Dodaj do ulubionych

Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wydanie

10.10.05, 22:39
Idea swapu jest prosta - przygotowujemy składankę dla innego, losowo
dobranego forumowicza. Poprzednio było tak:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=26272058
A teraz:
* Temat: "In My Hour of Darkness" / dla miłośników ojczyzny-
polszczyzny "Ściemnia się". Nie czujcie się skrępowani, ale dobrze *jakoś*
się wobec tematu określić :)

* Potrzebne: nagrywarka, CD-R, koperta "z bąbelkami", trochę czasu.

* Zgłoszenia uczestników, zawierające imię i nazwisko oraz adres wysyłkowy,
przyjmuję na moją skrzynkę do środy, 20 października.

* Termin wysłania płyty do swapowego partnera, którego dane otrzymacie mailem
to 11 listopada.

Tyle chyba. Miłej zabawy :)

--
Picking apples for the kings and queens of things I've never seen
Obserwuj wątek
    • kubasa Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 10.10.05, 23:45
      Ja sie jedynie zglosze jezeli bede w stanie napisac recenzje plyty
      Kwiata_paproci do czego od lat nie moge sie zmobilizowac.
      --
      "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
      kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
      love in this world full of opportunities and possibilities."

      Matt Weir
    • roar Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 12.10.05, 17:15
      Ja tylko chciałem powiedzieć, że temat jest prościutki, właśnie godzinkę sobie nad nim posiedziałem i już właściwie mam całą składankę ułożoną.

      Nie mogę się już doczekać, aż się dowiem, kto będzie miał nieszczęście to przesłuchać. Ale z góry tę osobę przepraszam. :D

      --
      When the world is sick can noone be well
      But I dreamt we was all beautiful and strong
      • pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 12.10.05, 17:35
        roar napisał:

        > Ja tylko chciałem powiedzieć, że temat jest prościutki

        Prościutki, ale jaki wdzięczny! :) Na temat nocny mogę spokojnie ułożyć
        składankę pięciopłytową i każda z tych płyt będzie na podobnym (wysokim of
        course, hehe) poziomie.

        > Nie mogę się już doczekać, aż się dowiem, kto będzie miał nieszczęście
        > to przesłuchać. Ale z góry tę osobę przepraszam. :D

        To samo u mnie. Tym razem NO MERCY. Żadnych easy-listeningów. Będzie noc, mrok,
        księżycowa poświata i tylko z rzadka jakaś melodia sensowna. Howgh.

        --
        Distrust anyone who wants to teach you something. (Robert Fripp)
        • roar Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 12.10.05, 17:54
          pagaj_75 napisał:

          > Prościutki, ale jaki wdzięczny! :) Na temat nocny mogę spokojnie ułożyć
          > składankę pięciopłytową i każda z tych płyt będzie na podobnym (wysokim of
          > course, hehe) poziomie.

          Ja się przez chwilę całkiem na poważnie zastanawiałem nad zrobieniem dwóch osobnych płyt. Chwilowo co prawda postawiłem na "dwie strony winyla" (dwie odmienne klimatycznie połówki po 40 minut), ale jak się w międzyczasie okaże, że o czymś naprawdę ważnym zapomniałem, to nie ręczę za siebie... ;) Zwłaszcza biorąc pod uwagę średnią długość moich obecnych faworytów... :D

          --
          When the world is sick can noone be well
          But I dreamt we was all beautiful and strong
    • grimsrund Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 13.10.05, 11:10
      He he, już gotowe :)

      Zastanawiałem się, jakiego klucza przyjąć. Postanowiłem sięgnąć na półkę i
      jechać alfabetycznie. Załapali się zatem wykonawcy z pierwszej półki (od A do
      E) plus kilku z zakresu J-M (do F-I nie sięgnąłem, bo to góra drugiej półki a
      nie chciało mi się wchodzić na drabinkę :) )

      Będzie najpierw balladowo i kołysząco, potem straszliwy przerywnik i skok w
      krainę anielsko-diabelsko-instrumentalną, a na koniec krótkie pocieszenie.
    • glebogryzarka1 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 13.10.05, 13:46
      Ja tym razem nie wchodzę... :(
      1) Nie odpowiada mi temat. No co, nie znam aż tak dużo mrocznej muzyki, żeby
      swobodnie zagnieść składak - chyba że mógłby być jazz only, ale kto by tego
      potem słuchał.
      2) Nie mam czasu - próbuję sfinalizować parę ważnych rzeczy, stąd też moja
      niska ostatnio aktywność na forum, za co wykazując wybitnie dobre samopoczucie
      przepraszam :D
    • ayya Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 13.10.05, 19:26
      Ja też już przeprowadziłam wstępną analizę i wybrałam następujące kawałki:
      Alibabki - Kwiat jednej nocy
      Skaldowie - Wieczór na dworcu w Kansas City
      Zula Pogorzelska - Ja się boję sama spać
      Halina Frąckowiak - Papierowy księżyc
      Irena Jarocka - Wymyśliłam ciebie (nocą przy blasku świec)
      Varius Manx - Piosenka księżycowa
      De Mono - Moje miasto nocą
      Bajm - Józek, nie daruję ci tej nocy
      Grażyna Łobaszewska - Nocny Spacer
      Edyta Górniak - Dotyk
      Mafia - Noce całe
      Chojnacki & Piasek - Niecierpliwi
      Lady Pank - Pani moich snów
      A jakby jeszcze ktoś nie miał dosyć:
      Mandaryna - Ev'ry Nite

      Pozostaje jeszcze pytanie, kto będzie tym szczęśliwcem i dostanie taki
      zestaw ;DDDDDDDD
    • polleke Re: Burn Baby Burn 22.10.05, 21:54
      Dear All,

      właśnie rozesłałam dane Waszych swapowiczów.
      Chciałam tylko przypomnieć, że temat NIE brzmi "Żałobny orszak rusza", OK?
      Płyty wysyłamy do 11 listopada, można (ale nie trzeba) je zaopatrzyć w tytuł
      i/lub okładkę, ale NIE w spis utworów.

      Pozdrawiam

      --
      Picking apples for the kings and queens of things I've never seen
      • roar Re: Burn Baby Burn 22.10.05, 22:52
        polleke napisała:

        > Chciałam tylko przypomnieć, że temat NIE brzmi "Żałobny orszak rusza", OK?

        Właśnie, właśnie. Przecież noc nie musi się kojarzyć tylko z duchami, ponurymi cmentarzyskami i tym podobnymi.

        A poza tym ten temat sobie zachowujemy na którąś z kolejnych edycji.

        --
        And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
        Songs that all around me sing
      • nemrrod Re: Burn Baby Burn 23.10.05, 15:05
        Heh, miałem nie sprawdzać, dla kogo robię składankę, żeby się nie sugerować (bo
        ktoś np. nie lubi pikania), ale oczywiście sprawdziłem i trochę się teraz
        waham... Ale tej połowy składanki, którą już ustaliłem, nie zmieniam :)
        • pagaj_75 Re: Burn Baby Burn 23.10.05, 16:11
          O ile ja dobrze rozumiem zasady zabawy, to tutaj chyba niezupełnie chodzi o to,
          żeby odbiorcy, za przeproszeniem, robić dobrze. Chodzi o przedstawienie swojego
          podejścia do tematu, najlepiej jak to możliwe, a potem zadaniem odbiorcy jest
          zmierzyć sie z gustem twórcy ;)

          Ja zajrzałem do maila i nic a nic to nie zmienia. Robię swoje.

          --
          Distrust anyone who wants to teach you something. (Robert Fripp)
    • mechanikk Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 02.11.05, 23:24
      Już dostałem swoją!
      Przesłuchałem tylko pół raza, i to nie bardzo w nocnych warunkach, bo od 8mej
      rano na discmanie łażąc po prawie pustym mieście, tak sie akurat złożyło. Nic
      na razie nie powiem, poza tym że jest taka bardzo...progrockowa. Dwa nagrania
      znam bardzo dobrze, to Mercury Rev i Sigur Rós. Z cześci na pewno Piotr
      Kaczkowski by sie ucieszył ;)
      Podoba mi sie nawet, mimo, że od progrocka zazwyczaj uciekam gdzie pieprz
      rośnie.
    • mechanikk Recenzja #1 06.11.05, 19:26
      Dobrze, to czas się podzielić wrażeniami.

      1.Soneczko zachodi. Po krótkim intro zaczyna się coś, co odbieram trochę jako
      żart, ale to bardzo ładne jest. Taki góralski folk. Głos wokalisty trochę
      pospolity. To po czesku jest?

      2.Zaraz, zaraz, ja znam ten głos. To nie ten sam, który spiewał "your beautiful
      name, is always the same"? Merz? W takiej orkiestrowej aranżacji? Ja nie znam
      nic Merz'a poza "Lotusem". Błąd! Bardzo ładne.

      3.Piotr Kaczkowski w ekstazie. Bo to chyba The Waterboys.

      4.Głos troche podobny do Sinead O'Connor, ale to nie ona. Tym sie chyba
      zainteresuje bliżej. Taka zimowa piosenka.

      5.Nie lubie tak zwanego art-rocka. Jednak w tych 10 minutach pojawia sie od
      czasu do czasu świetny kawałek melodii. Nie bedę chyba poszukiwać nagrań tego
      wykonawcy, ale to mi sie podoba. Smutne i na szczeście niezbyt pompatyczne.

      6.Mercury Rev - The Dark Is Rising. Jeden z ulubionych. autor składanki ma
      duzego plusa.

      7.Dosć ponury, tajemniczy instrumental. Może z jakiegoś filmu fantasy ;)
      Zupełnie nie wiem co to.

      8.Przerywnik. Czas zrobić sobie kawy. Znów instumentalny, żeby nie można było w
      guglu sprawdzić co to ;)

      9.Fantastyczne! Mój ulubiony fragment. Cos jakby Oldham, albo Dave Mathews z
      ciężką depresją. Chcę wiecej!

      10.Tak to chyba w piekle grają. Bo w piekle nie ma miejsca na metal, tam
      słychać wieczne buczenie, a rytm wybija perkusista-zombie.

      11.Fortepian i brzęczenie (tj. oddech wymarłych swiatów). O, a tu gitara, flet
      jakiś, nanananana, chórek jak z Badly Drawn Boya. Teraz pan ma relaks.

      12.Drugi ulubiony moment. Utwór właściwie oparty na pojedyńczych brzdęknięciach
      gitary, potem trochę się ożywia, dzięki perkusji. Muzyka z widokiem na smutne,
      zimowe morze. Fantastycznie to brzmi, w sumie cicha muzyka, a nagrana tak, ze
      głośniki rozwala.

      13. Sigur Rós z "Nawiasów". Bez komentarza (patrz punkt 6).

      14. Tutaj mam skojarzenia z pewnym utworem Wilco, w którym też zaczyna się od
      piosenkowo, po czym nastepuje 7 minut (u Wilco chyba wiecej było) ponurego
      ambientu. Tutaj ktoś pozyczył bicie serca z "Dark Side Of The Moon". Śpię przy
      tym do samego końca, a śni mi się noc polarna.

      Podsumowujac, bardzo udana, nocno-zimowa składanka. Gdyby ktos takie wydawał,
      to ja bym kupował. Niestety, na rynku składanek królują buddabary, które może
      niedługo będą dodawać do mebelków z Ikei. Moja ocena 8,5/10, zupełnie uczciwie.
      Dziękuje bardzo.
      • roar Re: Recenzja #1 06.11.05, 22:20
        Dobrze, to czas się ujawnić.

        mechanikk napisał:

        > 1.Soneczko zachodi. Po krótkim intro zaczyna się coś, co odbieram trochę jako > żart, ale to bardzo ładne jest. Taki góralski folk. Głos wokalisty trochę
        > pospolity. To po czesku jest?

        M~hm. To po czesku jest. I to nie jest żart, tylko góralski folk właśnie. Autentyczny, prawdziwy, tradycyjny góralski folk, z autentycznym ludowym wokalistą, jeno zaaranżowany na orkiestrę. Więcej może Maciek Makowski opowiedzieć, to dzięki jego długiemu hype'owi tutaj poznałem ten (genialny) album.
        PS: Co prawda na płycie się nie zmieściły, ale w rezerwie miałem też nagrania Butów i XIII Stoleti. Bo Czesi to bardzo muzykalny naród, niemal tak, jak Islandczycy, já vám říkám.

        * Čechomor & Jaz Coleman - Slunéčko [Proměny, 2001] *

        > 2.Zaraz, zaraz, ja znam ten głos. To nie ten sam, który spiewał "your
        > beautiful name, is always the same"? Merz? W takiej orkiestrowej aranżacji?
        > Ja nie znam nic Merz'a poza "Lotusem". Błąd! Bardzo ładne.

        Brawo! Brawo! Serce roście! Tak, to jest właśnie Merz. Dokładnie ten sam album, co "Lotus", a to bynajmniej nie koniec niespodzianek serwowanych przez pana Conrada ani nie koniec jego inwencji.
        ...coś czuję, że niedługo całe forum pozna tę płytę. Nie pytajcie, skąd wiem, nie powiem... sza...

        * Merz - Starlight Night [Merz, 1999] *

        > 3.Piotr Kaczkowski w ekstazie. Bo to chyba The Waterboys.

        No brawo! Trzeci strzał w samą dziesiątkę pod rząd. Odbiorca składanki ma dużego plusa. ;)

        * Waterboys - Down Through the Dark Streets [A Pagan Place, 2002 bonus track] *

        > 4.Głos troche podobny do Sinead O'Connor, ale to nie ona. Tym sie chyba
        > zainteresuje bliżej. Taka zimowa piosenka.

        To ja przy okazji się pytam Ilhana, czy aby na pewno już tego posłuchał, bo w wakacje miał szczerą chęć. ;)

        * Heavy Blinkers - The Night and I Are Still So Young [The Night and I Are Still So Young, 2004] *

        > 5.Nie lubie tak zwanego art-rocka. Jednak w tych 10 minutach pojawia sie od
        > czasu do czasu świetny kawałek melodii. Nie bedę chyba poszukiwać nagrań tego
        > wykonawcy, ale to mi sie podoba. Smutne i na szczeście niezbyt pompatyczne.

        Bo też i Collage genialnymi melodiami stoi. "Moonshine" (jak widać cały czas jesteśmy w temacie ;), ma wszelkie zadatki na to, żeby stać się wśród fanów proga kultowym klasykiem. A ja się zamierzam do tego przyłożyć, jak mogę.

        * Collage - Wings in the Night [Moonshine, 1994] *

        > 6.Mercury Rev - The Dark Is Rising. Jeden z ulubionych. autor składanki ma
        > duzego plusa.

        To może ja tylko powiem, że tutaj również jeden z ulubionych. Ever.

        > 7.Dosć ponury, tajemniczy instrumental. Może z jakiegoś filmu fantasy ;)
        > Zupełnie nie wiem co to.

        A to Pagajowa płyta na 11/10. :) Od pierwszego przesłuchania absolutny faworyt do zamieszczenia na składance, mrok wypływa z głośników i wbrew prawom fizyki zasnuwa wszystkie źródła światła w pobliżu. No i ten tytuł płyty...!

        * Dead Can Dance - Windfall [Within the Realm of a Dying Sun, 1987]

        > 8.Przerywnik. Czas zrobić sobie kawy. Znów instumentalny, żeby nie można było
        > w guglu sprawdzić co to ;)

        Dokładnie tak. Mają czekać cierpliwie, aż autor powie, co to, a nie kombinować.
        Może nie przerywnik, ale faktem jest, że gdybym poczekał kilka dni jeszcze, toby tego utworu na składance nie było. Byłby wymieniony na pangenialny, hiper-mroczny, ambientowy "Dark Noontide" z wcześniejszej płyty Sześciu Organów Poznania. Ale co tam, nie żałuję. Trzeba iść na żywioł.

        * Six Organs of Admittance - The Night Knows Nothing at All [For Octavio Paz, 2003] *

        > 9.Fantastyczne! Mój ulubiony fragment. Cos jakby Oldham, albo Dave Mathews z
        > ciężką depresją. Chcę wiecej!

        Coś jakby Phil Elverum. Świeżuteńka płyta, póki co mój numer dwa w tym roku. Reszta nagrań jest _dokładnie_ taka sama. Czasem może nawet zbyt dokładnie. ;) Ale to też i oznacza, że jest dokładnie tak samo dobra. Bierz w ciemno.

        * Mount Eerie - No Flashlight {part 1} [No Flashlight (Songs of the Fulfilled Night), 2005] *

        > 10.Tak to chyba w piekle grają. Bo w piekle nie ma miejsca na metal, tam
        > słychać wieczne buczenie, a rytm wybija perkusista-zombie.

        W piekle też, ale przede wszystkim w Niemieckim Nepalu.
        ...a to nawet nie był ten fragment, który sobie wybrałem na płytę... Był tam drugi taki, jeszcze lepszy - "Static", z jeszcze bardziej opętańczą perkusją, ale niestety o te paręnaście sekund dłuższy. A ten się akurat mieścił...

        * Deutsch Nepal - Faint Retard [Erosion, 1999] *

        > 11.Fortepian i brzęczenie (tj. oddech wymarłych swiatów). O, a tu gitara, flet
        > jakiś, nanananana, chórek jak z Badly Drawn Boya. Teraz pan ma relaks.

        To było nieuchronne jak 90 minuta meczu. Musiało być. :)

        * The Polyphonic Spree - Skinny Dip [Thumbsucker, 2005] *

        > 12.Drugi ulubiony moment. Utwór właściwie oparty na pojedyńczych
        > brzdęknięciach gitary, potem trochę się ożywia, dzięki perkusji. Muzyka z
        > widokiem na smutne, zimowe morze. Fantastycznie to brzmi, w sumie cicha
        > muzyka, a nagrana tak, ze głośniki rozwala.

        Kurczę, a ja nawet nie jestem jakimś wielkim fanem; kompozycja trafiła tu dla dopełnienia klimatu. Teraz widzę, że słuszna to decyzja była. :)
        To metal jest. Drone doom metal. Więc ma rozwalać głośniki, a jakże.

        * Earth - Tethered to the Polestar [Hex: or Printing in the Infernal Method, 2005]

        > 13. Sigur Rós z "Nawiasów". Bez komentarza (patrz punkt 6).

        Pozostaje mi również odesłać do punktu szóstego.
        Albo, co tam, pozwolę sobie na chwilkę prywaty i korzystając z okazji wyłożę, co czuję do tego utworu. To jest soundtrack do desperacji, muzyka do greckiej tragedii, gdzie losem bohaterów rządzi posępne fatum. Do takich momentów, kiedy wydaje się, że wszystko stracone, że nie ma szans na ratunek, na odwrócenie tego, co się stało. Rozpacz narasta, w końcu wylewa się na zewnątrz w crescendo-katharsis. A potem nadchodzi ukojenie, a w mroku błyska nagle iskierka nadziei.
        ...dobra, a teraz już siedzę cicho. Promise.

        * Sigur Rós - {untitled #3} [( ), 2002] *

        > 14. Tutaj mam skojarzenia z pewnym utworem Wilco, w którym też zaczyna się od
        > piosenkowo, po czym nastepuje 7 minut (u Wilco chyba wiecej było) ponurego
        > ambientu. Tutaj ktoś pozyczył bicie serca z "Dark Side Of The Moon". Śpię przy
        > tym do samego końca, a śni mi się noc polarna.

        Znowu Phil Elverum, jeszcze bez e w środku. (Jeszcze jedna płyta poznana tutaj, winny jest tym razem Aimarek.) Jak się dobrze wsłuchać, w tle słychać fragmenty wcześniejszych utworów z albumu. Znów - absolutny faworyt do składanki od samiuśkiego początku. To za ten utwór przepraszałem parędzieścia postów wyżej; plułbym sobie w moją bujną brodę do końca życia, gdybym go tu nie wstawił.

        * The Microphones - My Warm Blood [The Glow, Pt. 2, 2001] *

        --
        And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
        Songs that all around me sing
          • roar Re: Recenzja #1 06.11.05, 23:13
            mechanikk napisał:

            > Jeszcze raz ogromne dzięki.
            > Właśnie zrobiłem sobie okładkę z wydruku tego postu ;) i mogę już _świadomie_
            > słuchać.

            Właśnie, okładka!

            ...za chwilę pójdą na twój gazetowy mail dwie grafiki, które sobie przygotowałem jako okładkę/książeczkę do składanki.
            Co prawda moje doświadczenia z drukarkami są żadne, więc nie wiem, czy to się w ogóle nadaje do druku, że o takich "szczegółach" jak niestandardowy rozmiar i dpi nie wspomnę, ale liczę, że jednak da się to przenieść na papier, tudzież, jakby co, liczę na konstruktywną krytykę. :)

            A przy okazji, dla potomności - jeszcze raz lista utworów, ładnie i w rządku:

            Strona A:

            01. 07:24 Čechomor & Jaz Coleman - Slunéčko ["Proměny", 2001]
            02. 03:36 Merz - Starlight Night ["Merz", 1999]
            03. 09:03 The Waterboys - Down Through the Dark Streets ["A Pagan Place", 2002 (reissue)]
            04. 03:58 The Heavy Blinkers - The Night and I Are Still so Young ["The Night and I Are Still So Young", 2004]
            05. 11:11 Collage - Wings in the Night ["Moonshine", 1994]
            06. 04:52 Mercury Rev - The Dark Is Rising ["All Is Dream", 2001]

            Strona B:

            07. 03:30 Dead Can Dance - Windfall ["Within the Realm of a Dying Sun", 1987]
            08. 03:20 Six Organs of Admittance - The Night Knows Nothing at All ["For Octavio Paz", 2003]
            09. 03:04 Mount Eerie - No Flashlight ["No Flashlight (Songs of the Fulfilled Night)", 2005]
            10. 06:45 Deutsch Nepal - Faint Retard ["Erosion", 1999]
            11. 02:22 The Polyphonic Spree - Skinny Dip ["Thumbsucker", 2005]
            12. 04:42 Earth - Tethered to the Polestar ["Hex: or Printing in the Infernal Method", 2005]
            13. 06:33 Sigur Rós - {untitled #3} ["( )", 2002]
            14. 09:29 The Microphones - My Warm Blood ["The Glow, Pt. 2", 2001]

            --
            And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
            Songs that all around me sing
            • mechanikk Re: Recenzja #1 06.11.05, 23:32
              Konstruktywna krytyka: ładne, sie nie spodziewałem, ze będzie prawdziwa okładka
              i że jeszcze sam vangog ją zrobi ;)

              Z formatem sobie poradzę, ale póki co, muszę sobie kupić kolorowy tusz. Jak na
              razie musi mi wystarczyć siermiężna okładka "forumowa", ale na niej ciekawe
              komentarze są! :)

              Więc jeszcze jeszcze raz: Takk!

        • ilhan Re: Recenzja #1 09.11.05, 16:58
          > To ja przy okazji się pytam Ilhana, czy aby na pewno już tego posłuchał, bo w > wakacje miał szczerą chęć. ;)
          >
          > * Heavy Blinkers - The Night and I Are Still So Young [The Night and I Are
          > Still So Young, 2004] *

          Nie posłuchał jeszcze, dziękuje za przypomnienie.

          --
          wszystko spoko jest
          mi się akurat wszystko podoba
    • ayya Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 08.11.05, 19:59
      Dostałam składankę :D
      Na razie jestem pod wrażenien jej zewnętrznej formy: ma okładkę nawiązującą do
      najlepszych dokonań światowego abstrakcjonizmu, ma tytuł (Historia pewnej
      ciemności...), piosenki mają autorskie tytuły (np. Rany julek jak mi go żal...
      on taki samotny...), a sam nośnik zawiera jakiś ukryty przekaz do odbiorcy
      czyli do mnie :DDDD Wkrótce go zapewne rozszyfruję, podobnie jak zawartość
      składanki :)) Pozdrowienia dla twórcy (chyba twórczyni) z Otwocka :)
        • geigo Recenzja nr 2, czyli recenzione nieco spóźnione ;) 08.11.05, 23:38
          Na początek przepraszam Autora/rkę składanki za mój poślizg pomiędzy otrzymaniem płyty a tym tekstem - stało się to z przyczyn ode mnie niezależnych :) A teraz do rzeczy: płyta zatytułowana jest "In My Hour Of Darkness: Late Night, Strawberry Fields", a oto co mi się udało (oraz nie udało ;) ) poznać z jej zawartości:

          1. Kojarzy mi się trochę z latami osiemdziesiątymi, coś jakby new wave, trochę The Cult (a może to właśnie The Cult?), wokalista śpiewa z pasją Nicka Cave'a, męskie chórki też mocno w klimacie The Bad Seeds. Świetne. Google odmówiły współpracy, zatem czekam na info, kto tak pięknie gra :)
          2. R.E.M. - Nightswimming. I wszystko jasne. Wróć - ciemne, nie wyłamujmy się z tematu ;)
          3. Syntezatory i elektronika w głównych rolach. Bujające, lekkie, nieco melancholijne - przyjemna rzecz. Google poinformowały, że to The French - The Wu-Tang Clan.
          4. Znów zaczyna się elektroniką. Dosyć wyraźny beat, mimo to przestrzennie, melodyjnie - i znów moja ulubiona nutka melancholii. Usłużna wyszukiwarka oświeciła mnie - to Junior Boys, Teach Me How To Fight. Podoba się.
          5. Spokojne, dużo gitar, w refrenie mruczące chórki, pojawiają się nawet skrzypce, a na koniec wszystko urasta w iście progresywnym stylu. Ładne. Info od Googli: to Super Furry Animals - Cloudberries.
          6. Głos nie do pomylenia - Morrisey, za to piosenki musiałam poszukać - i znalazłam: Late Night, Maudlin Street. Piękne. Na dodatek uświadomiło, że koniecznie muszę nadrobić zaległości jeśli chodzi o solowe dokonania Mr. M.
          7. Śmieszna sprawa, ale w tym momencie dopadło mnie lekkie zaćmienie w stylu "znam to, ale za chiny ludowe nie wiem kto śpiewa" ;)) Po chwili olśniło mnie - eech, jak mogłam nie poznać Cocorosie... Piosenka - oczywiście "Terrible Angels".
          8. Znakomite, mój drugi (po numerze 1) faworyt wśród nieznanych utworów. Akustyczna gitara na początek, fajnie zharmonizowane głosy - kiedy wchodzi pełne instumentarium, robi się przepięknie. Aż szkoda, że to takie krótkie...
          9. Trochę elektroniki, brzęcząca od niechcenia gitara, przeszkadzajki w tle i żeński delikatny głos - i nagle to wszystko nabiera rozmachu, gęstnieje i pięknie płynie przez dziewięć minut.
          10. Echo & The Bunnymen - Over the Wall. Komentarze chyba zbędne :)
          11. Sytuacja jak przy Cocorosie - znam, ale nie wiem :) , tylko że tym razem amnezja nie chce ustąpić (zapewne okaże się, że to coś bardzo oczywistego i będzie mi głupio ;) ). Znowu plączą mi się po głowie lata osiemdziesiąte - jakby melodyjniejsze wydanie The Birthday Party. Energia bijąca ze zniekształcanego elektronicznie wokalu, wyrazista gitara i perkusja, połamana melodia. Świetne.
          12. Google rzondzom :) Tym razem mówią, że to 500 Galaxie - Tugboat. Oj, nasłuchali się panowie Echa & T. B., a przede wszystkim "All I Want Is You" U2 - ale bardzo ładna piosenka im z tego zasłuchania wyszła, bardzo ładna.
          13. Ostatni apel o pomoc do wyszukiwarki - to The Triffids, Tender Is The Night. Tytuł całkowicie adekwatny do zawartości - dziewczęcy głos (wspierany męskim jedynie w refrenie), delikatnie przygrywają gitary i smyki, optymistyczna melodia. Ładna kołysanka na zakończenie płyty.

          Sumując - podobało się bardzo. Inne oblicze ciemności, niż to, do którego jestem przywiązana - bo choć obyło się bez (moich faworytnych) depresyjno-pesymistycznych klimatów, jest świetnie i tak - tajemniczo, mrocznie i nastrojowo, aż chce się włączać "play" jeszcze raz, i jeszcze... Dziękuję :)
          • ilhan Re: Recenzja nr 2, czyli recenzione nieco spóźnio 09.11.05, 09:02
            Na początek dziękuję Losowi za przydzielenie mi tak wdzięcznego i przychylnego recenzenta :)

            A teraz do wyjaśnień:

            > 1. Kojarzy mi się trochę z latami osiemdziesiątymi, coś jakby new wave,
            > trochę
            > The Cult (a może to właśnie The Cult?), wokalista śpiewa z pasją Nicka Cave'a,
            > męskie chórki też mocno w klimacie The Bad Seeds. Świetne. Google odmówiły współpracy, zatem czekam na info, kto tak pięknie gra :)

            Wokalista śpiewa z pasją większą od Nicka Cave'a! :P
            Składanka ma kompozycję klamrową. To są The Triffids z 1985 roku. "Field Of Glass" z epki o tym samym tytule. Jakość nie najwspanialsza - bo utwór nigdy nie doczekał się wydania na cd. Może w przyszłym roku. Dla mnie rzecz uderzająca z porażąjącą siłą.


            > 3. Syntezatory i elektronika w głównych rolach. Bujające, lekkie, nieco melanch
            > olijne - przyjemna rzecz. Google poinformowały, że to The French - The Wu
            > Tang Clan.

            Zdaję sobie sprawę, że to nie jest wybitny utwór, ale mam do niego słabość. Może dlatego, że mam też słabość do The Notwist, a to brzmi prawie identycznie.


            > 8. Znakomite, mój drugi (po numerze 1) faworyt wśród nieznanych utworów.
            > Akustyczna gitara na początek, fajnie zharmonizowane głosy - kiedy wchodzi
            > pełne instumentarium, robi się przepięknie. Aż szkoda, że to takie krótkie...

            To jest historia trochę z cyklu "Nie do wiary", bo ci koledzy nie wydali jeszcze debiutanckiego albumu, z którego pochodzi utwór (płyta ukazuje się w najbliższy poniedziałek, 14.11.), a już ogłosili na swojej stronie, że kończą działalność. Zamierzałem ich nieco popromować, a tu taka wpadka. Nazywają się Pellumair, ten utwór "See Saw", a cała płyta "The Summer Storm" (ten kawałek podoba mi się najbardziej, ale ogólnie całość jest w tym nastroju - może nieco zbyt słodkim). "Kiedy wchodzi pełne instrumentarium" - stuprocentowe My Bloody Valentine, ale mniejsza z tym - to naprawdę fenomenalny moment. Szkoda, szkoda i jeszcze raz szkoda.


            > 9. Trochę elektroniki, brzęcząca od niechcenia gitara, przeszkadzajki w tle i > żeński delikatny głos - i nagle to wszystko nabiera rozmachu, gęstnieje i
            > pięknie płynie przez dziewięć minut.

            To z kolei mój cichy faworyt. Znów w słabej jakości, bo znów praktycznie niezdobywalny. Bang Bang Machine - Geek Love. Rok 1992.


            > 11. Sytuacja jak przy Cocorosie - znam, ale nie wiem :) , tylko że tym razem > amnezja nie chce ustąpić (zapewne okaże się, że to coś bardzo oczywistego i
            > będzie mi głupio ;) ). Znowu plączą mi się po głowie lata osiemdziesiąte -
            > jakby melodyjniejsze wydanie The Birthday Party. Energia bijąca ze
            > zniekształcanego elektronicznie wokalu, wyrazista gitara i perkusja, połamana > melodia. Świetne.

            Nie powinno być chyba wstyd - jest to wprawdzie utwór z płyty należącej do kanonu, ale nie powszechnie znanej i słuchanej. The Pop Group ze swojego debiutu "Y" (1979) - "We Are Time". To tak, żeby trochę postraszyć w nocy :)


            > 12. Google rzondzom :) Tym razem mówią, że to 500 Galaxie - Tugboat. Oj,
            > nasłuchali się panowie Echa & T. B., a przede wszystkim "All I Want Is You"
            > U2 - ale bardzo ładna piosenka im z tego zasłuchania wyszła, bardzo ładna.

            To jest właśnie zaleta coverów, że nawet google nie pomoże :) Owszem, to utwór Galaxie 500, ale tu pojawia się w wersji British Sea Power z 2003 roku - dwukrotnie dłuższy i jeszcze lepszy od świetnego oryginału. I muszę powiedzieć, że skojarzenie z "All I Want Is You" w pewnej chwili też miałem, od razu!


            > 13. Ostatni apel o pomoc do wyszukiwarki - to The Triffids, Tender Is The
            > Night. Tytuł całkowicie adekwatny do zawartości - dziewczęcy głos (wspierany > męskim jedynie w refrenie), delikatnie przygrywają gitary i smyki,
            > optymistyczna melodia. Ładna kołysanka na zakończenie płyty.

            Cudowna, absolut :)
            Ale ja już nie pamiętam co myślałem, kiedy słuchałem pierwszy raz.

            Ogólnie bardzo dziękuję za poświęcenie czasu i dużo ciekawych uwag. Biorąc pod uwagę, że nie do końca pewnie czuję się na polu klasycznego mroku i depresji, chyba nie wyszło tak źle :)

            Pozdrawiam!
            • geigo Re: Recenzja nr 2, czyli recenzione nieco spóźnio 10.11.05, 16:11
              Ha, czyli intuicja dobrze mi podpowiadała w kwestii autora składanki! :)) Nie powiem, jestem z siebie dumna ;)


              > Wokalista śpiewa z pasją większą od Nicka Cave'a! :P
              > Składanka ma kompozycję klamrową. To są The Triffids z 1985 roku. "Field Of Gla
              > ss" z epki o tym samym tytule. Jakość nie najwspanialsza - bo utwór nigdy nie d
              > oczekał się wydania na cd. Może w przyszłym roku. Dla mnie rzecz uderzająca z p
              > orażąjącą siłą.
              >

              Zgadza się, niesamowity numer. Wiem już, płyt jakiego zespołu będę poszukiwać w najbliższym czasie :)


              > To jest historia trochę z cyklu "Nie do wiary", bo ci koledzy nie wydali jeszcz
              > e debiutanckiego albumu, z którego pochodzi utwór (płyta ukazuje się w najbliżs
              > zy poniedziałek, 14.11.), a już ogłosili na swojej stronie, że kończą działalno
              > ść. Zamierzałem ich nieco popromować, a tu taka wpadka. Nazywają się Pellumair,
              > ten utwór "See Saw", a cała płyta "The Summer Storm" (ten kawałek podoba mi si
              > ę najbardziej, ale ogólnie całość jest w tym nastroju - może nieco zbyt słodkim
              > ). "Kiedy wchodzi pełne instrumentarium" - stuprocentowe My Bloody Valentine, a
              > le mniejsza z tym - to naprawdę fenomenalny moment. Szkoda, szkoda i jeszcze ra
              > z szkoda.
              >

              Oo, to szybko się uwinęli z karierą... Dołaczam się do ubolewania - bardzo wielkie szkoda. Ale popromować zawsze można :) - jeżeli nie zespół, to przynajmniej płytę, bo zacnie grają.


              > Nie powinno być chyba wstyd - jest to wprawdzie utwór z płyty należącej do kano
              > nu, ale nie powszechnie znanej i słuchanej. The Pop Group ze swojego debiutu "Y
              > " (1979) - "We Are Time". To tak, żeby trochę postraszyć w nocy :)
              >

              Zatem jednak nie jest mi głupio, ponieważ jeśli chodzi o The Pop Group, to jedynie nazwa zespołu obiła mi się kiedyś o uszy, muzyki nie znałam. Piszę w czasie przeszłym, gdyż wczoraj udało mi się wyszperać w necie właśnie ten album - "Y". No i podoba się, naprawdę podoba. Choć przyznam, że nadal nieodparcie kojarzy mi się z wczesnym Cave'em i The Birthday Party - ale zważywszy na czas powstania płyty, to raczej Nick C. mógł się nimi inspirować :)


              > To jest właśnie zaleta coverów, że nawet google nie pomoże :) Owszem, to utwór
              > Galaxie 500, ale tu pojawia się w wersji British Sea Power z 2003 roku - dwukro
              > tnie dłuższy i jeszcze lepszy od świetnego oryginału. I muszę powiedzieć, że sk
              > ojarzenie z "All I Want Is You" w pewnej chwili też miałem, od razu!
              >

              No bo nietrudno mieć, gdy w części instrumentalnej gitarzysta wygrywa niemal identyczne nutki jak te, które wyszły spod palców The Edge'a :) Aż korci, żeby zapytać czy w oryginale też jest tak duże podobieństwo, czy to tylko cecha coveru?
              Ale w sumie - pal licho zbieżności, bo piosenka jest naprawdę urodziwa.


              > Ogólnie bardzo dziękuję za poświęcenie czasu i dużo ciekawych uwag. Biorąc pod
              > uwagę, że nie do końca pewnie czuję się na polu klasycznego mroku i depresji, c
              > hyba nie wyszło tak źle :)

              Proszę bardzo :) A wyszło naprawdę super, bo nie dość, że kompilacja zwyczajnie świetna do słuchania, to na dodatek wzbogacona o walor edukacyjno-poszerzający ;)
              • ilhan Re: Recenzja nr 2, czyli recenzione nieco spóźnio 10.11.05, 17:02
                geigo napisała:

                > Ha, czyli intuicja dobrze mi podpowiadała w kwestii autora składanki! :)) Nie
                > powiem, jestem z siebie dumna ;)

                Pogratulować :)


                > Zgadza się, niesamowity numer. Wiem już, płyt jakiego zespołu będę poszukiwać > w najbliższym czasie :)

                Jeśli mogę zasugerować - rekomenduję na początek "Born Sandy Devotional" lub "Calenture". W zasadzie to dwa najlepsze albumy. Ja wolę ten pierwszy, ale na drugim jest np. fenomenalny "Jerdacuttup Man" w stylu Nicka Cave'a (choć trudno tu chyba mówić o jakimś wpływie - McComb nie przepadał za żadnymi współczesnymi mu artystami, to chyba zasługa specyficznego australijskiego natchnienia).


                > Oo, to szybko się uwinęli z karierą... Dołaczam się do ubolewania - bardzo
                > wielkie szkoda. Ale popromować zawsze można :) - jeżeli nie zespół, to
                > przynajmniej płytę, bo zacnie grają.

                Powinna być w moim Top 20 roku - jeśli to jakikolwiek hype :)


                > Zatem jednak nie jest mi głupio, ponieważ jeśli chodzi o The Pop Group, to
                > jedynie nazwa zespołu obiła mi się kiedyś o uszy, muzyki nie znałam. Piszę w
                > czasie przeszłym, gdyż wczoraj udało mi się wyszperać w necie właśnie ten
                > album - "Y". No i podoba się, naprawdę podoba.

                Mi też się podoba - aczkolwiek nie jest to najłatwiejsza, a już na pewno nie najnormalniejsza muzyka świata.

                > No bo nietrudno mieć, gdy w części instrumentalnej gitarzysta wygrywa niemal > identyczne nutki jak te, które wyszły spod palców The Edge'a :) Aż korci,
                > żeby zapytać czy w oryginale też jest tak duże podobieństwo, czy to tylko
                > cecha coveru?

                Głównie coveru. Wersja Galaxie 500 jest krótsza o ponad 3 minuty, nieco szybsza, a bardzo ograniczony warsztat muzyków tego zespołu nie pozwala im odlecieć tak wysoko jak BSP :) Może nawet pokusiłbym się o bardziej zdecydowaną opinię, ale kasety "Rattle & Hum" już, zdaje się, nie posiadam i nie mogę sobie "All I Want Is You" za puścić, a to już nie te czasy kiedy znałem to na pamięć :)

                > walor (...) poszerzający ;)

                To chyba największy komplement jaki może spotkać muzykę na tym forum :)
                Pozdr.

                --
                wszystko spoko jest
                mi się akurat wszystko podoba
      • roar Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 09.11.05, 11:44
        Przyszło! Ha! Przyszło! Z Kutna... kto tu jest z... zresztą nie, nie mówić, nie chcę się niczym sugerować przy słuchaniu. Fajna okład... co ja mówię, fenomenalna okładka! Z początku w ogóle myślałem, że to druk jest... gdzie tam, wszystko pracowicie wydrapane na czarnym papierze i doprawione farbką. Po prostu masakra. Wielkie dzięki!

        Właśnie leci z głośników. Na razie poznałem tylko Morphine... o, i teraz Múm... Recenzja pewnie gdzieś pod koniec tygodnia.

        --
        And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
        Songs that all around me sing
          • tymbarski Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 09.11.05, 14:34
            Moja przyszła dziś. Tytuł: An Echo of night. Na płycie napisane jest, że
            słuchanie płyty ma sens tylko nocą. Nie wkładam więc płyty do odtwarzacza,
            czekam do min 22.00. Stempel pocztowy z Wawy. Nie mam żadnych podejrzeń od kogo
            może być ta składanka, z wyjątkiem tego, że jej autorem na 99% jest mężczyzna.
            Martwi mnie, że ja już wysłałem swoją składankę, a odzewu od adresata na forum
            ni widu ni słychu.
                  • teddy4 Ted recenzuje 12.11.05, 16:10
                    1. Zaczyna się mrocznie, jakieś klawisze i dileje na gitarach, ale potem
                    wchodzi gitara akustyczna, na której niechybnie gra jakieś czteroletnie dziecko.
                    2. O tak, tutaj np. Jack byłby szczęsłiwy, bo to pewnie GYBE! albo jakiś
                    projekt poboczny. Długie, wolno się rozkręcające.
                    3. Koleś se gra na akustyku i śpiewa. Nie powala. Raczej z USA niż skądinąd.
                    4. Rozpoznałem. The Books się nazywają. Zaczyna się gajnymi akordami na Fender
                    Jazz Bassie, ale potem wchodzi jakieś country i nie odpuszcza do końca. Kolega,
                    który opracował składankę woli chyba gitarę akustyczną od elektrycznej.
                    5. The Microphones. Nie znam tytułu, króciutkie w stosunku do reszty ale urocze.
                    6. Tego też nie znam. Jedna z lepszych rzeczy na składance. W ogóle teraz
                    zauważam, że kolega ze Zgierza wszystko dobrze zestawił. Płyta jest bardzo
                    jednorodna - moja zupełnie nie:).
                    7. Elvis Costello. Trudno nie poznać "My Dark Life".
                    8. John Zorn! Zupełnie niepodobny do siebie, ale akurat odziedziczyłem tą
                    płytę .... w spadku. Naprawdę w spadku.
                    9. Pełny postmodernizm. Na fortepianie zsamplowany Chopin tak jakby, sekcja
                    niechybnie EdWard Vesala - Peter Warren, a nad wszystkim unosi się duch
                    odjechanej knajpy o 5 rano.
                    10.A co to? Jakiś jazzujący Sigur Ros? Znowu przebija pod spodem gitara
                    akustyczna i pedal steel guitar. Już wiem! To zapewne czołowy reprezentant
                    gatunku prog jazz cold country.
                    11.Autor składanki lubi wstępy ad libitum. Jakaś cegła położona na klawiszu,
                    jakieś smyki z lekko dysonansowym zawieszonym akordem. I tu nie jest inaczej.
                    12.W zasadzie jest podobnie, chcoiaż to na pewno inny wykonawca.
                    13.A tu jakiś taki symfonik na początku. A co dalej? Tak samo.

                    Podsumowanie - składanka bardzo na zadany temat. Jest mrok, niepokój i
                    perspektywa nadciągającej zimy. W sumie 7,5/10. Dzięki dla ziomala ze
                    Zgierza:)
                    • aimarek Re: Ted recenzuje 23.11.05, 23:36
                      Z tego wszystkiego zapomniałem objaśnić kto gra na składaku.

                      teddy4 napisał:

                      > 1. Zaczyna się mrocznie, jakieś klawisze i dileje na gitarach, ale potem
                      > wchodzi gitara akustyczna, na której niechybnie gra jakieś czteroletnie dziecko

                      Shalabi Effect - Uma
                      Ze zjawiskowej dla mnie "The Trial Of St-Orange". Zupełnie pokręcona muzyka,
                      którą trudno nawet stosownie opisać, ale masz rację - tam grają czterolatki ;)


                      > 2. O tak, tutaj np. Jack byłby szczęsłiwy, bo to pewnie GYBE! albo jakiś
                      > projekt poboczny. Długie, wolno się rozkręcające.

                      Pudło. To Pagajowy wynalazek - Supersilent. Czyli norweska drużyna lepsza od
                      Rosenborgu Trondheim. Czwórka z ich szóstej płyty (kolesie nie nadają nazw
                      albumom i utworom, tylko numerki). Raczej nie kojarzyłbym ich twórczości z
                      GYBE!. Zwłaszcza wcześniejsze dokonania to prawdziwa - ale jakże rozkoszna -
                      tortura dla błon bębenkowych.

                      > 3. Koleś se gra na akustyku i śpiewa. Nie powala. Raczej z USA niż skądinąd.

                      To "Icicles" z tegorocznej solowej płyty Davida Pajo. "Obiektywnie" może i nie
                      powala, ale ja bardzo lubię ten utwór.

                      > 4. Rozpoznałem. The Books się nazywają. Zaczyna się gajnymi akordami na Fender
                      > Jazz Bassie, ale potem wchodzi jakieś country i nie odpuszcza do końca. Kolega,
                      >
                      > który opracował składankę woli chyba gitarę akustyczną od elektrycznej.

                      Nie wiem czy woli. Tu mi akurat jakoś takie klimaty wyszły.

                      > 5. The Microphones. Nie znam tytułu, króciutkie w stosunku do reszty ale urocze

                      Zgadzam się.

                      > 6. Tego też nie znam. Jedna z lepszych rzeczy na składance. W ogóle teraz
                      > zauważam, że kolega ze Zgierza wszystko dobrze zestawił. Płyta jest bardzo
                      > jednorodna - moja zupełnie nie:).

                      A to z kolei Animal Collective, tyle że jeszcze jako Avey Tare and Panda Bear. Z
                      kosmicznej "Spirit They're Gone, Spirit They've Vanished".

                      > 7. Elvis Costello. Trudno nie poznać "My Dark Life".

                      > 8. John Zorn! Zupełnie niepodobny do siebie, ale akurat odziedziczyłem tą
                      > płytę .... w spadku. Naprawdę w spadku.

                      "Bikkurim" z "Bar Kokhby" odczytane na nowo w przepiękny sposób przez Billa
                      Frisella na "Masada Guitars".

                      > 9. Pełny postmodernizm. Na fortepianie zsamplowany Chopin tak jakby, sekcja
                      > niechybnie EdWard Vesala - Peter Warren, a nad wszystkim unosi się duch
                      > odjechanej knajpy o 5 rano.

                      Hah, nie traktowałem w tych kategoriach, przyznam :) Fortepian żywy. A zespół
                      nazywa się The Bad Plus i polecany był już na Forum kilka razy.

                      > 10.A co to? Jakiś jazzujący Sigur Ros? Znowu przebija pod spodem gitara
                      > akustyczna i pedal steel guitar. Już wiem! To zapewne czołowy reprezentant
                      > gatunku prog jazz cold country.

                      No mnie też skojarzyło się z Sigurem jak usłyszałem pierwszy raz. To Niemcy z
                      Kammerflimmer Kollektief, czyli kolejny z moich hajpów i utwór z tegorocznego,
                      znakomitego "Absencen".

                      > 11.Autor składanki lubi wstępy ad libitum. Jakaś cegła położona na klawiszu,
                      > jakieś smyki z lekko dysonansowym zawieszonym akordem. I tu nie jest inaczej.

                      A to Boxhead Ensemble. Założona przez Michaela Krassnera supergrupa, przez którą
                      przewinęli się m.in. Ken Vandermark, Will Oldham (Bonnie Książę), Jeff Tweedy z
                      Wilco, dwaj kolesie z Dirty Three, znakomity wiolonczelista Fred Lonberg-Holm i
                      jeszcze kilka innych znamienitych osobistości. To z ich drugiej, niesamowicie
                      nastrojowej, nocnej płyta "Two Brothers". Polecam wszystkim gorąco.

                      > 12.W zasadzie jest podobnie, chcoiaż to na pewno inny wykonawca.

                      A to Twine i otwieracz z ich self-titled.

                      > 13.A tu jakiś taki symfonik na początku. A co dalej? Tak samo.

                      Ke? To Fennesz a nie jakiś symfonik.

                      > Podsumowanie - składanka bardzo na zadany temat. Jest mrok, niepokój i
                      > perspektywa nadciągającej zimy. W sumie 7,5/10. Dzięki dla ziomala ze
                      > Zgierza:)

                      Ale obawiam się że nie masz racji, bo obiektywnie to jest 10/10.

                      Tracklist:
                      1. Shalabi Effect - Uma (3:59)
                      2. Supersilent - 6.4 (9:30)
                      3. David Pajo - Icicles (3:07)
                      4. The Books - All Our Base Are Belong To Them (4:18)
                      5. The Microphones - Instrumental (1:40)
                      6. Avey Tare and Panda Bear - Chocolate Girl (7:59)
                      7. Elvis Costello with Brian Eno - My Dark Life (6:20)
                      8. John Zorn - Bikkurim (3:00)
                      9. The Bad Plus - Silence Is the Question (8:11)
                      10. Kammerflimmer Kollektief - Unstet (fur Jeffrey Lee Pierce) (6:32)
                      11. Boxhead Ensemble - When Johnny Comes Marching Home (3:37)
                      12. Twine - G R V (1:49)
                      13. Fennesz - Circassian (5:49)


                      --
                      Dębowe Mocne jest muzyką.
      • jack9 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 12.11.05, 21:13
        Ze zgadnięciem kim jest autorka składanki nie miałem żadnego problemu, gorzej
        było z zawartością - przy pierwszym słuchaniu rozpoznałem aż 5 utworów z 18
        kawałkowego zestawu.
        a było tak:
        1.Husky Rescue – City Lights – w pierwszych chwilach myślałem że to Air
        zatrudnili wokalistkę, klimatyczne
        2.Patric Wolf – Bloodbeat – elektronika prawie jak 20lat temu…;)
        muszę się bliżej zapoznac z tym panem
        3.Puressence – Sharpen Up The Knives przypomina najlepsze kawałki Cooper
        Temple Clause
        4.Echo And The Bunnymen – Killing Moon – trudno byłoby nie zgadnąć co to
        za kawałek
        5.Cocorosie – Armagedon – oj te Panie to odważne wokalistki
        6.Laura Veirs – Shadow Blues – Pani z akustyczną gitarą – ależ mroczne
        klimaty
        7.Modest Mouse - Cold Part – sam chciałem włączyć ten utwór do płyty
        którą układałem – mistrzostwo w temacie
        8.Cat Power - Moonshiner – Znów Pani z gitarą -minimalizm - trochę nuży
        ale pewnie dlatego że to kawałek Dylana …;)
        9.Counting Crows – Colourblind – też bardzo oszczędne środki ( fortepian,
        smyczki, głos) a efekt 1000 razy lepszy niż w poprzednim kawałku
        10.Sophie Zelmani – Dreamer - jeszcze jedna Pani z gitarą - piosenka jak
        kołysanka - świetna
        11.Deus – Magdalena – klimatyczne gitary i delikatna perkusja , ale do
        wokalu tego gościa nie mogę się przekonać
        12.Jesus And Mary Chain – Darklands – ci kolesie grają zawsze tak samo-
        nie do pomylenia
        13.Belle And Sebastian – Sleep The Clock Around – skoczny, skandowany
        kawałek, troche na zasadzie kontrastu – jakby to był vinyl to powienien on
        otwierać 2 stronę płyty…;)
        14.Thea Gilmore – Pirate Moon – I znów Pani z gitarą i interesującym
        głosem – księżycowa kołysanka
        15.Kean – Emili – gitarki akustyczne i wokal tworzący urok całego utworu
        16.Ryan Adams – When The Stars Go Blue – podobnie jak wyżej - głos buduje
        całą piosenkę
        17.Julie Doiron – Last Night – I ponownie damski wokal z gitarą która gra
        tu wyjątkowo ciekawie
        18.The Smiths – Asleep – fortepian i głos który trudno pomylić z
        jakimkolwiek innym…;)

        I tak dzięki tej płycie poznałem kilku wykonawców którymi teraz się zainteresuje
        a przy okazji dowiedziałem sie że jestem debilem w pewnych rejonach muzycznych
        a wrzucając w googla nazwy artystów ze składanki dowiadziałem się kto jest od
        nich specjalistą ...;)
        • ayya Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 13.11.05, 12:23
          jack9 napisał:

          > Ze zgadnięciem kim jest autorka składanki nie miałem żadnego problemu, gorzej
          > było z zawartością - przy pierwszym słuchaniu rozpoznałem aż 5 utworów z 18
          > kawałkowego zestawu.

          Muszę się przyznać, że o coś takiego mi chodziło :) Na początku ułożyłam
          składankę, gdzie było więcej klasycznych zespołów i kawałków, ale pod wpływem
          odbiorcy (tzn dowiedziawszy się któż to będzie :))) część z nich zamieniłam na
          rzeczy nowsze i chyba mniej znane.

          > 1.Husky Rescue – City Lights – w pierwszych chwilach myślałem że to
          > Air
          > zatrudnili wokalistkę, klimatyczne

          A to taka ciekawostka ze Skandynawii. Bliżej im chyba do Goldfrapp niż do Air.
          Od początku wiedziałam, że od tego utworu zacznę płytę :)

          > 2.Patric Wolf – Bloodbeat – elektronika prawie jak 20lat temu…
          > ;;)
          > muszę się bliżej zapoznac z tym panem

          Warto poznać. Ciekawy człowiek :)

          > 5.Cocorosie – Armagedon – oj te Panie to odważne wokalistki

          Może nie tyle odważne, co intrygujące :) Ale widać po innych płytach CocoRosie
          bardzo dobrze wpisują się w ten temat składanki :)))

          > 6.Laura Veirs – Shadow Blues – Pani z akustyczną gitarą – ale
          > ż mroczne
          > klimaty

          Moja słabość do śpiewających pań wyraźnie wzięła górę przy interpretacji
          tematu :D

          > 8.Cat Power - Moonshiner – Znów Pani z gitarą -minimalizm - trochę nuży
          > ale pewnie dlatego że to kawałek Dylana …;)

          Ja znam ten kawałek jeszcze z interpretacji Allison Moorer i któregoś z
          projektów Jeffa Tweedyego, ale w wykonaniu Cat Power zrobił na mnie spore
          wrażenie.

          > 10.Sophie Zelmani – Dreamer - jeszcze jedna Pani z gitarą - piosenka ja
          > k
          > kołysanka - świetna

          Bardzo fajna wokalistka, choć po zapoznaniu się z jej twórczością można mieć
          wrażenie, że wszystkie jej płyty są takie same - ma to swój plus: miałam
          ogromny kłopot z wybraniem najlepszego utworu do takiej składanki, bo
          możliwości było bardzo dużo :)))

          > 15.Kean – Emili – gitarki akustyczne i wokal tworzący urok całego u
          > tworu

          To jeszcze z czasów, kiedy Keane byli mniej mainstreamowym zespołem niż są
          teraz :)

          > I tak dzięki tej płycie poznałem kilku wykonawców którymi teraz się
          zainteresuje

          No bardzo mi miło :)

          > a przy okazji dowiedziałem sie że jestem debilem w pewnych rejonach
          > muzycznych a wrzucając w googla nazwy artystów ze składanki dowiadziałem się
          > kto jest od nich specjalistą ...;)

          E tam specjalistą zaraz, po prostu mam ogromną słabość do wykonawców
          (szczególnie pań) grających przeważnie kameralną, smęcącą na potęgę muzykę w
          sam raz do tematów senno-mroczno-nocnych :))

          Cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam :)

          Dla porządku:
          1. Husky Rescue - City Lights (Country Falls, 2004)
          2. Patrick Wolf - Bloodbeat (Lycanthropy, 2003)
          3. Puressence – Sharpen Up The Knives (Only Forever, 1998)
          4. Echo And The Bunnymen – The Killing Moon (Ocean Rain, 1984)
          5. CocoRosie – Armageddon (Noah's Ark, 2005)
          6. Laura Veirs – Shadow Blues (Carbon Glacier, 2004)
          7. Modest Mouse - The Cold Part (The Moon & Antarctica, 2000)
          8. Cat Power - Moonshiner (Moon Pix, 1998)
          9. Counting Crows – Colorblind (This Desert Life, 1999)
          10. Sophie Zelmani – Dreamer (Time To Kill, 1999)
          11. dEUS – Magdalena (The Ideal Crash, 1999)
          12. Jesus And Mary Chain – Darklands (Darklands, 1987)
          13. Belle And Sebastian – Sleep The Clock Around (The Boy With the Arab Strap,
          1998)
          14. Thea Gilmore – Pirate Moon (Avalanche, 2003)
          15. Keane - Emily (Demo, 2001)
          16. Ryan Adams – When The Stars Go Blue (Gold, 2001)
          17. Julie Doiron – Last Night (Goodnight Nobody, 2004)
          18. The Smiths – Asleep (Louder Than Bombs, 1987)
      • tymbarski Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 14.11.05, 09:46
        Po kilkukrotnym przesłuchaniu mojego swapa poczułem się wreszcie gotowy do
        wysmażenia recenzji. Przede wszystkim mojemu Swapowiczowi należy się order im.
        Hitchcocka za umiejętność budowania klimatu i napięcia. 15 kawałków
        niewiarygodnie spójnych, a oprócz tego ułożonych perfekcyjnie pod względem
        budowania klimatu.
        Utwory w większości są instrumentalne. Problem w napisaniu recenzji polega na
        tym, że płyta osadzona jest w klimatach, w których ja kompletnie nie siedzę -
        ergo żadnego z tych kawałków nie znam. I Bardzo dobrze!!!

        1. Jedyny kawałek, w którym występują słowa. Mógłbym więc poszperać w google,
        ale po co. Utwór zwiastujący klimat całej płyty. Mroczny, ale spokojny i
        stonowany, bez ani jednego zbędnego dźwięku, główny motyw, a w zasadzie bit nie
        jest męczący, naprawdę utwór znakomity na początek.

        2. Trąbka wprowadziła mnie w błogi nastrój. Stwierdziłem, że autor skłądanki
        radził, by płyty słuchać w nocy, bo jest mocno romantyczna, w sam raz na wieczór
        z drugą połową. Jakże się myliłem...ale o tym potem. Trąbka towarzyszy nam przez
        cały kawałek, mocno kojarzy się z muzyką filmową w stylu, bo ja wiem, Michała
        Lorenca.

        3. Zaczyna się robić jak w dobrym thrillerze. Niespokojny, poszarpany bit z
        dominacją instrumentów perkusyjnych. Z przełomowym momentem przyprawiającym o
        palpitację serca. Dodać należy, że wszystko nadal toczy się w wolnym tempach,
        podkreślających doskonale klimat muzycznej podróży.

        4. Smyki i delikatny fortepian coraz bardziej skierowują mnie w stronę muzyki
        filmowej. Jazzowe blachy, nieco szybsze tempo, coraz bardziej przerażający
        klimat, osadzony w ryzach szeroko pojętego jazzu i zakończenie ze świetnie
        wyeksponowanymi basami.

        5. Przenosimy się do opuszczonego kościoła, na co wskazują dźwięki organów i
        stóp po kamiennej posadzce. Odgłosy natury wskazują, że kościół jest gdzieś na
        odludziu, pełnym ptaków i ujadających psów. Napięcie sięga szczytu, a to nawet
        nie jest połowa płyty.

        6. Bit kojarzący się z przyspieszającym biciem serca plus dźwięki zwiastujące
        obecność elektrokardiogramu. Od połowy utworu znów mamy jednak smyki
        skierowujące nas do muzyki filmowej. Kawałek zdecydowanie spokojniejszy, dający
        słuchaczowi chilę wytchnienia przed tym, co ma nastąpić dalej.

        7. Nieco zbyt natarczywy i sztuczny bit, kojarzący mi się z loopami, które robią
        amatorzy w programie fruity loops. Psuje klimat całego utworu.

        8. Powracamy do trąbki z kawałka nr 2 wzbogaconej hmm, kontrabasem?. Żadnych
        udziwnień, zmian tempa itp. Kolejny moment oddechu dla słuchacza.

        9. Traumatyczna, senna podróż, chyba wzbogacona jakąś substancją chemiczną.
        Brniemy więc dalej w klimat horroru. Dzwony rurowe niczym z Oldfielda XXI w.

        10. No to mamy thriller w pełnej krasie. Nałożone na siebie dźwięki i
        instrumenty budują prawdziwą ścianę strachu. Od połowy kawałka znów możemy
        chwilę odetchnąć, ale wrażenie pozostaje.

        11. Znowu pachnie fruity loops. Zdecydowanie najsłabszy dla mnie kawałek z
        płyty. Bit tak męczący, że ma się dość po połowie utworu. 6 minut ustawicznego
        napieprzania sprawia, że na inne aspekty utworu nie umiem zwrócić uwagi.

        12. Znowu 2m20sek. spokoju. I...nic więcej.

        13. Chyba mamy do czynienia z kompozytorem czerpiącym z muzyki klasycznej i
        jazzu jednocześnie. Wyobraźcie sobie nieco unowocześnione klasyczne dźwięki
        wpuszcone w tempo jazzującej perkusji. Potem mamy dodawane do tego bigosu po
        kolei skłądniki budzące strach. Niepokojące talerze, szeleszczące dzwonki z
        trąbką do spółki.

        14. Niby zaczyna się spokojnie, ale ma się wrażenie, że zaraz coś się stanie.
        Znowu jednoznaczne skojarzenia z muzyką filmową. Jesteśmy w połowie utworu, a
        dalej nic nie wybuchło. Czyżby przedostatni kawałek zwiastował koniec horroru i
        możliwość spokojnego zaśnięcia? Tak, pełen chill-out dla słuchacza.

        15. W pewien sposób kontynuacja klimatu z 14. kawałka - czyli możesz iść spać
        słuchaczu. No i niespodzianka. Pojawia się anielski kobiecy głos, chcący chyba
        uspokoić szykujące się do zaatakowania słuchacza instrumenty. Instrumenty dały
        się ujarzmić. Można iść spać.

        Nowoczesny, bardzo starannie dobrany concept-album. Jak dla mnie, rockowca z
        krwi i kości, częste słuchanie tego typu muzyki, mocno nasączonej elektroniką,
        byłoby zbyt męczące. Ale raz na kiedyś - czemu nie. Dziękuję za świetną
        składankę i możliwość przeprowadzenia testu na odporność na strach na moim
        organizmie.
        • pagaj_75 Re: Burn Baby Burn, czyli składanki - drugie wyda 14.11.05, 22:45
          No to nadejszła wiekopomna chwila i mogę się już przyznać, że autorem tej
          strasznej składanki jestem ja :) Choć z tego, że jest ona w takich
          Hitchcockowskich klimatach zdałem sobie sprawę jakiś czas po ukończeniu jej. Ja
          naprawdę takiej muzyki słucham nocą, z perwersyjnie wielką przyjemnością. No i
          dobrze wiedziałem jakie klimaty lubi odbiorca i w związku z tym liczyłem się, że
          w obliczu tak końskiej dawki ambientu i norweskiego jazzu nie dozna on, i to
          bardzo dotkliwie nie dozna. Mimo to, kolega Tymbarski okazał się nad wyraz
          wyrozumiały ;) Ale do rzeczy:

          tymbarski napisał:

          > 1. Jedyny kawałek, w którym występują słowa.

          "He knows the moon, he knows the stars and he knows the Milky Way."
          Nie wyobrażałem sobie innego początku tej składanki odkąd tylko poznałem temat.
          Tak zaczynał 13 lat temu Geir Jennssen jako Biosphere. Otwieracz (a zarazem
          tytułowy) z debiutanckiego "Microgravity".

          > 2. Trąbka wprowadziła mnie w błogi nastrój. Stwierdziłem, że autor skłądanki
          > radził, by płyty słuchać w nocy, bo jest mocno romantyczna, w sam raz na
          > wieczór z drugą połową. Jakże się myliłem...ale o tym potem. Trąbka towarzyszy
          > nam prze z cały kawałek, mocno kojarzy się z muzyką filmową w stylu, bo ja
          > wiem, Michała Lorenca.

          Strzał z muzyką filmową niezły, bo to faktycznie zostało wykorzystane w jakimś
          filmie, którego pewnie nikt w Polsce nie widział. Ale znaleźć ten utwór też
          można na płycie "Solid Ether" Nielsa Pettera Molvaera, bo to on tak pięknie na
          tej trąbce gra. Niech Cię jednak "Kakonita" nie zmyli - nie jest to zbyt
          reprezentatywny kawałek dla jego twórczości.

          > 3. Zaczyna się robić jak w dobrym thrillerze. Niespokojny, poszarpany bit z
          > dominacją instrumentów perkusyjnych. Z przełomowym momentem przyprawiającym o
          > palpitację serca. Dodać należy, że wszystko nadal toczy się w wolnym tempach,
          > podkreślających doskonale klimat muzycznej podróży.

          Jedna z moich ukochanych nocnych, by nie powiedzieć wręcz cmentarnych, płyt.
          Meksykanin Fernando Corona, czyli (bardziej swojsko) Murcof. A ja właśnie
          zabieram się za poszukiwanie jego nowej płyty, która ukazała się trzy dni temu.

          > 4. Smyki i delikatny fortepian coraz bardziej skierowują mnie w stronę muzyki
          > filmowej. Jazzowe blachy, nieco szybsze tempo, coraz bardziej przerażający
          > klimat, osadzony w ryzach szeroko pojętego jazzu i zakończenie ze świetnie
          > wyeksponowanymi basami.

          Chyba się uprę, że będę na każdej składance lansował Red Snappera. Poprzednio
          nie doznał Aimarek, ale przyznaję po czasie, że dobór utworu był bezsensowny.
          Ale tutaj "Regrettable" pasował mi jak mało który. I pomyśleć, że ten utwór to
          odrzut, wydany na CD już po rozwiązaniu grupy.

          > 5. Przenosimy się do opuszczonego kościoła, na co wskazują dźwięki organów i
          > stóp po kamiennej posadzce. Odgłosy natury wskazują, że kościół jest gdzieś na
          > odludziu, pełnym ptaków i ujadających psów. Napięcie sięga szczytu, a to nawet
          > nie jest połowa płyty.

          A tu trochę liczyłem, że będziesz to znał. Mimo że zespół nie bardzo rockowy, to
          jednak zasłużony - Kraftwerk i "Mitternacht".

          > 6. Bit kojarzący się z przyspieszającym biciem serca plus dźwięki zwiastujące
          > obecność elektrokardiogramu. Od połowy utworu znów mamy jednak smyki
          > skierowujące nas do muzyki filmowej. Kawałek zdecydowanie spokojniejszy,
          > dający słuchaczowi chilę wytchnienia przed tym, co ma nastąpić dalej.

          To Steven Wilson z Porcupine Tree w swoim ambientowym wcieleniu, czyli Bass
          Communion z drugiej płyty. Bit w tym kawałku jest iście kapitalny w swej prostocie.

          > 7. Nieco zbyt natarczywy i sztuczny bit, kojarzący mi się z loopami, które
          > robią amatorzy w programie fruity loops. Psuje klimat całego utworu.

          No dobra, chyba nikomu Vessel nie przypada do gustu tak, jak mi. "Color Queen" z
          "Dreaming in Pairs", głównie właśnie za ten mroczny, duszny klimat i temat główny.

          > 8. Powracamy do trąbki z kawałka nr 2 wzbogaconej hmm, kontrabasem?. Żadnych
          > udziwnień, zmian tempa itp. Kolejny moment oddechu dla słuchacza.

          Owszem, chwila oddechu, ale jaka piękna! To z płyty, której słucham ostatnio
          namiętnie - grupa Food, w skład której wchodzi trębacz Arve Henriksen, który
          jeszcze tu powróci, ale nie uprzedzajmy wydarzeń ;)

          > 9. Traumatyczna, senna podróż, chyba wzbogacona jakąś substancją chemiczną.
          > Brniemy więc dalej w klimat horroru. Dzwony rurowe niczym z Oldfielda XXI w.

          FFWD (skrót od Fripp, Fehlmann, Weston & Dr Paterson) czyli ambientowe spotkanie
          na szczycie z roku 1994 między liderem King Crimson a muzykami (i bliskim
          współpracownikiem) The Orb. Choć akurat "Klangtest" to może aż taki ambientowy
          nie jest. Szkoda, że skończyło się na jednej płycie. Wolę ją bardziej niż
          którykolwiek album The Orb.

          > 10. No to mamy thriller w pełnej krasie. Nałożone na siebie dźwięki i
          > instrumenty budują prawdziwą ścianę strachu. Od połowy kawałka znów możemy
          > chwilę odetchnąć, ale wrażenie pozostaje.

          A to wszystko to jedynie gitara akustyczna, której brzmienie zostało
          zmasakrowane komputerowymi zabawkami. Ale klimat taki, że włosy się jeżą na
          całym ciele. To Fennesz i "The Point of It All", mój ulubiony fragment "Venice".

          > 11. Znowu pachnie fruity loops. Zdecydowanie najsłabszy dla mnie kawałek z
          > płyty. Bit tak męczący, że ma się dość po połowie utworu. 6 minut ustawicznego
          > napieprzania sprawia, że na inne aspekty utworu nie umiem zwrócić uwagi.

          Mogłem się spodziewać, ale ci panowie specjalizują się w takich właśnie
          kawałkach (których raczej nie da się wyprodukować na FL, wierz mi),
          wytrącających z równowagi i wywracających wyobrażenie słuchacza na temat tego co
          jest muzyką, a co nie :) To Autechre i "Panhelic Triangle". Chciałem dać
          "Surriperre", ale jest zdecydowanie za długi jak na potrzeby takiej składanki :/

          > 12. Znowu 2m20sek. spokoju. I...nic więcej.

          Ech, tak sobie pomyślałem, że składanka o takim stężeniu ambientu bez choćby
          wirtualnej obecności Briana Eno nie byłaby ważna. No to taki drobiazg Harolda
          Budda z ich wspólnej płyty, "The Pearl", a jednocześnie tytułowy utwór dla całej
          składanki.

          > 13. Chyba mamy do czynienia z kompozytorem czerpiącym z muzyki klasycznej i
          > jazzu jednocześnie. Wyobraźcie sobie nieco unowocześnione klasyczne dźwięki
          > wpuszcone w tempo jazzującej perkusji. Potem mamy dodawane do tego bigosu po
          > kolei skłądniki budzące strach. Niepokojące talerze, szeleszczące dzwonki z
          > trąbką do spółki.

          A na koncercie w Warszawie, w okrojonym do trzech osób składzie, brzmieli jak
          Mum, których ktoś zamknął w wysokiej wieży i powiedział, że nie wypuści dopóki
          nie zagrają czegoś budzącego przerażenie, ale lepszego od "Summer Make Good" ;))
          Na szczęście na płycie Germanie z Kammerflimmer Kollektief brzmią niesamowicie,
          a "Nachtwache 15 September" to nawet nie jest najlepszy utwór na "Absencen" (ale
          tutaj pasował najlepiej).

          > 14. Niby zaczyna się spokojnie, ale ma się wrażenie, że zaraz coś się stanie.
          > Znowu jednoznaczne skojarzenia z muzyką filmową. Jesteśmy w połowie utworu, a
          > dalej nic nie wybuchło. Czyżby przedostatni kawałek zwiastował koniec horroru
          > i możliwość spokojnego zaśnięcia? Tak, pełen chill-out dla słuchacza.

          No czy ja wiem czy taki czilaut? Dla mnie jednak sporo niepokoju jest w tym
          kawałku, choć i faktycznie trochę ulgi też tam jest. Aphex Twin i zakończenie
          horroru pt. "Selected Ambient Works, vol. 2". Utwór bez tytułu, choć (ze względu
          chyba na ilustrację w książeczce do płyty) tu i ówdzie można go znaleźć jako
          "Matchsticks".

          > 15. W pewien sposób kontynuacja klimatu z 14. kawałka - czyli możesz iść spać
          > słuchaczu. No i niespodzianka. Pojawia się anielski kobiecy głos, chcący chyba
          > uspokoić szykujące się do zaatakowania słuchacza instrumenty. Instrumenty dały
          > się ujarzmić. Moż
          • pagaj_75 c.d. 14.11.05, 22:45
            > 15. W pewien sposób kontynuacja klimatu z 14. kawałka - czyli możesz iść spać
            > słuchaczu. No i niespodzianka. Pojawia się anielski kobiecy głos, chcący chyba
            > uspokoić szykujące się do zaatakowania słuchacza instrumenty. Instrumenty dały
            > się ujarzmić. Można iść spać.

            Ekhem, ten głos nie jest kobiecy ;) To (najprawdopodobniej) wspomniany wyżej
            Arve Henriksen i jego najbardziej znany ansambl - Supersilent. Piękna kołysanka
            zamykająca genialną Szóstkę. To faktycznie taka cisza po burzy z piorunami, jaką
            jest cały ten album.

            > Nowoczesny, bardzo starannie dobrany concept-album. Jak dla mnie, rockowca z
            > krwi i kości, częste słuchanie tego typu muzyki, mocno nasączonej elektroniką,
            > byłoby zbyt męczące. Ale raz na kiedyś - czemu nie. Dziękuję za świetną
            > składankę i możliwość przeprowadzenia testu na odporność na strach na moim
            > organizmie.

            Od siebie dodam, że naprawdę żałuję, że nie mogła być to składanka 4-płytowa, bo
            na tyle miałem pomysłów (a materiału na jeszcze więcej), no i że ze względów
            technicznych nie udało mi się pomieścić kilku świetnych utworów. To był naprawdę
            ciężki wybór. Ale jeszcze nic straconego - może jakaś Special Edition na
            okoliczność zbliżającej się okrągłej, 31-ej rocznicy? Hehe...

            01 BIOSPHERE "Microgravity" ("Microgravity", 1992)
            02 NIELS PETTER MOLVAER "Kakonita" ("Solid Ether", 2000)
            03 MURCOF "Mo" ("Martes", 2003)
            04 RED SNAPPER "Regrettable" ("Red Snapper", 2002)
            05 KRAFTWERK "Mitternacht" ("Autobahn", 1974)
            06 BASS COMMUNION "Dwarf Artillery" ("Bass Communion", 1999)
            07 VESSEL "Color Queen" ("Dreaming in Pairs", 2002)
            08 FOOD "Pie" ("Veggie", 2002)
            09 FFWD "Klangtest" ("FFWD", 1994)
            10 FENNESZ "The Point of It All" ("Venice", 2004)
            11 AUTECHRE "Panhelic Triangle" ("Confield", 2001)
            12 HAROLD BUDD & BRIAN ENO "An Echo of Night" ("The Pearl", 1984)
            13 KAMMERFLIMMER KOLLEKTIEF "Nachtwache 15 September" ("Absencen", 2005)
            14 APHEX TWIN "[cd2, track 12]" ("Selected Ambient Works, vol. II", 1994)
            15 SUPERSILENT "6.6" ("6", 2003)

            --
            Distrust anyone who wants to teach you something. (Robert Fripp)
            • mechanikk Re: c.d. 14.11.05, 23:01
              Kurcze, to sa zdecydowanie pobocza moich zainteresowań, ale po tym co
              przeczytałem, to chcę żeby następnym razem składanke dla mnie robił Pagaj ;))
              A tego Fennesza to juz od roku próbuję obczaić, ale jakioś zawsze inne płyty
              zajmują mu miejsce.
              • obly Re: c.d. 15.11.05, 07:43
                no to uwazaj bo zaczniesz kurcze chadzać poboczami od tej pory i nogawki w
                rosie
                Kurcze po opisie wiedzialem na 85% że to pagaisko złomował te track liste.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka