Dodaj do ulubionych

Nowa płyta Beatlesów!

03.10.06, 09:35
Serio, w listopadzie:

muzyka.onet.pl/0,1412196,newsy.html
Przeczytałem kilka wątków na temat tej płyty, ale chyba jestem niekumaty, bo
ciągle nie wiem, czy będzie to premierowy materiał, czy zmiksowane znane już
utwory Beatlesów czy jakiś inny czort.
No, w każdym razie coś tam nowego beatlesowskiego będzie za miesiąc.

--
The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
Feel so suicidal Even hate my rock and roll
Edytor zaawansowany
  • cze67 03.10.06, 10:08
    Tu:
    www.prnewswire.com/mnr/kirvindoak/24410/
    fragmenty widowiska cyrkowo-tanecznego, z którego "soundtrack" ukaże się na
    nowej płycie Beatlesów.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • internetauta 03.10.06, 16:45
    Rany, i na tak poważnym forum cytuje się radosne wieści spod znaku Onet.pl?!
    Przecież to - jeżeli chodzi o tzw. newsy-plotki- największy internetowy
    brukowiec! I żadne to wiarygodne źrodło.

    Co się zaś tyczy samego tematu- już od jakiegoś czasu obija mi się ta wieść o
    uszy, jednak z nie potwierdzonych źródeł.
    --
    Święty Jerzy! Święty Jerzy!
    Smok bezzębną paszczę szczerzy.
  • cze67 04.10.06, 09:54
    Nie bardzo rozumiem zarzut, znaczy się w onecie wymyślili wypowiedź Martina,
    że "zrobił się z tego album Beatlesów"?

    Dzisiaj nieco szersze info na Interii:
    muzyka.interia.pl/info/infid/797687
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 04.10.06, 11:08
    O przedsięwzięciu napisał onegdaj Brzozowicz w Dzienniku, a przepisał Maveric z
    forum www.beatles.kielce.com.pl/phpbb2/index.php

    "Premiera musicalu Love powaliła amerykańską krytykę. W Las Vegas po raz
    pierwszy, a zapewne i ostatni, spotkali się żyjący Beatlesi i rodzinych tych,
    którzy już odeszli. 30 czerwca na premierę w hotelu Mirage przybyli sir Paul
    McCartney, Ringo Starr, Yoko Ono, Olivia Harrison z synem Dhanim i pierwsza
    żona Johna Lennona i ich syn Julian.
    Musical Love jest pierwszym przedsięwzięciem teatralnym, któremu firma Aplle,
    zajmująca się spuścizną po Beatlesach, dała licencje na wykorzystywanie
    oryginalnych piosenek zespołu. Pomysł spektaklu zrodził się jeszcze za życia
    Georga Harrisona, który przyjaźnił się z Gayem Lalibertem, założycielem Cirque
    du Solei. Obaj panowie dzielili pasję wyścigów Formuły 1. I właśnie podczas
    party, jakie Lalibert wystawił z okacji Grand Prix w Montrealu w 2000 roku,
    zrodził się pomysł zrealizowania musicalu. Trzy lata później przyjaciele
    podpisali umowę [?] . "Dali mi na produkcję 80 minutowego kolażu z nagrań
    Beatlesów". - wyjaśnia magazynowi "Rolling Stones" George Martin, słynny
    producent muzyczny Wielkiej Czwórki. Sir George Martin wraz z synem Guseem
    (nagrywał już z Elvisem Costello i ENXS) przez dwa lata pracowali nad
    skompletowaniem ścieżki do musicalu. W jedną całość połączyli fragmenty ponad
    100 piosenek. Co więcej, zmiksowali razem różne urywki z różnych utworów. I tak
    do perkusji z "Tommorow Never Knows" dodano wokale z "With You Without You".
    W "Girl" gości fragment z "Lucy In The Sky With Diamonds". oraz perkusyjne
    przejście z "Benefit Of Mr Kite" i gitarowa figura z "And I Love Her" . Tak
    zwana podwodna wersja "Octopus's Garden" zaczyna się od smyków z "Good Night",
    które są zmiksowane z perkusją z "Lovely Rita, a w środkowej części pojawia się
    fragment "Polthyme Pam".

    Reżyser spektaklu Dominie Champagne pragnął w jednej ze scen pokazać proces
    powstawania utworu muzycznego. Martinowie stworzyli razem nową
    wersję "Strawberry Fields Forever". Zaczyna się od domowego nagrania Johna
    Lennona, a następnie stopniowo przechodzi w wielokuralową (?) orgię dźwiękową.
    Jednak tylko akustyczne demo do piosenki "While My Guitar Gently Weeps"
    wzbogacone o symboliczną aranżacje jest jedynym fragmentem muzycznym specjalnie
    skomponowanym na potrzeby musicalu.

    W spektaklu uczestniczy 60 aktorów akrobatów, a obsługa techniczna liczy 100
    osób. Inscenizacja opiera się na jednym, ale podstawowym - nikt na scenie nie
    odgrywa postaci samych muzyków. "To jest opowieść o Beatlesach bez Beatlesów" -
    wyjaśnia Dominie Champagne. "Love" zabiera widzów na częściowo chronologiczną,
    a częściowo fantastyczną po czasach beatlemanii. Akrobaci, breakdancerzy,
    skoczkowie na trampolinie _-_ wcielają się w rolę Sierżanta Pieprza, Lady
    Madonny, czy bajecznych postaci z piosenki "Octopus's Garden". Jak podał "New
    York Times", początek premiery przypominał bardziej sceny znane z walk
    bokserskich niż z ___ teatralnych. Tysiące fanów zebrało się wokół lobby
    hotelu, oczekując, że choć na mignięcie oka przedefilują przed nimi po
    czerwonym dywanie Beatlesi i słynne wdowy z dziećmi.

    "Muzyczna ekstrawagancja" jak recenzenci ochrzcili spektakl "Love", jest
    bardziej tanecznym niż cyrkowym przedstawieniem, a właśnie z akrobatycznych
    popisów słynie Cirque du Solei. Oczywiście i tym razem nie odbyło się bez __
    rozwiązań scenograficznych o choreograficznych. Recenzenci wyróżniają popisy
    wrotkarzy podczas piosenki "Help!" czy wspaniale zsynchronizowane przewroty
    akrobatek podczas "Back In The U.S.S.R." Spośród bardziej spokojnych uwtworów
    najbardziej entuzjastycznie przyjęto inspirowaną jogą choreografię do "Here
    Comes The Sun". Przyjęcie oraz recenzje spektaklu były tak dobre, że dyrekcja
    hotelu Mirage jak przewiduje, że przedstawienie nie zejdzie ze sceny przez
    następne 10 lat. Oczywiście planowane jest wydanie soundtracku do "LOVE", ale
    data jego edycji nie jest jeszcze znana."

    No i mniej więcej wszystko jasne.
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • pytajnick 12.10.06, 18:48
    Sir George Martin, legendarny producent The Beatles został poproszony przez
    dwóch żyjących członków legendarnego kwartetu z Liverpoolu – Ringo i Paula oraz
    przez Yoko Ono Lennon i Olivię Harrison o zrobienie eksperymentalnych miksów na
    podstawie oryginalnych taśm nagraniowych na potrzeby Cirque du Soleil *.

    Sir George przyjął propozycję i czerpiąc z zasobów całego archiwum nagrań
    Beatlesów, wraz z synem Gilesem Martinem, stworzył „LOVE”.



    Rezultatem tego przedsięwzięcia jest płyta niezwykła w swym podejściu do muzyki.
    Za pomocą oryginalnych taśm z sesji nagraniowych, Sir George i Giles stworzyli w
    studiach EMI przy Abbey Road unikalną scenerię dźwiękową. Muzyka z tego
    niecierpliwie wyczekiwanego albumu wykorzystana została również w przedstawieniu
    o tym samym tytule wystawianym w teatrze Mirage, w Las Vegas. Przedstawienie
    LOVE stanowi wspólne dzieło Cirque Du Soleil i The Beatles.

    ”Muzyka przeznaczona była do spektaklu LOVE wystawianego w Las Vegas, ale przy
    okazji powstał nowy album Beatlesów” mówi Sir George. “Beatlesi zawsze szukali
    nowych dróg ekspresji i oto wykonali kolejny krok do przodu.”

    Giles dodaje: “Zebraliśmy wszystkie nagrania Beatlesów ze wszystkich taśm,
    oryginały nagrane na czterech, ośmiu bądź dwóch ścieżkach i za pomocą tej palety
    dźwięków stworzyliśmy podstawę brzmieniową. Na tej płycie można usłyszeć
    Beatlesów w nowym wymiarze i ponownie przeżyć historię ich muzyki.”



    --
    And summer will make good.
  • jarecki32 12.10.06, 19:06
    przy okazji nadmienie, ze cyrk du Soleil to jeden z lepszych produktow
    eksportowych miasta Montreal. Jesli ktos jeszcze nie byl na ich spektaktlu to
    goraco zachecam ( oprocz Montrealu, Las Vegas, Orlando chyba maja tez budynek
    gdzies w Europie). Nie ma tam meczenia zwierzat, za to jest sporo dobrej muzyki
    i chinskiej akrobatyki.
  • cze67 13.10.06, 09:14
    jarecki32 napisał:

    > przy okazji nadmienie, ze cyrk du Soleil to jeden z lepszych produktow
    > eksportowych miasta Montreal. Jesli ktos jeszcze nie byl na ich spektaktlu to
    > goraco zachecam ( oprocz Montrealu, Las Vegas, Orlando chyba maja tez budynek
    > gdzies w Europie).

    Odbieram ten post, szczególnie słowa "jeśli ktoś jeszcze nie był" jako
    niezamierzony żart.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 19.10.06, 12:57
    za onetem:

    Trzydzieści utworów The Beatles
    Znamy już zawartość albumu "Love" firmowanego nazwą legendarnego kwartetu The
    Beatles.
    Na płytę, będącą ścieżką dźwiękową do zainspirowanego twórczością grupy
    przedstawienia Cirque du Soleil, trafi 30 kompozycji. Produkcją materiału
    ponownie zajął się George Martin. O jego zaangażowanie się w projekt poprosili
    Ringo Starr i Paul McCartney, a także wdowa po Johnie Lennonie - Yoko Ono oraz
    wdowa po George'u Harrisonie - Olivia Harrison.

    Oto pełna zawartość "Love":
    "Because"
    "Get Back"
    "Glass Onion"
    "Eleanor Rigby"
    "Julia (Transition)"
    "I Am The Walrus"
    "I Want To Hold Your Hand"
    "Drive My Car/The Word/What You're Doing"
    "Gnik Nus"
    "Something"
    "Blue Jay Way (Transition)"
    "Being For The Benefit of Mr. Kite!/I Want You (She's So Heavy)/Helter Skelter"
    "Help!"
    "Blackbird/Yesterday"
    "Strawberry Fields Forever"
    "Within You Without You/Tomorrow Never Knows"
    "Lucy In The Sky With Diamonds"
    "Octopus's Garden"
    "Lady Madonna"
    "Here Comes The Sun"
    "The Inner Light (Transition)"
    "Come Together/Dear Prudence"
    "Cry Baby Cry (Transition)"
    "Revolution"
    "Back In The U.S.S.R."
    "While My Guitar Gently Weeps"
    "A Day In The Life"
    "Hey Jude"
    "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (Reprise)"
    "All You Need Is Love"


    Nie wiem, co to jest to Transition przy niektórych numerach...

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 19.10.06, 13:54
    I jeszcze, z oficjalnej strony zespołu:

    We are releasing the LOVE album in stereo and 5.1, November 20th. This will be
    the first Beatles album available in 5.1.
    The stereo CD will contain 78 minutes of music. The DVD surround sound version
    on DVD disc album will be a slightly extended version with 81 minutes of music.

    After being asked by the remaining Beatles, Ringo and Paul, along with Yoko Ono
    Lennon and Olivia Harrison, to make experimental mixes from their master tapes
    for a collaboration with Cirque du Soleil, Sir George Martin, The Beatles
    legendary producer, and his son Giles Martin have been working with the entire
    archive of Beatles recordings to create LOVE. The result is an unprecedented
    approach to the music. Using the master tapes at Abbey Road Studios, Sir George
    and Giles have created a unique soundscape. The release of this album, which is
    also featured in the Cirque du Soleil/Beatles collaborative production of the
    same name at The Mirage in Las Vegas, has been much anticipated.
    “This album puts the Beatles back together again, because suddenly there’s John
    and George with me and Ringo,” said Paul McCartney. “It’s kind of magical.”
    “George and Giles did such a great job combining these tracks. It’s really
    powerful for me and I even heard things I’d forgotten we’d recorded.” commented
    Ringo Starr.
    “The album has the feeling of love and that’s why the title is Beatles LOVE,“
    added Yoko Ono Lennon, "They have let everything that is beautiful and daring
    come out.”
    “The music is stunning. I think the most amazing thing about it is that you can
    pull it apart and all the elements carry with it the essence of the entire
    song,” said Olivia Harrison.
    Tony Wadsworth, Chairman and CEO of EMI Music UK and Ireland said, “George and
    Giles’ highly original work in creating the LOVE album gives us a genuinely new
    Beatles album. It makes us respect even more, if that were possible, the
    creativity and brilliance of the band behind the greatest catalogue in the
    history of recorded music.”

    The 5.1 disc is a DVD-Audio/DVD-Video hybrid. The audio is presented in high-
    resolution 96/24 5.1 surround on the DVD-Audio part of the disc. The DVD-Video
    part carries 5.1 surround in DTS and Dolby Digital as well as a PCM stereo mix.
    This DVD album is designed to be played on DVD video equipment but will carry
    no video component.

    The LOVE CD and DVD track listing is:
    1. Because
    2. Get Back
    3. Glass Onion
    4. Eleanor Rigby
    Julia (Transition)
    5. I Am The Walrus
    6. I Want To Hold Your Hand
    7. Drive My Car/The Word/What You’re Doing
    8. Gnik Nus
    9. Something
    Blue Jay Way (Transition)
    10. Being For The Benefit of Mr. Kite!/I Want You (She’s So Heavy)/Helter
    Skelter
    11. Help!
    12. Blackbird/Yesterday
    13. Strawberry Fields Forever
    14. Within You Without You/Tomorrow Never Knows
    15. Lucy in the Sky With Diamonds
    16. Octopus’s Garden
    17. Lady Madonna
    18. Here Comes The Sun
    The Inner Light (Transition)
    19. Come Together/Dear Prudence
    Cry Baby Cry (Transition)
    20. Revolution
    21. Back In The U.S.S.R.
    22. While My Guitar Gently Weeps
    23. A Day In The Life
    24. Hey Jude
    25. Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Reprise)
    26. All You Need Is Love

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 19.10.06, 14:12
    Transition - to pewnie króciutki łącznik między utworami, w postaci oryginalnej
    melodii.
    Ale co to jest Gnik Nus? Kurde!
  • cze67 19.10.06, 14:23
    A przeczytaj od tyłu:-)
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 19.10.06, 14:52
    No tak - nie pomyślałem. I pewnie będzie tak zagrane!
  • cze67 27.10.06, 13:04
    Ceny, w zależności od sklepu: od 62 zł (Fan) do 67 (merlin). Czyli mniej więcej
    tyle ile się spodziewałem. Może w MM będzie poniżej sześciu dych...

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 20.11.06, 15:47
    cze67 napisał:

    > Może w MM będzie poniżej sześciu dych...

    Alleluja! - 59,99.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • theagata 02.11.06, 23:34
    co można powiedzieć po jednorazowym wysłuchaniu materiału który ukaże się na CD?
    pierwsze ogólne wrażenie - dobre, szczególnie spodobały mi się:
    I Am The Walrus
    Being For The Benefit of Mr. Kite!/I Want You (She's So Heavy)/Helter Skelter
    Within You Without You/Tomorrow Never Knows
    Strawberry Fields Forever
    wszystko rzeczywiście brzmi trochę inaczej, bardziej rockowo(?) jakby bogatsze
    instrumentarium, pełniejsze mocniejsze dźwięki, rozbudowane motywy, a w
    truskawkowych polach pyszna nowa końcówka z fajnym motywem;)

    --
    _____________________
    bawimy się
    bawimy ładnie lub nie
  • cze67 07.11.06, 10:34
    Powiem szczerze, jak na spowiedzi - nie mogę się już doczekać tej płyty.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 07.11.06, 13:37
    Tu
    muzyka.onet.pl/0,1429619,newsy.html
    można posłuchać czterech kawałków z nowej płyty.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 07.11.06, 14:04
    SFF - podoba mi się, miks wersji próbnej, tej znanej z płyty oraz fragmenty
    kilku innych numerów w końcówce;
    Octopus Garden - mniej - początek wokalny na siłę wciśnięty w podkład z Good
    Night nie pasuje, potem już lepiej;
    Lady Madonna - fajna, choć może nieco za dużo się tam dzieje; w ogóle to pewnie
    będzie główna wada tej płyty: przesyt, łączenie wersji odrzuconych, z doskonale
    znanymi, to, że w poszczególnych utworach znajdować będziemy wiele motywów z
    innych piosenek;
    While My Guitar... - znakomita, wczesna wersja (zamieszczona zdaje się na
    Antologii trzeciej) ze współczesnymi smykami w tle.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • internetauta 07.11.06, 17:10
    Trwam.
    --
    Święty Jerzy! Święty Jerzy!
    Smok bezzębną paszczę szczerzy.
  • cze67 08.11.06, 11:39
    Lady Madonna właśnie w Trójce.
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 17.11.06, 09:16
    I znowu Lady Madonna w radiu - czyżby to był singiel promujący tę płytę? Nie
    wydaje mi się, żeby to był najlepszy wybór. Zawsze to była taka sobie
    pioseneczka (i te dęciaki - typowy utwór Paula, a jednak John to napisał).
    Więc za chwilę przekonamy się, czy cały album to kolejny sposób na zarobienie
    szmalu na Firmie The Beatles, czy może coś więcej.
    Zawsze marzyłem o czymś takim: o nowych miksach, wyrażniejszym rozłożeniu
    akcentów, wydobyciu smaczków i podrasowaniu oryginałów aby pasowały do
    dzisiejszych czasów. Tak by małolatom pospadały kapcie i opadły szczęki na
    wieść o tym kto gra! I jak się to będzie miało do rzeczywistości?
    Na razie nie biegnę do sklepu - czekam na Wasze opinie.
  • cze67 17.11.06, 09:50
    gripweed napisał:

    > I znowu Lady Madonna w radiu - czyżby to był singiel promujący tę płytę? Nie
    > wydaje mi się, żeby to był najlepszy wybór. Zawsze to była taka sobie
    > pioseneczka (i te dęciaki - typowy utwór Paula, a jednak John to napisał).
    Znaczy się, dęciaki napisał John?

    > Na razie nie biegnę do sklepu - czekam na Wasze opinie.
    No, ja niezależnie od opinii w poniedziałek stawiam się w sklepie. Se
    pomyślałem: ile można słuchać w kółko tak samo brzmiących utworów, niech
    wydadzą wreszcie coś nowego/innego. No i wydali i trzeba kupić.
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 17.11.06, 11:00
    A pewnie! I jeszcze zadął we wszystkie rury!
    A może tak zobaczysz w MM? Lubią tam mieć premiery już w piątek.
  • cze67 17.11.06, 11:15
    Byłem wczoraj, może w niedzielę śmignę.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • ilhan 17.11.06, 11:15
    Nie wiem jak w nowej wersji, ale ogólnie to "Lady Madonna" rządzi i dzieli, nie macie racji.
  • cze67 17.11.06, 11:18
    Lady Madonna w starej wersji jest jak najbardziej w porzo. A i w nowej, której
    po raz kolejny posłuchałem dziś w Trójce u Manna, jakoś mi się bardziej, niż za
    pierwszym razem, podoba.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • maff1 17.11.06, 12:34
    Lady Madonna - w nowej wersji (ten powalający wstep) - ciary po plecach, i te
    mocne deciaki ( że nie wspomne w srodku fragmentu Hey bulldog?).
    Ilhan - masz racje - Lady Madonna rządzi
    --
    z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
  • cze67 17.11.06, 12:41
    Wstęp do LM jest wzięty z innej wersji tej piosenki.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • theagata 17.11.06, 19:59
    gripweed napisał:

    > Zawsze marzyłem o czymś takim: o nowych miksach, wyrażniejszym rozłożeniu
    > akcentów, wydobyciu smaczków i podrasowaniu oryginałów aby pasowały do
    > dzisiejszych czasów.

    bywa że marzenia się spełniają, biegnij do sklepu ;)

    --
    _____________________
    bawimy się
    bawimy ładnie lub nie
  • maff1 18.11.06, 15:44
    narazie bezapelacyjnie nr 1 to kompilacja "Tomorrow newer knows" z "within you,
    without you". Nigdy nie sadziłem ze mozna te dwa utwory nałozyc na siebie, i
    uzyskać nową jakość. Niesamowite.
    A ogólne wrazenie - dobra robota panowie Martin. Czapki z głów!
    --
    z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
  • internetauta 18.11.06, 20:38
    Bodajże ze trzy / cztery godziny temu słyszłem w 3 PR "Lady Madonna". Wrażenia?
    Nie podoba mi się tak bardzo jak "Strawberry Fields". Zbyt mało ekspresywne,
    wyraziste, artystyczne.
    --
    Święty Jerzy! Święty Jerzy!
    Smok bezzębną paszczę szczerzy.
  • mechanikk 18.11.06, 22:53
    Metz dzisiaj bardzo dużo grał z tej płyty. Fantastyczne, ale Empik chyba
    przegiął z ceną (dla Grima-księgowego: 74,99)
  • pszemcio1 19.11.06, 00:09
    na prawdę takim wielkim zaufaniem darzycie to wydawnictwo? no ja mam spore
    obawy. taki skok na kasę kolejny. poukładajmy to na nowo , pomiksujmy ,
    zamieszajmy i mamy nowy album beatlesów. może to dobre (nie słuchałem ) ale na
    prawdę tak wszyscy bezkrytycznie do tego podchodzicie?
  • mechanikk 19.11.06, 00:13
    Niee, ja podchodzę dość sceptycznie. Ale to co usłyszałem zadziałało. Może i
    skok na kasę, ale świetnie zrealizowany.
  • pszemcio1 19.11.06, 00:17
    mechanikk napisał:

    > Niee, ja podchodzę dość sceptycznie. Ale to co usłyszałem zadziałało. Może i
    > skok na kasę, ale świetnie zrealizowany.

    tzn nawet nie chodzi o tą kasę (każdy kto coś wydaje chce zarobić) ale sama
    idea odgrzewania kotleta na kolejne sposoby jednak może dawać do myślenia. może
    się mylę, może to rewolucja jakaś - nie wiem, nie słuchałem
  • mechanikk 19.11.06, 00:24
    > ale sama
    > idea odgrzewania kotleta na kolejne sposoby jednak może dawać do myślenia

    Ale o to własnie chodzi, że ten kotlet momentami wygląda na nieco świeższy niż
    przed odgrzaniem. Takie SFF chociażby. Oczywiście: rewolucja niekoniecznie, ale
    świetne i tak.
  • theagata 19.11.06, 11:27
    delektuję się już bez umiaru tym żółto - pomarańczowym krążkiem i utknęłam na
    wstępie, na Because, na kolanach; nowa aranżacja jest po prostu cudowna - A
    capella a w tle słychać tylko delikatny śpiew ptaków trzepot skrzydeł
    przelatującą osę pohukującą sowę i lekki wiherek + jeszcze ten tekst, po prostu
    LOVE.
    być może całość nie jest powalająca, ale są tu momenty zachwycające nie-fankę
    zespołu i jest ich wiele.

    --
    _____________________
    bawimy się
    bawimy ładnie lub nie
  • theagata 19.11.06, 11:34
    słucham teraz `analitycznie` porównując utwory z Love z oryginałami i okazuje
    się że nic na Love nie zostało zepsute - jest albo dużo lepiej albo bardzo
    podobnie.

    --
    _____________________
    bawimy się
    bawimy ładnie lub nie
  • cze67 20.11.06, 09:22
    Jeżeli chodzi o skok na kasę - przypominam, że najpierw była idea z tym
    cyrkiem, co to skakał i tańczył do utworów Beatlesów w nowych wersjach i nie
    było mowy o płycie. Dopiero potem okazało się, jak mówi Martin, że można z tego
    sprokurowac płytę. I, jak mówił wczoraj Mann, przecież nowe wersje "nie kasują"
    starych, można słuchać i tego i tego.

    Płyty w sobotę w MM nie było, dzień wcześniej za to pojawiła się w Kolporterze
    (69,95zł) i Empiku (72,99). Poczekam na cenę nie dla idiotów.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 20.11.06, 09:50
    Rzeczpospolita:

    Najlepsze są klasyczne płyty

    "Love" EMI/Apple, 2006
    Jeśli najmłodsi słuchacze, którzy nie znali wcześniej Beatlesów, nie polubią
    płyty " Love" z remiksami ich największych przebojów - pewnie nie zaakceptuje
    jej nikt. To przedsięwzięcie pozbawione artystycznej klasy i nastawione
    wyłącznie na zysk.

    Nie będę ukrywał powodu mojego świętego oburzenia: wychowałem się na
    Beatlesach, ich dokonania są dla mnie biblią współczesnej muzyki rozrywkowej: w
    niej jest wszystko! Nowe wersje nagrań uważam za owoc chorego i absurdalnego
    pomysłu, by popsuć to, co idealne. Jestem niemal pewien, że wiernym fanom
    większość remiksów wyda się po prostu idiotyczna. Weźmy pierwszy przykład z
    brzegu: partie wokalne " Because" zostały pozbawione akompaniamentu
    instrumentów klawiszowych, przez co przerwy między nimi dłużą się, że trudno
    wytrzymać. Najgorszy jest powtarzany do znudzenia patent polegający na łączeniu
    kilkusekundowych fragmentów utworów, partii perkusji i gitar. Daje żenujący
    efekt dancingowej wiązanki przebojów. Zanim zdążyłem się na dobre rozsmakować
    w " Get Back", już muszę nucić " Glass Onion". Ledwie zacząłem się zachwycać
    riffem " Drive My Car" - już przechodzi on w akord " The Word".

    Nie znaczy to, że producent Giles Martin w ogóle nie miał niezłych pomysłów.
    Napewno intrygujące jest połączenie dwóch z hinduska brzmiących kompozycji
    Harrisona " Within You Without You" oraz " Tomorrow Never Knows". Nową
    aranżację otrzymało też " While My Guitar Gently Weeps". Piosenkę zrealizowano
    tak jak " Yesterday" - George śpiewa z dogranymi współcześnie smykami.
    Genialnie brzmią przeboje " ADay In The Life", " Hey Jude" czy "I Am The
    Walrus", ale żadna w tym zasługa nowych rozwiązań. Po prostu jest ich tak mało,
    że od biedy da się je przeżyć. Moim zdaniem byłoby najlepiej, gdyby przy okazji
    premiery " Love" wydano podwójny album: pierwszy z oryginalnymi wersjami
    piosenek, drugi ze ścieżką muzyczną widowiska, ale tylko w charakterze
    ciekawostki. Jeśli żyjącym Beatlesom naprawdę zależy na ciekawych remiksach,
    powinni zaprosić do współpracy któregoś z najlepszych didżejów. Mnie osobiście
    wystarczą ich oryginalne płyty. To dzięki nim, a nie takim potworkom jak "
    Love", Beatlesi pozostają najważniejszym zespołem w historii rocka.

    Jacek Cieślak

    .........

    MUZYKA Ukazująca się dziś płyta "Love" nie jest tak dobra jak musical.
    Zapowiada komercjalizację mitu czwórki z Liverpoolu

    Beatlesi wystawieni na sprzedaż

    Love sprawia, że Beatlesi znów są razem, bo nagle przy mnie i Ringo pojawiają
    się John i George. To magia!

    Wydawało się, że pomysły na przypomnienie muzyki Beatlesów się wyczerpały.
    Tymczasem z przyjacielską pomocą pospieszył George Harrison, choć od kilku lat
    jest na tamtym świecie. Gitarzysta zachwycał się spektaklami najsłynniejszego
    na świecie Cyrku du Soleil, zaprzyjaźnił z jego założycielem Guyem Laliberte'em
    i razem z nim planował, by cyrkowcy z Las Vegas przygotowali widowisko z
    piosenkami Beatlesów.

    Po śmierci Harrisona żyjący muzycy postanowili zrealizować marzenie George'a, a
    jednocześnie przypomnieć o wspólnym dorobku. Za sprawą Beatlesów znowu stała
    się rzecz bez precedensu. Zmyślą o cyrkowym spektaklu zaprojektowano i
    zbudowano w Las Vegas od podstaw Teatr Mirage. W ten sposób Beatlesi, choć już
    nie mogą występować, dołączyli do grona takich gwiazd, jak Celine Dion, Elton
    John i Rod Stewart, które zarabiają w Vegas miliony dolarów.

    Zasady i... po zasadach

    To kolejny dowód na to, że supergrupa wszech czasów jest już tylko fabryką
    dorobienia pieniędzy. Jako jedyna na świecie pobiła rekord miliarda sprzedanych
    albumów, jednak znany z przedsiębiorczości sir Paul McCartney - jedyny muzyk z
    miliardem dolarów na koncie - jest przekonany, że oba wyniki można podwoić.
    Przeszkodę stanowi śmierć Johna Lennona i George'a Harrisona oraz kodeks
    starych beatlesowskich zasad, które stały na straży legendy. Choć stale
    proponowano grupie niebotyczne sumy, nigdy po rozpadzie zespołu muzycy nie
    zgodzili się na zagranie choćby jednego koncertu. Nie pozwolili też
    wykorzystywać swoich nagrań w reklamach, na płytowych składankach, w filmach i
    przedstawieniach. Nawet w dobie rewolucji internetowej nie dali zgody na
    sprzedaż piosenek w cyberprzestrzeni. Są dostępne tylko na płytach i to w
    najwyższej cenie de luxe.

    A jednak w latach 90. znaleziono sposób na ożywienie sprzedaży albumów.
    Wielomilionowy nakład sześciopłytowej "Antologii" z niepublikowanymi wersjami
    przebojów wypromował singiel " Free as a Bird" powstały po zmontowaniu
    archiwalnego nagrania Johna Lennona z motywami dogranymi przez żyjących
    muzyków. W 30 mln rozeszła się płyta "1" z hitami, które zajęły pierwsze
    miejsca na listach przebojów. Ukazało się " Let It Be" bez motywów smyczkowych
    dogranych kiedyś bez zgody McCartneya, a także amerykańskie wydania albumów z
    innym układem repertuaru niż w brytyjskich. Teraz przyszedł czas na
    sprzedaż "Miłości".

    Niesamowity show

    Sądząc po rejestracji DVD, widowisko " Love" jest warte każdych pieniędzy. W
    magiczno-bajkowy świat liverpoolczyków wprowadzają bohaterowie ich utworów.
    Lady Madonna jest Murzynką słodką jak czekoladka, a jej radość tłumaczy ciążowa
    sukienka! Maszeruje cyrkowa orkiestra sierżanta Pieprza ze staromodnymi tubami
    i bębnami. Gnie się do rytmu człowiek harmonia. Tańczy zębaty Mors z cudownej
    piosenki Lennona - w podwodnym towarzystwie krewetek, meduz i kalmarów, które
    widać tak dobrze, jakbyśmy znaleźli się na pokładzie żółtej łodzi. W powietrze
    ulatuje garbaty volkswagen, jeszcze piękniejszy niż ten z okładki " Abbey
    Road" - bo cały w hippisowskich kwiatkach. Wokół fikają w napowietrznych
    piruetach mistrzowie breakdance'u, lalkarze animują armię stepujących butów,
    akrobaci zaś pokonują prawa grawitacji.

    Efekty wizualne i dźwiękowe wzmocnione są najnowocześniejszą techniką, którą
    naszpikowano Mirage. Salę okala krąg panoramicznego ekranu, na którym
    wyświetlane są sylwety muzyków, ich fotosy, fragmenty filmów i teledysków, a
    także animacje inspirowane okładkami płyt. Lasery i reflektory nasycają
    przestrzeń kolorami współgrającymi z tematyką piosenek: podczas " Revolution"
    teatr jest skąpany w czerwieni. Najnowocześniejszą aparaturę audio zamontowano
    w zagłówkach foteli, tak by każdy mógł chłonąć każdy dźwięk odświeżonej
    komputerowo muzyki.

    Koniec miłości

    Dzięki premierze " Love" Paul i Ringo mogli przypomnieć, że wraz Johnem i
    George'em stanęli na czele hippisowskiej rewolty, zmienili muzykę, obyczaje i
    świat. Wylansowali psychodelię, brzmienia orientalne, symfoniczne i hard rocka.
    Wymyślili loopy i sample będące dziś podstawą muzyki klubowej i hip-hopu. Tego
    im odmówić nie można. Jednak to, co kiedyś było powodem do dumy, symbolem
    młodzieńczego idealizmu i niewinności, dziś jest częścią marketingowej
    strategii. Bo przecież do premiery " Love" doszło również dlatego, by można
    było sprzedać stare przeboje w nowych miksach - niczym zrecyklingowany towar.

    Yoko Ono Lennon i Olivia Harrison podkreślały w Las Vegas, że najważniejsze
    jest płynące ze spektaklu przesłanie miłości. Wystarczyło spojrzeć na pierwszą
    żonę Lennona, Cyntię, i jego pierworodnego syna Juliana, przypomnieć o
    rozpadzie pierwszych małżeństw George'a i Ringa, by pomyśleć, że najważniejsze
    hasło epoki Beatlesów -stało się nic nieznaczącym komunałem. Smutek wywołują
    doniesienia z londyńskiego sądu, gdzie McCartney rozstaje się z drugą żoną
    Heather Mills, która oskarżyła męża o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad
    nią. Oby zarzuty okazały się nieprawdziwe. Ale powiedzmy sobie szczerze: " All
    You Need Is Love" już nigdy nie zabrzmi tak wiarygodnie jak w 1967 r., kiedy
    Beatlesi zapowiadali lato miłości.

    JACEK CIEŚLAK

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 20.11.06, 10:18
    Wg fanów, to jedna z najlepszych płyt zespołu:-)
    rateyourmusic.com/artist/the_beatles
    A specjaliści przewidują, że...

    The Beatles: to będzie wielki komercyjny sukces

    Eksperci z branży muzycznej oraz handlowcy przewidują, że album "Love" grupy
    The Beatles, który ukaże się w poniedziałek, 20 listopada, będzie wielkim
    komercyjnym sukcesem.
    Gary Rolfe z sieci sklepów HMV, która działa na terenie Wielkiej Brytanii i
    Irlandii, jest przekonany, że nowy krążek Beatlesów spotka się z wielkim
    zainteresowaniem odbiorców.

    "Każda płyta The Beatles zawsze będzie się cieszyć zainteresowaniem – zarówno u
    wielkich fanów zespołu, jak i bardziej mainstreamowych klientów. Poza tym przed
    zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia ma szanse sprzedać się jeszcze
    lepiej niż o innej porze roku. Dodatkową atrakcją jest wyjątkową oprawę oraz
    fakt, że produkcją materiału zajął się George Martin" – tłumaczy Gary Rolfe.

    "Zapotrzebowanie sklepów przed premierą były tak duże, że »Love« znalazł się na
    pierwszym miejscu listy przedpremierowych zamówień w serwisie Amazon.com" –
    mówił Tony Wadsworth z brytyjskiego oddziału wytwórni EMI, która wyda płytę.

    (onet)

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 20.11.06, 10:30
    Słuchałem u Metza (któren jest wielki)! Doskonałe, niesamowite, kosmiczne i
    popieprzone na maksa cudo! Bardzo mi przykro ale trzeba to mieć. Obawiam się
    tylko, że kiedyś ludzie będą kupować tylko tę płytę (zamiast całej dyskografii)
    bo tu jest WSZYSTKO.
  • cze67 20.11.06, 10:41
    Może tak być jak mówisz. Także ze względu na nowoczesną produkcję. No i huk, to
    NADAL jest muzyka Beatlesów.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • theagata 20.11.06, 11:02
    gripweed napisał:

    > Obawiam się tylko, że kiedyś ludzie będą kupować tylko tę płytę (zamiast
    całej dyskografii)

    ci którzy traktują muzykę powierzchownie nie kochają jej nie przeżywają - być
    może tak. podam przykład z autopsji - nigdy nie przepadałam za The Beatles [mam
    lekką awersję do wokalu pana McCartneya] znałam tylko to co usłyszałam w radiu
    nigdy nie czułam potrzeby żeby poznać ich twórczość w pełni, dogłębnie; do
    czasu gdy niedawno usłyszałam najpierw Butchering The Beatles: A Headbashing
    Tribute i bardzo mi się to spodobało a potem Love, i stało się to co musiało -
    sięgnęłam do oryginałów chcąc poznać WSZYSTKO a także żeby mieć punkt
    odniesienia do wspaniałych kowerów i mistrzowskiego LOVE.

    > bo tu jest WSZYSTKO.

    do pełni szczęścia brakuje mi bardzo dwóch kompozycji: Taxman, A Taste Of Honey

    --
    _____________________
    bawimy się
    bawimy ładnie lub nie
  • cze67 20.11.06, 11:07
    Brawa dla tej pani!
    :-)

    I jak porównywanie z oryginałami?

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • theagata 20.11.06, 20:20
    cze67 napisał:

    > I jak porównywanie z oryginałami?

    to tak jakby wyprowadzić z garażu starą "cytrynę" - odkurzyć, włożyć nowy mocny
    silnik i popędzić autostradą z otwartym szyberdachem i mieć ogromną radochę :)

    --
    _____________________
    bawimy się
    bawimy ładnie lub nie
  • cze67 21.11.06, 09:36
    Słuchałem wczoraj dwa razy, najpierw na słuchawkach a potem na głośnikach.
    Czułem się, jakbym wrócił (zabrzmi nieco podniośle) z magicznej misternej
    podróży. Jestem zdruzgotany i chcę jeszcze. Nowa wersja A Day In The Life
    (właściwie różniąca się tylko początkiem, ale JAK WYPRODUKOWANA) zabija na
    miejscu. Nie gorzej jest ze SFF, oryginał składał się z dwóch różnych wersji,
    kopia z LOve chyba z czterech. Hey Jude jest wspaniałe, choć szkoda, że o
    połowę skrócone. Ale i tak najbardziej kopie Within You Without You/Tommorow
    Never Knows, połączenie wokalu z pierwszego kawałka z sekcją z drugiego PASUJE
    IDEALNIE, rozłożyło mnie na łopatki kompletnie. I tak dalej, i tak dalej.
    Ostatni raz tak poddałem się muzyce i tak wielką, estetyczno-ekstatyczną radość
    z niej czerpałem słuchając "Smile" Briana Wilsona. Zresztą, puszczone od tyłu
    Sun King ma dużo z Beach Boysów:-) Cudo.

    Na razie tyle. Ale jeszcze się odezwę.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 22.11.06, 14:46
    cze67 napisał:
    Ale i tak najbardziej kopie Within You Without You/Tommorow
    > Never Knows, połączenie wokalu z pierwszego kawałka z sekcją z drugiego
    PASUJE IDEALNIE, rozłożyło mnie na łopatki kompletnie.

    Taki moment podczas pierwszego słuchania tego kawałka: w chwili, gdy perkusja
    przestaje grać (czy też: gdy jej gra ZOSTAJE przerwana) zacząłem się modlić:-),
    by przy następnej zwrotce znowu zabębniła. No i co powiecie - tak się właśnie
    stało.

    Się nawet chyba do siebie uśmiechłem.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 23.11.06, 12:00
    Łobodziński w Newsweeku dał płycie cztery na pięć kulek.
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • obly 20.11.06, 11:12
    bo to jest taki gwiazdkowy prezent czyli zagospodarowanie pieniązków z funduszu
    prezentowego. w sumie dlaczego by tego nie robic? robic trzeba bo jak nie to to
    inny szajs. jakas spritney bears czy inne miski zdziski.
    ja tam chrzanie nie ciekawi mnie to nawet;)) ale rozumiem zachwyt fanów.

    niemniej czasami stoje i nic nie rozumiem co sie dzieje dookoła.
  • cze67 20.11.06, 11:14
    No właśnie nie wszyscy fani są zachwyceni, rysują się głębokie podziały, mąż
    mojej znajomej (beatlefan taki jak ja) zapowiedział, że nawet nie spojrzy na tę
    płytę.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 20.11.06, 13:39
    muzyka.onet.pl/10174,1436853,newsy.html
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • ilhan 20.11.06, 15:30
    A ja rozumiem że wielu fanów to interesuje (mnie niezbyt, skok na kasę i tyle, jak im się zachce to będą takie "Love" co roku wydawać na święta), natomiast mierzi mnie nieco nazywanie tegoczegoś "nową płytą The Beatles". No szkoda jeszcze że nie "follow-up do Let It Be".
  • internetauta 20.11.06, 20:11
    O, wg mnie album zasługuje na dwie oceny. Pierwsza, trójka za sam pomysł
    marketingowy. Bo tylko szukanie pretekstu by zarobć. Druga, wyższa, za
    zawartość. W końcu to George Martin! A to jak wiadomo nie byle kto. No i, w
    gruncie rzeczy, po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że... to dobrze że takie
    płyty się ukazują. "Let it be...naked", "Anthology", "Love" itp. Jednak (o
    doskonałości oryginałów z wiadomych względów nawet nie wspomnę) po dzieła
    TAKIEGO zespołu powinno się co jakiś czas sięgać (byle nie za często). O.

    P.S. Kto oglądał dziś dziennik polsatowki? Ja natknąłem się zupełnym
    przypadkiem. Zrobili materiał o płycie i o ... Jerzym Tolaku. Pokazali
    przeogromne zbiory tego Beatlefana.. ciarki po plecach przechodzą. Wszystko to,
    o czym się tylko w książkach i gazetach czytało! Pełny szacunek.
    --
    Święty Jerzy! Święty Jerzy!
    Smok bezzębną paszczę szczerzy.
  • cze67 21.11.06, 09:37
    internetauta napisał:

    > P.S. Kto oglądał dziś dziennik polsatowki? Ja natknąłem się zupełnym
    > przypadkiem. Zrobili materiał o płycie i o ... Jerzym Tolaku. Pokazali
    > przeogromne zbiory tego Beatlefana.. ciarki po plecach przechodzą. Wszystko
    to,
    > o czym się tylko w książkach i gazetach czytało! Pełny szacunek.

    Widziałem, facet ma tyle płyt Beatlesów ile ja mam wszystkich płyt.


    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • pytajnick 21.11.06, 12:56
    ilhan napisał:

    > A ja rozumiem że wielu fanów to interesuje (mnie niezbyt, skok na kasę i tyle,
    > jak im się zachce to będą takie "Love" co roku wydawać na święta), natomiast mi
    > erzi mnie nieco nazywanie tegoczegoś "nową płytą The Beatles". No szkoda jeszcz
    > e że nie "follow-up do Let It Be".

    Hehe, pierwsze zdanie recenzji na Stylusie:

    "It’s a complete oxymoron, but “new Beatles album” is one of the most overused
    of phrases in music."

    www.stylusmagazine.com/reviews/the-beatles/love.htm

    --
    .
  • cze67 21.11.06, 15:03
    Przekrój:

    Miłość w pigułce
    Bartek Chaciński

    Ścieżka dźwiękowa spektaklu „Love”, czyli prawie cali Beatlesi w jednym długim
    miksie.

    Wystawiany w Las Vegas „Love” grupy cyrkowo-tanecznej Cirque du Soleil robi
    wrażenie, nawet gdy oglądać go tylko we fragmentach. To luźne impresje
    choreograficzne do muzyki The Beatles. Ale reżyser spektaklu namówił żyjących
    Beatlesów, by zezwolili na świętokradztwo, na które dotąd nie pozwalali nikomu –
    wykonanie do ścieżki dźwiękowej „Love” miksu, w którym pokleiliby w jedno
    bogaty repertuar. Około 30 tematów w godzinę – sam ekstrakt. Zadanie musieli
    wykonać ludzie, którym Apple Corps jest w stanie zaufać, stąd wybór
    legendarnego producenta George’a Martina i jego syna Gilesa. Wszystko zostało w
    rodzinie, a chorobliwie strzeżone taśmy nie wyszły daleko z korporacyjnego
    archiwum. Efekt to autorski, niezbyt odkrywczy miks, w którym zabawnie
    wyciągnięto hity, ze szczególnym uwzględnieniem środkowego okresu zawierającego
    najbardziej cyrkowe w charakterze momenty z historii grupy. Warto posłuchać.
    Poszukać połączeń motywów z różnych piosenek, gdy ktoś jest zagorzałym fanem
    Wielkiej Czwórki. Albo też westchnąć nad tym, jak dobrze brzmią po przeróbkach
    we współczesnym studiu, jeśli dorobek zna się słabiej. Warto – powtarzam –
    posłuchać, ale czy kupić warto? Pieniądze lepiej ulokować w jednym z
    regularnych albumów. Seks może i lubi pigułki, ale żeby od razu miłość w
    pigułce?

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 22.11.06, 11:35
    Se tak pomyślałem odnośnie tej płyty, że nie można jej słuchać będąc "na nie"
    do całego projektu, ponieważ wtedy każda niemal zmiana, każda nowa wstawka,
    dźwięk, wywołuje niechęć i zgrzyt tudzież irytację i myśl - a nie mówiłem -
    wyszło gówno. Bo zawsze będzie się miało w uszach pierwowzór, swego rodzaju
    ideał i świętość, której ta płyta, zabiegi producentów, jest skalaniem. Więc
    albo się człowiek podda wizji panów Martinów, albo może sobie darować słuchanie.
    Ja się poddałem i nie żałuję. Choć kilka utworów (np. Get Back) uważam za
    przekombinowane, niepotrzebnie zaśmiecone i gdyby tylko takie na "Love"
    przeważały sam bym tej płycie dał kopa.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 22.11.06, 13:36
    "Miłość w pigułce" - wyjątkowo durny tekst. Najłatwiej jest narzekać i psy
    wieszać, albo stanąć w obronie jedynie słusznej wersji (wiary?), więc jakie ma
    znaczenie zdanie tego Pana? Wspomnienia melodii i odczuwane przy tym wrażenia,
    wyżłobiły w naszej pamięci głębokie bruzdy. Ale wszystko jest nietrwałe i
    przemijające. Świat nie stoi w miejscu, a zmiany są sposobem na istnienie w
    zmieniających się okolicznościach. Nie chodzi wcale o dostosowanie się do
    gustów współczesnych (pfuj!), a jedynie o przedstawienie tej samej rzeczy z
    innego poziomu - na inny sposób. Brak elastyczności i zamknięcie na nową
    rzeczywistość - to Martinom (w przeciwieństwie do autora tamtej recenzji) nie
    grozi. Podziwiam ich odwagę. Jeśli kompozycje Beatlesów są Świętym Graalem, to
    podziękujmy im za to, że możemy znów z niego pić.
    Słucham płyty od wczoraj - na poważnie tylko raz przesłuchałem. Pierwsze co
    przychodzi na myśl, to doskonałe brzmienie - ostre i soczyste. Każdy powie, że
    wybór utworów mógłby by być inny - ale jest taki i tyle. Trochę grochu z
    kapustą też jest, ale czemu nie? Zadziwiająco dużo kameralnych i orkiestrowych
    aranżacji jak na zespół rockowy, prawda? Kilka genialnych chwil i całe mnóstwo
    radości z doskonałej muzyki. C
  • gripweed 22.11.06, 13:41
    Się samo wysłało!
    Jeszcze miałem dodać, że jest się z czego cieszyć!
    Jak posłucham kilka razy jeszcze, to coś dopiszę.
    Acha, utwory Georga w tym zestawieniu, błyszczą naprawdę doskonale!
  • cze67 22.11.06, 13:44
    gripweed napisał:

    > Acha, utwory Georga w tym zestawieniu, błyszczą naprawdę doskonale!

    Dzisiaj rano, słuchając po raz kolejny Here Comes The Sun pomyślałem sobie, że
    George to cichy bohater tej płyty. Cokolwiek ta nieoczekiwana myśl znaczy...

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 22.11.06, 13:43
    A mnie się ta recenzja podobała, choć nie podzielam części opinii Chacińskiego.
    Ale ma do nich prawo.

    > Słucham płyty od wczoraj - na poważnie tylko raz przesłuchałem. Pierwsze co
    > przychodzi na myśl, to doskonałe brzmienie - ostre i soczyste.

    Pytaniem pozostaje, czy nie lepiej byłoby po prostu w tak znakomity sposób
    zremasterować nagrań w ich oryginalnych wersjach. Mam nadzieję, że coś takiego
    jeszcze przed nami. Bo słuchanie basu Paula w nowej wersji Lucy... czy perkusji
    Ringo w A Day In The Life było dla mnie nie lada przeżyciem.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 22.11.06, 14:32
    "Pytaniem pozostaje, czy nie lepiej byłoby po prostu w tak znakomity sposób
    zremasterować nagrań w ich oryginalnych wersjach" - Jestem absolutnie
    przekonany, że jeszcze doczekamy tych czasów! (I to chyba wcale niedługo, czego
    wszystkim życzę).
    Tak popuściwszy wodzy fantazji - wymyśliłem, że dysponując takim materiałem
    jaki mieli Panowie M&M - można by się pokusić o wypuszczenie miksów (oczywiście
    opartych w 100% na oryginalnych nagraniach) Beatlesów w wersjach np.
    disco/punk, easy leistening, psychodelia, world music, heavy, etc. Przegięcie?
    A ja bym chciał to usłyszeć!
  • cze67 22.11.06, 14:38
    Nie, tu jestem zdecydowanie na nie. Nie chciałbym usłyszeć wersji dance Only A
    Nother Song ani wersji metalowej Something.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 24.11.06, 09:57
    Pytaniem pozostaje, czy nie lepiej byłoby po prostu w tak znakomity sposób
    > zremasterować nagrań w ich oryginalnych wersjach. Mam nadzieję, że coś
    takiego jeszcze przed nami.

    W "Dzienniku" (recenzent płytę zjechał niemiłosiernie, przyrównując, nie
    wiedzieć czemu, wydanie tej płyty z nieudanymi reaktywacjami Blondie, Sex
    Pistols czy The Doors) napisano, iż Neil Aspinal (współpracownik Fab Four)
    potwierdził, że prace nad "odświeżaniem" beatlesowskiego katalogu już trwają.
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 28.11.06, 11:53
    Z "Dziennika":

    Rozmowa z sir George’em i Gilesem Martinami, producentami płyty „LOVE”.

    PIOTR STELMACH: „Miłość”, która występuje w tytule płyty, nierozerwalnie
    kojarzy się z The Beatles. Jak muzycy rozumieli to słowo?
    SIR GEORGE MARTIN: Miłość była podstawową wartością w twórczości bitelsów.
    Ujawniała się w wielu ich utworach, choćby „All You Need Is Love”. Zresztą było
    całe mnóstwo ich piosenek z miłością w tekście. Dziś to słowo jest frazesem,
    ponieważ występuje w zbyt wielu popowych piosenkach. W przypadku bitelsów było
    inaczej – od kiedy w 1962 roku zacząłem z nimi pracować, zawsze byłem świadomy
    wielkiego uczucia pomiędzy tymi czterema chłopakami. Zawsze się kochali. The
    Beatles nigdy nie robili nic dla pieniędzy. Oczywiście mieli ich mnóstwo, ale
    tworzyli dla muzyki i z miłości do siebie nawzajem. Doświadczyłem tego uczucia,
    przebywając z nimi w studiu, i dlatego uważam, że słowo „love” to doskonały
    tytuł dla tej płyty.

    Czy po wszystkich latach spędzonych z bitelsami ich muzyka stanowi dla pana
    jakąś tajemnicę?
    Sir George Martin: Gdy kilka lat temu pracowałem nad albumem „Anthology”
    bitelsów, przestudiowałem cały zbiór utworów grupy. I kiedy poproszono mnie o
    stworzenie muzyki do przedstawienia „Love”, znów zrobiliśmy to samo, ale tym
    razem bardzo pomocny był mój syn. Giles ma świeże spojrzenie na ich twórczość.
    Musiał poznać ich muzykę tak dobrze jak ja, a nawet lepiej. Siedzieliśmy razem
    nad taśmami przez pół roku i w kółko słuchaliśmy tych nagrań. Słuchając muzyki
    bitelsów, za każdym razem odkrywa się nowe, fascynujące dźwięki. Tym razem też
    było podobnie. W każdym utworze, w każdej ścieżce kryją się niespodzianki.
    Słuchając „LOVE”, ludzie czują tę świeżość. Często zwracają uwagę na fragmenty,
    których nie pamiętali. Słuchają od nowa całej dyskografii bitelsów, po to, by
    odkryć ich na nowo.

    „Anthology” przełamało tabu. Dzięki tej kompilacji można było wreszcie usłyszeć
    piosenki w ich pierwotnym brzmieniu. W tych nowych wersjach w pewien sposób
    wynaleźliście zupełnie nowy wzór na czwórkę z Liverpoolu. To wprawdzie już
    nieco inna muzyka, a jednak wciąż bardzo w stylu The Beatles.
    GILES MARTIN: Pierwszą zasadą, którą kierowaliśmy się podczas pracy, było
    delikatne podejście do muzyki bitelsów. Nie mieliśmy zamiaru popisywać się
    talentem i możliwościami technicznymi. Naszym zamiarem było przyjęcie roli
    medium dla ich pomysłów i brzmienia. Efektem jest ten album, który powstał na
    podstawie materiału z nieprzetworzonych taśm. Dzięki temu brzmienie zespołu
    jest fantastyczne. W żadnym wypadku nie brzmi staro, a przecież ta muzyka
    została nagrana 40 lat temu! Zmiany, których dokonaliśmy, polegają na przykład
    na poprawieniu słyszalności perkusji Ringo. Nie zmieniliśmy jego sposobu gry,
    to wciąż on! Z kolei w „Something” podkreśliliśmy linię basu Paula McCartneya.
    Reszta wciąż jest taka sama. Ten album to rodzaj hołdu, jaki składamy bitelsom
    i temu, co stworzyli. Dla nas są oni wciąż czteroosobowym, dobrze grającym
    zespołem. Na „LOVE” stworzyliśmy „technologię widzenia”. Gdy słyszysz naszą
    nową wersję „Come Together”, wydaje ci się, że widzisz ich grających razem w
    studiu. The Beatles stworzyli naprawdę dobre brzmienie.

    Fascynujący w ich muzyce jest sposób, w jaki łączyli wszystkie swoje pomysły.
    Jak wy z kolei wpadliście na połączenie różnych utworów w taką całość?
    GILES MARTIN: Głównie metodą prób i błędów. Pamiętam, że siedziałem w wannie i
    myślałem o „Being for the Benefit of Mr Kite” przechodzącym w „I Want You
    (She’s So Heavy)”. Zadzwoniłem do taty z prośbą o radę. Chciałem, żeby perkusja
    Ringo w „Goodnight” była sama. Próbowałem wstawić smyczki na koniec „Glass
    Onion”, ale brzmiały trochę przerażająco – sprawiły, że cały utwór zabrzmiał
    jak soundtrack z horroru. Partie smyczków z kilku utworów ustawiliśmy według
    odpowiedniej tonacji i sprawdziliśmy, jak to brzmi. Tak wyglądała praca – ja
    próbowałem wszystko poukładać, a tata był producentem i dawał mi wskazówki,
    np.: „Spróbuj powtórzyć pierwszy wers, nie zostawiaj go tak, jak jest”. Robiłem
    to i wszystko wychodziło.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 29.11.06, 12:29
    Po tygodniu słuchania, ciągle nie mam dość. Radość z odnajdywania ukrytych
    dźwięków, odkrywanie na nowo starych melodii, tropienie wątków i połączeń oraz
    fenomenalne brzmienie spowodują, że często będzie się wracać do tej płyty. Jest
    kilka fragmentów które robią wrażenie i cieszę się, że mogłem je usłyszeć:
    śpiew ptaków w Because, dynamiczne smyki w Eleanor Rigby, nowoczesne
    oldskulowe brzmienie I Want To Hold Your Hand, Gnik Nus jako wstęp do
    Something, świetny początek Yesterday (znów zacząłem słuchać tego kawałka),
    absolutnie rewelacyjne Within You, Without You, moment gdy pojawia się Lucy In
    The Sky, początek i koniec Octopus's Garden, nową Lady Madonnę (a jednak),
    potężne Come Together (szkoda, że końcówka zdupiona), gitary w Revolution (!) i
    magiczne While My Guitar.
    Nie słuchałem wersji 5.1, ale podejrzewam, że dźwiękowe zamieszanie w końcówce
    Being For Benefit, Strawberry, na końcu płyty i w innych miejscach, może mieć
    sens właśnie w odsłuchu przestrzennym. Na normalej wersji jest to raczej
    kiepskie. Może ktoś inny niż Martinowie, mógłby zrobić to lepiej, ale nikt inny
    nie mógł zrobić tego bardziej "bitlesowsko".
    Powoli dociera do mnie też, sens i przekaz całego albumu, a jest coś takiego -
    zapewniam:)
  • cze67 29.11.06, 13:52
    muzyka.onet.pl/10172,1374769,0,1,wywiady.html
    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • ihopeyouwilllikeme 29.11.06, 17:06
    Nie podoba mi się, i nie przemawia do mnie. Dla mnie zabiegi typu '' weźmy smyki
    z Good Night i połączmy hmmm.. z czym by to połączyć ? może z Octopus's Garden ?
    Gra ? Super ! Dajemy ! No, to co by tu jeszcze spieprzyć panowie ? '' są
    nonsensowne, nie mam pojęcia czemu mają służyć, i nie rozumiem, dlaczego nazywa
    się to '' nowym odczytaniem muzyki Beatlesów ''.
    --
    ForumU2
  • ihopeyouwilllikeme 29.11.06, 17:10
    Aha, i nie jest to żadna nowa płyta Beatlesów, tylko nowa płyta George'a
    Martina, który po prostu posamplował sobie stare nagrania Fab Four. Nie wątpię,
    że świetnie się bawił, tylko po co to wszystko to ja nie wiem.
    --
    ForumU2
  • cze67 01.12.06, 09:30
    Wczoraj w "Łossskocie" Chmiel, Dehnel i Tymański zjebali tę płytę. A potem
    pokazano jak Tymon w jakimś hipermarkecie rozdawał przypadkowym klientom
    klasyczne płyty Beatlesów.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • gripweed 01.12.06, 14:27
    Ale jakie to ma w gruncie rzeczy znaczenie? Po co świadomie odcinać się od
    przyjemności obcowania z tym wydawnictwem? Nawet przyjmując argumenty, że to
    tylko nabijanie kasy, nie zrezygnuję z tego. Ani nie czuję się naciągnięty, bo
    zapłaciłem za płytę, ani też, nie chciałbym się czuć kimś lepszym lub
    mądrzejszym rezygnująć z tego.

    "We were talking about the space between us all
    And the people who hide themselves behind a wall of illusion
    Never glimpse the truth, then it's far too late, when they pass away
    We were talking about the LOVE we all could share
    When we find it, to try our best to hold it there with our LOVE
    With our LOVE, we could save the world, if they only knew" (!)

  • ihopeyouwilllikeme 02.12.06, 12:57
    Wiesław Weiss w najnowszym TR zjechał Love dokumentnie ( jedna gwiazdka ),
    pisząc właściwie to samo co ja, tylko szerzej. Zacytuję więc samo wymowne
    zakończenie: " Ciekaw jestem, czyją muzykę EMI weźmie na warsztat w dalszej
    kolejności. The Rolling Stones ? Genesis ? Pink Floyd ? Sex Pistols ? A może
    czas najwyższy połączyć wszystko w jedno: stworzyć postmodernistyczną wersję The
    Wall z refrenem z Angie w Comfortably Numb i krzykiem Rottena: God save the
    Queen, and her fascist regime! zamiast chórku dziecięcego w Another Brick In The
    Wall. Wszystko da się zrobić, prawda ? Tylko, na Boga, po co !? ". A w recenzji
    dominują określenia typu " tortury ", " kuriozalne ", " słuchać się nie da " itd..
    --
    ForumU2
  • cze67 04.12.06, 09:35
    Tak, to "na Boga, po co!" najbardziej mi się podobało. Uwielbiam takie darcie
    szat.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • ihopeyouwilllikeme 04.12.06, 10:12
    Akurat zgadzam się z każdym zdaniem tej recenzji. I też nie widzę żadnego sensu
    w zmasakrowaniu kilkudziesięciu fajnych piosenek.
    --
    ForumU2
  • cze67 04.12.06, 10:18
    OK., masz swoje zdanie, on ma i ja ma. Tylko denerwuje mnie w tej recenzji ten
    patetyczny ton i wspomniane darcie szat. Histeryczne reakcje wielu przeciwników
    tej płyty wydają mi się po prostu straszliwie przesadzone.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • cze67 04.12.06, 13:11
    "Love" święci tryumfy sprzedaży na rodzimym rynku. Album, który ukazał się 20
    listopada sprzedał się w Polsce w nakładzie przekraczającym 20 tys.
    egzemplarzy, co oznacza, że krążek stał się w naszym kraju złotą płytą!
    Jak donoszą notowania Oficjalnej Listy Sprzedaży ("Olis") - "Love" znajduje się
    w czołówce najchętniej kupowanych albumów, zaś w notowaniu Top 20 salonów sieci
    EMPiK plasuje się ma drugim miejscu.

    --
    The black cloud crossed my mind Blue mist round my soul
    Feel so suicidal Even hate my rock and roll
  • maff1 05.12.06, 12:13
    cze67 napisał:

    > OK., masz swoje zdanie, on ma i ja ma. Tylko denerwuje mnie w tej recenzji
    ten
    > patetyczny ton i wspomniane darcie szat. Histeryczne reakcje wielu
    przeciwników
    >
    > tej płyty wydają mi się po prostu straszliwie przesadzone.

    własnie, tez tak uwazam.
    Zrezsta spójrzmy na to tak - mamy ere sampli, korzystania z cudzych bitów itd,
    ale jak do tej pory nikt nie odwazył sie na coś takiego z czym mamy do
    czynienia na LOVE. To jest wg mnie kopletnie nowa jakość - i nie sadze by ktos
    spróbował coś takiego zrobic z repertuarem innego zespołu.
    Mamy wg mnie mamy do czynienia z przełomem w słuchaniu (raczej słyszeniu) i
    montowaniu nagrań.
    To coś takiego czego doswiadczylismy (zapewne nie wszyscy) słuchajac płyty
    ZOOLOOK J.M.Jarre'a. Wtedy mówiło sie ze Jarre wytycza nowy kierunek, lecz nikt
    nie odwazył sie (zapewne z braku wyobrażni) go kontynuować.
    Zauwazmy ze zyjacy beatlesi w pełni akceptuja ten projekt (i nie sadzę ze tylko
    z powodów budzetowych), wiec darcie szat, lamentowanie wg mnie swiadczy raczej
    o niedojrzałosci muzycznej (albo wrecz jakims samoograniczeniu w słuchaniu
    muzyki) niż o jej rozumieniu.
    --
    z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
  • cze67 05.12.06, 12:39
    No więc właśnie. Ja sam nie jestem bez grzechu, bo kiedyś od czci i wiary
    osądzałem hip-hopowców nazywając ich złodziejami i wyżywając się na nich w
    nieprzyzwoity sposób. Ale w końcu przejrzałem na uszy:-) i w tej chwili nawet
    jestem umiarkowanym fanem samplowania, wyznając starożytną zasadę, że dobry
    sampel nie jest zły. A samplowanie w obrębie jednego wykonawcy to rzeczywiście,
    przynajmniej dla mnie, nowość. I podobnie jak w wypadku innych rodzajów tego
    rodzaju dziłalności, tak i na płycie Love mamy do czynienia z rzeczami
    genialnymi i mniej udanymi. Z tym, że według mnie, tych pierwszych jest
    zdecydowanie więcej. Ja po prostu cieszę się tymi wszystkimi wyizolowanymi,
    wyciągniętymi na pierwszy plan instrumentami, których wcześniej nie słyszałem,
    np. genialny bas w końcówce Hey Jude, tymi kolażami, "fruwającymi" dźwiękami.
    Dla mnie to swego rodzaju koncert zespołu, który bawi się swymi utworami
    przerabiając je i grając w inny sposób (np. wspomniane Hey Jude, gdzie w pewnym
    momencie przestaje grać perkusja, normalnie widzę ten zespół i orkiestrę na
    wyimaginowanej scenie).

    I zwyczajnie słuchanie tej płyty sprawia mi przyjemność.
  • cze67 07.12.06, 11:31
    I jeszcze, cgm:

    THE BEATLES - "Love"

    Leszek Gnoiński, 2006.11.30

    Bałem się tej płyty. Zarówno jako dawny fan, jako miłośnik tradycji (a co)
    i „Rejsowego” inżyniera Mamonia (też się zdarzało). Chodziłem, jak pies koło
    jeża przez ładnych kilka dni zanim odważyłem się wrzucić „Love” do odtwarzacza.
    Nie zachęcały mnie do tego pojedyncze próbki słyszane w radiu. Ale bałem się
    wrażenia porównywalnego z zabraniem mi części mlodzieńczych lat.

    Na szczęście stało się inaczej. „LOVE” zasługuje na miano nowej płyty Wielkiej
    Czwórki. George Martin i jego syn Giles ze znanych już od lat elementów
    stworzyli zupełnie nową jakość. Każda z piosenek znów zachwyca, dzięki miksowi
    zauważa się w nich dźwięki, które wcześniej umykały. Z niezwykłym znawstwem i
    poczuciem estetyki zmiksowali ze sobą tak różne piosenki jak na
    przykład „Blackbird” i „Yesterday”. Do niektórych nagrań dodali nowe „smaczki”,
    jak choćby w przepięknej wersji „While My Guitar Gently Weeps”, gdzie pojawiła
    się współcześnie nagrana partia smyczków. Wszystkie nagrania zostały połączone
    ze sobą w pachnącą świeżością całość, a nowoczesna technika nie naruszyła tego,
    co w tych piosenkach najważniejsze, czyli piękna.

    Pojawiają się głosy niezadowolenia, że świętości ruszać się nie powinno, że te
    piosenki świetnie brzmią w oryginale. Ale nie od parady George Martin nazywany
    jest „piątym Beatlesem”. To on odpowiedzialny był w latach 60. za większość
    płyt muzyków z Liverpoolu. Poza tym wszystko zostało zrobione przy aprobacie
    żyjących członków zespołu, czyli Paula McCartneya i Ringo Starra oraz Olivii
    Harrison i Yoko Ono, czyli wdów po George’u Harrisonie i Johnie Lennonie.

    Płyta dostała w Polsce status „złotej”. Chwalić się za bardzo nie ma czym, bo
    dziś „złoto” oznacza, w przypadku płyt zagranicznych, raptem 10 tysięcy
    egzemplarzy. Świat jednak trochę więcej wydaje na płyty i tam rozeszła się ona
    już w ilości 2 milionów sztuk.

    Album ma dwie wersje, normalną i specjalną, gdzie pojawił się dodatkowy dysk
    będący hybrydą DVD Audio i Video z dźwiękiem nagranym w formacie 5.1 surround.
    Dzięki temu „LOVE” jest pierwszą płytą Beatlesów nagraną w tym systemie. Teraz
    czekam na pozostałe płyty z ich dyskografii zrobione w ten sposób.
  • jarecki32 07.12.06, 18:59
    Album ma dwie wersje, normalną i specjalną, gdzie pojawił się dodatkowy dysk
    będący hybrydą DVD Audio i Video z dźwiękiem nagranym w formacie 5.1 surround.
    Dzięki temu „LOVE” jest pierwszą płytą Beatlesów nagraną w tym systemie. Teraz
    czekam na pozostałe płyty z ich dyskografii zrobione w ten sposób.

    Ja wlasnie pozwolilem sobie zanabyc 5.1. CD dostal ( wiadomo kto ) a ja
    przesluchalem sobie LOVE uzywajac mojego ostatniego zakupu czyli Logitech Z-
    5500 5.1. Przyjemnie sie gralo. Jesli chodzi o wrazenia to jestem poki co
    gdzies posrodku. Ani sie zbytnio nie zachwycam ani nie grymasze. Calosc wydaje
    mi sie zrobiona wlasnie pod styl Cirque du Soleil. Sluchajac tej muzyki wydaje
    mi sie, ze ogladam ich przedstawienie. Nie za bardzo rowniez czuje te dlugie
    pauzy w ``Because¨. One swietnie sie nadaja do sceny z du soleil, ale nie
    bardzo mi leza jako osobna calosc.
  • maff1 07.12.06, 12:42
    czyli wychodzi na nasze - Cze.
    Zasdkakuje mnie brak w tych recenzjach oceny ze to kolejny przełom w realizacji
    muzyki - i dziwie sie ze nikt jeszcze nie wpadł na moje porównanie z zoolook.
    nie wydaje mi sie oddkrywcze... stad zdziwienie.
    --
    z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
  • luukasz4 07.12.06, 14:27
    Hmm
    Live at the BBC, Anthology, Yellow Submarine- songtrack, Let it be ..naked,
    Wznowienia wersji amerykanskich, teraz Love.
    Troche za duzo tego majstrowania w dyskografii, uwazam.
  • cze67 07.12.06, 14:31
    Hmm, a ja zamierzałem podać wymienone przez Ciebie tytuły z takim oto
    komentarzem: Jak to dobrze być fanem Beatlesów, zespół nie istnieje od tylu lat
    a tyle ich nowych dźwięków można odnaleźć i słuchać.
    Nie rozumiem, co złego jest w wydawaniu nieznanych/niepublikowanych/innych
    wersji utworów tego zespołu. Przecież to dla fanów największa frajda poznać,
    posiadać takie nagrania.

    Ja tam prywatnie się bardzo się z takiej polityki wydawniczej bardzo cieszę.
  • pytajnick 07.12.06, 15:25
    cze67 napisał:

    > Recenzja pani Kucińskiej Angeliki:
    > muzyka.onet.pl/10174,70388,recenzje.html

    Ależ się różni w ocenie od opinii jej (ex-?)szefa redakcyjnego:
    www.terazrock.pl/index.php?id_page=2&news=1&newsid=3904
  • cze67 07.12.06, 15:35
    "Uwierzyć trudno, iż rzecz firmuje George Martin, nadworny producent Beatlesów,
    chociaż z komentarzy na okładce wynika raczej, że główną część roboty wykonał
    jego syn Giles Martin. Facet przyznaje, że przerabiając przez trzy lata muzykę
    liverpoolskiej czwórki na własną modłę czuł się czasem, jakby domalowywał wąsy
    Mona Lisie. Cóż, pytanie brzmi: jaką Mona Lisę wolicie oglądać, oryginalną,
    namalowaną przez Leonarda da Vinci, czy tę z dodanymi wąsami? Bo ja zaakceptuję
    każdą, byle nie miała wąsów."

    A mnie się akurat właśnie Mona Lisa z wąsami podoba a oryginał bez wąsów
    uważam, że to przeciętne portrecidło (choć ta moja analogia, tak jak u Weissa,
    jest kulawa, bo oryginały Beatlesów są jak najbardziej). Poza tym,
    zwrot "facet" uchodzi na forach dyskusyjnych:-), ale w druku nie za bardzo,
    brzmi tu, według mnie, obraźliwe.

    I jeszcze:
    "Projekt pobłogosławił podobno przed śmiercią George Harrison, który przyjaźnił
    się z Guyem Laliberté, założycielem Cirque du Soleil, ale sam gitarzysta na ten
    temat nigdy się nie wypowiedział, musimy więc wierzyć wydawcom, że tak było
    naprawdę."
    W domyśle - "pewnie to tylko chwyt marketingowy, bo jak Harrison mógł
    pobłogosławić COŚ TAKIEGO!"

    Wniosek: emocje nie sprzyjają rzetelnej recenzji. A, według mnie, owe emocje są
    zupełnie niepotrzebne.
  • pytajnick 07.12.06, 16:05
    cze67 napisał:

    > Wniosek: emocje nie sprzyjają rzetelnej recenzji.

    Ano niemało tam emocji, coś w sumie rzadkiego w TRowych tekstach i niech to
    chociaż będzie małą zaletą tekstu, bo większośc tradycyjnie <zieeeeeW>.

    Emocje też przywróciły chyba do życia trochę odwagi. Myślałem, że już w ogóle
    oficjalnie zakazali w TRze "ważne płyty ważnych wytwórni" oceniać niżej niż na 3
    gwiazdki - a tu hit EMI numer jeden dostaje... jeden.

    Szkoda tylko, że przełamali się najwyraźniej przy niewłaściwej płycie.
  • ihopeyouwilllikeme 08.12.06, 12:34
    > > Wniosek: emocje nie sprzyjają rzetelnej recenzji.

    Jasne, recenzja nierzetelna = recenzja, z którą JA się nie zgadzam. Panowie, o
    czym Wy tutaj ? Fakt, że ktoś krytykuje Love świadczy o " niedojrzałości
    muzycznej " ? Czy rzeczywiście jest tak, że pewne rzeczy NALEŻY lubić na tym
    forum ( w ogóle ), inaczej jest się " niedojrzałym " ? Co to znaczy, że " nie
    dałoby się czegoś takiego zrobić z innym artystą " ? Dałoby się z każdym,
    zaręczam, po za tym co to za " nowa jakość ", której nie da się powtórzyć ? Na
    tym ma polegać postęp ? Ta płyta to tak, jakby wziąć ułożone puzzle, rozwalić, i
    złożyć ponownie, przypadkowo. Dla jednych być może powstanie z tego " postęp ",
    " nowa jakość ", a np. dla mnie powstanie kupa gówna, i tym właśnie jest ( dla
    mnie ) Love. Jeżeli jestem niedojrzały, i nie dorastam do towarzystwa -
    przepraszam.
    --
    ForumU2
  • cze67 08.12.06, 12:50
    Ihope, idziesz tropem red. Weissa - emocje, niepotrzebne emocje. Ja nie pisałem
    o niedojrzałości muzycznej (ktoś napisał? nie mam czasu sprawdzać). Ja rozumiem
    krytyczne oceny tej płyty (ba!, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że ta
    płyta "w innych okolicznościch przyrody", mi by się także nie spodobała i być
    też bym ją krytykował). Ja tylko chcę powiedzieć, że nie ma się co tak (jak to
    zrobił red. Weiss) emocjonować, bo to przede nie sprzyja rzetelnej ocenie
    recenzowanego podmiotu, pisanie "na górnym ce" jest według mnie,
    pretensjonalne, czy jest to chwalenie pod niebiosa, czy równanie z glebą. Poza
    tym, świat się nie skończył, wszyscy, mam nadzieję, zdrowi, i pytanie się
    Stwórcy po co takie rzeczy, jak Love, się robi, jest niepotrzebnym zawracaniem
    mu głowy.
    Możemy się również licytować porównaniami: Ty napiszesz: rozrzucone puzzle, z
    których wyszło gówno, ja, równie patetycznie - niezwykły kalejdoskop utworzony
    ze dobrze znanych kamieni. I co? Oba porównania równie mądre, co puste.
  • mechanikk 08.12.06, 19:14
    Ja tam nigdy fanem BITLI nie byłem, ale tego słucham trzeci dzień bez przewy.
    Płyta jest świetna i jest w tym jakieś 5% zasługi panów Martinów. Resztę robią
    piosenki. Koniec kropka. Ten zespół żyje i żyć będzie długo jeszcze. Co za
    banał. "Love" mobilizuje mnie do skompletowania wreszcie podstawowej
    dyskografii Żuków, bez patrzenia na ceny. Zadanie na 2007 rok.
  • cze67 11.12.06, 10:00
    mechanikk napisał:

    > Ja tam nigdy fanem BITLI nie byłem, ale tego słucham trzeci dzień bez przewy.
    > Płyta jest świetna i jest w tym jakieś 5% zasługi panów Martinów. Resztę
    robią piosenki. Koniec kropka. Ten zespół żyje i żyć będzie długo jeszcze. Co
    za banał. "Love" mobilizuje mnie do skompletowania wreszcie podstawowej
    > dyskografii Żuków, bez patrzenia na ceny. Zadanie na 2007 rok.

    Tak sobie właśnie myślałem, czy ta płyta przekona do zespołu kogoś, kogo
    Beatlesi nie przekonywali/nie interesowali/nudzili. Cieszę się, że niektórych
    tak.
  • ihopeyouwilllikeme 09.12.06, 13:13
    Ok, tyle jeszcze odniosę się do innego pustego porównania - dla mnie postęp
    polega na tworzeniu czegoś piękniejszego i doskonalszego od Mony Lisy, a nie na
    domalowywaniu jej wąsów, gdyż to drugie jest zwykłym chuligaństwem ( ew.
    wandalizmem - a co za tym idzie budzi to u mnie, i najwyraźniej u red. Weissa
    też, emocjonalny sprzeciw, podobnie bym zareagował, gdyby np. jakiś gówniarz
    zamalował mi sprayem ścianę domu ), a nie żadnym " postępem ". Chyba nic już nie
    mam do dodania.
    --
    ForumU2
  • mechanikk 09.12.06, 13:28
    >dla mnie postęp
    > polega na tworzeniu czegoś piękniejszego i doskonalszego od Mony Lisy, a nie
    >na domalowywaniu jej wąsów, gdyż to drugie jest zwykłym chuligaństwem ( ew.
    >wandalizmem

    Hmm?
    www.understandingduchamp.com/
    > budzi to u mnie, i najwyraźniej u red. Weissa
    > też, emocjonalny sprzeciw, podobnie bym zareagował, gdyby np. jakiś gówniarz
    > zamalował mi sprayem ścianę domu ), a nie żadnym " postępem ". Chyba nic już
    > nie mam do dodania.

    Serio słuchałeś "Love"?
  • maff1 09.12.06, 18:15
    rozumiem ze oprócz LOVE, wstret i obrzydzenie budzi w tobie płyta "Oj dana,
    dana" Ciechowskiego i wspomniany przeze mnie wczesniej Zoolook Jarre'a?

    Ja wciąz sie upieram że LOVE to nowa jakośc której nikt wczesniej nie wymyslił.
    I w dodatku piękna.
    --
    z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
  • ihopeyouwilllikeme 11.12.06, 10:27
    > rozumiem ze oprócz LOVE, wstret i obrzydzenie budzi w tobie płyta "Oj dana,
    > dana" Ciechowskiego i wspomniany przeze mnie wczesniej Zoolook Jarre'a?

    Płyta Ciechowskiego nazywa się '' oj DADA na '', i nie budzi we mnie wstrętu,
    tak samo jak Zoolook. Zresztą w jakim celu je przywołujesz, skoro..

    > Ja wciąz sie upieram że LOVE to nowa jakośc której nikt wczesniej nie
    > wymyslił.

    No to jak w końcu ? Nowa czy nie nowa ? Wymyślił czy nie ? Hmm, no to dobra, a
    więc przyszłość muzyki polega na tym, że teraz będziemy brać klasyczne płyty
    różnych zespołów, będziemy je ciąć i składać, otrzymując mnóstwo '' nowych
    jakości ''. Po prostu genialna perspektywa. Właśnie wpadłem na pomysł jak
    połączyć wokal Bono z '' All I Want Is You '' z klawiszami z '' The First Time
    '', dokładając jeszcze partie gitary Edge'a z '' Heartland ''. Dajcie mi ścieżki
    z tych trzech kawałków i jakiś program miksujący a to zrobię, słowo. Czy już
    mogę się uważać za genialnego TWÓRCĘ ?
    --
    ForumU2
  • mechanikk 11.12.06, 20:48
    > Dajcie mi ścieżki
    > z tych trzech kawałków i jakiś program miksujący a to zrobię, słowo. Czy już
    > mogę się uważać za genialnego TWÓRCĘ ?

    A Sir Martin gdzieś powiedział, że się za takowego ma? :>
    Poza tym nie widzę żadnego związku "Love" z malowaniem wąsów na dziele Leonarda
    (zupełnie pomijam fakt, że nazywanie owego malowania wandalizmem przypomina mi
    wypowiedź pewnego znanego historyka sztuki Antoniego Maciarewicza, który
    orzekł, że sztuka jest wtedy, gdy ktoś mu coś "ładnie wymaluje").
  • ihopeyouwilllikeme 12.12.06, 10:42
    > zupełnie pomijam fakt, że nazywanie owego malowania wandalizmem

    Zawsze uważałem, że dzieło jest po to, by je oglądać ( podziwiać, krytykować,
    interpretować itd. ), a nie po to, by po nim bazgrolić. Czy możesz mi szerzej
    wyjaśnić o co chodzi ? Jestem laikiem. Czy jeżeli pójdę do galerii z
    flamastrami, i dorysuję telefony komórkowe Krzyżakom na '' Bitwie pod Grunwaldem
    '' to też będzie to sztuka ? Podejrzewam, że raczej zostałbym wykopany z hukiem,
    i jeszcze bym stosownie za to odpowiedział... I jak chcesz odpisać, że '' nie
    widzę różnicy '', no to mi ją właśnie wyjaśnij. Najlepiej w możliwie prostych
    słowach.
    ---
    ForumU2
  • cze67 12.12.06, 10:54
    Jak też jestem laikiem, ale według mnie domalowanie wąsów Monie Lisie, o którym
    to dziele, niezwykle tajemniczym uśmiechu (według mnie to po prostu brzydka
    baba była) napisano tomy, i zrobiono bógwieco, było ciekawym, przewrotnym i w
    ogóle fajnym działaniem artystycznym. Odmitologizowaniem arcydzieła, które,
    według mnie, na to miano absolutnie nie zasługuje.
    Nie wiem, czy widziałeś taki film "Schody" Zbigniewa Rybczyńskiego
    (twórcy "Tanga"). W skrócie - wykorzystał oryginalną słynną scenę z Pancernika
    Potiomkina ze schodami właśnie, i wstawił tam współczesnych amerykańskich
    turystów, którzy, jak to oni, chodzą, fotografują, i takie tam. A carskie
    wojska w tym czasie mordują demonstrantów. Powstała nowa jakość,
    kontrowersyjna, ale też wieloznaczeniowa, uznana i nagradzana.
    Tak więc dzieło sztuki niekoniecznie musi wisieć w galerii i po prostu być, być
    podziwiana. Może być także obiektem wielorakich działań artystycznych. Może być
    odbrązowiana, można dodawać jej znaczeń, tworzyć z niej coś, czego twórca
    pierwowzoru nawet nie podejrzewał.
  • cze67 12.12.06, 11:41
    ihopeyouwilllikeme napisał:

    Czy jeżeli pójdę do galerii z flamastrami, i dorysuję telefony komórkowe
    Krzyżakom na '' Bitwie pod Grunwaldem'' to też będzie to sztuka ? Podejrzewam,
    że raczej zostałbym wykopany z hukiem, i jeszcze bym stosownie za to
    odpowiedział...

    W sumie z tymi komórkami to fajny pomysł:-) Mam nadzieję, że był to skrót
    myślowy, bo nie mówimy oczywiście O NISZCZENIU ORYGINAŁU, o wdzieraniu się do
    galerii i mazaniu po obrazach, bo to jest oczywiście wandalizm. Duszamp też nie
    przyszedł i nie namalował wąsów oryginalnej Monie Lisie. Nie mieszajmy pojęć.
    Był w tym pewien zamysł, którego efekt dawał pole do różnorodnych
    interpretacji. Podobnie panowie Martinowie nie wykasowali oryginalnych wersji
    SFF (akurat w wypadku muzyki to zupełnie niemożliwe, ale niech będzie), tylko z
    dostępnych im materiałów muzycznych, wykorzystując fragmenty różnych wersji tej
    i innych kompozycji Beatlesów stworzyli tej piosenki nową/inną wersję.

    PS. Odnośnie nowej wersji A Day In The Life - dodanie na początku tej piosenki
    lennonowskiego odliczania "Sugarplum fairy" wywołuje u mnie wzruszenie.
  • kubasa 12.12.06, 17:55
    Nie no wydaje mi się że rozmawiamy o sprawach na wskroś oczywistych.

    Dla mnie muzyka The Beatles ani żadna muzyka nie jest świętościa i nie oburza
    mnie żadne eksperymentowanie. Po prostu bardzo często okazuje się, że
    remiksujący nie ma nic icekawego do powiedzenia, albo to co mowi nie jest
    specjalnie wartościowe. Np. słucham sobie remixu piosenki "bossy" Kelis w
    wykonaniu Alana Braxe'a i Freda Falke'a i jest to dużo ciekawsze niż oryginał,
    bo z mdlego RnB robi zajebisty house. Albo inny przykład: kapitalne "In The
    Morning" Junior Boys przerobione przez Alexa Smoke'a. Nikt na tym nie stracił,
    zyskali wszyscy. W przypadku "love" mam wrazenie, że oczekiwanie tak cieżkiej
    kasy, za tego typu średnio udane twory jest mało fajne. Trzeba przyznac,
    że "Love" częściej niż dylemat o remixowaniu towarzyszy dylemat czy płytę dac
    cioci Zosi czy wujkowi Frankowi, bo chyba w całym tym wydawnictwie to o
    gwiazdkę chodziło.
    --
    "otworzę okno/zbudzi mnie deszcz/na podłodze wysmagane małże"
  • cze67 14.12.06, 10:50
    kubasa napisał:
    W przypadku "love" mam wrazenie, że oczekiwanie tak cieżkiej
    > kasy, za tego typu średnio udane twory jest mało fajne. Trzeba przyznac,
    > że "Love" częściej niż dylemat o remixowaniu towarzyszy dylemat czy płytę dac
    > cioci Zosi czy wujkowi Frankowi, bo chyba w całym tym wydawnictwie to o
    > gwiazdkę chodziło.

    Nie zgadzam się. Traktowanie tej płyty w kategoriach "bambosze dla cioci" jest
    według mnie nieporozumieniem. Nie dalej jak przedwczoraj słuchałem tej płyty z
    moją piżmaczą siostrą i usłyszałem coś, co mi chyba nieco wcześniej umknęło:
    jedynie 40 lat temu, czyli w czasach wydawania swoich płyt, Beatlesi brzmieli
    tak współcześnie i nowowcześnie. I nie jest to tylko zasługa remasteringu tych
    nagrań, ale też odpowiedniego "dobrania składników" przez producentów.
    Jak powiedział mechanikk, jest to po prostu dobra płyta.
  • mechanikk 12.12.06, 19:33
    > Mam nadzieję, że był to skrót
    > myślowy, bo nie mówimy oczywiście O NISZCZENIU ORYGINAŁU, o wdzieraniu się do
    > galerii i mazaniu po obrazach

    Dobrze Cze, że to wyjaśniłeś, bo mi się nie chciało, dlatego tylko wkleiłem
    tego linka i wkleję go jeszcze raz, bo to warto przejrzeć:
    www.understandingduchamp.com/
    A tak przy okazji Duchampa: znają chyba wszyscy jego najsłynniejsze dzieło,
    mianowicie "Fontannę" (dla niewtajemniczonych - najsłynniejszy przykład
    duchampowskich readymades: zwyczajny pisuar postawiony do góry nogami,
    podpisany wymyślonym zdaje się nazwiskiem R. Mutt). Zdarzyło się ponoć pewnemu
    artyście, podczas jednej z wystaw, "zniszczenie" oryginału instalacji Marcela.
    Kolega po prostu się do niego odlał. Ot, taki hepening. Co zresztą otworzyło
    pole do jeszcze różnorodniejszych, śmielszych i niezwykle zapładniajacych
    interpretacji ;)

    No a "Love" w gruncie rzeczy nie nastraja do żadnych intelektualnych rozrywek,
    tudzież rozrywania konceptu na czynniki pierwsze. To po prostu dobra płyta.
  • kubasa 09.12.06, 18:34
    Słsyzałem trzy fragmenty "Love" w Trójce. Wykastrowane Because słabe. SFF
    dostało jakiegoś nowego ducha - mellotron głębszy, bardziej psychodeliczny, ale
    końcowa wiązanka przebojów iście żenująca. Cieślak tu akurat ma rację. Pokazuje
    to bardziej odpustową stronę calego fenomenu Beatlesów, czyli taki tani,
    rosnący po śmierci Harrisona sentymentalizm.

    Połaczenie Within You Without You z Tomorrow raczej nudzi.
    --
    "otworzę okno/zbudzi mnie deszcz/na podłodze wysmagane małże"
  • cze67 11.12.06, 09:42
    Wcześniej jakoś nie zanotowałem... Weiss pisze:
    "Piosenkę I Want To Hold Your Hand przedstawiono na Love w wersji koncertowej z
    albumu The Beatles At The Hollywood Bowl."

    Otóż jest to bzdura podwójna. I Want To Hold Your Hand jest na Love w wersji
    studyjnej tylko z dołożonymi krzykami widowni. Po drugie - utwór ów nie w ogóle
    nie występuje na Hollywood:
    www.geocities.com/dsmurashev.geo/discography/a_19.htm



  • maff1 11.12.06, 10:24
    czyli "nie wiedział, ale powiedział"

    --
    z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
  • mechanikk 11.12.06, 20:58
    W ogóle to oburzenie Weissa kojarzy mi się z niekończącym się w niektórych
    sporem o "zdradę ideałów" (punkowych, metalowych, niezależnych, sierpnia, do
    wyboru), a jest to debata, w której raczej nie warto brać udziału. Dochodzi do
    tego ignorancja (objawiona dwukrotnie recenzji - patrz kwestia poruszona przez
    Cze + wypowiedź w kwestii sztuk plastycznych). A jeszcze 5 gwiazdek dla tej
    hybrydy Tokio Hotel z Good Charlotte (ew. Blink 182). No po prostu TR sucks,
    ladies and gentlemen.
  • mechanikk 11.12.06, 20:58
    > W ogóle to oburzenie Weissa kojarzy mi się z niekończącym* się w niektórych
    > sporem o "zdradę ideałów"

    *insert: kręgach
  • mechanikk 11.12.06, 20:59
    > > W ogóle to oburzenie Weissa kojarzy mi się z niekończącym się w niektórych*
    > sporem o "zdradę ideałów"

    *insert: kręgach
    (jestem trzeźwy, to dziwne)
  • ihopeyouwilllikeme 14.12.06, 12:10
    > Oj, po Weissie to bym sie takiego kwiatka nie spodziewał

    Czy Wielka Rock Encyklopedia jest równie rzetelna ?
    --
    ForumU2
  • cze67 14.12.06, 12:16
    Oprócz zamiany płci jednemu z dwojga wokalistów Shelleyan Orphan nie
    zanotowałem innych wpadek.
  • cze67 12.03.07, 15:49
    Recenzja z porcysa:
    www.porcys.com/Reviews.aspx?id=907
    --
    Atak już nadchodzi/Wyjdź na ulicę
    Już nadchodzi/Atak/ATAK
  • ilhan 12.03.07, 18:08
    cze67 napisał:

    > Recenzja z porcysa:
    > www.porcys.com/Reviews.aspx?id=907

    Pokrywa się ze wszystkim, co na temat tej płyty mówiłem.
  • ihopeyouwilllikeme 14.03.07, 13:50
    > Treściowo, zasługuje na 10.0. Formalnie i ideologicznie – na 0.0.

    Takoż.
    --
    ForumU2
  • jarecki32 11.12.06, 21:12
    dyskusja po trosze zeszla na inny temat, a mianowicie czy remiksy znakomitych
    piosenek moga byc nadal znakomitymi piosenkami. Ja twierdze, ze tak. Nie
    przecenial bym ich wartosci alez tez nie potepial bym w czambul. Mozna
    wytworzyc nowa jakosc poprzez dadaizm czy mozajkowosc w sztuce, mozna podobny
    efekt uzyskac w muzyce. Wszysko zalezy od tego kto te ciecia robi. Ktos malo
    zdolny nawet jesli bedzie ukladal z samych perelek moze uzyskac fatalny efekt
    koncowy. I odwrotnie, ktos super-zdolny moze uzyskac swietny efekt nawet jesli
    bedzie uzywac gorszej jakosci tworzywo. I tyle.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka