Dodaj do ulubionych

Dookoła Portugalii

IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 26.07.12, 00:14
Witam,
Przed wyjazdem czytałem z uwagą forum, więc po powrocie postanowiłem opisać swoją podróż, może komuś jakieś informacje się przydadzą. Udział wzięły 2 osoby dorosłe i 7-latek. Celem był objazd Portugalii samochodem, mieliśmy na to 10 dni (10-20 lipca). Aczkolwiek na samą Portugalię zostało mniej, gdyż lot rezerwowaliśmy dosyć późno (początek czerwca) i zamiast bezpośrednio do Portugalii wybraliśmy opcję lotu do Madrytu (dużo taniej niż do Portugalii, nawet biorąc pod uwagę koszt podróży samochodem przez Hiszpanię). Dodatkowo w kierunku „tam” mieliśmy nocleg w Amsterdamie.

Dzień 1
Lot przez Amsterdam. Przy odprawie okazało się, że bagaże polecą bezpośrednio do Madrytu gdyż nie ma przerwy 12h między lotami. Jakoś sobie poradziliśmy, choć pogoda w Amsterdamie nie pasowała do naszych krotkich spodni i bluzek  W amsterdamie nocleg w hotelu Ibis koło lotniska. Z lotniska podwożą busy kursujące co 30 minut, więc taki przystanek nie stwarza żadnych problemów.

Dzień 2
Amsterdam – Madryt - Braganca.
Mimo obaw bagaże dolecialy razem z nami. Samochód rezerwowaliśmy przez honkcarhire, dostaliśmy wypożyczalnię pepecar.com. Na miejscu biuro jest w hotelu Hilton obok lotniska, ale podwożą tam busem, trzeba tylko zadzwonić. Trafił nam się nowiutki Peugeot 207 - 23 km przebiegu. Koszt na 11 dni – 174 euro. Dodatkowo poddupnik dla dziecka 4 eur.
W Bragancy nocleg w hotelu Ibis - 29 eur, śniadanie 6. Parking podziemny w hotelu płatny, ale można parkować przy osiedlu z tyłu hotelu.
Zamek w Bragancy bardzo fajny, ale uwaga z dziećmi, gdyż wiele miejsc jest niezabepieczonych, łatwo zrobić sobie krzywdę (choć i tak jest bezpieczniej niż w Obidos). W restauracji problem z płatnością kartą - trzeba było skoczyć do banku po gotówkę.

Dzień 3
Braganca – Amarante
Miałem okazję sprawdzić jak to jest z wymianą pieniędzy. Miałem trochę USD, których nie opłacało się wymieniać w Polsce na EUR, więc zabrałem je do Portugalii. W pierwszym banku – nie można, w drugim – nie można, tylko dla klientów z kontami. W głównym oddziale państwowego banku w końcu się udało, ale - pan kasjer nie mówił po angielsku i stwierdził, ze nikt nie mówi. Na szczęście znalazła się koleżanka lekko rozumiejąca o co chodzi i chętna do pomocy. Udało się wymienić i to po bardzo dobrym kursie.
Pierwszy przystanek – Bolideira i wielka pęknięta skała. Kamień nie rusza się przy dotknięciu jednym palcem jak piszą, ale rzeczywiście można go trochę rozbujac, co widać po patykach wcisnietych pod kamień. Syn nie chciał odjeżdżać, bo super zabawa, można się wspinać po skałach, skakać.. Dalej ruzyliśmy do Chaves. Tam udaliśmy się do biura informacji turystycznej aby dowiedzieć się ak to jest z płatnymi autostradami. Nie planowaliśmy od początku jazdy autostradami, ale GPS nas przekonał – do Amarente autostradą 105 km i 1h, zwykłymi drogami 180 km i 3h. Skierowano nas na pocztę, gdzie udało się dogadać i kupić kartę-zdrapkę za 20 euro. Autostrada niesamowita, w górach, wielkie mosty, zabójcze widoki. Zdrapki są tylko dla samochodów spoza Portugalii, więc chyba udał nam się w miarę prosty sposób – na www.tollcard.pt można dokupić karty i sprawdzić bilans, niestety aktualizowany jest z opóźnieniem, my chyba przekroczyliśmy te 20 euro ale nie wiemy o ile, bo na stronie ciągle mamy bilans dodatni (z 17.07).
Amarante - hotel Navarras godny polecenia, za 45eur (booking.com) dostaliśmy apartament kosztujący normalnie 116. Fajna rzeka (aż szkoda ze nie wzięliśmy psa), Restauracja Olhao bardzo godna polecenia - przystawki tylko 1 eur, jedzenie super a desery genialne.

Dzień 4
Amarante – Porto
Spodobały nam się autostrady – dojazd w 30 minut, ale końcowka do dworca Campanha – no trzeba to samemu zobaczyć :)
W Porto zwiedzona katedra, most, dworzec Sao Bento. Wbrew przewodnikom tramwaj nie jedzie do Castelo Queijo, potem się okazało, że na tramwaj nie obowiązuje bilet dobowy. Na miejscu znów skakanie po kamieniach, trochę padało więc nie zamoczylismy nóg w oceanie. Obok jest akwarium Sealife - nie umywa się co prawda do Barcelony, ale może być.

Dzień 5
Amarante-Douro-Aveiro-Obidos-Lizbona
Koło Aveiro wioska Costa Nova do Prado – śliczna, duze fale Atlantyku, super plaże. Uwaga na lody kulkowe :) Do Lizbony dotarliśmy o 22 i okazało się, że nasza rezerwacja w Residencial Vila Nova minęła o 18 choć takiego warunku nie było na potwierdzeniu. Na jedną noc zamiast zamówionej dwójki dostaliśmy pokój 3os i info, ze następnego dnia mamy zapewniony inny hotel (mieliśmy tam spędzić 2 dni).

Dzień 6
Lizbona - muzeum powozów (niedziela do 14 darmowe), przed muzeum trafiliśmy na koncert orkiestry wojskowej i paradę koni. Kolejka do Hieronimitow ogromna, ale i tak nie mieliśmy zamiaru wchodzić. Relaks nad wodą przy lodach - znów uwaga, deser z 3 kulek ma chyba z kilogram. W ten sposób zaliczylismy obiad, choć nie wszyscy dali radę to przetrawic. Potem powrót do centrum, kluczenie po Alfamie, wspinaczka na miradouro Santa Luzia, chwila w obrębie murów i zjazd z góry tramwajem 28 (na górę wjechać ciężko, bo tłumy). Pojechaliśmy sprawdzić co z hotelem - niestety musimy się przenieść do Residencial Mimosa. Na miejscu pani patrzy na nas przerażona i niestety ni w ząb po angielsku. Czujemy ze jest problem, wspominamy o Vila nova, ale ona naprawdę ani słowa, dzwoni do nich, coś wyjaśnia. Ja tez dzwonię i okazuje się, ze znajdują nam inne miejsce - obok w Residencial Lopes. Tutaj właściciel sympatyczny, pomocny, z komunikatywnym angielskim, oferuje nam kilka pokoi do wyboru. Zamiast na kolację idziemy do sklepu, kupujemy sardynki w puszce, bułki, ser coś do picia i jedziemy do parku Henryka VII (metro Marques Pombal) na piknik.
W nocy okazuje się że bliskość lotniska robi swoje – mocno słychać samoloty.

Dzień 7
Lizbona-Sintra-Algarve
W Sintrze Quinta Regaleire super, zwłaszcza dla dziecka. Dalej Cabo da Roca - certyfikat bytności kosztuje 11 eur, nie skrzystalismy. Widoki super, niestety wzbogacone wielkim logo Legii i podpisem "nieznani sprawcy".
Algarve – w Portimao hotel Mirachoro Sol. Okazało się, że jest w ofercie TUI. 2 dni – ok., ale tygodnia raczej bym tam nie wytrzymał. Praia da Rocha - ładna, ale koszmarnie zatloczona. Skusilismy się na kolację w przybulwarowej restauracji - ceny niźsze niż w innych polecanych, ale jakość rownież niska, za to zestaw przystawek mocno rozbudowany.

Dzień 8
Algarve
Wyprawa na Ilha Deserta (10 eur/os) – no, tu można by poleżeć. Super plaża również w Benagil. W Portimao kolacja w restauracji Dona Barca – chyba mocno polecana w przewodnikach, bo straszne tłumy. Dobre jedzenie i taniej niż na Praia da Rocha.

Dzień 9
Opuszczamy Portugalię. Po drodze jeszcze wizyta w Aqualand Algarve - sporo ludzi, ale mnóstwo atrakcji.
W Hiszpanii przystanek w miejscowości Zafra – bardzo fajny rynek, który o godzinie 22 zapełnia się ludźmi (w tym dzieciakami), gdyż wtedy temperatura spada do ...33 stopni.

Dzień 10
Zafra-Madryt i krótka wizyta w stolicy Hiszpanii.

Dzień 11
Powrót do Warszawy, również przez Amsterdam.
Edytor zaawansowany
  • ruella 27.07.12, 13:49
    Heh, widzę że mimo perfekcyjnego przygotowania zdarzały się też niespodzianki - norma :) Fajny opis, dobrze że się podzieliliście wrażeniami, oby było więcej takich forumowiczów co nie tylko pytają i się wymądrzają, ale mają coś do przekazania.
    --
    last minute
  • Gość: spam killer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.12, 15:03
    Ruella, spi.erdalaj ze spamem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.