Dodaj do ulubionych

Włochy własnym autem

16.08.14, 13:14
Witajcie,
Za tydzień jadę z rodziną własnym autem do Włoch (Toscania). Ponieważ będzie to moja pierwsza tak daleka podróż autem, będę wdzięczny za praktyczne informacje. Planuję jechać przez Czechy i Austrię, po drodze zrobić jeden dodatkowy nocleg w obie strony (myślałem o Austrii, bo wypada mniej więcej w połowie drogi), aby się nie zarżnąć. Czy to dobry pomysł? Gdzie się zatrzymać? Czy są w tych krajach jakieś specjalne wymagania odnośnie wyposażenia auta? Na co szczególnie uważać?
Mam też pytanie o wyżywienie we Włoszech, założyłem wstępnie 100Euro/dzień dla rodziny 2+2, ale chciałbym żywić się w knajpach, aby poznać trochę kulturę i język. Mówię po hiszpańsku, a to języki dość pokrewne, więc liczę, że się dogadam, po angielsku oczywiście mówię także, ale nie wiem jak za znajomością angielskiego wśród Włochów? Czy ww kwota będzie wystarczająca? Dotychczas podróżowałem najwięcej po Hiszpanii, ale zawsze leciałem samolotem i na miejscu wypożyczałem auto.
Będę wdzięczny za wszelkie praktyczne rady i opinie.
Pozdrawiam serdecznie!
Edytor zaawansowany
  • expertour 16.08.14, 14:20
    Bez szaleństw starczy. Jak byłem w Grecji poszło średnio 150 euro dziennie za 2+2 ale w tym paliwo, zakupy w Lidlach i 1 raz dziennie knajpa i na koniec wolnocłówka.
  • ebe-10 16.08.14, 15:34
    Uważać na włoskich kierowców...im dalej do Włoch tym gorzej,dla Mnie tragedia,wymuszaja pierwszeństwo,trąbią z byle powodów.....
  • deec2 16.08.14, 16:28
    ebe-10 napisała:

    > Uważać na włoskich kierowców...im dalej do Włoch tym gorzej,dla Mnie tragedia,w
    > ymuszaja pierwszeństwo,trąbią z byle powodów.....

    Hm... chyba ich pomyliłeś z kierowcami polskimi. Nie mogę powiedzieć, że na włoskich drogach zrobiłam tysiące kilometrów, ale trochę się uzbierało i to zarówno na autostradach, jak i powiatowych (SP). Raz na mnie zatrąbiono i to w sytuacji, w której samej siebie bym nie pochwaliła.
    Co do wydatków dziennych, to zależy od upodobań, ale 100 euro to całkiem pokaźna kwota, więc powinno wystarczyć, lecz pewnie bez szaleństw. Zawsze można wydać raz mniej, raz więcej, byle domknąć założony budżet.
  • Gość: doniacomo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.14, 01:09
    wymuszają pierwszeństwo?? w standardzie polskim tak, ale we włoszech jest niepisana zasada, że pierwszeństwo ma ten, który jest przed tobą zasadniczo (nie patrzą na znaki). trąbią bez powodu?? tu się grubo mylisz. to, że w mieście odgłos klaksonu jest niemal ciągły wynika z tego, że włosi klaksonu nie używają tak, jak polacy (zjeżdżaj h.... teraz ja jadę - pan szosy i wcielenie kubicy). tam jest to niemal język. używa się klaksonu aby powiedzieć: nie rób gwałtownych skrętów, bo jadę obok. i tak się to odbiera. w polsce, jak zatrąbiłem, bo jakiś geniusz stanął na skrzyżowaniu, to inny geniusz stojący przede mną wyszedł i zaczął się pieklić, że niby trąbię na jego babę.
  • aseretka 16.08.14, 17:51
    A co to jest ta wolnocłówka???
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • expertour 28.08.14, 15:47
    Na lotnisku proszę Pani. Miałem auto z Avisa odbiór i zwrot na lotnisku.
  • Gość: F16 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.14, 17:24
    Zgadzam się z opiniami że 100 EUR/dzień wystarczy.
    Nie piszesz skąd jedziesz , możesz zanocować albo w Mikulovie albo w Austrii, osobiście polecam hotele Oekotel, są 2 koło Wiednia i jeden koło Grazu (jak tam dociągniesz). Jazda przez Czechy i Austrię bez szaleństw, przepisy są przestrzegane skrupulatnie
    W Czechach naD1 zaraz za granicą jest stacja Shell, tam kupisz winietkę i czeską i ew. austriacką.
    Paliwo jest w Austrii tańsze niż we Włoszech i w obu krajach przy autostradzie jest drożej niż poza nią, ponadto we Włoszech na stacjach są dystrybutory self-service i z obsługą, te drugie droższe o ok 7-10 centów/l.
    Ja jak jeżdżę do/z Włoch, zjeżdżam za Villach z autostrady do miasteczka (zjazd 347 Villach Faaker See) do stacji OMV (1 km od autostrady) , paliwo wychodzi 15-20 centów/l taniej niż przy autostradzie i sporo taniej niż we Włoszech.
    Wyposażenie auta obowiązuje Cię takie jak w Polsce (Konwencja Wiedeńska o ruchu drogowym), jak nie podpadniesz po drodze nikt nie będzie Ci uprzykrzał życia :)
  • aseretka 16.08.14, 17:50
    > Planuję jechać przez Czechy i Austrię, po drodze zrobić jeden dodatkowy nocleg w
    > obie strony (myślałem o Austrii, bo wypada mniej więcej w połowie drogi), aby się nie
    > zarżnąć.
    Nie jestem pewna, czy na tydzień przed wyjazdem uda się zarezerwować jakiś nocleg w "rozsądnych" cenach. Ja nocuję po drodze zwykle, w którymś z hoteli w okolicach Wiednia:
    www.oekotel.com/en/
    ale rezerwacji dokonuję z miesięcznym wyprzedzeniem.

    > Czy są w tych krajach jakieś specjalne wymagania odnośnie wyposażenia auta? Na co
    > szczególnie uważać?
    Obowiązkowe kamizelki odblaskowe. Inne wyposażenie standardowe, podobnie, jak u nas. Uważać też standardowo, na wariatów na drodze. :)

    > Mam też pytanie o wyżywienie we Włoszech, założyłem wstępnie 100Euro/dzień dla
    > rodziny 2+2, ale chciałbym żywić się w knajpach, aby poznać trochę kulturę i język.
    Nie wiem, czy wszystkie posiłki (śniadania, obiady i kolacje) macie zamiar jeść w knajpkach. No i nie wiem też, jakie specjały zamierzacie jeść. Mnie zwykle na 2-3 tygodnie, przy samodzielnie robionych śniadaniach (zakupy robione w marketach) i jedzonych w restauracjach obiado-kolacjach + lekkie przekąski (lody, ciasta) w ciągu dnia wystarcza 300 -500 euro na dwie osoby. Ale może ja jestem bardzo oszczędną osobą :) chociaż zwykle nie odmawiam sobie niczego na urlopie.
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • deec2 16.08.14, 18:34
    aseretka napisała:

    > Obowiązkowe kamizelki odblaskowe. Inne wyposażenie standardowe, podobnie, jak u
    > nas. Uważać też standardowo, na wariatów na drodze. :)

    Tak, uważać na wariatów, ale ta szczególna ostrożność spokojnie może się skończyć tuż za Gorzyczkami. Trochę korzystam z różnych dróg i jeszcze za granicą nie spotkałam tyle potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, jak na rodzimych drogach.
    Droga do Włoch, w każdym razie północnych, to sama przyjemność podróżowania.


  • zurawina100 16.08.14, 21:41
    Dwa tygodnie temu wróciliśmy z Toskanii i z Wenecji (1 nocleg)
    MY akurat jechaliśmy przez Niemcy, nocleg mieliśmy za Monachium, jakieś 60 km od granicy, o ile dobrze pamiętam.
    Na tydzień w Toskanii razem z noclegiem tam i w Wenecji wydaliśmy 6500 PLN, 2 x sami robiliśmy obiad, no i kolacje i śniadania też sami.
    Dla naszej rodziny 2+2 obiad kosztował ok 35 e.(np były to 3 pizze i 1 makaron plus picie). Dzieci chciały jeść tylko pizzę i to Margheritę ;) Oczywiście pochłanialiśmy też ogromne ilości lodów, kawy itd.

    Co do kierowców to moje spostrzeżenie jest takie, że na autostradach jeżdżą wolno i to lewym pasem większość. Natomiast w samej Toskanii bardzo często wymuszali pierwszeństwo, np na rondach.
  • miriam_73 17.08.14, 13:36
    W lipcu byliśmy 2 tygodnie we Włoszech - tydzień pod Wenecją i tydzień w Toskanii koło San Gimignano- nocowaliśmy w drodze do Włoch w Oekotelu za Wiedniem (Traiskirchen: www.oekotel.com/en/ ), a w drodze powrotnej zrobiliśmy nocleg w Bad Waltersdorf (za Grazem), bo lubimy tę miejscowość - mają świetne termy i kilka już "zaprzyjaźnionych knajpek :). Drogi dobre, lokalnie najlepiej korzystać z dróg bezpłatnych, natomiast na transfery autostrady - drogie, ale wygodne i szybkie. Mieliśmy apteczkę i kamizelkę odblaskową - bodajże Austriacy tego wymagają. Z knajpkami we Włoszech różnie bywa - jest i taniej i drożej, z jakością także; dla 4 osoób dzienna stawka 100 euro to jest 25 euro na osobe - może być mało... Myśmy mieli w domu kuchnię więc robiliśmy zakupy w Gimi i w większości wypadków gotowaliśmy sami z lokalnych produktów.
  • mechanss 17.08.14, 22:10
    Serdecznie dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Bardzo mi pomogliście!
    Noclegi pośrednie planuję w rejonie Alp, rozważam w tej chwili zjazd do Słowenii, gdyż jak przeglądałem hotele, to za niższą cenę można dostać wyższy standard niż w Austrii, ponadto można znaleźć hoteliki z obłędnymi widokami :-) Pytanie, czy kupować winietę na przejechanie max. 50 km ich drogami, czy jest jakaś inna opcja (winieta miesięczna 30 Euro).
  • vojager29 18.08.14, 07:21
    Wyzszy standard za mniejsze pieniadze.
    a) to zludzenie, a do czego ci potrzebny na przespanie tak wysoki standard
    b) z oblednym widokiem sa tez w Austrii
    Nie, winieta potrzebna tylko na autostrade ale jesli bedziesz musial nia jechac, do diabli wezma oszczednosc na hotelowym standardzie i oblednych widokach.
    Zawsze mnie zastanawia, dlaczego podroznicy nie uzywaja wlasnej glowy.
  • vipera.b 18.08.14, 08:46
    Zgadzam się.
    Dojedziesz powiedzmy wieczorem. Kolacja i spać. O tej porze dni już są krótsze, więc o żadnych widokach nie może być mowy.
    Zapewniam cię, że w Austrii i we Włoszech też są obłędne widoki.
    Ja nocowałam w Tarvisio, zaraz za granicą włoską.
    Widok piękny mieliśmy przy śniadaniu, a potem w samochód i dalej, więc nie wiem czy warto zjeżdżać do Słowenii.
  • vipera.b 18.08.14, 08:54
    Aha. z informacji na stronie PZM
    www.pzmtravel.com.pl/informacja-o-oplatach-drogowych.html
    wynika, że są jeszcze winiety tygodniowe. ale ciekawa jestem jaka jest różnica w cenie hotelu?
  • miriam_73 18.08.14, 10:53
    Kompletnie bez sensu, bo za Karawankentunnel trzeba zapłacić extra, niezależnie od winiety, co czyni tego typu ćwiczenie nieefektywnym. A widoków alepjskich bedziecie mieć ile wlezie poczynając od Grazu aż po Tarvisio.
  • jeepwdyzlu 18.08.14, 12:13
    po hiszpańsku się nie dogadasz
    warto znać kilkanaście zwrotów po włosku

    znajomość angielskiego jest bardzo wysoka
    w ogóle Włosi są życzliwi, weseli i sympatyczni - znacznie bardziej na luzie niż my na północy...
    Przeznacz więcej niż myślisz na parkingi - bywają boleśnie drogie... Warto np do Florencji - wjeżdzać pociągiem (a auto przy dworcu gdzieś na wsi...)
    Polecam niedocenianą Luccę - to perła. Warto też poświęcić dzień na Chianti - najlepiej z północy na południe i dzień zakończyć wieczorem w Siennie...
    Jak na jeden dzień nad morze - Viareggio jest bardzo klasyczne - zatrzymane w latach dwudziestych ubiegłego wieku....
    Pozdrawiam
    jeep



    YCDSOYA
  • miriam_73 18.08.14, 15:23
    Do Florencji najlepiej pojechać rano i zaparkowac na Pizzale Michelangelo na górze - jest za darmo - myśmy postawili tam samochody na cały dzień i zjechaliśmy na druą stronę autobusem (nr 12 i 13 przystanek przy samym Placu): www.visitflorence.com/florence-monuments/piazzale-michelangelo.html

    Z parkingami to oprócz tego że bywają drogie jest tak, że jest ich mało i są miejsca gdzie znaleźć miejce jest cholernie trudno.

    W miasteczkach na Chiantigianie było względnie OK, ale miejscami 1-2 euro za godzinę jak w dużych miastach. W Sienie parkowaliśmy niedaleko kościoła św. Dominika, wzdłuż murów Fortezza Medicea.

    W Volterze jest darmowy parking koło Fonte do Docciola - wprawdzie trzeba potem trochę pobiegać po schodach w górę i w dół, ale nie trzeba pilnowac zegarka :) Volterrę bardzo polecam - jest niesamowicie położona i ciekawa. W San Gimignano - unikać wekendu bo wtedy z parkowaniem jest piekło - parkingów jest mało i są przepełnione.
  • zurawina100 21.08.14, 09:13
    Jeśli chodzi o parkingi to płaciliśmy tylko w Lucce (1 e/h) i San Gimignano - cena podobna. W Volterze, Sienie, Florencji (wspomniany Piazzale Michelangelo - my byliśmy ok 9 rano i były jeszcze miejsca wolne, choć niewiele), Pienzie, Pisy są wyznaczone parkingi, które są bezpłatne.


  • crissy 21.08.14, 15:35
    A czy do tych wyznaczonych parkingów prowadzą jakieś kierunkowskazy od głównych ulic wjazdowych do miast/miasteczek?
  • miriam_73 21.08.14, 17:11
    Zazwyczaj tak, chociaż myśmy robili w ten sposób, że braliśmy mapę danej miejscowości (korzystaliśmy m. in. z zielonego Michelina - jest o tyle dobry, że prawie każda opisana miejscowość zawiera niedużą mapkę, są też oznaczone na nich parkingi, co pozwala przynajmniej wstępnie określić kierunek jazdy) i programowaliśmy na GPS adres najbliżej miejsca, w którym chcieliśmy zacząć zwiedzanie lub z góry (jak w przypadku np. Piazza Michelangelo we Florencji) ustalonego i w pobliżu tego miejsca rozglądaliśmy się za miejscami do parkowania. Stawaliśmy albo na wyznaczonych parkingach, albo na miejscach "niebieskich" wzdłuż ulic i płaciliśmy w parkomatach - musieliśmy zawsze parkować blisko centrum bo ja chodzę na razie o kulach :) Znajdywaliśmy miejsca nawet jadąc w trzy samochody.
    W San Gimignano np. jest wskazówka na poszczególe parkingi (P1, 2 itd) i na wjazdach na szlabanach masz informację czy i ile miejsc jest wolnych. W Gimi nie można się tylko dac podpuścić zaraz na wjeździe przy rondku, bo pierwszy widoczny parking jest parkingiem przy supermarkecie (mały, dobrze zaopatrzony Coop), tylko dla klientów, na maksymalnie godzinę :)
    W sumie największy problem z miejscami mieliśmy w Bolonii, po drodze do Toskanii, ale i tu udało się wcisnąć, tyle, że nie obok siebie.

    W Pizie parkowaliśmy na parkingu płatnym ale za to ok 100 metrów od wejścia na Campo Santo (2 euro/h). W Volterze mogliśmy stanąć wyżej i bliżej głównej bramy miasta (parking podziemny), ale niestety okazało się, że przez kufry na górze nie wciśniemy się (bardzo niski). W Castellinie i Raddzie stawaliśmy na ulicy, w Greve na sporym parkingu niedaleko Piazza Matteotti (główny plac, na niego programowaliśmy GPS).
  • crissy 21.08.14, 21:43
    Dziękuję bardzo za informacje, właśnie między innymi te wszystkie miasta chcę odwiedzić :) na pewno skorzystam ze wskazówek.
  • mechanss 20.08.14, 14:18
    > po hiszpańsku się nie dogadasz

    Ciekaw jestem na jakiej podstawie taki wniosek? Od kilku dni słucham płyty "Włoski w 1 miesiąc" i stwierdzam, że podobieństwo z hiszpańskim jest bardzo duże. Ponadto mój syn w gimnazjum będzie się uczył włoskiego trzeci rok, zdarzało mi się pomagać mu na zasadzie wysłuchania, wiele rzeczy byłem w stanie zrozumieć na zasadzie podobieństwa z hiszpańskim. Może porównanie polskiego i słowackiego będzie zbyt dużym przybliżeniem, ale faktem jest, że kiedyś część obecnej Hiszpanii i Włochy stanowiły jedno państwo - królestwo Aragonii.

  • jeepwdyzlu 20.08.14, 14:30
    Ciekaw jestem na jakiej podstawie taki wniosek?
    ----
    20 letnich obserwacji
    na miejscu we Włoszech
    a nie na fotelu
    --
    YCDSOYA
  • mechanss 20.08.14, 14:57
    Czy się da dogadać, czy nie, będę mógł powiedzieć jak wrócę, być może masz rację Jednak nie zmienia to faktu, że podobieństwa są b. duże, kilka przykładów z przerabianej książki "włoski w 1 miesiąc"
    Jak się miewasz?
    wł. Come sta
    hiszp. Como estas
    Błękitne niebo
    wł. il cielo azurro
    hiszp. el cielo azul
    Jak się nazywasz?
    wł. Come ti chiami
    hiszp. Como te llamas
    Duże lody
    wł. un gelato grande
    hiszp. un helado grande
    Wiele rzeczowników jest identycznych, np tranquilla, elegante, possilble, madre, a czasowników b. podobnych np. lavarsi (hiszp. lavarse) - myć się, inontrarsi (hiszp. encontrarse) - spotykać się, sentire (hiszp. sentirse) czuć, respirare (hiszp. respirar) oddychać.
    Aczkolwiek faktem jest, że o ile hiszpańskie wiadomości w tv rozumiem bez problemu, to z włoskich wyłapuje conajwyżej pojedyncze słówka...
  • aby_cos_powiedziec 28.08.14, 09:46
    Moja żona od kilku ładnych lat uczy się włoskiego. Hiszpańskiego nie zna, ale jest w stanie zrozumieć treść rozmowy przeprowadzanej w tym języku (ostatnio miała kilku Hiszpanów u siebie w pracy - rozumiała o czym rozmawiali.
  • marghe_72 18.08.14, 22:45
    ad wyposażenie samochodu - w Austrii nie wolno używać CB radia :)
    Co do noclegów po drodze - my zazwyczaj śpimy pod Wiedniem albo w Graz. Konkretnych namiarów nie podam, bo bierzemy akurat to, co jest wolne ;) . Sugeruję zarezerwować, szukanie na bieżąco może być nieskuteczne i męczące, zwłaszcza jeśli jedziecie z dziećmi
    --
    miszmasz-marghe.blogspot.com/
  • Gość: Bajka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.08.14, 10:39
    My nocujemy w drodze do Włoch w okolicy Wiener Neustadt a w drodze powrotnej w Mikulovie a jedziemy z Wroclawia
  • jeepwdyzlu 19.08.14, 17:56
    Z Wrocławia jeżdzę przez Drezno, Monachium...
    Szybsza trasa...

    jeep
    --
    YCDSOYA
  • Gość: bajka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.08.14, 20:26
    Do Wenecji? Przez Monachium jeździliśmy nad jez. Garda.
  • Gość: natalia IP: *.centertel.pl 19.08.14, 21:28
    Witam Czy ma Pan jakieś wolne miejsce na podróż do włoch (Austria) i może z powrotem. Oczywiście zapłacę za transport.
  • bah77 22.08.14, 09:25
    >Noclegi pośrednie planuję w rejonie Alp, rozważam w tej chwili zjazd do Słowenii, gdyż jak przeglądałem hotele, to za niższą cenę można dostać wyższy standard niż w Austrii, ponadto można znaleźć hoteliki z obłędnymi widokami smile Pytanie, czy kupować winietę na przejechanie max. 50 km ich drogami, czy jest jakaś inna opcja (winieta miesięczna 30 Euro).

    Ze względu na widoki, nocowałbym np. w okolicy Kranjskiej Gory:
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,113560939,117925939.html

    Jadąc przez Korensko Sedlo, nie potrzebujesz winiety.

    bah77

  • mechanss 22.08.14, 19:40
    Analizując wszystkie za i przeciw wybrałem na nocleg pośredni włoską miejscowość Tarvisio, gdzie właśnie teraz jestem :-) Fajna górska miejscowość, widoki naprawdę zaj... niestety tuż po naszym przyjeździe dość mocno się rozpadało. Droga myślałem, że będzie cięższa, ok 10 lat temu zrobiłęm po polskich drogach 900 km w ciągu 1 doby i to była naprawdę masakra, dzisiaj nie było tak źle. Najgorszy był austracki odcinek od Grazu do granicy z Włochami, przypomina trochę zakopiankę, tyle, że są 2 a miejscami 3 pasy ruchu w każda stronę, dodatkowo dużo tuneli niektóre nawet 2-3 km. Kultura wśród kierowców na drodze dość wysoka, niemiła niespodzianka 2 krotnie spotkała mnie na austrackich stacjach, gdzie przy parkingu kilka-kilkanaście metrów od mojego auta w krzakach odlewali się austriacy... myślałem jednak że prezentują nieco wyższy poziom, już w Polsce pijaczki schowali by się bardziej, wstyd jeszcze tak przy dzieciach! Jutro czeka mnie jeszcze blisko 700 km po włoskich autostradach.
  • singsing74 22.08.14, 22:12
    mechans[i]s napisał:

    >niestety tuż po naszym przyjeździe dość mocno się rozpadało.


    Kultura wśród kierowców na drodze dość wysoka, niem
    > iła niespodzianka 2 krotnie spotkała mnie na austrackich stacjach, gdzie przy p
    > arkingu kilka-kilkanaście metrów od mojego auta w krzakach odlewali się austria
    > cy... myślałem jednak że prezentują nieco wyższy poziom, już w Polsce pijaczki
    > schowali by się bardziej, wstyd jeszcze tak przy dzieciach!



    Co do deszczu w Austrii, to nie nowina. Szczęście masz jak cię nie złapie. Z sikaniem po parkingu wcześniej się nie spotkałem, ale widocznie kryzys dopada także Austriaków. Zawsze mnie jednak dziwiło, że kibelki na stacjach są tam płatne, tym bardziej, że nie wszędzie grzeszą czystością. W takim wypadku zawsze znajdzie się jakaś czarna owca co chce zaoszczędzić 50 centów. Moim zdaniem WC wszędzie powinno być gratis i koszty jego utrzymania doliczane w postaci dodatkowego centa do paliwa. Zasrane krzaczory to obciach dla stacji (nie wspominając o "artyście").

    --
    AFERA SŁOICZKOWA - nie zapomnijcie !!!
  • deec2 22.08.14, 22:26
    singsing74 napisał(a):
    >

    Zawsze mnie jednak dziwiło, że kibelki na stacjach są tam płatne
    > , tym bardziej, że nie wszędzie grzeszą czystością. W takim wypadku zawsze znaj
    > dzie się jakaś czarna owca co chce zaoszczędzić 50 centów. Moim zdaniem WC wszę
    > dzie powinno być gratis i koszty jego utrzymania doliczane w postaci dodatkoweg
    > o centa do paliwa. Zasrane krzaczory to obciach dla stacji (nie wspominając o "
    > artyście").

    Toalety na stacjach w Austrii są płatne warunkowo, to znaczy, że płacimy za skorzystanie, po czym otrzymujemy taki kuponik, wartości opłaty, który można wykorzystać na zapłacenie zakupów na każdej ze stacji sieci. Taka zasada w każdym razie wynika z moich czynnych obserwacji. Zatem sama toaleta bywa bezpłatna.
  • singsing74 23.08.14, 09:20
    No proszę. Dobrze wiedzieć. Jak jednak widać nie motywuje to nawet samych Austriaków do korzystania z tego rodzaju bonusów ;)
    --
    AFERA SŁOICZKOWA - nie zapomnijcie !!!
  • stara-a-naiwna 29.08.14, 09:22
    moim zdaniem włoskie drogi to wolna amerykanka
    wymuszanie, trąbienie, częste łamanie przepisów
    trzeba uważać


    myślę, ze 100E dzień to z jedzeniem, piciem, noclegami i benzyną i autostradami?
    nawet powinno wyjść taniej (chociaż zależy gdzie macie noclegi i jaki standard preferujecie)

    włosi nie znają żadnego języka poza włoskim więc :) więc i twój Hiszpański i angielski sobie możesz schować ;-)


    ps. zazdroszczę wyjazdu bo my już po wakacjach :)

  • marghe_72 03.09.14, 19:34
    stara-a-naiwna napisała:

    > moim zdaniem włoskie drogi to wolna amerykanka
    > wymuszanie, trąbienie, częste łamanie przepisów
    > trzeba uważać
    >
    >
    >[..]
    >
    > włosi nie znają żadnego języka poza włoskim więc :) więc i twój Hiszpański i an
    > gielski sobie możesz schować ;-)
    >
    >
    Nie ma to jak polecieć stereotypami i uogólnieniami.
    Grubo się mylisz z tą nieznajomością języków..
    A kierowcami są znacznie lepszymi od Polaków czy Austriaków. Ok, jeżdżą nieco agresywniej, ale lepiej





    --
    miszmasz-marghe.blogspot.com/
  • mechanss 31.08.14, 09:50
    Hej!
    Cieszę się, że wątek pomimo mojego skromnego w nim udziału nadal jakoś żyje! Myślę, że wątek może będzie pomocny dla innych śmiałków gotowych na podbój Italii autem :-)
    Ja właśnie wróciłem wczoraj po południu i postaram się skrócić w kilku zdaniach swoje przeżycia i spostrzeżenia, a jakby ktoś chciał skorzystać z mojej skromnej co prawda, ale już jakiejś wiedzy na temat Italii, służę pomocą...
    Po pierwsze, co do porozumienia się z Włochami po hiszpańsku... niestety, fiasko w przynajmniej 75%, coś tam po hiszpańsku rozumieli, ale zazwyczaj któraś strona zniechęcona po kolejnym zdaniu przechodziła na angielski i tak się to kończyło...
    Po drugie: kwota 100 Euro dla 4 -osobowej rodziny, to na samo wyżywienie kwota wystarczająca z naddatkiem. W praktyce była 1 raz dziennie knajpa, na główny posiłek, przeważnie w porze polskiej kolacji (wcześniej po prostu szkoda była czasu tracić na siedzenie w knajpie, gdy można ten czas spożytkować np. na pławienie się w ciepły morzu). Knajpa kosztowała 35-70 Euro w zależności od menu i miejsca. Wbrew pozorom, nie było dużych różnic w knajpie na kempingu, gdzie mieszkaliśmy w tzw mobile home, a np, w super położonej restauracji w Pitigliano, czy dobrej restauracji na placu Campo di Caprio w Rzymie, czy innym ciekawym miejscu. Cena pizzy (przeważnie wybierały ją moje dzieci) bardzo porównywalna 4-8 Euro , reszta - zależy od miejsca i menu. Pizza włoska raczej poza nazwą i wyglądem niewiele ma wspólnego z np pizzą z Da Grasso, czy inną, którą nazywałem pizzą w Polsce. Kwestia oczywiście głównie ciasta - włoska pizza jest przeważnie cienka jak opłatek, taki podpłomyk, który ciężko jeść "z ręki", gdyż z racji niewielkiej grubości nie da się utrzymać w większym kawałku. Nie ma też tylu dodatków, jest zaledwie posmarowana serem i sosem pomidorowym, jest w 1 rozmiarze i nie jest dzielona na kawałki jak u nas, wszystko to sprawia, że nawet dla moje 9-letniej córki była przy dużym głodzie do zjedzenia w całości.
    Kwestia zwiedzania… we włoszech na każdym kroku można napotkać rzeczy warte zwiedzenia, i to takie sięgające czasu sprzed naszej ery, jak np. etruskie groby i malowidła, nie wspominając czasów rzymskich. Śmiem twierdzić, że aby poznać wszystkie warte zobaczenia rzeczy nie starczyłoby życia. Włosi mieli to szczęście, że nie zostali zrównani z ziemią w czasach I i II wojny jak my…
    Wybieraliśmy zazwyczaj jedną rzecz do zwiedzenia dziennie, nie licząc 1 dnia w całości spędzonego w Rzymie i Watykanie i poświęconego zwiedzaniu.
    Kolejne spostrzeżenie - włoscy kierowcy... generalnie kultura jazdy wyższa niż u nas, rzadko zdarza się, żeby ktoś blokował lewy pas, jak u nas, ale być może jest to spowodowane ilością autostrad i dróg autostradopodobnych dwujezdniowych i mniejszym ruchem w związku z tym. W samym Rzymie natomiast panuje wolna amerykanka, kto pierwszy ten lepszy, brak pasów ruchu na większości jezdni powoduje, że w praktyce jest ich tyle ile aut zmieści się obok siebie :-) dość często także w związku z tym używany jest sygnał dźwiękowy.
    Co do noclegów pośrednich, to w stronę Italii nocowaliśmy w hotelu Trieste w Tarviso, w sumie nic szczególnego, poza tym padał deszcz a ja padałem z nóg, więc dość szybko poszliśmy spać. Wracając w Czechach, nocowaliśmy w miejscowości Hustopece. I tutaj ogromne zaskoczenie. Nocleg powrotny rezerwowałem w ostatniej chwili, najtańszy znaleziony przez booking.com w niewielkim pensionacie, ok. 200 zł za pokój 4-osobowy, dość duży. Nie miałem pewności jak przebiegać będzie powró™, czy nie będzie korków, zakładałem, że może nie udać się nam dojechać do Czech, zwłaszcza, że jadąc do miejsca docelowego byłem świadkiem ogromnego, ok. 20-30 kilometrowego korka na autostradzie w okolicach Firenze. Przyznam widok przerażajacy… miejscami auta stały całkowicie, a kierowcy i pasażerowie obok nich, jedli, rozmawiali, itp.. Miejscowość Hustopece, położona na czeskich Morawach, to miejscowość słynąca z licznych winiarni, o czym wcześniej nie wiedziałem. Ale ponieważ sam już 3 rok hoduje winorośle (na razie mam 10 krzewów), nie mogłem trafić lepiej. Wieczorny obchód po winiarniach zakończył się nabyciem kilku litrów wina, powiem szczerze, że jedno białe delikatnie wytrawne to chyba najlepsze wino, jakie piłem w życiu. Także standard pokoju, pomimo niskiej ceny był wyższy niż 3 gwiazdkowego hotelu w Tarvisio.
    Generalnie podziwiam ludzi, którzy biorą Italię w 1 dzień jazdy, ja bym się na to nie porwał. Zwłaszcza, że jechałem z centralnej Polski.
    Zakończę małą dygresją… przejechawszy prawie 1800 km w jedną stronę tylko u nas napotkałem na tzw fotoradary, prawdopodobnie otrzymam wkrótce 2 lub 3 wezwania do zapłaty za przekroczoną prędkość. Ja rozumiem, że możnaby postawić fotoradary na drogach gdzie naprawdę można jechać szybko, ale na naszych kiepskich drogach nastawiać ich tyle to naprawdę czysty debilizm. I człowieka który to sprawił nagrodzono właśnie bardzo wysokim unijnym stanowiskiem…
  • deec2 31.08.14, 10:15
    I widzisz, nie tacy włoscy kierowcy straszni. Jak do tej pory na tamtejszych drogach, jak zresztą wszystkich innych poza naszymi, czułam się bezpiecznie. Z przykrością już dawno stwierdziłam, że takiej agresji na drogach jak u nas, to nigdzie nie doświadczyłam, a trochę już widziałam.

    A włoska pizza, no cóż, jest taka, jak być powinna.

    Życzę spokojnego powrotu do rzeczywistości.
  • aseretka 31.08.14, 11:06
    > Myślę, że wątek może będzie pomocny dla innych śmiałków gotowych na podbój Italii
    > autem :-)
    Najtrudniejszy pierwszy krok... Sama pamiętam jak 20 lat temu przed pierwszą zagraniczną wyprawą samochodową mój małżonek miał obawy, jak to się będzie jeździło poza Polską. :) Ja, wtedy jeszcze świeżo upieczony kierowca z niecałym rocznym stażem, zagroziłam, że wezmę dzieciaki i pojadę sama, a on niech zostanie w domu. Przemyślał to przez noc i rano zdecydował, że jednak pojedzie. Od tego czasu włóczymy się samochodem po Europie 2-3 razy w roku. (niestety na więcej wypraw nie starcza urlopu.)
    > Po drugie: kwota 100 Euro dla 4 -osobowej rodziny, to na samo wyżywienie kwota
    > wystarczająca z naddatkiem.
    Wydaje mi się, że pisałam o tym na tym wątku. Mnie zwykle na wyżywienie dla dwóch przez 2-3 tygodnie osób wystarcza ok. 300 -500 euro. Ale oczywiście wydawana kwota zależy od tego gdzie i co sią ma zamiar jeść. Jeżeli będą to jakieś wyszukane specjały w drogich restauracjach to 100 euro dziennie dla czteroosobowej rodziny może nie wystarczyć. Więcej niż na wyżywienie wydaję zwykle na bilety wstępu do wybranych obiektów wartych odwiedzenia.
    > Pizza włoska raczej poza nazwą i wyglądem niewiele ma wspólnego z np pizzą z Da
    > Grasso, czy inną, którą nazywałem pizzą w Polsce. Kwestia oczywiście głównie ciasta - > włoska pizza jest przeważnie cienka jak opłatek, taki podpłomyk, który ciężko jeść "z
    > ręki", gdyż z racji niewielkiej grubości nie da się utrzymać w większym kawałku. Nie ma
    > też tylu dodatków, jest zaledwie posmarowana serem i sosem pomidorowym, jest w > 1 rozmiarze i nie jest dzielona na kawałki jak u nas
    Pizza włoska jest taką prawdziwą pizzą. :) Tę z Da Grasso (co chyba po włosku znaczy "grubas") nazwałabym raczej pizzą amerykańską. Osobiście nie znoszę tej na grubym cieście, a z przyjemnością jadam włoską, zwłaszcza gdy jest pieczona w piecu opalanym drewnem. Nie zgodzę się też, że włoska pizza nie ma tylu dodatków i jest zaledwie posmarowana serem i sosem pomidorowym. Najprawdopodobniej konsumowaliście tylko najtańszą Margharitę. A przecież jest wiele innych gatunków wzbogaconych o różnorodne dodatki. Ale i tak, ta podstawowa Margherita smakuje mi o niebo lepiej w wydaniu włoskim, niż ta w Polsce, bo jej smak pochodzi z włoskich ziół i używanej tamtejszej oliwy.
    A jak już odważyłeś się na ten pierwszy samodzielny wyjazd poza granice Polski, to życzę kolejnych wypraw po Europie. Nie tylko do Italii, bo jest tyle pięknych miejsc do odwiedzenia. Tu np. znajdziesz moją ostatnią relację z podróży na zachód Francji:
    forum.gazeta.pl/forum/w,20573,147411048,,Kierunek_zachod_Francji_relacja_z_podrozy.html?s=0
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • mechanss 31.08.14, 20:20
    Poza Polska jeździłem wielokrotnie, nie była to kwestia strachu przed obcym krajem, ale przed długą drogą, niewielki błąd przy zmęczeniu może wiele kosztować. Na szczęście wróciliśmy szczęśliwie.
    W tej chwili przygotowuję się psychicznie i finansowo na Wyspy Kanaryjskie w styczniu 2015, a konkretnie na Gran Canarię, na której jeszcze nie byłem. Tutaj już autem się nie da, no chyba, że promem, ale byłaby to wycieczka zupełnie nieopłacalna. Poza tym statystycznie rzecz ujmując nie ma bezpieczniejszego sposobu podróżowania, niż samolot. No i jednak porównując Włochy do Hiszpanii mimo wszystko wybrałbym Hiszpanię, być może dlatego, że czuję się tam zupełnie swobodnie z racji znajomości języka. Poza tym nie ma drugiego kraju z taką ilością knajp i knajpek, na każdą okazję. Pierwszy raz byłem także na Campingu tego typu. Chociaż od wielu lat wyjeżdżamy pod namioty, w tym roku byliśmy także wcześniej na Mazurach, to jednak taki niby domek jak mobile home to dla mnie porażka i raczej dłużej niż tydzień bym nie dał rady. Intymność jak w namiocie, wszystko słychać i wiele widać, a ceny prawie jak w hotelu.
    W kwestii pizzy - jedliśmy różne, przeważanie moje dzieci, syn głównie prosciutto, czyli z szynką, córka różnie, raz zamówiliśmy także pizzę z truflami, może z tym posmarowaniem to przesadziłem, ale nie ma tylu dodatków, co pizza w Polsce.
    W kwestii kasy - podziwiam - nawet za 500 Euro na 3 tygodnie to jest niecałe 25 Euro dziennie, W Polsce by się dało, ale we Włoszech, Hiszpanii, nie mówiąc o Francji i Niemczech to już jest sztuka. No i właściwie wyklucza jedzenie w knajpie. A dla mnie obcowanie z inną kulturą, to przede wszystkim kuchnia i język, dlatego nigdy nie zakładałem samodzielnego gotowania i nie jeżdzę też po to żeby tam oszczędzać, a wręcz przeciwnie - żeby trochę zaszaleć :-)
    Twój opis Francji bardzo ciekawy - przeczytałem na razie 3 dni. Francję sobie odkładam, może za rok, chciałbym opanować przynajmniej podstawy języka, zacząłem trochę w czerwcu, bo pierwotnie zamiast Włoch miała być właśnie Francja.
  • aseretka 01.09.14, 17:48
    > Poza Polska jeździłem wielokrotnie, nie była to kwestia strachu przed obcym kra
    > jem, ale przed długą drogą, niewielki błąd przy zmęczeniu może wiele kosztować.
    Dlatego lepiej podzielić trasę na dwa odcinki droga nie jest wtedy taka długa i zmęczenie mniejsze. A to przecież uczyniliście, więc obawy zbyteczne. :)

    > W kwestii kasy - podziwiam - nawet za 500 Euro na 3 tygodnie to jest niecałe 25
    > Euro dziennie, W Polsce by się dało, ale we Włoszech, Hiszpanii, nie mówiąc o
    > Francji i Niemczech to już jest sztuka. No i właściwie wyklucza jedzenie w knaj
    > pie.
    Czy na pewno wyklucza...? Wcześniej sam napisałeś:
    > W praktyce była 1 raz dziennie knajpa, na główny posiłek, przeważnie w porze polskiej
    > kolacji (wcześniej po prostu szkoda była czasu tracić na siedzenie w knajpie, gdy można > ten czas spożytkować np. na pławienie się w ciepły morzu). Knajpa kosztowała > 35-70 Euro w zależności od menu i miejsca.
    Czyli średnio dziennie wydawaliście ok. 52 euro na cztery osoby, co podzielone przez 4 daje niezwykle wysoką kwotę 13 euro na osobę. U mnie w przybliżeniu tyle samo (2*12 euro= 24). Za zakupy czynione na śniadania zwykle płacę w markecie kartą kredytową, ale to są niewielkie kwoty, tygodniowo ok. 50 euro. Nie ma więc co "podziwiać" moich oszczędności. :)
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • jeepwdyzlu 31.08.14, 11:29
    Cieszymy się z pozytywnych wrażeń! Nieustannie zapraszamy na to forum - jest tu wielu pokręconych, ale bardzo sympatycznych Italomaniaków...
    :-)

    jeep

    --
    YCDSOYA
  • Gość: Aga IP: *.axelspringer.pl 02.09.14, 15:21
    Witaj
    Ja wybieram się samochodem do Rzymu pod koniec września. Podróż z Polski rozłożyliśmy na 2 dni (zwiedzanie Wenecji). Możesz mi podać w przybliżeniu jaki był koszt samej podróży (tzn. paliwo i autostrady). Dzięki i pozdrawiam
  • mechanss 02.09.14, 16:32
    Właśnie podliczyłem paliwo, wyszło 2761 zł, wliczając tankowanie do pełna przed wyjazdem gazu i benzyny. Ale moje auto ma pojemność 2,5 lita i trochę spala (15-20 litrów gazu, 10-15 benzyny w zależności do prędkości).
    Autostrady dokładnie nie policzę, ale pewnie zebrałoby się w sumie ok. 100 Euro.
    Chyba jednak Ryanairem wyszłoby sporo taniej :-)
  • Gość: colin IP: *.dynamic.chello.pl 02.09.14, 17:46
    Kurde dużo ja na 100 litrach on dojadę do Wenecji i z powrotem oraz trochę na miejscu .
  • Gość: igor IP: *.adsl.inetia.pl 02.09.14, 18:58
    Ze Sląska to i da rady...
  • mechanss 02.09.14, 20:18
    W wymienioną kwotę 2761 PLN wliczyłem również 3 tankowania podczas pobytu, które poszło na wycieczki po samych Włoszech, dokładnie 479 zł, czyli po odjęciu wyjdzie 2282 PLN na samą podróż w ą i z powrotem.
    Niestety nie zachowałem kwitków więc nie powiem ile wyszło w Euro, zliczyłem to, co mi zeszło z konta w przeliczeniu na PLN. Trzeba uwzględnić więc także niekorzystny przelicznik, który jest gorszy, niż gdyby wymienić w kantorze w Polsce PLN na EUR i płacić gotówką. Do tego całą praktycznie Austrię w obie strony czyli ok. 800 km przejechałem na benzynie bo nie był stacji LPG . Powiem też szczerze, że praktycznie nie zdarzało się, żeby ktoś mnie wyprzedzał, nie szczędziłem auta, grzałem tyle ile się dało, najlepiej jest w Czechach i na początku Austrii, potem drogi stają się kręte, że więcej niż 130 km/h jechać już jest ryzykiem. Ale tanio nie wyszło. Przed wyjazdem zakładałem 2000 zł na paliwo, tylko, że liczyłem po polskich cenach. A paliwo jest we Włoszech znacznie droższe, bywało, że i 1,90 Euro/litr, nie mówiąc o Austrii. Zdecydowanie wolę jednak podróż samolotem i wynajem auta na miejscu, dużo bardziej można odpocząć, chociaż dla mnie, niesamowitą frajdą była obserwacja, jak zmienia się po drodze roślinność. Z prawie już jesiennej szaty charakterystycznej dla klimatu umiarkowanego, do pięknej, grubolistnej roślinności śródziemnomorskiej. Nigdy wcześniej nie miałem takiej okazji. Nie żałuję więc zupełnie, że wydatki były spore, duże większe niż zakładałem.
    Teraz tylko ciężko powrócić do szarej, już prawie jesiennej polskiej rzeczywistości...
  • aseretka 02.09.14, 20:39
    > Trzeba uwzględnić więc także niekorzystny przelicznik, który jest gorszy, niż gdyby
    > wymienić w kantorze w Polsce PLN na EUR i płacić gotówką.
    Od wielu, wielu lat (odkąd posiadam kartę kredytową) płacę m.in. za paliwo kartą kredytową lub debetową i jak przychodziły wyciągi z banku, to okazywało się, że gdybym wymieniła wcześniej w kantorze złotówki na euro, to raz traciłam, a raz zyskiwałam ok. 50,00 zł na całych kosztach podróży (paliwo=zakupy w marketach).

    > A paliwo jest we Włoszech znacznie droższe, bywało, że i 1,90 Euro/litr, nie mówiąc o
    > Austrii.
    W Austrii benzyna jest i zawsze była, odkąd pamiętam, tańsza niż we Włoszech.
    www.pzmtravel.com.pl/paliwa-w-europie.html
    Dlatego zawsze tankuję przed granicą austriacko/włoską.
    Inna sprawa z LPG. Według aktualnych danych jest o 0,1 euro tańszy w Italii niż w Austrii. Ale czy to duża oszczędność 6 euro na 60 litrach gazu?


    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • miriam_73 02.09.14, 19:44
    Paliwo jest we Włoszech drogie - za 95 w lipcu płaciliśmy od 1,65 do nawet 1,90 EUR. Odcinek autostrady od Poggibbonsi (kawałek za Florencją) do granicy kosztował nas 38 euro.
  • aseretka 02.09.14, 20:04
    Nie napisałaś z jakiego miasta wyjeżdżasz. W każdym bądź razie trasę i przybliżone koszty możesz sprawdzić tu:
    www.viamichelin.pl/
    Moim zdaniem przy rozłożeniu podróży do Rzymu na dwa dni,Wenecji nie za dużo zwiedzicie. Z Warszawy to ok. 1250 km, czyli trzeba liczyć 12 godzin jazdy. Z Wenecji do Rzymu też ponad 500 km. Musielibyście wyjechać bardzo wczesnym rankiem, żeby mieć trochę czasu na w miarę swobodny spacer po Wenecji.
    PS. Ja koszt paliwa liczę zwykle "zgrubnie ". Wiem, że moje auto pali ok. 8,5 litra na 100 km. Czyli na 1800 km (mały narzut) potrzebne mi będzie ok. 150 litrów benzyny. Średnio licząc w Europie koszt 1 l benzyny to ok. 6,45 zł. Znowu "zgrubnie" licząc, to ok. 1000 zł. Miesięczna winietka na Czechy kosztuje 440 CZK (66 zł), na Słowację - 10 dniowa 10 euro, miesięczna 14 euro ( czyli odpowiednio ok. 43/60 zł). Autostrady w Włoszech to koszt przeciętny koszt ok. 0,30-0,45 zł za km. Sprawdzając na viamichelin ile przejedziesz autostradami włoskimi, łatwo policzyć koszt. Mogę zapewnić, że zawsze robię sama taką "zgrubną: kalkulację kalkulację podróżując po Europie i odchylenie od planowanego kosztu jest niewielkie, bo zaledwie ok. 2-3 %.
    Ps. Ceny, które podaję są cenami bieżącymi, a nie cenami sprzed 10 lat.
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 02.09.14, 20:07
    Bardzo dziękuję za informacje.
  • aseretka 02.09.14, 20:18
    Zapomniałam jeszcze o winietce na Austrię. Winietka 10 dni - 8,50 euro.
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • mechanss 02.09.14, 20:27
    Podziwiam Twoją dokładność. Moje zgrubne liczenie to zazwyczaj +30% od ceny wstępnie wyliczonej :-)
    Uważam jednak, że podróży zagranicznych nie da się przewidzieć na +/- 2-3% (nie mówię o kwocie paliwa, ale o kwocie całej wycieczki). A nawet jeśli, to jak dla mnie byłaby to bardzo nudna podróż, bo nie byłoby w niej żadnych szaleństw.
  • aseretka 02.09.14, 20:48
    > Podziwiam Twoją dokładność. Moje zgrubne liczenie to zazwyczaj +30% od ceny wst
    > ępnie wyliczonej :-)
    > Uważam jednak, że podróży zagranicznych nie da się przewidzieć na +/- 2-3% (nie
    > mówię o kwocie paliwa, ale o kwocie całej wycieczki).
    Niestety mylisz się... :) W 3-tygodniową podróż do Hiszpanii w 2011 r. (10 dni w Hiszpanii reszta w Niemczech i Francji)
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,129634513,129634513.html
    zabrałam zaprzyjaźnioną parę. Szacując wstępnie koszt wyprawy (bez opłat za bilety wstępu do wybranych obiektów) pomyliłam się zaledwie o 55,00 zł które para przyjaciół musiała dopłacić mi po po powrocie i całkowitym rozliczeniu się ze wszystkich rachunków (paliwo, autostrady, noclegi, wspólne wyżywienie).
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • aseretka 02.09.14, 21:06
    Przepraszam... spojrzałam tera na arkusz excelowski z rozliczeniem i widzę, że pomyliłam się pisząc wcześniej o 55 zł. Koszty planowane paliwa, autostrad, płatnych parkingów, zakupu artykułów spożywczych na śniadania miały wynosić 6. 033, 00 zł dla 4 osób. Po rozliczeniu, z podsumowania rachunków (bo niestety, gdy z kimś jadę, to muszą nimi dysponować, aby nie być podejrzaną o chęć wyłudzenia od kogoś gotówki - gdy jadę sama nie zbieram rachunków) wyszło 6.345,00 zł. Co daje 312,00 zł odchylenia, czyli na osobę było to 78,00 zł. :)
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • jeepwdyzlu 02.09.14, 21:24
    Przepraszam... spojrzałam tera na arkusz excelowski z rozliczeniem i widzę, że pomyliłam się pisząc wcześniej o 55 zł. Koszty planowane paliwa, autostrad, płatnych parkingów, zakupu artykułów spożywczych na śniadania miały wynosić 6. 033, 00 zł dla 4 osób. Po rozliczeniu, z podsumowania rachunków (bo niestety, gdy z kimś jadę, to muszą nimi dysponować, aby nie być podejrzaną o chęć wyłudzenia od kogoś gotówki - gdy jadę sama nie zbieram rachunków) wyszło 6.345,00 zł. Co daje 312,00 zł odchylenia, czyli na osobę było to 78,00 zł. :)
    --------------
    aseretka
    kocham oglądać Twoje zdjęcia
    bardzo szanuję Twoją wiedzę
    i chęć pomagania innym...
    ale wspólnie na wakacje z Tobą nie mógłbym pojechać...
    Oczywiście - budżet, planowanie, paliwo...
    Ale gdzie miejsce na spontaniczne odchodzenia od planu? Nieprzewidziane niespodzianki? Przygodę? Podejmowane ad hoc decyzje dotyczące - nie wiem - wina, romantycznej kolacji, dojechania do zamku czy klasztoru gdzieś na wzgórzach?
    A To są - wydatki których NIE DA się zaplanować...

    To na marginesie - nie chcę twierdzić, że mój pomysł na wakacje jest lepszy niż Twój.
    Po prostu jest inny....

    jeep


    --
    YCDSOYA
  • aseretka 02.09.14, 22:02
    Gdy jadę sama, to planuje zwykle koszty podróży (paliwo, autostrady, winietki) oraz koszty wstępu do muzeów i innych obiektów- ale to też tak z grubsza, bo w rzeczywistości, gdzieś tam jeszcze "wdepnę". Planuję też, jakie miejsca zamierzam zobaczyć. I w takich przypadkach, gdy jedziemy we dwójkę z mężem nie trzymam się szczegółowo nakreślonego wcześniej planu. Coś odpuszczę, w to miejsce wskoczy coś innego. Nie zbieram rachunków, bo nie muszę się z nikim rozliczać. Ale co innego jest, gdy jedzie się z innymi osobami. Wtedy niestety trza się rozliczać z kosztów pół na pół. A niestety nie chcę być posądzona, że np. czyimś kosztem sfinansowałam sobie wycieczkę. Zgoda na nieplanowane wydatki musi być wtedy wspólna. Oczywiście dopuszczalne jest np. że my z mężem idziemy na romantyczną kolację do restauracji, a druga para idzie na romantyczny spacer brzegiem morza - jeżeli oczywiście można jeszcze mówić o romantyzmie w wieku 50+ :) Ale spontaniczne decyzje też są podczas wyjazdów podejmowane.
    PS. Tak szczerze powiedziawszy, to osobiście od jakiś 10 lat wolę jechać sama z mężem, bez dodatkowego towarzystwa, ale czasami ulegam prośbą przyjaciół, czy rodziny i zabieram "ogony" ze sobą. :)
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • aseretka 02.09.14, 21:14
    > Podziwiam Twoją dokładność. Moje zgrubne liczenie to zazwyczaj +30% od ceny
    > wstępnie wyliczonej :)
    Ojjj... Ty chyba też miałeś raczej odchylenie ok. 50% in minus skoro zakładałeś wydawanie dziennie na obiado-kolacje dla 4 osób 100 euro, a wydawałeś średnio ok. 52 euro. Więc to cyba musiała być dla Ciebie nudna podróż , bo nie było żadnych szaleństw. :)
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • mechanss 02.09.14, 22:01
    No niestety in minus nie wyszło mi nigdy, a szkoda, nie raz się starałem. Ponieważ już trochę siebie znam, to wiem, że mając odpowiedni nastrój wydam conajmniej +50% tego co zaplanowałem.
    W kwestii 52 Euro, to trochę czepiasz się szczegółów. Ja nie planuję szczegółowo, uwzględniam tylko te wydatki, które naprawdę da się w jakikolwiek sposób przewidzieć. 100 Euro to też było bardziej założenie na wszystko inne poza paliwem i spaniem. Większość wydatków wg mnie się nie da przewidzieć, co oznacza, że albo jestem złym planistą, albo stawiam na spontaniczność i nie przejmuję się kasą. Albo też, że mogę sobie pozwolić na większy margines błędu. Kasa jest do wydawania a nie do ciułania. Jak mawiają gdy umierasz jedzie za Tobą conajwyzej kondukt z kwiatami, nigdy z tym, co w życiu uciułałeś :-)
    Ale oczywiście imponuje mi taka zdolność, gdyż sam nigdy jej nie posiadłem :-)
  • aseretka 02.09.14, 22:27
    > Kasa jest do wydawania a nie do ciułania. Jak mawiają gdy umierasz jedzie za Tobą conajwyzej kondukt z kwiatami, nigdy z tym, co w życiu uciułałeś :)
    Ja też przez całe życie hołduję zasadzie, że lepiej jest być niż mieć. :) I chociaż trochę żyję już na tym świecie, to nie udało mi się zbyt wiele uciułać, bo co zarobię, to przetracę. :)
    Mam więc 100 % pewności, że za moją trumną będzie szedł kondukt z kwiatami (chociaż według mnie to zbyteczny wydatek, bo i tak ich nie powącham - więc może lepiej, gdyby żałobnicy przeznaczyli wydane pieniądze na jakiś bardziej szczytny cel, np. na głodujące dzieci w Afryce lub opiekę nad bezdomnymi zwierzętami). :)
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • marghe_72 03.09.14, 19:41
    mechanss napisał:
    Pizza włoska raczej poza nazwą i wygl
    > ądem niewiele ma wspólnego z np pizzą z Da Grasso, czy inną, którą nazywałem pi
    > zzą w Polsce.

    Placek z Da Grasso to NIGDY koło pizzy nie leżał.
    Jak większość "pizz" serwowanych w polskich sieciówkach i nie tylko..

    > Kwestia zwiedzania… we włoszech na każdym kroku można napotkać rzeczy war
    > te zwiedzenia, i to takie sięgające czasu sprzed naszej ery, jak np. etruskie
    > groby i malowidła, nie wspominając czasów rzymskich. Śmiem twierdzić, że aby po
    > znać wszystkie warte zobaczenia rzeczy nie starczyłoby życia. Włosi mieli to sz
    > częście, że nie zostali zrównani z ziemią w czasach I i II wojny jak my…
    > Wybieraliśmy zazwyczaj jedną rzecz do zwiedzenia dziennie, nie licząc 1 dnia w
    > całości spędzonego w Rzymie i Watykanie i poświęconego zwiedzaniu.
    > Kolejne spostrzeżenie - włoscy kierowcy... generalnie kultura jazdy wyższa niż
    > u nas, rzadko zdarza się, żeby ktoś blokował lewy pas, jak u nas, ale być może
    > jest to spowodowane ilością autostrad i dróg autostradopodobnych dwujezdniowyc
    > h i mniejszym ruchem w związku z tym. W samym Rzymie natomiast panuje wolna ame
    > rykanka, kto pierwszy ten lepszy, brak pasów ruchu na większości jezdni powoduj
    > e, że w praktyce jest ich tyle ile aut zmieści się obok siebie :-) dość często
    > także w związku z tym używany jest sygnał dźwiękowy.

    Rzym to pikuś przy takim Neapolu ;)

    > Co do noclegów pośrednich, to w stronę Italii nocowaliśmy w hotelu Trieste w Ta
    > rviso, w sumie nic szczególnego, poza tym padał deszcz a ja padałem z nóg, więc
    > dość szybko poszliśmy spać. Wracając w Czechach, nocowaliśmy w miejscowości
    > Hustopece. I tutaj ogromne zaskoczenie. Nocleg powrotny rezerwowałem w ostatnie
    > j chwili, najtańszy znaleziony przez booking.com w niewielkim pensionacie, ok.
    > 200 zł za pokój 4-osobowy, dość duży. Nie miałem pewności jak przebiegać będzie
    > powró™, czy nie będzie korków, zakładałem, że może nie udać się nam doje
    > chać do Czech, zwłaszcza, że jadąc do miejsca docelowego byłem świadkiem ogromn
    > ego, ok. 20-30 kilometrowego korka na autostradzie w okolicach Firenze. Przyzna
    > m widok przerażajacy… miejscami auta stały całkowicie, a kierowcy i pasaż
    > erowie obok nich, jedli, rozmawiali, itp.

    normalka, że tak powiem. Zwłaszcza w okolicy Florencji.
    Dlatego w drodze bardzo przydaje się CB radio a jeszcze bardziej pomocna jest nawigacja uprzedzająca o korkach. Dzięki tym wynalazkom nie staliśmy w tym roku w żadnym korku (np 13 kilometrowym w okolicach Udine)

    > Generalnie podziwiam ludzi, którzy biorą Italię w 1 dzień jazdy, ja bym się na
    > to nie porwał. Zwłaszcza, że jechałem z centralnej Polski.

    Dać się da - zwłaszcza jeśli kierowców jest dwóch.. Ale też jestem ze szkoły "lepiej się po drodze zdrzemnąć".

    > Zakończę małą dygresją… przejechawszy prawie 1800 km w jedną stronę tylko
    > u nas napotkałem na tzw fotoradary, prawdopodobnie otrzymam wkrótce 2 lub 3 w
    > ezwania do zapłaty za przekroczoną prędkość. Ja rozumiem, że możnaby postawić f
    > otoradary na drogach gdzie naprawdę można jechać szybko, ale na naszych kiepski
    > ch drogach nastawiać ich tyle to naprawdę czysty debilizm. I człowieka który to
    > sprawił nagrodzono właśnie bardzo wysokim unijnym stanowiskiem…

    Zrobiliśmy prawie 4000 tysiące kilometrów w ciągu 10 dni. Zero zdjęć ;)

    --
    miszmasz-marghe.blogspot.com/
  • deec2 03.09.14, 19:48
    marghe_72 napisała:

    >
    > Zrobiliśmy prawie 4000 tysiące kilometrów w ciągu 10 dni. Zero zdjęć ;)
    >

    To ile tych kilometrów? 4000, czy 4000 tysiące, to jest 4000000?
  • marghe_72 03.09.14, 19:59
    deec2 napisała:

    > marghe_72 napisała:
    >
    > >
    > > Zrobiliśmy prawie 4000 tysiące kilometrów w ciągu 10 dni. Zero zdjęć ;)
    > >
    > heheh, faktycznie
    CZTERY tysiące :D
    > To ile tych kilometrów? 4000, czy 4000 tysiące, to jest 4000000?


    --
    miszmasz-marghe.blogspot.com/
  • deec2 03.09.14, 21:37
    To byliście dobrzy, ha! I co, pewnie w 2 tygodnie? To trzeba zgłosić jakiś rekord.
  • marghe_72 03.09.14, 21:56
    deec2 napisała:

    > To byliście dobrzy, ha! I co, pewnie w 2 tygodnie? To trzeba zgłosić jakiś reko
    > rd.

    No ba.. całemu światu ogłosić ;)
    Nie o kilometry chodzi a o to, że da się przejechać spory kawałek bez załapywania się na niechciane zdjęcia.
    --
    miszmasz-marghe.blogspot.com/
  • deec2 03.09.14, 22:02
    marghe_72 napisała:

    > Nie o kilometry chodzi a o to, że da się przejechać spory kawałek bez załapywan
    > ia się na niechciane zdjęcia.

    To rozumiem, że z samokontrolą lub tempomatem. Swoją drogą za granicą aparatów fotograficznych za granicą znacznie mniej, jak u nas, a i reakcje kierowców bardziej racjonalne. Znane mi aparaciki stoją sobie na graniczeniach 70/h, przed nimi kierowcy zwalniają w porywach do 50, a następnie gazu... Podobne zachowanie dostrzegłam tylko w Tunezji.
  • marghe_72 04.09.14, 11:05
    deec2 napisała:

    . Swoją drogą za granicą aparatów
    > fotograficznych za granicą znacznie mniej, jak u nas, a i reakcje kierowców bar
    > dziej racjonalne.

    Bo i drogi inne.

    --
    miszmasz-marghe.blogspot.com/
  • ma.ci.ej 04.09.14, 12:46
    > To rozumiem, że z samokontrolą lub tempomatem. Swoją drogą za granicą aparatów
    > fotograficznych za granicą znacznie mniej

    We Włoszech wbrew pozorom jest całkiem sporo fotoradarów, nie są tylko tak wyraźnie oznakowane jak u nas. A jako samokontrolę ja zawsze używam nawigacji - większośc ma możliwość ustawienia ostrzegania o przekroczeniu prędkości. I wyjeżdżając za granicę zawsze ustalam tolerancję na 0 - dzięki temu ostatni mandat na za prędkość płacełem jakieś 10 lat temu na Słowacji.
  • wojtek33 04.09.14, 21:11
    Też chciałem pozdrowić poprzednika, który nie widział takich charakterystycznych szarych skrzynek (italychronicles.com/wp-content/uploads/2008/08/italyroadspeedcam.jpg ), które można spotkać co krok przynajmniej w Toskanii, na wspomnianym wyżej odcinku FI - SI do Pogibonsi było ich co najmniej 3 pary, na każdą nitkę. Bez TomToma nie ruszam się na takie drogi i mimo 4 tys. km w 2 tyg. nie oczekuję na zdjęcia.
    Nie mogę się powstrzymać przed uwagą na temat dróg - między Łodzią a Tavernelle (Sieną, Pizą, sporym kawałkiem wybrzeża i ich okolicami) najlepszym jakościowo odcinkiem był ten między Pyrzowicami a Ostrawą.
  • deec2 04.09.14, 22:05
    wojtek33 napisał:

    > Nie mogę się powstrzymać przed uwagą na temat dróg - między Łodzią a Tavernelle
    > (Sieną, Pizą, sporym kawałkiem wybrzeża i ich okolicami) najlepszym jakościowo
    > odcinkiem był ten między Pyrzowicami a Ostrawą.
    >

    Może dlatego, że najnowszy? Z tą pochwałą to bym nie przesadzała, niedawno był remont na południe od węzła Rybnik, bo coś było nie tak. Dopiero co otwarto słynny most w Mszanie. Południowy odcinek A1 jest niezły, choć przebiega przez trudny teren z uwagi na występujące szkody górniczce. W mojej ocenie świetne są włoskie autostrady, ale oni drogi budują od dość dawna, więc mają doświadczenie.
  • aseretka 04.09.14, 22:19
    > Nie mogę się powstrzymać przed uwagą na temat dróg - między Łodzią a Tavernelle
    > (Sieną, Pizą, sporym kawałkiem wybrzeża i ich okolicami) najlepszym jakościowo
    > odcinkiem był ten między Pyrzowicami a Ostrawą.
    Ojjj tam, ojj tam z jakościądrogi, bo jest ona nowa, choć niedawno słyszałam, że już podległa jakiemuś remontowi. Powiedzcie lepiej, jak z tankowaniem przed granicą z Czechami. Gdzie zatankować jeszcze w Polsce? Jutro w nocy będę przemierzała tę trasę i iformacje, jak najbardziej na czasie. :)
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • wojtek33 04.09.14, 23:00
    Chcesz zjeżdżać z autostrady i po nocy szukać stacji dla paru złotych? Ja dopełniam na Shellu przy kupowaniu winiet, potem jeszcze w Austrii, gdzie potrafi być o 30 i więcej eurocentów taniej niż we Włoszech.
  • aseretka 05.09.14, 15:38
    > Chcesz zjeżdżać z autostrady i po nocy szukać stacji dla paru złotych? Ja dopełniam na
    > Shellu przy kupowaniu winiet, potem jeszcze w Austrii, gdzie potrafi być o 30 i więcej
    > eurocentów taniej niż we Włoszech.
    Też myślałam, zeby zatankować w Czechach przy zakupie winiet, ale na wszelki wypadek wolałam spytać, czy przy naszej A2 jest już jakaś stacja benzynowa. Zjeżdżać i szukać po okolicy nie zamierzam. Dzięki za info. A tak dla upewnienia, ten Shell jest jeszcze przed płatną drogą w Czechach?
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • deec2 05.09.14, 16:33
    aseretka napisała:

    > Też myślałam, zeby zatankować w Czechach przy zakupie winiet, ale na wszelki wy
    > padek wolałam spytać, czy przy naszej A2 jest już jakaś stacja benzynowa. Zjeżd
    > żać i szukać po okolicy nie zamierzam. Dzięki za info. A tak dla upewnienia, te
    > n Shell jest jeszcze przed płatną drogą w Czechach?

    Aseretko, jeżeli chodzi Ci o Twoją podróż, o której pisałaś jakiś czas temu, to pojedziesz chyba A1? Bo nie wybierasz się przez Niemcy? Jeżeli tak, to zatankujesz przy autostradzie. Na początku lata pisali na tym forum, że gotowy jest mop Rowień w obu kierunkach. To jest wprawdzie jeszcze trochę do granicy, ale tankować można. No i są stacje niedaleko węzła Sośnica, ale tam trzeba dużo objeżdżać.
    WWW.lotos.pl twierdzi, że mają tam stację, teraz sprawdziłam. Zresztą widziałam ją, tylko nie korzystałam.
    Szerokiej drogi.

  • aseretka 05.09.14, 16:55
    > Aseretko, jeżeli chodzi Ci o Twoją podróż, o której pisałaś jakiś czas temu, to
    > pojedziesz chyba A1? Bo nie wybierasz się przez Niemcy?
    Masz rację, to ma być A1. :) Jadę na Istrię i wybrałam drogę przez Czechy właśnie ze względu na tę nową, chwaloną przez wielu autostradę. Piszę w przerwach pomiędzy "dopakowywaniem się" i trochę nie myślę. Jednak raczej zatankuję dopiero na tej stacji Shella w Czachach i przy okazji kupię winietę na Czech oraz Austrię.
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • deec2 05.09.14, 17:01
    Skoro nadszedł ten dzień, to tym bardziej życzę bezpiecznej, udanej podróży. A autostrada, jak autostrada. Całkiem zwyczajna.
  • mechanss 05.09.14, 11:21
    Płacę średnio conajmniej 2-3 mandaty z fotoradarów w roku, więc już się przyzwyczaiłem :-) Od jakichś 3 lat już nawet nie wzywają na komisariat, tylko przysyłają 2 kwitki: przyznajesz się, że prowadziłeś: 300 zł i 6 pkt., nie przyznajesz się, że prowadziłeś - 400 zł bez punktów.
    Wolałbym jednak, aby pieniążki pozyskane w ten sposób z mojej kieszeni mądrze inwestować w nowe drogi i poprawę bezpieczeństwa istniejących a nie w nowe fotoradary.
    Niestety w praktyce wygląda to jak kolejny środek na łatanie dziury budżetowej tanim kosztem.
  • aseretka 05.09.14, 15:46
    > Płacę średnio conajmniej 2-3 mandaty z fotoradarów w roku, więc już się
    > przyzwyczaiłem:-)
    Chyba nie ma się co chwalić... Myślałam, że jadąc z rodziną jesteś człowiekiem odpowiedzialnym za jej życie i zdrowie, a nie piratem drogowym. W takim przypadku rzeczywiście można uznać za wielkie szczęście, że wróciliście cali. :)
    > Poza Polska jeździłem wielokrotnie, nie była to kwestia strachu przed obcym krajem,
    > ale przed długą drogą, niewielki błąd przy zmęczeniu może wiele kosztować. Na
    > szczęście wróciliśmy szczęśliwie.
    --
    Dyplomata, to ktoś taki, co dwa razy pomyśli zanim nic nie powie.
  • mechanss 05.09.14, 19:47
    Jeżdżę szybko, to prawda, ale ludzie, którzy ze mną jeżdżą nie uważają, że jeżdżę niebezpiecznie. Przede wszystkim staram się być przewidywalny dla innych uczestników ruchu. W naszych warunkach złapanie kilku mandatów z fotoradarów nie jest niczym szczególnym, gdyż właśnie po to one są, aby jak najwięcej ludzi skroić, gdyż bezpieczeństwa, to one napewno nie poprawiają. Dziwi mnie, że nazywasz mnie piratem drogowym zamiast nazwać złodziejami tych, co je stawiają.
  • jeepwdyzlu 09.09.14, 11:07
    Dziwi mnie, że nazywasz mnie piratem drogowym zamiast nazwać złodziejami tych, co je stawiają.
    ---------------
    Juz parę razy w tej dyskusji pokazywałeś, że mądrość nie jest Twoja najsilniejszą stroną..
    Moja rada: nie pogarszaj swojej i tak beznadziejnej sytuacji....

    jeep

    --
    YCDSOYA
  • mechanss 09.09.14, 12:45
    Drogi kolego, chciałem tylko pokazać, że można przejechać od Bałtyku do Morza śródziemnego i jeszcze kawałek dalej i jedynymi fotoradarami, które się po drodze spotka będą te postawione w Polsce.
    Wnioski każdy niech sobie wyciągnie sam. Rozumiem, że Twoim wnioskiem jest mój rzekomy brak mądrości :-)
  • sempre_dritto 09.09.14, 13:19
    mechanss napisał:

    > jedynymi fotoradarami, które się po drodze spotka będą te postawione w Polsce.

    Albo kolega mało jeździł po Italii, albo nie zorientował się, że tamtejsze fotoradary wyglądają nieco inaczej.
    Trzeba też pamiętać, że jeszcze jest Tutor :)


  • marghe_72 09.09.14, 17:56
    mechanss napisał:

    > Drogi kolego, chciałem tylko pokazać, że można przejechać od Bałtyku do Morza ś
    > ródziemnego i jeszcze kawałek dalej i jedynymi fotoradarami, które się po drodz
    > e spotka będą te postawione w Polsce.
    > Wnioski każdy niech sobie wyciągnie sam. Rozumiem, że Twoim wnioskiem jest mój
    > rzekomy brak mądrości :-)

    Wniosek jest taki, że nie zauważyłeś radarów poza PL.
    Być może będziesz mieć ciut więcej pamiątkowych zdjęć z wakacji.

    --
    miszmasz-marghe.blogspot.com/
  • Gość: gość IP: *.stg.pl 16.09.14, 15:33
    W zeszłym roku spędziliśmy dwa tygodnie września zwiedzając Toskanię własnym autem. Pierwszy mandat za przekroczenie szybkości dostaliśmy pocztą w tym roku w marcu. W sumie mandaty były trzy na łączna sumę 250 euro: jeden za przekroczenie szybkości na autostradzie o 10km/godz., drugi za powyższe ale przekroczenie było 0 15km/godz. też autostrada i trzeci za złe parkowanie mimo, że był wystawiony znak, że auto wozi niepełnosprawnego.Zapłaciliśmy, bo co innego mogliśmy zrobić. I nigdy nas żaden mundurowy nie zatrzymał - to wszystko zarejestrowano automatycznie.
  • mama.globtroterka 09.09.14, 14:17
    ja tez właśnie wróciłam z ponad trzytygodniowych wojaży po słonecznej Italii. Co do jazdy to im dalej na południe tym jazda bardziej szalona :) Jazda po Neapolu do dziś powoduje u mnie palpitacje serca, chociaż do najgorszych kierowców nie należę, to przyjazd do centrum miasta wywołał spory skok adrenaliny. Rzym, Toskania czy północ Włoch to zupełnie inna jazda, dużo bardziej cywilizowana. Odniosłam wrażenie, że znaki drogowe w Kampanii służą wyłącznie ozdabianiu poboczy :P Jednak warto się wybrać samemu żeby się przekonać o finezji południowych kierowców.
    --
    www.globtroterek.blogspot.com
    Pomysły na zwiedzanie Europy z dzieckiem
  • vojager29 09.09.14, 17:56
    Zgodza sie. Wlosi, generalnie, jezdza z fantazja, finezyjnie. Calkiem przeciwnie do rodkow. Nasi rodacy jezdza co prawa z duza fantazja ale kompletne bez wyobrazni. Ciekaw jestem statysk o wypadkach w Polsce i Italii, jesli ktos ma niech tu zamiesci. Czesto zastanawiam sie, do czego czy raczej komu sluza w Polsce przepisy drogowe. Wyglada na to, ze tylko prawodawcy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka