Wiem , że tu kilku miłosników tej twórczosci sie czai. Mój pierwszy
kontakt z MG. Powiem szczerze - początki mielismy dość trudne, kolo
wokalnie jakoś bardzo mi sie kojarzył z solówkami (nie śmiejcie
się ) Mike'a Scotta, do tego te piosenki tak trochę sią ciągną,
przenudzają się i ślamazdrzą. Trzeba mieć do tego cierpliwość jak do
Destroyera jakiegoś (Destroyera w sensie - Bejara), ale kurna opłaca
się. Słuchałem na przemian z nowym albumem Kings of convenience,
oczekiwania szły głowie w stronę Norwegów, a akurat ci delikatnie
zawiedli. "Life of the World to Come" został za to jednym z
najfajniejszych prywatnych odkryć tego roku
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.