Dodaj do ulubionych

Best of 2004 - Prequel

26.11.04, 14:04
Subiektywny i bezcelowy komentarz na marginesie.

Już niedługo, ktoś kto bardzo będzie chciał być pierwszy, zamieści swoją
listę najlepszych płyt 2004 r.(a kilka krążków jeszcze się nie ukazało i te
najnowsze, jak widać, nie do końca przesłuchane). Nie mam takich ambicji (bo
nie mam żadnej ambicji) i odstępuję ten zaszczyt komuś szybkiemu, bądź
(co lepsze) założycielowi. Patrząc na wpisy o rozczarowaniach, zauważyłem, że
wasze głosy pokrywają się z moimi przemyśleniami o kondycji muzyki w tym roku
(nie wpisuję się tam: żaden honor kopać leżącego). Tak naprawdę w tym roku
nic mną nie wstrząsnęło. Nie było żadnego muzycznego trzęsienia ziemi, nie
pojawił się żaden nowy artysta, czy też band, za który dałbym się pokrajać,
nie było nowego stylu muzycznego (grime to tylko moda). Słowem: nuda, brak
akcji jest...
Ale ta stagnacja, niekoniecznie musi być zła. Pod powierzchnią oficjalnych
trendów, pulsują juź nowe prądy (i hope so) i wiosna będzie nasza (a lato
Muminków)!
Ogólnie: zespoły gitarowe trzymają się mocno (nawet więcej: są popularne),
mocny rock zaczyna otrząsać się z numetalu, elektronika jest coraz bardziej
akustyczna, a jazz łączy się ze wszystkimi rodzajami muzyki tworząc nową
jakość (czyżby to była przyszłość Muzyki? - nie mam nic
przeciwko!). "Artyści" mainstreamowi nie zawodzą. Jeżeli ktoś myślał, że
właśnie słyszy najgorsze gówno w życiu - jeszcze wszystko przed nim (BTW -
naiwnością jest spodziewać się czegoś po produkcie, za którym stoi przemysł,
tworzonym dla zysku, dla maksymalnego targetu: brrr!).
A u nasz? Oficjalne przekaziory i wielka piątka (czwórka?) dostrzegają
młodych, ale nie zaryzykują. Bezpieczniej zainwestować w produkt
lub "gwiazdę" (kto to kupuje?, naprawdę nie wiem). Minimax 2 i BisLista
pokazują, że jest spory potencjał. Ratunek w niezależnych wytwórniach (oby
tylko na hiphopolo się nie zatrzymały). Co do cen płyt; podobno spadają (czy
wiecie, po ile najnowsza płyta Budzyńskiego?) ale do poziomu bazarowego im
daleko.

Taa, brakuje mi zakończenia, ale nie koniec roku jeszcze i mogę przecież na
Was liczyć.



Edytor zaawansowany
  • ilhan 26.11.04, 14:18
    Powiem tylko co do podsumowania roku, że byłbym za tym, żebyśmy sobie zrobili takie głosowanie jak w ubiegłym roku na Forum Muzyka (10 lub 20 płyt). I nawet mogę podliczyć. Ale to może za jakieś 2 tygodnie, bo jeszcze mam kilka istotnych pozycji do odsłuchania.

    Rok jest specyficzny i nie oceniałbym go krytycznie. Owszem, płyt wybitnych (pomijamy oczywiste "SMiLE") praktycznie nie było (dla mnie ewentualnie mogłoby to być Arcade Fire, jednak to dyskusyjne). Wyszło jednak straszliwie dużo albumów po prostu dobrych, takich na 7-8/10, wśród nich wiele debiutów wykonawców, którzy mogą w przyłości coś znaczyć. Było czego słuchać.

    Przyszłość muzyki jest nieodgadniona :) Można się zastanawiać czy jazz z rockiem, czy rock z muzyką taneczną, czy może z elektroniką - wątpię jednak czy takie dywagacje znajdą jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości: siła 2004 roku tkwiła jednak w różnorodności, bo w praktyce każdą z moich ulubionych tegorocznych płyt mogę podpiąć pod inną szufladkę. Oczywiście cieszy dostrzegalny wzrost zainteresowania muzyką gitarową, nawet pomimo wątpliwej jakości wielu popularności pozycji. Odnoszę jednak wrażenie, że ta dekada wciąż czeka na swoje odpowiedniki Oasis czy Nirvany. Może 2005 rok przyniesie narodziny takiego zjawiska, może Trail Of Dead z nową płytą, a może (co bardziej prawdopodobne) ktoś inny.
  • humbak 26.11.04, 15:08
    Jeśli chodzi o te Topy, to ja proponuję odłożenie tego na styczeń. Przyczyna prosta- nie wiem jak inni, ale ja 3 pozycje na które mocno liczę dostanę w moje łapi dopiero w grudniu i to nie na początku.
    Jeśli chodzi o muzykę, to widać ewidentnie że wszędzie w mniejszym lub większym stopniu wkrada się elektronika. Różne bajery breaki i wszelakie efekty specjalne. Nic nowego. Nie wiem, czemu ten rok należałoby uważać za jakiś słabszy od poprzdnich, choć ja też nie zauważyłem żadnego przełomu (łał, a przecież ja taki obeznany jestem;)).
    A jeśli chodzi o przełomy to kto wie może one jednak nastąpiły, ale nie pojawił się jeszcze nikt kto by to wyciąnął na światło dzienne. Bo ja bezczelnie uważam, że to nie Ci znani robią rewolucję. Oni ją tylko popularyzują (ortodoks by pewnie powiedział coś o sprzedawaniu).
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • jazzkam 26.11.04, 15:28
    Popieram ranking w styczniu. A czy ktoś na Forum Muzyka bezczelnie nie zrobi
    takiego? :P Czy tam zostali jeszcze jacyś ludzie, co pamiętają?

    Wg mnie rok nie był może powalający, a do tego nie było płyty, którą bym tak
    pokochał jak UNKLE w ubiegłym roku. No ale nie jest wcale tak źle, wychodzi
    dużo nowej polskiej muzyki, a BMG nawet wydało sympatyczne Braty z Rakemna, co
    jest dla mnie szokiem i dobrą prognozą na przyszłość.
  • ilhan 26.11.04, 18:02
    Dobrze że się wpisałeś, bo zapomniałbym o tych kołkach z UNKLE. Ich występ to prawdopodobnie koncertowa porażka dekady.
  • ayya 26.11.04, 17:35
    To był dobry rok. Tylko dobry rok. Brak płyt wybitnych i sporo płyt
    ponadprzeciętnych (na 7-8/10 jak słusznie zauważył Ilhan).
    Ja oceniam ten rok po 1) jako rok genialnego "SMiLE", które nijak pasuje do
    współczesnej, muzycznej rzeczywistości, 2) fajnych britrockowych debiutów
    (Franz Ferdinand, Razorlight, Colour Of Fire, Kasabian), 3) singer/songwriterów
    (na czele z Costello i PJ Harvey czy mniej popularnych CocoRosie, Banhart,
    Feist), 4) innych ciekawych wykonawców :) (np. Fiery Furnaces, Arcade Fire, The
    Dresden Dolls).
    Mam tylko nadzieje, że rok 2005 będzie o niebo lepszy :)

    PS Plebiscyt na forum tylko i wyłacznie w styczniu! :)
  • nemrrod 26.11.04, 18:40
    Refleksji na temat 2004 roku w muzyce mam niewiele, a to dlatego że w moim
    poznawaniu i słuchaniu muzyki chronologia nie ma żadnego znaczenia. Poznałem
    niewiele płyt z 2004 r., właściwie to nawet nie zastanawiam się w którym roku
    dana płyta wyszła. Dlatego raczej nie wezmę udziału w rankingu :) Nie lubię też
    pogoni za nowościami i debiutantami (mam za duże zaległości w tzw. klasyce ;)).
    Nie znam w całości żadnej płyty wykonawców wymienionych przez Ayyę ;) Poza
    "SMiLE", które jest dla mnie największą tajemnicą tego roku. Nie rozumiem ani
    tej muzyki, ani jej fenomenu...
  • ilhan 26.11.04, 18:58
    nemrrod napisał:

    > Poza
    > "SMiLE", które jest dla mnie największą tajemnicą tego roku. Nie rozumiem ani
    > tej muzyki, ani jej fenomenu...

    A to jest dla mnie ciekawe, że ktoś lubi The Shins, a Wilsona nie :)
  • nemrrod 26.11.04, 20:02
    ilhan napisał:

    > A to jest dla mnie ciekawe, że ktoś lubi The Shins, a Wilsona nie :)

    No widzisz, też mnie to dziwi... Może czegoś innego oczekiwałem. A może po
    prostu wolę młodych, prostych chłopców ;)))))

  • ayya 26.11.04, 19:01
    nemrrod napisał:

    > Nie lubię też
    > pogoni za nowościami i debiutantami

    Sugerujesz, że gonię za nowościami??? :>>>
    A CocoRosie warto poznać w całości :)))
  • ilhan 26.11.04, 19:13
    ayya napisała:

    > Sugerujesz, że gonię za nowościami??? :>>>

    Nieświadomie chyba to robimy :) Powiem za siebie: tak szczerze, przesłuchałem jakieś 50-60 tegorocznych albumów i zważywszy na ich faktyczną wartość to pewnie 15, maksymalnie 20, naprawdę warto było poznać. Zresztą widać to choćby po stosunku do płyt z 2003: tak naprawdę w tej chwili wracam może do 5 tytułów z tamtego roku.
  • nemrrod 26.11.04, 20:00
    ayya napisała:

    > Sugerujesz, że gonię za nowościami??? :>>>

    Źle się wyraziłem. Bycie na bieżąco z nowościami to nic złego przecież.
    Napisałem "nie lubię" a powinienem "nie gonię". :)
    A CocoRosie już od dawna jest na Liście Płyt Które Muszę Poznać.
  • cze67 26.11.04, 20:09
    Zgodnie z sugestiami, wątek o najlepszych płytach tego roku zostanie założony w
    pierwszych dniach roku przyszłego. Wszelkie ewentualne wcześniejsze takie wątki
    będą bezwzględnie tępione!

    Rzekłem.
    --
    The Beatles
    Genesis
  • ayya 26.11.04, 20:24
    No więc tak przyznaję się, że jestem w posiadaniu ok. 60 płyt (może więcej, ale
    nie liczę) płyt z 2004 roku z czego może 2/3 przesłuchałam. Chyba trochę gonię
    za nowościami ;))) Ale za to mogę śmiało wystawić sobie banie ze znajomości
    klasyki niestety. Ja bym chciała wracać np. do dobrych płyt z 2003, ale
    problemem jest brak czasu. Życia by nie starczyło, żeby wszystko przesłuchać :)
  • dziewczyna_mickiewicza 26.11.04, 21:00
    o, widzisz, a ja mam zupelnie inny problem:) jesli polubie jakas plyte, jesli
    zakocham sie w jej kompozycjach, to nie zarzuce jej dla czegos nowego... wrecz
    przeciwnie: zarzuce poznanie czegos nowego, chocby mnie nie wiem, jak kusilo po
    to, by sluchac dalej tamtego... bardzo czesto wracam do plyt dawno i niedawno
    poznanych, bo po prostu lubie. nie moglabym sluchac w kolko czegos nowego, bo
    czemu sluzyloby poznawanie tego, jesli nie moglabym juz do tego powroci z braku
    czasu..?
    --
    "coffee, a little bit of cream, no sugar because i'm already too sweet"
    (ryan adams)
  • humbak 28.11.04, 01:06
    To ja się tu dopiszę bo mam jeszcze innaczej. Nie mam mianowicie czasu zagłębiać się w dyskografie. Poza wyjątkami moja znajomość ogranicza się zazwyczaj do dwóch trzech albumów wykonawca. Często jest to tylko jeden... I dla mnie jest to problem.
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • grimsrund 28.11.04, 16:12
    Klasyczny objaw choroby pogoni za nowościami, nawet jeśli nie goni się za
    nowościami :)

    Moją metodą jest brak metody... poza jedną: byle taniej (chodzi o płyty
    oczywiście), a jeśli się da - dyskografiami. Wsza czegoś trzeba się trzymać :)

    --
    Heniek (nie movie)
    Heniek (nie movie)
    Heniek (nie movie)
    Bo Heniek nie movie już nic
  • humbak 28.11.04, 19:57
    W zasadzie tak. Gonię, ale nie dlatego że są nowe, ale dlatego, że mnie interesują. Myślę jednak że to się z czasem zmieni i jak już będę muzycznym dziadkiem to nie będzie mi się chciało nigdzie gonić. A co do ceny to rozumiem:)
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • humbak 28.11.04, 01:01
    O to to! Ja na przykład nie zdziwię się jak al;bumem roku będzie u mnie... bo ja wiem? Na przykład Kathak Triloka Gurtu, albo Outcastwe New Breed UK. Przy czym ja zaległości w klasyce nadrabiam wg. własnego uznania i niejeden spec posądziłby mnie tu o czysty kretynizm czy coś:)
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • d84 26.11.04, 20:31
    Słaby rok

    Weterani, może za wyjątkiem Cave'a, byli dalecy od optymalnej dyspozycji.
    Debiuty w przeważającej większości nijakie, kilka perełek typu TV On The Radio
    nie zmienia ogólnego obrazu. W ogóle w kwestii debiutów u mnie dochodzi do
    kuriozalnej sytuacji, w której na top 10 2004 znalazłby się Franz Ferdinand, za
    którym specjalnie nie przepadam :)

    Ilhan says:

    >Odnoszę jednak
    wrażenie, że ta dekada wciąż czeka na swoje odpowiedniki Oasis czy Nirvany.

    Podpisuję się pod tym i dodam, że najgorsza jest ta bezbarwność, zupełny brak
    charyzmy; w tym tkwił największy problem muzyki rockowej w 2004

    Na innych polach było lepiej, elektronika i czarna muza trzymają sie dobrze -
    mimo tego, że mniej uważnie sledzę te gatunki to byłbym w stanie wymienić
    trochę płyt, do których będę często wracać

    Polskiej muzyki nie komentuję, po co kopać leżącego
  • ilhan 26.11.04, 21:13
    d84 napisał:

    > Podpisuję się pod tym i dodam, że najgorsza jest ta bezbarwność, zupełny brak
    > charyzmy; w tym tkwił największy problem muzyki rockowej w 2004

    Nie tylko 2004, w ogóle ostatnich lat. Nietrudno zauważyć, że wiodącymi postaciami wciąż w ostatnich lat pozostali tacy ludzie jak Albarn czy Yorke. Gdzie nowi frontmani pokroju Andersona, Gallaghera czy Veddera? Gdzie charakterystyczni gitarzyści jak Butler czy McCabe? Ostatnimi dniami zarzuciłem sobie po przerwie "Urban Hymns" i przeraziła mnie dojrzałość i poziom tamtego songwritingu - a takich płyt nawet w latach 90-tych jest przecież więcej. "Dziś już takich piosenek się nie pisze" - oto mój wniosek. Być może ulegam nieco magii tych zasłużonych płyt sprzed dekady i nieco idealizuję tamte rzeczy, ale wydaje się, że wtedy zespoły pokroju Franz Ferdinand grały w drugiej lidze.
  • kwiat_paproci 26.11.04, 22:04
    a ja, po krótkim namyśle stwierdzam, że przesłuchałam jakieś 16 płyt z tego
    roku. W porównaniu z ubiegłym rokiem to w pogoni za nowościami wypadam
    słabiutko, nawet nie znam połowy z zespołów o których teraz piszecie. Ale za to
    nie trafiłam na jakieś specjalnie kiepskie nowe płyty, więc może jakiś naciągany
    ranking zrobię. Jednak nie uważam tego roku za stracony, bo wracałam często do
    moich ukochanych płyt i za starsze rzeczy też się w końcu zabarałam...
    --
    My chcemy do nieba,
    My chcemy kebaba...
  • d84 26.11.04, 23:56
    Czytasz w moich myślach ;)

    Tuż po umieszczeniu poprzedniego posta zorientowałem się, że ta bezbarwność
    odnosi się właściwie do całej obecnej dekady. Zaryzykuję stwierdzenie, że
    będzie to najgorsza dekada w historii muzyki rockowej - może i za wcześnie na
    takie osądy, choć z drugiej strony mamy już prawie połowę za sobą i jest
    nierewelacyjnie. W dodatku nie widzę jakichś nowych nurtów - mamy indie rock i
    nie-indie rock

    Wracając do sedna sprawy, charyzmatycznych rockmanów na horyzoncie nie widać;
    nawet w lepszych współczesnych zespołach. Trail... czy Interpol, mimo tworzenia
    dobrej muzyki, pozostają dla mnie "anonimowymi" artystami; to nie są ludzie
    pokroju Cobaina, Andersona czy nawet Jonathana Davisa. Nie ma genialnych duetów
    typu Anderson/Bulter czy Albarn/Coxon. Nie sądze żeby poszły za dzisiejszymi
    gwiazdami tłumy zwolenników i naśladowców.

    Dochodzi jeszcze kwestia vintage'owej zrzynki, ale to temat na osobną dyskusję.
    Można stwierdzić że każdy coś od kogoś pożycza - tylko jak zrzynają np. Franz
    Ferdinand, a jak robili to Suede

    Nawet 10 lat temu to wyglądało inaczej. Liama Gallaghera można było lubić lub
    nie, uważać za bossa albo buraka. Ale nie dało się powiedzieć, że jest nijaki.
    Ponadto, wszystkie przykłady to zaledwie miniona dekada. Nie wiem, czy gdybym
    dziś miał 13 lat i zobaczył w TV np. Franza to zainteresowałbym się tą całą
    muzyką. Dobrze, że za moich czasów puszczali Blur ;)

    Jeśli rzeczywiście ulegasz tej magii, to przynajmniej nie jesteś sam ;)
  • mameluch 27.11.04, 00:16
    nie wiem, pewnie jestem w zdecydowanej mniejszosci, ale chyba wole takich
    wlasnie szarych wykonawcow. znaczy sie nie zwracajacych na siebie uwagi otoczka.
    choc lubie i Nirvane i Oasis to w ich wizerunkach najbardziej kluje mnie w oczy
    to ze ciagle gdzies byli obecni, na jezykach przez szereg lat przez co muzyka
    zeszla troche na dalszy plan. chociaz z drugiej strony jest tak jak piszecie, ze
    zachowanie idoli daje impuls do rozwoju mlodszych kapel ktore moga kiedys
    przerosnac swoich 'mistrzow'.
    nie wiem, sa jak zwykle rozne ujecia i nie potrafie zajac konkretnego
    stanowiska. w kazdym razie lubie szarosc, a na rozblyski przymykam oczy zeby nie
    oslepnac;)
    --
    ...Fever bliss into central nervousness
    I was bitten on the entrance...

    Personal Advice
  • roar 27.11.04, 10:36
    > Na innych polach było lepiej, elektronika i czarna muza trzymają sie dobrze

    Przepraszam, ale to akurat bzdura jest. W elektronice coś się chyba popsuło.

    Albo we mnie. Bo nie słyszałem ŻADNEJ dobrej płyty elektronicznej (tudzież tanecznej) wydanej w tym roku. Ani jednej. Jeszcze rok temu było dobrze, przynajmniej uznani wykonawcy nagrali fajne albumy. A teraz - co posłucham, to w najlepszym wypadku nijakie.

    Elektronika albo się rozmyła w innych gatunkach, albo zeszła do podziemia. Ciągle mam nadzieję, że gdzieś tam, poza pierwszym obiegiem, nie promowani przez media, nagrywają jacyś utalentowani artyści. Powiem więcej - widząc, co się dzieje, zamierzam przeznaczyć pozostały do końca roku miesiąc na szukanie po sieci jakichś informacji o nich. Ale fakt pozostaje faktem - w głównym nurcie muzyki - elektronika w tej chwili jest martwa.
  • d84 27.11.04, 11:29
    Po pewnym namyśle nawet przyznam Ci rację

    Jako zwolennik przede wszystkim gitarowego grania odruchowo wrzuciłem
    elektronikę i rap do jednego wora. Jeśli tak się na to patrzy, to nie jest źle

    Natomiast rozdzielając te dwie rzeczy, to rzeczywiście nie jest aż tak różowo.
    Weterani zawodzą (Orb czy Prodigy, Fatboy szkoda gadać; do do Radical Connector
    nadal mam mieszane uczucia) Z debiutów zapamiętałem właściwie tylko Junior
    Boys. Inna sprawa, że to masówa. Pewnie ktoś coś fajnego w tle nagrał ale
    niestety nie śledzę tego na tyle dokładnie żeby się do czegoś takiego dokopać.

    Jak coś znajdziesz, to daj znać na forum :)
  • jazzkam 27.11.04, 00:10
    Zgodzę się z D, teraz popkultura zabija mimo wszystko artystów i dzieciaki nie
    będą się identyfikować z franzem ferdinandem albo white stripes (mimo, ze ci sa
    nominowani przez mtv) ani nawet z nagrodzonym mtvma Muse. po prostu sie slucha
    popu i koniec. a czy wokalista muse moglby byc idolem? eee...

    jak bylem maly to zobaczylem teledysk do coffee and tv i blur obok rotarów się
    stał moim ulubionym zespołem. teraz nie ma szans, młodym zostają wspolczesne
    odpowiedniki rotarów.
  • kubasa 27.11.04, 03:02
    Kreujecie problemy jakich nie macie. Jak mieliscie 13 lat to mieliscie swoich
    idoli, teraz jak macie dwadziescia pare lat narzekacie, ze takich nie ma... Nie
    martwcie sie, 13-latkowie sobie takich znajduja.

    Ja marudzic nie bede: wole Trail Of Dead niz Nirvana, Oasis czy Suede, niewazne
    jak bezbarwny jest Conrad Keely...
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • mameluch 27.11.04, 09:23
    o wlasnie tak:)
    --
    ...Fever bliss into central nervousness
    I was bitten on the entrance...

    Personal Advice
  • roar 27.11.04, 10:48
    > Ja marudzic nie bede: wole Trail Of Dead niz Nirvana, Oasis czy Suede, niewazne
    > jak bezbarwny jest Conrad Keely...

    Amen.
  • ilhan 27.11.04, 14:20
    Nikt nie kreuje problemów - stwierdzamy fakt. Muzyce rockowej brakuje nowych, wyrazistych osobowości. Lata 70-te miały Younga, Bowiego, Springsteena, Strummera, Verlaine'a, Rottena i masę innych, lata 80-te Smitha, Stipe'a, Morrisseya, Blacka, lata 90-te wyżej wymienionych. Lata 00 mają Casablancasa, Banksa, Doherty'ego i Barata. Jest pewna różnica. Najlepsze debiuty ostatnich lat wydały zespoły praktycznie bez twarzy, bez frontmanów - ta instytucja powoli zanika, w zasadzie niczym w piłce nożnej klasyczny playmaker :)
  • kubasa 27.11.04, 15:17
    70 Verlaine'a? Spytaj sie Cze czy kojarzy lata 70. z Verlainem :). Rok temu
    jeszcze kreciles nosem na Suede, nie wydaje mi sie wiec bys w latach 90. uwazal
    Butlera czy Andersona za jakies wielkie osobowosci. Wiec zobaczymy co za 10 lat
    powiemy o Elvrumie, Stevensie, Jeffie Tweedym...

    Nie ma watpliwosci, ze Oasis jest lepsze niz Franz Ferdinand. Ale nie ma tez
    dla mnie watpliwosci ze i w latach 90. i w latach 00. powstawaly lepsze rzeczy.
    Dzis nie ma Albarna czy Gallaghera (ktorzy nota bene nie byli chyba dla mnie
    zandymi idolami, bylem ograniczony do muzycznej jedynki, dopiero 3 lata temu
    podlaczono mnie do MTV, teraz nie mam MTV 2 wiec tez nowych idoli typu Kapranos
    czy Casablancas obserwowac nie moge) ale jest Eminem czy Beyonce lub wlasnie
    gwiazdki MTV 2.
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • d84 27.11.04, 15:52
    OK.
    Ale nie ma w tej chwili w muzyce rockowej kogos o popularności Eminema czy
    Beyonce, mającego jeszcze "poparcie" krytyków i publiczności. Raczej o to się
    rozchodzi, bo nie negujemy przecież wartości muzyki Wilco czy Traila.
  • kubasa 27.11.04, 15:53
    Nasi rodzimi krytycy zawsze wysmiewali brit pop :)
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • d84 27.11.04, 15:56
    Nasi rodzimi krytycy żyją w matriksie :)

    Z resztą, o czym my w ogóle mówimy? Krytyka muzyczna w kraju gdzie istnieje
    jedno pismo o muzyce, i jest nim Teraz Rock?
  • ilhan 27.11.04, 16:20
    Nie będziemy roztrząsać sylwetki Verlaine'a, nie czepiaj się pojedynczych przykładów, bo nie w tym rzecz. Albarn i Gallagher może nie byli dla Ciebie idolami, ale dla ludzi, którzy jak ja i D wkręcali się powazniej muzykę w pierwszej połowie lat 90-tych, już znacznie częściej.
  • kubasa 27.11.04, 16:25
    1. Tez sie powazniej wkrecalem wtedy w muzyke i mozna bylo przezyc bez Albarna .
    2. Wejdz sobie na Interpolforum - tam masz 13-latkow, ktorych bawia takie
    Casablankasy czy Banksy - niewiele sie wiec zmienia.

    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • ilhan 27.11.04, 16:37
    1. Czego wobec tego słuchałeś z nowości w 1995 roku? Offspringa czy Fun Factory?
    2. Jeśli nie widzisz różnicy w poziomie charyzmy postaci Albarna i Casablancasa, to trudno :)
  • kubasa 27.11.04, 18:53
    W 1995 prawdopodobnie niczego. O Blur po raz pierwszy uslyszalem w 1997. Nie
    mialem jakiegos wrazenia by to byly rozchwytywane gwiazdy w Polsce, a nigdy ie
    mailem dostepu do zagranicznych mediow. By czegos sie dowiedziec czytalem
    Machine. Ok. 1997 wlasciwie nie sluchalem wspolczesnej muzyki - raczej NMA, JD,
    potem The Cure i PF. Tak to trwalo mniej wiecej do 2000-2001

    Nie nie widze wielkiej roznicy miedzy Albarnem i Casablancasem, poza tym ze ten
    pierwszy tworzy 10 razy ciekawsza muzyke. Nie bylem na koncercie ani jednych
    ani drugich, ale nie uwazalem nigdy gosci z NRR, Britpopu, Indie rocka czy
    jeszcze jakichs innych ruchow lat 90. i 00. za charyzmatycznych.
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • ilhan 27.11.04, 19:49
    Dlaczego zawężasz to do polskiego podwórka? Morrissey też nigdy nie był rozchwytywaną gwiazdą w naszym kraju, to nie ma żadnego znaczenia, gdybyśmy przyjmowali to kryterium to rozważalibyśmy tu sylwetki muzyków Budgie. A nawet jeśli - ja akurat pamiętam rok 1995, britpopową eksplozję i istniało wówczas dużo większe zainteresowanie tymi rzeczami nawet u nas. Teledyski Oasis i Blur po raz pierwszy zobaczyłem w polskiej telewizji. Chodzi mi o globalny wizerunek, nazwijmy to, rocka a nie to jak jest postrzegany w Polsce. Tak jak już pisaliśmy z D - jest wciaż sporo dobrych płyt, ale pojawiają się jakby na drugim planie, a charyzmatycznych postaci wzbudzających zarówno aplauz poważnej krytyki, jak i zachwyt publiczności brak.
  • humbak 28.11.04, 11:26
    Ale tochyba świadczy jakoś o sile britpopu, że ich twórczość była u nas postrzegana jakby z przymróżeniem oka. Może to sprawa marketingowa, ale wcześniejsze giganty rocka chyba nie miały takich problemów.
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • grimsrund 28.11.04, 19:16
    Iluś ma tutaj rację. Nawet ś.p. Eremef naprawdę dawał nam wtedy wszystko, co
    należało wiedzieć o szeroko pojętym britpopie. Od razu puszczali Oasis i Blur,
    Suede, Jamesa, Primal Scream, MSP, Charlatans, przypominali Stone Roses. Jeśli
    o to akurat chodzi, Polska w żadnym wypadku nie odstawała w tamtym czasie od
    świata. To, że ja sam słuchałem wtedy czegoś innego, nie ma nic do rzeczy, bo
    pamięc mam nadal dobrą :)
  • cze67 27.11.04, 15:40
    ilhan napisał:

    > Nikt nie kreuje problemów - stwierdzamy fakt. Muzyce rockowej brakuje nowych,
    wyrazistych osobowości. Lata 70-te miały Younga, Bowiego, Springsteena, Strummer
    > a, Verlaine'a, Rottena i masę innych,

    ... dodałbym jeszcze chociażby Gabriela, Frippa, Page'a i Planta, Rogera
    Watersa czy Petera Hammila (VDGG). O Lou Reedzie nie wspominając.
    --
    The Beatles
    Genesis
  • ilhan 27.11.04, 16:22
    cze67 napisał:

    > ilhan napisał:
    >
    > > Nikt nie kreuje problemów - stwierdzamy fakt. Muzyce rockowej brakuje now
    > ych,
    > wyrazistych osobowości. Lata 70-te miały Younga, Bowiego, Springsteena, Strumme
    > r
    > > a, Verlaine'a, Rottena i masę innych,
    >
    > ... dodałbym jeszcze chociażby Gabriela, Frippa, Page'a i Planta, Rogera
    > Watersa czy Petera Hammila (VDGG). O Lou Reedzie nie wspominając.

    Oczywiście oni też - i stu innych. A dziś nie dodalibyśmy nikogo.
  • ayya 27.11.04, 10:58
    Bzdury jakieś gadacie :P Teraz nie ma już takich indywidualności jak były 10
    lat temu, bo po pierwsze tego wszystkiego jest za dużo (ręka w górę, ilu z Was
    10 lat temu tak namiętnie ściągało muzykę z netu i w takich ilościach :P), po
    drugie teraz siła tkwi w kolektywie, a nie w indywidualnościach tworzących
    zespół, dlatego wszyscy kojarzą Trail Of Dead i Interpol, ale już mniej
    poszczególnych członków tych grup. To jest kwestia zmiany mniej jakościowej
    (choć pewnie w jakimś stopniu też), ale przede wszystkim ilościowej.
  • janek0 27.11.04, 21:23
    ayya napisała:

    > Bzdury jakieś gadacie :P Teraz nie ma już takich indywidualności jak były 10
    > lat temu, bo po pierwsze tego wszystkiego jest za dużo (ręka w górę, ilu z Was
    > 10 lat temu tak namiętnie ściągało muzykę z netu i w takich ilościach :P), po
    > drugie teraz siła tkwi w kolektywie, a nie w indywidualnościach tworzących
    > zespół, dlatego wszyscy kojarzą Trail Of Dead i Interpol, ale już mniej
    > poszczególnych członków tych grup. To jest kwestia zmiany mniej jakościowej
    > (choć pewnie w jakimś stopniu też), ale przede wszystkim ilościowej.

    święte słowa. ja tam myślę, że już bardzo niedługo internet do końca zdemoluje
    rynek muzyczny, i spowoduje, że:

    a. wielkie koncerny zaczną padać lub znacznie ograniczą ofertę (do tego co się
    najlepiej sprzedaje)
    b. radio tradycyjne będzie coraz bardziej zmierzać w stronę "radia
    towarzyszącego", czyli gówna (bo konkurencja ze strony cyfrowych mediów będzie
    rosła, i coraz trudniej będzie sprzedać radio z niszowym programem)
    c. powstanie znacznie więcej małych, niezależnych wytwórni, a dostęp do muzyki i
    jej wybór będzie znacznie większy i łatwiejszy (bo jak wyżej)
    d. będzie znacznie więcej równorzędnych twórców, i mniej (trwałych) gwiazd (bo
    jak wyżej)
    e. publiczność podzieli się na część "głucholi", którym wystarczą okrojone,
    komercyjne media, i "bardziej wyrafinowanych", którzy będą aktywnie szukać
    muzyki i wykonawców.
    f. znaczenie "albumu" jako sposobu wydawania muzyki będzie spadać na rzecz
    "playlist".
    g. w roku 2010 dyskutowanie o płytach roku i tp. będzie miało jeszcze mniej
    sensu niż ma dzisiaj.

    a tak w ogóle, to najlepszą płytę w tym roku nagrali sonic youth.
    --
    T4: Lubię muzykę męską i żeńską, ale nie lubię nijakiej.
    SR: Ale jaka to jest muzyka żeńska ?
  • ilhan 27.11.04, 21:42
    janek0 napisał:

    > g. w roku 2010 dyskutowanie o płytach roku i tp. będzie miało jeszcze mniej
    > sensu niż ma dzisiaj.

    A ja i tak ranking ułożę.
  • janek0 27.11.04, 21:44
    ilhan napisał:

    > janek0 napisał:
    >
    > > g. w roku 2010 dyskutowanie o płytach roku i tp. będzie miało jeszcze mni
    > ej
    > > sensu niż ma dzisiaj.
    >
    > A ja i tak ranking ułożę.

    a założymy się ?
    --
    T4: Lubię muzykę męską i żeńską, ale nie lubię nijakiej.
    SR: Ale jaka to jest muzyka żeńska ?
  • d84 27.11.04, 22:12
    Hm, dośc czarna prognoza jak na mój gust :)

    1. Jeżeli większość majorsów upadłaby/zredukowała ofertę do syfu, oznaczałoby
    to w ogóle koniec CD jako nośnika. Szczerze powiedziawszy nie byłbym
    zachwycony, bo nie mam zamiaru płacić za megabajty z rozszerzeniem mp3

    2. Z tym radiem to już tak jest :)

    3. Wytwórnie na pewno będą powstawać, wybór będzie większy. Tylko kto będzie
    sprowadzać taką muzykę do Polski? Zysku wielkiego raczej by z tego nie było

    4. Zostanie nam tylko zgraja one-hit wonders? ;)

    5. Już tak jest - muzyka z radia głównie trafia do ludzi, któzy niespecjalnie
    interesują się muzyką i nie "grzebią" w tym dokłądnie

    6. Patrz punkt 4; to już byłaby katastrofa imho

    7. Ponieważ nie wierzę w tezę postawioną w poprzednim punkcie stwierdzam, że te
    dyskusje zawsze będą :)

    Pozdrawiam
  • janek0 28.11.04, 00:29
    d84 napisał:

    > Hm, dośc czarna prognoza jak na mój gust :)
    >
    > 1. Jeżeli większość majorsów upadłaby/zredukowała ofertę do syfu, oznaczałoby
    > to w ogóle koniec CD jako nośnika. Szczerze powiedziawszy nie byłbym
    > zachwycony, bo nie mam zamiaru płacić za megabajty z rozszerzeniem mp3

    warum ?
    1. mp3 (a zwłaszcza np. flac) mają tą ogromną zaletę, że nie są związane z
    konkretnym sprzętem, co pozwalałoby na rozwój technologii nagrań z zachowaniem
    zgodności "w dół", z gorszym sprżetem (nie wiem, czy jasno zeznaję). poza tym, i
    tak płacisz za megabajty, tyle że w formacie raw, czy jakimś, i na innym nośniku.
    2. A tak naprawdę, to płacisz tzw. royalties, a nie za fizyczny nośnik. Koszt
    nośnika jest minimalną częścią ceny płyty, większość ceny (prawem kaduka)
    zgarniają producenci i dystrybutorzy. Dlatego śmierć płyty cd oznacza śmierć
    pośredników, którzy żerują na artystach, pobierając haracz od publiczności.
    Śmierć płyty cd oznacza spadek cen.
    3. płyty cd są nieporęczne, zwłaszcza jak ich masz dużo, albo bardzo dużo. a mp3
    są poręczne, podobnie jak ich odtwarzacze.
    4. już się tak dzieje, między innymi za sprawą p2p


    > 2. Z tym radiem to już tak jest :)
    nieee, wcale nie. im większa konkurencja internetu, tym gorsze (czyt. bardziej
    komercyjne) radio komercyjne.

    > 3. Wytwórnie na pewno będą powstawać, wybór będzie większy. Tylko kto będzie
    > sprowadzać taką muzykę do Polski? Zysku wielkiego raczej by z tego nie było
    Patrz punkt pierwszy. Jeśli nie będziesz kupować (albo kraść) "megabajtów", to
    NIE BĘÐZIESZ mieć dostępu do lepszej muzyki, bo nikomu nie będzie się opłacało
    jej sprzedawanie. To już się dzieje zresztą. Kup mi w Polsce np. dyskografię Yo
    La Tengo. Ja to zrobiłem kupując megabajty, cirka 10 płyt za 10 $. (Hint:
    uruchomienie sklepu z muzyką "przez internet" to jest koszt nieporównywalnie
    mniejszy do tradycyjnego sklepu, tłoczni płyt, drukarni, dystrybucji, itp. itd.)

    > 4. Zostanie nam tylko zgraja one-hit wonders? ;)
    Ci, którzy nie będą mieć szerokopasmowego dostępu do Internetu, będą ludźmi
    drugiej kategorii, bo nie będą mieli dostępu do niczego innego niż to, co
    oferują mainstreamowe media (z konieczności komercyjnej - serwujące papkę). I
    nie będą nawet wiedzieć, że coś takiego istnieje. Już tak jest.

    > 5. Już tak jest - muzyka z radia głównie trafia do ludzi, któzy niespecjalnie
    > interesują się muzyką i nie "grzebią" w tym dokłądnie
    No, właśnie. Tylko, że będzie bardziej.

    > 6. Patrz punkt 4; to już byłaby katastrofa imho
    A mnie cieszy ta perspektywa. Nikt nie będzie mówić, co jest dobre, a co nie.
    Nie będzie mód i lansowania na siłę, tylko różnorodność.

    > 7. Ponieważ nie wierzę w tezę postawioną w poprzednim punkcie stwierdzam, że
    > te dyskusje zawsze będą :)
    no, dobra :)

    --
    T4: Lubię muzykę męską i żeńską, ale nie lubię nijakiej.
    SR: Ale jaka to jest muzyka żeńska ?
  • kubasa 28.11.04, 00:43
    Ale Janek pozwolisz chyba zeby te krazki te ksiazeczki pozostaly bo ja mimo
    wszystko uwielbiam plyty kolekcjonowac...
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • janek0 28.11.04, 11:27
    kubasa napisał:

    > Ale Janek pozwolisz chyba zeby te krazki te ksiazeczki pozostaly bo ja mimo
    > wszystko uwielbiam plyty kolekcjonowac...
    książeczek się zabroni ;)

    --
    T4: Lubię muzykę męską i żeńską, ale nie lubię nijakiej.
    SR: Ale jaka to jest muzyka żeńska ?
  • d84 28.11.04, 11:06
    1. Przypomina mi się przepowiednia o śmierci płyt winylowych - też niby się nie
    opłaca, nieporęczne, wypierane przez kasety/CD, a jednak zostały; mało tego,
    powstała na ich bazie nowa kultura :) Uważam, że na "fizyczne" nośniki zawsze
    będzie zapotrzebowanie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie pasjonatów
    przechodzących na mp3; co z kolekcjonerami o których obok pisał Kubasa?

    2. Nie wątpie, że tak się będzie działo. Podkreślałem tylko, że radio już jest
    nie do słuchania

    3. Nadal to jest dla mnie totalna abstrakcja. Dyskografia Yo La Tengo - no
    problem; www.fan.pl albo sprowadzać przez amazon (może nawet kiedyś .pl ;).
    Dostęp jest właściwie do wszystkiego, nie za cenę dolara za płytę, ale jest.
    Poza tym, jakoś wątpię żeby z megabajtów sprzedawanych po takich cenach labele
    mogły się utrzymać. Dochodzi kwestia niezniszczalnych p2p - wytwónie likwidując
    CD, które mimo wszystko nadal kupuje dużo ludzi, popełniłyby samobójstwo.

    4. Dominacja internetu jest oczywista, ale nie wydaje mi się, żeby wyroiła się
    masa nowych zdolnych artystów tylko dlatego że zapanuje "równość"

    5. Tu widzę panuje zgodność :)

    6. A ja właśnie chcę, żeby któś mi mówił co jest dobre. Bo już teraz wychodzi
    tyle nowego materiału, że choćbym chciał to i tak nie mam kiedy wsystkiego
    przesłuchać. Różnorodność w muzyce popularnej już jest tak ogromna, że ciężko
    to ogranąć; a mody będą zawsze - choćby moda na bycie indie ;)

    7. ;)

    Reasumując, odwołam się do serwisu porcys.com. Jaki on by nie był, to akurat z
    ich podejściem do płyt/mp3 (wyjaśnionym w odpowiedzi na jakiś list) zgadzam się
    w 90%
  • humbak 28.11.04, 11:38
    Jeżeli mp3 to tylko pod warunkiem, że będą to takie o przekazie nie mniejszym niż 192 kpbs. Nawet takie zresztą brzmią gorzej niż solidny wav, czy płytka. Nic tego nie zmieni. Poza tym pozostaje jeszcze kwestia odtwarzania- z kompa trza łączyć do wieży, przez kartę dźwiękową. Audiofile jakieś będą niezadowolone raczej. Tyle że oni staniowią niewielką mniejszość.
    Ja tam bym wolał by CD przetrwały. Książeczki i pudełko to jedna rzecz, słuchanie pojedynczego albumu to rzecz inna. Tak imho jest lepiej. Ma się większe możliwości "przeżycia" muzyki.
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • ayya 28.11.04, 12:19
    Prędzej czy później stanie się tak, że mp3 wyprze tradycyjne płyty CD. Jednak
    nigdy nie wyprze ich do końca (winyle ciągle funkjonują np. w środowiskach
    kolekcjonerskich). Wiecie, że w TV mówili, że wyprodukowano ostatnie video i
    już zakończono produkcję tych nośników? Tak samo kiedyś będzie z płytami CD,
    ale chyba nie prędzej niż za 10-20 lat. A słuchanie mp3 jest bardzo wygodne.
  • d84 28.11.04, 12:27
    Racja - CD zostaną wyparte przez nowy, lepszy nośnik. Pytanie czy jest to mp3?
    Raczej nie, prędzej stawiałbym na DVD audio - przynajmnie można wziąć to do
    ręki i wydrukować do tego książeczkę ;)
  • humbak 28.11.04, 12:34
    Wygodne... słuchanie RMFu też jest wygodne. Sorki za dosadne porównanie:)
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • d84 28.11.04, 12:35
    Użyję innego - słuchanie CD też jest wygodne, discmana można wziąć wszędzie i
    jest malutki :)
  • ayya 28.11.04, 14:29
    d84 napisał:

    > Użyję innego - słuchanie CD też jest wygodne, discmana można wziąć wszędzie i
    > jest malutki :)

    Ja mam discmana, który czyta mp3, więc moje życie jest jeszcze bardziej
    wygodne ;)))
  • roar 28.11.04, 12:58
    humbak napisał:

    > Jeżeli mp3 to tylko pod warunkiem, że będą to takie o przekazie nie mniejszym n
    > iż 192 kpbs. Nawet takie zresztą brzmią gorzej niż solidny wav, czy płytka.

    Janek pisał o flakach. Flaki są bezstratne.
    Zresztą, chyba wszyscy się w tej chwili zgadzają, że mp3 jest przestarzałe i należałoby jak najszybciej o nim zapomnieć. Są znacznie lepsze formaty, także te stratne.

    Wszystko też zależy od muzyki, sposobu jej nagrania, etc... do prostych, gitarowych piosenek często i 128 kbps jest wystarczające. :)

    > Poza tym pozostaje jeszcze kwestia odtwarzania- z kompa trza
    > łączyć do wieży, przez kartę dźwiękową. Audiofile jakieś będą niezadowolone raczej.

    To jest tylko kwestia zmiany starych przyzwyczajeń. W momencie, kiedy komputer stanie się głównym odtwarzaczem muzyki w domu, problemy związane z doczepianiem go na siłę do zestawów na to nie przygotowanych - znikną.
  • humbak 28.11.04, 13:36
    Trochę to potrwa zanim ludzie zaopatrzą się w karty dzwiękowe i zestawy głośnikowe mogące dorównać zestawom do tego przeznaczonym. No i jest jeszcze kwestia szumu komputera.
    A jak flaki rozpoznać? Bo słyszałem o nich, ale jak tego szukać? Poza tym jeśli chodzi o mp3 to lepsze chyba są te z VBR.
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • janek0 28.11.04, 13:51
    humbak napisał:

    > Trochę to potrwa zanim ludzie zaopatrzą się w karty dzwiękowe i zestawy
    > głośnik
    > owe mogące dorównać zestawom do tego przeznaczonym. No i jest jeszcze kwestia
    > szumu komputera.

    ciąg dalszy przepowiedni:

    Myślę, że za jakiś czas rynek audio-video kompletnie się zintegruje z rynkiem
    komputerów domowych. będzie coś w rodzaju domowego centrum rozrywki - mocny
    komputer połączony z plazmą/lcd/projektorem, podłączony do sieci i pozwalający
    na dostęp do różnych zasobów multimedialnych. Fizyczne nośniki nie będą do
    niczego potrzebne, bo będzie można wszystko ściągnąć. Technologicznie to już
    jest możliwe, ale główną przeszkodę stanowi opór właścicieli praw autorskich,
    niestety.

    A jeśli chodzi o czas i zmianę sprzętu - to ile czasu zajęło upowszechnienie się
    kina domowego ? Jeszcze niedawno DVD to była czysta egzotyka...

    --
    T4: Lubię muzykę męską i żeńską, ale nie lubię nijakiej.
    SR: Ale jaka to jest muzyka żeńska ?
  • roar 28.11.04, 12:35
    janek0 napisał:

    > 1. mp3 (a zwłaszcza np. flac) mają tą ogromną zaletę, że nie są związane z
    > konkretnym sprzętem,

    Problem w tym, że Apple wyraźnie dąży do monopolizacji rynku, sprzedając przez iTunes muzykę zdatną do odtwarzania tylko w iPodach. To przykład ekstremalny, ale inne sklepy/biblioteki też raczej używają zamkniętych formatów (np. Napster - wma). I będą to dalej robić choćby ze względu na DRM. A dopóki będzie istnieć płatna dystrybucja muzyki przez sieć, nie ma wielkich szans na przerzucenie się artystów na dystrybucję otwartą. Komercja zawsze wygra, bo ma pieniądze na promocję i procesy sądowe. Tak więc upaść musiałyby nie tylko wielkie wytwórnie. Upaść musi cały przemysł.
    Oby.

    > 2. A tak naprawdę, to płacisz tzw. royalties, a nie za fizyczny nośnik. Koszt
    > nośnika jest minimalną częścią ceny płyty, większość ceny (prawem kaduka)
    > zgarniają producenci i dystrybutorzy. Dlatego śmierć płyty cd oznacza śmierć
    > pośredników, którzy żerują na artystach, pobierając haracz od publiczności.
    > Śmierć płyty cd oznacza spadek cen.

    Nie, poczekaj, to nie tak. To nie zadziała.
    Płyty nigdy nie umrą. Ani ceny nie spadną. To nie o to chodzi.
    Chodzi o to, żeby dystrybucję uwolnić. Każdy, kto chce, ściąga muzykę z sieci. Kto chce wspomóc artystę - kupuje płyty. Proste i skuteczne.
  • humbak 28.11.04, 11:30
    Bez przesady. Album to nadal jest pewne koncepcja. Nawet jeżeli nie jest ona wyraźnie zarysowana to słuchanie pojedynczych utworów to nie to samo. Na dodatek szybko można się tak odtwarzaną muzką znudzić. A poza tym to oboje (Janek i Ayya) macie moim zdaniem sporo racji.
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • roar 28.11.04, 12:49
    janek0 napisał:

    > c. powstanie znacznie więcej małych, niezależnych wytwórni, a dostęp do
    > muzyki i jej wybór będzie znacznie większy i łatwiejszy (bo jak wyżej)
    > d. będzie znacznie więcej równorzędnych twórców, i mniej (trwałych) gwiazd >(bo jak wyżej)

    Dokładnie. Oby.

    > e. publiczność podzieli się na część "głucholi", którym wystarczą okrojone,
    > komercyjne media, i "bardziej wyrafinowanych", którzy będą aktywnie szukać
    > muzyki i wykonawców.
    > f. znaczenie "albumu" jako sposobu wydawania muzyki będzie spadać na rzecz
    > "playlist".

    Nie, nie, nie. "Playlisty" to sobie układają właśnie ci "głuchole", którym wszystko jedno, co leci, byle leciało. W tej chwili wszystkie wytwórnie internetowe i niezależni artyści wydają swoje dzieła jako "płyty" (mniejsza o to, czy są to single, czy longplaye - zresztą, przy takim "nośniku" ograniczenia długości znikają) i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.

    > a tak w ogóle, to najlepszą płytę w tym roku nagrali sonic youth.

    Legendary Pink Dots. Ale poczekajmy z tym do stycznia, dobrze? :)
  • d84 28.11.04, 13:02
    > Nie, nie, nie. "Playlisty" to sobie układają właśnie ci "głuchole", którym
    wszy
    > stko jedno, co leci, byle leciało. W tej chwili wszystkie wytwórnie
    internetowe
    > i niezależni artyści wydają swoje dzieła jako "płyty" (mniejsza o to, czy są t
    > o single, czy longplaye - zresztą, przy takim "nośniku" ograniczenia długości
    z
    > nikają) i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.

    Zgadzam się, akurat dla tych "głucholi" najlepszym wyjściem jest kupowanie
    pojedyńczych utworów np. z iTunes
  • ilhan 28.11.04, 14:54
    Śmiech na sali ta lista Q.
  • d84 28.11.04, 15:06
    Poczekaj na listę Teraz Rocka :)
  • ilhan 28.11.04, 15:24
    d84 napisał:

    > Poczekaj na listę Teraz Rocka :)

    Jesteś pewien że ta lista w ogóle JEST? :)
  • kubasa 28.11.04, 15:32
    Uncut Albums of 2004


    1. Brian Wilson - Smile
    2. Wilco - A Ghost Is Born
    3. Loretta Lynn - Van Lear Rose
    4. Richmond Fontaine - Post To Wire
    5. Bob Dylan - The Bootleg Series Vol. 6: Live 1964 Concert At Philharmonic Hall
    6. Mark Lanegan Band - Bubblegum
    7. The Streets - A Grand Don't Come For Free
    8. Elliott Smith - From A Basement On The Hill
    9. American Music Club - Love Songs For Patriots
    10. Franz Ferdinand
    11. Tom Waits - Real Gone
    12. Kanye West - The College Dropout
    13. Nick Cave & the Bad Seeds - Abbatoir Blues/The Lyre Of Orpheus
    14. Ray Lamontagne - Trouble
    15. Junior Boys - Last Exit
    16. R.E.M. - Around The Sun
    17. Leonard Cohen - Dear Heather
    18. N*E*R*D - Fly Or Die
    19. Todd Rundgren - Liars
    20. Lambchop - Aw Cmon/No You Cmon
    21. Scissor Sistors
    22. The Libertines
    23. Drive-By Truckers - The Dirty South
    24. Sufjan Stevens - Seven Swans
    25. Dizzee Rascal - Showtime
    26. Devendra Banhart - Rejoicing In The Hands
    27. The Blue Nile - High
    28. Laura Veirs - Carbon Glacier
    29. Steve Earle - The Revolution Starts Now
    30. Micah P. Hinson & The Gospel Of Progress
    31. Jesse Malin - The Heat
    32. The Dears - No Cities Left
    33. Blanche - If We Can't Trust The Doctors...
    34. Elvis Costello & The Imposters - The Delivery Man
    35. U2 - How To Dismantle An Atomic Bomb
    36. TV On The Radio - Desperate Youth, Blood Thirsty Babes
    37. Jim White - Drill A Hole In That Substrate And Tell Me What You See
    38. The Czars - Goodbye
    39. The Shins - Chutes Too Narrow
    40. Interpol - Antics
    41. Bjork - Medulla
    42. Giant Sand - Is All Over...The Map
    43. Bonnie "Princ" Billy - Greatest Palace Music
    44. Jonathan Richman - Not So Much To be Loved As To Love
    45. Morrissey - You Are The Quarry
    46. Secret Machines - Now Here Is Nowhere
    47. The Cure
    48. Mylo - Destroy Rock & Roll
    49. Andrew Morgan - Misadventures In Radiology
    50. Sondre Lerche - Two Way Monologue
    51. Ella Guru - The First Album
    52. Kevin Tihista's Red Terror - Wake Up Captain
    53. Paul Westerberg - Folker
    54. Marianne Faithful - Before The Poison
    55. Ed Harcourt - Strangers
    56. The Thrills - Let's Bottle Bohemia
    57. Lewis Taylor - The Lost Album
    58. Air - Talkie Walkie
    59. The Killers - Hot Fuss
    60. Polly Paulusma - Scissors in My Pocket
    61. The Delays - Faded Seaside Glamour
    62. Fennesz - Venice
    63. Phoenix - Alphabetical
    64. Animal Collective - Sung Tongs
    65. Iron & Wine - My Endless Numbered Days
    66. David Byrne - Grown Backwards
    67. Felix Da Housecat - Devin Dazzle And The Neon Fever
    68. Ariel Pink - The Doldrums
    69. The Concretes
    70. A Girl Called Eddy

    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • aasiek 28.11.04, 16:38
    A czemu U2 tak nisko? ;)
    Czemu tylko 70 płyt?
    Czemu...
    --
    Sometimes you can't make it on your own
  • nemrrod 28.11.04, 17:59
    > 39. The Shins - Chutes Too Narrow

    Przecież to nie wyszło w tym roku... I jak ja mam robić swoj ranking, jak takie
    niejasności są?
  • pixie 28.11.04, 18:19
    To pewnie amerykańska lista i ja się pytam, gdzie jest "Absent Friends" the
    Divine Comedy? Obok Costello (czemu tak nisko?) najlepsza moim zdaniem płyta
    tego roku. Jak na przykład słucham piosenki "Our Mutual Friend", w żołądku
    czuję motylki. A inne płyty z 2004 roku wywarły na mnie dość nijakie wrażenie.
    --
    www.strawberryfield.nl/
  • dziewczyna_mickiewicza 28.11.04, 22:59
    > 31. Jesse Malin - The Heat

    ha! wiedzialam, ze z tego chlopaczka cos bedzie:)))

    poza tym, patrzac na te liste, to jakiejs sieczki rocznej, to chyba nie bylo,
    kilka albumow to nawet udalo mi sie przesluchac i nie byly zle, niektore nawet
    dobre, a zdazaly suie i swietne...

    > 1. Brian Wilson - Smile
    > 2. Wilco - A Ghost Is Born
    > 5. Bob Dylan - The Bootleg Series Vol. 6: Live 1964 Concert At Philharmonic
    > 8. Elliott Smith - From A Basement On The Hill
    > 10. Franz Ferdinand
    > 11. Tom Waits - Real Gone
    > 12. Kanye West - The College Dropout
    > 20. Lambchop - Aw Cmon/No You Cmon
    > 33. Blanche - If We Can't Trust The Doctors...
    > 34. Elvis Costello & The Imposters - The Delivery Man
    > 45. Morrissey - You Are The Quarry
    > 58. Air - Talkie Walkie

    --
    "coffee, a little bit of cream, no sugar because i'm already too sweet"
    (ryan adams)
  • d84 28.11.04, 16:21
    No jakaś będzie na pewno, w końcu dorzucali CD z nowościami :)
  • ilhan 28.11.04, 16:24
    d84 napisał:

    > No jakaś będzie na pewno, w końcu dorzucali CD z nowościami :)

    No ale, jak powszechnie wiadomo, są rzeczy, których nie ma :D
  • humbak 28.11.04, 16:03
    Zgadzam się z tym panem na "I". Uahahahahaha
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
  • ayya 28.11.04, 16:21
    Genialna ta lista Q!!! Keane na podium ;DDD
  • kwiat_paproci 28.11.04, 16:35
    Jeżeli tak wygląda najlepsza piątka tego roku, to znaczy, że to był bardzo słaby
    rok ;-)
    --
    My chcemy do nieba,
    My chcemy kebaba...
  • ihopeyouwilllikeme 30.11.04, 11:32
    Czy można Smile nazwać płytą z 2004 roku ?
    --
    Lay down, lay down your guns, all your daughters of Zion, all your Abraham
    sons...
  • cze67 30.11.04, 11:42
    Oczywiscie. Plyta jest nagrana TERAZ. Coz z tego, ze kompozycje siegaja prawie 40 lat
    wstecz?
    --
    The Beatles
    Genesis
  • ihopeyouwilllikeme 30.11.04, 11:51
    >Coz z tego, ze kompozycje siegaja prawie 40 lat wstecz?

    No, to też właśnie o to mi chodzi.
    --
    Lay down, lay down your guns, all your daughters of Zion, all your Abraham
    sons...
  • ilhan 30.11.04, 14:35
    Sprawa nie jest tak prosta. Osobiście SMiLE rozpatruję nie tyle jako płytę z tego, czy innego roku. To album z zupełnie innej epoki, prezentujący diametralnie odmienny sposób myślenia o muzyce. A same kompozycje, jak wiadomo, w różnych wersjach pojawiały się na różnych płytach w ciągu tych trzydziestu kilku lat. Więc nie widzę specjalnie sensu klasyfikowania tego albumu pod datą 2004. Wyróżnień Wilson ma wystarczająco dużo. Zresztą wówczas każda pozycja poza nr 1 byłaby skrajnie kontrowersyjna :)
  • d84 30.11.04, 21:44
    Zgadzam się, też nie wliczę Smile do rankingu. To płyta z zupełnie innej bajki
  • cze67 30.11.04, 22:08
    A ja, jeśli pozwolicie, gdy ją wreszcie usłyszę (Mikołaju!!!) i mi się spodoba,
    to bez oporu wliczę do tegorocznego (zdaje się, bardzo krótkiego) rankingu.

    --
    The Beatles
    Genesis
  • kubasa 30.11.04, 23:05
    Ciezko ja wlaczac do rankingu bo to tak jakby nagle "Lalke" do Nagordy Nike
    nominowac by z "Gnojem" walczyla...
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • humbak 30.11.04, 23:11
    No, za Lalkę to jeszcze by Cię kto wyklął:)
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
    www.nowypompon.pl/
  • kubasa 30.11.04, 23:39
    A niech se klnie i Lalka i Smile to moej top 3 :)
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • humbak 30.11.04, 23:45
    Biorąc pod uwagę, że Lalkę ja akurat lubię (choć może nie na top 3) to może i tą zaległość zecyduje się nadrobić:) Szczególnie że tak wszyscy chwalą...
    --
    Moskwa - W kamienicy przy ulicy Potiebni w ciągu jednej nocy sześć razy zawalił się dach.
    www.nowypompon.pl/
  • ilhan 03.12.04, 11:18
    To jest faktycznie ciekawe. Co prawda Franz Ferdinand to nie jest nawet pierwsza dziesiątka tego roku wg mnie, no ale potem jest kilka płyt, w których się mocno zasłuchiwałem w 2004 r. i nie straciły nic ze swojego początkowego uroku (jak FF).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka