Szukam kobiet które stracily j...

Trudna ciąża

założyciel: anuteczek

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Szukam kobiet które znajdują sie w podobnej sytuacji jak ja, zn stracily
    jedno z bliźniat w ciazy bliźniaczej. Chcialabym wiedziec jak sobie radzicie
    w trudnych chwilach.
  • 10.04.07, 17:30 Odpowiedz
    Witam,
    bardzo współczujęsad
    Odwiedź forum www.dlaczego.org.pl - tam są dziewczyny po stracie dzieci, kilka
    straciło jedno z bliźniąt. Ja znalazłam tam mnóstwo wsparcia po śmierci mojej
    córeczki, dms
  • 26.04.07, 19:00 Odpowiedz
    witam. ja niestety straciłam jedną córcię. zasnęła w brzuszku w 22 tyg. ciążę
    donosiłam do 31 tyg. odeszły mi wody i urodziłam przez cc. Wiktoria jutro
    kończy 11 miesięcy , waży ponad 11 kg i jest moim największym skarbem. a
    Angelika czuwa z góry .
    jak sobie radziłam w trudnych chwilach? nie radziłam sobie. a te chwile nadal
    sie zdarzają. i tez sobie z nimi nie radzę. poprostu czekam na kolejny dzień.
    zawsze mam nadzieje że będzie lepszy.
    jesli chcesz pogadać to mogę Ci podac gg. daj znać jesli będziesz chciała numer.
    pozdrawiam.
  • 26.04.07, 21:16 Odpowiedz
    Lalka_go spr prosze maila gazetowego. Chcialam pogadac,mozesz podeslac gg? Na
    lewana77@gazeta.pl
    Dzieki
  • 27.04.07, 08:46 Odpowiedz
    lewana podałam Ci gg na meila. odezwij się to pogadamy.
    trzymaj się.
    pozdrawiam
  • 27.04.07, 12:56 Odpowiedz
    Bardzo ci współczuję,

    sporo takich mam jest na forum "strata dziecka, chore dziecko" i były też na
    wcześniakach.
  • 03.05.07, 16:27 Odpowiedz
    Dziekuje Wam dziewczyny. Bardzo mi przykro lalko z powodu Twojej straty. Ja
    dowiedzialam sie ze malenstwo nie zyje w 9tc a i tak bardzo to przezywalam gdyz
    czekalam na ciąze ponad 4 lata a wiadomoasc o bliźnietach byla dla mnie
    blogoslawienstwem. Od tego minal juz miesiac, jakos sobie radze ale i tak nadal
    o tym czesto myśle i lzy same sie cisną do oczu. Ciągle myśle ze mi sie to
    tylko śni, ze ono zyje...chyba nigdy sie do konca z tym nie pogodze.
    Pozostal tez strach o drugie i mimo ze narazie wszystko jest dobrze to drże o
    nie kazdego dnia.
  • 05.05.07, 14:31 Odpowiedz
    Wiaj,
    ja straciłam jednego z chłopców w 14 tc, a drugi synek ma teraz 10 miesiecy i
    moja rada jest taka: szukaj dobrego ginekologa, a lepiej dwóch. Taka ciąża
    wbrew pozorom wymaga dobrego specjalisty: mój ginekolog (sława, najpelszy w
    mieście) przekonywał mnie, że nic nie zagraża dziecku i mnie. A jak okazało się
    gdy trafiłam w 33 tc do kliniki to tak nie jest cąłkiem prawda (moze ale nie
    musi). Przy przyjęciu na oddział zastanowiło mnie stwierdzenie jednej z
    lekarek: niech się Pani nie martwi bedzie dobrze, już były takie przypadki i
    dobrze się skończyło. Ja zaczęłam wtedy dopier mysleć!!!! Niesty obumarcie
    jednego z płodów może działać (przypominam: choć nie musi!!!) na organizm i
    matki i drugiego dziecka, a od jego usytuowania zalezy jak ono się rozwija i
    jak pracuje łożysko, którego część obumiera wraz z nim!!!
    U mnie skończyło się cc w 33 tc z rozpoznaniem: hipotrofia płodu, moje
    nadciśnienie i patologiczne przepływy. Syn urodził się 940 g z zatruciem
    organizmu przez zmarłego brata!!!
    Nie straszę, ale proszę: zrób usg połówkowe, przepływy i często odwiedzaj swego
    lekarza.
    Powodzenia Beata
  • 05.05.07, 17:09 Odpowiedz
    Mi lekarze mówili że musimy sprawdzać jak się miewa Wiktoria po śmierci
    siostrzyczki. czy nie powiększa jej się serduszko czy nie ma problemów z
    krążeniem. nic nie mówili o zagrożeniu dla mnie. ale po porodzie dłużej
    trzymali mnie w szpitalu bo kilka razy sprawdzali czy nie mam zakażenia.
    na szczęście ciąża była dwuowodniowa, dwukosmówkowa co dawało nam nadzieję dla
    Wiktorii.
    kontrol Wiki mielismy co 2 tyg. w matce polce w Łodzi.
    a Wy jaką macie/miałyście ciążę?
  • 09.05.07, 13:32 Odpowiedz
    U mnie ciąza byla dwukosmówkowa, dzieci zupelnie niezaleznie sie umiejscowily.
    Jedno obumarlo w 6/7 tyg o czym dowiedzialam sie dopiero w 9tyg.
  • 12.05.07, 20:25 Odpowiedz
    ja straciłam Antka kilka godzin po urodzeniu a Jas jest z nami waży 5 kg i jest
    kochany.Serce mi pęka kiedy pomyślę że mogłam mieć ich dwoje takich samych. Jak
    chcesz pogadać napisz mimi0080@gazeta.pl
  • 12.05.07, 21:09 Odpowiedz
    Czesc dziewczynki!
    Postanowilam napisac na tym watku, choc jeszcze nie stracilam dziecka, ale to
    chyab bedzie nieuniknione... Z Polpotworkiem i Lalka juz sie znamy, szkoda, ze w
    takich smutnych okolicznosciach przyszlo nam sie "zgadac". Bardzo to smutne.
    U mnei sytuacja wyglada tak, ze jestem w ciazy blizniaczej,po in vitro. Teraz
    jest 16tc, niestety na kolejnym juz usg wyszla wada u jednego dziecka (bardzo
    powazna, letalna). Drugie jest zdrowe i oby tak zostalo. Czekam teraz na
    amniopunkcje, chce wiedziec WSZYSTKO do konca ... To tortura wiem...
    Nie wiem co bedzie dalej, nie mam jeszcze lekarza wybranego, bo ta sytacja
    wszystko zmienila (poki co usg robie u Roszkowskiego). Nie wiem czy dziecko
    przezyje, czy umrze w brzuchu? Czy bedzie dlugo zyc po porodzie? Ja my bedziemy
    wtedy funkcjonowac? Czy drugiemu dziecku nic nie zagrozi? (bardzo sie tego
    boimy) To jakas schizofrenia, czuje sie jakby to dzialo sie obok, ale nawet
    jestem dziwnie spokojna... Czekam i czekam i jeszcze tyle dni do konca...

    Ania
  • 12.05.07, 22:39 Odpowiedz
    na temat, bardzo madry archiwalny watek
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=21872099
  • 13.05.07, 11:09 Odpowiedz
    Jest mi bardzo przykro, ale może jeszcze zdarzy się cud? Nie wiem co napisać,
    będę trzymać kciuki...
    Mama Kamila 28.11.05 33tc,1720g,49cm
  • 26.05.07, 00:55 Odpowiedz
    7 tc usg biją dwa serduszka w jednej owodni.
    10 tc - jeden maluszek rozwija się dobrze, po drugim widać tylko pozostałości
    pęcherzyka żółtkowego.
    Ciąża była trudna - po dwóch wcześniejszych poronieniach - po drodze wyszła
    jeszcze cukrzyca ciążowa, niewydolność szyjki, po 34 tc - po krwawieniu z
    łozyska - pobyt w szpitalu. Ostatecznie poród po odstawieniu gwałtownym leków
    rozkurczowych po 36 tc, zakończony cc (synek byl podwieszony na pępowinie).
    Pomimo 5/8 pkt i niedotlenienia okołoporodowego, synek rozwija się dobrze,
    asymetria komór mózgowych wywołana niedotlenieniem już się cofnęła.
    Teraz ma 7,5 mies. i pełza, turla się i ostro przygotowuje do raczkowania. Jak
    do tej pory - wszystkie wizyty u specjalistów są formalnością. Trochę kłopotów z
    trawieniem mamy - cierpi na tym głównie moja dieta.
    Nie raz zastanawiam się, jak by było, gdyby było ich dwóch.
  • 29.05.07, 18:38 Odpowiedz
    Bzet a czy drugi synek jest zdrowy? Czy to, ze byl wczesniaczkiem mialo jakis
    wplyw na jego zdrowie?
  • 31.05.07, 16:32 Odpowiedz
    lewana77 napisała:

    > Czesc dziewczynki!
    > Postanowilam napisac na tym watku, choc jeszcze nie stracilam dziecka, ale to
    > chyab bedzie nieuniknione... Z Polpotworkiem i Lalka juz sie znamy, szkoda, ze
    > w
    > takich smutnych okolicznosciach przyszlo nam sie "zgadac". Bardzo to smutne.
    > U mnei sytuacja wyglada tak, ze jestem w ciazy blizniaczej,po in vitro. Teraz
    > jest 16tc, niestety na kolejnym juz usg wyszla wada u jednego dziecka (bardzo
    > powazna, letalna). Drugie jest zdrowe i oby tak zostalo. Czekam teraz na
    > amniopunkcje, chce wiedziec WSZYSTKO do konca ... To tortura wiem...
    > Nie wiem co bedzie dalej, nie mam jeszcze lekarza wybranego, bo ta sytacja
    > wszystko zmienila (poki co usg robie u Roszkowskiego). Nie wiem czy dziecko
    > przezyje, czy umrze w brzuchu? Czy bedzie dlugo zyc po porodzie? Ja my bedziemy
    > wtedy funkcjonowac? Czy drugiemu dziecku nic nie zagrozi? (bardzo sie tego
    > boimy) To jakas schizofrenia, czuje sie jakby to dzialo sie obok, ale nawet
    > jestem dziwnie spokojna... Czekam i czekam i jeszcze tyle dni do konca...
    >
    > Ania

    Witajcie dziewczyny!

    nie jestem sama, jak Ania wiem, że jedna z dziewczynek jest chora nt 5,8 cm, powiększone nerki, obrzęk ogólny ustąpił na rzecz wykrytego przed godziną obrzęku trzewii ... cytuję lekarza, któremu bardzo ufam i który sam wysłał mnie na konsultacje do kolegów z bielańskiego szpitala: 'źle natura wybrała, że ten dzidziuś jeszcze żyje'. Dziś zaczęliśmy 20 tydzień. jutro a najpóźniej 6-go czerwca będę miała wyniki aminopunkcji.
    Mój dylemat to czy poddać się 'terminacji płodu' jeśli wyjdą z aminopunkcji wady ?
    właściwie o wadzie genetycznej nie mam co marzyć, że nie będzie bo z 3-ech lekarzy żaden nie daje nadzieji ... ryzyko Downa 1;4, ryzyko trisomi 18 i 13 wynosi 1;11.

    A dodam, bo sama wcześniej nie wiedziałam, terminacja płodu to usmiercenie dziecka poprzez przebicie pęcherza płodowego i podania do serca chlorku potasu.

    PONOĆ im ciąża starsza tym chore dziecko (jego obumarcie) zwiększa ryzyko utrzymania przy życiu drugiego dziecka (toksyny).

    Czy któraś z was stanęła przed takim wyborem ???

    buzula
  • 31.05.07, 21:58 Odpowiedz
    BUZULA
    Kurcze kochan tak mi przykro, jedziemy n atym samym wozku, z tym, ze ja
    diagnozuje sie na Czerniakowksiej, choc w Bielanskim tez bywam (ale u Kretowicza
    jeszcze nie bylam, chodze do Roszkowskiego z ww szpitala). Ponoc to jedna szkola
    ginekologow (+Debski i Garwolinski).
    Ja nie zrobilam w koncu amniopunkcji, bo maly chory ma malo wod plodowych i nie
    bylo z czego pobrac wlasciwie... Poza tym balam sie ryzyka, ze a nuz widelec cos
    sie jeszcze pogorszy...

    Napisz dokladniej jak u Ciebie wyglada sprawa??? Czy to ciaza 2 owodniowa, 2
    kosmowkowa? Jesli tak, to jest male ryzyko, aby chory po smierci jakos
    specjalnie przeszkodzil drugiemu zdrowemu (czy drugi plod prawidlowo sie
    rozwija?? u mnie tak) Gorzej jesli to jednojajowa ciaza, lub ze 2 jajowa ze
    wspolnym lozyskiem. Ja duzo o tym czytam (oblozylam sie naukowa literatura) nie
    jest powiedziane na 100%, ze obumarcie w 2 trym., jest lepsze ....W 1 trym. tak
    (jest szansa, ze plod sie wchlonie, zmaceruje), ale w 2 to juz z tym gorzej. Ja
    wyszlam z zalozenia, ze im dluzej bedzie zyl tym lepiej dla mnie i dla drugiego
    dziecka. W sumie moze sam umrzec, moze umrzec zaraz po porodzie...
    Jesli umrze w powiedzmy 20 tc, to tez nie jest tak ok, bo moze sprowokowac
    wczesniejszy porod, moga odejsc wody,wtedy na serio zagraza zdrowemu dziecku.

    Jesli chcesz pogadac (obie jestesmy z Wawy) daj znac na lewana77@gazeta.pl albo
    moze masz gg?

    A co do usmiercenia za pomoca zastrzyku, to nie wiem czy wogole sie to
    praktykuje??? Mi Roszkowski powiedzial, ze cyt:"nie zabije tego dziecka" i nie
    (nie da mi namiarow) poleca mi szukac "fachowcow", ktorzy niby moga to zrobic,
    bo moga mi wiecej zaszkodzic zdrowotnie, niz pomoc.
    Jutro ide ponownie do gina. to spytam o ten zastrzyk, co on o nim sadzi.

    Generalnie mi poradzono czekac (18,5 tc). No i tak sobie czekamy, nie ingerujemy.

    Odezwij sie, i trzymajmy sie!
  • 31.05.07, 22:06 Odpowiedz
    Ponieważ w przypadku ciąży mnogiej nie ma dostatecznie wiarygodnego badania
    przesiewowego surowicy krwi ciężarnej, można ze względu na wiek matki lub w
    oparciu o podejrzany wynik badania USG wykonać amniopunkcję lub biopsję
    kosmówki. Powszechnie przyjęte postępowanie w przypadku ciąży mnogiej obejmuje
    dokładne badanie ultrasonograficzne, które wykonuje się między 18. a 20.
    tygodniem ciąży. Poradnictwo przed badaniem prenatalnym powinno uwzględniać
    możliwości rozpoznania ciężkich wad u jednego lub obu płodów oraz kwestie
    zakończenia ciąży, selektywnej terminacji płodowej lub kontynuacji ciąży bez
    jakichkolwiek interwencji.

    Przebieg ciąży po selektywnej terminacji płodowej nie zawsze jest korzystny. W
    badaniu obejmującym 50 kobiet poddanych temu zabiegowi między 13. a 23.
    tygodniem, ryzyko porodu przedwczesnego było wyższe w tych przypadkach, w
    których zabieg wykonano po 20. tygodniu ciąży. Autorzy konkludują, że selektywna
    terminacja płodowa może wcale nie zmniejszać ryzyka wcześniactwa związanego z
    obecnością zdeformowanego bliźniaka, a jednocześnie sam zabieg może zwiększyć
    ryzyko porodu przedwczesnego dla płodu, który przeżył11.

    Niewiele jest danych na temat kontynuacji ciąży bez selektywnej terminacji
    płodu, u którego wykryto wadę. W niewielkiej grupie porównano przebieg 14 ciąż
    bliźniaczych, w których stwierdzono wady rozwojowe u jednego płodu z grupą
    kontrolną, którą stanowiły kobiety z prawidłową ciążą bliźniaczą. W grupie z
    wadami częściej wykonywano cięcie cesarskie, zaobserwowano także większą liczbę
    porodów przedwczesnych niż w grupie kontrolnej12. Istnieją jednak ograniczenia
    dotyczące interpretacji wyników tego badania, ponieważ grupa kontrolna nie była
    dopasowana w czasie do grupy badanej. Konieczne jest przeprowadzenie szerszych
    badań dotyczących ostatecznych wyników przebiegu ciąży bliźniaczej po dokonaniu
    w drugim trymestrze selektywnej terminacji płodu z wadą. W przypadku wad
    letalnych niezbędne są dane porównawcze wyników prowadzenia dwu grup �
    pierwszej, w której dokonano by selektywnej terminacji płodu z drugą, w której
    kontynuowano by niezredukowaną ciążę.

    Żródło:
    www.libramed.com.pl/WPG/NumeryArchiwalne/21/09.html
  • 31.05.07, 22:15 Odpowiedz
    i jeszcze cos
    Selektywna terminacja płodowa określana jest skrótem MFPR – (multifetal
    pregnancy reduction). Skrót ten oznacza redukcję ciąży wielopłodowej. Tę
    możliwość bierze się pod uwagę w przypadku ciąży wielopłodowej, gdy któryś z
    płodów wykazuje ciężkie wady rozwojowe oraz w celu zmniejszenia ilości
    rozwijających się płodów ograniczając tym samym ryzyko wystąpienia ciężkich
    powikłań zarówno dla matki jak i dla płodów. Redukcji można dokonać do ciąży
    pojedynczej lub ciąży bliźniaczej. Ważną rzeczą jest, by zabieg wykonany był jak
    najwcześniej. Najczęściej wykonywany jest w 10 tygodniu ciąży. Do klatki
    piersiowej płodu podaje się chlorek potasu co wywołuje zatrzymanie akcji serca
    płodu oraz jego wewnątrzmaciczne obumarcie. Niestety zabieg ten może powodować
    wiele powikłań w dalszym przebiegu ciąży. Zwiększa się ryzyko wystąpienia
    poronienia czy też porodu przedwczesnego. Selektywna redukcja płodów stanowi
    duży problem etyczny i emocjonalny zarówno dla rodziców jak i dla lekarzy. W
    związku z zagrożeniami dalszego przebiegu ciąży jak również z możliwością
    wystąpienia psychologicznych następstw zabiegu, wykonuje się go wyłącznie na
    wyraźną prośbę rodziców wyrażoną na piśmie.
    www.forumginekologiczne.pl/trudne/ep,295
  • 31.05.07, 22:25 Odpowiedz
    A to odpowiedz jednego experta-ginekologa z forum o nieplodnosci, gdzie zadalam
    pytanie o redukcje (zaraz po zlym wyniku NT)

    Cyt:
    Niestety może to być defekt jednego z płodów. Embrioredukcja jest w Polsce
    zakazana prawnie. zreszta technicznie ona w tej sytuacji ze względu na ew wyniki
    amnipunkcja w 16 tyg jest niewykonalna Zagrożenia dla drugiego płodu raczej nie
    ma niestety tutaj nalezy dlaje diagnozowac przebieg ciązy Z poważaniem JD
  • 31.05.07, 22:52 Odpowiedz
    Po wielu latach staran i leczenia zaszłam w upragniona ciaze.(przesłam zabieg
    ivf) Szczescie bylo podwojne poniewaz okazalo sie ze pod serduszkiem nosze dwie
    male istotki.
    Do 21tc wszystkie badania byly super, usg genetyczne w 12 i 19tc nie wykazaly
    niczego zlego. W 22tc okazalo sie ze synus jeste niedotleniany i grozi mu nawet
    zgon wewnatrzmaciczny. Od tego momentu bylam pod stala kontrola lekarza, co
    kilka dni usg i brak szans na donoszenie ciązy i zdrowego synka. Corka
    rozwijala sie prawidlowo i lekarze walczyli o nia. Ja wierzylam, ze Kajtus
    bedzie zyl, wierzylam ze zacznie rosnąc, ze da rade. I tak w 31tc zaczelo
    zanikac jego tetno. Lekarze nie chcieli go ratowac wczesniejsza cesarka
    twierdzac, ze narazaja zdrowa dziewczynke na bardzo duze wczesniactwo. Moja
    Malgonia sama zdecydowała, przebila swoj worek owodniowy i tak 09.04.2006 na
    dwa miesiace przed terminem rozpoczela sie akcja porodowa zakonczona
    narodzinami Malgoni i Kajtusia. Zebrani ginekolodzy i neonatolodzy nie mogli
    uwierzyc, ze Kajtus jest w tak dobrej formie. Najpierw dostal 2 punkty w skali
    Apgar ale następnie juz 7. Oddychał samodzilenie, wszystkie odruchy byly
    prawidłowe. Razem ze swoja siostrzyczka trafili do inkubatorków. Byłam
    najszczesliwsza kobieta pod słoncem, która uwierzyła, ze cuda sie zdarzają.
    Wszystko było super az do Niedzieli Wielkanocnej kiedy to okazało sie ze Kajtus
    jest w bardzo zlym stanie. Przestal jesc, nie wyprózniał sie, był apatyczny i
    wymiotował kalem. Nerwowe szukanie miejsc na odziałach intensywnej terapii i
    zostaje przewieziony do Zabrza. Diagnoza brzmi: Martwicze zapalenie jelit oraz
    posocznica. Lekarze przeprowadzaja operacje wycinajac czesc jelitek. Walcza z
    posocznica, ale rokowania sa bardzo zle. Kajtus ma olbrzymia chec do zycia i po
    kilku transfuzjach krwi wychodzi z posocznicy. Niestety jelitka nadal nie
    pracują. Kolejna operacja. Kajtusiowi zostaje 15cm jelitek - jesli przezyje to
    bedzie to dla niego straszne zycie. 28kwietnia, kiedy widziałam jak gasnie
    przywiozłam mu i powiesilam na inkubatorku malego Aniołka, który zabiera go do
    Siebie.
    Mam w domu Małgosie, która jest zdrowa, bardzo pogoda dziewczynka i jestem
    szczesliwa, ale nie ma dnia zebym nie plakala myslac o moim Malym Wielkim
    Bohaterze.
    A najbardziej przykrym momentem nie byl pogrzeb, ale chrzest Kajtusia w
    szpitalnej sali w obecnosci pielegniarek, rurek, respiratorów i umierajacych
    dzieci...
    I o ironio losu w dniu kiedy zalatwialismy formalnosi pogrzebowe dowiedzielismy
    sie ze Malgosia wychodzi ze szpitala i w jednym dniu wybieralismy trumienke i
    wozek.
    Od tych wydarzen minał rok a strata Kajtusia boli co raz bardziej i bardziej i
    nie umiem sobie z tym poradzic, nie umiem...

  • 01.06.07, 09:54 Odpowiedz
    widzę, że lektury mamy te same.
    Ula
  • 01.06.07, 10:03 Odpowiedz
    Ulineczka,

    bardzo mi przykro, że Kajtuś Was opuścił.
    szczerze mówiąc bardzo się boję takiej sytuacji.
    Ja też mam na imię Urszula - co za zbieg okolicznośc ??

    Dziś powinnam wyżebrać telefonicznie wyniki aminopunkcji, ale wczoraj obrzęk do jednej dziewczynki wrócił w trzewiach ... i moja nadzieja gaśnie.

    ula
  • 01.06.07, 10:41 Odpowiedz
    Lewana,

    odpisałam e-mailem.

    buzula
  • 01.06.07, 14:25 Odpowiedz
    Ulineczko bardzo mi przykro, pisz do nas jesli Ci to pomoze.
    Sciskam Cie!
  • 01.06.07, 14:28 Odpowiedz
    Bylam dzis na usg,chory dzidzius ma postepujacy rozszczep, na calej dlugosci
    pleckowsad Nic z tego nie bedzie,nie ma co sie ludzic.

    Ale zeby nie bylo tak smutno, mamy niespodzianke na Dzien Dziecka-znamy plec
    drugiego dziecka!

    Oby tylko jak najdluzej nosic dzieciaki w brzuszku!
  • 01.06.07, 21:24 Odpowiedz
    Wiem co czujesz i serce mi pęka jak słysze ze ktos moze stracic jedno z
    dzieciatek. Ja mimo bardzo złych diagnoz walczyłam do końca lwica o Kajtusia,
    niestety nie udało sie.
    Dzisiaj byłam u niego na cmentarzu i o dziwo pierwszy raz nie płakałam, ale żal
    i tęsknota sa ogromne.
    Dobrze ze nie jestem sama, dobrze ze jestescie, choc nie w takich
    okolicznosciach chciałabym poznac dobrych ludzi

    Lewena trzymaj sie dla drugiej córeczki, walcz dla niej i nie poddawaj się.
    Musisz to wytrzymac, zeby nie stracic ich obu. Przepraszam nie doczytałam, skąd
    jesteś?
  • 02.06.07, 06:49 Odpowiedz
    Ulineczko,

    tak pisz do nas myślę, żę nie tylko Tobie pomoże ale i nam.
    Łza oczywiście w oku mi się kręci jak wyobrażam sobie Ciebie / siebie nad maleńkim grobem.

    Wczoraj rozmawiałam z Lewana77 przez telefon - Boże jak ja tego potrzebowałam.

    Wszystkie musimy być dzielne ... więc wspierajmy się.

    Buzula
  • 02.06.07, 22:42 Odpowiedz
    Buzula nadzieje trzeba miec do końca, bo natura jest nieobliczalna i zawsze
    może zdarzyć sie cud i mozesz miec dwie zdrowe dziewczynki.

    Ja jak usłyszam od lekarzy ze Kajtus umrze, albo bedzie uposledzony i to nie
    tylko psychicznie, ale i tez jego organy moga bardzo zle pracowac - pcząwszy od
    niewydolonsci nerek, przez choroby skóry, watroby, jelit to powiedziałam do
    Boga: jesli ma byc zdrowy to bedzie żył, a jesli ma cierpiec to odejdzie do
    Aniołków. I wiem ze gdyby zył to by cierpiał, wiec dla niego lepiej, ale zawsze
    do konca zycia bedzie pytanie DLACZEGO, DLACZEGO TO NIE MOGŁA BYC ZDROWA,
    NORMALNA CIĄŻA, DLACZEGO...
    I powiem Ci Buzula, ze jak mysle o tym co teraz przezywasz i Ty i Lewana to
    serce mi peka. Ta niepewnosc, strach... przeraza mnie to
    Trzymam za Was i poprosze mojego Małego Aniołka o wsparcie dla Was u samego Pana
  • 02.06.07, 23:17 Odpowiedz
    Ulineczko,

    niestety znam już wyniki amino i nie mam złudzeń, nadzieji i odwagi stawić czoła wychowaniu chorego dziecka.
    Okazało się, że noszę pod sercem zdrową dziewczynkę i chłopca z trisomią 21.

    Na pewno wiesz, że z trisomią 21 żyją i 40-sto latkowie prowadzani przez stareńkie mamy za rączkę po parku, ich IQ max. przy dużym szczęściu osiąga poziom końca szkoły podstawowej, w żadnym urzędzie nic same dla siebie nie załatwią, średnio w wieku 4-rech lat zaczynają chodzić. Są skazani po śmierci rodziców na wielką niewiadomą. A gdzie opieka nad starszym synkiem i siostrą bliźniaczką ... ?



    Buzula
  • 03.06.07, 11:01 Odpowiedz
    Prosze, nie podejmuj decyzji o zabiciu swojego synka
    Prosze, wejdz na strone www.darzycia.pl
    wejdz tez na strone www.zakatek21.pl
    zobaczysz, ze to, co piszesz o dzieciach z Zespolem Downa to nieprawda, to same mity
    ze te dzieci rozwijaja sie, sa zrodlem radosci, kochaja rodzicow,odnosza sukcesy
    daj swojemu synkowi szanse...
    prosze zajrzyj na te strony
    zobaczysz, ze wiekszosc matek z dzieci z ZD miala takie watpliwosci jak Ty
    ze tez sie obawiali
    a jednak...one znajduja czas na wychowanie innych dzieci, prace, sa szczesliwe
    tylko daj swojemu Synkowi szanse na to wszystko
  • 03.06.07, 20:57 Odpowiedz
    Buzulka wiesz co ja mysle, Twoja decyzja jest trudna, ale to mniejsze zlo. Gdyby
    to bylo pierwsze dziecko, moze myslalbym inaczej...
    Ty wiesz...

    Trzymam kciuki! Daj znac koniecznie (tel.)
  • 03.06.07, 22:03 Odpowiedz
    A jednak zapraszam na Dar Zycia i na Zakatek21
    tam mozna zobaczyc jak wspaniale rozwijaja sie maluszki z ZD
    ile niosa radosci, ile odnosza sukcesow
    jesli jest wiecej dzieci w rodzinie - to tym wspanialej
    taki maluszek po prostu nasladuje rodzenstwo, szybciej sie rozwija
    to wcale nie jest tak, ze dziecko z ZD nic nie moze zalatwic jako dorosly, ze zawsze jest niezaradne, ze musi byc zle. To jest mit. Tak bylo w przeszlosci. A teraz, kiedy sa inne metody wspomagania i inna wiedza dzieci te rozwijaja sie naprawde dobrze
    prosze zobaczyc na Darze Zycia i na Zakatku21 jak wielu rodzicow mialo watpliwosci, wahalo sie, balo sie, uwazalo, ze to bedzie zle. A okazuje sie, ze takie dziecko daje naprawde wiele szczescia..
    Blanka
  • 03.06.07, 22:27 Odpowiedz
    Buzula - nie wiem co Ci napisać. Decyzja jest bardzo trudna a Ty zrobisz to co
    uważasz za najlepsze dla siebie i reszty rodziny.
    Jestem z Tobą całym sercem i przytulam mocno w tych trudnych chwilach
  • 04.06.07, 01:01 Odpowiedz
    Witaj, dopiero terazodpowiadam. Tymek ma teraz 11 miesiecy, jest inteligentnym
    sprawnym, zdrowym, bardzo wesołym maluszkiem (dopiero 6400) po przejściach.
    nadal chodzimy na rahabiltację i zalicamy wielu specjalistów, ale wszystko jest
    w najlepszym porzadku. Poradził sobie dosoknale z wylewem II stopnia,
    cholestazą wątrobową, zapaleniem jelit, a nawet przepuklinka pchwinowa mu się
    zmiejszyła. Nie churuje, dopiero teraz w te uapły dostał katar, a wcześniej
    starsza siostra zaraziłą go ospą.
    I jeszcze słuch i wzork całkowicie prawidłowe. Tak że jego historia jest
    optymistycza!!!
  • 04.06.07, 01:08 Odpowiedz
    Witaj, miała przerwę na forum,więc odpowedź post wyżej. Ślędzę wasze wypowiedzi
    i powracją do mnie wspomnienia sprzed roku... to koszmar. Słowo "terminacja"
    do tej prory wywołuje skurcz mego żołądka.
    Powodzenia, czasem bywa lepiej niż myślimy
    beazet
  • 04.06.07, 01:18 Odpowiedz
    Chyba wobec koniecznosći rozwiązywania takich problemów nie ma łatwych decyzji:
    bez względu na to jaką decyzje się podejmie to jest cieżko. Pozdrawiam gorąco!!!
  • 04.06.07, 09:01 Odpowiedz
    o rany jak nas tu dużo... sad dlaczego sad

    ale szczerze powiem że ja nigdy nie usłyszalam że mogłabym dokonać terminacji
    ciąży.
    cieszę się w takim razie bardzo że nikt mnie nie stawiał przed takim wyborem.
    o chorobie córeczki dowiedziałam się w 18 tyg. zmarła w 22 tyg. to były
    straszne 4 tyg. na szczęście nikt mnie dodatkowo nie dobijał tym tematem. ja
    miałam tylko czekać a potem jak najdłużej nosić ciążę-dla drugiej córeczki.

    Wiktoria tydzien temu skończyła roczek. Boże, Angeliczko dziękuję Wam za nią.

    mama bliźniaczek- Wiktorii i Aniołka Angeliki.

  • 08.06.07, 22:10 Odpowiedz
    Buzula odezwij się. Daj znac jak sie czujesz. MArtwie sie o Ciebie.
    Lewana Ty tez zamilkłas a nie ma dnia zebym o Was nie myślała.
  • 08.06.07, 22:12 Odpowiedz
    Buzula odezwij się. Daj znac jak sie czujesz. MArtwie sie o Ciebie.
    Lewana Ty tez zamilkłas a nie ma dnia zebym o Was nie myślała
  • 09.06.07, 14:48 Odpowiedz
    Ulineczka jestem. U mnie bez zmian. od Dnia Dziecka wiemy, ze zdrowy dzidzius to
    chlopak. Od kilku dni czuje ruchy. Chore dziecko zyje,chcialabym, zeby zlo jak
    najdluzej, mam nadzieje, ze nie odczuwa bolu.

    Teraz troszke odzylam, bo szykujemy sie do skromnego slubu (ze wzgledu na
    idiotyczne prawo w Polsce, mowiace, ze na wypadek urodzenia martwego dziecka,
    lub jego obumarcia w brzuszku, ojciec, bedacy bez slubu z matka, nie moze go
    uznac!!!-to jakies kuriozum i nadaje sie do Strasburga!)

  • 09.06.07, 15:44 Odpowiedz
    Witaj,
    odpisałam ci 4 czerwca jak rozwija sie mój syn (zerknij wyzej).
    Pozdrawiam
    i trzymam kciuki
    bzet
  • 09.06.07, 19:11 Odpowiedz
    Oj dopiero teraz to zauwazylam, dobrze, ze napisalas, ze to bylo 4.06. Dzieki i
    pozdrow Tymka (fajne imiesmile

    Ja mam w sumie 3 ginow, i 3 szpitale biore pod uwage (z dobrymi OIOMAMI dla
    dzieci).
    Czy po tym jak dowiedzialas sie, ze jedno dziecko obumarlo, bralas jakies leki
    na podtrzymanie? Czy sprawdzano Ci krew na krzepniecie? (jakas koagulopatia itp).?

    Pozdrawiam
    Pisz do nas jak najwiecej, my musimy wiedziec wiecej!
  • 09.06.07, 19:25 Odpowiedz
    To jeszcze ja a czy wiadomo co bylo przyczyna smierci dzidziusia? Wiesz ja sie
    zastanawiam, czy to nie ma zwiazku z ISCI (w moim przypadku)
  • 09.06.07, 20:14 Odpowiedz
    Witaj,
    do tej pory nie wiadomo co było przyczyna smierci drugiego synka - w czasi
    badania rzeziernosci miał wynik 3,3 mm i z tego powdu przezywałam trudne
    chwile. Więc jest duże prawdopodobieństwo, że był obarczony jakąś wadą
    gentyczną. USG które miał robione do chwilii śmierci wychodziły prawidłowo -
    oczywiscie poza przeziernoscią.
    Mój gin stwierdził, że natura sama "rozwiązała problem".
    Co do badań to wszystkie wcyhodziły mi rewelacyjnie. Wizyty u lekrza miałam co
    dwa tygonie i zawsze jakieś dodatkowe badania. I co zasatnawiające od śmierci
    drugiego maluszka, mój stan się znacznie poprawił - fizycznie byłam w
    doskonałej formie.
    Moim problemem było za to nadciśnienie - i w gruncie rzeczy to nie wiadomo, czy
    nie spowodowane obecnoscią drugiego maluszka, który bądź co bądź się rozkłądał.
    Pozdrawiam, trzymaj się i pisz co u Ciebie.
    bzet
  • 11.06.07, 06:24 Odpowiedz
    Ulineczka,

    dziękuję za ten post, miło, że ktoś pamięta.
    Czuję się fatalnie psychicznie, niewspółmiernie w stosunku do dobrej kondycji fizycznej w te upały, wyjechaliśmy na weekend aby choć na chwilkę zapomnieć, oderwać się od smutnej rzeczywistości ... ale i tak mi się nie udało.

    Ponieważ nie wiem jak odpisać jednej z Forowiczek zachęcającej mnie do wychowywania dziecka z ZD, a nie mam ochoty na dysputy, umilkłam. Znam dwie kobiety samotnie wychowujące dzieci z ZD, my nie jesteśmy tak silni.

    Nic się nie zmieniło od ostatniego postu, chłopczyk z ZD ma niewielką wadę serca, ale obrzęk brzuszka jest już bardzo duży, obustronne wodonercze, tętno 130. Żyje. Mój lekarz wyraził się w taki sposób 'źle natura wybrała, że ten dzidziuś żyje". No i co ja mam wam napisać jeśli oboje z męźem w gruncie rzeczy zgadzamy się z nim. W USG wygląda (poza obrzękiem)jak zdrowa dziewczynka, porusza się, sscie palec ... słów brak naszej głuchej rozpaczy dlaczego nie oboje zdrowi.
    ... ja mam brata bliźniaka. Czy historia nie mogłaby się powtórzyć???

    Dziś kolejne USG.
    Ulineczka, zapraszam na e-mail do dalszej korespondencji; buzula@gazeta.pl.

    pozdraiwam,
    Buzula
  • 11.06.07, 06:53 Odpowiedz
    Ula widze, ze TY tez nie mozesz spac?
    Sciskam Cie! Daj znac co i jak. Ja dzis umawiam sie na polowkowe.
  • 14.06.07, 15:38 Odpowiedz
    witajcie dziewczyny czytam Wasze posty i łzy same płyną...też się zastanawiam
    dlaczego nie mogło być normalnie...czułam się taka wyjątkowa nosząc bliźniaki,
    a teraz też jestem wyjątkowa....mama aniołka...czy pomyślałaś Ulineczko,że może
    kiedyś zostaniesz babcią bliźniąt przecież to niewykluczone...Lewana co tam u
    Ciebie ?..pozdrawiam Was ciepło trzymajcie się....
  • 15.06.07, 16:34 Odpowiedz
    Hej!
    Dzieki za pamiec. Jestem swiezo po polowkowym. Drugie dziekco zdrowe! Wszystko w
    porzadku. Kopiesmile
    Chorutek bez zmian, wady sie utrzymuja, ale dziecko zyje (dzieki pepowinie
    pewnie). Wady powstaly od rozleglego rozszczepu, to najprawdopodobniejsza hipoteza.
    To tyle, czuje sie w miare ok (upaly na spacerach i bol kregoslupa troche
    dokuczaja, choc malo utylam)

    Trzymamy sie!
  • 15.06.07, 21:39 Odpowiedz
  • 15.06.07, 22:06 Odpowiedz
    wiesz refleksji to chyba Tobie brak najbardziej, nie wiem czemu miało służyć
    zamieszcenie tego linku, chyba Twojmu samopoczuciu
  • 15.06.07, 22:40 Odpowiedz
    A w jaki sposob niby mial on wplynac na moje samopoczucie, co ???
    Wcale nie jest mi milo i przyjemie, ani sie fajnie nie czuje, ze ludzi spotykaja
    takie tragedie. Bardzo bardzo mi przykro i modle sie w intencji tych Dziewczyn i
    ich dzieci.

    A artykul ? No coz, jesli ktos rozwaza terminacje ciazy to chyba chcialby
    dowiedziec sie, jak radza sobie ludzie, ktorzy maja to juz za soba.


  • 15.06.07, 22:45 Odpowiedz
    i dlatego podsyłasz im takie kawałki? gratuluję wyczucia
  • 15.06.07, 23:10 Odpowiedz

    Ale co ZA KAWAŁKI ??? Glupia chyba jestem ale czegos nie rozumiem. Wiem, ze to
    sa olbrzymie tragedie, nawet wyobrazic sobie nie potrafie co Dziewczyny czuja,
    ale my tu ciagle mowimy o dzieciach, o zywych dzieciach, ktore przez swa chorobe
    czy ulomnosc nie stracily bynajmniej swego czlowieczenstwa. One sa i zyja; moga
    umrzec jeszcze w brzuszku, juz calkiem niedlugo, przy porodzie lub troche
    pozniej, ale to ciagle czyjes dzieci, to ciagle ludzie. Terminacja nie jest
    rzecza nad ktora przechodzi sie do porzadku dziennego. To ze teraz wydaje sie
    komus, ze to jest jedyne i najlepsze wyjscie wcale nie oznacza, ze bedzie o tym
    tak samo przekonany za kilka miesiecy/lat. Moze dobrze poznac takie historie ...
    Skad wiesz czy ktos bedzie Ci za takie 'poklepywanie po ramieniu' i utwierdzanie
    w decyzji, ze terminacja to jedyne sluszne wyjscie, kiedys wdzieczny ...?

    Ja z kolei nie rozumiem, jak mozna sobie tak pisac o technicznych sposobach
    przeprowadzenia terminacji ... wstrzykiwaniu czegos tam do serca ... To jest
    dopiero przerazajace ...

    dobrej nocy
  • 15.06.07, 23:19 Odpowiedz
    Proponuje ignorowac takie wypowiedzi. Jesli ktos nie przezyl (przezywa) takiej
    sytuacji to naprawde tego nie zrozumie.
    Teksty z Goscia Niedzielnego naprawde sa tu nie na miejscu.
    A jak ktos jest niewierzacy to co? Mniej cierpi????????????????
  • 17.06.07, 09:19 Odpowiedz
    droga utko czy przeżyłaś terminację?...ja nie i jestem wierząca, ale wiesz co
    nie mam zielonego pojęcia co zrobiłabym w takiej sytuacji i nawet nie próbuję
    wczuć się w sytuację dziewczyn, bo nie potrafię...ja mogę tylko wypowiadać się
    na temat straty dziecka, bo to przeszłam...to nietaktowne troszkę podsyłać
    takie linki
  • 17.06.07, 15:44 Odpowiedz
    nie znam sie na tym, ale domyslam sie, ze decyzja jest koszmarna
    czas tez jest ograniczony
    mam pytanie?
    czy chore dziecko zagraza w jakis sposob temu zdrowemu i czy nie daloby sie
    poczekac az natura saMA 'wyeliminuje' chore dziecka-dzisieci z ZD sa zazwyczaj
    bardzo chore i nie przezywaja, moze nazLey dac 'szanse' naturze, niech ona
    zainterweniuje

    chyba nie jestem okrutna.
  • 17.06.07, 21:06 Odpowiedz
    Rozetka,

    nie jesteś okrutna, życie jest okrutne, żę w ogóle stawia nas przed dylematami tej natury ...

    u mnie chłopiec obumarł ..., 3 lekarzy miało rację,że to jednak nastąpi, ale prawda jest taka, że gdyby natura się nie pośpieszyła byłoby bardzo źle z dziewczynką i eliminacja byłaby nieunikniona. Chłopczyk z ZD miał wodonercze, wodobrzusze, wielowodzie, wadę serca i ważył o 50% więcej od dziewczynki. Róźnica wagi powstała w 8-9 dni. Bardzo szybko. Pęcherz płodowy chłopca zaczął wciskać dziewczynkę w "kąt" macicy.

    I tak nie czuję się z tym lepiej. Noszę martwe dziecko, połowa brzucha przestała się ruszać. Patrzę na 3 letniego synka i myślę, a nie mogłoby być takich dwóch zdrowych urwisów ??

    A co do naturalnego wyeliminowania czyli obumarcia, to wiem
    z informacji z zakłądu genetyki, że pomiędzy 20 tyg. a rozwiązaniem ciązy obumiera 30% płodów z ZD. Więc nie wszyscy mogą liczyć na naturę. Potwierdza to statystyka zakłądu genetyki w W-wie z 2006, przynajmniej taką znalazłam w necie ,że wykryto 65 przypadków z ZD i tylko 7 z 65 kobiet nie zdecydowało się na terminację, czyli urodziło dzieci z ZD.

    I tak to wszystko strasze jest i strasznie brzmi.

    Buzula sad
  • 17.06.07, 23:12 Odpowiedz
    Życzę wam dużo sił... I zdrowia dla córeczki: niech rośnie i rozwija w brzuszku
    mamy jak najdłuzej. Powodzenia, dzisiaj wyjeżdzam na wakcje, a po powrocie od
    razy tu zajrzę zobaczyć co u Was dzieczyny dobrego.
    Pozdrawiam
    Beata
  • 18.06.07, 12:31 Odpowiedz
    Buzula Skarbie życie jest okrutne.
    W którym jestes tygodniu, przeraszam ale chyba przeoczyłam ta informacje.
    Teraz najwazniejsze aby córcia była silna i zdrowa.
    Przytulam Cie
  • 18.06.07, 18:50 Odpowiedz
    dziś 21 tyg i 4 dni.

    Obym donosiła do 32 tyg., to dzidziuś umiałby ssać pierś.
    Obawiam się o zakazenie i krzepliwość krwi (biorę ampułkostrzykawki),
    czy donoszę ...
    Prawie cały dzień mam drętwy, twardy brzuch pomimo No-spa.

    Dziękuję wszystkim, którzy / które jesteście ze mną.

    Dziewczyny do którego tygodnia udało się Wam donosić
    ciążę z jedym obumarłym dzidziusiem ??
    Na co uważać aby jak najdłużej nosić dzieci ??

    pozdrawiam,
    Buzula
  • 18.06.07, 22:06 Odpowiedz
    witaj,
    znalazłam wzmiankę o przypadku obumarcia chorego dziecka w 20 tygodniu ciąży
    bliźniaczej, drugie dziecko urodziło sie przez cc oczasie, nie wiem czy link uda
    mi się wkleić
    www.ginpol.pl/list_item.php?numer=08-2005
    pozdrawiam serdecznie
  • 19.06.07, 07:22 Odpowiedz
    przeczytałam, dzięki !!
    buzula
  • 19.06.07, 09:03 Odpowiedz
    Witam współczuję. Chciałam tylko napisać, że leżałam z dziewczyną w szpitalu,
    której jedno dzieciątko obumarło własnie w okolicy 20 tyg, drugie urodziło się
    w terminie smiał chyba 380-0 i był zdrowiuteńki.U niej plusem było to, że
    drugie dzieciątko nie zxagrażało , po prostyu sie wysuszyło. Dziewczyna była
    jednak non stop pod opieką Kliniki w Ligocie, ponieważ lekarze w Czestochowie
    chcieli zakończyć ciążę i usunąć oboje dzieci. Dziewczyna od długiego czasu sie
    leczyła, więc była to tragedia o włos, gdyby się zgodziła.
    --
    Karina
  • 19.06.07, 09:04 Odpowiedz
    Przepraszam za błędy, ale sie spieszyłam.
    --
    Karina
  • 19.06.07, 11:39 Odpowiedz
    Świetny artykuł, no suuuuper!!!
    Szczególnie na "trudnej ciąży" - a niech se dziewczyny poczytają a dzieciach w
    formalinie.
    Cóż za brak taktu...
    --
    <a href=" www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28&order=desc "target="_blank">Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi,
    które kocha Cię więcej niż siebie samego
    </a>
  • 19.06.07, 11:39 Odpowiedz

    --
    <a href=" www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28&order=desc "target="_blank">Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi,
    które kocha Cię więcej niż siebie samego
    </a>
  • 19.06.07, 17:51 Odpowiedz
    Kaka73,

    dziękuję za wsparcie !!
    Tobie i tym wszystim rozsądnym głosom,

    Buzula
  • 20.06.07, 12:40 Odpowiedz
    Buzula, dasz rade, donosisz!!! Moje Maluchy urodziły sie w 31tc i z Małgosia
    wszystko jest ok. Sama zaczeła jesc po półtorej tygodnia. Dostała flaszke i
    ciagneła jak oszalałasmile
    bedzie dobrze, musisz w to wierzyc dla córeczki. Wiem ze nie jest łatwo, ale
    pomyśl, ze natura sama zadecydowała i nigdy nie bedziesz musiała myslec czy
    dobrze zrobiłas.
    A juz lekarze zadbaja zeby nic zlego Wam sie nie przytrafiło.

    Mysle cieplutko o Tobie
    Ulineczka
  • 21.06.07, 06:55 Odpowiedz
    Ulineczka,

    mam nadzieję, że się nie pogniewasz i podzielisz się swoimi doświadczeniami. Mam kilka pytań, a wiesz, że literatura w naszych przypadkach nie jest obfita.
    1. Jak rodziłaś (naturalnie czy cc) ?
    2. Gdzie ?
    3. Czy dla Małgosi był potrzebny respirator w 31 tc ? Rodziłaś w szpitalu z OIOM ?
    4. Z jaką wagą urodziła się Małgosia?
    5. Rozumiem, żę pierwsze półtora tyg życia była karmiona pozajelitowo (dożylnie) ?
    6. Czy próbowałaś przystawić ją do piersi czy stres pożarł Ci pokarm i po prostu nie miałaś pokarmu ? Ja z synkiem miałam chocki klocki więc zrozumię każdą sytuację.
    7. W jakim wieku jest dziś Małgosia, ile waży, czy dogania / dogoniła rozwojem donoszone dzieci ?

    Ulineczka,
    niestety nie wyśledziłam na portalu, a jaka była historia rodzeństwa Małgosi?
    Nie odpisuj na to pytanie jeśli Cię jeszcze sama myśl boli.

    Dziewczyny,
    jeśli możecie wzbogacić moją wiedzę o Wasze historie, proszę napiszcie jak było i jest dzisiaj z Waszymi ocalonymi pociechami.

    pozdraiwam i trzymam kciuki za Małgosię,
    buzula
  • 21.06.07, 07:13 Odpowiedz
  • 23.06.07, 00:08 Odpowiedz
    Dziewczyny, bardzo wpolczuje Lewanie i buzuli.
    Ja nie stanelam przed takim dylematem jednak terminacja to dla mnie
    ostatecznosc- by ratować drugie dziecko.
    Moze dlatego wczesniej przezylam sowja rozpacz by nie czuc tej niewiadomej jaką
    wy teraz doświadczacie.
    Buzulo nie chcialabym byś źle mnie zrozumiala ale myśle ze jednak natura mimo
    wszystko najlepiej rozwiązuje pewne sprawy i mimo ze bardzo cięzki jest bol po
    stracie dziecka to tak zapewne bedzie Ci lżej niz gdybyś miala podjac decyzję o
    uśmierceniu swojego dziecka z tych czy innych powodów. Bede trzymala kciuki za
    żyjacego bąbelka i za Ciebie.
    Aniu-lewano, czesto myśle o Tobie i mam nadzieje ze Bóg oszczedzi Wam
    cierpienia. Czasem musimy mu poprostu zaufac.
    Trzymajcie sie dziewczyny.
  • 24.06.07, 06:39 Odpowiedz
    Polpotworku,

    wiem, wiem, że to w sumie najlepsze rozwiązanie jesli w ogóle byłoby jakiekolwiek dobre w tej sytuacji.

    Też trzymam kciuki za Lewanę i synka, naprawdę współczuję tego morza wątpliwośći związanych z drugim bliźniakiem. Trzeba przeżyć, żeby wiedzieć o jak skrajnych emocjach i bólu mowa.

    Musimy być dzielne!
    Lewana, wczoraj miałaś USG (chyba dobrze pamiętam)co słychać u Was?

    Dziękuję za wsparcie Polpotworku,

    Buzula
  • 25.06.07, 10:47 Odpowiedz
    buzula pytanie było nie do mnie ale odpowiem, może pomogę.
    u mnie jedna córeczka obumarła w 22 tyg. ciążę donosiłam do 31 tyg. wtedy
    odeszły mi wody. urodziłam przez cc. w Matce Polce w Łodzi. Wiktoria ważyła
    1520 gr i niestety potrzebowała respiratora. odłączyli ją po dwóch dobach.
    przez pierwsze 2 tyg. stan był różny. po podaniu jakiegoś leku zamknął się
    przewód Bottala i było lepiej. przestała mieć bezdechy i przenieśli Wiki z
    intensywnej terapii na opiekę pośrednią.
    co do karmienia to najpierw pozajelitowo, dożylnie.flachę dostała po ponad 2
    tyg. mleko ściągałam ale to były marne ilości. bo za tym mam wklęsłe brodawki i
    Wiki nie umiała ich chwycić. zresztą mleko szybko mi zanikło.

    teraz kończy 13 mies. waży ponad 12 kg. raczkuje od 2 mies. od wtedy też siada
    samodzielnie. teraz wstaje przy wszystkim, ale jeszcze nie chodzi.
    rehabilitanka mówi że w swoim tempie rozwija się dobrze. dużo dzieci chodzi na
    roczek ale nie raz nawet donoszone zaczynają po 15 mies. więc mam się nie
    stresować.
    jest bardzo bysta, rozgadana. śmieje się cudownie ale i krzyczeć potrafi jak
    coś jest jej nie na rękę.
    jest moją małą przylepką. rodzina się śmieje że chyba mamy nieodciętą pępowinę.
    nie możemy być bez siebie nawet 5 min. smile

    mam nadzieję że trochę pomogłam. trzymam kciuki.
    w razie czego-pytaj.
    pozdrawiam
  • 25.06.07, 23:29 Odpowiedz
    Buzula pewnie ze sie nie pogniewm i odpowiadam na pytania:
    1. przez cc i to w narkozie. Jak Małgosi odeszły wody to ani nie było rozwarcia
    i dzieci były posladkowo. A w czasie przygotowan do cc zaczeło zanikac jedno
    tetno wiec lekarze nie czekali tylko narkoza i ciecie

    2.W Rudzie Śl na Goduli

    3. Nie ani dla Małgosi ani dla Kajtusia nie był potzebny respirator. W
    28tygodniu dostałam sterydy na płuca.

    4. Małgosia miała 47cm i 1600g (ja mam 150 cm i waze 47kg) wiec była duza

    5. Jedzenie było podawane sonda do żołądka

    6. Wogóle nie miałam pokarmu

    7. Rówiesników dogoniła dawno: 9 lipca skonczy 15miesiecy: wazy 11kg i ma okolo
    80cm, biega, gada, smieje sie, rozrabia, plywa, i nikt by nie powiedział ze
    wczesniak. Zreszta juz po skonczeniu poł roku wygladała jak normalny donoszony
    noworodek. Miała szczesie

    Kochanie Kajtus zmarł po 3tygodniach zycia.

    Buzka. Uciekam spac
  • 26.06.07, 20:33 Odpowiedz
    lalka_go,

    liczyłam na odpowiedź od Ciebie, bo Lewana wspominała mi o Tobie i waszej/naszej podobnej historii.

    naczytałam się na wczesniak.pl o dzieciaczkach urodzonych w 25-29 tyg., których utrzymanie przy życiu zostało okupione albo stratą wzorku, albo słuchu albo jeszcze innymi schorzeniami będącymi konsekwencją skrajnego wcześniactwa.

    Zatem patrząc na waszą Wiki 31 tydz. - dotrzymanie do tego terminu, co oczywiście zależy ode mnie w nikłym procencie pozwala mieć nadzieję, że wczesniaczek ma szanse na prawidłowy rozwój tyle, że w swoim tempie. Oby ...

    Jeśli chodzi o chodzenie Wiki, to powiem Ci, że mój donoszony synek mając 8,5 mies. samodzielnie usiadł a mając 13,5 mies. ruszył samodzielnie. Nie ma reguł.Po prostu dla odmiany był i jest z dużych dzieci ponad 97 centyl i miał słabą koordynację ruchową wysokiego dziecka.

    Trzymam kciuki za pierwsze kroczki Wiki.

    Będę pytać w miarę pojawienia się nowych wątpliwości.

    pozdrawiam,
    Buzula
  • 26.06.07, 20:42 Odpowiedz
    Ulineczko,

    jesteś kochana, że mnie "uśwaidamiasz'.
    Przykro mi z powodu odejścia Kajtusia, to jeszcze większy koszmar, niż mój.

    Trzymają mnie na duchu historie rozwoju twojej Małgosi i córeczki lalki_go.

    Zatem oby do 31 tyg (czyli u mnie 23-08-2007) córeczka zechciała poczekać.
    Jak mi się nowe pytania nasuną na myśl pozwolę sobie pytać dalej.

    Bardzo dziękuję, za odpowiedź,

    buzula
  • 26.06.07, 23:02 Odpowiedz
    Przepraszam ze sie wtracam, czytam wasze posty i mysle o Was czesto, musicie
    byc dzielnymi kobietami.Chcialam tylko powiedziec i pocieszyc, ze z rozwojem
    dzieci to faktycznie roznie bywa.Moje z 33tyg rozwijaly sie bez zastrzezen a
    najadlam sie duzo strachu jak sie urodzily, balam sie jak to bedzie.Na
    szczescie bylo ok, czego i Tobie zycze.Trzymam kciuki za Was; pozdr.Anka
    --
    Emilka i Iga mają już...
    <a href="fotoforum.gazeta.pl.//5,2,mamaigiiemilki.html
  • 27.06.07, 11:18 Odpowiedz
    Hej Dziewczynki!
    U mnei ok, tzn czuje sie dobrze, zdrowy chlopic wywija w brzuchu, mojego
    chorutka (nie znam plci) tez czuje. Kochamy te dzieci co raz bardziej. Dlaczego
    nie moglo byc normalnie? Tylko taka schizofrenia?

    Ulineczko ja bardzo boje sie takiej sytuacji jak Twoja tzn, ze chorutek sie
    urodzi i wbrew temu co mowia lekarze, bedzie jeszcze jakis czas zyl. Moze to
    okrutne co pisze, ale u mnie nie ma nadziei, na wyleczenie dziecka.
    Gdybym miala potem patrzec jak powoli odchodzi, przez kilka tygodni to peknie mi
    serce! A jeszcze przecie zbedzie drugi dzieciaczek.

    Bardzo sie boje takiego obrotu sprawy. To by mnie dobilo i wiecej juz nei dma
    rady udziwgnac. Chcialabym, moze to okrutne, ale zeby sprawa sie szybko
    zakonczyla. Np. od razu po porodzie, lub w trakcie.

    Pozdrawiam Was.
  • 27.06.07, 12:00 Odpowiedz
    Droga Lewano!
    Możliwe,że znajdzie się jakaś obrończyni praw dziecka która z będzie chciała
    Cie potępić za Twoje słowa już widzę: "życzy śmierci własnemu dziecku" to nie
    tak ja w 100% jestem z Tobą...popieram całkowicie masz racje...pozdrawiam ciepło
    --
    Nasze zdjęcia
  • 27.06.07, 12:57 Odpowiedz
    Lewana doskonale Cie rozumiem, ale patrzac teraz po ponad roku od tej tragedii
    nie wiem co byłoby lepsze. Czasmi mysle, ze dobrze, ze Kajtus był z nami, ze
    mogłam go doknąc, raz nawet podniesc, pogłaskac. Ja do konca wierzyłam ze
    bedzie dobrze, nie dopuszczałam mysli ze cos sie moze stac. Tak długo
    czekalismy na dzieci w tak mało romantyczny sposób zaszłam w ciaze ze nie
    wierzyłam ze los dalej bedzie okrutny - a jednak.
    Ale jesli Ty czujesz ze nie dasz rady to bede sie modliła aby stało sie tak jak
    sobie zyczysz, abys nie musiała jeszcze bardziej cierpiec. Kazda z na jest inna
    i kazda z nas ma prawo do tego aby inaczej odczuwac zal i bol.

    Moja ironia losu polegała jescze na tym ze jednego dnia wybierałam wózek dla
    Małosi i trumienke dla Kajtusia. Ot kolejny kopniak...
  • 27.06.07, 13:03 Odpowiedz
    Buzula nie ma sprawy. Pytaj o co chcesz. Na kazde pytanie odpowiem, bo kto mnie
    bardziej zrozumie niz wy.
    Chciałam tylko dodac, ze moj gin(cudowny człowiek) i pani dr Agata Włoch
    (specjalistka od badan prenatalnych) twierdzili ze 31tc to bardzo duze
    wczesniactwo i powikłania moga byc bardzo powazne. Byli pełni obaw i niepokoju.
    JEdnak jak widzisz udał nam sie w 100%. fakt na usg głowki wyszły Małgosi
    poszerzone przestrzenie poza mózgowe, ale nie powiekszaj sie i jak widac nie
    maj wpływu na jej rozwój.
    I kolejny pozytyw: od porodu do dzis raz tylko była chora: miała katar ropny.
    Tak to okaz zdrowia.
    Zycze Ci Buzulko abys jak najdłuzej nosiła pod sreduszkim zdrowego dzidziusia i
    aby był tak samo silny jak moja Małgosia.

    Całuski
  • 27.06.07, 13:46 Odpowiedz
    No wlasnie tego sie boje, radosci i traumy za jednym razem. Mam juz dosc kopow
    od zycia! Moje dziecko jest naprawde bardzo chore, moze inaczej wygladac,
    chcialabym je przytulic i zeby usnelo na moich rekach, zeby nic je nie bolalo.
    Mam nadzieje, ze teraz tez nie odczuwa bolu! lekarze mowia, ze nie, ale ma
    otwarta rane na pleckach (ten rozszczep) i moze to boli?sad((
  • 27.06.07, 14:16 Odpowiedz
    wiesz co Ci powiem lewana!!!ani przez chwilę nie żałowałam,że nie mogłam
    zobaczyć ani przytulić Antka był z nim mój mąż i mama po prostu wiem,że gdybym
    go zobaczyła umarłabym razem z nim...celowo uciekłam od tego wszystkiego po to
    żeby w ogóle funkcjonować....i tak jest ciężko....mam go na zdjęciu jak jeszcze
    żył....trochę czasu musiało upłynąć zanim zdecydowałam się spojrzeć....
    --
    Nasze zdjęcia
  • 27.06.07, 18:06 Odpowiedz
    Ulineczko,

    za życzenia NIE dziękuję, aby już niczego nie zapeszyć.
    Wystarczy, że wózek bliźniaczy kupiłam w 12 tc i stoi w pokoju obok ...

    pozdrawiam,
    Buzula
  • 27.06.07, 21:41 Odpowiedz
    Witajcie,
    minęły trzy miesiące od narodzin moich chłopców. Po kilku godzinach został
    tylko jeden. Od 25 t.c. TTTS i pewność że jeden z nich nie przeżyje. A jednak
    przyszedł na świat żywy i walczył. Widziałam Go tylko podczas c.c. i potem gdy
    mnie zwieziono aby się pożegnać. Pogrzeb był bezemnie. nie pozwoliłam do Niego
    zaglądać pozostał w moich wspomnieniach piękny, skupiony we śnie. Mam moje
    drugie szczęście przy sobie jednak nie ma dnia bez łez tesknoty za Mikołajem.
    Strata czy to jeszcze w łonie czy przy porodzie czy też później chyba równo
    boli.
    Przytulam Was wszystkie. Musimy być dzielne dla tych co pozostali.
    Goja
  • 28.06.07, 21:38 Odpowiedz
    Lalka_go,

    witam, nasunęły mi się kolejne pytania, ale jeśli nie czujesz się na siłach nie odpowiadaj.
    Są osobiste i chyba trudne do końca życia, sęk w tym, że nie znajdę na nie odpowiedzi nigdzie indziej, niż tutaj, na tym forum.

    Jak się odbył poród?
    Czy ktoś Cię namawiał / kazał obejrzeć Angelikę?
    Czy dziecko obumarłe w 20/21 tyg., można pochować?

    Przepraszam jeśli jestem zbyt obcesowa.

    pozdraiwam,
    buzula
  • 29.06.07, 11:56 Odpowiedz
    Gojanew usciski dla Ciebie!
    Jest mi i Uli na pewno duzo lzej, jak czytam, ze kogos innego, tez to spotkalo.

    Wczoraj bylam na wizycie u ginki. Rozmawiamy sobie tak od serca zawsze. Pytalam
    po raz kolejny jakie sa szanse, jaki moze byc scenariusz. Powiedzial po raz
    klejny, ze z takimi wadami nie ma szans na zycie. Analizowala opis z ostatniego
    usg, to za duze skumulowanie wad, zeby mowic o pomylce, albo sie ludzic.
  • 29.06.07, 12:52 Odpowiedz
    buzula przepraszam że dopiero teraz odpisuję ale przy mojej pannie
    wszędobylskiej mało mam czasu na neta.
    co do pytań pytaj o co chcesz. cieszę się jeśli to Ci pomoże. ja niestety w
    swoim czasie nie trafiłam na taki wątek i teraz wiem że kilka spraw mogłam
    załatwić inaczej.
    jak odbył się poród? przez cc. znieczulili mi tylko brzuch tak że byłam
    przytomna. no ale i tak nic nie widziałam bo parawan zasłaniał.u góry w lampie
    widziałam tylko troszkę jak lekarz wyciągał Wiktorię- jak kurczaka uncertain
    generalnie byłam w szoku że to już. czekałam na płacz ale usłyszałam tylko 3
    kwilenia.i cisza. pytałam jakieś młodej położnej(?)czy pielęgniarki(?)czy
    wszystko ok a ona tylko mnie głaskała i mówiła że jest córeczka ale bardzo
    malutka.
    bardzo się martwiłam czy nie ma ZD bo na jednym z usg lekarka powiedziała że
    jest taka możliwość. bałam się kogokolwiek zapytac co z małą bo bałam się złych
    wieści.
    potem na sali pooperacyjnej dopiero mąż mi powiedział że Wiki miała
    niewydolność oddechową i przyniósł mi jej zdjęcie na aparacie.
    ja ją zobaczyłam dopiero na drugi dzień.
    straszne przeżycie. takie maleńkie ciałko i sto kabli.
    ale wracając do Twoich pytań.
    nikt mnie nie namawiał do oglądania Angeli. wręcz przeciwnie. o niej w ogóle
    nikt mi nic nie mówił. ja też nie pytałam. byłam tak przerażona stanem Wiki że
    wtedy tylko o niej myślałam.
    ze szpitala wypisali mnie po kilku dniach. wynajęłam pokój w hotelu szpitalnym
    i dopiero zaczęło do mnie docierać co się stało.
    pojechalismy do USC i tam przy rejestracji Wiki dostałam papierek do nadania
    imion dla zmarłego synka.oczywiście uryczałam się bo nie znałam wcześniej płci.
    potem wyczytałam na necie historię dziewczyny która pochowała dziecko z 9 tyg.
    więc zadzwoniłam do szpitala na oddział gdzie rodziłam z pytaniem co z moim
    drugim dzieckiem.pytałam czy moge pochować bo nikt mi nic na ten temat nie
    wspomniał. lekarz mnie poinformował gdzie znajduje się ciałko i że moge odebrać
    wyniki badań. jak odkładałam słuchawkę usłyszałam jak mówił do kogoś: "wyszła
    ze szpitala a teraz chce dziecko" uncertain
    na patomorfologii pan mnie powiadomił że mogę odebrać dziecko ale musi ze mną
    być ktoś z zakładu pogrzebowego (i samochód).
    tak więc potem już bez problemów pochowałam Angelę.
    natomiast odebrałam wyniki badań i przeczytałam że do badania nadesłano dwa
    łożyska i płód płci żeńskiej.
    w pierwszej chwili nie wiedziałam co czytam. przecież Wiktoria leży na sali,
    nigdzie jej nie wysyłali. niestety okazało się że szpital zgłosił do USC
    chłopca i tak mam Angelę zarejestrowaną.
    chciałam to odkręcać niestety w szpitalu mnie zniechęcili mówiąc o sądzie itp.
    zmieniłam tylko tabliczkę na cmentarzu. najważniejsze że ja i moja rodzina wie
    że to była dziewczynka.
    co do pochowania dziecka zmarłego przed 22 tyg. tu akurat to nie miało
    znaczenia.na zaświadczeniu miałam poród bliźniaczy-jedno dziecko martwo
    urodzone.nikogo nie interesuje kiedy dziecko zmarło dzień, tydzień czy jak u
    mnie 9 tyg. przed porodem.

    przepraszam za takie długie wynużenia. nie umiem krócej na ten temat. to cały
    czas we mnie tkwi i do tej pory nie ma dnia żebym nie myślała o Angelce.

    pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze. jak bys chciała pogadac to lewanka
    ma mój numer gg.
  • 29.06.07, 12:56 Odpowiedz
    Goja uściski.
    to prawda-potrzebna siła dla tych co pozostali.
    codziennie tą siłę daje mi Wiktoria.

    lalka_go mama bliźniaczek Wiktorii i Aniołka Angeliki.
  • 29.06.07, 13:18 Odpowiedz
    i jeszcze jedno.
    jak odbierałam Angelę to mielismy taką dziecięcą trumnę ale oprócz tego miałam
    też takie ozdobne pudełeczko wyścielane pieluszką.
    nie chciałam żeby Angela taka malutka musiała latać po tej wielkiej trumnie.
    pan który mi wydawał córkę spytał z dziwną miną czy chcę obejrzec ciało.
    zapytałam czy mogę a on zaraz mi odradził.
    9 tyg. w wodach płodowych niestety zrobiło swoje.Angela już nie wyglądała jak
    dziecko. ciałko już podlegało maceracji, było pergaminowe-słowa z opisu badania.
    Pan stwierdził że lepiej dla mnie nie widziec dziecka w tym stanie. że na
    oddziale mam żywą córeczkę i niech jej widok przypomina mi o drugiej.
    no i w rezultacie stwierdzilismy z mężem że zapamiętamy Angelę taka jaką mamy
    ja w wyobraźni patrząc na Wiki.
    potem czasem żałowałam że nie zdobyłam się na zobaczenie Angeli.
    do dziś nie wiem czy dobrze zrobiłam sad
  • 29.06.07, 15:52 Odpowiedz
    lalka_go
    myślę że dobrze zrobiłaś zapamiętując maleńką ze swojej wyobraźni. Ja
    zobaczyłam Mikołaja, miałam dla niego nawet takie maleńkie ubranka (35 t.c.
    1370g ale On urodził się żywy. Był taki podobny do braciszka że patrzę teraz na
    niego i wyobrażam sobie mojego Aniołka. Gdyby umarł wcześniej jak przewidywali
    lekarze też wolałabym pozostawić obraz z wyobraźni.
  • 29.06.07, 15:58 Odpowiedz
    Ja miałam to szczęście być pod opieka psychologa od chwili gdy trafiłam na
    oddział. Był też ze mną gdy poszłam pożegnać się z maleństwem. Jeszcze przed
    porodem zadałam wszyskie nurtujące pytania. To bardzo pomaga. Oni są
    przygotowani do takich przypadków, mają też bardzo duże doświadczenie jak
    postępować z mamami w takich trudnych chwilach.
    Mnie strasznie pomogli choć żalu nie mogli ukoić.
  • 29.06.07, 16:53 Odpowiedz
    Lewana to bardzo wazne moc tak szczerze porozmawiac z lekarzem. Mnie prowadził
    bardzo młody lekarz (moze 5-6 lat starszy odemnie) i do dzisiaj czuje ze miałam
    w nim przyjaciela.
    Na poczatku widziałam ze badał moje podejscie do ewneutalnego uposledzenia czy
    smierci dziecka, a potem był szczery do bólu ale i bardzo ciepły i serdeczny i
    wyrozumiały. I miałam szczescie ze akcja porodowa zaczeła sie na jego dyżurze.
    W całej tej smutnej historii poznałam wielu wspaniałych ludzi dzięki którym
    mogłam nawet czasami sie uśmiechnąc.
    A najgorsze to było jak po tygodniu przebywania na bardzo przyjaznym odzdziale
    neonatolgii Kajtek został przewieziony do Zabrza. Stary budynek, ciemne
    korytarze, okropny smród (sama nie wiem czego, klaustrofobiczne pomieszczenia,
    inkubator przy inkubatorze, respiratory, kable, kabelki, brudne szare sciany,
    niemiły presonel. Wrazenie: umieralnia!!! To i tak Kajtus był na sali gdzie
    było 5 inkubatorków a obok na erce chyba ze 20 ich było. Dzieci z wenflonami w
    głowce na rekach, nogach, same maluszki. I ciagły pacz rodziców i ksiadz który
    chrzicł dzieci... Do dzisiaj sa to najgorsze koszmary. I tego nigdy nie zapomne
    niestety.
    Dopiero po smierci lekarki zrobiły sie jakby przyjazniejsze i bardziej
    serdeczne. A jak po roku (wczesniej nie miałam odwagi) pojechałąm po odpis
    zgonu i wynik sekcji to prowadzaca pani dr zaprosiła mnie na rozmowe i dopiero
    wtedy powiedziała ze tak jest lepiej dla Maluszka, bo mógłby bardzo cierpiec i
    wogole o konsekwencjach takiego niedotlenienia. SZkoda ze dopiero teraz
    przekonałam sie o jej dobroci i profesjonalizmie.

    Przepraszam za ten post, ale czasem musze te negatywne uczucia wyrzucic.
    Dobrze ze do Was trafiłam i wiem ze łatwiej jest przezyc cos razem..
    Lewana gdzie robiłas ivf, bo ja w Novum
  • 29.06.07, 19:22 Odpowiedz
    Bardzo dziękuję.
    no właśnie na takie wyczerpujące informacje czekałam.
    I jak zwykle łzy same mi ciekną ...
    Ściskam Was wszystkie,
    Buzula
  • 29.06.07, 19:28 Odpowiedz
    Lalka_go,

    powiem wprost boję się i nie obejrzę chłopca, wolę pamiętać widok maleńkiego starszego synka gdy przyszedł na świat i z tym obrazem z pamięci utożsamiać synka-bliźniaka.

    Dziś nawet nie wiem czy będę miała siłę na maleńką trumienkę i pogrzeb ...
    Dlatego tak wypytuję o ten przygnębiający fakt z Waszego życia (wciąz piszemy o sobie ale tak naprawdę nasi faceci też to przezywają, może inaczej, nie siedzą na forach, ale mój jest strapiony ...) aby wiedzieć co począć.

    jeszcze raz dziękuję,

    Buzula
  • 29.06.07, 19:30 Odpowiedz
    gojanew,

    dziękuję za wszystkie porady i to, że jesteś tu z nami,

    buzula
  • 29.06.07, 20:08 Odpowiedz
    Witajcie,
    nie jestem mamą aniołka, to moja siostra urodziła dziewczynkę, która z uwagi na
    potężne wady rozwojowe zmarła 25 minut po urodzeniu. Chciałam tylko napisać, że
    pogrzeb i miejsce pochówku są bardzo ważne dla mojej siostry, pozwalają jej
    przechodzić żałobę i opłakiwać stratę dziecka. Nie widziała córeczki po
    urodzeniu, nie miała odwagi, pogrzebem zajął się jej mąż, malutka jest pochowana
    przy naszej mamie i jest częścią naszej rodziny, naszej historii. Pozdrawiam Was
    ciepło.
  • 30.06.07, 09:25 Odpowiedz
    gojanew napisała:

    > Ja miałam to szczęście być pod opieka psychologa od chwili gdy trafiłam na
    > oddział. Był też ze mną gdy poszłam pożegnać się z maleństwem. Jeszcze przed
    > porodem zadałam wszyskie nurtujące pytania. To bardzo pomaga. Oni są
    > przygotowani do takich przypadków, mają też bardzo duże doświadczenie jak
    > postępować z mamami w takich trudnych chwilach.
    > Mnie strasznie pomogli choć żalu nie mogli ukoić.

    to zależy od osoby,bo ja owszem miałam propozycję rozmowy z psychologiem, ale
    absolutnie tego nie chciałam...pierwsze dni nawet z mężem nie mogłam
    gadać...miałam wrażenie,że jak ktoś poruszy ten temat spadnę w przepaść i nie
    podniosę się już...przez jakiś czas skutecznie odpychałam to wszystko od
    siebie, a potem i tak mnie dopadło...

    --
    Nasze zdjęcia
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-313
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.