet się zdarza, że przegadanie takiej drobnej różnicy zdań nas łączy jeszcze
    bardziej. Ja po prostu rozumiem jego sposób myślenia i odczuwania, a on rozumie
    mój, jesteśmy z jednej planety. Bardzo trudno spotkać kogoś z tej samej
    planety, przynajmniej mi bardzo trudno, kogoś takiego jak on nie spotkałam
    dotąd i nie wierzę, że łatwo byłoby mi natknąć się znów na kogoś z kim tak
    dobrze bym się rozumiała, nie zrezygnuję więc z tej miłości z powodu rozsądku
    i "realiów", lecz boję się długich miesięcy, a może lat rozłąki i tęsknoty,
    które nas czekają i dlatego szukam jakiejś rady.
    Rozgadałam się i może niepotrzebnie się usprawiedliwiam. Przepraszam, jeśli Was
    znudziłam, chciałam tylko, żebyście wiedzieli, że doceniam Wasze ostrzeżenia,
    ale wiem co myślę o moim miłym i moja decyzja, żeby za wszelką cenę dostać się
    tam, do niego, jest przemyślana.
  • dela12 06.06.07, 00:03
    zwiazki na odleglosc sa zawsze trudne, ale odrobina rozsadku przy podejmowaniu
    tak powaznych decyzji zyciowych jest niezbedna. Nie piszesz w ogole jak sie na
    to wszystko zapatruje twoja corka, milosc miloscia ale czy jestes pewna ze ona
    sie tutaj zaaklimatyzuje? Znacie dobrze angielski? Macie rodzine,przyjaciol
    ktorzy pomoga w razie potrzeby? Pomysl kto wiecej starci gdy wam nie wyjdzie,
    ty czy on? Bo cos mi sie wydaje ze ty. Ja przeprowadzilam podobna kalkulacje
    (mialam w Polsce kochajaca rodzine i przyjaciol, dobrze platna i
    satysfakcjonujaca prace, mieszkanie, samochod) i to on, zeby mnie przekonac ze
    warto rzucil prace i pomieszkal ze mna w Polsce. Mialam szanse sie przekonac
    jak wyglada zycie z nim w realu, nie na wakacjach. Ze nie jest siodmym cudem
    swiata jak myslalam. Paradoksalnie tego mi bylo trzeba, zeby podjac decyzje, bo
    sie przekonalam ze jego wady jestem w stanie zaakceptowac, ze go kocham. Gdyby
    nie to nie wiem czy bym dala rade tutaj zyc, z dala od bliskich, siedzac w domu
    (czekam na pobyt wiec nie mam pozwolenia na prace, a nawet gdy bede mogla
    pracowac nigdy nie bede miala takiej pozycji zawodowej jak w Polsce).
  • nenella 06.06.07, 20:06
    Dziękuję za ten głos troski, ale akurat jesli chodzi o podobne dylematy,
    niewiele z nich mnie dotyczy.
    I moja córka i ja i tak chcemy emigrować, początkowo chciałam zaczekac aż
    skończy tu szkołę podstawową i będzie bardziej samodzielna, tak czy inaczej od
    dawna wiemy, ze wyjedziemy, bo nie chcemy żyć w IV RP, III RP jeszcze była
    nasza, ale IV RP już nie jest. (Tak, wiem, że w Kanadzie teraz też rządzi
    prawica, ale tam mi to będzie obojętne, nie mój cyrk, nie moje małpy). Moja
    córka bardzo lubi mojego narzeczonego, niespodziewanie bardzo, nie wiedziałam
    nawet, ze potrafi kogoś tak łatwo zaakceptować, zresztą on ma syna w jej wieku
    i wychowywał już córkę i pasierbicę, które teraz są już dorosłe.
    Jeśli chodzi o język, ja mówię po angielsku i francusku (a także po hiszpańsku
    i trochę po włosku, ale to się nie przyda smile ). Moja mała nie za bardzo, ale
    dziecko się szybko nauczy, kiedyś we Francji nauczyła się języka w trzy
    miesiące od innych dzieci, bo chodziła tam do szkoły.
    I na pewno nic nie stracę wyjeżdżając, zupełnie nic. Moja pozycja zawodowa w
    Polsce jest żadna, bo w młodości byłam jeszcze bardziej lekkomyślna niż teraz i
    nie dokończyłam studiów, w tej chwili pracuję jako recepcjonistka w hotelu i co
    za kariera może mnie czekać? Kierowniczki recepcji co najwyżej. Cóz, dziękuję,
    niezbyt pociągające. Nigdy i w żadnym kraju nie zrobię kariery ani wielkich
    pieniędzy, bo taki mam już charakter i w ogóle najpierw musiałoby mi
    zależeć smile. Nie jestem blisko związana emocjonalnie z rodziną w Polsce, owszem
    z kilkoma przyjaciółkami tak, ale przeboleję rozłąkę z nimi. Nie tracę niczego,
    choćby to był całkowicie nieudany eksperyment - w takim wypadku będzie jak
    zwykle dotąd, gdzieś pojadę, potem wrócę, nie będę z tego mieć nic prócz nowych
    doświadczeń, może być jak dla mnie smile. A bardzo chcę spróbować, bo nigdy dotąd
    nie spotkałam kogoś takiego jak on i nikt nigdy dotąd nie był taki dla mnie i
    wiem, że nawet jeżeli z któregoś z nas w końcu wyjdą wady nie do zniesienia,
    przedtem przeżyjemy razem coś wspaniałego i niezapomnianego, bo to nawet teraz
    jest coś wspaniałego, coś za co dziękuję wszelkim możliwym bogom.
  • jarecki32 07.06.07, 13:57
    nenella napisala:
    Nigdy i w żadnym kraju nie zrobię kariery ani wielkich
    > pieniędzy, bo taki mam już charakter i w ogóle najpierw musiałoby mi
    > zależeć smile.
    Nie wiem, czy Ci juz ktos to powiedzial, ale bardzo ladnie piszesz. Nie tylko
    stylowo, ale i ortograficznie, gramatycznie i bez literowek. Jest to bardzo
    rzadka i ceniona umiejetnosc. Moglabys sprobowac pisac bloga, jestem
    przekonany, ze bylby pozytywny odzew.
  • nenella 07.06.07, 21:20
    jarecki32 napisał:

    " (...) bardzo ladnie piszesz (...) Moglabys sprobowac pisac bloga, jestem
    przekonany, ze bylby pozytywny odzew."

    Bardzo Ci dziękuję za komplementy, aż okryłam się rumieńcem, bo nie jestem
    pewna, na ile na nie zasługuję smile. Lekkie pióro niewiele dotąd mi przyniosło
    pieniędzy (chociaż najprzyjemniej zarobionych - na tłumaczeniach), a jeśli
    chodzi o bloga, pomyślę o tym może, gdy będę miała ciekawszą codzienność do
    opisania niz ta obecna. Właśnie walczę w tej chwili o ciekawszą codzienność smile
    i liczę ciągle na Waszą pomoc.
    Przy okazji chcę Wam powiedzieć, że naprawdę doceniam życzliwość, z jaką
    spotkałam się na Waszym forum i jeśli kiedyś i ja będę w posiadaniu wiedzy,
    którą warto się tu podzielić, na pewno to zrobię. Wszyscy, którzy odezwali się
    w tym wątku, próbowali mi udzielić konkretnych porad, lub przynajmniej okazali
    zainteresowanie czy troskę, nikt mnie nie wyśmiał, nikt nie potraktował z góry,
    jako nawiedzonej wariatki, praktycznie każde z Was pokazało klasę i życzliwość.
    Jesteście bardzo miłym gronem ludzi i jeżeli takie osoby spotykam w związku z
    Kanadą, tym bardziej nabieram otuchy, jesli chodzi o ten dziwny kraj.
    Dziękuję. smile
  • dela12 08.06.07, 14:52
    jedna uwaga - aby moc sponsorowac w Quebecu jej partner musialby miec miejsce
    zamieszkania w tej prowincji.
  • sylwek07 08.06.07, 15:03
    dela12 oczywiscie ze tak ale jesli Ona zna jezyk francuski,angielski i chce
    mieszkac w Kanadazie a nie chce dlugo czekac to powinna tam zlozyc papiery
    ja bym tak zrobil i nie czekal na orzeczenie sadu w Polsce oraz inne takie
    sprawy .
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • jarecki32 08.06.07, 16:26
    ja mieszkam w Montrealu wiec moze bede w stanie cos poradzic
    (na temat Quebecu bo na sprawach rozwodowych i sponsorowaniu nie znam sie
    wcale)
  • dela12 08.06.07, 19:37
    Sylwek sama znajomosc jezykow nie wystarczy. Kategorie imigracyjne w Quebecu sa
    podobne jak dla Kanady, moglaby sie teoretycznie starac jako przyszly biznesmen
    tudziez inwestor (trzeba miec spore zasoby finansowe) lub jako osoba
    wykwalifikowana najlepiej w poszukiwanych tutaj zawodach. Czy to jest przypadek
    Nenelli? Czytajac jej posty to raczej watpie. Poza tym jej zalezy na jak
    szybszym byciu z ukochanym, a wszystko inne poza sponsorowaniem potrafi sie
    ciagnac. Quebec to prowincja a calosc musi byc zaakceptowana przez rzad
    federalny. Przyszedl mi natomiast jeszcze jeden pomysl do glowy jak sie dostac
    do Kanady chocby na pobyt czasowy (potem to juz slub i czekanie na pobyt
    staly). Wiza pracownicza czasowa lub wiza studencka. Moglaby jechac z corka.
    Ten pierwszy wariant mniej kosztowny (za studia, kursy itp sie placi i trzeba
    udokumentowac ze sie ma kase na utrzymanie sie w czasie nauki).
  • sylwek07 08.06.07, 19:44
    co do tych wiza to racja,moze cos by wyszlo z tego.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • babiana 09.06.07, 01:00
    Quebec ma duza autonomie w sprawach imigracyjnych. Akceptacja rzadu federalnego
    to tylko formalnosc.Sylwek ma racje, ze tutaj czeka sie krocej. Jesli zna sie
    francuski to sa w siodmym niebie. Nenella zna jeszcze dodatkowo angielski nie
    wspominajac innych jezykow. Poza tym ma maloletnia corke co tez jest bardzo
    istotne z punktu widzenia Quebecu. Chodzi im o wychowanie kolejnego frankofona
    aby Quebec rosl w sile a ludzie zyli dostatniejsmile) Przyszly maz nie musi tu
    mieszkac na stale. Moze miec tylko adres jako miejsce zamieszkania. Troche to
    skomplikowane wszystko, ale czego nie robi sie dla milosci.Jak pisala Nenella
    trzeba znac jak njawiecej opcji.Zycze ci powodzenia i jak najszybszego
    wyladowania na pieknej ziemi kanadyjskiej.
    --
  • nenella 09.06.07, 19:57
    No, niestety, wypełniłam sobie formularz na stronce, do której Sylwek podał
    linka powyżej. Wychodzi na to, ze nie chcieliby mnie w Quebecu. "À la lumière
    des renseignements que vous avez transmis, vous ne semblez pas répondre aux
    critères de sélection du Québec. Il vous est déconseillé de soumettre une
    demande de certificat de sélection." Nie wydaje im się, żebym się nadawała
    i "nie doradzają mi" (ach, te urocze subtelności języka francuskiego), zebym
    starała się o wizę... Jakoś się zupełnie nie dziwię. Gdybym była
    przedstawicielem systemu sama siebie tez bym nigdzie nie wpuściła smile.
    Co nie znaczy, że nie przechytrzę ich tak czy inaczej, bo chcę być z moim miłym
    i wszystko mi jedno gdzie, może być w Polsce, w Afryce, w szałasie w lesie, a
    że on musi na razie zostać w Kanadzie, więc niech będzie Kanada.
  • nenella 09.06.07, 19:58
    Ale bardzo dziękuję za rady i słowa otuchy, tak czy inaczej.
  • nenella 15.06.07, 21:18
    No i proszę jakiego miałam nosa, że napisałam tu z prosbą o porady, co
    pozwoliło mi skonstruować kilka planów alternatywnych - mój plan A padł.
    Dowiedziałam się ostatnio, ze raczej nie ma szans, żebym dostała od sądu
    pozwolenie na wyjazd dziecka nim miną wakacje, bo skoro mojego szanownego
    byłego małżonka nie mozna odnaleźć, a nikt z jego rodziny nie raczy wystąpić w
    jego imieniu, procedura się przeciągnie, a im się właśnie zaczyna sezon
    urlopowy i mam "uzbroić się w cierpliwość". A po wakacjach, wiadomo, to by juz
    głupio wyglądało, taki wyjazd ni stąd ni zowąd, nie daliby jej wtedy tej wizy
    na 100 %. Pozostaje plan B - wystartuję o wizę turystyczną tylko dla siebie,
    wezmę w Kanadzie ślub z moim najmilszym, wrócę tu grzecznie, a on wystąpi o
    sponsorowanie mnie wtedy. Czy plan B się powiedzie zależy teraz nie tylko od
    urzędników ambasady, ale także od mojej pani dyrektor, z którą mam się rozmówić
    we wtorek, bo nigdzie nie jest napisane, że ona mi da zaświadczenie dla
    ambasady, że dostanę urlop w najbliższym czasie. Może być totalnie wściekła, że
    w ogóle o to proszę i po prostu mi odmówić, nawet ryzykując, że cisnę jej
    wymówieniem w twarz wobec tego natychmiast. Jest zresztą dość złośliwa. Ona wie
    od pół roku, że mam jechać, bo lojalnie ją uprzedziłam jeszcze w styczniu, to
    mi zresztą pozwoliło potem uniknąć niechcianego awansu na zastępczynię
    kierownika, ale wnioskuję z paru jej tekstów ostatnio, iż nabrała nadziei, że
    jednak zostanę (obiecała mi np. refundację kosztów "zielonej szkoły" mojego
    dziecka, "jeśli wiążę przyszłość z firmą"). Teraz mi nie uwierzy, że wrócę z
    tego urlopu, będzie rozczarowana i diabli wiedzą co zrobi. To wszystko trochę
    nie całkiem na temat smile, ale opowiadam Wam to, zebyście się przejęli moim losem
    nieszczęsnym i trzymali za mnie kciuki. Jeśli plan B nie wypali, to pozostanie
    plan C - ślub na wyspie Jersey, który to plan także jest dość karkołomny, a
    poza tym ma tą dużą wadę, że odwlecze sprawy, bo mój miły nie będzie mógł
    przyjechać do Wuropy latem, właściwie chyba aż do listopada nie może. Proszę,
    trzymajcie kciuki za mnie, módlcie się, albo co tam lubicie, niech ona mi da
    ten urlop i niech mi później dadzą tą wizę i niech chociaż zobaczę mojego
    ukochanego niedługo i niech chociaż już będę jego zoną, choć z nim rozdzielona
    (dziwne, zawsze uważałam, że małżeństwo to głupia instytucja, a teraz, gdy nie
    mogę po prostu być z kimś kogo kocham, wydaje mi się, że chociaż być jego zoną
    to zawsze coś smile). I dziękuję Wam jeszcze raz za wszytkie rady, były dla mnie
    światłami sygnalizacyjnymi w tunelu, bardzo mi pomogły, żałuję tylko, że
    wcześniej nie wpadłam na to, zeby Was zapytać. Wspaniali jesteście.
  • sylwek07 15.06.07, 21:27
    Mozesz leciec w okresie po wakacyjnym do Kanady ale za to Twoje dziecko musi
    miec zaswiadczenie :
    " Uczniowie i studenci muszą przedstawić potwierdzenie kontynuacji nauki w
    formie zaświadczenia ze szkoły/uczelni z potwierdzeniem roku nauki i długości
    jej trwania oraz indeks (nawet jeżeli podróż odbywa sie w czasie wakacji).
    Podróżujący w trakcie roku szkolnego powinni mieć zgodę szkoły lub uczelni na
    wyjazd za granicę na dany okres pobytu."

    geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/right_nav/visa_imm4-pl.asp
    ------------------------

    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • babiana 16.06.07, 12:42
    Plan B jest dobry i mysle, ze powinnas dostac wize(zostawiasz w Polsce corke).
    Trzymam kciuki, aby pani dyrektor dala ci urlop. Narzeczony musi zajac kolejke w
    urzedzie stanu cywilnego.
  • dela12 16.06.07, 15:34
    zgadzam sie, zostawiasz w Polsce corke wiec z wiza nie powinno byc problemu.
    Rowniez twoja szefowa ten argument powinnien przekonac o twoim zamiarze powrotu.
    Twoj luby powinnien wczesniej formalnosci pozalatwiac. Nie wiem jak w innych
    prowincjach ale w Quebecu czeka sie min 21 dni po zlozeniu dokumentow na slub.
  • ma.pi 19.06.07, 16:16
    nenella napisała:

    > No i proszę jakiego miałam nosa, że napisałam tu z prosbą o porady, co
    > pozwoliło mi skonstruować kilka planów alternatywnych - mój plan A padł.
    > Dowiedziałam się ostatnio, ze raczej nie ma szans, żebym dostała od sądu
    > pozwolenie na wyjazd dziecka nim miną wakacje, bo skoro mojego szanownego
    > byłego małżonka nie mozna odnaleźć, a nikt z jego rodziny nie raczy wystąpić
    w
    > jego imieniu, procedura się przeciągnie, a im się właśnie zaczyna sezon
    > urlopowy i mam "uzbroić się w cierpliwość".

    Jestes po rozwodzie, masz przyznana opieke nad dzieckiem, to w czym masz
    problem zeby dziecko wyjechalo na wakcje? Jak przedstawisz odpowiednie papiery
    w ambasadzie to podpis tatusia do wizy nie bedzie potrzebny.
    Jak nie ma paszportu to trzeba wystapic do sadu o wydanie pozwolenia na wydanie
    takowego.

    Ale z tego co zauwazylam Ty kochasz sobie stwarzac problemy gdzie ich nie ma?

    Pozdr.

    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • sylwek07 19.06.07, 19:29
    ma.pi jak jej Maz bedzie pozbawiony praw rodzicielskich i bedzie miec na to
    papiery to tez nie widze problemu aby moglo dziecko jechac.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • ma.pi 19.06.07, 20:45
    sylwek07 napisał:

    > ma.pi jak jej Maz bedzie pozbawiony praw rodzicielskich i bedzie miec na to
    > papiery to tez nie widze problemu aby moglo dziecko jechac.

    Na wakacje moze jaechac nawet jak ojciec nie jest pozbawiny praw, a jej
    przeciez zalezy na czasie i chcialaby juz na wakacje pojechac, no chyba, ze zle
    czytam. A ona na sile szuka sobie problemow, no ale jak lubi to jej sprawa. :o)

    Pozdr.

    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • sylwek07 19.06.07, 22:23
    "Dzieci poniżej 16 roku życia muszą przedstawić odpis aktu urodzenia (odpis
    zupełny). Dzieci podróżujące same lub w towarzystwie tylko jednego z rodziców
    lub opiekunów muszą również przedstawić notarialnie poświadzoną zgodę na wyjazd
    podpisaną przez rodzica lub rodziców pozostających w kraju. Proszę pamiętać, że
    wszystkie dzieci, bez względu na wiek powinny posiadać własny paszport. Nie
    jest wymagana obecność w Ambasadzie dzieci poniżej 16 roku życia, chyba, że
    będą o to poproszone."

    geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/right_nav/visa_imm4-pl.asp


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • ma.pi 20.06.07, 16:09
    sylwek07 napisał:

    > "Dzieci poniżej 16 roku życia muszą przedstawić odpis aktu urodzenia (odpis
    > zupełny). Dzieci podróżujące same lub w towarzystwie tylko jednego z rodziców
    > lub opiekunów muszą również przedstawić notarialnie poświadzoną zgodę na
    wyjazd
    >
    > podpisaną przez rodzica lub rodziców pozostających w kraju. Proszę pamiętać,
    że
    >
    > wszystkie dzieci, bez względu na wiek powinny posiadać własny paszport. Nie
    > jest wymagana obecność w Ambasadzie dzieci poniżej 16 roku życia, chyba, że
    > będą o to poproszone."
    >
    > geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/right_nav/visa_imm4-pl.asp
    >
    >


    Sylwek07 nie bede sie z Toba klocic, bo nie to jest moim zamiarem.
    Mam troche wlasnego doswiadczenia na temat czy dziecko moze pojechac z matka do
    Kanady (i to na stale) jak ojciec zostaje w Polsce, nie jest pozbawiony praw,
    ale postanowil robic na zlosc matce i nie pojawiac sie w zadnym urzedzie gdzie
    powinien (np. przy wydaniu paszportu czy wizy).
    W sadach i ambasadach tez pracuja ludzie i urzedowe dokumenty czytac umieja :o).
    A ten przepis jest tylko ogolny i nie uwzglednia wszystkich zyciowych
    przypadkow.

    Pozdr.
    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • sylwek07 20.06.07, 21:19
    ale ja nie mam zamiaru z Toba sie klucic,tylko podaje co jest napisane na
    stronie Ambasady i jesli beda chcieli puscic ja z dzieckiem to ja puszcza.




    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 21.06.07, 17:04
    ma.pi napisała:

    "Mam troche wlasnego doswiadczenia na temat czy dziecko moze pojechac z matka do
    Kanady (i to na stale) jak ojciec zostaje w Polsce, nie jest pozbawiony praw,
    ale postanowil robic na zlosc matce i nie pojawiac sie w zadnym urzedzie gdzie
    powinien (np. przy wydaniu paszportu czy wizy).
    W sadach i ambasadach tez pracuja ludzie i urzedowe dokumenty czytac umieja"

    Błagam, powiedz coś więcej! Możemy się skontaktować przez maila, jak nie chcesz
    pisać o tym tu? Mam takiego strasznego gwoździa w głowie przez tą hecę ze
    zgodą "tatusia" na wyjazd, że każda opowieść o czyjejś podobnej sytuacji jest
    dla mnie bezcenna.
    Już zaczynam snuć buntownicze teorie, że jak ojciec przez rok nie kontaktuje
    się z dzieckiem, to powinien automatycznie tracić władzę rodzicielską i że to
    opresyjne ze strony systemu, ze się trzeba o to po sądach użerać i to tyle
    czasu.
    Wiem, ze w sądach też ludzie pracują, zauważyłam to. Te panie, z którymi jak
    dotąd miałam do czynienia przy okazji mojej sprawy są bardzo miłe, zyczliwe i
    współczujące, naprawdę niesamowicie, aż się zdziwiłam, lecz przepisy są
    przepisami. Jak delikwent "zniknął" (tak naprawdę dopiero co go widziałam,
    żonglującego na ulicy w centrum miasta, i nawet usiłowałam z nim rozmawiać,
    choć praktycznie bez efektu, lecz sądu to nie interesuje, interesuje ich jego
    adres), to formalności związane z rozstrzygnięciem kwestii jego władzy
    rodzicielskiej nad dzieckiem bez jego udziału, trwają wieki i obawiam się, że
    nic nie można na to poradzić.
    Chciałabym wiedzieć, czy mogę mieć nadzieję, że np. gdy będę już żoną mojego
    miłego i wystąpi on o sponsorowanie mnie razem z moją córeczką, urząd przyjmie
    taki wniosek mimo, że na wyrok w sprawie tego, czy mogę ją w ogóle wywieźć
    trzeba będzie jeszcze poczekać? Naprawdę nie wiem ile jeszcze będzie się
    ciągnąć ta sprawa i jak się potoczy, jakie jeszcze komplikacje mogą nastąpić, i
    zaczynam się martwić, że prędzej się doczekam, aż ona skończy 16 lat, niż
    sądowego rozstrzygnięcia.
  • sylwek07 21.06.07, 18:36
    nenella umnie sprawa o pozbawienie wladzy trwala moze z 2 lata a to bylo w
    latach 1970 wiec jak sama widzisz wtedy tez tak latwo z tym nie bylo.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 22.06.07, 17:07
    Właśnie coś drgnęło w sądzie, jeszcze nie wiem co z tego będzie, ale w każdym
    razie w poniedziałek muszę tu być na miejscu i dlatego dopiero we wtorek jadę
    do Warszawy do ambasady z moim wnioskiem o wizę, jak już wspomniałam w nowym
    wątku. Potwornie się denerwuję, będziecie trzymać za mnie kciuki? Choćby dla
    swojego spokoju, jesli odmówią mi wizy, zasypię Was setkami pytań w związku z
    planami alternatywnymi. smile
  • sylwek07 16.06.07, 09:14
    Pytanie: Nie mogę wziąć ślubu z moją narzeczoną w Polsce, ponieważ jako
    rozwodnik musiałbym najpierw w sądzie zarejestrować mój kanadyjski rozwód, a to
    podobno trwa od roku do kilku lat. Czy mogę wziąć ślub w jakimś innym kraju?
    Czy Kanada go zaakceptuje?

    Odpowiedź: Może Pan ożenić się ze swoją narzeczoną w jakimkolwiek kraju jest to
    możliwe w Pana sytuacji. Jeśli narzeczona nie może przyjechać do Kanady, aby
    wziąć ślub, a Pan nie otrzyma potwierdzenia rozwodu w Polsce przez długi okres -
    a zwykle te sprawy trwają około roku, proponuję dowiedzieć się w konsulacie
    wybranego przez Pana kraju (np. Niemcy czy Kuba).

    Jeżeli chodzi o drugą część pytania, to odpowiedź jest prosta: Kanada akceptuje
    ślub zawarty w obojętnie jakim kraju, obojętnie w jakim stanie (USA), jeśli
    ślub tamże zawarty jest legalnie uznany przez władze danego kraju lub stanu
    (proszę jednakże pamiętać, o legalnym wieku oraz o tym, że żadne z poślubianych
    małżonków nie może być w związku małżeńskim z kimś innym - bigamia).

    www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_18581.shtml
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 16.06.07, 19:43
    Tak, widziałam tą stronę. Tam jest taki myk, że z kolei w Kanadzie trzeba
    załatwić jakieś formalności w związku z tym, ze ja jestem rozwiedziona w
    Polsce smile. Właśnie wysyłam mojemu miłemu poświadczoną notarialnie kopię swojego
    wyroku rozwodowego (boję się wysłać oryginał, bo listy czasem giną)i te inne
    papierki, które tam trzeba oddać wypełnione, Statement of sole responsibility i
    Marriage licence application, żeby mógł pójść i zacząć wszystko załatwiać od
    razu, kiedy będziemy wiedzieć czy plan B ma szanse powodzenia. Liczę, że odezwą
    się osoby, które brały ślub w Kanadzie i uprzedzą mnie o jakichś ewentualnych
    pułapkach, niespodziewanych papierkach, których mogą od nas zażądać, itp..
    Jeżeli we wtorek powiedzie mi się z dyrą, zacznę Was też zadręczać
    wątpliwościami i pytaniami na temat wizy turystycznej, bo co prawda czytałam o
    tym dziesiątki stron, porad itp., ale dalej wydaje mi się to jakies zawikłane i
    boję się, że wszystko diabli wezmą przez jakiś jeden durny świstek, o którym
    zapomnę, albo nie pomyślę, albo przyniosę nie taki jak trzeba.
  • sylwek07 16.06.07, 20:31
    tutaj masz link z wnioskiem oraz co nalezy miec ze soba na rozmowie:

    geo.international.gc.ca/canada-europa/poland/pdf/trv_appl_pl.pdf
    te najwazniejsze dokumenty masz napisane na tej stronie.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 17.06.07, 04:46
    Tak tą stronę też czytałam, tak mi się zdaje, ale dziękuję. Tylko, że tam też
    są rózne rzeczy dla mnie niejasne. Czy skoro moja podróż jest pryatna, nie
    służbowa, na zaświadczeniu od pracodawcy mają być tylko informacje o urlopie,
    bez informacji o zarobkach? Tak to rozumiem. Co to znaczy aktualne
    zaświadczenie z banku o saldzie mojego konta? W ogóle nie wiem jak je dostanę,
    bo mam taki kiepski bank, że kiedyś z trudem wydarłam od nich zaświadczenie, że
    w ogóle mam tam konto, ale mniejsza z tym, tylko jak to ma wyglądać? Informacja
    ile w tej chwili mam środków na koncie? Czy wyciąg operacji za jakiś okres?
    (Kurczę, to jest w ogóle najsłabszy punkt mojego wniosku, tak czy inaczej
    wygląda to żenująco.)
  • syswia 17.06.07, 05:36
    A to bank nie wysyla Ci wyciagow co miesiac? Wez 2,3 z kilku ostatnich miesiecy
    i powinno byc OK. Do tego wez podpisane przez dyrke pisemko na oficjalnym
    papierze, ze jestes zatrudniona na caly etat, czas nieokreslony i ze planujesz
    urlop w dniach x-y miesiaca z i styknie.
    --
    Z buntem przez zycie...
    www.bakowska1.webpark.pl
  • sylwek07 17.06.07, 09:27
    Idziesz do banku i mowisz ze potrzebujesz zaswiadczenie o stanie konta na dzien
    dziesiejszy,,kiedys mozna bylo to uzyskac w jeden dzien i za pol darmo teraz
    zalezy to od banku czas i koszt bedzie rozny.I wtedy wlaczasz to do formularza
    z innymi kwitami.

    wyciagi maja 1 problem bo jakbys miala sobie podwyzszyc swoje konto to wtedy
    wyjdzie kiedy to bylo i na jaka suma w zaswiadczeniu tego nie bedzie widac.I
    radze nie przesadzac w zasilaniu konta jesli o tym myslisz.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 17.06.07, 20:21
    syswia napisała:

    "A to bank nie wysyla Ci wyciagow co miesiac?"

    Nie, mój bank mi nie wysyła wyciągów. Mój bank wysłał mi laskę cynamonu na
    wigilię, paczuszkę lubczyku na walentynki i barwnik do pisanek na wielkanoc,
    ale historii operacji na koncie mi nie wysyła smile. Gdyby dali mi taką historię z
    ostatnich kilku miesięcy, wynikałoby z niej, że co miesiąc, dziesiątego, na
    moje konto wpływa około 1200 złotych, która to suma znika w całości do
    dwudziestego, gdy wpływa jeszcze 200 złotych premii, które też natychmiast się
    ulatnia.
    Zaś gdybym zastosowała myk z wpłaceniem jakiejś większej sumy na konto tuz
    przed uzyskaniem zaświadczenia o jego stanie (dajmy na to, ze pozyczyłabym od
    kogoś te pieniądze i zaraz po otrzymaniu zaświadczenia wypłaciła je z powrotem
    i oddała, zdaje się, ze kolega poniżej sugeruje własnie takie rozwiązanie, o
    którym, przyznam, myślałam smile), to i tak nie będzie to więcej niz jakies marne
    dwa tysiące, więc sama nie wiem, które rozwiązanie jest lepsze. smile
  • sylwek07 17.06.07, 21:12
    tak jak napisalem wczesniej,jak dasz wyciagi z konta to wyjdzie ze mialas pare
    dni wczesniej wieksza wplate a sama chyba wiesz jak to moze byc odebrane.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • syswia 18.06.07, 00:49
    Jesli bank Ci nie wysyla, to moze masz dostep do stanu swojego konta w
    internecie - wydruji powinny wystarczyc.
    Oszukiwac nie radze. Po co? Przeciez wracasz do corki... A jak sie wyda, to
    bedziesz miala przechlapane, nie tylko teraz, ale i przy uzyskiwaniu wizy
    stalej, bo te papiery przechodza przez ambasade w Warszawie... Po co tak
    niepotrzebnie i glupio ryzykowac - przeciez jakies tam zarobki masz...
    --
    Z buntem przez zycie...
    www.bakowska1.webpark.pl
  • sylwek07 18.06.07, 08:14
    syswia taki papierek z internetu to nawet nie chca widziec w Ambasadzie USA a
    co dopiero w Kanadyjskiej,,zeby to mialo sens to musi byc z pieczatka banku
    oraz osoby ktora to wystawila.A jesli ktos ma konto w banku internetowym to
    wtedy musi to zglosic na infolinii ze potrzebuje i wtedy mu przysla .
    Tak to wyglada.




    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 18.06.07, 10:10
    Ja też myślę, ze bez sensu pożyczać od kogoś pieniądze i udawać, ze mam nie
    wiadomo ile na koncie (nawet gdybym miała od kogo pozyczyć większą sumę, a i
    tak nie mam), w końcu to mój miły pokrywa koszty mojej podróży i cóz to ma za
    znaczenie ile ja zarabiam, mogę im powiedzieć prawdę. Tak jak mówisz, jeśli
    będę załatwiać wizę tylko dla siebie, będą wiedzieć, że i tak muszę wrócić do
    córki.
    Ach, wiele zależy od tego, czy będą patrzeć tylko na cyferki w formularzach,
    czy porozmawiają ze mną jak z człowiekiem. Bo jak będę miała szansę im
    cokolwiek wytłumaczyć, to może ich przekona argument, że gdybym chciała się
    dostać do bogatszego kraju po to, zeby więcej zarabiać niż teraz, to Kanada mi
    akurat do tego zupełnie niepotrzebna, mogłabym w każdej chwili wrócić do UK,
    gdzie pracowałam przez rok, mój poprzedni pracodawca przyjąłby mnie z otwartymi
    rękami, a nowego tez bym znalazła bez trudu. Może to by ich przekonało, że
    naprawdę jadę tylko odwiedzić mojego miłego i nie zalęgnę im się tam na razie
    na dobre, a już na pewno nie po to, zeby tam tyrać na czarno, na przykład jako
    sprzątaczka, albo żebrać o ich głupie zasiłki. Sama nie wiem.
    Czy ktoś mi może powiedzieć jak to wygląda? Oddaje się paierki w okienku, a
    potem w innym okienku je człowiekowi oddają z pieczatką, że rozpatrzono
    pozytywnie, albo negatywnie, czy jest jakaś rozmowa, podczas której mozna
    spróbować im wyjaśnić to i owo i jakoś ich przekonać?
  • sylwek07 18.06.07, 10:34
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=205&w=62239387&wv.x=1&v=2&s=0
    podaje Ci linka do tego jak to wyglada
    nikt Ci nie odda zaswiadczen ,najwyzej moga poprosic abys cos doniosla.
    Przygotuj sie na pytania ,na ile lecisz,do kogo,kto jest i co tam robi,czym sie
    zajmuje,w sprawie pracy beda sie pytac .
    A czy Ich przekonasz to od Ciebie zalezy i od Twoich odpowiedzi i nie radze
    mowic o tym jak to moglas zostac w UK i tego zrobilas bo Ich obchodzi co
    bedziesz robic w Kanadzie tzn ze masz u kogo sie zatrzymac,nie bedziesz
    pracowac oraz ze na czas wrocisz.
    A co do Corki wiesz ile takich osob zostalo w Kanadzie zostawiajac rodziny ?
    wiec to moze byc plus ale nie przewazajacy.






    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 19.06.07, 23:47
    Och wiem, że nic nie jest pewne i że to może dla nich nic nie znaczyć. Wszystko
    zależy w sumie od tego na kogo trafię, z kim będę rozmawiać. Nie mam żelaznych
    argumentów, ale żelaznych argumentów przeciw też nie ma. To będzie równa gra,
    jak szachy trochę smile.
    W każdym razie dziś pokonana została pierwsza z wielkich Przeszkód. Moja pani
    dyr da mi urlop. To jest niespotykany ewenement w ogóle, odkąd zaczęła rządy w
    tym hotelu, czyli od 4 lat, nikt nigdy nie dostał tam urlopu w lecie. A byli
    tacy, co próbowali. Sama nie wiem czemu zawdzięczam takie łaskawe traktowanie,
    nie mam pojęcia, wątpię, że tylko temu, że byłam przez ponad rok taką wierną
    niewolnicą smile. Wciąz nie mogę uwierzyć, że ona naprawdę mi to obiecała i że to
    poszło tak gładko. Może i z wizą się uda w takim razie, bo urzędnicy w
    ambasadzie nie mogą być gorsi niż ona smile.
    Dziękuję każdemu, kto trzymał kciuki i niebawem wyskoczę z nowymi pytaniami.
  • nenella 25.06.07, 18:18
    Dziś sąd wydał mi jednak zgodę na wyjazd córki, zastosowali taki specjalny myk,
    rozpatrzyli to pozaprocesowo, ale jest tam warunek, ze do 30 października, po
    powrocie z Kanady, muszę złożyć paszport dziecka w depozycie sądowym (chyba, że
    wcześniej skończy się normalne postępowanie procesowe). Mam nadzieję, że
    urzędnicy w ambasadzie uznają, że to oznacza, że muszę tu wrócić i dadzą nam tą
    wizę.
    Niedługo mam pociąg do Warszawy i jadę i jutro skoro świt będę stać pod
    ambasadą i siwieć z nerwów. Błagam, niech ktoś za mnie trzyma kciuki.
  • sylwek07 25.06.07, 18:54
    no to sie trzymaj i czekam na wiesci smile
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 26.06.07, 10:33
    Byłam tam o 2.30 w nocy, pierwsza w kolejce, nawet całkiem sympatycznie sie
    czekało, ławeczka stoi nieopodal, prawie do niej przyrosłam. Potrzymali mnie
    troche z czekaniem narzomowę w środku no i pan na rozmowie (nie napiszę co do
    niego czuję, bo nie wolno tu używac brzydkich słów) interesował się tylko
    pieniędzmi z tego wszystkiego i kazał mi donieść papier o dochodach mojego
    miłego z kanadyjskiego urzędu skarbowego. Za 2006 rok. Co oznacza, jak dla nas,
    odmowę, bo oficjalnie dochody mojego miłego są praktycznie żadne. Tak samo
    będzie gdybyśmy się pobrali, z tego samego powodu mnie do niego nie puszczą.
    Nigdy. Straciłam miłośc swego życia, bo ani on ani ja nie jesteśmy bogaci i w
    takim razie nie wolno nam być razem i sobie jakoś radzić po swojemu. Ech, nie
    chce mi się żyć.
  • sylwek07 26.06.07, 14:15
    ja zadnej porazki nie widze,,niech Twoj znajomy przysle Ci ten kwit z urzedu
    skarbowego i bedzie wiza....
    No chyba ze On zarbia pobocznie?bo jak sama widzisz Ich obchodzi dochod roczny
    a nie miesieczny wiec jesli chcesz do niego poleciec to zalatwiaj ten kwity.

    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 26.06.07, 16:54
    Niestety, tak się składa, ze ostatnio jego oficjalne zarobki wychodzą równie
    żałośnie jak moje, tylko w tamtej skali. Wysmialiby mnie gdybym im to
    przyniosła. Ten sk w ambasadzie od razu mnie wyczuł i jego, że jesteśmy
    outsiderzy i nawet jak mamy kasę to mało i niekoniecznie wszystko poukładane
    tak jak trzeba i że system z nas wielkiego pożytku nie miał nigdy, nie ma i
    mieć nie będzie - i za to nas skreślił. Ja wiem, że jak ktoś pluje na system,
    to powinien się pogodzić z tym, że w zamian dostanie parę kopniaków i wszystko
    jest sprawiedliwie, ale nie wiedziałem, że coś takiego jak miłość mojego zycia
    kiedyś upadnie z powodu tej reguły, sądziałm naiwnie, że amor omnia victis.
    Będę mysleć nad planem C jak odzyskam jakies siły, ale powiem szczerze, że
    gdyby nie moje dziecko, nie wróciłabym juz z tej Warszawy, zostalabym na torach
    kolejowych, w postaci marmoladu. Ech.
  • sylwek07 26.06.07, 17:06
    A to zalezy jakie to sa dochody bo nie sadze aby byly bardzo male .
    Widac Im chodzi o tzw papier aby zobaczyc czy pracuje i ze sie rozlicza z
    podatkiem.W wiekszosci takich przypadkow wiza jest udzielna jak ktos przedstawi
    dodatkowe dokumenty i masz na to pewnie 30 dni wiec nie ma co sie zastanawiac i
    nalezy dzialac.


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • pal0ma 26.06.07, 17:33
    Nenella, zastanow sie co robisz. Zaplacilas im juz, wiec doprowadz sprawe do
    konca, nawet jak nie zarobil wiele, moze jednak dostaniesz te wize. A jak nie,
    to masz jeden wiecej dowod, ze relacja jest prawdziwa (chcial, zebys go
    odwiedzila).
    W ogole dziwne jest to co piszesz o tej marmoladzie i nawet nie wiem, czy w
    ogole dobrze zrobisz jak tu przyjedziesz na stale. Tu trzeba byc silnym
    psychicznie, emigracja tak daleko NIE JEST dla osob slabych, a juz zwlaszcza
    tak slabych (chyba ze to jakas metafora byla).
  • tikirimali 26.06.07, 20:35
    Pal0ma ma calkowita racje. Nie wierze ze po tym wszystkim co tu pisalas tak
    latwo sie poddasz. My baby mamy w sobie wole walki, nadzieje i to trzyma nas
    przy zyciu. Zalatwiaj papier, jedz do ambasady usiadz przed nimi, daj im papier
    i czuj sie dumna. Nie siedz ze spuszczona glowa, to nic nie da. Jak wizy nie
    dostaniesz to bedziesz miala dowod ze zwiazek jest prawdziwy. Wiesz ile razy ja
    wychodzilam z ambasady zaplakana?? Ale nie poddalam sie. Kazda odmowa dodawala
    mi sil i zawzietosci do dalszej walki o wlasne szczescie. I powiem Ci szczerze
    ze nie zaluje ze tak dlugo to trwalo. Wyszlo nam to tylko na dobre. Chciec to
    moc. Takze bierz sie babo w garsc i dzialaj. I powodzienia zycze... tylko nie
    dziekuj
  • sylwek07 26.06.07, 20:43
    tikirimali Twoj przyklad pokazuje ze majac odmowe na wize turystyczna mozna
    dostac wize na pobyt staly..
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • pal0ma 26.06.07, 21:00
    Nenella, tak sie mysli w Kanadzie - nawet nam to w reklamie codziennie w
    telewizji puszczajasmile

    The Man Who Thinks He Can!
    If you think you are beaten, you are;
    If you think you dare not, you dont!
    If you'd like to win, but think you can't,
    It's almost a cinch that you wont.

    If you think you'll lose, you're lost
    For out in the world we find
    Success begins with a fellow's will;
    It's all in the state of mind!

    If you think you're outclassed, you are;
    You've got to think high to rise.
    You've got to be sure of yourself
    before you can win the prize.

    Life's battles don't always go
    To the strongest or fastest man;
    But sooner or later the man who wins
    Is the man who thinks he can!
  • roza12 14.08.07, 23:12
    Nenella i jak sie sprawy maja? Jakis sukces?
    Odnosnie slubu w Grecji potrzebne sa kopie paszportow, metryki
    urodzenia, zaswiadczenie ze jestescie stanu wolnego, w Waszym
    przypadku rowniez papiery rozwodowe i dla obywateli Kanady dokument
    co sie nazywa Notice of Search Marriage ( nie mam pojecia co to
    jest, mysmy tego nie potrzebowali) i to wszystko przetlumaczone
    najlepiej w ambasadzie greckiej. Pisz jesli masz jakies pytania.
  • nenella 18.08.07, 01:05
    roza12 napisała:

    "Nenella i jak sie sprawy maja?"

    Dzięki za zainteresowanie i życzliwość smile. Odpowiem wszystkim hurtem
    w tym poście.
    Otóz mój ukochany faktycznie dostanie jednak polski paszport
    tymczasowy, 20-ego. Ale musiał zrobić aferę w ambasadzie, żeby się
    dowiedzieć, że może. Wysłaliśmy wstępne papiery na wyspę Jersey,
    odpisali, on znów do nich napisał i teraz mają do mnie wysłać jakieś
    formularze i ja mam im je odesłać razem z dokumentami, bo tak
    wyszło, że teraz praktycznie wszystkie potrzebne dokumenty są tu w
    Polsce. Kazali nam wyznaczyć datę ślubu, więc wyznaczyliśmy - 19
    października. Co będzie dalej, zobaczymy. Nie wiem czy nie będą nam
    na Jersey robić trudności przez to, że jego polski paszport jest
    tymczasowy, nie wiem jakie jeszcze trudności mogą wyniknąć
    (opowiedziałabym Wam jaka była jazda z jego aktem urodzenia, ale nie
    chcę Was nudzić), nie wiem w ogóle jak się to wszystko potoczy, ale
    jeśli się potoczy zgodnie z planem, w październiku będziemy
    małżeństwem i potem będą te całe hece ze sponsorowaniem, a na tym
    się już zupełnie nie znam. Nie wiem co powinnam załatwiac już teraz,
    co później, jak się to załatwia, ile to kosztuje, jakie mogą być
    trudnośći, nic nie wiem sad.

    P.S. A co do jakiegoś kolegi powyżej, który raczył skomentować, że
    on tu widzi niedojrzałość, to odsyłam kolegę na forum Psychologia,
    tam można sobie stawiać diagnozy na temat stanu czyjejś psychiki i
    umysłowości i są one mile widziane, a tutaj nie przyszłam na
    badania, tylko po poradę w konkretnych zewnętrznych problemach, więc
    dziękuję.
  • sylwek07 18.08.07, 08:17
    nenella narazie nic nie mozecie zalatwiac w sprawie
    sponsorowania,moze jedynie poczytac strone urzedu i tym sie zajmij:

    www.cic.gc.ca/english/immigrate/sponsor/spouse.asp
    a trudnosci moga wyniknac jak zle wypelnicie formularze,np
    wybierzecie zlego adwokata-konsultanta ktory niby ma Wam pomoc a
    zrobie wiecej zlego niz dobrego.

    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • ma.pi 26.06.07, 17:31
    nenella napisała:
    Co oznacza, jak dla nas,
    >
    > odmowę, bo oficjalnie dochody mojego miłego są praktycznie żadne.

    Czyli co pan oszukuje urzad skarbowy? Bo wczesniej pisalas, ze niezle zarabia.

    Pozdr.


    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • znikad 26.06.07, 21:52
    Moja trojka leci w czwartek do Polszy wiec piore i susze, jutro bede pakowal.
    Zeby od tego nie zglupiec, przeczytalem uczciwie najdluzszy ostatni watek czyli
    ten wlasnie.
    Ludzie po ile Wy macie lat? Piszesz gdzies, ze facet jest od ponad 20 lat w
    Kanadzie, jesli przyjechal tu jako dorosly czlowiek to musi miec cos ponad 40.
    Ty pewnie tez ponad 30 (12-letnia corka) a to wszystko takie jakies dziecinne,
    niedojrzale jakby pisala 17-latka.
    I od razu przepraszam, nie chodzi mi o to zeby Cie zdolowac ale kurcze,
    wyciagnijcie wnioski z Waszych dotychczasowych porazek zyciowych - On
    rozwiedziony, Ty rozwiedziona, nieletnie dzieci pod opieka. To wszystko
    zobowiazuje do jakiegos rozsadku. Mnie sie zdaje, ze ten urzednik w ambasadzie
    to Wam wyrzadzil najwieksza przysluge na jaka tylko mogliscie liczyc -
    podarowal Wam wiecej czasu na przemyslenie Waszych decyzji.
    Tez jestem rozwiedziony, mam 3 dzieci (corka ma 13 lat, chlopcy sa mlodsi) i
    tez mam dziewczyne, ktora jest dla mnie bardzo wazna. Ale na pierwszym miejscu
    dla mnie zawsze beda moje dzieci - nigdy nie moglem zrozumiec doroslych ludzi,
    ktorzy nie traktuja swojego rodzicielstwa powaznie. Piszesz, ze Twoja corka
    jest OK z przyjazdem do faceta, ktorego zna wszystkiego 2 tygodnie + miesiac i
    jest OK z tym, ze zostawi za soba wszystkie swoje kumpelki, swoja bude, swoje
    miasto i przyjedzie na koniec swiata, gdzie pojdzie do totalnie innej szkoly, w
    ktorej bedzie musiala sie szybko nauczyc nowego jezyka i trafi do domu, ktorego
    dotad na oczy nie widziala, nie zna ulic, miasta, nic kompletnie. Jej sie nawet
    moze tak wydawac ale Ty jako dorosla osoba musisz sobie zdawac sprawe z tego,
    ze dzieci w wieku Twojej corki nie przeflancowywuja sie latwo! To jest
    proszenie sie o klopoty - przeszczepianie pre-teen w takie kompletne nieznane.
    Czy Ty mieszkasz w Krakowie? Juz sama zmiana Krakowa (ja tez z Krakowa) na
    ktorekolwiek miasto w Kanadzie to totalna rewolucja.
    Moze ten Twoj facet jest jakis sharp businessman, ktory wie jak unikac placenia
    podatkow i dlatego Jego T4 wyglada marnie, a moze jest po prostu leniem, ktory
    malo pracuje i do tego rzadko wiec zarabia grosze. A moze jest np. przestepca,
    ktory ma zlecenia raz na jakis czas (Sopranos?), kto tam wie jakie smile Moze tez
    byc jakims nieudacznym artista, ktoremu sie wydaje, ze jest Artysta i od czasu
    do czasu ma grant albo cos sprzeda i wtedy jest nagly zastrzyk gotowki. Moze
    cos hoduje i czasem to sprzedaje, co czyni Jego dochod niestabilnym... Opcji
    jest sporo ale kazda z nich budzi watpliwosci jesli sie rozpatruje zamieszkanie
    z takim facetem i mieszkanie z Nim + Twoja corka. Bo Ty sobie mozesz z Nim zyc
    miloscia i niech Wam sie wiedzie jak najlepiej ale 12-letnia dziewczynka
    potrzebuje stabilnego domu, lekarstw kiedy jest chora, dentysty gdy Ja bola
    zeby, nowych ubran i butow, ksiazek, jakichs wakacji, planu na oplacenie Jej
    studiow w przyszlosci itd. Mam taka w domu - wiem, co mowie smile)) To sa wszystko
    koszty i ktos musi miec na to zeby je pokrywac. Czy ten Twoj boyfriend jest
    sklonny finansowac utrzymanie Twojego dziecka do skonczenia przez Nia szkoly
    sredniej a potem oplacenia Jej edukacji w college albo na uniwerstycie? To
    wcale nie jest malo pieniedzy! Piszesz, ze macie plan na business. Good luck!
    Naprawde good luck ale co bedzie jak nic z tego nie wyjdzie? Ty i Twoj facet
    mozecie zyc powietrzem i uczuciem ale Twoja corka nie moze!
    Glupio mi to wszystko pisac, bo jestem wychowany w duchu Matki Polki, ktora
    dobro swojego dziecka zawsze stawia na pierwszym miejscu a tu czytam wyznania
    doroslej kobiety, ktora jest zauroczona jakims tajemniczym fotografem z Ontario
    i z powodu tego oszolomienia jest sklonna ciagnac swoja wlasna corke w
    kompletne nieznane bez zadnych zabezpieczen zawodowo-finansowych.
    Nenella, Ty sobie to wszystko jeszcze raz POWAZNIE przemysl. On moze byc caly
    ze zlota i jak najbardziej "z Twojej Planety" ale kurcze, to jest OBCY facet,
    ktorego Ty malo znasz a kraju, do ktorego chcesz przyjechac nie znasz wcale.
    Polsza ma swoje minusy systemowe ale tu tez nie raj - poczytaj kolege Ertesa
    albo drugiego malkontenta - Za Morzem smile To nie jest tak, ze Oni maja 100%
    racji w swoim krytykowaniu Kanady ale bardzo dokladnie wypunktowywuja mnostwo
    elementow tutejszego zycia, ktore dla wielu (moze wiekszosci?) bywaja trudne do
    zaakceptowania.
    Nie zyliscie ze soba przez 30 czy wiecej lat, moze to dobrze ze nie pozyjecie
    razem jeszcze kolejny rok czy dwa. Jesli odleglosc, rzadkie spotkania i
    kontakty przez Internet nie zniszcza Waszego relationship, bedziecie zawsze
    mogli probowac zwiazac sie po zalatwieniu wszystkich przeszkod formalnych typu
    Jego rozwod w Polsce itp. W tym czasie Twoja corka moze poduczyc sie
    angielskiego na tyle zeby jakos sie dogadac na poczatku w szkole. Uczucia maja
    to do siebie, ze jesli sa silne odleglosc i rzadkosc spotkan ich nie niszczy a
    wzmacnia, gdy zas sa slabe - fizyczna bliskosc i tak im nie pomoze. Wez to na
    spokoj, zaplanuj fajne wakacje z corka a faceta drecz zeby zalegalizowal
    rozwod. Powoli, powoli - nie ma pospiechu. Co nagle to po diable. Szczescia
    zycze. Cheers.
  • pal0ma 26.06.07, 22:38
    Madrze to podsumowales, zgadzam sie w pelni z wnioskami.
    Pozdrawiam.
    Paloma
  • jarecki32 27.06.07, 14:36
    musialo to byc bardzo bolesne dla autorki watku przeczytac post od znikad, ale
    mam nadzieje, ze taka "konska" dawka szczerosci wyjdzie jej na dobre, to znaczy
    pozwoli jej przemyslec sprawy od nowa.
    Sam mialem ochote napisac cos podobnego bo mam dorosle dzieci i zone dla ktorej
    slowo "stabilnosc" ma ogromna role. Z tego powodu sam odrzucalem super-oferty,
    w tym wymarzona kariere na akademii i trzymalem sie jednego miejsca. Dzieki
    temu corka nie musiala zmieniac szkol i przyjaciolek, a cala rodzina ma
    swoj "home" w ktorym moze sie czuc bezpiecznie.
    Wszyscy zyczymy Ci bardzo dobrze i wiem, ze postawisz na swoim.
    Ale tam jak napisal znikad, staraj sie zachowac zimna glowe and don't rush
    things, a wszystko bedzie OK ! (Czuje, ze masz wiele talentow i jest szansa ze
    starczy ich na cala rodzine jesli bedzie taka potrzeba)
  • nenella 27.06.07, 23:04
    Cóz, pewnie to jest bardzo rozsądne wszystko co mówicie. Rozsądnie brzmi. I
    macie rację, on jest "nieudacznikiem-artystą", tak jak kolega wyżej napisał. Ja
    też, tylko jestem jeszcze bardziej nieudana niż on, bardzo rzadko udawało mi
    się wyzyć jakoś ze sztuki, tak czy inaczej rozumianej, a moja główna idee fixe
    czyli literatura, zaprowadziła mnie donikąd, bo okazało się koniec końców, że
    bogowie dali mi literackie ambicje i pewną lekkośc pióra, lecz nie dali
    talentu. On przynajmniej potrafi się utrzymać z fotografii, ja z pisania nie
    mogłabym się utrzymać nigdy, bo nikt by moich gniotów nie czytał. Jest
    silniejszy, mądrzejszy, rozsądniejszy i bardziej utalentowany ode mnie, a
    jednak jest z mojej planety, jest najlepszym facetem jakiego mogłam w życiu
    spotkać, jest wspanialszy niż mogłam sobie wymarzyć. Wiem, że razem jakoś sobie
    poradzimy, nakręcając się nawzajem i wspierając w naszych quasi-artystycznych
    projektach. Na pewno nie poradzę sobie z nim gorzej niż bez niego, bo teraz
    wcale sobie nie radzę przecież, mieszkam u rodziców i chodzę z przymusu do
    beznadziejnej pracy, której nienawidzę z całego serca i z której z najwyższym
    trudem mogę siebie i dziecko utrzymać, o żadnych extrasach nie ma mowy, ani o
    żadnej przyszłości, nie mogę tak żyć ani nawet nie powinnam i co gorsza nie mam
    alternatyw. I kolega ma rację, w tej wypowiedzi gdzieś powyżej, tak mam taki
    durny sposób myslenia czasem jak 17-latka, bo taki mam własnie wadliwie
    działający mózg. Nie zacisnę zębów i nie zdecyduję się na "karierę w
    hotelarstwie dla dobra dziecka", bo nienawidzę obsługiwać durnych burzujów i
    drżeć pod czujnym okiem dyrektorki. Nie zakocham się nigdy w żadnym niewolniku
    systemu, bez urazy, ale nie pokocham listonosza, murarza ani bankowca, ani
    nikogo, kto nie jest z mojej planety i świetnie sobie radzi z parszywą
    rzeczywistością. I nic na to nie poradzę, tak działa mój umysł i moja droga do
    szczęścia jest przez to trudna i zawiła. Jasne, że myślę o moim biednym
    dziecku, które przez głupi kaprys losu ma za matke osobę, która się do tej roli
    zupełnie nie nadaje. Ale pocieszam się, że ona jest już duża i jak dotąd
    wytrwałyśmy i rośnie zdrowo i jakoś się trzyma, przetrwała osiem lat, gdy był z
    nami jeszcze jej tata, a ten to był dopiero freak, zupełnie jakbym miała dwoje
    dzieci czasem, przetrwała cztery lata odkąd jesteśmy same (a on nigdy nie dał
    ani grosza na utrzymanie dziecka odkąd się rozstaliśmy)...Jest mądrym, dobrym
    małym człowieczkiem, radzi sobie w szkole i wygląda na to, że niewiele jej
    brakuje do szczęścia przeważnie. Pocieszam się, że jakoś to będzie, choć to,
    zeby jej dać jeść i ubrać ją jakoś w tej chwili kosztuje mnie wysiłek niemalże
    przerastający moje możliwości. Staram się jakoś zrównoważyć myślenie o niej i o
    sobie, to trudna sztuka, bardzo trudna, bo nie cierpię się poświęcać i gdybym
    jej nie kochała jak szalona nigdy w życiu bym nie zniosła dla niej wielu
    rzeczy, które zniosłam. Gdybym nie kochała tak bardzo mojego miłego też bym nie
    zniosła na przykład pół roku celibatu, odkąd ostatnio się widzieliśmy, z moimi
    skłonnościami do nimfomanii, i nie zniosłabym też tych wszystkich
    biurokratycznych szykan, przez które musieliśmy przejść. To wszystko jest
    trudne jak diabli i momentami mnie przerasta i nie ma sensu się za bardzo
    wdawać w światopoglądowe dyskusje o odpowiedzialności, rozsądku itp., Wy nie
    możecie zrozumieć mojego głupiego sposobu myślenia, a ja nie dam się przekonać
    do Waszego i nie o to Was proszę, żebyście mi przypomnieli, ze mam dziecko na
    głowie, bo pamiętam, że mam, tylko, żebyście mi poradzili jak pokonać rózne
    bariery w systemie, które ja z trudem obłażę naokoło, podczas gdy Wy bierzecie
    je w galopie lekkim skokiem. To wszystko.
  • pal0ma 28.06.07, 06:21
    Jak na razie to nie widze wielkich barier przed toba, bez wzgledu na to czy
    dostaniesz teraz wize turystyczna czy nie.
    Jezeli jej nie dostaniesz i wezmiesz slub w listopadzie gdzies poza Polska to
    jezeli wypelnicie dobrze aplikacje i wyslecie ja od razu to jest szansa na to,
    ze corka pojdzie we wrzesniu 2008 do ontaryjskiej szkoly. Jezeli bys dostala
    wize turystyczna i wziela slub w lipcu 2007 to po prostu moglabys dostac pobyt
    staly troche wczesniej, ale corka przypuszczalnie i tak by chodzila do polskiej
    szkoly do konca czerwca 2008, wiec i tak byscie tutaj pewnie przyjechaly
    dopiero na poczatku lipca 2008.
    Metody na conjugal partner jednak nie polecam (sprawdzilam przepisy, nie bez
    powodu nikt nie wybiera tego sposobu). Tylko slub jest dobrym rozwiazaniem.
    Czekam na sprawozdanie z drugiej wyprawy do ambasady, mam nadzieje ze wszystko
    pojdzie dobrze smile
    Pozdrawiam.
    Paloma


  • sylwek07 28.06.07, 09:49
    pal0ma tez nie widze zadnego problemu.W wiekszosci takich spraw jak Ona ma to
    wiza jest wydawana po okazaniu dodatkowych dokumentow wiec nie ma zamknientych
    jak narazie drzwi do wizy turystycznej.


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • jarecki32 28.06.07, 14:13
    ciesze sie, ze odpowiedzialas tak jak odpowiedzialas, czyli bez zlosci na
    znikad i poniekad na mnie. Jesli znikad napisal taki dlugi post to znaczy, ze
    poruszyla go Twoja historia, podobnie jak i mnie i wielu innych forumowiczow,
    ktorzy odpowiedzieli na Twoje zapytania. A juz taki Sylwek to chyba na medal
    sobie zasluzyl.
    Najwazniejsze to wierzyc w siebie i nie dac sie stlamsic. Potrafisz budzic
    sympatie, to wazna cecha, ktora Ci moze bardzo pomoc w pozniejszych zmaganiach
    z losem. A co do corki, to znam taki przypadek: dziewczynka przyjechala do
    Toronto z mama kiedy miala 12 lat. Nie znala jezyka, zaczynala calkiem od zera.
    Mama radzi sobie obecnie jako-tako, za to corka robi doktorat z psychologii na
    Uniwersytecie Toronto.
  • za_morzem 28.06.07, 16:15
    "A co do corki, to znam taki przypadek: dziewczynka przyjechala do
    Toronto z mama kiedy miala 12 lat. Nie znala jezyka, zaczynala calkiem od zera.
    Mama radzi sobie obecnie jako-tako, za to corka robi doktorat z psychologii na
    Uniwersytecie Toronto."

    normalna historia.
    dziecko przyjezdzajace do kanady ma mniej wiecej takie same szanse jak kazdy
    kanadyjczyk.
  • silling 28.06.07, 19:32
    dokladnie, wszystkie osoby, ktore znam
    jakie przyjechaly przed 18-stka do kanady
    i pokonczyly tu high school, a potem college
    albo uniwersytet b.dobrze sobie radza

    a takie dzieciaki kolo 10-12 lat
    to potem nawet nie maja polskiego akcentu
  • nenella 28.06.07, 21:13
    jarecki32 napisał:

    "ciesze sie, ze odpowiedzialas tak jak odpowiedzialas, czyli bez zlosci na
    znikad i poniekad na mnie."

    Nie ma przecież powodu, żeby się na Was złościć. Kierujecie się czystą
    życzliwością, nawet jeśli niektórzy z Was oceniają moje podejście do sprawy
    jako niewłaściwe, czy wręcz głupie. Nie ma w tym złośliwości, lecz chęć pomocy
    i zapewniam Was, że bardzo to doceniam i ani mi w głowie się złościć.

    " A juz taki Sylwek to chyba na medal sobie zasluzyl."

    O tak. Niniejszym przyznaję Sylwkowi Order Pomocnej Ręki. A może Pomocnej Głowy
    raczej. W każdym razie order musi być, bo to prawda, jest niesamowity ze swoją
    wiedzą i chęcią niesienia pomocy.

    I wszyscy bardzo mi pomagacie, nawet gdy mnie krytykujecie. Gdy Mapi napisała,
    że wyszukuję sobie przeszkody, przypomniała mi o zasadzie, którą zwykle
    stosuję, nieprzejmowania się zbytnio przeszkodami, póki nie rozbiję sobie na
    nich nosa smile, gdy znikad wypomniał mi przyszłość dziecka, przynajmniej od nowa
    przemyślałam sobie, czy dla mojej córeczki na pewno to byłoby dobre pojechać
    tam (i wiem, że tak, bo ona marzy o szczęśliwej rodzinie, a tutejszej szkoły i
    koleżanek nie szkoda jej ani trochę, mniejsza o przyczyny w tej chwili). Ja
    lubię zawsze patrzeć na sprawy z różnych punktów widzenia i Wasze spojrzenie
    trzeźwe i odmienne niż moje przydaje mi się na coś.
    Nie będę znowu dziękować, bo juz co niektórych tym zniecierpliwiłam smile, ale
    wierzcie mi, każda jedna uwaga, nawet gdy nie jest konkretną poradą, może być
    dla mnie cenna i mi pomóc. A to ważna pomoc, bo walczę teraz o miłość swego
    zycia.
    P.S. Przepraszam, że moje posty są zawsze takie długie, to dlatego, że rzadko
    mogę tu zajrzeć, bo zazwyczaj większość czasu spędzam w pracy i jak przeczytam
    potem wszystko hurtem, to i mam długą odpowiedź na to smile.
  • nenella 28.06.07, 21:23
    Nowy plan jest taki, że swoją drogą doniosę papiery do ambasady, co nic nie da,
    ale potem się nie będą mogli przyczepić czemu zrezygnowałam, a to może być
    ważne, a swoją drogą załatwiamy tymczasem ślub na wyspie Jersey, bo tam chyba
    faktycznie będzie najszybciej. I tak potrzebne są różne dokumenty, których nie
    mamy, jak na przykład pełne odpisy aktów urodzenia, więc to tez potrwa parę
    miesięcy, ale tak czy inaczej do wystąpienia o sponsorowanie, gdy już weźmiemy
    ślub też są potrzebne rózne rzeczy, których jeszcze nie mamy i w tej sytuacji
    możemy gromadzić je równolegle. Uczymy się w trakcie, i na własnych błędach,
    jak się załatwia takie sprawy i w końcu może kiedyś wyjdzie, po długiej nauce i
    wielu błędach smile. Być może dzięki Waszym poradom popełnię mniej pomyłek i
    zaniedbań. Liczę na to. Czekam na porady odnośnie ślubu w kraju innym niż
    Kanada lub Polska, odnośnie występowania o sponsorowanie, udowadniania, że
    małżeństwo nie jest fikcyjne, itd.. Na pewno znacie masę różnych hints and
    tips, których nie wyczytam z oficjalnych websites.
  • sylwek07 28.06.07, 21:33
    nenella a ja Ci powiem ze jak doniesiesz ten kwit i zawieziesz do Ambasady to
    masz duzo szanse na wize,inaczej by Cie odeslala po 1 wizycie.


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • pal0ma 30.06.07, 12:41
    >>>>> Nowy plan jest taki, że swoją drogą doniosę papiery do ambasady, co nic
    nie da<<<<<
    Nie jestem pewna tytulu i autora, wydaje mi sie, ze tytul jest "Potega
    podswiadomosci" a autor Murphy, widzialam to w ksiegarni Polimexu na
    Roncesvalles, polecam przeczytanie.


    Co do slubu na wyspie Jersey to jedna istotna rzecz przychodzi mi do glowy,
    jezeli bys tam zmienila nazwisko na nazwisko meza (nie wiem czy to jest w ogole
    mozliwe, pisze na wszelki wypadek), to musialabys pewnie wymienic paszport, a
    zeby wymienic paszport na nowy poproszono by cie pewnie o dokument, ktorego
    mozesz nie miec, legalizacje slubu w Polsce, do legalizacji slubu byc moze
    bylby potrzebny dokument o legalizacji rozwodu meza, wiec uwazaj na to. Swoja
    droga wydaje mi sie, ze te rzeczy i tak lepiej pozalatwiac.

    Powodzenia i wiecej optymizmu zycze.
  • sylwek07 30.06.07, 16:09
    pal0ma jesli by chciala ten slub umiejscowic w Polsce to musi akt slubu
    przetlumaczyc u tlumacza przysieglego a potem to sie zanosi do kierwonika
    urzedu stanu cywilnego i tam po paru dniach to jest robione smile
    pytalem sie nie dawno o to bo mialem taka sprawe do zalatwienia (nie swoja).
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 30.06.07, 16:15
    Nie będę zmieniać nazwiska, właśnie po to, żeby nie wymieniać stu dokumentów
    przy okazji. Z tego powodu nie zrezygnowałam dotąd z nazwiska poprzedniego
    męża. Zresztą ono jest bardzo zabawne, ma mnóstwo sz i cz i bardzo mnie bawi to
    jak sobie na nim łamią język wszędzie, niechętnie bym zrezygnowała z tej
    uciechy.
    Ale masz rację, że ten jego rozwód też lepiej załatwić, na wszelki wypadek, tym
    bardziej, że z tym ślubem na Jersey też może nie wyjść. Teraz się okazuje, że
    jak on jest z Kanady, to musiałby mieć specjalną wizę na ten ślub, a do tej
    wizy potrzebne jest zaproszenie od kogoś z UK i inne dziwne rzeczy, w ogóle
    jest klasyczny paragraf 22, piszą, że ma mieć "proof of marriage arragments", a
    zeby zrobić jakiegolwiek "marriage arrangments" trzeba najpierw mieć tą wizę,
    ręce opadają. Wymyśliliśmy, że może można to obejść jak on sobie załatwi polski
    paszport (bo obywatelstwo ma dalej, ale paszport już tylko kanadyjski), lecz
    nie wiadomo jak to pójdzie. Dotychczasowe przykre doświadczenia doprowadziły
    nas do wniosku, że najmądrzej jednak jest załatwiać wszystkie możliwe
    papierzyska równolegle, bo nigdy nie wiadomo, która opcja w końcu wypali.
    Swoją drogą uwagi o potrzebie optymizmu przywodzą mi na myśl pewien stary
    dowcip. Pesymista widzi długi ciemny tunel, optymista widzi światełko w tunelu,
    realista widzi nadjeżdżający pociąg... a maszynista widzi trzech idiotów na
    torach. smile
  • nenella 03.07.07, 21:05
    Ktoś tu powyżej, chyba ma.pi, stwierdził, że ja sobie wyszukuję trudności. No
    to słuchajcie. Jeśli nie dadzą mi wizy, chcemy wziąc ślub na wyspie Jersey, jak
    wiecie, lecz okazało się, że mój ukochany jednak będzie musiał załatwiać tą
    jakś głupią specjalną wizę na ślub na Jersey, jako Kanadyjczyk, bo gdyby chciał
    teraz dostać polski paszport musiałby czekać rok albo lepiej. I jak człowiek na
    każdym kroku natyka się na takie coś, to jest wyszukiwanie trudności? Moim
    zdaniem to są trudności spadające na człowieka jak jakaś przeklęta lawina. Ech.
  • pal0ma 03.07.07, 21:32
    Nenella, Moze wystarczy tymczasowy polski paszport na ktory czeka sie 2
    miesiace chyba lub krocej? Dostanie go duzo wczesniej niz w listopadzie, na
    ktory ustaliliscie termin ewentualnego slubu.
  • pal0ma 03.07.07, 21:57
    Po twoim ostatnim poscie zajrzalam na strone dotyczaca slubow w Jersey. Nie
    znam sie na slubach w UK, ale z tego co tu widze to nie ma zadnego powodu, zeby
    twoj przyjaciel potrzebowal polski paszport. No a wizy turystycznej
    Kanadyjczycy nie potrzebuja do UK.
    Slub zostanie uznany w Kanadzie, bo Kanada generalnie uznaje sluby zawarte
    zagranica, jezeli sa legalne w kraju gdzie zostaly zawarte.
    www.weddings.co.uk/info/jersey.htm
  • nenella 04.07.07, 05:07
    www.ukvisas.gov.uk/servlet/Front?pagenameshockpenMarket/Xcelerate/ShowPage&c=Page&cid=1106654124706

    "You will need to have a visit - marriage or visit - civil partnership visa.
    Without this, the registrar will not be able to take your notice of marriage /
    civil partnership. This condition applies even if you are from a country where
    you would not normally require a visa to come to the UK."

    I to samo mu powiedzieli przez telefon jak dzwonił na Jersey do tego biura od
    ślubów.
    Najlepszy jest ten kawałek: "Without this, the registrar will not be able to
    take your notice of marriage ", bo znowuż to tej wizy trzeba "proof of wedding
    arragements", a żadnych nie można zrobić póki się nie ma wizy... Paragraf 22
    normalnie. Już zaczynam powoli wątpić we własny rozum jak widzę takie niepojęte
    rzeczy.
  • pal0ma 04.07.07, 06:12
    To sie ciesze, ze wszystko jest jednak na dobrej drodze, a przyszly maz zaczal
    dzialac.
    Rzeczywiscie biurokracja niemala, a przy okazji Anglicy kosza spora kase za te
    specjalne wizy.
    Trzymam kciuki za szybkie zalatwienie formalnosci.
  • nenella 06.07.07, 14:36
    No tak. On nie dostanie tej wizy na Jersey, bo nie mamy skąd wziąć dla niego
    zaproszenia od kogoś z UK (co za absurd, skoro on tam chce jechać na parę dni
    na ślub i wrócić do Kanady, ale taki jest wymóg). Musimy zrezygnować z tego
    planu, zwłaszcza, że nie da się tego załatwiać równolegle z załatwianiem
    uznania jego rozwodu w Polsce, bo i tu i tam są potzrebne oryginały papierów
    rozwodowych. W takim razie musimy załatwiać to przeklęte uznanie rozwodu, ale
    właśnie się dowiedziałam, że gdyby była żona raczyła wyznaczyć swojego
    pełnomocnika do odbierania korespondencji w kraju, to by potrwało trzy, cztery
    miesiace, a jak nie raczy, to sprawa potrwa rok, bo będą jej tą korespondencję
    przekazywać przez konsula. A ona nie raczy. Mamy więc przed sobą rok czekania
    na uznanie rozwodu i pewnie z rok czekania potem aż mi dadzą wizę. Pięknie. Czy
    nie ma, do diabła, jakiegoś innego wyjścia?
  • pal0ma 06.07.07, 17:12
    Rzeczywiscie totalny absurd, bedacy na pewno rezultatem zagrozenia
    terrorystycznego w UK.
    Ja mysle, ze te wszystkie informacje, ktore zebralas wez ze soba do ambasady
    idac po wize turystyczna jako ewentualne dodatkowe zalaczniki plus informacje o
    dziecku (ze sama sie nim opiekujesz, ojciec dziecka nie ma z nim kontaktow wiec
    nie moze przejac funkcji opiekuna, wiec gdybys nie wrocila do Polski po slubie,
    dziecko nie mialoby przy sobie zadnego rodzica).
    Moze tez zbadajcie mozliwosci zawarcia slubu poza Europa, moze gdzies na
    Hawajach, na Kubie?
    Sposobu na conjugal partner nie polecam, ale w desperacji mozna wziac i to pod
    uwage. Ja z takim przypadkiem zetknelam sie tylko raz, chlopak sponsorowal
    dziewczyne, w sumie bardzo podobny przypadek do twojego, malo osobistych
    kontaktow, a duzo rozmow telefonicznych, chlopak aplikacje wypelnil sam bez
    niczyjej pomocy. Jak juz swoje odczekali, skontaktowala sie z nimi ambasada i
    poinformowano ich, zeby wzieli slub, to wtedy ambasada sfinalizuje sprawe i
    wyda dziewczynie papiery na pobyt staly.
    Jednak jak pisalam zajrzalam do tych przepisow, ktorymi kieruja sie pracownicy
    ambasady i sprawa nie wyglada za ciekawie, bo nie powinno sie zmieniac
    klasyfikacji conjugal na malzenstwo w trakcie rozpatrywania aplikacji, wiec
    ambasada moze odmowic wydania papierow, co wiazaloby sie z koniecznoscia
    zaczynania procesu od poczatku. Z drugiej strony pisza, ze nie moga cofnac
    decyzji juz po wydaniu negatywnej decyzji w sprawie conjugal jak ktos dostarczy
    akt slubu, wiec jezeli ktos dostarczy ten akt przed wydaniem decyzji, to moze
    jest jakas szansa. Tym niemniej lepiej znalezc lepsze rozwiazanie.
  • nenella 06.07.07, 21:32
    Ja mysle, ze te wszystkie informacje, ktore zebralas wez ze soba do ambasady
    > idac po wize turystyczna jako ewentualne dodatkowe zalaczniki plus informacje
    o
    >
    > dziecku (ze sama sie nim opiekujesz, ojciec dziecka nie ma z nim kontaktow
    wiec
    >
    > nie moze przejac funkcji opiekuna, wiec gdybys nie wrocila do Polski po
    slubie,
    >
    > dziecko nie mialoby przy sobie zadnego rodzica).

    Czyli uwazasz, że mogę im otwarcie powiedzieć, że chcę tam z nim wziąć slub, a
    potem tu wrócić i czekać co będzie ze sponsorowaniem? Właśnie tak pomyślałam,
    że gdy konsul na widok papierów, które przyniosę zacznie kombinować, że i tak
    mi nie da wizy, to wtedy urządzę mu płaczliwe wyznanie jak sprawy stoją. (Bo na
    pewno się poryczę, tak jak ostatnio, pomyśleć tylko, że byłam z siebie taka
    dumna, że już od lat nic mnie nie doprowadziło do płaczu, myślałam, że jestem
    twardzielem, ba cynicznym i doświadczonym zyciowo twardzielem.) MOże trafię tym
    razem na jakiegoś człowieka, a nie na cholernego biurokratycznego cyborga i da
    mi tą wizę tylko po to, żebyśmy mogli wziąć ten ślub chociaż. Jak myślicie?????
  • pal0ma 06.07.07, 21:57
    Trudne pytanie, mnie sie wydawalo, ze im to juz powiedzialas i wtedy poprosili
    o ten dokument z Urzedu Skarbowego.
    Jak nic nie mowilas to na poczatku chyba najlepiej nic nie wspominaj, tylko
    wrecz im ten dokument i powiedz, ze tylko tego jednego dokumentu im brakowalo
    ostatnim razem, zeby wydac ci wize smile
    Poryczenie, owszem, moze zadzialac smile
  • nenella 04.07.07, 05:14
    Żadnego paszportu nie dostanie od ręki, bo juz za długo go nie miał i mu
    powiedzieli, że najpierw to musi napisac takie podanie, żeby sprawdzili, czy on
    na pewno ma dalej to polskie obywatelstwo i dopiero paszport, a to trwa ponad
    rok. Tak powiedzieli w polskiej ambasadzie tam.
  • sylwek07 29.06.07, 15:51
    za medal dziekuje.
    Medal nalezy sie kazdemu kto choc troche rozjasnil Ci Twoja sytuacje i pokazal
    kilka wyjsc,drog smile


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 29.06.07, 19:48
    O tak wszystkim Wam jestem szalenie wdzięczna. Swoją drogą jakim genialnym
    wynalazkiem jest internet - w kilka minut można znaleźć w wyszukiwarce miejsce,
    gdzie grono życzliwych i znających się na rzeczy osób doradzi coś człowiekowi w
    każdej sprawie. Nieraz szukam na forach róznych informacji, jeśli nie potafię
    ich znaleźć sama na odpowiednich stronach i tutaj także się nie zawiodłam.
    Podsunęliście mi różne pomysły i powolutku wcielam je w życie i dzięki temu, że
    się tym zajęłam, nie mam czasu na rozpacz i depresję, bo jak nie jestem w
    pracy, to latam za papierkami smile.
  • sylwek07 29.06.07, 22:09
    nenella co do internetu to masz racje,jesli dobrze z niego sie korzysta to
    mozna duzo zyskac...
    a co do tych papierkow to szybko pujdzie i sama zobaczysz ze nie bylo po co sie
    tak denerwowac smile
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • sylwek07 04.07.07, 10:27
    bo jest ich troche w Europie i moze nie maja asz takich przepisow,warto by sie
    za tym rozejrzec .
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 04.07.07, 20:45
    Rozglądam się, ale na razie wszędzie kicha, albo któreś musi mieć obywatelstwo
    albo trzeba przynajmniej miesiąc odczekać, albo coś.
  • silling 06.07.07, 19:24
    afaik najprosciej wziasc slub w anglii,
    tam sa najbardziej liberalne przepisy w calej europie
    i uznaja papiery rozwodowe z ontario
    bez zadnego tlumaczenia itp (sprawdzone)

    wystarczy jezeli twoj luby zaopatrzy sie w paszport tymczasowy
    w konsulacie w toronto (czeka sie jedynie miesiac czy dwa
    o ile dobrze pamietam, ale napewno dosc krotko,
    o wiele krocej niz na 10-letni)
    na paszport tymczasowy mozna sie zenic w anglii,
    nie robia problemow (sprawdzone)

    na polski paszport nie trzeba zadnych marriage visa
    ani nic takiego,
    wystarczy przyjechac, odczekac swoje
    (7 dni - anglia i walia czy te 3 dni na jersey)
    dac notice i po 15(7) dniach mozna sie zenic,
    (nie pozniej niz po roku)

    proste i sprawdzone
    wystarczy chciec -
    tzn jezeli obie strony naprawde chca
    to nie jest to zaden problem...

    powodzenia
  • sylwek07 06.07.07, 21:26
    pal0ma z tego co sie doczytalem to Ona ma tylko doniesc ten kwit z urzedu
    skarbowego i bedzie wiza(moze)...
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 06.07.07, 21:49
    silling napisał:

    "afaik najprosciej wziasc slub w anglii,(...) wystarczy jezeli twoj luby
    zaopatrzy sie w paszport tymczasowy
    > w konsulacie w toronto (czeka sie jedynie miesiac czy dwa
    > o ile dobrze pamietam, ale napewno dosc krotko,
    > o wiele krocej niz na 10-letni)"

    No tak, lecz niestety on zbyt długo już nie ma polskiego paszportu i
    tymczasowego mu też nie dadzą, więc to nie jest takie proste, jak już pisałam
    gdzie indziej.

  • roza12 07.07.07, 23:24
  • roza12 07.07.07, 23:41
    Za wczesnie przycisnelam enter w poprzednim poscie i wyslalam pusty ale do rzeczy.
    Ja co prawda z Kanada nie mam nic wspolnego ale moge doradzic gdzie najlatwiej
    wziac slub. Ja bralam slub w Grecji (na Santorini) wlasnie dlatego ze bylo
    najprosciej. Sama bylam skomplikowanych przypadkiem do wziecia slubu i
    szukalam po calej Europie gdzie najlatwiej sie pobrac i wyszlo na to ze w
    Grecji. Jedyne czego wymagali to trzeba bylo kilka dni przed slubem wyslac im 2
    dokumenty: swiadectwo urodzenia i zaswiadczenie z Urzedu Stanu Cywilnego ze
    aktualnie nie jest sie w zadnych innym zwiazku malzenskim. I nic wiecej,
    wystarczylo przetlumaczyc na angielski, nawet nie trzeba bylo na grecki.
  • nenella 09.07.07, 08:00
    Błagam o szczegóły. Poguglam sobie za tym oczywiście, ale Ty mi najtrafniej
    doradzisz, skoro sama przez to przeszłaś. To by było cudownie gdyby dało się w
    Grecji. Boję się tylko, czy to nie jest opcja dostępna tylko dla obywateli Unii
    Europejskiej, tak samo jak UK.
  • sylwek07 06.07.07, 22:25
    nenella jak doniesiesz to pismo z urzedu skarbowego to niczego nie mow,bo juz
    mialas rozmowe a teraz czekaja na dodatkowe pismo i jak to dostana wtedy sie
    dowiesz co bedzie z wiza.


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 12.07.07, 09:29
    Cóż, byłam tam wczoraj rano... Kolejna nocka pod ambasadą, nie żebym musiała
    być tak wcześnie, to była środa, a kiedyś w środy mieli wolne i mniej ludzi
    wtedy przychodzi, a ja miałam tylko donieść dokumenty, więc i tak nie stałabym
    w kolejce, ale wolałam dmuchać na zimne, bo musiałam zdążyć wrócić do Krakowa
    na tyle wcześnie, żeby się chociaż wykąpać i przebrać przed nocną zmianą w
    pracy i faktycznie akurat tak zdążyłam, chociaż nie musiałam czekać do 14ej, bo
    nie dali mi wizy. sad Chociaż tkwiłam dumnie pierwsza w kolejce od 2 w nocy i
    tak wepchnęło się przede mnie dwóch jakichś nadętych (w sensie zarówno
    metaforycznym, jak fizycznym tego słowa) dupków, którzy też mieli tylko coś
    donieść. Jeden z nich chyba się odwoływał do konsula, bo był "umówiony
    telefonicznie", jak powiedział strażnikowi (ciekawa jestem jakim cudem, skoro
    tam odbierają telefon tylko automaty, chyba, że oni do niego dzwonili z
    jakiegoś powodu) i poprosili go do takich drzwi z boku, nie do kabiny. Wyszedł
    potem z taką miną, że wiedziałam, że też poniósł klęskę i przestałam mu mieć za
    złe, to, że się wepchnął pierwszy na chama, widocznie mu cholernie zależało,
    biedakowi. A drugiego zawołali po paru minutach od oddania papierów do okienka
    numer trzy i tam mu panienka (tam są same panienki w tych okienkach, takie
    istne panienki z okienka, a znowuż w kabinach z tego co widziałam, cyborgi w
    krawatach) powiedziała, że ma przyjść o 14 po odbiór wizy, słyszałam wyraźnie,
    bo głośno się upewniał i laska niemal zachrypła, wysilając swój wątły głosik
    przez mikrofon. Wyszedł krokiem zwycięzcy i znienawidziłąm go po stokroć, bo
    wiedziałam już wtedy na pewno, że skoro on i pewna studentka, która się nie
    wepchała, dla odmiany, dostali takie wezwanie do okienka, a ja wciąz czekam, to
    znaczy, że miecz klęski wisi nad moim karkiem na bardzo cienkiej nitce. I spadł
    i poczułam go już po chwili, gdy zawołali mnie do kabiny numer dwa. Gdyby to
    był ten sam cyborg co poprzednio, który w końcu prawie się wzruszył, kiedy
    ryczałam tak, że nie mogłam wstać z krzesła i prawie mnie zaczął pocieszać, że
    wszystko będzie dobrze, spróbowałabym czegoś. Tamten był jakoś w moim wieku,
    może niewiele młodszy, coś miał już w głowie i w sercu, mozna było próbowac do
    tego trafić, a tym razem padło na jakiegoś szczyla, pewnie ze 24, taki młody
    cwany (taka inna kategoria niz młody gniewny, wiecie), karierę robi, skubany
    cyborg... wyrecytował mi tonem robota te same formułki, które mi potem wręczył
    na piśmie, że analiza mojej i mojego ukochanego sytuacji finansowej mu wpoiła
    brak przekonania, co do tego, czy mamy wystarczające środki na tą wyprawę i czy
    stamtąd aby na pewno wrócę. Zabawne, bo trochę sprzeczne wewnętrznie, swoją
    drogą, jakbym tam miała głodować przez swoje trzy tygodnie urlopu, bo mój miły
    nie dałby rady mnie wykarmić, to z tego powodu niechybnie pragnęłabym tam
    pozostać, aż do śmierci głodowej, ale mniejsza z tym. Wiadomo, chcieli mnie
    udupić i wykorzystali oba dobre preteksty, chociaż sprzeczne ze sobą nawzajem
    logicznie, lecz spójne ideowo - biedni spie..., znaczy zaradnym inaczej
    doradzamy zainteresowanie się innym krajem.... W każdym razie wyrecytował swoje
    takim tonem, taka niewzruszona potęga bezlitosnego systemu stała za nim, że nie
    powiedziałam nic, prócz bezsensownego "do widzenia". Nigdy w zyciu, nigdy,
    przenigdy, a miewałam koszmarne momenty w życiu, nigdy mnie nikt nie upokorzył
    tak głęboko, jak ten młody cyborg, recytujący swoje formułki. Za wysokie progi,
    wiecie. To nieważne, że jestem człowiekiem, który czuje i kocha tak samo jak on
    (pewnie bardziej o wiele, tak naprawdę, bo ja nigdy nie potrafiłabym być tak
    lodowato, wyniośle nieludzka wobec czyjegoś nieszczęścia), nieważne, że tak
    naprawdę nic by się rozległej krainie Kanady nie stało, żadna krzywda by jej
    nie spotkała, przez to, że mnie tam wpuszczą, może nawet by mieli ze mnie
    pożytek, bo wszędzie ze mnie mają pożytek, gdzie zaryzykują moją obecność,
    nieważne to, na jakie cierpienia i rozpacz skazał mnie i mojego ukochanego i
    że, przynajmniej na jakiś czas (bo my sie nie poddamy!), zmienił nasze życie w
    piekło, wszystko nieważne, wobec potęgi cyferek na kontach bankowych - tylko
    one się liczą, one według takich jak on, wyznaczają bieg życia, czyjeś prawo do
    szczęścia i miłości, czyjąś wolność. Pomyślcie sami, wszystko to, co w co
    normalnie się wierzy i na czym buduje się swój obraz świata i na czym zbudowano
    kultury i to co odróżniło człowieka od jego współbraci w gałęziach drzew,
    wszystko to jest niestotne wobec ilości zer po dowolnej innej cyferce... To
    zera wyznaczają bieg naszego życia wedłu niektórych... Ech.
  • sylwek07 12.07.07, 09:50
    nenella jestem ciekawy czy tak samo bedziesz myslec i robic jak bedziesz
    mieszkac w Kanadzie tzn ze kazdemu bedziesz wierzyc,pomagac i byc ok?No ale
    moze bedzie inaczej....



    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 13.07.07, 09:20
    Dobra, dobra, musiałam sobie popłakać przecież. Wiem, że głupie są takie
    filipiki przeciw systemowi, nic człowiek nie zdziała tym, że się ciska i
    marudzi. smile Jasne, że na logikę nie było żadnego powodu, żeby cyborg z ambasady
    się zlitował i dał mi tą wizę, taka jego robota, tak jak moja uśmiechanie się
    do palantów i grzebanie w papierkach, a mojego kierownika dręczenie mnie i
    innych, a babci klozetowej siedzenie w smrodzie i pobieranie złotówki za wstęp,
    wiem, wiem. Wiem, że nie mogę liczyć w mojej sprawie ani na łut szczęścia, ani
    na czyjąkolwiek dobrą wolę (aczkolwiek spotkałam się też i z nią, bo i moja
    pani dyrektor i panie w sądzie wykazały ją w stopniu zupełnie dla mnie
    niespodziewanym), wiem, że muszę po prostu zacisnąć zęby i walczyć do upadłego,
    lecz mierzi mnie ta konieczność, jako przeciwna mej naturze i nieraz czuję się
    wśród sprzecznych porywów dość zagubiona, by pozwolić sobie na takie wygłupy
    jak powyższy. Ech.
  • sylwek07 12.07.07, 09:57
    nenella masz ten plus ze wszystkie podane dane sa prawdziwe wiec wrazie
    legalizacji do tego sie nie przyczepia .
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • sylwek07 13.07.07, 09:39
    nenella masz ten plus ze jak juz bedziesz w Kanadzie bedziesz miala gdzie
    mieszkac,ktos sie Tobia zajmie itd...ja natomiast moge sie pomarzyc o takim
    czyms.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 13.07.07, 22:30
    Och, na pewno masz rację, ze to jest jakiś plus. Tylko, ze mną się nigdy nikt
    nie zajmował, tylko przewaznie ja kimś, a jakoś sobie radziłam i nie to jest mi
    potrzebne, tylko to, żeby mi dali być z moim ukochanym, a oni mi nie pozwalają,
    własnie dlatego, że uważają, że radzę sobie źle, skoro nie dorobiłam się
    żadnych wielkich dóbr materialnych. Oni nie wiedzą, że to dlatego, że mi nie
    zależało, tylko myślą, że nie umiałam i że właśnie się trzeba mną zajmować, a
    że mój miły taki sam niedorajda jak ja, więc lepiej mnie nie wpuszczać, bo
    jeszcze się nie zajmie jak należy, ech. Już sama teraz nie wiem co mam zrobić
    ze sobą... Czekac cierpliwie dwa lata, aż załatwimy wszystko z rozwodem,
    ślubem, sponsorowaniem itd. i na wszelki wypadek nie robić żadnych gwałtownych
    ruchów? Nie wyobrażam sobie tego, już chodzę po ścianach z tęsknoty i rozpaczy,
    co będzie później? Dobra, to wrócić tymczasem do UK (już tam byłam kiedyś),
    zarobić i zaoszczędzić dużo pieniędzy i przynajmniej jak za rok pójdę po wizę
    to nie usłyszę na pewno, że mnie nie stać na takie wycieczki? A może spróbować
    czy nie znajdę pracy w Kanadzie np. jako opiekunka jakiejś staruszki (to
    właśnie robiłam w UK, mam rok doświadczenia i stertę certyfikatów) i do pracy
    będą musieli mnie wpuścić przecież, tylko nie wiem czy wpuszczą z dzieckiem?
    Sama nie wiem już co z tego jest realne, gdzie jeszcze mogą mnie spotkać
    przeszkody i jakie i co w ogóle ze sobą zrobić, w życiu nie byłam tak zagubiona.
  • sylwek07 13.07.07, 22:44
    ale samo to ze masz gdzie spac,wrazie czego zwrocic sie o pomoc duzo daje i to
    mialem na mysli piszac te slowa nic innego.

    Pamietaj ze jak bedziesz zle kombinowac to zamkniesz sobie drzwi do Kanady .

    co do opieki nad kims starszym to jest taki program ze moglabys pojechac .O tym
    przeczytasz na tej stronie:

    www.cic.gc.ca/english/work/caregiver/index.asp


    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • nenella 15.07.07, 09:50
    sylwek07 napisał:

    "co do opieki nad kims starszym to jest taki program ze moglabys pojechac .O tym
    przeczytasz na tej stronie: (...)"

    Niesamowity jesteś, jak Ty to wszystko wynajdujesz? Grzebalam za czyms takim i
    sama nie znalazłam, a tu proszę, jest smile. Dzięki. I w dodatku z tego co tam
    piszą, to nawet się załapuję na kryteria, zadziwiające, pierwszy raz w tej
    całej akcji z Kanada trafiłam na jakieś wymogi, które mnie nie skreslają na
    starcie. Dobra, to poszukam sobie teraz jakiejś miłej staruszki i będziemy
    kombinować w tym kierunku alternatywnie.
  • pal0ma 13.07.07, 23:25
    A moze sprawdzcie jak to jest z tym slubem w Grecji? Roza juz tu nie zaglada,
    ale przeciez mozna to samemu sprawdzic.
  • pal0ma 13.07.07, 23:33
    A na tej stronie wyjasniaja co i jak po angielsku, a co najwazniejsze, podaja
    numery telefonow w Grecji, gdzie mozna zadzwonic po informacje.
  • sylwek07 14.07.07, 07:53
    pal0ma a wiec aby zadzwonic i bedzie wiadomo co i jak .
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • pal0ma 14.07.07, 15:04
    Sylwek, rzucilam okiem na swoj poprzedni post i widze, ze nie podalam adresu
    strony z telefonami w Grecji.
    Przed chwila probowalam ja odszukac, ale nie widze, natomiast popatrzylam na
    pare innych stronek i nie wydaje mi sie, ze ten slub to taka prosta i szybka
    sprawa jak zasugerowala Roza.
    Dokumenty nawet po angielsku powinny byc przetlumaczone, i to nie u kazdego
    tlumacza, a bezposrednio w greckiej ambasadzie, jezeli tlumaczenie jest
    wykonywane poza Grecja. Potem zeby slub byl wazny trzeba go jeszcze po jakims
    czasie zarejestrowac w urzedzie statystycznym.
    Chyba najlepiej sprawdzic to wszystko w ambasadzie greckiej, ktorej telefon
    podales (nie robiac sobie jednak wczesniej nadziei, ze sprawa jest prosta).
  • pal0ma 14.07.07, 15:33
    Z tego co tu pisza formalnosci mozna zalatwic wczesniej, na wyspie trzeba byc
    obecnym 2 dni przed slubem.
    www.gobeach.com/weddings.htm
  • nenella 15.07.07, 09:43
    Ee, Kariby to raczej za drogie będą chyba (chociaż właściwie nie mam pojęcia,
    bo dla mnie każda suma powyżej powiedzmy 5 tysięcy złotych jest całkowicie
    abstrakcyjną teoria, która mnie nie dotyczy big_grin).
  • znikad 15.07.07, 15:06
    nenella napisała:

    > Ee, Kariby to raczej za drogie będą chyba (chociaż właściwie nie mam pojęcia,
    > bo dla mnie każda suma powyżej powiedzmy 5 tysięcy złotych jest całkowicie
    > abstrakcyjną teoria, która mnie nie dotyczy big_grin).

    Kuba ma sens. Z Polski, o ile wiem, sa wycieczki no problem. To samo z Kanady,
    na dodatek od nas to cheapo-cheapo, sluby urzadzaja w kazdym resorcie. Moze
    Paloma znalazla Wam najlepsze rozwiazanie. Kuba - wyspa jak wulkan goraca smile Cheers.
  • nenella 15.07.07, 10:03
    Tak, grzebałam już po necie za tymi ślubami w Grecji i znalazłam tylko mnóstwo
    ogłoszeń rozmaitych biur podróży, które zajmują się organizowaniem ślubów tam
    za słoną opłatą, natomiast bardzo mało konkretnych informacji. Oczywiście
    obejrzałam tez stronę ambasady Grecji i wysłałam do nich maila z zapytaniem czy
    są w stanie mi udzielić jakichś informacji, ale rzecz jasna nie odpisali. Jutro
    będę próbowała ich atakować telefonicznie, ale wcale się nie zdziwię jeśli
    będzie tak samo jak z ambasadą kanadyjską, wydzwonię całą kartę na nic nie
    wnoszące połączenia z automatami. Ambasady juz takie są. Cóż. Na razie mam taki
    mglisty plan, że możnaby równolegle załatwiać ten jego rozwód w Polsce i
    kombinować ze slubem w Grecji, i zobaczyć co wcześniej się uda, ale boję się
    czy to jest wykonalne ze względu na to, że i do jednego i do drugiego potrzebne
    są oryginały dokumentów rozwodowych. Ech, alez pokręcone to wszystko. Pomyśleć
    tylko, że gdy pierwszy raz wychodziłam za mąż, za faceta, za którego w ogóle
    nie powinnam była wyjść, los nie robił mi żadnych trudności. Złośliwość
    normalnie. smile
  • pal0ma 15.07.07, 12:46
    Tu jest troche ogolnych informacji jak to wyglada:
    www.geocities.com/Athens/7243/unofficial_embassy_marriage.html
    Jak wprowadzisz na Google'u :foreign marriage Greece", "foreign marriage
    requirements Greece", "information about foreign marriage Greece" to mnostwo
    stron wyskoczy.
  • roza12 22.07.07, 17:40
    Jezu zupelnie zapomnialam o tym watku.
    Slub mialam 5 lat temu i nie pamietam jaka firma nam organizowala ten slub,
    pamietam jedynie ze bylo bardzo prosto, przeslalismy im jedynie nasze metryki
    urodzenia przetlumaczone przez tlumacza przysieglego i zasiwadczenie z USC ze
    jestesmy stanu wolnego, wszystko przetlumaczone, pojechalismy na Santorini i
    nastepnego dnia wzielismy slub , potem po powrocie jedynie zarejestrowlam sie w
    Polsce ze wzielam slub i mi wydali polski akt slubu na podstawie greckiego.
    Niestey za chwile musze wyjsc z domu i wyjezdzam na tydzien, po powrocie
    postaram sie z Toba skontaktowac.
    W miedzy czasie poszperaj w internecie, znalazlam taka strone.
    www.thiraweddings.com/SANTORINI-WEDDINGS-CIVIL-LEGAL-PAPERS.htm
  • roza12 22.07.07, 18:08
    mam jeszcze takie pytanie bo nie doczytalam calego watku, oboje jestescie po
    rozwodzie i macie czy nie macie papierow rozwodowych?
  • osek222 23.07.07, 05:09
    przeczytalem prawie wszystkie posty i jedno co mi przychodzi do glowy to
    poprzecz jedna z wypowiedzi " z nikad" (przepraszam jesli pomylilem nick).
    Niedojrzalosc wychodzi tu kazda dziura a mam wrazenie, ze chodzi o ser
    szwajcarski...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka