Dodaj do ulubionych

USA wrzesień 2018 kto chętny?

24.10.17, 20:37
Do USA lecimy we wrześniu 2018. Ja i mąż. Szukamy towarzyszy. W grupie raźniej i weselej.
Trasa: są dwie opcje:
1: Nowy York, Filadelfia, Waszyngton, Savannah, Nowy Orlean plus okolice.
2: Nowy Orlean ,Savannah, .... reszta do dogadania.
Mamy 35 i 36 lat. Wiek towarzyszy podróży jest nam obojętny, ważne by byli miłymi ,wesołymi ludźmi :)
Edytor zaawansowany
  • engine8 25.10.17, 23:24
    To wy chyba sobie nie zdajecie sprawy jak sobie obcym towarzystwem skomplikujecie cala podroz...
    Razniej i weselej to bedzie do czasu kiedy wysiadziecie z samolotu a potem to .. zresza, nie moj problem.
  • pawel-krysia 27.10.17, 13:18
    WIem, że może być źle..a co jeśli trafi się na fajnych ludzi?
  • jpp12 27.10.17, 21:34
    My lecimy w maju na 2 tygodniowy objazd, jak się zgramy to może zmienicie plany?
    auto i swoboda 40 lat + dziecko 13 lat
    3 x w USA
  • pawel-krysia 04.11.17, 18:33
    Maj nie da rady. Prędzej możemy góra sierpień. Wielkie szkoda. Pasuje nam wasza ekipa wiekowo i ilościowo.
  • mr.knox 28.10.17, 02:46
    Dlaczego w Waszych planach nie ma Charleston w SC i St. Augustine na Florydzie - najstarsze miasto w Ameryce Pn.
    Tak pytam z ciekawosci co przewazylo nad wyborem tylko Savannah. Charleston jest miastem ciekawszym do zwiedzania ale nie odbieram tym urokow Savannah, ktore tez nalezy do jednych moich z ulubionych na wschodnim wybrzezu. I ten wrzesien na Poludniu. Ugotujecie sie.

    --
    mr.knox zawsze zalogowany.
    www.youtube.com/watch?v=Ufk92V-sc30&feature=related
  • pawel-krysia 04.11.17, 18:31
    To nie jest pełna lista miast z naszej trasy. Podałam ogólnikowo by mniej więcej pokazać jak ta trasa ma przebiegać. Charleston jest na liście, tak jak np: Natchez, Baton Rouge...
    Co do Florydy, nie chcemy jechać tam, wiem, że St. Augustine jest najstarsze, ale nie to mnie interesuje. Trasa jest bardzo subiektywna wg moich zainteresowań a nie typowo wycieczkowych "must see". WIem ,że wrzesień tam będzie gorący i o to chodzi. Uwielbiamy takie klimaty. Dobrze czuję się w upale. Gorzej w chłodzie. :) Taki organizm. Zastanawiam się też jak przeorganizować trasę by zwiedzić Colorado..,więc może połowę trzeba będzie ominąć. Np, Nowy Jork. Mogę tam polecieć kiedy indziej. Na szczęście jest czas na organizajcję jeszcze.
  • mr.knox 06.11.17, 03:08
    No tak, nie chcecie jechac do Florydy ale ponad polowe drogi z Sawannah do Nowego Orleanu przemierzycie przez Polnocna Floryde w tym Jacksonville pod ktorym lezy St.Augustine. Jest troche ciekawych rzeczy do polecenia na tej trasie ale strach cos napisac, zeby nie wyszlo, ze sugeruje 'must see' i wykraczam poza czyjas subiektywnosc. Moge jedynie wspolczuc osobom, ktore by sie do was dolaczyly...
    Milego zwiedzania.
  • pawel-krysia 06.11.17, 20:50
    Nie będziemy wjeżdżać na teren Florydy. Spójrz na mapę gdzie się zaczyna. Skąd pomysł ,że jedziemy do Jacksonville? JEdziemy przez Jackson czyli jazda przez Alabamę do Missisipi. Ja się nie pytam o rzeczy do polecenia jak byś chciał zauważyć.Nie było takiego pytania. Nie spisałam też tu całej trasy ,tylko ogólnikowo, zresztą cały czas nad nią pracuję... zwiedzanie na własną rękę ma do siebie ,że jedziesz tam gdzie jest coś interesującego dla ciebie a nie dla ogółu. Dlaczego tak trudno to pojąć. W Meksyku objechałam z Rainbow pół kraju i co? Widziałam więcej kościołów niż przez całe swoje życie. Mam tylko 17 dni...góra 18 na wyjazd i chcę zobaczyć to co zawsze mi się marzyło a nie to co powinnam. USA podzieliłam na kilka wyjazdów (jak większość ludzi). Następnym razem północ i też subiektywnie. "Must see" to często miesca ,które mnie nie interesują jak np. byk na Wall street. Każdy robi z nim fotkę by wrócić do NY... I co z tego. Statua Wolności też mnie nie kręci a to jest typowy "must see". Dlaczego tak dziwnie zareagowałeś? Nie zrozumiałeś o co mi chodzi myślę. Założyłeś ,że proszę o rady co zwiedzić. Nie prosiłam ani słowem.Co do osób , które już dołączyły.. (tak, takie są).Jesteśmy elastyczni i bierzemy pod uwagę propozycje osób ,które z nami jadą. Zostały umieszczone w trasie.
  • mr.knox 06.11.17, 22:49
    No dobra, nie bede wchodzil w szczegoly. To juz Twoja tajemnica, ktora droga najszybciej dojedzie sie z Savannah do Nowego Orleanu. Znam te tereny (poludniowe stany) jak wlasna kieszen i chyba dobrze, ze zaznaczylas o subiektywnosci swojej trasy bo naprawde trzeba miec niezle odbicie, seby jechac z Savannah inaczej jak I-95 i w Jacksonville wskoczyc na I-10 i przez polnocna Floryde, Alabame, Mississippi do Louisiany i Nowego Orleanu. Wiem, wiem, mozna telepac sie podrzednymi drogami przez tryskajacy monotonnoscia i nuda stan poludnioej i centealnej Georgi. Jak zauwazysz, spytalem, co przewazyli w wyborze jednego miasta poludnia USA nad innym. St. Augustine pod hiszpanska korona kwitlo rownolegle do Savannah i Charleston bedacych miastami angielskch kolonii i moge Ciebie zapewnic, ze nie ma tam statuy wolnosci czy byka w stylu jak na Wall Street. Chcialbym tylko wiedziec co decyduje u przyjezdnych wybor jednego miejsca nad drugim i bron Boze niczego juz nie sugeruje. Szkoda tylko tych biednych tiwarzyszy waszej subiektywnej wycieczki.
    I ty pokazujac coraz wiekszy despotyzm pytasz jeszcze o chetnych do podrozowania w Twoim towarzystwie ;(
    Jeszcze raz, wspolczuje tym nieszczesnikom co beda zdani na wasze subiektywne wybory.
  • pawel-krysia 07.11.17, 18:43
    Towarzysze podróży to nasi przyjaciele i spełniamy swoje życzenia na przemian. Mieli nie jechać z przyczyn od nich niezależnych ,ale się udało. My dla nich pojechaliśmy do Meksyku ,choć nigdy nim się nie interesowaliśmy. Oni z nami do Japonii, i tak od lat. Czyja kolejka ten wybiera kraj.Za miesiąc jedziemy z nimi do Tajlandii, Kambodży i Wietnamu. Nie są to kraje ,które jakoś kręcą mnie najbardziej na świecie, ale jedziemy jak zawsze razem. Nawet nie brałam udziału w wyborze tych kierunków ani biura podróży. To chyba świadczy wystarczająco o mojej elastyczności. Nie jestem despotyczna ,połowa trasy jest pod nich,....więc poł na pół to chyba fair. Nie sądzisz? ................... Teraz dlaczego tak szalona trasa? A dlaczego nie? Zresztą jeszcze musimy z 15 razy usiąść i przemyśleć wszystko tak by było ok. Interesują mnie stany konfederackie. Ciekawi mnie secesja i pionierzy zachodu. (to akurat inna bajka niż południe ,ale akurat to lubię) Francuski kolonializm ,który zrodził kuchnię cajun ,która jest obecna u mnie domu, kolonializm brytyjski. Indianie z Colorado. Mam fioła na punkcie malarstwa, więc wszędzie gdzie zajadę ,wpadnę do lokalnych galerii (lokalni artyści ,którzy tworzą obecnie ,plus oczywiście klasyka).Chcę coś także kupić, mam nawet upatrzonego malarza w Nowym Orleanie. Super było by zwiedzić opuszczone miasta...choć jedno,ale to następnym razem. Pytasz dlaczego, co... przeważyło nad wyborem takim a takim.. Cóż, Nowy Orlean to miasto ,które mnie interesuje od zawsze, od dzieciństwa...nie jestem pewna od czego to się zaczęło ,ale nigdy nie skończyło. Tak jak z Japonią... gdy miałam około 5 lat (niecałe) przyjechali goście z Japonii. Kilka dni spędziłam na kolanach japonek ubranych w piękne kimona. Zabawiały mnie całe dnie. Wtedy uznałam ,że są piękne..i tak zaczęła się japońska obsesja. Zwiedziłam większą część Japonii. Wrócę tam na bank, gdy skończę z USA. Subiektywna wycieczka jest dobra, nie widzę w tym nic złego ,że chcę zobaczyć bardziej Nowy Orlean niż St. Augustine. Myślę ,że to ty jesteś lekko despotyczny, zezłościłeś się nieco (tak brzmisz w swojej wypowiedzi) ,że nie chcę rad co zobaczyć. Jestem pewnie ,że masz ogromną wiedzę i doświadczenie z USA, tylko ,że ciebie kompletnie interesuje co innego niż mnie. A nie będę mieć czasu na oglądanie rzeczy ,które mnie nie interesują lub grupę. Musimy tak się zgrać by mimo pół na pół wszystkim dogodzić w 85%. Z Japonią się udało to i tu się uda. Zresztą nie jestem pewnie czy całkiem nie zmodyfikujemy trasy tak by poruszać się samolotami. A to wtedy wykluczy połowę miast, ale da możliwość poruszania się po większym terenie. Wiem..wiem... ile to kosztuje. Sprawdziłam. Grunt by było wygodnie. Jedziemy we wrześniu 2018..więc czasu na modyfikacje jest sporo. Co do ostatniego zdania z twojego postu: Już wcześniej wspominałam ,że uwzględniam i umieszczam miejsca ,które chcą zobaczyć towarzysze. Jak mówiłam, pół na pół. Mr.Knox nie ma się tak złościć. :) Wyluzuj trochę. Mam wrażenie ,że lubisz by było zawsze po twojemu, ale to dobrze, bo zwiedziłeś zapewne to co konkretnie chciałeś i nie zawracałeś sobie głowy tym co Cię nie interesowało.
  • mr.knox 08.11.17, 00:55

    Hey,
    Dzieki, ze weszlas troche w szczegoly Waszej wyprawy. Z pewnoscia dla wielu moga byc to cenne wskazowki i uwagi.
    Zalozylem przez moment, ze mozemy byc jednymi z chetnych spedzenia czasu w nieznanej wczesniej grupie podroznych, (choc w rzeczywistosci nigdy bym na to nie przystal) i nie moglem pozyskac zadnych szczegolow odnosnie celu wyprawy. Pomyslalem, ze skoro ktos juz wyda kilka sredniej miesiecznych poborow na dosc krotki pobyt za oceanem, nie poleci w ciemno. Do ostatniego Twojego wpisu wszystko wskazywalo, ze bedzie to wyprawa typu: “Shut your mouth and follow me” albo, ze kobieta pomylila forum turystyczne z towarzyskim :) Dobrze, ze napisalas wiecej i rozumiem, ze nie musialas juz tego robic majac grupe w komplecie posrod swoich znajomych. I zle mnie zrozumialas w kilku kwestiach. Nigdy nie odwazylbym sie na porownanie wymienionych w moich powyzszych komentarzach miast do Nowego Orleanu gdyz jest to inna liga i byloby to nonsensem. Interesowaly mnie plusy badz minusy Charleston vs. Savannach. Na stale mieszkam na Poludniowej Florydzie (Miami metropolitan area), tylko nie pomysl, ze z tego powodu napomnialem o St.Augustine :) Jestem tez podobnie jak ty milosnikiem dobrej kuchni - z pierwszm wskazaniem na seafoods. Sztuke i art stawiam ponad wszystko.
    Wiele lat spedzilem w krajach morza srodziemnego i tam najmocniej bije moje serce jesli chodzi o kulinarne doznania i sztuke starozytnosci. Sporo tez czasu spedzilem w Am. Pd. i na Karaibach jadajac zawsze tam gdzie turysci nie docieraja.
    Kuchnia poludnia USA przypodobala sie mojemu podniebieniu kiedy zaczelismy prowadzic bardziej osiadly tryb zycia na Florydzie. W miare wolnego czasu czesto zapuszczamy sie na poludnie Georgii i S.Carolina, zeby tez m.in. troche poucztowac:) Savannah ma miejsca gdzie zjesc mozna najbardziej poludniowe potrawy Poludnia. Juz niedlugo w Thanksgiving ponownie wybieramy sie na kilka dni do Charleston. Zawsze z zona zastanawialismy sie, ktore z tych miast jest lepsze i pomimo, ze poznalismy wszystkie ich zaulki i uroki, muzea, galerie, kiermasze, etc. nadal nie mozemy rozstrzygnac, ktore z nich postawic na najwyzszym podium. Savannah na troche wiecej tego, Charleston tamtego...
    No dobra, miejcie dobry czas i zycze nie zapomnianych kulinarnych smakow.
    Mam tez nadzieje, ze juz wiecie gdzie ucztowac w New Orleans:)
  • pawel-krysia 08.11.17, 13:55
    Mądrze napisane. Teraz się rozumiemy. Charleston, Savannah.. oba chcę zobaczyć, ale które lepsze..nie mam pojęcia. Oba są miastami związanymi z secesją...czyli moim ulubionym czasem historycznym w dziejach USA. Wiem czy bardziej podoba mi się Tokyo czy Kioto :) ,bo tam byłam. W Tokyo dwa razy (Wolę Tokyo), choć Hiroshima bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła....chodzi o imprezowanie. ;) Kraje śródziemnomorskie lubię ,ale ,że jestem z pochodzenia hiszpanką (dziadka rodzina pochodzi z północnego-zachodu Hiszpanii, dokładnie z Galicjii) ,to aż tak nie mam parcia na oglądanie kolonializmu hiszpańskiego. Starczy ,że z wyglądem poszłam w tą część rodziny i ciągle słyszę ..., "skąd jesteś"...mówię , "Z Polski" i zawsze ten sam tekst.. "A nie wyglądasz". A od powrotu z Meksyku już w ogóle omijam na wyprawach hiszpańskie rzeczy,choć wiem ,że to nie to samo oczywiście, jednak w USA na południu Meksyk miał i ma silne wpływy kulturowe. W tym strasznym kraju ciągle biegałam po marketach kupując jedzenie by karmić bezdomne psy a raczej chodzące szkielety, które ludzie kopali na ulicach. Przejechaliśmy Meksyk od Jukatanu po Acapulco i to jak tam traktują psy, zwierzęta ogólnie zmroziło mnie i na jakiś czas mam awersję do Meksyku (myślę ,że na długo). Zastanawiałam się jak by dojechać np: do Los Angeles by ominąć wszystko po drodze co zalatuje Meksykiem... tylko samolot zostaje. Zmiana tematu: Jeśli dobrze znasz tereny ,które chcę zobaczyć to poproszę jeśli można o listę miejsc gdzie dobrze karmią, w Savannah, Charleston i Nowym Orleanie. Może znasz jakieś fajne bary gdzie dają dobre drinki lub piwo...może jakieś lokalne. Lubimy zwiedzanie ,ale rozrywkowo :) ps. Wspaniale ,że mieszkasz w USA. Dlaczego wybrałeś Florydę? I czy znasz Colorado? Chodzi mi np, czy warto iść na Pikes Peak... Jestem rozdarta między.. południem a "dzikim zachodem" :) Samolotem z Nowego Orleanu do Denver to koło 2h chyba lotu tylko, sprawdzałam ,że za około 1500 zł(na głowę) można oblecieć w dwie strony. Z Denver jest blisko do Colorado Springs. To jest ta część wspólna ,która wszystkich by ucieszyła w naszej grupie. Czekam na twoją odpowiedź. :)
  • mr.knox 09.11.17, 06:59
    Hmm, az nie wiem od czego zaczac. Moze tak - lubicie sie dobrze zabawic - moge polecic tylko jedno miejsce, wypad na Poludniowa Floryde; Miami Beach, Ft.Lauderdale, West Palm Beach. Nie ma nic lepszego:)
    No dobra, Nowy Orlean tez jest okay. Zawsze cos sie w nim dzieje, czasami wiecej, czasami mniej ale wieczorami czy tez w nocy nie bedziecie sie nudzic.
    Do N.O zawsze jezdzilismy wiosna. Dwa razy bylismy podczas St. Patrick's Day.
    Co mozecie znalezc w kazdym przewodniku, najbardziej "imprezowa" jest Bourbon Street i im dalej od niej tym nieco spokojniejszy French Quarter ale tez tetniacy zyciem do poznej nocy. Lata temu, podczas naszego pierwszego wypadu do N. Orleanu pojechalismy z grupa znajomych. Wszystkie rodziny z dziecmi. Sprawy organizacyjne wzial w swoje rece nasz sasiad, sporzadzil liste, co mamy zobaczyc, gdzie bedziemy sie stolowac, itd. Jednym slowem klasyczne "must see":) W pierwszy dzien krecac sie po French Quarter w okolicach katedry, nasz 'przewodnik' zakomunikowal radosnym glosem, ze wlasnie zarezerwowal obiad w jakiejs slynnej pobliskiej restauracji i za dwie godziny bedzie tam dla nas miejsce. Powiedzialem, ze padniemy z glodu zanim doczekamy sie i zaproponowalem pojsc gdzies indziej. Wskazalem najblizsza zauwazona restauracje na rogu ulicy. Weszlismy do niej i okazal sie to strzal w "Bullseye". Usadowiono nas przy najwiekszym okraglym stole tuz przy grajacym jazz band. Jak nie jestem zbytnim zwolennikiem jazzu, tak grajacy muzycy zelektryzowal nie tylko mnie. Odnosilismy wrazenie, ze graja tylko dla nas. Bylo tak przyjemnie, ze po zjedzeniu glownego dania dlugo delektowalismy sie kolejnymi porcjami deserow, zeby jak najdluzej przebywac w tej nadzwyczajnej atmosferze. Na koniec poszlismy na drugie pietro gdzie przy stolikach na balkonie zamowilismy kolejne drinki i obserwowalismy wieczorowa aktywnosc ulicy i katedralnego placu. W hotelu kilka razy uslyszalem jeszcze slowa gratulacji za wybor tej restauracji, a ja przeciez tylko wskazalem pierwszy z brzegu lokal... Dlaczego o tym pisze. Otoz w Nowym Orleanie jest tak duzy wybor lokali z dobrym jedzeniem czy tez specyficznym nastrojem ze nie jest mozliwoscia wskazac najlepsze. Jesli chodzi o wystroj i specyficzny charakter moge od siebie polecic "Napoleon House". Bardzo stylistyczna restauracja z super jadlospisem. Dom w ktorym sie miesci, mial byc schronieniem dla Napoleona Bonaparte podczas jego wygnania. Bonaparte jednak nigdy do Ameryki nie dotarl ale nazwa domu pozostala. Unikajcie tez "slynnych" lokali reklamowanych w przewodnikach czy tez z informacja: "authentic" lub np. "voted the best", itp. Jadlo jest tam gorsze od przecietnego a jezeli juz dobre to lokal nabity, ze przyslowiowej szpilki nie upchasz. Jako przyklad podam kolejne miejsce z naszego pierwszego pobytu. Na liscie "must see" byla tez slynna "Cafe Du Monde" ku radosci obecnej z nami dzieciarni. Udalismy sie tam wszyscy, why not:) Rozpoczelo sie od dlugiego czekania w kolejce na wolny stolik. Kiedy juz wprowadzeni zostalismy do lokalu, usadowiono nas przy kwadratowym czterosobowym stoliku. Obsluga sprawnie doniosla kilka taboretow i tworzac prawie podwojny pierscien zasiedlismy wokol stolika. Miejsce bylo tak ograniczone, ze moglismy zamowic ich slynne ciasteczka obficie zasypane pudrem ale na picie nie bylo juz nawet miejsca. Co pamietam to ogluszajacy gwar, ludzi ocierajacych sie o moje plecy i te bez przerwy podawane z reki do reki chusteczki, zeby wytrzec sie z pudru od jedzonych na kolanach ciasteczkach. Wyszlismy wszyscy biali jak od mlynarza a na koniec wszystkiego nie moglismy nawet splukac rak, gdyz do dwoch toalet (stary zabytkowy budynek) kolejka byla taka jaka juz odstalismy przed wejsciem do lokalu. Przy nastepnych pobytach w Nowym Orleanie nie mielismy juz "przewodnika", zadko jadalismy na French Quarter. Zapuszczalismy sie do Riverbend area, Garden District czy samo Uptown. Sa to dzielnice pelne malych lokali w wielu posluchac mozna grup badz solistow grajacych jazz, w ktorych stoluja sie miejscowi. I te wlasnie miejsca w Nowym Orleanie, o ile bedziecie mieli czas, chcialbym Wam polecic celem poznania specyficznej kuchni Louisiany. Ech, rozpisalem sie . Jutro dopisze jeszcze troche o Savannah i Charleston.
  • pawel-krysia 09.11.17, 12:20
    Świetnie piszesz. Masz dobre pióro. Ciekawie się czyta. Na Nowy Orlean przeznaczymy chyba 3 dni. Spać będziemy w French Quatrer w Soniat House jeśli będą jeszcze miejsca a jak nie to jeszcze nie wiem. Polecane przez ciebie knajpki odwiedzę, znajdę na mapie. Nie ma to jak wypróbowane miejsce. Za jazzem też nie przepadam ,ale zamierzam się tam z nim trochę bardziej oswoić... Na bank podjedziemy do Garden District. Trzeba obejrzeć miasto w całości. Zastanawiam się czy warto jechać na bagna. Jak długo trwa taki wypad? Kilka godzin? Co do rozrywkowego zwiedzania, to bardzo lubimy ,ale to nie jest główny powód do odwiedzenia jakiegoś miasta, raczej fajny bonus wieczorem. Np, W Syrii (pierwsze dni wojny.. nikt w Polsce nie wiedział ,nikt nic nie mówił.. a w Damaszku ludzie też nic jeszcze nie wiedzieli..więc jesteśmy usprawiedliwieni jeśli chodzi o głupotę przebywania w strefie wojny) pojechaliśmy nocą do chrześcijańskiej dzielnicy do clubu Zodiak. Bawiliśmy się tam całą noc. Dosłownie... a co ciekawe pod clubem stały "pany burki", które zrzuciły swoje namioty i wskoczyły w modnych sukienkach mega mini do clubu potańczyć. hehe.. taka ciekawostka. Po co o tym piszę? Damaszek był celem zwiedzania a przy okazji zaliczyliśmy naprawdę świetną imprezę. wracając do tematu, będę omijać bardzo reklamowane rzeczy, masz rację... A powiedz jak te ciasteczka się nazywają? Coś kojarzę je z tv...z jakiegoś programu podróżniczego ,ale nie jestem pewna czy dobrze myślę. Czekam na wieści o S i Ch. :)
  • mr.knox 09.11.17, 22:40
    Co do noclegow to rzeczywiscie najlepiej we French Quarter badz blisko na tyle, zeby w krotkim czasie dojsc pieszo. My jak zajezdzamy pod hotel, to do samochodu wracamy dopiero w godzine wyjazdu i tez kazdorazowo nie bylismy nigdy dluzej niz cztery dni. Ilosc dni jakie przeznaczycie wystarczy na ogolnikowe poznanie miasta. Warto jest tez wziasc wycieczke po miescie i okolicach minibusem. Nie wiem czy podzielacie taka forme zwiedzania. Jesli chodzi o bagna Louisiany, nie ciagnelo nas tam zbytnio. Mamy pod nosem swojskie bagienka - Everglades:) Zapuscilismy sie kiedys samochodem w dol delty Mississippi az do zat. meksykanskiej. Mysle, ze dla Was byloby to czyms nowym. Wezcie chociaz przejazdzke airboat. Na Florydzie zawsze zabieramy na taki rajd po bagnach gosci z Europy czy innych stanow i wszyscy sa zachwyceni. Takiego przezycia nie doswiadczycie nigdzie w Europie, dobrze ze zapytalas. Natomiast jesli chodzi o plenery, wzialem kiedys rejs zabytkowym parostatkiem po Mississippi i wrocilem niezbyt zachwycony. Spodziewalem sie lepszych krajobrazow a zobaczylem wzdluz wybrzeza dziesiatki pordzewialych i czesciowo podtopionych barek a jak juz dotarlismy w tzw. „odludzia”, ponad drzewami wystawaly kikuty starych cukrowni. Probowalem patrzac w lustro wody przeniesc sie do swiata przeczytanych powiesci ale opisana powyzej sceneria burzyla wszelkie marzenia. Widok miasta od strony rzeki tez nie byl zachwycajacy. Chyba jedynym plusem ponad dwugodzinnego rejsu byla mozliwosc zwiedzenia maszynowni na statku, oryginalnej ponad wiekowej i ta czesc wyprawy najbardziej utkwila mi w pamieci.
    Mozecie tez zwiedzic, ktorys ze starych cmentarzy, bardzo ciekawa jest metoda pochowkow na terenach delty Mississippi i gdybyscie mieli jakis extra czas (w co watpie) zajechac do starej plantacji. Sa kursy autobusikow, na ktore wykupuje sie calodniowy bilet, mozna wysiasc w dowolnym miejscu i po powrocie wsiasc do nastepnego pojazdu. Kierowcy omawiaja mijane ciekawostki.
    A nazwa ciasteczek o ktore pytalas juz dawno wyleciala mi z glowy, ba, nawet nie bralem udzialu w ich zamawianiu - zajety bylem szykowaniem miejsca wokol stolika... Ciasteczka przyniesione zostaly w trzech lub czterech koszykach/wiaderkach zasypane gora pudru. Na koniec w stylowych czapeczkach z logo Cafe zrobilismy sobie pamiatkowe zdjecie na tle tego ‘slawnego’ lokalu i jest teraz pamiatka w albumie! :)
    W nastepnym wpisie odniose sie do Charleston i Savannah.
    Odnosnie Colorado, nie moge nic doradzic, gdyz jeszcze tam nie bylem :( Wiem, wiem, wstyd sie przyznawac...
    Planujemy tam wypad od lat, moze w krotce... i tak co roku.
  • pawel-krysia 09.11.17, 23:21
    Wiem o co chodzi z airboat, dobry pomysł, zupełnie wypadło mi to z głowy. /Mini bus..,ale chodzi Ci o oglądanie bez wysiadania czy by go wynająć? /Zastanawiałam się nad tym rejsem od dawna ...twoje słowa przeważyły na nie. Szkoda czasu by patrzeć na niezbyt ciekawe rzeczy i to z daleka. Racja. /Cmentarz koniecznie! Jest na liście , Lafayette.. :) Co do plantacji to jest mój punt główny, nie wliczam tego do Orleanu a jako osobny dzień trasy. Mój konik. Tylko się nie mogę zdecydować na jedną konkretną. A ty ,którą polecasz? Od lat mam straszną mówiąc kolokwialnie jazdę na ten temat...na tyle, że na studniówkę uparłam się by uszyć mi suknię z tego okresu (oczywiście mniej strojną...,bo jakąś trzewość umysłu trzeba było zachować ;) No i była... cudowna suknia w kolorze wina...nawet gorset był szyty. Wiem ,że dla ciebie to żadna rewelacja jako dla faceta ,;) ale to pokazuje skalę mojej fascynacji południem. Więc plantacja musi być. Bardzo mi zależy na twojej radzie w tej kwestii. /Co do Colorado, jaki...wstyd. Ja nie byłam Gdańsku a objechałam pół świata...to jest wstyd ;) /Co do ciasteczek one były w programie tak mi się wydaje... Dziwaczne potrawy Ameryki Smakowite miasta. Znajdę je necie./ Ok, czekam na następną porcję inf.
  • mr.knox 10.11.17, 06:57
    Piszac o autobusach mialem na mysli firmy, ktore oferuja wycieczki po miescie i okolicach a firm tych jest tam wiele. W miescie zauwazycie punkty, ktore oferuja takowe atrakcje. Jest dosc spory wybor tras. Mozecie zorientowac sie juz na miejscu w punkcie sprzedazy biletow badz w hotelowej recepcji. Obojetnie gdzie zarezerwujecie wycieczke, autobus odbierze Was z hotelu badz na wyznaczonym przystanku. Korzystalismy z tego typu atrakcji dwa razy. Co bym polecil to wycieczke do historycznych miejsc w tym zwiedzanie jednego z cmentarzy. Na historycznej plantacji bylismy odzielna tura a cala wycieczka trwala okolo pol dnia. Bylismy tylko w jednym miejscu , plantacja „Laura” (wybor mojej zonki) i nie mam porownania z innymi plantacjami.
    Ogolnie bylismy zadowoleni, w szczegolnosci podobało sie tam mojej zonce. Kilka razy namawialem tez rodzinke na nocne zwiedzanie cmentarza, tez sa organizowane takie atrakcje, jednak majac trzy dziewczyny z miejsca slyszalem glosne NOoo! Co do kobiecych strojow to z pewnoscia spodoba Ci sie w Charleston. W porze obiadowej, a wiec wieczorem, mozna spotkac na ulicy kobiety ubrane w dlugie suknie jak z kolonialnych czasow. Jest to chyba jeszcze angielska tradycja... W Savannah tak wystrojonych kobiet jeszcze nie widzialem. Za to chyba z ponad dziesiec lat temu byl pamiatkarski sklepik na River Street w Savannah, gdzie wystawione byly lale w przepieknych kolorowych sukniach, przyzdobionych kokardami, koronkowych kapeluszach jak z okresu swietnosci plantatorow. Kupilismy dwie takie lale i do dzisiaj stoja na kominku.
    Mam cos, co powinno sprawic Ci przyjemnosc. Odnalazlem nazwe naszej pierwszej przypadkowej restauracji o ktorej wczesniej troche napisalem. Jest to miejsce serwujace Twoja ulubiona kuchnie, Cajun/French Creole potrawy i nazywa sie “Tableau”. Wygoogluj zdjecia i menu tej restauracji :)
  • pawel-krysia 10.11.17, 11:21
    Znalazłam "Laurę",kojarzę ją, kilka miesięcy temu widziałam ją na necie. Zastanawiałam się nad nią. Mówisz, że żona zadowolona. Ma dobrą lokalizację. / JUż wiem o co chodzi z buskikami. Tak, widziałam oferty na necie. Rozważałam taką opcję ,ale nie wiedziałam czy warto. Dobrze, że akurat wpadłeś na pomysł by to napisać. Kilka miesięcy temu zaznaczyłam sobie około 8 różnych tras. To niezła opcja i do tego tania. /Słyszałam coś o ubiorze w Charleston tym wieczornym ,ale myślałam ,że to jakaś plotka lub był festiwal. No proszę! Mój klimacik. Będę musiałam się wystroić ;) NIe przegapię takiej możliwości. A co do lalek, to mam jedną z Brukseli (dość często tam bywam), przy Grand-Place jest na tyłach sklepik żywcem wyciągnięty z przed 100 lat. Lalka leży w pudełku cały czas ,bo jak ją stawiam gdziekolwiek mam wrażenie ,że się patrzy...upiornie... do tego jest to lalka w stroju ubogiej mieszczanki.., stylozowana na pół żebraczkę. Mimo to i tak uwielbiam laki i pewnie jedną kupię we skazanym sklepiku jeśli uda się do niego dotrzeć. /ZNalazlam restaurację. Wciągnęłam do zakładki "koniecznie". Mam kilka zakładek co do wyprawy do USA, "koniecznie", "jeśli starczy czasu", "super,ale następnym razem", super, ale za daleko" ;) i ostatnia "zastanów się". / A jak jest z nocnym szwędaniem się? Nowy Orlean jest na tyle bezpieczny? W Kasablance chodziliśmy po nocy...i to akurat był szczyt głupoty ,ale nie sprawdziłam wcześniej ,że to najniebezpieczniejsze miasto północnej Afryki. Są w Nowym Orleanie strefy "no go"?
  • lysyjakkolano 10.11.17, 00:13
    Everglades nie jest bagnem.
  • mr.knox 10.11.17, 07:00
    @lysyjakkolano


    Nie pisalem, ze owe ‘bagienka’ nazywaja sie Everglades a jedynie zaznaczylem co mam na mysli.
    Szkoda, ze nie zrozumiales zartobliwego przeinaczenia...;)

  • pawel-krysia 10.11.17, 11:24
    To była przenośnia... :)
  • stodola 11.11.17, 00:30
    W Cafe du Mond nikt się nie zgubi. Tam oprócz kawy i donatow w kąpieli cukru pudru nic nie ma. Nie trzeba też siadać pod zadaszeniem, jest kolejka do ciasteczek. .donatow na wynos. Jam czekał raz jakieś 30...40 minut .. jak dla mnie są dobre... ale wole Krispy kreme. Z centrum N.O. jeżdżę przewaznie, nie dłużej jak godzina, na zachod, do oak valley, inne plantacje są tez ok... ale uwielbiam focie rozłożone do gleby 200...300 letnie dęby...kilka godzin..może 3.. na maksa 4.. z godzinę lotu za Kolorado wielbić seattle i jego szeeeroko okolice. Acz nie tylko ... oj nie tylko
  • pawel-krysia 12.11.17, 14:10
    40 minut czekać na deser..hm trochę długo. Oak valley piękne miejsce. Ja z filmu Północ Południe... cudo.
  • mr.knox 11.11.17, 03:26
    Co do bezpieczenstwa w Nowym Orleanie, to trzeba uwazac podobnie jak wszedzie. Gdzie sa turysci i pieniadze tam kreca sie typy spod ciemnej gwiazdy. Podczas moich pobytow nigdy nie bylem swiadkiem napadu ,rabunku czy nawet bijatyki. W nocy lepiej trzymac sie glownych “miejskich szlakow” (jak wszedzie) i nie obwieszac sie bizuteria, jesli planujecie piesze wedrowki. Jednak nie uswiadczysz takiej plagii wlaman do samochodow jak w Europie. Podam przyklad z Twojej Hiszpanii, w ktorej bylem turystycznie przez kilka tygodni. Juz nie pamietam gdzie to bylo, czy w Sevilli - tak, tak, oddalem hold Columbowi :) czy w Granadzie po wyjsciu z Alhambry. Na parkingu ostalo sie tylko kilka samochodow i prawie kazdy mial wybita szybe, ja mialem szczescie. Czytalem wczesniej, zeby nie zostawiac na widoku w samochodzie drogich rzeczy, aparatow, map, itd.
    Mialem dzisiaj troche ciezki dzien.
    Raz jeszcze przelozyc musze info o Charleston i Savannah na nastepny raz, sorry.
    Moja druga polowa podjela dzisiaj ostatniej minuty decyzje i zdecydowala (zrobila juz rezerwacje), ze pojedziemy do Savannah ( drugi raz w tym roku) a nie Charleston. W zasadzie nie ma to dla nas wiekszego znaczenia, juz nie jezdzimy tam zeby zwiedzac a tylko, zeby tam pobyc. Jest to jakas okazja na zmiane klimatu i ubrania sie w cieplejsze ciuchy, ktore leza w domu bezuzyteczne caly rok no i zonka bedzie mogla wskoczyc w swoje kozaczki :)
    Co do sklepu z lalkami, od kilku lat nic podobnego w Savannah nie rzucilo sie mi w oczy. Ale juz za niecale dwa tygodnie, bardziej wyteze wzrok:)
  • pawel-krysia 12.11.17, 14:15
    Nic nie szkodzi. :) Poczkam. Żonę należy uszczęśliwiać zawsze w pierwszej kolejności. (zasada mojego męża). /Czy NO nie jest aż tak niebezpieczny, to dobrze. A co do Hiszpanii to mnie tam nigdy nie okradli, co najwyżej wciskali stare owoce na targu ;) / Podrzuć jakiś link z galerią tych wystrojonych dam z Charleston.
  • mr.knox 12.11.17, 21:25
    Zadanie domowe? Wrrr, litosci professore:)
    Zobaczymy co da sie zrobic..., a na poczatek na Twoje konto Gazety przesylam zdjecia tych dwoch lal w historycznych strojach Poludnia co mam w domu.
    P.S.
    A mnie na bazarach w Andaluzji chcieli ze €100 wydawac jak z dziesieciu. Ale ‘usprawiedliwiam’ ich, bylo to w czasie kiedy mieli jeszcze podwojne ceny; w pesetach i euro :))
  • pawel-krysia 13.11.17, 18:41
    Gdzie dokładnie będą te zdjęcia? Ja tu nigdy wcześniej nie miałam konta.. na pocztę coś zalogować się nie mogę. wyślij na mail tejagulin@interia.eu mój mail. Tak będzie łatwiej myślę.
  • twinins750 15.11.17, 14:37
    Witam. Jestem zainteresowana wspolnym wyjazdem jesli wam nie przeszkadza mój wiek 45lat :) mój mail twinins750@o2.pl
  • pawel-krysia 16.11.17, 12:30
    OK, napiszę do ciebie na mail. :)
  • mr.knox 17.11.17, 07:18
    Wyglada jakby moj limit pisania na forum sie skonczyl, ale faktycznie nie zakladalem, ze tyle bede pisal i musialem odpoczac 😏
    Nie bede doradzal, ktore miasto wybrac; Charleston czy Savannah. Gdybyscie na ten region mieli troche czasu warto jest zobaczyc obydwa te miasta. Zarowno Savannah jak i Charleston maja swoja historyczna dzielnice. Charleston wg mojej opinii jest bardziej zurbanizowany. Posiada wiecej 'zagospodarowanych' ulic przy ktorych znajduja sie lokale gastronomiczne, sklepy, sieci znanych boutiqow, galerie, sklepy z antykami,itd.
    Juz glowna ulica w Charleston - King Street - jest o wiele dluzsza od jej odpowiednika w Savannah - Broughton Street, ktora wg mnie zawsze sprawia wrazenie troche wyludnionej i nie ma takiego charakteru jak King St. W zasadzie Savannah ma trzy rownolegle ulice, przy ktorych mieszcza sie sklepy, restauracje, bary, itd ale najbardziej aktywna zarowno w dzien jak i w nocy jest krotki odcinek River St. przy ktorej znajduja sie np. dwa bary ulokowane na dachu (siodme, moze osme pietro) skad rozciaga sie widok na rzeke, port i miasto. W jednym z nich jest nawet dyscoteka, wiec gdybyscie jeszcze mieli sile poskakac...Wiekszosc lokali na tym rozrywkowym odcinku miesci sie w starych portowych budynkach, ktore nadaja specyficzny charakter temu miejscu.
    Ogolnie, Savannah sprawia wrazenie prowincjonalnej lecz urokliwej "dziury".
    Co osobiscie sie nam w niej podoba to duza ilosc malowniczych ulicznych skwerow ze starymi drzewami, ktorych konary obwieszone air plants siegaja do samej ziemi. W tej historycznej czesci miasta rezerwujemy noclegi w malych badz wiekszych hotelach czy tez kwaterach mieszczacych sie w wiekowych rezydencjach. Tam tez znajduja sie lokale z najlepszymi potrawami Poludnia; Olde Pink House czy np. Mrs. Wilkes Dining Room gdzie biesiadnicy wspolnie zasiadaja przy jednym wielkim stole obficie zastawionym przysmkami poludniowej kuchni. Gdybyscie zahaczyli o Savannah i chcieli posmakowac esensji miasta to polecilbym krotki pobyt na River Street a nastepnie piesza wedrowke ktoras z poprzecznych ulic w glab historycznej dzielnicy. O ile moglbym zaproponowac to udanie sie Bull St. ktora przecina piec miejskich skwerow i wrocic do nadrzecznej czesci miasta np. Bernard St. ktora rowniez przecina kilka skwerow. Jako milosniczce sztuki polecam Telfair Academy i Telfair Museum ze zbiorami rzezb, obrazow itp. europejskich i amerykanskich artystow. Naprawde jest warto je zobaczyc. W kazdym z tych miast polecil bym tez przejazdzke zaprzegiem konnym po historycznych uliczkach. I ponownie odwolam sie do moich odczuc, w Savannach ta forma zwiedzania ma duzo lepsza atmosfere i bardziej specyficzny charakter. Dotyczy to rowniez trolley tours. My zawsze bierzemy rejs z obiadem historycznym statkiem na ktorym odbywa sie tez wiele artystycznych wystepow nawiazujacych do historii tego regionu.
    Rozumiem, ze z uwagi na limit czasowy bedzie Wam ciezko dokonac wyboru.
    Lepiej byloby chyba poswiecic czas na jedno z tych miast niz obleciec w pospiechu obydwa w jeden dzien. Charleston daje poczucie bardziej bezpiecznego miejsca. Po zmierzchu w jego historycznej czesci jest wieksza aktywnosc, wiecej funkcjonujacych lokali, sklepow, przechodniow, itp. Gdybym mogl zasugerowac to okolice King Street gdzie odchodzi Market St. i Meeting Street. Tam najmocniej bije serce Charleston.
  • pawel-krysia 17.11.17, 11:57
    :) spokojnie, rozumiem. Przypadkowo piszesz reportaż :)
    Muszę sobie wydrukować twoje posty by dać do przeczytania naszej grupie. Jest dużo niuansów ,które nie zapamiętam a się bardzo przydadzą. Niech sami przeczytają. :) A ,że dołączyła jeszcze jedna osoba to jest już nas pięcioro. :)
    Z twojego opisu to Savannah lepiej brzmi. Lubię dekadenckie dziury. Przeglądałam trochę kwatery w rezydencjach..i zastanawiałam się czy warto.. które polecasz?
    Myślę też by jechać do Batom ROuge. Tylko nie wiem zbyt wiele akurat na temat tej mieściny ,a jakoś ciągnie tam...
  • i.miramar 17.11.17, 13:47
    Cześć,
    wspomniałaś jako jedną z opcji zwiedzanie Filadelfii. Ja przed laty skorzystałam z szybkiego zwiedzania miasta mając przed sobą wydruk: forum.gazeta.pl/forum/w,205,24736536,24736536,do_Kiko.html#p24752504
    Być może się Wam przyda.
    Pozdrowienia
  • pawel-krysia 19.11.17, 17:11
    Dzięki, przejrzę dokładnie. :)
  • mr.knox 17.11.17, 20:05
    Co do noclegow to nie przytrafilo sie nam jeszcze, ze bylismy niezadowoleni z dokonanego wyboru, czasami jak obecnie na tzw. ostatnia chwile. Czystosc jak i lokalizacja miejsc noclegowych byly bez zarzutu. Chyba zbyt niedostatecznie wyslowilem sie o noclegach w kwaterach. Obawiam sie, ze zrozumialas iz na mysli mam pokoje do wynajmu w czyichs domach. Nic z tych rzeczy. Na mysli mialem stare z np. victorianskiego okresu rezydencje, ktore w calosci przeznaczone zostaly na goscinne pokoje. Chyba najbardziej trafnym okresleniem byloby boutique inn...
    Korzystalismy z nich w Savannah; “Dresser Palmer House” i “Gastonian”.
    Ostatniego lata mielismy rezerwacje w “Olde Harbour” ale nie zauwazylismy, ze hotelik ten byl ‘pet friendly’ i zamienilismy w ostatniej chwili na sieciowy hotel przy Oglethorpe Ave i bylismy rowniez zadowoleni. Teraz mamy zarezerwacje w hotelu DeSoto, ponownie w samym sercu historycznej Savannah. Nasza suite bedzie na ostatnim pietrze ponoc z przepieknymi widokami na miasto. Jak juz dotrzemy przesle Ci fotke z widokiem z okna. Na rowniez ladne widoki liczylismy rok temu podczas pobytu w Charleston. Zrobilismy rezerwacje w Hyatt na ostatnim pietrze. Widok owszem byl daleki ale najblizsza okolica zaslonieta pobliskimi wysokimi budynkami. Tak wiec moglismy napatrzec sie jedynie na pobliskie dachy i wylaniajacy sie w oddali linowy most...
    Jednak sama lokalizacja byla zadowalajaca. Hotel usytuowany byl przy King Street ale troche dalej od centrum( ok. 15 min pieszo). Zaraz po wyjsciu z Hotelu mozna bylo wybrac jakis lokal/bar na sniadanie a w tamtym rejonie King St. nadal bylo ich duzo. Z reguly nie korzystamy z hotelowych ‘continental breakfast’ a w tym w lobby byl Starbucks, wiec kawa do reki i w miasto:) Powinienem miec jakies fotki w telefonie to przesle Ci z tym “widokiem” :)
    O Savannah napisalem troche wiecej, gdyz wydaje sie mnie, ze latwiej jest opisac jego historyczna czesc, podac jakas trase. Jest jakby duzo lepiej ulozona niz Charleston.
    I jeszcze dochodzi fakt, ze w Savannah bylismy wiecej razy ale to tylko ze wzgledu, ze jest polozona blizej.
    Fajnie, ze powieksza sie wasza grupa :)
  • pawel-krysia 19.11.17, 17:17
    Dobrze Cię zrozumiałam ,miałam dokładnie na myśli takie mini pensjonaty.. kilka widziałam poprostu tak uroczych... Sprawdzę te co podałeś. Pokażę reszcie.
    Pet friendly no to chyba dobrze, że można pieska czy kotka zabrać ze sobą. CHyba..,że ktoś ma uczulenie na sierść ... Bardzo chętnie zoczę fotki. A mam jeszcze takie pytanie.. jeśli wynajmiemy auto, i np.. policja nas zatrzyma za przekroczenie prędkości to mandat płacę na miejscu czy w Polsce?
  • engine8 19.11.17, 18:39
    W USA w wiekoszosci stanow policja nie daja mandatow - daje je sad a wiec nie placisz na miejscu bo nie ma takiej opcji - polciija nie bierze gotowki na drodze. Policja jedynie informuje kierowce o przekroczeniu przepisow i albo na miejscu wyceniaj i daj instrukcje jak zaplacic albo jedynie informuje o terminie zgloszenia sie do sadu drogowego (i podpisuje sie jedynie to ze sie przyjelo do wiadomosci ze nalezy sie zglosic do sadu . Omowa moze skonczys sie aresztowaniem) gdzie sedzie wyznaczy kare. W Californi np przed sprawa dostaje sie propozycje zaplacenia (tzw akceptujesz przewininie i kare i rozprawa jest przez poczte) sumy i mozna to zrobic albo isc do sadu i sie bronic. Ta propozycje nazywamy mandatem. Mandat za predkosc jest wykroczeniem albo przestepstwem federalnym w zaleznosci od tego o ile sie przekroczylo predkosc a wiec wiedza o tym wszedzie. Mandaty za parkingi sa jedynie kontrolowane przez miasto wiec nioe ma strachu . U nas zglosza jednak do wydzilau komuniukacji i zaplacimy z odsetkami np przy rejestracji auta ale obcokrajowcom chyba nic nie zrobia

    I sprawa placenia mandatow federalnych wyglada tak ze masz 2 opcje
    1. - zaplacic poczta/karta jak dostaniesz powiadomienie i miec czysty rekord
    2. Przy nastepnej wizycie na granicy dostac odmowe wizy i wrocic... jesli to bylo male wykroczenie albo zostac aresztowanym jesli to bylo wykroczenie.

    Jest jeszcze 3-cia opcja ... Nie placic i nigdy wiecej nie wracac do USA.
  • pawel-krysia 20.11.17, 13:40
    Dzięki za odpowiedź. Opcja nr 3 mnie rozbawiła. :)
  • mr.knox 27.11.17, 16:10
    Na goraco wspomne jeszcze o kilku dodatkowych plusach/minusach w Savannah. Przy wspolczesnej komercjalizacji coraz trudniej jest znalezc unikatowe produkty, ktore moglyby byc pamiatka z odwiedzonego miejsca. Jedyna rzecza jaka trzymajac w reku mialem ochote przywiezc na pamiatke, byla wysuszona galazka z kulistymi pakami bawelny. Jednak stwierdzilismy, ze bedzie ona dodatkowym lepcem na kurz. Pozostaja jeszcze galerie lokalnych artystow, antyki... Jednak przytrafila sie i niespodzianka. Pewnego dnia moja polowica alarmuje przez telefon, ze sa w sklepie o nastroju jak sprzed ponad stu laty; na York St. tuz na tylach sadowego gmachu, przychodz! Juz z wystawowego okna patrzyl na mnie woskowy, chyba King Edward VII(?) Pomyslalem - perelka w koronie, wchodze!
    Sklep przywital mroczna atmosfera, jakby w czasach, kiedy elektrycznosc nie byla jeszcze znana. Super! Ale zaraz..., pomieszczenie wypelniala muzyczna kompozycja grupy New Order - "Blue Monday" a przeciez ta muzyka nie jest az tak stara...Ech, niech juz bedzie. Wnetrze rzeczywiscie jak z dalszej przeszlosci, w szczegolnosci sekcja z garderoba z czasow Ciil War. Na wieszakach badz manekinach do nabycia prezentowane byly elementy ubiorow z Twojego ulubionego historycznego okresu a ceny bardzo przystepne, nie zauwazylem niczego powyzej $200. Przeszlismy dalej waskim szarym korytarzem, obok ustwaionej w ciemnym rogu trumny, do nastepnej komnaty w ktorej nabyc mozna bylo przedziwne pachnidla, ziola i sprzet do ich przyrzadzania, a nute trwogi a moze powagi czy tez tajemniczosci w tej zielarskiej czesci sklepu, podsycal Depeche Mode utworem "Personal Jesus"... W innej czesci bylo tez troche typowej pamiatkarni: breloczki, naszyjniki, drukowane koszulki,...ale podsumowujac, warto tam zajrzec. Tylko muzyka nie pozwalala zapomniec, ze ciagle jestesmy w terazniejszosci. Wychodzac upamietnilem nazwe sklepiku - "The Olfactory Company". Byc moze maja website, do wgladu co w nim jest i co mozna zamowic.

    I troche jeszcze o jedzeniu.
    Nasz hotel ulokowany byl kilka uliczek od oslawionego Mrs. Wilkes Dining Room. Mowimy, podejdziemy i jak beda wolne miejsca, zjemy tam lunch. Co zobaczylismy przeszlo wszelkie oczekiwania. Kolejka do wejscia ciagnela sie chodnikiem dobre kilkadziesiat yardow. Pozostajac na drugiej stronie ulicy, zaczalem robic temu zjawisku zdjecia. Obok mnie ustawil sie pewien jegomosc i tez pstrykna kilka ujec. Stoi gdzies tam moja rodzina, zagadnal. Czekamy juz od ponad dwoch godzin i zostala co najmniej jeszcze jedna, kontynuowal dalej. Wyszedl, zeby na moment udac sie do swojej kwatery. Razem wyruszylismy we wspolnym kierunku. Probowalismy dojsc przyczyny, skad taki naplyw biesiadnikow, gdyz tez stwierdzil, ze czegos podobnego to jeszcze w tym miejscu nie widzial. Sugerowalismy, ze moze odbywajacy sie dzien wczesniej "America's Got Talent", ktorego Savannah byla gospodarzem. Byl tez w tym czasie krecony film fabularny "Killerman" i stad moze ta rzesza dodatkowych chetnych skosztowania przysmakow poludniowej kuchni, a moze jakies unikatowe specialy z okazji zblizajacego sie Thanksgiving...
    Opowiadal, ze od lat juz, kazdego roku przyjezdza tutaj z Illinois i na calotygodniowy pobyt z rodzina wynajmuje townhouse. Musialem wiec zapytac, co sprawilo, ze wybral Savannah a nie Charleston :) Dlugo nie zastanawiajac sie odpowiedzial, ze poznal dobrze te miasta, oba sa wspanialymi i podobnymi miejscami, zaznaczajac jednak, ze Charleston jest #1 miejscem jesli chodzi o jedzenie z uwagi na wieksza liczbe roznego typu restauracji i wysmienitego seafood. Savannah jest lepsza na miejskie spacery i dodal pospiesznie, ze tutaj tez mamy sporo 'goood foood'. Wymienilismy sie uwagami o roznych miejscach. Polecal restauracje z seafood na River St. (jak zapewnial, nigdzie jeszcze tak nie jadal). Opisal charakterystyczne duze okiennice przez ktore widac rzedy stolikow z bialymi obrusami i nie ma sily zebysmy mogli przeoczyc to miejsce. Przy pozegnaniu jegomosc przedstawil sie; byl historykiem, profesorem na University of Chicago. Nastepnego dnia udajac sie nad rzeke, rozpoznalismy opisywana restauracje (Huey's) obok ktorej wiele juz razy przechodzilismy ale jeszcze w niej nie jedlismy. Zostawilismy ja na nastepny przyjazd.
    Jednego poranaka bedaca z nami najmlodsza coruchna poprosila, zebysmy na sniadanie udali sie do 'Goose Feathers Cafe'. Lokal oddalony 10-12 min. spacerkiem od hotelu, wiec dlaczego nie... Gdy doszlismi skojarzylem to miejsce z wczesniejszym dniem, kiedy przechodzac obok w porze lunchu, kolejka oczekujacych wyszla az na ulice. Nie wiem co coruchna w nim upatrzyla badz tez gdzies wyczytala, ale wchodzimy... Typowa w modern stylu miejska cafe. W kolejce stal przed nami z tuzin osob. Ledwo zdazylismy dokonywac wyboru a juz stalismy przed uroczo rozesmiana kasjerka. Usiedlismy z numerkiem przy stole saczac przepyszna amaretto latte zakropiona rumem i po chwili aromat kawy uzupelniony zostal zapachami z przyniesionego na stol jadla. Sniadanie bylo smakowite a kazdy oprozniony talerzyk natychmiast zbierano ze stolu. I m.in z uwagi na sprawna i ekspresowa obsluge, polecilbym to miejsce znajdujace sie w turystyczno-handlowym sercu Savannah.

    I na koniec co moglbym polecic z pelna odpowiedzialnoscia to stary cmentarz Bonaveture, ktory znajduje sie ok. 15 min jazdy samochodem od centrum Savannah, ale w przeciwnym kierunku anizeli bylby Wasz wyjazd z miasta. Opuszczajac hotel zajechalismy tam jeszcze raz po latach. Co jest dobra strona, mozna zwiedzac go z samochodu, zatrzymac sie w dowolnym miejscu, wyjsc pochodzic, podjechac dalej... A ze pogoda byla sprzyjajaca do spacerow (chlodno), pozostalismy tam troche dluzej. Ogolnie wystarczylby mniej niz godzinny pobyt. Naprawde polecam zajechac tam np. rano przed udaniem sie do kolejnego celu Waszej wyprawy.
    No tak, teraz to juz calkiem wyszlo, ze polecam tylko Savannah:) Nic z tych rzeczy! Opisalem troche korzystajac ze swiezosci doznan i pamieci. Byc moze jeszcze przed Waszym wylotem bede mial okazje ponownie byc w Charleston i tez cos na biezaco opisze. Obydwa miasta obieramy przemiennie na kilkudniowe miejsce postoju podczas wyjazdow do polnocno-wschodnich stanow czy tez do Smoky Mountains w N.Carolina.
    Tylko ze na przyszloroczna wiosne i letnie wakacje planujemy pobyty poza USA :( Ale kto wie...
    Wracajac zatrzymalismy sie jeszcze na dwa dni w Saint Augustine, pobyt tam mielismy zaplanowany od poczatku z uwagi na fakt, ze miasteczko to znane jest z bajecznego wystroju na Xmas.
    Okay, jeszcze z pedu wysle pare fotek i krotkie video, ktore ukradkiem zrobilem podczas krecenia jakiegos fragmentu akcji do "Killerman" w zapleczach starych portowych kamienic przy River Street - niech bedzie to jako pierwszy nieoficjalny krotki trailer :)
  • pawel-krysia 30.11.17, 20:07
    Widziałam już film.SUPER!!!!!!
    A to odnośnie tekstu... a nie myślałeś by napisać jakiś przewodnik lub poradnik turystyczny. Świetnie się ciebie czyta, jak książkę podróżniczą. Mówię całkowicie serio. Bez żadnego cukrzenia itp. Ma naprawdę dobre pióro.
    Wracając do tematu: Sklepik koniecznie muszę zobaczyć. Kafejki też, jeśli nie będzie kolejki na kilka h.
    Pisz co Ci ciekawego jeszcze przyjdzie do głowy. Szczegóły są najciekawsze. Detale.. tworzą całą aurę.
  • mr.knox 01.12.17, 06:52
    Mysle, ze podczas Waszego krotkiego pobytu bardzo istotnym elementem bedzie czas, stad opisalem pare miejsc ktore moga Wam go zaoszczedzic badz zniweczyc szanse obejrzenia kolejnej atrakcji. Okres w jakim przylecicie bedzie na tyle sprzyjajacy, ze unikniecie kontaktu z tlumami na ulicach -jak latem- a i restauracje beda mialy duzo wolnych stolikow, co sami uswiadczylismy w ostatnim tygodniu, pomimo ze byl to tydzien wolnego w szkolach i Amerykanie wykorzystali go na podroze badz spotkania w rodzinnym gronie. Wrzesien w regionie w jakim bedziecie prebywac jest tzw. martwym sezonem z uwagi na duze prawdopodobienstwo zalamania pogody (szczyt huraganowego sezonu). Drugim czynnikiem jest nieznosna pogoda - lejacy sie zar przy 100% wilgotnosci powietrza. Uwierz mi, ze to nie to samo jak jeszcze wyzsze temperatury na Poludniu Europy, Bliskim Wschodzie czy Afryce Pn.
    W porownaniu do Poludnia USA w tym Polnocnej Florydy, nasz region (Pd. Floryda) jest duzo mniej dokuczliwy latem z uwagi na ciagly przeplyw morskich pradow powietrza - chociaz sa i dni, ze upaly tez daja sie we znaki, w szczegolnosci od drugiej polowy sierpnia do polowy wrzesnia, ale juz nie tak jak w stanach Poludnia. Co by nie bylo, przezyjecie:)
    Powracajac do zjadaczy czasu. Z uwagi, ze nam sie nigdzie nie spieszylo, postanowilismy ze raz jeszcze odwiedzimy 'The Olde Pink House' bo jak pamietalismy, bylo tam przyjemnie.
    Przy rezerwacji poprosilismy o stolik przy kominku z uwagi, ze corcia po zmianie klimatu zaczela nam troche pociagac nosem. Co jest warte odnotowania, kazda sala ma kominek, a ze bylo dosc chlodno, low 40s F, wszystkie byly solidnie rozpalone. Skonczylo sie na tym, ze to ja usadzony zostalem najblizej paleniska a ze ogien dawal 'popalic' , zaczynalem czuc sie jak na roznie :(
    Kelner podajac menu z miejsca poinformowal, ze nie musimy sie spieszyc, ze da nam czas, i jak obiecal tak dal, prawie godzine...
    Razem z corka zamowilismy po kaczce i nie byl to najlepszy wybor. Byla za bardzo wypieczona, zbyt sucha. Zona zamowila rybe ale po wyjsciu tez troche krecila nosem. Reszta byla zgodna z oczekiwaniami, appetizer, zasmazki, przystawki typowo poludniowe, wiec jak ktos lubi...
    Bez zarzutu natomiast jest atmosfera, ktora trzeba samemu doswiadczyc i zaden opis jej nie przyblizy. Obsluga, ktora prowadzila do naszego mejsca, informowala w skrocie o mijanych komnatach, historii budynku a juz przy stoliku, wiecej szczegolow o samej sali, jej wystroju, obrazach, zdjeciach, itd. My dodatkowo mielismy szczescie, ze na sali w ktorej jedlismy przebywala tez starsza para w ubiorze jakby wyjeta ze stuletniego kalendarza, idealnie wkomponowani w wystroj i charakter tej historycznej willi. Oprocz wiekowego ubioru, on byl w czarnym cylindrycznym kapeluszu a jego towarzyszka w nakryciu glowy jak z lat niemego kina. Mialem szczescie, ze siedzieli naprzeciwko i naprawde czulem sie jak podczas podrozy w czasie (posylam fotke). Ostatecznie jakby nie bylo, (nie zawsze trafi sie perfekcyjne jadlo) sa jeszcze takie miejsca, w ktorych naprawde mozna poczuc miniony czas. W sumie obiad zajal nam tam 2-1/2 godz. Wogole to podczas ostatniego pobytu mielismy wyjatkowe szczescie do ulicznych kontaktow z historia - na mysli mam tradycyjne ubiory Poludnia. Nie wszystko moglem udokumentowac na kamerze - troche niezrecznie wygladaloby gdybym w obecnosci zony ogladal sie za spodnicami... :)
    Co jeszcze przy okazji moge dodac, to opinie/legendy z ktorych slynie Savannah, ze jest to miasto duchow, ze im bardziej stary budynek tym wiecej w nim straszy. Nawet willa w ktorej jedlismy obiad ma tabliczke ze zalicza sie do tzw. "Haunted house" i z pewnoscia w czasie kiedy jedlismy tam, kilka grup wycieczkowych obeszlo jej straszne zakamarki. Takich miejsc jest w Savannah setki a po zachodzie slonca organizowane sa m.in. piesze wycieczki do ich poznania. Wszystko ma podloze w dosc tragicznej historii miasta: walkach, pozarach, plagach, metodach i miejscach pochowkow... Po krotkim zapoznaniu sie z historia, wszystko moze wydac sie bardziej zrozumiale...
    Teraz juz wiesz, gdzie wybrac nocleg, gdybyscie zdecydowali sie na Savannah...
  • pawel-krysia 03.12.17, 22:34
    Wspaniale piszesz. Człowiek cieszy się na samo czytanie.
    W środę w nocy wyruszamy do Wietnamu, Kambodży i Tajlandii. Wrócimy koło 20. Wtedy napiszę jak było :)
  • stodola 08.12.17, 07:49
    Szkoda papieru na druk , tych kilkanaście deko można wymienić na coś równie pożytecznego. Internetu z dostępem do tego forum w stanach nie brakuje, zawsze też można wkleić to do Worda i nosić także w telefonie.
  • 100krotka01 01.12.17, 01:23
    A moze Fort Pulaski...w rzeczywistosci wyglada ciekawiej niz na zdjeciach

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka