Dodaj do ulubionych

Co to jest jazz ?

27.03.07, 11:51
W tym tygodniu zamierzam podjąć kolejną próbę przekonania się do jazzu, tym
razem oglądając go na żywo. Tymczasem chętnie bym poznał Wasze poglądy
odnośnie pytania w temacie :)
--
ForumU2
Edytor zaawansowany
  • braineater 27.03.07, 11:56
    Definicja prosta - każda muzyka w której element improwizacji przeważa nad elementem zapisanym w nutkach.
    W zwiazku z tym Buckethead i Dillinger Escape Plan to kapela jazzowe mimo hejwimetalowego instrumentarium, a Nora Dzons i Anna Maria Czopek to konfekcja do windy.

    P:)
    --
    Odświeżam umysł i kur... będę jak brzytwa.
  • cze67 27.03.07, 12:02
    braineater napisał:

    > Definicja prosta - każda muzyka w której element improwizacji przeważa nad
    elementem zapisanym w nutkach.

    Pół roku bym myślał, i na równie genialną definicję bym nie wpadł.

    --
    Atak już nadchodzi/Wyjdź na ulicę
    Już nadchodzi/Atak/ATAK
  • braineater 27.03.07, 12:03
    miło mi, tylko, że w moim wypadku ja nigdy nie wiem, czy gdzieś dana rzecz wyczytałem i zapamiętałem, nie pamiętając, że przeczytałem, czy se to po prostu wymysliłem:)
    Kopirajt w kazdym razie wolny jest:)

    P:)
    --
    Odświeżam umysł i kur... będę jak brzytwa.
  • cze67 27.03.07, 12:07
    Oprócz Twojej/nieTwojej definicji podoba mi się Twoja/nieTwoja wizytówka.
    Przepraszam za offtopic, ale nieźle się uśmiałem i musiałem się w robocie
    tłumaczyć z czego.

    --
    Atak już nadchodzi/Wyjdź na ulicę
    Już nadchodzi/Atak/ATAK
  • p.o.box.77 27.03.07, 12:02
    czekałem na twoją definicję. no i jestem za.
  • ihopeyouwilllikeme 27.03.07, 13:49
    > każda muzyka w której element improwizacji przeważa nad elem
    > entem zapisanym w nutkach.

    " Made In Japan " Deep Purple i " Metanoia " Porcupine Tree to płyty jazzowe ?
    --
    ForumU2
  • braineater 27.03.07, 13:55
    Gdybym je znał, to bym Ci pewno odpowiedział, ale ze trzymam się z dala od tego typu produkcji, to pytanie pozostanie nierozstrzygnięte:)

    P:)
    --
    Odświeżam umysł i kur... będę jak brzytwa.
  • cze67 27.03.07, 13:59
    Utwór Lazy, szczególnie z Made In Japan właśnie, zawsze uznawałem za numer
    jazzowy:-)

    --
    Atak już nadchodzi/Wyjdź na ulicę
    Już nadchodzi/Atak/ATAK
  • maff1 27.03.07, 22:46
    cze67 napisał:

    > Utwór Lazy, szczególnie z Made In Japan właśnie, zawsze uznawałem za numer
    > jazzowy:-)

    świetny przykład. Lazy dla mnie zawsze było jakimś... wypadkiem przy pracy
    Purpli. Dla mnie jest to jeden z najlepszych kawałków z tamtego okresu. Do tej
    pory swietnie sie słucha. A to juz ponad 30 lat. Jest jak swieży oddech nowo
    narodzonego pieska. :)
    --
    z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
  • jan.kran 28.03.07, 22:51
    Można kliknąć w wiki albo zajrzeć do Encyklopedii Powszechnej i definicja jazzu
    wyskoczy gładko.
    Książek o teorii jazzu powstało multum i na temat zostało powiedziane wiele.
    Ale... tak naprawdę jazz to dla kazdego znaczy co innego...
    Ja mogę mówić za siebie.
    Dla mnie jazz to nieustająca radość , odlot , odczytywanie na nowo utworu
    słuchanego po raz setny.
    To stare wygodne kapcie w które wchodzę kiedy chcę uciec od codzienności a
    zarazem poznawane ciągle na nowo oblicza.
    To strumień dźwięków płynących od kilkudziesięciu lat przez moje życie ,
    towarzyszący mi w każdej sytuacji życiowej . Dla mnie to muzyka której słucham
    się i odbiera wszystkimi zmysłami i której można nauczyć się i zrozumieć tylko w
    jeden sposób: słuchając , słuchając , słuchając...


    www.youtube.com/watch?v=gbwqePnyobg


    --
    Konstytucja państwa powinna być taka, by nie naruszała konstytucji obywatela. S.J.L.
  • sss9 27.03.07, 15:27
    braineater napisał:

    > Definicja prosta - każda muzyka w której element improwizacji przeważa nad elem
    > entem zapisanym w nutkach.
    > W zwiazku z tym Buckethead i Dillinger Escape Plan to kapela jazzowe mimo hejwi
    > metalowego instrumentarium, a Nora Dzons i Anna Maria Czopek to konfekcja do wi
    > ndy.
    >
    > P:)

    :))
    pan Żądło i parę setek innych gwiazd festiwali jazzowych się załamie.
  • humbak 27.03.07, 15:35
    Ło, mniej więcej to miałem napisać. Nie jest to jednak wystarczająca definicja.
    Są jeszcze różne freeimprovy na przykład.
    --
    Czując się w wyjątkowej formie, i dlatego zimę obchodzimy dziś w maju.
  • z.x.c.v.b 27.03.07, 20:12
    to w takim razie moje kochane Throbbing Gristle to jazz?? :D hm, no w sumie jeden ich album ma tytuł "20 jazz funk greats" :P
  • pszemcio1 27.03.07, 22:18
    braineater napisał:

    > Definicja prosta - każda muzyka w której element improwizacji przeważa nad
    elem
    > entem zapisanym w nutkach.
    > W zwiazku z tym Buckethead i Dillinger Escape Plan to kapela jazzowe mimo
    hejwi
    > metalowego instrumentarium, a Nora Dzons i Anna Maria Czopek to konfekcja do
    wi
    > ndy.
    >
    > P:)

    jest jednak taki drobny szczegół jak Big Bandy lat 30 i 40 który chyba nie do
    końca pasuje do tej teorii
  • pytajnick 28.03.07, 01:22
    > jest jednak taki drobny szczegół jak Big Bandy lat 30 i 40 który chyba nie do
    > końca pasuje do tej teorii

    Generowane na żywca laptopowe, minimalistyczne drone'y i inne noise'y też mi
    bardziej do elektroniki czy ambientu pasują niż jazzu, ale spoko. :]


    --
    myspace.com/microgone
  • pszemcio1 28.03.07, 08:21
    pytajnick napisał: > Generowane na żywca laptopowe, minimalistyczne drone'y i
    inne noise'y też mi
    > bardziej do elektroniki czy ambientu pasują niż jazzu, ale spoko. :]

    no i w drugą strone. czy acid jazz jest wynikiem improwizacji? w sumie nie wiem
    ale chyba nie?
  • glebogryzarka1 27.03.07, 13:11
    JAZZ... TO ŻYCIE...

    (nie moje)
  • pytajnick 27.03.07, 13:19
    "If you have to ask, you'll never know."

    - Louis Armstrong

    [no wiem, że to było o swingu, ale pasuje :]




    --
    myspace.com/microgone
  • cze67 27.03.07, 13:22
    Jazz fajny jest*


    *Pink Freud

    --
    Atak już nadchodzi/Wyjdź na ulicę
    Już nadchodzi/Atak/ATAK
  • humbak 27.03.07, 15:36
    W tym... 1900 było jeszcze fajnie powiedziane:
    If You don't know what it is, it's jazz:)
    --
    Czując się w wyjątkowej formie, i dlatego zimę obchodzimy dziś w maju.
  • jarecki32 27.03.07, 15:52
    lepiej pozniej niz wcale ihope :)

    U mnie bylo na odwrot, poznawanie muzyki zaczalem od jazzu (mama zabrala mnie
    na pierwszy koncert, juz nie pamietam co to bylo)
    W dawnej Polsce jazz byl na dobrym poziomie i na wiekszosci osiedli
    akademickich byl przynajmniej jeden klub jazzowy, rock z kolei byl raczej
    slabiutki, wiec ludzie garneli sie do jazzu.
    A kto to jest jazz ?

    Miles
    Parker
    Coltrane
    Horace
    Wayne
    Mingus
    Oscar
    Gil Evans
    George Russel
    Lester Young
    Wes Montgomery
    Sonny Rollins
    Max Roach
    Louis
    Count Basie
    Jan Garbarek
    Duke
    Dizzy
    Stan Getz
    Coleman Hawkins
    Nina
    Ella
    McCoy
    Joe Zawinul
    Jaco Pastorius

    jest czego sluchac, posluchasz, posluchasz i juz wiesz :)
  • pytajnick 27.03.07, 16:04
    Zacząłem się zastanawiać i znalazłem lekką pustkę, gdy połączenia z innymi
    gatunkami mógłbym godzinami wymieniać.

    Jakieś najfajniejsze jazzowo-soulowe nazwiska?
    Art Ensemble of Chicago się chyba w sam raz mieści?

    --
    myspace.com/microgone
  • braineater 27.03.07, 16:07
    bardzo się miesci:) - szcególnie np dwie płyty z Fontellą Bass - Stances With Sophie i AEOC With Fontella
    A z nowszych nienachalnie hajpowane przez mnie od jakiegoś czasu The Invisible Sesions:)

    P:)
    --
    Zona:Silesia
  • pszemcio1 27.03.07, 19:57
    jazz to coś co mnie kręci od roku w stopniu nieprzeciętnym. obecnie na moim
    ogródku jazz = Mingus
  • jazzfoxy 28.03.07, 10:15
    Ihope tylko nie rezygnuj zbyt szybko. Zapraszam na forum jazz:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10967
    --
    "trzymajmy się za dłonie dopóki są jeszcze ciepłe"
    Piotr Macierzyński
  • cze67 28.03.07, 10:19
    A może koleżanka, która ma w swoim nicku owo słowo (ale rym!) odpowie na
    pytanie tytułowe?

    --
    Atak już nadchodzi/Wyjdź na ulicę
    Już nadchodzi/Atak/ATAK
  • jazzfoxy 28.03.07, 15:15
    cze67 napisał:

    > A może koleżanka, która ma w swoim nicku owo słowo (ale rym!) odpowie na
    > pytanie tytułowe?

    Jazz to muzyka, która najbardziej mnie kręci. Dużo improwizacji, dowolności, bez
    ograniczeń. Coś co mnie chwyta za gardło i serce.
    Tak naprawdę nie ma znaczenia jak to nazwiemy, na jakie gatunki podzielimy.
    Chyba wszystkie ważne nazwiska już tu padły.

    --
    "trzymajmy się za dłonie dopóki są jeszcze ciepłe"
    Piotr Macierzyński
  • ihopeyouwilllikeme 28.03.07, 15:21
    Zawsze myślałem o jazzie podobnie - jako o stylu, w którym nie istnieją żadne
    ograniczenia. Dlaczego więc, kiedy słyszę np. Milesa Davisa myślę " jazz ", a
    gdyby mi ktoś puścił improwizowaną elektronikę, już by mi się z jazzem (
    słusznie czy nie ) nie skojarzyła ?
    --
    ForumU2
  • mechanikk 28.03.07, 11:10
    Jazz to Miles, Miles to Jazz. Na kolana chamy!

    A tak troche bardziej serio: zapytajcie Ptaszyna-Wróblewskiego. On zapewne
    wie :P
  • ihopeyouwilllikeme 28.03.07, 11:38
    A propos Nory Jones - kilka lat temu powiedziała wyraźnie, że nie gra, i nigdy
    nie grała jazzu, więc tego tematu nie ma.
    --
    ForumU2
  • sss9 28.03.07, 11:44
    ale już taki Kydhrryński, którego smak dojrzewał przez lata, wie, że razem z
    żoną robią w dźezie. :)
  • ihopeyouwilllikeme 28.03.07, 15:25
    Norah Jones dwa lata studiowała na University of North Texas w klasie fortepianu
    jazzowego, więc pewnie zdążyła się zorientować, co jest jazzem, a co nie :)
    --
    ForumU2
  • pytajnick 28.03.07, 15:41
    no ale zapodaj sobie "Farat" i usłyszysz, że jednak trochę w jazzie robią.

    --
    myspace.com/microgone
  • sss9 28.03.07, 16:06
    trochę robią. zupełnie jak Sting i tysiące innych popowych artystów, którzy
    starają się "uszlachetnić" w ten sposób gatunek. mnie to nie przeszkadza -
    przeciwnie, lubię wszelkie fusion. tak z popu w jazz, jak i odwrotnie, czego
    udanym przykładem robótki Hancocka.
  • pszemcio1 28.03.07, 16:19
    sss9 napisał:

    > trochę robią. zupełnie jak Sting i tysiące innych popowych artystów, którzy
    > starają się "uszlachetnić" w ten sposób gatunek. mnie to nie przeszkadza -
    > przeciwnie, lubię wszelkie fusion. tak z popu w jazz, jak i odwrotnie, czego
    > udanym przykładem robótki Hancocka.

    no jednak nie ma co stawiać obok siebie Singa i Hancocka - nieuzasadnione. samo
    pojecie fusion wcale nie oznacza "łatwiejszych" dźwieków czego dowodem
    chociażby "crossing" tegoz Herbiego czy np. słynne Red Clay - Hubbarda.

    natomiast osobiście wkurza mnie w recenzjach częste posługiwanie się zwrotami
    typu "twórczość x to muzyczny eklektyzm łaczacy elementy popu, rocka, hh i
    jazzu". kurde co druga recka na allmusic to takie stwierdzenie. wystarczy że
    gdzies tam w tle jakaś nuta z trąbki i już jazz.

    Choc osobiście jakbym miał wybrać kawałek popowy z solem saxofonu i bez to wolę
    z:)
  • ihopeyouwilllikeme 28.03.07, 16:23
    > wystarczy że gdzies tam w tle jakaś nuta z trąbki i już jazz.

    No to wracamy do pytania - od kiedy już jest jazz ?
    --
    ForumU2
  • pszemcio1 28.03.07, 16:28
    hopeyouwilllikeme napisał:

    > > wystarczy że gdzies tam w tle jakaś nuta z trąbki i już jazz.

    moze jazz to stan umysłu słuchacza a nie kwestia gatunku
  • ihopeyouwilllikeme 29.03.07, 08:33
    W takim razie jazzem może być w równym stopniu tak Sting i Norah Jones, jak i
    Hancock.
    --
    ForumU2
  • sss9 29.03.07, 08:51
    dla hiperliberała nawet Chojnacki. tylko czy taka opinia zmienia coś w istocie
    rzeczy? nie, bowiem u Hancocka znajdziesz "typowy", podręcznikowy jazz, a u
    reszty wymienionych, nawet ze świeczką, nie.:)
  • pszemcio1 29.03.07, 09:32
    sss9 napisał:
    nie, bowiem u Hancocka znajdziesz "typowy", podręcznikowy jazz, a u
    > reszty wymienionych, nawet ze świeczką, nie.:)

    no właśnie u Hancocka znajdziesz często wcale nie oczywisty i bynajmniej
    podręcznikowy



  • sss9 29.03.07, 09:39
    :))) co to, interpretujemy sobie jak nam akurat wygodnie, byleby mielić
    oczywistości?
  • jan.kran 29.03.07, 10:48
    ihopeyouwilllikeme napisał:

    > W takim razie jazzem może być w równym stopniu tak Sting i Norah Jones, jak i
    > Hancock.

    ------------> Jezeli długo i uważnie słucha się rozmaitej muzyki to po pewnym
    czasie wiadomo co jest jazzem a co jego elementami w innych rodzajach muzycznych:)
    Kran
    --
    Czy istniała kiedy kasta, która s o b i e rzekła: "Basta"? S.J.L.
  • sss9 28.03.07, 16:26
    nie stawiam obok Stinga Hancocka. kudy tam pierwszemu do drugiego...
    podobnie nie użyłem słowa "fusion" w rozumieniu "gatunek".
    co do reszty - przy niezwykle liberalnym podejściu można powiedzieć, że wszystko
    jest jazzem. albo popem. bądź zwyczajnie, bez zadęcia - muzyczką. do wyboru. :)
  • pszemcio1 30.03.07, 07:33
    ihopeyouwilllikeme napisał:

    > W tym tygodniu zamierzam podjąć kolejną próbę przekonania się do jazzu, tym
    > razem oglądając go na żywo. Tymczasem chętnie bym poznał Wasze poglądy
    > odnośnie pytania w temacie :)

    a tak konkretnie to co sobie zapodałeś?
  • ihopeyouwilllikeme 30.03.07, 13:35
    > a tak konkretnie to co sobie zapodałeś?

    Niestety, teraz nie wypaliło :( Ale będą kolejne szanse. Generalnie rozglądam
    się za jazzowymi koncertami w lubelskich knajpach, zarówno nazwy zespołów, jak i
    nazwiska muzyków są mi kompletnie nieznane ( z polskich jazzmanów to ja kojarzę
    Śmietanę, Ptaszyna Wróblewskiego, Stańkę, i może kilku innych ). Chyba Jarecki
    tu kiedyś napisał, że jazz trzeba poznać " na żywo ", i to sobie wziąłem do
    serca. Z płyt jazzowych znam Kind Of Blue, Sketches Of Spain, Birth Of The Cool,
    Love Supreme, i chyba tyle..
    --
    ForumU2
  • sojuz1 30.03.07, 12:15
    Jazz to jest jak napierniczają na trąbkach: tru tu tu tu tu ru tu, tru tu tu tu
    tu.
  • jazzfoxy 30.03.07, 14:59
    Guzik prawda :) Potrafia napierniczac np. prawie na samych basach:
    diapazon.pl/PelnaPlyta.php?Id=7087
    --
    "trzymajmy się za dłonie dopóki są jeszcze ciepłe"
    Piotr Macierzyński
  • jan.kran 31.03.07, 17:24
    Jazz można grać na każdym instrumencie , ważne zeby filing był:))

    A co do słuchania na żywo to rzeczywiście jest to możliwość szybkiego poznania
    tejże muzyki.
    Nie ma jak zadymiony klub jazzowy , koncert Davisa w starożytnym amfitetrze ,
    Brubecka na świeżym powietrzu lub JnO.
    Mówię z doświadczenia:)
    Kran


    --
    Gruboskórnych drażni najcieńsza aluzja.S.J.L.
  • turque 02.04.07, 11:37
    Odpowiem parafrazując Mingusa: if you feel it you know it. Żadana definicja
    encyklopedyczna nie da wyobrażenia tego, czym jest jazz komuś kto go nie słyszał
    i nie poczuł.
  • tysia2 01.05.07, 16:20
    Na jednym forum znalazłam jakże obrazoburczą definicję, że jazz jest wtedy gdy
    muzykom nie chcę się pisać piosenek.

    Kiedyś miałam nadzieję, że z wiekiem się przekonam, ale niestety nie udało się :-)
  • noizzy 01.05.07, 16:51
    Jazz pierwotnie oznaczał akt... płciowy :P Purytanie potem przerzucili to słowo
    na muzykę, która kojarzyła im się z (brzydkim/nieczystym/obrazoburczym) seksem
    właśnie. Przynajmniej według seksuologów takie są źródła tego słow, ale wiadomo,
    że oni wszędzie widzą tylko jedno ;) I taka jest właśnie cecha łącząca ich i z
    purytanami :)

    A tak bardziej poważnie, to ponieważ jestem bardzo ograniczonym człowiekiem to:

    a) w moim świecie jazz istnieje tylko i wyłącznie "na żywo" i na płytach
    winylowych (bigbandy, Miles, Armstrong, Gershwin)

    b) w moim świecie utwór jazzowy musi mieć trąbkę albo saksofon

    c) w moim świecie nie ma miejsca na jedną wielką improwizację, bo to po prostu
    brzmi tak, że nie brzmi po prostu (logika zawsze była moją mocną stroną:P)
    Kiedyś nawet próbowałem posłuchać tej muzyki, ale chyba kiepsko trafiłem, bo
    najpierw dostałem do ręki Ornette`a Colemana, czyli pana od free-jazzu, i się
    załamałem, a potem jakiś album Pink Freud, z czego spodobała mi się tylko nazwa
    zespołu i tytuł jednego utworu: "Piasek piasek góra piasku" ;)

    Ale może kiedyś jeszcze spróbuję...


    --
    ...peace & roll...
  • jazzfoxy 01.05.07, 16:57
    noizzy napisał:


    > Kiedyś nawet próbowałem posłuchać tej muzyki, ale chyba kiepsko trafiłem, bo
    > najpierw dostałem do ręki Ornette`a Colemana, czyli pana od free-jazzu, i się
    > załamałem, a potem jakiś album Pink Freud, z czego spodobała mi się tylko nazwa
    > zespołu i tytuł jednego utworu: "Piasek piasek góra piasku" ;)
    >
    > Ale może kiedyś jeszcze spróbuję...

    Dlaczego się załamałeś? Ornette to prawdziwy as jazzu!

    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehud Amichaj
  • noizzy 01.05.07, 18:36
    jazzfoxy napisała:

    > Dlaczego się załamałeś? Ornette to prawdziwy as jazzu!

    Skoro on jest "asem jazzu" to, jeżeli mam jazzu zacząć słuchać, zdecydowanie
    muszę sięgnąć po tych muzyków niższych lotów ;)


    --
    ...peace & roll...
  • jazzfoxy 01.05.07, 19:02
    noizzy napisał:

    > jazzfoxy napisała:
    >
    > > Dlaczego się załamałeś? Ornette to prawdziwy as jazzu!
    >
    > Skoro on jest "asem jazzu" to, jeżeli mam jazzu zacząć słuchać, zdecydowanie
    > muszę sięgnąć po tych muzyków niższych lotów ;)
    >
    Nie niższych lotów, tylko coś łatwiejszego. Może Shortera, albo Davisa?
    Metheny'ego sobie odpuść. A znasz ostatnią płytę Colemana "Sound Grammar"?
    Polecam.

    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehud Amichaj
  • braineater 01.05.07, 19:04
    w ten sposób za chwilę dojdziemy do panny Czopek, Krall i innych div <w czeskim znaczeniu> jazzu.
    A jazz powinien boleć i tyle:)

    P:)
    --
    Zona:Silesia
  • jazzfoxy 01.05.07, 19:24
    braineater napisał:

    > w ten sposób za chwilę dojdziemy do panny Czopek, Krall i innych div <w cze
    > skim znaczeniu> jazzu.
    > A jazz powinien boleć i tyle:)

    Tylko bez takich mi tu. Czopek i to co daje Kydryński to nie jazz, tylko smuty.
    Nie wiem co mogę polecić. Jednych boli Keith Jarrett, innych Pharoah Sanders.
    Może coś nowego, np. Vandermark, Douglas czy Molvaer?
    Na pewno coś z mojej wizytówki :)
    A Coltrane też nie chwyta?

    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehud Amichaj
  • braineater 01.05.07, 19:43
    Mnie tam Coltrane chwyta, szczególnie sesje z Dolphym, czy Bye, bye Blackbird, AfroBlue Impressions i tak dalej..
    Nie wiem, zawsze mi się wydawało, że podchodzenie do jazzu, typu knajpa, dobre wino i jakiś kotlet-band na scenie, to jakby zaprzeczenie całemu statusowi tego typu grania. To nie ma byc muzyka, przy której bajerujemy jakąś laskę, albo obamawiamy kontrakt na pierdyliard dolarów, tylko to maja być takie dźwięki, które nie pozostawiają w głowie miejsca na nic innego - zresztą każda dobra muzyka chyba się powinna czymś takim charakteryzować. Siedząc na koncercie jakiś zawodowych wymiataczy pakujesz się w taką sytuację, że juz po pierwszych dźwiękach zapominasz, że obok stoi flaszka, że fajka się dopala w popielniczce, a koledzy wyszli zapalić blanta, bo coś nudno, tylko patrzysz na tych gości i zastanawiasz się jakim cudem są w stanie wykrzesać taką magię dźwięków, albo i nie jesteś w stanie się zastanawiać, tylko siedziśż z dziobem rozdziawionym i dajesz się gwałcić.
    I wtedy jest jazz:)
    Polecać to nie ma co chyba, bo do jazzu albo się dochodzi samemu, albo się nie dochodzi. nie znam nikogo, kto dąłby się 'nauczyć' słuchania jazzu.

    P:)
    --
    Zona:Silesia
  • jarecki32 01.05.07, 20:07
    braineater napisał:

    > > Nie wiem, zawsze mi się wydawało, że podchodzenie do jazzu, typu knajpa,
    dobre > wino i jakiś kotlet-band na scenie, to jakby zaprzeczenie całemu
    statusowi tego> typu grania.

    widze, ze kolega Brejn udaje nie-winnego.
    Tymczasem, jeden z moich idoli lat pacholecych, niejaki Muniak Jasiu, grania w
    Palacu lub innych wroclawskich Katakumbach bez otwartej butelki z winem nie
    rozpoczynal.
    Nie nalezy mylic dobrego wina ze schabowym czy z laskami, chocby dla zasady :)
  • pszemcio1 01.05.07, 20:56
    braineater napisał:

    > Mnie tam Coltrane chwyta, szczególnie sesje z Dolphym, czy Bye, bye
    Blackbird,
    > AfroBlue Impressions i tak dalej..
    > Nie wiem, zawsze mi się wydawało, że podchodzenie do jazzu, typu knajpa,
    dobre
    > wino i jakiś kotlet-band na scenie, to jakby zaprzeczenie całemu statusowi
    tego
    > typu grania. To nie ma byc muzyka, przy której bajerujemy jakąś laskę, albo ob
    > amawiamy kontrakt na pierdyliard dolarów, tylko to maja być takie dźwięki,
    któr
    > e nie pozostawiają w głowie miejsca na nic innego - zresztą każda dobra
    muzyka
    > chyba się powinna czymś takim charakteryzować. Siedząc na koncercie jakiś
    zawod
    > owych wymiataczy pakujesz się w taką sytuację, że juz po pierwszych dźwiękach
    z
    > apominasz, że obok stoi flaszka, że fajka się dopala w popielniczce, a
    koledzy
    > wyszli zapalić blanta, bo coś nudno, tylko patrzysz na tych gości i
    zastanawias
    > z się jakim cudem są w stanie wykrzesać taką magię dźwięków, albo i nie
    jesteś
    > w stanie się zastanawiać, tylko siedziśż z dziobem rozdziawionym i dajesz się
    g
    > wałcić.
    > I wtedy jest jazz:)
    > Polecać to nie ma co chyba, bo do jazzu albo się dochodzi samemu, albo się
    nie
    > dochodzi. nie znam nikogo, kto dąłby się 'nauczyć' słuchania jazzu.
    >

    właściwie to co wczesniej napisałem to chciałem powiedziec tak jak brajn tylko,
    że on jest zdolniejszy , a dodatkowo dziś impreza urodzinowa brata:)

    co do polecania powiem tak, myslałem sobie w pewnym momencie "boszzz jakie nudy
    z tymi gitarami - dajcie mi kurwa coś dla odmiany", kupiłem Davisa. trachę z
    chęci posnobowania bo wszyscy co mają jakieś pojęcie o muzie znają dobrze
    gościa, a ja zawsze taki borok. no i wciągnąłem się. i np. silent way (w ogóle
    fusion) to nie są trudne rzeczy i chyba najłatwiej od takich płyt zacząć
    (chociaż nie wiem bo jak Crossing to fusion to wcale nie łatwo:).
    w każdym razie .... co to ja chciałem.... brajn ma rację że nie ma co
    polecać... heh
  • jarecki32 01.05.07, 18:17
    noizzy napisał:

    >>
    > a) w moim świecie jazz istnieje tylko i wyłącznie "na żywo" i na płytach
    > winylowych (bigbandy, Miles, Armstrong, Gershwin)
    >
    No wlasnie,
    dla mnie nagrania jazzowe to jest jakies nieporozumienie, choc sam sporo tych
    plyt kupuje (chyba tylko po to aby sie w tej tezie utwierdzac)
    Jazz to dla mnie muzyka kameralna i na zywo. Najlepiej niewielki (moze byc
    nawet zadymiony) klub, butelka dobrego wina na stoliku, a wtedy najbardziej
    ambitny free-jazz moze sie okazac niezapomnianym przezyciem.
    Jest tych klubow na swiecie nawet calkiem sporo ale trzeba je znalezc.
    Nie tak dawno sluchalem dwoch gosci na tenorach z perkusja. Coz oni nie
    wyczyniali z tymi instrumentami, nieprawdopodobna intensywnosc, zywiolowosc,
    ekspresja. Nawet najbardziej odjazdowe punkowe kapele to przy nich rachityczne
    anemiki.
    A wracajac do plyt, to daja sie sluchac te spokojniejsze : niektore plyty
    Methenyego, jazz-samba (najlepiej na gitarze, chocby Strobel), jazz-blues
    (Frisell, Jimmy Smith) albo jazz-crossover jak Feist.
  • jazzfoxy 01.05.07, 19:04
    Nie wyobrażam sobie dnia bez jazzu. A jak go słuchać inaczej? Koncerty
    uwielbiam, ale nie mam możliwości chodzić na nie codziennie, bo ich nawet nie
    ma. Chyba, że kupię sobie trąbkę i będę siebie słuchać :)
    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehud Amichaj
  • jarecki32 01.05.07, 19:23
    jazzfoxy napisała:

    > Nie wyobrażam sobie dnia bez jazzu. A jak go słuchać inaczej? Koncerty
    > uwielbiam, ale nie mam możliwości chodzić na nie codziennie, bo ich nawet nie
    > ma. Chyba, że kupię sobie trąbkę i będę siebie słuchać :)

    A to juz jest insza inszosc, skoro tak to bez plyt czy innych mp-trojek sie nie
    obejdzie.
    Tyle, ze dla mnie jazz z nagran studyjnych prawie zawsze bedzie wykastrowany.
    Ale od czegoz sa nagrania z koncertow ? Akurat w jazzie nie brakuje nagran
    najwyzszej jakosci, wino mozna popijac w domu, do tego odrobine wyobrazni i
    moze byc calkiem dobrze.


  • pszemcio1 01.05.07, 20:47
    jarecki32 napisał:

    > Tyle, ze dla mnie jazz z nagran studyjnych prawie zawsze bedzie wykastrowany.
    > Ale od czegoz sa nagrania z koncertow ? Akurat w jazzie nie brakuje nagran
    > najwyzszej jakosci, wino mozna popijac w domu, do tego odrobine wyobrazni i
    > moze byc calkiem dobrze.

    a to jeszcze dodam że przeciez spora część płyt jazzowych szczegółnie starszych
    była z buta nagrywana. ze sztandarowym Kind of blue na czele więc z tą
    kastracją chyba nie tak oczywiste
  • pszemcio1 01.05.07, 20:44
    jarecki32 napisał:

    > No wlasnie,
    > dla mnie nagrania jazzowe to jest jakies nieporozumienie, choc sam sporo tych
    > plyt kupuje (chyba tylko po to aby sie w tej tezie utwierdzac)
    > Jazz to dla mnie muzyka kameralna i na zywo. Najlepiej niewielki (moze byc
    > nawet zadymiony) klub, butelka dobrego wina na stoliku, a wtedy najbardziej
    > ambitny free-jazz moze sie okazac niezapomnianym przezyciem.

    nie zgadzam się. ja do geniuszu wielu nagrań jazzowych dochodze po wielokrotnym
    przesłuchaniu. musze oswoić dźwięki, polubić się z nagraniami. no pokażcie mi
    kto załapie Music for K za pierwszym podejściem? kto nie słysząc tego nigdy
    zachwycie sie na koncercie ? no sorry, nie da rady. jazz na koncercie?
    oczywiście że cudo i pewnie istota, ale rola nośnika w tej niełatwej muzyce
    znaczna (szczególnie dla ignorantów wychowanych na prostych rockowych gitarach -
    jak ja)


    w ogóle trochę mnie drażni ograniczanie tej muzyki do konwencji w stylu "taaaa,
    jazz, to poczekaj ja kupię wino, wypalę paczkę fajek w ciemnym pokoju żeby dym
    gryzł w oczy, a ty ubierz czerwoną sukienke i się wyszminkuj". to nie ma z
    dźwiękami wiele wspólnego. to otoczka która wypacza wszystko. nie ma co sie
    snobowac na murzyna w ciemnych okularach, o dźwięki chodzi.

    jazz interesuje mnie od roku może tak na poważnie. staram się na razie nie
    kombinować tylko sięgac po tych naprawdę najbardziej uznanych. i faktycznie
    tacy artyści jak Hancock, Davis, Mingus, Coltrane, Shroeter, nasz Stańko czy
    Weather Report albo Soft Machine to są wykonawcy przy których klęczę. no serio.
    Ani się jakoś nie znam szczególnie ani nie chce się mądrzyć. kiedyś myślałem,
    że nigdy takich dźwięków nie załapię, a teraz jak idę do sklepu to własciwie
    ciągnie mnie tylko do półki z Jazzem. trzeba to poczuć - fakt, ale teraz jak
    sobie Mingusa zapuszczam to orgazm.

    to tak na marginesie:)
  • jazzfoxy 01.05.07, 21:16
    pszemcio1 napisał:


    > jazz interesuje mnie od roku może tak na poważnie. staram się na razie nie
    > kombinować tylko sięgac po tych naprawdę najbardziej uznanych. i faktycznie
    > tacy artyści jak Hancock, Davis, Mingus, Coltrane, Shroeter, nasz Stańko czy
    > Weather Report albo Soft Machine to są wykonawcy przy których klęczę. no serio.
    >
    > Ani się jakoś nie znam szczególnie ani nie chce się mądrzyć. kiedyś myślałem,
    > że nigdy takich dźwięków nie załapię, a teraz jak idę do sklepu to własciwie
    > ciągnie mnie tylko do półki z Jazzem. trzeba to poczuć - fakt, ale teraz jak
    > sobie Mingusa zapuszczam to orgazm.
    >
    > to tak na marginesie:)

    Widzę, że złapałeś bakcyla i najlepsze przed Tobą. Najpiękniejsze jest to, że
    jazz jest nie do ogarnięcia. Znam tylko kroplę w morzu, choć słucham od
    kilkunastu lat. Właściwie poza jazzem już niewiele słucham. Nudzi mnie co innego.
    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehud Amichaj
  • pytajnick 01.05.07, 21:37
    jazzfoxy napisała:

    > Najpiękniejsze jest to, że
    > jazz jest nie do ogarnięcia.

    A który gatunek jest do ogarnięcia w dzisiejszych czasach? :-)

    --
    myspace.com/microgone
  • jarecki32 01.05.07, 21:51
    pytajnick napisał:

    > jazzfoxy napisała:
    >
    > > Najpiękniejsze jest to, że
    > > jazz jest nie do ogarnięcia.
    >
    > A który gatunek jest do ogarnięcia w dzisiejszych czasach? :-)
    >
    country jest
  • jazzfoxy 01.05.07, 21:55
    pytajnick napisał:

    > jazzfoxy napisała:
    >
    > > Najpiękniejsze jest to, że
    > > jazz jest nie do ogarnięcia.
    >
    > A który gatunek jest do ogarnięcia w dzisiejszych czasach? :-)

    Nie wiem, bo innych raczej nie słucham. Tego jednego póki co - nie ogarniam :)

    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehud Amichaj
  • jarecki32 01.05.07, 21:51
    nie zgadzam się. ja do geniuszu wielu nagrań jazzowych dochodze po wielokrotnym
    >
    > przesłuchaniu. musze oswoić dźwięki, polubić się z nagraniami. no pokażcie mi
    > kto załapie Music for K za pierwszym podejściem? kto nie słysząc tego nigdy
    > zachwycie sie na koncercie ? no sorry, nie da rady. jazz na koncercie?
    > oczywiście że cudo i pewnie istota, ale rola nośnika w tej niełatwej muzyce
    > znaczna (szczególnie dla ignorantów wychowanych na prostych rockowych
    gitarach jak ja)
    >
    Pszemcio, ja nie napisalem, ze kazdy powinien odczuwac tak jak ja.
    Przygode z muzyka rozpoczynalem jako mlody chlopak chodzac na koncerty, pozniej
    jako student glownie na jazzowe. Dlatego tak je sobie chwale bo to dla mnie
    przyzycie jakies 20 decybeli bardziej intensywne niz ze sluchawek.


    >
    > w ogóle trochę mnie drażni ograniczanie tej muzyki do konwencji w
    stylu "taaaa,
    >
    > jazz, to poczekaj ja kupię wino, wypalę paczkę fajek w ciemnym pokoju żeby
    dym
    > gryzł w oczy, a ty ubierz czerwoną sukienke i się wyszminkuj". to nie ma z
    > dźwiękami wiele wspólnego. to otoczka która wypacza wszystko. nie ma co sie
    > snobowac na murzyna w ciemnych okularach, o dźwięki chodzi.

    A tego to juz calkiem nie kumam.
    A kto tu pisze, ze jazz to otoczka ?
    Jesli cos napisalem, ze lubie sluchac jazzu w klubie ( i scierpie nawet dym z
    papierosa) to chodzilo mi o pewien klimat i intymnosc, ktora w pewnych klubach
    mozna znalezc.
  • pszemcio1 02.05.07, 00:38
    jarecki32 napisał:

    > A tego to juz calkiem nie kumam.
    > A kto tu pisze, ze jazz to otoczka ?
    > Jesli cos napisalem, ze lubie sluchac jazzu w klubie ( i scierpie nawet dym z
    > papierosa) to chodzilo mi o pewien klimat i intymnosc, ktora w pewnych klubach
    >
    > mozna znalezc.

    ok
  • pszemcio1 02.05.07, 00:49
    jarecki32 napisał:

    > Pszemcio, ja nie napisalem, ze kazdy powinien odczuwac tak jak ja.
    > Przygode z muzyka rozpoczynalem jako mlody chlopak chodzac na koncerty,
    pozniej
    >
    > jako student glownie na jazzowe. Dlatego tak je sobie chwale bo to dla mnie
    > przyzycie jakies 20 decybeli bardziej intensywne niz ze sluchawek.

    no ale ja dobrze wiem, że nie każesz mi mysleć tak jak ty. wyrażasz pogląd na
    forum ja się do niego ustosunkowuje, czyli przedstawiam "Swój" punkt widzenia.
    każdy z własnej prespektywy. po prostu odniosłem sie do stwierdzenia
    że "nagrania jazzowe to nieporozumienie". w mojej opinii jest odwrotnie.
    wymiana poglądów - na tym polega dyskusja zdaje się
  • jarecki32 02.05.07, 14:15
    no dobrze, moze wiec powinienem wyjasnic dlaczego napisalem "nieporozumienie".
    Choc wlasciwie nie ma co wyjasniac zwazywszy, ze juz pierwszy glos w tej
    dyskusji trafil w sedno wylapujac najbardziej istotny element jazzu czyli
    improwizacje. Dla mnie improwizacja w studio jest jakims nieporozumieniem bo z
    definicji powinna byc nieprzewidywalna, unikalna. A w studio ten element
    nieprzewidywalnosci nie ma tej autentycznosci jak podczas grania na zywo gdy
    nie ma mozliwosci na fast-rewind and re-do.
  • pszemcio1 02.05.07, 14:55
    ja nie wiem czemu zakładasz że improwizacja w studiu nie miałaby byc unikalna i
    nieprzewidywalna. jeśli by tak było to by nie była improwizacją
  • jarecki32 02.05.07, 15:20
    pszemcio1 napisał:

    > ja nie wiem czemu zakładasz że improwizacja w studiu nie miałaby byc unikalna
    i
    >
    > nieprzewidywalna. jeśli by tak było to by nie była improwizacją

    Nieprzewidywalna jest jesli jej sluchasz pierwszy raz, pozniej juz nie.

    Poza tym umowmy sie, ja nie twierdze, ze plyty jazzowe studyjne sa do niczego.
    Bo nie sa, jest wiele wybitnych plyt studyjnych.
    Tyle ze muzycy jazzowi w przeciwienstwie do muzykow rockowych maja ogromne
    umiejetnosci i czesto te niezwykla witalnosc, ktore to atrybuty najlepiej
    potrafia przekazac grajac na zywo.
    Z drugiej strony scena jazzowa w Polsce na pewno sie zmienila. Szczerze mowiac
    to nie wiem czy taki Jasio Muniak jeszcze zyje, a jesli tak to czy wystepuje ?
    A taki Tomek Szukalski, a Jan Ptaszyn ? Ci ludzie w dawnej Polsce tworzyli
    atmosfere, byli prawdziwymi entuzjastami i animatorami. Spotykac sie z nimi to
    byla wielka przyjemnosc.

  • jazzfoxy 02.05.07, 19:00
    jarecki32 napisał:


    > Z drugiej strony scena jazzowa w Polsce na pewno sie zmienila. Szczerze mowiac
    >
    > to nie wiem czy taki Jasio Muniak jeszcze zyje, a jesli tak to czy wystepuje ?
    > A taki Tomek Szukalski, a Jan Ptaszyn ? Ci ludzie w dawnej Polsce tworzyli
    > atmosfere, byli prawdziwymi entuzjastami i animatorami. Spotykac sie z nimi to
    > byla wielka przyjemnosc.
    >

    No wiesz? Z tego co wiem pan Muniak ma się dobrze, chyba prowadzi klab jazzowy
    w Krakowie. Ptaszyn zagrał wczoraj w Birdland! Niedawno widziałam go w
    Tygmoncie. Szukalskiego też.
    Ale masz rację polska scena jazzowa się zmienia. Dużo się dzieje. Ostatni
    koncert na jakim byłam to koncert Piotra Barona z Wadadą Leo Smithem. Piękny
    koncert.
    Może warto sięgnąć po nagrania Trzaski, Wojtasika, Walickiego czy Olesiów?
    A najlepiej wybrać się na koncert.
    Ihope namieszał z tym koncertem :)
    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehud Amichaj
  • jarecki32 02.05.07, 20:15
    jazzfoxy napisała:

    > jarecki32 napisał:
    >
    >
    > > No wiesz? Z tego co wiem pan Muniak ma się dobrze, chyba prowadzi klab
    jazzowy
    > w Krakowie. Ptaszyn zagrał wczoraj w Birdland! Niedawno widziałam go w
    > Tygmoncie. Szukalskiego też.
    > Ale masz rację polska scena jazzowa się zmienia. Dużo się dzieje. Ostatni
    > koncert na jakim byłam to koncert Piotra Barona z Wadadą Leo Smithem. Piękny
    > koncert.
    > Może warto sięgnąć po nagrania Trzaski, Wojtasika, Walickiego czy Olesiów?
    > A najlepiej wybrać się na koncert.
    > Ihope namieszał z tym koncertem :)

    Faktycznie, nie tylko ze zyje ale nawet zdrowo sie prezentuje (sprawdzilem jego
    strone, ma dopiero 66 lat)
    Niech sobie zyje i jazzuje jeszcze dalszych sto :)
  • noizzy 31.05.07, 12:11
    Ekhm... ekhm... pozwolę sobie pochwalić się kolejnym zwycięstwem w konkursie pt.
    "Jazz" - tym razem zabrałem się za Leszka Możdżera ("Impressions on Chopin") i
    trio z jego udziałem plus Danielsson i Fresco ("Between Us And The Light") i nie
    mogę się od tych albumów oderwać. Fascynujące :)

    A ja, głupi, zawsze się zastanawiałem dlaczego moja polonistka w LO tak się tym
    Możdżerem jarała ;)
    --
    tnij.org/wyrwanyzkontekstu

    ...człowiek tysiąca blogów...:P
  • jazzfoxy 03.06.07, 18:35
    noizzy napisał:

    > Ekhm... ekhm... pozwolę sobie pochwalić się kolejnym zwycięstwem w konkursie pt
    > .
    > "Jazz" - tym razem zabrałem się za Leszka Możdżera ("Impressions on Chopin") i
    > trio z jego udziałem plus Danielsson i Fresco ("Between Us And The Light") i ni
    > e
    > mogę się od tych albumów oderwać. Fascynujące :)
    To jeszcze "The Time" też z Danielssonem i Fresco.
    A znasz Miłość? Polecam też Wojtasika, Pierończyka, Sikałę.
  • noizzy 03.06.07, 18:59
    jazzfoxy napisała:

    > A znasz Miłość?

    Nie, ale zaraz poznam, bo właśnie zniosłem do domu "Talkin` about life and death" :)
    --
    tnij.org/wyrwanyzkontekstu

    ...człowiek tysiąca blogów...:P
  • jazzfoxy 03.06.07, 19:49
    noizzy napisał:

    A znasz Miłość?
    >
    > Nie, ale zaraz poznam, bo właśnie zniosłem do domu "Talkin` about life and deat
    > h" :)

    Świetna płyta! Z Lesterem Bowie. Aż sobie włączę. Pięknie się zaczyna od
    "Venus in Furs" VU.
    --
    "Tam, gdzie mamy rację, nie wyrośnie żaden kwiat".
    Jehuda Amichaj
  • cze67 04.06.07, 09:33
    Pierwsza Miłość (he, he) jest najpiękniejsza.

    --
    My name is Lucypher
    Please take my hand
  • tempe 04.06.07, 09:34
    a czy to koncert z Lesterm Bowie?
    ogień z trąby
  • noizzy 05.06.07, 14:12
    Fantastyczna ta Miłość :) A skoro to ich ostatnie nagranie, to znak, że nie
    skończyli się na "Kill`em All", więc będzie trzeba sięgnąć po wcześniejsze :)
    --
    tnij.org/wyrwanyzkontekstu

    ...człowiek tysiąca blogów...:P
  • cze67 05.06.07, 14:35
    Tymon planuje wydać jeszcze jedną płytę nagraną niegdyś z Bowiem.

    --
    My name is Lucypher
    Please take my hand
  • tempe 01.06.07, 09:32
    Tyrmand fajnie napisał w "U brzegów jazzu":
    spotkanie polskiego robotnika przymusowego z niemieckim żołnierzem
    "ależ napierdalaja na perkusji, kontrabasie, trąbie"

    oczywiście to żołnierz niemiecki miał gramofon
  • ihopeyouwilllikeme 27.06.07, 12:33
    Moi państwo, dziś mnie już jazz nie ominie ! Dziś zamierzam stracić jazzowe
    dziewictwo na koncercie Ptaszyn Wróblewski Quartet.. to nie ja wybrałem, ale
    gościa znam, więc musi być kimś porządnym.
    --
    Forum U2
    Londyn
  • ihopeyouwilllikeme 27.06.07, 12:37
    <ja p*** autentycznie oduczyłem się pisać po polsku ://///>
    --
    Forum U2
    Londyn
  • cze67 27.06.07, 14:29
    Nie wiem czy to dobry pomysł, żeby zaczynać od JPW:-) Mnie sie osobiście
    Ptaszyn kojarzy z zachowawczym i archaicznym jazzowym graniem na zasadzie:
    temat-solówki poszczególnych muzyków-powrót do tematu, które mnie tak sobie
    kręci (a także anegdotą teddiego o jego koncertowym kiksie). Ale przyznam, że
    znam go tylko z kilku okazjonalnych SŁUCHAŃ w radio, więc mogę się jakże
    głęboko mylić.

    --
    My name is Lucypher
    Please take my hand
  • braineater 27.06.07, 14:46
    Bywszy ongiś na JPW live parokroć, jako straszliwie zesnobowany nastol, co mu koledzy powiedzieli, że jazzu mozna juz słuchać i w sumie nie była to jakaś straszliwa tragedia, mimo, że chyba wszystkie koncerty odbywały się w Teatrze Rozrywki, czyli mocno niefajnym miejscu na koncerty. Pan Janek potrafi wyciąć porzadną solówkę (fakt, że od 40 lat jedną i ta samą) a i zespól sobie tez niexle radził w takich klasycznych kotletowo-barowych układach. Jak na początek, to może i dobry wybór - może cię wynudzić, ale nie skrzywdzi.

    P:)
    --
    Frustrated attempt to be brilliant about nothing
  • ihopeyouwilllikeme 27.06.07, 16:43
    Zachowawcze, archaiczne granie to chyba dobre na początek ? Przecież nie będę
    zaczynał od awangardy.. w każdym razie napiszę czy i jak się podobało.
    --
    Forum U2
    Londyn
  • cze67 27.06.07, 16:50
    Ja tam uważam, że najlepiej zaczynać od najlepszych:-)

    Ale OK, OK, idź i chłoń.

    --
    My name is Lucypher
    Please take my hand
  • ihopeyouwilllikeme 27.06.07, 23:19
    No nie spodziewałem się że będzie tak fajnie. Początek był drętwy, ale jak się
    panowie rozkręcili to taka energia ze sceny biła, że aż zły byłem, iż jest to
    taki " oficjalny ", " garniturowy " koncert, bo najchętniej bym sobie zszedł
    pod scenę, i potrzepał łbem.. Jazz jest ekstra !
    --
    Forum U2
    Londyn

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka