Dodaj do ulubionych

Antony And The Johnsons -"I'am a bird now"recenzja

10.08.05, 16:28

To piękne, że jeszcze w dzisiejszych skomercjalizowanych czasach ukazują się
jeszcze takie niezwykłe płyty, że są jeszcze muzycy nagrywający z potrzeby
serca, którzy dzielą się ze słuchaczem swoimi osobistymi przeżyciami. Jednym z
takich artystów jest bez wątpienia Antony Hegarty. Wokalista ten dysponuje
nieprawdopodobnym, wielooktawowym głosem. Obok Antony'ego nie sposób przejść
obojętnie nie tylko z powodu niesamowitego głosu. Jego muzyka jest szczera do
bólu, pełna czystych, autentycznych emocji. Już pierwszy utwór na płycie "Hope
There's Someone" poraża słuchacza. Ekspresyjne, pełne żaru wykonanie w
połączeniu z pięknym tekstem:

"Hope there's someone
Who'll take care of me
When I die, will I go"

jest bronią po prostu zabójczą. A pozostałym piosenkom także niczego nie
brakuje, np. wstrząsający "What I Can Do?" zaśpiewany wspólnie z Rufusem
Wainwrightem czy po prostu uroczy "Fistful Of Love" z gościnnym udziałem Lou
Reeda. Wymienianie kolejnych tytułów nie ma sensu, gdyż cały album jest
doskonałą, przepiękną całością. A piękna nie da się przecież opisać słowami.
Tej płyty trzeba po prostu posłuchać. Choć zdaje sobie sprawę, że nie jest to
album dla każdego. Przeciętny odbiorca muzyki pop raczej nie ma po co sięgać
po "I am a bird now", odstawi tę płytę na półkę od razu, bo jest to muzyka
jakby nie z tego świata, jakiej ze świecą dziś szukać w radiu czy TV,
nastawionych głównie na bezrefleksyjną rozrywkę. Może też drażnić sposób
śpiewania Antony'ego (ja sama po pierwszym przesłuchaniu tej płyty nie byłam
zachwycona), który śpiewa drżącym, rozwibrowanym głosem. Jakkolwiek warto
poświęcić temu artyście więcej czasu i spróbować zagłębić się w tę muzykę
pełną bólu i cierpienia, ale także nadziei, że jednak wszystko jest możliwe,
że każde, nawet najbardziej nierealne marzenie kiedyś się spełni: one day I'll
grow up I will be a beatiful woman(...)But for Today I'm A child but for today
I'm a boy. Kończę już i zostawiam Was z Antonym.
Edytor zaawansowany
  • aimarek 10.08.05, 18:13
    "Fistful Of Love" urocze? Hymmm...

    --
    Niech żyje Clifford Wednesday! Niech żyją Afrolovers!
  • sonia34 10.08.05, 18:59
    aimarek napisał:

    > "Fistful Of Love" urocze? Hymmm...

    Jak dla mnie nawet bardzo,ale może mam jakiś dziwny gust;)
    >
  • aimarek 10.08.05, 20:39
    Biorąc pod uwagę tekst utworu, to określenie niezbyt szczęśliwe moim zdaniem ;)

    --
    Niech żyje Clifford Wednesday! Niech żyją Afrolovers!
  • sonia34 10.08.05, 20:41
    aimarek napisał:

    > Biorąc pod uwagę tekst utworu, to określenie niezbyt szczęśliwe moim zdaniem ;)

    No tak... ale biorąc pod uwagę melodię to czemu nie ?
    >
  • pszemcio1 11.08.05, 08:10
    na poczatku byla euforia (podobna jak u soni) ale z czasem zauwazylem ze nie
    bardzo chce wracać do tego albumu. byc moze dlatego ze te piekne piosenki są
    jednak mimo wszystko troche jednowymiarowe i nie ma sie czego w tej muzyce na
    dłuzszą mete doszukiwać. a może dlatego że wokal po kilku przesłuchaniach
    jednak troche razi manieryzmem. mimo wszystko jednak ważny album. moja ocena
    7/10
  • mechanikk 11.08.05, 17:14
    Chyba w końcu dokładniej napiszę co myślę o tym albumie. Pomyslałem ostatnio, że
    jest to jeśli któraś z poznanych przeze mnie płyt 2005 roku ma zasłużyć na
    najwyższą ocenę to to jest właśnie to. I to tak powoli do mnie dotarło. Jednak
    nie zgadzam się z twierdzeniem, że to jest muzyka trudna, że "odrzuci
    przeciętnego słuchacza", albo raczej, że to ten "przeciętny słuchacz" ją
    odrzuci przy pierwszym słuchaniu. To jest tak jak z "Kid A",
    jak napisali na Porcysie (porzucić uprzedzenia - kto się z tym nie zgodzi?): to
    bzdury, że potrzeba miliona przesłuchań, żeby zgłębić "tajemnicę". Tu nie ma
    żadnych tajemnic, ta muzyka zabija pięknem od początku do końca.Choc
    faktycznie, jest troche nie z tego swiata. Dawno nie słyszałem nowej płyty, na
    której byłoby tyle "absolutów" co utworów. A tu tak jest. A najdziwniejsze w
    tym, że sposób śpiewania jaki uprawia Antony, to, jak dotad sądziłem, coś
    najgorszego na świecie. I nie oburzę się, gdy ktoś mi powie, że w jego
    odczuciu "wokalista się męczy". Wypada posłuchać do końca, a przynajmniej
    doczekać do "Spiralling", najpiękniejszej piosenki od paru lat, bez przesady.
    Płyta trwa tylko 35 minut, co tylko dodaje jej uroku, jest co najmniej 10 minut
    za krótka,ale chyba wiedzieli co robią.A teksty są o życiu i uczuciach każdego
    człowieka, choć co ja tam wiem, nigdy dziewczynką być nie chciałem.
    Myślę że jednak 10/10.
  • sonia34 11.08.05, 17:30
    Jednak
    > nie zgadzam się z twierdzeniem, że to jest muzyka trudna, że "odrzuci
    > przeciętnego słuchacza", albo raczej, że to ten "przeciętny słuchacz" ją
    > odrzuci przy pierwszym słuchaniu.

    No nie jestem pewna czy ktoś kto słucha(czyli przeciętny słuchacz) "Zetki" czy
    Rmf'u doceni tą płytę.
  • ilhan 11.08.05, 17:39
    sonia34 napisała:

    > No nie jestem pewna czy ktoś kto słucha(czyli przeciętny słuchacz) "Zetki"
    > czy Rmf'u doceni tą płytę.

    Hm? A czy ci ludzie w ogóle *słuchają* muzyki? Czy są w stanie należycie docenić jakikolwiek album Radiohead, Pink Floyd, The Smiths? Pod tym względem płyta A&TJ nie jest ani trochę wyjątkowa.
  • sonia34 12.08.05, 14:23
    Czy są w stanie należycie doceni
    > ć jakikolwiek album Radiohead, Pink Floyd, The Smiths?

    Na pewno nie
  • glebogryzarka1 12.08.05, 14:32
    > Czy są w stanie należycie docenić
    > jakikolwiek album Radiohead, Pink Floyd, The Smiths?

    Myślę, że bez problemu tak, ale nie w biurze, nie w sklepie i nie w autobusie
    (etc.), czyli w miejscach masowego odbioru ww. stacji. I przy odrobinie dobrej
    woli. To nie jest kwestia znawstwa i przygotowania, tylko rodzaju preferowanej
    w wolnym czasie aktywności. Skończmy z tym elitaryzmem: "my tu wiemy, a oni
    (zresztą - jacy oni?) pławią się w gównie". Tym bardziej, że ani Pink Floyd,
    ani Smiths, ani Radiohead etc. nie są zbyt trudne do sprzyjęcia.

    --
    Jestem tylko biednym czarnuchem żyjącym w okrutnym świecie.
  • glebogryzarka1 12.08.05, 14:33
    uwielbiam te trzy literki: etc
  • ilhan 12.08.05, 14:44
    glebogryzarka1 napisał:

    > > Czy są w stanie należycie docenić
    > > jakikolwiek album Radiohead, Pink Floyd, The Smiths?
    >
    > Myślę, że bez problemu tak, ale nie w biurze, nie w sklepie i nie w autobusie
    > (etc.), czyli w miejscach masowego odbioru ww. stacji. I przy odrobinie dobrej
    > woli. To nie jest kwestia znawstwa i przygotowania, tylko rodzaju preferowanej
    > w wolnym czasie aktywności. Skończmy z tym elitaryzmem: "my tu wiemy, a oni
    > (zresztą - jacy oni?) pławią się w gównie". Tym bardziej, że ani Pink Floyd,
    > ani Smiths, ani Radiohead etc. nie są zbyt trudne do sprzyjęcia.

    Ależ pełna zgoda, tylko ten radiozetowicz właśnie nie słucha muzyki nigdzie indziej niż biuro i supermarket. Nie mam czasu dyskutować :)
  • sonia34 12.08.05, 15:09
    glebogryzarka1 napisał:

    >
    >
    > Myślę, że bez problemu tak, ale nie w biurze, nie w sklepie i nie w autobusie
    > (etc.), czyli w miejscach masowego odbioru ww. stacji. I przy odrobinie dobrej
    > woli. To nie jest kwestia znawstwa i przygotowania, tylko rodzaju preferowanej
    > w wolnym czasie aktywności.
    > Hm.Może się myle ,ale chyba jednak to nie jest możliwe.Większość moich
    znajomych to właśnie odbiorcy "Zetki" i "Rmf'u i jakoś ich słuchana prze ze mnie
    muzyka kompletnie nie przekonuje.
  • mechanikk 11.08.05, 18:38
    sonia34 napisała

    > No nie jestem pewna czy ktoś kto słucha(czyli przeciętny słuchacz) "Zetki" czy
    > Rmf'u doceni tą płytę.

    Porzućmy tego dziwnego twora jakim jest "przecietny" słuchacz zetki, tego
    frankensztajna, zrodzonego ze statystyk rynkowych,dla którego
    kontakt z kultura odbywa sie na zasadzie relacji klient-produkt-sprzedawca.
    Umowmy sie, że "słuchacza" charakteryzuje jedna drobna cecha: posiada słuch.
    Ktokolwiek został obdarzony choćby w minimalnym stopniu tym dobrodziejstwem nie
    może zaliczać się do kręgu słuchaczy zeta.

    Poza tym mysle ze jest na ziemi wiecej osob, ktore moglyby zachwycic sie ta
    plyta. Ale skad maja sie o niej dowiedzie, he?
  • dziewczyna_mickiewicza 11.08.05, 19:13
    rozumiem, ze kolosalnym bledem jest fakt, iz jeszcze tej plyty nie znam?
    --
    "used to think that anything i'd do wouldn't matter at all anyway
    now i see that when it comes to you, i'm the winner of cards i can't play"
    (r. yamagata)
  • mechanikk 11.08.05, 19:42
    > rozumiem, ze kolosalnym bledem jest fakt, iz jeszcze tej plyty nie znam?


    kolosalnym :)
  • dziewczyna_mickiewicza 11.08.05, 20:13
    w takim razie postaram sie jakos odokutowac i oczywiscie nadrobic braki w
    najblizszym czasie:)
    --
    "used to think that anything i'd do wouldn't matter at all anyway
    now i see that when it comes to you, i'm the winner of cards i can't play"
    (r. yamagata)
  • sonia34 12.08.05, 14:33
    mechanikk napisał:

    > sonia34 napisała
    >
    > > No nie jestem pewna czy ktoś kto słucha(czyli przeciętny słuchacz) "Zetki
    > " czy
    > > Rmf'u doceni tą płytę.
    >
    > Porzućmy tego dziwnego twora jakim jest "przecietny" słuchacz zetki, tego
    > frankensztajna, zrodzonego ze statystyk rynkowych

    ok porzucamy tego dziwnego twora

    > Umowmy sie, że "słuchacza" charakteryzuje jedna drobna cecha: posiada słuch.
    >Nie napisałam tego,że przecietny słuchacz posiada słuch

    PS.Moja recenzja płyt Antonye'go została wybrana recenzją tygodnia w Merlinie
  • argus1 20.08.05, 10:46
    Co do samej płyty - krótko - Niewątpliwy urok, ładne melodie, ciekawe
    aranżacje, niecodzienna barwa głosu - tylko jak dla mnie jest jedno ale - za
    szybko się nudzi. A szkoda.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka