Dodaj do ulubionych

Dlaczego Portugalia?

03.12.04, 11:20
Jak to się stało, że zainteresowaliście się właśnie Portugalią, choć jest ona
w Polsce krajem raczej niezbyt rozreklamowanym i choć tyle jest przecież
innych pięknych krajów?
Przyznam, że ja "poznałam" Portugalię dość przypadkowo - wcześniej byłam
maniaczką Brazylii, a to za sprawą Ayrtona Senny i futbolu oraz niewątpliwego
piękna tego kraju. Zaczęłam uczyć się portugalskiego (oczywiście wolałam
wtedy wersję brazylijską) i postanowiłam jechać na kurs do Lizbony, bo
wiadomo, bliżej i taniej niż Brazylia.
Nie bez znaczenia dla mojego zachwytu nad Portugalią była antyreklama, jaką
zrobili jej Portugalczycy, których spotkałam w Polsce i za granicą i którzy
na swój kraj patrzą chyba przez czarne okulary. Nasłuchawszy się opowieści o
rzekomym zacofaniu tego kraju oraz głupocie jego obywateli i nastawiwszy się
na wszystko co najgorsze, nie posiadałam się z zachwytu kiedy wreszcie tam
dotarłam i zobaczyłam, że rzeczywistość (co rzadko się zdarza) jest dużo
piękniejsza od opowiadań. Od tej pory do Brazylii już jakoś mniej mnie
ciągnie...
A jak to było z Wami?
Edytor zaawansowany
  • pianazludzen 03.12.04, 20:18
    ze mna było banalnie, zaczęło się od "lisbon story" wendersa.
    --
    pianazludzen.blox.pl
  • chiara76 03.12.04, 23:23
    U mnie również zadecydował przypadek...
    dawno dawno temu nawet miałam trochę na pieńku z Portugalią, skomplikowana i
    stara historia. W każdym razie mało się interesowałam tym krajem. Potem
    usłyszałam od znajomych, którzy co prawda byli w Algarve, ale też odwiedzili
    Lizbonę, jak tam przyjemnie.
    A Portugalia sama się do mnie zgłosiła, kiedy w 2003 roku moja druga połowa
    jechał tam sobie na konferencję. Rzucił hasło"jedziesz ze mną?" Grzechem by
    było nie skorzystać.
    Lizbona ujęła mnie całkowicie, była jeszcze bardziej interesująca , niż się
    spodziewałam, okolic odwiedziliśmy mniej, ale to tylko pretekst do dalszych
    wyjazdów. Wiem, że jeszcze tam pojadę.
    --
    Kabaty-Moczydlo
    Portugalia i portugalski
    Japonia
  • zloty_chlopak 04.12.04, 01:08
    Ola!

    Ja "zachorowalem" na Portugalie (przy czym to "paskudztwo" :D ciagle sie
    rozwija),troche moze to nielogiczne ale, przez mojego bzika na punkcie
    Brazylii :D

    Wszystko zaczelo sie od zajec sportowych. Otoz przez 2 lata trenowalem
    capoeira w jednej z warszawskich grup..
    Oczywiscie rownoczesnie uczeszczalem na lekcje portugalskiego, ktorych
    udzielala mi pewna Julia :) (serdecznie pozdrawiam jesli to czytasz :])..
    Po jakichs 2 latach poznalem kolejna cudowna sztuke walki jaka jest
    brazylijskie jiu jitsu..Zrezygnowalem z capo i calym sercem i dusza poswiecilem
    sie trenowaniu BJJ..Minelo jakies poltora roku, gdy doszedlem do wniosku, ze
    dobrze by bylo wyjechac gdzies na stypendium.. W miedzyczasie rozpoczalem nauke
    w Academia de la Lengua (u Andre de la Cruza, ktorego rowniez serdecznie
    pozdrawiam!!) i mialem juz wtedy kompletnego bzika na punkcie Brasil!! :D
    Niestety moje marzenia o wyjezdzie do Brazylii na studia spalily na panewce,
    ale skuszony grantami z Erasmusa i mozliwoscia szlifowania jezyka- zdecydowalem
    sie na wyjazd do Portugalii. Popisalem do kliku uczelni, zalatwilem mase
    paierkowej roboty i kontrakt dla milych pan z sekretariatu :] , no i jestem..
    Siedze tutaj dopiero 1,5 miesiaca i juz zdazylem sie w Portugalii zakochac :)
    Moj brazylijski akcent minal po tygodniu i teraz nie wyobrazam sobie mowic w
    inny sposob niz po "lizbonsku" ;). Chociaz z silna ekipa brazylijczykow z
    akademika szybko nawiazalem dobre stosunki :D Za to hiszpanski drazni mnie
    strasznie.. Ale moze przestane sie rozpisywac, bo to nie moj blog :DD
    Oczywiscie trenuje sobie tutaj BJJ (blisko plazy w Costa) i studiuje -
    korzystajac z zycia :D

    abraços!
    iwo
  • keepersmaid 05.12.04, 01:19
    Dawno, dawno temu zakochalam sie w literaturze iberoamerykanskiej - Cortazar,
    Marquez, Jorge Amado etc. etc. i wpadlam na pomysl zeby studiowac iberystyke.
    Jakos w miedzyczasie wpadlam na pomysl, zeby to byla wersja portugalska -
    wlasciwie tak z niczego.
    A potem wpadlam na zupelnie glupi pomysl wyjscia za portugalczyka. No i tyle.
  • kwiecienka1 12.12.04, 16:23
    Hmmm, a dlaczego nie?!
    U mnie o wszystkim decydował przypadek, a nawet kilka, jeden po drugim. Zawsze
    lubiłam futbol, więc jak byłam nastolatką zakochałam się w portugalskim
    piłkarzu (nie powiem w którym, w życiu). Miałam RTP International, więc
    czatowałam na jakieś transmisje z meczy czy choćby Domingo Desportivo...
    Oczywiście, nic nie rozumiałam, ale co tam, ile się napatrzyłam!!!
    Potem mi przeszło (zakochanie) bo zaczęłam studiować (UŚ) no i jakimś cudownym
    zrządzeniem losu pojawiła się wtedy możliwość biegania na lektorat z
    portugalskiego na anglistyce (jam slawistka) - języka, do którego wciąż miałam
    sentyment...
    Tak więc urozmaiciłam sobie slawistykę tym portugalskim :))) Teraz jestem już
    po studiach, jestem nauczycielką i ze szpiegowską wręcz przenikliwością tropię
    Portugalczyków na Śląsku żeby sobie choć pogadać...
    Abracos
  • endereco 13.12.04, 10:35
    Gdzie konkretnie mieszkasz na Śląsku i czy są tam jacyś Portugalczycy?
  • kwiecienka1 13.12.04, 11:13
    Mieszkam w Katowicach, choć jak każdy mieszkaniec/mieszkanka tego regionu
    często się przemieszczam (szkoa, studia, praca - wszystko porozrzucane).
    Portugalczycy - stałych raczej nie ma lub żyją w ukryciu :-)) Choć ostatnio
    słyszałam, że podobno ktoś ich namierzył w Gliwicach.
    Są oczywiście studenci z Portgalii, którzy wymieniają się co semestr i to z
    nimi właśnie mam największy kontakt.
  • xavier111 14.12.04, 14:42
    u mnie zaczelo sie od niewolnicy isaury. mowie jak najbardziej powaznie. na
    swoje usprawiedliwienie dodam ze mialem wtedy 14 lat. ogladalem przygody isaury
    z wypiekami na twarzy glownie z powodu fascynujacych i jednoczesnie zabawnych
    dzwiekow jakie z siebie wydawali aktorzy. pierwszy raz w zyciu slyszalem tak
    piekny i tajemniczy jezyk i pomyslalem sobie ze kiedys sie go naucze i
    zamieszkam w tym niesamowitym kraju jakim jest brazylia. jezyka sie nauczylem,
    a potem wyjechalem do portugalii, ktora miala byc przystankiem w drodze do
    boskiej brazylii. stety albo niestety, portugalia wyleczyla mnie z fascynacji
    brazylia i brazylijskoscia. stalem sie fanem portugalii, a zwlaszcza lizbony, i
    europejskiego portugalskiego, a zwlaszcza lizbonskiego. brazylia poszla w
    odstawke. do dzisiaj tam nie bylem, nie rozpaczam z tego powodu, jak sie
    nadarzy okazja bardzo chetnie pojade, ale tylko turystycznie. a potem
    szybciutko wroce do lizbony.
  • endereco 16.12.04, 11:23
    A może to Lucelia Santos tak Cię zafascynowała?:)
  • assim 21.12.04, 03:36
    zawsze gdy zadaje mi sie to pytanie nie potrafie na nie jednoznacznie
    odpowiedziec... :) mnie portugalia urzekla swoimi wyspami, fado, jezykiem i
    klimatem. po wakacjach na maderze stwierdzilem ze moje zycie w polsce nie ma
    sensu, jedynym ratunkiem byla przeprowadzka. wyspa rzucila na mnie czar. do
    momentu przeprowadzki do lizbony (przystanek w drodze na madere), portugalia i
    portugalski zajmowaly 90% mojego czasu wolnego, czytalem wszystko co mi wpadlo
    w rece, spedzalem kilka godzin dziennie na grzebaniu w internecie i
    wyszukiwaniu przede wszystkim zdjec z azorow i madery, ktorych mam dzis ponad
    1000, etc. bylem mocno uzalezniony, czulem sie jak odkrywca dowadujac sie coraz
    to ciekawszych rzeczy o kraju ktory mnie tak fascynowal. podobalo mi sie to ze
    o portugalii w polsce tak malo sie wie, ze jest garstka osob ktore znaja
    portugalski i ze tak niewielu polakow mieszka w portugalii. sluchalem tylko
    fado, siedzac ze slownikiem nad tekstami z ksiazeczek chlonalem emocje i
    dzwieki mojej ukochanej guitarra portuguesa. po powrocie z madery kazde
    nastepne ferie spedzalem w portugalii, piejac z zachwytu nad portugalczykami,
    ktorzy nas polakow dukajacych jeszcze wtedy po portugalsku traktowali z
    goscinnoscia jakiej nigdy nie doswiadczylem. kupowalem tony ksiazek do nauki
    jezyka, plyt z fado, w polsce biegalem po antykwaritach i ksiegarniach
    wykupywalem perelki portugalskiej literatury, scigalem sekretariat 'czytelnika'
    blagajac wrecz o wznowienie ksiegi niepokoju (dopiero teraz ja wznowili) a w
    pracy po godzinach kserowalem wolumeny z biblioteki ktore byly nie do
    kupienia... portugalia pochlaniala kazda wolna chwile mojego czasu [nawet w
    pracy zamiast pracowania, zaglebialem sie w siec w poszukiwaniach wiecie
    czego ;)] i doprowadzilaby do szalenstwa gdyby nie przeprowadzka. i stalo sie,
    byl to skok na gleboka wode, ale dzis juz moge powiedziec ze warto bylo,
    chociaz teraz zaczalem dostrzegac tez wady tego kraju na ktore wczesniej bylem
    slepy i bylem w stanie walczyc z kazdym kto zle slowo powiedzial na temat
    portugalii. i to w skrocie moja opowiesc o tym jak zamieszkalem w kraju
    pomaranczy i kwitnacych migdalow.
    pozdr/m

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka