30.06.10, 22:14
Będę w niedzielę, ktoś chętny do pogwarki ?
--
zeżarli nasze święte jabłuszka
Edytor zaawansowany
  • obly 01.07.10, 08:03
    będę w czwart-sob, akurat nie w niedzielę..
    --
    Koń był chory
  • cze67 01.07.10, 09:58
    Nie ma mnie tam W OGÓLE.
  • exman 01.07.10, 12:24
    Ale za to widzę, że relacja będzie kompletna ze wszystkich dni.
    --
    zeżarli nasze święte jabłuszka
  • wendrowczyk 03.07.10, 13:29
    Przecież O Pener to obciach jakich mało. Tam ludzie jadą tylko po to by się
    pokazać i polansować. A te zespoły... Czy ktoś u nas słucha jakiegoś tam
    Pavement? Zamiast nich mogli zaprosić Marillion albo Iron Maiden.
  • cze67 03.07.10, 21:16
    Słaby ten komentarz o Marillion i IM.
  • pagaj75 05.07.10, 16:06
    jak to mówio w pewnych rejonach internetów: słaby troll jest słaby :)
  • jarka63 05.07.10, 13:20
    Ktoś słucha Pavement.
    --
    What are days for?
  • exman 05.07.10, 19:50
    Dead Weather ... szczerze powiedziawszy nawet bez frontwomenki daliby sobie
    spokojnie radę ... jestem pod wrażeniem ...
    --
    zeżarli nasze święte jabłuszka
  • obly 05.07.10, 20:02
    jak dla mnie było very bosko, w czym zasługę mają osoby które się mną serdecznie
    zajeły na cały pobyt. z koncertów które urwały to Skunk Anansie, Massive Attack,
    Klaxons, Regina, Julia Marcel. Duuuuża przepaść jeśli chodzi o polskie kapele.
    Spokojnie można było skasować dwie sceny i skrócić wybieg. Masakrą było że tent
    i głowna były 20 minut pieszo od siebie mniej wiecej.
    Masakrą było chrzczone piwo (niemożliwe jest napić sie tak aby cos poczuć bo po
    kazdym piwku zapierdalasz 20 minut w obie strony do kibelka i czekasz 20 minut
    na wtrysk) i ilość kibelków.
    Masakrą było słuchanie połowy polskich tekstów na głos. Nie wiem jak wypadla
    oranżada, to mój ulubiony polski kapelek ostatnio, ale nie byłem.

    Absolutnie słabo były zaplanowane karnety tak aby ten co wybierał zgodnie z
    logiką kupował na 4 dni i szedł na dwa. generalnie wiekszosc szła na czwartek -
    sobota z czego czwartek piątek - mialy być hitowe, okazalo sie że to był
    czwartek i sobota właśnie.

    do tego Trójmiasto zwiedzane po północy (Gdańsk Wrzeszcz) plaże (Westerplatte,
    Sobieszewo) daly mi po prsotu mega pozytywnego kopa kontekstowego. Było
    zajebiście warto.

    --
    Koń był chory
  • kkrzysiekk 06.07.10, 09:32
    obly napisał:

    >Masakrą było że tent i głowna były 20 minut pieszo od siebie mniej wiecej.

    eee nie przesadzaj, zajmowało mi to 6-7 min dość szybkim krokiem (specjalnie
    zmierzyłem czas) ;-)

    >Duuuuża przepaść jeśli chodzi o polskie kapele.

    a dla mnie Mitch & Mitch wymietli po całości, najciekawsze, że nigdy wcześniej
    nie słyszałem żadnego ich utworu, na koncert udałem się pod wpływem pozytywnych
    recenzji m.in. z tego forum; nieźle zaprezentowali się też Kacezet i Paula z Karolem

    moje podsumowanie:

    1. Klaxons
    2. Yeasayer
    3. Hot Chip
    4. Mitch & Mitch
    5. Wild Beasts
    6. Pavement
    7. Skunk Anansie

    Nagroda specjalna: turniej badmintona ze szwagrem na jego polu namiotowym ;]
  • jazzzgot 06.07.10, 00:40
    The Dead Weather jest jak dla mnie koncertem tej edycji festiwalu. I
    zaskoczeniem, bo nie zaliczam się do wielbicieli dotychczasowej twórczości White'a.
    Grace Jones dała ognia, tylko jakoś dziwnie w tym syfnym cyrkowym namiocie...
    --
    LukG blog
  • exman 06.07.10, 10:19
    Ponieważ byłem tylko na ostatnim dniu, mogę napisać:
    - najlepszy koncert: Dead Weather
    - dobre koncerty: L.Stadt (brawo za brzmienie), Kings of C. (paniom
    się bardzo podobało), Mitch @ Mitch (fuckin' good, oh yeah), Marley.
    - dziwny koncert - Archive: nie wiem jak bardzo akustyk miał
    uszkodzony aparat słuchowy ale przesterowany i przebasowany dźwięk
    groził nam biegunką.
    - piwo faktycznie nie było piwem,
    - atmosfera i organizacja znakomite.
    --
    zeżarli nasze święte jabłuszka
  • jazzzgot 06.07.10, 10:54
    Ogólnie fajny ten festiwal, mnóstwo świetnej muzy - choć w tym roku dla mnie
    mniej niż w latach ubiegłych, ale dochodzę do osobistego wniosku:
    Być może to dlatego że się starzeję, ale nie znajduję przyjemności w słuchaniu
    chorych gadek widowni przy dźwiękach płynących ze sceny. Ja rozumiem: plener,
    piwo, lato, piknik, znajomi i spotkania towarzyskie ale jak stoję w miarę
    blisko, na scenie Massive Attack czy coś tam innego czego bym chciał posłuchać,
    a ja słyszę z prawej i z lewej gadanie, nawoływanie się, śmichy i bełkot, jakaś
    głupia cipa wrzeszczy do komórki "Nie zgadniesz gdzie jestem! Na openerze! Super
    tu jest!" to mi nie jest "super". Chyba mi coraz bliżej do bohatera "Dnia Świra" :)
    --
    LukG blog
  • cze67 06.07.10, 11:00
    Ja tak mam już od długiego czasu. Chyba najbardziej mnie to DOTKNĘŁO
    parę lat temu na koncercie Robotaobiboka w jakimś klubiku w Sopocie:
    ja, jak zwykle, stałem przy samej scenie, a za moimi plecami
    rozbrzmiewał wielodziesiętny GWAR. Ledwo dało się słuchać muzyki.

    NIENAWIDZĘ.
  • cze67 06.07.10, 11:09
    Acha, rozcieńczony Haineken to jeden z głównych problemów tego
    festiwalu OD KIEDY PAMIĘTAM.
  • nefil 06.07.10, 15:20
    To jednak jest jakiś fenomen - Heineken rozcieńcza piwo na imprezie mającej
    rozsławiać ten browar. Niech mnie ktoś to wytłumaczy.

    --
    Wiemy – życie jest rozgałęzionym drzewem. Lecz chodzimy dobrze wydeptanymi
    ścieżkami...
  • exman 06.07.10, 16:12
    Muszą sobie odbić zaproszenie niektórych artystów.
    --
    zeżarli nasze święte jabłuszka
  • pytajnick 06.07.10, 19:20
    > Ja tak mam już od długiego czasu.

    A ja od urodzenia. Co wygrałem? (oby nie karnet na przyszłoroczny Open'er!).

    Żem w tym samym czasie w Kongresowej w 3-7 rzędzie (bo było pustawo) delektował
    letnimi jazzmenami i chociaż poziom był nierówny i pewnie wyjdę na snoba, to i
    tak powiem, że nie zamieniłbym na siedem Openerów choćby Stonesi mieli z
    Prince'em występić.
  • obly 07.07.10, 00:20
    niwstety piknik to piknik, faktem jest ze fanow muzy bylo tragicznie
    malo, M&M nie widzialem bo stalem wtedy w korku pod Elblągiem bo
    jakgłupia cipa jechalem do domu zamiast jechac o 4 rano w
    poniedzialek.


    niemniej bylem pierwszy raz na openerze i bylo mi bardzo dobrze co
    zreszta ma dosc inne powody niz muzyczne to prawda.
    niemniej:
    pogralem sobie na fenderach w kiosku z fenderami i bylo mi giciorek.
    znow sie moze kapela jakas zalozy ;)))) do tego mnostwo wrazen i
    fajnego tanczenia. off tauron wegorzewo suwalki - w pyte teraz
    festivali bedzie i Cze znajdziesz cos dla siebie.
    ja lazlem 20 minut bo: mam wzrok taki ze nic nie widze po ciemaku i
    stapalem jak boso po gwozdziach.

    niemniej ogolnie same pozytywy. za malo sie targalem po koncertach
    tak bylo mi fajnie. niemniej widac juz ze opener przestaje byc
    providerem najlepszej i najnowszej muzy, stal sie niewolnikiem
    swojej legendy i chyba boja sie isc w ciekawszym kierunku i
    odgrzewaja stare klimaty, a widzowie faktycznie wiekszosc pochody
    przypadkowych ludzi ale fajnie sie bawili. brak mi bylo faktycznie
    fanow ale skuunk anansie wykrzesal ze wszystkich takie pląsy ze
    ojacietegez.

    zaluje ze nie widzialem death weather, PJ oraz kilku innych.


    --
    Koń był chory
  • mameluch 13.07.10, 22:47
    to chyba wracaliśmy w tym samym korku, przez który nie zdążyłem na
    wybory;)

    z Openera zaliczyłem tylko sobotę, ale i tak się cieszę, że w końcu
    udało się okiełznać przeróżne okoliczności przyrody i choć tyle
    zobaczyć. z tego dnia to mniej więcej tak:
    1. Regina i Julia
    2. Skunk
    3. Novika
    4. Gorillaz
    5. Hot Chip i Kasabian
    + Matisyahu, którego słyszałem tylko w kilku fragmentach, za to
    zajebistych.

    na szczęście 1,5 godziny snu w samochodzie na parkingu (żeby nie
    wyjeżdżać ze wszystkimi) -> przejazd o 4 do Sobieszewa -> dalszy sen
    samochodowy do 10 nie okazały się zupełnie kłopotliwe czy męczące.

    z minusów - nie wiem jak, ludzie z obsługi paypassów i Wild Bean też
    ponoć nie wiedzieli, ale podwójnie skasowało mnie za kawę, dzięki
    czemu wypiliśmy dwie małe i niezbyt dobre kawy za 36 zł. w punktach
    obsługi nie można było dostać wyciągu z oznaczeniem stoiska, w którym
    się kupowało, a jedynie wydruk, że zapłacono 18 zł, zapłacono 24 zł
    itp. zdeka bezsens, bo odzyskać pieniądz nie sposób.
    --
    those are the pieces of my story line
    ...
    my music is where i'd like you to touch
  • obly 14.07.10, 12:28
    ;) ja mam zasady takie:

    zero nowinek technicznych, wole papier niż naliczacz. przynajmniej dopóki
    wszystko jest obsługiwane przez na wpół pijanych na wpół niewyspanych studentów
    którzy na każde pytanie mają jeden wielki szczery usmiech i mryganie rzęskami.

    Skunk był piękny bardzo Regina i Julia takoż,
    Matysiaki - właśnie mam problem bo nie wiem czy mi się podobało, ale to chyba
    kwestia tego że leżałem na trawie z dala i widziaęłm tylko rabini łeb i
    podskakujące coś. muzyka na koncercie musi byc słuchana przez wątrobę co
    najmniej, wysokie tony mierzwić włosy, a basy muszą masować jelitka - wtedy jest
    git,

    Gorlillaz - odpuściłem - pędziliśmy do znajomych aby jeszcze w kuchni pogwarzyć
    przed snem (tak do 5 rano (ten zachód jest coraz jaśniejszy))

    co do żarcia i kawy - zero, sikanie już jest wystarczająco trudne w takich
    warunkach wiec skupiam się na piwku, wodzie, czy "czymś tam"
    ewentualnie kiełbaska z bułką po dwa kupony była od spacerowiczów a za 3 kupony
    ta sama buła ze stoisk.
    Najlepszym wyjściem jak odkryłem były triki takie:
    - do namiotu wchodziło się od strony wejścia, zawsze luz aż pod sama scenę, gdy
    ścisk od strony sceny głównej
    - kluczem było manie samochodu, w samochodzie miewało się wszystko co potrzeba,
    szybciej było dojść na parking i wygrzebanie czegoś do żarcia do picia w jakości
    wiadomej, niż stanie we wszystkich kolejkach, jedzenie niewiadomo czego po
    ciemaku, i łażenie bez sensu w te i w poprzek.
    - to rozwiązanie pozwala na syndrom "zero plecaczka" - facet z plecaczkiem jest
    inwalidą na koncercie, zakałą, konikiem garbuskiem i furmanką która nie ma prawa
    nigdzie wchodzić, tak samo kobieta z torebuńcią. ja niestety byłem z plecaczkiem.
    - im wcześniej przyjść tym lepiej. niektóre koncerty z rana przy mniejszej
    ilości osób były bardzo fajne;)
    - błąd zrobiłem że nie wyjechalem o 4 w poniedzialek rano z parkingu od razu do
    pracy, tylko jak ta pałka o 18 w niedzielę.

    to tyle.

    --
    Koń był chory
  • hennessy.williams 14.07.10, 16:13
    Umię było tak:

    CZW
    1. Na dzień dobry dupa, bo nie zdążyłem na Paulę i Karola, a od tego miałem
    zacząć. Powód: słaby pomysł z opaskami SKM, które można było kupić w jednym
    (słownie: jednym) okienku, a odebrać w dwóch (słownie: dwóch) okienkach obok.
    Dla ułatwienia - można to zrobić tylko w Babich Dołach, czyli dojazd do Gdyni i
    tak szedł z oddzielnej puli. Straciłem 1,5 godziny. Pomysł z opaskami kapitalny,
    ale trzeba poprawić logistykę, czy jak to tam zwał.
    2. Yeasayer super. Się zgrzałem.
    3. Pearl Jam super. Siedziałem na trawce, piłem siki.
    4. Tinariwen wporzo, ale wolałbym usiąść na asfalcie na placu, albo na podłodze
    fajnego klubu i ich posłuchać.

    PT
    1. Die Antwoord jak na kabaret - świetnie, ale muzycznie WTF.
    2. Lao Che - dawajcie o Noem i starczy. Poprzednim razem nawet mnie kupili, ale
    teraz się zmęczyłem.
    3. Mando Diao spoko. Na festiwal do kiełbasy w sam raz.
    4. Grace Jones - mnie nie porwała. Po coverze Edith Piaf opuściłem miejsce pobytu.
    5. Massive Attack - nawet nawet. Zasmęcili towarzystwo, ale chyba nikt nie
    liczył na Metallikę.
    Poczułem się zmęczony, stary i smutny, więc poszedłem spać. Opuściłem Cypress
    Hill i Pavement (fak!)

    SOB
    1. Julia Marcell - super... byłoby gdyby technika nie zawiodła. Nagłaśniacze
    skiepścili, ale ludziom się i tak podobało very muchas.
    2. Skunk Anansie - tylko we fragmencie, bo w przerwie namiotowej, ale na plus.
    Skin się trzyma.
    3. Regina Spektor - rewelacja. Gdyby jeszcze jakiś debil nie napieprzał mi przy
    uchu przez pół godziny o dupie M.
    4. Kasabian - z daleka. W sensie trzymałem się z daleka i oglądałem z daleka.

    ND
    1. Muchy - koncertowo coraz lepsi.
    2. Kings of Convenience - wow. Porwali namiot.
    3. The Hives - tylko kawałek do kiełbasy, ale mocno fajnie.
    4. Wild Beasts - niespodzianka festiwalu dla mię. In plus znaczy się.
    5. The Dead Weather - wszystko dobrze, ale wolę inne Łajty.
    6. Nas & Damien Marley - ci to potrafili rozgrzać towarzystwo. Mnie może nie
    całkiem, ale może to kwestia braku "czegoś tam".
    7. Archive - zieeew.
    8. Fatboy Slim - nieźle nabijał rytm, w jakim oddalałem się do autobusu. Coraz
    szybciej.

    I to by było na tyle. Poza początkiem z opaskami, nie mam najmniejszych uwag
    organizacyjnych. Nie czekałem na autobus, przejazdy były szybkie, na miejscu nie
    stałem w za długich kolejkach do wursta lub sików.
    --
    Hennessy Williams X.O.
    a_kind_of_stream_of_consciousness
  • pszemcio1 20.07.10, 10:20
    >>4. Wild Beasts - niespodzianka festiwalu dla mię. In plus znaczy
    się.

    ale czemu zaskoczenie? przeciez ostatni album w pytkę był
  • hennessy.williams 20.07.10, 21:15
    pszemcio1 napisał:

    > >>4. Wild Beasts - niespodzianka festiwalu dla mię. In plus znaczy
    > się.
    >
    > ale czemu zaskoczenie? przeciez ostatni album w pytkę był

    Nie znałem. Coś tam piąte/dziesiąte słyszałem, ale jakoś omijał mnie ten band.
    Pora posłuchać więcej.
    --
    Hennessy Williams X.O.
    a_kind_of_stream_of_consciousness
  • pszemcio1 21.07.10, 12:17
    hennessy.williams napisał:
    Nie znałem. Coś tam piąte/dziesiąte słyszałem, ale jakoś omijał mnie
    ten band.
    > Pora posłuchać więcej

    no fajna, fajna, szczególnie pierwsza część. a wczesniejszy album
    ponoć też gites, ale nie dotarłem jeszcze
  • greenfoxy 07.07.10, 08:51
    pytajnick napisał:

    > > Ja tak mam już od długiego czasu.
    >
    > A ja od urodzenia. Co wygrałem? (oby nie karnet na przyszłoroczny Open'er!).
    >
    > Żem w tym samym czasie w Kongresowej w 3-7 rzędzie (bo było pustawo) delektował
    > letnimi jazzmenami i chociaż poziom był nierówny i pewnie wyjdę na snoba, to i
    > tak powiem, że nie zamieniłbym na siedem Openerów choćby Stonesi mieli z
    > Prince'em występić.

    Jak ja Ciebie świetnie rozumiem! Może nawet siedzieliśmy obok siebie?
    Właśnie za to kocham koncerty jazzowe: za mądrą publiczność i za skupienie,
    nawet na koncertach plenerowych na starówce.
    Opener na pewno fajny, ale ja nie lubię takiej ilości koncertów za jednym
    zamachem, już 3 koncerty jednego wieczoru to dla mnie dużo.
    Nie lubię tłumów, przypadkowych ludzi, szczególnie gadających bez sensu. Ale ja
    jestem wymagająca... :)
    --
    greenfoxy.blogspot.com/
  • cze67 07.07.10, 13:30
    Przebijam greenfoxy i pytajnika: ja w czasie gdy inni bawili się na
    Openerze, a Wy kontemplowaliście jazz, siedziałem przed telewizorem
    i oglądałem Mundial tudzież przed komputerem i oglądałem internet.
  • exman 07.07.10, 13:49
    No właśnie, jak teraz wygląda internet ? bo dawno go nie widziałem.
    --
    zeżarli nasze święte jabłuszka
  • jazzzgot 07.07.10, 14:45
    greenfoxy napisała:


    > Właśnie za to kocham koncerty jazzowe: za mądrą publiczność i za skupienie,
    > nawet na koncertach plenerowych na starówce.

    Jak będziesz w Gdańsku i akurat tak się złoży że będzie koncert jazzowy w
    Teatrze Leśnym /plenerowy/ to podejdź. Zmienisz zdanie na temat jazzowej
    publiczności. Banda chamów i kretynów którzy maja w dupie tych którzy przyszli
    posłuchać i zero szacunku dla muzyków. Zrobiłem dwa podejścia do tego miejsca bo
    na pozór wygląda to fajnie - jazz w lesie. W rzeczywistości ma się wrażenie że
    są dwie imprezy - jadna to kilku muzyków cos tam fafluni na scenie, a cała
    reszta przyszła się spotkać żeby powrzeszczeć a Ci na scenie im przeszkadzają.
  • exman 07.07.10, 16:46
    Bo to jest współczesny crossover. Niestety.
    --
    zeżarli nasze święte jabłuszka
  • greenfoxy 08.07.10, 12:40
    jazzzgot napisał:



    > Jak będziesz w Gdańsku i akurat tak się złoży że będzie koncert jazzowy w
    > Teatrze Leśnym /plenerowy/ to podejdź.

    Podejdę, podejdę :)
    Najgorsze są koncerty gratisowe, niedawno byłam w Nowym Wspaniałym Świecie i
    było dokładnie tak samo jak piszesz. Więcej tam nie pójdę na koncert. Pomyłka.
    Ale już na Starówce jest super. Cisza, skupienie, świetna publika, więc też
    zapraszam :)
    To czego nienawidzę to braku kultury, żarcia i żłopania piwa na koncercie,
    dlatego zwykle wybieram sale koncertowe, na których się nie konsumuje i zwykle
    zajmuję miejsce blisko sceny.
    Może dlatego nie lubię festiwali i pewnie dlatego, że się po prostu starzeję :))
  • tomash8 10.07.10, 11:56
    greenfoxy napisała:


    > Najgorsze są koncerty gratisowe,

    Wiadomo, ale na płatnych ostatnio niewiele lepiej, ja nie ogarniam jak można
    wydać czasem i ponad stówę na bilet, tylko po to, żeby sobie pogaworzyć ze
    znajomymi. Na szczęście na większości koncertów na które ja chodzę, jest na tyle
    głośno, że to nie przeszkadza:)(za to przeszkadzają na nich debile, kręcący CAŁY
    występ komórkami - mam nadzieje, że przynajmniej na jazzowych koncertach jeszcze
    tego nie ma?)

    --
    :]
  • pytajnick 10.07.10, 20:26
    tomash8 napisał:

    > występ komórkami - mam nadzieje, że przynajmniej na jazzowych koncertach
    jeszcze tego nie ma?)

    Zakusy są, ale na koncercie jazzowym ochroniarzom łatwiej manewrować :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka