Dodaj do ulubionych

<<Nie jedź do Kanady, bo tam jest źle>>

24.10.07, 17:40

Wyjezdzam do Kanady, do meza. Dostalam wize emigracyjna. Spotkalam
kilka dni temu kolezanke, która znam 10 lat, przyjaznilysmy się
kiedys bardzo, ale gdy wyszla za maz to z czasem przestalysmy się
spotykac, bo ona miala dziecko , wiec ostatnie jakies 3 lata nasze
spotkania były tylko przypadkowe na miescie. Jednak swego czasu
bylysmy bardzo zaprzyjaznione.

Spotkalam ja kilka dni temu , oczywiście przez przypadek na miescie
i powiedzialam jej, ze dostalam staly pobyt i jade do Kanady już na
stale. Powiedzialam jej, ze jeśli chce, to może się ze mna spotkac i
pogadamy sobie, ale odpowiedziala,ze nie ma czasu.
Nie minal tydzien a u moich drzwi stoi moja kolezanka, otwieram i
widze ja z corka. Zdziwilam się, bo nie była u mnie przez ostatnie
kilka lat. Przyszla , mimo, ze czasu wczesniej nie miala, to jednak
znalazla czas, odnalazla adres i przyszla. Zaczela rozmowe od
wypytywania się dokad jade, gdzie mój maz pracuje i mniej wiecej mój
zyciorys z ostatnich kilku lat. Gdy się już dowiedziala, to
powiedziala mi, ze jej brat był w Kanadzie przez 2 lata, ale
zrezygnowal z pobytu stalego i wrocil do Polski, bo tam mu się nie
podobalo. Zaczela mi mowic, jak to zle jest w Kanadzie i zebym się
tak nie cieszyla, bo na pewno mnie nie będzie stac na samolot by
przyjezdzac do Polski. Mowi do mnie:
- ile masz lat?
-27
-to w tym wieku już nieaaklimatyzujesz się, bo jestes już , co tu
ukrywac, nie mloda.

Nie wiem po co przyszla, chyba tylko po to by mi zepsuc dzien.
Nagadala mi tyle rzeczy, ze az mnie glowa rozbolala. A przeciez ja
jestem przekonana, by jechac, ciesze się, ze jade do meza, ze nasza
rozlaka się skonczy wreszcie. Maz ma stala prace, mamy mieszkanie
trzy pokojowe, i to mi wystarczy. Ciesze się. A ona, mieszkanjaca w
dwoch pokojach i to na dodatek z rodzicami w drugim, mowila mi jak
tam jest zle, a nawet nie była po za Polska ani razu. Mowila mi
czyjes zdanie, a przeciez ja jestem pewna, ze chce jechac.

Kiedys czytalam gdzies w necie, ze Polacy za zazdrosni i wszystko
zrobia by inna osoba za bardzo się nie cieszyla, i ze jeśli powiesz
Polakowi swoje zamiary to ten zrobi wszystko by ci się nie powiodlo.
Gdybym nie była pewna swojej decyzji i gdybym dopiero starala się o
wize, to nie wiem czy nie zrezygnowalabym z wyjazdu po takim
mowieniu <<Nie jedź do Kanady, bo tam jest źle>>.

Edytor zaawansowany
  • 24.10.07, 17:59
    Nie wiem co Ci naopowiadała ta koleżanka. Ja byłem właśnie w Kanadzie i też mam
    bardzo negatywne wrażenia. Ale na pewno to bardzo zależy od oczekiwań,
    nastawienia i tego co dla kogo jest ważne. Kanada na pewno jest bardzo
    specyficznym miejscem, bardzo różnym od Europy. Warunki życia według tego co
    widziałem i z tego co mi mówili Polacy i Kanadole są raczej średnie -
    dosłownie, choć z głodu nikt w Kanadzie nie zginie. Atmosfera jaka tam jednak
    panuje jest dla mnie osobiście nie do zaakceptowania, tłum emigrantów z całego
    świata chcących się dorobić domku i samochodu. Natomiast wydaje mi się, że jeśli
    ktoś oczekuje świętego spokoju, i podstawowych wygód życiowych to Kanada na
    pewno je daje. Sama zobaczysz.
  • 24.10.07, 18:43
    portala1 a gdzie bedziesz mieszkac,czy umiesz jezyk,umiesz cos tzn
    masz zawod i jestes w tym dobra?

    Jak ja bym jechal do kochajacej osoby to bym nawet sie nie pytal
    nikogo czym mam jechac bo przeciez to jest wazne w zyciu (sa osoby
    ktore uwazaja inaczej)bo nie ma nic pieknego jak wspolne zycie przy
    boku takiej osoby...

    Co do tej kolezanki czasami jest tak ze ludzie zazdroszcza i w ten
    sposob tak mowia,po drugie nie znasz dobrze jej brata i co On
    umie,czym jest i po co tak pojechal do Kanady..
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
    --------------
    "Dopiero samotność uświadamia nam jak jesteśmy bezsilni"
  • 24.10.07, 19:25
    Nie przejmuj sie, to standardowa polska zyczliwosc. Jak jechalismy z zona do
    konsulatu na interview to wiekszosc kolegow z jej pracy zyczyla, zebysmy nie
    dostali. Ot tak, taka bezinteresowna zlosliwosc.
    A co do opinii nt. Kanady - ilu Polakow tyle opinii albo i jeszcze wiecej.
    Najlepiej meza wypytaj - on chyba prawde ci powie hehehe.
    Generalnie Polacy, ktorzy przyjechali z mialych miasteczek to strasznie
    narzekaja - bo wg nich mialo tu wygladac jak w Hollywood a okazuje sie, ze
    wszyscy ich sasiedzi skonczyli tylko ogolniaki i sie wogole tym nie przejmuja
    (ci sasiedzi) i sa szczesliwi i stac ich na 100% wiecej niz byloby ich stac w
    Polsce. A jak wiadomo, wiekoszsc emigrantow z Polski w Kanadzie ma wyzsze
    wyksztalcenie i jak to mozliwe blah blah. A jak sie okaze, ze sasiedzi siedza
    na bezrobociu, do tego jeszcze ciagle pala ziele i nie maja zadnych zmartwien to
    juz wogole koniec swiata i gorzej byc nie moze.
  • 24.10.07, 20:10
    wyjatkowo wredna jest ta twoja kolezanka. To jej opowiadanie,
    nawiasem mowiaz nie z pierwszej reki, to jakas kompletna bzdura. Co
    to znaczy ze nie mloda jestes? Wiek ma tu najmniejsze znaczenie,
    zalezy jakie sie ma podejscie. Generalnie po ponad rocznym zyciu
    tutaj stwierdzam ze Kanadyjczycy sa bardziej wyluzowani (np. moj
    maz), nie pedza tak bez sensu nie wiadomo gdzie. Czasami sie lapie
    na tym ze sie zamartwiam glupotami, taka polska spuscizna. A juz na
    pewno nikt sie tutaj nie wtraca w tak obcesowy sposob jak twoja
    kolezanka w czyjes zycie. Dla niektorych wielokulturowosc jest nie
    do zaakceptowania (traveller11), dla mnie to cos, co sprawia ze nie
    czuje sie w Kanadzie wyobcowana. I na prawde wiekszosc ludzi chce
    miec wlasny kat, samochod i swiety spokoj w zyciu, nie wiem czego
    oczekiwal Traveller11 przyjezdzajac do Kanady. Nienormalnosci?
  • 24.10.07, 20:58
    Kolezanka Ci tak a ja Ci na to: Przyjedz do Kanady! Tu jest dobrze!
    Mnie np. Bardzo Dobrze smile
    A do kolegi Travelera mam tylko jedno pytanie - lubisz byc
    Polaczkiem? Bo ja na ten przyklad wybitnie nie lubie gdy mnie ktos
    nazywa badz to Polaczkiem, badz to Kanadolem!
    Cheers.
  • 24.10.07, 21:18
    >Atmosfera jaka tam jednak panuje jest dla mnie osobiście nie do
    >zaakceptowania, tłum emigrantów z całego świata chcących się
    >dorobić domku i samochodu.

    WTF? Problem w tym, ze to emigranci z 'calego swiata' a nie tylko z
    zachodniego? Czy moze, ze chca sie dorobic, zamiast siedziec na
    europejskim socjalu? Rzeczywiscie, co za 'bydlo', przyjezdzaja
    ciemnoskorzy biedacy i chca sobie poprawic standard zycia zamiast
    czytac Prousta jak swiatli, zamozni Europejczycy jak traveller11.

    A co do glownego watku, ignoruj wszystkie skrajnie negatywne i
    skrajnie pozytywne opinie. W Kanadzie mozna sobie doskonale
    poradzic, choc poczatki beda trudne. Szczerze radze zrobienie
    jakiegos dyplomu/certyfikatu - liczy sie jako miejscowa edukacja i
    nawiazuje sie kontakty zawodowe. Postaraj sie tez uniknac typowo
    polskiej postawy, 'Mam magistra to mi sie nalezy dobra praca'.
  • 25.10.07, 00:41
    Moje zdanie jest takie:
    Przyjezdzaj , standart zycia poprawi Ci sie o minimum 50%.
  • 25.10.07, 04:11
    wszystko zalezy czego oczekujesz od zycia, co masz w polsce, do jakiego zycia
    jestes przyzwyczajona.
    kolezanki napewno nie sluchaj.
    jestes mloda i wyjazd gdziekolwiek to przygoda i szkola zycia.
    odradzalbym w wieku 60 lat ale nie 27!!!
    nastepnym razem nawet jej nie wpusc do domu!!!

    swoja droga smieszne jest to co napisal estevez o ludziach z malych miasteczek
    ktorym sie nie podoba...
    moje doswiadczenie mowi ze zdecydowanie najbardziej podoba sie w kanadzie
    ludziom z malych miasteczek. zreszta ludzi z duzych miast polskich w kanadzie
    spotkasz sporadycznie, moze 10% polonii...

    jesli ktos szuka jedynie poprawy materialnej, nie ma z tym problemu, w kanadzie
    da sie niezle ustawic w przeciagu paru lat.
    tzn. do srednio nizszego standardu kanadyjskiego. na dom np. w dobrej dzielnicy
    vancouver typu kitsilano nie stac juz nawet przecietnych kanadyjczykow.
    newcomerom pozostaja nieciekawe miejsca typu surrey czy jakies maple ridge.
    obecnie z ustawianiem sie moze byc trudniej niz pare lat temu z uwagi na wysokie
    ceny nieruchomosci i ciagle niskie zarobki.
    z przecietniej kanadyjskiej czyli 20$/h na dom za 500 000 sie nie zarobi.

    po przyjedzie mozna kontynuowac zawodowa droge wybrana w polsce (o ile nie jest
    to na przyklad filologia uzbecka) lub zaczynac od nowa. jesli czlowiek potrafi
    sie uczyc, ma jakies ambicje a przede wszystkim dobry pomysl na zycie tutaj,
    dojdzie do 50 000 na rok i wiecej, od ktorych mniej wiecej zaczyna sie normalne
    zycie.

    kanada jest zupelnie inna niz europa, i czegokolwiek bedzie przyjezdzajacy od
    niej oczekiwal- bedzie inaczej.
    europejczycy idealizuja bardzo ameryke bo znaja ja jedynie z filmow.
    z bliska okazuje sie zupelnie inna.
    jednym sie podoba, innym nie.
    inne sa samochody, inna mentalosc ludzi, inaczej zaprojektowane miasta itp.
    szokiem napewno bedzie jakosc drog, domow, nie przywiazywanie przez
    kanadyjczykow za duzej uwagi do ubioru, pajeczyny drutow elektrycznych wzdluz
    ulic ciagnietych po drewnianych slupach....
    brudne i zaniedbane stacje benzynowe czy corner shops.
    z drugiej strony bogactwo (niesety najczesciej chinskie), piekne domy west
    vancouver, yaletown (nowo wybudowana dzielnica przez chinskiego inwestora),
    piekne mariny pelne jachtow i lodzi, kitsilano...

    najlepiej jest to wszystko zobaczyc samemu, wtedy nie trzeba sie nikogo pytac
    "jak jest?" wink.

    kazdy piszacy tutaj ma troche racji.

    zdolni i glodni moga osiagnac bardzo duzo, nierobotni i glupi nie osiagna nic; w
    kanadzie socjal typu europejsiego praktycznie nie istnieje. najbardziej
    potrzebujacy, chorzy, inwalidzi na nienajgorsza opieke panstwa moga liczyc.

    z racji tego ze spoleczenstwo sklada sie w duzej czesci ze swiezych immigrantow,
    w powietrzu wisi obsesja 'dorabiania sie'.
    jak zreszta widac po tym forum, temat kasy, 'tym co sie udalo', nieudacznikow,
    jest przewodnim.

    duze miasta, metropolie, sa w kanadzie dwie, montreal i toronto.
    reszta kraju to dosc prowincjonalne miesciny z przewazajaca nieciekawa,
    jednopietrowa, jednorodzinna zabudowa. miasta sa zaprojektowanie jako obszary
    gdzie sie pracuje i gdzie sie spi. w obszarach gdzie sie spi, ludzie spacerujacy
    wieczorami to ewenement i patrzy sie na nich podejrzliwie.
    okolice w ktorych sie pracue od godziny 16.00 do 18.00 wymieraja aby przebudzic
    sie do 8-10 godzinnego zycia na nastepny dzien.
    to glowny powod ze miasta ameryki polnocnej sa nudne- nie dososowane do
    naturalnego trybu zycia czlowieka. raczej dostosowane do trybu zycia wymyslonego
    przez amerykanskich inzynierow dusz czyli pracuj i spij. coraz czesciej slyszy
    sie o koncepcie 'sustainable communities', czyli po prostu projektowaniu miast
    na sposob europejski.
    sa oczywiscie tez restauracje, knajpy, kluby. przecietnie osiagalne dopiero po
    30 godzinie jazdy samochodem... choc oczywiscie nie zawsze.
    poza w/w metropoliami i vancouver (ktore jest juz mniejszym miastem) w innych
    miastach zycie nocne nie istnieje.
    w vancouver, toronto, montrealu jest mnostwo bardzo tanich restauracji. w bc
    szczegolnie azjatyckich, jest tak tanio ze praktycznie nie oplaca sie gotowac w
    domu!
    toronto i montreal sa bardziej kosmopolityczne, maja troche wspolnego z wielkimi
    miastami swiata, czego nie mozna powiedziec o reszcie kanady.
    miasta prerii... to trzeba zobaczyc zeby wiedziec o co biega...
    wystarczy powiedziec ze sami kanadyjczycy mieszkajacy na wschodzie i zachodzie
    kraju opowiadaja sobie o nich dowcipy ...

    z zarobkami bywa roznie.
    swiezy immigrant bedzie mial duzy problem z przejsciem granicy 15$/h, po paru
    latach moze miec duzo wiecej... albo i nie. to juz zalezy od niego.

    szukajacych wrazen towarzyskich kanadyjczycy raczej mile nie zaskocza. poza
    zwyczajowymi usmiechami i 'small talk' sa dosc zamknieci na nowych ludzi a
    egzotyka innych stron swiata na nich nie oddzialywuje.
    no chyba ze jest to egzotyka mlodej polki, lub hiszpanki, wtedy to inna
    sprawa... ale to juz inny temat o sprawach damsko-meskich w kanadzie. ktory
    zreszta wiekszosci przyjezdnych z polski nie dotyczy gdzyz emigruja grupowo.
    tzn. mama, tata, dziecko. albo mama, tata a pozniej dziecko.

    ludzie kolo 30tki glownie skupiaja sie na pracy, spotkania towarzyskie sa dosc
    sporadyczne.
    na obfite i ciekawe towarzystwo polskie tez liczyc co nie ma.
    albo po prostu brak a ci co sa sa w trakcie 'dorabiania ' wink.
    w kanadzie rzeczywistosc skupia sie na wlasnym podworku, wlasnej rodzinie.
    nie liczcie wiec na zabawe, towarzystwo, rozrywki, raczej na zamknieciu sie w domu.
    zreszta ci ktorzy obieraja taka strategie najczesciej osiagaja sukces.

    najlepiej sprawdzic wszystko dotykajac samemu.
    traveller, borasca, estevez... kazdy ma troche racji...

    opowiesci czarno- biale o nieudacznikach i tych co zarbiaja 250$/h, o tym ze
    jest extra albo ze jest syf mozna wlozyc miedzy bajki... wink.



  • 25.10.07, 06:49
    "swoja droga smieszne jest to co napisal estevez o ludziach z malych miasteczek
    ktorym sie nie podoba..."
    za_morzem, ja takich Polakow tutaj spotkalem i totalna porazka, caly czas
    wystraszeni, sfrustrowani i caly czas "Kanadole to tepaki" itd. Wszyscy ktorych
    spotkalem z duzych miast/aglomeracji takiej jazdy nie mieli, wrecz odwrotnie...wink
  • 25.10.07, 06:54
    Ej, Estevez, to chyba malo ludzi spotkales...
  • 25.10.07, 19:28
    Nasuwa mi się tylko jedna myśl w związku z tym co piszesz.
    Boisz się tego wyjazdu i jest to całkiem zrozumiałe.
    Jeśli masz tam męża, to na litość boską porozmawiaj z nim.
    To on o niebo skuteczniej może Cię uspokoić niż my.
    Jak już pewnie widzisz pisząc na tym forum zyskujesz jednak bezcenną
    wiedzę.
    Opinii jest tyle ilu jest ludzi, którzy je formułują.
    Z pewnością nie zabraknie tutaj głosów osób, którym wydaje się, że
    są lepsi niż inni mieszkańcy tego globu.
    To zjawisko ma nawet swoją fachową nazwę.
    Jak ktoś jedzie do kraju budowanego przez emigrantów i nie podobają
    mu się emigranci to chyba sama rozumiesz, że coś jest tutaj nie tak.
    Być może brat koleżanki nie miał szczęścia, a może mu się pracować
    nie chciało...kto to może wiedzieć.
    Jest tylko jedna droga żeby to sprawdzić.
    I Ty wiesz jaka to droga.
    Powodzenia.
  • 25.10.07, 22:13
    pal0ma, jesli chodzi o Polakow to zdecydowanie za duzo wink
  • 26.10.07, 01:17
    estevez napisał:

    > pal0ma, jesli chodzi o Polakow to zdecydowanie za duzo wink


    bez przesady, nikt cie na sile 'z polakami' do obozu uchodzcow nie wsadzal.
    nasza populacja w vancouver jest tak mala ze nie ma co opowiadac mrozacych krew
    w zylach historii.
    co innego toronto czy missisaga.
    chyba ze trafiles na 'walesowke' w surrey, to nie ma co sie dziwic. ale narzekac
    tez nie powinienes bo surrey wybrales sam.
    polakow w bc jest niewielu ale raczej dobrze sobie radza i wstydzic sie czego
    specjalnie nie ma.
  • 26.10.07, 20:19
    przez pierwsze pol roku mieszkalem pod Toronto i tam byla porazka jesli chodzi o
    Polakow (z wyjatkami). Mielismy to szczescie, ze pierwszy Polak z ktorym
    mielismy kontakt byl rewelacyjny, pozytywnie nastawiony do swiata itd. Nastepnie
    potem jak spotkalismy takich mega smutasow zakompleksionych, zlych i ciagle
    narzekajacych to powiem, ze trafic na takich zaraz po przyjezdzie to mozna sie
    niezle zdolowac.
    Natomiast na Zachodnim Wybrzezu Polakow zdecydowanie mniej, mniej tez
    frustratow. Wiekszosc (jesli nie wszystkie) skrajnie negatywnych opinii nt.
    Kanady pochodzi od ludzi ze wschodniej czesci kontynentu.
  • 27.10.07, 06:34
    Bardzo cenne i trafne uwagi od "za_morzem"
    Z jedna rzecza troche sie nie zgadzam: a mianowicie - tzw zycie towarzyskie.
    Moim zdaniem wszystko zalezy. Mieszkamy w Toronto od 17 lat i w ciagu tych lat
    udalo nam sie zgromadzic niemale grono znajomych : Polakow, Kanadyjczykow
    (roznego pochodzenia). Nasz problem polega na znalezieniu czasu by sie z nimi
    czesto spotykac (wszyskie weekendy do lutego zajete). Podsumowujac - mozna tu
    znalezc wielu ciekawych ludzi, trzeba tylko chciec.

    Ostatnio dosc czesto bywam w Polsce (po blisko 14-letniej przerwie). To co mnie
    zaskoczylo, a czego dawniej nie bylo, to to ze ludzi w Polsce rzadko odwiedzaja
    sie w domach, spotykajac sie w knajpach. Czy tez to zauwazyliscie? W kanadzie
    wydaje mi sie ze jest na odwrot.
  • 28.10.07, 01:13
    a jak ktos ma urodziny czy jakas impreze rodzinna to wynajmuja sale w knajpie wink
  • 26.10.07, 05:07
    Obsmialam sie do rozpuku. 27 lat - juz nie mloda, o ludzie!!!
    Zanim my tu zamieszkalismy, jeszcze bedac w PRL rozmawialam z jakas
    pania ktora mi objasniala ze w Kanadzie jest bieda i ona (ta pani)
    swojemu synowi musi do Kanady wysylac paczki smile
    Lata byly circa polowa osiemdziesiatych i jak ogolnie wiadomo w
    Polsce byla prawie druga Japonia.
    Najlepiej miej otwarte podejscie, Kanada jest swietna, nie jest
    rajem, ale moze byc prawdziwym domem.
  • 27.10.07, 19:53
    Wlasciwie wszystko juz zostalo napisane powyzej, i to - moim
    zdaniem - bardzo rozsadnie. Dodalbym tylko tyle ze nie ufalbym
    opinii osoby ktora najpierw cie przepytuje a potem dopiero wyjawia o
    co jej chodzi, oraz ze tez mialem 27 lat jak przyjechalem do
    Kandady. Nie mi oceniac czy sie "zaaklimatyzowalem", ale nie widze
    powodow do narzekania.

    Bibliotekarz
  • 28.10.07, 05:41
    przeczytalem troche postow z tego forum (link od Za morzem )i oczy
    przecieram ze zdumienia , czy my zyjemy w tym samym kraju ?
    Z wypowiedzi tamtego forum mozna wysnuc wniosek ze ci ludzie nie
    mieszkaja w Kanadzie tylko w kraju trzeciego swiata , Czy mozliwa
    jest taka roznica w komforcie zycia miedzy Ontario i BC ? 90% moich
    znajomych mikeszka w swoich wlasnych domach ,wszyscy maja b dobra
    prace lub business i raczej zaliczaja sie do osob dobrze
    prosperujacych , usmiechnieci, szczesliwi , majacy satysfakcje z
    tego co osiagneli czasem przez tylko kilka lat.Kanada daje kazdemu
    wielkie mozliwosci trzeba tylko chciec i isc do przodu , a nie
    narzekac i idealizowac Europe.Mam kolege ktory przyjechal tutaj z
    Wegier 4 lata temu , wiadomo ze zaczal od 8 czy 9 na godzine , ale
    po 4 latach prowadzi wlasny business i ma okolo 200 000 rocznie.
    Nie rozumiem jednego jesli w BC jest tak zle to czemu nie przeniesc
    sie na wschod? pozdrawiam
  • 28.10.07, 06:01


    musze przyznac ze te 18$ dla elektronika to jakas zupelna porazka.
    to raczej placa dla kogos kto pracuje powiedzmy dwa lata jako niewykwalifikowany
    i awansowal na bossa dwoch kumpli ale nie dla ELEKTRONIKA!!!
    bc jest bardzo specyficzne. przemysl jest srednio aktywny albo wogole, wydaje
    sie ze cala gospodarka opiera sie na plycie pilsniowej, concrete (wprowadzone
    przez chinskich inwestorow)...
    ogolnie nikt nie wie o co chodzi...




    ascofer napisał:

    > przeczytalem troche postow z tego forum (link od Za morzem )i oczy
    > przecieram ze zdumienia , czy my zyjemy w tym samym kraju ?
    > Z wypowiedzi tamtego forum mozna wysnuc wniosek ze ci ludzie nie
    > mieszkaja w Kanadzie tylko w kraju trzeciego swiata , Czy mozliwa
    > jest taka roznica w komforcie zycia miedzy Ontario i BC ? 90% moich
    > znajomych mikeszka w swoich wlasnych domach ,wszyscy maja b dobra
    > prace lub business i raczej zaliczaja sie do osob dobrze
    > prosperujacych , usmiechnieci, szczesliwi , majacy satysfakcje z
    > tego co osiagneli czasem przez tylko kilka lat.Kanada daje kazdemu
    > wielkie mozliwosci trzeba tylko chciec i isc do przodu , a nie
    > narzekac i idealizowac Europe.Mam kolege ktory przyjechal tutaj z
    > Wegier 4 lata temu , wiadomo ze zaczal od 8 czy 9 na godzine , ale
    > po 4 latach prowadzi wlasny business i ma okolo 200 000 rocznie.
    > Nie rozumiem jednego jesli w BC jest tak zle to czemu nie przeniesc
    > sie na wschod? pozdrawiam
  • 28.10.07, 16:28
    wg BC stats za 2006 rok na 2.195 mln zatrudnionych we wszystkich przemyslach :
    463 tys. bylo w Goods producing sector,
    1.737 tys. bylo w Service producing sector,
  • 28.10.07, 20:43
    estevez napisał:

    > wg BC stats za 2006 rok na 2.195 mln zatrudnionych we wszystkich przemyslach :
    > 463 tys. bylo w Goods producing sector,
    > 1.737 tys. bylo w Service producing sector,


    'Service producing sector'...
    i stad wlasnie te 'niesamowite place' w van wink.



    Top 10 Occupations, Vancouver CMA:
    www.vancouvereconomic.com/why_vancouver/workforce.htm
  • 28.10.07, 19:45
    przyjechalam tu majac dobrze po 30 sama z dzieckiem ,bez
    jezyka,musialam sie uczyc 2 na raz-quebec,college pare lat
    pozniej ,bedziesz tu miec swiety spokoj nikt ci sie do niczego nie
    wtraca ,mozesz chodzic ubrana jak chcesz i nikogo to nie
    obchodzi,tak naprawde to potrzeba ze 2-3 lata na aklimatyzacje,a te
    tlumy innych nacji to wlasnie to jest kanada i szanse rowne dla
    kazdego,mam tylko jedna kolezanke polke reszta to inne nacje,polacy
    tutaj sa baaardzo religijni,wysylalam dziecko do polskiej szkolki to
    i tam na sile robili lekcje religii
  • 30.10.07, 12:03
    Dziekuje wszystkim za odpowiedzi. Nie mysle juz o tym co
    powiedziala moja kolezanka, tylko po prostu mnie zdenerwowalo wtedy,
    ze psuje mi humor przed samym wyjazdem. AS ja na przekor jej i jej
    podobnym osobom jade smile. Czas odlotu zbliza sie i zostal mi tylko
    tydzien. Pakowac sie nie bardzo wiem jak, nie wiem co zabrac a co
    nie, ale kolezanka mi doradzila zeby wziac tylko dokumenty i
    pamiatki i jakies dwie zmiany ubran , na start a potem wszystko
    kupie. Mezus juz czeka na mnie "jak na szpilkach" i cala jego
    rodzina i znajomi chca mnie poznac, bo ja znam tylko kilka osob
    ktore byly w Polsce.
    Jakie mam mysli przed wyjazdem na stale? Hm..., ciesze sie, ze jade,
    ale zdaje sobie sprawe, ze zostawiam bliskie mi osoby, a najgorsze
    jest to, ze starszych osob moge juz wiecej nie zobaczyc, bo nigdy
    nie wiadomo ile im czasu na ziemi zostalo. O mlodych ludzi nie
    martwie sie, bio na pewno bede w kontakcie i duzo jeszcze lat przed
    nimi.

    Szkoda mi Polski, szkoda mi jej zostawic, szkoda mi przyrody. Ale
    zawsze moge tu wrocic.

    Napisze kilka dni po przyjezdzie jakie mam odczucia i co mysle.

    Milego dnia zycze.
  • 30.10.07, 13:28
    A dokad jedziesz?

    > szkoda mi przyrody

    Akurat przyroda to cos, czego nie powinnas zalowac... Tutaj jest piekniej niz w
    pl...
    Jak znajomy zobaczyl zdjecia jesieni w Ontario, to stwierdzil, ze to napewno
    Polska, ze nie moze byc tak pieknie w Kanadzie wink))

    Zycze powodzenia smile)))
  • 30.10.07, 14:24
    portala1 nie lecisz po to aby komus zrobic na zlosc i komus cos
    pokazac ,lecisz bo tam jest Twoj Maz,milosc i to jest wazne ..

    ja np zazdroszcze Ci tego ze lecisz do takiej osoby i zycze
    powodzenia i trzym sie smile
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
    --------------
    "Dopiero samotność uświadamia nam jak jesteśmy bezsilni"
  • 30.10.07, 18:05
    hehehe juz myslalem, ze sylwek napiszesz ze jej zazdroscisz meza hehehehe wink
  • 30.10.07, 19:57
    estevez wink
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
    --------------
    "Dopiero samotność uświadamia nam jak jesteśmy bezsilni"
  • 30.10.07, 15:33
    mnie najbardziej brakuje moich albumow ze zdjeciami wink Jest ich
    troche, wiec zostaly w Polsce. Nastepnym razem przywioze.
    Milego lotu ci zycze.
  • 01.11.07, 20:11
    Witajcie,
    Ja też wybieram sie z rodzinka do Kanady, na stale. Zastanawiam sie
    jak zabrac rozne rzeczy. Wszystko, co chcemy zabrac zajeloby nie
    wiecej niz 1/4 kontenera. Nie oplaca sie wiec go wynajmowac. A
    szkoda mi zostawiac np. ksiazek (niestety sa ciezkie...).

    Czy ktos ma moze jakies doswiadczenia w tej kwestii? Bede wdzieczna
    za wszelkie sugestie.
  • 02.11.07, 01:08
    hagona napisała:

    > Witajcie,
    > Ja też wybieram sie z rodzinka do Kanady, na stale. Zastanawiam sie
    > jak zabrac rozne rzeczy. Wszystko, co chcemy zabrac zajeloby nie
    > wiecej niz 1/4 kontenera. Nie oplaca sie wiec go wynajmowac. A
    > szkoda mi zostawiac np. ksiazek (niestety sa ciezkie...).


    polimex chyba wysyla tez na metry szescienne.
    >
    > Czy ktos ma moze jakies doswiadczenia w tej kwestii? Bede wdzieczna
    > za wszelkie sugestie.
  • 02.11.07, 12:37
    Dziękuję. Odezwe się do nich.
  • 04.01.08, 22:17
    No i mija drugi miesiac prawie jak wyjechalam z Polaki na stale.

    Moje odczucia?
    Po przyjezdzie zapytalam meza gdzie jest ta Ameryka smile, bo dla mnie
    to tu za bardzo nie ma roznicy niz zycie w Europie, oczywiscie po za
    szerszymi ulicami i przeroznymi rasami ludzi na ulicach, no i za
    bardzo grzeja w sklepach i kosciele (musialam nawet w kosciele
    dziecko rozebrac I siebie z kurtki I stac w cienkim sweterku –
    grzanie- tak,ale nie zeby goraco czasem bylo).

    Co mnie zdenerwowalo?
    Oczywiscie od samego wyjscia z samolotu - Polacy, ni9estety musze to
    powiedziec. Chodzi mi o pracownikow lotniska w Toronto, mieli mi
    pomagac, a unikali pracy jak ognia. Polka, ktora mi wskazala
    polskiego tlumacza i powiedziala mu zeby mi pomogl - ten oczywiscie
    powiedzial, zebym szla juz do urzednika i zaraz podejdzie zeby
    tlumaczyc, ale oczywiscie juz go nie zobaczylam na oczy i musialam
    sama sobie radzic - potem ta Polka, ktora mi obiecala ze mi pomoze
    przy bagazach (mialam plakietke od lini LOT, ze ma mi ktos pomoc na
    lotnisku w Kanadzie bo mialam malenkie dziecko w wozku), wiec ona mi
    obiecala, ze mi pomoze, i oczywiscie poszla i jej tez nie zobaczylam
    na oczy juz wiecej. Pozniej podeszlam do bagazy, mialam wozek z
    dzieckiem i nie wiedzialam jak sobie mam poradzic z tymi bagazami
    sama, wiec skoro nie pojawila sie ta pracownica lotniska, to
    zaczepilam znowu pracownika lotniska - Polaka by mi pomogl, a ten
    oczywiscie pomogl, ale wystawil od razu "rachunek" 10 dolarow i niby
    to za uzywanie wozka na lotnisku tyle mialo kosztowac, maz mu
    zaplacil i tak wiecej z napiwkiem wiec sobie chlopak zarobil.
    Pozniej poszlam z niemowleciem do lekarza - jedna lekarka Polka
    mnie olala,mimo ze prosilam o poinformowanie mnie o szczepieniach
    dla dziecka, powiedziala,ze nie przyjmuje nowych pacjentow i nie
    udziela zadnych informacji - odwrocila sie i odeszla do gabinetu.
    Poszlismy do drugiego lekarza, tez Polaka - ten znowu nie dosc, ze
    nie znal sie na szczepieniach, nie umial przeczytac dokumentacji z
    polskiego xera jakie pokazalam mu (karta szczepien z Polski
    dziecka), to jeszcze zbadal mojego synka przez ubranie. Normalnie
    dziecko mialo podwojne ubranko, bo to zima przeciez, a on przylozyl
    mu sluchawke do tego ubrania i twierdzil, ze slychac pluca.
    Powiedzial do mnie, gdy zaprotestowalam "prosze niech sama pani
    poslucha, ze przez ubranie tez slychac". No przeciez przez ubranie
    nie sprawdzi czy dziecko ma wysypke lub inne choroby.
    Az mnie do tej pory denerwuje to, jak sobie przypomne. Na dodatek
    nie dal mi zadnego potwierdzenia, ze dziecko bylo szczepione, a gdy
    nastepnego dnia przyjechalam do kliniki by mi to potwierdzenie dali,
    to lekarza nie bylo, a panie recepcjonistki obiecaly mi ,ze wysla
    poczta, do dzisiaj nie mam tego potwierdzenia, mimo, ze dzwonilam i
    ponaglalam. Kazaly mi przyjechac dopiero jak bede szla do lekarza na
    nastepna wizyte, a ja mowie do nich, ze ja juz tu wiecej nie
    przyjde, i poprosze o napisanie mi tej karty szczepien. A one, ze to
    bardzo dobry lekarz. Na razie minelo chyba 3 tygodnie od szczepienia
    I nie mam tej karty szczepien dziecka, nie mam zadnego
    potwierdzenia, ze dziecko bylo szczepione. Jak przyjechalam do nich,
    to lekarza nie bylo i nie mogl on podpisac, potem obiecaly wyslac
    poczta, potem nie wyslaly, a raz mowily ze podpis lekarza nie jest
    potrzebny I napisza mi od reki na mniejcu a gdy juz bylam na miejscu
    to ze podpis jest potrzebny a lekarza nie ma wiec musze innym razem
    przyjsc. Normalnie zarty sobie robia, nie wiem czy to tylko w
    polskich kilnikach tak sa bezczelni.

    A co do zycia codziennego, to widze, ze ludzie bardziej zwracaja
    uwage na dziecko, nie ma dnia zeby choc jedna osoba nie powiedziala
    jakie mam slic zne dziecko i nie zapytala ile ma miesiacy.

    Troche jest bez sensu to ich zapytanie, jak sie masz, skoro i tak
    nie czekaja na odpowiedz.

    Ale samo zycie to jest ok, mam na mysli, ze stac mnie na rozne
    rzeczy jakich nie mialam w Polsce.

    Tesknota? Troszke tak, szczegolnie w swieta. Ale akceptuje to zycie.
    Nie zachwycam sie byle czym, patrze na wszystko chlodnym okiem I
    niektore rzeczy mi sie podobaja a niektore nie. Ale ciesze sie, ze
    tu jestem I ciesze sie, ze mam pobyt staly I nie musze zyc tu na
    czarno. I juz zapowiedzialam mezowi, ze za 3 lata bede szla na
    egzamin na obywatelstwo. Chce je miec.

    A kolezanke, ktora mi takie glupoty nagadala, to nierozumiem.
    Powinna tu przyjechac I sama sie przekonac, a nie powtarzac glupoty
    po mezu, ktory jest chyba fajtlapa I niepotrafil sie przestawic na
    inne zycie.

    Ciesze sie, ze tu przyjechalam.

  • 04.01.08, 22:59
    wiesz, po przeczytaniu o twoich przezyciach na lotnisku i z
    lekarzami to bardzo ci wspolczuje.
    ja z polskimi lekarzami mam do czynienia i jestem zachwycona
    sposobem w jaki nasza pani pediatra podchodzi do mojego synka.
    zawsze moge do niej dzwonic jak jest potrzeba, nigdy nas bez pomocy
    nie zostawila, malo tego, zawsze jak mielismy nawet problem innej
    natury to chetnie pomogla. co do szczepien, to tez jestem tu bardzo
    zadowolona. kazda wizyta trwa okolo godziny, zanim piguła zaszczepi
    Alana, to wypyta i spokojnie odpowie na wszystkie pytania dotyczące
    dziecka na kazdym etapie jego rozwoju. bardzo lubie te wizyty, bo
    wiadomo ze pediatra nie ma tyle czasu. katre szczepien dostałam od
    razu, nawet sobie skserowali moja polska i z pomocą mojego męza i
    słownika przetłumaczyli wszystkie choroby na króre był szczepiony w
    pl.
    ciesze sie ze jesteś mimo tego wszystkiego zadowolona. grunt do
    pozytywne nastawienie. wiadomo ze w kazdym miejscu na świecie cos
    takiego mogło sie przydarzyc.

    zycze powodzenia na dalszej drodzesmile
    pozdrawiamsmile

    --
    Ethan w brzuszku
    Alan
  • 04.01.08, 23:02
    jesli nie chcesz to nie odpowiadaj, ale mnie ciekawi co teraz
    planujesz tu robić? zamierzasz iść do szkoły, do pracy?

    jeszcze raz pozdrawiamsmile
    --
    Ethan w brzuszku
    Alan
  • 05.01.08, 15:50
    Witaj, ciesze sie, ze mnie zrozumialas co do tych lekarzy, bo jak
    mowilam niektorym ludziom o tym, ze lekarz badal moje dziecko w
    ubraniu, to niektorzy nie dziwili sie i uwazali ,ze to tak powinno
    byc. A na lotnisku to tez nieprzyjemnie bylo, nawet chcialam zlozyc
    skarge na tego tlumacza, bo ta urzedniczka mi powiedziala o jakims
    liscie, spytala czy mam list od meza, a ja nie moglam jej zrozumiec
    o jakim liscie mowi, czy moze, ze podrozuje z dzieckiem , czy tez ze
    bedzie na nas czekal?. Powiedzialam do meza, ze chce zlozyc skarge,
    ale on przekonal mnie zeby nie robic takich przykrosci Polakom, a u
    lakarza to on sam chcial zlozyc skarge na takie badanie, ale
    powiedzial, ze pewnie i tak to nic nie pomoze i po prostu poszukamy
    innego lekarza.

    Moje plany? Bede chodzic na jezyk angielski, bo bylam juz na tescie,
    zakfalifikowalam sie na 3 poziom, ale czekam na miejsce zeby bylo
    przy tym kursie miejsce w daycare dla mojego dziecka, bo nie mam go
    z kim zostawic a maz pracuje. Chcialabym dobrze umiec angielski.
    Pozniejoczywiscie chcialabym isc do pracy, ale ostatnio wymyslilam,
    ze pojde do szkoly zeby zdobyc zawod ktory mi zapewni prace, i na
    razie rozgladam sie za szkolami.

    A Ty inia1984 co robilas po samym przyjezdzie, tez poszlas na kurs
    angielskiego? Widze, ze masz drugiego dzidziusia w drodze smile,
    ciekawi mnie jaka masz opieke lekarska, bo podobniez tu zajmuje sie
    lekarz rodzinny kobieta w ciazy, a po porodzie sie jest tylko 1
    dzien w szpitalu - jak dla mnie to za krotko, bo ja urodzilam
    dziecko w Polsce i bylam zadowolona,ze tam jest sie przymusowo 3
    dni. Pozdrawiam .
  • 06.01.08, 00:57
    jezeli pisalas test w IMCA, to nie czekaj az szkola sie do ciebie
    odezwie, tylko od razu tam jedz. z tego co pamietam, bylam w dwoch
    takich szkolach, za kazdym razem po tescie kazali mi czekac na tel z
    informacja i mowili, ze ok 2-3 tyg moze to nawet potrwac, a ja, ze
    mialam adres szkoly, od razu tam jechalam i od nastampnego dnia
    szlam na zajecia. (dodam ze tez szukalam szkoly z day care)
  • 06.01.08, 03:17
    >Powiedzialam do meza, ze chce zlozyc skarge,
    > ale on przekonal mnie zeby nie robic takich przykrosci Polakom, a u
    > lakarza to on sam chcial zlozyc skarge na takie badanie, ale
    > powiedzial, ze pewnie i tak to nic nie pomoze i po prostu poszukamy
    > innego lekarza.

    Jezeli bylas niezadowolona z obslugi powinnas zlozyc skarge - jezeli chcesz. Co
    to za gadanie - zeby nie robic przykrosci Polakom?! A jakby to byli Chinczycy,
    Niemcy itd., to Maz zlozylby skarge? Bez sensu... Od tego sa tam te osoby zeby
    pomagac ludziom - a ze oleawja - to powinni ponosic konsekwencje. Jezeli cos
    takiego przydarzyłoby sie Kanadyjczykowi, napewno nie patrzylby na to, ze to
    inny Kanadyjczyk, tylko zlozylby skarge - egzekowowalby jedynie swoje prawa.

    Odnosnie lakarzy - to nie spotkalam sie tutaj, zeby badali bez ubrania...
    Podejrzewam, ze takie sa tutaj zasady. Mysle, ze jakbys chciala sciagnac
    koszulke do badania, to musialaby byc przy tym pielegniarka.
    Ludziska sa rozni, a tutaj latwo zlozyc skarge na kogos do sadu. Dlatego zapewne
    lekarze badaja przez ubranie.
  • 06.01.08, 05:54
    Bylam tutaj pare razy z dzieckiem u lekarza i nigdy go nie badal przez ubranie
    hehehehe pierwszy raz slysze. Mnie tez nie badal przez ubranie hmm dziwne obyczaje.
    Mamy polska lekarke rodzinna, ktora jest do bani i do niej ostatnio w ogole nie
    chodze. O wszystko co pytam to mam sie nie przejmowac bo albo przejdzie mi albo
    jej inni pacjenci to mieli i nic im sie nie stanie. Znalezlismy za to fajnego
    lekarza kanadola w walk-in clinic i chodzimy do niego. Wczesniej dzwonie sie
    dowiedziec kiedy ma dyzur zeby wlasnie trafic do niego.

    pozdrawiam i powodzenia zycze
  • 06.01.08, 08:13
    Tak jak pisze Wiedzma powinnas zlozyc skarge jesli faktycznie tak
    bylo.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
    "Dopiero samotność uświadamia nam jak jesteśmy bezsilni"
    "Nikt nie rodzi się bez wad, lecz ten lepszy,kogo nękają najmniej"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.