Dodaj do ulubionych

Burn Baby Burn, edycja czwarta

20.07.06, 14:53
Zakładam oficjalny wątek, wpisuję się na listę i jadę na wakacje, więc proszę
zorganizować wszystko tak, żebym zdążył wrócić i zrobić składankę :)

Pozdro.
Edytor zaawansowany
  • mechanikk 20.07.06, 15:18
    Oficjalnie zapisuję się.
  • kubasa 20.07.06, 15:24
    Też się zapisuje.
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • kubasa 20.07.06, 15:26
    Ale jaki temat? Ten 40 dni dookoła świata to taki że chodzi o podróz, pociagi,
    krajobrazy?
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • jarecki32 20.07.06, 15:34
    chyba chodzi o world music ze szczegolnym uwzglednieniem USA, England,
    Scotland, Irland, Canada and Poland.
    Tez sie zapisuje.
  • pagaj_75 20.07.06, 15:37
    Byłbym za tym, żeby każdy sobie zinterpretował ten temat tak, jak mu jest
    wygodnie. Nie rzucajmy terminami typu world music, bo jeszcze ludzie zaczną
    rezygnować twierdząc, że nie słuchają takiej muzyki ;)

    To, że niniejszym oficjalnie się zapisuję (i stwierdzam, że dane teleadresowe mi
    się nie zmieniły) jest chyba jasne jak słońce?

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • pszemcio1 20.07.06, 15:38
    tyż
  • aimarek 20.07.06, 15:41
    Wchodzę w ten biznes.
    --
    Żyrafy wchodzą do szafy.
    Dębowe Mocne jest muzyką.
  • ilhan 20.07.06, 15:49
    Ich auch.
  • roar 20.07.06, 16:02
    Und ich. Natürlich. Selbstverständlich.

    --
    And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
    Songs that all around me sing
  • hennessy.williams 20.07.06, 16:48
    Obecny
    --
    Hennessy Williams X.O.
  • good_morning 20.07.06, 15:49
    podróz, pociagi,
    krajobrazy?


    jesli to temat, to YES, a jesli nie, to niech mnie ktos wyprostuje :)
  • pszemcio1 20.07.06, 16:10
    jestem sfrustrowany, wszyscy w około w mojej robocie awansują

    ...zapodajcie coś wesołego
  • grimsrund 20.07.06, 19:29
    "Chcesz pan zabawy, zabaw się pan sam" :)

    Akces.
  • ayya 20.07.06, 16:51
    Ja też się zapisuję.
  • janek0 20.07.06, 20:32
    ijateż
    --
    My moves are slow but soon they'll know
  • polleke 20.07.06, 21:06
    Ja też, ja też!

    Różne takie:
    - zgłoszenia zamykam za tydzień, czyli w czwartek 27.
    - temat - niech zostanie "W 40 dni dookoła świata", ale proszę tu nie narzucać
    swoich ograniczających interpretacji :), a poza tym oczywiście dozwolone są
    myki,
    - wysyłka składanek do połowy sierpnia (Nemrrod chyba zdąży wrócić z wczasów).

    A reszta to już chyba znana z poprzednich rozdań.
  • nienietoperz 20.07.06, 22:59
    Jesli tylko mozna, chcialbym sie zglosic jako wierny czytacz (choc rzadki
    siewypowiadacz) SF.
    Komu przeslac dane adresowe (mam nadzieje ze adres w UK nie bedzie problemem?)

    Uklony,
    Nienietoperz

    --
    Though this be madness, yet there is method in 't.
  • ilhan 20.07.06, 23:08
    nienietoperz napisał:

    > Jesli tylko mozna, chcialbym sie zglosic jako wierny czytacz (choc rzadki
    > siewypowiadacz) SF.
    > Komu przeslac dane adresowe (mam nadzieje ze adres w UK nie bedzie problemem?)

    To jest tu ktoś z adresem spoza UK? ;-)
  • polleke 20.07.06, 23:49
    nienietoperz napisał:

    > Jesli tylko mozna, chcialbym sie zglosic jako wierny czytacz (choc rzadki
    > siewypowiadacz) SF.
    > Komu przeslac dane adresowe (mam nadzieje ze adres w UK nie bedzie problemem?)


    Tylko poważne oferty ze zdjęciem na mój gazetowy adres, polleke@gazeta.pl

    Tutaj można przeczytać, jak hartowała się stal:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=26272058
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=30229617
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=37176935
  • mechanikk 20.07.06, 23:56
    Czy w bazie danych są nadal namiary na mnie, czy mam jeszcze raz wysłać? Bo nic
    sie nie zmieniło.
  • polleke 21.07.06, 00:17

    > Czy w bazie danych są nadal namiary na mnie, czy mam jeszcze raz wysłać?

    Nie trzeba, wszystko mam.
  • libertine 21.07.06, 13:25

    --
    and to the man who would be king i would say only one thing...
  • ilhan 27.07.06, 14:11
    Podciągam, bo może ktoś wrócił z wakacji i dołączy w ostatniej chwili.
  • polleke 28.07.06, 00:10
  • grimsrund 28.07.06, 00:55
    Kurde no, a ja nie ruszyłem jeszcze nawet ze swoją. Ale zacznę już jutro i może
    będę się nawet trochę starał, bo mnie przypadła wyjątkowo wyśrubowana
    persona ;))
  • pagaj_75 28.07.06, 01:21
    Mnie również, jak się okazuje. Ale lubię takie wyzwania, w dodatku postawiłem
    sobie za punkt honoru, że ta składanka będzie moją najlepszą w dotychczasowej
    historii, więc będę długo nad nią myślał. Będzie fun :)

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • digsa 28.07.06, 15:16
    pytanie jest: jak ja mogłam nie zauważyć tego wątku? :< czekałam na nową edycję
    a teraz będę musiala poczekać na jeszcze następną :(

    --
    parklife.pl
  • mechanikk 28.07.06, 20:48
    Bardzo proszę AUTORA MOJEJ SKŁADANKI, żeby się wstrzymał z wysyłaniem do prawie
    ostatniej chwili i wysłał jakoś po 10 sierpnia. To jest trochę ważne. Tanx from
    the mountain. Swoją wyślę next week więc niech nikt się nie niepokoi.
  • mechanikk 28.07.06, 20:52
    Zapomniałem dodać: jeżeli to możliwe :)
  • grimsrund 06.08.06, 18:13
    No, czwórka wreszcie gotowa! Żem sie namęczył, ale w końcu wyszło. Ponieważ
    dość szybko uświadomiłem sobie że z powodu gustów rozstrzału w ŻADEN sposób nie
    zadowolę osoby odbierającej, machłem na to ręką i zrobiłem składankę ot tak,
    byle się dobrze bawić. Jako klucz wybrałem drogę podróżnika, któren chce
    zwiedzić sporą część świata - kolejne utwory pochodzą z krajów/terytoriów na
    trasie jego hipotetycznej podróży przez 5 kontynentów, ze zdecydowaną przewagą
    klimatów azjatyckich :)
  • obly 07.08.06, 09:09
    ej a zapisy?
    czy są wolne miejsca siedzące?
    DLA PALACYCH!!!



    --
    Koń był chory
  • grimsrund 07.08.06, 10:55
    Obawiam się, że czwarty pociąg już nieodwołalnie odjechał. Ale jakby co, zawsze
    mogę Koledze wysłać swoją, w ramach pocieszenia :)
  • obly 07.08.06, 11:27
    jeeee.. no tak zaspałem na tąpodróż ;)) z chęcią przyjmę te ramy
    pocieszenia ;)))
    --
    Koń był chory
  • grimsrund 09.08.06, 20:39
    No to Kolega niech rzuci adresem jakiej tajnej skrzynki kontaktowej, coby można
    ją było wysłać :)
  • roar 07.08.06, 11:53
    Jeśli jestem pierwszą osobą, która dostała swoją składankę, to dobitnie to świadczy o wyższości poczty angielskiej nad polską. :D

    Recenzja pewnie jutro. W każdym razie szybko - na pewno nie będę się guzdrał jak ostatnio.

    --
    And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
    Songs that all around me sing
  • good_morning 07.08.06, 15:11
    dobra dobra, polska poczta tez dziala ;) w przeciwienstwie do mojej stacji
    dyskow, ktora coraz czesciej odmawia posluszenstwa. dlatego tez prosze
    autora/-ke mojej skladanki (ktory/-a pisze bardzo ladne drukowane male 'a' ;p) o
    cierpliwosc: pojutrze poslucham tego na innym komputerze.(no chyba,ze przez
    pomylke faktycznie przyslal mi pusty dysk ;D)
  • good_morning 07.08.06, 15:23
    zapomnialam,ze mam inny sprzet do sluchania w domu, tak sie zzylam z komputerem ;D
    to tymczasem!
    (wyspa juz blisko...musze isc dokarmic ryby ;D)
  • jarecki32 08.08.06, 15:07
    wczoraj przyszla paczuszka z Lodzi. Przesluchalem poki co pobieznie i musze
    przyznac, ze bede potrzebowal sporo czasu aby ogarnac to dzielo, ale na pewno
    cos napisze.
    Dzis wysylam moje wlasne dokonanie, w Polsce powinno byc za tydzien
  • pagaj_75 09.08.06, 10:59
    Wychodzę sobie dzisiaj rano do sklepu po świeże bułki, a tu w skrzynce leży
    koperta bombelkowa z płytom w sierodku. Musi leżała tam od wczoraj, alem nie
    przyuważył. Składak nosi dość groźny tytuł "Globalization ain't shit to me",
    więc nie wiem czy się nie bać przypadkiem. 80 minut, 25 tracków - ech, ileż ja
    bym dał za to, żeby móc skonstruować składak z taką furą utworów (u mnie średnia
    czasowa wynosi ponad 5 minut i za cholerę nie umiem nic z tym zrobić). Recenzja
    będzie w okolicach weekendu.

    Moja składanka jeszcze dojrzewa niczym winogrona na południowych stokach
    Szampanii, ale wyleci do adresata lada dzień. Uprasza się o cierpliwość.

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • nemrrod 09.08.06, 11:08
    pagaj_75 napisał:

    > "Globalization ain't shit to me"

    Ej, kurde, ktoś mi ukradł tytuł :/

    Moja składanka miała być bezkompromisowa, ale jestem miękki i powoli się uginam.
    Wyślę pewnie ostatniego dnia, więc również proszę o cierpliwość.
  • pagaj_75 09.08.06, 11:17
    nemrrod napisał:

    > Ej, kurde, ktoś mi ukradł tytuł :/

    Jak mniemam to cytat z czegoś?

    > Moja składanka miała być bezkompromisowa, ale jestem miękki i powoli się
    > uginam

    A ja podchodzę do swojej na luzie. Będzie raczej lekko i słodko, choć parę
    zakrętasów też się przydarzy. W końcu walor edukacyjny musi być.

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • nemrrod 09.08.06, 11:26
    pagaj_75 napisał:

    > Jak mniemam to cytat z czegoś?

    A nie wiem. Nie myślałem dokładnie o takim, ale też chciałem coś z globalizacją,
    a ten nadałby się świetnie. Nieważne.

    > W końcu walor edukacyjny musi być.

    U mnie tylko walor edukacyjny będzie, dlatego melodii nie przewiduję :]
  • ilhan 09.08.06, 11:22
    Ja wysłałem już w zeszłym tygodniu i teraz czekam na wyczerpującą, obszerną recenzję mojego Dzieła <palacz>
  • ilhan 13.08.06, 18:01
    Ho ho, od recenzji aż gęsto. Do mnie chyba doszła, znaczy jest awizo, zobaczymy jutro.
  • pszemcio1 13.08.06, 18:30
    dopiero jutro wyślę:/
  • pagaj_75 15.08.06, 13:38
    Pierwszy!

    Po wyjęciu płyty ze skrzynki, obiecywałem, że napiszę w weekend, ale wtedy
    jeszcze nie słyszałem muzyki. A to co usłyszałem dość mocno mnie
    zdezorientowało, a nawet zawstydziło, zmusiło do dopracowania mojej własnej
    składanki. Dość niezwykłą rzecz otrzymałem, przyznaję się bez bicia, że nie
    wiedziałem jak to wszystko ugryźć. Jakieś drobne żarty w opisach niżej są
    wyrazem mojej bezradności wobec fenomenu raczej, niż złośliwości. Nie lubię
    recenzji "track by track", ale forma naszej zabawy niejako do tego zmusza, więc
    starałem się coś na temat każdej ścieżki napisać. Założyłem, że jest to podróż
    przez kolejne kontynenty, ale czasami miałem wielkie problemy z dopasowaniem
    muzyki do miejsca.
    Mimo że nagrania pochodzą z różnych miejsc na Ziemi, a także z bardzo różnych
    czasów (niektóre niewątpliwie były hitami wczasach kiedy James Bond
    rozpracowywał Doktora No), ale mimo to składanka brzmi bardzo spójnie, za co
    brawa dla autora/autorki (mam wprawdzie podejrzenie kto nim/nią jest, ale tym
    razem nie będę się wygłupiał i poczekam aż się sam ujawni).
    OK, no to ruszamy:

    Numer 1. Spokojniutkie, melancholijne intro (niecałe dwie minuty) na gitary dwie
    i równie zwielokrotniony głos damski. Ładne, ale to raczej przystawka niż danie
    główne. Rozumiem, że podróż zaczynamy w JuEsEj?

    Numer 2. Po hiszpańsku, znów głos damski. Ot, taka popowa piosenka. Gdyby
    leciała w radiu nie zwróciłbym uwagi. No przykro mi bardzo.

    Numer 3. Znowu na latynoską nutę, ale tym razem bujają. Nawet całkiem znośnie
    jak na Latynosów. Bo ja to chyba mam jak Glebogryzarka - nienawidzę muzyki
    latynoskiej (patrz "Płyta pilśniowa"). A tu w sumie to jedzie (chyba) na jakichś
    fajnie dobranych samplach. Jest OK, ale nie czuję ciar na plecach.

    Numer 4. Oooo, bandeon. Czyli jesteśmy w Argentynie? Piazzolla jakiś czy cuś?
    Lekka sugestia tanga. Bardzo ładne.

    Numer 5. Hmmmmm... 58 sekund błądzenia po falach radiowych, coś tam przebłyskuje
    od czasu do czasu, słychać jakieś przebłyski egzotycznych zaśpiewów.

    Numer 6. Ciąg dalszy numeru 5. Znów fragmenty jakichś luźno dobranych kawałków
    jakby granych z radia. A głosy ludzkie gadają w różnistych narzeczach, nawet po
    niemiecku. Kończy się to czymś co brzmi jak Tangerine Dream grający jakąś
    egipską melodię. Dopłynęliśmy do Afryki?

    Numer 7. Ale to mi nie brzmi afrykanersko, prędzej po turecku, ale pewnie się
    nie znam. I tu się zaczyna ta część składanki, o której nie wiem co myśleć, jak
    oceniać. No fajne to, takie granie z wczesnych lat 60., pasujące klimatem do
    ówczesnych filmów o Bondzie. Ale skąd to, nie mam bladego.

    Numer 8. Instrumentalnie. Znów dwie spokojne gitary, w tle jakieś odgłosy w
    obcych narzeczach. I nagle w gitary wstępuje niepokój, coś się zbliża, faceci w
    czerni może, nie wiem, no. I kuniec.

    Numer 9. Ufff, wprawdzie mowa Goethego jest mi obca, ale umim rozpoznać gdy ową
    słyszę. A więc jednak Europa. Nie wiem o czym śpiewa pan poeta do akompaniamentu
    gitar akustycznych i smyków. Być może o dzielnym szeryfie stającym w samo
    południe do nierównego pojedynku z najszybszym rewolwerowcem na całym Zachodzie.
    Nie, moment, to chyba nie ta strefa czasowa. Przyznaję, że nie jest to muzyka z
    kręgu moich zainteresowań, niestety.

    Numer 10. A tutaj po fhancusku. Głosy damskie śpiewają utwór mający w sobie coś
    z pieśni kościelnej, może nawet to coś z muzyki dawnej jest. Ładne. Pam pam tam
    pam pam.

    Numer 11. Nooo, najlepszy numer so far, choć nie umiem opisać tego co tu się
    dzieje. Głos męski i damski na przemian snujące po angielsku opowieść na tle
    pojękiwań wiolonczeli i kontrabasu. A w środku nagle zaczynają śpiewać niczym
    przy ognisku "la la la la". I znów powrót pojękujących smyków. NIE WIEM CO SIĘ
    DZIEJE, kurde, ale podoba mi się.

    Numer 12. Ostry start z kopyta. Muzyka brzmi z lekka po jankesku, nie moja bajka
    znów, ale wokal wskazuje raczej na tzw. kraje Beneluksu, a może i Skandynawii?
    Poliglotą nie jestem, więc pewnie znowu autor składanki zrobił mnie w konia.

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • pagaj_75 15.08.06, 13:39
    Numer 13. Hehe, tutaj dęciaki bardzo folkloryzyjące zderzone z metalowymi
    gitarami i perkusją. Początkowo obstawiałem Bałkany jakieś, ale teraz strzelam,
    że to Finlandia. Namber 2 składanki na razie.

    NUmer 14. Bardzo ciekawa rzecz. Dzwonki i niezrozumiałe głosy powtarzające jakąś
    mantrę, nagle wyłania się sitar w tle. I tak przez 5 minut prawie narasta i
    ewoluuje. I już. A jednak nie! Nagle pojawia się gitara, która to sielski
    nastrój rozwala w drobny mak. Ekstra, I like it.

    Numer 15. Jakby powtórka z numeru 9, tylko język inny, chyba angielski. Chyba,
    bo wokal ukryty w tle i ledwo można zrozumieć. Śpiewajo coś o listach. Jest
    smutno i słodko zarazem. Za słodko, trochę wymiękam.

    Numer 16. 2:47 brzdąkania na jakimś bliżej nie zidentyfikowanym instrumencie
    strunowym szarpanym. Zaangażowanie wykonawcy niewątpliwie wskazuje na odwieczne
    dążenie człowieka do wzbicia się w powietrze. No nie powiem, robi wrażenie, ale
    znów zaczyna się na tej płycie przestrzeń, którą trudno mi ogarnąć.

    Numer 17. I rozwaliło mnie kompletnie. Znów agent 007 wkracza do akcji. Ta
    gitara, dęciaki. I wreszcie głos i melodia pełna zakrętasów i ozdobników. Choć
    bałbym się obstawiać czy to orient (chyba jednak tak). Hicior absolutny tej
    składanki.

    Numer 18. Znów szarpanie w struny, tym razem jednak zaśpiewy jakiegoś ichniego
    Koła Gospodyń Wiejskich towarzyszą. Zgłupiałem. To gdzie jesteśmy? W Azji czy w
    Afryce? Ale kawałek bardzo fajny, serio.

    Numer 19. Ożesztywmordę. Jakaś stara sentymentalna pieśń w strasznie
    landrynkowej aranżacji. Nie ogarniam, na szczęście szybko się kończy.

    Numer 20. Tu niemal równie krótko, ale jak pięknie. Też ze starej trzeszczącej
    płyty, zaczyna się dęciakami jakby z Nowego Orleanu, ale dalej wchodzi
    zdecydowanie skośnooki głos. LOL - ten głos trzeba usłyszeć, żeby uwierzyć.
    Ścisła czołówka.

    Numer 21. Skok w czasy nasze (jeśli chodzi o brzmienie). Ale nadal Daleki
    Wschód, Indie lub okolice. Chóralny śpiew na tle smyków z klawisza i jakićhś
    natywnych instrumentów. Dobrze, że też szybko się kończy.

    Numer 22. Zaczyna mi brakować słów na opisywanie tego co słyszę. Znów prosta,
    melodyjna piosenka, choć w aranżacji zdecydowanie inspirującej się młodzieżową
    muzyką zachodnią z epoki. Lata 70? Obleci.

    Numer 23. Przerywnik jakiś, minuta ładnej melodyjki granej na cymbałkach,
    fortepianie i fisharmonii bodajże.

    Numer 24. Groźnie i smętnie zaczynają smyki. Robi się mroczno. Ba, być może
    nawet zapada zmierzch. No i tak sobie smętnie te smyki i dęciaki klawiszowe
    smykają i dmą przez prawie 4 minuty. Wygląda mi to na jakąś muzykę filmową.
    Raczej nieciekawą, przykro mi bardzo.

    Numer 25. Na koniec najdłuższy utwór. Znów mrok, ale i pewien trans. Głos płci
    bliżej nieokreślonej śpiewający po angielsku sugeruje, że wracamy na stare
    śmieci zachodniej cywilizacji. W tle ktoś bestialsko pastwi się nad gitarą
    elektryczną. Pojawiają się orientalizujące smyki, bębny z kolei zaczynają bić
    jakieś szamańskie rytmy. Czyżbyśmy jednak zahaczyli o Afrykę? Zgłupiałem do
    reszty. No niewątpliwie ciekawe zakończenie składanki, ale przyznam, że czegoś
    brakuje temu utworowi, by mnie zachwycić. Jest OK po prostu i tyle.


    A teraz proszę autora/autorkę z Małopolski o ujawnienie się i przybliżenie
    koncepcji. Za składankę dziękuję, niewątpliwie stanowiła największe wyzwanie dla
    mnie z dotychczasowych, co jest wartością samą w sobie. Ponadto kilka numerów z
    niej (zwłaszcza 17) pewnie wypróbuję na znajomych na jakiejś imprezie.

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • grimsrund 15.08.06, 18:01
    (i przypomina, że ostrzegał, iż nie dogodzi)

    C.D.N. [ dwa śmieszki ]
  • pagaj_75 15.08.06, 18:08

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • grimsrund 15.08.06, 23:19
    Jadziem dalej.

    > Numer 13. Hehe, tutaj dęciaki bardzo folkloryzyjące zderzone z metalowymi
    > gitarami i perkusją. Początkowo obstawiałem Bałkany jakieś, ale teraz
    > strzelam, że to Finlandia. Namber 2 składanki na razie.

    Miło wiedzieć, że ktoś czyta moje wątki [ dwa śmieszki ]. Oczywiście, to
    Finlandia, i ansambl Alamaailman Vasarat z utworem ASUNTOVELKA. Fajowska rzecz.

    > NUmer 14. Bardzo ciekawa rzecz. Dzwonki i niezrozumiałe głosy powtarzające
    > jakąś mantrę, nagle wyłania się sitar w tle. I tak przez 5 minut prawie
    > narasta i ewoluuje. I już. A jednak nie! Nagle pojawia się gitara, która
    > tosielski nastrój rozwala w drobny mak. Ekstra, I like it.

    To nasi!!! Serio. Wielki, i zdaje się średnio doceniany w Ojczyźnie duet
    Karpaty Magiczne ze swojej ostatniej jak na razie (i jedynej przeze mnie
    posiadanej, niestety), eksportowej płyty SONIC SUICIDE.

    > Numer 15. Jakby powtórka z numeru 9, tylko język inny, chyba angielski. Chyba,
    > bo wokal ukryty w tle i ledwo można zrozumieć. Śpiewajo coś o listach. Jest
    > smutno i słodko zarazem. Za słodko, trochę wymiękam.

    Rosja. I Romowe Rikoito, jeden z najbardziej znanych tamtejszych zespołów. Być
    może dałbym Leningrad, ale płyta Sznurowa nadeszła dwa dni po wysyłce
    kompilacji. Zresztą, i tak zależało mi na czymś spokojniejszym, zanim na płycie
    przekroczymy wrota Azji... Stąd piosnka WEILAWEI. Słodka, ale sympatyczna (choć
    może odrobinkę za długa, tu się zgodzę).

    > Numer 16. 2:47 brzdąkania na jakimś bliżej nie zidentyfikowanym instrumencie
    > strunowym szarpanym. Zaangażowanie wykonawcy niewątpliwie wskazuje na
    > odwieczne dążenie człowieka do wzbicia się w powietrze. No nie powiem, robi
    > wrażenie, ale znów zaczyna się na tej płycie przestrzeń, którą trudno mi
    > ogarnąć.

    Jak kolega dobrze wie, bardzo lubię szeroko pojęty folk/country. Tutaj zaś mamy
    do czynienia z muzykiem, który mógłby być nauczycielem samego Johna Fahey'a.
    Pod warunkiem, że Fahey urodziłby się w Turkmenistanie, rzecz jasna. Jednym
    słowem - D.Khansakatov i jego kompozycja URUL CHYKDY.

    > Numer 17. I rozwaliło mnie kompletnie. Znów agent 007 wkracza do akcji. Ta
    > gitara, dęciaki. I wreszcie głos i melodia pełna zakrętasów i ozdobników. Choć
    > bałbym się obstawiać czy to orient (chyba jednak tak). Hicior absolutny tej
    > składanki.

    Kolega przybije piątkę! Cieszę się niezmiernie, bo ten utwór jest i dla mnie
    najbardziej rozwalającą rzeczą całej płyty. Być może jednak istnieje coś w
    rodzaju muzycznego absolutu, czyli jakości podobającej się wszystkim? Tak czy
    owak, piosenka JAAN PEHECHAAN HO (z 1965 roku) zwaliła mnie dosłownie z nóg
    przed kilku laty, ponieważ otwierała genialny film GHOST WORLD. Dla niej (i
    DEVIL GOT MY WOMAN Skipa Jamesa) wyszarpałem za ciężkie pieniądze soundtrack na
    eBay'u, a od kiedy zaczęliśmy zabawę składankową kombinowałem, jak by tu ją
    wrzucić do zestawu. I wreszcie się udało. Co jeszcze? Aha, wykonawca. To
    Mohammed Rafi, nieżyjący już niestety jeden z legendarnych gwiazdorów Bollywood.

    A tu klip:

    www.transbuddha.com/index.php/buddha/comments/6301/
    > Numer 18. Znów szarpanie w struny, tym razem jednak zaśpiewy jakiegoś ichniego
    > Koła Gospodyń Wiejskich towarzyszą. Zgłupiałem. To gdzie jesteśmy? W Azji czy
    > w Afryce? Ale kawałek bardzo fajny, serio.

    Te gospodynie zdecydowanie pochodziły z Azji, a konkretnie z Lhasy, w Tybecie.
    Biedny kraj.

    > Numer 19. Ożesztywmordę. Jakaś stara sentymentalna pieśń w strasznie
    > landrynkowej aranżacji. Nie ogarniam, na szczęście szybko się kończy.

    Kolega to myśli, że w Birmie to ludzie nie mają problemów sercowych. A mają! W
    każdym razie miała je na pewno panna (a może to pan - kiepska jakość dźwięku to
    niezaprzeczalny fakt) Saing Saing Maw. Przyza Kolega, że podmiot liryczny
    cierpi tu z miłości bardzo przekonująco [ śmieszek ]

    > Numer 20. Tu niemal równie krótko, ale jak pięknie. Też ze starej trzeszczącej
    > płyty, zaczyna się dęciakami jakby z Nowego Orleanu, ale dalej wchodzi
    > zdecydowanie skośnooki głos. LOL - ten głos trzeba usłyszeć, żeby uwierzyć.
    > Ścisła czołówka.

    Nie wiem nawet, jak się ta Pani nazywa(ła). W każdym razie skarży się na to, że
    ptaszki co prawda śpiewają, ale jej ukochany już nie powróci. W Kambodży
    przydarzyło się to kilku milionom ludzi...

    > Numer 21. Skok w czasy nasze (jeśli chodzi o brzmienie). Ale nadal Daleki
    > Wschód, Indie lub okolice. Chóralny śpiew na tle smyków z klawisza i jakićhś
    > natywnych instrumentów. Dobrze, że też szybko się kończy.

    Wietnam, i znów filmowo. Tradycyjna melodia DO AI wykonana przez chór żeński
    pod czujnym okiem Richarda Horowitza. Film (całkiem niezły) nosił zaś tytuł
    THREE SEASONS i opowiadał historie trojga ludzi, którym wojna, choć dawno
    zakończona, wytyczyła życiowe ścieżki. W jednej z głównych ról - Harvey Keitel.

    > Numer 22. Zaczyna mi brakować słów na opisywanie tego co słyszę. Znów prosta,
    > melodyjna piosenka, choć w aranżacji zdecydowanie inspirującej się młodzieżową
    > muzyką zachodnią z epoki. Lata 70? Obleci.

    Na Sumatrze lata 70. nigdy się nie kończą! Żartowałem. Ale utwór AYAM DEN
    LAPEH, wykonywany przez panią Elly Kasim, faktycznie brzmi jak z czasów
    porucznika Borewicza. Niektórzy do tej pory uważają, że były to piękne czasy.

    > Numer 23. Przerywnik jakiś, minuta ładnej melodyjki granej na cymbałkach,
    > fortepianie i fisharmonii bodajże.

    Czy w Malezji grają post-rocka? No peewnie! To zespół Furniture w krótkim
    tytułowym openerze udanej płyty TWILIGHT CHASES THE SUN.

    > Numer 24. Groźnie i smętnie zaczynają smyki. Robi się mroczno. Ba, być może
    > nawet zapada zmierzch. No i tak sobie smętnie te smyki i dęciaki klawiszowe
    > smykają i dmą przez prawie 4 minuty. Wygląda mi to na jakąś muzykę filmową.
    > Raczej nieciekawą, przykro mi bardzo.

    To poniekąd mój błąd, ale wymuszony trochę ramami czasowymi. Ładniejsze utwory
    z tej płyty były po prostu znacznie dłuższe... W każdym razie to kompozycja
    REAR z płyty Left, czyli własnego projektu Takaakiry Goto, gitarzysty Mono.
    Jednym słowem - Kraj Kwitnącej Wiśni.

    > Numer 25. Na koniec najdłuższy utwór. Znów mrok, ale i pewien trans. Głos płci
    > bliżej nieokreślonej śpiewający po angielsku sugeruje, że wracamy na stare
    > śmieci zachodniej cywilizacji. W tle ktoś bestialsko pastwi się nad gitarą
    > elektryczną. Pojawiają się orientalizujące smyki, bębny z kolei zaczynają bić
    > jakieś szamańskie rytmy. Czyżbyśmy jednak zahaczyli o Afrykę? Zgłupiałem do
    > reszty. No niewątpliwie ciekawe zakończenie składanki, ale przyznam, że czegoś
    > brakuje temu utworowi, by mnie zachwycić. Jest OK po prostu i tyle.

    Zaiste, wróciliśmy w objęcia szeroko pojętej "naszej" cywilizacji. A utwór,
    dość nietypowy dla tej grupy, jest dziełem kapeli The Church. Gabrielowsko-
    transowy COULD BE ANYONE pochodzi z albumu MAGICIAN AMONG THE SPIRITS - jednej
    z moich ulubionych płyt grupy.

    I już. Najszczerzej przepraszam za całościowy dyskomfort uszny!!!

  • grimsrund 15.08.06, 23:23
  • pagaj_75 15.08.06, 23:43
    grimsrund napisał:

    > Najszczerzej przepraszam za całościowy dyskomfort uszny!!!

    Nie no, nie przesadzajmy. Jak już pisałem, składanka stanowi dla mnie pewien
    fenomen. Wprawdzie żadnego z wymienionych artystów zgłębiać chyba nie będę
    (niektórych chyba się nie da, nawet gdybym chciał), niemniej walor edukacyjny,
    poznawczy płyty oceniam wysoko. Cierpień żadnych nie było.

    a) Może w końcu obejrzę to Sin City bacznie przyglądając się kurtyzanom, hyhy
    b) No, może te Karpaty Magiczne spróbuję zgłębić, bo kto wie...
    c) Numer 17!

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • grimsrund 16.08.06, 00:15
    1. Liz Durrett - Mezzanine (Mezzanine, 2006)
    2. Patricia Vonne - Traeme Paz (Once Upon A Time In Mexico OST, 2004)
    3. Sly & Robbie - Softcore Surge (Third World Cop OST, 2000)
    4. Dino Saluzzi - Gorrion (Cite De La musique, 1997)
    5. ? - Radio Bamako (Bush Taxi Mali - Field Recordings From Mali, 2004)
    6. ? - Night In Ancient Egypt (Radio Palestine - Sounds of the Eastern
    Mediterannean, 2004)
    7. Ja'afar Hassan - They Taught Me (Choubi Choubi! Folk and Pop Sounds from
    Iraq, 2005)
    8. Lebanon - Horror Movie (Sunken City, 2006)
    9. Darkwood - Der Falken Flug (Unreleased Version) (Looking For Europe - Neo
    Folk Compendium, 2005)
    10. The Konki Duet - On dort mieux quand il pleut (Il fait tout gris, 2004)
    11. Thee Majesty - Thee Little Black Boy (Looking For Europe - Neo Folk
    Compendium, 2005)
    12. Kaizers Orchestra - Hevnervals (Evig Pint, 2003)
    13. Alamaailman Vasarat - Asuntovelka (Vasaraasia, 2000)
    14. The Magic Carpathians Project - Om Ah Sarasvati Namaha (Cosmic Version)
    (Sonic Suicide, 2005)
    15. Romowe Rikoito - Weilawei (Looking For Europe - Neo Folk Compendium, 2005)
    16. D. Khansakatov - Urul Chykdy (The Secret Museum of Mankind - Ethnic Music
    Classics - Music of Central Asia, 1925-1948, 1996)
    17. Mohammed Rafi - Jaan Pehechaan Ho (Ghost World OST, 2001)
    18. ? - San Xian with 3 Vocals (Streets of Lhasa, 2005)
    19. Saing Saing Maw - Lake Thay Mah Smoke (Guitars of the Golden Triangle -
    Folk and Pop Music of Myanmar (Burma) Vol. 2, 2005)
    20. ? - Birds Are Singing But My Lover Won't Return (Cambodian Cassette
    Archives: Khmer Folk and Pop Music, 2004)
    21. Floating Market Women's Choir - Do Ai (How Many Years Must The Moon Age
    Before It Is Old?) (Three Seasons OST, 1999)
    22. Elly Kasim - Ayam Den Lapeh (Folk and Pop Sounds of Sumatra, Vol. 2, 2005)
    23. Furniture - Twilight Chases The Sun (Twilight Chases The Sun, 2005)
    24. Left - Rear (I Could Stand In Here, 2005)
    25. The Church - Could Be Anyone (Magician Among The Spirits Plus Some, 1999)
  • grimsrund 15.08.06, 21:46
    Nu, jadziem zatem.

    > Numer 1. Spokojniutkie, melancholijne intro (...) Rozumiem, że podróż
    zaczynamy w JuEsEj?

    Nie inaczej. Przy okazji mały hajpik - to piosenka Liz Durrett, której wujkiem
    jest mój wielki faworyt, Vic Chesnutt. On sam towarzyszy tu zresztą latorośli
    na wszystkich instrumentach, na których dziewczę nie mogło zagrać samo (całą
    płytę tak zrobili). Wartości rodzinne rule!

    > Numer 2. Po hiszpańsku, znów głos damski. Ot, taka popowa piosenka. Gdyby
    > leciała w radiu nie zwróciłbym uwagi. No przykro mi bardzo.

    Gdyby Kolega oglądał filmy Roberta Rodrigueza, to inaczej by Kolega gadał. Ta
    piosenka (TRAEME PAZ w wykonaniu Patricii Vonne) pochodzi ze ścieżki dźwiękowej
    ONCE UPON A TIME IN MEXICO, która jako całość była zresztą znacznie lepsza od
    filmu. RR jest nawet współautorem omawianego utworu, zaś powabną pannę Vonne
    można sobie naocznie zobaczyć w innym filmie reżysera - SIN CITY (gra jedną z
    wysoce zmilitaryzowanych kurtyzan, tę w kowbojskim kapeluszu).

    > Numer 3. Znowu na latynoską nutę, ale tym razem bujają. Nawet całkiem znośnie
    > jak na Latynosów. Bo ja to chyba mam jak Glebogryzarka - nienawidzę muzyki
    > latynoskiej (patrz "Płyta pilśniowa") (...)

    A ja zupełnie odwrotnie. Sam utwór zaś, zatytułowany SOFTCORE SURGE, sklecili
    Sly & Robbie, weterani reggae (na którym się nie znam, ale kawałek fajny). To
    zresztą kolejny temat filmowy, z jamajskiego obrazu THIRD WORLD COP.

    > Numer 4. Oooo, bandeon. Czyli jesteśmy w Argentynie? Piazzolla jakiś czy cuś?
    > Lekka sugestia tanga. Bardzo ładne.

    Brawo! Jak najbardziej Argentyna, i prawdziwy tytan bandoneonu - Dino Saluzzi.
    Tytuł kompozycji zaś - GORRION.

    > Numer 5. Hmmmmm... 58 sekund błądzenia po falach radiowych, coś tam
    przebłyskuje od czasu do czasu, słychać jakieś przebłyski egzotycznych
    zaśpiewów.

    Jesteśmy w samym środku Afryki, podsłuchując zachodniego turystę bawiącego się
    gałkami radia w Bamako, stolicy Mali.

    > Numer 6. Ciąg dalszy numeru 5. Znów fragmenty jakichś luźno dobranych kawałków
    > jakby granych z radia. A głosy ludzkie gadają w różnistych narzeczach, nawet
    > po niemiecku. Kończy się to czymś co brzmi jak Tangerine Dream grający jakąś
    > egipską melodię. Dopłynęliśmy do Afryki?

    Tutaj zaś turysta (ale inny niż ten w Mali) skacze sobie nocą po rozgłośniach
    palestyńskich. Przebywając zresztą w Egipcie, bo tam bezpieczniej. Owo nagranie
    terenowe nazwał ciekawie - NIGHT IN ANCIENT EGYPT.

    > Numer 7. Ale to mi nie brzmi afrykanersko, prędzej po turecku, ale pewnie się
    > nie znam. I tu się zaczyna ta część składanki, o której nie wiem co myśleć,
    > jak oceniać. No fajne to, takie granie z wczesnych lat 60., pasujące klimatem
    > do ówczesnych filmów o Bondzie. Ale skąd to, nie mam bladego.

    Blisko, jednak to nie Turcja. To Irak, a pan nazywa się Ja'afar Hassan. Nie
    znam oryginalnego tytułu utworu, w każdym razie po angielsku brzmi on NAUCZYLI
    MNIE. Zważywszy na dość posępną tonację piosenki - aż boję się zgadywać, czego
    oni go tam nauczyli...

    > Numer 8. Instrumentalnie. Znów dwie spokojne gitary, w tle jakieś odgłosy w
    > obcych narzeczach. I nagle w gitary wstępuje niepokój, coś się zbliża, faceci
    > w czerni może, nie wiem, no. I kuniec.

    Teraz jesteśmy w Izraelu, a gra zespół o wdzięcznej nazwie Lebanon. Utwór
    zatytułowany jest HORROR MOVIE i tytuł ten chyba dobrze oddaje ogólny obecny
    klimat miejsca, w którym powstał.

    > Numer 9. Ufff, wprawdzie mowa Goethego jest mi obca, ale umim rozpoznać gdy
    > ową słyszę. A więc jednak Europa. Nie wiem o czym śpiewa pan poeta do
    > akompaniament gitar akustycznych i smyków. Być może o dzielnym szeryfie
    > stającym w samo południe do nierównego pojedynku z najszybszym rewolwerowcem
    > na całym Zachodzie

    Ja ja, herr Pagaj. To kraj uber alles, w utworze dość dobrze chyba oddającym
    tzw. romantyczną duszę wielkiego narodu niemieckiego. Grupa Darkwood śpiewa tu
    jednak nie o dzielnym szeryfie, lecz o dumnym sokole, co wysoko lata. Mogłem
    oczywiście dać na przykład Basię Morgenstern, ale jako Polak nie lubię się
    okłamywać. Zarazem to pierwszy z trzech utworów, które zaczerpnąłem z
    neofolkowej składanki LOOKING FOR EUROPE - kompilacji tyleż pięknej, co ciarki
    na plecach wywołującej.

    > Numer 10. A tutaj po fhancusku. Głosy damskie śpiewają utwór mający w sobie >
    coś z pieśni kościelnej, może nawet to coś z muzyki dawnej jest. Ładne. Pam pam
    > tam pam pam.

    Zaiste, Francya to jest. I chwila oddechu przed tym, co nastąpi. Zespół nazywa
    się The Konki Duet i jest, rzecz jasna, triem. Francusko-japońskim dodajmy.
    Tytuł - ON DORT MIEUX QUAND IL PLEUT. Płyta, z której piosenka pochodzi, też
    jest niezgorsza.

    > Numer 11. Nooo, najlepszy numer so far, choć nie umiem opisać tego co tu się
    > dzieje. Głos męski i damski na przemian snujące po angielsku opowieść na tle
    > pojękiwań wiolonczeli i kontrabasu. A w środku nagle zaczynają śpiewać niczym
    > przy ognisku "la la la la". I znów powrót pojękujących smyków. NIE WIEM CO SIĘ
    > DZIEJE, kurde, ale podoba mi się.

    He he, nie mogłem sobie odmówić umieszczenia w zestawie dzieła jednego z
    największych brytyjskich dziwaków muzycznych, Genezisem O. Wsianką zwanego.
    Utwór THEE LITTLE BLACK BOY to produkt najbardziej chyba "normalnego" wcielenia
    tego pana, czyli Thee Majesty, przy czym słowo "normalnego" nie przez przypadek
    rzecz jasna znalazło się tu w cudzysłowie.

    > Numer 12. Ostry start z kopyta. Muzyka brzmi z lekka po jankesku, nie moja
    > bajka znów, ale wokal wskazuje raczej na tzw. kraje Beneluksu, a może i
    > Skandynawii? Poliglotą nie jestem, więc pewnie znowu autor składanki zrobił
    > mnie w konia.

    Tak, to Skandynawia. Konkretnie - Norwegia, a zespół zwie się Kaizers
    Orchestra. Superoryginalnie to oni nie grają, ale zawsze miło usłyszeć coś na
    poziomie - i nie po angielsku. Podobno występy kapeli na żywo również mają coś
    w sobie - panowie lubią bowiem szaleć na scenie pod krawatami i w maskach
    gazowych.

    C.D.N.
  • kubasa 15.08.06, 13:43
    Czy moge wysłać swoją płyte jutro lub pojutrze?
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • ilhan 15.08.06, 13:57
    kubasa napisał:

    > Czy moge wysłać swoją płyte jutro lub pojutrze?

    Nie, musisz ją dziś dowieźć pociągiem :[
  • kubasa 15.08.06, 14:03
    ilhan napisał:

    > kubasa napisał:
    >
    > > Czy moge wysłać swoją płyte jutro lub pojutrze?
    >
    > Nie, musisz ją dziś dowieźć pociągiem :[

    OBUDZILEM SIĘ Z REKA W NOCNIKU. Przecież dzisiaj świeto.
    --
    "And <<Smile>> is clichéd in that perfect pop music way; the way in which
    kissing on a beach in the summer rain sounds like the perfect way to find true
    love in this world full of opportunities and possibilities."

    Matt Weir
  • good_morning 15.08.06, 16:25
    podobno, jesli ostatni dzien wplaty jest dniem swiatecznym, ma sie prawo dokonac
    wplaty w pierwszym dniu roboczym po swiecie. mysle, ze da sie to i tu podciagnac:D

    --
    jeg har mitt hjerte i Norge
  • good_morning 15.08.06, 16:33
    w pierwszych slowach mej recenzji pragne Ci podziekowac drogi autorze (mam pewne
    podejrzenia) za skladaka poprawiajacego mi nastroj. bardzo ulegam (niestety)
    klimatom, jakiech slucham i czasem wrecz z zamyslem musze czegos, co lubie unikac...
    A Twoja plyta, choc to i owdzie wprowadza lekki tru-mrok ;) generalnie sklania
    nawet, by puscic sie w tany po pokoju. ogolnie jednak nie taka muzyka, ktorej
    slucham na co dzien, 'nie moje' obszary w sporej czesci :)

    o! jakas wyprawa rowerowa za oknem przejezdza, pewnie tez ‘w 40 dni dookola
    swiata’ – taki tytul nosi skladanka

    1.zgadlam zgadlam! ;) pierwszy utwor to papa dance. notabene bardzo adekwatny do
    mojego zycia wers: ‘wyspa juz blisko’ faktycznie, coraz blizej... :) miejmy
    nadzieje tylko, ze nie skonczy sie na dokarmianiu ryb :)))
    ’40 dni dookola swiata’ – papa i mama ;p

    2. wiedzialam wiedzialam! ;) krtaftwerk – ‘trans-europa express’. od czasu do
    czasu mozna posluchac :) jaki jest, kazdy wie, co sie bede meczyc i opisywac ;)

    3. jakies wesole wegry(?) jak mi sie wydaje, ale co, nie wiem nie wiem,
    harmonijki i te klimaty, kapelusz , kowbojki i jazda! zaraz zaraz jakies
    petroleum? o benzynie spiewaja? wrzucam w gugla, chwila... eee, nie chce mi sie
    szukac, za dlugo by bylo. moze to irlandzki, nie wegierski? pogues? (nie?
    schowac sie pod stol? ;))

    4. richtig mroczna i w moich klimatach dobijajaca muzyka. zwlaszcza ten jeden
    dzwiek, na ktorego tle rozwija sie utwor, i na ktorym wybrzmiewa. perkusja dosc
    wyrazna, jak lubie. takie lekko twinpiksowate, jesli mialabym opisac. napiecie
    rosnie, krzyk... dla sluchacza bedacego w dolku nieco suicidal tendences ;)
    ciekawi mnie bardzo, co to i jak szybko zdobede reszte, o ile ona podobna...
    do sluchania w kolko w kazdym razie...

    5. ladne cos, gitarki i mily wokal, zakretasy lekko poludniowoeuropejskie
    czesciowo. zmiany tempa, bardzo dobrze, teraz jedziemy pociagiem jakby,
    cholerka, chyba znam wokal, kto to jest? fajna perkusja przy koncu.

    6. pani cos tam mamroce, pan kaze jej odlozyc telefon i skasowac wszystkie
    operacje. ciekawa rzecz, zmienia sie w trakcie , az sprawdzalam, czy to jeszcze
    ten sam utwor :) poszukalam po tekscie, przyznaje: ‘belle & sebastian’ - Your
    Covers Blown.

    7. super kobiecy wokal, podoba mi sie barwa. jeden z licznych na plycie klimatow
    a la zawodzenie the cure. (cale szczescie: the cure, joy division i zrecznych
    nasladowcow uwielbiam. nie znam.

    8. o rety, niemiecki na poczatek ;) duzo gadaja znieksztalconymi glosikami przy
    plumkajacych dzwiekach. jakies zaspiewy blisko wschodnie przy tym, w pierwszej
    minucie na szczescie zmiany na korzysc, elektronika poswistem zacheca tanecznie,
    co to za jezyk??? czyzby jeszcze blizej-wschodnio-zza-miedzy???

    9 jazda lekko punkowa z żądaniem ‘kielbasy!’ ;D przypomnial mi sie tu telegram,
    ktory otrzymalam od kolezanki bedac jeszcze mloda studentka (ona kierunek
    studiow pedagogika specjalna-resocjalizacja, laczylo nas zainteresowanie muzyka
    subkultur) o tresci ni mniej ni wiecej jak: „punk-rock zwyciezy!’ - koniec.
    pani na poczcie miala klopot z pisownia, bohomazy niemal papier rozdarly,
    przechowuje do dzis te cenna pamiatke ;D

    10. usa lata 50-60??? uuuuu... something burning inside :) mam jakies 'the best’
    dwie plyty ale blizej mnie to nie interesuje. niemniej mile do tanca. w ogole ta
    plyta przyda sie na pozegnalne party przed czekajaca mnie przeprowadzka :)

    11. z poczatku chris martin niemalze na wokalu i fajne talerze, pozniej
    wspomagajaca pani. nie mam pojecia, podoba mi sie jednakowoz, choc nie zacheca
    mnie do szukania reszty tworczosci :)

    12. kolejny interpolowy. perkusja zywcem zerznieta z joy division . straszniscie
    ladne cos w dolujacych klimatach. niestety nie sprawdze, czy to czasami nie z
    ostatniej interpolu, bo mi gupi komputer nie czyta niektorych plyt z mp3, a
    grajetko tez przestalo :( ( aha, i super zestaw glosnikow tyz sie sypie, sam
    sobie glosnosc reguluje, chyba klatwa jakas sasiadow za glosna muzyke ;))

    13. ten sam klimat (dzieki Ci raz jeszcze autorze!) surowe gitarki, milutkie
    chorki, kurcze tak naprawde nie chce mi sie szukac po tekstach, tym bardziej, ze
    angielski nie jest tym, co ja umiem najlepiej (jeszcze ;p)

    14. niech tylko mi tu damian rice nie wyje sie modlilam slyszac wstep, ale
    okazalo sie, ze moze byc jeszcze gorzej. to bije yamatsuke na glowe, no nie
    zdzierze! nie cierpie tego dziwnego spiewania przy akompaniamencie gitarki
    akustycznej jeno. spiewajacy pan/pani??? zatyka sie, jakby mial sie udlawic.
    ludzie tak mowia w jakims nieznanym mi jezyku??? serio? :D i jeszcze sie drze na
    koniec jak atakujacy indianin..
    nadaje sie do przeganiania zabyt glosnych ludkow spod okna (do tej pory
    niezawodny jest ‘dehumanisation’ meshuggah)

    15. nie lubie tego utworu troszeczke, choc do rozruszania sie nadaje ‘again,
    again?’ takie jakies proste to jest jak przyslowiowa budowa cepa. sorry :)

    16. wymiata, powalilo mnie na lozko ze smiechu przy pierwszym sluchaniu
    kiedy wylapywalam ‘piekne dzwieki te’.ta piosenka nie znudzila mnie wcale a
    wcale ani moich znajomych ;D
    wiecie co wam powiem? macie mysli pomylone!!! bo tak naprawde liczy sie tylko
    by-dgos-kie, by-dgos-kie, by-dgos-kie.............!!!!!!!!!!!!!!!!
    czy-czysciutkie!!!!!!!!!!

    dzie-ku-je!!! ilhanie???

    --
    jeg har mitt hjerte i Norge
  • ilhan 15.08.06, 17:00
    good_morning napisała:

    > A Twoja plyta, choc to i owdzie wprowadza lekki tru-mrok ;) generalnie sklania
    > nawet, by puscic sie w tany po pokoju. ogolnie jednak nie taka muzyka, ktorej
    > slucham na co dzien, 'nie moje' obszary w sporej czesci :)

    Tak, domyślam się. Z lektury forum nie wynikało mi jakieś szczególne pokrewieństwo gustów, niemniej jednak cieszy mnie, że udało mi się czymś przypodobać :)

    Dodam też, że był to zdecydowanie najtrudniejszy ze wszystkich temat składanki, pociłem się, sapałem i co tu ukrywać - niestety wyszła mi najmniej fajna z dotychczasowych kompilacji. Jej koncept jest wyjątkowo banalny i dosłowny, zawiera się w objechaniu świata dookoła, taka klamerka, że ruszamy z Polski i do niej powracamy.


    > 3. jakies wesole wegry(?) jak mi sie wydaje, ale co, nie wiem nie wiem,
    > harmonijki i te klimaty, kapelusz , kowbojki i jazda! zaraz zaraz jakies
    > petroleum? o benzynie spiewaja? wrzucam w gugla, chwila... eee, nie chce mi sie
    > szukac, za dlugo by bylo. moze to irlandzki, nie wegierski? pogues? (nie?
    > schowac sie pod stol? ;))

    Cytuję:

    Kényes porcelán, és itt áll a zongorán
    Egy fényes régi-régi-régi-régi lámpa,
    Talpán zöld betűk,
    Én vagyok a fény, a tűz
    Hogy láss az éjszakában -

    Petróleumlámpa,
    Milyen szép a lángja

    I tak dalej. To oczywiście nasi bratankowie - zespół Omega i opener ich drugiego albumu "Tízezer Lépés" z 1969 pt. "Petróleumlámpa". Takie, powiedzmy, westernowe The Beatles - kozacki numer.

    (cdn. za kilkadziesiąt minut)
  • ilhan 15.08.06, 17:53
    good_morning napisała:

    > 4. richtig mroczna i w moich klimatach dobijajaca muzyka. zwlaszcza ten jeden
    > dzwiek, na ktorego tle rozwija sie utwor, i na ktorym wybrzmiewa. perkusja dosc
    > wyrazna, jak lubie. takie lekko twinpiksowate, jesli mialabym opisac. napiecie
    > rosnie, krzyk... dla sluchacza bedacego w dolku nieco suicidal tendences ;)
    > ciekawi mnie bardzo, co to i jak szybko zdobede reszte, o ile ona podobna...
    > do sluchania w kolko w kazdym razie...

    Czwarty etap: Węgry - Francja
    To Gonzalez i Fromageau czyli duet M83. Wydali bodaj dwa albumy. W skrócie rzecz ujmując "shoegaze na syntezatorach". Tutaj mamy "Gone" z płyty "Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts" z 2003 roku. Mnie też to powala i jakkolwiek płyta mnie kiedyś minimalnie zawiodła, nie musisz się sugerować, bo reszta świata się nią podniecała w całości.


    > 5. ladne cos, gitarki i mily wokal, zakretasy lekko poludniowoeuropejskie
    > czesciowo. zmiany tempa, bardzo dobrze, teraz jedziemy pociagiem jakby,
    > cholerka, chyba znam wokal, kto to jest? fajna perkusja przy koncu.

    Piąty etap: Francja - Anglia
    Obowiązkowy punkt każdej mojej składanki, hehe. Dopłynęliśmy na południe Wysp gdzie witają XTC i nieprzypadkowo wybrany "Jason & The Argonauts". Chyba obiektywnie jedno z ich większych osiągnięć.


    > 6. pani cos tam mamroce, pan kaze jej odlozyc telefon i skasowac wszystkie
    > operacje. ciekawa rzecz, zmienia sie w trakcie , az sprawdzalam, czy to jeszcz
    > e
    > ten sam utwor :) poszukalam po tekscie, przyznaje: ‘belle & sebastianR
    > 17; - Your Covers Blown.

    Etap szósty: Anglia - Szkocja
    *Kompletnie* niereprezentatywny utwór dla tej grupy, ale za to jak dobry.


    > 7. super kobiecy wokal, podoba mi sie barwa. jeden z licznych na plycie klimatow
    > a la zawodzenie the cure. (cale szczescie: the cure, joy division i zrecznych
    > nasladowcow uwielbiam. nie znam.

    Etap siódmy: Szkocja - Irlandia
    No, za naśladowców The Cure to kilka osób by Cię pogoniło :)
    To My Bloody Valentine i wspaniałe "Off You Face".


    > 8. o rety, niemiecki na poczatek ;) duzo gadaja znieksztalconymi glosikami przy
    > plumkajacych dzwiekach. jakies zaspiewy blisko wschodnie przy tym, w pierwszej
    > minucie na szczescie zmiany na korzysc, elektronika poswistem zacheca tanecznie, co to za jezyk??? czyzby jeszcze blizej-wschodnio-zza-miedzy???

    Etap ósmy: Irlandia - Brazylia czyli podróż prawie po przekątnej Atlantyku
    Widzę że good-morning podobnie jak redaktor Piotr Dębowski i ja "nie zna języka brazylijskiego". To ponoć legenda tamtejszego post-punku, grupa Agentss i ich self-titled utwór, po prostu "Agentes".


    > 9 jazda lekko punkowa z żądaniem ‘kielbasy!’ ;D przypomnial mi sie
    > tu telegram,
    > ktory otrzymalam od kolezanki bedac jeszcze mloda studentka (ona kierunek
    > studiow pedagogika specjalna-resocjalizacja, laczylo nas zainteresowanie muzyka
    > subkultur) o tresci ni mniej ni wiecej jak: „punk-rock zwyciezy!’
    > - koniec.

    Anegdota piękna :)
    Na dziewiątym etapie docieramy do USA i zostajemy na dwa utwory. Kryterium absolutnie rasistowskie - pierwszy biały, drugi czarny. "Kiełbasa" to "New Day Rising", tytułowa kompozycja z albumu Husker Du.

    > 10. usa lata 50-60??? uuuuu... something burning inside :) mam jakies 'the
    > best’ dwie plyty ale blizej mnie to nie interesuje. niemniej mile do tanca. w > ogole ta plyta przyda sie na pozegnalne party przed czekajaca mnie
    > przeprowadzka :)

    Cudo nie piosenka. Jeden z najklasyczniejszych singli Motown - Martha & The Vandellas "Heat Wave".


    > 11. z poczatku chris martin niemalze na wokalu i fajne talerze, pozniej
    > wspomagajaca pani. nie mam pojecia, podoba mi sie jednakowoz, choc nie zacheca
    > mnie do szukania reszty tworczosci :)

    Przesuwamy się na północ do Kanady. Chris Martin - nieeee. Jedna z najlepszych piosenek świata w metrum 7/4. Broken Social Scene "7/4 (Shoreline)".


    > 12. kolejny interpolowy. perkusja zywcem zerznieta z joy division . straszniscie
    > ladne cos w dolujacych klimatach. niestety nie sprawdze, czy to czasami nie z
    > ostatniej interpolu

    No nie. Interpol szczególnie na drugiej płycie nawet nie leżał obok takich kompozycji. Z Kanady pomknęliśmy do Nowej Zelandii. The Chills "Pink Frost", piosenka w niebie napisana. 1984!


    > 13. ten sam klimat (dzieki Ci raz jeszcze autorze!) surowe gitarki, milutkie
    > chorki

    Zostajemy na Antypodach, ale to już Australia. A jak Australia, to musieli być The Go-Betweens. Faktycznie podobny klimat, bo te zespoły sporo łączy. Nieśmiertelny klasyk śmiertelnego Granta McLennana - "Cattle & Cane" z 1983.


    > 14. niech tylko mi tu damian rice nie wyje sie modlilam slyszac wstep, ale
    > okazalo sie, ze moze byc jeszcze gorzej. to bije yamatsuke na glowe, no nie
    > zdzierze! nie cierpie tego dziwnego spiewania przy akompaniamencie gitarki
    > akustycznej jeno. spiewajacy pan/pani??? zatyka sie, jakby mial sie udlawic.
    > ludzie tak mowia w jakims nieznanym mi jezyku??? serio? :D i jeszcze sie drze na
    > koniec jak atakujacy indianin..
    > nadaje sie do przeganiania zabyt glosnych ludkow spod okna (do tej pory
    > niezawodny jest ‘dehumanisation’ meshuggah)

    Tu byłem szczególnie ciekaw reakcji :)
    Oczywiście Japonia. Legendarny bard, Bob Dylan Kraju Kwitnącej Wiśni czyli Kazuki Tomokawa. Ta piosenka to fenomen - drugiego tak emocjonalnego i jednocześnie skrajnie śmiesznego utworu sobie nie przypominam. Niestety nie ma pojęcia z jakiej to płyty i jak nazywa się utwór, przyjmijmy więc umownie za refrenem: CZTYRYTYTYŃJOOOOAAAA.


    > 15. nie lubie tego utworu troszeczke, choc do rozruszania sie nadaje ‘aga
    > in, again?’ takie jakies proste to jest jak przyslowiowa budowa cepa. sorry :
    > )

    To z kanonu właściwie - David Byrne i Brian Eno z albumu "My Life In The Bush Of Ghosts".


    > 16. wymiata, powalilo mnie na lozko ze smiechu przy pierwszym sluchaniu
    > kiedy wylapywalam ‘piekne dzwieki te’.ta piosenka nie znudzila mnie
    > wcale a
    > wcale ani moich znajomych ;D
    > wiecie co wam powiem? macie mysli pomylone!!! bo tak naprawde liczy sie tylko
    > by-dgos-kie, by-dgos-kie, by-dgos-kie.............!!!!!!!!!!!!!!!!
    > czy-czysciutkie!!!!!!!!!!

    Pocieszające w dzisiejszych czasach, że wciąż Wielka Muzyka przemawia do ludzi o rozbieżnych gustach. Kompilację zamyka nasz rodak - Seba Raver z Zabrza i jego kultowa "Podróż". Utwór *nieopisywalny*. Niestety Seba podążył śladami Syda Barretta i po nagraniu kilku utworów stracił serce do muzyki, pozostaje wierzyć, że być może kiedyś ten pionier koktajlu złożonego z rave'u i rapu czyli rapidu jeszcze powróci.


    > dzie-ku-je!!! ilhanie???

    Pro-szę! :)

    Pozdrowienia.
  • ilhan 15.08.06, 17:59
    01. Papa Dance - W 40 dni dookoła świata (singiel; 1984)
    02. Kraftwerk - Trans Europa Express (Trans Europa Express; 1977)
    03. Omega - Petróleumlámpa (Tízezer Lépés; 1969)
    04. M83 - Gone (Dead Cities, Read Seas & Lost Ghosts; 2003)
    05. XTC - Jason & The Argonauts (English Settlement; 1982)
    06. Belle & Sebastian - Your Cover's Blown (Books EP; 2004)
    07. My Bloody Valentine - Off Your Face (Glider EP; 1990)
    08. Agentss - Agentes (singiel; 1982)
    09. Husker Du - New Day Rising (New Day Rising; 1985)
    10. Martha & The Vandellas - (Love Is Like A) Heat Wave (singiel; 1963)
    11. Broken Social Scene - 7/4 (Shoreline) (Broken Social Scene; 2005)
    12. The Chills - Pink Frost (singiel; 1984)
    13. The Go-Betweens - Cattle & Cane (Before Hollywood; 1983)
    14. Kazuki Tomokawa - WTF (WTF; WTF)
    15. David Byrne & Brian Eno - America Is Waiting (My Life In The Bush Of Ghosts; 1981)
    16. Seba Raver z Zabrza - Podróż (www.republika.pl/sebarave/)
  • nemrrod 15.08.06, 18:17
    ilhan napisał:

    > 01. Papa Dance - W 40 dni dookoła świata (singiel; 1984)
    > 16. Seba Raver z Zabrza - Podróż (www.republika.pl/sebarave/)

    HA HA, na samym początku miałem *identyczny* pomysł na otwieracza i zamykacza
    mojej składanki, ale wydało mi się to zbyt oczywiste, tak myślałem, że ktoś
    jeszcze na to wpadnie :)
  • good_morning 15.08.06, 22:02
    no strasznie nie? co ta morning miejscami nagadala! ;) ale tak to jest,ze
    czlowiekowi kojarzy sie z tym, czego najwiecej slucha a mi generalnie leci po
    klimatach. a juz w ogole porownanie do the cure to zaszczyt kurcze ;D
    a powaznie: w czym blad? niech sie doedukuję :)

    "Dead Cities,
    > Red Seas & Lost Ghosts" - tytul mowi sam za siebie, w ciemno bym siegnela
    pewnie...

    pozdrawiam :)

    --
    jeg har mitt hjerte i Norge
  • ilhan 15.08.06, 22:56
    good_morning napisała:

    > no strasznie nie? co ta morning miejscami nagadala! ;) ale tak to jest,ze
    > czlowiekowi kojarzy sie z tym, czego najwiecej slucha a mi generalnie leci po
    > klimatach. a juz w ogole porownanie do the cure to zaszczyt kurcze ;D
    > a powaznie: w czym blad? niech sie doedukuję :)

    Ale o które miejsce chodzi?
  • pagaj_75 15.08.06, 23:08
    ilhan napisał:

    > Ale o które miejsce chodzi?

    elementarne, drogi Watsonie:
    porównanie do The Cure -> My Bloody Valentine

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • ilhan 15.08.06, 23:11
    pagaj_75 napisał:

    > ilhan napisał:
    >
    > > Ale o które miejsce chodzi?
    >
    > elementarne, drogi Watsonie:
    > porównanie do The Cure -> My Bloody Valentine

    Aha, ale to, że MBV posiadają fanatyczną otoczkę jest chyba dla wszystkich jasne? To miałem na myśli. Shields raczej Cure się nie inspirował, choć tu żadnym ekspertem nie jestem.
  • aimarek 16.08.06, 00:38
    Porównanie do The Cure nie jest takie całkiem z dupy. Wprawdzie "Off Your Face"
    niespecjalnie kojarzy mi się z The Cure, ale wczesne MBV dość mocno inspirowane
    było tego typu graniem. Wybrany przez Ilhana kawałek to jeden z najbardziej
    konwencjonalnie chwytliwych numerów Shieldsa i jedna z wielu pereł, jakie ten
    boss pochował na ep-kach zespołu.
    --
    Kasztelan Mocne jest muzyką.
  • ilhan 16.08.06, 10:13
    aimarek napisał:

    > Porównanie do The Cure nie jest takie całkiem z dupy. Wprawdzie "Off Your Face"
    > niespecjalnie kojarzy mi się z The Cure, ale wczesne MBV dość mocno inspirowane
    > było tego typu graniem.

    Wczesne = sprzed "Isn't Anything"?
  • aimarek 16.08.06, 15:49
    ilhan napisał:

    > Wczesne = sprzed "Isn't Anything"?

    Tak. Miałem na myśli np. "This Is Yor Bloody Valentine" albo "Ecstasy" i
    "Strawberry Wine". Nie wiem czy The Cure jest tu akurat najwłaściwszym punktem
    odniesienia, ale chwilami brzmi to nawet dość podobnie. W każdym razie chodzi o
    taki klimat mrocznofalowy.

    --
    Kasztelan Mocne jest muzyką.
  • cze67 16.08.06, 15:52
    aimarek napisał:

    > Tak. Miałem na myśli np. "This Is Yor Bloody Valentine" albo "Ecstasy" i
    > "Strawberry Wine".

    Spytam głupio - znasz te nagrania z CD czy "skądinąd"?


    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • aimarek 16.08.06, 18:15
    cze67 napisał:

    > Spytam głupio - znasz te nagrania z CD czy "skądinąd"?

    Nie jest to głupie pytanie, a odpowiedź brzmi: skądinąd. Wszyyyystko znam skądinąd.



    --
    Kasztelan Mocne jest muzyką.
  • nemrrod 23.08.06, 15:11
    ilhan napisał:

    > Pocieszające w dzisiejszych czasach, że wciąż Wielka Muzyka przemawia do ludzi
    > o rozbieżnych gustach. Kompilację zamyka nasz rodak - Seba Raver z Zabrza i
    > jego kultowa "Podróż". Utwór *nieopisywalny*. Niestety Seba podążył śladami
    > Syda Barretta i po nagraniu kilku utworów stracił serce do muzyki, pozostaje
    > wierzyć, że być może kiedyś ten pionier koktajlu złożonego z rave'u i rapu
    > czyli rapidu jeszcze powróci.

    Ej, sprawdźcie to:
    www.absynt2.nazwa.pl/absynt/wywiad-sebaraver.htm
    Świeżutki wywiad, w którym Seba zdradza sensacyjne kulisy powstania "Podróźy" i
    opowiada o pionierstwie jego muzyki w Polsce. I uwaga: Seba nie wyklucza powrotu! :)
  • hennessy.williams 16.08.06, 19:11
    Na razie tylko melduję, że doszła. 5 minut temu wyjąłem ze skrzynki. CDN...
    --
    Hennessy Williams X.O.
  • hennessy.williams 23.08.06, 15:00
    Przepraszam autora, że aż tydzień minął, ale musiałem się osłuchać. Gramy!

    #1 Panowie z pewnością palili jakieś zioło. Traveling Incognito by the way. Nie
    wiem co to gra, ale klimat minionych czasów ma fajny. Do zgłebienia.
    #2 Ładne. Jakbym w kosmos miał startować. Niby niewiele się tu dzieje, ale
    podszyte to obietnicą czegoś tajemniczego.
    #3 Zremiksowany Serge Gainsbourg. I akurat znam tę wersję "Aeroplanes".
    Readymade z płyty I Love Serge. Ten klawisz czyni dobrą robotę.
    #4 Nie wiem, kto to, ale bardzo mi się podoba. Chętnie wciągnę tę panią na
    listę ulubionych głosów. To po norwesku?
    #5 Klimat jak z #2, tylko już jesteśmy w przestworzach. Albo popsuła się
    aparatura, albo kosmonauci grają w ping-ponga (tę starą grę telewizyjną).
    #6 David Grubbs i Jim O'Rourke (nawet wokalnie się tu udziela), czyli Gastr Del
    Sol z płyty Camoufleur. Lubię całość.
    #7 To powinienem znać. Powinienem, prawda? Charakterystyczne brzmienie, kto tak
    gra? Podoba mi się, ale nie podoba mi się, że mnie męczy, kto to!
    #8 Drum&Bass. Nie wzięło mnie to. Może tytuł jakiś znaczący i stąd obecność
    tego utworu na składance? Ale wytrzymam, nie będę niczego skipował.
    #9 Podoba mnie się. Szczególnie to, jak się rozwija ten numer. Ale mało słucham
    takiej muzyki, więc zupełnie nie orientuje się kto to może być.
    #10 A tu od razu się orientuję. Ze wskazaniem na orient. David Sylvian, Japan,
    Tin Drum, Visions Of China. Roku tylko dokładnego nie pomnę, więc zostawiam
    autorowi możliwość doprecyzowania ;) Zacna to płyta.
    #11 Uuu, Houston mamy problem. Trzyminutowe odgłosy odliczania czasu zwolnione
    do siedmiuipółminuty? Ewidentnie na coś czekam...
    #12 Wciąga mnie ten utwór. Po całości - i wokal, i beat. Chętnie wciągnę się w
    całą płytę, tylko o wskazówki proszę.
    #13 Kuba? Libre? Pachnie mi to jakimś filmem. Tylko wtedy chyba ta Kuba odpada
    na rzecz Argentyny... Ciekawe, szczególnie instrumenty perkusyjne. Kolejny duży
    plus.
    #14 Perkusja (bębny) dalej robią swoje, ale inaczej. Przeciskamy się przez
    dżunglę. Na szczęście niedługo, bo chyba wycinają drzewa i mogłoby być
    niebezpiecznie.
    #15 Tak się zastanawiam - lądujemy? A może jednak pora podjąć decyzję czy w
    ogóle wracać do domu. Długie to, więc jednak wracam.

    Podsumowując: podoba mi się koncept (chyba, że załapałem coś opatrznie). Parę
    rzeczy skłania mnie do sięgnięcia po więcej - a to chyba zawsze najlepszy efekt
    swapów. Nie ma specjalnie niczego takiego, coby mnie przeraziło i kazało
    wyłączyć płytę, mimo że nie słucham na codzień większości z proponowanej tu
    muzyki.
    Drogą dedukcji doszedłem, że składanką uszczęśliwił mnie użytkownik z sufiksem
    75. A jeśli nie on, to znaczy, że ktoś się tu chamsko pod niego podszywa ;)
    Wielkie dzięki i proszę o rozszyfrowanie.
    --
    Hennessy Williams X.O.
  • pagaj_75 23.08.06, 20:20
    Przebóg! Zostałem rozpoznany. Czyżby po charakterze pisam? :-) Następna
    składanka będzie musiała czymś zaskoczyć, jak widzę.
    Przyznam, że choć wymyśliłem temat swapa, a i zapaliłem się mocno do niego, to
    potem miałem wieeeeelkie problemy. Niestety, wygląda na to, że ostatnio lubię
    gdy grają dłuuugo, niespiesznie rozwijając pomysły, więc żeby w pełni oddać
    zamysł jaki mi przyświecał musiałbym zrobić składankę dwupłytową, a tego
    regulamin nie przewiduje. Zresztą, odbiorca prawdopodobnie nie wytrzymałby
    raczej tego maratonu. No i tak oto skończyło się na mocno okrojonej, wręcz
    okaleczonej wersji, ale trudno.
    Idea jest bardzo prosta i podobna do Grimsrundowej - pocztówka z wakacji, czyli
    kilkanaście miejsc, w które pagaj chętnie by się wybrał, gdyby go było stać na
    taką podróż dookoła świata. Ponieważ pagaj klimatyczne zapatrywania ma dość
    nietypowe (woli raczej chłód niż ciepłe kraje), więc i składanka niestety
    musiała momentami posiąść ów walor edukacyjny, czyli zahaczyć o muzyczne rejony,
    które kręcą chyba tylko pagaj i nikogo więcej. Taka uroda całej zabawy ;)

    No to teraz do rzeczy:

    > #1 Panowie z pewnością palili jakieś zioło. Traveling Incognito by the way.
    > Nie wiem co to gra, ale klimat minionych czasów ma fajny. Do zgłebienia.

    Bardzo możliwe, że palili, bo to takie czasy były - rok 1969, najstarszy kawałek
    na płycie. To tacy zapomniani brytyjscy psychodeliczni jajcarze, East of Eden
    się nazywali. Utwór "Northern Hemisphere" otwierał ich debiut "Mercator
    Projected", dedykowaną XVI-wiecznemu kartografowi Gerardowi de Cremere, zwanemu
    też Gerardusem Mercatorem. I to tyle wstępu, a teraz ruszamy w podróż ;-)

    > #2 Ładne. Jakbym w kosmos miał startować. Niby niewiele się tu dzieje, ale
    > podszyte to obietnicą czegoś tajemniczego.

    Płyty Christiana Fennesza tą obietnicę spełniają z nawiązką, moim zdaniem.
    Podróż zaczynamy w Wiedniu, skąd pochodzi autor utworu, a wraz z nim na chwilę
    udajemy się do Wenecji (a może i gdzie indziej? utwór nazywa się "Rivers of Sand").

    > #3 Zremiksowany Serge Gainsbourg. I akurat znam tę wersję "Aeroplanes".
    > Readymade z płyty I Love Serge. Ten klawisz czyni dobrą robotę.

    Dodam tylko, że jakiś rok temu latem miałem straszną fazę na ten remiks.

    > #4 Nie wiem, kto to, ale bardzo mi się podoba. Chętnie wciągnę tę panią na
    > listę ulubionych głosów. To po norwesku?

    Po islandzku. Pani nazywa się Ragnheidur Grondal i ponoć w ojczyźnie jest znana
    i uwielbiana. Tutaj występuje gościnnie, bo utwór swoim nazwiskiem firmuje
    Jóhann Jóhannsson, jedna z najbardziej rzucających się w uszy postaci na bogatej
    (mimo niewielkiej populacji kraju) scenie muzycznej Islandii. Solo wydał trzy
    płyty, z których każda jest kompletnie inna od pozostałych. Masz do czynienia z
    tytułową piosenką z płyty nr 3 - soundtracku do filmu "Dis", którego w życiu na
    oczy nie widziałem :) Taka osłoda przed nadciągającym zimnem.

    > #5 Klimat jak z #2, tylko już jesteśmy w przestworzach. Albo popsuła się
    > aparatura, albo kosmonauci grają w ping-ponga (tę starą grę telewizyjną).

    No cóż, z Reykyaviku wykonujemy dość długi lot za koło podbiegunowe, zahaczamy o
    Grenlandię i znajdujemy się w Kanadzie. "Music for Tundra" - tytuł utworu mówi
    chyba wszystko. Otwiera on, jeden z najbardziej lodowatych albumów ostatnich
    lat, "Haunt Me" Tima Heckera, który zaczynał jako producent minimalistycznego
    techno (pod pseudonimem Jetone), a potem przerzucił się na ambient.

    > #6 David Grubbs i Jim O'Rourke (nawet wokalnie się tu udziela), czyli Gastr
    > Del Sol z płyty Camoufleur. Lubię całość.

    Stany, a jak Stany, to... no cóż, "Mouth Canyon" to najbliższa country rzecz,
    jaką jestem w stanie przyswoić ;)

    > #7 To powinienem znać. Powinienem, prawda? Charakterystyczne brzmienie, kto
    > tak gra? Podoba mi się, ale nie podoba mi się, że mnie męczy, kto to!

    A nie wiem czy powinieneś. A właściwie - tak! Wszyscy powinni wiedzieć, że Scott
    Montheit aka Deadbeat fajną muzykę robi, zwłaszcza po rewelacyjnym secie jaki
    zagrał w warszawskiej Pruderii niecałe dwa tygodnie temu. Deadbeat ma wielką
    słabość do dubu i innych karaibskich klimatów, przetwarzając je w cyfrowy
    chill-out, a dzięki jego "Port-au-Prince" nasza podróż zahacza o tamte rejony
    geograficzne.

    > #8 Drum&Bass. Nie wzięło mnie to. Może tytuł jakiś znaczący i stąd obecność
    > tego utworu na składance? Ale wytrzymam, nie będę niczego skipował.

    Gratuluję niezwykłej intuicji - tytuł wyjaśnia wiele, brzmi "Chomp Samba", a
    autorem tej nieprawdopodobnej młócki jest Amon Tobin, Brazylijczyk mieszkający w
    Londynie, gwiazda Ninja Tune. Czyli na moment zatrzymujemy się w Rio.

    > #9 Podoba mnie się. Szczególnie to, jak się rozwija ten numer. Ale mało
    > słucham takiej muzyki, więc zupełnie nie orientuje się kto to może być.

    Heh, drugi raz robię ten trik, pierwszy raz rok temu, na składance dla Aimarka -
    gdybym dał utwór tej kapeli z wokalem, rozpoznałbyś od razu. To Jamiroquai i
    podróż do Arnhemland, rejonu północnej Australii zamieszkanej wyłącznie przez
    Aborygenów odmawiających szerszych kontaktów z cywilizacją.

    > #10 A tu od razu się orientuję. Ze wskazaniem na orient. David Sylvian, Japan,
    > Tin Drum, Visions Of China. Roku tylko dokładnego nie pomnę, więc zostawiam
    > autorowi możliwość doprecyzowania ;)

    Sześć lat wtedy miałem. "Przeprowadzenie obliczeń zostawia się czytelnikowi jako
    ćwiczenie", jak to często piszą w książkach matematyczno-fizycznych ;)
    W ten cwany sposób załatwiłem dwa kraje - Japonię i Chiny.

    > #11 Uuu, Houston mamy problem. Trzyminutowe odgłosy odliczania czasu zwolnione
    > do siedmiuipółminuty? Ewidentnie na coś czekam...

    Ech, wiedziałem, że będzie problem. A to fragment jednej z najpiękniejszych
    ambientowych płyt wszechczasów, o czym zaświadczyć może również Braineater. Geir
    Jenssen aka Biosphere oprócz muzyki ma jeszcze dwie pasje w życiu, którym daje
    wyraz również w swoich utworach. Pierwsza, czysto teoretyczna, to loty
    kosmiczne. Druga, praktyczna, to łażenie po górach, i to tych dużych. Chukhung
    to ponoć przepiękna dolina w Himalajach, jak i mierzący ponad 5,5 tysiąca km
    szczyt Chukhung Ri, na który to podobno Geir kiedyś osobiście się wdrapał. Tam
    wszystko wydaje się biec w zwolnionym tempie, a w tle słychać jakieś dzwony z
    buddyjskiego klasztoru. O. :-)

    > #12 Wciąga mnie ten utwór. Po całości - i wokal, i beat. Chętnie wciągnę się w
    > całą płytę, tylko o wskazówki proszę.

    Przelecieliśmy nad Himalajami, więc trochę, choćby tylko udawanej Arabii
    zwiedźmy. Co do wskazówek, to jest mały problem. Skucha polega na tym, że ta
    konfiguracja wokalu i beatów przytrafiła się tylko w tym jednym kawałku. Pani
    nazywa się Mara Carlyle i w swoich solowych nagraniach śpiewa zupełnie inaczej.
    Utwór nazywa się "Rakimou" i znajduje się na płycie "Not for Threes" jednej z
    wielkich onegdaj chlub wytwórni Warp - duetu Plaid. Na płycie udzielają się
    również Bjork i Nicolette (znana ze współpracy z Massive Attack), więc może
    jednak spróbujesz sięgnąć po ten album, bo jest całkiem (jak na Warpa)
    przystępny i moim zdaniem nie zestarzał się tak bardzo jak twierdzi Nemrrod ;-)

    > #13 Kuba? Libre? Pachnie mi to jakimś filmem. Tylko wtedy chyba ta Kuba odpada
    > na rzecz Argentyny... Ciekawe, szczególnie instrumenty perkusyjne. Kolejny
    > duży plus.

    Kuba? Nieee... Zwróciłbym uwagę kolegi na to, że melodia brzmi trochę jakby po
    żydowsku, czyż nie? To Masada, czyli Johna Zorna nowoczesne podejście do muzyki
    klezmerskiej. Bardzo warto podejść, zwłaszcza do płyty pierwszej, "Alef".

    > #14 Perkusja (bębny) dalej robią swoje, ale inaczej. Przeciskamy się przez
    > dżunglę. Na szczęście niedługo, bo chyba wycinają drzewa i mogłoby być
    > niebezpiecznie.

    Afryka dzika musiała być, ale nie miałem pod ręką nic na tyle krótkiego, żeby
    się zmieściło. No i stanęło na fragmen
  • pagaj_75 23.08.06, 20:21
    ciąg dalszy, bo ucięło:

    > #14 Perkusja (bębny) dalej robią swoje, ale inaczej. Przeciskamy się przez
    > dżunglę. Na szczęście niedługo, bo chyba wycinają drzewa i mogłoby być
    > niebezpiecznie.

    Afryka dzika musiała być, ale nie miałem pod ręką nic na tyle krótkiego, żeby
    się zmieściło. No i stanęło na fragmencie z "Dream Theory in Malaya" Jona
    Hassela, jednej z najbardziej niesamowitych płyt z całego world-musicowego boomu
    przełomu lat 70 i 80.

    > #15 Tak się zastanawiam - lądujemy? A może jednak pora podjąć decyzję czy w
    > ogóle wracać do domu. Długie to, więc jednak wracam.

    Wrócić możnaby na przykład przez Berlin, gdzie rezyduje duet Monolake, który był
    jedną z najjaśniejszych gwiazd berlińskiej szkoły ambientującego minimalnego
    techno z wytwórni Chain Reaction. Tutaj zamykacz z ich długogrającego debiutu,
    "Hongkong". Muzyka Monolake pełna jest dość niezwykłych odgłosów,
    oszałamiających dźwięków z egzotycznych lokacji, mógłbym właściwie wypalić Ci
    całą tą płytę i też niezła podróż z tego by wyszła, choć nie wiem czy
    zdzierżyłbyś ponad godzinę głuchego beatu na 4 :-) Tutaj raczej dają nura gdzieś
    w wody Pacyfiku, a może to tylko sen w pociągu powrotnym? ;-)

    Składanka przystępna w miarę, choć nieco eklektyczna, ale takie było założenie.
    Jeśli faktycznie coś z tego Cię zainteresowało, to mam poczucie wypełnionej
    misji. Dzięki za recenzję.

    Pełna tracklista:

    1. East of Eden - "Northern Hemisphere" ("Mercator Projected", 1969)
    2. Fennesz - "Rivers of Sand" ("Venice", 2004)
    3. Serge Gainsbourg - "Aéroplanes (Readymade's Bold Mix)" ("I Love Serge", 2001)
    4. Jóhann Jóhannsson - "Dís" ("Dís", 2005)
    5. Tim Hecker - "Music for Tundra" ("Haunt Me, Haunt Me Do It Again", 2001)
    6. Gastr del Sol - "Mouth Canyon" ("Camoufleur", 1998)
    7. Deadbeat - "Port-au-Prince" ("New World Observer", 2005)
    8. Amon Tobin - "Chomp Samba" ("Bricolage", 1997)
    9. Jamiroquai - "Journey to Arnhemland" ("The Return of the Space Cowboy", 1994)
    10. Japan - "Visions of China" ("Tin Drum", 1981)
    11. Biosphere - "Chukhung" ("Substrata", 1997)
    12. Plaid - "Rakimou" ("Not for Threes", 1997)
    13. Masada - "Ravayah" ("Beit", 1994)
    14. Jon Hassel - "Courage" ("Dream Theory in Malaya", 1981)
    15. Monolake - "Mass Transit Railway" ("Hongkong", 1997)

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • hennessy.williams 25.08.06, 23:51
    pagaj_75 napisał:

    > #4 Po islandzku. Pani nazywa się Ragnheidur Grondal i ponoć w ojczyźnie jest
    znana
    > i uwielbiana.

    Młodziutka, 22 lata... Tylko niczego nie mogę znaleźć na jej stronie, bo po
    islandzku. Ale tak szybko się nie poddam.

    > #8 Gratuluję niezwykłej intuicji - tytuł wyjaśnia wiele, brzmi "Chomp Samba",
    a
    > autorem tej nieprawdopodobnej młócki jest Amon Tobin, Brazylijczyk
    mieszkający
    > w
    > Londynie, gwiazda Ninja Tune.

    Tego pana oczywiście kojarzę, ale nie poznałem.

    > #9 Heh, drugi raz robię ten trik, pierwszy raz rok temu, na składance dla
    Aimarka
    > -
    > gdybym dał utwór tej kapeli z wokalem, rozpoznałbyś od razu. To Jamiroquai

    ... a płyta, z której jest ten utwór stoi sobie obok mnie na półce :)
    A wydawało misie, że znam ich tak dobrze.

    > #13 Kuba? Nieee... Zwróciłbym uwagę kolegi na to, że melodia brzmi trochę
    jakby
    > po żydowsku, czyż nie? To Masada, czyli Johna Zorna nowoczesne podejście do
    muzyki
    > klezmerskiej. Bardzo warto podejść, zwłaszcza do płyty pierwszej, "Alef".

    No to teraz się spaliłem ze wstydu. Po pierwsze dlatego, że jak wydedukowałem,
    że dostałem twoje dzieło, to mogłem też wydedukować, że będzie Masada, a po
    drugie dlatego, że sam z siebie powinienem poznać co gra.

    Raz jeszcze dzięki.
    --
    HW
  • aimarek 02.09.06, 12:31
    pagaj_75 napisał:

    >> #13 Kuba? Libre? Pachnie mi to jakimś filmem. Tylko wtedy chyba ta Kuba odpada
    >> na rzecz Argentyny... Ciekawe, szczególnie instrumenty perkusyjne. Kolejny
    >> duży plus.

    > Kuba? Nieee... Zwróciłbym uwagę kolegi na to, że melodia brzmi trochę jakby po
    > żydowsku, czyż nie? To Masada, czyli Johna Zorna nowoczesne podejście do
    >muzyki klezmerskiej. Bardzo warto podejść, zwłaszcza do płyty pierwszej, "Alef".

    To ja proponuję jeszcze ten kawałek ("Ravayah") w ślicznej interpretacji Tima
    Sparksa z albumu "Masada Guitars". Został właśnie umieszczony Wiadomo-Gdzie (a
    jak nie wiadomo to pytać).
  • hennessy.williams 02.09.06, 14:05
    Dzięki, wzięty. Zaiste ładne to. Pewnie większe fragmenty znajdą swoje
    odzwierciedlenie w raporcie specjalnym pt. "We wrześniu słuchaliśmy".
    Ale najpierw muszę się odkopać z innych obowiązków (albo zwolnić się z pracy) i
    napisać, co było słuchane w sierpniu.
    --
    Hennessy Williams X.O.
  • mechanikk 16.08.06, 19:11
    Dostałem dzisiaj. Na razie powiem tylko, że piękna okładka. Więcej w weekend :)
  • ilhan 17.08.06, 20:23
    Też dostałem. "Boundaries Are Illusion". Domyślam się nawet od kogo :)
    Będę słuchał po weekendzie, wcześniej nie da rady.
  • aimarek 17.08.06, 22:08
    Dostałem składaka i dziękuję pięknie, zwłaszcza, że na pierwszy rzut ucha może
    być bardzo ciekawie. Jak będę miał trochę czasu to wgryzę się mocniej i
    skonstruuję jakąś recenzję. Kiedy to nastąpi? Nie wiadomo. Ale pewnie niezbyt
    prędko, bo harmonogram napięty, a poza tym - jak już gdzieś pisałem - jestem od
    pewnego czasu obrażony na muzykę. Z góry więc przepraszam Autorkę (wiem
    skądinąd, że to kobiece łapki spreparowały kompilację) i prosiłbym - jeśli to
    możliwe - o przesłanie "Czegoś Jakby Okładki ;)" drogą mailową, bo stacja dysków
    mję się rozkraczyła niestety.
    --
    Kasztelan Mocne jest muzyką.
  • ilhan 24.08.06, 11:29
    ilhan napisał:

    > Też dostałem. "Boundaries Are Illusion". Domyślam się nawet od kogo :)
    > Będę słuchał po weekendzie, wcześniej nie da rady.

    Przepraszam za poślyzg z recenzją, niestety nieopatrznie umieściłem płytę na samym dnie kartonu w związku z remontem i chwilowo nie jestem w stanie się do niej dokopać :/
  • nemrrod 21.08.06, 13:03
    Dostałem. Składanka jest rockowa. Recenzja w przyszłym tygodniu dopiero.
  • ayya 21.08.06, 18:05
    Pewnego pięknego popołudnia zadzwonił do mnie listonosz i przyniósł przesyłkę z
    płytą CD. Po analizie grafologicznej zarówno koperty, jak i opakowania z płytą
    doszłam do wniosku, że autorem mojej składanki jest AIMAREK. Przeraziłam się
    trochę, bo znając upodobania kolegi do brzmień bardzo awangardowych, mogłam nie
    być w stanie zrozumieć tego dzieła. Nie było tak strasznie, zwłaszcza że czas
    między niektórymi piosenkami umilał mi pan Jacek Gmoch i Darek Szpakowski ze
    swoimi złotymi myślami.

    Początek był niezły, zaczęło się od melodyjnego, sympatycznego kawałka z
    chwytliwym wokalem. Potem mamy do czynienia z zespołem ala hardcorowa wersja
    Zakopowera, zawodząca w dziwnym języku. Zresztą motyw śpiewu w nieznanym przeze
    mnie języku bardziej na ludowo powtarza jeszcze utwór nr 12.

    Na składance dominują kompozycje instrumentalne takie jak pełny zwrotów akcji
    futurystyczny nr 4, intrygujący nr 5 (zdecydowanie chyba najbardziej mi się
    podoba i brzmi jakoś znajomo), hałaśliwe i enegetyczne nr 9, 14 i 16,
    zawadiacki nr 17 czy minimalistyczny nr 18. Jednakże na płycie odnaleźć można
    także uwtory, gdzie wkradły się gdzieniegdzie ludzkie odgłosy (nie licząc tych
    już wspomnianych). W nr 6 są one dość niezrozumiałe, pod nr 8 napotykamy "Bike"
    Floydów, w nr 11 przez chwilę słychać wpływy satanistyczne, a pod nr 13 obok
    odgłosów ludzi obecną są też zwierzęce (i masa innych dźwięków przy okazji).
    Jednakże prawdziwym hiciorem na płycie jest niepozornie ukryta pod nr 11
    piosenka Fasolek o myciu zębów.

    Rozczarował mnie brak Papa Dance (zważywszy na autora składanki), ale poza tym
    zawartość płyty była dość (nie)przewidywalna jak już zlokalizowałam jej
    twórcę :)
  • aimarek 22.08.06, 23:47
    Początkowo wpadłem w konsternację, że tak pieczołowicie komponowany składak
    został potraktowany w sposób zdawkowy i ogólnikowy. Potem doszedłem jednak do
    wniosku, że widocznie przemówił bełkotliwie w języku na tyle odległym, iż nie
    zdołał zawiązać w AYYI odpowiednich supełków i nie skłonił do szczególnie
    bogatych przemyśleń. Po chrześcijańsku przyjmuję ten cios, lecz po islamsku - w
    odwecie za przeoczenie kilku arcydzieł - wyprowadzam serię z karabinu
    maszynowego, zaś po żydowsku zrzucam Ci na mieszkanie parę bombek i kilka rakietek.

    Jeśli chodzi o koncept albumu, to postanowiłem olać literalny sens tematu i nie
    wciskałem na siłę kawałków z różnych stron świata, choć tak się złożyło, że
    swoje miejsce na kompilacji znalazły utwory z kilku dość egzotycznych krajów.
    Tytuł należy więc rozumieć w sposób następujący: odbywamy szaloną,
    nieodpowiedzialną podróż zapierdzielającym przez rozmaite krajobrazy autostopem.
    Ale do rzeczy.

    ayya napisała:

    > Początek był niezły, zaczęło się od melodyjnego, sympatycznego kawałka z
    > chwytliwym wokalem.

    To "Hilted" Maxa Tundry z wyśmienitego "Mastered By Guy At The Exchange". Jedna
    z moich ulubionych płyt rozrywkowych XXI wieku. Cudownie świeża muzyka, którą
    nie sposób zaszufladkować, bo dzieje się tu tak wiele i w rozmaitych
    stylistykach, że można by przypiąć przynajmniej kilkanaście łatek. Mnie by
    pasowało określenie future pop, gdyby nie to, że oznacza ono chyba już jakiś
    inny genre (niech się wypowiedzą szpece).

    > Potem mamy do czynienia z zespołem ala hardcorowa wersja
    > Zakopowera, zawodząca w dziwnym języku.

    "Bosi" słabo przeze mnie rozpoznanego, a chyba bardzo ciekawego czeskiego bandu
    Uz Jsme Doma. Strasznie lubię ten kawałek, ale oddajmy głos Jackowi Gmochowi:
    "to nie jest dośrodkowanie, taki lampion chiński, że wisi, wisi i spada, tylko
    to jest ostre, w środek i wtedy to jak nóż w masło wchodzi takie coś".

    > Zresztą motyw śpiewu w nieznanym przeze
    > mnie języku bardziej na ludowo powtarza jeszcze utwór nr 12.

    The Ukrainians i „Cherez richku” ze starej Machinowej składanki. Przefajny kawałek.

    >
    > Na składance dominują kompozycje instrumentalne takie jak pełny zwrotów akcji
    > futurystyczny nr 4

    Venetian Snares „Szerencsetlen” z ubiegłorocznej płyty. Dosyć lajtowe jak na
    Snares, ale bardzo bardzo fajne.

    > intrygujący nr 5 (zdecydowanie chyba najbardziej mi się
    > podoba i brzmi jakoś znajomo),

    No, dobrze, że chociaż to doceniłaś. „Cross The North Fork” z ubiegłorocznego
    „Kensington Blues” Jacka Rose (koleś znany z bardzo ciekawego bandu o nazwie
    Pelt). Jeśli odpowiada Ci takie granie to sięgnij w pierwszej kolejności po
    „Fare Forward Voyagers” Johna Fahey, którego Rose ostro kalkuje. Pisałem już o
    tym parę razy i ponownie polecam gorąco, bo muzyka to nieprzeciętna.

    > hałaśliwe i enegetyczne nr 9, 14 i 16,

    Łeee tylko tyle o tych 3 wybitnych kawałkach? No to po kolei:
    9 – Dirty Three „Red” z doskonałego „Horse Stories”
    14 – Lightning Bolt „Bizarro Zarro Land”
    a nr 16... to Slint przejesz! W jednym ze swoich największych osiągnięć, czyli
    „Rhodzie” w wersji epkowej – zabójczo precyzyjne, zrywające czapkę łojenie,
    odmienne trochę od „Spiderlandu”, ale równie mistrzowskie.

    > zawadiacki nr 17

    „Picnic On A Frozen River” z drugiej płyty Fausta.

    > czy minimalistyczny nr 18.

    „Open Ocean” Freda Fritha – gościa, który lokuje się pewnie w top 10 najbardziej
    kreatywnych, poszukujących gitarzystów lat 70-00. To z jego masterpiśnego
    „Clearing”.

    > Jednakże na płycie odnaleźć można
    > także uwtory, gdzie wkradły się gdzieniegdzie ludzkie odgłosy (nie licząc tych
    > już wspomnianych). W nr 6 są one dość niezrozumiałe

    „Deafkids” Booksów.

    > w nr 11 przez chwilę słychać wpływy satanistyczne

    Eheheh, no tak, ale Szatan przy Zornie to jak Gargamel przy Freddym Kruegerze.

    > a pod nr 13 obok
    > odgłosów ludzi obecną są też zwierzęce (i masa innych dźwięków przy okazji).

    Znowu Zorn. Niewybaczalne jest natomiast zredukowanie jednego z najbardziej
    błyskotliwych, sztandarowych przykładów postmodernizmu w muzyce do spostrzeżenia
    nt. zwierzęcych odgłosów. Kurde, przesłuchaj no porządnie! :[

    Tracklist:
    1. Max Tundra - Hilted (2:50)
    2. 001 (0:11)
    3. Uz Jsme Doma - Bosí (2:24)
    4. Venetian Snares - Szerencsétlen (4:55)
    5. Jack Rose - Cross The North Fork (7:26)
    6. The Books - Deafkids (1:10)
    7. 002 (0:06)
    8. Pink Floyd - 11 - bike (3:22)
    9. Dirty Three - Red (3:54)
    10. Fasolki - Szczotka, Pasta (1:01)
    11. John Zorn - Hammerhead (0:11)
    12. Ukrainians - Cherez richku... (3:29)
    13. John Zorn - Big Gundown (7:26)
    14. Lightning Bolt - Bizarro Zarro Land (4:47)
    15. 011 (0:09)
    16. Slint - Rhoda (6:53)
    17. Faust - Picnic On A Frozen River (2:26)
    18. Fred Frith - Open Ocean (5:16)

    --
    Kasztelan Mocne jest muzyką.
  • ayya 23.08.06, 00:41
    aimarek napisał:

    > Początkowo wpadłem w konsternację, że tak pieczołowicie komponowany składak
    > został potraktowany w sposób zdawkowy i ogólnikowy. Potem doszedłem jednak do
    > wniosku, że widocznie przemówił bełkotliwie w języku na tyle odległym, iż nie
    > zdołał zawiązać w AYYI odpowiednich supełków i nie skłonił do szczególnie
    > bogatych przemyśleń.

    Generalnie jak słyszę tak wysublimowane i awangardowe dźwięki typu Faust i
    Lightning Bolt (na marginesie, najbardziej niezrozumiała dla mnie płyta 2005
    przynamniej z tych, które słyszałam i jak widać, z której nic nie zapamiętałam)
    to mam mętlik w głowie, bo na moje delikatne uszy maksymalnym
    eksperymentalizmem do przyjęcia jest poziom ostatniej Ścianki (choć nawet nie w
    każdym momencie), brzmienie Gang Gang Dance czy, oczywiście, Animal Collective
    i projektów pochodnych.

    > lecz po islamsku - w
    > odwecie za przeoczenie kilku arcydzieł - wyprowadzam serię z karabinu
    > maszynowego, zaś po żydowsku zrzucam Ci na mieszkanie parę bombek i kilka
    > rakietek.

    Mieszkam przy bardzo ruchliwej ulicy, która chyba zagłuszyła te dźwięki ;P

    > Jeśli chodzi o koncept albumu, to postanowiłem olać literalny sens tematu i
    > nie wciskałem na siłę kawałków z różnych stron świata,

    Chwała Ci za to ;)

    > To "Hilted" Maxa Tundry z wyśmienitego "Mastered By Guy At The Exchange".

    Maxa Tundry to uwielbiam kapitalne "So Long, Farewell", więcej nie znam.

    > The Ukrainians i „Cherez richku” ze starej Machinowej składanki. Pr
    > zefajny kawałek.

    Czeskie i ukraińskie kawałki faktycznie były bardzo sympatyczne i swoiskie.

    > Venetian Snares „Szerencsetlen” z ubiegłorocznej płyty.

    Pierwsz słyszę.

    > No, dobrze, że chociaż to doceniłaś. „Cross The North Fork” z ubieg
    > łorocznego
    > „Kensington Blues” Jacka Rose (koleś znany z bardzo ciekawego bandu
    > o nazwie
    > Pelt). Jeśli odpowiada Ci takie granie to sięgnij w pierwszej kolejności po
    > „Fare Forward Voyagers” Johna Fahey, którego Rose ostro kalkuje. Pi
    > sałem już o
    > tym parę razy i ponownie polecam gorąco, bo muzyka to nieprzeciętna.
    >

    Może w wolnej chwili zapoznam się, dzięki za cynk :)

    > Łeee tylko tyle o tych 3 wybitnych kawałkach?

    Naprawdę niewiele wybitności dosłyszałam w tych kompozycjach, choć nazwy teraz
    jak czytam to obiły mi się o uszy w przeszłości.

    > a nr 16... to Slint przejesz!

    Ale ja nigdy nie wyszłam poza wybiórczą znajomość 4 Głów W Wodzie.

    > „Picnic On A Frozen River” z drugiej płyty Fausta.

    Fausta kiedyś słuchaliśmy, nie wspominam najlepiej tej przygody ;)

    > Eheheh, no tak, ale Szatan przy Zornie to jak Gargamel przy Freddym Kruegerze.

    Po wsyłuchanych fragmentach nie mogę się z tym nie zgodzić :)

    > Kurde, przesłuchaj no porządnie! :[

    Staram się ciągle, naprawdę. Może wyjście z tą płytą na powietrze lepiej jej
    zrobi, choć jestem nieco oporna na takie experymenty, a niemuzyczna muzyka mnie
    trochę przerasta. Poza tym mam jakoś niespecjalnie dużo do powiedzenia w tych
    tematach, w których ty zapewne jesteś ekspertem. Niemniej dziękuję bardzo za
    płytę, wbrew pozorom nie było tak źle, jak się wydaje :)
  • aimarek 23.08.06, 01:19
    ayya napisała:

    > > Kurde, przesłuchaj no porządnie! :[
    >
    > Staram się ciągle, naprawdę. Może wyjście z tą płytą na powietrze lepiej jej
    > zrobi, choć jestem nieco oporna na takie experymenty, a niemuzyczna muzyka mnie
    > trochę przerasta.

    W sumie w tym apelu chodziło mi konkretnie o ten jeden kawałek Zorna ("The Big
    Gundown"). Zobacz no jak to się ślicznie tam wszystko zazębia.. Morricone,
    zawodzenia, bębenki, Beethoven i cholera wie co jeszcze... Jest to coś w rodzaju
    mojego prywatnego hymnu he he. W każdym razie wskazuje kierunek moich aktualnych
    muzycznych riserczów.

    --
    Kasztelan Mocne jest muzyką.
  • ayya 23.08.06, 11:53
    aimarek napisał:
    > W każdym razie wskazuje kierunek moich aktualnyc
    > h
    > muzycznych riserczów.

    A moich wprost przeciwnie :)
    Po prostu źle nas chyba dobrano ;)) Jakby Kubasa dostał taką składankę, myślę,
    że byłby zachwycony ;)
  • aimarek 23.08.06, 12:49
    No to dodam jeszcze, że początkowo składanka miała mieć kształt znacznie
    bardziej radykalny. Miała być dłuższa i bardziej w klimatach "napieprzamy w
    instrumenty i patrzymy co z tego wyjdzie". Dopiero po namyśle została przycięta
    i nieco upopiona.
    --
    Kasztelan Mocne jest muzyką.
  • roar 22.08.06, 03:08
    Dobra, no, wiem, dupa jestem i tyle. Ja coś obiecam, to najlepsza droga do
    tego, żebym nie zrobił. Tudzież zrobił tydzień z okładem po terminie. Inna
    sprawa, że składanka sama sobie winna, ale o tym za chwilę. Zaczynamy...

    Aha, tym razem postanowiłem sam odkryć skład osobowy składanki. Nie wszędzie
    mi się udało, więc szczęśliwie trochę wysyłającemu do objaśnienia zostanie. A
    motywację miałem... cóż, o tym też za chwilę.

    01: Warszawa [4/10] Joy Division - Warsaw
    Ja naprawdę byłem z początku przekonany, że to jacyś młodzi Warszawiacy się
    produkują, stąd ta prostota i lekka nieporadność... a tu, proszę, legenda
    post-punka... Cóż, i ich, i mnie, usprawiedliwia to, że faktycznie byli wtedy
    młodzi...
    Ech, ale nie nadawałbym się na punka, ewidentnie... :)

    02: Praga - Oslo - Amsterdam - Bruksela - Paryż - Bukareszt - Moskwa
    [6.5/10] Kazik - Ballada o Kobiecie Żołnierza
    To znam, oczywiście. Kazik nigdy nie zawodzi (Nie wiem, jak można nazwać jego
    sposób śpiewania, ale nie jest to zawodzenie na pewno.).

    03: Manchester [10/10] The Smiths - Cemetry Gates
    O właśnie. I ja nie mogę dosłuchać płyty do końca, bo notorycznie się
    zatrzymuję tutaj. Rewind. Rewind. Rewind.
    To też już znałem wcześniej, ale... wróć. Jak ja mogę mówić, że znałem, skoro
    słyszę niby któryś tam raz i czuję się, jakby mnie ktoś obuchem przez łeb
    walnął teraz dopiero? Jak ja "Queen is Dead" słuchałem, że przegapiłem to cudo?
    Ten tekst?
    W każdym razie jakbym miał sobie teraz układać -siątkę ulubionych piosenek, to
    "Cemetry Gates" już ma tam miejsce zaklepane, i to tyle w tym temacie.

    Dzięki stukrotne. Idę dumać nad swoją durnotą. Smithsów się nie przestaje
    słuchać, aż się nie zrozumie.

    04: Londyn [5/10] The Clash - Guns of Brixton
    Klasyka. No i w sumie to głupio mi oceniać takie utwory, a co dopiero
    komentować... toteż może siedzę cicho...

    05: Tupelo [7/10] Nick Cave - Tupelo
    O, tego nie znałem. Zanim sprawdziłem, że to Cave, przygotowałem sobie małą
    przemówkę o tym, jak to oczywiście jesteśmy już w USA. Jak to jest, że
    najbardziej amerykańską muzykę nagrywają obcokrajowcy? ;)

    06: New York [6.5/10] Polly Jean Harvey - You Said Something
    Znów bardzo ładne. Tej pani dokonań to nie znam za bardzo, więc nie
    skojarzyłem. I znów - ależ byłem przekonany, że to jakaś Amerykanka śpiewa,
    nawet przez chwilę podejrzewałem (równie mało przeze mnie znaną) Patti
    Smith... (PJ by się obruszyła strasznie, he he.)
    Ale tekst po Morrisseyu to jednak razi prostotą... (Ale co nie razi prostotą w
    zestawieniu z Mozem, prawda...?)

    07: Dalej New York [6.5/10] The Strokes - New York City Cops
    Słynni Nowojorscy Policjanci o bardzo małym rozumku. Ej, no, fajne to jest!
    Nawet nie wiedziałem, że tak fajne. Mam bardziej ulubione utwory z tej płyty,
    ale złego słowa nie powiem, choćbym chciał. Spoko ci Strokesi są, tak ogólnie. Mam jakieś uprzedzenie do nich, za to ich przewodzenie fali garaż-rewajwlu, ale
    chyba nieuzasadnione.

    08: Chicago [6.5/10] Screeching Weasel - Suburbia
    Ej, no, fajne to jest! Hiper-melodyjny amerykański punk ze swojego najlepszego
    okresu. Takie to wszystko bezpretensjonalne, że z początku podejrzewałem
    jakichś epigonów z przełomu wieków, albo co gorsza, że to No Doubt sobie
    pastisz walnęli. A tu nie, oryginał. Miłe, zwłaszcza, że nazwy do tej pory
    nawet nie słyszałem.

    09: Los Angeles [6/10] R.E.M. - I Remember California
    "Skąd ja znam ten głos...? Kurde, no, to jest jakaś gwiazda. Taki
    charakterystyczny sposób śpiewania, jeden taki tylko jest... Stipe...? Bono...?
    Vade... tfu, Vedder...? Kurde, trza se będzie te bandy odświeżyć, coby się
    nie skompromitować kompletnie."
    Stipe. Ale piosenka tak monotonna, że naprawdę trudno się czegoś uczepić, jak
    się głosu wokalisty zapomni. W tym to akurat te trzy grupy czasami przodują. :D

    10: Mexico City [5.5/10] ???
    Tego nie odszyfrowałem. W każdym razie z przyporządkowaniem czasoprzestrzennym
    nie mam problemu - wczesne lata 90, Ameryka, zachodnie wybrzeże.
    Charakterystyczna mieszanka grunge'owo-metalowa.
    Jak znam życie, to albo się walnąłem mocno, albo to jacyś giganci, co ich
    znać powinienem. :)

    11: Port au Prince [7/10] Arcade Fire - Haiti
    O, do tych państwa sobie nawet ostatnio wróciłem, więc zero zaskoczenia (poza
    tym, że na punkowo-alternatywnej do tej pory składance dostaję coś takiego).
    Niezła piosenka ze świetnej płyty.

    12: Iquitos [7/10] ???
    To chyba najbardziej "grew on me", jak to w krajach o wyższej kulturze
    muzycznej mówią, przez całe słuchanie. Z początku, oczywiście, rzuciły mi się
    na uszy smyczkowe ozdobniki. Lubię chamber pop. Bardzo. Ale potem mimo wszystko
    nie mogłem się przekonać - że za długie, że ciągnie się niemiłosiernie, że ta
    antyklimatyczna przerwa na pogaduszki z widownią w środku...
    No ale... co ja się czepiam monotonii - repetition, the best damn thing about
    pop music. A to duszę ma.

    13: Honolulu [6.5/10] Tom McRae - Walking to Hawaii
    Ładne~e! I to od samiuśkiego początku, od tego genialnego w swej prostocie
    wersu "Everything is beautiful 'til you take a look around", który niniejszym
    zgłaszam do zginiętej gdzieś w czeluściach forum wyliczanki najlepszych
    linijek. No i uśmiech mi się sam na pysk rzuca, jak słyszę, jak usilnie pan
    wokalista stara się wydobyć z siebie delikatny, chłopięcy głosik. Nie mówię, że
    mi się to nie podoba, ale... zabawne jest.
    Pan McRae ma u mnie ba~ardzo duży plus za efektowne zastosowanie smyków. I
    minus za doprawienie ich toporną, mechaniczną perkusją i sterylną gitarką,
    która była do zniesienia u Davida Greya, ale potem był James Blunt... no i w
    ogóle ile można.

    14: Tokyo [3/10] Tom Waits - Big in Japan
    No więc to właśnie ten utwór mnie skłonił do wyszukania sobie tytułów, bo
    chciałem wiedzieć, co właśnie jadę, a domyślałem się, że coś znanego. Bardzo
    przepraszam, ale to jest koszmar. Bezsensowny tekst, toporna muzyka - dwa
    takty w pętelce, wokal... wiadomo. Nie. Utwierdziłem się w przekonaniu, że
    nie rozumiem fenomenu tego pana.

    15: Gaza Strip [5.5/10] ???
    No słyszę tam w tekście coś w stylu "I'm here on the Gaza Strip", czyli podpis
    na okładce się zgadza. Google tym niemniej nic nie wie, więc się poddałem.
    Podobają mi się te sprzężenia gitar, a tak to nic specjalnego... Brzmi to jak
    coś, czym się CKoD inspirują. :)

    16: Beyond [5.5/10] Goldfrapp - Utopia
    Panią Goldfrapp bardziej szanuję, niż lubię, a ten utwór w szczególności mi
    kiedyś obrzydził niejaki Kostrzewa Paweł promując go niemiłosiernie. Doceniam
    intencję i sam utwór, bo w sumie fajny, ale... skip.

    17: Home [6/10] Nick Cave - Right Now I'm A-Roaming
    Ot, taka sobie przyśpiewka na zakończenie. Jak na Cave'a, nic specjalnego, ale
    znów - rozumiem intencję. Pasuje. :)

    Ogólnie jestem mile zaskoczony, że aż mi tyle weszło, bo po pierwszym
    przesłuchaniu byłem przerażony, że dostałem tradycyjny punkowy mixtape i za nic
    się przez niego nie przekopię... Ślicznie dziękuję, zwłaszcza za pow... ahem,
    przybliżenie klasyki, której na składance sporo. Przyda mi się to, a sam pewnie
    nigdy bym na nią nie trafił z mojego małego symfoniczno-folkowo-IDMowego kącika.

    A teraz poproszę o oficjalną tracklistę.

    --
    And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
    Songs that all around me sing
  • nienietoperz 24.08.06, 21:05
    Witam serdecznie,
    i dziekuje za laskawosc recenzyjna. Jak najbardziej powaznie - nie dosc, ze
    sama decyzja zgloszenia sie do wysylania skladanki z tym forum zwiazanej wymagala
    w zwiazku z moim nieuctwem muzycznym wzgledem sredniej forowej wiele odwagi
    cywilnej, to jeszcze trafil mi sie tak zacny SFowicz na pierwszy ogien...

    Najpierw uwagi ogolne - oczywiscie okazalo sie, ze mimo pozornie ogolnych planow
    geograficznych skladanka odzwierciedla mniej wiecej to, czego na mojej polce
    lezy najwiecej. Nie probowalem w zaden sposob tworzyc zagadkowosci, liczac sie z
    tak czy inaczej duzo wiekszym niz moje osluchaniem adresata.
    Teraz juz konkretnie:

    > 01: Warszawa [4/10] Joy Division - Warsaw
    > Ja naprawdę byłem z początku przekonany, że to jacyś młodzi Warszawiacy się
    > produkują, stąd ta prostota i lekka nieporadność... a tu, proszę, legenda
    > post-punka... Cóż, i ich, i mnie, usprawiedliwia to, że faktycznie byli wtedy
    > młodzi...
    > Ech, ale nie nadawałbym się na punka, ewidentnie... :)

    Coz, moge dodac, ze o Warsaw nalezy pamietac chocby ze wzgledow historycznych -
    skad wyszlismy,
    dokad zmierzamy, etc..


    > 02: Praga - Oslo - Amsterdam - Bruksela - Paryż - Bukareszt - Moskwa
    > [6.5/10] Kazik - Ballada o Kobiecie Żołnierza
    > To znam, oczywiście. Kazik nigdy nie zawodzi (Nie wiem, jak można nazwać jego
    > sposób śpiewania, ale nie jest to zawodzenie na pewno.).

    Piosenke slyszalem w roznych wykonaniach (miedzy innymi PJ Harvey), ale Kazikowe
    zdecydowanie najlepsze. Wersja na skladance jest 'quasi-skalna'.

    > 03: Manchester [10/10] The Smiths - Cemetry Gates
    > O właśnie. I ja nie mogę dosłuchać płyty do końca, bo notorycznie się
    > zatrzymuję tutaj. Rewind. Rewind. Rewind.
    > To też już znałem wcześniej, ale... wróć. Jak ja mogę mówić, że znałem, skoro
    > słyszę niby któryś tam raz i czuję się, jakby mnie ktoś obuchem przez łeb
    > walnął teraz dopiero? Jak ja "Queen is Dead" słuchałem, że przegapiłem to cudo?
    > Ten tekst?
    > W każdym razie jakbym miał sobie teraz układać -siątkę ulubionych piosenek, to
    > "Cemetry Gates" już ma tam miejsce zaklepane, i to tyle w tym temacie.
    >
    > Dzięki stukrotne. Idę dumać nad swoją durnotą. Smithsów się nie przestaje
    > słuchać, aż się nie zrozumie.


    Brak mozliwosci dodawania czegokolwiek. Moze tylko - Anglia klasyczna,
    romantyczna, wzruszeniowa.

    >
    > 04: Londyn [5/10] The Clash - Guns of Brixton
    > Klasyka. No i w sumie to głupio mi oceniać takie utwory, a co dopiero
    > komentować... toteż może siedzę cicho...

    Tym razem - Anglia znacznie nowsza (choc oczywiscie piosenka starsza). Slowa
    Strummerowo-typowe, ale podobnie jak na calym London Calling slychac tu juz
    znacznie wiecej niz prosta puncurowosc.

    >
    > 05: Tupelo [7/10] Nick Cave - Tupelo
    > O, tego nie znałem. Zanim sprawdziłem, że to Cave, przygotowałem sobie małą
    > przemówkę o tym, jak to oczywiście jesteśmy już w USA. Jak to jest, że
    > najbardziej amerykańską muzykę nagrywają obcokrajowcy? ;)
    >

    USAnska? Hmmm, wydaje mi sie, ze nie wpadlbym na to skojarzenie. Ma cos, co jest
    wielkim atutem NC&TBS, troche niestety zgubionym na ostatnich plytach - mocny
    chor w refrenie.

    > 06: New York [6.5/10] Polly Jean Harvey - You Said Something
    > Znów bardzo ładne. Tej pani dokonań to nie znam za bardzo, więc nie
    > skojarzyłem. I znów - ależ byłem przekonany, że to jakaś Amerykanka śpiewa,
    > nawet przez chwilę podejrzewałem (równie mało przeze mnie znaną) Patti
    > Smith... (PJ by się obruszyła strasznie, he he.)
    > Ale tekst po Morrisseyu to jednak razi prostotą... (Ale co nie razi prostotą w
    > zestawieniu z Mozem, prawda...?)

    PJ chyba by sie nie obrazila, do inspiracji Patti sie przyznaje. Piosenka
    prosciutka, ale za to oddaje chyba klimat nowojorskocieply (patrz Eleanor Put
    Your Boots Back On FFerdinandow). Cala plyta bardzo dobra.

    > 07: Dalej New York [6.5/10] The Strokes - New York City Cops
    > Słynni Nowojorscy Policjanci o bardzo małym rozumku. Ej, no, fajne to jest!
    > Nawet nie wiedziałem, że tak fajne. Mam bardziej ulubione utwory z tej płyty,
    > ale złego słowa nie powiem, choćbym chciał. Spoko ci Strokesi są, tak ogólnie.
    > Mam jakieś uprzedzenie do nich, za to ich przewodzenie fali garaż-rewajwlu, ale
    > chyba nieuzasadnione.

    Znow piosenka prosciutka, klimat nowojorski radosno-bojowy.

    > 08: Chicago [6.5/10] Screeching Weasel - Suburbia
    > Ej, no, fajne to jest! Hiper-melodyjny amerykański punk ze swojego najlepszego
    > okresu. Takie to wszystko bezpretensjonalne, że z początku podejrzewałem
    > jakichś epigonów z przełomu wieków, albo co gorsza, że to No Doubt sobie
    > pastisz walnęli. A tu nie, oryginał. Miłe, zwłaszcza, że nazwy do tej pory
    > nawet nie słyszałem.

    Pierwsze polpudlo:-) - w istocie jest to polcover, kapela, ktora gra to
    akustyczny projekt Jugheada (gitarzysty Screaching Weasel), Even in Blackouts.
    Swietna grupa na zywo, z sliczna wokalistka i bardzo
    dobra pierwsza plyta: 'Myths and Imaginary Magicians'.

    > 09: Los Angeles [6/10] R.E.M. - I Remember California
    > "Skąd ja znam ten głos...? Kurde, no, to jest jakaś gwiazda. Taki
    > charakterystyczny sposób śpiewania, jeden taki tylko jest... Stipe...? Bono...?
    > Vade... tfu, Vedder...? Kurde, trza se będzie te bandy odświeżyć, coby się
    > nie skompromitować kompletnie."
    > Stipe. Ale piosenka tak monotonna, że naprawdę trudno się czegoś uczepić, jak
    > się głosu wokalisty zapomni. W tym to akurat te trzy grupy czasami przodują. :D

    Mi akurat monotonnosc REM odpowiada bardziej niz przebojowosc, stad wybor.
    California jakas taka ciut psychodeliczna w tym kawalku.




    > 10: Mexico City [5.5/10] ???
    > Tego nie odszyfrowałem. W każdym razie z przyporządkowaniem czasoprzestrzennym
    > nie mam problemu - wczesne lata 90, Ameryka, zachodnie wybrzeże.
    > Charakterystyczna mieszanka grunge'owo-metalowa.
    > Jak znam życie, to albo się walnąłem mocno, albo to jacyś giganci, co ich
    > znać powinienem. :)

    Raczej to drugie: najslynniejsi stoner-rockowcy ze swojej najmniej znanej (a
    nieslusznie!) pierwszej plyty:
    Mexicola - Queens of Stone Age

    > 11: Port au Prince [7/10] Arcade Fire - Haiti
    > O, do tych państwa sobie nawet ostatnio wróciłem, więc zero zaskoczenia (poza
    > tym, że na punkowo-alternatywnej do tej pory składance dostaję coś takiego).
    > Niezła piosenka ze świetnej płyty.

    U mnie inne akcenty - swietna piosenka z niezlej plyty.

    >
    > 12: Iquitos [7/10] ???
    > To chyba najbardziej "grew on me", jak to w krajach o wyższej kulturze
    > muzycznej mówią, przez całe słuchanie. Z początku, oczywiście, rzuciły mi się
    > na uszy smyczkowe ozdobniki. Lubię chamber pop. Bardzo. Ale potem mimo wszystko
    > nie mogłem się przekonać - że za długie, że ciągnie się niemiłosiernie, że ta
    > antyklimatyczna przerwa na pogaduszki z widownią w środku...
    > No ale... co ja się czepiam monotonii - repetition, the best damn thing about
    > pop music. A to duszę ma.

    Duszy ma nawet bardzo wiele; jesli chodzi o monotonie, to i tak wycialem kolo
    minuty oklaskow i dogadywan z konca kawalka. Gra 'the biggest band in Ireland'
    (zdaniem znajomego Irlandczyka), plyta jest oczywiscie koncertowa, i nazywa sie
    odpowiednio (Setlist). Podsumowujac:
    Fitzcarraldo - The Frames

    > 13: Honolulu [6.5/10] Tom McRae - Walking to Hawaii
    > Ładne~e! I to od samiuśkiego początku, od tego genialnego w swej prostocie
    > wersu "Everything is beautiful 'til you take a look around", który niniejszym
    > zgłaszam do zginiętej gdzieś w czeluściach forum wyliczanki najlepszych
    > linijek. No i uśmiech mi się sam na pysk rzuca, jak słyszę, jak usilnie pan
    > wokalista stara się wydobyć z siebie delikat
  • nienietoperz 24.08.06, 21:07
    Cd:

    > 13: Honolulu [6.5/10] Tom McRae - Walking to Hawaii
    > Ładne~e! I to od samiuśkiego początku, od tego genialnego w swej prostocie
    > wersu "Everything is beautiful 'til you take a look around", który niniejszym
    > zgłaszam do zginiętej gdzieś w czeluściach forum wyliczanki najlepszych
    > linijek. No i uśmiech mi się sam na pysk rzuca, jak słyszę, jak usilnie pan
    > wokalista stara się wydobyć z siebie delikatny, chłopięcy głosik. Nie mówię, że
    > mi się to nie podoba, ale... zabawne jest.
    > Pan McRae ma u mnie ba~ardzo duży plus za efektowne zastosowanie smyków. I
    > minus za doprawienie ich toporną, mechaniczną perkusją i sterylną gitarką,
    > która była do zniesienia u Davida Greya, ale potem był James Blunt... no i w
    > ogóle ile można.

    O nie! Tylko nie McRae i Blunt w jednym zdaniu! Tom nagral trzy bardzo rowne
    plyty, ma glowe do aranzu, milo gra na gitarze - ogolnie sie nadaje!

    >
    > 14: Tokyo [3/10] Tom Waits - Big in Japan
    > No więc to właśnie ten utwór mnie skłonił do wyszukania sobie tytułów, bo
    > chciałem wiedzieć, co właśnie jadę, a domyślałem się, że coś znanego. Bardzo
    > przepraszam, ale to jest koszmar. Bezsensowny tekst, toporna muzyka - dwa
    > takty w pętelce, wokal... wiadomo. Nie. Utwierdziłem się w przekonaniu, że
    > nie rozumiem fenomenu tego pana.

    Gdzie zaczac? Moze tak: ten Tom faktycznie albo dziala bardzo na tak, albo
    bardzo na nie.
    Proba obrony - glos idealnie pasujacy do mrocznego rytmu, tekst celnie opisujacy
    sytuacje (czuje, jakbym widzial jakiegos rozjarzonego PRowca przychodzacego
    do Waitsa i tlumaczacego mu z pelnym entuzjazmem: you know, you are really big
    in Japan!).
    Zdaje sobie sprawe, ze bezskuteczna.

    >
    > 15: Gaza Strip [5.5/10] ???
    > No słyszę tam w tekście coś w stylu "I'm here on the Gaza Strip", czyli podpis
    > na okładce się zgadza. Google tym niemniej nic nie wie, więc się poddałem.
    > Podobają mi się te sprzężenia gitar, a tak to nic specjalnego... Brzmi to jak
    > coś, czym się CKoD inspirują. :)

    Byloby chyba z nimi znacznie lepiej (z CKOD) niz jest. Graja i krzycza klasycy;
    moglem ulatwic podajac namiar na tytul:
    River Euphrates - Pixies

    >
    > 16: Beyond [5.5/10] Goldfrapp - Utopia
    > Panią Goldfrapp bardziej szanuję, niż lubię, a ten utwór w szczególności mi
    > kiedyś obrzydził niejaki Kostrzewa Paweł promując go niemiłosiernie. Doceniam
    > intencję i sam utwór, bo w sumie fajny, ale... skip.


    Za pana Kostrzewe nie odpowiadam:-) Goldfrapp zadziwia mnie najbardziej tym, ze
    w miare mi sie podoba, zwlaszcza pierwsze dwie plyty, mimo, ze stylistyka od
    reszty polki odroznia sie zasadniczo.
    Intencja jasna rzecz jasne...

    > 17: Home [6/10] Nick Cave - Right Now I'm A-Roaming
    > Ot, taka sobie przyśpiewka na zakończenie. Jak na Cave'a, nic specjalnego, ale
    > znów - rozumiem intencję. Pasuje. :)

    Po prostu - wracamy do domu.



    > Ogólnie jestem mile zaskoczony, że aż mi tyle weszło, bo po pierwszym
    > przesłuchaniu byłem przerażony, że dostałem tradycyjny punkowy mixtape i za nic
    > się przez niego nie przekopię... Ślicznie dziękuję, zwłaszcza za pow... ahem,
    > przybliżenie klasyki, której na składance sporo. Przyda mi się to, a sam pewnie
    > nigdy bym na nią nie trafił z mojego małego symfoniczno-folkowo-IDMowego kącika.
    >
    > A teraz poproszę o oficjalną tracklistę.
    >

    1 Warsaw - Joy Division
    2 Ballada o Zolnierzu - Kazik Staszewski
    3 Cemetry Gates - The Smiths
    4 Guns of Brixton - The Clash
    5 Tupelo - Nick Cave and The Bad Seeds
    6 You Said Something - PJ Harvey
    7 New York City Cops - The Strokes
    8 Hey Suburbia - Even in Blackouts
    9 I Remember California - REM
    10 Mexicola - Queens of Stone Age
    11 Haiti - Arcade Fire
    12 Fitzcarraldo - The Frames
    13 Walking 2 Hawaii - Tom McRae
    14 Big in Japan - Tom Waits
    15 River Euphrates - Pixies
    16 Utopia - Goldfrapp
    17 Right Now I'm A-Roaming - Nick Cave and The Bad Seeds


    Kolejne podziekowania za zyczliwosc,

    uklony,

    Nienietoperz


    --
    Though this be madness, yet there is method in 't.
  • roar 25.08.06, 15:42
    nienietoperz napisał:

    > Witam serdecznie,
    > i dziekuje za laskawosc recenzyjna. Jak najbardziej powaznie - nie dosc, ze
    > sama decyzja zgloszenia sie do wysylania skladanki z tym forum zwiazanej
    > wymagala w zwiazku z moim nieuctwem muzycznym wzgledem sredniej forowej wiele
    > odwagi cywilnej, to jeszcze trafil mi sie tak zacny SFowicz na pierwszy ogien...

    Ech, zaraz tam zacny... Tyle tylko, że długo dosyć już tu piszę, nawet nie zawsze z sensem. ;)

    > Nie probowalem w zaden sposob tworzyc zagadkowosci, liczac sie z
    > tak czy inaczej duzo wiekszym niz moje osluchaniem adresata.

    Ech, zaraz tam osłuchaniem... Weź pod uwagę rozbieżność zainteresowań. Wystarczyłoby trochę więcej drugiej ligi (popularnościowo, nie artystycznie!) i mógłbym nic nie poznać. :)

    > > 04: Londyn [5/10] The Clash - Guns of Brixton
    > > Klasyka. No i w sumie to głupio mi oceniać takie utwory, a co dopiero
    > > komentować... toteż może siedzę cicho...
    >
    > Tym razem - Anglia znacznie nowsza (choc oczywiscie piosenka starsza). Slowa
    > Strummerowo-typowe, ale podobnie jak na calym London Calling slychac tu juz
    > znacznie wiecej niz prosta puncurowosc.

    Owszem, słychać, ale niestety nie w warstwie realizatorsko-aranżacyjnej i wokalnej. ;)

    > Pierwsze polpudlo:-) - w istocie jest to polcover, kapela, ktora gra to
    > akustyczny projekt Jugheada (gitarzysty Screaching Weasel), Even in Blackouts.
    > Swietna grupa na zywo, z sliczna wokalistka i bardzo
    > dobra pierwsza plyta: 'Myths and Imaginary Magicians'.

    Och, czyli jednak epigoni z przełomu wieków. Wiedziałem. :D
    No, na tym tle to się piosenka jeszcze bardziej wybija.

    > Mi akurat monotonnosc REM odpowiada bardziej niz przebojowosc, stad wybor.

    Nie no, jasne. :)

    > O nie! Tylko nie McRae i Blunt w jednym zdaniu! Tom nagral trzy bardzo rowne
    > plyty, ma glowe do aranzu, milo gra na gitarze - ogolnie sie nadaje!

    Wybacz, mam ostatnio "fazę" na Blunta - od kiedy Yankovic sparodiował "Beautiful", znam na pamięć linię melodyczną, i teraz wszędzie to cholerstwo wyłapuję. Sytuacja typu "boję się otworzyć lodówkę".

    "My life is brilliant...

    What, was I too early...? I'm sorry. Should I... start over, or... keep going...? Okay, now...? Now?"

    > tekst celnie opisujacy sytuacje (czuje, jakbym widzial jakiegos rozjarzonego
    > PRowca przychodzacego do Waitsa i tlumaczacego mu z pelnym entuzjazmem: you
    > know, you are really big in Japan!).

    Okay, ze stwierdzenia o bezsensownym tekście się wycofuję. Co do muzyki to zostaję przy swoim. :)

    > River Euphrates - Pixies

    Och. No to dałem plamę. Góra trzy miesiące temu słuchałem tej płyty. Marną mam pamięć.

    > Kolejne podziekowania za zyczliwosc,

    Nie no, cholera, marnujesz swój czas składając to do kupy, leci to potem do mnie tysiąc kilometrów... I'M GRATEFUL, MAN. :)

    --
    And the possibility that if I stopped using my voice I would notice
    Songs that all around me sing
  • mechanikk 22.08.06, 22:54
    Na początku przyznać muszę, że autor składanki wpędził mnie w spore kompleksy,
    jeśli chodzi o okładkę. Ja takich okładek robić zwyczaju nie miałem w całej
    historii BBB, do czego przyznaje się teraz publicznie, ze wstydem i obiecuję
    poprawę w dalszych edycjach. otrzymałem *prawdziwą* składankę, z nadrukiem na
    CD i w ogóle straszliwie bajerancką. Zagadką jak na razie są dla mnie
    hermetyczne oznaczenia tracków, z których to oznaczeń wynika, że z każdym
    utworem pokonuję pewien dystans trasy. Nie wiem jednak według jakiego klucza
    dystans ów jest mierzony, co jak na razie dodaje płycie atrakcyjności (powiew
    tajemnicy). A może ja po prostu mało rozgarnięty jestem.

    1. Zaczyna się sympatycznym countrowym instrumentalem, podobnym do tych z „Aw
    C’Mon/No You C’mon” Lambchopa. A może to nawet właśnie Lambchop z tych płyt,
    wcale bym się nie zdziwił, bo nie zwykłem im się przysłuchiwać, tak mnie zawsze
    nudziły. Ale tutaj pasuje, nawet bardzo. Ten fragment to 516 km trasy, wg
    wytycznych autora.
    2.Coś z lat 80. zapewne, okolice Johna Peela. Wnioskuje się z brzmienia
    perkusji, klawiszy i z melodii. W kontekście tego, co na płycie dzieje się
    dalej, jest to wypełniacz, choć czuć też pewien powiew klasyczności. Tylko 5
    km, ale czemu tak mało nie wiem.
    3. Znów coś z osiemdziesiątych lat, zapewne również półka wspomnianego
    dziennikarza. Bardzo ten refren chwytliwy i banjo dodające całości countrowego
    galopu, w sam raz na 1017 km trasy. Przy okazji pojawia się niepokój, że to
    jakiś wielce klasyczny band, którego oczywiście nie znam. Zapoznam się jak
    tylko pojawi się rozszyfrowanie.
    4. Znawcą Dylana to ja nie jestem, ale jakoś z nim właśnie kojarzy mi się ta
    pani, z którą jedziemy przez 375 km. Jest bardzo folkowo, choć aranżacja dość
    nowoczesna.
    5. Znów wokalistka i przy okazji podziękowania dla autora za oddanie sporej
    ilości miejsca kobietom. Jestem muzyczną szowinistyczną świnią i na paniach
    śpiewających słabo się znam, a ta płyta ma dla mnie wobec tego, rzekłbym, spory
    walor edukacyjny. Szczególnie podobają mi się głosy dziecinne (może jestem
    nawet muzycznym pedofilem, nigdy nie wiadomo), a ta pani taki ma. Śliczna
    melodia, zalatująca francuskim filmem i coś jakby skrzypce w tle, no i
    klawesyn, lub klawesynopodobny klawisz – to elementy szczególnie fajne w tym,
    ciągnącym się przez 207 km utworze.
    6. 5 kilometrów z jakąś kobiecą odmianą Orange Juice. Bardzo melodyjne,
    zabrudzone i do puszczania na full.
    7. Chyba jakiś girlsband z lat 60. Niemożliwe, żeby to powstało później.
    Ciekawe, że to jeden z największych dystansów płyty – 8152 km.
    8. Jedyny fragment, który znam, gdyż przed jakimś miesiącem zakupiłem sobie
    nowego Casha. Przy okazji powiem, że „American V” to jest rzecz wyciskające łzy
    najszczersze. Jak tego słucham, to mam od razu z 60 lat więcej. Mocne i wielce
    prawdziwe. Z Cashem dałoby się przejechać więcej niż te 297 km sugerowane przez
    wydawcę.
    9. Wracamy do folkowych kobiet. Jest to żeński odpowiednik Sufjana, ale może
    tylko to banjo mnie tam nakierowuje. W ogóle – banjo, zajebisty instrument.
    3174 km.
    10. Instrumentalny, altcountrowy trans, może inspirowany minimalizmem ala
    Reich, ale co ja się tam znam. Zachciewa mi się zgadywanki, więc zapytam: może
    to Calexico? 1962 km.
    11. Bardzo nerwowe gitary i mniej nerwowa dziewczyna. Ja to, kurcze blade znam,
    ale za Chiny nie mogę sobie przypomnieć co to. Gugle korci, ale się
    powstrzymuję. Trasa: 3412 km.
    12. Muzyka do filmu drogi (zresztą cała płyta jest do takiegoż). Znów
    wokalistka, którą musze głębiej poznać. Trasa krótka, tylko 10 km, więc jadę
    spokojnie, i rozkminiam, dlaczego ja nie znam tych wszystkich głosów. Plus dla
    autora, że pozbierał na tą płytę utwory pod względem wokalnym w większości,
    świetne, a jak nie świetne to ciekawe.
    13. Składanka, którą otrzymałem nie składa się z muzyki, która wyważa jakiś
    nowych, nieznanych rodzajów i gatunków drzwi. Być może całe płyty tych
    wykonawców nie wymiatają. Być może są na nich piosenki idealne do robienia
    składanek. Tu lekko fałszujący wokalista, jakich ostatnio dużo. Tutaj sporo się
    dzieje, jeśli chodzi o gęste gitary i równie gęstą perkusję. Dla równowagi
    marzycielska melodia, w duchu żywszych nagrań Mercury Rev, i ładne skrzypce.
    2213 km.
    14. „Tududu ujaja o u je” (2278 km). Ten motyw z początku przykuwa uwagę, ale
    przy późniejszych słuchaniach trochę irytuje. Na szczęście jest on tylko
    efektowną reklamą, dla naprawdę dobrego produktu, jakim jest chyba najlepsza
    melodia na składance.
    15. Broken Social Scene? Czy będę musiał w końcu się przemóc do sięgnięcia po
    ostatnią płytę tychże, zwrócić im honor? Śliczne to dobre określenie? 353 km?
    Zdecydowanie więcej.
    16. Refren tej piosenki to chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę fragment
    tej płyty. Bez popisów, za to wzruszająco. 505 km.
    17. „Refren tej piosenki to chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę fragment
    tej płyty” Myślałem z początku, że to Imogen Heap, ale chyba jednak nie. Jakaś
    inna mroczna i romantyczna. Świetne, z pomysłem zaaranżowane (saksofon). Ta
    Imogen, ma w moim przekonaniu nagrać kiedyś coś takiego właśnie, żeby Marek
    Niedźwiedzki nie bał się zagrać. 1202 km.
    18. Pośród 25 utworów musiał się znaleźć jakiś wypełniacz. 1149 km.
    19. „To chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę fragment tej płyty” Chcę się
    umówić z tą dziewoją. 10 km tylko, będziemy musieli wolno jechać?
    20. Architecture In Helsinki? No i tu znów moje muzyczne pedofilskie skłonności
    biorą górę. niby irytujące, ale melodyjki to oni potrafią pisać. 16890 km –
    najdłuższa trasa, a piosenka krótka.
    21. „Refren tej piosenki to chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę fragment
    tej płyty” Po prostu. 713 km
    22. Kojarzy mi się z końcówką Lucky Luke’a, gdy bohater ów malał w kadrze na
    tle czerwonego słońca, odjeżdżając. Ta piosenka lepiej by tam pasowała, niż to
    tam, „Lonesome Cowboy” ;) Ale kowboj miałby daleko, bo aż 15813 km.
    23. Ehh, Jens Lekman? Albo jakiś klon jego. 823 km
    24. A to takie instrumentalne folkowe cudeńko (cudeńko – copyright by P.
    Kaczkowski). W sam raz, żeby się obudzić o świcie gdzieś w środku lasu.

    To tyle. Płyta jest zajebiście zajebista, jakby byłe zza pieniądze, to bym
    kupił. Dziękuję. (Strasznie dużo napisałem, nie chce mi się poprawiać, więc za
    literówki albo bzdury very sory, jesli są).

  • mechanikk 22.08.06, 22:57
    mechanikk napisał:
    1. Zaczyna się sympatycznym countrowym instrumentalem, podobnym do tych z ̶
    > 2;Aw
    > C’Mon/No You C’mon” Lambchopa. A może to nawet właśnie Lambch
    > op z tych płyt,
    > wcale bym się nie zdziwił, bo nie zwykłem im się przysłuchiwać, tak mnie
    zawsze
    > nudziły.

    Kurcze. Znaczy, te instrumentale mnie nudziły. W całosci są to płyty więcej niż
    dobre.
  • mechanikk 22.08.06, 23:03
    13. Składanka, którą otrzymałem nie składa się z muzyki, która wyważa jakiś
    > nowych, nieznanych rodzajów i gatunków drzwi.

    Kurcze, tak to jest jak się nie czyta. To "nie" przenieść tuż przed "wyważa".
  • hennessy.williams 23.08.06, 12:10
    mechanikk napisał:

    > Na początku przyznać muszę, że autor składanki wpędził mnie w spore kompleksy,
    > jeśli chodzi o okładkę. Ja takich okładek robić zwyczaju nie miałem w całej
    > historii BBB, do czego przyznaje się teraz publicznie, ze wstydem i obiecuję
    > poprawę w dalszych edycjach. otrzymałem *prawdziwą* składankę, z nadrukiem na
    > CD i w ogóle straszliwie bajerancką.

    Pomyślałem sobie, że jak nie spodoba ci się zawartość płyty, to i tak nie
    będziesz mógł napisać, że się nie starałem, bo chociaż do okładki się przyłożyłem...

    > Zagadką jak na razie są dla mnie
    > hermetyczne oznaczenia tracków, z których to oznaczeń wynika, że z każdym
    > utworem pokonuję pewien dystans trasy. Nie wiem jednak według jakiego klucza
    > dystans ów jest mierzony, co jak na razie dodaje płycie atrakcyjności (powiew
    > tajemnicy). A może ja po prostu mało rozgarnięty jestem.

    Założenie miałem bardzo proste, bo muzyka którą wybrałem jest prosta ;)
    Tytuł "W 40 dni..." potraktowałem literalnie. Skupiłem się w większości na
    klimatach countrowo-folkowych, choć pierwotny pomysł miałem inny (o tem potem).
    Punktem wyjścia jest Warszawa, a potem jeździmy z miejsca na miejsce. Cyfry to
    odległości między trackami.
    Liczyłem dystans w linii prostej: Warszawa-Berlin, Berlin-Berlin (tylko osiedle
    inne), Berlin-Durnham County, Durnham County-Londyn itd.

    > 1. Zaczyna się sympatycznym countrowym instrumentalem, podobnym do tych z ̶
    > 2;Aw
    > C’Mon/No You C’mon” Lambchopa. A może to nawet właśnie Lambch
    > op z tych płyt,
    > wcale bym się nie zdziwił, bo nie zwykłem im się przysłuchiwać, tak mnie zawsze
    >
    > nudziły. Ale tutaj pasuje, nawet bardzo. Ten fragment to 516 km trasy, wg
    > wytycznych autora.

    To niemiecka Contriva. Zespół sympatyczny, utwory w większości instrumentalne.
    Ten akurat skomponowała Masha Qrella. A skojarzenie z Lambchop mi udowadnia, że
    cholera o czymś zapomniałem...

    > 2.Coś z lat 80. zapewne, okolice Johna Peela. Wnioskuje się z brzmienia
    > perkusji, klawiszy i z melodii. W kontekście tego, co na płycie dzieje się
    > dalej, jest to wypełniacz, choć czuć też pewien powiew klasyczności. Tylko 5
    > km, ale czemu tak mało nie wiem.

    Zostajemy w Berlinie, bo to Katharina Franck i ekipa, czyli Rainbirds. Nie wiem
    czy Peel to grał, ale ja na jego miejscu bym grał. Kiedyś grali ich sporo w
    Programie Trzecim. Fajne są pierwsze 3 płyty, największe hity to Blueprint i Sea
    Of Time.

    > 3. Znów coś z osiemdziesiątych lat, zapewne również półka wspomnianego
    > dziennikarza. Bardzo ten refren chwytliwy i banjo dodające całości countrowego
    > galopu, w sam raz na 1017 km trasy. Przy okazji pojawia się niepokój, że to
    > jakiś wielce klasyczny band, którego oczywiście nie znam. Zapoznam się jak
    > tylko pojawi się rozszyfrowanie.

    Zacny i klasyczny. I na forum omawiany. Prefab Sprout "Faron Young". Świetne,
    nieprawdaż? W ogóle słowo "galop", tudzież "kłus" pasuje tu jeszcze do paru
    innych piosenek. Weźmy taką następną...

    > 4. Znawcą Dylana to ja nie jestem, ale jakoś z nim właśnie kojarzy mi się ta
    > pani, z którą jedziemy przez 375 km. Jest bardzo folkowo, choć aranżacja dość
    > nowoczesna.

    Beth Orton z ostatniej płyty z pomocą Jima O'Rourke'a i M.Warda. A koń nas
    niesie dalej...

    > 5. Znów wokalistka i przy okazji podziękowania dla autora za oddanie sporej
    > ilości miejsca kobietom. Jestem muzyczną szowinistyczną świnią i na paniach
    > śpiewających słabo się znam, a ta płyta ma dla mnie wobec tego, rzekłbym, spory
    >
    > walor edukacyjny. Szczególnie podobają mi się głosy dziecinne (może jestem
    > nawet muzycznym pedofilem, nigdy nie wiadomo), a ta pani taki ma. Śliczna
    > melodia, zalatująca francuskim filmem i coś jakby skrzypce w tle, no i
    > klawesyn, lub klawesynopodobny klawisz – to elementy szczególnie fajne w
    > tym,
    > ciągnącym się przez 207 km utworze.

    Bo ja z kolei feministą jestem. Pierwotnie płyta miała być w całości
    feministycznie zaangażowana (i muzycznie, i tekstowo), ale wtedy nie mógłbym
    wrzucić np. Prefab Sprout, więc pomysł zachowuję na kiedyindziej.
    W tym utworze docieramy do Glasgow, klimatów B&S i słuchamy Isobel Campbell we
    wcieleniu The Gentle Waves. Moja pani mówi, że to klimatami rosyjskich
    duszoszcipatielnych pieśni zalatuje. W sumie...? "Falling From Grace".

    > 6. 5 kilometrów z jakąś kobiecą odmianą Orange Juice. Bardzo melodyjne,
    > zabrudzone i do puszczania na full.

    To mój Energizer ostatnich miesięcy. "If Looks Could Kill", czyli numer z
    ostatniej płyta Camera Obscura, która to dała tytuł całej mojej kompilacji.
    Uwaga - wciąga jak mój stary Grungig!

    > 7. Chyba jakiś girlsband z lat 60. Niemożliwe, żeby to powstało później.
    > Ciekawe, że to jeden z największych dystansów płyty – 8152 km.

    Z Glasgow do Sevierville w stanie Tennessee droga daleka. A tam w 1966 taką miłą
    piosnkę nagrała... Dolly Parton. I kto chciałby narzekać na tę panią, niech
    najpierw posłucha jej dawnych płyt. Wciśnięty przeze mnie "Don't Drop Out" wydał
    mi się dobrym łącznikiem między #6 a #8.

    > 8. Jedyny fragment, który znam, gdyż przed jakimś miesiącem zakupiłem sobie
    > nowego Casha. Przy okazji powiem, że „American V” to jest rzecz wyc
    > iskające łzy
    > najszczersze. Jak tego słucham, to mam od razu z 60 lat więcej. Mocne i wielce
    > prawdziwe. Z Cashem dałoby się przejechać więcej niż te 297 km sugerowane przez
    >
    > wydawcę.

    "If You Could Read My Mind" (chyba najbardziej poruszający z całej płyty
    American V, bo głos Casha już tu słabnie) to często kowerowany klasyk. Polecam
    też wersje Dona McLeana i Barbry Straisand, choć po posłuchaniu Casha nie
    obowiązkowo.

    > 9. Wracamy do folkowych kobiet. Jest to żeński odpowiednik Sufjana, ale może
    > tylko to banjo mnie tam nakierowuje. W ogóle – banjo, zajebisty instrumen
    > t.
    > 3174 km.

    Chciałem podtrzymać jeszcze chwilę magię Casha. To Jesse Sykes & The Sweet
    Hereafter. Cała płyta "Reckless Burning" jest taka!

    > 10. Instrumentalny, altcountrowy trans, może inspirowany minimalizmem ala
    > Reich, ale co ja się tam znam. Zachciewa mi się zgadywanki, więc zapytam: może
    > to Calexico? 1962 km.

    Bingo.

    > 11. Bardzo nerwowe gitary i mniej nerwowa dziewczyna. Ja to, kurcze blade znam,
    >
    > ale za Chiny nie mogę sobie przypomnieć co to. Gugle korci, ale się
    > powstrzymuję. Trasa: 3412 km.

    Chan Marshall aka Cat Power. Free. You Are Free. Moja ulubiona płyta CP.

    > 12. Muzyka do filmu drogi (zresztą cała płyta jest do takiegoż). Znów
    > wokalistka, którą musze głębiej poznać. Trasa krótka, tylko 10 km, więc jadę
    > spokojnie, i rozkminiam, dlaczego ja nie znam tych wszystkich głosów. Plus dla
    > autora, że pozbierał na tą płytę utwory pod względem wokalnym w większości,
    > świetne, a jak nie świetne to ciekawe.

    Wydała mi się na tyle ciekawa, że założyłem o niej osobny wątek. Udzielała się w
    wielu zespołach, w ub. roku wypuściła własną EPkę, teraz LP. Joan As Police
    Woman to band, a Joan Wasser to nazwisko.

    > 13. Składanka, którą otrzymałem nie składa się z muzyki, która wyważa jakiś
    > nowych, nieznanych rodzajów i gatunków drzwi. Być może całe płyty tych
    > wykonawców nie wymiatają. Być może są na nich piosenki idealne do robienia
    > składanek. Tu lekko fałszujący wokalista, jakich ostatnio dużo. Tutaj sporo się
    >
    > dzieje, jeśli chodzi o gęste gitary i równie gęstą perkusję. Dla równowagi
    > marzycielska melodia, w duchu żywszych nagrań Mercury Rev, i ładne skrzypce.
    > 2213 km.

    Bo "moje życie jest tak proste jak piosenka ta"... Akurat płyta, z której
    wziąłem ten utwór ostatnio mnie mocno przyatakowała i trz
  • hennessy.williams 23.08.06, 12:13
    urwało...

    > 13. Składanka, którą otrzymałem nie składa się z muzyki, która wyważa jakiś
    > nowych, nieznanych rodzajów i gatunków drzwi. Być może całe płyty tych
    > wykonawców nie wymiatają. Być może są na nich piosenki idealne do robienia
    > składanek. Tu lekko fałszujący wokalista, jakich ostatnio dużo. Tutaj sporo się
    >
    > dzieje, jeśli chodzi o gęste gitary i równie gęstą perkusję. Dla równowagi
    > marzycielska melodia, w duchu żywszych nagrań Mercury Rev, i ładne skrzypce.
    > 2213 km.

    Bo "moje życie jest tak proste jak piosenka ta"... Akurat płyta, z której
    wziąłem ten utwór ostatnio mnie mocno przyatakowała i trzyma. "Young Bride" Midlake.

    > 14. „Tududu ujaja o u je” (2278 km). Ten motyw z początku przykuwa
    > uwagę, ale
    > przy późniejszych słuchaniach trochę irytuje. Na szczęście jest on tylko
    > efektowną reklamą, dla naprawdę dobrego produktu, jakim jest chyba najlepsza
    > melodia na składance.

    Od paru lat zawsze jak słyszę ten kawałek, to micha mi się cieszy. Dotarliśmy do
    Kanady i w ten sposób powitał nas Spookey Ruben. Dziwny to gość i nieco
    zakręcona jego muzyka. W sumie muszę się sam w nią wgłębić, bo może warto...

    > 15. Broken Social Scene? Czy będę musiał w końcu się przemóc do sięgnięcia po
    > ostatnią płytę tychże, zwrócić im honor? Śliczne to dobre określenie? 353 km?
    > Zdecydowanie więcej.

    Ciepło, ciepło, ale i tak ślicznie, ślicznie. To Jason Collett z BSS. Tak
    zaczyna się jego solowa płyta.

    > 16. Refren tej piosenki to chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę fragment
    > tej płyty. Bez popisów, za to wzruszająco. 505 km.

    Śpiewa Amy Millan, która też ostatnio wydała solową płytę. Tutaj ze swoim
    zespołem. Stars "Look Up".

    > 17. „Refren tej piosenki to chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę frag
    > ment
    > tej płyty” Myślałem z początku, że to Imogen Heap, ale chyba jednak nie.
    > Jakaś
    > inna mroczna i romantyczna. Świetne, z pomysłem zaaranżowane (saksofon). Ta
    > Imogen, ma w moim przekonaniu nagrać kiedyś coś takiego właśnie, żeby Marek
    > Niedźwiedzki nie bał się zagrać. 1202 km.

    Ha! Kiedyś późną nocą Mann zachwycał się jej EPką. To Rachael Yamagata ale już z
    pełnometrażowego debiutu.

    > 18. Pośród 25 utworów musiał się znaleźć jakiś wypełniacz. 1149 km.

    Jak wysłałem płytę, to wpadłem w końcu na to, co mi tu nie pasuje. Ten
    wypełniacz właśnie. W poprzednim numerze Yamagata - takie japońskie nazwisko,
    więc tu chciałem coś japońskiego. I dałem (to cóż, że z USA) Asobi Seksu. Sama
    płyta nie jest zła, ale na tę podróż nie trzeba było jej brać ;)

    > 19. „To chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę fragment tej płyty”
    > ; Chcę się
    > umówić z tą dziewoją. 10 km tylko, będziemy musieli wolno jechać?

    Tu miała być Rosja, ale wyszła tylko połowicznie (to cóż, że z USA). Regina
    Spektor. Mógłbyś nie dać rady, hłe hłe.

    > 20. Architecture In Helsinki? No i tu znów moje muzyczne pedofilskie skłonności
    >
    > biorą górę. niby irytujące, ale melodyjki to oni potrafią pisać. 16890 km ̵
    > 1;
    > najdłuższa trasa, a piosenka krótka.

    Z Niujorku (bo nie liczyłem Rosji) do Melbourne. Architecture - się zgadza. It's 5.

    > 21. „Refren tej piosenki to chyba najlepiej zaśpiewany przez kobietę frag
    > ment
    > tej płyty” Po prostu. 713 km

    Debiutancka S/T płyta Howling Bells. Wokalistka (Juanita Stein) przypomina mi
    wczesną, w tamtych czasach uwielbianą przeze mnie Heather Nova. Potem się
    skiepściła. Heather, nie Juanita.

    > 22. Kojarzy mi się z końcówką Lucky Luke’a, gdy bohater ów malał w kadrze
    > na
    > tle czerwonego słońca, odjeżdżając. Ta piosenka lepiej by tam pasowała, niż to
    > tam, „Lonesome Cowboy” ;) Ale kowboj miałby daleko, bo aż 15813 km.

    To cóż, że ze Szwecji. Sophie Zelmani konno. Yes I Am. Wszystkie jej płyty są
    takie. Człowiek się lubi do czegoś przyzwyczaić i żeby nikt mu tego nie
    zmieniał. Tak właśnie mam z Sophie.

    > 23. Ehh, Jens Lekman? Albo jakiś klon jego. 823 km

    Jens, ino w ojczystym języku.

    > 24. A to takie instrumentalne folkowe cudeńko (cudeńko – copyright by P.
    > Kaczkowski). W sam raz, żeby się obudzić o świcie gdzieś w środku lasu.

    Wróciliśmy do Warszawy. Tak się kończy płyta "Mrowisko" Klanu, tak więc i ja
    skończyłem. Sen...

    > To tyle. Płyta jest zajebiście zajebista, jakby byłe zza pieniądze, to bym
    > kupił. Dziękuję. (Strasznie dużo napisałem, nie chce mi się poprawiać, więc za
    > literówki albo bzdury very sory, jesli są).

    Very please.
    Miło mi, że taka prostota do ciebie trafiła. 62,99 się należy ;)
    Tracklista wkrótce...
    --
    Hennessy Williams X.O.
  • hennessy.williams 23.08.06, 13:53
    1. Contriva "After Work Club" 3:55 [If You Had Stayed... 2003] DE Berlin 516
    2. Rainbirds "I Could Be You (Could Be Me)" 3:03 [Rainbirds 1987] DE Berlin 5
    3. Prefab Sprout "Faron Young" 3:48 [Steve McQueen 1985] EN Durham County 1017
    4. Beth Orton "Rectify" 2:27 [Comfort Of Strangers 2006] EN London 375
    5. The Gentle Waves "Falling From Grace" 3:45 [Swansong For You 2000] SC
    Glasgow 207
    6. Camera Obscura "If Looks Could Kill" 3:29 [Let's Get Out Of This Country
    2006] SC Glasgow 5
    7. Dolly Parton "Don't Drop Out" 2:31 [SP Control Yourself / Don't Drop Out
    1966] US Sevierville, Tennessee 6152
    8. Johnny Cash "If You Could Read My Mind" 4:30 [American V: A Hundred Highways
    2006] US Nashville, Tennessee 297
    9. Jesse Sykes & The Sweet Hereafter "Doralee" 4:10 [Reckless Burning 2002] US
    Seattle 3174
    10. Calexico "Pepito" 2:36 [Feast Of Wire 2003] US Tucson, Arizona 1962
    11. Cat Power "Free" 3:33 [You Are Free 2003] US New York 3412
    12. Joan As Police Woman "Christobel" 3:06 [Real Life 2006] US New York 10
    13. Midlake "Young Bride" 4:56 [The Trials of Van Occupanther 2006] US Denton,
    Texas 2213
    14. Spookey Ruben "These Days Are Old" 3:45 [Modes Of Transportation Vol. 1
    1995] CA Ottawa 2279
    15. Jason Collett "Fire" 2:49 [Idols Of Exile 2005] CA Toronto 353
    16. Stars "Look Up" 4:18 [Heart 2003] CA Montreal 505
    17. Rachael Yamagata "Letter Read" 3:44 [Happenstance 2004] US Chicago 1202
    18. Asobi Seksu "Mizu Asobi" 2:40 [Citrus 2006] US New York 1149
    19. Regina Spektor "That Time" 2:39 [Begin To Hope 2006] US New York 10
    20. Architecture In Helsinki "It's 5!" 2:07 [In Case We Die 2005] AU Melbourne
    16690
    21. Howling Bells "Broken Bones" 3:19 [Howling Bells 2006] AU Sydney 713
    22. Sophie Zelmani "Yes I Am" 2:53 [Sing And Dance 2001] SE Stockholm 15613
    23. Jens Lekman "Jag Tyckte Hon Sa Lönnlöv" 3:19 [Tour EP - USA October 2005]
    SE Göteborg 189
    24. Klan "Sen" 1:49 [Mrowisko 1971] PL Warszawa 623
    Total: 58671km
    --
    Hennessy Williams X.O.
  • hennessy.williams 25.08.06, 23:54
    hennessy.williams napisał:

    > #15. Ciepło, ciepło, ale i tak ślicznie, ślicznie. To Jason Collett z BSS. Tak
    > zaczyna się jego solowa płyta.

    Zapomniałem dopisać, że w tym utworze słychać też Amy Millan - patrz #16
    --
    Hennessy Williams X.O.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka