• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Szukam kobiet które stracily jedno z bliźniąt. Dodaj do ulubionych

  • 10.04.07, 16:12
    Szukam kobiet które znajdują sie w podobnej sytuacji jak ja, zn stracily
    jedno z bliźniat w ciazy bliźniaczej. Chcialabym wiedziec jak sobie radzicie
    w trudnych chwilach.
    Edytor zaawansowany
    • 10.04.07, 17:30
      Witam,
      bardzo współczujęsad
      Odwiedź forum www.dlaczego.org.pl - tam są dziewczyny po stracie dzieci, kilka
      straciło jedno z bliźniąt. Ja znalazłam tam mnóstwo wsparcia po śmierci mojej
      córeczki, dms
    • 26.04.07, 19:00
      witam. ja niestety straciłam jedną córcię. zasnęła w brzuszku w 22 tyg. ciążę
      donosiłam do 31 tyg. odeszły mi wody i urodziłam przez cc. Wiktoria jutro
      kończy 11 miesięcy , waży ponad 11 kg i jest moim największym skarbem. a
      Angelika czuwa z góry .
      jak sobie radziłam w trudnych chwilach? nie radziłam sobie. a te chwile nadal
      sie zdarzają. i tez sobie z nimi nie radzę. poprostu czekam na kolejny dzień.
      zawsze mam nadzieje że będzie lepszy.
      jesli chcesz pogadać to mogę Ci podac gg. daj znać jesli będziesz chciała numer.
      pozdrawiam.
      • 26.04.07, 21:16
        Lalka_go spr prosze maila gazetowego. Chcialam pogadac,mozesz podeslac gg? Na
        lewana77@gazeta.pl
        Dzieki
        • 27.04.07, 08:46
          lewana podałam Ci gg na meila. odezwij się to pogadamy.
          trzymaj się.
          pozdrawiam
    • 27.04.07, 12:56
      Bardzo ci współczuję,

      sporo takich mam jest na forum "strata dziecka, chore dziecko" i były też na
      wcześniakach.
      • 03.05.07, 16:27
        Dziekuje Wam dziewczyny. Bardzo mi przykro lalko z powodu Twojej straty. Ja
        dowiedzialam sie ze malenstwo nie zyje w 9tc a i tak bardzo to przezywalam gdyz
        czekalam na ciąze ponad 4 lata a wiadomoasc o bliźnietach byla dla mnie
        blogoslawienstwem. Od tego minal juz miesiac, jakos sobie radze ale i tak nadal
        o tym czesto myśle i lzy same sie cisną do oczu. Ciągle myśle ze mi sie to
        tylko śni, ze ono zyje...chyba nigdy sie do konca z tym nie pogodze.
        Pozostal tez strach o drugie i mimo ze narazie wszystko jest dobrze to drże o
        nie kazdego dnia.
    • 05.05.07, 14:31
      Wiaj,
      ja straciłam jednego z chłopców w 14 tc, a drugi synek ma teraz 10 miesiecy i
      moja rada jest taka: szukaj dobrego ginekologa, a lepiej dwóch. Taka ciąża
      wbrew pozorom wymaga dobrego specjalisty: mój ginekolog (sława, najpelszy w
      mieście) przekonywał mnie, że nic nie zagraża dziecku i mnie. A jak okazało się
      gdy trafiłam w 33 tc do kliniki to tak nie jest cąłkiem prawda (moze ale nie
      musi). Przy przyjęciu na oddział zastanowiło mnie stwierdzenie jednej z
      lekarek: niech się Pani nie martwi bedzie dobrze, już były takie przypadki i
      dobrze się skończyło. Ja zaczęłam wtedy dopier mysleć!!!! Niesty obumarcie
      jednego z płodów może działać (przypominam: choć nie musi!!!) na organizm i
      matki i drugiego dziecka, a od jego usytuowania zalezy jak ono się rozwija i
      jak pracuje łożysko, którego część obumiera wraz z nim!!!
      U mnie skończyło się cc w 33 tc z rozpoznaniem: hipotrofia płodu, moje
      nadciśnienie i patologiczne przepływy. Syn urodził się 940 g z zatruciem
      organizmu przez zmarłego brata!!!
      Nie straszę, ale proszę: zrób usg połówkowe, przepływy i często odwiedzaj swego
      lekarza.
      Powodzenia Beata
      • 05.05.07, 17:09
        Mi lekarze mówili że musimy sprawdzać jak się miewa Wiktoria po śmierci
        siostrzyczki. czy nie powiększa jej się serduszko czy nie ma problemów z
        krążeniem. nic nie mówili o zagrożeniu dla mnie. ale po porodzie dłużej
        trzymali mnie w szpitalu bo kilka razy sprawdzali czy nie mam zakażenia.
        na szczęście ciąża była dwuowodniowa, dwukosmówkowa co dawało nam nadzieję dla
        Wiktorii.
        kontrol Wiki mielismy co 2 tyg. w matce polce w Łodzi.
        a Wy jaką macie/miałyście ciążę?
        • 09.05.07, 13:32
          U mnie ciąza byla dwukosmówkowa, dzieci zupelnie niezaleznie sie umiejscowily.
          Jedno obumarlo w 6/7 tyg o czym dowiedzialam sie dopiero w 9tyg.
          • 12.05.07, 20:25
            ja straciłam Antka kilka godzin po urodzeniu a Jas jest z nami waży 5 kg i jest
            kochany.Serce mi pęka kiedy pomyślę że mogłam mieć ich dwoje takich samych. Jak
            chcesz pogadać napisz mimi0080@gazeta.pl
            • 12.05.07, 21:09
              Czesc dziewczynki!
              Postanowilam napisac na tym watku, choc jeszcze nie stracilam dziecka, ale to
              chyab bedzie nieuniknione... Z Polpotworkiem i Lalka juz sie znamy, szkoda, ze w
              takich smutnych okolicznosciach przyszlo nam sie "zgadac". Bardzo to smutne.
              U mnei sytuacja wyglada tak, ze jestem w ciazy blizniaczej,po in vitro. Teraz
              jest 16tc, niestety na kolejnym juz usg wyszla wada u jednego dziecka (bardzo
              powazna, letalna). Drugie jest zdrowe i oby tak zostalo. Czekam teraz na
              amniopunkcje, chce wiedziec WSZYSTKO do konca ... To tortura wiem...
              Nie wiem co bedzie dalej, nie mam jeszcze lekarza wybranego, bo ta sytacja
              wszystko zmienila (poki co usg robie u Roszkowskiego). Nie wiem czy dziecko
              przezyje, czy umrze w brzuchu? Czy bedzie dlugo zyc po porodzie? Ja my bedziemy
              wtedy funkcjonowac? Czy drugiemu dziecku nic nie zagrozi? (bardzo sie tego
              boimy) To jakas schizofrenia, czuje sie jakby to dzialo sie obok, ale nawet
              jestem dziwnie spokojna... Czekam i czekam i jeszcze tyle dni do konca...

              Ania
              • 12.05.07, 22:39
                na temat, bardzo madry archiwalny watek
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=21872099
              • 31.05.07, 16:32
                lewana77 napisała:

                > Czesc dziewczynki!
                > Postanowilam napisac na tym watku, choc jeszcze nie stracilam dziecka, ale to
                > chyab bedzie nieuniknione... Z Polpotworkiem i Lalka juz sie znamy, szkoda, ze
                > w
                > takich smutnych okolicznosciach przyszlo nam sie "zgadac". Bardzo to smutne.
                > U mnei sytuacja wyglada tak, ze jestem w ciazy blizniaczej,po in vitro. Teraz
                > jest 16tc, niestety na kolejnym juz usg wyszla wada u jednego dziecka (bardzo
                > powazna, letalna). Drugie jest zdrowe i oby tak zostalo. Czekam teraz na
                > amniopunkcje, chce wiedziec WSZYSTKO do konca ... To tortura wiem...
                > Nie wiem co bedzie dalej, nie mam jeszcze lekarza wybranego, bo ta sytacja
                > wszystko zmienila (poki co usg robie u Roszkowskiego). Nie wiem czy dziecko
                > przezyje, czy umrze w brzuchu? Czy bedzie dlugo zyc po porodzie? Ja my bedziemy
                > wtedy funkcjonowac? Czy drugiemu dziecku nic nie zagrozi? (bardzo sie tego
                > boimy) To jakas schizofrenia, czuje sie jakby to dzialo sie obok, ale nawet
                > jestem dziwnie spokojna... Czekam i czekam i jeszcze tyle dni do konca...
                >
                > Ania

                Witajcie dziewczyny!

                nie jestem sama, jak Ania wiem, że jedna z dziewczynek jest chora nt 5,8 cm, powiększone nerki, obrzęk ogólny ustąpił na rzecz wykrytego przed godziną obrzęku trzewii ... cytuję lekarza, któremu bardzo ufam i który sam wysłał mnie na konsultacje do kolegów z bielańskiego szpitala: 'źle natura wybrała, że ten dzidziuś jeszcze żyje'. Dziś zaczęliśmy 20 tydzień. jutro a najpóźniej 6-go czerwca będę miała wyniki aminopunkcji.
                Mój dylemat to czy poddać się 'terminacji płodu' jeśli wyjdą z aminopunkcji wady ?
                właściwie o wadzie genetycznej nie mam co marzyć, że nie będzie bo z 3-ech lekarzy żaden nie daje nadzieji ... ryzyko Downa 1;4, ryzyko trisomi 18 i 13 wynosi 1;11.

                A dodam, bo sama wcześniej nie wiedziałam, terminacja płodu to usmiercenie dziecka poprzez przebicie pęcherza płodowego i podania do serca chlorku potasu.

                PONOĆ im ciąża starsza tym chore dziecko (jego obumarcie) zwiększa ryzyko utrzymania przy życiu drugiego dziecka (toksyny).

                Czy któraś z was stanęła przed takim wyborem ???

                buzula
      • 29.05.07, 18:38
        Bzet a czy drugi synek jest zdrowy? Czy to, ze byl wczesniaczkiem mialo jakis
        wplyw na jego zdrowie?
        • 04.06.07, 01:01
          Witaj, dopiero terazodpowiadam. Tymek ma teraz 11 miesiecy, jest inteligentnym
          sprawnym, zdrowym, bardzo wesołym maluszkiem (dopiero 6400) po przejściach.
          nadal chodzimy na rahabiltację i zalicamy wielu specjalistów, ale wszystko jest
          w najlepszym porzadku. Poradził sobie dosoknale z wylewem II stopnia,
          cholestazą wątrobową, zapaleniem jelit, a nawet przepuklinka pchwinowa mu się
          zmiejszyła. Nie churuje, dopiero teraz w te uapły dostał katar, a wcześniej
          starsza siostra zaraziłą go ospą.
          I jeszcze słuch i wzork całkowicie prawidłowe. Tak że jego historia jest
          optymistycza!!!
          • 04.06.07, 01:08
            Witaj, miała przerwę na forum,więc odpowedź post wyżej. Ślędzę wasze wypowiedzi
            i powracją do mnie wspomnienia sprzed roku... to koszmar. Słowo "terminacja"
            do tej prory wywołuje skurcz mego żołądka.
            Powodzenia, czasem bywa lepiej niż myślimy
            beazet
    • 13.05.07, 11:09
      Jest mi bardzo przykro, ale może jeszcze zdarzy się cud? Nie wiem co napisać,
      będę trzymać kciuki...
      Mama Kamila 28.11.05 33tc,1720g,49cm
    • 26.05.07, 00:55
      7 tc usg biją dwa serduszka w jednej owodni.
      10 tc - jeden maluszek rozwija się dobrze, po drugim widać tylko pozostałości
      pęcherzyka żółtkowego.
      Ciąża była trudna - po dwóch wcześniejszych poronieniach - po drodze wyszła
      jeszcze cukrzyca ciążowa, niewydolność szyjki, po 34 tc - po krwawieniu z
      łozyska - pobyt w szpitalu. Ostatecznie poród po odstawieniu gwałtownym leków
      rozkurczowych po 36 tc, zakończony cc (synek byl podwieszony na pępowinie).
      Pomimo 5/8 pkt i niedotlenienia okołoporodowego, synek rozwija się dobrze,
      asymetria komór mózgowych wywołana niedotlenieniem już się cofnęła.
      Teraz ma 7,5 mies. i pełza, turla się i ostro przygotowuje do raczkowania. Jak
      do tej pory - wszystkie wizyty u specjalistów są formalnością. Trochę kłopotów z
      trawieniem mamy - cierpi na tym głównie moja dieta.
      Nie raz zastanawiam się, jak by było, gdyby było ich dwóch.
      • 31.05.07, 21:58
        BUZULA
        Kurcze kochan tak mi przykro, jedziemy n atym samym wozku, z tym, ze ja
        diagnozuje sie na Czerniakowksiej, choc w Bielanskim tez bywam (ale u Kretowicza
        jeszcze nie bylam, chodze do Roszkowskiego z ww szpitala). Ponoc to jedna szkola
        ginekologow (+Debski i Garwolinski).
        Ja nie zrobilam w koncu amniopunkcji, bo maly chory ma malo wod plodowych i nie
        bylo z czego pobrac wlasciwie... Poza tym balam sie ryzyka, ze a nuz widelec cos
        sie jeszcze pogorszy...

        Napisz dokladniej jak u Ciebie wyglada sprawa??? Czy to ciaza 2 owodniowa, 2
        kosmowkowa? Jesli tak, to jest male ryzyko, aby chory po smierci jakos
        specjalnie przeszkodzil drugiemu zdrowemu (czy drugi plod prawidlowo sie
        rozwija?? u mnie tak) Gorzej jesli to jednojajowa ciaza, lub ze 2 jajowa ze
        wspolnym lozyskiem. Ja duzo o tym czytam (oblozylam sie naukowa literatura) nie
        jest powiedziane na 100%, ze obumarcie w 2 trym., jest lepsze ....W 1 trym. tak
        (jest szansa, ze plod sie wchlonie, zmaceruje), ale w 2 to juz z tym gorzej. Ja
        wyszlam z zalozenia, ze im dluzej bedzie zyl tym lepiej dla mnie i dla drugiego
        dziecka. W sumie moze sam umrzec, moze umrzec zaraz po porodzie...
        Jesli umrze w powiedzmy 20 tc, to tez nie jest tak ok, bo moze sprowokowac
        wczesniejszy porod, moga odejsc wody,wtedy na serio zagraza zdrowemu dziecku.

        Jesli chcesz pogadac (obie jestesmy z Wawy) daj znac na lewana77@gazeta.pl albo
        moze masz gg?

        A co do usmiercenia za pomoca zastrzyku, to nie wiem czy wogole sie to
        praktykuje??? Mi Roszkowski powiedzial, ze cyt:"nie zabije tego dziecka" i nie
        (nie da mi namiarow) poleca mi szukac "fachowcow", ktorzy niby moga to zrobic,
        bo moga mi wiecej zaszkodzic zdrowotnie, niz pomoc.
        Jutro ide ponownie do gina. to spytam o ten zastrzyk, co on o nim sadzi.

        Generalnie mi poradzono czekac (18,5 tc). No i tak sobie czekamy, nie ingerujemy.

        Odezwij sie, i trzymajmy sie!
        • 31.05.07, 22:06
          Ponieważ w przypadku ciąży mnogiej nie ma dostatecznie wiarygodnego badania
          przesiewowego surowicy krwi ciężarnej, można ze względu na wiek matki lub w
          oparciu o podejrzany wynik badania USG wykonać amniopunkcję lub biopsję
          kosmówki. Powszechnie przyjęte postępowanie w przypadku ciąży mnogiej obejmuje
          dokładne badanie ultrasonograficzne, które wykonuje się między 18. a 20.
          tygodniem ciąży. Poradnictwo przed badaniem prenatalnym powinno uwzględniać
          możliwości rozpoznania ciężkich wad u jednego lub obu płodów oraz kwestie
          zakończenia ciąży, selektywnej terminacji płodowej lub kontynuacji ciąży bez
          jakichkolwiek interwencji.

          Przebieg ciąży po selektywnej terminacji płodowej nie zawsze jest korzystny. W
          badaniu obejmującym 50 kobiet poddanych temu zabiegowi między 13. a 23.
          tygodniem, ryzyko porodu przedwczesnego było wyższe w tych przypadkach, w
          których zabieg wykonano po 20. tygodniu ciąży. Autorzy konkludują, że selektywna
          terminacja płodowa może wcale nie zmniejszać ryzyka wcześniactwa związanego z
          obecnością zdeformowanego bliźniaka, a jednocześnie sam zabieg może zwiększyć
          ryzyko porodu przedwczesnego dla płodu, który przeżył11.

          Niewiele jest danych na temat kontynuacji ciąży bez selektywnej terminacji
          płodu, u którego wykryto wadę. W niewielkiej grupie porównano przebieg 14 ciąż
          bliźniaczych, w których stwierdzono wady rozwojowe u jednego płodu z grupą
          kontrolną, którą stanowiły kobiety z prawidłową ciążą bliźniaczą. W grupie z
          wadami częściej wykonywano cięcie cesarskie, zaobserwowano także większą liczbę
          porodów przedwczesnych niż w grupie kontrolnej12. Istnieją jednak ograniczenia
          dotyczące interpretacji wyników tego badania, ponieważ grupa kontrolna nie była
          dopasowana w czasie do grupy badanej. Konieczne jest przeprowadzenie szerszych
          badań dotyczących ostatecznych wyników przebiegu ciąży bliźniaczej po dokonaniu
          w drugim trymestrze selektywnej terminacji płodu z wadą. W przypadku wad
          letalnych niezbędne są dane porównawcze wyników prowadzenia dwu grup �
          pierwszej, w której dokonano by selektywnej terminacji płodu z drugą, w której
          kontynuowano by niezredukowaną ciążę.

          Żródło:
          www.libramed.com.pl/WPG/NumeryArchiwalne/21/09.html
          • 31.05.07, 22:15
            i jeszcze cos
            Selektywna terminacja płodowa określana jest skrótem MFPR – (multifetal
            pregnancy reduction). Skrót ten oznacza redukcję ciąży wielopłodowej. Tę
            możliwość bierze się pod uwagę w przypadku ciąży wielopłodowej, gdy któryś z
            płodów wykazuje ciężkie wady rozwojowe oraz w celu zmniejszenia ilości
            rozwijających się płodów ograniczając tym samym ryzyko wystąpienia ciężkich
            powikłań zarówno dla matki jak i dla płodów. Redukcji można dokonać do ciąży
            pojedynczej lub ciąży bliźniaczej. Ważną rzeczą jest, by zabieg wykonany był jak
            najwcześniej. Najczęściej wykonywany jest w 10 tygodniu ciąży. Do klatki
            piersiowej płodu podaje się chlorek potasu co wywołuje zatrzymanie akcji serca
            płodu oraz jego wewnątrzmaciczne obumarcie. Niestety zabieg ten może powodować
            wiele powikłań w dalszym przebiegu ciąży. Zwiększa się ryzyko wystąpienia
            poronienia czy też porodu przedwczesnego. Selektywna redukcja płodów stanowi
            duży problem etyczny i emocjonalny zarówno dla rodziców jak i dla lekarzy. W
            związku z zagrożeniami dalszego przebiegu ciąży jak również z możliwością
            wystąpienia psychologicznych następstw zabiegu, wykonuje się go wyłącznie na
            wyraźną prośbę rodziców wyrażoną na piśmie.
            www.forumginekologiczne.pl/trudne/ep,295
            • 31.05.07, 22:25
              A to odpowiedz jednego experta-ginekologa z forum o nieplodnosci, gdzie zadalam
              pytanie o redukcje (zaraz po zlym wyniku NT)

              Cyt:
              Niestety może to być defekt jednego z płodów. Embrioredukcja jest w Polsce
              zakazana prawnie. zreszta technicznie ona w tej sytuacji ze względu na ew wyniki
              amnipunkcja w 16 tyg jest niewykonalna Zagrożenia dla drugiego płodu raczej nie
              ma niestety tutaj nalezy dlaje diagnozowac przebieg ciązy Z poważaniem JD
          • 01.06.07, 09:54
            widzę, że lektury mamy te same.
            Ula
        • 01.06.07, 10:41
          Lewana,

          odpisałam e-mailem.

          buzula
    • 31.05.07, 22:52
      Po wielu latach staran i leczenia zaszłam w upragniona ciaze.(przesłam zabieg
      ivf) Szczescie bylo podwojne poniewaz okazalo sie ze pod serduszkiem nosze dwie
      male istotki.
      Do 21tc wszystkie badania byly super, usg genetyczne w 12 i 19tc nie wykazaly
      niczego zlego. W 22tc okazalo sie ze synus jeste niedotleniany i grozi mu nawet
      zgon wewnatrzmaciczny. Od tego momentu bylam pod stala kontrola lekarza, co
      kilka dni usg i brak szans na donoszenie ciązy i zdrowego synka. Corka
      rozwijala sie prawidlowo i lekarze walczyli o nia. Ja wierzylam, ze Kajtus
      bedzie zyl, wierzylam ze zacznie rosnąc, ze da rade. I tak w 31tc zaczelo
      zanikac jego tetno. Lekarze nie chcieli go ratowac wczesniejsza cesarka
      twierdzac, ze narazaja zdrowa dziewczynke na bardzo duze wczesniactwo. Moja
      Malgonia sama zdecydowała, przebila swoj worek owodniowy i tak 09.04.2006 na
      dwa miesiace przed terminem rozpoczela sie akcja porodowa zakonczona
      narodzinami Malgoni i Kajtusia. Zebrani ginekolodzy i neonatolodzy nie mogli
      uwierzyc, ze Kajtus jest w tak dobrej formie. Najpierw dostal 2 punkty w skali
      Apgar ale następnie juz 7. Oddychał samodzilenie, wszystkie odruchy byly
      prawidłowe. Razem ze swoja siostrzyczka trafili do inkubatorków. Byłam
      najszczesliwsza kobieta pod słoncem, która uwierzyła, ze cuda sie zdarzają.
      Wszystko było super az do Niedzieli Wielkanocnej kiedy to okazało sie ze Kajtus
      jest w bardzo zlym stanie. Przestal jesc, nie wyprózniał sie, był apatyczny i
      wymiotował kalem. Nerwowe szukanie miejsc na odziałach intensywnej terapii i
      zostaje przewieziony do Zabrza. Diagnoza brzmi: Martwicze zapalenie jelit oraz
      posocznica. Lekarze przeprowadzaja operacje wycinajac czesc jelitek. Walcza z
      posocznica, ale rokowania sa bardzo zle. Kajtus ma olbrzymia chec do zycia i po
      kilku transfuzjach krwi wychodzi z posocznicy. Niestety jelitka nadal nie
      pracują. Kolejna operacja. Kajtusiowi zostaje 15cm jelitek - jesli przezyje to
      bedzie to dla niego straszne zycie. 28kwietnia, kiedy widziałam jak gasnie
      przywiozłam mu i powiesilam na inkubatorku malego Aniołka, który zabiera go do
      Siebie.
      Mam w domu Małgosie, która jest zdrowa, bardzo pogoda dziewczynka i jestem
      szczesliwa, ale nie ma dnia zebym nie plakala myslac o moim Malym Wielkim
      Bohaterze.
      A najbardziej przykrym momentem nie byl pogrzeb, ale chrzest Kajtusia w
      szpitalnej sali w obecnosci pielegniarek, rurek, respiratorów i umierajacych
      dzieci...
      I o ironio losu w dniu kiedy zalatwialismy formalnosi pogrzebowe dowiedzielismy
      sie ze Malgosia wychodzi ze szpitala i w jednym dniu wybieralismy trumienke i
      wozek.
      Od tych wydarzen minał rok a strata Kajtusia boli co raz bardziej i bardziej i
      nie umiem sobie z tym poradzic, nie umiem...

      • 01.06.07, 10:03
        Ulineczka,

        bardzo mi przykro, że Kajtuś Was opuścił.
        szczerze mówiąc bardzo się boję takiej sytuacji.
        Ja też mam na imię Urszula - co za zbieg okolicznośc ??

        Dziś powinnam wyżebrać telefonicznie wyniki aminopunkcji, ale wczoraj obrzęk do jednej dziewczynki wrócił w trzewiach ... i moja nadzieja gaśnie.

        ula
        • 01.06.07, 14:25
          Ulineczko bardzo mi przykro, pisz do nas jesli Ci to pomoze.
          Sciskam Cie!
          • 01.06.07, 14:28
            Bylam dzis na usg,chory dzidzius ma postepujacy rozszczep, na calej dlugosci
            pleckowsad Nic z tego nie bedzie,nie ma co sie ludzic.

            Ale zeby nie bylo tak smutno, mamy niespodzianke na Dzien Dziecka-znamy plec
            drugiego dziecka!

            Oby tylko jak najdluzej nosic dzieciaki w brzuszku!
            • 01.06.07, 21:24
              Wiem co czujesz i serce mi pęka jak słysze ze ktos moze stracic jedno z
              dzieciatek. Ja mimo bardzo złych diagnoz walczyłam do końca lwica o Kajtusia,
              niestety nie udało sie.
              Dzisiaj byłam u niego na cmentarzu i o dziwo pierwszy raz nie płakałam, ale żal
              i tęsknota sa ogromne.
              Dobrze ze nie jestem sama, dobrze ze jestescie, choc nie w takich
              okolicznosciach chciałabym poznac dobrych ludzi

              Lewena trzymaj sie dla drugiej córeczki, walcz dla niej i nie poddawaj się.
              Musisz to wytrzymac, zeby nie stracic ich obu. Przepraszam nie doczytałam, skąd
              jesteś?
              • 02.06.07, 06:49
                Ulineczko,

                tak pisz do nas myślę, żę nie tylko Tobie pomoże ale i nam.
                Łza oczywiście w oku mi się kręci jak wyobrażam sobie Ciebie / siebie nad maleńkim grobem.

                Wczoraj rozmawiałam z Lewana77 przez telefon - Boże jak ja tego potrzebowałam.

                Wszystkie musimy być dzielne ... więc wspierajmy się.

                Buzula
                • 02.06.07, 22:42
                  Buzula nadzieje trzeba miec do końca, bo natura jest nieobliczalna i zawsze
                  może zdarzyć sie cud i mozesz miec dwie zdrowe dziewczynki.

                  Ja jak usłyszam od lekarzy ze Kajtus umrze, albo bedzie uposledzony i to nie
                  tylko psychicznie, ale i tez jego organy moga bardzo zle pracowac - pcząwszy od
                  niewydolonsci nerek, przez choroby skóry, watroby, jelit to powiedziałam do
                  Boga: jesli ma byc zdrowy to bedzie żył, a jesli ma cierpiec to odejdzie do
                  Aniołków. I wiem ze gdyby zył to by cierpiał, wiec dla niego lepiej, ale zawsze
                  do konca zycia bedzie pytanie DLACZEGO, DLACZEGO TO NIE MOGŁA BYC ZDROWA,
                  NORMALNA CIĄŻA, DLACZEGO...
                  I powiem Ci Buzula, ze jak mysle o tym co teraz przezywasz i Ty i Lewana to
                  serce mi peka. Ta niepewnosc, strach... przeraza mnie to
                  Trzymam za Was i poprosze mojego Małego Aniołka o wsparcie dla Was u samego Pana
                  • 02.06.07, 23:17
                    Ulineczko,

                    niestety znam już wyniki amino i nie mam złudzeń, nadzieji i odwagi stawić czoła wychowaniu chorego dziecka.
                    Okazało się, że noszę pod sercem zdrową dziewczynkę i chłopca z trisomią 21.

                    Na pewno wiesz, że z trisomią 21 żyją i 40-sto latkowie prowadzani przez stareńkie mamy za rączkę po parku, ich IQ max. przy dużym szczęściu osiąga poziom końca szkoły podstawowej, w żadnym urzędzie nic same dla siebie nie załatwią, średnio w wieku 4-rech lat zaczynają chodzić. Są skazani po śmierci rodziców na wielką niewiadomą. A gdzie opieka nad starszym synkiem i siostrą bliźniaczką ... ?



                    Buzula
                    • 08.06.07, 22:10
                      Buzula odezwij się. Daj znac jak sie czujesz. MArtwie sie o Ciebie.
                      Lewana Ty tez zamilkłas a nie ma dnia zebym o Was nie myślała.
                    • 05.12.07, 01:30
                      Witam czytalam teraz posty i przepraszam ale mam syna z 21+ , ma dzis 13 prawie
                      14 lat sam odbiera z poczty paczki, wyplaca pieniadze z bankomatu, chodzi na
                      zakupy do szkoly.........
                      Tez mialam przerazajacy obraz po uslyszeniu diagnozy na porodowce, kilka dni
                      wczesniej dowiedizlam sie ze z blizniat jest jedno dzieciatko a nastepnie po
                      porodzie jazda z wada genetyczna........
                      Pisz jesli masz ochote

                      Pozdrawiam
                      --
                      1% dlaRodgera

                      Dzieci potrzebują miłości - szczególnie wtedy gdy na nią nie zasługują. /Henry
                      David Thoreau/
    • 03.06.07, 11:01
      Prosze, nie podejmuj decyzji o zabiciu swojego synka
      Prosze, wejdz na strone www.darzycia.pl
      wejdz tez na strone www.zakatek21.pl
      zobaczysz, ze to, co piszesz o dzieciach z Zespolem Downa to nieprawda, to same mity
      ze te dzieci rozwijaja sie, sa zrodlem radosci, kochaja rodzicow,odnosza sukcesy
      daj swojemu synkowi szanse...
      prosze zajrzyj na te strony
      zobaczysz, ze wiekszosc matek z dzieci z ZD miala takie watpliwosci jak Ty
      ze tez sie obawiali
      a jednak...one znajduja czas na wychowanie innych dzieci, prace, sa szczesliwe
      tylko daj swojemu Synkowi szanse na to wszystko
      • 03.06.07, 20:57
        Buzulka wiesz co ja mysle, Twoja decyzja jest trudna, ale to mniejsze zlo. Gdyby
        to bylo pierwsze dziecko, moze myslalbym inaczej...
        Ty wiesz...

        Trzymam kciuki! Daj znac koniecznie (tel.)
    • 03.06.07, 22:03
      A jednak zapraszam na Dar Zycia i na Zakatek21
      tam mozna zobaczyc jak wspaniale rozwijaja sie maluszki z ZD
      ile niosa radosci, ile odnosza sukcesow
      jesli jest wiecej dzieci w rodzinie - to tym wspanialej
      taki maluszek po prostu nasladuje rodzenstwo, szybciej sie rozwija
      to wcale nie jest tak, ze dziecko z ZD nic nie moze zalatwic jako dorosly, ze zawsze jest niezaradne, ze musi byc zle. To jest mit. Tak bylo w przeszlosci. A teraz, kiedy sa inne metody wspomagania i inna wiedza dzieci te rozwijaja sie naprawde dobrze
      prosze zobaczyc na Darze Zycia i na Zakatku21 jak wielu rodzicow mialo watpliwosci, wahalo sie, balo sie, uwazalo, ze to bedzie zle. A okazuje sie, ze takie dziecko daje naprawde wiele szczescia..
      Blanka
      • 03.06.07, 22:27
        Buzula - nie wiem co Ci napisać. Decyzja jest bardzo trudna a Ty zrobisz to co
        uważasz za najlepsze dla siebie i reszty rodziny.
        Jestem z Tobą całym sercem i przytulam mocno w tych trudnych chwilach
    • 04.06.07, 01:18
      Chyba wobec koniecznosći rozwiązywania takich problemów nie ma łatwych decyzji:
      bez względu na to jaką decyzje się podejmie to jest cieżko. Pozdrawiam gorąco!!!
      • 04.06.07, 09:01
        o rany jak nas tu dużo... sad dlaczego sad

        ale szczerze powiem że ja nigdy nie usłyszalam że mogłabym dokonać terminacji
        ciąży.
        cieszę się w takim razie bardzo że nikt mnie nie stawiał przed takim wyborem.
        o chorobie córeczki dowiedziałam się w 18 tyg. zmarła w 22 tyg. to były
        straszne 4 tyg. na szczęście nikt mnie dodatkowo nie dobijał tym tematem. ja
        miałam tylko czekać a potem jak najdłużej nosić ciążę-dla drugiej córeczki.

        Wiktoria tydzien temu skończyła roczek. Boże, Angeliczko dziękuję Wam za nią.

        mama bliźniaczek- Wiktorii i Aniołka Angeliki.

        • 08.06.07, 22:12
          Buzula odezwij się. Daj znac jak sie czujesz. MArtwie sie o Ciebie.
          Lewana Ty tez zamilkłas a nie ma dnia zebym o Was nie myślała
          • 09.06.07, 14:48
            Ulineczka jestem. U mnie bez zmian. od Dnia Dziecka wiemy, ze zdrowy dzidzius to
            chlopak. Od kilku dni czuje ruchy. Chore dziecko zyje,chcialabym, zeby zlo jak
            najdluzej, mam nadzieje, ze nie odczuwa bolu.

            Teraz troszke odzylam, bo szykujemy sie do skromnego slubu (ze wzgledu na
            idiotyczne prawo w Polsce, mowiace, ze na wypadek urodzenia martwego dziecka,
            lub jego obumarcia w brzuszku, ojciec, bedacy bez slubu z matka, nie moze go
            uznac!!!-to jakies kuriozum i nadaje sie do Strasburga!)

            • 09.06.07, 15:44
              Witaj,
              odpisałam ci 4 czerwca jak rozwija sie mój syn (zerknij wyzej).
              Pozdrawiam
              i trzymam kciuki
              bzet
              • 09.06.07, 19:11
                Oj dopiero teraz to zauwazylam, dobrze, ze napisalas, ze to bylo 4.06. Dzieki i
                pozdrow Tymka (fajne imiesmile

                Ja mam w sumie 3 ginow, i 3 szpitale biore pod uwage (z dobrymi OIOMAMI dla
                dzieci).
                Czy po tym jak dowiedzialas sie, ze jedno dziecko obumarlo, bralas jakies leki
                na podtrzymanie? Czy sprawdzano Ci krew na krzepniecie? (jakas koagulopatia itp).?

                Pozdrawiam
                Pisz do nas jak najwiecej, my musimy wiedziec wiecej!
                • 09.06.07, 19:25
                  To jeszcze ja a czy wiadomo co bylo przyczyna smierci dzidziusia? Wiesz ja sie
                  zastanawiam, czy to nie ma zwiazku z ISCI (w moim przypadku)
                  • 09.06.07, 20:14
                    Witaj,
                    do tej pory nie wiadomo co było przyczyna smierci drugiego synka - w czasi
                    badania rzeziernosci miał wynik 3,3 mm i z tego powdu przezywałam trudne
                    chwile. Więc jest duże prawdopodobieństwo, że był obarczony jakąś wadą
                    gentyczną. USG które miał robione do chwilii śmierci wychodziły prawidłowo -
                    oczywiscie poza przeziernoscią.
                    Mój gin stwierdził, że natura sama "rozwiązała problem".
                    Co do badań to wszystkie wcyhodziły mi rewelacyjnie. Wizyty u lekrza miałam co
                    dwa tygonie i zawsze jakieś dodatkowe badania. I co zasatnawiające od śmierci
                    drugiego maluszka, mój stan się znacznie poprawił - fizycznie byłam w
                    doskonałej formie.
                    Moim problemem było za to nadciśnienie - i w gruncie rzeczy to nie wiadomo, czy
                    nie spowodowane obecnoscią drugiego maluszka, który bądź co bądź się rozkłądał.
                    Pozdrawiam, trzymaj się i pisz co u Ciebie.
                    bzet
          • 11.06.07, 06:24
            Ulineczka,

            dziękuję za ten post, miło, że ktoś pamięta.
            Czuję się fatalnie psychicznie, niewspółmiernie w stosunku do dobrej kondycji fizycznej w te upały, wyjechaliśmy na weekend aby choć na chwilkę zapomnieć, oderwać się od smutnej rzeczywistości ... ale i tak mi się nie udało.

            Ponieważ nie wiem jak odpisać jednej z Forowiczek zachęcającej mnie do wychowywania dziecka z ZD, a nie mam ochoty na dysputy, umilkłam. Znam dwie kobiety samotnie wychowujące dzieci z ZD, my nie jesteśmy tak silni.

            Nic się nie zmieniło od ostatniego postu, chłopczyk z ZD ma niewielką wadę serca, ale obrzęk brzuszka jest już bardzo duży, obustronne wodonercze, tętno 130. Żyje. Mój lekarz wyraził się w taki sposób 'źle natura wybrała, że ten dzidziuś żyje". No i co ja mam wam napisać jeśli oboje z męźem w gruncie rzeczy zgadzamy się z nim. W USG wygląda (poza obrzękiem)jak zdrowa dziewczynka, porusza się, sscie palec ... słów brak naszej głuchej rozpaczy dlaczego nie oboje zdrowi.
            ... ja mam brata bliźniaka. Czy historia nie mogłaby się powtórzyć???

            Dziś kolejne USG.
            Ulineczka, zapraszam na e-mail do dalszej korespondencji; buzula@gazeta.pl.

            pozdraiwam,
            Buzula
            • 11.06.07, 06:53
              Ula widze, ze TY tez nie mozesz spac?
              Sciskam Cie! Daj znac co i jak. Ja dzis umawiam sie na polowkowe.
            • 14.06.07, 15:38
              witajcie dziewczyny czytam Wasze posty i łzy same płyną...też się zastanawiam
              dlaczego nie mogło być normalnie...czułam się taka wyjątkowa nosząc bliźniaki,
              a teraz też jestem wyjątkowa....mama aniołka...czy pomyślałaś Ulineczko,że może
              kiedyś zostaniesz babcią bliźniąt przecież to niewykluczone...Lewana co tam u
              Ciebie ?..pozdrawiam Was ciepło trzymajcie się....
              • 15.06.07, 16:34
                Hej!
                Dzieki za pamiec. Jestem swiezo po polowkowym. Drugie dziekco zdrowe! Wszystko w
                porzadku. Kopiesmile
                Chorutek bez zmian, wady sie utrzymuja, ale dziecko zyje (dzieki pepowinie
                pewnie). Wady powstaly od rozleglego rozszczepu, to najprawdopodobniejsza hipoteza.
                To tyle, czuje sie w miare ok (upaly na spacerach i bol kregoslupa troche
                dokuczaja, choc malo utylam)

                Trzymamy sie!
    • 15.06.07, 21:39
      • 15.06.07, 22:06
        wiesz refleksji to chyba Tobie brak najbardziej, nie wiem czemu miało służyć
        zamieszcenie tego linku, chyba Twojmu samopoczuciu
        • 15.06.07, 22:40
          A w jaki sposob niby mial on wplynac na moje samopoczucie, co ???
          Wcale nie jest mi milo i przyjemie, ani sie fajnie nie czuje, ze ludzi spotykaja
          takie tragedie. Bardzo bardzo mi przykro i modle sie w intencji tych Dziewczyn i
          ich dzieci.

          A artykul ? No coz, jesli ktos rozwaza terminacje ciazy to chyba chcialby
          dowiedziec sie, jak radza sobie ludzie, ktorzy maja to juz za soba.


          • 15.06.07, 22:45
            i dlatego podsyłasz im takie kawałki? gratuluję wyczucia
            • 15.06.07, 23:10

              Ale co ZA KAWAŁKI ??? Glupia chyba jestem ale czegos nie rozumiem. Wiem, ze to
              sa olbrzymie tragedie, nawet wyobrazic sobie nie potrafie co Dziewczyny czuja,
              ale my tu ciagle mowimy o dzieciach, o zywych dzieciach, ktore przez swa chorobe
              czy ulomnosc nie stracily bynajmniej swego czlowieczenstwa. One sa i zyja; moga
              umrzec jeszcze w brzuszku, juz calkiem niedlugo, przy porodzie lub troche
              pozniej, ale to ciagle czyjes dzieci, to ciagle ludzie. Terminacja nie jest
              rzecza nad ktora przechodzi sie do porzadku dziennego. To ze teraz wydaje sie
              komus, ze to jest jedyne i najlepsze wyjscie wcale nie oznacza, ze bedzie o tym
              tak samo przekonany za kilka miesiecy/lat. Moze dobrze poznac takie historie ...
              Skad wiesz czy ktos bedzie Ci za takie 'poklepywanie po ramieniu' i utwierdzanie
              w decyzji, ze terminacja to jedyne sluszne wyjscie, kiedys wdzieczny ...?

              Ja z kolei nie rozumiem, jak mozna sobie tak pisac o technicznych sposobach
              przeprowadzenia terminacji ... wstrzykiwaniu czegos tam do serca ... To jest
              dopiero przerazajace ...

              dobrej nocy
              • 15.06.07, 23:19
                Proponuje ignorowac takie wypowiedzi. Jesli ktos nie przezyl (przezywa) takiej
                sytuacji to naprawde tego nie zrozumie.
                Teksty z Goscia Niedzielnego naprawde sa tu nie na miejscu.
                A jak ktos jest niewierzacy to co? Mniej cierpi????????????????
                • 17.06.07, 09:19
                  droga utko czy przeżyłaś terminację?...ja nie i jestem wierząca, ale wiesz co
                  nie mam zielonego pojęcia co zrobiłabym w takiej sytuacji i nawet nie próbuję
                  wczuć się w sytuację dziewczyn, bo nie potrafię...ja mogę tylko wypowiadać się
                  na temat straty dziecka, bo to przeszłam...to nietaktowne troszkę podsyłać
                  takie linki
                  • 17.06.07, 15:44
                    nie znam sie na tym, ale domyslam sie, ze decyzja jest koszmarna
                    czas tez jest ograniczony
                    mam pytanie?
                    czy chore dziecko zagraza w jakis sposob temu zdrowemu i czy nie daloby sie
                    poczekac az natura saMA 'wyeliminuje' chore dziecka-dzisieci z ZD sa zazwyczaj
                    bardzo chore i nie przezywaja, moze nazLey dac 'szanse' naturze, niech ona
                    zainterweniuje

                    chyba nie jestem okrutna.
                    • 17.06.07, 21:06
                      Rozetka,

                      nie jesteś okrutna, życie jest okrutne, żę w ogóle stawia nas przed dylematami tej natury ...

                      u mnie chłopiec obumarł ..., 3 lekarzy miało rację,że to jednak nastąpi, ale prawda jest taka, że gdyby natura się nie pośpieszyła byłoby bardzo źle z dziewczynką i eliminacja byłaby nieunikniona. Chłopczyk z ZD miał wodonercze, wodobrzusze, wielowodzie, wadę serca i ważył o 50% więcej od dziewczynki. Róźnica wagi powstała w 8-9 dni. Bardzo szybko. Pęcherz płodowy chłopca zaczął wciskać dziewczynkę w "kąt" macicy.

                      I tak nie czuję się z tym lepiej. Noszę martwe dziecko, połowa brzucha przestała się ruszać. Patrzę na 3 letniego synka i myślę, a nie mogłoby być takich dwóch zdrowych urwisów ??

                      A co do naturalnego wyeliminowania czyli obumarcia, to wiem
                      z informacji z zakłądu genetyki, że pomiędzy 20 tyg. a rozwiązaniem ciązy obumiera 30% płodów z ZD. Więc nie wszyscy mogą liczyć na naturę. Potwierdza to statystyka zakłądu genetyki w W-wie z 2006, przynajmniej taką znalazłam w necie ,że wykryto 65 przypadków z ZD i tylko 7 z 65 kobiet nie zdecydowało się na terminację, czyli urodziło dzieci z ZD.

                      I tak to wszystko strasze jest i strasznie brzmi.

                      Buzula sad
                      • 17.06.07, 23:12
                        Życzę wam dużo sił... I zdrowia dla córeczki: niech rośnie i rozwija w brzuszku
                        mamy jak najdłuzej. Powodzenia, dzisiaj wyjeżdzam na wakcje, a po powrocie od
                        razy tu zajrzę zobaczyć co u Was dzieczyny dobrego.
                        Pozdrawiam
                        Beata
                      • 18.06.07, 12:31
                        Buzula Skarbie życie jest okrutne.
                        W którym jestes tygodniu, przeraszam ale chyba przeoczyłam ta informacje.
                        Teraz najwazniejsze aby córcia była silna i zdrowa.
                        Przytulam Cie
                        • 18.06.07, 18:50
                          dziś 21 tyg i 4 dni.

                          Obym donosiła do 32 tyg., to dzidziuś umiałby ssać pierś.
                          Obawiam się o zakazenie i krzepliwość krwi (biorę ampułkostrzykawki),
                          czy donoszę ...
                          Prawie cały dzień mam drętwy, twardy brzuch pomimo No-spa.

                          Dziękuję wszystkim, którzy / które jesteście ze mną.

                          Dziewczyny do którego tygodnia udało się Wam donosić
                          ciążę z jedym obumarłym dzidziusiem ??
                          Na co uważać aby jak najdłużej nosić dzieci ??

                          pozdrawiam,
                          Buzula
                          • 18.06.07, 22:06
                            witaj,
                            znalazłam wzmiankę o przypadku obumarcia chorego dziecka w 20 tygodniu ciąży
                            bliźniaczej, drugie dziecko urodziło sie przez cc oczasie, nie wiem czy link uda
                            mi się wkleić
                            www.ginpol.pl/list_item.php?numer=08-2005
                            pozdrawiam serdecznie
                            • 19.06.07, 07:22
                              przeczytałam, dzięki !!
                              buzula
                              • 19.06.07, 09:03
                                Witam współczuję. Chciałam tylko napisać, że leżałam z dziewczyną w szpitalu,
                                której jedno dzieciątko obumarło własnie w okolicy 20 tyg, drugie urodziło się
                                w terminie smiał chyba 380-0 i był zdrowiuteńki.U niej plusem było to, że
                                drugie dzieciątko nie zxagrażało , po prostyu sie wysuszyło. Dziewczyna była
                                jednak non stop pod opieką Kliniki w Ligocie, ponieważ lekarze w Czestochowie
                                chcieli zakończyć ciążę i usunąć oboje dzieci. Dziewczyna od długiego czasu sie
                                leczyła, więc była to tragedia o włos, gdyby się zgodziła.
                                --
                                Karina
                                • 19.06.07, 09:04
                                  Przepraszam za błędy, ale sie spieszyłam.
                                  --
                                  Karina
                                  • 19.06.07, 17:51
                                    Kaka73,

                                    dziękuję za wsparcie !!
                                    Tobie i tym wszystim rozsądnym głosom,

                                    Buzula
                          • 20.06.07, 12:40
                            Buzula, dasz rade, donosisz!!! Moje Maluchy urodziły sie w 31tc i z Małgosia
                            wszystko jest ok. Sama zaczeła jesc po półtorej tygodnia. Dostała flaszke i
                            ciagneła jak oszalałasmile
                            bedzie dobrze, musisz w to wierzyc dla córeczki. Wiem ze nie jest łatwo, ale
                            pomyśl, ze natura sama zadecydowała i nigdy nie bedziesz musiała myslec czy
                            dobrze zrobiłas.
                            A juz lekarze zadbaja zeby nic zlego Wam sie nie przytrafiło.

                            Mysle cieplutko o Tobie
                            Ulineczka
                            • 21.06.07, 06:55
                              Ulineczka,

                              mam nadzieję, że się nie pogniewasz i podzielisz się swoimi doświadczeniami. Mam kilka pytań, a wiesz, że literatura w naszych przypadkach nie jest obfita.
                              1. Jak rodziłaś (naturalnie czy cc) ?
                              2. Gdzie ?
                              3. Czy dla Małgosi był potrzebny respirator w 31 tc ? Rodziłaś w szpitalu z OIOM ?
                              4. Z jaką wagą urodziła się Małgosia?
                              5. Rozumiem, żę pierwsze półtora tyg życia była karmiona pozajelitowo (dożylnie) ?
                              6. Czy próbowałaś przystawić ją do piersi czy stres pożarł Ci pokarm i po prostu nie miałaś pokarmu ? Ja z synkiem miałam chocki klocki więc zrozumię każdą sytuację.
                              7. W jakim wieku jest dziś Małgosia, ile waży, czy dogania / dogoniła rozwojem donoszone dzieci ?

                              Ulineczka,
                              niestety nie wyśledziłam na portalu, a jaka była historia rodzeństwa Małgosi?
                              Nie odpisuj na to pytanie jeśli Cię jeszcze sama myśl boli.

                              Dziewczyny,
                              jeśli możecie wzbogacić moją wiedzę o Wasze historie, proszę napiszcie jak było i jest dzisiaj z Waszymi ocalonymi pociechami.

                              pozdraiwam i trzymam kciuki za Małgosię,
                              buzula
                              • 21.06.07, 07:13
                              • 25.06.07, 23:29
                                Buzula pewnie ze sie nie pogniewm i odpowiadam na pytania:
                                1. przez cc i to w narkozie. Jak Małgosi odeszły wody to ani nie było rozwarcia
                                i dzieci były posladkowo. A w czasie przygotowan do cc zaczeło zanikac jedno
                                tetno wiec lekarze nie czekali tylko narkoza i ciecie

                                2.W Rudzie Śl na Goduli

                                3. Nie ani dla Małgosi ani dla Kajtusia nie był potzebny respirator. W
                                28tygodniu dostałam sterydy na płuca.

                                4. Małgosia miała 47cm i 1600g (ja mam 150 cm i waze 47kg) wiec była duza

                                5. Jedzenie było podawane sonda do żołądka

                                6. Wogóle nie miałam pokarmu

                                7. Rówiesników dogoniła dawno: 9 lipca skonczy 15miesiecy: wazy 11kg i ma okolo
                                80cm, biega, gada, smieje sie, rozrabia, plywa, i nikt by nie powiedział ze
                                wczesniak. Zreszta juz po skonczeniu poł roku wygladała jak normalny donoszony
                                noworodek. Miała szczesie

                                Kochanie Kajtus zmarł po 3tygodniach zycia.

                                Buzka. Uciekam spac
                                • 26.06.07, 20:42
                                  Ulineczko,

                                  jesteś kochana, że mnie "uśwaidamiasz'.
                                  Przykro mi z powodu odejścia Kajtusia, to jeszcze większy koszmar, niż mój.

                                  Trzymają mnie na duchu historie rozwoju twojej Małgosi i córeczki lalki_go.

                                  Zatem oby do 31 tyg (czyli u mnie 23-08-2007) córeczka zechciała poczekać.
                                  Jak mi się nowe pytania nasuną na myśl pozwolę sobie pytać dalej.

                                  Bardzo dziękuję, za odpowiedź,

                                  buzula
                                  • 27.06.07, 13:03
                                    Buzula nie ma sprawy. Pytaj o co chcesz. Na kazde pytanie odpowiem, bo kto mnie
                                    bardziej zrozumie niz wy.
                                    Chciałam tylko dodac, ze moj gin(cudowny człowiek) i pani dr Agata Włoch
                                    (specjalistka od badan prenatalnych) twierdzili ze 31tc to bardzo duze
                                    wczesniactwo i powikłania moga byc bardzo powazne. Byli pełni obaw i niepokoju.
                                    JEdnak jak widzisz udał nam sie w 100%. fakt na usg głowki wyszły Małgosi
                                    poszerzone przestrzenie poza mózgowe, ale nie powiekszaj sie i jak widac nie
                                    maj wpływu na jej rozwój.
                                    I kolejny pozytyw: od porodu do dzis raz tylko była chora: miała katar ropny.
                                    Tak to okaz zdrowia.
                                    Zycze Ci Buzulko abys jak najdłuzej nosiła pod sreduszkim zdrowego dzidziusia i
                                    aby był tak samo silny jak moja Małgosia.

                                    Całuski
                                    • 27.06.07, 18:06
                                      Ulineczko,

                                      za życzenia NIE dziękuję, aby już niczego nie zapeszyć.
                                      Wystarczy, że wózek bliźniaczy kupiłam w 12 tc i stoi w pokoju obok ...

                                      pozdrawiam,
                                      Buzula
      • 19.06.07, 11:39
        Świetny artykuł, no suuuuper!!!
        Szczególnie na "trudnej ciąży" - a niech se dziewczyny poczytają a dzieciach w
        formalinie.
        Cóż za brak taktu...
        --
        <a href=" www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28&order=desc "target="_blank">Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi,
        które kocha Cię więcej niż siebie samego
        </a>
        • 19.06.07, 11:39

          --
          <a href=" www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28&order=desc "target="_blank">Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi,
          które kocha Cię więcej niż siebie samego
          </a>
          • 23.06.07, 00:08
            Dziewczyny, bardzo wpolczuje Lewanie i buzuli.
            Ja nie stanelam przed takim dylematem jednak terminacja to dla mnie
            ostatecznosc- by ratować drugie dziecko.
            Moze dlatego wczesniej przezylam sowja rozpacz by nie czuc tej niewiadomej jaką
            wy teraz doświadczacie.
            Buzulo nie chcialabym byś źle mnie zrozumiala ale myśle ze jednak natura mimo
            wszystko najlepiej rozwiązuje pewne sprawy i mimo ze bardzo cięzki jest bol po
            stracie dziecka to tak zapewne bedzie Ci lżej niz gdybyś miala podjac decyzję o
            uśmierceniu swojego dziecka z tych czy innych powodów. Bede trzymala kciuki za
            żyjacego bąbelka i za Ciebie.
            Aniu-lewano, czesto myśle o Tobie i mam nadzieje ze Bóg oszczedzi Wam
            cierpienia. Czasem musimy mu poprostu zaufac.
            Trzymajcie sie dziewczyny.
            • 24.06.07, 06:39
              Polpotworku,

              wiem, wiem, że to w sumie najlepsze rozwiązanie jesli w ogóle byłoby jakiekolwiek dobre w tej sytuacji.

              Też trzymam kciuki za Lewanę i synka, naprawdę współczuję tego morza wątpliwośći związanych z drugim bliźniakiem. Trzeba przeżyć, żeby wiedzieć o jak skrajnych emocjach i bólu mowa.

              Musimy być dzielne!
              Lewana, wczoraj miałaś USG (chyba dobrze pamiętam)co słychać u Was?

              Dziękuję za wsparcie Polpotworku,

              Buzula
              • 25.06.07, 10:47
                buzula pytanie było nie do mnie ale odpowiem, może pomogę.
                u mnie jedna córeczka obumarła w 22 tyg. ciążę donosiłam do 31 tyg. wtedy
                odeszły mi wody. urodziłam przez cc. w Matce Polce w Łodzi. Wiktoria ważyła
                1520 gr i niestety potrzebowała respiratora. odłączyli ją po dwóch dobach.
                przez pierwsze 2 tyg. stan był różny. po podaniu jakiegoś leku zamknął się
                przewód Bottala i było lepiej. przestała mieć bezdechy i przenieśli Wiki z
                intensywnej terapii na opiekę pośrednią.
                co do karmienia to najpierw pozajelitowo, dożylnie.flachę dostała po ponad 2
                tyg. mleko ściągałam ale to były marne ilości. bo za tym mam wklęsłe brodawki i
                Wiki nie umiała ich chwycić. zresztą mleko szybko mi zanikło.

                teraz kończy 13 mies. waży ponad 12 kg. raczkuje od 2 mies. od wtedy też siada
                samodzielnie. teraz wstaje przy wszystkim, ale jeszcze nie chodzi.
                rehabilitanka mówi że w swoim tempie rozwija się dobrze. dużo dzieci chodzi na
                roczek ale nie raz nawet donoszone zaczynają po 15 mies. więc mam się nie
                stresować.
                jest bardzo bysta, rozgadana. śmieje się cudownie ale i krzyczeć potrafi jak
                coś jest jej nie na rękę.
                jest moją małą przylepką. rodzina się śmieje że chyba mamy nieodciętą pępowinę.
                nie możemy być bez siebie nawet 5 min. smile

                mam nadzieję że trochę pomogłam. trzymam kciuki.
                w razie czego-pytaj.
                pozdrawiam
                • 26.06.07, 20:33
                  lalka_go,

                  liczyłam na odpowiedź od Ciebie, bo Lewana wspominała mi o Tobie i waszej/naszej podobnej historii.

                  naczytałam się na wczesniak.pl o dzieciaczkach urodzonych w 25-29 tyg., których utrzymanie przy życiu zostało okupione albo stratą wzorku, albo słuchu albo jeszcze innymi schorzeniami będącymi konsekwencją skrajnego wcześniactwa.

                  Zatem patrząc na waszą Wiki 31 tydz. - dotrzymanie do tego terminu, co oczywiście zależy ode mnie w nikłym procencie pozwala mieć nadzieję, że wczesniaczek ma szanse na prawidłowy rozwój tyle, że w swoim tempie. Oby ...

                  Jeśli chodzi o chodzenie Wiki, to powiem Ci, że mój donoszony synek mając 8,5 mies. samodzielnie usiadł a mając 13,5 mies. ruszył samodzielnie. Nie ma reguł.Po prostu dla odmiany był i jest z dużych dzieci ponad 97 centyl i miał słabą koordynację ruchową wysokiego dziecka.

                  Trzymam kciuki za pierwsze kroczki Wiki.

                  Będę pytać w miarę pojawienia się nowych wątpliwości.

                  pozdrawiam,
                  Buzula
                  • 26.06.07, 23:02
                    Przepraszam ze sie wtracam, czytam wasze posty i mysle o Was czesto, musicie
                    byc dzielnymi kobietami.Chcialam tylko powiedziec i pocieszyc, ze z rozwojem
                    dzieci to faktycznie roznie bywa.Moje z 33tyg rozwijaly sie bez zastrzezen a
                    najadlam sie duzo strachu jak sie urodzily, balam sie jak to bedzie.Na
                    szczescie bylo ok, czego i Tobie zycze.Trzymam kciuki za Was; pozdr.Anka
                    --
                    Emilka i Iga mają już...
                    <a href="fotoforum.gazeta.pl.//5,2,mamaigiiemilki.html
                • 28.06.07, 21:38
                  Lalka_go,

                  witam, nasunęły mi się kolejne pytania, ale jeśli nie czujesz się na siłach nie odpowiadaj.
                  Są osobiste i chyba trudne do końca życia, sęk w tym, że nie znajdę na nie odpowiedzi nigdzie indziej, niż tutaj, na tym forum.

                  Jak się odbył poród?
                  Czy ktoś Cię namawiał / kazał obejrzeć Angelikę?
                  Czy dziecko obumarłe w 20/21 tyg., można pochować?

                  Przepraszam jeśli jestem zbyt obcesowa.

                  pozdraiwam,
                  buzula
                  • 29.06.07, 12:52
                    buzula przepraszam że dopiero teraz odpisuję ale przy mojej pannie
                    wszędobylskiej mało mam czasu na neta.
                    co do pytań pytaj o co chcesz. cieszę się jeśli to Ci pomoże. ja niestety w
                    swoim czasie nie trafiłam na taki wątek i teraz wiem że kilka spraw mogłam
                    załatwić inaczej.
                    jak odbył się poród? przez cc. znieczulili mi tylko brzuch tak że byłam
                    przytomna. no ale i tak nic nie widziałam bo parawan zasłaniał.u góry w lampie
                    widziałam tylko troszkę jak lekarz wyciągał Wiktorię- jak kurczaka uncertain
                    generalnie byłam w szoku że to już. czekałam na płacz ale usłyszałam tylko 3
                    kwilenia.i cisza. pytałam jakieś młodej położnej(?)czy pielęgniarki(?)czy
                    wszystko ok a ona tylko mnie głaskała i mówiła że jest córeczka ale bardzo
                    malutka.
                    bardzo się martwiłam czy nie ma ZD bo na jednym z usg lekarka powiedziała że
                    jest taka możliwość. bałam się kogokolwiek zapytac co z małą bo bałam się złych
                    wieści.
                    potem na sali pooperacyjnej dopiero mąż mi powiedział że Wiki miała
                    niewydolność oddechową i przyniósł mi jej zdjęcie na aparacie.
                    ja ją zobaczyłam dopiero na drugi dzień.
                    straszne przeżycie. takie maleńkie ciałko i sto kabli.
                    ale wracając do Twoich pytań.
                    nikt mnie nie namawiał do oglądania Angeli. wręcz przeciwnie. o niej w ogóle
                    nikt mi nic nie mówił. ja też nie pytałam. byłam tak przerażona stanem Wiki że
                    wtedy tylko o niej myślałam.
                    ze szpitala wypisali mnie po kilku dniach. wynajęłam pokój w hotelu szpitalnym
                    i dopiero zaczęło do mnie docierać co się stało.
                    pojechalismy do USC i tam przy rejestracji Wiki dostałam papierek do nadania
                    imion dla zmarłego synka.oczywiście uryczałam się bo nie znałam wcześniej płci.
                    potem wyczytałam na necie historię dziewczyny która pochowała dziecko z 9 tyg.
                    więc zadzwoniłam do szpitala na oddział gdzie rodziłam z pytaniem co z moim
                    drugim dzieckiem.pytałam czy moge pochować bo nikt mi nic na ten temat nie
                    wspomniał. lekarz mnie poinformował gdzie znajduje się ciałko i że moge odebrać
                    wyniki badań. jak odkładałam słuchawkę usłyszałam jak mówił do kogoś: "wyszła
                    ze szpitala a teraz chce dziecko" uncertain
                    na patomorfologii pan mnie powiadomił że mogę odebrać dziecko ale musi ze mną
                    być ktoś z zakładu pogrzebowego (i samochód).
                    tak więc potem już bez problemów pochowałam Angelę.
                    natomiast odebrałam wyniki badań i przeczytałam że do badania nadesłano dwa
                    łożyska i płód płci żeńskiej.
                    w pierwszej chwili nie wiedziałam co czytam. przecież Wiktoria leży na sali,
                    nigdzie jej nie wysyłali. niestety okazało się że szpital zgłosił do USC
                    chłopca i tak mam Angelę zarejestrowaną.
                    chciałam to odkręcać niestety w szpitalu mnie zniechęcili mówiąc o sądzie itp.
                    zmieniłam tylko tabliczkę na cmentarzu. najważniejsze że ja i moja rodzina wie
                    że to była dziewczynka.
                    co do pochowania dziecka zmarłego przed 22 tyg. tu akurat to nie miało
                    znaczenia.na zaświadczeniu miałam poród bliźniaczy-jedno dziecko martwo
                    urodzone.nikogo nie interesuje kiedy dziecko zmarło dzień, tydzień czy jak u
                    mnie 9 tyg. przed porodem.

                    przepraszam za takie długie wynużenia. nie umiem krócej na ten temat. to cały
                    czas we mnie tkwi i do tej pory nie ma dnia żebym nie myślała o Angelce.

                    pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze. jak bys chciała pogadac to lewanka
                    ma mój numer gg.
                    • 29.06.07, 13:18
                      i jeszcze jedno.
                      jak odbierałam Angelę to mielismy taką dziecięcą trumnę ale oprócz tego miałam
                      też takie ozdobne pudełeczko wyścielane pieluszką.
                      nie chciałam żeby Angela taka malutka musiała latać po tej wielkiej trumnie.
                      pan który mi wydawał córkę spytał z dziwną miną czy chcę obejrzec ciało.
                      zapytałam czy mogę a on zaraz mi odradził.
                      9 tyg. w wodach płodowych niestety zrobiło swoje.Angela już nie wyglądała jak
                      dziecko. ciałko już podlegało maceracji, było pergaminowe-słowa z opisu badania.
                      Pan stwierdził że lepiej dla mnie nie widziec dziecka w tym stanie. że na
                      oddziale mam żywą córeczkę i niech jej widok przypomina mi o drugiej.
                      no i w rezultacie stwierdzilismy z mężem że zapamiętamy Angelę taka jaką mamy
                      ja w wyobraźni patrząc na Wiki.
                      potem czasem żałowałam że nie zdobyłam się na zobaczenie Angeli.
                      do dziś nie wiem czy dobrze zrobiłam sad
                      • 29.06.07, 15:52
                        lalka_go
                        myślę że dobrze zrobiłaś zapamiętując maleńką ze swojej wyobraźni. Ja
                        zobaczyłam Mikołaja, miałam dla niego nawet takie maleńkie ubranka (35 t.c.
                        1370g ale On urodził się żywy. Był taki podobny do braciszka że patrzę teraz na
                        niego i wyobrażam sobie mojego Aniołka. Gdyby umarł wcześniej jak przewidywali
                        lekarze też wolałabym pozostawić obraz z wyobraźni.
                        • 29.06.07, 15:58
                          Ja miałam to szczęście być pod opieka psychologa od chwili gdy trafiłam na
                          oddział. Był też ze mną gdy poszłam pożegnać się z maleństwem. Jeszcze przed
                          porodem zadałam wszyskie nurtujące pytania. To bardzo pomaga. Oni są
                          przygotowani do takich przypadków, mają też bardzo duże doświadczenie jak
                          postępować z mamami w takich trudnych chwilach.
                          Mnie strasznie pomogli choć żalu nie mogli ukoić.
                          • 29.06.07, 19:30
                            gojanew,

                            dziękuję za wszystkie porady i to, że jesteś tu z nami,

                            buzula
                          • 30.06.07, 09:25
                            gojanew napisała:

                            > Ja miałam to szczęście być pod opieka psychologa od chwili gdy trafiłam na
                            > oddział. Był też ze mną gdy poszłam pożegnać się z maleństwem. Jeszcze przed
                            > porodem zadałam wszyskie nurtujące pytania. To bardzo pomaga. Oni są
                            > przygotowani do takich przypadków, mają też bardzo duże doświadczenie jak
                            > postępować z mamami w takich trudnych chwilach.
                            > Mnie strasznie pomogli choć żalu nie mogli ukoić.

                            to zależy od osoby,bo ja owszem miałam propozycję rozmowy z psychologiem, ale
                            absolutnie tego nie chciałam...pierwsze dni nawet z mężem nie mogłam
                            gadać...miałam wrażenie,że jak ktoś poruszy ten temat spadnę w przepaść i nie
                            podniosę się już...przez jakiś czas skutecznie odpychałam to wszystko od
                            siebie, a potem i tak mnie dopadło...

                            --
                            Nasze zdjęcia
                      • 29.06.07, 19:28
                        Lalka_go,

                        powiem wprost boję się i nie obejrzę chłopca, wolę pamiętać widok maleńkiego starszego synka gdy przyszedł na świat i z tym obrazem z pamięci utożsamiać synka-bliźniaka.

                        Dziś nawet nie wiem czy będę miała siłę na maleńką trumienkę i pogrzeb ...
                        Dlatego tak wypytuję o ten przygnębiający fakt z Waszego życia (wciąz piszemy o sobie ale tak naprawdę nasi faceci też to przezywają, może inaczej, nie siedzą na forach, ale mój jest strapiony ...) aby wiedzieć co począć.

                        jeszcze raz dziękuję,

                        Buzula
                        • 29.06.07, 20:08
                          Witajcie,
                          nie jestem mamą aniołka, to moja siostra urodziła dziewczynkę, która z uwagi na
                          potężne wady rozwojowe zmarła 25 minut po urodzeniu. Chciałam tylko napisać, że
                          pogrzeb i miejsce pochówku są bardzo ważne dla mojej siostry, pozwalają jej
                          przechodzić żałobę i opłakiwać stratę dziecka. Nie widziała córeczki po
                          urodzeniu, nie miała odwagi, pogrzebem zajął się jej mąż, malutka jest pochowana
                          przy naszej mamie i jest częścią naszej rodziny, naszej historii. Pozdrawiam Was
                          ciepło.
                        • 30.06.07, 10:42
                          buzula znajdź tą siłę w sobie. ja wiem, to straszne... to rozdziera serce-
                          kupować trumienkę zamiast wózka.ale potem to pomaga.był okres że chodziłam na
                          cmentarz codziennie.teraz mam więcej obowiązków ale i tak chodzimy z Wiktorią
                          na spacer odwiedzić Angelę.
                          wydaje mi się że fakt że wiem gdzie leży moje dziecko pomaga. mogę iść zanieść
                          jej kwiatki, zapalić lampkę. kupiłam dwa aniołki. jeden wisi na łóżeczku
                          Wiktorii, drugi na krzyżu Angeli.
                          kupiłam Wiki wiatraczek do wózka, Angela też dostała żeby miała kolorowo.
                          jak brak mi sił idę porozmawiać z Angelką i jakoś od razu mi lepiej chociaż
                          wychodzę z cmentarza ze łzami w oczach.ale też z uczuciem że Ona jest blisko,
                          siedzi mi na ramieniu i jest szczęśliwa.
                          nie wiem co bym zrobiła gdybym nie miała miejsca gdzie mogę Ją odwiedzać.

                          co do mężów- wiem że mój to przeżył. po tej okropnej wiadomości że jeden
                          dzidziuś jest chory to mąż przejął wszystkie rozmowy z rodziną. ja byłam tak
                          otępiała, zamknięta z bólem że nie chciałam rozmów.
                          rozmawiałam tylko z mężem.o ile mój wieczny płacz można było nazwać rozmową.
                          po jakiś dwóch tyg. mąż mi się załamał i musiałam znaleźć siły żeby teraz jemu
                          pomóc.
                          przed tą okropną wiadomością czytał wieczorem bajki do brzucha, głaskał z
                          obydwóch stron.
                          a potem przyszedł strach.po co czytać jak nie wiadomo jak to się skończy.
                          to było straszne. ale przeszliśmy kryzys i potem cieszyliśmy się tą ciążą i
                          wierzyliśmy że wszystko się dobrze skończy-że uda się uratować chociaż Wiktorię.
                          no i udało się. właśnie moje cudo wstało więc uciekam bo znowu sie uryczałam

                          przepraszam, rozpisałam się...

                          napiszę później na spokojnie.

                          pozdrawiam i dużo siły Wam życzę
                          • 30.06.07, 18:20
                            Lalka,

                            to ryczymy obie ...
                            Dziękuję,

                            buzula
                    • 29.06.07, 19:22
                      Bardzo dziękuję.
                      no właśnie na takie wyczerpujące informacje czekałam.
                      I jak zwykle łzy same mi ciekną ...
                      Ściskam Was wszystkie,
                      Buzula
    • 27.06.07, 11:18
      Hej Dziewczynki!
      U mnei ok, tzn czuje sie dobrze, zdrowy chlopic wywija w brzuchu, mojego
      chorutka (nie znam plci) tez czuje. Kochamy te dzieci co raz bardziej. Dlaczego
      nie moglo byc normalnie? Tylko taka schizofrenia?

      Ulineczko ja bardzo boje sie takiej sytuacji jak Twoja tzn, ze chorutek sie
      urodzi i wbrew temu co mowia lekarze, bedzie jeszcze jakis czas zyl. Moze to
      okrutne co pisze, ale u mnie nie ma nadziei, na wyleczenie dziecka.
      Gdybym miala potem patrzec jak powoli odchodzi, przez kilka tygodni to peknie mi
      serce! A jeszcze przecie zbedzie drugi dzieciaczek.

      Bardzo sie boje takiego obrotu sprawy. To by mnie dobilo i wiecej juz nei dma
      rady udziwgnac. Chcialabym, moze to okrutne, ale zeby sprawa sie szybko
      zakonczyla. Np. od razu po porodzie, lub w trakcie.

      Pozdrawiam Was.
      • 27.06.07, 12:00
        Droga Lewano!
        Możliwe,że znajdzie się jakaś obrończyni praw dziecka która z będzie chciała
        Cie potępić za Twoje słowa już widzę: "życzy śmierci własnemu dziecku" to nie
        tak ja w 100% jestem z Tobą...popieram całkowicie masz racje...pozdrawiam ciepło
        --
        Nasze zdjęcia
      • 27.06.07, 12:57
        Lewana doskonale Cie rozumiem, ale patrzac teraz po ponad roku od tej tragedii
        nie wiem co byłoby lepsze. Czasmi mysle, ze dobrze, ze Kajtus był z nami, ze
        mogłam go doknąc, raz nawet podniesc, pogłaskac. Ja do konca wierzyłam ze
        bedzie dobrze, nie dopuszczałam mysli ze cos sie moze stac. Tak długo
        czekalismy na dzieci w tak mało romantyczny sposób zaszłam w ciaze ze nie
        wierzyłam ze los dalej bedzie okrutny - a jednak.
        Ale jesli Ty czujesz ze nie dasz rady to bede sie modliła aby stało sie tak jak
        sobie zyczysz, abys nie musiała jeszcze bardziej cierpiec. Kazda z na jest inna
        i kazda z nas ma prawo do tego aby inaczej odczuwac zal i bol.

        Moja ironia losu polegała jescze na tym ze jednego dnia wybierałam wózek dla
        Małosi i trumienke dla Kajtusia. Ot kolejny kopniak...
        • 27.06.07, 13:46
          No wlasnie tego sie boje, radosci i traumy za jednym razem. Mam juz dosc kopow
          od zycia! Moje dziecko jest naprawde bardzo chore, moze inaczej wygladac,
          chcialabym je przytulic i zeby usnelo na moich rekach, zeby nic je nie bolalo.
          Mam nadzieje, ze teraz tez nie odczuwa bolu! lekarze mowia, ze nie, ale ma
          otwarta rane na pleckach (ten rozszczep) i moze to boli?sad((
          • 27.06.07, 14:16
            wiesz co Ci powiem lewana!!!ani przez chwilę nie żałowałam,że nie mogłam
            zobaczyć ani przytulić Antka był z nim mój mąż i mama po prostu wiem,że gdybym
            go zobaczyła umarłabym razem z nim...celowo uciekłam od tego wszystkiego po to
            żeby w ogóle funkcjonować....i tak jest ciężko....mam go na zdjęciu jak jeszcze
            żył....trochę czasu musiało upłynąć zanim zdecydowałam się spojrzeć....
            --
            Nasze zdjęcia
            • 27.06.07, 21:41
              Witajcie,
              minęły trzy miesiące od narodzin moich chłopców. Po kilku godzinach został
              tylko jeden. Od 25 t.c. TTTS i pewność że jeden z nich nie przeżyje. A jednak
              przyszedł na świat żywy i walczył. Widziałam Go tylko podczas c.c. i potem gdy
              mnie zwieziono aby się pożegnać. Pogrzeb był bezemnie. nie pozwoliłam do Niego
              zaglądać pozostał w moich wspomnieniach piękny, skupiony we śnie. Mam moje
              drugie szczęście przy sobie jednak nie ma dnia bez łez tesknoty za Mikołajem.
              Strata czy to jeszcze w łonie czy przy porodzie czy też później chyba równo
              boli.
              Przytulam Was wszystkie. Musimy być dzielne dla tych co pozostali.
              Goja
              • 29.06.07, 11:56
                Gojanew usciski dla Ciebie!
                Jest mi i Uli na pewno duzo lzej, jak czytam, ze kogos innego, tez to spotkalo.

                Wczoraj bylam na wizycie u ginki. Rozmawiamy sobie tak od serca zawsze. Pytalam
                po raz kolejny jakie sa szanse, jaki moze byc scenariusz. Powiedzial po raz
                klejny, ze z takimi wadami nie ma szans na zycie. Analizowala opis z ostatniego
                usg, to za duze skumulowanie wad, zeby mowic o pomylce, albo sie ludzic.
                • 29.06.07, 12:56
                  Goja uściski.
                  to prawda-potrzebna siła dla tych co pozostali.
                  codziennie tą siłę daje mi Wiktoria.

                  lalka_go mama bliźniaczek Wiktorii i Aniołka Angeliki.
                  • 09.08.07, 19:06
                    Cześć Dziewczyny,

                    czy Wam również trudno było dotrzeć do naszego wątku po przeróbce strony, czy tylko ja jestem taka gapa ?? Ja dotarłam przez CTL+ALT+H, czyli weszłam w historię wybieranych przez siebie stron aby dotrzeć tutaj ponownie. W ciąży ogólnie czuję niemoc intelektualną i z refleksem u mnie marnie, ile szklanek nie zdążyłam złapać ... wink

                    U mnie dobre wieści. Dziś koniec 29 tyg. dziewczynka waży 1226g. Jest chudzinką, ale zdrową! Przepływy ok., przybywa na wadze harmonijnie, no i jest długonoga bo kość udowa ma 58,1 mm.
                    BARDZO SIĘ CIESZYMY.

                    A chłopczyk bez zmian, czyli ze zmianami wstecznymi, jest prawie zresorbowany.

                    Krzepliwośc krwi w górnej normie, ale jeszcze w normie. Z powodu długiej szyjki 46mm rokowania na kolejne tygodnie noszenia ciąży dobre.

                    Co słychać u Was?
                    Napiszcie.

                    Buzula
                    • 10.08.07, 22:55
                      Witaj, cieszę się że wszystko ok z małą księżniczką. W 29 tc
                      urodziły się pięcioraczki i mają się dobrze.
                      Mój bohater ma się też świetnie. Ma ponad 6 kg śmieje się i guga.
                      Myślę o Was bardzo ciepło, mimo że ostatnie tygodnie mojej ciąży
                      były bardzo smutne, teraz z nostalgią patrzę na mamusie z brzusiami.
                      Mam chyba "syndrom utracenia".
                      Pozdrowionka
                      --
                      mój suwaczek
                • 29.06.07, 16:53
                  Lewana to bardzo wazne moc tak szczerze porozmawiac z lekarzem. Mnie prowadził
                  bardzo młody lekarz (moze 5-6 lat starszy odemnie) i do dzisiaj czuje ze miałam
                  w nim przyjaciela.
                  Na poczatku widziałam ze badał moje podejscie do ewneutalnego uposledzenia czy
                  smierci dziecka, a potem był szczery do bólu ale i bardzo ciepły i serdeczny i
                  wyrozumiały. I miałam szczescie ze akcja porodowa zaczeła sie na jego dyżurze.
                  W całej tej smutnej historii poznałam wielu wspaniałych ludzi dzięki którym
                  mogłam nawet czasami sie uśmiechnąc.
                  A najgorsze to było jak po tygodniu przebywania na bardzo przyjaznym odzdziale
                  neonatolgii Kajtek został przewieziony do Zabrza. Stary budynek, ciemne
                  korytarze, okropny smród (sama nie wiem czego, klaustrofobiczne pomieszczenia,
                  inkubator przy inkubatorze, respiratory, kable, kabelki, brudne szare sciany,
                  niemiły presonel. Wrazenie: umieralnia!!! To i tak Kajtus był na sali gdzie
                  było 5 inkubatorków a obok na erce chyba ze 20 ich było. Dzieci z wenflonami w
                  głowce na rekach, nogach, same maluszki. I ciagły pacz rodziców i ksiadz który
                  chrzicł dzieci... Do dzisiaj sa to najgorsze koszmary. I tego nigdy nie zapomne
                  niestety.
                  Dopiero po smierci lekarki zrobiły sie jakby przyjazniejsze i bardziej
                  serdeczne. A jak po roku (wczesniej nie miałam odwagi) pojechałąm po odpis
                  zgonu i wynik sekcji to prowadzaca pani dr zaprosiła mnie na rozmowe i dopiero
                  wtedy powiedziała ze tak jest lepiej dla Maluszka, bo mógłby bardzo cierpiec i
                  wogole o konsekwencjach takiego niedotlenienia. SZkoda ze dopiero teraz
                  przekonałam sie o jej dobroci i profesjonalizmie.

                  Przepraszam za ten post, ale czasem musze te negatywne uczucia wyrzucic.
                  Dobrze ze do Was trafiłam i wiem ze łatwiej jest przezyc cos razem..
                  Lewana gdzie robiłas ivf, bo ja w Novum
                  • 30.06.07, 09:30
                    co Wy o tym myślicie?może stwórzmy forum dla takich mam jak my...z tego co wiem
                    sporo jest takich osób...może tutaj otworzyłyby się...znalazły swoje miejsce...
                    napiszcie co myślicie...czy popieracie pomysł?
                    pozdrawiam
                    --
                    Nasze zdjęcia
                    • 30.06.07, 10:54
                      Mimi jestem za! Tez o tym myslalam, bo watek sie rozrasta. Wiem, ze sa tez takie
                      osoby poza gazeta.pl! Dzwonia do mnie ludzie np. z Bociana! Szok, bo tam ani
                      slowa o tym sie nie pisze, jakby to ukrywali???

                      Odpowiadam tez Ulineczce, ja mialam ICSI w Invimedzie. Mysle, ze to moglo miec
                      wplyw n ata sytuacje, potwierdza to lektura "Ciazy wieloplodowej" pod red.
                      Breborowicza. Po ICSI zwieksza sie ryzyko wadsad
                      • 30.06.07, 11:27
                        jak mąż wróci z pracy spróbujemy coś zrobić w tym kierunku...podpowiedz mi
                        lewana jak nazwać forum, bo pomyślałam też o mamach ,które straciły dwoje
                        bliźniąt...może to zły pomysł?...
                        --
                        Nasze zdjęcia
                        • 02.07.07, 20:57
                          To bardzo dobry pomysł.
                          Tylko gzie to forum - jako osobna strona? Czy moze juz na jakiks istniejacym?
                          Przepraszam, ale ja w tym troche lewa jestem
    • 01.07.07, 12:05
      Witam, wóciłam po urlopie i dopiero teraz czytam to co działa się tu przez
      ostatnie 2 tygodnie. I tak odnośnie pochowania dziecka, to u mnie sytuacja
      wygkladała następująco. Jeden z synów zmarł miezy 14 a 17 tc, a drugi urodził
      się w 33 tc (o czym już tu pisałam). W tym okresie ciało zmarlego dziecka po
      prostu się rozłozyło, zmacerowało i nawet na usg nie było juz pod koniec ciązy
      widoczne. Tak, że nie było mowy o pochówku.
      Pozdrawiam
      bzet
      • 05.07.07, 18:02
        Dziękuję za info, bezet.

        U nas póki co dobrze jeśli można użyć słowa 'dobrze'.
        Dziewusia dzielnie goni kolejne centyle i przybliża się do 50-tego centyla.
        Jak pisałam wczesniej była o 50% lżejsza od braciszka zanim obumarł. I jeśli wierzyć wykresom pod moim USG była poniżej 5-go centyla.
        Zaczełam 25 tc., oby pomieszkała u mnie jeszcze 7-8 tygodni ... tak bym chciała.
        Po 32 tc dzieci koordynują ssanie, oddychanie i przełykanie byłaby szansa na uniknięcie tych wszystkich rurek i kableków, wenflonów itd. choć ryzyko powikłań wcześniaczych i tak pozostanie (słuch wzrok).

        Trzymam kciuki za wszystkie dzieciaczki, te już na świecie i te jeszcze w drodze na ten świat, aby zdrowe ucieszyły i cieszłyły codzień nasze mamine oczy.

        pozdrawiam,
        buzula
        • 05.07.07, 22:52
          Witaj,
          kiedy ja liczyłam kolejne tygodnie, lekarz zapytał czemu zakładam tylko 32, mam
          chcieć od życia więcej i dotrwać np. do 40 (urodziłam w 35 + 6 dni). Więc i Ty
          buzula zakładaj więcej.
          Dziś 3 m-ce od śmierci Mikołajka. Zaniosłam mu światełko, aniołka i kolorowy
          wiatraczek. Przez chwilkę było mi lżej na sercu.
          Mój ocalony bliźniaczek śmieje się i gurzy, a ja gdy zamknę oczy widzę dwie
          śmiejące się buzie.

          pozdrawiam
          Goja
          • 05.07.07, 22:56
            • 05.07.07, 23:00
              Zamówiłam w Gattino. Chcieli nam zrobić niespodziankę i uszyli dwa kompleciki.
              Ten który został jest z cienkiego polarku (chyba kurteczka, spodenki, buciki i
              czapeczka). Chcę je oddać innej małej dzidzi.
              Napiszcie.
              • 06.07.07, 09:16
                Ja bym byla chetna, ale tak barzdo boje sie zapeszycsad Skad jestes? moze
                przetrzymasz je dla naszego chloapczka? (termin na pazdziernik)


                Ja jutro biore cichutki slub (ze wzgledu na dzieci, uznanie itp.). Jakos nas ta
                sytuacja zblizyla i postanowilismy nasz 10 letni zwiazek zalegalizowac.
                Martwie sie tylko, ze od kilku dni nie czuej chorutka, juz nei wiem co lepsze,
                czuc Go, czy zeby To nastpailo....I jeszcze ta pogoda przygnebiajaca.
                • 06.07.07, 11:07
                  Witam lewano,
                  ubranko przetrzymam dla twojego promyczka, jak tylko będzie potrzebne daj znać
                  tu albo na meila gazetowego. Ja zamawiałam te ciuszki 6 tyg. przed terminem i
                  cieszyłam się że mam w co ubrać maleństwo bez względu na rozwój sytuacji.
                  Jestem z Wielkopolski.

                  Serdeczne gratulacje!!!! Bądzcie szczęśliwi. Jeśli chodzi o chorobę dzidzi to
                  zacytuję psychologa "takie doświadczenia spotykają tylko ludzi silnych, gdyż
                  słabi nie potrafili by tego udźwignąć". Więc bądzcie silni dla siebie i dzieci.

                  Pozdrawiam
                  Goja
                  • 08.07.07, 14:35
                    Goja!
                    Dzieki wielkie, zglosze sie na pewno. Nie moge sie jzu doczekac kiedy wsyztsko
                    sie jakos ulozy. Wczoraj byl slub, bylo naprawde milo i sympatyczniesmile
                    Od wczoraj jestem zona i jakos fajnie sie z tym czuje (a tak sie bronilam)

                    Pozdrawiam
                    Ps. W pon. mam usg, zobaczymy co z chorutkiem, jego ruchow nie czuje...
          • 06.07.07, 16:25
            Gojanew,

            oczywiście masz rację, żeby nastawić się na więcej, ja od siebie i od innych z zasady wymagam więcej, jestem wytrwała w swoich postanowieniach, ale .... ten dramat złamał moją wolę walki o 40-sty tydzień ciąży. Będę się cieszyć z każdego dnia ponad 32 tc., ale lekarze są opinii, że jeśli donoszę do 34 tc. to indukujemy poród dla mojego bezpieczeństwa. Więc teraz torturuję się wiedzą o rozwoju i powikłaniach rozwoju wcześniaczków.

            Już wolę oczekiwać od losu mniej, niż więcej, mam dość rozczarowań.

            pozdrawiam,
            Buzula
            • 06.07.07, 18:07
              Buzula,
              nie zadręczaj się powikłaniami, miej ich świadomość, Twoja wiedza z pewnością
              pomoże dziecku przejść przez okres wcześniactwa, ale się nie zadręczaj.
              Wcześniactwo, to coś z caego się wyrasta, pierwsze 6 miesięcy to czas częstych
              wizyt kontrolnych u neurologa, okulisty, rehabilitanta i w poradni wcześniaczej
              ale stopniowo dzieci nadrabiają "tyły" i ok. pierwszych urodzin wszystko się
              normuje. Urodziłam córeczkę w 34 tygodniu, miała obustronne wylewy krwi do mózgu
              II stopnia, po pewnym czasie dołączyła anemia i retinopatia wcześniacza (anemię
              zwalczyliśmy odpowiednimi lekami a wraz z poprawą morfologii cofnęła się
              retinopatia). Moja ciąża została zakończona przed terminem z uwagi na potężną
              cholestazę ale dostałam steryd 2dni przed porodem(2zastrzyki w tyłek), który
              zapobiegł wystąpieniu błon szklistych w płucach dziecka po urodzeniu. Tobie w
              odpowiednim czasie pewnie też podadzą ten lek i maluszek nie będzie potrzebował
              respiratora. Powoli, w swoim tempie dziecko będzie się prawidłowo rozwijało.
              Pozdrawiam Cię serdecznie
              • 06.07.07, 22:43
                Przepraszam, ze wtrace sie w ten watek, ale chcialam Ci tylko powiedziec, ze
                nie wszystkie wczesniaki maja problemy; ja ur w 32+6(tez czekalam do 32...)i z
                moimi pannami wszystko ok, nie byla potrzebna rehabilitacja; dzis maja juz
                2lata...zycze aby wszystko ulozylo sie pomyslnie!pozdr.Anka
                --
                Emilka i Iga mają już...
                <a href="fotoforum.gazeta.pl.//5,2,mamaigiiemilki.html
                • 08.07.07, 17:41
                  Bardzo się cieszę!!
                  Naprawdę każdy taki post podnosi na duchu, mam 25 tc. więc do sławetnego 32 tc.
                  mam ogromną nadzieję doczekać. Najbardziej drętwieje przed usg czy aby
                  dziewusia żyje. nie czułam ruchów do 22-23 tc. Teraz mam 11-07-2006, ale czuję
                  ruchy, jeśli tylko zacznie szybciej rosnąć będzie duża nadzieja, że wszystko
                  może dobrze się potoczyć.

                  Dzięki,
                  Buzula
                • 09.07.07, 12:19
                  ja też was pocieszę, urodziłam w 30t2d ciąży i moje dziecko to okaz zdrowia,
                  samo oddychało, nie było retinopatii, wylewów i zamykania Botalla itp. Nie
                  chodziliśmy do poradnii wcześniaczej. Ważne, żebyś(cie) rodziły w odpowiednim
                  miejscu, żeby nie były konieczne transporty, i żebyście dostały cortyzon na
                  rozwój płuc. Położna mówiła, że dzieci z takich pełnych stresu ciąż lepiej
                  sobie radzą po przedwczesnym porodzie, niż gdyby poród nastąpił nagle i
                  nieoczekiwanie, bo pod wpływem hormonu stresu u matki maluchy szybciej
                  dojrzewają.
                  Trzymam kciuki za pomyślne dla was rozwiązanie. Jesteście bardzo dzielne.
                  • 09.07.07, 13:14
                    Dzien dobry !
                    Nie było mnie kilka dni i widze ze znów wróciłyscie. Ciesze sie.

                    Buzula nie martw sie wczesniactwem. Sabi35 ma racje. PAmietaj o mojej Małgosi z
                    31yc, która jest ZDROWYM,FANTASTYCZNIE rozwijajacym sie dzieckiem, zawsze
                    usmiechnietym, nie potrzebujacym snu. U Ciebie tez bedzie dobrze. Dostaniesz
                    sterydy na płucka, lekarze wiedza ze córcia jest z trudnej ciazy, zapewnia jej
                    dobra opieke i wszystko bedzie w porzadku.

                    LEwana - trzymam kciuki za dzisiejsze usg i bede wypatrywała wiesci od Ciebie.

                    BUZIACZKI
                  • 10.07.07, 20:38
                    Sabi,

                    dzięki za informacje !!
                    Buzula
                    • 12.07.07, 20:39
                      Witam Dziewczyny,

                      jestem po USG, dziewusia jest dalej zdrowa i oby juz na zawsze, ale maleńka jest bo wazy 624g (24tydz + 6 dni), w mojej książce w/b 700g a u Lewany synek ma nawet 750g (GRATULUJę !!) ponieważ termin porodu to 1 dzień różnicy, więc myslę, że mam nalepsze odniesienie porównawcze. Martwię się - i to już chyba tradycyjnie w tej ciąży, a pierwsza była taka radosna, prawidłowa ... JAK TO NIC W ŻYCIU NIE WIADOMO.

                      Lekarz zapewnia, że w normie ale jak sobie policzę wg interpretatora USG z www.noworodek.pl to po biometrii wiem, że jest o 2 tyg. za malutka. Owszem czytałam, że 2-3 tyg. odchylenia są w normie, ale ta norma jest bliska hipotrofii.

                      A chłopczyk leży bez ruchu z minimalną ilością wód płodowych nad dziewczynką, co ponoć wróży szansę na więcej niż 32 tyg, ciążę, ale nikt nie da gwarancji jak dalej będzie, bo lekarz ostrzega, że choc nie widzi w tej chwili zagrożenia to musze brac pod uwagę fakt, że ciąza może zakończyc się niepomyślnie rówież dla dziewusi. A i korzystne ułożenie też jeszcze może się zmienić.

                      Tyle u nas.
                      pozdraiwam,
                      Buzula
                      • 12.07.07, 21:39
                        Witaj,
                        poniżej link z wymiarami, nie roztawałam się z nim przez całą ciążę. Wg niego
                        twoja księżniczka jest naprawdę w normie i niech tak będzie na każdym USG.
                        www.babycenter.com/general/pregnancy/1290794.html
                        Pozdrawiam
                        Goja
                        • 13.07.07, 07:47
                          Gojanew,

                          dziękuję BARDZO !
                          tabelka wydrukowana a i stronka warta poczytania.
                          jedno wiem, przeszłaś swoje jeśli tak zpenetrowałaś niektóre tematy dzieciaczkowe.

                          To naprawdę podniosło mnie na duchu!!
                          Tabelka ma bardzo wiarygodne źródła.

                          Jeszcze raz dziękuję smile
                          Buzula
                          • 25.07.07, 12:28
                            Witajcie,
                            za tydzień miną cztery miesiące od narodzin moich chłopców a jednocześnie
                            śmierci jednego z nich. Mija czas, "ocalony" bliźniaczek pięknie rośnie a ja
                            ciągle płaczę za Mikołajkiem. Dostałam wyniki badania łożyska "zaburzenia w
                            krążeniu płodowym i matczynym". Czy to mój organizm zawiódł? Przysłali też
                            wyniki badania sekcyjnego mojego okruszka. Dzielnie walczył z przeciwnościami.
                            Co u Was dziewczyny? Jak sobie radzicie?
                            Serdecznie pozdrawiam
                            Goja
                            • 25.07.07, 15:41
                              Cześć Goja,

                              zagląda, zagląda, ale skoro ostatnie posty były moje to czekałam na kogoś innego, ale przecież są wakacje i nie wszystkie z nas muszą jak ja siedzieć w domu - czyli blisko szpitala.

                              Ból pewnie w nas będzie zawsze na myśl o drugim bliźniaku bez względu kto lub co zawiniło. Tak na prawdę to nikt nie jest w stanie powiedzieć jednoznacznie co jest przyczyną, więc spróbuj się nie winić.

                              Ciesz się ocalałym bliźniaczkiem - nie pozostaje nam nic innego sad

                              U mnie następujące nowości:
                              * obumarły chłopczyk już jest prawie zupełnie zresorbowany, na usg bardzo zamazane zarysy w sumie tylko główki bo reszty ciałka juz nie można się domyślić. Maleńki bardzo.
                              * łozysko 'w sumie to jest już jedno" - określenie lekarza. i ciążę nalezy od teraz traktować jak pojedynczą.
                              * rokuję na donoszenie nawet do końca, bo wszystko wygląda jak dotąd ok., oby tak dalej, wróciłam pod opiekę mojego pierwotnego lekarza (oczywiście prywatnie), przedtem byłam dodatkowo oglądana także przez szpitalnego lekarza w ośrodku referencyjnym II stopnia czyli w szpitalu bielańskim.
                              * córeczka jest wciąż za mała jak na wiek liczony od ostatniej miesiączki 26t+4dni = 740g, pomiędzy 5 a 10 percentylem. Ale lekarz definitywnie mnie uspokoił, rośnie od miesięcy harmonijnie trzymając się 5% rozrzutu pomiędzy 5 a 10 percentylem. Odkąd przeanalizowaliśmy wstecz poprzednie USg zawsze była za mała o 7-10 dni. Lekarz jest przekonany, że ona jest młodsza od obumarłego braciszka o jakiś tydzień. W ciąży bliźniaczej dwuowodniowej, dwukosmówkowej po stymulacji lekami, (a nie np. transferze), jajniki mogą wystartować różnie reagując na ten sam lek prawy i lewy z produkcją jajeczka. Zatem dzieci mogą pochodzić z różnych aktów.

                              Zatem odrobinę odważniej patrzę w świat.

                              Wyprawka w 99% gotowa, bo obawiałam się, że w każdej chwili mogę zostać ponownie mamą, tym razem skrajnego wcześniaczka.

                              Dla dziewczyn z Warszawy informuję, że znalazłam sklep z ubrankami od rozmiaru 44 cm, pieluszkami poniżej wagi 2,5 kg i wieloma akcesoriami typowymi dla wcześniaczków. Adres sklepu;
                              "DUDEK - SKLEP DLA MAMY I DZIECKA"
                              ul. Dzielna 21 lok.6 róg Okopowej
                              tel: 0-22-636-36-29
                              e-mail:kdudek@chello.pl
                              pon-pt 11:00-19:00
                              sob 10:00-14:00
                              niedz. 11:00-14:00

                              Miła obsługa ale nie jest tanio. Po prostu jednej z pracownic urodził się synek 580g i zobaczyły lukę w ofercie rynkowej dla wczesniaczków, więc zajęły się również taką ofertą. Chłopczyk choć po przejściach obecnie świetnie sobie radzi!

                              Pozdraiwam wszystkie Forowiczki,
                              Buzula
                              • 25.07.07, 17:29
                                Witajcie, zaglądam tu niemal codziennie by sprawdzić czy są od Was jakieś
                                wieści, cieszę się, że sytuacja córeczki Buzuli jest w "normie" (brakuje mi
                                właściwych słów, jestem tu tylko przypadkowym gościem ale z całego serca życzę
                                Wam zdrowia dla Was i dla maluszków). Czasami jestem w W-wie u koleżanki, myślę
                                wtedy o Was, obecnych gdzieś w tej przestrzeni, zastanawiam się jak się
                                czujecie, czy wychodzicie z domu, jak wygląda Wasz dzień. Pozdrawiam
              • 08.07.07, 17:45
                Miacasa,

                dobre wieści mile widziane, dzięki.
                Buzula
                • 09.07.07, 15:21
                  Jestem juz po usg. Wlasciwie u nas bez zmian. Chorutek troszke rosnie, ale
                  wolniej. Ilosc wod zmiejszona. Ale zyje i to chyba dobrze dla nasi dla drugiego
                  dziecka. Drugi dzidzius ma juz 750 gram smile Wszystko u niego ok.
                  Jestem uspokojona i nadal czekamy. Oby do przodu!

                  Jutro ide jeszcze na echa serc maluchow.
                  • 10.07.07, 15:50
                    Cieszę się że że u Ciebie lewana ok.
                    Ja odliczałam dni od jednego usg do kolejnego, potem ktg rano i wieczorem i tak
                    mijały dni na upewnianiu się że oba maluszki żyją. To dobrze żetwoje maluszki
                    oba rosną. Moje na końcu miały ponad 1000g różnicy. Widziałam że czytałaś
                    Bręborowicza, ja rodziłam u niego. Do końca miałam nadzieję że diagnoza jest
                    mylna. A jednak tak nie było.
                    Pozdrawiam.
                    • 25.07.07, 19:09
                      Hej ja tez jestem!
                      Ostatnio mialam maly maraton lekarski (codziennie wizyta), bo mam jakies dziwne
                      twardnienie brzucha i jakby skurcze. Ale szyjka ok, ktg ok, ale moze zaloza mi
                      profilaktycznie pessar? zastanawiamy sie nad tym wyjsciem. W mojej sytuacji
                      lepiej dmuchac na zimne.

                      W pon. mam kolejne usg. Chorutek zyje (czuje ruchy), a zdrowy chlopiec wywija ze
                      hej.
                      Spotkalam sie z prof.Kornacka z Neonatologii z Karowej, pogadala ze mna, jak to
                      wyglada od ich strony. Uspokoilam sie troche.
                      No i oby do przodu, jutro 28tc.

                      Pozdrawiam Wszystkich!
                      • 26.07.07, 09:39
                        dziewczyny cieszę się bardzo że u Was wszystko dobrze- no o ile takie sytyacje
                        mozna nazwać dobrymi uncertain.
                        jestem cały czas z Wami myślami.
                        patrzę na moją Wiktorynkę ukochaną i mam nadzieję że jeszcze trochę i Wy też
                        będziecie z taką miłością wpatrywać się w Wasze cuda smile
                        oczywiście smutek pozostanie.u mnie mija rok i 4 mies. odkąd Angela zasnęła w
                        brzuszku. rok i 2 mies. odkąd urodziłam i już wtedy nie mogłam się łudzić że
                        może jednak żyje sad
                        pamiętam o niej cały czas. każdy wieczór kończę rozmową z naszym Aniołkiem.
                        wyobrażam sobie jaka by była. w brzuchu póki jeszcze nie wiedzieliśmy że jest
                        źle to Wiki szalała, Angela zawsze na USg była spokojna. Wiktoria teraz to
                        torpeda- wszędzie jej pełno... takie małe żywe srebro smile
                        myślę że Angela byłaby jej przeciwieństwem... siedziałaby grzecznie i bawiła by
                        się zabawkami kiedy Wiktoria penetrowałaby kolejne szafki smile
                        no ale tego nigdy sie nie dowiem. sad

                        dziewczyny trzymam cały czas kciuki! będzie dobrze! musi byc dobrze!
                  • 13.08.07, 13:44
                    Witam,
                    cał czas sledze co u Was nowego. Trzymam kciuki i czekam na kolejne
                    dobre wieści.
                    bzet


                    fotoforum.gazeta.pl/5,2,bzet.html
                    • 13.08.07, 13:50

                      Dołaczam zdjęcie moich dzieci zrobione z okazji 1 rodzin Tymona -
                      jego historię już tu przedstawiałam. I po wszystkich przejściach
                      (smierć brata w 16 tc, zatrucie, hipotrofia, wczesniactwo) jest
                      prawidłoworozwijajacym się rocznym dzieckiem: siedzi, stoi, chodzi,
                      mówi i robi to co powinien robić maluszek w jego wieku.
                      Tak że nie martwcie się na zapas!!!
                      • 14.08.07, 11:20
                        Tymek rzadzismile


                        U mnie juz 30tc, wszystko ok, wizyty czesciej, badania tez.
                        Jestem ciut spokojniejsza, ze juz blisko, ze dzieci juz coraz bardziej bezpieczne.
                        Zdrowy chlopie rozrabia za dwojesmile Wierci sie niesamowicie, harce i swawole, az
                        sie martwie czy to normalne i korci mnie zeby znowu robic usg (mialam 2 tyg. temu)

                        Po malu kupuje rzeczy, mysle jak przestawic meble itp. Ale wozka nadal nie mam,
                        mial byc przeciez podwojny, poczekam az sie wszystko okaze....
                        • 14.08.07, 21:12
                          Witajcie, ale Tymek jest śliczy, te oczka złamią nie jedno serce
                          niewieście!

                          Lewano, po szoku jakiego doznałam słysząc diagnozę tragiczną dla
                          mojego Mikołajka nastał czas dziwnego uspokojenia. Popłakiwałam
                          codziennie ale byłam spokojna jak nigdy w życiu. Też czekałam od
                          jednego USG do następnego. Przez ostatnie tygodnie ciąży cieszyłam
                          się dniami spędzonymi z moimi chłopcami. Teraz tęsknię za tym
                          okresem ogromnie. Mam przy sobie moje szczęście gdy patrzę na niego
                          serce mi rośnie ale ciągle tęsknię.
                          Mój ocalony bliźniaczek też rozwija się doskonale. Jego najnowsze
                          osiągnięcie to głośne piski, ale takie że aż w uszach dźwoni.
                          Pozdrawiam, jesteśmy dzielne!!!!!!
                          --
                          Nasze Słoneczko
                          Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                          • 15.08.07, 21:44
                            Dziewczyny nie mogłam Was znaleźć. Byłam na wakacjach ale caly czas
                            o Was myślałam i ciesze ze są dobre wiadomości.
                            Nadal bede Was wspierac i mocno trzymac kciuki.

                            Całuje
                            • 18.08.07, 21:10
                              U mnie bez zmian. Chlopczyk rozrabia, ze hej.Mam nadzieje, ze bedzi edzrowym i
                              madrym Czlowieczkiem. Jak myslicie, czy nasze dzieci moga odczuwac brak tego
                              drugiego rodzenstwa? Martiwe sie, ze tak.....

                              dziewczynka zyje, ale czuje ja mniej i jakos inaczej. Łudze sie czasami, ze moze
                              nie bedzie tak zle, ze bedzie zdrowa. Ale wtedy ruszalaby sie normalnie, rosla
                              no i obraz na usg bylby prawidlowy...

                              Wczoraj dowiedzialam sie, ze siostra mojej psiapsiolki, ktora spodziewala sie
                              blizniat (chciane i poczete naturalniesmile wyladowala w szpitalu. Jeno dzicko nie
                              zyje od kilku tygodni, robia wszytko aby uratowac drugei i aby nie wdalo sie
                              zakazenie (to 4,5 mies.)
                              Ona miala amniopunkcje, ale czula sie super, nie wiadomo co sie stalo. Dzieci po
                              amnio. mialy zdrowy kariotyp.
                              Przygnebily mnie te wiesci.
                              • 18.08.07, 22:34
                                Hej, hej,
                                też myślałam o tej bliźniaczej więzi. Ja bedę zaprowadzać synka na
                                cmentarz i pokazywać gdzie leży braciszek, który teraz jest
                                aniołkiem i zawsze jest z nami i nad nami czuwa. Myślę, że między
                                innymi dlatego, jeśli to możliwe, dobrze jest pochować zmarłe
                                dzieciątko. Na początku jak maluszek płakał, wyobrażałam sobie że
                                brak mu braciszka.
                                Lewano od kiedy wiedziałaś że to chłopczyk i dziewczynka?
                                Ja do konca nie znałam płci drugiego bliźniaczka, ale czułam że to
                                też chłopczyk.
                                Dzisiaj mija rok od kiedy zrobiłam Beta HCG i byłam pewna, że jestem
                                w ciąży i to z dwojgiem lub więcej.
                                --
                                Nasze Słoneczko
                                Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                                • 19.08.07, 09:55
                                  Goja ja wiem o chlopcu od polowkowego usg, a o dziewczynce od kilku tygodni. Mam
                                  nadzieje, ze to nie pomylka, bo slabo widac ją podczas usg (ma wymuszona pozycje).
                                  Pozdrawiam
                                  --
                                  www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28
                                  • 19.08.07, 17:30
                                    Cześć Dziewczyny,

                                    chyba powinnam wypowiedzieć się nt. bliźniaczej więzi, bo sama mam brata bliźniaka.

                                    Na pewno jest taka więź. Wiem kiedy brat jest szczęśliwy, kiedy cierpi, rozumiemy się często bez słów na spojrzenie okiem, ale oczywiście bywa, że mamy delikatnie nazywając to 'inne zdania".

                                    Trzeba pamiętać, że chęć porównywania bliźniąt jaka rodzi się wśród otoczenia jest często nie do zniesienia dla bliźniaków i dzieci zaczynają rywalizować, niestety często nieświadomie wplatając nie najzdrowsze emocje w tę rywalizację.

                                    Jak sie dowiedziałam, że będe miała blixniaki to pierwsza myśl była; o Boże nie poradzę sobie!, a druga trochę później: obiecuję Wam dzieci nigdy nie ubiorę was tak samo i poślę do innych klas lub szkół jesli zechcecie.

                                    Więc bycie blixniakiem ma różne oblicza nie tylko takie, że ja odrabiałam polski a brat matmę ... smile

                                    Pewnie więź między bliźniakami tej samej płci jest ściślejsza, ale to tylko domysły. No i z czasem zakładając swoje rodziny, ta więż robi się cieńsza ... ale tak się zdarza we wszystkich rodzeństwach.

                                    pozdrawiam,
                                    Buzula
                                    ps. dziś czuję się fatalnie, twardy brzuch i niechęć do wszystkiego, może te upały, mam nadzieję, że jutro będzie ok. Zaczełyśmy 31 tc.
                                    • 20.08.07, 16:32
                                      Czy wiedziałyście,że Elvis Presley miał brata bliźniaka??
                                      Ja niedawno się dowiedziałam.Zmarł przy porodzie.Jego matka nigdy
                                      nie pogodziła się ze śmiercią brata , a Elvis często powtarzał, że
                                      zawsze starał się robić wszystko dwa razy lepiej właśnie dla brata i
                                      czuł jego opiekę z góry...coś w tym musi być..dziewczyny bądźcie
                                      dzielne dacie radę...pozdrawiam
                                      --
                                      Nasze zdjęcia
                                      • 20.08.07, 16:33
                                        Pomyliłam się brat Elvisa urodził się martwy...to był rok 1935! nie
                                        było szans...
                                        --
                                        Nasze zdjęcia
                                        • 28.08.07, 11:15
                                          Tu lewana-od wczoraj jestem w szpitalu, dostalam plamienie brunatne, szyjka sei
                                          skraca. Jestem w IMiD, bardzo ciezko dostac sie do szpitali!!!!
                                          • 28.08.07, 13:44
                                            Lewanka!
                                            trzymam mocno kciuki i bede zagladała za dobrymi wiesciami.

                                            Buzula, co u Ciebie? jak sie czujesz?

                                            Mysle o Was
                                            • 28.08.07, 18:28
                                              Powodzenia, dużo sił
                                              Czekamy na wieści
                                              Beata
                                              • 28.08.07, 21:28
                                                Napewno jesteś pod dobrą opieką. Myśl pozytywnie, to ogromnie ważne
                                                dla twoich dzieci.
                                                Ściskam z całego serca
                                                Goja
                                                --
                                                Nasze Słoneczko
                                                Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                                            • 30.08.07, 15:10
                                              Ćześć,

                                              ja właśnie dziś kończę 32 tc. - ten wymarzony, aby córcia umiała sama oddychać. Od 1-09-07 spakuję walizki, tak na wszelki wypadek. Rokowania wg dwóch lekarzy są dobre, ponoć mam szansę na donoszenie. Ja aż tak optymistycznie nie patrzę w tak odległą przyszłość (planowany termin 25-10-2007) ale z każdego dnia więcej cieszyć się będę.

                                              Ponieważ oceniono mój stan na dobry i stabliny do lekarza idę 06-09-2007, po 4 tyg. nie widzenia się z nim. Po pierwsze to w tej ciąży pierwszy raz ktoś odważył się nie oglądać mnie przez miesiąc (co traktuję jako serio dobry stan) po drugie umieram z ciekawości przede wszystkim ile dziewusia waży i czy szyjka w porządku. Chłopczyk stan constans ma już od 10 tyg. i wygląda na to, że tu niewiele się zmieni. Krzepliwość zbadam jutro.

                                              Juź czuję się jak słonik, szybko się męczę nie wiadomo od czego, choć mój synek to poważny powód do aktywnego trybu zycia. Oby nie było gorzej, bo brzuch mi "drętwieje" coraz częściej.

                                              Dziewczyny,
                                              z Lewanką jestem w kontakcie komórkowym, bo laptopa przyniósł jej mąz do szpitala tylko na sekundkę, więc jest odcięta od świata internautów, jak nie odpisuje to się uspokujcie, po prostu nie ma szans tego zrobić.

                                              Nie czuję się upoważniona do pisania o jej stanie zdrowia bo to nieładnie, powiem tylko, że wczoraj wieczorem miało się ku opanowaniu sytuacji, ale dziś nie odbiera komórki więc co dzisiaj słychać nie wiem.

                                              pozdraiwam WSZYSTKICH trzymających kciuki za Lewankę i mnie.
                                              Buzula

                                              • 30.08.07, 21:00
                                                Witaj Buzula,
                                                32 to już piękny wynik. Nie martw się drętwieniem, miałam je przez
                                                całą ciążę, ale uważaj na siebie. Napisz po wizycie co słychać, waga
                                                itd. (oczywiście nie pytam o Twoją wagę ha..ha...) Ciesz się z
                                                każdego dnia ciąży (tak Ci zazdroszczę tego brzusia). Jak już
                                                pisałam wzruszam się na widok ciężarnych mamuś, może to jeszcze
                                                hormonki a może ukryte pragnienia?
                                                Pozdrów Lewankę.
                                                Ściskam Goja
                                                --
                                                Nasze Słoneczko
                                                Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                                          • 01.09.07, 21:34
                                            trzymaj się Kochana , myślę o was cieplutko kiss
                                            • 04.09.07, 14:14
                                              Witajcie!
                                              Maz przyniosl kompa. 01.09 urodzilam dzieci. Coreczka zmarla po kilku
                                              minutach.... Chlopczyk-Jacus Juniorsmile, poczatkowo mial sie super 9 pkt Apgar, 2
                                              kg, darl sie jak szlaony, ale po dobie okazalo sie,z e ma cos z plucami!
                                              Zapalenie, jest pod respiratorem, nie musze opisywac co czujemy, rycze od
                                              wczoraj, nie moge sie opanowac jak go widze bidulke, za duzo tego, nie moge tego
                                              udzwignac, dlaczego nie mozemy wyjsc na prosta???

                                              Porod zaczal sie w sobote,nagle, bo krwawienie bylo zatrzymane! nagle dostalam
                                              goraczki-37, 8 potem nawet 38, 8. Czulam sie przedtem super, posiewy jalowe.
                                              Niewiadomo do konca co sie stalo, czy to dzieci mialy infekcje czy ja? Czy moze
                                              chorutka cos sprowokowala? Wzielli do badania lozyska itp.
                                              Trzymajcie kciuki za Maluszka, jesli i jego mialabym stracic, to chyba tego nie
                                              przezyjemy....
                                              • 04.09.07, 15:23
                                                Aniu,

                                                trzymam kciuki za Jacusia jak za swoje dziecko !!!

                                                Buzula
                                                ps. ja wcześniak 2350kg, brat bliźniak 2150kg wyrośliśmy na dużych ludzi i nie głupiutkich więc bądź DOBREJ MYŚLI
                                                • 04.09.07, 18:37
                                                  Teraz musi być juz tylko lepiej. Dużo sił rodzicom, a maleństwu
                                                  zdrówka. Jacusi rośnij szybko i spraw rodzicom wiele radości!!!
                                                  bzet
                                                  • 04.09.07, 22:22
                                                    Przytulam Cię bardzo mocno, jak tylko przeczytałam tę wiadomość, bez
                                                    łez się nie obyło. Teraz będzie już tylko lepiej. Zapalenie płuc to
                                                    częsta przypadłość. Lekarze sprawnie to leczą. Taki 2 kg. bobasek
                                                    napewno sobie poradzi. Bądźcie dzielni i głowa do góry. Los Wam
                                                    wynagrodzi te zmagania.
                                                    Zdrówka dla mamusi i Jacusia.

                                                    P.S.
                                                    Światełko (*) dla córeczki.

                                                    --
                                                    Nasze Słoneczko
                                                    Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                                                  • 06.09.07, 22:31
                                                    Cześć,

                                                    wróciłam od lekarza i ręce mi się trzęsą. Myslałam, że teraz to będzie już tylko dobrze. Córeczka jest za malutka i tym razem potwierdził to lekarz, 33 tc z wagą 1700g to za mało, w/b ok.2000g. Do tego jest za mało płynu owodniowego, więc może to być wada nerek, albo utrudnione warunki wzrastania z powodu obecności obumarłego braciszka (obecnie chłopczyk ma CRL 107 mm bez szansy określenia jakiejkolwiek części ciała).

                                                    Mam stawić się do szpitala bielańskiego na konsultacje - tam jest super aparatura. Ku wspólnej radości mojej i lekarza wszystkie przepływy są w normie "wręcz doskonałe".

                                                    Szyjka 32 mm więc jeszcze ok. za to CRP = 1,6, ale tym mam się nie martwić.

                                                    Smutna jest prawda, do której przyznał się mój lekarz (i za to go cenię), mówiąc, że my lekarze zbyt małą posiadamy wiedzę o takich przypadkach z racji ich rzadkości, aby stawiać jednoznaczne diagnozy ...

                                                    Tyle u nas.

                                                    pozdraiwam
                                                    Buzula sad
                                                  • 07.09.07, 08:13
                                                    Ula wszystko bedzie ok, juz z gorki.... Malowodzie nie jest duzym zagrozeniem, a
                                                    waga, moze poczekajmy do tego usg na ich sprzecie...
                                                    Sc
                                                  • 07.09.07, 08:14
                                                    u nas idzie ku lepszemu, tzn Jacusiowi sie poprawia!
                                                  • 07.09.07, 08:52
                                                    Cześć,
                                                    jestem w 36 tc bliźniaczej i od samego początku sledzę ten wątek smile
                                                    Mysle, ze powinnas byc jak najbardziej dobrej mysli. W końcówce 31 tc jeden z
                                                    moich chłopców miał 1550 g. Usg miałam robione na dobrym sprzęcie, w klinice AM
                                                    w Poznaniu i nikt sie tej wadze nie dziwił ! Wszyscy twierdzili, ze jest oki ! W
                                                    33 tc nie wiem jaka była jego waga, ale tak sobie mysle, ze mógł tez miec te
                                                    1700 g. Jeśli lekarz ma odwagę, zeby przyznac sie, do tego, ze nie potrafi
                                                    postawić jednoznacznej diagnozy, to moim zdaniem, dobrze o nim świadczy. W
                                                    takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest skierowanie na dokładniejsze
                                                    badania. Głowa do góry ! Mysle, ze okaże sie, ze wszystko jest w normie smile Wez
                                                    jeszcze pod uwagę, ze to mierzenie wagi na usg, to tak naprawdę nie jest
                                                    mierzenie, tylko szacowanie ! i dopuszczalny margines błędu wynosi 10-20%.
                                                    Trzymam kciuki smile
                                                  • 07.09.07, 09:38
                                                    Trzymam mocno kciuki za Was smile
                                                    Pomiary z kazdego usg, nawet tych robionych przez najwiekszych specjalistow
                                                    zawsze zawieraja jakis margines bledu. Twoja coreczka rownie dobrze moze juz
                                                    wazyc ze 2 kg. Zreszta mysle, ze waga nie jest chyba nawet najistotniejsza -
                                                    wazne jest jak dziewczynka jest rozwinieta, jak jej mozg, plucka - 33 tydzien,
                                                    to juz calkiem sporo i malutka ma naprawde duze szanse.
                                                    Gdyby cos bylo zle z nerkami, to dokladne usg powinno to wykazac. Jak bylam w
                                                    ciazy z druga coreczka lekarz wykryl poszerzenie miedniczek nerkowych u malej -
                                                    ale nerki pracowaly dobrze, mocz sie nie zatrzymywal, nic sie nie odkladalo - na
                                                    usg to widac.
                                                    Jesli lekarz z przeplywow jest zadowolony, to mysle, ze z Twoja malutka jest
                                                    wszystko dobrze smile

                                                    widzisz, jak rodzilam dzieci w twerminie a tez byly malenkie - obie coreczki
                                                    wazyly tylko kilogram wiecej niz Twoja coreczka teraz.

                                                    Jeszcze raz wszystkiego co najlepsze Ci zycze i zapewniam o pamieci.

                                                    Lewanno - bardzo ci gratuluje i ciesze sie ogromnie, ze z Jacusiem coraz lepiej.
                                                    Zuch chlopczyk smile
                                                  • 07.09.07, 10:07
                                                    Buzula
                                                    Mój Kamil urodził się w 33tc, na samym początku 33tygodnia z wagą
                                                    1720g, według mojego lekaża nie była to bardzo niska waga
                                                    urodzeniowa jak na ten tydzień.

                                                    Miał też wrodzone zapalenie płuc, nie oddychał samodzielnie i był
                                                    pod respiratorem 6 dni.
                                                    Dziś ma niecałe dwa lata, nikt by nie powiedział, że jest
                                                    wcześniakiemsmile
                                                    Trzymam kciuki
                                                    Mama Kamila 33tc,1720g,49cm
                                                  • 07.09.07, 10:09
                                                    Nie lekaża tylko lekarzasmile
                                                    sorry
                                                  • 07.09.07, 11:56
                                                    Witajcie dziewczyny!
                                                    Lewanko tak się cieszę że z Jacusiem coraz lepiej. Dzielny chłopak!
                                                    Mam nadzieję że się po mału też "zbierasz".
                                                    P.S. Ja mam coś dla Ciebie. Jak już możesz to napisz na priva.

                                                    Buzula trzymam za Was kciuki. Myślę że dokładnejsze badania uspokoją
                                                    Cię. W Poznaniu jest doc. Ropacka ale pewnie w W-wie też masz super
                                                    specjalistów (u mnie sprawdziła się diagnoza w 100%).
                                                    Rodziła ze mną dziewczyna 37 tc. dziewczynkę 1800g. a teraz
                                                    jest większa od mojego maluszka (ur. 2520).

                                                    Pozdrawiam gorąco
                                                    Goja
                                                    --
                                                    Nasze Słoneczko
                                                    Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                                                  • 08.09.07, 16:40
                                                    Kochane Dziewczyny !!

                                                    Dziękuję za wszystkie pocieszenia, no i same zobaczcie ile miałyście racji.

                                                    Następnego dnia wbiłam się (choć na prywatnej wizycie) do lekarza, który mnie konsultował w Szpitalu Bielańskim. Miałam być ok. 13:30. Ale wieczorem, nie mogąc spać po tak tragicznej informacji "małowodzie' było tematem przewodnim mojego serfowania po internecie. ok. 1:00 w nocy doczytałam się, że jakaś dziewczyna miała zdiagnozowane małowodzie i zaczęła pić hektolitrami wodę, ponoć pomogło. Dobrnełam do bardziej naukowego wyjaśnienia zjawiska gdzie znalazłam informację, że jeśli nie pękły błony płodowe i nie jest to wyciek, a mamy do czynienia z III NIE II trymestrem ciąży to doustne podawanie wody MOŻE przynieść poprawę. Więc 2 x 1,5l wody wmuszałam w siebie do 4 nad ranem. Potem jeszcze butelkę przed badaniem. Istotnie miałam wrażenie, że nieadekwatnie mało wydalam moczu w stosunku do wypitej wody, a brzuch mi napęczniał, ale już sama nie ufałam swojemu obiektywizmowi w tej sprawie.

                                                    Na badaniu po dosłownie minucie oglądania dziecka lekarz powiedział,że o żadnym małowodziu nie może być mowy, wód nie jest dużo, aż tak aby mówić o górnej granicy normy, ale są w normie. Duża ilość wód umożliwiła lepszą widoczność USG (porządny sprxęt) i okazało się, że dziewusia waży 2168g !!!! Paramentry biometryczne wskazały wielkość dziecka na 33 tc. Było dokładnie 33 tc + 1 dzień. Malutka dogoniła wszelkie tabelki i wskaźniki.

                                                    Cytat: "Obiektywnie rzecz nazywając musiała być Pani skrajnie niedopita', w takich warunkach ilość wód płodowych zmiejsza się i pomiary zrobione dzień wcześniej pomimo rzetelności wykonania były mniejsze. Poza tym tabele wielkości i sposoby wyliczania wieku dziecka na podstawie wymiarów częsci ciała są różne, na różnych sprzętach i odmienne preferowane przez różnych lekarzy".

                                                    Przy okazji skonfrontowałam opinię nt. mojego dalzego rokowania dot. długości ciązy,ogólnie rzecz ujmując nie ma przeszkód na donoszenie 38-40 tc. Teraz mam CRP 1,5 więc ponoć wyśmienicie jak na moją historię ciąży.

                                                    Dziękuję jeszcze raz za słowa wsparcia - zawsze nieocenione!!
                                                    Pozdraiwam,

                                                    Niedopita Buzula
                                                    ps. MAM PIĆ 5L DZIENNIE. Czuję, że chlupocze mi w brzuchu smile
                                                  • 08.09.07, 17:03
                                                    A nie mówiłam ? wink)))), ze okaże sie, ze wszystko jest w normie !
                                                    Mi tez lekarz wyjasniał, ze wiek dziecka wskazywany przez usg to kwestia
                                                    zaprogramowania sprzętu - na jednym usg, wadze 2000 g moze być przypisany 31t6d,
                                                    a na innym 33t1d. Ze nie wspomnę juz o błędzie pomiaru ! Przecież wiele zależy
                                                    od kąta, pod jakim ułożone jest dziecko w trakcie badania. To sie moze zmieniać
                                                    nawet z minuty na minutę, wiec nawet badanie wykonywane na tym samym sprzęcie,
                                                    przez tak samo skrupulatną osobę ale po np. godzinie moze dawac inny wynik. To
                                                    sa tylko dane orientacyjne.
                                                    Trzymam dalej kciuki smile
    • 07.09.07, 14:28
      Witam,
      Opisywalam moja historie na forum listopadówek, ale tu chyba
      bardziej pasuje, wiec ja tu takze wkleje. Przeczytalam ten wątek
      płacząc, teraz pora na moj opis.
      Postanowilam Wam opisac to co mnie spotkalo, bo
      wiem ze taka sytuacja czesta nie jest, sama szukalam informacji na
      ten temat i bylo z nimi krucho. Moze kiedys moja historia komus
      pomoze.
      A wiec zaszlam w ciaze, radosc tym wieksza, gdy dowiedzielismy sie
      ze bedziemy miec blizniaki. Niestety jednokosmówkowe, co zwiekszalo
      ryzyko powiklan, ale przynajmniej dwuowodniowe. Przez pierwszy
      trymestr byl ogromny stres, gdyz zdawalismy sobie sprawe ze przy
      jednej kosmowce jeden plod moze obumrzec. Ale zaczal sie drugi
      trymestr, maluchy rosly rowno, usg genetyczne w 12 tyg wyszlo
      idealnie. Wszystko bylo super. W 21 tyg. udalismy sie na usg
      anatomiczne i okazalo sie ze brak akcji serca jednego plodu. Śmierc
      musiala nastapic w 20 tyg, bo maluchy byly prawie identycznej
      wielkosci. Trafilam na patologie ciazy, gdzie zaczely sie dylematy
      lekarzy co robic. Ciaza dosc wysoka, ale nie na tyle zeby moc ja
      rozwiazac, dajac szanse na przezycie drugiemu dziecku. Takie
      sytuacje sa czeste w I trymestrze, wtedy plod jest na tyle maly ze
      ulega prawie calkowitemu wchlonieciu i nie zagraza, a w III
      wystepuje takze spore zagrozenie zwiazane z przetaczaniem krwi
      miedzy plodami. Natomiast w II zdarza sie to niezwykle rzadko i nie
      ma standardow co do postepowania. Martwy plod ogromnie zagrazal
      zyjacemu dziecku, bedac w jednym lozysku mialy wspolne polaczenia i
      produkty rozpadu martwego dziecka dostawaly sie do krazenia tego
      zyjacego. Czesc tych produktow dostawalo sie do mojego krazenia,
      mialam fatalne parametry krzepniecia. Niektorzy lekarze chcieli
      bezwzglednie rozwiazac ciaze, to co wtedy przezylam jest niemozliwe
      do opisania. Strata dziecka to koszmar, a grozba utraty drugiego...
      Po roznorodnych konsultacjach postanowiono podjac probe oczekiwania
      i obserwacji drugiego Malenstwa oraz mojego stanu. Mijal dzien za
      dniem w szpitalnych murach, codzienny stres, nerwowe czekanie na
      kazdy ruch dziecka, badania. Nie bede opisywac szczegolow i roznych
      krytycznych momentow, bo nadal to wszystko jest trudne. Kazali mi
      czekac do 28 tyg, minimalny czas by moc rozwiazac ciaze dajac szanse
      drugiemu Malenstwu. Ale okazalo sie ze wszystko zaczelo sie dobrze
      ukladac. W USG stwierdzono dobre przeplywy w lozysku, Malenstwo
      rosnie intensywnie, moje wyniki badan sie poprawily, wiec
      zdecydowano na dalsze oczekiwanie i obserwacje. Wypuszczono mnie do
      domu i bede sie zglaszac na czeste kontrole.
      Jestem w 29 tygodniu. Moja coreczka rosnie, kopie i mam ogromna
      nadzieje ze sie uda. Zagrozenie nadal jest, ale zdecydowanie
      mniejsze. Nikt nie wie dlaczego tak sie stalo i boje sie bardzo o
      Malutka. Z drugiej strony staram sie teraz wyciszac, bo i tak na
      pewno tym ciaglym stresem, placzem wyrzadzilam jej spora krzywde.
      Zdaje sobie tez sprawe z tego ze to co sie stalo moglo wyrzadzic
      szkody w jej organizmie, o czym sie dowiemy dopiero po porodzie. Ale
      musze gleboko wierzyc w to ze urodzi sie zdrowa i silna.
      Wiem ze opisalam to chaotycznie, gdyby ktos mial jakies pytania
      chetnie odpowiem. A tymczasem trzymajcie kciuki, bede dawac znac jak
      sie u nas sprawy maja.
      W srode bylam na usg, wszystko jest w porzadku. Malutka rosnie
      intensywnie, to 29 tydzien, wazy ok.1500g.
      Przeplywy w lozysku sa dobre, szyjka trzyma. Oby tak dalej! Nadziei
      wiecejsmile
      Pozdrawiam wszystkie Mamy!

      • 09.09.07, 06:32
        wyslalam maila na gazete.

        Ula ciesze sie ze wszystko ok!!!

        U nas te zlepiej, mamy zaniesc ciuszki dla malegosmile Jest juz od kilku dni
        odlaczony calkowicie, sam oddycha i rozrabia wlaczajac noga alarmsmile
        Podobno ma charakterek hihihih
      • 10.09.07, 19:39
        Witaj na tym wątku. Wspieramy się tutaj jak się da. I będziemy
        wspierać i Ciebie. Mocno trzymam kciuki. Życzę Wam szczęśliwego
        dotrwania jaknajdłużej.
        Pozdrawiam
        Goja

        --
        Nasze Słoneczko
        Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
        • 11.09.07, 14:53
          Bardzo dziękuję! Wsparcie jest bardzo wazne, bo lekko nie jest...
          Trudno jest bardzo po stracie dziecka, a jeszcze ten ciągły strach o
          drugie Maleństwo... Mam wyrzuty sumienia, ze przez ten nieustanny
          stres od 20 tyg. ciąży szkodze tylko Malutkiej. Teraz staram sie
          troche odstresowywac, powoli kupujemy drobiazgi dle Malutkiej. Z
          jednej strony boje sie tych przygotowan, a z drugiej poprawia to
          samopoczucie i daje radosc. Zaczynamy wlasnie 30 tydzien i musimy
          gleboko wierzyc, ze z córeczka wszystko bedzie dobrze!
          • 11.09.07, 18:54
            Witaj mama1981,

            przeczytałam Twój post z godzinę po tym jak go napisałaś i zastanawiał się czy mogę Cię wesprzeć nie znając końca mojej własnej historii (trwa 34 tc.) czyli początku życia mojej córci na Ziemi.

            Ja też w 20 tc pożegnałam synka. Potem dużo czytałam o wcześniakach, byle do 27 tc dotrwać bo oczy, potem do 32 tc. bo płuca, teraz cieszę się z każdego dnia i po cichutku czekam byle po 25 września - to będzie w 9 mies. a nie w ósmym (bo ponoć ósmy gorszy do narodzin niż siódmy). Poglądu tego fachowa literatura nie potwierdza ale przesądy babć tak. Jako, że w 3 mies. kupiłam wózek bliźniaczy, a potem straciłam dziecko, w zabobony ciążowe już wierzę.

            Ale wracając do Ciebie, to wyczytałam coś pocieszającego dla Ciebie, mnie i wszystkich zestresowanych, przerażonych i wykończonych oczekiwaniem na kolejne wizyty dziewczyn. Matki zestresowane wydzielają hormony, które ułatwiają adaptację wczesniaka w życiu pozałonowym, te dzieci mają także większą wolę życia. Więc nos do góry.

            Donoś co u ciebie nowego, jak Cię męczy flustracja, pisz do nas, musimy być dzielne i wierzyć, że dzieci urodzimy zdrowe i będą rozwijać się harmonijnie, a choroby typowe dla wcześniactwa ominą nasze Maleństwa.

            Mieszkam w tym samym domu z bratem. Bratowa ma 3 tyg. córeczkę, ja w ogóle bym jej z rąk nie spuszczała, nie mogę się doczekać, głaszczę brzuszek i mówię: córuś jeszcze troszeczkę pomieszkaj u mamusi, jeszcze Cię nanoszę. Póki co słucha smile

            pozdraiwam Wszystkich,
            Buzula
            • 11.09.07, 21:50
              DZielne z Was kobitki ...trzymajcie się...wszystko będzie
              dobrze...lewano gratuluję synka cieszę się, że jest ok...trzeba
              wierzyć,że się uda...już jedno dzieciątko straciłyśmy...cierpienia
              wystarczy...czas na radość musi nadejśćsmile Bliźniacze rodzeństwo w
              niebie czuwa nad Waszymi kruszynkami...pozdrawiam
              --
              Nasze zdjęcia
            • 12.09.07, 20:05
              Bardzo Ci dziękuje za ten wpis. Wiesz, u mnie jest teraz tak samo,
              walka o kazdy dzien. w szpitalu mi mowili zebym chociaz ponosila ta
              ciążę jeszcze 6-8 tyg. To był bardzo trudny czas, tak duzo strachu,
              łez, ciągły ból... Jak przekroczyłem 28 tydzień, rozpoczęły się dni
              walki o 32 tydz. Malutka MUSI tyle wytrzymac! A potem jak sie uda
              bede walczyc dalej o kazdy kolejny dzien. Tylko kobiety ktore
              przezywaja taka sytuacje wiedza jaki strach wiąże się z kazdym
              badaniem lekarskim, usg, z jakimi obawami mozna obserwowac własne
              ciało, doszukując sie skurczy, sączenia wod płodowych itd. Mam
              nadzieje, ze bedziemy w kontakcie, trzymam za Was mocno kciuki i
              pozdrawiam!
              • 13.09.07, 21:22
                Dziś byłam na spacerze z koleżanką, która ma dwie śliczne 4 letnie
                jak 2 krople wody podobne bliźniaczki...Boże jak ciężko mi było się
                uśmiechać do nich...tak bardzo boli...i ta myśl, że już nigdy nie
                będę w ciąży bliźniaczej tak wyjątkowej tak cudownej...jestem
                rozdarta...chcę i nie chcę mieć więcej dzieci...boje się...
                --
                Nasze zdjęcia
                • 14.09.07, 08:23
                  Wiesz Mimi0080 ja mam dokladnie tak samo. Jak widzę ulicy wózek
                  bliźniaczy od razu chce mi sie plakac. Nawet jak słysze słowo
                  bliźniaki jest mi strasznie smutno. Dlaczego moje dziewczynki nie
                  moga rozwijac sie razem? Tez panicznie boje sie nastepnej ciąży, a
                  na pewno chce w niej byc, bo to moje pierwsze dziecko. Ale jezeli na
                  pierwszym usg znowu uslysze ze to blizniaki jednokosmowkowe to
                  radosc na pewno przytlumi przeogromny strach. Pozostaje miec
                  nadzieje, ze dane nam bedzie przezyc fizjologiczna ciążę.
                  • 14.09.07, 13:34
                    Witajcie mamy... czytam to co piszecie i naszły mnie przykre
                    wspomnienia... Opisywałam tu moją osttnią ciąże: Tymek jest rocznym
                    obecnie wcześniakiem (34 tc, 940 g) z ciąży bliźniaczej (jego
                    bliźniaczek zmarł okołó 15-16 tc). Miałam jednak wcześniejsze
                    doświadczenia w tym względzie - było to aż 15 lat temu, byłam młoda
                    osobą po studiach.
                    Byłam w ciązy z bliźniakami, dwóch chłopców - zakończyło się
                    smierci obydwu dzieci. Wtedy to diagnostyka satał na dużo gorszym
                    poziomie i jak okazało się, jeden z maluszków był tak okręocony
                    pepowiną, że się udusił i zatruł drugiego. Efekt taki, że przeszłam
                    poród dwojga martwych dzieci. Koszmar!!!
                    Po tamtych przejściach postanowiłam, że nie chcę miec dzieci, a mój
                    mąż tez to przeszedł źle i skoncentrowaliliśmy się na ich aspektach
                    życia. Ale, gdy skończyłam lat 30 powrócił instykt macierzyński,
                    ucichły złe wspomnienia i zdecydowlaiśmy się na dziecko. W efekcie
                    urodziłam o czasie, zdrową, silną, dużą córkę - ciążą o idealnym
                    przebiegu. I za 7 lat urodziłą nam się druga planowana córka - tez
                    ciąża bez problemów, o czasie poród, mała miała aż 4 kg.
                    I myslałam, że wiecej nie doświadcże troski o nienarodzone dziecko,
                    niepokoju o jego zdrowie i zycie. Zdarzyła nam, sie jednak "wpadka"
                    (jestesmy juz dojrzałymi osbami po 40-ce). Ucieszyła nas bo chcliśmy
                    trzecią córeczkę. Jednak piewrsze usg i ... ciąża bliżniacza. To
                    mnie z jednej strony ucieszył, ale z drugiej bardzo przeraziło, bo
                    martwiałam się, że znowu może powtórzyć się koszmar. I niestety tak
                    się stało - już w 13 tc okazało się, że wiekszy maluch ma
                    przezierność karkową 3,3 mm, a za 3 tygodnie usg wykazało brak akcji
                    serca. Na szczęście Tymkowi udało się przeżyć i cieszy nas swoją
                    obecnością. Nie będę miał już więcej dzieci, uwielbiam patrzeć na
                    bliźniaki i pogodziła się z tym, że ten "cud natury" nie jest dla
                    mnie.
                    Pozdrawiam mamy, cieszcie się tym co macie.
                    bzet
                    • 14.09.07, 19:42
                      moja mama często powtarzała...ciesz się z tego co masz...cieszę się
                      ale i tak jest mi przykro...może czas to zmieni...bzet bardzo mi
                      przykro tyle cierpienia w życiu doświadczyłaś,ale z tego co piszesz
                      wynika,że jest dobrze chyba?...mamo1981 pozdrawiam Cię mocno i
                      przytulamsmile
                      --
                      Nasze zdjęcia
                      • 15.09.07, 08:09
                        Bezet-ko,

                        no czytałam twoją historię i aż męża zawołałam do ekranu, po prostu nie chce się wierzyć jak życie bywa potworne.

                        Ale masz rację dziewczyny cieszmy się tym KOGO mamy przy sobie !!!

                        A pomyśleć, że moja mama chodząc w ciązy bliźniaczej (ze mną i bratem) dowiedziała się, że jest w ciąży bliźniaczej parę dni przed porodem ... choć była długo na patologii na Czerniakowskiej, a nie w jakimś szpitalu bez sprzętu i specjalistów ...

                        pozdrawiam
                        Buzula (zaczęty 35 tc., ale jakoś mam wrażenie, że brzuch mam niżęj ... oby jeszcze troszeczkę)

                        • 15.09.07, 13:58
                          Witajcie,
                          mogę powiedzieć, że teraz jestem szczęśliwą mamą. I co najważnijsze
                          Tymon wyszedł z wszystkich wceśniaczych przypadłości!!!

                          A oto moja gromadka. Powodzenia
                          bzet
                          fotoforum.gazeta.pl/5,2,bzet.html
                          • 15.09.07, 18:41
                            Bezet,

                            no właśnie takich wiadomości nam trzeba !!!!!
                            Fajne Bąbelaski.

                            Buzula
                            • 16.09.07, 12:51
                              Buzula,
                              35 tydzien ciąży to już wspaniałe osiągnięcie. A obniżenie brzucha
                              wcale nie świadczy o nadchodzącym rozwiązaniu. Trzymam kciuki za
                              kazdy kolejny Twój dzien z Maleństwem w brzuchu. Ja juz prawie w 31
                              tyg, wiec troche drogi przede mna, w najblizszy piatek kolejne
                              badania i zobaczymy!
                              • 17.09.07, 11:53
                                Mama 1981,

                                daj znać jak tam wyniki jak już będziesz po wszystkim.

                                ja wczoraj dźwoniłam do Szpitala bielańskiego (to W-wa, nie wiem skąd jesteś) i powiedziano mi, że standardowo takie ciąże jak moje rozwiązuje się 2 tyg. przed terminem jeśli wyniki badań, nie każą tego zrobić wcześniej. W moim przypadku będzie to poród indukowany naturalny, a nie cc, bo dziecko jest główką w dół i rodziłam już naturalnie. No ale NAJPIERW TRZEBA DOTURLAĆ SIĘ do 38 tyg.

                                pozdraiwam,
                                Buzula
                                • 17.09.07, 14:13
                                  Buzula,
                                  Dam znac po badaniach, mysle ze w piatek tez sie dowiem kiedy
                                  planuja rozwiazac ciąże. U mnie to bedzie raczej cesarskie cięcie,
                                  bo to blizniaki jednojajowe, z jednym łożyskiem i moga byc problemy
                                  podczas porodu naturalnego. Ostatnio jak bylam u lekarza powiedzial
                                  ze od 34 tyg. poloza mnie do szpitala, beda obserwowac. Ale
                                  zobaczymy co powie teraz. Ty do 38 tyg. masz juz bliziutko i na
                                  pewno dacie radę! Ja na razie po cichu marzę, żeby jeszcze choc
                                  miesiąc... Ale na razie byle do piątkowych badań.
                                  Pozdrawiam!
                                • 17.09.07, 23:19
                                  Buzula, tyle już za Wami, przeanalizuj dokładnie tę indukcję porodu naturalnego.
                                  Miałam coś takiego, szło fatalnie, wiem ,że u Ciebie indukcja będzie przebiegała
                                  inaczej niż u mnie (każda ciąża i ciężarna jest inna) ale porozmawiaj z
                                  doświadczonym neonatologiem jakie procedury powinny być zachowane w Twoim
                                  przypadku by jak najmniej narazić dziecko. U mnie wywoływano poród w 34 tygodniu
                                  i popełniono błędy, które źle wpłynęły na stan zdrowia dziecka.
                                  • 20.09.07, 21:04
                                    Miacasa,

                                    proszę napisz jakie działania żle wpłyneły na dzidziusia. Jeśli mam porozmawiać z lekarzem muszę choć hasłowo wiedzieć co grozi, resztę sobie doczytam. Nie chcę dac się zpławić trzema pojęciami medycznymi, których nie zrozumiem, ot tak na wszelki wypadek.
                                    Napisz proszę o co zapytać.

                                    Ja miałam indukowany pierwszy poród (drogami natury), który trwał 13,5 godz., ale należy dodać, że synek rodził się "na Krakowiczka", czyli najpierw urodziła się wyciągnięta rączka potem głowka. Efekt był taki, że moje rozwarcie musiało uwzględnić obwód głowki plus obwód rączki i to chyba mogło wszystko spowalniać.
                                    Po odejściu wód przez 6 godzin nie zaczęły się skurcze, po końskiej dawce oksytocyny zaczeło coś się dziać dopiero za 2 godziny, no a potem to już tak się działo, że spasowałam i poprosiłam o znieczulenie. Synek dostał 9 punktów (1 pkt zabrali za asymetrię ułożeniową, nadrobił w 1 mies. życia). Ale synek był donoszony. Więc mówiąc zupełnie szczerze nie pomyślałam dotąd, że indukowanie porodu niesie za sobą ryzyko dla dzidziusia.

                                    pozdrawiam,
                                    BUZULA
                                    • 21.09.07, 13:04
                                      Byłam w ciąży pojedynczej, poród indukowano w końcówce 34 tygodnia z powodu
                                      zagrożenia życia dziecka i mojego ( miałam potężną cholestazę). Po 10 godzinach
                                      indukcji skończył się cc (tętno dziecka spadło do 62), opinie na temat wpływu
                                      porodu sn na stan zdrowia wcześniaka są podzielone, jedni twierdzą, że sprzyja
                                      on dojrzewaniu płuc inni, że sprzyja wylewom wewnątrzczaszkowym. W naszym
                                      przypadku poród nie postępował mimo zwiększania dawek oksytocyny, bardzo
                                      wcześnie przebito pęcherz płodowy (błąd w przypadku rodzenia wcześniaka, wody
                                      płodowe są buforem dla dziecka), skurcze stały się nieprawidłowe, wokół główki
                                      dziecka tworzyło się coś jak rodzaj obręczy i ściskało główkę, której nie
                                      chroniły już wody. Rozwarcie nie następowało. Córeczka urodziła się przez cc z
                                      posiniaczoną twarzą, główką, obrzękiem i niestety miała obustronne wylewy krwi
                                      do mózgu II stopnia. Ale teraz jest już dobrze, mała ma 2,5 roku, biega, skacze
                                      i buzia jej się nie zamyka. Niestety po porodzie rokowania nie były zbyt
                                      optymistyczne, drugi raz nie naraziłabym dziecka na takie ryzyko, przeżyło tylko
                                      dzięki temu, że jestem mało wytrzymała na bół i zmusiłam położną do podłączenia
                                      zapisu KTG i tętna dziecka (te skurcze były dziwaczne i bardzo bolesne, pierwsze
                                      dziecko rodziłam naturalnie więc miałam porównanie).
                                      • 22.09.07, 20:55
                                        Miacasa,

                                        dziękuję za wyczerpujące informacje, wkrótce zrobię z nich użytek.

                                        Buzula
                                        • 23.09.07, 20:22
                                          Cieszę się że u Was dobrze się "dzieje". Brzusie na swoim miejscu i
                                          wyniki badań ok. Oby tak dalej!!!!! Wziąć w ramiona ocalone dziecię
                                          to największa nagroda za to co zniosłyśmy (znosicie). Moje szczęście
                                          będzie miało za chwilę 6 m-cy. To mój drugi cud świata, radość
                                          ogromna, nieopamiętana miłość.
                                          Jednak pamięć o Tym Którego z nami nie ma, ciągle strasznie boli...!
                                          Dlaczego tak musiało być...? Czy musiało...? Ciągle nie mogę w to
                                          uwierzyć. Moja rodzina zachowuje się jakby Mikołaja nigdy nie było.
                                          Był! Piękny, kochany, maleńki i cierpiący.
                                          Przepraszam za ten smutny temat , ale tylko mama która straciła
                                          dziecko potrafi to zrozumieć.

                                          P.S. Lewano czy Jacuś już wychodzi ze szpitalka?

                                          Pozdrawiam
                                          Goja

                                          --
                                          Nasze Słoneczko
                                          Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                        • 17.09.07, 11:54
                          moja mama z ciaza blizniacza miala podobna niespodzianke - o dwojce dzieci
                          dowiedziala sie na porodowce - urodziala brata i ... lekarzom cos sie nie
                          podobal ciagle duzy brzuch mamy ... Po 20 minutach urodzila malutka dziewczynke.
                          Trzymam mocno kciuki za Ciebie i za zdrowie Twojej coreczki

                          bardzo pozdrawiam
                    • 16.09.07, 12:43
                      Droga Bzet, bardzo to smutne, co opisujesz. Wiesz, ja boje sie
                      kolejnej ciąży, wiem, ze zwlaszcza blizniaki jednojajowe lubia sie
                      powtarzac... Ale przyjme co mi zycie przyniesie. Masz racje, trzeba
                      sie cieszyc z tego co sie ma, choc czasem jest to bardzo trudne,
                      przychodza wspomnienia, mysli co by bylo gdyby... Teraz staram sie
                      cieszyc z kazdego dnia ciąży i wierzyc ze uda mi się donosic Malutką
                      jak najdluzej. Pozdrawiam Cie serdecznie!
                      • 16.09.07, 12:46
                        Obejrzalam wlasnie zdjecia Twoich dzieciaczkow, wspaniale! Pieknie
                        jest przeczytac, ze jestes szczesliwasmile Wszystkiego dobrego!
                        • 16.09.07, 19:19
                          ... i będę za Was i Wasze maleństwa trzymała kciuki!
                          Pozdrawiam
                          bzet
                          • 17.09.07, 14:55
                            Hej Kochane!
                            U nas lepiej, Jacus jeszcze w szpitalu, ale juz od dzis w lozeczku, pod
                            cieplarka, nie w inkubatorze. Musi sie chlop przyzwyczajac do zwyklego
                            otoczeniasmile Poki co radzi sobie, ale ja drze z kazdym jego grymasem, skokiem
                            tetna itp. Boje sie, czy wczesniactwo nie zostawi jakichs powiklan (to po
                            lekturze ksiazek "Wczesniak"). Juz widze, ze bede kwoczaca matka.
                            Na dodoatek maz jest podziebiony, ja niby zdrowa, ale z 37 temp. (od laktacji?)
                            no i poki co mamy przerwe w widzeniach z Malymsad(( No ale to dla jego dobra...

                            Musimy sie cieszyc tym co mamy, to prawda, ale ciezko sie pogodzic z tym co sie
                            stalo, mam poczucie winy, ze nie donosilam, ze moze cos przeoczylam....

                            • 17.09.07, 15:10
                              Witaj,,
                              zapraszam na forum Wcześniaki. Prawdę mówiąc, może to trochę
                              przerazić. ale jak się przekonasz wcześniaki potrafią wychodzić z
                              ogromnych problemów i są waleczne. odpowiednio prowadzone rozwijają
                              się wspaniale.
                              Zdrówka wam życzę
                              bzet
                              P.S. Na pewne sprawy nie mamy wpływu i nie można się winić za to co
                              się stało
                            • 17.09.07, 16:09
                              Lewanka,

                              chyba muszę Cię doprowadzić do pionu wink

                              Jakie wyrzuty sumienia ?? Kurna paka !!
                              Posiewy jałowe, badania potwierdziły ten fakt, nagła gorączka, skok CRP no i na stół.

                              Powiedź mi gdzie widzisz swoje "przeoczenie"???
                              Gdzie jest Twoja wina ???

                              Trzeba losowi dziękować, że mamy medycynę na tym etapie i jak Ci CRP skoczyło to natychmiast zadziałali. Choć zabrzmi to strasznie 50 lat temu ten poród zakończyłby się tragicznie dla WAS wszystkich, nie urodziłabyś dwójki dzieci lejąca się sama przez ręce. Poród to potworny wysiłek nie dla kobiety z bardzo wysoką gorączką.

                              Aniu, tutaj NIE MA TWOJEJ WINY.

                              Powiedział ci zresztą to samo lekarz, czasem tak się dzieje i nie jest znana przyczyna.

                              Nos do góry.

                              pozdraiwam, jak zwykle sedecznie i trzymam kciuki za Dzielnego Jacusia,
                              Buzula
                            • 17.09.07, 16:43
                              Ja tez bardzo mocno trzymam za Was kciukismile Musisz myslec tylko
                              pozytywnie!!! Wszystko MUSI sie idealnie ułożyc!
    • 22.09.07, 10:05
      Wczoraj bylismy u lekarza, stresa miałam jak zawsze ogromnego, ale
      wszystko jest w porządku. To 31 tydzień, Malutka ułożyła się główką
      na dół, co odczuwają moje żebra, w które uwielbia kopac. Wazy
      orientacyjnie 1876 g. Wszystko z nią w porządku, przepływy w łożysku
      bardzo dobre. Szyjka twarda i zwarta. Bardzo się cieszymy, mój mąż
      miał wczoraj dobre wieści w prezencie imieninowymsmile Po tym wszystkim
      co przeżyliśmy takie wieści są dla nas jak najpiękniejszy sen. W
      szpitalu dawali mi szansę dotrwania do 26-28 tyg., a tym czasem
      wszystko idzie w dobrym kierunku, jak widac cuda sie zdarzaja.
      Nastepna wizyta bedzie 5 pazdziernika i wtedy padnie decyzja kiedy
      bede przyjeta do szpitala na obserwacje przedporodowa. Jak wszystko
      pojdzie dobrze, to prawdopodobnie bede miec cesarke na 2 tygodnie
      przed terminem porodu.
      Buzula!
      Rozmawialam z lekarzem na temat rozwiazania i on jest za cesarka.
      Zresztą popytałam i poszukałam troche na ten temat (tez jestem
      lekarzem, tylko specjalizuje sie w zupelnie innej dziedziniesmile.
      Poród naturalny zawsze niesie za sobą trochę ryzyka, a po takiej
      trudnej ciąży kazde dodatkowe ryzyko jest zbyteczne. Podczas cięcia
      lekarze mogą dokładnie wszystko obejrzec, w Twoim przypadku będą
      fragmenty drugiego łożyska, nikt nie wie na ile ono się rozłożyło,
      może byc trudno je urodzic, wtedy musza łyzeczkowac, co nie zawsze
      jest proste. Podczas cięcia zrobią to bez problemów. Poza tym to co
      napisala Micasa jest prawdą, wywolywanie porodu przed terminem jest
      ryzykowne. Nieprzygotowane dziecko może zle sie wsawiac do kanalu
      rodnego, niegotowa macica za wolno reaguje na oksytocyne. Wszystko
      moze byc dobrze, ale nie musi. Wiesz, to wszystko jest trudne, bo
      lekarze maja czasem skrajne opinie. Ale sa debaty co jest bardziej
      naturalne: czy cesarskie cięcie, czy poród sztucznie wywoływany...
      Porozmawiaj jeszcze z lekarzem, może poradz sie jeszcze kogos
      innego, kto spojrzy na calosc i pomoze w podjeciu decyzji. Cesarka
      to kilka minut i dzidzius jest pod opieka lekarzy, podczas porodu
      wywolywanego silami natury moze uplynac nawet kilkanascie godzin.
      Najwazniejsze zeby ktos porzadnie rozwazyl wszystkie plusy i minusy.
      Pozdrawiam Cie serdecznie!
      • 22.09.07, 20:52
        Mama 1981,

        super wiadomości, cieszę się z Wami !!!
        Dzięki za wywiad w mojej sprawie i Twoją opinię, w pon. idę do lekarza nr 1 , a we wtorek do lekarza nr 2, obu popytam.

        Jestem z dnia na dzień wieksza, tzn. mój brzuszek, no i codzień bardziej skopana po żebrach jak Ty. Ale my to zniesiemy z pokorą, oby dzieciaczki były zdrowe.

        pozdraiwam,
        Buzula
    • 25.09.07, 22:10
      Cześć,

      w sumie to już nie wiem co Wam napisać, staję się coraz głupsza analizując sytuację. Waga dziewczynki u mojego lekarza przedwczoraj wynosiła 2185g (2tyg temu było 1700g), więc następnego dnia zaniepokojona tak niską wagą poszłam do doktora z Bielańskiego prywatnie i uspokoił mnie, że na pewno 2000g jest i z biometrii wynika właśnie wypisz wymaluj 33 tc. Czyli było OK.

      Dziś pojawiłam się w Bielańskim ale nie trafiłam na 'lekarza od 2000g prywatnie", ale na inną panią doktor, której z biometrii dziś wyszło 2069g, czyli prawie 3 tyg. mniejsze dziecko niż norma.
      Dziś jest 35 tc + 5 dni.

      W sumie byłam badana przez 3 lekarzy na 3 różnych aparatach USG w ciągu ostatnich 2 tygodnii ... stąd rozbieżności nie dające logicznego uzasadnienia.

      Ale dzidziuś jest zdrowy, przepływy są prawidłowe i to potwierdza każdy lekarz i każdy aparat USG, dziewusia przybywa na wadze, i tego się będę trzymać bo oszaleję.

      Szyjka długa ponad 3 cm i trzyma, tylko dziś wieczorem złapały mnie 2 skurcze (co 20 min.) tak bolesne, że aż mnie zgieło w pół, ale potem cisza. Może jeszcze troszkę pociągnę. Wg wszystkich lekarzy kwalifikuję się na poród naturalny, ale z profesorem guru w Bielańskim będę konsultowana w następnym tygodniu i to on podejmie decyzję.

      tyle u nas. Dodam tylko, że mój 4 letni synek, czując nadejście "konkurencji' rano przychodzi do nas do łóżka na czworaczka, każe czytać sobie książeczki sprzed lat typu 'to jest rowerek, to bananek, to krówka" i z dnia na dzień jest młodszy. Włąśnie skończyłam mu śpiewać 'z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga". smile Jak ja się rozdwoję ??

      pozdrawiam,
      Buzula
      • 26.09.07, 10:43
        Buzula,
        Ja bym się tą wagą specjalnie nie przejmowała. Gdy trafilam do
        szpitala po obumarciu jednego dzidziusia musieli sprawdzac czy
        łożysko nie obumiera razem z nim, bo w koncu mieli wspolne i moglo
        sie tak zdarzyc. W szpitalu robili mi usg na roznych aparatach,
        rozne osoby. Na usg kontrolnym po 2 tyg wyszlo ze drugi maluch
        praktycznie nie przybiera, ze lekkie przybranie jest w granicach
        bledu i ogolnie rokowania zle. Rozpacz! Ale nie podobalo mi sie to,
        gdyz coraz mocniej czulam ruchy. W koncu zrobiono mi usg jeszcze raz
        i okazalo sie nagle ze Maluch przybral i to w dodatku calkiem sporo!
        Jak widac rosnie nadal, przeplywy w lozysku dobre. Obliczenie wagi
        przy badaniu usg nastepuje za pomoca skomplikowanych wzorow
        matematycznych, kazdy aparat ma je inaczej ustawione, poza tym
        zalezy jek lekarz zlapie m.in. obwod brzuszka. A im wiekszy Maluch
        tym trudniej zrobic to precyzyjnie. Brzuszek jest plastyczny, Maluch
        sie kręci, a czasem 1 milimetr roznicy juz zmienia wage dziecka!
        Wazniejsze jest patrzenia na wymiary: czy powieksza sie obwod
        glowki, dlugosc kosci udowej, czy sa dobre przeplywy w lozysku. Ty
        musisz obserwowac ruchy. I jesli wszystko jest dobrze nie ma powodu
        do niepokoju. Kazde dziecko przybiera w swoim tempie, Twoje nie musi
        byc olbrzymem, moze to filigranowa dziewczynkasmile Najwazniejsze, ze
        jest zdrowa, po opuszczeniu Twojego brzuszka bedzie szybko
        przybierac na wadze.
        Dobrze ze masz konsultacje u różnych lekarzy, bedziesz
        spokojniejsza, ze podjęta decyzja jest dla Ciebie najlepsza. Teraz
        to masz juz z górki, coraz bliżej rozwiązania. Ja mam 32 tydzien,
        wiec to jakis kolejny etap. Teraz to byle do 35 tyg. dotrwac.
        Czesciej mam twardnienie brzucha, ale na szczescie szyjka trzyma i
        odczuwalnych skurczow brak. Powoli kompletuje wyprawkę, to moje
        pierwsze dziecko, dlatego wszystko nowe, inne, sprawiajace duzo
        radosci. Wiecej juz we mnie wiary i nadziei, oby tak zostalo.
        Fajnie, że Ty masz juz synka. Na pewno nie pozwala Ci za duzo myslec
        o problemach. Na pewno bedzie sie domagal wiecej uwagi, ale jestem
        pewna, ze szybko pokocha coreczke i bedzie Ci chcial pomagac jak na
        starszego brata przystalosmile
        Pozdrawiam Cie serdecznie!
        Agata
        • 26.09.07, 19:20
          Agatko, Miacasko i Bezeciku,

          dziękuję za optymistyczne i ciepłe e-maile.

          Cały napisany już e-mail mi się wykasował więc piszę od nowa.

          Oczywiście, pocieszam się, że 2 kg to taka niepisana gwarancja uniknięcia poważnych komplikacji, ale myślę, że my na tym forum to już zawsze będziemy "kwoczyć".

          Agatko,

          jako debiutującej w roli mamy polecam Ci książkę Jolanty Zdzienieckiej pt.: Małe Dziecko. Jest praktyczna (np. przepisy na pierwsze zupy i potrawy dla dzieci z biegunką), a nade wszystko oparta o polskie realia a nie amerykański przedruk.
          Przeczytaj co najmniej do 5 mies. życia (książka każdy mies. życia opisuje jako osobny rozdział) bo z czasem potem będzie krucho.

          Sama przeczytałam od nowa bo pamięć ludźka jest ułomna i nie pamiętałam do czego mi była potrzebna sól fizjologiczna, zakraplacz i parafina z pamiątkowo zachowanej kartki ze spisem wyprawki dla synka 4 lata temu.

          Sprostuję:
          sól fizjologiczna - do przemywania oczu,
          zakraplacz - do wit. D3, bo fabrycznie załączony do buteleczki jest za szybki i łatwo przedawkować,
          parafina ciekła - do kąpieli 1 koreczek do wody dolewałam, zamiast Oliatum czy innego drogaśnego kosmetyku, zresztą jako bezpieczniejsza została nam polecona przez położną z Żelaznej.

          Agatko, choć nasze ciąże to horrory, prawda jest taka, że największy wysiłek zaczyna się po narodzinach dziecka i z mojego doświadczenia wynika, że wczytywanie się w kolejna książkę o ciązy jest mniej praktyczne z perspektywy czasu niż oczytanie się w literaturze o pielęgnacji dziecka. Wiem, że są dzieci - świętoszki, które nie wymagają tyle czasu i uwagi, ale to wyjatki. Ja najgorzej pamiętam brak snu, ale też pamiętam pierwsze usmiechy, "gugania", "kosi kosi' i tak dalej.

          Trzymam za was kciuki, szczególnie aby nieocalony bliźniaczek nie zaszkodził ocalonemu na razie do 35 tc., no i mam nadzieję, że dotrwacie i Wy i My do 38 tc. - ponoć apetyt rosnie w miarę jedzienia.

          pozdraiwam,
          Buzula
          • 27.09.07, 12:40
            Buzula!
            Bardzo, bardzo dziękuję Ci za rady. Własnie zamówiłam książkę "Małe
            dziecko" w księgarni internetowej. Miałam jakąś inną, ale taką
            tłumaczoną, chyba amerykańską i faktycznie nijak się ma do naszych
            realiów. Więc czekam teraz aż mi ją przyślą i zaczynam
            dokształcaniesmile
            Teraz wypełniam sobie dni szykowaniem wyprawki, przygotowywaniem się
            do przyjęcia córeczki. Czas szybciej dzięki temu biegnie i tak
            odliczamy dzień za dniem. Teraz mam wizytę 5 pazdziernika i mysle ze
            beda podjete konkretne decyzje co do terminu przyjecia do szpitala.
            Oby jak najdluzej w domusmile
            Pozdrawiam Cie gorąco i cały czas trzymam kciuki,
            Agata
      • 26.09.07, 10:53
        Buzula, wspaniałe nowiny, nie wariuj z powodu pomiarów usg, przecież to nie
        sześcian o znanej gęstości by można było dokładnie obliczyć masę smile jeśli to
        może być w jakikolwiek sposób pocieszające, to obie moje córeczki ważyły więcej
        niż usg wykazywało (szczególnie w przypadku mojego wcześniaczka różnica ta była
        znacząca, wg usg miało być 2150g a urodziła się kluseczka 2600g). Pewnie, ze
        gdyby udało Ci się urodzić naturalnie, byłoby świetnie, pozwoliłam sobie w
        poprzednim poście poddawać do rozważenia samą indukcję jako sposób rozpoczęcia
        porodu. Mam nadzieję, że córeczka sama będzie wiedziała kiedy jej czas i urodzi
        się jak matka natura przykazała. Cc to wg moich doświadczeń rozległa operacja
        brzuszna i nie ma co się pchać na stół operacyjny, jednak moje doświadczenia z
        wywoływaniem porodu są przykre, stąd taka dygresja.
        Twój starszak jest już spory ale przecież to nadal malutkie dziecko, choć gdy
        pojawi się noworodek wydawać Ci się będzie, że syn jest już taaaki duży. Z
        pewnością czeka Was regres w rozwoju synka ale to wszystko mija, ważne by nie
        pozwolić nikomu ze znajomych i rodziny na wyśmiewanie synka w stylu "taki duży
        chłopiec a....". Takie zdzidziusiowacenie starszaka ma też dobre strony, czasami
        łatwiej jest się dziećmi opiekować gdy wszyscy bawią się w dzidziusie mamusi.
        Taka zabawa z czasem nudzi starszaka i bezstresowo wraca do swojego "dorosłego"
        świata ale nawiązana podczas tych zabaw więź z rodzeństwem pozostaje i ewoluuje.
        Pozdrawiam
      • 26.09.07, 10:56
        Witaj,
        ja też wagą bym się nie przejmowała - jest dobrze to już napewno
        powyzej 2 kg (bez wzgledu na różnice w pomiarach)- mówi ci to mama
        940 g wcześniaka.
        A co co starszego synka, to dzieci tak reagują na pojawienie się
        młodszego rodzeństwa. Gdy urodził się Tymek, to Klaudynka mając 2
        lata powróciła do pieluszek (na prawie 3 miesiace), podkradałą mu
        smoczek i musiałam jej dawać soczek w butelce. Teraz gdy Tymek jest
        karmiony łyczeczką moja córka, która od dawna doskonale radzi sobie
        ze sztućcami i je samodzielnie, też chce byc karmiona. Ale to jest
        przejścioe i dziecko powraca do stanu "przed" - choć niewątpliwie
        bardzo zajmujące.
        Powodzenia
        bzet
        • 28.09.07, 17:50
          dziewczyny witam po dłuższej nieobecności.nie pisałam bo byłam u
          rodziców bez dostępu do neta.
          przede wszystkim gratulacje dla Lewany i dużo zdrowia dla Jacusia-
          Juniora smile

          witam mamę1981 czyli Agatę smile
          trzymam kciuki za córeczkę

          buzula również kciuki zaciśnięte.

          ja tak teraz optymistycznie. wróciłam z wyjazdu z chodzącą córą smile
          duma mnie rozpiera choć zaczęła raczej późno (15 mies). za to teraz
          biega jak oszalała smile
          i po powrocie poszłyśmy na cmentarz do Angeli i Wiktoria pierwszy
          raz zaniosła siostrzyczce kwiatki na własnych nóżkach smile)

          trzymajcie się dziewczyny... dużo pozytywnych myśli i będzie
          dobrze smile
          mówię to Wam ja smile))
          mama bliźniaczek- Angeli (zm. w 22 tyg) i Wiktorii (urodzona 9 tyg
          później- w 31 tyg)
          • 29.09.07, 12:24
            Witaj Lalka_go!
            Dziękuję za słowa wsparcia. Twoją historię już zdążyłam przeczytac.
            Wspaniale, że Twoja córeczka tak pięknie się rozwija, masz juz dużą,
            chodzącą dziewczynkę! Ja staram się miec jak najwięcej nadziei, juz
            powoli dobiegam do 33 tygodnia i jakos dzien za dniem biegnie. Wiem,
            że chyba jestem jedyna z Was, która ma ciąże jednokosmówkowa, wiem,
            że coreczka caly czas ma wspolne polaczenia ze zmarlym dzidziusiem i
            drżę jak to wpłynie na jej zdrowie. Ale na razie mimo początkowo
            fatalnych rokowań wszystko sie dobrze uklada i odliczamy dzien za
            dniem.
            Pozdrawiam serdecznie!
            • 29.09.07, 13:59
              To tak jak moje chłopaki...ciąża była najniebezpieczniejsza z
              bliźniaczych...jednojajowa jednokosmówkowa jednoowodniowa...tylko,
              że lekarze jej nie rozpoznali odrazu...dopiero miesiąc przed
              porodem...był zespół podkradania tez tego nie rozpoznali... no i na
              koniec infekcja wrodzona... niewydolność krążeniowa i Antoś odszedł,
              Jaś jednak wygrał z infekcją , a taki malutki był smile700 gram prawie
              różnicy między nimi było(1050 gr- 1680 gr)
              --
              Nasze zdjęcia
              • 29.09.07, 15:48
                Witaj Mimi0080!
                U mnie tylko owodnie były dwie, ale lekarz rozpoznał to juz w 7 tyg
                ciazy i od początku bylam pod ścisłym nadzorem. Niestety nie udało
                się uniknąc problemów... Przeczytalam teraz to co pisalas na
                stronie "wczesniak". Przeszlas naprawde ciężką drogę. Ale na
                zdjeciach widzę, że Maluszek cudny, uśmiechnięty i mama szczęśliwasmile
                I fajnego starzego brata masmile I udalo Wam się uniknąc wczesniaczych
                problemow, silny Maluszek! Mam nadzieje, ze za jakis czas tez bede
                mogla powiedziec, ze jest juz spokojnie i dobrze. Na razie staram
                sie myslec pozytywnie i odliczam kazdy dzien.
                Pozdrawiam serdecznie,
                Agata
                • 30.09.07, 20:38
                  Dziękuję Agatko!
                  Jakoś sobie radzi nasz mały dzielny Jasio...mogło być naprawdę
                  źle...tłumaczę sobie,że tak musiało być...jak lekarz powiedziała:
                  chłopcom nie było dane żyć razem...to takie smutne..., ale teraz to
                  Tobie musi się udać...Twoja dzidzia musi żyć żebyś mogła jej
                  opowiedzieć o bliźniaczym rodzeństwie!!!jestem myślami z Wami i bedę
                  zaglądać jak sytuacja sie rozwijawinkpozdrawiam Marta
                  --
                  Nasze zdjęcia
                  • 03.10.07, 16:41
                    Jaculo wreszcie w domku i mowi Ciociom czescsmile
                    www.jacekmarek.pl/junior/IMG_51394_Jjr_jpg.jpg
                    www.jacekmarek.pl/junior/IMG_51402_Jjr.jpg
                    Pozdrawiam
                    Ania
                    Ps. Potem napisze wiecej co i jak u nas.

                    --
                    www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28
                    • 03.10.07, 17:16
                      To cudowna wiadomość! Teraz w domku będzie szczęśliwy razem ze
                      swoimi rodzicami. Poczuje Waszą miłość i troskliwą opekę. To
                      najwspanialsze co można dziecku ofiarować. Teraz i Ty Aniu poczujesz
                      się 100% mamą. Jeszcze raz najleprze życzenia.
                      Gorąco pozdrawiam
                      Goja
                      --
                      Nasze Słoneczko
                      Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                    • 03.10.07, 17:37
                      Anko-Lewanko,

                      co za spojrzenie ... czy oczy takich maluszków nie patrzą mądrze?
                      Mam takie wrażenie.

                      Chłopczyk na zchwał!! Słodziak.

                      trzymam kciuki, aby wszelkie choróbska i powikłania omijały Was.

                      Buziaki,
                      Buzula
                    • 03.10.07, 19:49
                      Ale super chłopak!!! Gratuluje i naprawde sie cieszę, że wszystko u
                      Was sie tak pieknie ułożyło. Aniu, trzymajcie się zdrowo, życzę
                      wszystkiego dobrego,
                      Agata
                      • 03.10.07, 20:04
                        Piękną macie dzidzię gratuluję...musi mieć ślicznych rodzicówwink
                        --
                        Nasze zdjęcia
                    • 03.10.07, 21:58
                      Śliczny syneczek smile)))))
                      Jesteście bardzo dzielni, najlepsze życzenia Aniu
                      • 04.10.07, 12:45
                        Aniu jeszcze raz- śliczny słodziak z Dżuniora smile
                        dużo szczęście teraz przed Wami.
                        całus w piętkę dla Jacusia od Wiktorii smile

                        niech nasze Aniołki czuwają nad rodzeństwem!
                        • 04.10.07, 13:28
                          Jacusiu,
                          po wszystkich troskach daj rodzicom teraz dużo radości i szczęścia.
                          Śliczny chłopczyk~!!!
                          bzet
    • 06.10.07, 09:36
      Wczoraj byliśmy na badaniach i ja już napradę nie mogę!!! Czy w tej
      ciąży muszą nas spotykac wszystkie nieszczęścia świata? Mieliśmy
      miec zdrowe blizniaki. Po obumarciu jednego walczymy o każdy dzień
      dla Małej. Zdajemy sobie sprawę, że zmarła siostrzyczka jest z nią
      cały czas w jednym łożysku i jak na nią wpływa dowiemy się dopiero
      po porodzie. Czekają nas wizyty u wielu specjalistów, będzie musiała
      byc przebadana bardzo dokładnie. Ale jak na razie wszystko było
      przecież dobrze. Kontrole co 2 tygodnie pokazywały, że ładnie
      rośnie, łożysko wydolne. Aż do wczoraj. Wprawdzie nadal rośnie- waży
      2246g w 33 tyg., łożysko ładnie pracuje, szyjka długa, zamknięta.
      Ale w brzuchu Malutkiej są dwie torbiele, wychodzące prawdopodobnie
      z jajników, każda o średnicy 3 cm! Już przez noc troche o tym
      przeczytałam i wiem że moze byc różnie. Jesli macie jakies
      informacje na ten temat, bardzo prosze o kontakt. W kazdym razie za
      tydzien mam kontrole, jesli okaze sie że gwałtownie rosną od razu
      rozwiążą ciążę, jeśli nie, przyjmą mnie do szpitala w 37 tyg i w 38
      tyg będzie rozwiązanie cesarką.
      Dziewczyny, ja juz mam tak strasznie dosc, ciągły stres, strach.
      Niby Mała najbezpieczniejsza jest w moim brzuchu, ale jeszcze 2 tyg
      temu nic złego w brzuszku nie miała, wiec co jeszcze się może zdażyc
      do rozwiązania??? Nie wiem jak ja wytrzymam do czwartkowej kontroli.
      Przepraszam, że tak Wam się żalę przy sobocie.
      • 06.10.07, 10:15
        mama1981 nie masz za co przepraszać.
        od tego tu jesteśmy żeby Cię wysłuchać i wesprzeć.
        niestety nic nie wiem o torbielach więc nie pomogę.
        ale przesyłam Ci moc wirtualnych uścisków.
        trzymam kciuki żeby wszystko było dobrze.a Tobie dużo siły życzę.
        • 06.10.07, 14:35
          Oczywiście Lalka ma rację od tego tu jesteśmy. Napewno masz
          doskonałą opiekę i lekarze wiedzą co robią. Dziewczynka jest całkiem
          spora (u mnie 36 tc. 2520 i 1380). Nie broń się przed szpitalem,
          zawsze to bespieczniej. Gdybym nie zdecydowała się spędzić Świąt na
          Oddziale, nie wiem co by było z moim maluszkiem. O torbielach u
          niemowląt też nic niestety nie wiem, poza tym że sama hoduję je od
          czasu do czasu właśnie na jajnikach (endometrioza). Już tak niewiele
          zostało do rozwiązania MUSI BYĆ DOBRZE !!!! Trzymam mocno kciuki -
          bądź silna dla córeczki, tak wiele już zniosłaś. Dasz radę ......
          --
          Nasze Słoneczko
          Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
      • 06.10.07, 16:39
        znam tylko jeden przypadek torbieli u córeczki moich znajomych, wykryto go w
        końcówce ciąży, zanikły same w okresie niemowlęcym, lekarze monitorowali je w
        ciąży za pomocą USG, nie powiększały się, mogły powstać pod wpływem działania
        hormonów matki a uległy zanikowi po porodzie, gdy owe hormony już na nie nie
        oddziaływały
        bądź dobrej myśli, ciąża jest już wysoka, córeńka spora, nawet gdyby trzeba było
        ciążę zakończyć wcześniej z całą pewnością przejdziecie ten trudny okres
        pomyślnie, pozdrawiam serdecznie
        www.pam.szczecin.pl/index.php?cid=2630
      • 08.10.07, 17:29
        Agatko,

        trzymam kciuki, ale nie umiem pomóc konstruktywnie, bo nie mam wiedzy na ten temat. Wierzę, że się wchłoną jak pisała jedna z forowiczek.

        buziaki Buzula
        • 08.10.07, 17:38
          Witajcie,

          poczciwym zwyczajem donoszę co u nas. Dzis jest 37,4.
          Chudzinka jest drobniutka 2635g (czyli 35,1),
          za to długonoga 75 mm (czyli 38,3).

          Przede wszystkim wygląda na to, że jest zdrowa (Agatko, czekam z utęskinieniem na takie wieści przede wszystkim od Ciebie).

          Mój lekarz zapewnił, że dla mojego przypadku miejsce w szpitalu musi być, więc się uspokoiłam, dostałam skierowanie ze specjalną adnotacją, poród drogami natury, czekamy do terminu, jak zacznie sie opóźniać to na oddział na obserwacje.

          Ponieważ córeczka jest malutka, a wyniki mam ok. pozwalamy jej najeść się ile się da do terminu.

          tylko juź z lekka się turlam ...


          pozdrawiam,

          Buzula
          • 09.10.07, 17:57
            Buzula!
            bardzo się cieszę że u Ciebie wszystko dobrze i trzymam kciuki
            nadal! Już w kazdej chwili mozesz bezpiecznie rodzic, wiec na pewno
            masz juz komfort psychiczny. Malutka na pewno jeszcze zdąży sie
            troche podtuczyc, a zobaczysz że po porodzie będzie juz przybierac
            błyskawicznie! Trzymaj się i dawaj znac!
        • 09.10.07, 17:52
          Kochane, bardzo Wam dziękuję za wsparcie!!! Bardzo mi pomagacie. Po
          dwóch przepłakanych dniach jakos sie pozbierałam i nabrałam nadziei.
          Juz tyle wytrzymalismy i musimy nabrac sil do stawienia czoła takze
          temu problemowi. Mam nadzieje, że wszystko dobrze sie ułoży, na
          razie czekam na czwartkowe usg. W zasadzie wszystko mam gotowe dla
          Małej i siebie, więc jak pójde do szpitala damy radesmile Jeszcze raz
          dziękuję!
    • 11.10.07, 18:31
      Juz jestem po badaniach, jak widac nadal w domu na szczescie. Mialam
      usg na super sprzęcie i potwierdzilo sie ze te torbiele wychodza z
      jajników. Na szczęście nerki, moczowody, pęcherz są bez zmian, Mała
      ładnie oddaje mocz, wód płodowych jest tyle co trzeba. Do innych
      narządów lekarz też nie miał zastrzezen. Te torbiele nieco urosły,
      ale nie na tyle zeby rozwiazywac ciąże. Wiec za 1,5 tyg mam nastepne
      badania. Teraz jest 34 tydzien, Mała waży 2522g, wiec jest juz
      calkiem spora. Mam nadzieje, że to wszystko dobrze sie skonczy. Żeby
      te torbiele juz nie rosły!!! Dziękuję za wsparcie i prosze o dalsze
      trzymanie kciukówsmile
      • 11.10.07, 19:40
        Mama1981 niestety nie znam sie na torbielachsad

        Ula-poturlaj sie jeszcze troszkesmile

        Gojanew-ja tez mam endometrioze! Jak to leczysz???Mam nadzieje, ze po ciazy i
        okresie laktachi cholerstwo sie cofnie!

        Buziaki dla wszystkich
        Jacus cd
        www.jacekmarek.pl/junior/
        • 11.10.07, 20:59
          Mama1981 i Ula jeszcze troszkę. Nie rozsypywać mi się tu za
          wcześnie! Nosiłam prawie 4 kg dzieciątek a dała bym wiele za każdy
          dzień z tym brzusiem. Przytyłam wprawdzie tylko 8 kg ale i tak było
          co nosić. Teraz myślę że to był bardzo, bardzo szczęśliwy okres w
          moim życiu, pomimo świadomości nieszczęścia jakie mnie czekało po
          rozwiązaniu lub jeszcze przed.

          Lewanko! Skrobnełam coś o endo na priva.

          Pozdrawiam wszystkich
          Goja
          --
          Nasze Słoneczko
          Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
          • 13.10.07, 14:55
            mama1981 cieszę się że badanie wyszło w miarę ok. mam nadzieje że te
            torbiele to nic poważnego.

            ciekawe co słychac u założycielki wątku-półpotworka?

            my mamy dziś wizyte rehabilitantki żeby zobaczyła jak lalka chodzi.
            pani Basia to super człowiek.przychodzi do nas przy każdym nowym
            etapie rozwoju-turlanie, raczkowanie, chodzenie. jest na każdy
            telefon jak tylko mnie cos niepokoi.
            teraz też przyjdzie tak kontrolnie.
            kiedyś bujałam się z małą po rehabilitantach aż trafiłam na panią
            Basię i ona powiedziała że jest wszystko ok i żebym juz dała spokój
            bo tylko mnie naciągają.
            więc dałam i rzeczywiście wszystko jest ok smile

            kocham to moje szczęście nad życie:
            "i wtedy przyszedł maj, zamieszał w moim sercu,...poczułam co to
            szczęście"

            Angelika nasz kochany Aniołek-odeszła o całe życie za wcześnie.
            "co wniosłabyś do naszego życia? o jaką barwę jest ono uboższe? "
            • 15.10.07, 20:10
              zapalam w ten dzień światełko dla Ciebie kochanie

              zapalam je również dla Poli od cioci Ani, dla Lili od drugiej Ani,
              dla małego Aniołka od cioci Gosi i dla wszystkich Aniołeczków [*]

              kochamy Cię skarbie, jesteś cały czas w naszych sercach
              • 15.10.07, 21:14
                Dziękuję Lalko że pamiętałaś.

                Światełko dla Ciebie moje urtacone szczęście (*)

                Światełka dla Waszych Aniłeczków (*)(*)(*)(*), światełka dla tych na
                które czekaliśmy i nie było nam dane ich przytulać.

                Lalko, jak sobie radzisz? Ja nie pogodzę się nigdy ze stratą mojej
                kruszynki małego Mikołajka. Widziałam go tylko kilka sekund po
                urodzeniu i potem w trumience w szpitalnej kostnicy w asyście
                psychologa. Nie przytuliłam go. Tak mnie to boli....

                Ściskam
                Goja
                Nasze Słoneczko
                Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                • 17.10.07, 10:56
                  jak sobie radzę?
                  sama nie wiem... są lepsze i gorsze dni.
                  mam Wiktorię i chyba tylko dzięki niej nie zwariowałam.
                  ja niestety Angeliki nie widziałam sad
                  gdy pojechaliśmy odebrać jej ciałko odradzono mi.
                  ten lekarz powiedział że za bardzo nie ma czego oglądać. Angela
                  zmarła 9 tyg. przed porodem i jej ciałko już się zmacerowało.
                  lekarz mówił że w szpitalu leży moja druga córcia i jej widok będzie
                  mi przypominał o zmarłym dziecku. żeby sobie nie psuła tego obrazu.
                  nie wiem czy dobrze zrobiłam. miałam później wyrzuty sumienia że nie
                  chciałam zobaczyć własnego dziecka.
                  często myślę jakby to było jakby były tu ze mną obydwie sad
                  a tak zostaje mi tylko odwiedzać jej grobek....i wieczorna rozmowa z
                  moim Aniołem sad

                  zdarza mi się widywac bliźniaki i patrzę za nimi z uśmiechem. raz
                  jeden nie wytrzymałam. byliśmy z mężem, siedzieliśmy na ławce. obok
                  biegały dwie małe dziewczynki,troszkę starsze od Wiktorii.
                  patrzyłam jak niezdarnie biegną koło mnie za rączki, uśmiechałam się
                  i nagle zobaczyłam jak to miało wyglądać...było w nich coś takiego
                  że rozpłakałam się.uciekliśmy szybko stamtąd z mężem i biegłam do
                  teściów wyściskać Wiktorię.

                  tak więc jakoś daję radę. nie jest łatwo ale życie trwa dalej i
                  pędzi do przodu.

                  pozdrawiam
                  • 17.10.07, 20:57
                    Przepraszam że wracam do tego smutnego tematu. Ja chciałam zobaczyć
                    Małego nie zastanawiając się nad tego konsekwencjami. Pierwszy
                    jednak wszedł p.Tomek(psycholog) i po wyjściu powiedział że widok
                    jest "całkiem przyjemny"...., a w tym dniu od samego rana siostra
                    przełożona przyszła z Relanium i czekała aż przy niej połknę. W tak
                    dużej klinice mają z takimi przypadkami styczność b.częstko i wiedzą
                    jak postępować (chyba...).
                    W Twoim przypadku postąpiłabym tak jak Ty, pozostawić
                    wyobraźnię ......, to smutne ale nie mogłaś inaczej.
                    Mnie widok bliźniąt "zabija", zaraz ryczę.
                    Trzymajmy się dzielnie, przecież mamy dla kogo!
                    Pozdrawiam
                    Goja

                    --
                    Nasze Słoneczko
                    Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                    • 18.10.07, 00:17
                      Czesc Kochane!
                      Ja nie wiedzialam Lili, wszystko dzialo sie tak szybko, Maz widzial, podobno
                      byla sliczna...

                      Sciskam Was
                      Ps. Ciekawe co u Buzuli-Uli, moze coreczka juz na swiecie?smile
              • 18.10.07, 10:19
                Czytam Wasze ostatnie posty i łzy lecą ciurkiem. Ja nie zobaczę
                mojego Maleństwa, bo minęło już 15 tygodni od Jego śmierci i zdaję
                sobie sprawę z tego, jak daleko posunięty jest rozkład. Na początku
                non stop myślałam o tym, że noszę w sobie martwego dzidziusia,
                płakałam, cierpiałam. Potem walka o drugą córeczkę pochłonęła mnie
                całkowicie, staram się dbac o jak najlepsze własne nastroje, walczę
                o optymizm. Ale wiem, że już zawsze będę myślec, że miałam dwie
                takie same dziewczynki... Na bliźniaki trudno mi patrzec. Smutek
                przychodzi, naprawde ciężkie to wszystko i nie wiem jak to dalej
                będzie...
    • 18.10.07, 10:23
      Zastanawiam się czy Twoja córeczka jest już na świecie? Czekamy na
      wieścismile
      • 18.10.07, 18:44
        Witam Wszystkie Forowiczki,

        nie urodziłam jeszcze, dziś zaczął się 40-ty tydzień.
        Niedowiary !
        Malutka waży 3.056 kg, przepływy OK., więc jestem bardzo szczęśliwa.
        Na ktg chodzą co 3 dni i obserwujemy 'dobrostan dziecka".
        Jesli nie urodzę do terminu 25-10-2006, to mam zgłosić się na patologię i w sumie nie wiem co zadecysują lekarze, czy indukcja porodu, czy będziemy czekać. Szyjka ma 2 cm długości i 2 cm rozwarcia, więc urodzić mogę "zarówno dziś w nocy jak i w ciągu najbliższych 2 tygodni". Malutka siędzi mi na żebrach, musze mieć wyprostowany kręgosłup aby oddychać, więc jeszcze nie schodzi zupełnie nisko główka. Co prawda z synkiem brzuch obsunął mi sie na 2 godz. przed odejściem wód. Czyli nic nie wiadomo dokładnie.

        Czekamy więc, delektując się ostatnimi spokojnymi nocami smile

        pozdrawiam,
        Buzula
        • 18.10.07, 19:34
          To wspaniale, że masz już taką dużą dziewczynkę! Ciesze się, że u
          Ciebie wszystko dobrzesmile I dalej trzymam kciuki! My mamy juz 35
          tydzien i przed nami kolejna poprzeczka- byle do 37 tygodnia...
          Pozdrawiam!
          • 18.10.07, 21:18
            Włąśnie czytałam nasz wątek, gdy włączyła się niania. Weszłam do
            pokoju a mój synek uśmiechną się do mnie swoją bezzębną buziulką.
            Podałam mu smoczusia więc zamkną oczka i oprzewrócił się niezdarnie
            na boczek, ciągle się uśmiechając. Zasną a ja wróciłam aby Wam to
            opisać. Czy jest na świecie coś piękniejszego?
            --
            Nasze Słoneczko
            Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
            • 19.10.07, 11:29
              Witam Was.Trafiłam na "to" forum i jestem pełna podziwu dla każdej
              z Was!!! Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co przeżywacie.Ja
              mialam ciążę "tylko" zagrożoną.Nie wiem co bym postąpiła i myslała
              na wszym miejscu,Jednego jestem pewna:jestescie super mamami.Czytam
              wasze posty od jakiegoś czasu az sie odwazyłam napisac.Życzę Wam
              aby wszystkie nieszczesia Was omijały a dzieci były zdrowe i
              wesołe.Kiedyś podziekują Wam za wytrwałość a słowa"kocham cię
              mamusiu" wynagrodzą ból i cierpienie.
              Dla Wszystkich Aniołków (********)
              --
              Gosia mama Julii(04.03.2005) i Ani(30.11.2006).Pozdrawiam
    • 24.10.07, 22:44
      No wiec jesli chodzi o te nieszczesne torbiele w brzuszku, to nie
      powiekszaja sie a nawet wykazuja lekka tendencje do zmniejszania-
      uspokoilam sie tym. Moj brzuch u lekarza zaprezentowal cala game
      skurczow i lekarz stwierdzil ze to niedlugo, ale szyjka nadal
      zamknieta. Po usg stwierdzil ze to juz bardzo niedlugo, bo mimo ze
      to 36 tydzien Mała wazy 3400g, łozysko dojrzale i wyglada to
      wszystko na 38 tydzien. Mala w pozycji miednicowej jest juz na
      wylocie. Ze wzgledu na calosc komplikacji w tej ciąży i planowana
      cesarke bede przyjeta do szpitala we wtorek 30.10. i tam na
      podstawie ktg i badan zdecyduja o terminie cesarki, ale to juz
      bedzie raczej szybko. No chyba ze do wtorku zacznie sie akcjasmile Wiec
      mam ostatni tydzien w domu, musze wszystko dopiac na ostatni guzik.
      Ale ciesze sie ze to juz niedlugo!
      • 27.10.07, 02:07
        Witajcie,

        mam za ścianą maleńkie zawiniątko, które śpi u nas w łóżku, i nie walczę z myślami oby się nie przyzwyczaiła - niech się pzyzwyczaja.

        ale po kolei ...

        Inga pzyszła na świat 23-10-2007 o godz. 18.40 siłami natury w ekspresowym tempie czyli 1 godz. i 40 min. od wejścia na salę porodową w szpitalu na Żelaznej, - do bielańskiego byśmy nie dojechali - bo była korkowa pora. Urodziła się w czepku, co w praktyce oznacza, że nie przebity pęcherz płodowy pękł wraz z wydobyciem się główki na świat. Ponoć zwiastuje to jej szczęście.

        Ingusia dostała 10 pkt., ważyła 2930g i 53 cm, a po kolejnych 2 dniach zostało potwierdzone, że jest zdrowa. Jak to piszę to mam łzy w oczach - bo dla niektórych to takie oczywiste ...

        Chłopczyk, synek, który w moich myślach jest Ignacym został wyłyżeczkowany ... na piętrze leżały trojaczki, jakoś wzrokiem omijałam tą salę.

        Teraz siedzę z laktatorem w jednej ręce i klepię do Was ta wiadomość drugą wolną.

        Nikt mnie tak nie wspierał jak Wy, anonimowe dziewczyny z neta, dziękuję. Jesteście kochane.

        pozdrawiam,
        Buzula
        • 27.10.07, 09:40
          Buzula, popłakałam się czytając Twoj wpis. Codziennie tu zagladalam
          czekajac na wiadomosci od Ciebie. Tak bardzo sie ciesze ze wszystko
          jest w porzadku i masz zdrowa coreczke juz przy sobie. Jeszcze tylko
          ja zostalam i mam nadzieje ze los bedzie dla mnie juz łaskawy. To
          najpiekniejsze wiadomosci ze córeczka jest zdrowa, ze mozecie od
          razu byc razem w domusmile Gratuluje Ci błyskawicznego porodu, a
          urodzona w czepku Inga z pewnoscia bedzie w życiu wielką
          szczęściarą. Trzymajcie sie!
        • 27.10.07, 14:06
          Wielkie gratulacje ! Też zaglądam tu codziennie w nadziei na dobre wiadomości od
          Was, kluskę mam w gardle ze wzruszenia, całuję w piętkę malutką, dochodź szybko
          do siebie i pisz tu czasem jak się miewacie. Pozdrawiam
          • 27.10.07, 14:48
            buzula wielkie , ogromne gratulacje smile))
            aż mam ciarki z radości i wzruszenia smile))
            wszystkiego najlepszego dla Ciebie i córeczki.
            • 27.10.07, 20:31
              Gratulacje dla mamy i córeczki. Jesteście wielkie!!! Całuski dla
              maleńkiej.
              • 27.10.07, 22:44
                Ogromne GRATULACJE !!!!! smile Łzy mi popłynęły ze wzruszenia. To
                wspaniała wiadomość że dziewczynka jest zdrowa. Całuski dla Małej
                Ingi i dzielnej MAMUSI !!!
                Goja
                --
                Nasze Słoneczko
                Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
                • 27.10.07, 22:49
                  Dzięki za miłe słowa. Też dużo zdrówka dla Ciebie i Dzidzi smile.
                  Goja
                  --
                  Nasze Słoneczko
                  Mikołaj(*)04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
        • 27.10.07, 23:07

          witajcie,


          dziekuje za wszystkie gratulacje, dzieki wam udało nam sie.
          pisze jedna reka bo w drugiej Ingunia - obzartuch lezy i czekam az jej sie odbije.

          w 4-tej dobie je za 1 podejsciem 60 ml.
          jestem przerazona bp winno byc max 40 ml.
          cos moje piersi chyba nie nadaza juz za jej apetytem.

          całuje Inge zgodnie z waszymi INSTRUKCJAMI - w piete tez.

          MAMA 1981 - TRZYMAM KCIUKI I MYSLE O WAS.

          pozdrawiam wszystkich

          niewyspana ale szczesliwa buzula
          • 28.10.07, 21:02
            ULA wielkie gratulacje!
            Ucaluj Inge od Jacusia
            Nie chce dzwonic, zeby nie przeszkadzacsmile
            • 29.10.07, 09:42
              oby tylko takie dobre wieści gościły na tym forum...gratuluje
              pozdrawiam trzymam kciuki!!!
              --
              Nasze zdjęcia
    • 29.10.07, 20:53
      Tak jak juz Wam pisałam jutro zgłaszam się do szpitala. Nie wiem
      kiedy będę miec cesarkę, zdecydują o tym po badaniach, ale w każdym
      razie zostaję w szpitalu do rozwiązania. Cieszę się że już niedługo
      zobaczę Malutką, ale trochę się też boję... Po tych wszystkich
      problemach w ciąży trudno mi wydobyc z siebie spokój. Tak bym
      chciała miec juz zdrowa córeczkę przy sobie. Jak tylko wrócę dam
      znac. Dziękuję Wam za wsparciesmile Do zobaczenia, Agata
      • 29.10.07, 21:03
        AGATKO,

        TRZYMAMY KCIUKI !!!!!!!!
        WSZYSTKIE RAZEM.
        CZEKAMY NA WIEŚCI, JESTEŚMY Z TOBĄ.

        BUZULA
        • 30.10.07, 09:46
          Agata wszystko będzie dobrze... musi być dobrze. nie widzę innego
          wyjścia smile
          trzymamy mocno kciuki i czekamy na radosne wieści smile
          pamiętaj że jesteśmy z Tobą myślami!
          • 03.11.07, 12:02
            Czekamy na wiesci,wszytsko bedzie dobrzesmile
            • 12.11.07, 19:38
              o tak cichutko???
              U nas OKsmile Jacenty rosnie jak na drozdzach, nikt nie chce wierzyc, ze to wczesniaksmile
    • 13.11.07, 16:11
      5 listopada urodziła się Hania. 3250g, 54 cm. Przez ostatni tydzien
      badali ją na wszystkie strony i jest ZDROWA!!! Czarne scenariusze
      lekarzy nie spełniły się. Podczas mojego tygodniowego leżenia w
      szpitalu przed rozwiązaniam nastraszyli mnie porządnie. Nie chce się
      już wdawac w szczegóły, ale spodziewalam sie naprawde wszystkiego.
      Zdecydowano o cesarskim cięciu w 38 tygodniu. I mamy zdrową
      córeczke. Jestesmy przeszczesliwi!!! Hania spi teraz obok mnie, jest
      idealniesmile Po takiej ciąży, po tych wszytkich problemach wreszcie
      ulga. A z tych dwóch torbieli w brzuszku została jedna niewielka,
      więc się wszystko cofasmile Teraz wszystko MUSI byc juz dobrze.
      Drugie Malenstwo bylo praktycznie niewidoczne, lekarz opisal jako
      zmacerowany worek owodniowy. Przykre to bardzo, mogłam miec dwie
      takie wspaniale dziewczynki... Ale najwazniejsze, ze jest zdrowa
      Hania. Dziekuje Wam wszystkim za wsparcie i mam nadzieje ze bedziemy
      w kontakciesmile
      • 14.11.07, 13:28
        Serdeczne gratulacje dla Ciebie i Twojego męża smile,
        no i znowu mam kluskę w gardle ze wzruszenia i ekran mi się zamazuje,
        ucałuj Hanusię i nie noś niczego ciężkiego przed sobą, wanienkę zostaw do
        obsługi mężowi, pisz jak Wam się żyje
        pozdrawiam
        Katarzyna
        • 14.11.07, 16:10
          serdecznie gratuluję!!!
          tak się cieszę że wszystko dobrze smile
          aż mam ciarki ze wzruszenia.

          buziaki dla Hani.

          pozdrawiamy z Wiktorynką smile
          • 15.11.07, 15:32
            SERDECZNE GRATULACJE !!!! Tak się cieszę że z maleństwem wszystko
            dobrze. Teraz już wszystko musi być dobrze.
            Mam nadzieję że i Ty dochodzisz do siebie.
            Życzę Wam wiele , wiele zdrówka.
            Goja
            --
            Nasze Słoneczko
            Mikołaj[*]04.04.2007 "Z miłości zrodzony, miłością pozostaniesz."
            • 21.11.07, 09:21
              Hej!!!
              Haniu witaj na swiecie, usciski od Jacusiasmile)

              Gosiu=Goju nie mam czasu napisac dluzszego maila, musze sie zebracsmile

              U nas ok, Jacek rosnie jak na drozdzach goni rowniesnikow, wazy juz ok 6kg!
              Wszystko wskazuje na to, ze wczesniactwo nie zostawi jakichs duzych zmiansmile
              Zaczyna juz podnosic sie na raczkach! Ale na swiadomy usmiech jeszcze czekamy (z
              niecierpliwoscia!!!)

              Sciskamy!
              • 24.11.07, 18:21
                Agatko,

                wreszcie mam czas napisać.
                G R A T U L U J Ę
                Pewnie jestem ostatnia, ale to mało istotne. Ze zgrozą obserwowałam dłuuuugi brak informacji od Ciebie, obawiałam się, traktowałam ten czas jako złowróżbną ciszę przed czarnymi wiadomościami od Ciebie. W duchu prosiłam Boga "jeszcze tylko Agacie niech się uda' i wszystkie będziemy szczęśliwe (ja, lewana i ty).

                I stało się !!!!!!!!
                Słowo daję, że jak przeczytałam twoją wiadomość to jakbym dowiedziała się, że moje własne dziecko jest zdrowe, przeżyłam jeszcze raz wzruszenie, szczescie i ulgę, że Hania jest zdrowa i wszystko jest ok.

                Bardzo sie ciesze.
                Witaj w gronie niewyspanych MAM smile

                Właśnie zaczęła płakać, kończę, ucałuj Hanię w czubek noska od nas.

                Buziaki,
                ula
    • 05.12.07, 10:51
      Kochane,
      Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowa. Tak sobie myślę, że nasz
      wątek może kiedys dla innych kobiet byc nadzieją, bo nam się udało,
      a niestety taka sytuacja jak nasza pewnie jeszcze niejedną osobę
      spotka, bo jak widzimy wcale taka rzadka nie jest...
      Moja Hania dzis koczy miesiąc. Niesamowicie szybko to minęło. Jest
      wspaniała i wniosła w nasze życie wszystko, czego nam brakowało.
      Kolejne wizyty kontrolne u lekarzy pokazują, że jest zdrowa, nie
      mogę uwierzyc, że ten caly koszmar ma taki piękny finał.
      Mam nadzieje, że Wasze Maluszki tez pieknie sie rozwijaja, piszcie
      czasem co u Was.
      Pozdrawiam serdecznie!
      • 07.12.07, 14:14
        Hej!
        Ula slicznie napisala,Mama1981 zreszta tezsmile

        U nas tez ok, Jaculo pieknie rosnie, jest dosc grzeczny, placze jak jest glodny
        i ma kolke, a tak to ladnie spi, lub lezy ze smokiem. Ale oczywisci enocne
        wstawanie na karmienie nas nie omija, wiec jestem troche zmeczona z niewyspania
        (bo ja spioch jestemwink
        Kolejne wizyty u specjalistow wskazuja, ze wczesniactwo nie pozostawilo jakichs
        istotnych sladowsmile NA SZCZESCIE!

        Pozdrawiam Was Kochane! Oby do Swiatsmile

        PS.Nie moge sie doprosic protokolu sekcji zwlok coreczki (cholerna biurokracja!)
        Moze czegos sie z niej dowiemy?
    • 05.01.08, 11:46
      Hej Dziewczyny! Jestem ciekawa co u Was slychac? Jak Wasze
      dzieciaczki? Moja Hania ma juz 2 miesiące, wszystko jest w porzadku,
      choc strach o nią nadal mi towarzyszy. Ale jest wspanialym,
      grzecznym dzieckiemsmile Nie wiem czy jeszcze tu zaglądacie, ale
      pozdrawiam Was serdecznie! Agata
      • 06.01.08, 14:02
        Cześć !

        zaglądamy, zaglądamy ...
        ale ja jestem baaaaaaaaardzo zaabsorobana Ingą.

        Drżę o nią, wydaje mi się cały czas za mała, za mało je i ma kolkę. Ale także śmieje się do mnie, objada własną rączkę i wścieka się bo nie może usiąść, dźwiganie się do siedzienia jest jej głównym zajęciem, a jak się zmęczy to narzeka sobie czyli płacze. No i jest śliczna oczywiście, jak dla każdej mamy jej dziecko.

        Kocham ją strasznie!!!
        Choć jestem bardzo niewyspana.
        Dziś ma 2,5 miesiąca.

        pozdraiwam,
        Buzula
        • 15.02.08, 10:51
          no kochane... cisza w wątku więc tylko się cieszyć że nikt znowu nie
          przeżywa tego co my.

          ale napiszcie co tam u Was? jak dzieciaczki?

          u nas ok. Wiktoria niedługo skończy 21 mies. waży 15 kg smile
          powiększyła wagę 10-ciokrotnie smile

          sporo już mówi-idzie się z nią wreszcie spokojnie dogadać big_grin

          charakterek też już pokazuje. na spacerze pokazuje którędy mamy iść,
          w domu wybiera co założy a czego nie, co zje a czego nie.

          generalnie jest wesoło.
          choć czasem nadal smutno że nie rozrabiają tak we dwie sad

          pozdrawiam

          lalka_go- mama bliźniaczek -Wiktorii i Aniołka Angeliki
          • 18.02.08, 19:57
            Własnie ja tez czasem tu zaglądam i cieszę się, że żadna nowa mama
            tu nie przybywa. Moja Hania ma na drugie Wiktoriasmile Cieszę się, że
            Twoja córeczka tak pięknie się rozwija. U nas tez wszystko dobrze.
            Hania ma prawie 3,5 miesiąca. Rozwija się wspaniale, obdarza nas
            cudownymi uśmiechami. Wiadomo, cały czas się o nią martwię, na
            kolejne wizyty u lekarzy chodzę z ogromną obawą, ale ten strach o
            nią już na zawsze chyba zostanie.
            Też się ciągle zastanawiam jak byłoby cudownie gdyby były dwie...
            Odzywajcie się czasem drogie Mamy co u Was nowegosmile
            Pozdrawiam!
            --
            Hania, 05.11.2007r.
            • 28.02.08, 17:10
              Witajcie,

              też tu zaglądam, ale przyznam, że rzadziej bo napadła mnie mania strony www.nasza-klasa.pl - ale już się poprawiam.

              Za ścianą "guga' 4 miesięczna Ingusia, wczoraj ważyła 7,1 kg, ma fałdki na nóżkach i brzuszek jak najedzony kotek. Chętnie je mamałygi - czyli zupki ze słoiczków, choć jeszcze języczek nie wie w którą stronę ma przesuwać jedzonko, no i rączka jest pyszna.

              Inga uśmiecha się rezolutnie, ale nie do każdej napotkanej osoby, jest KOCHANA. Po 2,5 mies. minęła jej gigantyczna kolka (nawet 9 godzin dziennie) i od tego czasu przybywa ładnie.

              Nie chce dźwigać wysoko główki gdy leży na brzuszku, ale za to do siadania dźwiga się dzielnie i z sukcesem. Miesiąc po urodzeniu popjawił się na jej nosku krwiaczek i nie wiem co z nim można zrobić, może któraś z Was ma pomysł i spraktykowała co nalezy mądrego zrobić.

              A braciszek ... jeszcze nie było dnia abym nie myślała o nim. Dobrze, że choć Ingusia się ostała.

              Ściskam,
              buzula
              • 01.03.08, 15:57
                Bardzo się cieszę, że u Ciebie też wszystko w porządku. A może to na
                nosku u Twojej córeczki to naczyniak? Tu możesz o tym przeczytac:
                www.edziecko.pl/zdrowie_dziecka/1,79369,1335567.html
                I tutaj w tym artykule na stronie 3 na dole:
                www.edziecko.pl/zdrowie_dziecka/1,79369,1335567.html
                jesli to jest to i niewielkie, na pewno samo zniknie, takie duze,
                uciążliwe zmiany usuwa sie teraz laserem i nie zostaje zaden ślad.
                Gdybys potrzebowała więcej informacji służe pomocą. A lekarz nie
                mówił na co mu ten krwiaczek wygląda?
                --
                Hania, 05.11.2007r.
                • 01.03.08, 22:52
                  Hej, hejsmile))
                  Dzis Jacus konczy pol roczku.....jejku jak to szybko minelo!!! Zaciera sie
                  pomalu nasza trauma i zostaje sama radosc!!!
                  Pomimo, ze wczesniak to wazy juz 7,5kg. Wagowo dogonil rowiesnikow, ale
                  motorycznie jest ciut opozniony. Cwiczymy z nim, aby go rozruszac (przewroty,
                  lezenie na brzuszku itp.)Dzis dostal prezent "Zestaw Gimnastyczny" Chicco. Jak
                  go zobaczyl, to sie przestraszyl tej calej interaktywnosci, bidulek.

                  Ps. Bylismy tez dzis na cmentarzu u Lili. Tez mialaby pol roczku....
                • 10.03.08, 15:19
                  Cześć,

                  Agatko, dziekuję za lekturkę. Dokładnie to samo znałazłam w necie w tzw. międzyczasie. I wiem, że to naczyniak na 100%. Do internisty idziemy 13-03-2008 więc wtedy zasięgnę fachowej rady.

                  pozdrawiam WSZYSTKICH dzuzych i MAŁYCH

                  Buzula
                  • 19.04.08, 12:28
                    ale cisza...Ale moze to i dobrze, znaczy wszytsko OKsmile
                    Tylko tam sobei mysle, czy po nas juz sie nie zdarzyly takie "powiklane "ciaze
                    blizniacze? Oby nie...

                    Pozdrawiam
                    • 01.05.08, 21:57
                      Też tu zaglądam, i myslę sobie tak jak Lewana, może już wyczerpał się limit takich powikłanych ciąż jak nasze ... OBY.

                      Cześć Dziewczyny,

                      Ingusia skończyła pół roczku, własnie w niedzielę ją ochrzciliśmy. Jest kochana, słodka, śmieje się, guga, zjada nogi - nasza słodzianka.

                      W dalszym ciągu nie opiera się na wyprostowanych łokciach leżąc na brzuchu, ale już wiem, że to nic nie znaczy od tych co ich dzieci są większe i już biegają. Naczyniak niestety jest i jak dotąd nie dotarłam do prawdziwego fachowca, który podjąłby się ruszania noska do czasu co najmniej 3 lat. Więc poczekamy.

                      pozdrawiam,
                      Buzula
                      • 02.05.08, 09:22
                        Jezeli moge sie wtracic - to bardzo dobrze, ze nie chca go ruszac.
                        Ja mam trojke dzieci. Synek ma 5 lat, pol roku temu urodzilam
                        blizniaki. KAZDE z moich dzieci ma naczyniaka. Ze starszym bylam
                        nawet na konsultacji onkologicznej. Kazali obserwowac, tez
                        powiedzieli, ze nie rusza. Kiedy syn mial ok 3 lat, naczyniak zaczal
                        blednac, zmniejszyla sie wypuklosc. W tej chwili po naczyniaku nie
                        ma sladu. Synek mial naczyniaka na glowce. Jedna z moich corek ma na
                        raczce, druga na szyi. Tez kazali czekac i obserwowac.
                      • 05.05.08, 09:48
                        Witajcie!!!
                        Tez tu zaglądam i mam nadzieję, że byłyśmy ostatnie z tymi
                        problemami...
                        Moja Hania konczy dziś pół roczku. Trudno uwierzyc jak ten czas
                        szybko minąłsmile Jest zdrowa i rozwija się niesamowicie szybko, czasem
                        myślę, że za dwie. Błyskawicznie pełza, podnosi się do raczkowania,
                        dzis zauważyliśmy trzeciego już zębasmile Idzie jak burza i mam ogromną
                        nadzieję, że tak już będzie. Jest pogodnym dzieckiem i tak strasznie
                        ją kochamsmile
                        Buzula, naczyniaki faktycznie same bardzo często zanikają i jestem
                        pewna, że tak będzie i u Was.
                        Pozdrowienia dla Was i buziaki dla Maluszkówsmile
                        --
                        Hania, 05.11.2007r.
                        • 09.05.08, 22:45
                          Witam,


                          dziekuję za słowa pokrzepienia, wiem teoretycznie mam 30% szans na zniknięcie naczyniaka do 3 roku życia SAMOISTNIE.

                          Nasze naczyniaki (są dwa), oba są jamiste i wypukłe. Chirurg onkolog z IMID w W-wie nas spławił słowami; 'niech Pani wyjdzie na korytarz i popatrzy co dzieci szpeci". KOntrola za 10 miesięcy.

                          W czerwcu mam umówioną konsultacje w Gdańsku z absolutnym guru nt. naczyniaków u dzieci, jak on mi każe czekać to poczekamy ...

                          Tylko mi malutkiej szkoda, swędzi ją ten na nosku i już dzieci na spacerze patrząc na nią łapią się za nosy i szturchają, dziś ona nie wie o co chodzi ale nim się spostrzegnę, będzie wiedziała, przecież te Bąbelki to takie bystrzachy ...

                          pozdrawiam,
                          Buzula

                          • 11.05.08, 11:41
                            Też tu zaglądam, i myslę sobie tak jak Lewana, może już wyczerpał
                            się limit takich powikłanych ciąż jak nasze ... OBY

                            Niestety chyba limit się nie wyczerpał. Ja również dołącze dow as
                            zmoją historią. Jestem w 26 t.c. bliżniaczej i moja córeczka własnie
                            umiera. Przestała się rozwijać od połowy ciąży, jej waga to 250g
                            aktualnie ma bezwodzie, fatalne przepływy i wg lekarzy lada moment
                            orzestanie bić jej serduszko. Drugi blizniak chłopczyk, narazie
                            rozwija się dobrze, waży 850g choć na przeływach kilka dni temu p.
                            dr też wykryła już jakieś przeskoki.
                            Od czwartku, kiedy spadła na nas ta wiadomość, że malutka nie ma
                            szans, nie możemy się pozbierac.
                            Lekarze stwierdzili, że walczymy już teraz o drugiego bliżniaka.
                            Dziewczyny powiedzcie, co sie dzieje jeśli jeden bliżniak obumrze?
                            Trzeba natychmiast rozwiązywać taką ciązę? Moje bliżniaki są
                            dwujajowe, dwukosmówkowe (chyba, bo na 100% nie można tego
                            stweirdzić, ze względu na ułożenie mniejszego dzieciątka)ale to
                            ciąża po icsi więc raczej tak jest.
                            Wiem , ze wszystkie tutaj przeszłyście podobne sytuacje, ale nie
                            wiem, ile z was tu jeszcze zagląda. Proszę zatem , te które moga o
                            kontakt ze mną np na gg, bardzo potrzebowałabym jakiegoś kontaktu z
                            takimi osobami, które miają podbne doświadczenia, bo wiem, że to
                            bardzo pomaga. Mój nr gg 10105805
                            • 11.05.08, 20:19
                              Witaj Domeno wśród nas,

                              każda z nas przechodziła przez horror jaki macie od czwartku.
                              Pytaniom nie ma końca: dlaczego ????????
                              Żadna z nas nie znalazła oczywiście odpowiedzi.
                              Napiszę Ci co wiem z własnego doświadczenia, tyle mogę zrobić dla Ciebie.


                              "Dziewczyny powiedzcie, co sie dzieje jeśli jeden bliżniak obumrze?"

                              Otóż Twoja córeczka po obumarciu powolutku, powolutku pozbędzie się resztek wody ze swego organizmu i stanie się wapiennym szkielecikiem obleczonym w pergaminową skórę, lekarze nazywają takie dziecko "płód paperowaty'.

                              Stan wchłaniania wód (synek) w moim przypadku nie spowodował żadnych powikłań dla ocalałej córeczki. Robiłam wciąż badania krwi, krzepliwość i miałam super wyniki, przepływy miałam też dobre do końca. Córkę urodziłam w 40 t.c. - zdrowiutka, choć obumarcie synka odbyło się w 20 t.c. Podczas porodu urodziłam dwa łożyska, chłopczyk stanowił integralną część jednego z nich, nie oglądałam chłopczyka, tak mi wszyscy radzili, nie żałuję tej decyzji.

                              Moje dzieci też były zupełnie 'osobne' tzn. dwujajowe i dwukosmówkowe (u nas bliźniaki to rodzina specjalność, sama mam brata), więc po naturalnym zapłodnieniu też zdarzają się różne rzeczy. Nasze ułożenie było od początku takie samo; chłopczyk głowka u góry, dziewczynka główka w dół.

                              Mogą się zdarzyć komplikacje po obumarciu jednego z dzieci wywołujące wczesny poród drugiego bliźniaka, ale tutaj nie powinnam się wypowiadać, bo moja wiedza jest mierna.

                              Pamiętaj 27 t.c. jest zarezerwowany dla rozwoju oczu, to nefralgiczny etap ciązy pozwalający dziecku potem żyć nornalnie.

                              Pomimo stresu jaki masz, myslę, że lepiej być teoretycznie przygotowanym na ewentualność przyjścia na świat wczesniaka, więc polecam; wwww.wcześniak.pl i książkę pt.; 'Wcześniak" autorstwa Ewy Helwich (www.merlin.pl - tam ją kupiłam).

                              Domeno, skup się na ratowaniu dziecka, które ma szanse przeżyć !!
                              Życzę Ci donoszenia jak najdłużęj.

                              pozdrawiam, pisz jak się czujesz, co czujesz, jesteśmy po to aby sobie pomagać.

                              Buzula

                              • 13.05.08, 17:32
                                Dzięki buzual. A powiedz jak często cię monitorowali i jakie badania
                                krwi robiłaś, dlaczego akurat krzepliwość. Leżałaś w klinice czy
                                mogłaś normalnie funkcjonować, tzn być w domu?
                                • 13.05.08, 20:59
                                  Domeno,

                                  ja jakimś kompletnym cudem przez całą tą ciążę nie byłam nawet 1 dzień w szpitalu nie licząc oczywiście samego porodu. Badania miałam często w 8 i 9 mies. ciązy, wczesniej jak przy zdrowej ciązy (bo wyniki były cały czas ok.). Niestety już wyrzuciłam tą przepastną teczkę z całą historią ciązy, więc nie umiem Ci powiedzieć co to były za badania kontretnie. No ale codzienie czyli przez ponad 120 dni wstrzykiwałam sobie Clexane 40. Miałam 33 badania USG, czyli od chwili obumarcia blixniaczka 1 w tygodniu. Od 36 tyg. badanie przepływów co 3 dni. Krzepliwość badano dlatego, jesli się nie mylę, że rozkładający się dzidziuś produkuje toksyny z którymi nie każdy organizm matki radzi sobie tak samo dobrze. Pewnie jest jakieś lepsze medyczne wyjaśnienie, ja pamietam takie. A co do trybu życia miałam się oszczędzać i nie ruszać się z domu nigdzie daleko bo i tak do szpitala miałam 35 km (peryferia Warszawy). No, ale jak przeanalizujesz 1 USG w tygodniu i 2 badaia przepływów to pod koniec ciązy głównie jeżdziłam do i ze szpitala. Ale 3 dni przed porodem negocjowałam z ekipą budowlaną ceny, bo akurat mąż był w delegacji, kupowałam wełnę mineralną itp., ja po prostu po 30 t.c. czułam się dobrze, na pewno też dlatego, że powiedziano mi, że obumarły dzieciaczek już nam nie zagraża - rozłożył sie i wchłonął idealnie, o ile cokolwiek może byc idealnie w takiej sytuacji...

                                  Trzymaj się !
                                  Jestem z Tobą.

                                  buzula
                                • 13.05.08, 21:02
                                  Domeno,

                                  jeszcze jedno najbardziej pilnuj aby robili Ci przepływy na dobrym sprzęcie. Przepływy badają "dobrostan' dzidziusia, czy jest najedzone i dotlenione, a produkty przemiany materii wydalone.

                                  pozdraiwam,

                                  buzula
                                  • 14.05.08, 11:22
                                    Dzieki Buzulo, to ja jestem w nieco gorszej sytuacji, do najbliższej
                                    kliniki z takim super sprzętem , kliniki AM w Poznaniu mam 100km,
                                    tam robiliśmy ivf i tam pracuje mój lekarz prowadzący. Oddzial
                                    neonatologi na poziomie naprawde najwyższym, ratują dzieci już od
                                    500g. Narazie jeżdzimy tam co tydzień, przynajmniej tak było w
                                    kwietniu, kiedy wyszły te anomalie. Ale nie to jest ważne, moge
                                    jeżdzić codziennie, albo nawet tam sobie coś wynając, jeśli zajdzie
                                    taka potrzeba, najważniejsze, żeby dzidzuś chociaż ten jeden jedyny
                                    został z nami.
                                    Dziś skończyłam 27 t.c. w piątek kolejna wizyta i kolejne
                                    przepływy,strach i lęk, czy się nie pogorszyło. I chyba serce mi
                                    stanie z bólu jak zobaczę tę nasza kuszynkę na monitorze.

                                    • 14.05.08, 19:27
                                      Witaj Domeno,

                                      serce staje jak się patrzy na dzieci w USG, nigdy nie zapomnę widoku nie ruszającego się już chłopczyka ... potem do samego rozwiązania nie patrzyłam na monitor, tylko pytałam nie patrząc w tamtą stronę o córeczkę. Wiem, wiem jakie to straszne, ale dodam Ci otuchy, że córeczka właśnie wierzga na dywanie i guga w niebogłosy, śmieje się i robi 'kosi kosi' na zawołanie. Miałam wiarę, że ona się ocali. Nie brałam innego wariantu pod uwagę, uznałam, że statystyczny pech już mnie dotknął i córeczka zostanie z nami. I TAK SIĘ STAŁO.

                                      MIEJ TO WIARĘ W SOBIE !!!

                                      Ocal dzidziusia, który ma szanse NORMALNIE żyć.

                                      Trzymam kciuki za WAS.

                                      buzula
                                      • 14.05.08, 20:02
                                        I znow przepraszam, ze sie wtracam - pewnie nie mam prawa, bo u
                                        jednej z moich blizniaczek probelmy pojawily sie dopiero, kiedy
                                        ciaze mozna juz bylo spokojnie rozwiazac - ale mi lekarz na samym
                                        poczatku ciazy powiedzial: prosze pamietac, ze bliznieta i ciaze
                                        mnogie sa ciazami podwyzszonego ryzyka, czesciej zdarzaja sie
                                        powiklania, w zwiazku z tym dzieci rozwijaja sie szybciej niz w
                                        ciazy pojedynczej i sa z reguly SILNIEJSZE - tego sie uczepilam i to
                                        dawalo mi nadzieje przez cala ciaze.
                                        • 16.05.08, 08:18
                                          witajcie... na wstepie chcialam wszystkim szczesliwym mamom, piszacym w tym watku, pogratulowac nie tylko cudownych dzieci, ale i sily i wiary, jaka ich nie opuszczala do samego konca. dzis w nocy przeczytalam caly watek, przyznam sie, ze momentami nie wiedzialam czy dobrze robie, bo psychicznie jeszcze nie doszlam do siebie po tym wszystkim co mnie spotkalo.
                                          zanim jednak Wam troche opowiem o sobie, potwierdze slowa przedmowczyni, ze bliznieta rozwijaja sie w lonie matki szybciej. to i mnie utrzymywalo przy zyciu, podobno zawsze takie dzieciaczki sa rozwojem 2 tygodnie do przodu.
                                          a teraz tak w skrocie o mnie. od mojego porodu minelo ponad 2 miesiace. czytajac w nocy Wasze losy, patrzylam na daty, w ciaze zaszlam we wrzesniu 2007, kiedy u Was sie "dzialo". bylam wtedy najszczesliwsza kobieta na swiecie. w moim idealnym zyciu pojawila sie idealna ciaza - wymarzona - blizniacza - naturalna. w miedzyczasie dowiedzialam sie, ze to co sie dzieje przerasta moje najsmielsze marzenia - bedzie chlopiec i dziewczynka. na polowkowym usg wszystko cudownie, dzieci zdrowe, rosna rowno.
                                          jednak ok. 22 t.c. szyjka mi sie zaczela skracac i w 24 t.c. mialam zalozony szew okrezny. i wtedy w szpitalu podczas usg okazalo sie, ze synek ma mniej wod plodowych. co sie dzialo dalej to moze ze szczegolami nie bede opowiadac, mozna o tym przeczytac na forum.blizniaki.net. dla mnie to byla jedna wielka walka, chodzilam po najlepszych specjalistach w okolicach Trojmiasta, dzwonilam po specjalistach w Warszawie. wszyscy rozkladali rece.
                                          na poczatku 28 t.c. synek przestal sie ruszac. czulam, ze jest zle, ale nikt nie chcial mnie sluchac, lekarze mowili, ze on zyje, ze ma malowodzie, i ze nie ma powodow, zeby rozwiazywac ciaze. dwa dni pozniej zmarl. nawet wiem dokladnie kiedy. pojechalam od razu na usg i lekarz potwierdzil, ze to musialo nastapic przed chwila.
                                          nikt nie dociekal przyczyny jego smierci. wyladowalam w szpitalu, a tam chcieli kontynuowac ciaze. ja jednak czulam, ze to nie bedzie mozliwe. wkurza mnie to, ze ciezarne sa traktowane jak histeryczki, a jednak kobieta w ciazy najlepiej zna swoje cialo, a jako przyszla matka ma niesamowita intuicje.
                                          jednak co to obchodzi lekarzy? dwa dni po smierci synka mialam juz bardzo wysokie CRP, coreczka sie nie ruszala, miala tetno 180-200. nadal nikt nie chcial mi rozwiazac ciazy. biegalam po oddziale z ktg krzyczac, wtedy juz rzeczywiscie zachowywalam sie jak histeryczka.
                                          w koncu zmienil sie lekarz dyzurujacy i zadecydowal. moje cialo nie daloby rady utrzymac dluzej tej ciazy.
                                          moja coreczka wazyla 1080g, dostala 7 punktow w skali Apgar. juz prawie 2 tygodnie jest ze mna w domu, dzisiaj konczy 10 tygodni. wczesniej spedzalam u niej cale dnie w szpitalu, sciagalam mleko, karmilam, pielegnowalam, przytulalam. dlatego dopiero teraz, po dwoch miesiacach, kiedy mam ja w domu, zagladam do sieci, szukam wsparcia, rozmow z kims kto mnie zrozumie. sama tez bym chciala pomoc, dlatego napisalam do Ciebie, Domeno, na gg.
                                          ja dostalam moje dzieci po porodzie, wygladaly identycznie, tylko coreczka plakala a synek nie, spal sobie moj sliczny aniolek. ucalowalam je na droge - tylko ze kazde z nich wyruszylo w inna droge.
                                          jestem wdzieczna, ze ja mam, jest cudem, jest piekna, kochana, cudowna. jest zdrowa. ale boli mnie serce, kiedy mysle sobie, ze gdyby rozwiazac ta ciaze 3 dni wczesniej, lezaloby teraz obok mnie dwoje dzieci.
                                          zbliza sie dzien dziecka. to byl przewidywany termin porodu wg miesiaczki. tego dnia pojde z wozkiem na cmentarz. odwiedzam mojego aniolka czesto. jest moim aniolem strozem. pare razu juz odczulam, ze nad nami czuwa. i na pewno czuwa nad nia. mala wazy juz 2,7kg i juz prawie nie pamietam jaka byla malenka, kiedy przytulalam ja na OIOMie 2 m-ce temu - a wazyla wtedy 920g (urodzeniowy spadek masy ciala).
                                          jeszcze nie wiem jak mam dalej zyc. kocham ja strasznie, cale dnie spedzamy wtulone w siebie, nie wyobrazam sobie zycia bez niej. ale ciagle mysle o nim. dziwnie mi, karmie ja i po chwili mysle, ze teraz powinnam karmic jego. wozek? nie moglam pojechac po wozek, moj narzeczony i moja mama kupili piekny wozek... ale pojedynczy. nie moglam przygotowac lozeczka dla mojej coreczki, bo obok mialo byc drugie, zrobila to moja kolezanka.
                                          i ciezko mi patrzec na bliznieta. a oczywiscie teraz ich widze pelno na kazdym kroku, krotki polgodzinny spacer i widze conajmniej 2 wozki blizniacze.
                                          musze przeciez normalnie zyc. dla niej. tylko jak? jak nie cierpiec? jak nie czuc zalu? nienawisci? jak mam patrzec normalnie na bliznieta? jak patrzec normalnie na malych chlopcow?
                                          tesknie za moim pieknym synkiem, tak bardzo mi go brakuje, mam jego zdjecie z usg 3d, mam filmy, pamietam jego kopniaczki i mam w glowie jego obraz jak sie urodzil, to wspomnienie to moja najcenniejsza pamiatka. a coreczka przez dlugi czas mi go przypominala, kiedy lezala w inkubatorze. teraz nie wiem jak wygladalby moj synek. pewnie tez tak jak ona.
                                          dlaczego dzieci umieraja? tak nie powinno byc.
                                          • 19.05.08, 21:59
                                            Witajcie mamusie ocalonych dzieciaczków. Przeczytałam po przerwie
                                            Wasze relacje i bardzo, bardzo gratuluję cudownych pociech.
                                            Moje szczęście też rośnie jak na drożdżach. Nadrobił wszystkie
                                            zaległości i właśnie zaczyna chodzić. Serce rośnie jak na niego
                                            patrzę. Po moim Mikołajku wspomnienia wciąż żywe m.in. "uciekłam" z
                                            forum aby ciągle nie smucić, ale jak tu nie smucić jak łzy płyną i
                                            płyną. Ze stratą dziecka nigdy się nie pogodzę, choć na zewnątrz
                                            udaję że jest już dobrze.
                                            Do nowych dziewczyn! Squire1983 podziwiam twoją determinację
                                            (napisałaś histerię) ja przyjełam decyzję lekarza z ufnością (byłam
                                            na relanium) i mam też ciągle wątpliwości że mogło być inaczej (ale
                                            czy lepiej?)
                                            Domeno pewnie jesteś w szpitalu, myślę o Tobie bardzo ciepło. Ja
                                            dowiedziałam się że jest bardzo źle ok. 30 tc, też dzieciątko miało
                                            umrzeć niebawem, a tak się nie stało przyszedł na świat żywy aby
                                            walczyć, jednak przegrał a ja z nim.
                                            Dla Naszych Aniołeczków [*]
                                            • 23.05.08, 14:30
                                              Domeno trzymaj się.
                                              u mnie że jest źle odkryto w 18 tyg. nasza chora córeczka zmarła w
                                              22 tyg.
                                              9 tyg. chodziłam jeszcze w ciąży co 2 tyg. kontrolując drugą córcię.
                                              urodziła się w 31 tyg. odeszły mi wody i zdecydowano o cc.
                                              za 4 dni kończy 2 lata.
                                              jest cudowna. gada jak najęta i w ogóle fajnie się rozwija.
                                              trzymam kciuki żeby i u Ciebie wszystko dobrze się skończyło.
                                              a może nawet jakimś cudem lepiej.

                                              Squire uściski dla Ciebie.

                                              ja też ze stratą nie mogę się pogodzić sad

                                              odkąd Angela zasnęła minęły ponad 2 lata a mi dalej zdarza się
                                              płakac po kątach.
                                              ale Wiktoria mi tyle wynagradza smile
                                              • 24.05.08, 20:18
                                                Domena napusalam na gg!
                                                Squire zapraszam na forum Wczesniakismile)

                                                Pozdrawiam watek,choc jakos smutno znowusad
                                                • 01.06.08, 11:17
                                                  Lewana, ja też napisałam do Domeny, ale nie odpisuje...
                                                  zostawiam swój numer (4189057), gdyby któraś z Was miała troszkę czasu, to
                                                  zawsze chętnie porozmawiam o naszych dzieciaczkach.
                                                  zaglądam na Wcześniaki czasami.
                                                  pozdrawiam ciepło!
                                                  • 01.06.08, 17:18
                                                    Dziękuję dziewczyny za słowa wsparcia, dopiero wyszłam ze szpitala.
                                                    Moją ciąże rozwiązano w trakcie 29t.c. 25.05 przyszedł na świat nasz
                                                    synuś o wadze 790g i 8 pkt apgar i nasza córeczka, która przegrała
                                                    tę walkę o życie jeszcze w moim brzuchu. Lekarze walczyli o każdy
                                                    dzień dla mojego synka, żeby trochę podrósł,monitorowali mnie non-
                                                    stop aż przyszła niedziela 25.05 kiedy wyniki nagle się pogorszyły i
                                                    wtedy zdecydowano o cc.Nasz synek walczy dzielnie, jest w klinice
                                                    neonatologii w Poznaniu, gdzie wspaniali ludzie starają się uratować
                                                    mu życie.W tej chwili jego stan jest stabilny, oddycha sam, ale
                                                    sytuacja może się zmienić nagle, zresztą same o tym wiecie mamy
                                                    wcześniaków. Dziś skonczył tydzień, modlę się, żeby został z nami i
                                                    wierzę, ze tak będzie, bo tylko wiara nam już pozostała.
                                                  • 02.06.08, 08:03
                                                    Domeno, napisałam ponownie na gg, pisz koniecznie jak najczęściej.
                                                    napisz jaka była bezpośrednia przyczyna rozwiązania?
                                                    jakie imiona nadaliście dzieciom?
                                                    cieszę się, że malutki chłopczyk przetrwał pierwszy tydzień, wiadomo, że zawsze
                                                    może się coś wydarzyć, ale jednak ten pierwszy tydzień jest decydujący. moja
                                                    córcia przez pierwszy tydzień spadała mocno na wadze, a potem już było tylko
                                                    lepiej. spadła z 1080g do 920g, a jak Twój syneczek? jestem pewna, że nie spadł
                                                    aż tyle.
                                                    pisz koniecznie co i jak, będziemy Cię wspierać.
                                                    ja jestem na świeżo po 2 miesiącach w szpitalu z córcią. byłam u niej dzień w
                                                    dzień od 8 do 22. dopiero od 4 tygodni jest ze mną w domku. w piątek skończyła
                                                    12 tygodni i waży 3,2kg.
                                                    życzę Tobie i synkowi dużo sił a Twoja córcia będzie nad Wami czuwać.
                                                    śpij i śnij maleńka dziewczyneczko [*].
                                                  • 05.06.08, 20:12
                                                    Domena trzymam mocno kciuki za Twojego synka.
                                                    wierzę że wszystko będzie dobrze. w końcu ma swojego osobistego
                                                    Aniołka.

                                                    u nas przez pierwsze dwa tygodnie lekarze nas zbywali. chodziłam jak
                                                    natręt i pytałam czy moje dziecko przezyje.
                                                    ciągle słyszelismy że różnie może być.
                                                    po ok. 2 tygodniach pojechałam do domu załatwiać pogrzeb Angeli.
                                                    kiedy przyjechalismy na drugi dzien do szpitala zajrzałam
                                                    do "naszej" sali a tam nie było Wiktorii. myślałam że zwariuję.
                                                    i wtedy zobaczyłam na korytarzu lekarkę opiekującą sie Wiktorią.
                                                    zobaczyła mnie i się uśmiechnęła.
                                                    Boże... to był jej pierwszy usmiech i wtedy wiedziałam że teraz już
                                                    napewno będzie dobrze smile))
                                                    okazało się że przeniesli Wiktorkę z intensywnej opieki na pośrednią.
                                                    tam dopiero pierwszy raz dostałam ją na ręce. tam mogłam ją
                                                    przytulić, nakrmić, przewinąc.
                                                    w szpitalu spędziliśmy troszkę ponad miesiąc.
                                                    a teraz lalka własnie niedawno skończyła dwa lata.
                                                    wszystkie wspomnienia znowu wróciły.
                                                    z tego chudzielca z nogami jak patyki leżacego pod kabelkami wyrósł
                                                    mój cud świata smile))
                                                    ponad 15 kg żywej wagi smile i ten charakterek... który czasmi
                                                    doprowadza mnie do szału smile)
                                                    i nawet zakupy juz sama robi. za 5 groszy kupiła banany i mleczną
                                                    kanapkę. smile)))

                                                    Domeno życzę Tobie, Twojemu synkowi i całej rodzinie dużo siły.
                                                    i zdrówka dla syneczka.
                                                    a dla córci [*].

                                                    daj znać co u Was.

                                                  • 05.06.08, 23:35
                                                    Juz opisuje co u nas. Wybaczcie, ze nie bede czesto na forum bo jestem z naszym
                                                    synkiem 100km od swojego domu i nie zawsze mam dostep do kompa. Otóz nasz
                                                    maluszek na dzien dzisiejszy jest w stanie stabilnym, oddycha sam bez pomocy
                                                    tlenu, płucka ma zatem wyksztalcone co jest dużym plusem przy tak maleńkim
                                                    dziecku, dzisiaj mija jego 12 dzień zycia. Jego waga po urodzeniu spadła z 790
                                                    do 710g a dzis miał już 800g, je ladnie, codziennie dostaje wieksze dawki
                                                    pokarmu, ja staram się tez mu troszke odciagac swojego mleczka, choc pokarmu mam
                                                    bardzo mało, chyba stres przyhamował mi laktacje.
                                                    Nie wymaga żadnych zabiegów,przynajmniej narazie, przewód Botala w serduszku sie
                                                    ładnie zamknąl (jeszcze tydzień temu wisiała nad synkiem grozba zabiegu
                                                    operacyjnego związanego z niezamknietym przewodem Botala). Jest to wiec spory
                                                    krok naprzód. Na dzień dzisiejszy wieści zatem dobre.
                                                    Nasz synek jest w klinice w Poznaniu i wiesz co dziwi mnie to napisałaś Laka, że
                                                    lekarze cię zbywali. Tutaj nie ma o tym mowy, lekarze informuja dokładnie o
                                                    stanie dzieciątka, sami nawet podchodza jak widza, że stoję przed inkubatorkiem,
                                                    wszystko dokładnie omawiamy. Widze,że mam do czynienia z ludzmi naprawde z
                                                    powołania, którzy wiedza co robic, żeby ratować naszego synka.
                                                    A co do imionek to synek ma na imię Kornelek. Córeczka dostała na imię Laura.
                                                    Czeka nas jeszcze sprawa organizacji pogrzebu naszej córeczki, boże dziewczyny
                                                    jak wy to przezyłyscie?
                                                    .
                                                  • 06.06.08, 10:34
                                                    zajrzyj tez na forum wczesniaki - tam znajdziesz mamy, ktore tez Ci
                                                    pomoga.
                                                    Pozdrawiam i zdrowia dla Synka zycze.
                                                  • 06.06.08, 15:08
                                                    Domena cieszę się że u Was dobrze się układa.
                                                    dzielny jest Wasz Kornelek.

                                                    co do zbywania przez lekarzy...
                                                    wtedy miałam żal... ale kiedy zobaczyłam uśmiech tej lekarki wtedy
                                                    wiedziałam że ma naprawdę dobre wiadomości.

                                                    pogrzeb... ciężko mi na samą myśl do tej pory.
                                                    załatwianie samochodu pogrzebowego, szukanie miejsca na cmentarzu.
                                                    odbiór ciałka Angeli sad
                                                    a potem ta ziemia lecąca na trumnę z moim dzieckiem sad((

                                                    przy życiu trzymała mnie tylko myśl o tym że tam w szpitalu czeka na
                                                    mnie Wiktoria.

                                                    o, właśnie wstała i woła- mama, mamusia, mamuśka smile))

                                                    życzę Ci dużo sił i zdrówka dla synka.
                                                  • 07.06.08, 19:17
                                                    Domeno, cieszę się niezmiernie, że Kornelek sobie tak dzielnie radzi. nawet nie
                                                    stracił tak bardzo na wadze, a to ważne. moja córcia straciła dużo więcej i
                                                    najdłużej jej zajęło, żeby nadrobić stratę.
                                                    miałam ją na rękach już na OIOMie, na którym była tydzień. kangurowałam ją tego
                                                    dnia, w którym miała najniższą wagę. w szpitalu, w którym leżała, lekarze byli
                                                    wspaniali, a pielęgniarki cudowne. wszystkiego mogłam się dowiedzieć. no i jak
                                                    córcia ważyła niewiele ponad kilogram, mogłam ją przewijać i pielęgnować. od
                                                    1,5kg mogłam ją sama wyjmować z inkubatorka na tyle, na ile chciałam, uważając,
                                                    żeby nie zmarzła rzecz jasna. no i wtedy już mogłam ją uczyć jeść smoczkiem.
                                                    sprawy związane z pogrzebem synka załatwiał tatuś moich dzieci. ja byłam jeszcze
                                                    w szpitalu. ja bym chyba sobie nie dała rady, jestem mu za to niesamowicie
                                                    wdzięczna. na pogrzebie byliśmy tylko my, pogrzeb był bardzo szybko po porodzie,
                                                    leżałam 5 dni po cięciu i bałam się, że nie będę mogła pójść. jednak wypuścili
                                                    mnie i udało się. bardzo tego potrzebowałam, choć myślałam, że tam umrę z rozpaczy.
                                                    życzę Wam dużo sił. dla Kornelka i dla Laury - jeszcze mnóstwo trudnych chwil
                                                    przed Wami. ale dacie radę. i Wasz synek Wam wynagrodzi to całe cierpienie. nie
                                                    wyobrażam sobie teraz życia bez mojej maleńkiej córeczki, dziś kończy 3 miesiące
                                                    i waży 3,5kg.
                                                    jak tylko będziesz mogła to daj znać co u Was.
                                                    pozdrawiam,
                                                    squire.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.