Dodaj do ulubionych

Moja przyjaciółka traci dziecko :-(

05.06.08, 10:31
Po krutce: Ma pół jednego jajnikapo 4 latach starań zaszła w ciąże.
poronienie w 19tc. Od początku ciązy plamienia leżenie itp. Nie
wykazano wad plodu.
Po 2 latach odtej tragedii znowu zaszła w momencie jak zdecydowała
się juz na invitro (kłopoty z zajciem) wszystko było wpożądku,
szyjka długa, zamknięta, żadnych plamień, dufhaston zapobiegawczo,
lekarz nawet pozwolił wyjechac na majowy weekend. nagle ból
brzucha,lekarz, szpital 18tc podobno szyjka się rozwarła. Leży w
stolicy na Madalińskiego. mówią,że jeśli zdarzy się cud i dociągnie
do 27tc. przewiozą ją na Karową. Podobno na podszycie jest już za
późno.
Serce mi płacze bo sama jestm po stracie (dziecko mi zmarło przy
porodzie) boję się o nią że po tej drugiej stracie się nie
podniesie. Nie wiemco mam robić jak jej pomóc??? Ta bezradność jest
okropna.
Może któras z was ma dzieci po takich cudach? dajcie nadzieje ?
--
macius3.fotosik.pl/
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Moja przyjaciółka traci dziecko :-( 05.06.08, 14:35
      lezenie plackiem - takie szpitalne - działa cuda. To nie to samo co
      leżenie w domu. Jeżlei nie ma skurczy a tylko rozwarcie - to sznse
      są duże. Tylko pamietajcie - raz rozwarta szyjka już się nie
      obkurcza, wiec plackiem do samego końca. ALe ja wiem doczego zdolna
      jest kobieta by urodzić dziecko.

      Szew może być juz ryzykowny, bo lepiej tej szyjko nie ruszać.
      Mogłoby to ja zdrażnić.

      A lekarze zawsze malują najczarniejsze scenariusze. Czasem problem
      droby, a oni juz niemal pogrzebem straszą. Wiele już cudów
      widziałam - ufam że i w rpzpadku twojej przyjaciółki bedzie dobrze.
      • ewikowa na pocieszenie 05.06.08, 16:27
        Kochanie,

        Ja stracilam dziecko w 21tyg a z druga ciaza w 21 tyg znow sie szyjka rozwierala
        (2.5cm) pomimo krazka (nie mialam szwu bo bali sie ze mi moze rozerwac szyjke) i
        nawet ujscie bylo otwarte na 1.5cm - prosto od lekarki wyladowalam na dwoch
        kroplowkach w szpitalu ( fenoterol i dolargan) i powiedzieli mi to samo - bedzie
        to cud jesli dotrzymam do 26tyg...a jak pwoedzialam im, ze chcialabym do 32tyg
        to lekarka stwierdzila ze wlasnorecznie napisze list do ksiegi guinessa - ale
        cuda sie zdarzaja jednak:

        16 tyg w szpitalu - z tego 15.5 plackiem - nawet sie smialam ze mam urlop
        fundowany przez nfz przy basenie...
        12 tygodni na klockach,
        raz w tygodniu przez 10 tyg kroplowke dolarganu,
        od 27 tyg co dwa tygodnie zastrzyki na rozwoj pluc tak na wszelki wypadek
        w 34tyg odebrali klocki i zaczelam lezec na plasko (az dziwnie bylo...) a malej
        glowna juz byla tak na wylocie, ze nikt mnie juz nie badal bo bali sie ze mala
        sie urodzi

        Izunia sie urodzila silami natury w 36tyg (czyli 35 skonczone) wazac 2.8kg i
        51cm - godzine przed planowana cesarka! Po prostu miala swoja wlasna wizje i juzsmile)

        a wczoraj skonczyla 18 miesiecysmile)

        ale trzeba miec wiare w cuda, wyrozumiałość rodziny i bliskich, wsparcie ale
        faktycznie, kobieta jest do wielu rzeczy zdolna...jakby lezala, to niech sie tu
        'pokaze' jesli moze, i bedziemy ja wspieralysmile))

        Pozdrawiam serdecznie i przesylam moc wytrwalosci i pogodnego ducha!

        Ewa

          • ewikowa Re: ewikowa 06.06.08, 15:16
            Lezalam z rozwarciem i z otwartym ujsciem a klocki bylo po to, zeby malenstwo
            nie przebilo pecherza przypadkiem - tzn zeby mialo mniej szansy przebicia np
            nozka! Bylam przez tydzien na dwoch kroplowkach a potem ten dolargan raz w
            tygodniu (tak mniej wiecej to wychodzilo) a fenoterol juz w pigulkach. dolargan
            byl na uspokojenie macicy - trzy tygodnie byl calkowity zakaz dotykania a nawet
            mycia brzucha, zeby nie wywolac jakichkolwiek skurczy.

            dziewczyny maja racje, lezec lezec lezec. Nawet do kibla nie wstawac, jest to
            bardzo szybka nauczka pokory ale da sie wytrzymac. aha, mi dawaly jeszcze
            polozne kieliszek parafiny bo na poczatku mialam jeszcze niezle zaparcia od
            fenoterolu i lezenia i o to bardziej sie balam, ze szkody wiekszej narobie lezac...

            Najlepsza wiadomosc jaka mialam za kazda wizyta lekarki bylo ze jest bez zmian -
            bo i tak wisialo na wlosku i mnie od kangurow nazywala bo stwierdzila, ze tak
            jak kangurki, nosze to dziecko pol na wierzchu - na pocieszenie - porod bedzie
            szybkiwink))mala sie urodzila w 35 minutach - 3 skurczach a od odejscia wod do
            urodzenia dziecka to 3:15 - w tym godzina bez objawow po odejsciu wod.

            Nie bylam dzielna bo mialam niezle kryzysy ale raczej uparta hehe wiedzialam ze
            mi sie to kiedys przydawink))

            potwierdzam slowa dziewczyn, lezec, lezec, nigdy nie tracic wiary, ja sobie
            kiedys pomyslalam o wszystkich ludziach i na ziemi i tymi ktorzy sie juz bawia z
            naszym synkiem ktory sie urodzil w 20 tyg i czulam jakby oni wszyscy mnie
            wspierali - tak jak na takiej chmurce - moze to glupkowate - ale mi pomoglosmile

            aha, a jesli jej bedzie jakas na sali mowila, ze 'ona by tak nie potrafila
            lezec' to niech im odpowie, ze dopadnie ich dopiero jak wstaniewink))))

            bedziemy sie starali na poczatku przyszlego roku o drugiego dzidzia i tym razem
            poloze sie w ok 18tyg w domu, zeby moze nic sie nie zaczelo dziac- ale tez
            plackiemsmile
    • hanti Re: Moja przyjaciółka traci dziecko :-( 05.06.08, 19:47
      jeśli będzie plackiem leżała to szanse są smile
      ale to leżenie bez chodzenia nawet do toalety. Ja swoją córkę wyleżałam od 21 do
      30 tc (potem odeszły wody i musiałam urodzić).

      Moja przyjaciółka leżała od 25 (wody zaczęły sie sączyć) do 38 tc !!!

      Cuda sie zdarzają, trzeba w nie wierzyć i pomagać im leżąc
      --
      Ania mama Kubusia (27.01.02) Karolinki (17.12.03) Kingi (05.08.06) i Ktosia
      (wrz 08)
      nasz blog
      nosimy bo lubimy smile
      • akaef Re: Moja przyjaciółka traci dziecko :-( 06.06.08, 00:28
        Mnie przy ostatniej ciąży szyjka skróciła się w 16 tygodniu (dość
        obfite krwawienie), rozwarta była na dwa palce i miękka. Jednak nie
        dopuszczałam do siebie myśli o tym, że coś się może stać. Leżałam
        tylko w domu, nie brałam żadnych leków. Trochę wstawałam (do kuchni,
        do łazienki), ale głównie jednak leżałam. Po 36 tygodniu zaczęłam
        nawet wychodzić na krótkie spacerki dookoła domu. Syn urodził się w
        38 tygodniu przez cc (konieczne niestety ze względów nie-
        ginekologicznych). Do końca nie miałam żadnych skurczy ale poród w
        38 tc. był konieczny z uwagi na nasilający się konflikt serologiczny.

        Mam nadzieję, że Twojej przyjaciółce też się uda urodzić zdrowe
        dziecko. Grunt to przekonanie, że będzie dobrze!
        --
        syn nr 1
        syn nr 2
        karmię syna nr 3
        • a.zaborowska1 Dzięki dziewczyny 06.06.08, 09:58
          Po stracie ciężko jest wierzyć, żebędzie dobrze tym bardziej jak
          sytuacja jest poważna i praktycznie żadne szanse na następną
          ciąże sad( jadę do niej w sobotę i wszystko jej przedstawie opowiem
          o trudnych (patologicznie beznadziejnych)ciążach które zakończyły
          się szczęśliwie. Tak bym chciała aby im się udało. Niczego w tej
          chwili nie pragnę badziej.

          Dzisij ma ją badać ordynator. Bo lekarz na wczorajszym usg
          stwierdził, że właściwie to on nie wie na czym to się jeszcze
          trzyma. Zrobiono posiew wdała się jakaś infekcja, dostała augumentin
          bo nie wiadomo jaka bakteria ale z badań krwi wyszedł stan zapalny.

          Udałao mi się poczytać na tym forum trochę o tych szyjkach
          (rozwierających się. I mam pytanie czyli jak jej już się rozwarła to
          lepiej nie podszywać??

          --
          macius3.fotosik.pl/
          • nati1011 Re: Dzięki dziewczyny 06.06.08, 14:38
            podstawą do szycia jest jałowy posiew (a przynajmniej powinien być).
            Dla bezpieczeństwa, także matki. Jeżlei jest infekcja nie wolno
            zszywać ani krążkować. Z zasadzy szyje sie przy ZAGRAŻAJĄCYM
            rozwarciu, właśnie, zęby go uniknąć - czyli, jeżlei w poprzedniej
            ciaży były problemy z szyjką, lub postępuje umiarkowane rozwarcie.
            Jeżlei to rozwarcie jest już duże to szew moze zaszkodzić - grozi
            rozerwaniem szyjki, poza tym ruszanie takiej niespokojnej szyjki
            jest niewskazane, moze to wywołąć skórcze i poród.

            Tak swoją drogą, to rozwarcie jest bardzo częste - kluczowe jest
            pytanie jak duże? Z tego co piszesz, chyba spore. Ale nawet spore,
            jeżlei nie postępuje, lub udaje sie jes powstrzymać lekami daje
            naprawdę duże szanse. Infekcje też często toważyszą rozwarciu - po
            prostu ta zamknieta szyjka daje ochronę, jak się otworzy, to zaczyna
            się problem. Najważneijsze, to nie dac sobie wmówić, ze nic z tego
            nie bedzie - a lekarze niestety bardzo często, tak do tego
            podchodzą - w końcu to nie ich dzieci. Co najważniejsze - jeżeli uda
            sie dotrzymać ciaze, dzieci najcześciej rodza się zdrowe, co
            najwyzej z zakarzeniem. Jestem przekonana - na podstawie tych
            informacji co podałaś - że twoja przyjaciółka ma duże szanse an
            szczesliwy finał.
            • a.zaborowska1 Re: Dzięki dziewczyny 06.06.08, 17:43
              jeszcze raz dzięki za opisanie tego wszystkiego. ja jestem realistką
              i wiem że wkażdej chwili można stracić dziecko nawet po książkowej
              ciąży w najmniej spodziewanym momęcie.
              Jutro do niej jadę. udało mi się załatwić opiekę do mojego malucha i
              ruszam z truskawkami smile) i harlecinami do czytania.
              Wiecie dzidzia zaczęła ją kopać.
              Z tego co piszecie "bez zmian" tzn. że to dobre wieści.
              Jutro może dowiem się więcej czy jest to rozwarcie i jakie. Może
              jak będa wyniki posiewu to coś więcej powiedzą. Narazie tylko ma
              leżec. No i nie wiem dlaczego nie chcą jej tych kołków dac pod
              łóżko. Po rozmowie ze mną wspomniała o tym ordynatorowi a on
              powiedział, że jak chce może się odwrotnie na łóżku połozyć uncertain

              --
              macius3.fotosik.pl/
              • nati1011 Re: Dzięki dziewczyny 06.06.08, 18:47
                a.zaborowska1 napisała:

                > jeszcze raz dzięki za opisanie tego wszystkiego. ja jestem
                realistką
                > i wiem że wkażdej chwili można stracić dziecko nawet po książkowej
                > ciąży w najmniej spodziewanym momęcie.

                Ty wiesz o tym bardzo dobrze. ALe paradoksalnie to ciaza z
                problemami czasami rokuje większe nadzieje na sukces . Poprostu
                kobieta mobilizuje w sobie ogromne pokłądy sił. A baba jak się uprze
                to naprawde może wiele. Już niejednego lekarza zadziwiła wink)))

                Powiedz przyjaciółce, że ma sobie korek w odpowiednie miejsce
                wsadzić i musi 10 tygodni wytrzymać. Potem w ostatecznosci może
                rodzić. smile)) Oczywiście jak będzie się do tego 29 tygodnia zbliżać
                to jej powiesz, że skoro tyle wytrzymała, to te parę tygodni dłużej
                też da radę. Wiem, że po kłopotach to człowiek boi się potem już
                wszystkiego i mi tez brakowało tego bezgranicznego optymizmu -
                przecież wszystko musi byc dobrze - jaki miałam w pierwszej ciaży.
                Ale wiesz tez, że nasze historie mówią, ze nawet po największych
                problemach można się doczekać szczęśliwego końca. I tego sie
                trzymaj. Pozdrów koleżankę od nas wszystkich. Powiedz, ze wszyscy tu
                trzymamy kciuki i wierzymy, w nią i dzidzię. smile))))
                • ewikowa Re: Dzięki dziewczyny 06.06.08, 19:15
                  niech sobie robi 'swieto' co tydzien - ja celebrowalam tak, wtorek-koniec tyg
                  ciazy, sroda, poczatek kolejnego, czwartek koniec tyg lezenia, piatek poczatek
                  nowego tyg lezenia...weekendy byly do niczego bo byl calkiem bez jakichkolwiek
                  normalnych 'dzialan' a w poniedzialek mialam problem bo nie bylo 'swieta' wiec
                  kolezanka przychodzila mi co poniedzialek robic pedicure zebym miala ladne
                  pazkocie podczas obchodowwink))))

                  glowa do gory - trzeba byc dobrej myslismile) trzymamy kciuki, pozdrow ja od nas!!!smile))
        • ewikowa Re: Moja przyjaciółka traci dziecko :-( 09.06.08, 20:55
          Marzenko, kojarze twoj nick z forum (o ile to data twoich urodzin to mamy tego
          samego dniawink
          Jest mi strasznie przykro, ze synek twoj nie dowalczyl...a 68 dni to dlugo miec
          nadzieje, walczyc codziennie. Co do kolezanek - zauwazylam, ze lepiej i latwiej
          im bylo jak ja zaczelam mowic o tym co sie stalo. Niestety nasze spoleczenstwo
          przez religie itp daje nam rytualy ktorymi mozemy sie poslugiwac i kanon
          zachowan - np ze smiercia ale niestety z taka tragedia nikt nie wie co
          powiedziec, nie powie ci -wiem jak sie czujesz, bo nie wie, nie powie 'bedzie
          lepiej' bo nie wie..a to co robia nazwalam kiedys 'efekt trendowatego' -
          unikanie nie tylko tematu ale i tez osoby i to najbardziej boli.

          Jest mi bardzo przykro, ze tak sie stalo
        • a.zaborowska1 Ona nie chce z nikim rozmawiać 09.06.08, 20:07
          ale napisałam do niej smsa i do mnie odzwoniła. Powiedziała, że
          rano dostała plamiń (jej zdaniem krwawień) ordynator ją zbadał
          powiedział że nie ma szans utrzymać tej ciąży tylko nie wie kiedy to
          się stanie sad
          dali jej jakąś kroplówkę rozkurczową. I że Pan "Bóg" to nie market,
          że się weźmie i kupi co chce.
          Rany ja ją podziwiam za jej wiare. W takich chwilach... ona ma takie
          podejście.
          Moja siostra poprosiła jakiegoś znajomego księdza (uzdrowiciel-
          bioenergo) wczoraj wyjechał do Włoch ma się za nią modlić na ziemi
          świętej.
          Kurde a może ją jakoś zabrać z tego szpitala ale jak załatwić
          przeniesienie ???wiecie jaka teraz jest służba zdrowia

          --
          macius3.fotosik.pl/
          • ewikowa Re: Ona nie chce z nikim rozmawiać 09.06.08, 20:46
            Wedlug mnie w takich chwilach wiara jest potrzebna - tzn niektorym pomaga - mi
            bardzo pomogla, coprawda przez jakis czas po poronieniu bylam na Boga strasznie
            zla, ze to takie wszystko bez sensu jakiegokolwiek.

            Sa dwie sprawy - jesli ordynator nie wierzy w ta ciaze (tam gdzie ja lezalam tez
            w ogole nie wierzyl tylko moja lekarka sie uparla ze bede lezala do 'naturalnego
            konca') to czy jest szansa zeby jej lekarz ja zbadal? przeciez ta ciaze lepiej
            zna....

            - druga sprawa jest taka, ze jesli faktycznie nie da sie tej ciazy uratowac -
            jak lezalam przywiezli do mnie na sale dziewczyne ktora miala to samo co ja ale
            ciaza blizniacza i bylo to po prostu za pozno ale ordynator dal im tak wyjscie,
            ze przyspieszyli jej 'porod' - tzn dali kroplowke na wywolanie bo dziewczyna
            psychicznie padla calkowicie.

            jest mi strasznie przykro ale jesli dali jej kroplowke rozkurczowa, to moze
            jednak ktos tam wierzy - bo po co by jej to dawali? Wydaje mi sie ze ruszajac ja
            teraz nie byloby dobrym pomyslemsad(

            badzmy dobrej mysli...zgadzam sie z nati - cuda sie zdarzaja i wszystko jest
            mozliwe...
            • hanti Re: Ona nie chce z nikim rozmawiać 09.06.08, 22:27
              niestety nikogo nie da się uszczęśliwić na siłę sad jeśli ona już straciła wolę
              walki, to nikt za nią walczył nie będzie, bo dla ordynatora to tylko kolejny
              przypadek uncertain

              na pewno na Inflanckiej uzupełniają wody płodowe (musiałabym sprawdzić gdzie
              jeszcze), no ale przeniesienie albo załatwiacie sami, albo robi to szpital, a
              znając sz.p. ordynatora wątpię żeby przyznał sie do porażki.

              A i wiem jaka teraz jest służba zdrowia, bo 3/4 mojej rodziny, ja i mój małż to
              "służba zdrowia". Nie wszyscy są tacy sami smile

              --
              Ania mama Kubusia (27.01.02) Karolinki (17.12.03) Kingi (05.08.06) i Ktosi (wrz
              08)
              nasz blog
              nosimy bo lubimy smile
              • a.zaborowska1 Re: Ona nie chce z nikim rozmawiać 10.06.08, 08:39
                Ona na Inflancką w życiu nie pojedzie tam przerzyła koszmar z
                poprzednim poronieniem.
                Lekarz prowadzący, dyrektor szpitala zarzucił jej że widocznie
                kiedyś miała skrobanke i mu nic nie powiedziała i on nic nie był
                wstanie zrobić. Zostawiono ją z krwotokiem skurczami gdzieś na
                końcu korytarza i nawet nie próbowali ratować jej dziecka.

                ja obracając się w kręgu osób "po stracie" wiem, że może nas coś
                złego spotkać w każdym szpitalu. A chwalimy ten w którym było
                wszystko o.k

                Ja rodziłam w Wołominie. Wywoływali mi poród przy spadającym tętnie
                dziecka: procedury, zapis ktg podobno nie było wskazań do
                natychmiastowej cesarki. Gdy nagle aparatura się wyłączyła i rzucono
                mnie na stół było już niestety za późno sad
                Następną ciąże prowadziła mi lekarka z Żelazne (szpital mający
                najwięcej spraw w sądzie i posądzany o zaniechania w związku z cc) a
                mi właśnie tam zaakceptowana wskazania do następnego już "planowego"
                cięcia ) gdy przyjechałam 3 tyg. przed terminem wszystko już było
                gotowe: karta choroby do porodu... i nie zapłaciłam za to ani
                złotówki (nie licząc opłaty 200zł. za obecność męża przy porodzie)
                Wiem, że w każdym szpitalu może coś złego się stać. Mam
                tylkowrażenie że personel nie bardzo umie się zachować sad Ja gdybym
                była lekarzem walczyłabym do ostatnich sił z każdą ciążą o życie
                każdego dziecka...
                --
                macius3.fotosik.pl/
                • a.zaborowska1 ewikiwa 10.06.08, 12:12
                  Ona już ma tak samo jak ty wszystko pootwierane rozwarcie na 1,5 cm
                  napisałam ci meila ale napiszę i tu.

                  Zadzwoniła do mnie dzisiaj jej mąż był u tego debilnego ordynatora
                  na rozmowie. I on w rozmowie z nim przedstawił tą sytuacje mniej
                  tragicznie. Nic nie mówił o wodach. Że pęchesz i szyja jest w tym
                  samym miejscu w momęcie jak ona przyjechała do szpitala. A jej stan
                  pogorszył się ze względu na te plamienia. Że starają się ratować jej
                  ciąże, co 10 godz. dostaje jakąś tam kroplówke na skurcze.
                  A z dobrych wieści w tym posiewie nic nie wyszło smile

                  A ty plamiłas?
                  --
                  macius3.fotosik.pl/
                  • ewikowa Re: ewikiwa 10.06.08, 12:21
                    "niestety" nie plamilam - wiem ze mialam uplawy jakies dziwne, i kazali kupic
                    taka wladke ktora sprawdza czy to sa wody czy inne uplawy - zapomnialam jak to
                    sie nazywalo. Ale wiem tez, ze tak strasznie sie balam podczas calej tej drugiej
                    ciazy, ze maz mial zakaz kupowania kolorowego papieru toaletowego...tylko bialy..
                  • nati1011 Re: ewikiwa 10.06.08, 16:11
                    to całkiem dobre wieści. Już kiedyś pisałam, ze ginekolodzy
                    uwielbiają straszyć ciezarne - z jakąś sadystyczna przyjemnością.

                    Posiew jałowy i stabilne rozwarie - to dobra wiadomość. To
                    plamienie, to może być tez od badań, stresu, póki nie ma krwotoku,
                    to tez nie jest źle. Ja miałam rozwarcie na 2,5 cm przez pół ciaży i
                    nic się nie działo. Tylko, że u mnie było zewnętrzne, a z tego co
                    piszesz to u niej na odwrót. Może to po prostu taka uroda szyjki.

                    Pisałaś, ze ma za sobą poronienia - niestety często sie zdarza, ze
                    po łyżeczkowaniu lekarz uszkadza czy dokłądniej nadwyręża szyjkę i
                    ona już nie chce się tak dobrze trzymać.

                    To może jak posiew jest jałowy i skurcze się uspokoją bedzie możliwe
                    założenie krążka? Niech się maż podpyta. Może zaraz okarze się, ze
                    nie jest tak najgorzej. I nie dziw się, że dziewczyna siada
                    psychicznie. Ja cochwial dowalają ci pieścią miedzy oczy to naprawde
                    ciezko zachować optymizm.

                    Obok masz wątek alicjas80 - jej lekarze byli przekonani, ze dziecko
                    nie przeżyje już w połowie ciaży. A jednak urodziła. I jak na razie
                    jest i tak lepiej niz wróżby leakrzy - oczywiscie tam były inne
                    powody, ale optymizm wieje wielki smile))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka