Dodaj do ulubionych

Polecamy, radzimy, ostrzegamy

18.06.04, 21:48
Proponuję szanownym forumowiczom ocenianie płyt swoich ulubionych wykonawców.
Coby inni wiedzieli czego słuchać a czego unikać. Krótkie recenzje mile
widziane. Proponuję podział trójstopniowy.

The Beatles
1. Absolutnie
Abbey Road - najdojrzalsza, najlepiej zrealizowana
Revolver - różnorodność i eksperymenta rulez!
White Album - różnorodność (razy dwa)i szlachetna prostota
Magical Mystery Tour - psychodelia rządzi
Let It Be...Naked - nie mieli słabych kompozycji, wystarczyło je jedynie
dobrze wyprodukować
Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band - dla wielu - najlepsza płyta ever

2. Warto
Yellow Submarine
Rubber Soul
Help!
Please Please Me
Let It Be
With The Beatles
A Hard Days Night

3. Niekoniecznie
Beatles for Sale
--
www.beatles.kielce.com.pl/
Edytor zaawansowany
  • andrew_eldtrich 18.06.04, 22:22
    The Sisters of Mercy

    Koniecznie- "Floodland"
    Naprawdę warto- "First & Last & Always", "Some girls wander by mistake"
    Niekoniecznie- "Vision Thing"
  • cze67 18.06.04, 22:38
    andrew_eldtrich napisał:

    > The Sisters of Mercy
    > Koniecznie- "Floodland"
    > Naprawdę warto- "First & Last & Always", "Some girls wander by mistake"
    > Niekoniecznie- "Vision Thing"

    Czołem andrew. A ja, kurcze, własnie Vision lubię najbardziej...
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • aislinn 18.06.04, 22:40
    New Model Army :

    koniecznie i absolutnie : Thunder & Consolation - juz dojrzała, jeszcze nie
    udziwniona, genialna w swej prostocie
    (boszsz, ale wielkie słowa mi wyszły)

    naprawdę warto : Ghost of cain (przedsionek do thunder..., zaangażowana
    ale już dojrzała)
    Impurity (nie wiem dlaczego, może to zbyt osobiste
    odczucia? a może po prostu to jeszcze forma po thunder... ?;-))
    Vengeance (świeża i pełna zaangażowania)
    warto : No Rest For The Wicked (jw)
    Eight (powoli powrót do rockowej formy ? )
    niekoniecznie : Strange Brotherhood (nic z tej płyty nie pamiętam ! )
    Love of hopeless causes (jakaś mdła taka i popowa)
    --
    w nieskończonym świecie środek jest wszędzie
  • jack9 18.06.04, 22:50
    andrew_eldtrich napisał:

    > The Sisters of Mercy
    > Koniecznie- "Floodland"
    > Naprawdę warto- "First & Last & Always", "Some girls wander by mistake"
    > Niekoniecznie- "Vision Thing"

    cze67 napisał:
    Czołem andrew. A ja, kurcze, własnie Vision lubię najbardziej

    U mnie troche inaczej niz u Andrew:

    Koniecznie - "Floodland" i "First & Last & Always",
    Naprawdę warto posłuchać - "Some girls wander by mistake"
    Niekoniecznie- "Vision Thing"

  • cze67 18.06.04, 22:54
    jack9 napisał:

    > andrew_eldtrich napisał:
    >
    > > The Sisters of Mercy
    > > Koniecznie- "Floodland"
    > > Naprawdę warto- "First & Last & Always", "Some girls wander by mistake"
    > > Niekoniecznie- "Vision Thing"
    >
    > cze67 napisał:
    > Czołem andrew. A ja, kurcze, własnie Vision lubię najbardziej
    >
    > U mnie troche inaczej niz u Andrew:
    >
    > Koniecznie - "Floodland" i "First & Last & Always",
    > Naprawdę warto posłuchać - "Some girls wander by mistake"
    > Niekoniecznie- "Vision Thing"

    Kurcze, ja chyba jakiś dziwny jestem...
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • jo_loop 19.06.04, 23:56
    Podpisuję się wszystkimi łapkami :)
    Nutria
  • ilhan 18.06.04, 22:52
    Oasis

    1. Absolutnie

    - (What's The Story) Morning Glory? - kopalnia przebojowych melodii, britpopowe arcydzieło, jedna z najlepszych płyt lat 90-tych
    - Definitely Maybe - debiut świeżutki jak mało który w historii, bezpretensjonalne gitarowe granie, "do przodu" i bez kompleksów

    2. Warto

    - Be Here Now - bogato zaaranżowane, długie utwory, ponad 70 minut, których słucha się znakomicie
    - Familiar To Millions - znakomita koncertówka, czyli zapis tego, co zawsze wychodziło im najlepiej
    - The Masterplan - aby przekonać się o kompozytorskim potencjale i płodności Noela, zbiór stron B singli na najwyższym poziomie

    3. Niekoniecznie

    - Standing On The Shoulder Of Giants - ciekawe jak na Oasis brzmienie, wzbogacone klawiszami, lekkie eksperymenty z psychodelią, trudno się upierać że wszystko do końca udane
    - Heathen Chemistry - przeciętna, choć solidna rockowa płyta


    Za niedługo R.E.M. :)
  • kubasa 18.06.04, 23:03
    Bruce Springsteen

    KONIECZNIE

    Born To Run - czyli najlepsza amerykańska płyta. Wspaniała forma songwirterska,
    wokalna, aranzacyjna, tekstowa. Perła

    The Wild, The Innocent & The E-street Shuffle - zapomniana płyta z 1973. A
    przeciez jedna z piekniejszych

    Greetings From Ausbury Park, NJ - jw.

    WARTO

    The River
    Nebraska
    The Ghost Of Tom Joad
    Darkness On The Edge Of Town
    The Rising

    NIEKONIECZNIE

    Born In The U.S.A.
    Lucky Town
    Tunnel Of Love

    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • cze67 18.06.04, 23:15
    kubasa napisał:
    > NIEKONIECZNIE
    >
    > Born In The U.S.A.

    Ale I'm On Fire i Dancing In The Dark fajne bardzo...

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • kubasa 18.06.04, 23:17
    cze67 napisał:

    > kubasa napisał:
    > > NIEKONIECZNIE
    > >
    > > Born In The U.S.A.
    >
    > Ale I'm On Fire i Dancing In The Dark fajne bardzo...

    A nawet genialne. Ale cala plyta juz tak dobra nie jest. Nie mowiac juz, ze w
    ogole nie ma startu do najwybitniejszych pozycji Bossa
    >


    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • cze67 18.06.04, 23:19
    kubasa napisał:

    > A nawet genialne. Ale cala plyta juz tak dobra nie jest. Nie mowiac juz, ze w
    > ogole nie ma startu do najwybitniejszych pozycji Bossa

    Dla mnie dosyć solidna, choć rzeczywiście Born To Run to jednak lato świetlne
    dalej...

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • libertine 24.06.04, 13:07
    ilhan napisał:

    > Oasis
    >
    > 1. Absolutnie
    >
    > - (What's The Story) Morning Glory? - kopalnia przebojowych melodii,
    britpopowe
    > arcydzieło, jedna z najlepszych płyt lat 90-tych


    ktoś kiedyś napisał, że większość zespołów marzy o takim 'best of', jak 2 płyta
    oasis
    i to chyba mówi wszystko...

    moja kolejność:
    absolutnie
    1. definitely maybe
    2. morning glory
    cholernie warto
    3. the masterplan
    4. familiar to millions
    też warto
    5. heathen chemistry
    6. be here now
    niekoniecznie
    7. standing on the shoulder of giants


    --
    and to the man who would be king i would say only one thing...
  • ilhan 18.06.04, 23:25
    R.E.M.

    1. Absolutnie

    - Murmur - klasyka college rocka, jangle popu, indie i tysiąca innych szufladek; po prostu debiut doskonały

    - Reckoning - powtórka z "Murmur", ale nie gorsza, jeśli chodzi o kompozycje

    - Automatic For The People - po to, ażeby docenić jej wielkość, a jednocześnie przekonać się, że "znawcy" nie mają racji zaczynając i zarazem kończąc na niej wyliczankę wybitnych płyt tej grupy

    2. W zasadzie powinno się

    - Document - ostatni "podziemny" album czwórki z Athens, w zasadzie bezbłędny

    - Green - wkrada się wszechobecna później różnorodność stylistyczna, album skrywający parę niezaprzeczalnych perełek

    - Up - najtrudniejsza, ale po dotarciu do niej, w końcu, objawia się jako dzieło przepiękne

    - Dead Letter Office - fascynujący składak b-side'ów, niepublikowanych nagrań, coverów itp. z pierwszego okresu działalności

    3. Warto

    - Life's Rich Pageant - solidna college-rockowa płyta, z paroma wystrzałowymi piosenkami

    - Out Of Time - nierówny album, kojarzony głównie z wielkimi przebojami, nie do końca zresztą słusznie

    - New Adventures In Hi-Fi - gdyby zamiast 14 piosenek ograniczyli się do 10, byłaby poziom, albo i dwa wyżej...

    - Reveal - najłatwiej przyswajalna płyta tego zespołu, co może nie do końca przekonywać za którymś tam razem, ale bardzo ładna rzecz, naprawdę

    4. Można, ale bez przymusu

    - Monster - R.E.M. inspirowany grunge'em i cięższymi gitarami, co daje efekt: raz rewelacja, raz nuda

    - Fables Of The Reconstruction, Reconstruction Of The Fables - najnudniejsza płyta R.E.M., owszem, z fajnym, mrocznym jak na nich klimatem, owszem, z 2-3 doskonałymi kompozycjami, jednak poza tym zawodzi
  • jack9 18.06.04, 23:30
    Spróbuje z Dead Can Dance

    Koniecznie - "Within the Realm of a Dyin Sun" - czyste piękno...i tyle
    - "Spleen and Ideal" - tytuł płyty mówi sam za siebie...

    Naprawdę warto - "Dead Can Dance" - poszukiwania stylu, odchodzenie od rocka
    - "Serpents Egg" -delikatne zejście na ziemie po rajskim "Within
    - 'Into The Labyrinth" - melancholiina i nastrojowa
    - "Aion"

    Niekoniecznie - "Spiritchaser" - to nie jest zła płyta, bo DCD nie nagrywali
    takich) ale najmniej tu zapadających w głowę melodii, mało oryginalności a
    sporo odwołań do folku za czym nie przepadam
    - "Toward the Within" - koncert któremu trudno cokolwiek
    zarzucic poza tym część materiału znanego z płyt wypada tu zbyt surowo
  • pagaj_75 19.06.04, 00:00
    jack9 napisał:

    > - "Toward the Within" - koncert któremu trudno cokolwiek
    > zarzucic poza tym część materiału znanego z płyt wypada tu zbyt surowo

    I tutaj bym się nie zgodził (z tym ostatnim stwierdzeniem) - mnie wersja
    "Cantary", która znalazła się na tym albumie powaliła na kolana. Świetny
    przykład na to, że można poprawić dzieło doskonałe.
  • fouquet2 20.11.05, 14:40
    czesc
    widzialem twoja liste plyt an rate my music
    jako madeofstone
    jezeli to ty daj mi znac
    chcialem porozmawiac
    jestem na slsku fouquet2
  • ilhan 20.11.05, 14:52
    fouquet2 napisał:

    > czesc
    > widzialem twoja liste plyt an rate my music
    > jako madeofstone
    > jezeli to ty daj mi znac
    > chcialem porozmawiac
    > jestem na slsku fouquet2

    Polecam maila - ilhan@gazeta.pl

    --
    wszystko spoko jest
    mi się akurat wszystko podoba
  • mmakowski 18.06.04, 23:51
    1. Absolutnie

    "As The World"
    Jak dla mnie ex aequo z "Beware Of Darkness" Spock's Beard progresywny numer 1
    lat 90.


    1.5. Absolutnie/Warto

    "Suffocating The Bloom"
    Prawie tak dobry jak "As The World", tylko trochę mniej równy i gorzej nagrany.

    "Mei"
    Najnowsza propozycja grupy: jeden pięćdziesięciominutowy utwór, dość ciężkie,
    spójne lecz klarowne brzmienie -- jedna z lepszych płyt wydanych w tym wieku.
    Recenzowałem na FM forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=10571717&a=10571717


    2. Warto

    "Echolyn"
    Debiut -- trochę nierówny, brzmienie dość sztuczne, ale zawiera piękne kompozycje.

    "Cowboy Poems Free"
    Album stworzony po przerwie w funkcjonowaniu grupy; różni się znacznie od
    wcześniejszych "Suffocating The Bloom" i "As The World", ale wciąż trudno
    pomylić tę muzykę z jakimkolwiek innym zespołem.


    3. Niekoniecznie

    Nie ma takich. Najmniej chyba ciekawą płytą Echolyna jest "When The Sweet Turns
    Sour", ale i tak kwalifikuje się do kategorii "warto".
  • pagaj_75 20.06.04, 11:43
    Maćku, a co z Gentle Giant? Bo mam debiut, podoba się i nie wiem co dalej...
  • cze67 20.06.04, 11:48
    Ja znam Octopus, In a Glass House oraz Free Hand. Wszystkie trzy plyty goraco
    polecam.

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • mmakowski 21.06.04, 00:12
    1. Absolutnie

    "Free Hand"
    Kwintesencja stylu GG w przystępnej formie.

    "The Power And The Glory"
    Najbardziej ambitny album, może wymagać kilku -- kilkunastu odsłuchań zanim do
    siebie przekona.

    "Octopus"
    Dużo bardzo pięknych melodii.

    "Acquiring The Taste"
    Najbardziej jazzująca, nieco psychodeliczna płyta, mocno różni się od reszty
    dyskografii

    "Three Friends"
    Rewelacyjne "Mister Class And Quality?" i "Three Friends".


    2. Warto

    "In A Glass House"
    Obok "Free Hand" i "The Power And The Glory" ten album jest wizytówką
    kontrapunktycznego stylu GG. Chyba jednak trochę mniej ciekawy od wspomnianej
    dwójki.

    "Interview"
    Coś się zaczyna psuć. Kompozycje na wysokim poziomie, ale album nie przykuwa
    uwagi tak, jak "Free Hand".

    "Gentle Giant"
    Debiut całkiem udany. Można usłyszeć wiele elementów charakterystycznych dla
    późniejszych płyt.


    3. Niekoniecznie

    "The Missing Piece"
    Początek komercjalizacji; są jeszcze przebłyski dawnej wielkości, ale ogólnie
    zdecydowany regres.

    "Civilian"
    Próba powrotu do stylu kompozycji z przed "The Missing Piece", ale z brzmieniem
    badziej gitarowym. Nie zachwyca.

    "Giant For A Day"
    Po prostu najgorszy album. Chyba w ogóle nie warto po niego sięgać.


    Polecam też krótkie opinie autora strony o GG:
    www.blazemonger.com/GG/ratings/barrett.html
    z ocenami tam przedstawionymi w zasadzie się zgadzam.

    Więcej opinii można znaleźć tu:
    www.blazemonger.com/GG/ratings/index.html
  • pixie 22.06.04, 00:00
    W zasadzie się zgadzam, ale mam parę ale... ;)

    mmakowski napisał:

    > 1. Absolutnie
    >
    > "Free Hand"
    > Kwintesencja stylu GG w przystępnej formie.

    Początek przebojowy, ale pod koniec trochę mnie nudzi. Jednak warto poznać.

    > "The Power And The Glory"
    > Najbardziej ambitny album, może wymagać kilku -- kilkunastu odsłuchań zanim do
    > siebie przekona.

    Niby dobry album, ale jakoś nie budzi we mnie żywszych uczuć, być może zabrakło
    tych kilkunastu odsłuchań ;) Można posłuchać.

    > "Octopus"
    > Dużo bardzo pięknych melodii.

    I przede wszystkim najpiękniejszy utwór GG - "Think of Me with Kindness".
    Absolutnie się zgadzam :)

    > "Acquiring The Taste"
    > Najbardziej jazzująca, nieco psychodeliczna płyta, mocno różni się od reszty
    > dyskografii

    Rock z krypty, najmroczniejsza płyta GG, ale znakomita w całości. Absolutnie.

    > "Three Friends"
    > Rewelacyjne "Mister Class And Quality?" i "Three Friends".

    Dobra, ale czegoś mi w niej brakuje. Na pograniczu absolutnie/warto, więc w
    sumie się zgadza :)

    > 2. Warto
    >
    > "In A Glass House"
    > Obok "Free Hand" i "The Power And The Glory" ten album jest wizytówką
    > kontrapunktycznego stylu GG. Chyba jednak trochę mniej ciekawy od wspomnianej
    > dwójki.

    Tutaj protestuję, mnie zachwyca niezrównane piękno subtelniejszych partii „Way
    of Life”, czy „Experience”, album z wyjątkowo szlachetnym brzmieniem i mój
    ulubiony, ot co. Absolutnie i to na pierwszym miejscu.

    > "Interview"
    > Coś się zaczyna psuć. Kompozycje na wysokim poziomie, ale album nie przykuwa
    > uwagi tak, jak "Free Hand".

    Zgadzam się. Można posłuchać, ale w dalszej kolejności.

    > "Gentle Giant"
    > Debiut całkiem udany. Można usłyszeć wiele elementów charakterystycznych dla
    > późniejszych płyt.

    Jak wyżej :)

    > 3. Niekoniecznie
    >
    > "The Missing Piece"
    > Początek komercjalizacji; są jeszcze przebłyski dawnej wielkości, ale ogólnie
    > zdecydowany regres.
    >
    > "Civilian"
    > Próba powrotu do stylu kompozycji z przed "The Missing Piece", ale z
    brzmieniem
    > badziej gitarowym. Nie zachwyca.
    >
    > "Giant For A Day"
    > Po prostu najgorszy album. Chyba w ogóle nie warto po niego sięgać.
    >
    Tutaj też się zgadzam, a na "Giant for a Day" rzeczywiście szkoda tracić
    pieniądze i czas, zamiast niego lepiej posłuchać sobie Yezda Urfa ;)

    --
    This parrot is no more!
  • mmakowski 22.06.04, 08:45
    pixie napisała:

    > > "Octopus"
    > > Dużo bardzo pięknych melodii.
    >
    > I przede wszystkim najpiękniejszy utwór GG - "Think of Me with Kindness".

    Moje typy na ich najpiękniejszy utwór to byłyby raczej "The Advent Of Panurge" z
    "Octopus", "His Last Voyage" z "Free Hand", "Pantagruel's Nativity", "Mister
    Class And Quality?"... "Think Of Me With Kindness" jest dość daleko.
  • pixie 22.06.04, 23:17
    mmakowski napisał:

    > Moje typy na ich najpiękniejszy utwór to byłyby raczej "The Advent Of
    > Panurge" z "Octopus", "His Last Voyage" z "Free Hand", "Pantagruel's
    > Nativity", "Mister Class And Quality?"... "Think Of Me With Kindness" jest
    > dość daleko.

    Widocznie nasze pojmowanie piękna trochę się różni, ale nie aż tak bardzo,
    skoro oboje lubimy GG. Do tego utworu mam wielki sentyment, a temu że jest
    piękny nie zaprzeczyłeś :P

    --
    This parrot is no more!
  • pagaj_75 18.06.04, 23:53
    Fajna zabawa :)

    King Crimson

    1) Koniecznie:
    "In the Court of the Crimson King" - debiut KC, pierwsze arcydzieło rocka
    progresywnego, album, który poniekąd zdefiniował w pełni ten styl, klasyka,
    której wstyd nie znać, nawet jeśli zgodzimy się, że nie jest to najlepszy album KC

    "Lark's Tongues in Aspic", "Starless and Bible Black" i "Red" - trzy płyty moim
    zdaniem najlepszego, najbardziej kreatywnego składu grupy; wybuchowa mieszanka
    pięknych melodii i odjechanych improwizacji. Muzyka trudna, ale kryjąca wielką
    nagrodę dla tego, kto zechce dać jej szansę.

    "Discipline" - ciekawe i porywające przewartościowanie własnego stylu.
    Najciekawsze elementy muzyki KC lat siedemdziesiątych zaadoptowane do wymogów
    lat osiemdziesiątych. Prawdziwie progresywny album.

    2) Naprawdę warto:
    "Lizard" - odnoszę wrażenie, że to najbardziej niedoceniana płyta KC, zupełnie
    niesłusznie; najtrudniejsza w odbiorze, ale i poniekąd najciekawsza muzycznie z
    czterech pierwszych płyt KC (i ciągle się waham czy nie powinna wylądować w
    punkcie pierwszym)

    "THRAK" i "The Power to Believe" - King Crimson lat dzisiejszych, twórczo
    rozwijający pomysły z czasów "Red", a "The Power..." uważam za najlepszy album
    KC od czasów "Discipline" - udane podsumowanie działalności zespołu od 1994 roku

    3) Można, ale bez przesady
    "In the Wake of Poseidon" - drugi album, będący momentami kalką pierwszego. Są
    przepiękne momenty, ale jako całość nie dorasta do pięt jedynce.

    "Islands" - oszołamiająca przy pierwszych przesłuchaniach, ale potem coraz
    bardziej nudząca (mnie przynajmniej). wiele pięknych fragmentów, które jakoś nie
    chcą się złożyć w piękną całość.

    "Three of a Perfect Pair" - trochę dziwna płyta, którą Król pożegnał lata 80.
    strona A (winylu) to pop jak na standardy KC (ale życzyłbym sobie więcej takiego
    popu), strona B - typowo crimsonowskie odjazdy, które mogą zmęczyć nawet
    najzatwardzialszych entuzjastów.

    4) Niekoniecznie:

    "Beat" - najsłabsza płyta z kolorowej trylogii lat osiemdziesiątych i chyba
    najsłabsza w ogóle płyta Karmazynowego Króla, marne popłuczyny po "Discipline".
  • pagaj_75 18.06.04, 23:56
    Acha, zapomniałem o "The ConstruKction of Light" - trochę męczący album,
    pozbawiony chwil wytchnienia atak na uszy słuchacza. Umieszczam go w punkcie
    "Można, ale bez przesady"
  • cze67 19.06.04, 10:33
    pagaj_75 napisał:

    > Acha, zapomniałem o "The ConstruKction of Light" - trochę męczący album,
    > pozbawiony chwil wytchnienia atak na uszy słuchacza. Umieszczam go w punkcie
    > "Można, ale bez przesady"

    Uważam, że za niezwykły "Coda: I Have a Dream" (zawsze mam dreszcze jak go
    słyszę) należy mu się jednak miejsce oczko wyżej. Chodź zgodzę się, że jako
    całość płyta się nie broni.

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • cze67 05.07.05, 23:43
    pagaj_75 napisał:

    > Acha, zapomniałem o "The ConstruKction of Light" - trochę męczący album,
    > pozbawiony chwil wytchnienia atak na uszy słuchacza. Umieszczam go w punkcie
    > "Można, ale bez przesady"

    A mnie ostatnio straszliwie zafascynował. I w tej chwili spokojnie umieściłbym
    go w pierwszej kategorii (choć może się to wydawać wielce kontrowersyjne, ale
    co tam...).
  • foxy21 19.06.04, 10:52
    Moim zdaniem "Islands", to jedna z najpiekniejszych
    plyt!

    --
    "Milosc jest slepa, Bog jest miloscia: zatem Ray Charles musi byc Bogiem!"
  • pagaj_75 19.06.04, 11:17
    foxy21 napisała:

    > Moim zdaniem "Islands", to jedna z najpiekniejszych
    > plyt!

    Masz pełne prawo do takiej opinii :) Możesz też przedstawić swoją klasyfikację.
    Moim skromnym zdaniem "Islands" wypada blado w porównaniu z "Lizard", stąd takie
    a nie inne "zaszufladkowanie".

    Sam Fripp, który w momecie wydania piał z zachwytu nad "Islands" dzisiaj w
    swoich wspominkowych tekstach ocenia, że jedyne wartościowe fragmenty (dla
    niego, of course) to "Ladies of the Road" i jego solo w "Sailor's Tale".
  • foxy21 19.06.04, 11:47
    Pierwsze 6 plyt KC, to moje ulubione,
    z naciskiem na:
    "Lark's Tongues in Aspic"
    "In the Court..."
    "Islands"
    "Lizadr"

    --
    "Milosc jest slepa, Bog jest miloscia: zatem Ray Charles musi byc Bogiem!"
  • jotesz 06.08.04, 12:52
    nie zgadzam się! "Three of a Perfect Pair" - trochę dziwna płyta, którą Król
    pożegnał lata 80 jest dla mnie niekonieczna!


    Za to "Beat", według ciebie - najsłabsza płyta z kolorowej trylogii lat
    osiemdziesiątych i chyba najsłabsza w ogóle płyta Karmazynowego Króla, marne
    popłuczyny po "Discipline", dla mnie tworzy znakomitą całość z "Discipline"!!!

    --
    muzyka łagodzi obyczaje?
  • joseph80 19.06.04, 00:02
    Yes


    1. Absolutnie

    Fragile - Rick w Yes, i od razu forma w górę, na bardzo wysoki poziom, Utwory
    wszech czasów Roundabout, South Side of the Sky, Heart Of The Sunrise, dalsza
    rekomendacja niepotrzebna
    Close To The Edge - dla wielu fanów największe dzieło. Monumentalny utwór
    tytułowy. Wirtuozeria muzyków na niebywałym poziomie, niedostępnym dla wielkiej
    rzeszy muzyków
    Tales From Topographic Oceans - Opus Magnum gupy. Pierwsza płyta z White`em. 4
    utwory, brak słabych punktów, piękno tej płyty ujawnia się po wielu
    przesłuchaniach. Ale chyba nigdy się nie znudzi, i tak ma być!!!:)
    Relayer - Moraz w Yes, album ciężki, album pomysłowy, gra Moraza cudna, Sound
    Chaser utwór marzenie, tyle zmien tempa i pomysłów, że można by tym obdarować
    kilka płyt.
    Going For The One - Awaken - największe arcydzieło zespołu, plus troszkę
    łatwiejsze utwory, ale pełne energii (np. tytułowy), piekna (wonderus), czu też
    potężnej siły (Parallels), troche za mdławy Turn of the Century
    Keystudio - panowie pokazują, że w latach 90 są dalej nie do pobicia.
    Magnification - jedyna płyta bez klawiszowca, za to orkiestracje w pełnej
    krasie. XXI wiek został zdobyty przez Yes!!

    2. Warto

    Yes - debiut, bardzo pomyslowe, melodyjne granie. Jazzujaca perkusja Bruforda,
    poczatki stylu, Squire juz tu pokazal jak sie powinno grac na basie.
    Time & A Word - płyta nagrana z orkiestrą do Magnification jednak sporo brakuje.
    The Yes Album - niby płyta wspaniała, ale jednak do niej wracam rzadziej, chyba
    wszystkie utwory w wersjach koncertowych brzmią stokroć lepiej:)
    Tormato - Yes w rockowym odcieniu,
    Drama - Yes bez Jona i Ricka, metalizujący Machine Messiah, i porywający Tempus
    Fugit,
    ABWH - no niby to nie Yes, ale płyta piekna, w latach 80 też można było grać
    Art rocka, okazało się gdy ujrzała światło dzienne ta płyta. Właściwie to
    powinna być w Absolutnie.
    Talk - najlepsza płyta składu cyferkowego. Dużo pieknych kompozycji, Endless
    Dream, ukazuje, że jak się chce to można i z Rabinem nagrać arcydzieło:D
    Ladder - powrót do czystego art-rocka, ale tez i proste kawalki, czasami nawet
    za proste np. Lightning Srikes


    3. Niekoniecznie

    90125 -pop rock, niektorzy kochaja, ja jednak od Yes nie oczekuję takiego
    grania. Choć Hearts przepiękne.
    Big Generator - lepszy od cyferek, ale trudno przebic sie prze pierwsze
    negatywne wrazenie
    Union - kilka kawalkow pieknych i dobrych, ale kilka i beznadziejnych
    Open Your Eyes -płyta dobra, ale nie reprezentatywna dla Yes, + kilka nie
    rozwiniętych odpowiednio pomysłów

    Płyt koncertowych nie uwzględniłem,
  • mmakowski 19.06.04, 00:25
    1. Absolutnie

    "Third"
    Szczytowa forma etapu psychodelicznego, brudne, zaszumione brzmienie
    syntezatorów analogowych, riffy basu... w ogóle przygoda.

    "Six"
    To z kolei najlepsze nagranie jazz-rockowe w asortymencie SM, trochę w stylu
    Weather Report, zawiera przepiękne "Chloe And The Pirates".


    2. Warto

    "Fifth"
    Niezbyt uporządkowany jazz-rock, na pierwszym planie odjazdy na saxello, w tle
    perkusja momentami zbyt free-jazzowa.

    "Volume One (The Soft Machine)", "Volume Two"
    Nie kocham szczególnie tych nagrań, ale uważane są za klasykę psychodelii, warto
    więc je znać chociażby dla ogólnego osłuchania.


    3. Niekoniecznie

    "Fourth"
    Etap przejściowy między psychodelią a free-jazz-rockiem. Jeśli "Fifth" jest
    niezbyt uporządkowana, to "Fourth" to prawdziwy bajzel. Niestety, niewiele z
    niego zostaje w pamięci.

    "Seven"
    Porządkowali i porządkowali ten jazz-rock, aż wreszcie niewiele zostało. Nudnawe.
  • teddy4 19.06.04, 00:58
    Polecam:
    1. KILLING JOKE - debiut z 1980 roku. Jeżeli nie wiecie, jaką muzykę grałby
    Lutosławski gdyby był rokendrolowcem - to sięgnijcie po tą rzecz. Już pierwszy
    akord Geordiego w "Requiem" nie pozostawia wątpliwości, z czym mamy do
    czynienia. Płyta, bez której Metallica nie byłaby Metallicą. FNM - FNM. Prong -
    Prongiem. Siekiera - Siekierą z "Nowej Aleksandrii". No i ten Jaz, panie, ten
    Jaz.
    2. NIGHT TIME - to o pochodzącym z tej płyty kawałku "Love like Blood" Jaz
    powiedział "W końcu wylądowaliśmy na liście disco. Zawsze to jakaś NADZIEJA dla
    świata"". Kawałek nie jest bynajmniej w rzeczonym gatunku. Genialne "Eigties"
    (nieładnie, śp. Kurcie, nieładnie), "Europe" czy "Kinga and Queens".
    3.BRIGHTER THAN THOUSAND SUNS - Perła. Płyta, która godzi fanów
    niepodrabialnego brzmienia gitary Geordiego, jak zwykle unikalnego głosu
    Jaza ..... i fanów rocka progresywnego. Jedynym minusem jest perkusista
    Ferguson w schyłkowym okresie, tak kreatywny wcześniej.
    4. KILLING JOKE. 2003. Nie wierzyłem, gdy usłyszałem. Zadna płyta XXI wieku
    (jak do tej pory) nie ma takiego pałeru.

    WARTO:
    1. WHAT'S THIS FOR. Próba powtórzenia debiutu. Parę świetnych momentów.
    2. FIRE DANCES,EXTREMITIES......, PANNDEMONIUM, DEMOCRACY. Każda inna.

    ODRADZAM:
    1. OUTSIDE THE GATE. Poza "My Love of This Land" kaszana.
    2. THE COURTAUD TALKS - Bredzenie Jaza plus dziwne dźwięki. Pomyłka.
  • gregkor 19.06.04, 01:36
    Polecam:
    1. Emergency On Planet Earth - genialna dynamiczna płyta i w dodatku debiut,
    interesujące kompozycje, utwory nasycone stylistyka jazzową zwłaszcza "Music Of
    The Mind:" czy "Revolution 1993", a także super kawałek "Too Young To Die".
    Płyta bardzo ciekawa i dośc zajwiskowa jak na początek lat 90. Co ciekawe
    dzięki niej jeszcze bardziej przkonałem się do słuchania jazzu.
    2.The Return Of The Space Cowboy - płyta nieco spokojniejsza od debiutu,
    utrzymana w nieco innym klimacie. Również wspaniałe spokojne kompozycje
    jak "Manifest Destiny" czy "Morning Glory" a także tytułowy przebój no i
    jazzujący "Just Another Story"

    Warto:
    1. A funk odyssey - płyta utrzyman w bardzo funkowym klimacie, tętniaca
    funkiem lat 70', wśród dynamicznych piosenek kilka spokojnych kompozycji.
    2. Travelling Without Moving - chyba najbardziej przebojowa płyta, na której
    możemy usłyszeć popularne utwory jak "Cosmic Girl" czy "Travelling Without
    Moving"

    Ewentualnie:
    1. Synkronized - płyta która średnio lubie natomiast, jak każda średni krążek
    posiada ciekawe kopozycje jak "Planet Home" czy "Falling".


  • cze67 19.06.04, 11:57
    Oba skrajne Killing Joki (czyli pierwszą i ostatnią płytę) mam. Z czego się
    bardzo cieszę.
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • cze67 08.02.06, 14:43
    teddy4 napisał:

    > Polecam:
    > 1. KILLING JOKE
    > 2. NIGHT TIME

    Ha! teraz obie te płyty można kupić w dwupaku po przystępnej cenie nieco
    powyżej 4 dych. Się chyba skuszę!
  • tysia2 12.04.07, 20:59
    Polecam jeszcze ostatnią obecnie płytę Hosannas from the Basements of Hell 2006
  • pagaj_75 19.06.04, 01:20
    Tutaj staram się już dostosować do trójstopniowego podziału, który trochę
    rozszerzyłem przy Crimsonie. Ponieważ Sylvian nagrał w sumie niewiele płyt solo,
    włączam do tej klasyfikacji również albumy popełnione w kolaboracjach z innymi
    artystami. A więc:

    1. Absolutnie

    "Secrets of the Beehive" - cudna, poetycka muzyka nawiązująca odrobinę do
    klimatu muzyki spod znaku 4AD. Głównie akustyczne brzmienia fortepianu, gitar i
    smyków + jak zwykle czarujący głos. Najbardziej przemyślane i jednorodne
    stylistycznie dzieło Davida.

    "Dead Bees on a Cake" - tu z kolei mamy wielki koktajl stylistyczny, fascynujący
    kalejdoskop nastrojów i brzmień. Jedno z najpiękniejszych wyznań miłosnych w
    historii muzyki.

    2. Naprawdę warto

    "Brilliant Trees" - debiut solowy DS, zdradzający chęć odejścia od komercyjnego
    popu z czasów grupy Japan w kierunku jazzu i awangardy, nagrany przy udziale
    takich postaci jak Holger Czukay, Ryuichi Sakamoto, Kenny Wheeler, Mark Isham
    czy Jon Hasell.

    "Gone to Earth" - drugi album, dwupłytowy. Pierwsza płyta to piosenki (choć
    niezbyt przebojowe i często dość długie), z gościnnym udziałem Roberta Frippa i
    Billa Nelsona. Druga płyta to już muzyka w pewnym sensie ambientowa - monotonna
    (w pozytywnym sensie), kojąca i całkowicie instrumentalna.

    "Blemish" - ostatnia (jak na razie) studyjna propozycja Sylviana. Najtrudniejsza
    w odbiorze z płyt podstawowych w jego dyskografii, ale równie piękna jak
    pozostałe. Muzyczny zapis rozstania z żoną.

    "Alchemy - an Index of Possibilities" - składanka instrumentalnych utworów
    powstałych po "Brilliant Trees" odsłaniająca drugie dno twórczości Davida - jej
    trudną, ocierającą się o awangardę stronę.

    "Rain Tree Crow" - jedyna płyta grupy Rain Tree Crow, będącej tak naprawdę
    odrodzonym na chwilę Japan w swym ostatnim składzie
    (Sylvian-Jansen-Barbieri-Karn). Płyta absolutnie niezwykła, urzekająca swoim
    nastrojem (świetna na deszczowe dni), ale też pełna brzmień niepokojących,
    trudno przyswajalnych improwizacji.

    "Plight & Premonition" i "Flux & Mutability" - dwie płyty nagrane w duecie z
    Holgerem Czukayem. Wyprawa na niezbadane i niebezpieczne wody
    ambientowo-eksperymentalne. Tutaj mam największy problem, bo z jednej strony
    bardzo lubię te płyty (zwłaszcza pierwszą), z drugiej wiem, że nie każdemu mogą
    się spodobać.

    Tutaj dodatkowo dorzuciłbym obie składanki. Pierwsza, dwupłytowa "Everything &
    Nothing" to Sylvian od tej bardziej przyswajalnej strony. Warto ją mieć, bo
    oprócz utwórów znanych z normalnych płyt jest tu sporo mniej znanych perełek
    oraz utworów z płyt innych artystów, w których powstaniu brał udział Sylvian.
    Druga składanka, "Camphor", to Sylvian mniej przystępny, głównie instrumentalny.
    Zawiera również dwa wcześniej niepublikowane nagrania, stworzone najwyraźniej
    specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa.

    3. Niekoniecznie

    "The First Day" i "Damage" - studyjny oraz koncertowy album duetu Sylvian/Fripp.
    Nie jest źle, ale od takich artystów można wymagać więcej. Trochę dziwne
    zestawienie crimsonowskich riffów gitary ze spokojnym głosem Sylviana. Koncert
    chyba ciut ciekawszy.

    "Approaching Silence" - strasznie męcząca płyta, do jednorazowego słuchania
    (mimo, że taka zła nie jest). Trzy utwory (dwa baaaaaardzo długie - ponad 30
    minut) będące ścieżką dźwiękową do instalacji multimedialnych autorstwa Sylviana
    solo i z Frippem. Można to sobie kupić jak już będzie się miało wszystko inne,
    włącznie ze składankami i rzadkimi nagraniami innych artystów z gościnnym
    udziałem Sylviana.
  • cze67 19.06.04, 10:25
    1. Absolutnie
    Relayer - najtrudniejsza płyta, najbardziej odjechana, najlepsza
    Tales From The Topografic Oceans - z tych czterech dłuuuugich utworów możnaby
    wykroić ze 20 krótszych. Kiedyś takie połączenie często niezbyt przystających
    do siebie fragmentów mnie raziło. Obecnie urzeka.
    Close To The Edge - opus magnum
    Fragile - ummm, smakowita zielona potrawka
    The Yes Album - definicja stylu

    2. Warto
    Going For The One
    Tormato
    Drama
    Magnification
    The Ladder
    90125

    3. Niekoniecznie
    Big Generator
    Open Your Eyes

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • joseph80 19.06.04, 15:50
    Z Twoejej listy wnioskuję, że nie znasz debiutu Yes. Cze, musisz to stanowczo
    nadrobić, choćby dlatego, że na pierwszej płycie znajduje się rewelacyjna
    wersja "Every Little Thing" zespołu wiadomo jakiego:), a to dla Ciebie powinien
    być odpowiedni i wystarczający argument

    pzdr
    Jos
  • cze67 19.06.04, 23:21
    joseph80 napisał:

    > Z Twoejej listy wnioskuję, że nie znasz debiutu Yes. Cze, musisz to stanowczo
    > nadrobić, choćby dlatego, że na pierwszej płycie znajduje się rewelacyjna
    > wersja "Every Little Thing" zespołu wiadomo jakiego:), a to dla Ciebie
    powinien być odpowiedni i wystarczający argument

    Pierwszą i drugą płytę Yes znam fragmentarycznie, nigdy nie słyszałem ich w
    całości. Nadrobię to w chwili, gdy mój kumpel, który ma jazdę na najnowsze
    bonusowe remastery dokona ich zakupu, a poprzednie remastery sprzeda mi.

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • pagaj_75 25.04.05, 14:14
    No to nareszcie się mogę wypowiedzieć w sprawie całej dyskografii tej ważnej dla
    new romantic grupy :-)

    1) Na pewno warto (a nawet trzeba)
    "Quiet Life" (1979) - definicja stylu właściwego i pierwszy sukces (artystyczny
    i komercyjny)
    "Gentlemen Take Polaroids" (1980) - "Quiet Life 2", ani lepsze, ani gorsze IMO
    "Tin Drum" (1981) - mniej new romantic, więcej naprawdę ambitnego podejścia do
    muzyki pop, no i niestety smutny koniec historii Japan

    2) Też warto, bo czemu nie?
    "Oil on Canvas" (1982) - dwupłytowy koncert, bardzo dobry zresztą, przeważają
    utwory z GTP i TD

    3) Dla wytrwałych i ciekawskich
    "Adolescent Sex" (1978) - debiut, całkiem całkiem, ale ostrzegam: to jest
    zupełnie inny zespół niż ten z wyżej wymienionych płyt. bardziej glam-rockowy z
    elementami punku (ciekawe połączenie, nie?)
    "Obscure Alternatives" (1978) - szukanie nowego stylu, niestety bardzo po
    omacku. najsłabsza płyta w dyskografii.

    --
    Discipline is not an end in itself, only a means to an end. (Robert Fripp)
  • cze67 25.04.05, 15:56
    O! To mam dwie z trzech najlepszych ("Gentlemen Take Polaroids" i "Tin
    Drum")!!! Ale fajosko!
    --
    KONKURS NA TEKST PIOSENKI
  • pagaj_75 19.06.04, 11:10
    No to Cze... chciałeś dyskusji to ją masz :) Chociaż w przypadku dyskografii
    tego zespołu trudno być jakoś specjalnie kontrowersyjnym. Myślę, że większość
    fanów zgodzi się z moimi ocenami.


    1) Absolutnie

    "Selling England by the Pound" (1973) - krótko mówiąc: esencja prog-rocka

    "The Lamb Lies Down on Broadway" (1974) - mój ulubiony, długi (dwie płyty),
    rodzaj rock-opery, ale urzekający nieco dusznym klimatem i różnorodnością
    nastrojów i formatów (od instrumentalnych interludiów, przez zwykłe piosenki po
    typowe dla ówczesnego Genesis rozbudowane i wielowątkowe kompozycje)

    "Trick of the Tail" (1976) - pierwsza płyta z Collinsem przy mikrofonie,
    czarująca wysmakowanymi brzmieniami, przepięknymi melodiami i ekspresyjnym
    śpiewem pana Filipa

    "Seconds Out" (1977) - płyta koncertowa, ukazująca Genesis jako zespół
    potrafiący zamienić swoje studyjne klasyki w coś jeszcze bardziej porywającego

    2) Warto (w kolejności chronologicznej, a nie jakościowej)

    "Trespass" (1970) - pierwsze próby prog-rockowego stylu Genesis, muzyka odrobinę
    naiwna i jeszcze niedopracowana, ale i tak mająca w sobie to "coś".

    "Nursery Cryme" (1971) - chyba najbardziej rockowa w brzmieniu z pierwszych płyt
    grupy, zawiera jedne z najlepszych kompozycji - "The Musical Box" i "Fountain of
    Salmacis"

    "Foxtrot" (1972) - świetne kompozycje i coraz lepsze wykonanie, zarżnięte
    niestety przez producenta kiepskim brzmieniem. Ale to tutaj są genialne "Watcher
    of the Skies" i "Super's Ready"

    "Live" (1973) - świetny koncertowy album podsumowujący wczesny okres
    działalności zespołu i portretujący go (odrobinę przesadnie) jako grupę niemal
    hardrockową momentami

    "Wind and Wuthering" (1976) - rozwinięcie pomysłów z "Trick of the Tail", chyba
    najbardziej plastyczna czy też "malarska" z płyt Genesis

    "... And Then There Were Three..." (1978) - zwrot ku prostszym kompozycjom,
    jednak nadal z tym bajkowym brzmieniem "Trick" i "Wind..."

    "Duke" (1980) - ostatnia z mających cokolwiek wspólnego z art-rockiem płyt
    Tony'ego Banksa i spółki, o wiele bardziej udana od "...And Then..."

    "Calling All Stations" (1997) - mroczny, duszny klimat, cięższe, bardziej
    rockowe brzmienie (choć elementy popu nadal dobrze słyszalne) i niezły Ray
    Wilson na wokalu. Wielka szkoda, że powstała tylko jedna taka płyta.

    3) Ewentualnie

    "From Genesis to Revelation" (1969) - debiut zespołu, nie taki znowu zły, ale
    jednak mający niewiele wspólnego (poza nazwiskami muzyków) z tym późniejszym Genesis

    "Abacab" (1981), "Genesis" (1983), "Invisible Touch" (1986), "We Can't Dance"
    (1991) - Genesis w jednoznacznie popowym wydaniu (z wyjątkiem pojedynczych
    przebłysków, gdy panowie przypominają sobie co grali w latach 70.), co nie
    znaczy, że godne potępienia. Jeśli ktoś lubi naprawdę dobry pop, to jak znalazł...
  • cze67 19.06.04, 14:55
    Właściwie tak, zgadzam się. Postawiłbym tylko Trick na górze listy, a Selling
    na miejscu trzecim i jesteśmy w domu. Acha, i Invisible wrzuciłbym do wyższej
    klasyfikacji. Za Domino, za Tonight..., za dwie przepiękne ballady. I za The
    Brazillian przede wszystkim.
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • pagaj_75 19.06.04, 15:11
    cze67 napisał:

    > Właściwie tak, zgadzam się. Postawiłbym tylko Trick na górze listy, a Selling
    > na miejscu trzecim i jesteśmy w domu.

    We wszystkich trzech punktach stosowałem sortowanie chronologiczne :)
    Gdybym miał ustawiać według gustu to wtedy pierwszy byłby "Lamb", a "Trick" i
    "Selling" ex aequo na drugim, bo za każdym razem jak słucham jednej z nich, to
    wydaje mi się lepsza od drugiej i na odwrót :)

    > Acha, i Invisible wrzuciłbym do wyższej
    > klasyfikacji. Za Domino, za Tonight..., za dwie przepiękne ballady. I za The
    > Brazillian przede wszystkim.

    No w sumie czemu nie. Zdecydowanie jest to najlepsza z tych popowych płyt. Masz
    rację.
  • joseph80 19.06.04, 15:48
    cze67 napisał:

    > Właściwie tak, zgadzam się.

    A ja z jednym się stanowczo nie mogę zgodzić, Wind & Wuthering to moja ulubiona
    płyta Genesis, i ja bym ją umieścił w Absolutnie, z resztą się zgadzam.
  • dziewczyna_mickiewicza 19.06.04, 11:30
    ktos mial watpliwosci, o kim bede pisac? ;)
    ryan adams

    1. koniecznie
    "heartbreaker" - znakomite polaczenie melancholii, najlepszych tradycji
    folkrocka i pieknych kompozycji
    "gold" - plyta idealna, co tu duzo gadac/pisac
    "love is hell" - piekna, wzruszajaca, nie pozbawiona autoironii
    (plus wszystko whiskeytown - miesci sie w kategorii)

    2. jesli czujesz niedosyt
    "demolition" - troszke brudniejsze brzmienie, surowsze
    plus wersje koncertowe

    3. tylko dla wytrwalych;)
    "rock'n'roll", plus reszta - czyli nieoficjalne mniej lub bardziej demo (w
    stylu exile on franklin street
    --
    "be a good boy
    push a little farther now
    that wasn't fast enough
    to make us happy
    we'll love you just the way you are if you're perfect"
  • tymbarski 19.06.04, 11:47
    Dream Theater

    TRZEBA:
    Images And Words
    Awake
    A Change Of Seasons
    Six Degrees Of Inner Turbulence

    WARTO:
    Train Of Thought
    Falling Into Infinity

    NIEKONIECZNIE:
    When Dream And Day Unite

    O LTE nie piszę, bo obie płyty LTE przesłuchać trzeba.

    --
    Forum dla gitarzystów
  • nefil 19.06.04, 12:35
    New Model Army (troche inaczej niz Truskawka)

    Koniecznie:
    -Thunder and Consolation- plyta, ktora nigdy mi sie nie znudzi, nie ma na niej
    ani jednego
    zbednego dzwieku, ani jednej falszywie brzmiacej nuty. Czad, energia,
    melancholia, ironia.
    Na kolana

    -Vengeance- bardzo surowa to plyta, wlasciwie oparta tylko na basie i perkusji,
    ale swietna
    wlasnie poprzez swa prostote. Teksty wsciekle i bardzo zaangazowane.

    -Lost songs- plyta pozbierana z roznych wczesniej nie publikowanych na
    oficjalnych albumach
    kawalkow, ale
    kazdej kapeli zycze takich odpadkow...

    Warto:
    -Eight- pierwsza plyta nagrana po odejsciu Roberta Heatona. Troche wiecej
    brzmien akustycznych, troche mniej czadu.

    -No rest for the wicked- Czad nie mniejszy niz na Vengeance, ale plyta za dluga
    o 2 ostatnie
    utwory.

    -Impurity i Ghost of Cain- mniej te plyty lubie, ale jest na nich kilka
    perelek, np. "Purity"
    z tej pierwszej albo "51st State", "Lovesongs" z Ghost.

    Niewarto:
    -Raw Melody Man- wielkie rozczarowanie, kapela, ktora gra tak energetyczne i
    zabojcze koncerty
    wydaje slaba plyte koncertowa. Nie rozumim, moze producent dal ciala (?!)

    -The Love of Hopeless Causes- plyta wydana przez Sony Music i to niestety
    slychac.

    -Strange Brotherhood- zgadzam sie z Aislinn. Najgorsza plyta NMA. Powstawala
    przez blisko 3 lata
    i chyba zabraklo swiezosci.
  • cze67 19.06.04, 12:40
    Chciałem jedynie powitać Was na mojej stronie.
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • aislinn 19.06.04, 19:53
    ..no tak, masz rację, Lost songs też jest u mnie w grupie "bardzo warto"

    --
    w nieskończonym świecie środek jest wszędzie
  • golek1 12.09.04, 22:26
    ech.. kazdy swoje gusta ma....

    u mnie wyglada to tak:

    koniecznie:
    raw melody man - moje pierwsze spotkanie z NMA - do dzis bardzo mi sie podoba..
    ( jak ja kiedys bylem dumny ze wpadlem na to ze tytul plyty to anagram nazwy
    zespolu:)
    thunder and consolation - swietna plyta, swietna ( aczkolwiek wyrzucilbym ze
    dwa utwory) :)
    impurity - nawet lepsza od TAC ( moze tylko bury the hatchet bym pominal...)
    strange brotherhood - dla mnie najczesciej sluchana plyta NMA - fantastyczny
    klimat, cudne kompozycje ( long goodbye, headligth, lullaby, wonderful way to
    go)

    warto:
    lost sogs - jak na skladanke z roznych odrzutaw - bardzo wysoki poziom ( far
    better thing, higher wall, see you in hell...)
    ghost of cain
    no rest for the wicked
    vengence
    eight - opinie zewszad swietne, a ja jakos nie moge sie do tej plyty
    przyzwyczaic

    niekoniecznie
    love of hopeless causes - choc zawiera genialny here comes the war, reszta
    zupelnie bez wyrazu
    b sides - odrzuty ( tylko brave new world )

    golek

    ps. ech.. .dlaczego dopiero to forum znalazlem? czytam od dawna forum muzyka i
    ostatnio bardzo zasmucil mnie jego mocno znizajacy sie poziom...
    pozdrawiam
  • ilhan 19.06.04, 14:49
    iDLEWiLD

    1. Absolutnie
    100 Broken Windows - album, które gdyby wydano go 15 lat wcześniej, wymieniano by jednym tchem obok najważniejszych płyt R.E.M., Pixies czy Jesus and Mary Chain

    2. Warto
    The Remote Part - jak ktoś napisał, wyszli z zadymionej sali na wielkie stadiony; najlżejsza, ale i najdojrzalsza ich płyta

    3. Niekoniecznie
    Hope Is Important - ładny tytuł i 2 świetne piosenki, reszta to dość agresywne i surowe, choć melodyjne punkowanie

    ---

    PRIMAL SCREAM

    1. Absolutnie
    Screamadelica - szczytowe osiągnięcie acid house'u i okolic, najdoskonalsze połączenie psychodelicznego rocka i nowoczesnych brzmień tanecznych - minęło 13 lat i wciąż brzmi rewelacyjnie!

    2. Warto
    XTRMNTR - stawiania niekiedy na równi ze Screamadeliką (błąd), "ciężka" i "basowa" płyta, która potwierdziła, że Primal Scream zawsze byli zespołem poszukującym i nowatorskim

    Vanishing Point - poprzednik XTRMNTR, trochę bardziej piosenkowy ("Star"!!!), nie mniej eksperymentujący i świeży

    Give Out But Don't Give Up - czyli co by było, gdyby Rolling Stonesi byli Amerykanami - muzyka bardzo tradycyjna, ale z urokliwymi kompozycjami i fajnie zaaranżowana

    3. Niekoniecznie
    Evil Heat - no, nawet fajne... ale wolę XTRMNTR

    Sonic Flower Groove - nieco naiwny, ale sympatyczny debiut zespołu grającego wówczas wesołe, gitarowe melodyjki

    Primal Scream - druga płyta PS, która zapisała się w historii obecnością na niej utworu, który posłużył do remiksu wszechczasów, "Loaded"


    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • cze67 19.06.04, 14:56
    ilhan napisał:
    > PRIMAL SCREAM

    Wstyd się może przyznać, ale nigdy nie słyszałem ich całej płyty...

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • ilhan 19.06.04, 15:02
    Wstyd? To co ja mam powiedzieć, kiedy nie słyszałem tak wielu z tych arcydzieł lat 70-tych o których tyle piszecie?
    Żaden wstyd, jeszcze mamy czas :)


    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • cze67 19.06.04, 15:05
    ilhan napisał:

    > Wstyd? To co ja mam powiedzieć, kiedy nie słyszałem tak wielu z tych
    arcydzieł lat 70-tych o których tyle piszecie?
    Żaden wstyd, jeszcze mamy czas :)

    To mi ulżyło, dziękuję, że mnie nie dobiłeś. A propos, kiedyś (w czasach,
    których nie możesz pamiętać) miałem kupić piracką Primal z, właśnie,
    Screamadelica, bo mi się z lubianą przeze mnie Mettalicą tytuł skojarzył.
    Niestety, nie kupiłem. Czego do dziś żałuję.

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • cze67 19.06.04, 15:06
    cze67 napisał:
    miałem kupić piracką Primal

    piracką kasetę
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • bleri 19.06.04, 16:58
    To ja może spróbuję z TORI AMOS.


    Absolutnie:

    1. "From the Choirgirl Hotel" - czwarta chronologicznie, a dla mnie
    najpiękniejsza płyta czerwonowłosej wokalistki. Płyta z gatunku tych, które
    kocham najbardziej: gęsta muzycznie, intrygująca tekstowo, zadziwiająca
    wokalnie. Najbardziej spójne wydawnictwo w jej dorobku, concept-album wręcz z
    pięknym otwierającym całość utworem "Spark".

    2. "Boys for Pele" - moim zdaniem najbardziej niedoceniana przez krytyków
    płyta. Bardzo długa, aż 18 utworów i przez to przez niektórych oceniana jako
    nużąca. Tori użyła na niej po raz pierwszy oprócz fortepianu także klawesyn co
    daje tej płycie kompletnie zadziwiająco - niepokojący posmak. Słuchając jej
    mam czasem wrażenie, że nagrywając ją Tori była na granicy jakiegoś kompletnego
    szaleństwa - krzyki, wokalizy, wściekła gra na instrumentach.


    Warto:

    1. "Little earthquakes" - debiutancka płyta Amos, która w zasadzie powinna
    znaleźć się (przynajmniej pod względem kompozycji) w rubryce wyżej, ale są na
    niej utwory, których po paru latach nie mogę znieść. Generalnie, posłuchać
    trzeba dla chociażby "Precious thing" - jak mawia sama Tori "the most request
    live song" czy "Winter" - utworu za który Amos dostała nominację Grammy.

    2. "Under the pink" - druga w dyskografii. Album, który dał jej przepustkę do I
    ligi. Czasami denerwuje mnie produkcja - surowa, minimalna wręcz nie
    pozwalająca się skupić na dźwiękach. To co w innych przypadkach bywa zaletą tak
    w tym może drażnić. No, ale "Cornflake girl" zna chyba każdy i tam produkcja
    jest na poziomie. Dodatkowy plus płyty to duet z Trentem Reznorem w
    utworze "Past the mission".


    3. "To Venus and back" - album podwójny, druga płyta jest koncertowa i choćby
    dla niej samej tą pozycję trzeba mieć. Koncert jest genialny!!
    Natomast krążek studyjny to jakby nowe oblicze Tori - sporo elektroniki, mniej
    fortepianu, więcej pogłosów i zapętlania melodii. Ale to ciągle piękne
    piosenki: energetyczny "Bliss", mroczna "Datura" i "Juarez" z wstrząsającym
    tekstem o morderstwach kobiet na meksykańskiej prowincji.


    Niekoniecznie:

    1. "Strange little girls" - czyli Tori gra covery. Na albumie umieszczono
    utwory takich wykonawców jak: Depeche Mode, Slayer, Tom Waits, Neil Young, Bob
    Geldof, The Beatles, Lou Reed. Nie lubię tej płyty. Siłą Tori są autorskie
    kompozycje i mocne teksty i chociaż zdarzyło jej się wcześniej nagrać na
    single "Loosing my relligion" R.E.M, "Smells like teen spirit" Nirvany, "Thank
    You" Led Zeppelin czy "I'm on fire" Springsteena na najwyższym poziomie (czasem
    wolę jej wersje od oryginałów :)) to SLG w całości rozczarowuje. Jako
    ciekawostkę można posłuchać, ale nie polecam zaznajamiania się z Amos od tej
    właśnie płyty, bo można się zrazić.

    2. "Scarlet's walk" - ostatnia póki co studyjna płyta Amerykanki. "Concept
    album". Tori śpiewa o Ameryce i o tym jak zmieniła się na przestrzeni ostatnich
    lat i towarzyszących wydarzeń. To już zupełnie inna Tori niż chociażby 5 lat
    temu - spokojna, refleksyjna, wyciszona. To wciąż piękne kompozycje, ale ja
    wolę ją w nieco mocniejszym uderzeniu.


    3. "Tales of a librarian" - album z kategorii Best of... z tym, że Tori
    przearanżowała znane już utwory i dodała dwie premierowe kompozycje. Dla mnie
    te piosenki zostały zgwałcone i nie chce mi się ich słuchać. Chociaż spotkałam
    się z opiniami, że nabrały nowej świeżości - kwestia gustu. :)
  • pagaj_75 19.06.04, 17:01
    Ogólnie zgoda, ale ja jednak przesunąłbym "Little Earthquakes" do "absolutnie",
    a "Scarlet's Walk" do "warto". Ta druga płyta jest, mimo wszystko, bardzo dobra,
    IMHO.
  • bleri 19.06.04, 23:08
    Zgadzam się co do "Little earthquakes" - po wysłaniu posta pomyślałam, że
    skrzywdziłam tą płytę :-) LE wędruje do Absolutnie, ale Scarlet....Tak, masz
    rację, to dobra płyta, ale dla mnie jest momentami zbyt...cholera wie. Za
    delikatna, za spokojna, zbyt wygładzona. Czasem do niej wracam, ale często
    wtedy naciskam "skip" na pilocie.
  • cze67 19.06.04, 23:23
    pagaj_75 napisał:

    > a "Scarlet's Walk" do "warto". Ta druga płyta jest, mimo wszystko, bardzo
    dobra, IMHO.

    I tu się z kolegą zgadzam.
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • ihopeyouwilllikeme 21.06.04, 18:41
    cze67 napisał:

    > I tu się z kolegą zgadzam.

    Ja też.
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • jo_loop 20.06.04, 00:01
    ilhan napisał:

    > PRIMAL SCREAM
    >
    > 1. Absolutnie
    > Screamadelica - szczytowe osiągnięcie acid house'u i okolic, najdoskonalsze poł
    > ączenie psychodelicznego rocka i nowoczesnych brzmień tanecznych - minęło 13 la
    > t i wciąż brzmi rewelacyjnie!

    Taaak!!! W 100% popieram! To jedna z najważniejszych (dla niektórych ta najważniejsza - i jestem blisko) płyt rockowych (sic!). Genialne dzieło, ale czasem trzeba lat, aby to zauważyć (Anglicy potrzebowali chyba jakiś miesiąc z tego co pamiętam i nadal ta płyta wygrywa albo prawie wygrywa w ichnich rankingach).

    Zgadzam się też co do reszty :)
  • jo_loop 20.06.04, 00:17
    Jeśli jest Primal Scream, nie może zabraknąć The Stone Roses, drugiej grupy, która wprowadzała Brytyjczyków w 89'Summer of Love. Właściwie wydali tylko dwie płyty studyjne i jak to zwykle bywa, zdania są podzielone. Nie chce mi się analizować podobieństw, wartości literackich i muzycznych, bo to nie ma sensu. Nie jesteśmy w szkole muzycznej. Generalnie, tak jak Screamadelica Primal Scream, tak pierwszy album The Stone Roses był psychodeliczny, zmysłowy, taneczny, gitarowy... Posłuchajcie tylko "I Wanna Be Adored"... Gdyby ktoś jeszcze miał okazję zobaczyc ich występ ze Spike Island'90... z tymi roztańczonymi, kolorowymi tłumami ludzi. Poezja :)
  • ilhan 20.06.04, 18:20
    Moim zdaniem debiut Stone Roses to najbardziej "absolutnie" płyta świata :) Drugi album obiektywnie należy do kategorii "warto", choć dla mnie też jest bardzo ważny.

    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • jo_loop 20.06.04, 20:22
    Tak się wczoraj wkręciłam w debiutancki album, że zupełnie zapomniałam napisać choc paru słów o "Second Coming". W kontekście całej sceny muzycznej tamtego okresu na pewno "warto", ale dla mnie jednak ta płyta była pewnym rozczarowaniem. Zabrakło tej świeżości, lekkości... no nie wiem. Znam jednak sporo osób, dla których "Second" jest arcydziełem. Mój świat wywróciła "Stone Roses" na spółkę ze "Screamadelicą".

    Trzecie miejsce rezerwuję dla Stereo Mc's "Connected". Natomiast nigdy jakoś nie emocjonowałam się Happy Mondays.
  • ilhan 20.06.04, 20:30
    jo_loop napisała:

    > Znam jednak sporo osób, dla
    > których "Second" jest arcydziełem. Mój świat wywróciła "Stone Roses" na
    > spółkę ze "Screamadelicą".

    Nie ukrywam, że nie poznawałem tych płyt w momencie, kiedy wychodziły, ponieważ byłem na to za młody, albo nie docierała wówczas do Polski ta muzyka w wystarczającym stopniu. Zapewne jedno i drugie. Rozumiem powody, dla których wielu miłośników debiutu TSR nie może przekonać się do "Second Coming". Choć mi się udało, całkiem łatwo.

    > Natomiast nigdy jakoś nie emocjonowałam się Happy Mondays.

    A ja się emocjonuję. "Pills 'n' Thrills And Bellyaches", wg mnie, trza posłuchać, bo to wielka płyta jest. "Bummed" również jest bardzo fajne. Aczkolwiek, Tony Wilson powiedział o Mondays, że oni zmienili muzykę, a Roses nie, i z tym już się nie zgadzam. Ponieważ uważam, że oba zespoły to zrobiły.

    To trzecie miejsce dla Stereo Mc's to w czym? :)
  • jo_loop 20.06.04, 21:01
    ilhan napisał:

    > To trzecie miejsce dla Stereo Mc's to w czym? :)

    To na mojej starej liście albumów, które mnie w odpowiedni klimat wkręcają. Starej, bo właśnie wrzuciłam sobie tę płytę i coś jest nie tak. Któraś z nas chyba za bardzo się zestarzała :) Już "Connected" nie brzmi tak magicznie.
  • ilhan 20.06.04, 23:00
    jo_loop napisała:

    > Już "Connected" nie brzmi tak magicznie.

    Ale na wczorajszej imprezie to właśnie tak zabrzmiało ;)

    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • jo_loop 20.06.04, 23:07
    Ale chyba piszesz o samym utworze, a nie o całej płycie :) Bo "Connected" i "Step It Up" są genialne, ale swego czasu cała płyta mnie porywała, a teraz juz nie. Pozostałe utwory wydają mi się wręcz nieciekawe. Tak więc cały album musi zostać przesunięty do drugiej ligi i tyle. Ale inna sprawa, że nie jestem dzisiaj w imprezowym nastroju... wolę nawet Primal Scream nie wrzucać...
  • jo_loop 20.06.04, 23:08
    A swego czasu skserowałam i powiększyłam okładkę płyty, taka była magiczna :D
  • ilhan 20.06.04, 23:11
    No tak, o utworze tytułowym. Ale pomyślałem o tym niedopowodzeniu już w momencie wysyłania posta.
  • ilhan 20.06.04, 23:11
    ilhan napisał:

    > niedopowodzeniu

    NIEDOPOWIEDZENIU oczywiście. Niepowodzenie to Hiszpania dzisiaj na Euro.
  • jo_loop 20.06.04, 23:30
    ilhan napisał:

    > ilhan napisał:
    >
    > > niedopowodzeniu
    >
    > NIEDOPOWIEDZENIU oczywiście. Niepowodzenie to Hiszpania dzisiaj na Euro.

    Dyskusja zaczęła się od Stone Roses, przeszła przez Stereo Mc's, a kończy się na Euro :) Ja kibicowałam Portugalii. Niestety podejrzałam w pierwszej połowie wynik Rosja-Grecja i jestem niepocieszona, bo chciałam żeby Grecja wyszła z 1 miejsca i spotkała się z Anglią w ćwierćfinale (gdzie Anglia wygrywa), a Portugialia z 2-go :( A tak... Nie znam końcowego wyniku, oglądam mecz i nawet nie próbuj pisać jak się skończyło, bo zamorduję.
    No, to możemy wracać do dyskusji na tematy muzyczne :)
  • ilhan 20.06.04, 23:58
    jo_loop napisała:

    > Nie znam końcowego wyniku, oglądam mecz i nawet nie próbuj pisać jak się skończyło, bo zamorduję.

    Ja nie miałem złudzeń, że uda się nie znać wyniku, więc podglądałem na ZDF drugi mecz :)

  • jo_loop 21.06.04, 00:00
    A ja na szczęście nie mam żadnych ZDFów i tylko na livescore podejrzałam, ale to była 30 min, więc wszystko mozliwe :D
  • pagaj_75 19.06.04, 16:01
    No to może dosyć tych staroci i coś ciut nowszego? :))
    PT, bo to mój ulubiony zespół z tych, które pojawiły się w latach
    dziewięćdziesiątych. Nie wiem ilu tu grasuje fanów twórczości Stevena Wilsona,
    ale przecież chodzi o to, żeby promować dobrą muzykę? I mam pełną świadomość
    tego, że mogę zostać ukrzyżowany przez die-hard fanów za to co napiszę. No to do
    rzeczy:

    1) Koniecznie:

    "The Sky Moves Sideways" (1995) - z ciężkim sercem umieszczam tą płytę tutaj, bo
    z jednej strony to najbardziej znane dzieło PT, dzięki któremu zyskali
    popularność w naszym kraju, a z drugiej moim skromnym zdaniem dwa pozostałe
    albumy przeze mnie wymienione prezentują się bardziej okazale, zwłaszcza z
    perspektywy paru lat od wydania TSMS. To jest jedyna płyta PT, gdzie skojarzenia
    z innymi wykonawcami stają się wręcz natrętne. A konkretnie z jednym wykonawcą -
    Pink Floyd. Ale mimo to płyta bardzo udana, odświerzająca trochę formułę art-rocka.

    "Signify" (1996) - mój absolutnie ukochany album Wilsona. Eksperymentalny, ale
    nie pozbawiony melodyjności. Sporo improwizacji (co lubię) i niesamowity nastrój.

    "In Absentia" (2002/3) - ostatni album, cięższy, bardziej (hard) rockowy od
    wcześniejszych. Jak pisał (tak tak) Paweł Kostrzewa po tym albumie - PT to jeden
    z niewielu zespołów potrafiących z prog-rocka wyciągać wnioski, a nie tylko
    bezmyślnie go kopiować.

    2) Warto:

    "Up the Downstair" (1993) - jak pisała brytyjska prasa "psychodeliczne
    arcydzieło". Znakomite połączenie starej psychodelii, space rocka Hawkwind ze
    współczesną muzyką elektroniczną. Jak ktoś zasmakuje, to na deser pozostaje mu
    "Voyage 34" - EP nagrany w trakcie tej samej sesji.

    "Coma Divine" (1997/2003) - znakomity album koncertowy (zwłaszcza dwupłytowa
    reedycja z 2003) pokazująca jakim świetnym koncertowym zwierzęciem jest PT.

    "Stupid Dream" (1999) - zwrot PT ku prostszym, piosenkowym kompozycjom, ale jak
    najbardziej z klasą. Coś co możnaby polecić nawet zwolennikom brit-popu.

    2a) Może i warto, sam nie wiem

    "Lightbulb Sun" (2000) - z jednej strony kontynuacja "Stupid Dream", a z drugiej
    pewien powrót do rozbudowanych kompozycji. Moim zdaniem słabsze od poprzednika.

    "Recordings" (2001) - składanka różnych "odrzutów", stron B singli. Całkiem
    niezłe, ale raczej dla zagorzałych fanów.

    3) Niekoniecznie:

    "On the Sunday of Life" - debiutancki album, będący składanką najlepszych
    fragmentów dwóch kaset demo z wczesnego etapu działalności pana Wilsona. Warty
    uwagi chyba tylko ze względu na pierwszy "przebój" PT - "Radioactive Toy", który
    można znaleźć w jeszcze lepszym wersji na "Coma Divine".


    PS. Napisałbym też o no-manie, ale nie znam ich debiutanckiego albumu (oraz
    EP-ki) i nie mógłbym się do niego ustosunkować :(
  • ihopeyouwilllikeme 19.06.04, 18:38
    KONIECZNIE:

    The Joshua Tree - czyli najlepsza amerykańska płyta spoza Ameryki :) Rzecz
    kultowa, trudno jest mi właściwie coś konstruktywnego napisać, można lubić ten
    zespół lub nie, ale ten akurat album po prostu trzeba znać.

    WARTO:

    War - po to żeby przekonać się, dlaczego naprawdę są wielcy.

    The Unforgettable Fire - ciekawy zwrot w karierze młodego zespołu o, wydawałoby
    się, jasno określonym wcześniej stylu. Okazuje się że można nagrać utwór w sali
    balowej, niekoniecznie trzeba w dźwiękoszczelnym studiu :) The Edge definiuje
    ostatecznie swój niepowtarzalny i oryginalny styl. No i na tym właśnie albumie
    jest mój numer jeden wśród piosenek wszechczasów: Pride ( In The Name Of Love )

    October - druga płyta, rozwinięcie stylu, rozbudowanie aranżacji ( więcej
    klaiwszy, w " Tomorrow " pojawiają się tradycyjne, irlandzkie brzmienia ).
    Utwór tytułowy to jedne z najgenialniejszych dwóch minut w historii :)

    All That You Can't Leave Behind - powrót do domu :) Misternie, bezbłędnie
    skonstruowane utwory, dopracowana produkcja, świetne teksty - to jedna z tych
    płyt, które może nie wyjebują w kosmos, ale są zupełnie pozbawione wad.
    Potwierdzenie klasy zespołu.

    MOŻNA:

    Boy - debiut, bardzo udany, choć słychać jeszcze brak doświadczenia i
    okrzesania, parę rzeczy można było zrobić lepiej, niemniej życzę wszystkim
    młodym zespołom takiego startu.

    Achtung Baby - najpopularniejsza chyba płyta zespołu, zapewne ze względu na
    fantastyczne " One ". Pojedynczo - świetne piosenki, w całości album nie robi
    już takiego wrażenia. Co z tego - i tak jest to jedna z najlepszych płyt lat 90.

    Pop - Czy istnieje dobry, inteligentny pop ? Tak. Ten album to dowód.

    Zooropa - j.w.

    NIEKONIECZNIE

    Rattle & Hum - " kartka z podróży po Ameryce ", chaotyczna, niespójna,
    przeplecione kawałki studyjne i koncertowe. Żeby nie było - płyta jest super,
    ale raczej nie należy od niej zaczynać. Dla fanów natomiast to prawdziwy skarb.

    Under A Blood Red Sky - jedyny album koncertowy zespołu, niby nic mu zarzucić
    nie można, ale... to są wybrane kawałki z różnych koncertów, na dodatek jest
    ich mało. Istnieje natomiast bootleg dokumentujący CAŁY koncert z Red Rocks, i
    to właśnie te dwie płyty spokojnie polecam. UABRS nie trzeba.

    Wide Awake In America - czteroutwórowa EP-ka, tylko dla fanów.


    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • ihopeyouwilllikeme 19.06.04, 19:08
    OBOWIĄZKOWO:

    I, II, III, IV - tu nic nie trzeba więcej dodawać. Jeśli ktoś mówi że kocha
    rocka, a nie zna tych czterech płyt, to albo nie wie czego słucha, albo nie wie
    co mówi. Kanon.

    WARTO:

    Physical Graffiti - długi album, niekoniecznie spójny ( zawiera kompozycje z
    różnych okresów działalności ), ale niezaprzeczalnie wspaniały, od pierwszej do
    ostatniej minuty.

    " The Song Remains The Same, " How The West Was Won " - po prostu Led Zep
    LIVE !!

    Houses Of The Holy - kontrowersyjna płyta, przez jednych wynoszona pod
    niebiosa, przez innych zrównywana z błotem. Należę do pierwszej grupy. A " No
    Quarter " to... brak słów.

    MOŻNA:

    Presence - rzecz może się wydawać z początku dość przyciężkawa, ale tym, którzy
    lubia i znają poprzednie płyty, powinna się spodobać. Natomiast absolutnie nie
    nadaje się na " pierwszy kontakt " z zespołem.

    Coda - odrzuty z róznych sesji, wydane juz po zakończeniu przez zespół
    działalności. Dobre, choć nie powalające utwory.

    BBC Archives - Led Zep wprawdzie live, ale dla TV, więc nie robi takiego
    wrażenia jak " normalne " koncertówki. Mozna posłuchać, ale tak jak wyżej - jak
    ktoś już jest jako tako obeznany z zespołem.

    NIE:

    In Through The Out Door - trzy piękne utwory ( " All My Love ", " I'm Gonna
    Crawl " i " Carouselambra " ), które najlepiej sciagnąć sobie z netu (
    oczywiście tylko na 24h :)), i juz można nie przejmować się resztą płyty.
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • ihopeyouwilllikeme 19.06.04, 19:30
    KONIECZNIE:

    The Number Of The Beast - opus magnum.

    Brave New World - pierwszy album zespołu po powrocie Bruce'a Dickinsona i
    Adriana Smitha, a zatem pierwszy nagrany z trzema gitarzystami. Niesamowicie
    udany, wszystkie kompozycje powalają.

    Piece Of Mind - najdoskonalsze muzycznie dzieło grupy.

    WARTO:

    Seventh Son Of A Seventh Son - melodyjny, ale równocześnie inteligentny concept-
    album.

    Fear Of The Dark - najbardziej przebojowy, 11 singlowych kawałków na 12 utworów
    na płycie.

    Somewhere In Time - mój ulubiony, duzo syntezatorowych brzmień i pięknych gitar.

    Live After Death - koncertowy opus magnum.

    Rock In Rio - fantastyczny koncert, szczególnie zwracają uwagę starsze utwory
    zaaranżowane na trzy gitary - powalające brzmienie.

    Dance Of Death - ostatni jak dotąd album zespołu, tylko trochę mniej udany od
    Brave...

    Powerslave - wyróżnia się wśród reszty dyskografii bardzo suchym brzmieniem - i
    wychodzi to świetnie.

    MOŻNA

    Iron Maiden - debiut, całkiem udany, choć bez hurra-zachwytów.

    No Prayer For The Dying - cóż, to po prostu kolejna dobra płyta dobrego
    zespołu, ale nie ma jej za co wyróżnić.

    The X Factor - gdyby nie wokal... to byłby wspaniały album. Popisy pana Blaze'a
    Bayleya skutecznie psują przyjemność słuchania bardzo udanych kompozycji.
    Zwłaszcza, że płyta różni się od reszty - jest mroczna, wolna, i bardziej
    klimatyczna.

    NIEKONIECZNIE:

    Killers - jak dla mnie przynudnawa, pozbawiona ciekawszych pomysłów płyta (
    oczywiście poza wspaniałym " Wratchild " ). Kompozycje zlewają się ze sobą,
    większość raczej nie przykuwa uwagi, choć słucha się z przyjemnością. Solidny
    album, ale nie sposób się w niej zakochać.

    Virtual XI - druga płyta z Blaze'em, co z tego że śpiewa ociupinkę lepiej,
    skoro kompozycje słabsze ? Ponieważ Maideni nie mają całkiem złej płyty, także
    i na tej są świetne momenty: " The Clansman " i " When Two Worlds Collide ",
    ale jako całość album broni się niespecjalnie.
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • ihopeyouwilllikeme 19.06.04, 19:39
    ihopeyouwilllikeme napisał:

    > Solidny album, ale nie sposób się w niej zakochać.

    W nim oczywiście :)
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • kubasa 19.06.04, 23:25
    ihopeyouwilllikeme napisał:

    > OBOWIĄZKOWO:
    >
    Jeśli ktoś mówi że kocha
    > rocka, a nie zna tych czterech płyt, to albo nie wie czego słucha, albo nie
    wie
    >
    > co mówi. Kanon.

    Opanowałbys sie troche.
  • ihopeyouwilllikeme 20.06.04, 16:00
    kubasa napisał:

    > Opanowałbys sie troche.

    To jest cytat :D
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • aasiek 19.06.04, 21:50
    Chleb mi odbierasz..:) Ale chyba nie pisałabym o U2 przed Tobą ;)
    --
    "Wielka płyta ma wielką przyszłość"
  • ktmajcher 04.08.04, 20:41
    ihopeyouwilllikeme napisał o U2 to co napisał, mnie nie równać się z nim w tej
    dyscyplinie, ale wtrącę swoje trzy grosze:
    Achtung Baby i Pop klasyfikuję zdecydowanie wyżej,
    a ostatnią płytę zdecydowanie niżej (owszem słuchałem jej niewiele, może czas
    do niej powrócić, najjaśniejszy punkt Walk On, a jak słucham Beautiful Day to
    wcale nie jest "bjuti")
    --
    Muzyka i tak obroni się sama...
  • ihopeyouwilllikeme 27.04.05, 14:13
    MOŻNA:

    How To Dismantle An Atomic Bomb - płyta stanowiąca jakby podsumowanie
    dotychczasowej kariery zespołu - można na niej znaleźć nawiązania do wielu
    poprzednich albumów. Nie jest arcydziełem, nie jest przełomem, nie jest
    powrotem do wybitnej formy z lat 80 - ale zawiera naprawdę udane kompozycje,
    które mogą spodobać się nie tylko fanom. Spokojnie nadaje się na początek
    przygody z zespołem.
    --
    Vertigo Tour 2005 // " Over 25 or 30 times "
    -
    Forum o U2
  • martolka 19.06.04, 22:56
    Któż inny jak nie:

    Nick Cave and the Bad Seeds

    Trzeba
    1. Let Love In
    2. Henry's Dream
    3. Tender Pray

    Ciut mniej niż Trzeba
    1. From Her To Eternity
    2. The Firstborn is Dead
    3. No More Shall We Part
    4. Kicking Against the Pricks
    5. The Good Son

    Jeszcze ciut mniej
    - cała reszta,
    oprócz:

    Niekoniecznie, ale można
    Nocturama

    To straszliwie subiektywne jest, ale inaczej się nie da.
  • cze67 19.06.04, 23:05
    Absolutnie
    Lovelles - arcydzieło muzyczne lat 90-tych
    Warto
    Isn't Anything - zapowiedź wielkości
    Niekoniecznie
    This Is Your Bloody Valentine - zbyt dużo Joy Division, zbyt mało MBV
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • cze67 19.06.04, 23:13
    Absolutnie
    Peng!
    Transient Random-Noise Bursts With Announcements
    Emperor Tomato Ketchup
    Switched On

    Warto
    The Groop Played "Space Age Bachelor Pad Music"
    Margerine Eclipse
    Dots and Loops
    Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)
    Aluminum Tunes: Switched On, Vol. 3
    Mars Audiac Quintet

    Niekoniecznie
    Cobra and Phases Group Play Voltage in the...
    Sound-Dust

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • gregkor 19.06.04, 23:52
    Może troszkę z innej beczki..:)))..Dave to znakomity jazzujący perkusista,
    znany z bandu Chicka Corea'i. Płyty, które nagrał są w kliamcie jazzz-rocka,
    naprawdę warto posłuchać.

    Koniecznie
    1. "Masterplan" - kontynuacja tego co robił Chick Corea, świetne aranżacje,
    naprawdę warto.
    2. "Rhythm of the Soul" - świenie zrealizowana płyta, duzo gitar (to dla
    wielbicieli rocka)
    3."Synergy" - dobra dyanamiczna, dojrzała płyta.
    4."Transition" - płyta stylowo przypominajaca "Synergy"

    Można:
    1. "Perpetual Motion"
    2. "Hard Wired"

    Ewentualnie":
    1."Heads Up"

  • jack9 20.06.04, 09:08
    cze67 napisał:

    > Absolutnie
    > Peng!
    > Transient Random-Noise Bursts With Announcements
    > Emperor Tomato Ketchup
    > Switched On
    >
    > Warto
    > The Groop Played "Space Age Bachelor Pad Music"
    > Margerine Eclipse
    > Dots and Loops
    > Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)
    > Aluminum Tunes: Switched On, Vol. 3
    > Mars Audiac Quintet
    >
    > Niekoniecznie
    > Cobra and Phases Group Play Voltage in the...
    > Sound-Dust


    Jak te ludzkie gusta rożne są to aż dziw bierze ...
    Jacek Hawryluk przez którego zainteresowałem sie muzyką Stereolab uważał
    Cobra and The Phases Group za najlepszą płytę zespołu a ja stawiałem ją obok
    Emperor Tomato Kethup
  • cze67 20.06.04, 09:17
    jack9 napisał:

    > Jak te ludzkie gusta rożne są to aż dziw bierze ...
    > Jacek Hawryluk przez którego zainteresowałem sie muzyką Stereolab uważał
    > Cobra and The Phases Group za najlepszą płytę zespołu a ja stawiałem ją obok
    > Emperor Tomato Kethup

    Słuchałem jej ze cztery razy, za każdym razem w okolicach połowy zaczynała mnie
    nudzić. W rezultacie może dwa razy dobrnąłem do końca. Straaasznie długa.
    Ale specjalnie dla Ciebie przesłucham ją "ze zrozumieniem". MOże mi się
    zmnieni...
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • jack9 20.06.04, 09:24
    Subiektywne to będzie mocno:

    Na pewno warto poznać:

    Black Celabration
    Music For the Masses
    Songs of Faith and Devotion

    Warto:
    Construction Time Again
    Some Great Reward
    Violator
    Ultra
    Exciter

    Można:
    A Broken Frame

    Raczej nie można:
    Speak and Spell

    Spróbował bym jeszcze z New Order ale w sumie po co drażnić ilhana....;)
  • ilhan 20.06.04, 13:56
    jack9 napisał:

    > Spróbował bym jeszcze z New Order ale w sumie po co drażnić ilhana....;)


    No to ja spróbuję, i jednak zachęcam do drażnienia ;)

    1. Absolutnie
    Technique
    Substance

    2. Warto
    Low-Life
    Power Corruption & Lies
    Brotherhood

    3. Można
    Get Ready

    4. Niekoniecznie
    Republic
    Movement

    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • cze67 24.01.05, 12:40
    cze67 napisał:

    > Niekoniecznie
    > Cobra and Phases Group Play Voltage in the...
    > Sound-Dust

    Powoli przekonuje sie do tych plyt i dzisiaj pewnie bym je umiescicl w kategorii: Warto.
  • haceha 06.05.06, 18:23
    Proponuje podobnie, ale z lekkimi zmianami:

    Absolutnie
    Transient Random-Noise Bursts With Announcements
    Emperor Tomato Ketchup
    Dots and Loops
    Cobra and Phases Group Play Voltage in the...

    Warto
    Switched On
    Peng!
    The Groop Played "Space Age Bachelor Pad Music"
    Margerine Eclipse
    Mars Audiac Quintet

    Niekoniecznie
    Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)
    Aluminum Tunes: Switched On, Vol. 3
    Sound-Dust
  • cze67 07.05.06, 13:17
    haceha napisał:

    > Niekoniecznie
    > Refried Ectoplasm (Switched On, Vol. 2)

    No nie, nie mogę się zgodzić. Więcej - skłonny jestem przenieść tę płytę w moim
    rankingu, z Warto do Absolutnie. To przecież tu znalazły się tak epokowe dla
    tego zespołu nagrania jak Lo Boob Oscillator, John Cage Bubllegum czy French
    Disko.

    --
    Yes, I'm lonely. Wanna die. Yes, I'm lonely. Wanna die.
    If I ain't dead already. Girl, you know the reason why.
  • pagaj_75 20.06.04, 10:48
    1) Absolutnie

    "The Colour of Spring" (1986) - arcydzieło muzyki pop i tyle.
    "Spirit of Eden" (1988) - szokujący zwrot w karierze i jedna z najpiękniejszych
    płyt lat osiemdziesiątych (moim zdaniem); wielkie "fuck off" Marka Hollisa dla
    przemysłu muzycznego.

    2) Warto

    "Laughing Stock" (1991) - czyli "Spirit of Eden 2", ciut słabsze, ale mimo
    wszystko warto
    "The Party's Over" (1982) - debiut, może i dyskotekowy, ale chciałbym więcej
    takiej dyskoteki.
    "Asides Besides" (1998) - dwupłytowa składanka dla fanów; po zakupie pierwszą
    płytę wyrzucamy na śmietnik (zawiera śmiertelnie nudne remiksy największych
    przebojów) i delektujemy się drugą z utworami ze stron B singli. okazuje się, że
    Talk Talk odrzuty miał absolutnie nieustępujące jakością utworom z płyt.
    "London 1986" (1998) - koncert z czasów największej popularności grupy.
    niesamowite misterium.
    "It's My Life" (1984) - drugi album grupy, właściwie kategoria "można, ale
    niekoniecznie" gdyby nie dwa utwory: "Renee" i "Tomorrow Started" + singlowe
    przeboje "Such a Shame" i "It's My Life"

    3) Niekoniecznie

    "Missing Pieces" (2001) - remanent po płycie "Laughing Stock", interesujący
    chyba tylko dla maniakalnych fanów
  • jack9 20.06.04, 11:33
    pagaj_75 napisał:

    > 1) Absolutnie
    >
    > "The Colour of Spring" (1986) - arcydzieło muzyki pop i tyle.
    > "Spirit of Eden" (1988) - szokujący zwrot w karierze i jedna z
    najpiękniejszych
    > płyt lat osiemdziesiątych (moim zdaniem); wielkie "fuck off" Marka Hollisa dla
    > przemysłu muzycznego.
    >
    > 2) Warto
    >
    > "Laughing Stock" (1991) - czyli "Spirit of Eden 2", ciut słabsze, ale mimo
    > wszystko warto
    > "The Party's Over" (1982) - debiut, może i dyskotekowy, ale chciałbym więcej
    > takiej dyskoteki.
    > "Asides Besides" (1998) - dwupłytowa składanka dla fanów; po zakupie pierwszą
    > płytę wyrzucamy na śmietnik (zawiera śmiertelnie nudne remiksy największych
    > przebojów) i delektujemy się drugą z utworami ze stron B singli. okazuje się,
    ż
    > e
    > Talk Talk odrzuty miał absolutnie nieustępujące jakością utworom z płyt.
    > "London 1986" (1998) - koncert z czasów największej popularności grupy.
    > niesamowite misterium.
    > "It's My Life" (1984) - drugi album grupy, właściwie kategoria "można, ale
    > niekoniecznie" gdyby nie dwa utwory: "Renee" i "Tomorrow Started" + singlowe
    > przeboje "Such a Shame" i "It's My Life"
    >
    > 3) Niekoniecznie
    >
    > "Missing Pieces" (2001) - remanent po płycie "Laughing Stock", interesujący
    > chyba tylko dla maniakalnych fanów


    Pełna zgoda - co do kropki...
    i należy pamietać by nie dotykać płyt z remiksami np: History Revisited,
    Remixed - szkoda mi zespołu bo wytwórnia zrobiła im wielka kzywdę, przy okazji
    tnąc ich na kasie
  • pagaj_75 20.06.04, 11:48
    jack9 napisał:

    > Pełna zgoda - co do kropki...
    > i należy pamietać by nie dotykać płyt z remiksami np: History Revisited,
    > Remixed - szkoda mi zespołu bo wytwórnia zrobiła im wielka kzywdę, przy okazji
    > tnąc ich na kasie

    To prawda. Płyta "History Revisited", podobnie jak składanka "Natural History"
    jest już zresztą niedostępna drogą oficjalną (ewentualnie na jakichś aukcjach).
    Płyta "Remixed" to dokładnie ten sam materiał co na pierwszej płycie albumu
    "Asides Besides" - nie warty nawet złamanego grosza.

    Jeśli ktoś chce mieć po prostu zbiór przebojów Talk Talk to może sobie kupić
    płytę "The Very Best of Talk Talk". Dość fajny wybór, a dodatkowo również
    ciekawy dla fanów-maniaków, którzy muszą mieć wszystko, bo zawiera singlowe
    wersje niektórych utworów, nigdzie indziej niedostępne.
  • yatzeq3 20.06.04, 14:09
    1.Koniecznie:
    "Caravanserai" - intrygujący jazzowy album z rozkładającym na łopatki "Song of
    the Wind", które wydane na innej płycie mogłoby zostać przebojem na
    miarę "Europy" (niech nikt nie używa określenia "płacząca gitara" jeśli nie
    słyszał tego kawałka) - dla mnie opus magnum Carlosa
    Trzy pierwsze płyty- "Santana", "Abraxas" i "Santana III" - niczym
    nieskrepowana radość grania, mieszanina bluesa, rocka, jazzu, folkloru
    latynoskiego i afrykańskiego,niewiarygodna sekcja rytmiczna (trzech perkusistów
    na rozlicznych egzotycznych bębnach) takie hity jak "Samba Pa Ti" "Black Magic
    Woman" i "Oye Como Va", nie słyszałem zeby ktoś potem nagrał coś choćby
    zbliżonego stylem do tego
    "Moonflower" - oprócz tytułowego hitu nieziemska energia w nagraniach live i
    najlepsza znana mi solówka na perkusji

    2.Warto posłuchać:
    "Supernatural"- bardziej popowa :( ale "corazn espinado" i "smooth" rules,
    poza tym jest jeszcze "Calling" z Ericem C.
    "Carlos Santana & Buddy Miles! Live!"- 25 minutowy kawałek na koniec rob
    wrażenie
    "Shaman" - trochę zajeżdża komercją :( ale dobrze zrobiony a "America" z P.O.D.
    jest naprawdę mocna
    "Welcome" - dziwaczny, zupełnie "niesantanowski" album, ale zawiera chyba
    najlepsze solo w dorobku Carlosa - "Flame-Sky" z J.McLaughlinem
    "Lotus"- piękna koncertówka

    3. Nie warto:
    "Shango"- powinno nazywać się "Shambo"
    "Zebop!"- jeden piękny kawałek, reszta to syf :(
    "Beyond Appearances"- już nawet ta gitara nie pomoże...
  • obly 26.09.05, 15:54
    jesli ktoś nie za bardzo lubi Santany Carlosa to koniecznie powinien posluchać
    płyty
    "Love Devotion Surrender" nagranej wraz z McLaughlinem
    Rewelacja
    Płyta jest przepiękna, Santana jest w nich najbardziej "żywy" nie jest
    plastusiowym chłopcem z rifami do "Black Magic Woman" które są piekne ale jakby
    przez bibułkę, miękkie jak z bajki.
    Nerw i emocje są w tej przeze mnie proponowanej płycie która uważam za
    najlepszą w wykonaniu tego gitarzysty.

    jak dla mnie:

    Absolutnie:

    "Love Devotion Surrender"

    www.cs.cf.ac.uk/Dave/mclaughlin/disc/full/32.html
    Nie warto
    reszta płyt C.S.

    ahoj
  • yatzeq3 20.06.04, 14:22
    Chyba każdy fan KC sformuuje ten ranking nieco inaczej, ale u mnie wygląda on
    tak:

    1.Absolutnie:
    "In The Court Of The Crimson King" - klasyka
    "Red" - album doskonały. Najlepszy znany mi riff w utworze tytułowym i piękne
    teksty. Arcydzieło
    "The Power To Believe"- dla mnie rewelacja. Ostre riffy połączone z
    eksperymentalnymi brzmieniami, do tego wspaniały wokal Belew
    "Larks' Tongues in Aspic"- genialna suita tytułowa + przepiękne "Book of
    Saturday"
    2.Można:
    "Islands"- delikatny album, krańcowo inny od "TPTB", piękne wstawki skrzypcowe,
    do tego poezja Sinfielda- najlepszego wg. mnie tekściarza w historii prog-rocka-
    i przejmujące wejście wokalisty w "The Letters"
    "Beat" - kilka świetnych, wręcz balladowych utworów obok przyprawiających o
    rozstrój nerwowy przesterowanych solówek
    "Discipline"- płyta bardzo interesująca, jak zawsze bogactwo brzmień i
    instrumentów
    "Lizard"- miałem to na kasecie i tytułowa suita zajmowała całą stronę. Druga
    strona była niestety mniej ciekawa :(

    3.Nie warto
    "Three of a perfect pair" i "In the wake of Poseidon" - przepraszam wszystkich
    sympatyków tych płyt, ale dla mnie nie do słuchania
  • cze67 20.06.04, 14:36
    yatzeq3 napisa3:

    > 3.Nie warto
    > "Three of a perfect pair" i "In the wake of Poseidon" - przepraszam
    wszystkich sympatyków tych p3yt, ale dla mnie nie do s3uchania

    Witam! Jak to juz wspomnial kolega jack, rozne sa gusta. Ja np. nie widze
    wielkiej roznicy (poza kolejnoscia wydawania) miedzy In The Court a In The
    Wake... (ktora jest dla mnie po prostu powtorzeniem wspanialego debiutu), czy
    miedzy Beat a Three of The Perfect Pair. Plyty te ustawiam wiec w moim
    prywatnym rankingu na tym samym mniej wiecej poziomie. I na pewno sa dla mnie
    "do sluchania".

    PS. A co z Thrak i Construktion?
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • joseph80 20.06.04, 18:54
    yatzeq3 napisał:


    > 3.Nie warto
    > "Three of a perfect pair" i "In the wake of Poseidon" - przepraszam
    wszystkich
    > sympatyków tych płyt, ale dla mnie nie do słuchania


    Oryginalne zestawienie muszę przyznać. Ja "In The Wake..." po prostu uwielbiam,
    w szczególności utwór tytułowy. Bajecznie piękny, jeden z najpiękniejszych
    jakie nagrał kiedykolwiek KC.
  • yatzeq3 21.06.04, 15:26
    Jak już mówiłem, to moje osobiste zestawienie. Może rzeczywiście trochę za
    nisko umieściłem "in the wake...", ale ta płyta jakoś mnie nie rusza :(
    tytułowy numer jest nawet ładny ale przegrywa ze "Starless" czy "Moonchild"
  • yatzeq3 20.06.04, 14:32
    Powinni tego posłuchać zwłaszcza ci, którzy uważają Steve'a za nieumiejącego
    komponować "wymiatacza" i stawiają obok Van Halena i Malmsteena (których
    zresztą obydwu zastępował swego czasu w zespołach Davida Lee Rotha i Alcatrazz)

    1.Koniecznie:
    "Flex-able"- zabawa brzmieniami, niesamowite efekty dźwiękowe, pół minuty
    autentycznie "gadającej" gitary w "Next Step Earth"
    "Passion & Warfare"- takiej ballady jak "For the love of God" nie powstydziłby
    się sam Santana czy Gary Moore
    "Fire Garden" - dopiero tu widać, że drugim nauczycielem Steve'a obok
    Satrianiego był Frank Zappa! Tytułowa suita budzi podziw, do tego znów
    eksperymenty z brzmieniem i efektami, jak zawsze powalająca technika,
    fenomenalnie zmiksowane głosy w "Whookam", "Frank" dedykowany zmarłemu
    mistrzowi... Triuf Vaia jako kompozytora

    2.Warto:
    "The Ultra Zone"
    "Alien Love Secrets"
    czyli to co zwykle- 1.eksperymenty 2. ciekawe kompozycje 3.nieziemskie solówki

    3.Takie sobie:
    "Alive in an Ultra World"
    "Sex & Religion"
    tu jest niestety tylko to trzecie :(
  • kubasa 20.06.04, 14:38
    1. Trzeba

    Swordfishtrombones
    Rain Dogs
    Closing Time
    Alice


    2. Warto

    Bone Machine
    The Heart of Satruday Night
    Small Change

    3. Można

    Blood Money
    Black Rider
    Heartattack and Vine
    Blue Valentine

    4. Niekoniecznie

    Foreign Affairs
    Mule Variations
    Nighthawks At The Diner


    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • martolka 20.06.04, 14:48
    ...miałam napisać:

    Na pewno:

    1. Black Market Music
    2. Without You I'm Nothing

    Dobrze by było:

    1. Sleeping With Ghosts

    Jak ktoś chce:

    1. Placebo

    :-)))
  • martolka 20.06.04, 14:54
    Trzeba się zaopatrzyć w płyty:

    1. Pornography
    2. The Head on the Door
    3. Kiss Me...
    4. Disintegration
    5. Bloodflowers

    Wszystkie super. A co do reszty to wedle uznania. Ja nie posiadam.
  • nemrrod 20.06.04, 15:10
    martolka napisała:

    > ...miałam napisać:
    >
    > Na pewno:
    >
    > 1. Black Market Music
    > 2. Without You I'm Nothing
    >
    > Dobrze by było:
    >
    > 1. Sleeping With Ghosts
    >
    > Jak ktoś chce:
    >
    > 1. Placebo
    >
    > :-)))

    A ja debiut bardzo lubię!
    Subiektywnie rzecz biorąc, wyglądałoby to tak:

    Trzeba:
    Placebo
    Without You I'm Nothing

    Można:
    Black Market Music

    Niekoniecznie:
    Sleeping With Ghosts
  • martolka 20.06.04, 15:25
    > Subiektywnie rzecz biorąc

    bo to jest ekstremalnie subiektywny wątek :-)

    Osobiście też lubię debiut. No ale.
  • ilhan 20.06.04, 14:51
    1. Trzeba

    Parklife
    Think Tank

    2. Warto

    Modern Life Is Rubbish
    The Great Escape
    Blur
    13

    3. Niekoniecznie

    Leisure

    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • pagaj_75 20.06.04, 17:27
    Trzynastka tylko "warto"? Wybacz Ilhan, ale dla mnie ta płyta ociera się o geniusz.
  • ilhan 20.06.04, 18:03
    pagaj_75 napisał:

    > Trzynastka tylko "warto"? Wybacz Ilhan, ale dla mnie ta płyta ociera się o
    > geniusz.

    Wybaczcie mi fani Trzynastki, ale nie trafia do mnie jej geniusz :)

    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • pagaj_75 20.06.04, 22:52
    ilhan napisał:

    > Wybaczcie mi fani Trzynastki, ale nie trafia do mnie jej geniusz :)

    Tak to już bywa z piłkarzami ;P
  • foxy21 20.06.04, 18:30
    kubasa napisał:

    > 1. Trzeba
    >
    > Swordfishtrombones
    > Rain Dogs
    > Closing Time
    > Alice
    >
    >
    > 2. Warto
    >
    > Bone Machine
    > The Heart of Satruday Night
    > Small Change
    >
    > 3. Można
    >
    > Blood Money
    > Black Rider
    > Heartattack and Vine
    > Blue Valentine
    >
    > 4. Niekoniecznie
    >
    > Foreign Affairs
    > Mule Variations
    > Nighthawks At The Diner


    Obiektywna to ja nie bede, bo ja kocham calego Waitsa!
    Nie ma tu plyt z serii "niekoniecznie",
    a "Blood Money" czy "Blue Valentine" to tez koniecznie!
    Ale z Waitsem to jest tak, ze albo sie go kocha absolutnie,
    albo nie lubi.
    pozdr,


    --
    "Milosc jest slepa, Bog jest miloscia: zatem Ray Charles musi byc Bogiem!"
  • cze67 20.06.04, 18:32
    foxy21 napisała:

    > Obiektywna to ja nie bede, bo ja kocham calego Waitsa!
    > Nie ma tu plyt z serii "niekoniecznie",
    > a "Blood Money" czy "Blue Valentine" to tez koniecznie!
    > Ale z Waitsem to jest tak, ze albo sie go kocha absolutnie,
    > albo nie lubi.

    Mam to samo!
    Przypominam cytat z trojmiejskiego muru: "Foxy ma rację".

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • foxy21 20.06.04, 18:39
    cze67 napisał:

    > foxy21 napisała:
    >
    > > Obiektywna to ja nie bede, bo ja kocham calego Waitsa!
    > > Nie ma tu plyt z serii "niekoniecznie",
    > > a "Blood Money" czy "Blue Valentine" to tez koniecznie!
    > > Ale z Waitsem to jest tak, ze albo sie go kocha absolutnie,
    > > albo nie lubi.
    >
    > Mam to samo!
    > Przypominam cytat z trojmiejskiego muru: "Foxy ma rację".

    Ale z Waitsem tak masz?
    Niedlugo ukarze sie jego nowa plyta:)
    Podoba mi sie ten napis, musze go zobaczyc:)


    --
    "Milosc jest slepa, Bog jest miloscia: zatem Ray Charles musi byc Bogiem!"
  • cze67 20.06.04, 18:43
    foxy21 napisała:

    > Ale z Waitsem tak masz?

    A z kim? Jasne, że z Waitsem. Podoba mi się każda jego płyta. Dosyć niezwykłe,
    zważywszy, że nawet przy Beatlesach tak nie mam.

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • kubasa 20.06.04, 23:27
    foxy21 napisała:


    > Ale z Waitsem to jest tak, ze albo sie go kocha absolutnie,
    > albo nie lubi.
    > pozdr,
    >

    Czyli ja nie lubie?


    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • kubasa 20.06.04, 14:43
    1. Trzeba

    OK Computer
    Kid A
    The Bends

    2. Mozna

    Amnesiac
    Hail to The Thief

    3. Niespecjalnie

    Pablo Honey
    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • nemrrod 20.06.04, 15:12
    kubasa napisał:

    > 1. Trzeba
    >
    > OK Computer
    > Kid A
    > The Bends
    >
    > 2. Mozna
    >
    > Amnesiac
    > Hail to The Thief
    >
    > 3. Niespecjalnie
    >
    > Pablo Honey

    A ja jak zwyklę będę bronił Amnesiaca. I zamieniłbym miejscami Amnesiac i The
    Bends.
  • bleri 20.06.04, 15:58
    A ja zamieniłabym miejscami The Bends z Hail to the thief. Ta pierwsza płyta to
    ciągle "stare" Radiohead z przebłyskami geniuszu, ale Hail.... to już wybitnie
    nowa droga geniusza. :-)
  • martolka 20.06.04, 14:50
  • kubasa 20.06.04, 14:54
    Trzeba

    Dark Side Of The Moon
    Wish You Were Here
    Animals

    Warto
    Atom Heart Mother
    The Wall
    Piper At The Gates Of Dawn
    Meddle

    Mozna

    A Saucerful Of Secrets
    Ummagumma
    London 66-67

    Niewarto

    A Momentary Lapse Of Reason
    Final Cut
    The Division Bell

    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • martolka 20.06.04, 14:56
    The Wall tylko w 'warto'? :-)
  • kubasa 20.06.04, 14:57
    martolka napisała:

    > The Wall tylko w 'warto'? :-)

    Az w "warto" :)
    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • martolka 20.06.04, 14:58
    Nie no. Się nie zgodzę.:-)
  • ilhan 20.06.04, 15:05
    1. Absolutnie

    Z rozmyślań przy śniadaniu (chyba najlepszy ich album, polsko-brytyjska płyta wszechczasów :))
    Miłość w czasach popkultury

    2. Warto

    Myslovitz
    Korova Milky Bar

    3. Niekoniecznie

    Sun Machine

    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • martolka 20.06.04, 22:16
    ja bym jednak do absolutów wrzuciła i Korova MB
  • jo_loop 20.06.04, 22:34
    Myslovitz do "trzeba", a Korova do "można" :D
  • cze67 20.06.04, 15:02

    Absolutnie
    Dark Side of The Moon
    Animals
    The Piper at the Gates of Dawn
    Atom Heart Mother

    Warto
    A Saucerful of Secrets
    Wish You Were Here
    Ummagumma
    Meddle
    The Wall

    Niekoniecznie
    More
    Obscured by Clouds
    The Final Cut
    A Momentary Lapse of Reason  
    The Division Bell

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • ilhan 20.06.04, 14:56
    1. Absolutnie

    The Queen Is Dead
    The Smiths
    Singles

    2. Warto

    Meat Is Murder
    Strangeways, Here We Come


    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • kubasa 20.06.04, 14:58
    1. Absolutnie

    Queen Is Dead

    2. Warto

    The Smiths
    Singles


    3. Mozna

    Strangeways, Here We Come

    4. Nietrzeba

    Meat Is Murder
    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • pagaj_75 20.06.04, 17:21
    No to ja też walnę swoją klasyfikację Floydów. Uczciwie przyznaję się, że nie
    znam płyt filmowych (czyli "More" i "Obscured by Clouds"), jak widzę kubasa
    chyba też nie zna :). Pomijam też koncerty (za wyjątkiem, co zrozumiałe, Ummagummy).

    1) Trzeba

    "The Piper at the Gates of Dawn" - klasyka rocka psychodelicznego, czy się to
    komuś podoba czy nie
    "Atom Heart Mother" - cóż poradzę na to, że to mój ulubiony album...
    "The Dark Side of the Moon" - bez komentarza
    "Wish You Were Here" - najbardziej "kolorowa" ze wszystkich płyt PF
    "The Wall" - tak, kubaso, ten album TRZEBA poznać, choćby po to, żeby sobie
    wyrobić o nim opinię. ale zgodzę się, że z wymienionych w tym punkcie albumów
    jest ostatni w kolejce do poznania

    2) Warto

    "Meddle" - odrobinę gorsza replika AHM
    "Animals" - bardzo fajny, rockowy album i tyle.
    "A Momentary Lapse of Reason" - może to i nie stricte Pink Floyd, ale naprawdę
    robi wrażenie (na mnie)

    2a) Można
    "A Saucerful of Secrets" - przymiarka do przyszłych arcydzieł
    "Ummagumma" - album studyjny marny, ale koncertowy zajebisty. dlatego tak ciężko
    mi było się zdecydować gdzie go umieścić..

    3) Niekoniecznie
    "The Final Cut" - czyli marudzenie Rogera Watersa na temat wojny, ale czysto
    muzycznie słabiuuuuutko
    "The Division Bell" - niby powrót do WYWH, ale po co?
  • joseph80 20.06.04, 18:59
    Moje zdanie o PF, jest juz raczej znane:D,
    ale zrobię to zestawienie.
    Warto:
    Piper at The Gates Of Dawn
    A Saucerful of Secrets

    reszta, zdecydowanie nie warto. Bo jak się raz znudzi to już nie ma się ochoty
    wracać. Przynajmniej ja tak mam. Aha, proszę nie wieszać na mnie psów. To jest
    wyłącznie moja opinia. Nadmienię, że znam wszystkie albumy PF z wyjatkiem More.

    pzdr
    Jos
  • pagaj_75 20.06.04, 19:49
    joseph80 napisał:

    > Moje zdanie o PF, jest juz raczej znane:D,
    > ale zrobię to zestawienie.
    > Warto:
    > Piper at The Gates Of Dawn
    > A Saucerful of Secrets

    To mnie zaskoczyłeś, Dżozef :) Myślałem, że będziesz się upierał przy jakimś
    Wish You Were Here, a tu wczesny Flojd. No no... :)
  • joseph80 25.06.04, 00:18
    pagaj_75 napisał:


    > To mnie zaskoczyłeś, Dżozef :) Myślałem, że będziesz się upierał przy jakimś
    > Wish You Were Here, a tu wczesny Flojd. No no... :)

    Heh... uwielbiam Syda, i żałuję, że nie ma jakiegoś porządnego zapisu koncertu
    PF, z okresu w którym kazdy koncert to była wielka improwizacja.
  • ihopeyouwilllikeme 21.06.04, 18:40
    joseph80 napisał:

    > reszta, zdecydowanie nie warto

    Dżozef, szanuje Twoje zdanie, ale uważaj z takimi opiniami, bo możesz komuś
    odebrać przyszły ulubiony zespół :D Ludzie, Pink Floyd nie są tacy źli, serio :D
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • joseph80 25.06.04, 00:21
    ihopeyouwilllikeme napisał:


    > Dżozef, szanuje Twoje zdanie, ale uważaj z takimi opiniami, bo możesz komuś
    > odebrać przyszły ulubiony zespół :D Ludzie, Pink Floyd nie są tacy źli,
    serio :


    PF nie jest złym zespołem, szczególnie na muzyczne rozruszanie się:D. Bo gdy
    się wchodzi głebiej i głebiej w muzykę lat 60/70, to się odnosi wrażenie, że PF
    to przeciętny zespół, z rewelacyjnym debiutem. Ale jako zespól przecierający;)
    jest OK.
  • roar 21.06.04, 20:27
    kubasa i paru innych napisali:

    > Niewarto
    >
    > Final Cut
    > The Division Bell

    ...a mnie aż skręciło. Bardzo proszę o ponowne przesłuchanie obu tych płyt i zweryfikowanie swoich opinii. Zaręczam, że warto. Zdaję sobie sprawę, że są to nagrania w działalności PF ekstremalne, mało reprezentatywne (zwłaszcza Final Cut, który właściwie jest solowym albumem Rogera), ale to nie powód, żeby je tak lekką ręką odrzucać.
  • kubasa 21.06.04, 20:29
    roar napisał:

    > kubasa i paru innych napisali:
    >
    > > Niewarto
    > >
    > > Final Cut
    > > The Division Bell
    >
    > ...a mnie aż skręciło. Bardzo proszę o ponowne przesłuchanie obu tych płyt i
    zw
    > eryfikowanie swoich opinii. Zaręczam, że warto. Zdaję sobie sprawę, że są to
    na
    > grania w działalności PF ekstremalne, mało reprezentatywne (zwłaszcza Final
    Cut
    > , który właściwie jest solowym albumem Rogera), ale to nie powód, żeby je tak
    l
    > ekką ręką odrzucać.

    Faktycznie. Powodem jest ich slaba jakosc.


    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • cze67 21.06.04, 20:40
    roar napisał:

    ale to nie powód, żeby je tak lekką ręką odrzucać.

    Nie, nie lekką ręką. Z ciężkim sercem. Bo np. Final dosyć lubię, mam do niej
    sentyment. Ale to monotonna płyta, która do wizerunku Pink Floyd nie wnosi
    niczego nowego, niczego czego byśmy nie usłyszeli na The Wall.
    A płyt bez Watersa zwyczajnie nie lubię. Chociaż są na nich ciekawe momenty...
    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • jazzkam 20.06.04, 15:10
    i witam przy okazji.

    a teraz uwaga, pytanie: jakiego kalibru te zespoly maja byc? muszą być sami
    giganci? albo ile plyt muszą wydać? ;-)
  • ilhan 20.06.04, 15:12
    jazzkam napisał:

    > i witam przy okazji.
    >
    > a teraz uwaga, pytanie: jakiego kalibru te zespoly maja byc? muszą być sami
    > giganci? albo ile plyt muszą wydać? ;-)

    Nie muszą, czyli tak, mozesz dać Travisa ;))))

    --
    first time you're there, it really gets you up
    second time's alright, but it's just not enough, no
  • cze67 20.06.04, 15:17
    ilhan napisa3:

    > Nie muszą, czyli tak, mozesz dać Travisa ;))))

    Wlasnie.

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/
  • nierymek 20.06.04, 23:22
    No to ja spróbuję:

    Trzeba:
    - Goo
    - Dirty
    - Experimental Jet Set, Trash and No Star
    - Washing Machine
    - A Thousand Leaves
    - NYC Ghosts and Flowers

    Warto:
    - Bad Moon Rising
    - Sister
    - EVOL
    - Daydream Nation
    - Murray Street

    Niekoniecznie:
    - Confusion is Sex (Plus Kill Yr. Idols)
    - The Whitey Album


    Do Sonic Nurse jeszcze się nie ustosunkuję, bo za mało słuchałem tej płyty.

    --
    Wzdęcia
    Blog
  • kubasa 20.06.04, 23:26
    nierymek napisał:

    > Warto:

    > - Daydream Nation

    Trzeba. Zdecydowanie trzeba.


    --
    Where the clouds are like headlines
    On a new front page sky
    My tears are salt water
    And the moon's full and high
  • nefil 20.06.04, 15:46
    Midnight Oil

    Koniecznie:
    Diesel and Dust
    Blue Sky Mining

    Warto:
    Place without a postcard
    Capricornia
    Scream in Blue

    Mozna:
    Earth and Sun and Moon
    Head Injuries

    Niekoniecznie:
    10,9,8,7,6,5,4,3,2,1,0
    Breathe
    Redneck Wonderland
    Red Sails in the Sunset
  • ihopeyouwilllikeme 20.06.04, 16:02
    Warto:

    Return Of Saturn
    Tragic Kingdom

    Można:

    Beacon Street Collection
    No Doubt

    Absolutnie nie:

    Rock Steady
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • jack9 20.06.04, 16:21
    martolka napisała 20.06.2004 14:54


    Trzeba się zaopatrzyć w płyty:

    1. Pornography
    2. The Head on the Door
    3. Kiss Me...
    4. Disintegration
    5. Bloodflowers

    Wszystkie super. A co do reszty to wedle uznania. Ja nie posiadam.

    Uważam ze płyta "Faith" warta jest ustawienia w jednym rzędzie z tymi które
    wymieniła martolka...za to "Head on the Door"
    przesunąłbym do kategorii - "Można posłuchać" wraz z
    - The Top
    - 17 Seconds
    - Wish
    - Wild Mood Swings
    - Japanese Whispers
    - Concert

    Niekoniecznie
    -Boys Dont Cry czy też Three Imaginary Boys

    A odradzam
    -Mixed Up
  • ihopeyouwilllikeme 20.06.04, 16:41
    Trza:

    In Rock
    Machine Head
    Made In Japan
    Perfect Strangers

    Warto:

    Fireball
    Concerto For Group And Orchestra
    Burn
    Stormbringer
    Purpendicular
    The Battle Rages On

    Można:

    Shades Of Deep Purple
    The Book Of Taliesyn
    Who Do We Think We Are
    Come Taste The Band
    Bananas
    Deep Purple

    Niekoniecznie:

    Abandon
    The House Of Blue Light
    Slaves And Masters
    --
    We are family...
    forum.interference.com/t91674.html
  • cze67 20.06.04, 17:37
    nefil napisał:

    > Midnight Oil
    >
    > Koniecznie:
    > Diesel and Dust
    > Blue Sky Mining

    Hi,hi mam obie...

    --
    www.beatles.kielce.com.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka