Dodaj do ulubionych

viva iberia 2011

13.11.11, 23:08
Byłam na wycieczce "Viva Iberia" Itaki w 10.2011. Polecam ten termin!
Itaka przywitała mnie piękną pogodą i słońcem.Program wycieczki był bardzo atrakcyjny i intensywny, w sam raz dla osób, które marzą nie tylko o leżeniu plackiem na plaży, lecz o pielgrzymowaniu w poszukiwaniu niezapomnianych widoków, dzieł sztuki, smaków, dźwięków, rytmów, ludzi i wrażeń. Hasło przewodnie Itaki-"Inspirują nas marzenia" okazało się prawdziwe w trakcie tej 15-dniowej wyprawy. Mocną stroną firmy jest przy tym sprawna organizacja, a przede wszystkim profesjonalizm przedstawicieli i pracowników. Przewodnik-Pan Marcin był prawdziwym opiekunem naszej gromadki, profesjonalnym, kompetentnym, który chętnie dzielił się z nami ogromną wiedzą i inspirował do poznawania wspaniałych uroków półwyspu. Cierpliwie i ciekawie objaśniał nam fakty historyczne, zwyczaje mieszkańców i kierunki w sztuce. Dzięki tym wskazówkom mogliśmy lepiej poznać te wspaniałe kraje i ich kulturę, a także ulec fascynacji iberyjskimi urokami. Nie nurtowały nas żadne problemy organizacyjne. Wysoka kultura, życzliwość, chęć pomocy i doświadczenie Pana Marcina zapewniły nam luksus bezstresowego i przyjemnego podróżowania.Uczestnicy wycieczki z własnej woli starali się być punktualni, sprawnie omijaliśmy kolejki, dzięki czemu zaoszczędzony czas udało się poświęcić na inne atrakcje ponadprogramowe.Viva Iberia pobiła na głowę moje dotychczasowe wycieczki z innymi biurami (Londyn, Italia, Paryż, Amsterdam). To była wycieczka mojego życia. Póki co...:)
Jakie były niedogodności w trakcie podróży? Muszę się nad nimi długo zastanawiać by wyszukać jakieś dziury w całym. :) W czasie dowozu z W-wy do Wrocławia bus był spóźniony i nieogrzewany. Psuł pierwsze wrażenie. Miejsce zbiórki- Dworzec Zachodni PKS o godzinie pierwszej w nocy jest niebezpieczne i grozi wychłodzeniem. Kiepskie wrażenie na początek. Potem zdarzyła się margaryna na śniadanie, której nie cierpię :). Potem były już stanowczo za obfite kolacje stanowiące poważne zagrożenie dla osób dbających o linię. Z uwagi na zniewalające piękno natury i dzieł sztuki, należało zachować szczególną ostrożność, by się w tym wszystkim nie zatracić, nie zapomnieć o reszcie świata i grupy.Chciałabym też poznać więcej dźwięków i rytmów tego gorącego, pełnego temperamentu, uczuć i emocji rejonu (profesjonalny taniec, fado). Ale nie wiem, co na to reszta wycieczki :)
Szczerze polecam ten wyjazd.
Chętnie tam wrócę, czy ktoś dotarł do Santiago do Compostella?
Będę wdzięczna za wskazówki.
Obserwuj wątek
    • Gość: vasco da gama Panegiryk portugalski IP: *.phil.east.verizon.net 14.11.11, 03:31

      Witaj,

      To mile i optymistyczne, ze mialas udana wycieczke z biurem podrozy
      ale... Swoj panegiryk biura podrozy umiescilas na niewlasciwym forum.
      Do wyrazania zachwytow nad dzialalnosciami biur podrozy sa fora:
      Turystyka zorganizowana i Opinie o biurach podrozy w PL.

      To forum zajmuje sie "obsluga" ludzi ktorzy lubia sami sobie organizowac
      podroze lub pobyt w Portugalii. Sa podroznicy ktorym podroz w stadzie
      z biur podrozy nie odpowiada. Nie chca tez aby zaden rezydent, o wysokiej
      kulturze lub troche nizszej, przyblizal im historie i kulture Portugalii.
      Niezaleznie czy to bedzie pan Zenek czy pani Zosia. Sami sobie przybliza.
      Ja jestem w ich liczbie. Twoj post gloryfikuje biuro podrozy malo wnoszac
      informacji o samej Portugalii. Dalsze zachwyty umieszczaj na wymienionych
      wyzej forach.

      Pozdrowienia

      vasco
      • ml1492vivaib Re: Panegiryk portugalski 14.11.11, 19:17
        Dziękuję za rzeczowe podpowiedzi, faktycznie przypadkowo wybrałam watek. Z braku doświadczenia na forum.
        Wszystkim indywidualnym podróżnikom życzę wspaniałych wrażeń.
        Widzę, że wsadziłam kij w mrowisko :)
        • Gość: pedro a. cabral Viva Portugal IP: *.phil.east.verizon.net 14.11.11, 20:28


          Mam odmienna opinie. Czytajac opinie o biurach podrozy mozna sie
          i tego spodziewac. Twoj nick sugeruje pokrewienstwo duchowe lub
          fizyczne i dlatego Twoja rekomendacja uslug biura nie jest wiarygodna.
          To druga opinia dotyczaca Twojej kryptoreklamy. Masz ochote jeszcze
          troche polemizowac i zaprzeczac?

          Pozdrowienia poniedzialkowe - Alvarez C.
          • ml1492vivaib Re: Viva Portugal 15.11.11, 20:43
            No nic na to nie poradzę, że jestem zachwycona wycieczką i wcale nie mam zamiaru się z tego wycofywać, bo forum jest po to by pokazać różne opinie, nawet takie, które nie podobają się bywalcom tego wątku portugalskiego.
            Zdziwiłam się tylko istniejącym głębokim podziałem na turystów indywidualnych i tych grupowych oraz awersją chyba? do biur podróży. Mój wniosek z tej historii jest taki, że na tej wycieczce spędzało się czas dużo fajniej niż na tym forum.
            Pozdrawiam
            • Gość: cristiano ronaldo Re: Viva Portugal IP: *.cluster-h.websense.net 15.11.11, 23:24

              Nie sadze aby to byla awersja. Ja osobiscie nie wkladam tyle uczucia do ludzi
              podrozujacych z pomoca biura. Sa mi obojetni:) Przez lata fora zalewaly
              (i ciagle zalewaja) jeremiady ludzi skarzacych sie biura podrozy i placz
              nad zepsutymi wakacjami. Udany wyjazd powoduje wybuch euforii przechodzaca
              w ekstaze. Ty jestes tego przykladem. A tak naprawde tak powinno byc.

              Z punktu widzenia tego forum turystycznego Twoj wpis jest bez zadnej wartosci.
              Nie mozna zweryfikowac Twoich intencji i nie wnioslas niczego poznawczego
              o Portugalii. Dlatego fora zalace sie i chwalace dzialalnosc biur podrozy sa
              odpowiednimi do Twoich wpisow. Sadze, ze zgodzisz sie z moja argumentacja.
              Jezeli nie - to trudno:) Zapamietalem cos o klopotach z PeKaeSem i to, ze nie
              lubisz margaryny. Margaryny chyba nikt nie lubi. Zgodzisz sie, ze ma sie to nijak
              do tematu Portugalii.

              Pozdrawiam wtorkowo - ronaldo
              • ml1492vivaib Re: Viva Portugal 17.11.11, 22:21
                Hej. Zgadzam się . :)
                Napisałam rano sporo szczegółów dotyczących podróży po Portugalii, ale niestety zostałam wylogowana i cała praca uleciała w eter. Więc w dużym skrócie:
                Porto-oczywiście wspaniały dworzec kolejowy Św.Benedykta- całe ściany w płytkach ceramicznych , budynek giełdy (wnętrza zapierają dech ), klimatyczne uliczki w centrum, wino Porto oczywiście ( ale tutaj droższe) i czerwone z doliny rzeki Duero, rejs statkiem po rzece- świetne widoki.
                Coimbra- piękne uliczki, miasto bogate z ciekawymi butikami,fajna ceramika,katedra, najstarszy uniwersytet, studenci w czarnych uroczystych strojach-togach.
                Fatima-wiadomo, miejsce kultu Maryjnego, objawień, wizyt JP II, pielgrzymek z całego świata, codziennie wieczorne procesje ze świecami połączone z odmawianiem różańca w wielu językach,"supermarkety" z dewocjonaliami, ale też miejsce wypadów na weekend dla licznych, głęboko wierzących Portugalczyków.
                Nazare-piękne małe miasteczko-kurort nadmorski, piękna szeroka plaża, w październiku zupełnie pusta, szum fal oooo....słońce, malowane kutry, ryby suszone na słońcu,kościółek na klifie, jarmark z kobietami w ludowych strojach, pyszne sardynki z grilla z białym winem.
                Capo da Roca-najdalej na zachód wysunięty punkt Europy, piękny 140 m. klif z zejściem na plaże i super widokami, silny wiatr.
                Lizbona-lało :( , ale jakże inaczej. deszcz nie spada z góry, lecz ze wszystkich stron jednocześnie.parasol dużo nie daje, Portugalczycy się śmieją mimo deszczu, w czasie postoju w jakiejś bramie, stojąca obok nieznajoma Murzynka niespodziewanie poczęstowała nas pieczonym gorącym batatem serwowanym "z ręki". był bardzo smaczny.
                mam nadzieję, że informacje były konkretne.
                pozdrawiam czwartkowo
                • Gość: luis figo Re: Viva Portugal IP: *.phil.east.verizon.net 18.11.11, 04:16

                  Witaj,

                  O to wlasnie mi chodzilo. Znam wszystkie wymienione przez Ciebie miejsca
                  i Twoj opis zabral mnie na ekspresowa sentymentalna podroz po Portugalii.

                  Szkoda, ze przewodnik nie dal wam opcji wypicia espresso/cappuccino w kultowej
                  Cafe Majestic w Porto (Santa Catarina) www.cafemajestic.com/
                  Bylaby to wienczaca karmelizowana czerwona wisienka na cytrynowej tarcie Porto.

                  Indywidualne planowanie podrozy pozwala zajrzec pod kazdy kamien warty
                  zajrzenia. Nie przeczytalem dotychczas na zadnym forum aby przewodnik
                  z biura podrozy zaproponowal grupie dobra lokalna restauracje/cafe. Jedzenie
                  rowniez jest przeciez czescia integralna zwiedzania kraju. Czy wspomnial "bacalhau"?

                  Podzielam Twoj zachwyt nad Nazare. Bylem tam dwa razy w lecie gdy lazur nieba
                  nie mial najmniejszej bialej zmarszczki. A kolorowe lodzie rybackie wyciagniete na piasek
                  oddychaly leniwie wodorostami. Przy kolejnej wizycie w Portugalii rozwaz wlaczenie
                  do swojej podrozy przeuroczego rybackiego Peniche (100 km na polnoc od Lizbony)
                  i historycznego, wcisnietego w mury obronne, Obidos.

                  Pozdrawiam piatkowo, ciagle jeszcze zanurzony w czwartku:)

                  L. Figo

                  • ml1492vivaib Re: Viva Portugal 19.11.11, 08:14
                    Witaj :)
                    Faktycznie, pobyt na forum przedłuża podróż po Portugalii. :)
                    Cafe Majestic rzeczywiście wygląda imponująco. Tam kawy nie piłam, ale w bardzo wielu innych miejscach i wszędzie była pyszna, nawet w małych, pustych barach.
                    Muszę Cię rozczarować. Wygląda na to, że nasza grupa trafiła na idealnego przewodnika.
                    Nie dość, że mówił nam o "bacalhau", to jeszcze o wielu innych typowych lokalnych przysmakach wraz z informacją gdzie warto tego spróbować ( dla zainteresowanych). Dzięki temu potrafiłam w dowolnym miejscu zamówić sobie ulubione - "cortado", a gdy było trochę czasu w Nazare trafiliśmy do bardzo dobrej knajpki z rybami. Niektórzy jedli dorsza :)
                    W ogóle, to portugalska kuchnia jest przepyszna. Tylko trzeba mieć sporo czasu, by czekać na zrealizowanie zamówienia, a o to trudno na objazdówkach. Natomiast ogromną zaletą wycieczek grupowych dla mnie jest to, że nie raczej zabłądzę, co jest strrrrasznie stresujące.
                    Wtedy zaglądanie nawet pod najpiękniejsze kamienie traci cały urok.
                    W Lizbonie, gdy kilka godzin padał deszcz, warto było wstąpić na wiśniówkę do baru z ginjinha - naprzeciw Dworca Rossio. Nie jest to może eleganckie miejsce, lecz ma swój lekko dekadencki klimat.
                    suma-wszystkich-smakow.blogspot.com/2008/11/ginjinha-czyli-winiowa-tajemnica.html
                    pozdrawiam sobotnio :)
                    • Gość: estremadura Re: Viva Portugal IP: *.phil.east.verizon.net 21.11.11, 03:31

                      Witaj,

                      Przekonalas mnie. Najwidoczniej trafil sie Wam doskonaly przewodnik a nie
                      polprzewodnik:) I nie jestem rozczarowany. Milo sie czyta, ze tacy istnieja.
                      Wspomniane biuro powinno udzielic Tobie co najmniej 30% rabatu przy
                      zakupie nastepnej wycieczki do Portugalii za doskonala i przekonywujaca
                      reklame objazdowki. Przeslij kopie watku do biura:) Kto wie...

                      Prawdopodobnie pilismy "ginja" w tym samym klimatycznym miejscu. Patrzac
                      poprzez ulice na podkowy dworca to miejsce znajduje sie na prawo na rogu
                      ulicy. Do pierwszego tuzina "ginja" nie moglem zdecydowac czy wole "com ginja"
                      czy "sem ginja". Zdecydowalem jednak zamawiac "sem ginja". Nie lubie wypluwac
                      niczego z mojego kieliszka:)

                      "Cortado" znam z Hiszpanii. W Portugalii pije mocna "uma bica". Zadziwiajace dla
                      mnie poczatkowo bylo, ze niezaleznie od wystroju miejsca espresso (uma italiana)
                      wszedzie bylo doskonale. Z zadowoleniem zauwazylem, ze obecnie w kraju jest coraz
                      wiecej miejsc z doskonala kawa. Miejsca kawowe czuja oddech konkurencji na karku
                      i staraja sie coraz bardziej. Nie ma juz powodu aby pic dobra kawe skoro mozna pic
                      kawe doskonala:)

                      Kuchnia, glownie rybna, tez mnie oczarowala. Desery w wiekszosc byly dla mnie
                      za slodkie ale ulegalem bez walki budyniowym babeczkom (pasteis de nata)
                      i kombinacji ryzu na slodko (arroz con dulce). Podoba mi sie rowniez poetycka
                      nazwa obiadu - "jantar". Brzmi lepiej niz zwykly obiad:)

                      Mnie chwilowe zgubienie sie nie stresuje. Do kraju/miasta przyjezdzam/przylatuje
                      dobrze przygotowany teoretycznie i topograficznie. Czytam duzo na tematycznych
                      forach, czytam uaktualniane przewodniki, wedruje palcem po mapie w roznych
                      kierunkach i rozmawiam z ludzmi ktorzy juz tam byli i maja zdolnosc robienia
                      przydatnych w podrozy obserwacji.

                      Pozdrawiam prawie poniedzialkowo - estremadura

                      • ml1492vivaib Re: Viva Portugal 21.11.11, 18:11
                        Hej :)
                        No teraz to już mi zupełnie nie wypada przyjąć żadnego rabatu ze strony żadnego biura turystycznego, skoro się tak wytrwale wypierałam wszelkich powiązań. Nie dla mnie już last minute i klub przyjaciół królika :( Przyjęcie jakiejkolwiek korzyści materialnej lub duchowej grozi mi wykluczeniem z forum portugalskiego. Żegnaj więc wycieczko na Antarktydę i Baleary.
                        Zostaje mi tylko espresso w sekretariacie w pracy.
                        Oczywiście, że cortado pije się w Hiszpanii. A w Portugalii to kelner nie ma pojęcia co to znaczy i miałam okazję zauważyć to jasno i wyraźnie na jego twarzy.
                        Nawiązując do przewijającego się wciąż wątku wiśniowego, to miałeś rację wybierając wersję "sem ginja". Wiśnie z nalewki nie miały pestek, ale zepsuły wrażenie całości ponieważ nie macerowały się w nalewce, lecz pochodziły jakby z jakiegoś bezalkoholowego kompotu :(
                        Wielbiciele dobrych polskich domowych nalewek z wiśni od razu czują się zawiedzeni.
                        Lecz w ginji nie na tym urok polega. Damy muszą się zdobyć na odwagę wypicia trunku z plastikowego kubeczka, na stojąco i tak na widoku (prawie na placu jest to miejsce na rogu), a Panom to chyba zupełnie nie przeszkadza.Wręcz przeciwnie. Podobno potem świat wydaje się piękniejszy, a ludzie bardziej życzliwi. :)
                        Osobiście to słodkim babeczkom budyniowym nie ulegałam :)
                        Pozdrawiam
                        poniedziałkowo oczywiście
                        • Gość: amalia rodrigues Re: Viva Portugal IP: *.phil.east.verizon.net 22.11.11, 04:52

                          Witaj,

                          Zdecydowanie powinnas dostac (i przyjac) od biura odczuwalny rabat na kolejna wycieczke
                          do Portugalii z jednodniowa wyprawa na wyspe Berlenga Grande. Zakladajac, ze nie masz powiazan z biurem i nie kryptoreklamujesz uslug biura a opisujesz swoje empiryczne doznania turystyczne i entuzjastycznie polecasz ich uslugi na forum publicznym zalugujesz na wymierna
                          wdziecznosc biura. Statystyka mowi, ze tylko okolo 15% zadowolonych klientow wyraza swoje
                          zadowolenie i pochwaly pisemnie. Jestes wiec w cenionej mniejszosci.

                          W naskromniejszym przypadku powinnas dostac od biura skrzynke madery (Justino Henriques)
                          przed koncem tego roku. Bede rozczarowany gdy szef marketingu biura tego nie zrobi.

                          Kelner w Portugalii mogl nie byc Portugalczykiem i przyjechac do pracy z innego kraju.
                          Nie mowil z akcentem polskim lub rosyjskim?:) Na pewno znal znaczenie slowa "gorjeta".

                          Nalewek nie pije ale "ginja" i owszem, przypadla mi do gustu. Do porto juz wczesniej
                          mialem zauwazalna slabosc. Fakt, ze picie z plastiku stepia troche doznania ale kiedys
                          na praktyce studenckiej w warunkach polowych i ekstremalnych pilem bimber z odkreconego
                          z traktora plastikowego migacza (prawego gdyby to mialo znaczenie). Kolor czerwony plastiku lekko mi przeszkadzal poniewaz nie moglem precyzyjnie okreslic klarownosci trunku. Picie "ginji" z plastiku wiec troche odmladza:) Porto natomiast zdecydowanie pije tylko ze szkla.

                          Wierze, ze w sekretariacie macie dobry ekspres do kawy. Taki z mieleniem kawy i z
                          pieszczotliwym dotykiem spienionego mleka. Gdyby, niefortunnie, tak nie bylo to
                          zainspiruj szefa Portugalia i zwroc jego uwage, ze alfabetycznie Polska jest przed
                          Portugalia:)

                          Pozdrawiam tez, ech, poniedzialkowo - Amalia R. primo voto Fado




                          • ml1492vivaib Re: Viva Portugal 23.11.11, 00:11
                            Witam
                            Berlenga Grande wygląda pięknie. Przeczytałam, że nikt tam nie mieszka oprócz dwóch latarników (?). Niesamowite miejsce. Byłam na Cabo da Roca i teraz wracam tam chodząc rano do pracy ze słuchawkami na uszach. Przy muzyce Madredeusa w wyobraźni szybko można się przenieść na skały lub nad ocean. Nawet nie trzeba brać urlopu.
                            Cabo da Roca natchnęło także do śpiewu "naszą" Annę Marię Jopek (piosenka o tym samym tytule).
                            Muszę się przyznać, że Twoja opowieść o degustacji bimbru z czerwonego migacza pobudziła mocno moją wyobraźnię. :) Jeśli chodzi o wybór oryginalnych naczyń do serwowania, to słyszałam od znajomych o sałatce warzywnej z majonezem podanej w porcelanowej misce...klozetowej. Wyjaśnię, że była to parapetówka w nie wykończonym jeszcze domu, a miska była nowa, nie używana i stała dumnie na środku stołu.
                            Na dzisiaj kończę już wątek, albowiem jutro rano nawet pyszna świeżo mielona kawa z pianką (w sekretariacie) nie zdoła mnie przywrócić do wydajnej służby pracowniczej.
                            Czyżbyś był wielbicielem fado?
                            pozdrawiam tak z wtorku / na środę
                            • Gość: Carlos do Carmo Fado IP: *.phil.east.verizon.net 23.11.11, 06:07

                              Spisz:) Cicho wiec pisze. Fado to nie moj rodzaj muzyki. Z definicji to los, przeznaczenie,
                              dola, fatum... Kojarzy mi sie z melanzem tesknoty i melancholii w roznych proporcjach.
                              Cos w stylu: "On pojechal a ona plakala..." Bylem dwa razy na koncercie w Lizbonie.
                              Z wyrachowanej koniecznosci. W Sopocie poznalem portugalska studentke (wymienna)
                              muzykologii. Lubila fado i chetnie o tym "genre" opowiadala. Dwa razy w Lizbonie
                              zaprosila mnie na koncert fado. Przy drugiej okazji mialem cicha nadzieje na nocny
                              klub z tancami i weselsza muzyka. Niestety... Siedzialem i cierpialem. Znajomosc sie
                              oddalila ale slady otarcia sie o fado zostaly. Kto wie, moze gdybysmy zatanczyli
                              Mambo numer 5 albo Macarene pisalbym dzisiaj po portugalsku:) Obecnie najchetniej
                              odwiedzanym Fado jest Irish Pub Fado w sasiedztwie mojego miejsca zamieszkania.
                              Muzyczny akompaniament przy barze jest zdecydowanie weselszy:)

                              Piosenke Anny Jopek znam. Powinnismy przeniesc z portugalskiego do naszego
                              jezyka okreslenie "sobremesa". Brakuje odpowiedniego jednego wyrazu oddajacego
                              klimat wydarzenia. Inspiracje portugalskie w polskich piosenkach historycznie byly
                              juz wczesniej - cos o praczkach w Portugalii. Moze to hymn zwiazku zawodowego?

                              Przewodnik podczas rejsu na Berlenga Grande mowil o pustynnym zaludnieniu wyspy.
                              I tak bylo. Chociaz wbrew wszelkiej nadziei meska czesc wyprawy miala zludna nadzieje
                              spotkac tam corke rybaka i zaludnic wyspe:)

                              Z pewna doza niepewnosci wroce na chwile do uzywanych oryginalnych naczyn podczas
                              "parapetowki". Widzialem parowki z musztarda podawane w fabrycznie nowym nocniku, przyniesionym jako prezent, dla raczkujacego dziecka gospodarzy. Nie pamietam czy
                              dalem sie skusic...

                              Tez ide juz spac i pozdrawiam wczesnie srodowo - carlos.
                              • ml1492vivaib Re: Fado 25.11.11, 23:39
                                Taak. Tak to jest, gdy się fado przyzywa, nazywa, przyciąga. 3 dni przerwy w pisaniu.
                                Dziwne przeciwności mnie spotykały. Po pracy padłam totalnie dnia pierwszego. Drugiego napisałam sporo- także wymieniając to słowo na "F". Potem sprytnie niby próbowałam sobie zapisać tekst, by przypadkiem nie zginął. Cóż. Zniknął nie wiem jak. Następnie podjęłam nieudaną próbę wysłania 2 linijek. Nic z tego. Internet przestał działać chociaż ostatnio się to nie zdarzało. No, ale przecież wtedy "F" słuchałąm. ( chyba ta muzyka źle na komputery wpływa jednak...)Na tej płycie chyba nie wszystkie kobiety zalewały się łzami tęsknoty. No może jedna tylko brzmiała rozpaczliwie.Zupełnie jakby śpiewała porzucona przez spragnionego wrażeń turystę córka rybaka z Berlenga Grande. W tle tej piosenki słychać było w tle urocze, aczkolwiek smutne głosy porzuconej dziecięcej gromadki. :)
                                Możliwe, że miał szczęście ten turysta, że zjawił się pewnego lata w Berlenga, a nie w Hiszpańskiej Sewilli. Obserwując temperament tancerek flamenco wydaje mi się, że mogłoby dojść do zupełnie innego finału, z rękoczynami włącznie.
                                A propos nietypowych naczyń do potraw.Przypomniało mi się muzeum Salvadora Dali w Figueres w Hiszpanii. Dali uwielbiał prowokować swoimi dziełami. Także rozśmieszać.
                                Świetnie się tam bawiłam. :) Kwiaty umieścił w rybiej paszczy zamiast wazonu.
                                Czy Hiszpanię znasz równie dobrze jak Portugalię?
                                Pozdrawiam piątkowo/sobotnio
                                • Gość: galo Re: Fado IP: *.phil.east.verizon.net 26.11.11, 07:41

                                  Fado jest kuzynem tureckiego kismet. Obaj kuzyni sa dla mnie zbyt fatalistyczni.
                                  Lubie miec (i wierze, ze mam) pewien wplyw na dotyczace mnie przeznaczenie.
                                  Samo bierne oczekiwanie co przyniesie los nie przekonywuje mnie. Usmiecham
                                  sie wiec aktywnie i szczerze do losu z nadzieja, ze od czasu do czasu los usmiechnie
                                  sie do mnie:) I, rzeczywiscie, usmiecha sie...

                                  Hiszpanie znam wybiorczo. Odwiedzalem kilka razy z dluzszym, miesiecznym,
                                  pobytem w Andaluzji (Almeria/Roquetas de Mar). Trudno nie lubic Hiszpanii.
                                  W Sewilli bylem. Tancerki flamenco podziwialem. Nie mam osobistego doswiadczenia
                                  ale romans z flamenco lady to podobno spacer na linie bez ubezpieczenia.
                                  Mozna umrzec zaduszony z milosci lub zostac zastrzelonym z zazdrosci:) Nie ma jazdy
                                  na wolnym kole. Temperament i pasja flamenco moga oswietlic male miasto powiatowe.

                                  Dali to moj ulubiony artysta. Kopia jego "Uporczywosci pamieci" wisi u mnie na scianie.
                                  I prawie za kazdym razem gdy zatrzymuje sie na niej wzrokiem, zegary - gumisie,
                                  patrza na mnie inaczej. Fakt, stymuluja wyobraznie. Psychodalia:)

                                  Koguci symbol Portugalii (galo) przykleil sie do mojej lodowki. W lodowce jeszcze
                                  sa pozostalosci jego wiekszego kuzyna "peru". Mialem z nim czwartkowe spotkanie
                                  trzeciego stopnia.

                                  Zanurzam sie sennie w weekend i weekendowo pozdrawiam - galo.

                                  • ml1492vivaib Re: Fado i Galo 27.11.11, 00:06
                                    Cholercia. Znowu to samo. Ta sama muzyczna płyta w tle i to samo skasowanie odpowiedzi.
                                    Znowu coś za szybko wcisnęłam na klawiaturze? Fatum jakieś czy co?
                                    Oczy mi się już niestety zamykają, lecz wyjaśnij mi jeśli możesz, co to za "peru" zjadłeś?
                                    pozdrawiam już w niedzielę
                                    • Gość: bartolomeu portugu Re: Fado i Galo IP: *.phil.east.verizon.net 27.11.11, 02:47

                                      Byc moze Twoje internetowe fatum to rzucony przez fado zly urok ?
                                      Moze masz znajoma Cyganke ktora moze skutecznie i niedrogo zdjac zly urok?
                                      A do tego czasu sprawdz przy pisaniu polaczenia wszystkich laczacych kabelkow
                                      i staraj sie nie dotykac palcami lewej dloni lewych peryferii klawiatury.

                                      "Peru" to po portugalsku indyk. Co roku, w ostatni czwartek listopada, ofiara
                                      rzezi staje sie indyk. Ponad 43 miliony indykow umiera dla tradycji. Smutne to.
                                      Interesujaca jest etymologia portugalskiego "peru". W brazylijskim slangu "peru"
                                      znaczy tez, hmmm, ostroznie dobieram slowo - penis. Niewykluczone, ze w przyszlosci
                                      moze wybuchnac wojna brazylijsko-peruwianska w wyniku przejezyczenia sie
                                      Brazylijczykow. Peruwianczycy to bardzo dumny narod. I historycznie waleczny.

                                      Jutro jade nad ocean. Temperatura powietrza bedzie 16C ale wody tylko 6C.
                                      Wykluczam wiec kapiel:)

                                      Pozdrawiam ciagle jeszcze sobotnio i ewentualnie do poniedzialku

                                      Bartolomeu Portugues (pirat)

                                      • ml1492vivaib Re: Fado i Galo 27.11.11, 10:37
                                        No nie wiem, ale już od samego początku pokręciłam coś z ulokowaniem wątku. Jeśli chodzi o komputer i internet, to nie jestem ich fanką wpatrującą się w ekran. Traktuję te narzędzia jako wygodne i szybkie maszyny, które mają mają mi życie ułatwiać, a nie jakieś figle i niespodzianki sprawiać. Lecz tak naprawdę to sama coś nie tak wciskam i za bardzo się spieszę. Na Cyganki nie ma co zrzucać winy. Z poradnictwa życiowego u nich nie korzystam :)
                                        Nie wiem jednak, co dzisiaj się stanie z tym pisaniem, gdyż znowu fado słucham.
                                        Z indykiem ostatnio też się spotykałam w kuchni, ale na polski dzień niepodległości patriotyczną polską gąskę wybrałam. Portugalski kogut zamieszkał tu na stałe, ponieważ bardzo mi się ta historia o triumfie sprawiedliwości i miłości spodobała. Jeden czarny wisi na płytkach ceramicznych, a drugi , kolorowy i malowany dumnie się pręży na szafce i patrzy na wszystkich z góry. Nie porusza go nawet smażenie jajecznicy.
                                        Słońce dzisiaj specjalnie nie rozpieszcza, ale i tak wybieram się na długi spacer. Mam nadzieję, że nad oceanem Cię żadna fala nie porwie. Może piratów się nie imają?
                                        pozdrawiam w niedzielę
                                        • Gość: casa do alentajo Galo de Barcelos IP: *.phil.east.verizon.net 29.11.11, 05:24

                                          Yeah, jajecznica:) Moj kogut-Azulejo siedzacy na drzwiach zamrazalnika z letnia
                                          uwaga obserwowal moje smazenie jajecznicy. Widzial drobne krojenie trzech krazkow
                                          cukrowej cebuli. Widzial krojone na polowki pomidory koktajlowe. Widzial podgrzewanie
                                          oliwy z oliwek (kalamata) na patelni i wsypywanie najpierw cebuli i pozniej po dwoch
                                          minutach polowek pomidorow. Widzial przykrywanie smazonych mieszanych warzyw
                                          dwoma organicznymi jajkami od kur luznochodzacych. Widzial to wszystko mieszane
                                          silikonowa lopatka i przelozone z patelni na wczesniej podgrzany talerz. Widzial moje
                                          zadowolenie podczas jedzenia dobrze przyrzadzonej jajecznicy. Odnioslem nawet wrazenie,
                                          ze mrugnal do mnie dwukrotnie lewym okiem. Azulejo to "cool" kogut!

                                          Wczorajsze zejscie do oceanu bylo plaskie tak jak stol. Przypomnialy mi sie klify portugalskie
                                          ktore pozwalaly patrzec na ocean z gory. Mieszkalem przez tydzien w Praia del Rey.
                                          Z hotelu szlo sie po soczystej dywanowej trawie laskoczacej kostki i po stu metrach dochodzilo sie do klifu. Mozna bylo z wysoka slizgac sie wzrokiem po roznych odcieniach niebieskosci
                                          oceanu i szerokiej, piaszczystej plazy bez widocznego konca z obu stron. Mozna tez bylo
                                          zejsc drewnianymi schodami na plaze i doznania kolorystyczne wzbogacic o ceglasta
                                          barwe klifu. www.fotohm.com/panoramicas/praiadelrey/ Byc moze sprawdze w sierpniu czy trawa jest odpowiednio przycinana i czy klif nie wyplowial. Bliskie sasiedztwo
                                          Obidos i Peniche. Okolo 100 km na polnoc od Lizbony. Przedsionek nieba:)

                                          Pozdrawiam prawie wtorkowo - casa d. alentajo

                                          • ml1492vivaib Re: Gąska Balbinka 29.11.11, 21:49
                                            No tak, Twój ulubiony Azulejo musiał być syty, skoro zachował spokój przy smażeniu takiej jajecznicy. Nie mogłam przerwać tej pasjonującej lektury. Całe szczęście, że użyłeś do przekładania silikonowej łopatki :). Mój ekologiczny umysł od razu mnie sprowadził na ziemię.
                                            Z ostatnich kuchennych doświadczeń wiem, że koguciki portugalskie są bardzo wrażliwe na zapach pieczonej szarlotki. Lecz nie każdej. Albowiem jabłka powinny być soczyste, kwaśne i słodkie zarazem, starej polskiej odmiany np. antonówka lub złota reneta. Ciasto kruche trzeba zrobić z masła, żółtek od najszczęśliwszej kury na całym podwórku, mąki krupczatki i cukru pudru. Wymaga tak zwanej "zimnej ręki" , czyli szybkiego zagniecenia. Aby jeszcze piękniej pachniało można dodać otartą skórkę z cytryny. Ciasto przekłada się musem z jabłek dosłodzonym lekko miodem lipowym i piecze w gorącym piekarniku. Rozpływa się w ustach, uszczęśliwia duszę i ciało.
                                            Przepiękny jest ten widok na ocean z okolic Obidos. Dziękuję. Zaniemówiłam.
                                            Zaczynam się jednak zastanawiać, czy nie masz tam udziałów w lokalnej branży turystyczno-gastronomicznej, skoro zachwalasz ten rejon już po raz kolejny :).
                                            pozdrawiam wtorkowato
                                            • Gość: rio tejo Ulotny zapach szarlotki IP: *.phil.east.verizon.net 30.11.11, 06:01

                                              Podejrzewam, ze Azulejo zaglada w nocy lub na ranem, przed pianiem, do lodowki.
                                              Wydaje mi sie, ze widzialem przez sen w lustrze swiatlo otwieranej lodowki. Pewnosci
                                              jednak nie mam.

                                              Opis Twojej szarlotki wywolal u mnie odruch Pawlowa - pobudzil moje slinianki:)
                                              Z opisu jasno wynika, ze nie mozna juz Twojej szarlotki bardziej udoskonalic. I jezeli uszczesliwia i cialo i dusze to cukierniczy aniol w aksamitnym plaszczu wjezdza w podniebienie. Gdybys zdecydowala sie na eksport szarlotki do Portugalii to niesmialo
                                              sugeruje aby czesc wysylanej partii byla bez cukru pudru - z naga gora. Lubie
                                              ciasta maloslodkie:) Sypanie sie cukru pudru z gory rozprasza mnie i nie pozwala
                                              mi sie skupic calkowicie na urodzie i walorach smakowych szarlotki. Twoje mieszanie slodkokwasnego musu jablkowego i lekkie dosladzanie miodem wynosi szarlotke do
                                              poziomu ***** (slownie: piec:)

                                              Reklamuje okolice Obidos zupelnie bezinteresownie. Miejsce to duze osiedle
                                              deweloperskie z ladnymi domami nalezacymi w wiekszosci do Anglikow, Irlandczykow
                                              i Szwedow i bedacymi ich wakacyjnymi domami. Baza gastronomiczna jest uboga.
                                              Sa dwa sklepy spozywcze i przecietna restauracja. Jezeli chce sie zjesc interesujaco
                                              poza hotelem to nalezy pojechac do Obidos ( 22 km) lub Peniche (ok. 25 km).
                                              Do Nazare tez nie jest daleko. Mozna wybrac sie na jeden dzien do Porto. Niezbedny
                                              jest samochod. Urok miejsca polega glownie na niezadeptanej i niezatloczonej plazy
                                              i slyszalnej obecnosci oceanu. Ma sie wrazenie, ze jest sie na swojej prywatnej plazy:)
                                              No, i ta wyniosla obecnosc klifu pozwalajaca obserwowac plynace statki. Mozna
                                              przypuscic, ze plynace w lewa strone plyna do Lizbony a te w prawa do Porto.

                                              Pozdrawiam juz srodowo - rio t.
                                              • ml1492vivaib Wirusy we mgle 01.12.11, 23:52
                                                Zacznę szarlotkowo jeszcze. Nie sypię szarlotki cukrem pudrem oczywiście. Stanowi on składnik ciasta, ponieważ kryształy zwykłego cukru nie rozpuszczają się w trakcie zagniatania i pieczenia.
                                                Z premedytacją nie robię także żadnych zawijasów z bitej śmietany na wierzchu. To byłaby już przesada. Do jabłek można dodać trochę rodzynek lub orzechów laskowych dla urozmaicenia. Ale zupełnie niekoniecznie.Także nie przepadam za słodkimi ciastami, więc iberyjskie wypieki mnie nie zachwycały, chociaż próbowałam parę razy pod wpływem książkowych reklam z przewodnika.
                                                Obidos wydaje się być rajem na ziemi. Miejscem, w którym świat się kończy, a czas zatrzymuje ( lub płynie wolno przez palce jak na obrazach Dalego ). Czy to możliwe, że na plaży jest tam pusto nawet w sezonie? Tak bez smażalni frytek, ręczników i parawanów i tłumu turystów?
                                                A tu za oknem mglisto, dżdżysto i ciemno. I tylko wirusy się świetnie czują w tych warunkach.
                                                Replikują się i atakują co popadnie. Czyhają na nasze nieszczelne błony komórkowe i wnikają. Dokonują ekspansji i doprowadzają do gorączki, kichania i katarów. Aż w końcu giną pochłonięte przez jakieś tam limfocyty. Podobno ptaki przenoszą wirusy na duże odległości. Patrzysz sobie tak w niebo, marzysz o Obidos, podziwiasz skrzydlate stwory latające, a skutki mogą być tragiczne. I zostaje tylko odwieczne pytanie: zaszczepić się na grypę w tym sezonie, czy nie?
                                                :)
                                                pozdrawiam czwartkowo, przednakilkadniwyjazdowo
                                                • Gość: bairro alto Wirusy we mgle i szarlotka redux IP: *.phil.east.verizon.net 02.12.11, 04:57

                                                  Witaj,

                                                  Tak wynikalo z Twojego opisu - cukier puder do wnetrza. Mialkosc cukru pudru
                                                  nad krystalicznoscia cukru ma dla mnie zrozumiala przewage. Z sypaniem cukru
                                                  pudru na gore chcialem sie upewnic ponad wszelka watpliwosci. Z zalem zauwazam,
                                                  ze ciasta sa hojnie posypywane cukrem pudrem i zniechecaja mnie do degustacji.
                                                  Taka napoleonka na przyklad. Komu to przeszkadza, ze naga/saute, bez cukru pudru
                                                  na licu, prezentuje sie tez atrakcyjnie. Posypywanie cukrem pudrem napoleonki psuje
                                                  jej cere i kojrzy mi sie z wypudrowana cesarzowa Jozefina. Napoleonka - Jozefina
                                                  nie wzbudza mojego pozadania. Rodzynki w szarlotce lubie. Orzechy natomiast to juz
                                                  dla mnie dwa grzyby w barszczu. Spotkalem sie z dodawaniem odrobiny cynamonu.
                                                  Cynamon tez lubie. Bitej smietany unikam tak wirusowej zarazy:)

                                                  Bylem w Praia del Rey na przelomie lipca/sierpnia. Nie bylo tam frytkarni, hotdogarni,
                                                  ryb wedzonych, kuglarzy i kramarzy. Przy wylotem do Lizbony weekendowo odwiedzilem
                                                  Miedzyzdroje. Z molo nie bylo widac skrawka piaszczystej plazy. Koce, reczniki, parawany
                                                  i przy ciele cialo. Zupelnie obce cialo. Plaza w Praia oczarowala mnie. Wygodnie
                                                  malozaludniona. Bezparawanowa. Turysci mniej ruchliwi leza przy basenie (wewnetrznym
                                                  lub zewnetrznym) lub bulgocza radosnie w jacuzzi, inni natomiast rozpraszaja sie po
                                                  szerokiej plazy. Sadze, ze spieszacy z Lizbony na plaze turysci/lokalsi przejezdzaja w pospiechu zjazd z autostrady do Obidos i zatrzymuja sie dopiero w Nazare. W Nazare byly tlumy. W Peniche tez ale juz mniejsze - tlumiki. Cudownie bylo pokrecic sie po zaludnionych
                                                  plazach i wrocic do Praia, plazy kameralnej.

                                                  Z wirusami mam sprawe nie do konca wyjasniona. Od dziesieciu lat szczepie sie
                                                  przeciwgrypowo i u mnie to dziala. Nie mam grypy ani nawet kataru. W zeszlym roku
                                                  jakos tak nie zaszczepilem sie i w grudniu bacznie sie sobie (i niewidzialnym wirusom)
                                                  przygladalem. Bez grypy i bez kataru. Nie moglem wiec dojsc do jednoznacznej
                                                  konkluzji. W tym roku zaszczepilem sie. Przed zaszczepieniem zrobilem wsrod znajomych
                                                  maly prywatny sondaz z dwoma pytaniami: szczepicie sie czy nie i dlaczego?
                                                  Wyniki sondazu to na dwoje babka wrozyla. Polowa respondentow zdecydowanie nie
                                                  szczepi sie. Powody: niechec wstrzykiwania sobie martwych zarazkow, niektorzy zle
                                                  sie czuja po zastrzyku, czesc podejrzewa rzadowa konspiracje, inni nie szczepia sie
                                                  bez podania powodu. Szczepiacy sie szczepia dla spokoju ducha, inni z nadzieja zagrypienia
                                                  i sadzenia firmy farmaceutycznej. Sondaz nie pomogl mi absolutnie w podjeciu decyzji.
                                                  Myslalem o rzuceniu monety ale w koncu zaszczepilem sie z wlasnej, nie-fado woli.
                                                  Masz moja empatie w swoim dylemacie wirusowym ale sadze, ze bedziesz musiala sama podjac decyzje:)

                                                  Szczesliwej podrozy gdziekolwiej jedziesz. Ja tuz po polowie miesiaca siadam na
                                                  walizke i lece na swieta (szarlotke:) do kraju. Zalicze Sylwestra, Nowy Rok i Trzech
                                                  Kroli. Do wiosny, niestety, nie dociagne:)

                                                  Tak z sentymentu obejrzalem sobie letnie polaczenia z Warszawy do Lizbony.
                                                  Portugalski TAP kusi cena okolo 1000 PLN. Nie jest to 301 PLN za ktore lecialem
                                                  pare lat temu promocyjnie z Warszawy do Lizbony tansza corka LOTu (nie pamietam
                                                  teraz nazwy linii) ale cena jest do przyjecia. Wiec zupelnie prawdopodobnie...

                                                  Patrzac na przesunietego troche w prawo Azulejo pozdrawiam ciagle jeszcze czwartkowo

                                                  - b. alto
                                                  • ml1492vivaib formatowanie warunkowe 09.12.11, 18:40
                                                    Hej
                                                    trochę mnie nie było.
                                                    Wpadłam w grudniowy wir. Z własnej nieprzymuszonej woli zachciało mi się zapoznać bliżej excella. On to ma możliwości. Lecz ja za nim nie nadążałam. Wszystkie języki zna, nawet portugalski. Tabele przestawia, odsetki liczy i udowadnia ile to banki z nas zdzierają.
                                                    Nieźle mi w głowie namieszał. Wyliczy nawet bez problemu jak zminimalizować koszty transportu przy podanych ograniczeniach.
                                                    A po tej masakrze informatyczno-matematyczno-fizycznej przydałoby się włączyć jakąś funkcję przywracania poczucia własnej wartości. ufffff...
                                                    Wiec może powrócę do szarlotki. Masz dobry pomysł z tym cynamonem, jak najbardziej pasuje do jabłek. Co kto lubi. Jeśli chcesz, możesz cynamon wsypać nawet do ciasta naleśnikowego. Lubię naturalne olejki zapachowe i cynamonowy czasem zakraplam do kominka aromaterapeutycznego. W sam raz na zimę i święta. Polecam.
                                                    Pudru nie znoszę i nie noszę. I nie rozumiem jak można!?
                                                    W Warszawie mieszkałam przez połowę życia mniej więcej. Poza nią żyje się lepiej, chociaż fajnie jest ją odwiedzać.
                                                    A teraz pa dam. Po upojnym tygodniu.
                                                    :)
                                                    i pozdrawiam piątkowo
                                                    PS. na grypę się nie zaszczepię :)
                                                  • Gość: baixa chiado Formatowanie Patrycji:) IP: *.phil.east.verizon.net 11.12.11, 03:17

                                                    Ola!

                                                    Juz w niedziele, gdy odpoczniesz i ochloniesz, powinnas sie czuc dowartosciowana.
                                                    Twoja wiedza zostala poglebiona i poszerzona. Excel przestal byc Tobie obojetny.
                                                    Masz juz zdefiniowane uczucia. Milosc lub nienawisc. Obojetnosc jest byle jaka
                                                    i nudna:)

                                                    Powinnas wkroczyc energicznie dowartosciowana w poniedzialek. I pierwszemu
                                                    mezczyznie ktory zwroci uwage na Twoja dowartosciowana energicznosc powiedziec
                                                    z tajemniczym usmiechem: "I szarlotka mi tez wychodzi, ole!" I takiego, calego w domyslach,
                                                    zostawic. Bedzie myslal o szarlotce caly poniedzialek a moze i przez czesc wtorku:)

                                                    Pamietam rozczarowanie mojego kolegi ktory tytul wykladu "Formatowanie partycji"
                                                    zrozumial inaczej. I dysleksja nie miala tutaj zadnego wplywu. Jemu sie wszystko
                                                    kojarzy:)

                                                    Cynamom w nalesnikach jak najbardziej. Jadlem takie w nalesnikarni Haga w Szczecinie.
                                                    Spotkalem sie z tartym cynamonem sprzedawanym jako suplement dietetyczny.
                                                    Nie wiem co taki cynamon robi w organizmie. Nigdy nie zapytalem.

                                                    W Warszawie mieszkalem dwa lata. Zgadzam sie z Toba - mieszkac tam juz nie musze
                                                    ale odwiedzic lubie. W lecie siedzac przy sobotnim sniadaniu w Charlotte w podcieniach
                                                    na Placu Zbawiciela wedrowalem sentymentalnie wspomnieniami po okolicy. Okolica
                                                    archtektonicznie nie zmienila sie prawie.

                                                    Zainteresowalem sie nowym rozkladem jazdy PKP. Dawno nie jechalem pociagiem.
                                                    Rozwazam krotki wyjazd z Warszawy do bliskiej zagranicy. Padlo na Wieden.
                                                    Sa trzy, tanie polaczenia kolejowe z Warszawy. Tort Sachera bede mial okazje
                                                    ponownie sprobowac. Jest dla mnie troche za bogaty. Ale byc w Wiedniu i tortu Sacher
                                                    nie sprobowac... Bede mial pewien dylemat. Ciasta lubie z herbata. Espresso samo tylko.
                                                    Herbata w Wiedniu? Nie wiem czy wypada. Austriacki kelner moze mi zwrocic uwage:)

                                                    Z grypa wiec mamy wszystkie mozliwosci obstawione. Pudru tez nie (z)nosze:)

                                                    I zeby bylo cos o Portugalii to dzisiaj/wczoraj FC Porto wygralo na wyjezdzie z Beira-Mar
                                                    2:1. Muito bem!

                                                    Z weekendowym, sobotnim, pozdrowieniem. Pamietaj o energicznym poniedzialku.

                                                    Baixa C.
                                                  • ml1492vivaib Re: Formatowanie Patrycji:) 11.12.11, 12:01
                                                    Dzień dobry choć deszczowy i zimny,
                                                    rzeczywiście funkcja przywracania działa w czasie w przedziale od czwartku do poniedziałku.
                                                    Wyposażyłam się już w fachowe podręczniki w ułudnym przekonaniu, że kiedyś w chwili wolnego czasu będę je zgłębiać i doskonalić umiejętności zawodowe. Fachowcy od excela liczą sobie teraz w innych miastach i nie prędko ich zobaczę. Cóż za ulga...
                                                    Co do poniedziałku, to rzeczywiście mam ukryte plany. Nie mogę Ci oczywiście ich zdradzić, lecz tylko wspomnę, tak krótko, że podjęłam już kroki aby postawić dobry ekspres do kawy w moim pasku narzędzi. A po dobrym espresso, jak sam zapewne wiesz, wszystko idzie jak burza. I może uda mi się dotrwać w pracy do końca roku, a będzie bardzo gorąco.
                                                    Do kawy też można dosypać cynamonu.
                                                    Co cynamon może z Tobą zrobić? Pewnie zupełnie nie jesteś tego świadomy.
                                                    Medycznie, to brzmi trochę nudno- przyspiesza trawienie, wzmaga apetyt i wzmacnia żołądek.
                                                    Aromaterapeutycznie-dużo ciekawiej-rozgrzewa, stymuluje,działa antyseptycznie, przeciwbólowo (wskazany przy grypie, infekcjach wirusowych, zapaleniu gardła, przeziębieniach) a także daje poczucie szczęścia i uspakaja. No, ale dlaczego ja to piszę na forum portugalskim? A jest uzasadnienie. Handel cynamonem już na początku opanowali Portugalczycy (a Hiszpanie wanilią).
                                                    We Wiedniu kawę mają pyszną i ciastka też. Tortem Sachera się aż tak bardzo nie zachwycałam, ale nie jest zły :). Przy herbacie możesz spotkać się z niezrozumieniem.
                                                    Dawno temu jechałam pociągiem z W-wy do Wiednia na austriackie wakacje.
                                                    Jeszcze wizy wtedy obowiązywały i kontrole więc podróż nie była wesołą przygodą. Przewiercające spojrzenie celnika sprawiało, że miałam wątpliwości nawet co do prawa posiadania srebrnego pierścionka na palcu.
                                                    W Austrii zamiast guten Morgen/Tag/Abend wołaj do tubylców radośnie Gruss Gott :)
                                                    Z racji odstawienia samochodu zapoznałam się z funkcjonowaniem PKP w tym roku po bardzo długiej przerwie. Nawet na krótkim odcinku Półwyspu Helskiego pociągi nie przyjeżdzały, spóźniały się i toczyły się w swoim kompletnie nieracjonalnym i nieprzewidywalnym trybie. Może jeszcze sprawdź na jakimś forum te pociągi do Wiednia.
                                                    W tym roku zaczęła mnie korcić jeszcze Praga. Wszyscy są nią zachwyceni i nie dużo brakowało bym tam się wybrała autokarem. Jest sporo wycieczek z Kudowy.
                                                    Uważam, że samochody są stanowczo nadużywane przez ludzi. Może nawet są od nich uzależnieni? Chodzenie na piechotę zmienia powoli perspektywę. Chronię planetę, lepiej oddycham i myślę w pracy. I nie uważam się za pępek świata, który pędzi drogą i chlapie na innych. Co o tym sądzisz Indywidualny Turysto?
                                                    pozdrawiam w wolną niedzielę



                                                  • Gość: dom henrique Austriackie gadanie IP: *.phil.east.verizon.net 12.12.11, 22:32

                                                    Witaj,

                                                    Wierze, ze poniedzialek mialas udany i, ze spelnil Twoje oczekiwania.
                                                    Poniedzialek jest trudnym i wymagajacym dniem tygodnia. Jezeli kiedykolwiek
                                                    zdecyduje sie ubiegac o fotel polityczny to obiecam elektoratowi zmiane
                                                    poniedzialku na piatek. Moj, obiecany, tydzien bedzie mial dwa piatki.
                                                    Nie sadze abym byl bez szans w wyborach:)

                                                    Cynamon, rzeczywiscie, oszalamiajaco duzo robi. Zatrzymalem sie przez moment
                                                    na wlasciwosciach dawania poczucia szczesliwosci. Zrobie marketingowe rozeznanie
                                                    i jezeli to sie potwierdzi to mozna by rozwazyc siec sklepow cynamonowych karmiacych
                                                    klientow sproszkowanym cynamonem podawanym na srebnych lyzeczkach. Trzy lyzeczki
                                                    dawaly by poczucie szczesliwosci przez tydzien. Na miejscu mozna by bylo za dodatkowa
                                                    oplata ubezpieczyc sie od nieszczescia. Dla tych klientow ktorzy sproszkowanego
                                                    cynamonu nie lubia alternatywna oferta bylo by ssanie laski cynamonowej w calosci.
                                                    Na zyczenie moczonej w mocnej kawie. Zauwazylem, ze w niektorych sieciowkach
                                                    kawowych w Polsce pojawilo sie "ristretto". Po dwoch nie spi sie trzy dni:)

                                                    Na Helu pilem dobra kawe w Maszoperii. Foki tez podziwialem. Bylem tam samochodem
                                                    i wrazenie na mnie zrobil wjazd na polwysep. Na lewo morze, na prawo zatoka. Lub odwrotnie:)

                                                    Praga bedzie sie Tobie podobala. Bylem tam dwa lata temu w sierpniu przez dwa dni
                                                    lecac tanimi liniami do Wenecji. Jezeli mozesz, unikaj podrozy w lecie - tlumy masakryczne.
                                                    Przez Most Karola trzeba bylo sie przeciskac. Pomylilem czeskie knedliczki z naszymi
                                                    knedlami i pyzami. Fatalna pomylka i wielkie rozczarowanie. Nigdy wiecej knedliczkow.
                                                    Tylko kuchnia wloska w Pradze! I ewentualnie czeskie piwo...

                                                    Uwazam tez, ze samochody sa naduzywane. Mieszkam w bardzo samochodowym kraju.
                                                    W duzym miescie z dobra komunikacja i spacerowymi odleglosciami samochod jest
                                                    zbytecznie kosztownym luksusem. W przypadku koniecznosci samochodowej korzystam
                                                    z wypozyczalni. Wczesniej podczas podrozy europejskich wypozyczalem samochod
                                                    i samochodowo podrozowalem. Obecnie wszechobecne korki zniechecaja do jazdy
                                                    samochodem. Ewentualnie samochod wypozyczam lokalnie.

                                                    I o korkach piszac wroce do Portugalii. Portugalia korkiem stoi. Dostarcza chyba polowe
                                                    swiatowego zapotrzebowania na korki. W Algarve kilka razy jechalem za samochodem
                                                    wiozacym kore "korkowa". Otwierajac wino zwracam uwage na korek:)
                                                    Ze smutkiem zauwazam, ze pojawily sie korki syntetyczne. Na pewno tansze ale
                                                    robiace krzywde gospodarce Portugalii. Z drugiej strony chroniace drzewa przed
                                                    obdarciem ze skory. Ponowne okrycie nagosci pnia trwa dziewiec lat.
                                                    video.cnbc.com/gallery/?video=3000048284
                                                    Z mocno poniedzialkowym pozdrowieniem. Nastepny poniedzialek bedzie juz
                                                    europejski. Wakacyjny - wiec przyjemniejszy:)

                                                    dom h.




                                                  • ml1492vivaib a polska rzeczywistość 13.12.11, 22:06
                                                    Witaj,
                                                    obiecuję, że na Ciebie zagłosuję gdy przedstawiasz swój program wprowadzenia dwóch piątków w tygodniu. I nawet pomogę głosy zbierać. Proponuję pomysł potraktować globalnie, a nie lokalnie. Przy wykorzystaniu zasobów internetowych masz szansę wprowadzić nowy tydzień na całej ziemi.
                                                    Cynamon i inne aromaty już są wykorzystywane w celach marketingowych w wielu punktach usługowych. a do ilu produktów je sypią, to już nie zliczę. Przemysł spożywczy jest już w stanie stworzyć chyba wszystko, schabowe o zapach malin, herbatę z aromatem kawy, twaróg z zapachem wędzonki itp itd. Coraz trudniej o to co nie zawiera dodatków, a jest świeże, zwyczajne i zdrowe.
                                                    Widzę, że jesteś smakoszem kawy i śledzisz lokalne dokonania w tej dziedzinie. Nie wyobrażam sobie poranka ( i nie tylko ) bez tego napoju. Udało mi się zdobyć ekspres do pracy :)
                                                    Zazdroszczę Ci wolnych dni przed świętami. Muszę kończyć z racji nadmiaru obowiązków ostatnio. Pozdrawiam wtorkowo :)
                                                  • Gość: restauradores Portugalia - espresso doppio IP: *.phil.east.verizon.net 14.12.11, 15:50

                                                    Dzien dobry,

                                                    Gratuluje zakupu. Wierze, ze bedzie udany i kawowo satysfakcjonujacy.
                                                    Tygodniowa weryfikacja produktu kawowego potwierdzi to lub zaprzeczy.

                                                    Mam swiezo za soba poranny rytual - espresso doppio. www.lacolombe.com/
                                                    Portugalia w tytule jest tylko dla przyzwoitosci aby pamietac, ze jest to watek
                                                    portugalski:)

                                                    Dziekuje za ewentualny glos wyborczy. Nad globalnoscia pomyslu jeszcze sie
                                                    zastanowie. Polska jest najwazniejsza:)

                                                    Pozdrawiam wczesnie srodowo

                                                    Restauradores

                                                  • ml1492vivaib tak tak już nadchodzą 19.12.11, 23:49
                                                    :)
                                                    Witaj,
                                                    zamilkłam zapracowanam i zaganianam okrutnie. Nie dość, że w pracy najgorszy czas w roku, to jeszcze wcześniej gości na święta zaprosiłam. Wiruję logistycznie i układam menu. Szarlotka oczywiście też będzie :) tak obok makowca po barszczu i karpiu. Nie mam pojęcia jak świętują Portugalczycy. Ciekawe... I jak to zwykle w takich napiętych momentach bywa, Pociecha mi gorączkuje. Wirusy znowu zaatakowały znienacka. Muszę niestety kończyć.
                                                    Pozdrawiam i życzę Ci wiele szczęścia i oczywiście udanych wyjazdów :)

                                                    www.youtube.com/watch?v=lQEv6OPsvfY&feature=related
                                                    www.youtube.com/watch?v=woxWnFJhi7Y
                                                  • Gość: alfama Wszechobecny zapach Świąt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.11, 20:13

                                                    Witaj,

                                                    Już po tej stronie. Los usmiechnął się do mnie zepsutą wagą na lotnisku przy
                                                    odprawie bagażu. Sześć kilo nadwagi linia ma w plecy. Mam nadzieję, że nie
                                                    zbankrutują przed moim powrotem:)

                                                    Święta widzi się i czuje wszędzie. U mnie będzie kutia. Mak podobno uspokaja:)

                                                    Wierzę, że poradzisz sobie logistycznie z odwiedzającą rodziną. I pociecha też
                                                    wyzdrowieje. Poradź jej aby napisała długi list do św. Mikołaja. Nawet jeżeli już
                                                    nie bardzo w niego wierzy. Świąteczna atmosfera powinna uzdrowić.

                                                    Kończę i daję się ponieść świątecznym kolorowym tłumom w nowej galerii
                                                    handlowej.

                                                    Pozdrawiam przedświątecznie - alfama

                                                  • ml1492vivaib Galopujące karpie 21.12.11, 19:24
                                                    Dzisiaj już je zobaczyłam. Pływały w wielkiej wannie. Duże, dostojne i nieme.
                                                    Jednego upolował nieduży mężczyzna w czapce. Był bardzo zadowolony. Karp w siatce zdecydowanie mniej. Próbował coś powiedzieć, ale chyba zrezygnował.
                                                    Przeszłam obok nich obojętnie w tym roku (goście mają przywieźć), zatrzymałam się przy solonych śledziach w całości żywiąc nadzieję, że do nich jeszcze żadnej chemii nie sypią.
                                                    Świeżo uwędzone sielawy i pstrąg, okoń w marynacie dopełnią rybne menu.
                                                    Choinka stoi już wyświecona i ustrojona cała. Prezenty kupione, zakupy zrobione i nagły telefon w południe. Bęc. Inne dziecko jest chore. I całe plany może pójdą w łeb i nagle się spakuję i pojadę Wisłostradą. To całkiem zabawne jak przypadki śmieją się z ludzkich planów. Najważniejsze, że na moim podwórku wirusy już są w odwrocie.
                                                    Nie wiem jak mogłeś tak wykorzystać linie lotnicze :) , przecież taki mają kryzys teraz.
                                                    I szczerze współczuję z powodu wizyty w galerii.
                                                    Kutię znam oczywiście i czasem też jadam w wigilię.
                                                    Pozdrawiam środowo :)
                                                  • ml1492vivaib Są w kropeczki 24.12.11, 10:04
                                                    Inwazja biedronek przytrafiła mi się w tym roku po Mikołajkach tuż po powrocie ze szkolenia.
                                                    Pierwsza fruwała wokół mnie jak gdyby zupełnie nic sobie nie robiła z tego, że jest zima.
                                                    Nie mam pojęcia jak się znalazła w moim domu. Siadła mi nawet na ręce i pofrunęła prawdopodobnie gdzieś w okolice paprotki. Może tam spokojnie śpi zawinięta w liście.
                                                    Druga pojawiła się tego samego dnia. Była niespodziewanym prezentem z pracy. To mała świeczka teelight w formie czarno-czerwonej biedronki na zielonej trawie. Bardzo mi się spodobała i cały czas stoi sobie w "biedronkowym" pokoju obok laptopa. :)
                                                    Mój kumpel stwierdził, że niektórzy to mają szczęście...
                                                    Rzeczywiście te biedronki przyniosły mi poczucie szczęścia.

                                                    Życzę Ci by przylatywały także do Ciebie
                                                    :)

                                                    PS goście już jadą.
                                                  • Gość: jeronimo martins ... i po Swiętach! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.11, 13:44

                                                    Witaj,

                                                    Stoi na stacji lokomotywa. Ukończyła swój bieg. Po przekątnej kraju.
                                                    Czasowo dłużej niż lot przez Atlantyk, kilometrowo prawie tyle co
                                                    dystans z Lagos do Porto. Zostały miłe sycące świąteczne wspomnienia.
                                                    Miasto pięknie udekorowane. Podobno w rankingu na pierwszym miejscu
                                                    miast ubiegających się o najbardziej świątecznie rozświetlone. Doskonałe
                                                    espresso w nowootwartej Cafe Venezia.

                                                    Może Sylwester w środku kraju z Marylą a może lokalnie z Bejm. Prezydent miasta
                                                    zaprasza. Wiedeń ciągle aktualny w okolicach Trzech Króli.

                                                    Niech biedronki i zdrowie dotykają Ciebie i Twoja Rodzinę swoimi skrzydłami.
                                                    Pozdrawiam ze środka tygodnia - jeronimo.
                                                  • ml1492vivaib z nowym godom 29.12.11, 15:48
                                                    Hej
                                                    :)
                                                    pędzi ten czas coraz szybciej. Nie wiem kiedy zwolni. W pracy spinam ostatnie sprawy. Tobie to dobrze z tym urlopem. Przydałby mi się także po tym grudniowym maratonie. Wiednia Ci trochę zazdroszczę, chociaż Lizbony w najmniejszym stopniu nie przypomina.
                                                    I kawę wspaniałą pijesz, a ja jadę z ekspresem do reklamacji by go podkręcili, bo zdecydowanie za słabe napoje parzy. Wszystkie możliwe regulacje już wypróbowałam i dochodzę do wniosku, że firma Krups to się powinna skupić na produkcji czołgów jednak, a nie ekspresów do kawy.
                                                    Na pocieszenie zostają mi biedronki i piękne widoki w internecie.
                                                    W Sylwestra mam zamiar bawić się dobrze chociaż niczego nie planuję. Najfajniejsze imprezy i wyjazdy są zupełnie niezaplanowane. Może centrum, a może południe. A może morze. :)
                                                    Pozdrawiam czwartkowo
                                                    jeszcze przed obiadem
                                                  • Gość: benfica Do siego roku! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.11, 14:52

                                                    Witaj,

                                                    Fakt, czas pędzi. Niektórzy nawet uważają, że miejscami zapie..ala.
                                                    Policja drogowa mogłaby wlepić czasami pędzącemu czasowi mandat
                                                    aby się opamiętał. Sylwestrowo jestem już psychicznie przygotowany.
                                                    Spoko, bez większych planów - open sources. Chyba jednak open air.
                                                    Wczoraj widziałem Sylwester w Nowym Jorku. Dobrze zrobiona komedia.
                                                    Jest nawet De Niro i Parker, ta od seksu w mieście i drogich butów.
                                                    Zapomniałem nazwę. Nie Louboutin.

                                                    Kolej ciągle ma promocję na podróż do Wiednia - 29 euro. Bilet kupię już
                                                    w Nowym Roku. Jeżeli...

                                                    Przykro mi z powodu niedowładu ekspresu. Reklamuj - na pewno naprawią.
                                                    Przed kinem piłem doppio espresso macchiato u Grycana. Było doskonałe.

                                                    Muszę lecieć. Czas mnie uwiera.

                                                    Pozdrawiam serdecznie w ostatni piątek roku, baw się dobrze i do następnego
                                                    >roku< ben.fica


                                                  • ml1492vivaib 2012 01.01.12, 23:02
                                                    To ma być znaczący rok. Niektórzy mówią, że ostatni w dziejach ludzkości, inni że bardzo wiele się zmieni, nadejdą nowe czasy, nasza próba. Kalendarz Majów kończy się 21.12.2012. Trochę jeszcze zastało. Nie specjalnie się tym przejmuję. Czas tak pędzi. Przyziemne obowiązki skutecznie sprowadzają na ziemię weryfikując nasze marzenia i plany. Są jak kotwica, która zatrzymuje statek przy cumowaniu.
                                                    Ekspresu mi nie naprawili, podobno jest wszystko ok. Trudno, dobre espresso muszę odnaleźć w innych miejscach. Lub wspominać sobie portugalskie.
                                                    Kończę, bo nie mam dziś weny twórczej
                                                    Nie dzielna
                                                    ale skłonna do pozdrowień szczerych
                                                  • Gość: alcantara Re: 2012 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.12, 14:45

                                                    Witaj,

                                                    Rok minął. My, mężczyźni, jesteśmy o rok starsi. Wy, kobiety, tylko o trzy miesiące.
                                                    W Nowy Rok Pożegnanie z Afryką było zamknięte. Usiadłem więc w Cafe Akwarela.
                                                    Doskonała kawa i cudownie aksamitna pascha.

                                                    Kupiłem dzisiaj bilet do Wiednia. Zwłoka kosztowała mnie 10 euro. Pula tańszych
                                                    biletów została wyczerpana. Wracam jednak bez zmian, tanio. Z ciekawości zajrzałem
                                                    do odległości z Wiednia do Lizbony. 2 300 km. Do Lizbony dotrę być może w lecie.

                                                    Ostrość pamięci wróciła. Projektant od damskich butów nazywa się Manolo Blahnik.

                                                    Na deptaku ptak mnie musnął skrzydłem. Interpretuję to jako pocałunek Fortuny.
                                                    Kupiłem natychmiast jeden los Lotto. Jutro kumulacja!

                                                    W zaufaniu zdradzę Tobie, że w tym roku nie będzie końca świata. Mam wiadomość
                                                    z pewnego źródła którego nie mogę ujawnić. Zresztą mam już prawie cały rok
                                                    zaplanowany. Może będzie później. A później to "Po nas choćby potop''...

                                                    Pozdrawiam jednocześnie i noworocznie i poniedziałkowo - a.
                                                  • ml1492vivaib Nach Wien 02.01.12, 22:48
                                                    Pewnie się już pakujesz by opuścić PL. Z radością czy bez? Teraz bardzo lubię podróżować, lecz hamuje mnie brak czasu i różne takie kotwice życiowe. Czy na tym forum mógłbyś opisać trochę wrażeń z Austrii? Tak dla odmiany. Przecież do Lizbony można jechać przez Wiedeń. Jakość kawy też mnie interesuje, a także potencjalna konkurencyjność apfelstrudla. I wrażenia z PKP.
                                                    Życzę Ci udanej podróży i wiele radości ze zdobywania nowych lądów.
                                                    Los Ci sprzyja skoro ptaki wokół Ciebie krążą.(Fado-los? :) Może jeden okaże się specjalnie szczęśliwy i trafiony?
                                                    Rozumiem trochę Twoje skrzydlate uniesienie, ponieważ kilka lat temu na spacerze nad jeziorem o świcie w lesie musnął mój policzek jakiś przelatujący ptak. To było niesamowite przeżycie, leżałam sobie na ławce bez ruchu , z zamkniętymi oczami i trwało to dosyć długo.
                                                    Może zupełnie się wtopiłam w przyrodę i ten dziki ptak mnie nie zarejestrował. A wrażenie miałam jakby jakiś Anioł mnie pogłaskał po policzku. Niesamowite.
                                                    Szpilki od Manolo do tego klimatu nie pasują. Raczej bose stopy lub wsunięte w skórzane klapeczki. Sara J.P. po wizycie w lesie mogłaby chyba wylądować na kozetce u psychoanalityka lub u manikiurzystki na sklejaniu połamanych paznokci. Fryzjer też by miał mnóstwo roboty. A szpilki powędrowałyby do kosza. Moja wyobraźnia może stworzyć wiele dalszych scenariuszy, lecz jutro muszę bardzo wcześnie wstać. Telefon mi będzie śpiewał nad uchem.
                                                    Pozdrawiam po po po niedziałkowo :)
                                                  • Gość: lagos 6:25 nach Wien IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.12, 12:01

                                                    Witaj,

                                                    Do Wiednia jadę w piątek rano z Warszawy. Na lekko przedłużony weekend.
                                                    Wracam we wtorek wieczorem. W PL jeszcze trochę pobędę. Z przyjemnością.
                                                    W 2015 Wiedeń dostanie nowy, błyszczący dworzec centralny Hauptbahnhof Wien.
                                                    A do tego czasu przyjeżdża się do stacji Miedling. Picie kawy mam w planie.
                                                    Obejrzenie www.myfreewallpapers.net/artistic/pages/gustav-klimt-the-kiss.shtml
                                                    również. Apfelstrudel, Sachertorte, może Esterhazytorte spróbuję. Wiener Schnitzel nein.
                                                    Wolę kuchnię włoską.

                                                    Być może znajdę w Wiedniu jakiś akcent portugalski i przy okazji "przemycę" kilka
                                                    impresji z Wiednia na forum portugalskim:} Pamiętamy zręczne nawiązanie do tematu
                                                    "Słoń a sprawa Polski". Być może będzie słonecznie i admin przymruży oko:}

                                                    Jeżeli dzisiaj wylosują się moje numery to pojadę salonką:}

                                                    Wtorkowo pozdrawiam - lagos {Portugalia}
                                                  • ml1492vivaib Stukot kół 03.01.12, 23:54
                                                    Witaj
                                                    Za pięć godzin muszę wstać. Znowu będę pić za dużo kawy. Znowu pędzić . Płacić rachunki. Organizować remont w pracy. Gotować rosół. Pakować tornister. Zatrzymywać się na chwilę krótką lub trochę dłuższą. A przecież w piątek jest wolne. Kurczę. Tyle będziesz miał atrakcji w weekend...
                                                    Posłuchaj www.youtube.com/watch?v=0bz8CdOAEOM
                                                    Pozdrawiam och już prawie środowo
                                                  • Gość: coimbra Jajka po wiedeńsku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.12, 13:10

                                                    Witaj,

                                                    Pada. Jest szaro i błotniście. Trzeba uważać na przejeżdżające samochody.
                                                    Podczas załzawionego przez szybę śniadania - espresso doppio i dwa biscotti
                                                    - zastanawiałem się: zobaczę w Wiedniu jajka w szklance czy nie zobaczę?
                                                    Chyba jednak nie zobacze, a może jednak... Lubię jajka pod każdą postacią.

                                                    Może uda się obejrzeć Spanische Hofreittschule. Podobno konie piją z marmurowych
                                                    poideł i mają trzy miesiące wakacji na wsi. Dobrze jest być koniem w Wiedniu.

                                                    Sieć Biedronki traci popularność w Portugalii. Dzisiejsza prasa o tym donosi.
                                                    Podobno chce się przenieść do Kraju Tulipanów. Portugalczycy czytają o tym
                                                    niechętnie.

                                                    "Stukot kół" nie otwiera mi się w kafejce. Odsłucham przy okazji. Dziękuję.
                                                    Improwizuję więc fałszując.

                                                    Masz moją empatię co do godzin snu i pędzenia. Wiesz to ale przypomnę - ten
                                                    tydzień jest pracowicie krótki. Może to przypomnienie przyniesie ulgę Twojemu
                                                    zabieganiu.

                                                    Biegnę wolno dalej pozdrawiając środowo - coimbra.

                                                  • ml1492vivaib Słońce? 08.01.12, 11:01
                                                    To niemożliwe. Wyszło z ukrycia. Świeci jasno. Odbija się w oknach i uśmiecha. Rozpagadza. Energii dodaje. Humor poprawia.Mam nadzieję, że trafiło także do Wiednia. Może chciało zobaczyć jajka do wiedeńsku, konie pijące z pozłacanych wiader lub parę obrazów wkradając się przez okna. No nie miało wyboru. Musiało w końcu wyjść z ukrycia. Obudzić się z zimowej drzemki. Nawet bazylia na parapecie zaczęła się uśmiechać i przeciągać. Pomachała liściem do kolorowego koguta mieszkającego na najwyższej półce. Chyba się poruszył. :)
                                                    Natchnąłeś mnie do zakupu paru albumów ze sztuką i dzięki temu spędziłam czwartek na podziwianiu malarstwa.
                                                    A w niedzielę znowu inwazja wirusów dziecięcych.
                                                    Pozdrawiam słonecznie :)
                                                  • Gość: pingo doce Zalzawiony Wieden IP: 62.52.54.* 08.01.12, 21:13

                                                    Guten Abend,

                                                    Wieden wyludniony. Dwa dni swiat. Tylko turysci snuja sie ulicami.
                                                    Sztuke w Belvedere obejrzalem. Klimta polubilem. Przed Pocalunkiem
                                                    pomedytowalem. Van Gogh tez w poblizu wisial. Konie na odleglosc wechu
                                                    widzialem. Za nimi jechal stajenny z odkurzaczem. Kolo Opery sie pokrecilem.
                                                    W hotelu patrzy na mnie Sobieski z obrazu. Kawe maja odlotowa wszedzie.
                                                    Tort Sacher moze jutro. U Trzesniewskiego jadlem, u Havelka pilem espresso.
                                                    Jutro Beethovena odwiedze. We wtorek zegnam miasto.

                                                    Niedzielnie pozdrawiam - pingo d.
                                                  • ml1492vivaib Re: Zalzawiony Wieden 09.01.12, 20:18
                                                    Chyba wczoraj słońce ominęło Austrię, w Warszawie go także nie było. Dzisiaj już wyjechało zupełnie z Polski.Cieszę się, że tyle wspaniałych wrażeń Cię spotkało. Nie wiem, czy lubisz muzykę poważną, ale na Twoim miejscu robiłabym wszystko by się wedrzeć do jakiegoś muzycznego miejsca. Podobno niedrogie wejściówki (nawet miejsca stojące) można kupić jeszcze przed spektaklem nawet w najbardziej ekskluzywnych operach i filharmoniach. Mozarta posłuchać...Zatańczyć walca nad pięknym modrym Dunajem. Kąpać to raczej nie.
                                                    U mnie zupełnie nie portugalska proza życia. Remont zdalnie sterowany uruchomiłam w pracy na odległość i siedzę w domowych pieleszach kurując Potomka. Czas zwolnił, kawą się mogę spokojnie podelektować i medytować na dowolnie wybranym boku :)
                                                    Grusse poniedziałkowo po niemiecku
                                                  • Gość: madera Bach, Bach, Bach - Sebastian IP: *.starnettelecom.pl 11.01.12, 16:34

                                                    Witaj,

                                                    Pytalas o PKP. Mile wrazenia w obie strony. Wygodnie, czysto i uprzejmie.
                                                    Wars doskonaly. Piers z kurczaka z kuskus znakomita. Jadlem ja w obie
                                                    strony. Rozklad z precyzja neurochirurga. Cena tez zachecajaca. Polecam.

                                                    Bacha wysluchalem w kosciele sw. Piotra w Wiedniu. Byl bezplatny koncert.
                                                    Kosciol robi wrazenie. Najstarszy w Wiedniu. Bach - fuga cos tam - mol.
                                                    Lezacych i odpoczywajacych juz muzykow-kompozytorow obejrzlem w grupie
                                                    na cmentarzu. Beethoven, Brams i czterech Straussow. I chyba jeszcze jakichs.

                                                    Do Biedronki przy okazji zajrze. Obejrze polke z winami. Moze jednak...

                                                    Jeszcze tydzien mi zostal. Za jedna h jade dalej ze Stolycy:) Wiadoma rzecz!

                                                    Pozdrowienia ciagle srodowe - madera.


                                                  • ml1492vivaib Zachichany wszechświat 13.01.12, 14:55
                                                    Jestem zaskoczona pozytywnymi wrażeniami z PKP. Podejrzane. To jakaś reklama. Tajemnicze powiązania z PKP masz? Miałeś? Będziesz miał? A członkowie rodziny? Dziwne. I promocję dostałeś. I jeszcze dobrego kurczaka? Znam wrażenia z głównie od koleżanek dojeżdżających lub nie dojeżdżających koleją do pracy. Twoje wrażenia powinny być zupełnie normalne i typowe, ale wydają się być z zupełnie innej bajki. Nie polskiej, lecz wiedeńskiej. Może tam jeżdżą pociągi pod specjalnym nadzorem?
                                                    Nie mam teraz weny twórczej do pisania, jeno do kichania. Uciekam gdzieś pod koc.
                                                    Hej.
                                                  • Gość: torre de belem Śnieg nareszcie! IP: *.vlan246.dengo.lubman.net.pl 16.01.12, 11:56

                                                    Witaj,

                                                    Wierzę, że kichanie zniknie z Twojego domu. Może śnieg je przykryje.
                                                    Z PeKaPe mam dobre doświadczenia. Wiedeńskie opisałem prawdziwie.
                                                    Szczecin - Lublin też był ok. Długo, bo długo, ale z miejscówką i Warsem.
                                                    I dwa razy do Warszawy. W środę ostatnia (nieodwołalnie) podróż
                                                    PeKaPe do Warszawy. I w piątek odlot (nieodwołalny). Brytyjczykiem
                                                    wracam. Piątek trzynasty mi nie przeszkadza ani nie wywołuje niepokoju.
                                                    Podobne nastawienie mam do horoskopów. Czytam i jeżeli jest pomyślny
                                                    - wierzę. Jezeli czymś mnie straszy - uważam, że horoskop to bzdura:)

                                                    Śnieg nareszcie. Jest czyściej, bielej i ciszej. Jeździ się wolniej i uważniej.
                                                    Śnieg to fajna sprawa. Znasz różnicę między śniegiem i kominiarzem?
                                                    Oprócz oczywistej - koloru. Kominiarz musi wstać rano do pracy a śnieg
                                                    moze sobie poleżeć:)

                                                    Niech zdrowie zamieszka w Twoim domu - pozdrawiam poniedziałkowo.

                                                  • ml1492vivaib Mróz nareszcie! 17.01.12, 20:16
                                                    Hej,
                                                    uuu, zmarzłam dzisiaj wędrując na piechotę do pracy. I śliska droga była bardzo. Wreszcie mróz zetnie wszystkie wredne drobnoustroje szybujące w powietrzu i osiadłe na powierzchni ziemi.
                                                    W ostatnich dniach zakaszlało się wiele osób u mnie w pracy, szkołach i przedszkolach. Wszyscy mają te same objawy, więc przyczyna jest zapewne ta sama. Osobiste kichanie mam już raczej za sobą, ale Potomkowi ciągnie się już drugi tydzień. I wielu osobom tak samo.
                                                    Ciekawe, czy w innych krajach kichają tak samo? A jeśli tak, to dlaczego? Czy pociągi i samoloty sprzyjają rozsiewaniu zarazków? Chyba tak. Czy rozważałeś ten aspekt swoich licznych podróży? :)
                                                    Nie wiem, czy w Portugalii teraz też kichają, ale w PL licznie. Na miejscu więc będzie porada sprawdzona, choć niezbyt romantyczna. Polacy, wypróbujcie bańki chińskie. Pomagają.
                                                    Dzięki temu dociągniecie jakoś do wiosny, a potem, skuszeni promocjami biur podróży, wyruszycie zdobywać Iberię.
                                                    Czytałam, że jesteś miłośnikiem mambo.---->www.youtube.com/watch?v=HBmP8BgN7kM&feature=related
                                                    Życzę Ci szczęśliwej podróży. I zdrowia.
                                                    Jutro od rana, będę naśladować kominiarza.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: azulejo Kichanie w Portugalii IP: *.starnettelecom.pl 18.01.12, 21:40

                                                    Witaj,

                                                    Warszawa dzisiaj. Pociąg punktualny i opustoszały. Kichania nie słyszałem.
                                                    Mikroby pewnie jechały ale były ciche, niewidoczne i nieagresywne.
                                                    Ignorowaliśmy się wzajemnie. O kichaniu nie było mowy.

                                                    Ludzie jednak kichają. Zaprzyjaźniona rodzina w Chicago napisała wczoraj,
                                                    że cała kicha. I duzi, i mali. Absolutnie cała. Od paru dni kichają. I siąkają.
                                                    Coś w tym kichaniu musi być. Na pewno jest demokracja.

                                                    Ja czasami kicham ale nie katarowo. Kataru nie miałem od lat. I nie tęsknię
                                                    do niego. Ręce często myję i trochę piję. Rum w cuba libre i tequilę w margaricie.
                                                    Wódki i whiskey nie lubię. Wino wytrawne i owszem. Mycie i picie najwidoczniej mi
                                                    służy. Nie kicham. I nie siąkam. Piję w podróży zaraz po południu. Rano nie piję:)
                                                    W pracy też nie piję, oczywiście. Obecnie (po 21:00) piłem. Co pewnie widać:) Ale
                                                    w dalszym ciągu nie kicham. Na pohybel kichaniu.

                                                    Zobaczę jutro. Jutro mój ostatni cały polski dzień. Umyję ręcę i napiję się.
                                                    Zaraz po południu. Mam nadzieję, że nie zakicham się. Czego i Tobie serdecznie
                                                    życzę.

                                                    O Portugalii myśle. W sierpniu. Będę pił porto. I wznosił toast: na pohybel zarazkom.
                                                    W samolocie powietrze cyrkuluje wewnętrznie. Zarazki też. W samolocie trzeba
                                                    uważać. Ludzie kichają. Kichają i siąkają. Będę pił rum z coca cola. Dotychczas to u mnie
                                                    działa. Mam nadzieję, że nie przestanie...

                                                    Dziękuję za Mambo. Lubię Lou Bega. Lubię Mambo No. 5. Tańczy się dobrze. Z jajem.

                                                    Sądzę, że wypiję jeszcze jedną kolejkę za to aby wszystkie powodujące kichanie zarazki
                                                    w Twoim domu zaraza wydusiła. Dokumentnie.

                                                    Środowo pozdrawiam (bez kichania) - azulejo.
                                                  • ml1492vivaib Śnieg z deszczem 20.01.12, 23:54
                                                    W pracy już nie kichają. W sklepie przy domu tak. Bardzo nawet. Rodzina z centrum PL jest podzielona na tych co już wreszcie nie kichają oraz tych co kichają już drugi miesiąc. Na terytorium lokalnym bez zmian. Do pracy trzeba chodzić, a Potomkowi opiekę zacną zorganizować.
                                                    Zainteresowała mnie skuteczność Twoich metod profilaktycznych. Chyba muszę się schować z bańkami chińskimi do kąta. Wygląda na to, że z procentami przegrywają.
                                                    Osobiście preferuję czerwone wino wytrawne, ale nie tylko. Mam słabość do wiśni z wiśniówki.
                                                    A reszta asortymentu? Zależy od okoliczności. Tak samo jak z jedzeniem. Fajnie jest próbować nowych smaków i cieszyć się z odkryć, ale cenię bardzo zupełnie zwyczajne dobre i smaczne potrawy. Świeży pachnący chleb z masłem może także smakować wybornie.Portugalska kuchnia bardzo mi odpowiadała, chociaż pozostał mi spory niedosyt poznawczy. Ostatnio udało mi się kupić w zwykłym kiosku Kuchnię portugalską za... aż 6,99 zł.
                                                    Koleją nadal nie jeżdżę, choć Twoje pozytywne opinie napawają mnie nadzieją, że może nie jest tam tak źle jak ludzie mówią...Remont pokoju w pracy skończyłam i bardzo mi się teraz podoba. I dręczy mnie teraz dylemat, czy robić remont w domu. Mogłabym rozwalić parę ścian, ale się waham. Wizja kurzu i dalszych konsekwencji mnie zniechęca. Z drugiej jednak strony, kafelki w iberyjskim stylu trochę mnie rajcują. hmm.. zrobię jutro rajd po hurtowniach i jeszcze zobaczę. Trudno mi coś z wyprzedzeniem zaplanować, ale wolałabym zająć się spotkaniami z fachowcami teraz,gdy za oknem śnieg z deszczem, a potem spędzać wakacje w podróży :)
                                                    Pozdrawiam
                                                    Piątkowa Dwudziestka
                                                  • Gość: bacalhau Re: Śnieg z deszczem IP: *.phil.east.verizon.net 21.01.12, 05:35

                                                    Witaj,

                                                    Snieg z deszczem ma byc dzisiaj. Przylecialem ze sniegu w snieg. Bez kichania. Samolot
                                                    z Londynu prawie pusty. Piekna sprawa. Zawsze wybieram miejsce z tylu w srodkowym rzedzie przy przejsciu. Bywa, ze siedze sam i wowczas leze na trzech poduszkach i na kombinacji trzech kocy. Dwa na spodzie jeden na mnie. Lub odwrotnie. Teraz tak bylo.
                                                    Zapiecia od pasow przykrylem kocami aby mnie nigdzie nie uwieraly. A tam szczegolnie.

                                                    Kuchnia tez byla zjadliwa. Wybralem makaron rigatoni w sosie smietanowym z grzybami
                                                    porcini. Wolowiny w samolocie nie jem. Nad kurczakiem sie krotko zastanawialem ale
                                                    ryz mnie zniechecil. Na ziemniaki puree liczylem. Z pewna doza niesmialosci poprosilem
                                                    o druga porcje. Dostalem. Makaron popijalem hiszpanskim czerwonym winem.
                                                    Czulem troskliwa opieke linii lotniczych. Nawet poobiednia siesta udala sie. Zaloga
                                                    nie trzesla samolotem i nie halasowala:). Rozwaze BA przy kolejnej podrozy.

                                                    Wisniowka jest dla mnie za slodka. Ale lecialy ze mna cztery butelki wisniowki
                                                    lubelskiej na miejscowe zamowienie. I dolecialy bezpiecznie. Ustawione teraz
                                                    w wisniowym rzedzie beda czekaly na dalsza podroz docelowa.

                                                    Moja profilaktyke antywirusowa trudno jest stosowac w obecnosci dzieci.
                                                    Dlatego moze jeszcze tak zupelnie nie rezygnuj z baniek. Poczekaj az dzieci
                                                    upelnoletnia sie:)

                                                    Optuje za rozwalaniem scian na wiosne, w porze deszczowej. Wowczas kurzy sie
                                                    mniej. Rozwaz tez wklejenie tu i owdzie portugalskich azulejo. Tak dla portugalskiego
                                                    sentymentu. Bedzie to motyw calkowicie iberyjski.

                                                    I cos dla Ciebie portugalskiego do kuchni. Na pewno dasz sobie z tym rade.
                                                    www.youtube.com/watch?v=Czc5sKgH1nM
                                                    Ide spac pozdrawiajac ciagle jeszcze piatkowo - b. a bras

                                                  • ml1492vivaib Ciągle pada 22.01.12, 00:13
                                                    Udręczyłeś mnie tymi opisami potraw, ponieważ czytałam forum przed obiadem.
                                                    Fajnie jednak, że taką udaną podróż miałeś. I tyle kocy do dyspozycji.
                                                    Dziękuję za przepis na bacalhau.UUUuuuu. Dopiero wieczorem rozgryzłam co to takiego "batata pahla". W tłumaczeniu z wikipedii brzmi to następująco: "Frytki to rodzaj smażonych ziemniaków , które są rozbierane, przed smażeniem, aby wyglądać jak kije bardzo dobrze." Mam nadzieję, że zmieszczą mi się do garnka :)
                                                    Mrożone dorsze były bardzo, bardzo dobre w Biedronce. Niestety, odpłynęły z sieci w siną dal już kilka miesięcy temu. I nie wróciły jeszcze. Może się pojawią na wiosnę?
                                                    Dzisiaj upiekłam na obiad piersi z kaczki z ziemniakami. Zapomniałam o jabłkach. I dobrze.Kaczka kąpała się całą noc w pomarańczach i przyprawach z dodatkiem porto, które mnie rozczarowało smakowo i za karę wylądowało w jako dodatek do sosu. Sałatę lodową z dodatkiem czerwonej papryki i oliwek polałam sosem z oleju lnianego, octu z marynowanych śliwek, soli, pieprzu, cukru, bazylii, oregano i czosnku. Do kaczki pasowały mi też konfitury z borówek z gruszkami. Do tego wino czerwone oczywiście, z Chile tym razem. Tort biszkoptowy był także, z okazji święta Potomka. Jutro do garnków się nie dotykam.
                                                    Pomierzę łazienkę i będę rysować różne wersje. Azulejos jeszcze nie znalazłam, lecz się nie poddaję, chociaż w moim mieście chyba mam niewielkie szanse na taki zakup.
                                                    Wracając do tematu wiśniówki, którą skrycie gdzieś schowaną hurtowo przewozisz, to polecałabym raczej "Polską wiśniową" jednak. Bardziej tradycyjną przypomina. Nie przepadam jednak za gotowymi nalewkami wiśniowymi, gdyż są za mocne, za słodkie i czasem, o zgrozo, dosmaczane aromatami. No i żadna wisienka tam nie pływa :(
                                                    Wytrawna wiśniówka jest bardzo dobra, ale takiej gotowej w sklepie nigdy nie spotkałam.
                                                    Pora spać. Komputer wyłączać. Światła gasić.
                                                    Pozdrawiam :)
                                                  • ml1492vivaib Re: Portugalka w Polsce 09.01.12, 19:07
                                                    Witam Gościu Niedzielny,
                                                    Biedronkę mam w bliskim sąsiedztwie i pod obserwacją od około roku.
                                                    Rzeczywiście, mają tylko trochę towarów z Portugalii, ale lepsze to niż nic. Zdarzały się też ciekawe sery. Mają tam taki zwyczaj, że co jakiś czas wprowadzają nowe asortymenty także z Hiszpanii lub Włoch.Win trochę jest. Zmienne rodzaje.Zdarzają się całkiem przyzwoite, w sam raz tak do obiadu. Cenowo bardzo dobrze.
                                                    Moim paru koleżankom Porto Tawny przypadło do gustu. Verde w Biedronce nie znalazłam, choć szukałam, ale w Realu - owszem. Oczywiście przypadkiem, gdy kupowałam szampana na sylwestra. Zagubiona butelka portugalskiego verde stała sobie jak gdyby nigdy nic wśród win francuskich. Nie wiem jak pokonała granice dwóch regałów, ale może była na gazie :)
                                                    Korek był plastikowy, a wino nie umywało się do regionalnego mimo degustacji w otoczeniu trzech króli i ich dzieł sztuki.
                                                    Udanych zakupów!
                                                  • Gość: santo amaro Rok Czarnego Smoka IP: *.phil.east.verizon.net 24.01.12, 18:21

                                                    Witaj,

                                                    Powrot do zabieganego, pracowitego dnia. Nie ma szans na ekspres w pracy.
                                                    Pije sie kawe slabsza i w wiekszych ilosciach. Cafe Americano to jednak dla mnie
                                                    nie to. Espresso musze wiec sobie organizowac przed lub po pracy. Nie trace jednak
                                                    nadziei. Pojawila sie na horyzoncie. Jednym z naszych nowych szefow ma byc Wloch
                                                    z pochodzenia. W rozmowie "przypadkowo" nawiaze do wloskiej tradycji i zobacze
                                                    co z tego wyjdzie. Mam nadzieje, ze ma jakies wloskie nawyki.

                                                    Wczoraj bylem zaproszony na celebrowanie chinskiego Nowego Roku. Rok Krolika
                                                    odszedl i wszedl z poteznym gongiem rok Smoka. Zwierzatka zmieniaja sie w
                                                    cyklu dwunastoletnim. Podobno rok ma byc pomyslny. Mozna bylo za mala oplata
                                                    wykupic ubezpieczenie od ewentualnych niepowodzen i uporczywego pecha.
                                                    Wszystkie moje horoskopy w rozlamywanych ciasteczkach chinskich zapowiadaly
                                                    powodzenia przeplatane szczesciem i sukcesem. Faktem jednak jest, ze nie znam
                                                    nikogo kto w chinskiej restauracji znalazl niepomyslna wrozbe:) Aha, byla kaczka
                                                    po pekinsku. Pasemka kaczki z chrupiaca skorka oblozone byly pasemkami warzyw
                                                    a calosc otulona byla cienkim plackiem nalesnikowym. Mozna bylo, na zyczenie,
                                                    dostac pare kropli slodkawego sosu na zawiazana kolejnym warzywem calosc.
                                                    Zapytalem o skladnik sosu ale po dwoch wyjasnieniach szefa z kantonskim akcentem
                                                    nie zamierzalem zapytac po raz trzeci. Chinskie przyslowie mowi: Kto chce spokojnie
                                                    przez zycie przejsc nie powinien robic paru niebezpiecznych rzeczy. Jedna jest draznienie kucharza z nozem. O sklad sosu zapytam, nie wiecej niz dwa razy, przy innej okazji.

                                                    W aktualnym magazynie National Geographic - Traveler www.traveler.nationalgeographic.com znalazlem sugestie na 48 godzin w Lizbonie.
                                                    Z przyjemnoscia przeczytalem i na moment odplynalem w sentymentalna podroz.

                                                    Wierze, ze wirusy internetowe i te inne omijaja Twoj dom.

                                                    Dzisiaj plus 8 C i momentami slonecznie. I tak pozdrawiam wtorkowo

                                                    santo a.
                                                  • ml1492vivaib Re: Rok Czarnego Smoka 28.01.12, 13:30
                                                    Nie mam teraz chwili na skupienie uwagi (muszę schabowe smażyć aby zdążyć na pierwszą w życiu jazdę na biegówkach), czego niewątpliwie pisanie wymaga, ale dla urozmaicenia czasu, przesyłam Ci dwa linki, które mi się spodobały:
                                                    www.youtube.com/watch?v=vEG2SQ_BlAU&feature=related
                                                    www.youtube.com/watch?v=HBY6_4sfhFQ&feature=share
                                                    pozdrawiam słonecznie
                                                    :)
                                                  • ml1492vivaib Re: Rok Czarnego Smoka 29.01.12, 22:06
                                                    Hej,
                                                    no ładnie. Cały rok smoki będą rządzić. To ja dziękuję. Wyprowadzam się i tyle. Spokojnie nie będzie. Jedyna pociecha, to fakt, że chińskie smoki są w zasadzie dobroduszne i godne zaufania.W polskich bajkach jednak to wyglądało zupełnie inaczej. Zwłaszcza piękne dziewice chętnie pożerały oraz rycerzy śmiałych i uzbrojonych. Ciekawy był ten pomysł z ubezpieczeniem od niepowodzeń :). Zamiast tego polecam topienie naszej Marzanny na wiosnę. Swojskie i bezpieczne, nie grozi pożarem, ponieważ kukłę wrzuca się do rzeki :)Razem z kukłą trzeba odesłać wszystko co złe w naszym życiu. Odpłynie. Do morza. Przy pomyślnych wiatrach nawet do oceanu. W poprzednim roku mi się udało pożegnać wiele.
                                                    Składek ubezpieczeniowych nie trzeba płacić i wczytywać się w podchwytliwe paragrafy. Ekologicznie też jest ok gdy Marzannę wykona się z surowców naturalnych. Zdziwiłam się, że tak dużo osób ciągnie na wiosnę nad wodę z nadzieją na pożegnanie zimy.
                                                    Wracając do wątku restauracyjnego, to podoba mi się fakt, że wszystkie chińskie losy są szczęśliwe. I kaczki smaczne. Chętnie się wróci do takiego lokalu. Co do sosu, to mógł być słodko-kwaśny. Receptur jest w necie bez liku. Dobrze, że nie pytałeś o przepis.
                                                    Kawy słabej serdecznie Ci współczuję, lecz wierzę, że uda Ci się zdobyć dobrą. Trzymam kciuki.
                                                    Nie udało mi się odnaleźć tych super miejsc w Lizbonie na stronach National Geographic. Może z powodu kiepskiej znajomości języków obcych ( :( wstyd;-( oj. Praktyki za mało stanowczo. Ogranicza to mnie niestety. Na emeryturze będę miała wreszcie trochę czasu. Tylko co mi z tego w wieku 67 lat? Może wtedy wreszcie będę sobie mogła jakoś normalnie wakacje zaplanować, a nie tak w ostatniej chwili. Last minute.
                                                    Humor mam właściwie zupełnie pozorny. Będę miała okropny młyn w pracy przez ok. 2 m-ce.
                                                    Kontrola. Dzisiaj cały dzień ślęczałam nad papierami. Całe szczęście, że remontu następnego nie zaczęłam. I że wirusy sobie odfrunęły.
                                                    Pocieszę się trochę muzyką etniczną, którą lubię bardzo i Ciebie trochę pomęczę wczorajszym odkryciem www.myspace.com/aridelsofta/music/songs/goumari-mp3-80922338
                                                    www.youtube.com/watch?v=49Uj3jqpAGM
                                                    Pozdrawiam wieczorową porą, niedzielną

                                                  • Gość: boca do inferno Kapanie Marzanny:) IP: *.phil.east.verizon.net 31.01.12, 18:14

                                                    Witaj wtorkowo,

                                                    Przyjemne doznania jazdy na nartach jakos mnie ominely. Moze dlatego,
                                                    ze mam blizej do morza niz do gor. Sadze, ze Twoja jazda na biegowkach
                                                    udala sie skoro wlasnorecznie klikasz:).

                                                    Rok 2012 bedzie rokiem dobrym. Nie dopuszczam innej, watpiacej, mysli.
                                                    Prawie na pewno odwiedze po raz kolejny Portugalie.

                                                    Mam duza sympatie do kobiet i mam rozne temperatury tych sympatii.
                                                    Topienie Marzanny, nawet ekologicznie dobrze zbudowanej, wydaje mi
                                                    sie niepotrzebna przemoca. Sadze, ze mozna ja lagodnie namowic,
                                                    zachecic, ewentualnie cos jej obiecac aby sie sama wykapala i splukala
                                                    z siebie nawarstwione niepowodzenia zimowe.

                                                    Co do dziewic zjadanych przez smoki tez mam mieszane uczucia:) Wydaje mi
                                                    sie, ze dziewice powinny sobie znalezc rowniez inna przydatnosc niz bycie
                                                    tylko jedzonymi przez smoki. Monotonia jedzenia moze sie smokom znudzic.

                                                    Wyzwanie kawowe juz rozwiazalem. Mam dostep do doskonalego wloskiego
                                                    espresso. Dziekuje za troske.

                                                    Zalinkowana muzyke odsluchalem. Interesujaca. Byc moze kiedys polece do Bamako.

                                                    Musze juz leciec i rozgladnac sie za czyms do jedzenia. Zamiast mlyna zycze
                                                    wolno i spokojnie poruszajacego sie wiatraka.

                                                    I akcent portugalski:
                                                    www.google.com/search?q=boca+do+Inferno&rls=com.microsoft:en-us:IE-SearchBox&ie=UTF-8&oe=UTF-8&sourceid=ie7&rlz=1I7SKPB_en
                                                    I pozdrawiam rowniez wtorkowo - boca
                                                  • ml1492vivaib Dziadek Mróz 06.02.12, 07:51
                                                    Witaj,
                                                    za oknem minus 20. Przed oknami można wyznaczać ciągi powietrzne, które teraz już daje się odczuć na własnej skórze. niektóre urządzenia w samochodzie już nie działają i zostaje chodzenie na piechotę. Część obywateli ma już dość. Nawet rzeka jest skuta lodem.
                                                    Lecz cóż to znaczy w porównaniu z Syberią gdzie mrozy sięgają nawet -70 stopni?
                                                    Pogodziłam się z kożuchem, a Marzanna odjechała w siną dal. Sam ją sobie namawiaj łagodnie aby zmyła z siebie całoroczne niepowodzenia w zimnej wodzie. Życzę skuteczności :)
                                                    Skupiłabym się bardziej na rozmowach z wygłodzonym smokiem. Zgodnie z obecnymi trendami powinien przejść na dietę wegetariańską. Wyeliminowanie mięsa pomoże mu pozbyć się agresji, a świeże warzywa poprawią humor. I taki holistyczny i najedzony smok będzie przynosił szczęście i zdrowie przez cały rok.
                                                    Wizja nadchodzącego Inspektora nabiera coraz bardziej realnych kształtów. Krótkie przesłuchanie już mam za sobą. Dziwnie było, ale i tak lepiej niż w PRL-u. Czytam właśnie książkę Joanny Siedleckiej o inwigilacji pisarzy w Polsce. Okropne czasy.
                                                    W Portugalii podobno straszna bieda. I ludziom ciężko bardzo. W "Uważam Rze" był ciekawy artykuł.
                                                    Muszę kończyć i zabierać się ostro do pracy.
                                                    Pozdrawiam i życzę udanego dnia :)
                                                    Śnieżynka
                                                  • Gość: piri piri Sexta-feira (piatek) IP: *.phil.east.verizon.net 10.02.12, 17:17

                                                    Witaj,

                                                    Piatek nareszcie! Ufff... Maraton mialem. Z Faro do Bragi i z powrotem.
                                                    I kilka pomniejszych petli i piruetow. Na horyzoncie pojawil sie weekend.
                                                    Jeszcze pare okrazen i wieczorem rzuce sie na tasme konczaca tydzien.

                                                    Masz moja empatie co mrozow. Zime lubie ale nie az taka mrozna.
                                                    Ze wspolczuciem sledze polski termometr. U mnie na plusie (5).
                                                    A wczesniej bylo nawet dwucyfrowo. Wstyd mi bylo o tym pisac.
                                                    Sadze, ze Babcia Mroz byla by cieplejsza:)

                                                    Weekend niesie ze soba kolorowe obietnice. Dluzszego snu przede
                                                    wszystkim. Byc moze bede snil w kolorze azulejo i slyszal pianie
                                                    portugalskich kogutow.

                                                    O kryzysie w Portugalii slyszalem/czytalem. Goraco im kibicuje aby
                                                    kryzys zneutralizowali. W sobote do wygrania w lokalnym lotto
                                                    www.palottery.com jest 310 milionow. Kupie jeden los w imieniu
                                                    Portugalii. Przy odrobinie szczescia (fado:) splaci czesc dlugu publicznego.

                                                    Pozdrawiam prawie weekendowo - piri p.
    • ml1492vivaib Hipokrates and company 06.03.12, 22:30

      Hipokrates — Świat nawiedzany przez demony (Rodział I, Rzecz najcenniejsza)

      "Niczego nie należy pozostawiać przypadkowi. Niczego nie pomijać. Należy uwzględniać sprzeczne informacje. Nie spieszyć się z wyciąganiem wniosków."

      To wydaje mi się bardzo adekwatne. Zaczynamy już trzeci tydzień pobytu w szpitalu.
      Najgorsze wykluczone. Teraz dr House zmierza do ostatecznego rozwiązania zagadki.

      Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko ok.?
      Pozdrawiam
      Matka Natura
      • Gość: boa saude Re: Hipokrates and company IP: *.phil.east.verizon.net 07.03.12, 11:54

        Witaj Matko Naturo,

        Bardzo dobra wiadomosc. Cytowane zdania glebokie w swojej tresci. Zdrowie
        Potomka jest w bardzo dobrych rekach. Niech zblizajaca sie wolno wiosna okryje
        rekonwalescenta kolorowym kocem dobrego zdrowia.

        Moja Mama zawsze powtarzala, i powtarza, ze zdrowie jest najwazniejsze. Kiedys
        uwazalem, ze to tylko pocieszanie przy innych niedostatkach. Obecnie widze, jak bardzo madre i prawdziwe jest to przeslanie.

        Mam sie dobrze i wszystkie moje sprawy maja sie zdrowo. Dziekuje.

        Serdecznie pozdrawiam - boa saude
        • ml1492vivaib Re: Hipokrates and company 27.03.12, 00:01
          Dziękuję za dobre słowa. Są ważne w ciężkich chwilach.
          Wyszliśmy na wolność i przystosowujemy się do otaczającej rzeczywistości.
          Słońca jest coraz więcej i czuć wiosnę w powietrzu. Podobno pod moim miastem, na wzgórzu fruwały stada biedronek w weekend.
          Miałam jechać do Aveiro na święta. I wdrapać się do Santiago. Nie udało się.
          Pewnie tak miało być.
          Pozdrawiam króciutko, bo rano trzeba wcześnie wstać.
          A Marzannę to znowu w tym roku będę znowu topić. Bez rozmowy wstępnej.Radykalnie. Chociaż po terminie :)
          • Gość: oporto Re: Hipokrates and company IP: *.vlan246.dengo.lubman.net.pl 06.04.12, 14:08

            Witaj,

            Dobre slesz wiadomosci. Pogoda w kraju ohydna. Dzisiaj 4 C i pada.
            Czy moze byc gorzej? Oczywiscie, moze byc 2 C i lac:) A przedwczoraj
            bylo przez cudowny sloneczny moment 23 C! Kwiecien plecien...

            Mysle o Porto w lecie. Porto wygralo tegoroczny plebiscyt europejski na atrakcyjniejszy
            kierunek. Picie porto tez ma swoj alkoholowy urok. W Porto i poza:)

            Swiatecznie zdrowia, zdrowia i zdrowia zycze. Razem z pogoda ducha.

            o.
            • ml1492vivaib Re: Hipokrates and company 07.04.12, 17:44
              Witaj,
              zazdroszczę Ci chyba trochę tego Porto. Na pocieszenie mogę sobie nabyć jakąś tanią wersję z sieci Biedronki i puścić wodze wyobraźni. Póki co za oknem i na duszy szaro i ponuro.
              Wychodzi mi zmęczenie po szpitalu, kontroli w pracy i innych stresach. Jak to się mówi: jedna bieda, to nie bieda. i marne to pocieszenie, że innym ludziom też się ostatnio dużo problemów przytrafia. Na przekór wszystkiemu kupiłam wczoraj dwanaście różnokolorowych tulipanów
              i stoją sobie wesoło na stole czekając na świąteczne śniadanie.
              Można będzie miło i spokojnie spędzić trochę czasu. Zwolnić. Nieba kawałek zobaczyć.
              Tobie także życzę dużo szczęścia i spokoju
              i...smacznych kurczaków.
              Babka Wielkanocna
                • ml1492vivaib Re: Sol, sol, sol! 14.04.12, 07:55
                  Hej, dzisiaj słońce się niestety za chmurami głęboko schowało, ale w końcu przecież i tak wyjdzie. Zaraz pakuję torby i jadę do Stolycy na dni parę. W pracy pokonałam największe trudności, odparowałam ciosy i dalej noszę głowę wysoko. W trudnych chwilach poznaje się przyjaciół, a wrogowie wyłażą ze swoich norek. Samo życie. Muszę teraz popracować nad relaksacją, może jakieś om pomruczę, może więcej chodzenia na piechotę, medytacja jakaś lub więcej soku z marchewki :)
                  Marzanna odpłynęła rzeką w kierunku Morza Bałtyckiego. Miłosiernie jej nie spaliłam :)
                  Nie czułam jednak potrzeby rozmowy.
                  Mam już dość tej kiepskiej passy i mówię jej dość !!!
                  A teraz wracam do opieki troskliwej i odpowiedzialnej nad wołającym mnie Potomkiem
                  chociaż marzy mi się jak w piosence Maryli Rodowicz by : "wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w ręku, kamyk zielony, patrzeć jak wszystko zostaje w tyle". Może mi się to uda w sierpniu.
                  Pozdrawiam, pozdrawiam :)
                  Wiecznie Pędząca Istota
                  • Gość: azores Re: Sol, sol, sol! IP: *.starnettelecom.pl 14.04.12, 21:09

                    Witaj,

                    Dzisiaj tez troche slonca bylo po poludniu w Stolycy. Wiadoma rzecz - Stolyca.
                    Jestem w - wiec wiem:) Zrobilem dwutygodniowa petle. W poniedzialek wracam. Sprawdzilem pogode. Bede mial 30 C. Darowanej pogodzie w zeby sie nie zaglada:)
                    Czy tak jakos...

                    Obecnie wsiadanie gdziekolwiek bez biletu moze byc kosztowne. Z kamykiem w reku
                    lub bez. Bagaz mi na dzien zaginal ale odnlazl sie. Niespalona Marzanna ma szanse
                    przezycia. Powinna juz umiec plywac:)

                    W nauke relaksu warto zainwestowac. Moze kursy medytacji:)?

                    Majac ciagle w pamieci zalamanie sie swiatla w czerwonym winie pozdrawiam.

                    azores



                    • ml1492vivaib Re: Sol, sol, sol! 17.04.12, 08:38
                      Witaj,
                      chyba się przejaśnia. Słońca coraz więcej. Nawet możesz mieć nadmiar chyba. Fajnie.
                      Mam nadzieję, że podróż minie Ci spokojnie i bez wybuchów. Trzymam kciuki.
                      Wróciłam szczęśliwie do domu, chociaż wczoraj wieczorem o mały włos nie rozjechałam spanikowanego zająca i jeszcze jakiegoś kunowatego stwora wybiegającego w popłochu spomiędzy kół samochodu przede mną. Rano zaliczyłam oczywiście błądzenie, bo trasę do Centrum Zdrowia Dziecka totalnie rozkopali zapominając o umieszczeniu sensownych informacji o objazdach. Powrót z Międzylesia tak mnie skołował, że o mało nie dojechałam do Puław. To straszne. Mój mózg jest w temacie kierunków dziwnie zakręcony. Dochodzi więc do tego, że gdy już zupełnie nie wiem gdzie jechać, zatrzymuję się w końcu i ze łzami w oczach oraz błagam jakiegoś najbliższego faceta o uświadomienie, w jakim miejscu na kuli ziemskiej ja w ogóle jestem i gdzie mam skręcić. Szczęśliwie spotykam się wtedy z życzliwą pomocą, tolerancją i pobłażaniem połączonym z lekkim rozbawieniem. Uff...
                      W Stolycy udało mi się zwiedzić także parę sklepów, w których wykazałam się wyjątkową odpornością na nowe kolekcje wiosenne. Skusiłam się tylko na dwie pary pięknych butów i porcelanowe kubki z obrazem Klimta, który utkwił mi w pamięci.
                      W temacie medytacji nie mam żadnych trudności z wyjątkiem braku czasu. Od rzeczywistości odfruwam z przyjemnością, a samo latanie to stan, do którego mnie od dawna ciągnie.
                      Jestem ciekawa Twoich wrażeń z trasy, a czytanie o interesujących miejscach stanowi chociaż namiastkę podróży.
                      Wiele pięknych wrażeń życzę
                      Medytująca Ostatnio Za Mało :)
                      • Gość: viagem Impresje lotnicze IP: *.phil.east.verizon.net 17.04.12, 17:01

                        Witaj,

                        Juz po tej stronie Wielkiej Wody. Dzieki za trzymanie kciukow. Stolyca zegnala mnie
                        deszczem. Interpretowalem to optymistycznie. Lot przez CDG zupelnie wygodny.
                        Linie wyraznie sie staraja o komfort pasazera. Samolot wypelniony do ostatniego
                        miejsca. Promienne usmiechanie sie do agentki przy rejestrowaniu zaowocowalo
                        miejscem przy drzwiach na przejsciu. Wygodne ze swoboda wyciagniecia nog.
                        Strategiczne polozone rowniez poniewaz mialem swobodny dostep do samolotowej
                        kuchni i jej przedluzenia:) Jedynym moim teoretycznym obowiazkiem bylo ewentualne
                        szarpanie sie z drzwiami gdyby zaszla taka koniecznosc. Oba loty startowaly i ladowaly
                        zgodnie z rozkladem. Bagaz tez pojawil sie na tasmie zaraz na poczatku walizkowego
                        peletonu. Zamowiona wisniowka lubelska ( litr oficjalny) i towarzyszacy litr przemycany
                        dotarl bez brzeku szkla. Pogoda na miejscu upalna. Obecnie 23C i wyzierajace zza oblokow
                        slonce.

                        Kobiece buty to opowiesc bez konca:) Mozna by o nich godzinami. Lekko niepokoi
                        mnie trend powrotu wypelnionych koturnow. Podobaja mi sie kazde inne. Koturny
                        najmniej. Noga kobieca nie ma w nich lekkosci butow niekoturnowych.

                        Stronami swiata nie przejmuj sie. Nie wszystkim dana jest dobra orientacja kierunkowa.
                        Jedni maja inni nie. Ja ma tez ponizej sredniej:) Ale praktycznie wiem jak odzyskac
                        kierunek. Moze rozwazysz GPS? Chociaz szukanie kierunku ma tez swoje interesujace
                        strony. Nigdy sie na dluzej nie zagubilem chociaz, i owszem, bladzilem.

                        Czy Potomek zostal w Centrum? Czy pojechal z Toba tylko na przeglad?

                        Pomyslnej slonecznosci zycze - v.

                        • ml1492vivaib Koturny na wycieczce 18.04.12, 22:12
                          Hej :)
                          Cieszę się, że latasz bezpiecznymi liniami.
                          Tak mnie od roku kusiło by sobie pofruwać szybowcem. Nawet promocje na loty lokalne były.
                          Jednak te małe jednostki sprawiają niespodzianki.
                          Zwiększanie produktu krajowego brutto poprzez zwiększanie eksportu, także indywidualnego, polskich tradycyjnych wyrobów uważam za bardzo patriotyczną postawę. Nasza wiśniówka nie ma się czego wstydzić, może jedynie braku promocji i reklamy. Osobiście do nalewki z wiśni dodałabym jeszcze trochę cierpkiej lecz niesamowicie zdrowej aronii. Nawet w Portugalii czegoś takiego nie mają.
                          Nie mogę pozostawić bez odzewu wątku koturnowego. Czy chodziłeś kiedykolwiek na szpilkach? Czy Ty w ogóle wiesz co to za męczarnia? Jak wpływa na kręgosłup i stabilność ciała i emocji? Domyślam się, że nie próbowałeś. A szkoda. Może wtedy pokochałbyś koturny miłością wielką i ponadczasową. Tak wielką, że nie przejmowałbyś się zupełnie brakiem entuazjazmu płci przeciwnej na Twój widok. Owa obcasowa lekkość kobiecego chodu jest bowiem tylko iluzją stworzoną ku uciesze oka. Ile to ćwiczeń, udręki i poświęcenia zdrowia wymaga.:) I jeszcze do tego pieniędzy na zakupy. Lecz rozumiem trochę te słabość. Też mam w pracy piękne buty na niebotycznych obcasach, które zakładam tylko na zebranie lub gdy idę kilkanaście metrów dalej by odebrać pocztę. Kapelusz sobie też kupiłam. Był taki piękny. A co tam. Raz go założyłam w pracy z premedytacją aby konserwatywne towarzystwo trochę poruszyć i rozbawić. Muszę chyba go jeszcze wypróbować w samochodzie. Ciekawe, czy wywoła wzrost agresji kierowców?
                          GPS zakupiłam kilka lat temu. Trochę pomaga, ale też mi często głupoty gada i wtedy już zupełnie nie wiem czego słuchać. Trochę się już do tego przyzwyczaiłam, ale nie było mi do śmiechu gdy przez zgubienie się w Warszawie spóźniłam się na wykupioną wymarzoną wycieczkę do Paryża. Niestety kompletnie nie mogłam znaleźć drogi na Dworzec PKS W-wa Zach. Tak się skołowałam, że w godzinę odjazdu autokaru wylądowałam w końcu na stacji benzynowej by spytać się o drogę. Mimo wskazówek kierowców popadłam w tak skrajną rozpacz, że siedziałam przed samochodem i ryczałam jak bóbr. Z odrętwienia wyrwał mnie dopiero telefon kierowcy autokaru, który czekał na dworcu. No i czekał na mnie na szczęście jeszcze pół godziny, a cała wycieczka zgrzytała zębami. Zrekompensowałam mu te trudy zakupem litra dobrej czystej z dwoma litrami soku do kompletu. Chyba był zadowolony, bo pytał kiedy jadę na następną wycieczkę. Rozpisałam się trochę, chociaż dzień miałam trudny. Potomek jest ze mną. Nie zostawiłabym Go w Centrum. Jeździmy tam już od lat. Na konsultacje, badania i nie tylko.
                          Mam nadzieję, że masz codziennie mnóstwo wspaniałych wrażeń. I może mi o niektórych napiszesz. :)
                          szerokiej i pięknej drogi życzę
                          Wreszcie Z Dala Od Pracy

                          • Gość: sapateiro Re: Koturny na wycieczce IP: *.phil.east.verizon.net 20.04.12, 13:37

                            Witaj piatkowo,

                            Fakt, w szpilkach nie chodzilem:) I to ustawia mnie to w slabszej pozycji w wymianie
                            opinii. Pisalem dotychczas tylko o obawie, ze koturny lacznie z podwyzszona podeszwa
                            powroca. Pamietam te szkaradne buty-zelazka ktore pojawialy sie na nogach kobiet
                            przy okazji Dnia Morza. W sprawie szpilek zgadzam sie z Toba zupelnie. Powinny byc
                            noszone krotko i z umiarem. Sa w zasadzie do stania lub siedzenia. Nie do chodzenia.
                            I nie do jezdzenia samochodem. Kiedys ze zdziwieniem zauwazylem idace do pracy
                            kobiety ubrane profesjonalnie majace na nogach adidasy. Teraz wiem dlaczego.
                            W pracy zmienialy obuwie. Nie, nie na szpilki. Na polslupki/pantofelki. I podobnie wracaly
                            po pracy. Cicho kibicuje rownoleglej modzie na "baletki". Mam nadzieje, ze wygra:)

                            Patrzac na kobiety meczace sie na szpilkach zaluje, ze nie wybralem zawodu
                            chiropatry. Bylbym dzisiaj bardzo bogatym czlowiekiem. I juz tylko podrozujacym:)

                            Napisze jeszcze na zakonczenie dywagacji o obuwiu damskim bez nadziei, ze
                            przekonam kobiety, ze szpilki nie sa kwintesencja kobiecosci dla nas mezczyzn.
                            Sadze, ze nie mieszcza sie nawet w pierwszej dziesiatce kobiecych atrybutow.
                            To tylko mezczyzni nielubiacy kobiet rozpowszechniaja ta zlosliwa plotke.

                            Widzialem u znajomych w kraju fototapete Klimta. Rozmowa zeszla na sztuke i
                            pokazali mi swoja sypialnie. Klimatycznie wygladala.

                            Musze konczyc i wlaczyc sie w szybki nurt piatkowego dnia. I, zeby bylo cos
                            o Portugalii www.flickr.com/photos/leliavalduga/6865800609/

                            Pozdrawiam prawie weekendowo -

                            sapateiro
                            • ml1492vivaib Wiosenka 21.04.12, 20:11
                              Sobotnie powitanie
                              Ptaki za oknem to chyba w jakiegoś amoku przed zmrokiem dostały. Mimo deszczu po burzy trelują i wyśpiewują w wiosennym opętaniu. Wróble się nawet pojawiły w piątek na chodniku i trawniku.
                              Pomedytowałam sobie dzisiaj i pozbierałam w całość z rozsypanych elementów.
                              W końcu mam nowe buty :) i przetrzymałam ataki służbowe. No nawet miło się robi.Tak...
                              Adidasy do kostiumu służbowego w drodze do pracy absolutnie popieram. Gdy chodzę na piechotę tez mam buty na zmianę. I plecak jeszcze do tego. Torebkę wkładam do środka i już.
                              Poranne spacery bardzo dobrze robią na myślenie, opracowanie strategii postępowania, kondycję i kręgosłup. Uwielbiam i polecam.
                              Szpilki w samochodzie to zagrożenie. Odkąd staranowałam od tyłu biednego malucha dużym fiatem ponad dekadę temu, unikam za kierownicą butów na obcasie. Co innego baletki :) lub mokasyny.
                              Cała Polska zaczyna żyć Euro. Nie mam pojęcia jak to przeżyjemy. Są już koszulki, breloczki, koguciki i inne pamiątki na sprzedaż. Natomiast drogi.. jakoś może się zbudują. Stadion Warszawski oglądam tylko z daleka. Robi wrażenie zwłaszcza w nocy.
                              Nie przesyłam Ci już linków bo nie wiem czy można, czy praw autorskich nie naruszę. Podobno wpadają tacy mundurowi do domu, rekwirują komputer, a jakieś dziwne kancelarie prawne straszą odszkodowaniami, że kiedyś coś gdzieś się ściągnęło, przesłało, obejrzało. Paranoja jakaś.
                              Miłego weekendu życzę
                              Wiosna I Już :)
                              • Gość: ovo mexido Kwietniowa pogoda IP: *.phil.east.verizon.net 24.04.12, 14:58

                                Wtorkowo,

                                Pogoda kwietniowa. Wczoraj bylo zalamanie pogodowe. Bylo zimno, deszczowo
                                z grozba sniegu. Ponuro i przygnebiajaco. Poniedzialek tez nie pomagal.
                                Dzisiaj jest ciagle zimno ale slonecznie. Bez deszczu i grozby sniegu. Nie do wiary,
                                ze pare dni temu bylo ponad 30 C. Kwiecien plecien...

                                Obudzilem sie z silnym postanowieniem zrobienia sobie jajecznicy. Ovo mexido.
                                Dwujajecznej. Na cebuli i oliwie. Oliwa obecnie Grecje wspomagam w jej
                                trudnych czasach. Kupilem litrowa butelke oliwy z oliwek kalamata. To z sentymentu
                                dla Santorini i Aten. W tej kolejnosci. Dzien sie budzil slonecznie wiec dodalem do
                                sciagajacej sie lekko jajecznicy dwie lyzeczki salsy wyskrobanej z dna sloika.
                                Dla smaku i koloru. Jajecznica nabrala kolorow Klimta. Zlota i przydymionej czerwieni.
                                Wyszlo arcydzielo:) Pamietalem o lekkim posoleniu. Podwojne espress juz w drodze
                                przygotuje mnie do zdecydowanego spojrzenia wtorkowi w twarz. Um, dois, tres!

                                Wpadajaca przez okno wiazka promieni slonecznych zwrocila mi uwage, ze powinienem
                                odkurzyc. Zrobie to jutro, pojutrze. Zrobie ewentualnie...

                                Sloneczne ola!

                                ovo mexido
                                • ml1492vivaib Majówka 03.05.12, 15:33
                                  Cześć,
                                  ciężko mi się ostatnio zabrać do pisania. Przeważają - logistyka, obowiązki, praca i nadrabianie zaległości. Lecz to jest tak nudne, że aż mi się nie chce o tym pisać ( a co dopiero czytać :). Wreszcie siadłam z kubkiem w ręku. Tylko że mnie palce i nadgarstki bolą od koszenia trawnika. Odkurzanie też było i wszystkie inne możliwe do zrobienia rzeczy. A za oknem upał. A właśnie, że nie pojadę pielić chwastów, a niech sobie rosną. Nie będę się znowu opalać, przynajmniej się tak szybko nie pomarszczę. Nie ugotuję absolutnie niczego. Z wyjątkiem mrożonej fasolki. Nie zorganizuję żadnego grilla. Nie wyprasuję sukienek. Nie zadzwonię. Nic nie będę już robić dzisiaj z katalogu czynności powinności. Basta.
                                  Oglądałam za to z przyjemnością zdjęcia sprzed roku z wycieczki do Portugalii/ Hiszpanii.
                                  Obejrzę jakiś film na przekór pięknej pogodzie. Jajecznicy nie usmażę.
                                  A jutro mam jeszcze szczęśliwie urlop.
                                  Grecję chciałam zobaczyć, lecz nie zdążyłam.
                                  A dlaczego właściwie tak ciągle wracasz do Portugalii?
                                  Mam cichą nadzieję, że nie będziesz czekał z odpowiedzią 2 tygodnie tak jak ja. Wybacz.:)
                                  Mogę kiedyś spontanicznie napisać dwa razy z rozpędu.:)
                                  Pozdrawiam i dużo energii życzę
      • ml1492vivaib Re: viva iberia 2011 04.05.12, 22:42
        Hej, dzięki za ciekawy adres.
        udział w tej fieście to chyba niesamowite przeżycie. :)
        mnie dzisiaj euforia ogarnęła na bazarze-rynku w dzień targowy. te rzędy świeżej zielonej kruchej sałaty, zieloność jędrnego szczypioru, główki młodej kapusty , skrzynki czerwonej chrupiącej rzodkiewki, sadzonki świeżych ziół w towarzystwie kwitnących roślin balkonowych od petunii, bratków, aksamitek do pelargonii.też kolorowo. szkoda, że aparatu nie wzięłam :)
        • Gość: estrangeiro Maio IP: *.phil.east.verizon.net 07.05.12, 02:52
          Ola,

          Wierze, ze udalo sie Tobie odpoczac podczas dlugiego weekendu majowego
          robiac tylko to co chcialas i nie robiac tego na co nie mialas ochoty.

          Maj to przyjemny miesiac. Pod kazdym wzgledem. W pobliskim parku
          eksplozja zieleni (trawa i drzewa) i kolorow (kwiaty). Pogoda rozna.
          Temperatura tez. Obecnie 16 C. "Zimna Zoska" przed nami:) Dzisiaj
          tlum parkowiczow na trawie i na lawkach wchlanial witamine D wpleciona
          w promienie slonca.

          Wspomnialas rzodkiewke. Zatesknilem do jej chrzestu w ustach. W zaprzyjaznionym
          koreanskim warzywniaku nie widzialem jej od dluzszego czasu. Nie jestem pewien
          czy widzialem ja tam w ogole. Przy nastepnej wizycie zapytam czy bywa.

          Portugalie lubie odwiedzac poniewaz jest to najodleglejszy zakatek Europy. Dalej juz
          tylko ocean. To dla mnie europejska "egzotyka". A cztery godziny lotu z Warszawy
          to przy lotach przez Atlantyk sa majowka:) Wypad do Portugalii w sierpniu ciagle
          aktualny.

          Kupilem bilet lotniczy i zaraz po Euro2012, gdy sie troche wyludni, lece.
          Niezaleznie od pogody:)

          Pozdrowienia prawie poniedzialkowe - e.

          • ml1492vivaib Wszędzie Bez 08.05.12, 21:40
            Witaj :)
            przyznam się, że nie spodziewałam się tak racjonalnego uzasadnienia Twojej sympatii dla portugalskiej okolicy. Trochę mi to nie pasuje do wcześniejszych zdjęć, komentarzy lub chociażby stałej obecności Galo w domu. hm...zaczęłam się więc zastanawiać co mi się tam tak szczególnie spodobało. Trudno to uchwycić. Piękne widoki, piękna pogoda, piękne zabytki. Wiatr od morza, słońce, ciepło. Ludzie. Rękodzieło. Pyszne jedzenie. Kawa. Wino.To można przecież napisać o wielu miejscach. Lecz nie wszędzie zachwycam się przecież starymi zrujnowanymi domami, drewnianymi drzwiami, kościołami, starymi ludźmi, żebrakami. Tylko w niektórych miejscach czuje się spokój i harmonię. Może w Portugalii jest takich miejsc po prostu więcej? Może gęstość zaludnienia jest niska, a historia odcisnęła szczególne piętno w materiale genetycznym mieszkańców? Pewnie, że chciałabym tam jeszcze kiedyś pojechać. Także nieśmiało zaczynam planować wakacje. Najpierw obowiązkowo z Potomkiem nad morze, a potem, jak się uda, to na jakąś wyprawę.
            Póki co jednak, robotnicza rzeczywistość trwa. I chociaż bez już przytłaczająco pachnie, a słońce przypieka, to rano trzeba o 5.20 radośnie wstać i kanapeczki przygotować. Kawa z ekspresu to oczywiście najmilsza chwila poranka. W pracy mój ekspres w południe coś do mnie krzyczy, chyba mu o odkamienianie chodzi. Ponieważ go nie rozumiem, udaję się po kawę do sekretariatu. Codziennie sobie obiecuję, że w końcu przeczytam instrukcję obsługi. Tak ze zrozumieniem :)
            Spokojnych lotów nad codziennością życzę
            Arabica Średnio Wyprażona
            • Gość: pintura Re: Wszędzie Bez IP: *.phil.east.verizon.net 09.05.12, 02:16

              Witaj,

              Pieknie napisalas o harmonii wszystkiego co czujesz w Portugalii. Czuje podobnie.
              I to tylko przypadek, ze na koncu Europy Portugalia stoi nad przepascia:). Na klifie.
              I spoglada w/na ocean. Moja wyobraznie ozywia rowniez historia morska Portugalii
              i jej z sukcesami zeglujacymi odkrywcami. Vasco da Gama, Magellan i facet ktory
              "wynalazl" Brazylie - Alvaraz Cabral. Ktos powiedzial, ze okrety na horyzoncie niosa
              na swoich pokladach sny i marzenia ludzi patrzacych z ladu. Z wyobraznia powiedzial:)

              W Lizbonie moim ulubionym miejscem sa okolice Torre Belem i pomnika Odkrywcow.
              Dobrym miejscem do historycznych medytacji sa kruzganki klasztoru Jeronimos.
              Podoba mi sie bardzo azurowa lekkosc klasztoru i mozliwosc zamyslenia sie
              nad podrozami spoczywajacego tutaj Vasco da Gama. Pelne historycznego uroku miejsce.

              Bez jest mi doskonale znany z ogrodu moich rodzicow. Kwitl bialy i fioletowy. Bialy
              mial podwojne kwiaty. Fioletowy pachnial bardziej odurzajaco. Zapach bzu pozostal
              ze mna w mojej pamieci zapachowej.

              Wczesnie wstajesz:) Wczesne wstawanie przypomina mi dowcip o mleczarzu
              wcielonym do wojska. W swoim liscie do rodziny pisze: Kochani, w wojsku jest
              super - moge sie wylegiwac do 6:00 rano:) Wylegiwanie sie jest wiec rzecza wzgledna.

              Mam pudelko z nieprzeczytanymi instrukcjami do roznych przedmiotow ulatwiajacych
              zycie. Wierzylem, ze je kiedys przeczytam. Obecnie watpie. Mikrofale opanowalem
              intuicyjnie w stopniu podstawowym. Wiekszosci przyciskow nie dotykam. I nie wychylam
              sie poza trzyminutowe nastawiania. I zegar pokazujacy aktualny czas potrafie ustawic.

              Do morza mam sentyment. Urodzilem sie prawie nad morzem. Prawie:) Byc moze
              przy okazji wakacyjnej wizyty w rodzinnym miescie wybiore sie na dzien lub dwa
              nad morze aby zamoczyc stopy. Swinoujsce od lat pieknieje i pieknieje. I plaze ma imponujaca.

              Portugalski kogut ma sie rzeczywiscie dobrze. Do koguta przyznaja sie tez Francuzi.
              Do orlow co najmniej tuzin krajow. Podobnie jest z lwami i niedzwiedziami.
              Zaden kraj nie chce miec zaby w godle:)

              Z kawa poczekam do jutra rana. Pomoze mi sie wslizgnac bezszwowo w codziennosc:)

              Pozdrowienia - p.
              • ml1492vivaib Wiatr od morza 09.05.12, 23:48
                Powiało. Zapachniało morska wodą i tęsknotą za podróżą. W nieznane :)
                Nad wielką wodą nigdy nie mieszkałam, ale w krainie wielkich jezior owszem. Jednak jeziora pachną zupełnie inaczej. Są takie spokojne, małe i takie jin :)
                Do wody ciągnęło mnie od zawsze. Pływania i żeglowania. Klub żeglarski na studiach wspominam z rozrzewnieniem. Imprezy ze śpiewaniem szant przy gitarze, mocno zakrapiane piwem i opowieściami kolegów także. Kiedyś nawet wizytowaliśmy akademiki Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni w ramach integracyjnej wymiany klubowej. Mieli tam piękne czapki :).
                Imprezy były wesołe i beztroskie, lecz na wodzie potrafi być zupełnie inaczej, zwłaszcza w czasie sztormu. Więc chylę czoła przed wielkimi odkrywcami nowego świata. Dużo im zawdzięczamy, chociaż już o tym nie pamiętamy.
                Każda ich podróż jest pewnie fantastyczną historią, pełną dowodów odwagi i pokonywania trudności. Czasem może zwykłej chęci zarobku ? Zdarza się pewnie i taka motywacja.
                Fajnie, że mają swój pomnik na ziemi. I rysunki na chodniku.Podobały mi się. I ten pobliski mały port z żaglówkami też.
                No tak..Morskie wilki wyszły na światło dzienne :)
                Nim się rok szkolny skończy, wybiorę się więc znowu nad morze tym razem do Jarosławca. tłok będzie, gofry, parawany i wata cukrowa. Trudno. Wiatr, słońce i fale zrekompensują te widoki.
                Wracając do tematu bzu, to także mam biały i fioletowy bez na małej działce. Szkoda, że tak krótko cieszy oczy i nos. Dobrze też, że im bardziej się go przycina, tym lepiej rośnie. Robienie bukietów jest więc dla krzewu bardzo dobre, wręcz wskazane. A potem gałązki tak słodko pachną i tulą do snu.
                Pozdrawiam
                właścicielka zepsutej kosiarki :(
                • Gość: oceano Wiatr od oceanu IP: *.phil.east.verizon.net 14.05.12, 02:58

                  Ola!

                  Nad oceanem dzisiaj bylem. Tym na A. Troche slonca, wiecej zachmurzenia. 23 C.
                  Bezkapielowo ale z chodzeniem boso po mokrym piasku. Ocean lubie przy kazdej
                  pogodzie. Morze tez:) Budza podziw i szacunek. Przez to czesciowe zachmurzenie
                  klifow Portugalii nie bylo widac. Tym to tlumacze.

                  Czapki marynarskie sa piekne. Tez budza podziw i szacunek. Mozna taka kupic
                  na turystycznym deptaku ale to sztuczne i nieprawdziwe. Czapka marynarska
                  najlepiej lezy na prawdziwym marynarzu. Nie uwiera w glowe:)

                  Ma padac jutro i az do czwartku. Z przerwami mam nadzieje. W czwartek ma sie
                  przejasnic. Zielen w parku rosnie jak szalona. Trawa powinna chyba byc przycieta.

                  Dzisiaj celebruje sie Dzien Matki. Wszystkim kobietom majacym dzieci sklada
                  sie zwyczajowo zyczenia. Wszystkiego najlepszego wiec. Boa sorte! I niech
                  kosiarka pracuje bezawaryjnie.

                  o.
                  • ml1492vivaib Majowe trawniki i rolniki 20.05.12, 23:25
                    Jako mama dziękuję :) Ciekawe dlaczego tam na zachodzie mamy świętują wcześniej niż na wschodzie. To chyba na odwrót być powinno.
                    Pogoda była w weekend piękna. Spędziłam go na słońcu i świeżym powietrzu. Nie było to jednak beztroskie brodzenie wśród fal, lecz rolnicze abc. Zaczęłam od zakupów na rynku. Młoda kapusta, jajka od szczęśliwej kury, świeży koper, rzodkiewka, krucha sałata, szczypior, nieletnia włoszczyzna, truskawki i konwalie. Wśród rolników i handlowców napięcie i krytyczne nastroje. Kupujących dużo, lecz każdy patrzy na ceny, a te w marketach są jeszcze niższe. Jeden nerwowy rolnik to nawet na mnie nakrzyczał gdy się spytałam dlaczego ma taką drogą cebulę skoro już dawno szczypiorem przerosła. Siedział dalej taki wkurzony przy tych swoich skrzynkach mimo, że wszyscy go omijali z daleka. A w sklepach sieciowych króluje kapusta hiszpańska i włoska. I tańsza jeszcze do tego.
                    Nie bawię się w sadzenie warzyw z braku czasu i umiejętności. Wiem jednak, że to nie takie proste by coś smacznego i zdrowego wyrosło z kawałka ziemi. W tym roku na balkonie przeważyły świeże zioła w doniczkach. Nie wytrzymałam jednak na widok aksamitek gigantów, heliotropu o pięknym zapachu i bujnych różowych goździków. Kupiłam chociaż kilka.Trudno. Będę codziennie kursować z konewką. Dzisiaj mnie tak naszło na roboty działkowe, jak nigdy. Jestem już kompletnie wykończona, podrapana i pogryziona (przez komary) , lecz szczęśliwa. Kontakt z naturą cudownie wpływa na psychikę.
                    pozdrawiam i padam
                    Walcząca z Chwastami
                    • Gość: alfavaca Bazylia i inne IP: *.phil.east.verizon.net 23.05.12, 00:34

                      Witaj,

                      U mnie tez w niedziele w parku byl maly kiermasz z roslinami doniczkowymi
                      i skrzynkowymi. Obcowanie z roslinami uspokaja. To fakt. Taki na przyklad
                      Ostatni cesarz (chinski) po zawirowaniach urzedu cesarza zajal sie uprawa
                      roslin. Pielil i podlewal, przycinal i nawozil i juz sie tak jak wczesniej urzedujac
                      nie stresowal. Spokoj duszy i ciala osiagnal.

                      Zatrzymalem sie na chwile przy bazylii, miecie i lawendzie. Bazylie lubie w zupie
                      kremie z pomidorow i w kanapce z pomidorami i mozzarella.
                      W Portugalii sie na nia (kanapke) natknalem i sympatia pozostala. Bazylia tez
                      podobno liscie maczala w zapachach Coco Chanel. Mieta kojarzy mi sie nierozerwalnie
                      z koktajlem mojito. Lawenda natomiast nie kojarzy mi sie z niczym ale przyjemnie
                      jest na nia popatrzec i pociagnac nad nia nosem. Ludzie krazyli od stoiska do stoiska.
                      Kupowali lub nie. Nikt sie nie denerwowal. Spokojnie i idyllicznie bylo...

                      Czas na mnie. Rozejrze sie gdzies za zupa kremem z pomidorow z koniecznym
                      dodatkiem bazylii. Moze i miete gdzies wypatrze:)

                      Pozdrowienia zielarskie - a.

                      • ml1492vivaib Marzenia o niedościgłej emeryturze 27.05.12, 23:16
                        Witaj,
                        tak... zamarzyła mi się emerytura gdy przeczytałam o tym cesarzu.
                        Rzeczywiście coraz bliżej, tak by się przynajmniej mogło wydawać na zdrowy chłopski rozum.
                        A jednak. Czas zachowuje się dziwnie i dzięki ostatnim zmianom w systemie emerytalnym można się poczuć młodziej i pracować dłużej. Co za szczęście. Nie będę więc jednak czekać z uprawą działki do czasu gdy już niczego nie będę w stanie utrzymać. Już teraz trzeba odnaleźć radość z kopania, sadzenia i przycinania. Ogrodniczy spokój ducha jest też niezbędny by wytrzymać pracowniczy okres składkowy. Niestety, ciągle pamiętam ciężki los emerytów w Portugalii i z niepokojem wyobrażam sobie polską emerytalną przyszłość.
                        W ten weekend z uwagi na utrzymujące się przeforsowanie mięśni, zwolniłam się z robót działkowych na rzecz rozwoju duchowego :) . Lektury różne pozwoliły mi na nabranie zdrowego dystansu do otoczenia oraz powrotu do stanu zadowolenia z tego co jest i będzie.
                        Lawenda na to też pomaga. Zapachem. Polscy rolnicy powinni chyba zrezygnować z uprawy cebuli na rzecz lawendy.
                        Dzień mamy świętowałam i dostałam przepiękną laurkę. :)
                        Zupę pomidorową z bazylią świeżą zjadłam :) mniam.
                        Kółka do kosiarki wreszcie dostałam.
                        Kwiatki podlałam. Zioła rosną. Asortymentu nie zdradzę.
                        W pracy odniosłam sukces wymierny- ekspres działa po przeczytaniu instrukcji.
                        Szykuję się do wyjazdu na kilka dni do Stolycy i już mnie nurtują dylematy komunikacyjne.
                        Mam nadzieję, że też fajnie spędzasz czas i nic Ci się nie psuje :)
                        pozdrawiam
                        Melisa


                        • Gość: aguardente Emerytalne dygresje IP: *.phil.east.verizon.net 31.05.12, 02:27
                          Witaj,

                          Lato eksplodowalo. Przez trzy dni slupek rteci erekcyjnie unosil sie ponad kreska 30 C.
                          Dzisiaj temperatura "spadla" do 27 C. Ocienione lawki w parku ciesza sie powodzeniem.
                          Te, naslonecznione, maja ciagle miejsca wolne. Odwrotnie niz w srodku maja.

                          W Lizbonie i Porto rzucila mi sie w oczy duza liczna pan w wieku emerytalnym
                          siedzacych w kafejkach, pijacych kawe, jedzacych budyniowe ciasteczka (pasteis
                          de nata) i z usmiechem plotkujace. Podswiadomie policzylem: kawa 0.5 euro,
                          ciasteczko chyba 1.0, towarzyszacy kieliszek porto 1.50 lub tanszej ginjinha 1.0.
                          Przeliczylem to na owczesna cene kawy, ciastka i ewentualnego kieliszka wisniowki
                          w Polsce. I ewentualny procent tych malych przyjemnosci do calej emerytury.
                          Posmutnialem... Dobrze byloby nie przezyc naszych pieniedzy:)

                          Upaly daly mi pretekst to powrotu do mojego ulubionego popoludniowego letniego
                          napoju. Czerwonego wina z zimna woda. Gasi pragnienie, nie ma wiekszego wplywu
                          na nic i pozwala na refleksyjny dystans do wszystkiego:).

                          Jedziesz do Stolycy. Podobno rozkopana, z objazdami i wahadlowym ruchem.
                          Nawiguj bezpiecznie.

                          Pozdrawiam prawie czerwcowo - a.
                          • ml1492vivaib Euroszał 07.06.12, 23:43
                            Witaj,
                            czas chyba znowu przyspieszył, lecz to nic, bo udało mi się włączyć turbodoładowanie i wydajność załatwiania wszystkich spraw mi wzrosła. Dobrze, że nie ma takich upałów jeszcze.
                            Warszawa ostatnio mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Do Międzylesia przez te wykopki udało mi się znaleźć dużo szybszą trasę niż ta, którą uparcie jeździłam. Trzeba było do tego aż całą Zwoleńską i Trakt Lubelski rozkopać? Miasto jest czyste, zadbane, w zieleni i kwiatach, kierowcy autobusów z poczuciem humoru i uprzejmi, Warszawiacy mili, uśmiechnięci ( no może kierowcy samochodów osobowych jakoś mniej ). Żyją Euro.
                            Udało mi się przypadkiem zobaczyć przepiękny wieczorowy pokaz przy Wisłostradzie nad fontannami. Kolor, światło, dźwięk, obrazy trójwymiarowe. To wszystko z muzyką i obrazami nawiązującymi do mistrzostw w piłce nożnej, gospodarza-stolicy oraz muzyki Chopina.
                            Atmosfera zrobiła się bardzo fajna. W oddali widać było stadion narodowy.
                            Samochody jeżdżą już od tygodnia przystrojone w nasze barwy narodowe, zdążyli oddać autostradę A2, dworce, strefy kibica gotowe. Mnie też zaczęło to coraz bardziej wciągać i już się szykuję na jutrzejszą inaugurację. Takie dziwne wzruszenie mnie czasem ogarnia, że wreszcie coś fajnego sie u nas dzieje i organizacja zapowiada się ok.
                            Jutro wybieram się z tej okazji do pracy w barwach narodowych od stóp do głowy.
                            We wszystkich szczegółach będzie tylko i wyłącznie biało-czerwono, włącznie z paznokciami.:)
                            Ole!
                            Pozdrawiam już lekko przysypiając nad klawiaturą
                            Sawa
                            • Gość: luis nani Euforia i melancholia - melanz IP: *.phil.east.verizon.net 18.06.12, 04:32
                              Witaj,

                              Melancholijny weekend mialem. Serce z twarda rzeczywistoscia kolidowalo.
                              Rozsadek podpowiadal spoko - ranking swoj w Europie znamy ale serce sie
                              nakrecalo. Zaczelo spekulowac co by bylo gdyby... i melancholia na mnie osiadla.

                              Kolega z greckimi korzeniami dzisiaj zaprosil mnie na fete (i polska i grecka).
                              Byli Grecy i euforia. Alkohol grecki do wyboru. Ouzo i rakia nie wchodza mi
                              ale grecki bimber "tsipouro" i owszem. Smak pamietam z Santorini. I mieszalem
                              melancholie z "tsipouro", feta i grecka euforia. Byc moze wkrotce wroca do drachmy
                              ale weekend mieli euforyczny. Niemcy to najwyrazniej ich kismet. Ale to dopiero
                              za pare dni a dzisiaj Zorbe odtanczyli:)

                              Jutro zobacze szczesliwa twarz recepcjonistki Portugalki Anne-Maria. Milo jest
                              widziec szczesliwych ludzi w poniedzialek.

                              Otulony w melancholie pozdrawiam

                              luis nani
                              • ml1492vivaib Re: Euforia i melancholia - melanz 21.06.12, 19:37
                                Hej,
                                też mi smutno po meczu z Czechami było.
                                Lecz z Rosjanami graliśmy pięknie. I tego naszej drużynie nie zapomnę. Lewandowski stłuczony jak kotlet schabowy, piękny gol Błaszczykowskiego, dzielny Tytoń.
                                Skakałam z emocji przed ekranem jak żaba. Nie daliśmy pokazać sąsiadom, że tu rządzą. Cena jednak potem była spora, wykończona drużyna. :) I pośrednio Grekom pomogliśmy.
                                W oddali gdzieś chichot historii słyszę.
                                Z tej rozpaczy zalałam czerwone truskawki alkoholem i zainaugurowałam sezon ratafii ad 2012. :). Pocieszałam się zapachem jaśminu i piwonii. Nieźle pomogło.
                                A teraz wyjeżdżam na urlop nad morze.
                                Trzymaj się.
                                Dzielnie.
                                pozdrawiam
                                Biało-czerwona
                                  • ml1492vivaib Polskie tropiki 08.07.12, 22:52

                                    Witam
                                    wróciłam szczęśliwie z najzimniejszego przez ostatnie dwa tygodnie miejsca w Polsce, czyli znad Bałtyku. Jaki miałam luksus termiczny, doceniłam dopiero po powrocie do upalnej i dusznej rzeczywistości. Nie wyobrażam sobie jak można normalnie funkcjonować o tej porze na terenie Portugalii.
                                    To był wspaniały urlop. Zimna woda w morzu i częste zachmurzenie. Burze szalejące po nocach. Poza tym wakacyjna inwazja biedronek się zaczęła chyba i ostatnio mnóstwo ich widzę. Nad morzem siadła sobie taka jedna uparta na parawanie, inne fruwają z upodobaniem w domu i na balkonie.
                                    Nie śledzę ich cyklu rozwojowego :)
                                    Jak te upały przeżyłeś?
                                    pozdrawiam
                                    jutro budzik zagra o 6:00 :(
                                    i wrócę na ziemię
                                    znowu zmoczoną deszczem
                                    • Gość: sok z biedronki Re: Polskie tropiki IP: *.starnettelecom.pl 13.07.12, 04:07

                                      Witaj,

                                      Super, ze mialas udany urlop. Tez zamierzam miec taki:)
                                      Upaly przezylem w cieniu i klimie:) Od wczoraj w Stolycy.
                                      Mialem koszmarna - 24 h podroz. Podroze ksztalca i wzmacniaja.

                                      Wstalem przed Twoim budzikiem:) Nie moglem spac dluzej niz
                                      trzy godziny. Rano ( 7:00) pociagiem na poludnie. Po poludniu
                                      pociag i wieczorny samolot do Szczecina (wesele w sobote).
                                      Trzeba uwazac z modlitwami o czestosc podrozy. Czasami moga sie spelnic:)

                                      Gdy ochlone - daje sobie tydzien/dwa - rzuce monete (Portugalia/Italia).
                                      Na tydzien. Pozniej zobacze...

                                      Potomek ok?

                                      Robi sie widno, lece sie golic i moze dospie godzine. Moze dwie w pociagu.

                                      Udanego weekendu i powrotu na ziemie zycze

                                      szb
                                      • ml1492vivaib Z deszczu pod burzę 17.07.12, 00:34
                                        Hej,
                                        mam nadzieję, że już doszedłeś do siebie po długiej, męczącej podróży i weselu, że dobrze się bawiłeś, a wiatr nie porwał panny młodej ani dachu.
                                        Oczy mi się trochę zamykają, a treść odpowiedzi oczywiście gdzieś mi wcięło i muszę pisać ponownie. Zatem długo nie będzie. Zabawnie tez nie, bo już za późno na żarty :)
                                        Oziębisz się solidnie na wakacjach w PL. Lecz śledź pilnie serwisy pogody, bo jak już zapewne wiesz, jest groźnie. I strasznie. I mokro. I zatęsknisz rychło za upałami i słońcem.
                                        Dobrze Ci tak przed urlopem. I to w takich pięknych miejscach. Też się jeszcze gdzieś wyrwę. Jeszcze nie wiem gdzie, ale na pewno się uda i już. Potomek jest w ok formie, dziękuję,wysłoneczniony i najodowany :)
                                        O biedronkach poczytałam. Byczą się w wakacje jak cała reszta zwierzyny. A jesienią próbują mieszkania ludzkie zasiedlać.Gromadnie podobno. Zaczynają od balkonów. I gryzą ... niektóre tylko na szczęście. Siedmiokropki jednak są sympatyczniejsze niż reszta towarzystwa kropkowanego.
                                        Z zakupami sieciowymi trzeba rzeczywiście uważać. Kierować się instynktem i wiedzą. Wybierać to, co dobre, a trujące omijać. Jak w lesie :)
                                        pozdrawiam i udanego urlopu życzę :)
                                        Jagodzianka
                                        • Gość: casino estoril Z deszczu ku sloncu IP: *.starnettelecom.pl 22.07.12, 11:21
                                          Witaj,

                                          Krotki powrot do Stolycy. Moje miasto rodzinne, Szczecin, rozczarowalo mnie pogodowo.
                                          Lato, padalo i kropilo na zmiane. Nie mozna bylo sie rozlozyc relaksujaco na lezaku w ogrodzie.
                                          Panna Mloda gryzla palce ze zdenerwowania i patrzyla modlitewnie w kierunku nieba
                                          z milczaca prosba o przerwe w padaniu. Biala suknia slubna zle sie komponuje z deszczem.
                                          Modlitwy zostaly wysluchane i po wyjsciu z kosciola przejasnialo na moment skladania zyczen.
                                          W koncowce niebo ponownie poszarzalo i skladanie zyczen zostalo przyspieszone. I okrojone
                                          do pomyslnosci niezbednych.

                                          Z Warszawy do Szczecina lecialem dwukrotnie liniami OLT. Szybko, wygodnie, uprzejmie i tanio. Zycze im sukcesu. Wczoraj wieczorem bylem w Oberzy pod Czerwonym Wieprzem. Ciekawie historyczne menu.

                                          Dzisiaj wieczorem pociagiem na poludniowy wschod. Pobliskie lotnisko ma byc otwarte
                                          jesienia.

                                          Dzisiaj tez widzialem samotna biedronke. Zanim zdarzylem policzyc jej kropki odleciala...

                                          Do nastepnego - casino e.
                                          • ml1492vivaib Galopem bieganie codzienne 30.07.12, 22:46
                                            Hej,
                                            burze szaleją, pioruny biją gdzie popadnie. Świat się trzęsie, ziemia się chyba już na nas ludzi solidnie wkurzyła. Wcale jej się nie dziwię. Zamiast miło spędzać czas też muszę trochę porzucać gromami. Tak dla obrony koniecznej. Obowiązki mnie tak zasypały, że myśli o wakacjach uleciały w siną dal. Organizacja życia wkroczyła na wszystkie pola i panoszy się na całego.
                                            Z przyjemnością czytam Twoje teksty. Ostatnia wizja rozmodlonej panny młodej poprawiła mi humor i przypomniała obrazy Chagalla.
                                            Oberża pod Czerwonym Wieprzem ostro kontrastuje z tymi sielankowymi klimatami :)
                                            Zupełnie tam nie byłam, ale za to usmażyłam ostatnio jajecznicę z kurkami. Oczywiście, że na maśle, olej to dla mnie profanacja. I tylko świeżo zmielony pieprz i sól do tego.
                                            Muszę już kończyć niestety. A od jutra w me życie i progi wkroczy hydraulik z wielka walizką pełną wielkich kluczy. Trochę powalczy z rurami i naprawami. Kojarzy Ci się to z jakimś obrazem? :)
                                            Siła Sprawcza i Naprawcza
                                            • Gość: tiago monteiro Czekanie na fachowca (Godota) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.12, 11:09

                                              Witaj,

                                              Kurki na masle jadlem w Oberzy. Doskonale byly. Odnosze wrazenie, ze
                                              sezon kurkowy sie zaczyna. Widze kurki tu i owdzie. Glownie w menu.
                                              Jajecznicy z kurkami nigdy nie jadlem wiec sie zamyslilem...
                                              Lubie ja z pomidorami lub cebula. Niekoniecznie razem. Podgrzany
                                              pomidor to zupelnie cos innego niz malinowy zimny kuzyn. Chociaz chlodne
                                              pomidory tez lubie.

                                              Mamy doswiadczenia rownolegle. Z fachowcami. Ulokowalem sie w Lublinie.
                                              U przyjaciol. I obserwuje dzienne zmagania z fachowcami. Od wszystkiego.
                                              Elektryki, malowania, rolet, cyklinowania/lakierowania i cietego granitu itp.
                                              Akurat hydraulika jest ok. Sama kasa nie wystarcza aby sie wyremontowac
                                              i wyposazyc. Potrzebne sa tony cierpliwosci, nadziei i optymizmu. Pomagam
                                              im tak jak moge. Wlasnie czekam na fachowca. Dwie godziny poslizgu. I to
                                              dopiero poczatek dnia. Na szczescie slonecznego. Medytuje na balkonie.
                                              Pelargoni jednak nie polecam. Ladne sa ale smieca. Sypia platkami jak oszalale.
                                              I po sobie nie sprzataja. Do pokoju sie wnosza. Ladne sa ale co z tego...

                                              Acha, na fachowca czekam. I czekam... Byc moze kiedys otworze sklep z punktualnoscia,
                                              solidnoscia, rzeczowoscia i duma zawodowa. W ciagu roku bede miliarderem. Jest
                                              na to rynek i laknace zapotrzebowanie.

                                              Obrazy ktore z remontami mi sie kojarza to: Chaos Botto i Krzyk Muncha.
                                              Ja tez bym mogl cos dzisiaj namalowac - #&%!

                                              Linie OLT padly. Przelecialem sie nimi dwa razy szczesliwie i tanio. Zdarza mi sie
                                              to szczescie po raz trzeci. To znaczy w tydzien po moim locie linia oglasza upadek.
                                              Niby przypadek ale zaczynam sie zastanawiac...

                                              W sobote jade do Stolycy. W niedziele lece na tydzien do Wloch: Mediolan, Bergamo,
                                              Como i okolice. Oczywiscie Ostatnia Wieczerza - wierze, ze nie moja:)

                                              Musze konczyc - spozniony fachowiec dzwoni. Alleluja!

                                              Do nastepnego. Masz moja empatie hydraulicza.

                                              tm



                                              • ml1492vivaib Re: Czekanie na fachowca (Godota) 31.07.12, 23:50
                                                Hej :)
                                                dziękuję za cudowny tekst. Śmiałam się do łez :) , przyda mi się, zwłaszcza w dobie hydraulicznej. Nie przyszedł dzisiaj. Fachowiec. Przebili mu koła w samochodzie. I to dwa na raz. Musiał jechać do warsztatu. A moje rury czekają. Płytki popękane też. :( . Obiecał, że będzie jutro :)
                                                Pelargonie to lepiej zostaw w spokoju. Może i troszeczkę śmiecą, ale przynajmniej nie skarpetkami :) Jeśli śmiecenie pelargoniowe stanowi problem, polecam petunie. Skromne, śliczne, wdzięczne, niedoceniane, nieśmiecące. Pachną słodko, a nie duszą.
                                                Zazdroszczę Ci włoskich wakacji. Chociaż słowo zazdroszczę nie jest w właściwe.
                                                Masz moją w tym temacie empatię :)
                                                W drugiej połowie sierpnia prawie połowa mojego działu idzie na urlop i jestem uziemniona.
                                                Będę z radością kopać rabatki i malować płot, a pozostałą część wakacji pozostanie mi chyba wykorzystać zimą :( e tam..
                                                W temacie OLT; chyba coś ktoś nad Tobą czuwa. Mam nadzieję, że tak bedzie dalej. Medytuj dalej na tym balkonie. Chyba jest na południe?
                                                Carmina Burana
                                              • ml1492vivaib Santiago 17.07.13, 23:42
                                                Koło się zamyka. A ściślej, to wątek na forum.
                                                Zaczęłam od pytania o Santiago de Compostela. I teraz uda mi się chyba tam pojechać.To niesamowite. Widok muszli i symbol pielgrzyma pojawia się za każdym razem, gdy oglądam zdjęcia z podróży do Portugalii. I nie tylko. Więc podążę tym szlakiem w tym roku. Mam nadzieję. Marzenia się spełniają!!! :)
                                                Wierzcie w to wszyscy Forumowicze!
                                                Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka