Dodaj do ulubionych

OPENER Festiwal - podsumowanie

02.07.07, 12:28
Na początek powiem tak: warto było wydać pieniądze na karnet chociażby dla
jednego koncertu. Dla Bjork. Że o Sonic Youth, The Roots, LCD Soundsystem,
Groove Armadzie, Pink Freudzie, Bassisters Orchestrze, Block Party, Aptece,
Afro Kolektywie, Dick4Dick, Beastie Boys, The Car Is On Fire, Andym czy Out
Of Tune nie wspomnę.

--
Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
Edytor zaawansowany
  • cze67 02.07.07, 13:04
    Jak to niezwykle trafnie, I W SWOIM STYLU, powiedział po występie pani z
    Islandii kol. aimarek nawiązując do słynnego powiedzenia piłkarskiego:
    - Piłka nożna to taka gra gdzie 22 zawodników biega za piłką, a na końcu i tak
    wygrywa...
    - Bjork - NIEZWYKLE TRAFNIE dopowiedział kol. ilhan.

    Prościej: Bjork POZAMIATAŁA.

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • grimsrund 02.07.07, 13:16
    Wiedzieliśmy to już wcześniej, niemal na żywo, od naszego specjalnego
    korespondenta, więc już nie trzeba nam powtarzać :)
  • cze67 02.07.07, 13:20
    Ja widziałem koncert BB (bardzo dobry zresztą), więc nie czułem potrzeby
    oglądania ich raz jeszcze.

    I, MOTYLA NOGA, ANI TROCHĘ NIE ŻAŁUJĘ.

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • pizmak31 02.07.07, 13:26
    a moze cos wiecej ktos by napisal dla tych, co czas openera spedzili nad
    kolyska, a nawet dwiema?
    --
    candy says she wants me with her
    down in candyland
  • cze67 02.07.07, 13:27
    Napiszę (i inni w przyszłości z pewnością też), kiedy uporam się z bieżącą
    robotą (zwaną w dziennikarskim slangu - bieżączką).

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • cze67 02.07.07, 13:39
    Szybciutko tylko przelecę się po klasyfikacji punktowej:

    Bjork - poza WSZELKĄ klasyfikacją

    Sonic Youth - 9/10
    The Roots - 9/10
    LCD Soundsystem - 9/10
    Groove Armada - 9/10
    Pink Freud - 10/10
    Bassisters Orchestra - 10/10
    Block Party - 8/10
    Apteka - 9/10
    Afro Kolektyw 8/10
    Dick4Dick - 9/10
    Beastie Boys - 8/10
    The Car Is On Fire - 7/10
    Andy - 7/10
    Out Of Tune 7/10

    Liczył się poziom emocji, jaki we mnie występ danego wykonawcy wywołał.

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • cze67 02.07.07, 13:51
    I jeszcze kawałki widziane/słuchane w przelocie:

    OSTR - nie widziałem całości, ale podobało mi się, to co zdołałem - 8/10
    Novika - 5/10
    Cała Góra Barwinków - dwa numery, ska dla małolatów i niewyjściowy frontman 3/10
    Indios Bravos - straszne to było 0/10

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • cze67 02.07.07, 14:01
    opener.blox.pl/html
    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • cze67 02.07.07, 14:42
    Przypominam o takim wątku:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=44982619&wv.x=1&v=2&s=0
    w sumie mało co się nam sprawdziło (mnie na ten przykład tylko AfroK), ale i
    tak chyba jesteśmy CAŁĄ BANDĄ usatysfakcjonowani (członkowie są teraz w drodze
    do domów, więc natenczas pozwoliłem sobie samozwańczo mienić się ich
    rzecznikiem).

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • ilhan 02.07.07, 21:18
    cze67 napisał:

    > Liczył się poziom emocji, jaki we mnie występ danego wykonawcy wywołał.

    Poziom emocji Cze mierzy się długością "EEEEEEEEEEEEEEE!!!!!" po zakończeniu utworu, dodajmy.
  • glebogryzarka1 02.07.07, 15:24
    mnie sporo ominęło, zwłaszcza w sobotę, bo najpierw stałem w korku a potem
    wyjebałem się w błoto.
    najlepsze: Groove Armada, Bjork, Pink Freud i Apteka. może jeszcze Bloc Party,
    sam się dziwię.
    najgorsze: Bassisters Orchestra, Mikromusic, Farel Gott (zamieniony w ostatniej
    chwili miejscami z Dizzee - jak ludzie ruszyli do wyjścia to zapowiadało się
    Heysel), Beastie Boys na namiotowej niestety, wszystkie przystanki Woodstock
    (ska/reggae) które widziałem a nazw nie pamiętam.
    największy żal dupę ściska: że nie zdążyłem w niedzielę na Me Myself & I. był
    ktoś?
    aha, i przepraszam cze67 za nieodezwanie się w sprawie mieszkania, ale mój stan
    ogólny niestety nie pozwolił
  • cze67 02.07.07, 15:35
    Kurcze, Bassisters Ci się nie podobało? Zdziwiony jestem. Dla mnie oni i Pink
    Freud to oprócz fruwającej ponad Bjork, najlepsze, najbardziej energetyczne
    koncerty Openera. Z czadem i jajem, że tak się wyrażę.

    PS. Trudno.

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • glebogryzarka1 02.07.07, 16:01
    > Kurcze, Bassisters Ci się nie podobało? Zdziwiony jestem. Dla mnie oni i Pink
    > Freud to oprócz fruwającej ponad Bjork, najlepsze, najbardziej energetyczne
    > koncerty Openera. Z czadem i jajem, że tak się wyrażę.

    dobra, może jestem niesprawiedliwy. wytrzymałem tylko trzy bodajże utwory
    (podobnie z Mikromusic) - ale nie jestem już tak cierpliwy jak kiedyś ;)
    w ogóle refleksję mam taką że albo jestem za stary albo za słaby na takie
    EVENTY, highlightem trzydniowego pobytu w Trójmieście okazała się dla mnie tak
    naprawdę zupa rybna w barze Przystań
  • cze67 02.07.07, 16:07
    Ja miałem ochotę na Me, Myself and I, ale jak przyszedłem, to jeszcze trwała
    próba, a potem spotkałem teda i poszliśmy na babeczki z And:-)

    --
    Bluegirls come in every size/Some are wise and some otherwise,
    They got pretty blue eyes. For an hour a man may change
    For an hour her face looks strange - looks strange, looks strange.
  • kubasa 02.07.07, 18:52
    Copy/Paste:

    Pierwszy dzień: najpierw piąty koncert Afro Kolektywu. Jak zawsze fajnie,
    wreszcie nie byłem 1/30 publiki.

    Potem było The Car Is On Fire. Fajnie zaczeli ale pogowanie pod sceną
    skutecznie mnie zachęciło do zjedzenia hamburgera. Niezły.

    Sonic Youth - zajebiście, szkoda że mało tego noise'u. Powinni ten sygnał z pół
    godziny, czterdzieści minut grać to bym doznał. Plus "Cross The Breeze" - spore
    zaskoczenie, ale zagrali swój przecież najlepszy kawałek.

    The Roots - trochę cyrku, ale jak zcoverowali Taliba Kweli to zacząłem skakać i
    żywiołowo reagować. Tym razem z końcówki koncertu wygonil mnie pęcherz. Ale
    wróciłem. Spoko koncert.

    Garniera se darowałem.

    Drugi dzień:

    Ostry straszny czerstwiarz. "Pozdrówcie TW(?)inky Winkiego", "Pozdrowienia dla
    Renatki (Beger)", "Pozdrowienia dla Misia Uszatka". A muza dobra szła, więc
    szkoda że tak smucił.

    Mikrowafle - sympatyczny przerywnik, Carlos Valderrama z kolegami grali jakieś
    retro electro z pojebanymi tekstami. Śmieszne.

    Groove Armada - zajebiście się zaczęło, a potem spadł deszcz to i ja spadłem.

    Crazy P - oglądany z przymusu lekko wynudził. W porządku, z naciskiem na
    wokalistkę.

    Beastie Boys - znowu wygrał pęcherz ze mną, ale podobało mi się. Tak przez
    godzinę. Nie jestem fanem.

    Muse - po dwudziestu minutach poszukiwania melodii znalazłem powrotny autobus.
    Okropne.

    Dzień trzeci:

    Indios Bravos - polazłem z nudów i wylazłem z nudów.

    Bloc Party - w cąlej okaząlości wyszła mizeria tej nowej płyty, bo starsze
    kawałki rewelacyjne przecież. Mimo wszystko myślałem, że będą gorsi.

    Bjork - ludzie zaczęli znikać w pewnym momencie tak bardzo ich nie było przy
    tej postaci. Po raz pierwszy na koncercie (poza Papsami i "Naj story") miałem
    łzy w oczach - podczas Homogenic głównie. A "Army Of Me"- też jeden z
    highlightów. Ogólnie 10/10.

    LCD Soudnsystem - nie lubię nowej płyty, ale koncert choć bez rewelacji to dość
    spoko. Bolała mnie już głowa.


    Hanburger - dość duży, wcale niezły, bez problemów gastrycznych później.
    Polecam, 2 kupony.

    Piwo - okropne i skandal, nijak nie dało się tym podchlać.
    --
    "otworzę okno/zbudzi mnie deszcz/na podłodze wysmagane małże"
  • ilhan 02.07.07, 19:59
    Dzień pierwszy - chyba najwięcej wrażeń, jeśli by je zsumować. Same równe, dobre (TCIOF), bardzo dobre (Roots, Afro Kolektyw) i fantastyczne (Sonic Youth) koncerty. SY wgnietli mnie doborem setlisty, było wszystko o co się modliłem (this next song is called "Schizophrenia" - chyba dreszcz festiwalu mnie przeszedł; "Teen Age Riot" było raczej pewne) i o czym nawet nie marzyłem ("'Cross The Breeze"), hity dopełnione zwiewnymi piosenkami "Rather Ripped", trochę hałasu (motyw z radiem mistrzowski), generalnie nie mam pytań i pierwsza piątka życia, jeśli zastanawiałbym się nad taką listą. Roots byli świetni do momentu, w którym instrumentaliści zaczynali się popisywać niewątpliwą wirtuozerią w sześciominutowych solówkach zmierzających *donikąd* oraz "Masters Of War", gdzie wyziewałem się za cały festiwal. Afro - najlepszy koncert ich, jaki widziałem. TCIOF - do pewnego momentu średnio, przeszkodą pogująca młodzież, nierówno klaszczący ludzie oraz nagłośnienie, które okazało się zupełnie git, kiedy pod koniec oddaliłem się od sceny. Zgadzam się, że mógł to być mało komunikatywny koncert dla kogoś, kto nie zna materiału. Plus zespół wyraźnie preferujący mniejsze obiekty.

    Dzień drugi - dobre Beasties (też nie jestem fanem, ale bawiłem się ok), fajny początek Groove Armady, takie sobie Crazy P (sprawni, dobra frontmanka, materiałowo przeciętne), O.S.T.R. (muzycznie wporzo, "przekaz" obniża ocenę o połowę), śmieszne Mikrowafle z Carlosem Valderramą na wokalu. Aha, arcyfatalne Muse. O ile nie trawię ich płytowo, to w wersji koncertowej zniesmaczyłem się trzy razy bardziej; pompatyczny, przerysowany do granic wytrzymałości show, kumulujący chyba wszystko, co dla mnie najgorsze w muzyce rockowej. Poza tym błoto, mokro, błoto, mokro, błoto, mokro.

    Dzień trzeci - powrót do równej, wysokiej formy dnia nr 1. Przyzwoite Bloc Party, bardzo dobra Bjork (za co w towarzystwie zostałem uznany za głównego malkontenta, że "tylko bardzo dobra?"), kapitalne LCD Soundsystem (czekałem na taką imprezę przez cały festiwal i się doczekałem, więc jeśli widział pod sceną moje zachowanie, to przepraszam).

    Ogólnie impreza na 4+, nieco słabsza niż rok temu, pewnie z uwagi na pogodę i mniej wakacyjno-taneczny, bardziej "poważny" line-up. Dodatkowe minusy to "piwo" Heineken, nierówno klaszczący ludzie, niepotrzebnie klaszczący ludzie (po chuj klaskać na Sonic Youth?!), ewentualnie wpieprzający-się-w-połowie-koncertu-przed-ciebie ludzie (ja tam nie przepuszczam; tak, mówię do ciebie KUDŁATY DEBILU z LCD Soundsystem, sam jesteś "chujowym człowiekiem", ja tak o sobie nie myślę), dalej: niemożność spotkania się przynajmniej z 50% znajomych przebywających na festiwalu, nędzna scena talentów (znaczy to co widziałem), dłuższe niż rok temu kolejki (co zachęcało do przemytu suchego prowiantu, zwłaszcza że wystana w półgodzinnej kolejce kiełbaska należała do najgorszych jakie jadłem w życiu). Plusy: jednak nadal sprawna organizacja (autobusy!), co najmniej dobry poziom większości zagranicznych gwiazd, yyy, coś tam jeszcze, nie wiem, idę szorować buty.

    Pozdro dla wszystkich spotkanych oraz dla tych, z którymi nie zdążyłem się zobaczyć lub z którymi widziałem się zbyt krótko. Nadrobimy za rok.
  • ugugunana 02.07.07, 21:17

    A kto gra aktualnie w Aptece?
  • cze67 03.07.07, 09:26
    ugugunana napisał:

    > A kto gra aktualnie w Aptece?

    Jakiś dwóch nieznanych mi kolesi. Z czego jeden, basista, został wzięty chyba z
    jakiegoś jazzowego ansamblu, wygląd miał statyczny i nierockowy, przez co nieco
    straciło całe widowisko pod tytułem "występ Apteki". Ale Kodym w formie (choć
    ted uważa inaczej), więc i tak był to jeden z najlepszych koncertów festiwalu.
    A przy Cudach i Lusky Sniff to się nawet, pardon le mła, wzruszyłem.
  • cze67 03.07.07, 10:05
    Więc tak:
    Na początek spóźniłem się na Afro Kolektyw, przez co straciłem ze cztery numery
    (w tym TRENERA SZEWCZYKA) za co odpowiedzialność ponosi gdański magistrat oraz
    budowniczowie Galerii Bałtyckiej (zamknięta jedna nitka głównej arterii miasta,
    przez co tworzyły się takie korki, że "z buta", jak się okazało, było nam z
    nefilem do SKM szybciej). Zanim się więc wprowadziłem w odpowiedni koncertowy
    nastrój to Afrosi już właściwie kończyli. A grali z klasą; okazało się także,
    że posiadają fanów nie tylko na tym forum:-)
    Zostałem w namiocie, żeby zobaczyć kilka utworów Pinka Freuda, bo śpieszyło mi
    się na TCIOF. No i wsiąkłem. Kapela Mazzolewskiego dała takiego czadu, że po
    ich występie czułem się jak Oleńka Bilewiczówna po pierwszym spotkaniu z
    Andrzejem Kmicicem, gdy do swojej piastunki powiedziała tylko "oj, ciotuchna,
    ciotuchna". To co wyprawiał przede wszystkim pan klawiszowiec przechodziło
    ludzkie i szatańskie pojęcie. Yass, jazz, punk, rock, funk i groove i czegóż
    tam jeszcze nie było. Ciesze się, że tam byłem i nic nie piłem...
    Na TCIOF się jednak załapałem. Na końcówkę. I się cieszę, bo chociaż fajnie
    grali, ale jednak koncert w Trójce bardziej mi się podobał. Wydawało mi się, że
    scena była dla nich za duża i za bardzo się starali być luzaccy.
    Koledzy poszli na piwo, a ja pod scenę, gdzie spotkałem nieoczekiwanie teda. I
    z nim kontemplowaliśmy występ Sonic Youth, który był czaderski i kozacki a pani
    Kim fajnie skakała.
    Na The Roots stałem za to z dala od sceny przez co mogłem podziwać las
    machających się łapek przy bardziej skocznych numerach. Pan z największym
    puzonem na świecie oczywiście rządził, ale reszta też dawała radę, choć
    faktycznie jakieś 10 minut gitarowo-perkusyjnych solówek mogli sobie darować.
    Było to jednak znakomite MURZYŃSKIE, w najlepszym rozumieniu tego słowa, show.
    Panowie na zakończenie porozrzucali tubylcom paciorki w postaci jakichś
    papierków i perkusyjnych pałek i tak zakończył się dla mnie dzień pierwszy, po
    którym byłem bardzo zmęczony, ale i zadowolony.
    Drugieho dnia zaznaczyłem sobie Ostrego, któren dał bardzo dobry występ,
    którego ranga byłaby jeszcze większa, gdyby ziom nie nadawał jak to już koledzy
    wyżej zapodali. Ja dodam jeszcze, że okrzyki: zróbcie hałas dla kogośtam
    doprowadzały mnie do krawieckiej pasji. Ale na skrzypkach grał świetnie. A ja
    spieszyłem się na Aptekę. Która mnie porwała i wzruszyła. Szkoda, że obecnie
    zespół ma mało rockowy skład. Ale zagrali rewelacyjnie.
    Jako że koncert Apteki był w namiocie, tylko po ścianie wody na zewnątrz
    zorientwałem się, że jest kiepsko. I było. I teraz uwaga - parasolka rządzi.
    Dzięki temu obejrzałem prawie cały występ Groove Armady, którego to zespołu w
    ogóle nie kojarzyłem, a który porwał mnie muzycznie i szałowo. Jakże adekwatna
    nazwa mówi o ich muzyce wszystko, takich basów nie było chyba podczas żadnego
    koncertu. I takich wizyalizacji. Strasznie dużo dancowej energii.
    Na Beastie Boys na szczęście padało coraz mniej. Chłopaki z Brooklinu dali
    fajny szoł, choć nieco nierówny w postaci instrumentalnych kawałków z nowej
    płyty. Ale były hity z orgazmem w postaci wywoływanego przez kolesi koło mnie
    od mniej więcej połowy występu Sabotage na sam koniec. Na Muse nie poszedłem.
    Do mieszkania przyniosłem za to kilogram błota.
  • cze67 03.07.07, 10:27
    Dnia trzeciego powitały mnie dziewczęta z zespołu gitarowego Andy, które
    zagrały fajnie, choć nie aż tak, jakby wynikało z zachwytu jednego z kolegów
    tutejszych. Za to Bassisters Orchestra była powtórzeniem tego co działo się ze
    mną w czasie koncertu kamandy Pinka Freuda, plus gadanie Fisha i perkusja Macia
    Morettiego na zmianę z Emade, że o Buniu na gitarze i falsecie nie wspomnę.
    Zdarłem sobie gardło wrzeszcząc, iż BO jest numerem jeden. Święta prawda.
    Bloc Party po którym niczego nie oczekiwałem dał fajny koncert, na którym
    energetycznie gibałem się w różne strony. Niestety, natura ma swoje prawa, i
    musiałem stanąć w czteroutworowej kolejce po pakorę, która okazała się nad
    wyraz smaczna.
    Na Bjork Z CHŁOPAKAMI ustawiliśmy się na tyle blisko, by podziwać szoł gołym
    okiem. Właściwie jestem bezradny, bo nie potrafię opisać tego co się działo na
    scenie i we mnie w środku w czasie tego koncertu. Jakaś wyższa forma
    przeżywania wchodzi tutaj w grę, może za jakiś czas ubiorę to w słowa. Dodam
    tylko, że tacy twardziele jak kubasa, pagaj, nefil czy, last but not least, ja
    mieli łzy w gardle. Mnie rozbroił kompletnie kobiecy chórek, przeistaczający
    się też w sekcję dętą.
    W tym momencie należą się pokłony ilhanowi, którego zachwyty nad LCD
    Soundsystem spowodowały, iż zostałem na tym nieznanym mi zupełnie zespole. I,
    dalibóg, nie żałuję. Najbardziej energetyczny występ tego festiwalu,
    poskikaliśmy sobie z kol. pagajem, co zważywszy na późna porę, a szczególnie
    mój zaawansowany wiek, zda się nie lada wyczynem i świadczy o żywotności muzyki
    grupy. W tym momencie zazdrościłem stojącemu przede mną wspomnianemu koledze
    ilusiowi, że zna poszczególne utwory i wie, kiedy odpowiednio zarzucić
    bioderkiem, a kiedy rączką machąć pod właściwym kątem.
    I to był koniec, finito i the end. Jestem bardzo zadowolony, zaliczyłem nie
    tylko Opener (muzycznie) ale i Woodstock (pogodowo) więc atrakcji było moc.
    Jednocześnie chciałem przeprosić kolegów, którzy byli narażeni na moje
    pokrzykiwania, ale po prostu nie mogłem i nie chciałem się powstrzywać. Wyrażam
    także zadowolenie, iż mogłem podziwać ów festiwal w tak zacnym towarzystwie.
    Dodam jeszcze, że nienawidzę asertywnych kolesi (panienek też, ale mniej),
    którzy wpychają się W CZASIE WYSTĘPU, przede mnie, mają kudłate łby i jeszcze
    jakieś WONTKI, gdy zwróci im się delikatnie uwagę. To chamstwo w dosyć czystej
    postaci i mówimy mu stanowcze nie.
    PS. Nie ma za co, nef. Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo.
    PS2. Gdzieś tam, chyba drugiego dnia, wystąpił nieoczekiwanie Dick4Dick i to
    też było niezapomniane przeżycie. Taki punkowy Hawkwind mówić najogólniej w
    mocno perwersyjnej otoczce.
    PS3. Dziękuję za uwagę.
  • aimarek 02.07.07, 23:04
    Właśnie wróciłem i peem, że jak dla mnie było lepiej niż w ubiegłym roku.
    Obszerna relacja jutro, don't miss it <palacz>

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • nefil 02.07.07, 23:14
    Nie mam jeszcze dystansu, ale było bardzo bardzo.
    Bjork, jak już pisali inni, pozamiatała. Wgniotła w błotnista glebę. Poza tym
    wyróżnienia należą: się Sonic Youth (za klasę), The Roots, Aptece i genialnej
    Bassistars Orchestra (za świetną zabawę). Razem z kolegą Cze zdarliśmy mocno
    gardła na ich występie. Nie rozumiem natomiast fenomenu Muse (przerost formy nad
    treścią) oraz Beastie Boys.
    Generalnie nie lubię hip-hopu, ale Rootsi mnie przekonali, natomiast Beastie po
    prostu znudzili.
    Dziękuję panu Cze za kaszubsko-sejneńską gościnność, a także innym forumowiczom,
    których dane mi było spotkać na Babich Dołach oraz bardzo miłej, szczupłej
    blondynce z obsługi baru Green Way w Gdańsku Wrzeszczu. Nie dziękuję natomiast
    organizatorom festiwalu za obrzydliwy wodnisty smak browaru.
    Poza tym było pięknie.
    --
    In every eye there's a secret tear, in every heart there's a secret fear
  • ugugunana 02.07.07, 23:22

    nefil napisał:

    > Nie dziękuję natomiast organizatorom festiwalu za obrzydliwy wodnisty smak
    browaru.


    "Ten koń był chory..." :)
  • kwiat_paproci 02.07.07, 23:44
    godzinę temu dopiero wróciłam (przejazd intercity bez miejscówki to naprawdę
    niezapomniane przeżycie) i nie jestem jeszcze w stanie nic sensownego napisać,
    poza tym, że było rewelacyjnie i ja chcę jeszcze raz, choćby za tydzień, oprócz
    drugiego dnia, który przemienił festival w survival ;)

    P.S Czemu Beastie Boys grali tylko 2 razy ??? może mi ktoś to wytłumaczyć ?
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • zamek 03.07.07, 00:27
    trochę mam ten, no, tremy, bo ja tu pierwszy raz piszę... dzieńdoberek w ogóle,
    no ale do rzeczy:
    więc tak: w sobotę byłem na weselu kolegi, wyszedłem o szóstej, piłem
    półgębkiem, o ósmej się położyłem, o dwunastej wstałem, o wpół do trzeciej byłem
    już w autku, aby przyjechać na ten jeden koncert na openerze, na którym musiałem
    być... po koncercie urocza godzinka na wyjazd z parkingu, potem trochę drogi
    powrotnej i już o 7.30 rano byłem znowu w domu w Łodzi :)
    a pani Björk jest po prostu klasą dla siebie :)
    no i tyle ode mnie :) forum muza klasyczna pozdrawia truskaffki :)))
    --
    ╩╦╩╦╩╦
    ╦╩╦╩╦╩
    ╩╦╩╦╩╦
  • mechanikk 03.07.07, 09:18
    zamek napisał:

    > trochę mam ten, no, tremy, bo ja tu pierwszy raz piszę... dzieńdoberek w
    >ogóle,no ale do rzeczy:

    Witamy witamy, gości z Łodzi tym bardziej :)
  • opener2007 03.07.07, 13:08
    witam wszystkich!

    pisze prace mgr o oganizacji eventow marketingowych, takze koncertow na
    przykladzie naszego openera. podczas festiwalu przeprowadzalam badania (ankiete)
    ale jesli ktos mialby troche czasu i checi - bardzo prosze o wypelnienie ankiety
    z linka i przeslanie jej na ponizszy adres @.

    opener2007@gazeta.pl

    co ciekawe - dostalam zgode na badania od organizatorow. mam sie z nimi
    podzielic wynikami, wiec moze wyciagna z tego wnioski na przyszlosc?

    mozemy pomoc tym sobie i za rok nie grzeznac w blocie w namiocie

    bede bardzo wdzieczna za pomoc
    a tu link do ankiety:

    www.grzegorzbies.home.pl/ankieta.doc
    pzdr

    martyna
  • kkrzysiekk 03.07.07, 00:33
    W kwestii piwa, bo już kilka osób narzekało: czy te uwagi dotyczyły heńka
    ogólnie, czy tylko tego dostępnego na festiwalu ? Co z nim było nie halo ? Będę
    wdzięczny za odpowiedzi, bo nie ukrywam że jestem nimi zainteresowany po LINII
    ZAWODOWEJ ? :)
  • ilhan 03.07.07, 00:42
    Po pierwsze, czy w tym piwie jest jakikolwiek alkohol?
    Po drugie, ma bardzo niewyraźny smak. Powstrzymałbym się od dosadnych określeń, używanych czasem jako synonim słabszych gatunków tego napoju, ale w efekcie ma się wrażenie spożywania wody. Nie wiem czy to może być np. kwestia wcześniejszego przechłodzenia? A może specjalnie lane jest takie cienkie piwo żeby nie dochodziło do jakichś INCYDENTÓW? :| Koniec końców, picie piwa tego piwa jest dość *nudne*.

    A tak w ogóle to nie wiem czemu Krzyśku się nie spotkaliśmy w tym roku :/
  • kwiat_paproci 03.07.07, 01:33
    Po pierwsze, ja w tym piwie nie wyczułam ani grama alkoholu.
    Po drugie, nie wyczułam też jakiegokolwiek smaku. Sądzę więc, że to jakiś
    specjalnie opracowany na potrzeby festiwalu ołpenerowy podgatunek heńka.
    Niemniej, nie było dobre, nie było złe, czyli wypić się dało ;)
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • kkrzysiekk 03.07.07, 07:55
    ilhan napisał:

    > A tak w ogóle to nie wiem czemu Krzyśku się nie spotkaliśmy w tym roku :/

    bo nie chciałem się z Tobą pokłócić w kwestii oceny koncertu Muse ;-P

    a tak naprawdę to poza przyjemnościami miałem też trochę obowiązków, więc jakoś
    tak mi ta impreza zleciała, że nie udało się zrobić paru rzeczy, które
    planowałem (też mi jest przykro :/ )
  • rafal.czeczolowski 03.07.07, 16:50
    Ogólnie heineken mi smakuje,
    ale ten sprzedawany na festiwalu to były jakieś siki weroniki nie piwo.

    miałem wrażenie że pozbyli sie jakiegoś zapasu z magazynu, nie wydaje mi się
    żeby plastikowy kubek mógł mieć aż taki wpływ na smak piwa - ale może, kto wie,
    nie jestem specjalista od opakowań z tworzyw sztucznych i ich wpływu na smak i
    jakość dóbr
  • ton2 03.07.07, 11:00
    No dobra, to skoro tak...

    Dzień Pierwszy

    - Pink Freud, bardzo fajnie i z klimatem, ale co z tego, skoro trzeba było
    szybko czmychnąć na TCIOF i...
    - No wlasnie, ucieszylem sie na wiadomosc, ze zagra z nimi Macio Moretti i juz
    bieglem i juz do przodu parłem, a tu dupa i kicha bo naglosnienie delikatnie
    mowiac z dupy i po chwili mialem totalnie dosc - zgodze sie, ze 20 razy lepiej
    wypadaja w malych salach - generalnie pierwszy zawod festiwalu
    - Sonic Youth - nie jestem jakimś megaznawca, nie mam wszystkich plyt i nie
    potrafie podzielic tworczosci zespolu na poszczegolne etapy, ale koncert mnie
    wyjebał totalnie, wbił w ziemie (jeszcze nie błotnista) i zachwycił do granic
    możliwości - a juz Teenage Riot sprawiło, ze wzruszyłem i podnieciłem się
    niemiłosiernie
    - The Roots - no cóż, aż do nieszczęsnych Masters Of War, podobalo mi sie i to
    bardzo i te wszystkie medleye i energia i power, ale no wlasnie 20 minutowe
    kawałki składajace sie z solowek i popisow wokalnych jakos mnie nie kreca, wiec
    pod koniec juz ziewalem. Szkoda. Widzialem ich inne koncerty i ten to jakis
    marny cien starych dobrych The Roots. Drugie rozczarowanie.
    - Laurent - ledwo liźnięty bo zmęczenie materiału sie pojawiło, ale z tego co
    lizłem, wnioskuje, ze było całkiem przyjemnie

    Dzień Drugi
    OSTR - No tak jak juz powiedziano, muzycznie zupełnie spoko, ale nieśmieszne
    totalnie wypowiedzi pomiedzy kawałkami zabijały widowisko. To chyba jakiś nowy
    trend na polskiej scenie. Muchy niestety miewaja tak samo i gdy po fajnym
    kawałku słysze idiotyczny żarcik, zaczynam mieć niesmak lekki w ustach. Ale co
    ja bede narzekał, skoro dosc szybko wymiksowałem się na...
    Apteka - czad, bomba, wiesz, rozumiesz - czyli nezmiennie świetny poziom,
    wygłodniała Apteki publika, śpiewaie i skandowanie - ja byłem zachwycony i
    rozanielony nostalgicznie - a potem zdaje sie zaczelo padac
    Groove Armada - jako ze uzbroilem sie w kalosze i kurtke co to nieprzemakała, a
    takze mocniejsze trunki bawiłem sie naprawde wysmienicie. Niczego sie po tym
    koncercie nie spodziewalem, a skakalem i tańcowałem jak zły od początku do
    końca. Super klimat wbrew warunkom zewnetrznym.
    Beastie Boys - łeee kolejny zawód - niby fajnie, niby przeboje, ale powalony
    nie byłem i niby sie bawiłem, a jednoczesnie ziew włączał sie powoli, ale na
    szczescie...
    Muse - dałem sobie 4 kawałki na przekonanie sie, ale po półtora uciekłem
    skulony ze śmiechu do domu, bo to co sie na tej scenie działo szokiem było dla
    mnie z niczym nie porównywalnym. Patetyczno histeryczne wycie Mateuszka
    polaczone z fortepianowymi tyradami i laserowymi efektami sprawiło, ze najpierw
    prawie puscilem pawia, a potem przez najblizsze pol godziny nie moglem sie
    przestac usmiechac na mysl tego, czego przed chwila doświadczyłem. Bomba
    festiwalu normalnie. Tyle, że brudna i śmierdząca. Błe.

    Dzień trzeci

    Bloc Party - ledwo zdążyć sie udało, ale jednak sie udało i nawet całkiem
    blisko pod scene sie wbić zdołałem wiec spoko. Moze sie nie znam, ale ja
    bawiłem sie jakies 3 razy lepiej niz na zeszłorocznym Franzu i choc Weekend In
    The City dobra plyta nie jest, a zespol nie sprostal syndromowi drugiego
    albumu, to ja i tak przez caly koncert z bananem na twarzy stalem i morde
    darłem i skakałem i klaskałem i w ogole. Wejscie OSTREGO raczej jako
    ciekawostke niz wartosc artystyczna traktuje. W kazdym razie mnie sie podobało.
    Taki ze mnie lamus.
    BJORK - wiadomo było ze tak bedzie i tak było. Dała czadu, super muzycznie i
    wizualnie. Fajnie, ze pokazywali na telebimach zarówno ten dziwaczny mikser jak
    i grajacy stolik. Niezle to wygladalo. No a sama Bjork cudna jak zwykle.
    Wzruszenia, łzy w oczach i w ogóle. Super.
    LCD - no tu juz caly czas pod scena, skakanie, szalone tańcowanie, wrzaski i
    podnieta. Wyszalałem sie za cały festiwal ku przerażeniu stojacych wokół mnie i
    pukajacych sie w czolo ludzi. Cacy było - co tu kryć. A Murphy dzien pozniej
    spotkany w Gdyni bardzo przyjemnie i nienowojorsko dal ze soba pogadac i maile
    wziął i podpisal to i owo. No naprawde miło.

    Podsumowujac... Zaliczylem wiecej pelnych koncertow niz rok temu i dobrym
    pomyslem to bylo. Zestaw zwany także lineupem w tym roku także bardziej mnie
    uradował. Pogoda mi zwisała, bo kalosze są potęgą i ty to wiesz. Zachód słońca
    na Bloc Party i ulewa na Groove Armadzie, ciemność na Bjork i błoto na LCD to
    rzeczy, których nie zapomne. Miodzio. Do zobaczenia za rok.
  • cze67 03.07.07, 11:10
    > Apteka - czad, bomba, wiesz, rozumiesz - czyli nezmiennie świetny poziom,
    > wygłodniała Apteki publika, śpiewaie i skandowanie - ja byłem zachwycony i
    > rozanielony nostalgicznie - a potem zdaje sie zaczelo padac.

    "Tak fajnie klaszczecie, że aż się qrwa, wzruszyłem":-)
  • cze67 03.07.07, 11:24
    ilhan napisał:
    Aha, arcyfatalne Muse. O ile nie trawię ich płytowo, to w wersji koncertowej
    zniesmaczyłem się trzy razy bardziej; pompatyczny, przerysowany do granic
    wytrzymałości show, kumulujący chyba wszystko, co dla mnie najgorsze w muzyce
    rockowej.

    No właśnie, jak wspomniałem, nie byłem na Muse. Ale nie mogę pogodzić się z
    argumentami niektórych "muzykologów", że może muzyka nie do końca teges, ale za
    to szoł robią wyśmienite i dopiero po jego obejrzeniu można poznać siłę tej
    grupy. No do jasnej_ciasnej, to może chodźmy wszyscy na koncert Dody, bo
    wprawdzie gra gównianą muzykę, ale pokazuje cycki, czyli fajny koncert będzie?
    Inaczej - nagrywamy płytę pozostawiającą niedosyt, ale mamy bogatego ojczyma,
    który wzamian za nieszczęśliwe dzieciństwo funduje nam kasę na kosmiczne szoł.
    I wszyscy się zachwycają bo na scenę wfrunęło pianino z którego wyleciało trzy
    tysiące białych papużek. Ja czegoś takiego nie kupuję.
  • madee1 03.07.07, 12:14
    cze67 napisał:

    > No właśnie, jak wspomniałem, nie byłem na Muse. Ale nie mogę pogodzić się z
    > argumentami niektórych "muzykologów", że może muzyka nie do końca teges, ale za
    >
    > to szoł robią wyśmienite i dopiero po jego obejrzeniu można poznać siłę tej
    > grupy. No do jasnej_ciasnej, to może chodźmy wszyscy na koncert Dody, bo
    > wprawdzie gra gównianą muzykę, ale pokazuje cycki, czyli fajny koncert będzie?
    > Inaczej - nagrywamy płytę pozostawiającą niedosyt, ale mamy bogatego ojczyma,
    > który wzamian za nieszczęśliwe dzieciństwo funduje nam kasę na kosmiczne szoł.
    > I wszyscy się zachwycają bo na scenę wfrunęło pianino z którego wyleciało trzy
    > tysiące białych papużek. Ja czegoś takiego nie kupuję.

    Z całym szacunkiem, ale porównywanie Muse do Dody to mocna przesada. Ja również
    nie mogę pogodzić się z opiniami innych ‘muzykologów’, którzy nie dość, że
    sprawiają, że każdy, komu podobał się występ Muse czują się jak kawałek starego
    gówna, to wszystkich, którzy akceptują taką estetykę traktują jak tzw. wyznawców
    tej grupy, czyli rozhisteryzowane krzyczące fanki używające za dużo tuszu do
    rzęs. Rozumiem, że wyreżyserowany spektakl Bjork jest super, ale Muse jest
    arcyfatalny, żenujący, i vomit-inducing.

    A już uwaga o bogatym ojczymie, z Twoich ust, Cze, tak obytego i wrażliwego
    słuchacza wydaje mi się wyjątkowo niestosowna.

    --
    between grief and nothing,
    which would you choose?
  • cze67 03.07.07, 12:25
    Madee, ależ przecie wyreżyserowane spektakle mogą się od siebie różnić w takim
    samym stopniu jak wyreżyserowane filmy. Po prostu nie kupuję argumentacji, że
    potęgę tego/jakiegokolwiek zespołu można ocenić dopiero po jego występie.
    Bronić się musi sama muzyka, szoł może być jedynie dodatkiem a nie wręcz
    najważniejszym składnikiem wielkości wykonawcy. Jeżeli poczułaś się urażona,
    przepraszam. Nie wiem jednak dlaczego akurat uwaga o ojczymie miałaby być
    niestosowna. Wszak to jedynie taka przenośnia.
  • nefil 03.07.07, 12:29
    Koncert Bjork i Muse, to zeby już pozostać przy filmowych porównaniach, jak film
    von Triera i Spielberga. I tak jak można nie lubić Triera, tak samo może razić
    estetyka spielbergowska, co nie znaczy, że facet nie jest genialnym reżyserem.

    --
    In every eye there's a secret tear, in every heart there's a secret fear
  • ilhan 03.07.07, 12:35
    madee1 napisała:

    > każdy, komu podobał się występ Muse czują się jak kawałek starego
    > gówna, to wszystkich, którzy akceptują taką estetykę traktują jak tzw. wyznawców
    > tej grupy, czyli rozhisteryzowane krzyczące fanki używające za dużo tuszu do
    > rzęs.

    Przepraszam, ale to chyba nie tutaj? Nie widzę żeby ktokolwiek powyżej kategoryzował fanów Muse. Mi się po prostu zupełnie prywatnie bardzo nie podobało (a np. podobało mi się TCIOF, które jest za występ powszechnie jechane). Absolutnie rozumiem, że mogło, bo odniosłem wrażenie, że ideą Bellamy'ego jest wymuszenie maksymalnych doznań (szczególnie jak popatrzyłem na wyraz jego twarzy w momencie grania solówki). Ze mną im się niestety nie udało (a próbowałem, bo czekaliśmy na nich zmarznięci i ubłoceni dobrą godzinę), dlatego żeby nie psuć innym zabawy, a sobie humoru, po szóstym utworze grzecznie udałem się w kierunku autobusu.
  • madee1 03.07.07, 12:46
    ilhan napisał:

    > Przepraszam, ale to chyba nie tutaj?

    Może i nie tutaj. Ci inni muzykolodzy, o których pisał Cze to też chyba nie tutaj.

    Do Cze: Może poczułam się trochę urażona, bo wydawało mi się, że potraktowałeś
    Muse jak Mandarynę, której mąż dał pieniądze na to, żeby sobie zrobiła show, a
    więc niesprawiedliwie. Ale już mi przeszło, peace.

    --
    between grief and nothing,
    which would you choose?
  • cze67 03.07.07, 16:22
    madee1 napisała:


    > A już uwaga o bogatym ojczymie, z Twoich ust, Cze, tak obytego i wrażliwego
    > słuchacza wydaje mi się wyjątkowo niestosowna.

    Ja tak o sobie nie myślę, abym był "obytym" i "wrażliwym słuchaczem".


    :-)
  • jazzkam 03.07.07, 12:30
    bardzo się zawiodłem, nie wiem może miałem jakiś dziwny brak percepcji, ale
    generalnie oprócz bjork nikt nie istnial, festiwal byl moim zdaniem słaby i
    bjork tylko uratowała sprawę. dla niej warto było kupić karnet
    Bjork 10/10 ale w sumie jakby trochę inny repertuar wybrała, to byłoby 11

    Sonic Youth - 6/10
    The Roots - 5.5/10
    LCD Soundsystem - 6/10
    Groove Armada - 6/0
    Bloc Party - 5.5/10
    Afro Kolektyw 6.5/10
    Beastie Boys - 5.5/10
    The Car Is On Fire - 4.5/10
    Andy - 5/10
    Muse - 6/10
    Indios Bravos 4/10 (czekałem na bloc party)
    Mikrowafle 6.5/10
    Me Myself and I 5.5/10
    Dizzee Rascall 6/10

    nie wiem co tam jeszcze widziałem, generalnie trochę smutna sprawa.
  • pszemcio1 03.07.07, 13:07
    the roots dali popis, jakiemu nie sięgało nic innego na openerze 2007. Sonic
    nieźle (widok tańczącej Kim w letniej sukience - 10/10), ale bez rzucania na
    kolana mimo wszystko. utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że byłoby lepiej
    gdyby wystąpili na małej scenie . W ogóle - ja chcę ich widzieć w klubie, a nie
    na głównej scenie letniego festivalu. To prawda że Kim momentami fałszowałą
    strasznie, ale w tym zespole i w tej muzyce nie o czystość dźwięków przecież
    chodzi. Bloc party - skakałem przy tym bo znam i debiut i lubię, ale... nowe
    kawałki nie broniły się tak samo jak nie bronią sie na płycie (a to przecież
    nie musi byc zasada) i generalnie to słaby koncert był - poniżej oczekiwać.
    bjork - uwielbiam medullę i post a te albumy miały silną reprezentację więc
    musiało być dobrze - i było. byłem może za blisko sceny, za mocno mi basy
    brzmiały, ale i tak szacunek wielki. muse - mi tam się podobało, a zdanie o
    kapeli mam przecież zbliżone bardzo do kubasy- z tym że faktycznie pierwsze 4/5
    kawałków trochę męczące było, dopiero później, gdy zaczęli wymiatac przebojami
    to się nieźle zrobiło. A końcówka to jednak bossostwo koncertowe. Nie będę po
    nich jechał, nie zasłużyli - obronili się. Groove Armada - bawiliśmy się, było
    miło i wszyscy zadowoleni. Beastie boys - no myślę że rewelacja, a nawet nie
    jestem fanem ani nie znam dobrze repertuaru. LCD - chyba zawód minimalny, a
    może już za brdzo byłem zmęczony, trzeci dzień, koncert o 1, no trochę już nie
    dawałem rady. Laurent Garnier - pierwsza część koncertu jak dla mnie bardzo
    spoko, wszystkie te żywe insrumenty, średnie tempo, lubię takie rzeczy, potem
    zaczęło być męcząco. TCIOF - widziałem może 4 kawałki i bardzo mi sie podobało.
    Byłem z ekipą z Francji i Belgii i wszyscy byli zdziwieni że to nie jest u nas
    jakaś wielka gwiazda.

    a więc po kolei:

    The Roots - 10/10
    Bjork - 8/10
    Sonic Youth 7/10
    Beastie Boys - 7/10
    Muse - 7/10
    Grooce Armada - 6.5/10
    LCD - 6.5/10
    Laurent Garnier 5/10
    Bloc Party 4/10
  • cze67 03.07.07, 13:28
    Link:
    www.kfp.com.pl/index2.html
    do znajomej agencji fotograficznej, gdzie obok zdjęć byłego prezydenta i Daru
    Młodzieży jest też mnóstwo fotek wykonawców i PUBLIKI z Openera.

  • cze67 03.07.07, 15:27
    ...a tak w ogóle to najbardziej dla mnie przejmującą chwilą na Openerze był
    ostatni numer ostatniego wykonawcy czyli LCD, ten o New Yorku. Zaśpiewać na bis
    coś tak diametralnie innego niż wcześniejsze utwory to jednocześnie odwaga,
    przeżycie i WYDARZENIE. Stałem jak wbity w ziemię. Dobrze, że błoto było nieco
    podeschnięte.
  • kwiat_paproci 06.07.07, 15:30
    pl.youtube.com/watch?v=blxTqcNJBZI&mode=related&search=
    To też wyszło im "nieźle". Ja w tym momencie nie panowałam już nad sobą ;)
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • kwiat_paproci 03.07.07, 16:39
    To może i ja coś napiszę wreszcie. Nie wiem nawet od czego zacząć, bo tyle tego
    było.

    Koncerty - moja ocena chyba będzie specyficzna, bo przyjechałam na openera tylko
    i wyłącznie, żeby się dobrze bawić. Żadne tam metafizyczne doznania i inne takie ;)

    1 dzień:
    Zaczęłam od Afro Kolektywu. Niestety nie udało mi się być od początku, bo miałam
    mokre włosy. Ale przyszłam gdzieś w połowie i całkiem mile się rozczarowałam.
    Trochę szkoda, że grali na samym początku, bo pewnie w innym dniu byłoby dużo
    więcej ludzi. Ale generalnie to festiwal zaczął się dzięki nim udanie.
    podejrzewam, że ta szalejąca z przodu gromada to byli forumowicze ;)

    The Car Is On Fire - według mnie na początku wydawali się trochę speszeni główną
    sceną, ale potem dali radę w zupełności. Stałam pod samą sceną, ale bardziej z
    boku, więc unikałam deptania po stopach, pogowania i innych takich atrakcji. Ale
    obserwowanie fanatycznych fanek w ekstazie było bardzo zabawne.

    Potem oczywiście nie opuściłam swojego miejsca, dzięki na Sonic Youth też byłam
    pod samą sceną, taki ze mnie cwaniak. Koncert ten to jak dla mnie absolutne
    10/10, już choćby tylko oni warci byli wydania 2 stów. Wiem, że niektórzy
    narzekali, że za mało psychodelii, za mało improwizacji, ale dla mnie to akurat
    nie miało większego znaczenia, dla mojego głuchego ucha to nawet byłą zaleta ;)

    Po Sonic Youth nie miałam już sił na nic, tym bardziej, że dzień wcześniej
    musiałam od rana do wieczora sprzątać, potem przebyłam pół Polski napakowaną do
    granic możliwości drugą klasą, a na koniec stałam jeszcze ze 2 godziny w pięknej
    kolejce na camping. Tak więc The Roots i Laurenta sobie podarowałam, czego potem
    oczywiście trochę żałowałam.

    Drugiego dnia wiadomo jak było, więc olałam prawie wszystko ze zmęczenia i z
    niedoboru suchej odzieży :/ Bo oczywiście każdy mądry człowiek jedzie na openera
    z pelerynką od deszczu bez rękawów, w sztruksowej kurtce, która chłonie
    wszystko jak gąbka i w skórzanych ciżemkach. Na dodatek openerowicze z campingu
    na widok niewiasty w tarapatach wykazali zerowy poziom kultury, czym byłam
    "lekko" zszokowana.

    Poszłam więc tylko na:

    pół OSTR-a - niczego od gościa nie oczekiwałam, bo to nie moja bajka, ale
    muzycznie wstydu nie było, można się było nawet pobujać, czyli moje minimum
    rozrywkowości spełnił ;) jednak pod koniec już mnie zaczął nudzić. Czerstwe
    gadki to inny temat, ale czego można wymagać od polskiego hip-hopowca (wiem,
    jestem chamska ;))

    Próbowałam obejrzeć jeszcze choć fragment koncertu Apteki, ale wiadomo jak było,
    w życiu bym nie przypuszczała, że tyle narodu się zleci ;) ogólnie to tłumy w
    namiocie na polskich koncertach bardzo mnie zaskoczyły.

    Byłam też na pierwszej połowie koncertu Groove Armady i choć bardzo mi się
    podobało, to jednak przemoczona do suchej nitki wróciłam do namiotu :/ Niestety,
    ale wizje zapalenia płuc po powrocie wygrały z muzyką. Miałam w planach jeszcze
    powrót na choć kawałek Beastie Boys i Muse, ale jak zobaczyłam wielkie bajoro
    zamiast ścieżki to poddałam się zrezygnowana

    No i już wydawało mi się, że opener jest do kitu, że nic już z tego nie będzie,
    ale na szczęście był jeszcze trzeci dzień, który okazał się taki, że
    ojacieniemoge ;D

    Andy - żeby się już dłużej nie obijać, wybrałam to, ale...Kobiety do garów!!!
    Nawet nie mogę o nich napisać, że są ładne, bo by się feministki oburzyły ;)
    Jeśli po paru latach nie potrafią jeszcze skomponować jednej sensownej piosenki
    bez beznadziejnego tekstu, to niech już sobie nie robią n******i raczej. To było
    moje pierwsze i ostatnie starcie ze sceną młodych talentów i jakoś tego nie
    żałuję. Poza przelotnym zerknięciem na Całągórębarwinków (wioska) i Mikrowafle
    (omójboże!).

    Novika - ta pani na szczęście aż tak tragiczna nie była, ale jestem trochę
    rozczarowana. Miało być pół na smętnie i pół na żwawo, a było w 90% na smętnie.
    Generalnie jednak ładnie i gnoić nie ma za co.

    Indios Bravos - nie byłam, bo wiedziałam, że to zerowa kapela, jednak zastanawia
    mnie po jaką cholerę dano ich na główną scenę ?? Z drugiej strony, jak
    usłyszałam w relacjach sąsiadów z campingu, że byli indianie, ala janosz i tomek
    makowiecki chyba, to doszłam do wniosku, że można było pójść i się pośmiać ;D

    Bassisters Orchestra - to oni powinni być trzeciego dnia na głównej, bo w
    namiocie było za mało miejsca i można było utopić się w błocie. Mimo moich obaw,
    czy to dobre będzie na festiwal, okazało się, że wręcz świetne.

    Bloc Party - może za daleko stałam od sceny, ale nie wciągnęło mnie ani trochę.
    Materiał nowy mają słaby i tylko piosenki z poprzedniej płyty trochę ratowały
    sytuację. Bez żalu poszłam więc na Beastie Boys do namiotu i...

    zmietli mnie z powierzchni ziemi po prostu!!! To szatany i tyle. Było ciasno,
    gorąco i błotniście, ale niczego to nie ujęło temu koncertowi.

    Wróciłam jeszcze na końcówkę Bjork, jednak nie mogłam się otrząsnąć po BB, więc
    za wiele do mnie nie docierało ;) Niepojętym jest dla mnie, dlaczego zestawiono
    tych wykonawców w jednym czasie, no bo przecież kurcze tak się nie da wybierać.
    Z Bjork zrozumiałam tylko tyle, że pani nieźle grzmotnęła, co mnie cieszy, bo
    bałam się, że będzie tak wzruszająco i tak przejmująco, że ludziom pękną serca
    od doznawania i co to będzie ;)

    Po Bjork zaklepałam sobie miejscówkę pod samą sceną i czekałam ze spokojem na
    koncert, który wiedziałam, że mnie niczym nie zaskoczy, bo wiedziałam od samego
    początku, że lcd soundsystem wszystkich zmiażdżą, no i tak było. Wymarzone
    zakończenie openera, które sprawiło, że już mi ani deszcz nie przeszkadzał,ani
    błoto, ani gość z długimi kudłami, który wpakował się przede mnie ;) A New York,
    I love to nawet mnie, człowieka bez serca, trochę ujęło ;)

    Podsumowując, było i śmieszno i straszno, ani trochę nie żałuję, że byłam.

    P.S. Deszcz i błoto były nawet całkiem zabawne, jeśli spojrzało się na nie od
    strony wymuskanych indie-dzieciaczków zasuwających w gumiakach ;D

    P.S.P.S. W życiu nie rozbiję namiotu obok Rosjan. Nie żebym była uprzedzona do
    całej nacji z powodu 3 cymbałów, ale tak z dalece posuniętej ostrożności ;)

    P.S.P.S.P.S. Jedzenie było drogie i zapewne niesmaczne, a kolejki długie, ale w
    Gdyni jest sporo miejsc z całkiem tanim i nawet niezłym jedzeniem

    P.S (...)P.S. Wielki plus dla organizatorów za komunikację. Nie spodziewałam
    się,że te autobusy będą tak często jeździć. Minus za to, że po deszczu nie
    wyłożono wszystkich głównych alejek na campingu tymi drewnianymi skrzynkami, bo
    pozabijać się można było w tym błocie (a przynajmniej zgubić buty ;)) To nie
    jest znowu aż taki drogi interes.

    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • cze67 03.07.07, 16:42
    kwiat_paproci napisała:
    Ale generalnie to festiwal zaczął się dzięki nim udanie.
    > podejrzewam, że ta szalejąca z przodu gromada to byli forumowicze ;)

    Nie, my cynicznie staliśmy nieco z tyłu. Poza tym jesteśmy ładniejsi:-)
  • ilhan 03.07.07, 16:49
    cze67 napisał:

    > Nie, my cynicznie staliśmy nieco z tyłu.

    Wyraz twarzy Afro, kiedy zobaczył nas na soundchecku dawał do zrozumienia, więc raczej szósty-siódmy rząd był.


    kwiat_paproci napisała:

    > Mikrowafle (omójboże!).

    Mikrowafle grały drugiego dnia, trzeciego Mikromusic. Wafle dobry LOL, to drugie be (głos i maniera tej panny, ojej).
  • cze67 03.07.07, 16:52
    ilhan napisał:

    > Wyraz twarzy Afro, kiedy zobaczył nas na soundchecku...

    W stylu: MADA FAKA TO ZNOWU WY?
  • kwiat_paproci 03.07.07, 16:56
    Chodziło mi z całą pewnością o Mikrowafle, takiej nazwy nie da się pomylić ;)
    A na Afro Kolektywie w takim razie gdzieś staliśmy blisko siebie, bo ja też
    raczej z tyłu. Jaki ten świat mały ;)
    Noclegu w przyszłym roku już raczej na 100% nie wybiorę na campingu (nie to, że
    nie lubię błota, smrodu i kolejek kilometrowych do prysznica ;)) więc jeśli
    można to już zaklepuję sobie nocleg u cze na przyszły rok, coby mnie nikt nie
    uprzedził ;)
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • cze67 03.07.07, 16:50
    kwiat_paproci napisała:

    > P.S.P.S. W życiu nie rozbiję namiotu obok Rosjan. Nie żebym była uprzedzona do
    > całej nacji z powodu 3 cymbałów, ale tak z dalece posuniętej ostrożności ;)

    A mogłaś nocować pod solidnym dachem, i niekoniecznie w jednym pomieszczeniu, z
    dwoma stuprocentowymi Polakami. W dodatku o ponadprzeciętnej kulturze
    osobistej:-)

    A tak w sumie to wielka szkoda, że się nie spotkaliśmy.
  • kwiat_paproci 03.07.07, 16:50
    Ale mnie inwencja poniosła, przepraszam ;)
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • nierymek 03.07.07, 17:36
    > Bloc Party - może za daleko stałam od sceny, ale nie wciągnęło mnie ani trochę.
    > Materiał nowy mają słaby i tylko piosenki z poprzedniej płyty trochę ratowały
    > sytuację. Bez żalu poszłam więc na Beastie Boys do namiotu i...
    >
    > zmietli mnie z powierzchni ziemi po prostu!!! To szatany i tyle. Było ciasno,
    > gorąco i błotniście, ale niczego to nie ujęło temu koncertowi.
    >
    > Wróciłam jeszcze na końcówkę Bjork, jednak nie mogłam się otrząsnąć po BB, więc
    > za wiele do mnie nie docierało ;)


    miałem dokładnie tak samo. to dobrze. już się bałem, że tylko ja.

    --
    Wypiłem Żubra i jest mi dobrze
    a za chwilę będzie jeszcze lepiej
  • cze67 06.07.07, 11:34
    kwiat_paproci napisała:

    Bez żalu poszłam więc na Beastie Boys do namiotu i...
    > zmietli mnie z powierzchni ziemi po prostu!!! To szatany i tyle. Było ciasno,
    > gorąco i błotniście, ale niczego to nie ujęło temu koncertowi.

    nooooo...
    pl.youtube.com/watch?v=Ubc4vzIXuMk
    pl.youtube.com/watch?v=sk8rNgGVyd0
  • martolka 04.07.07, 11:13
    cze67 napisał:

    > Link:
    > www.kfp.com.pl/index2.html

    Bjork wyglądała przepięknie (i z tego, co piszecie, takoż brzmiała).
    Jak ona przyjedzie za rok jeszcze raz, to ja też chcę zaklepać miejsce u Ciebie
    na podłodze ;-)


    --
    The greatest deception men suffer is from their own opinions
  • aimarek 03.07.07, 22:53
    przeklejam z mojego bloga:

    No cóż, okazałem się ostatnim (a może się mylę?) forumowym sprawiedliwym,
    Mohikaninem, bojownikiem o wolność i demokrację, który rozlokował się na polu
    namiotowym . Nie straszne były mi słońce, deszcz, błoto, śmierdzące toi-toie,
    zasyfione prysznice. Decyzja ta okazała się jakkolwiek nie do końca trafiona. Po
    pierwsze, średni rating rezydentek campingu jakoś drastycznie zleciał w dół,
    comparing to year 2006. Podobnie było zresztą na całym festiwalu. Może to
    dlatego, że był mniej mainstreamowy?
    Po drugie, mój słynny namiot Oasis 4, znany też jako Lubawa 1500, okazał się
    mocno FELERNY, bo przeciekał ostro.

    No ale do rzeczy. Oto jak przenikliwe i zawsze obiektywne oczy i uszy aimara
    zarejestrowały poszczególne koncerty:

    Poza rankingiem:

    O.S.T.R. - widziałem ze 3-4 kawałki i nawet się trochę pobujałem, więc nie było
    to chyba tragiczne, no ale potem doszły mnie słuchy, że Ostry ostro tam
    wieśniaczył. Nie wiem, nie widziałem.

    Mikrowafle - Dosyć zabawne to było i chyba fajne. Szkoda, że byłem zbyt krótko,
    by cuś wyrokować.

    Muse - słuchałem w Lubawie 1500. Głośno jęczeli. Doniesiono mi, że były to
    rzygi. Nie widziałem, ale czy w symulowanej rzeczywistości osobisty kontakt z
    dziełem sztuki ma jakiekolwiek znaczenie? Stawiam tezę, że nie. Wystarczy
    intuicja, a ta podpowiada mi, że było to słabe, więc moja ocena: 0,372821810001.

    No a teraz już ranking top 9.

    9. The Car Is On Fire
    Ja nie wiem, co oni mają w sobie takiego, że mnie denerwują bardzo. Płyt
    (zwłaszcza dwójki) słucham z dużą przyjemnością, ale na żywo to jakoś wychodzi u
    nich niedobór witamin i charyzmy. Kołysali się po tej scenie z ciotowatymi
    uśmiechami i śpiewali jak kastraci. Aczkolwiek jakieś zalążki potencjału były
    widoczne.
    Ocena: 3 batoniki milky way

    8. Bloc Party
    W sumie rozczarowanie, bo "Silent Alarm" lubię niezmiernie i spodziewałem się,
    że przy kawałkach z tej płyty pofruną. Nie pofrunęli z przyczyn analogicznych
    jak TCIOF. Za młodzi są, zbyt nieśmiali, pewno nigdy żaden z nich nawet
    porządnie się nie obrzygał. Ficzer Ostrego - śmiesznie tam biegał na początku i
    rapował do wyłączonego mikrofonu. Zestawiłem sobie Bloc Party z ubiegłorocznym
    Franzem i mimo, że BP dysponują chyba ciekawszym materiałem, to jakoś nie
    wykrzesali ze mnie choćby połowy takich iskier jak prawdziwe SCENICZNE ZWIERZĘTA
    z FF.
    Ocena: 5 szpilek od Lubawy 1500

    7. Afro Kollektief
    Bardzo mje sie podobało, choć nie aż tak jak parę tygodni wcześniej na łódzkim
    koncercie. Nie dlatego, że teraz było słabiej, bo pewnie było lepiej, no ale
    okoliczności nie były aż tak sprzyjające: poziom krwi w alkoholu za wysoki,
    dzienne światło, muzycy daleko od widowni, a nie - jak w Demode - na
    przysłowiowe wyciągnięcie penisa. Jeśli już jesteśmy przy motywach fallicznych,
    to Afrojacek bardzo ładnie tam sobie radził z plastikową imitacją tegoż organu.
    Ocena: 19,52 cm wzwodu

    6. LCD Soundsystem
    Czyli James Murphy jako Jeff Hornacek – brzydki i niezbyt finezyjny białas,
    który musi pokryć Jordana (Bjork). Niestety talentu nie starczyło. Murphy coś
    tam próbował, naparzał ciągle pałką w bębenki, ale dla mnie ta muzyka jest goła
    jak cycki Renaty Dancewicz we wszystkich jej filmach. Nie mówię, że w ogóle mi
    się nie podobało, bo nawet trochę się pobujałem, ale wicie, rozumicie, jak na
    jednego z najlepszych lajwperformerów na świecie i potencjalnie B-Jaxx ad 2007
    to było zbyt monotonne, zbyt słabawe.
    Ocena: 4 kg kartofli


    5. Beastie Boys na dużej scenie
    Pamiętam, że w ubiegłorocznej relacji pisałem o Sigur Ros, że rzucali w nas
    emocjonalną chałwą. No więc Beasties rzucali dobrymi kiszonymi ogórami, smalcem
    i chlapali złotym kłosem. Przynajmniej na początku. Pierwsze kilka numerów –
    znakomite. Ale potem zaczęły się wkradać jakieś ziewy. Znaczy złe to nie było,
    muzycznie bardzo spoko, tyle, że jakoś klimat siadł w pewnym momencie. Zresztą
    jeśli chodzi o ...Boys to wolę Backstreet Boys i po prostu Boys (ich „Biba” była
    hajlajtem całej naszej wyprawy na openera).
    Ocena: 0,168 Borixona

    4. The Roots
    Jak dla mnie było to znakomite. Energia, pozytywny wajb, może za dużo tych
    popisówek i srania po krzakach – przydałoby się więcej KONKRECIKA, ale i tak
    chwilami KORZONKI unosiły się nad lotniskiem, szybowały gdzieś w przestworzach.
    I ja też czułem się w niebo nad Gdynią przez nich wzięty.
    Ocena: 3 litry wyrabianej przeze mnie cytrynówki

    3. Sonic Youth
    Od początku zakładaliśmy, że cel numer jeden to sprawdzić, jakie majtki ma Kim
    Gordon. Nie udało się, ale i tak było wyjebczo. „Schizophrenia” – moc. „Cross
    The Breeze” – miazga. Thurston Moore chwilami trzymał gitarę tak jak Leatherface
    piłę w „Texas Chainsaw Massacre”, a Kim tańczyła opętańczo i pięknie fałszowała.
    Ocena: 6 randek z Tatianą Okupnik

    2. Groove Armada
    To nie LCD spełniło rolę Basement Jaxxu tegorocznej edycji, ale właśnie Armada.
    Fenomenalny koncert w strugach deszczu, który poderwał mnie do zabawy jak nic
    innego na tym feście. Ci, którzy pouciekali w obawie przed ulewą, mogą tylko
    żałować, że nie zaopatrzyli się, jak ja, w płaszczyki przeciwdeszczowe. Podczas
    „Superstylin” po raz pierwszy przebiegła mi przez głowę myśl: „Boże, błogosław
    Alter Art”. Coś pięknego.
    Ocena: 42 uczennice pierwszej klasy liceum ekonomicznego

    1. Bjork
    W jednym z odcinków „Twin Peaks” jest taka scena, kiedy szeryf Truman, Dick
    Tremayne, posterunkowy Brennan i ktoś tam jeszcze, podziwiają w zachwycie Robyn
    Lively i zaczynają recytować jakiś wiersz, „Pieśń nad pieśniami” czy coś.
    Obserwowałem kątem oka forumowych ziąków i chyba wszyscy (oprócz Ilhana, którego
    nie ma) mieli podobne wyrazy twarzy jak postaci z serialu Lyncha. Przed tym
    koncertem, swoim zwyczajem, puszczałem jakieś całkowicie nieśmieszne żarty na
    temat Bjork, ale kiedy islandzkie zjawisko wkroczyło na scenę, poczułem się
    skarcony. Cały sarkazm uleciał z pierwszymi taktami koncertu. Przy „Jodze” się
    rozkleiłem, wspominając swoją pierwszą miłość, która uwielbiała ten kawałek
    (bardzo lubiła też „Join me” zespołu Him), przy „Army Of Me” dałem się porwać
    mrocznemu transowi, na wysokości „Hyperballad” pomyślałem sobie: ona tam śpiewa
    o zrzucaniu rzeczy z klifu, ale jakby kazała nam iść na ten klif i skoczyć, to
    podreptalibyśmy jak lemingi. Zresztą ten kawałek, a w szczególności jedna
    linijka („to be safe up here with you”) to było dla mnie chyba największe
    przeżycie całego festiwalu.
    Ocena: 7,5 kosmyka włosów Pawła Stasiaka

    Dodajmy, że festiwal okazał się ciekawym wydarzeniem towarzyskim, bo miałem
    okazję zapoznać kilka nieznanych mi wcześniej Z REALA postaci. Szkoda jednak, że
    nie było czasu jakoś bardziej się zintegrować. Wydarzenie goniło wydarzenie i w
    tym wszystkim zabrakło takich motywów, że wiecie, stolik, wóda, dysputy o sensie
    życia. Mimo to dobrze było spotkać po roku starych ziomów: Olafura Stefanssona,
    Fabiena Bartheza, Phila Nefila. Ten ostatni, razem z Cze, rozwalali mnie swoim
    "eeeeee!!!", które w końcu skalkowałem. Kubasa wzruszył gestem Garrinchy, kiedy
    to oddał mi swoje 2 ostatnie papsyliony (czyli bony towarowe), za co z głębi
    serca dziękuję, Jazzkam ciągle latał za jakimiś siksami, a Glebson zasłużył na
    potężne disy, bo łaził gdzieś napruty i nawet nie podzielił się flaszką,
    skazując nas wszystkich na definiujące 0.0 HEINEKENY.

    To tyle ode mnie. C u next year, people.

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • cze67 04.07.07, 10:22
    aimarek napisał:

    Ten ostatni, razem z Cze, rozwalali mnie swoim
    > "eeeeee!!!", które w końcu skalkowałem.

    "Uuuuuu" zawsze wychodziło mi pedałowato. Po latach prób i błędów okazało się,
    że właśnie owo "eeeeeee" wychodzi mi w miarę dobrze (A NA PEWNO ODPOWIEDNIO
    GŁOŚNO). I tak już zostanie po wsze czasy. I możecie się sobie śmiać.

    PS. kfiatkosiu - jeżeli mój szeroko rozumiany staus się nie zmieni się -
    miejsce w zajmowanej przeze mnie klitce z poddaszem masz na Openera ad. 2008
    zaklepane. Jako i nefil.
  • jazzkam 04.07.07, 11:38
    kolega mi powiedział, że tak mówili w Trójce. jeśli tak, to dałem się nieźle nabrać.
  • kubasa 04.07.07, 12:28
    Tak, podczas "Violently Happy" *




    ---

    *dla niekumatych, to żart
    --
    "otworzę okno/zbudzi mnie deszcz/na podłodze wysmagane małże"
  • teddy4 04.07.07, 14:07
    Afro Kolektyw - 6/10. Pierwszy raz słyszałem ten zespół i polubiłem go od razu
    za wygląd. Kolega gitarzysta łapie się wizualnie do System Of A Down, a kolega
    klawiszowiec to ani chybi grał w reprezentacji futbolowej Czechosłowacji:).
    Kolega nasz, Glebo jest scenicznym zwierzakiem i ch....:). Muzycznie wporzo,
    aczkolwiek fatalna namiotowa akustyka psuła efekt końcowy.
    TCIOF - 5/10. Szpynie z Warszawy na scenie wyglądają jak średniej klasy
    przedstawiciele handlowi w pracy i coś z tym muszą zrobić. Uwielbiam ich drugą
    płytę, która rzuciła mnie na kolana - ale ich anty-charyzma sceniczna sprawiła,
    że koncert mnie jednak trochę zmęczył.
    The Poise Rite - 6/10. Czasem trzeba wyjechać z Polski z Anglii, żeby zagrać
    coś świeżego, chociaż teroretycznie z zamrożonych produktów. Kapela wygląda i
    brzmi jak wczesny The Cult. Pan ma wokal Iana A., ale wygląd słynnego Andy Mc
    Cluskey'a z OMD. Będzie idolem polskich fanek, jak tylko jakieś radio ich zagra.
    Sonic Youth - 9/10. U mnie w firmie jedna pani inżynier też wygląda jak Kim
    Gordon! Reszta towarzystwa z wyjątkiem dodatkowego bassmana coraz bardziej
    przypomina podstarzałych konsultantów, ale w niczym to nie brzmieniło siły tej
    kapeli. Staliśmy z Cze pod sceną z rozdziawionymi otworami gębowymi i co tu
    więcej napisać?:).
    The Roots - 8/10. Nie znałem - więc niczego się nie spodziewałem. A tu proszę,
    alleluja i do przodu:)))).
    NOT - 5/10. Kol. Wandachowicz skutecznie przekonywał o wyższości basu Fendera
    nad Rickenbackerem:). Kapela jest bardzo sprawna, ale ma często żenujące teksty
    (można by pomyśleć, że to Kondratowicz (a nie Wandachowicz) je pisze).
    Dramaturgia występu taka sobie. Gościnnie występujący Agim z Oszibaraka zagrał
    niezłe solo na tereminie.
    Apteka - 3/10. Peanów nie będzie. Sekcja świeża i to było słychać. Kodym w
    formie standardowej. Zastanawiam się jakim cudem wytrzymał tak długo na
    scenie:))).
    Groove Armada - 10/10. Jeśli znało się ten zespół tylko z płyt, to można było
    przeżyć największy szok in plus festiwalu. Ten puls zostanie we mnie chyba do
    końca życia:)))).
    Beastie Boys - 7/10. Grać to oni nigdy nie potrafili za dobrze, ale udowodnili
    że w niczym to nie przeszkadza. Podobało mi się określenie "3 Woodych Allenów"
    z Gazetki Fesriwalowej - bardzo trafione.
    Muse - 4/10. 4 pkt. za scenografię. "Skończyli się na pierwszej płycie" i to
    cały czas udowadniają. Pan Bellamy bardzo zdolny - tylko co z tego dla nas
    wynika?
    Andy - 5/10. Bywało lepiej z dziewczynami. Nie rozumiem, dlaczego tak
    niechętnie sięgają po jakiekolwiek efekty gitarowe? Brzmienie "czystych gitar"
    nie najlepiej pasuje do dźwięków, które grają koleżanki. Zauważyłem, że kol.
    Dziewit ma naprawdę mocny głos, jeśli akurat nie gra na gitarze.
    Bloc Party - 5/10. Brzmi na herezję - ale doczekaliśmy takich czasów w których
    najgorętszy zespół brytyjski AD 2005 okazuje się być muzycznie lata świetlne za
    Myslovitz czy TCIOF. Na żywo słychać to jeszcze bardziej.
    Bjork - 10/10. Ten, co pisał o playbacku na FM to pewnie ten sam koleś, który 4
    lata temu stojąc na Sisters Of Mercy obok Martolki, Nefila i mnie,
    krzyczał "Oszustwo, grają z płyty, nie ma perkusisty!". Nie wiem, co to był za
    dziwny instrument - stolik z krążkami:).
    LCD Soundsystem - 10/10. Spodziewałem się na scenie jakichś młodziaków, a tu
    wyszli prawie Philip Seymour Hoffman z gitarą, grubawy Murphy, prawie Levon
    Helm na perkusji i dali takiego czadu jak Talking Heads na "Stop Making Sense".
    Szczęka legła mi w błocie i dopiero wczoraj pan dentysta wstawił mi nową.

    Generalnie - impreza podobała mi się bardzo i przyjadę w przyszłym roku, choćby
    grali Happysad, Pidżama, Scooter i Meryljon. Szpynie z Alter Art to jednak
    fachowcy:).
  • cze67 06.07.07, 09:56
    Andy - 5/10. Bywało lepiej z dziewczynami. Nie rozumiem, dlaczego tak
    niechętnie sięgają po jakiekolwiek efekty gitarowe? Brzmienie "czystych gitar"
    nie najlepiej pasuje do dźwięków, które grają koleżanki. Zauważyłem, że kol.
    Dziewit ma naprawdę mocny głos, jeśli akurat nie gra na gitarze.

    Ot i zaskoczenie. Największy fan grupy na tym forum ocenił ów występ znacznie
    niżej ode mnie. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że ted już się oswoił
    z urodą bandu a ja po raz pierwszy widziałem dziewczęta na scenie. A jak
    powszechnie wiadomo nie ma seksowniejszego widoku jak dziewczyna z gitarą
    (szczególnie basową) i za perkusją.
  • olgicz 04.07.07, 13:38
    Wreszcie SONIC YOUTH w Polsce. Wruszyłam się bardzo, też doborem kawałków.
    Widziałam ich chyba z 10 lat temu na Reading Festival i było słabo bo grali
    przed Stone Roses (nie zapomnę do końca życia) i angole przez cały Sonic
    skandowały "Stone Roses". BJORK - brak słów, wiekie pozytywne zaskoczenie. Czad
    po każdym względem - muza, wokal, taniec, strój, chórek, trans. BEASTIE BOYS -
    wyluzowane chłopaki, dajcie nam takich tatusiów.
  • sss9 28.07.07, 15:34
    olgicz napisała:

    > Wreszcie SONIC YOUTH w Polsce. Wruszyłam się bardzo, też doborem kawałków.
    > Widziałam ich chyba z 10 lat temu na Reading Festival i było słabo bo grali
    > przed Stone Roses (nie zapomnę do końca życia) i angole przez cały Sonic
    > skandowały "Stone Roses".

    ??? chyba jednak znasz ten readingowy koncert SY z opowiadań ultra fana SR. :)
    było tak, że na SY wszystkim szczęki opadły do ziemi, a wyczekiwany przez fanów
    występ SR okazał się beznadziejnie fałszywym beczeniem zdychającego starego
    barana nudnym spektaklem, z którego tłumy salwowały się ucieczką.
    sam oceniam występ SY z Reading znacznie wyżej niż ten openerowy. ale cóż, 10
    lat minęło. ;)
  • madee1 28.07.07, 16:35
    sss9 napisał:

    > ale cóż, 10
    > lat minęło. ;)

    Nawet chyba 11 :)

    --
    between grief and nothing,
    which would you choose?
  • cze67 21.08.07, 14:31
    W najnowszym numerze Lampy dwie wielce obszerne i osobiste relacje
    (z podaniem imion żon i przyjaciół włącznie) z Openera.

    --
    Płonę jak beczka z naftą/Ja bez sensu tak beznadziejnie spalam się
    Zamiast ogrzać komuś dom/Pozostawiam tylko sadzę, dym i swąd
  • pagaj_75 05.07.07, 17:45
    dokładnie to.

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • kwiat_paproci 06.07.07, 12:37
    ciekawe czy tylko mnie lekko przeraża ten stoliczek ? ;)
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • p.o.box.77 08.07.07, 01:16
    ok. wróciłem niedawno z "nad morza" wszystko już zostało dawno powiedziane. to
    ja dorzucę dla mniej uważnych że prezentowałem toto lata świetlne temu w sekcji
    youtube :D, a nie dośc że ze mnie taki wizjoner, to dodam że sa takie tylko dwa
    na świecie. a bjork nawet nie kupiła tego jednego tylko wypożyczyła na trasę.
    nie mniej to miło z jej strony.
  • digsa 06.07.07, 16:01
    Może dodam coś od siebie.

    Gdybym miała zrobić moje top 5 chyba wyglądałoby tak:

    1.Sonic Youth
    2.LCD Soundsystem
    3.Beastie Boys
    4.Afro Kolektyw
    5.Bjork

    Sonic zmietli mnie z ziemi. Na LCD nieźle się wytańczyłam, szkoda, że dość
    krótko zagrali. Koncert Beastie zapowiadal się beznadziejnie, tzn. byłam
    kompletnie przemoczona i umierałam z zimna, na szczęście uratowała mnie bluza
    mojego chłopaka ;> Na Afro strasznie czekaliśmy, i nie zawiedli, genialnie.
    Bjork moze byłaby wyżej, gdyby nie te cholerne basy czy co to tam było.

    TCIOF dali taki koncert na 6, The Roots w sumie niewiele widziałam, ale i tak
    było bardzo fajnie, Dick4Dick i Mikrowafle - hehehe, Bloc Party zawiedli a NOT
    był nie do wytrzymania.

    Poza tym miło było posiedzieć i pogadać przy piwie, choć była to naprawdę krótka
    chwilka.
    Niemiło było zobaczyć dziś swoje zdjęcie w gazecie ;>
  • sss9 06.07.07, 18:30
    był czad. :)
    kapitalne występy Pink Freud, LCD Soundsystem, The Roots, Sonic Youth i dzięki
    drugiej szansie także Beasties.
    bardzo miłe zaskoczenie, to Crazy Penis, mają to czego brak nie tylko Novice,
    ale większości polskich artystów - ruch i żywioł na scenie.
    fajnie choć trochę za dużo "jajec" dało Bassisters Orch.

    dziegciu:
    wyprowadzające z równowagi, niezrozumiałe decyzje organizatora w sprawie poboru
    opłat za parking (za każdorazowy wjazd jednego dnia 10 pln) i jego zmieniającą
    się z dnia na dzień lokalizację (niby z powodu błota, ale przechodząc tym
    rzekomo nienadającym się do parkowania areałem, okazało się, że jest OK)
    w sobotę z powodu opieszałej obsługi bramki parkingowej dwugodzinny korek przed
    wjazdem na parking. w końcu, chyba interwencja policji spowodowała przesunięcie
    bramki w głąb terenu lotniska i płynny wjazd na imprezę.
    piwo zmrożona lura, żarcie liche i słaby wybór, kawa... dwa busiki Jacobsa, to
    chyba za mało.
    zero informacji o zmianach w godzinach czy nawet dniach występów niektórych
    artystów.
    no i na koniec, zero reakcji organizatora na efekty sobotniej ulewy. jakby
    przyjął błotniste bajora pod scenami i w namiocie za oczywistość nie wymagającą
    interwencji, a przecież gdzie indziej myślą nawet wtedy gdy deszcz zalewa oczodoły:
    bi.gazeta.pl/im/2/4295/z4295542X.jpg
    mimo wszystko jakość samych koncertów w znacznym stopniu rekompensuje oczywisty
    spadek nastrojów spowodowanych kiepską aurą i poza artystycznymi
    niedociągnięciami. słuchy chodzą, że w przyszłym roku będzie więcej scen, więc
    jeszcze trudniej będzie cały ten zgiełk ogarnąć, ale jest też nadzieja na pogodę
    jak w roku ubiegłym i rozwój strefy karmienia. na poprawę jakości napitku
    specjalnie nie liczę, w końcu prawdziwe piwo musiałoby kosztować ze 4 kupony.
    :)
  • marcelina_prust 09.07.07, 16:21
    Dla mnie ciągle ponad wszystkim unosi się Anchor song w części po islandzku
    (chyba islandzku).

    Tak bardzo ponad wszystkim, że jako zdecydowana podczytywaczka SF postanowiłam
    się nawet odezwać :-)


    --
    Powaga jest tajemniczą postawą ciała, służącą ukryciu niedociągnięć umysłu
  • cze67 09.07.07, 16:24
    Jeszcze teraz jak opowiadam komuś o koncercie Bjork to wciąż mam ciarki na
    ciele.

    Witamy na forum.
  • pagaj_75 09.07.07, 23:26
    no dobra, wiem, że spóźniony opis, ale w zeszłym tygodniu nie dało rady. dla
    mnie ten Open'er był trochę słabszym od zeszłorocznego, ale też line-up leżał mi
    mniej wygodnie niż ten z roku 2006. niemniej na gwiazdach się nie zawiodłem.
    Może tylko Bestie przynudzały w tych instrumentalach - nie kumam co w nich
    takiego wspaniałego i dlaczego miałbym iść na drugi koncert złożony tylko z
    samych takich kawałków. dla mnie jednak Bestie to rapowane teksty i muzyka
    "hej-do-przodu", a nie jakieś pitolenie. The Roots zaczęli znakomicie, ale
    zepsuli totalnie końcówkę tym "Masters of War". Kurwa, wszystko co najgorsze w
    prog-rocku stanęło mi przed oczami. Jeśli chodzi o Muse - litościwie zmilczę. Za
    stary jestem, żeby się jarać takimi kapelkami.

    należę do tego obozu, dla którego w tym roku zdecydowanie pozamiatała islandzka
    Brzoza. no sorry, może nie powinienem popadać w egzaltowane tony, ale gdzieś tam
    w środku całego setu, być może na wysokości "Anchor Song" bliski byłem tego,
    czego chłopaki podobno nie robią. kocham tą kobitę i chcem mieć z niom dzieci, no.

    poza tym, poszalałem (choć to nie moje klimaty) na Sonic Youth i LCD
    Soundsystem. Bloc Party mnie nie przekonało - na scenie jacyś Murzyni, a zero
    baunsu ;) Groove Armada zaczęła świetnie i zanosiło się, że będą takimi Basement
    Jaxx tej edycji, ale w tym momencie lunęło z nieba i zrejterowałem do namiotu,
    gdzie zobaczyłem z kolei taki Ladytron tej imprezy, czyli Crazy P. pani na
    wokalu fajna, ale tak poza tym, to raczej sztampowy popik, bez rewelacji.

    osobna nagroda dla kapeli Mikrowafle, jedynej z tzw. Sceny Młodych Talentów,
    których warto było zobaczyć chyba, choć to niewątpliwie rzecz poza wszelkimi
    klasyfikacjami. niemniej, kolega The Complainer (tak, Brain, to do Ciebie ;))
    mógłby się od nich wiele nauczyć w kategoriach wiochy, która bawi.

    na Pink Freudzie byłem tylko przez moment, ale był to moment magiczny. z
    Bassisters Orkiestry wyszedłem z Glebogryzarką, równie jak on nie kumawszy
    fenomenu. ja rozumiem, że spotkało się paru znanych kolesi, którzy bawią się
    świetnie grając ze sobą, ale to jeszcze nie powód, żeby z wynikami tych zabaw
    pchać się na scenę czy do studia. dla ludzkości raczej nic ważnego z tego nie
    wyniknie.

    na scenie namiotowej przez moment widziałem również (jako chyba jedyny z forum)
    coś, co zwało się East West Rockers, czy jakoś tak... jak przeczytałem w
    programie, że to jacyś rasta-kolesie, to się zjeżyłem, bo wszelkie polskie próby
    podejścia do karaibskich klimatów kojarzą mi się z jednym wielkim żenua, kleską
    i pożogą. a tymczasem EWR nawet dawali radę. koleś za sprzętem generował
    naprawdę rasowe elektro-bity, flow wokalistów nie pozostawiał zbyt wiele do
    życzenia, jedynie w tekstach znów pełno banałów o tym na przykład, że wszyscy
    politycy kłamią.

    w ogóle to jakoś mało w tym roku widziałem, jakiś niedosyt pozostał. no cóż,
    chyba taki to już efekt folołapa do świetnego efortu, jakim był poprzedni event
    z cyklu Open'er. ale jeśli za rok organizatorzy znów wygenerują porównywalny
    skład artystowski, to jadę bez zadawania pytań.

    --
    Jazz is not dead. It just smells funny. (Frank Zappa)
  • p.o.box.77 10.07.07, 10:04
    ja tez czuje że poprzedni opener był "pełniejszy" w kontekście muzycznym.

    beastie boys w namiocie byli totalnie ścięci jakby po koncercie uderzyli w
    ostro zakrapiane tany i drugi występ mi też nie specjalnie.

    ale to co mnie jakoś odrzuciło to zmiany dezorganizacyjne... alterartu.

    tylko oni mogli wiedziać ile sprzedano biletów, ilu ludzi pojawi sie na
    festiwalu. pogoda nie dopisała to jeszcze pogorszyło sprawę.

    kolejki do jedzenia makabryczne, ile browarów można wypić?

    no i czynnik ludzki.. w sobotę o 19.30 zakopałem się na parkingu... od niby nic
    specjalnego, pare aut sie tez zakopało... ale żeby znaleźć kogoś do pomocy
    zajęło mi 1,5h, a sukinkoty ["ziomki z warszafki"] których wypychałem z błota
    nawet kwafa nie podziękowali, o pomocy nie wspomnę...

    chyba wolałem jak mniej ludzi przyjechało rok temu...

  • aimarek 10.07.07, 11:07
    p.o.box.77 napisał:

    > ja tez czuje że poprzedni opener był "pełniejszy" w kontekście muzycznym.

    Ee no ja za bardzo nie wiem o co chodzi. Przeanalizujmy gatunkami.

    1) brytyjskie granie dla młodzieży: Placebo vs. Muse (pewno zbliżony poziom)
    2) brytyjskie granie dla młodzieży, ale w klimacie nowofalowo-tanecznym: Franz
    vs. Bloc Party (akurat dla mnie przewaga Franza)
    3) klimaty okołohiphopowe: Streets, Farel, Kańje gegen Roots, Bestie, Dizzee (wg
    mnie dość wyrównany poziom, chociaż nie widziałem Rascala)
    4) islandzkie dziwadła: Sigur kontra Bjork (Brzoza bez wątpienia "pełniejsza" i
    jakiś miliard razy lepsza)
    5) muzyka świata: Manu Chao - Indios Bravos (hmm...)
    6) namiotowe WYGIBASY z laskami na wokalu: Ladytron vs. Crazy P, Freeform (nie
    byłem, nie wiem)
    6) taneczne ensembles: Jaxx, Coldcut, Scissor Sisters - Groove, LCD (no tutaj
    jak dla mnie przewaga 2006, chociaż nie tak wyraźna jak w punkcie 4. na rzecz 2007)
    7) samotni dj-e: Sanchez kontra Garnier (za mało widziałem)
    8) DINOZAURY ROCKA: Skin - Sonic Youth (no dobra, wiem, że nieuczciwe
    zestawienie, ale przejesz sam Lee Ranaldo odgryza łysą głowę Skin).

    No i w tym roku mieliśmy najchłodniejszy po Papsach koncertowy zespół w Polsce
    (Afrojacki) oraz ponoć znakomite Pink Freud. Krótko mówiąc, jak na moje oko to
    ciężko powiedzieć, żeby 2006 górowało jakoś nad 2007. Zdaje się, że zarówno pod
    względem różnorodności jak i poziomu były to festiwale zbliżone, dla mnie
    osobiście ze wskazaniem na 2007.

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • cze67 10.07.07, 11:12
    No to się cieszę z opinii aimara, bo ja oczywiście, rekompensując sobie
    nieobecność na poprzednim Openerze(z którego to powodu gryzłem przez wiele
    miesięcy paznokcie) jestem jak najbardziej ZA wyższością tegorocznego
    wydarzenia nad ubiegłorocznym.
  • cze67 10.07.07, 16:43
    Nie kumam tego zupełnie (SY - zero emocji?, Roots - zasnąłem??, Bjork
    poprawnie??? LCD - ściema????), ale wrzucam, żeby nie było, że wszystkim (no,
    oprócz jazzkama oczywiście) się na Babich Dołach podobało:
    www.polskieradio.pl/trojka/felietonbd/
    A to już pierdoły w iście pisowskim stylu:
    "Wszyscy zaś którzy oszukują się, że było super, są ofiarami auto-spinki i
    zmuszają się do podziwu dla LCD Soundsystem, Bjork i B-Boys na zasadzie
    Gombrowiczowskiego wymuszonego uwielbienia dla Beethovena. Może zapłacona, dość
    wysoka w sumie, cena za karnety, nie pozwala im uczciwie przyznać, że tym razem
    nie wypaliło."

    "Zmuszają się do podziwu"... Taaa, znaczy się, byłem senny i mnie się nie
    podobało, więc 40 tysięcy ludzi MUSI odczuwać to tak jak ja.
  • aimarek 10.07.07, 17:22
    Ten ostatni akapit - wiadomo, że z dupy wzięty, ale cały felieton jest
    świadectwem zjawiska, które drąży moją duszę i zasiewa niepokój od dawna, a o
    którym wielokrotnie gadałem z Kubasą, Pagajem, a akurat wczoraj z Jazzkamem.
    Nazwałbym to desensytyzacją. Wielość bodźców muzycznych, jakim sami się
    poddajemy może prowadzić do znieczulenia. Przeciwstawić temu mogą się tylko
    ludzie obdarzeni wielkim zasobem sił witalnych. Cze, sorry za wycieczkę ad
    personam, ale jak na Ciebie patrzyłem to mimo, że słuchasz muzyki pewnie od
    jakichś 100 lat, zdajesz się reagować 3 razy bardziej żywotnie niż ja, więc
    zasadniczo rozumiem Dejnarowicza doskonale. On po prostu wypowiada się w imieniu
    takich jak ja i paru innych z tego forum. Część z nas nie zajarała się tym
    eventem specjalnie, inni (m.in. ja) jeszcze doznawali ostro, ale też czuliśmy w
    powietrzu, że, wisz, "nigdy papieros nie będzie tak smaczny a wódka taka zimna i
    pożywna".

    Muzyka się skończyła. Pora umierać.

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • aimarek 10.07.07, 17:26
    Aha, dla jasności: zdecydowana większość ocen Dejnarowicza kompletnie obok
    tarczy, ale np. co do LCD w sumie dziabnął dobrze.

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • cze67 11.07.07, 09:22
    aimarek napisał:

    Cze, sorry za wycieczkę ad
    > personam, ale jak na Ciebie patrzyłem to mimo, że słuchasz muzyki pewnie od
    > jakichś 100 lat, zdajesz się reagować 3 razy bardziej żywotnie niż ja, więc
    > zasadniczo rozumiem Dejnarowicza doskonale.

    Ależ to dla mnie komplement, więc nie ma za co sorry. Zjawisko rozumiem, ale
    wydaje mi się, że zależy to od predyspozycji osobniczych. Jak mnie coś na
    koncercie rusza to po prostu się temu poddaję, jak wzrasta napięcie w muzyce
    LCD to mnie porywa (jak nie porywa jak porywa?), jak basy napierdzielają na
    Bjork i słyszę histerię w jej głosie to się mi to udziela. Maff doznaje obrazów
    w czasie słuchania, a u mnie pracuje ciało:-) To pewnie jakiś rodzaj empatii.
    Więc dla mnie, z powodu wielości takich i tym podobnych bodźców było to
    przeżycie, ten Opener mocne i, pardon le mła, w sumie dosyć niezwykłe.
    No.
    A wracając do Borysa, to nie wiem co np. miałby zrobić Sonic Youth takiego,
    żeby się mu spodobało. Grali świetnie, była energia, radocha, była tańcząca i
    fałszująca pani Kim i nie wiem, czego jeszcze mieliby dokonać, żeby ów doznał.
    Itd.
  • cze67 11.07.07, 10:01
    A tak w ogóle to:
    gigblog.pl/category/opener/
    Słuchając Sabotage myślałem sobie: jakie te ludzie są zakłamane, jakie
    dwulicowe - szaleją razem z zespołem, wydzierają się do nieprzytomności, z
    pozoru wygląda, że świetnie się bawią, a to zwykła zmyła, wewnątrz chłód i
    kombinowanie, cała ta zabawa z wyrachowania i żalu za dwiema i pół bańkami.
  • p.o.box.77 11.07.07, 12:07
    b-boysi moim zdaniem chcieli za duzo...

    pierwszy występ na głownej scenie był mocny, nawet bardzo mocny, MMMike i w
    ogóle, ale dziki tłum ludzi i pogoda nie nastrajały do szaleństwa...


    a drugi występ, no sami artysci byli chyba ostro zwaleni... zagrali te same
    kawałki + kilka nowych.. klimat był super reakcja publiczności euforyczna, a
    mimo to mnie nie wciągnęło. czemu? sam nie wiem. no nie mogłem. gdyby to był
    pierwszy występ z DJ to by mnie chyba rozerwało, a tak..

    takze tak marudzę sobie. bo może za dużo oczekiwałem. myślę że gdyby był
    wyrazny podział na koncert instrumentalny i 3mc1dj to by było wszystko jasne,
    utwory mogłyby się powtarzac itd.

    sabotage w namiocie nie doczekałem, snułem sie strąbiony w kierunku dużej
    sceny, jak ćma do światła w hipnotycznym rytmie coraz głośniejszego "Hunter"...
  • aimarek 11.07.07, 15:36
    cze67 napisał:

    > Ależ to dla mnie komplement, więc nie ma za co sorry.

    No w sumie taka też była intencja.

    W sumie po dłuższej chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że póki będą
    takie akty jak Basement Jaxx, Coldcut czy Groove Armada, to zblazowanie jednak
    mi nie grozi. Bo nie ma to jak dobry BALECIK, misiaczki <palacz>

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • cze67 11.07.07, 15:39
    aimarek napisał:
    Bo nie ma to jak dobry BALECIK, misiaczki <palacz>


    Szczególnie w świeżym błotku <podwójny palacz>
  • tomash8 11.07.07, 14:48
    aimarek napisał:

    > Ten ostatni akapit - wiadomo, że z dupy wzięty,

    Cały felieton jest z dupy wzięty, Borysek jest sfrustrowany bo mu koncert
    średnio wyszedł, i dlatego cały festiwal był do niczego, biedactwo. Ja kiedyś
    jechałem na pewien koncert tuż po wyjściu z gabinetu dentysty(leczenie kanałowe
    bez znieczulenia), i na tym koncercie w związku z tym się bawiłem bardzo tak
    sobie. Ale nie uważam że był on słaby. Nie twierdzę bynajmniej że festiwal
    musiał się każdemu podobać, ja wiem że ciągły deszcz, chujowe piwo i tego typu
    atrakcje potrafią nieco zepsuć atmosferę, ale chyba w koncertach chodzi jednak
    głównie o muzykę, czyż nie?
  • cze67 11.07.07, 15:01
    Dzisiaj w Programie Alternatywnym w Trójce od dziewiętnastej wspominki z
    Openera.
  • sss9 11.07.07, 15:11
    ta jego kapela to zręczny szwindel. zachwyty mediów nad ich płytą także. chyba,
    że wytłumaczeniem zachwytów dziennikarzy muzycznych jest ich młody wiek i
    nieznajomość tego co zdążyło się już w muzyce wydarzyć.
    wątpliwą wartość tej kapeli wszyscy poznali właśnie na Openerze i zasadnym jest
    pytanie czy i czym TCIOF zasłużył na supportowanie SY? czy w ogóle zasłużył na
    dużą scenę?
    moim zdaniem chłopcy powinni co najwyżej podawać ręczniki weteranom, bo nawet na
    scenie dla debiutantów nie wypadliby lepiej. a tak dzięki (jak sądzę)
    towarzyskim koneksjom będą mogli sobie w CV dopisać: "graliśmy przed Sonic Youth".
  • cze67 11.07.07, 15:21
    No, ja akurat bardzo lubię słuchać drugiej płyty TCIOF i nie zmienią tego
    KONTROWERSYJNE wpisy Borysa. Fakt, że na dużej scenie zaginęli. Nie-fakt, że,
    jak pisze w/w już do końca festiwalu z owej sceny i w jej kierunku wiało
    chłodem. Przykładem koncerty SY, BeastieB czy The Roots.
  • sss9 11.07.07, 15:30
    być może Borys imaginuje sobie, że deprecjonując cały fest, podreperuje sobie
    samopoczucie po własnej katastrofie. chyba bez powodzenia.
    w zasadzie, podczas ich występu zastanawiałem się nad powodami, dla których
    organizator wstawił ten zespół na dużą scenę, a nawet z jakiego powodu w ogóle
    ich zaprosił na Opener? czy ktoś z organizatorów wcześniej widział ich dobry
    koncert, czy wystarczyły rewelacyjne recenzje drugiej płyty?
    pamiętam, że przy okazji pierwszego albumu też robiono im dobrą prasę, tylko, że
    w sklepach nie chwyciło, a płyta okazała się dla mnie kaszanką.
  • tomash8 11.07.07, 15:44
    cze67 napisał:
    Fakt, że na dużej scenie zaginęli.

    Tak samo zaginęli na woodstocku dwa lata temu(niby nie ma co tych imprez
    porównywać, ale i tu i tu jest duża scena, dobre nagłośnienie i duuuużo ludzi),
    wręcz zaryzykowałbym twierdzenie, że wypadli jak banda amatorów z garażu. Co nie
    zmienia oczywiście faktu że drugi album jest całkiem sympatyczny.

  • kubasa 11.07.07, 15:08
    Borys tam popłynął z Gombrowiczem, bo o ile pamiętam to fragment, na który
    powołuje sie Borys dotyczy sytuacji koncertu. Czyli nie, że podneicamy się Afro
    a narzekamy na LCD, albo podniecamy się ostatnim openerem, a narzekamy na ten,
    bo to przecież idealnie wpisuje się w Gombrowiczowski schemat. Prawda jest
    taka, że w pierwszy dzień bardzo się podniecałem Sy i Roots, ale drugiego dnia
    niewiele z tego pamiętałem. I tym większe oczarowanie genialną Bjork. Aha,
    fajnie że ktoś poza mną dissuje LCD <palacz>. New York I Love You to była
    pomyłka.
    --
    "otworzę okno/zbudzi mnie deszcz/na podłodze wysmagane małże"
  • tomash8 11.07.07, 15:51
    kubasa napisał:

    Prawda jest
    > taka, że w pierwszy dzień bardzo się podniecałem Sy i Roots, ale drugiego dnia
    > niewiele z tego pamiętałem.

    Generalnie plenerowe występy, a już zwłaszcza na festiwalach mało kiedy są tak
    dobre jak w klubach(halach), w ogóle na każdym festiwalu niezależnie czy jest
    Open'er czycokolwiek innego 1/3 czasu spędza się na gadaniu i piciu ze
    znajomymi, 1/3 na staniu w różnorakich kolejkach czy spaniu no i resztę na
    aktywnym uczestnictwie w koncertach. Dlatego też troszkę smieszy mnie robienie z
    open'era niewiadomo jak wielkiego wydarzenia artystycznego. Festiwale to przede
    wszystkim dobra zabawa. Niekoniecznie połączona z wielkimi doznaniami natury
    artystycznej.
  • aimarek 11.07.07, 16:01
    tomash8 napisał:

    > Dlatego też troszkę smieszy mnie robienie
    > z
    > open'era niewiadomo jak wielkiego wydarzenia artystycznego. Festiwale to przede
    > wszystkim dobra zabawa. Niekoniecznie połączona z wielkimi doznaniami natury
    > artystycznej.

    Właśnie mam bardzo podobne podejście i dlatego zawsze optowałem za tym, żeby
    open'er nastawiał się na pure fun. Jedynie tegoroczna Bjork mi zaburzyła
    koncepcję, bo to akurat było spore wydarzenie artystyczne.

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • kwiat_paproci 11.07.07, 22:49
    wszyscy tak o tym, że w klubie to co to by nie było, ale...
    - ilu z was załapałoby się na koncert sonic youth w jakimś małym klubie
    - skąd wiecie, że tam udźwiękowienie byłoby cacy

    Piszę to, bo wnerwia mnie już to całe gadanie, że SY do kitu, bo to nie klub. A
    już tekst pana Borysa, że "wizualizacje fajne, ale to mogę sobie w domu przecież
    pooglądać" jest totalnie lamerski.
    --
    Jestem chuligan, gbur aspołeczny,
    Zły, proszę państwa, zły i niegrzeczny!
  • p.o.box.77 11.07.07, 11:51
    ok. analizować można ale to dziwnie będzie wyglądać:

    ad1. brit teens: ok zgadzam się, chociaż wole glębokie basy muse niż liryczno
    społeczne tekstu Moloko.

    ad2. franz na koncertach to dla mnie dno [glównei przez beznadziejne
    brzmienie], a block party mi sie podoba, jest bardziej energetyczne i chlopaki
    sie chyba milo bawią...

    3. dizzie zawiódł na całej linii. grime to jednak trche dresiarsko
    bullterierowe klimaty, na płytach rascal jest znacznie bogatszy brzmieniowo
    [nie wspomne o dj semtexie, ktory "czarował oralna obsługą miksera, tyle że
    wtedy zazwyczaj nic nie robił rękoma a jedną to miał zawsze wolną.. to dla mnie
    masakryczny upadek z dużej wysokości]

    tu bym nie wrzucał wszystkch do jednego wora: streets, roots, b-boys wszystko
    fajne koncerty tu po równo acz w zeszłym roku był tylko streets [zatem 2:1 dla
    2007 ? :D]

    4. o tego tez bym tak nie nacjonalizował. sigur czołg, bjork rozszczepienie
    atomów. oba koncerty były dobre, ale bjork lepsza

    5. nie no wybaczcie ale manu, chociażby ze względu na staż :D

    ad6. w tym roku nie byłem na crazy p. w zeszłym ladytron ok. [punkt dla 2006 :D]

    ad6 bis: jaxxi i coldcut.. no nie tu stawiam wyraźnie 2006. coldcut mieszanka
    wszystkiego od hh do d'n'b.. nie no fachury... 2006

    ad7 bez porównania inna jazda. garniera to bym z greenewayem porównał raczej.

    ad8 bez porównania. sonics 100%, a skin podaj im gitary.

    nadal ogólne wrazenia: w zeszłym roku byłem naładowany muzyką, w tym mam
    wyraźny niedosyt. ale przyznaje że przez okoliczności dodatkowe nie byłem na
    wilu koncertach...




  • cze67 11.07.07, 12:00
    Może to "efekt drugiego razu"? Dla mnie było to nowe, a poza tym - nie miałem
    do czego porównać, więc uważam, że było w pytę. A WY jesteście już starymi
    WYJADACZAMI, którzy zachłysnęli się festiwalem rok temu a w tym przyszła pora
    otrzeźwienia, refleksji i MĄDRZENIA SIĘ.

    Za rok ja też będę wybrzydzał:-)

    Bo np. pierwszy festiwal filmowy Era Nowe Horyzonty w którym uczestniczyłem
    trzy lata temu był IMO zdecydowanie najlepszy, mimo, że część publiczności była
    chujowa i do wyrzucenia.
  • p.o.box.77 11.07.07, 12:16
    cze pewnie masz racje, ale sam przyznasz że

    początek festiwalu 2006:
    2h na nic w kolejce do kampingu potem szybka gonitwa na browar i wskoczenie w
    tłum piszczących nastolatek i pogos pod sceną przy manu chao

    jest lepszy niż:

    dojazd pks do redy potem skm potem openerowy bus potem kitranie wszystkiego w
    skatrpetkach bo czeszą i dłuższa chwila na browar żeby stanąć pod reżyserką i z
    zażenowaniem oglądać jak kim gordon nie może dostać odsłuchu ...

    no ja jestem strasznie wrazliwy ja nie moge na takie rzeczy patrzeć.

    sam rozumiesz że tych dwóch początków prawie nie da się porównać... :D
  • cze67 11.07.07, 12:50
    P.o. a co powiesz (Ty I WSZYSCY POGODOWI NARZEKACZE) na taki scenariusz: jazda
    przez całą Polskę pociągiem, przy pięknej pogodzie, w końcu burza na obrzeżach
    śląskiej aglomeracji taka, że świata nie widać. Kilkugodzinne chodzienie po
    Katowicach W STRUGACH deszczu. Przyjście na mokry Stadion Śląski (dobrze, że
    inaczej niz na Openerze, położyli na murawie jakieś maty, więc nie grzęźliśmy w
    błocku, dwie godziny przed występem - po godzinie zaczyna znowu lać a w dodatku
    grzmieć, jestem cały przemoczony, mimo płaszcza-pałatki na sobie, jacyś
    koleżkowie stojący pod plandeką wylewają z niej wodę prosto na mnie, są
    podpici, głośni i w ogóle, organizatorzy zapowiadają, że koncert może się w
    ogóle nie odbyć, zaczyna się, ale deszcz pada nie tylko na nas ale i na
    muzyków, z których jeden (klawiszowiec) krzywi się i wygląda na bardzo
    niezadowolonego. Letka obawa o własne życie, z powodu walących piorunów oraz
    zdrowie z powodu 100 procentowego zawilgocenia całego ciała, a po koncercie
    pięciogodzinne włóczenie się po niezbyt urodziwym katowickim dworcu w
    przemoczonych butach?
    I wielka radocha ze znakomitego koncertu.
    Wiadomo, że trudno porównywać występ, na który czekało się wiele lat (mówię
    oczywiście o Genesis) z koncertami mniej lub bardziej lubianych wykonawców. NO
    ALE BEZ PRZESADY. Ja też nie byłem zachwycony błotem i tym wszystkim co tam
    przeżyliśmy. Chciałbym sobie poleżeć na trawce z kobietą u boku i
    pokontemplować muzyczne dźwięki. Ale koncerty były NAPRAWDĘ na wysokim poziomie
    i sprawy pogodowo-organizacyjne nie powinny, według mnie oczywiście, aż tak
    przysłaniać faktu, że była to bardzo dobra impreza.
  • p.o.box.77 12.07.07, 10:20
    true.
  • p.o.box.77 12.07.07, 10:25
    dziś odebrałem auto z prania tapicerki totalnie uwalonej w babidolnym błocie.

    tym samym zakończyłem wspomnienia pozamuzyczne. przepraszam, dziękuję,
    pozdrawiam.
  • cze67 12.07.07, 12:34
    A propos tematu - klub czy plener, to jednym z powodów mojej absencji w zeszłym
    roku był fakt, że nie wyobrażałem sobie występu JEDYNEJ znanej i lubianej
    przeze mnie z tamtego line-upu grupy - Sigur Ros na lotnisku. Zafiksowałem się,
    że tylko przytulny klub może unieść emocje, które wyzwala muzyka zespołu. Że w
    plenerze się nie sprawdzi. Co, jak się okazało, nie do końca było prawdą. W
    każdym razie nie całą.
    Generalnie preferuję pomieszczenia zamknięte, bo klimat i takie tam, ale wydaje
    mi się, że jeżeli jest to ODPOWIEDNIEJ WIELOŚCI wykonawca, nie ma to aż takiego
    znaczenia. TCIOF, w zgodnej opinii, lepiej znaleźli by się w namiocie (a Indios
    Bravos w kosmosie), ale co do SY nie mam wątpliwości, że dali radę i byli
    wielcy.

    Chociaż swoją drogą ewentualny występ Stereolab (he, he) widziałbym raczej w
    namiocie:-)
  • panikazia 05.08.07, 23:17
    i beda nastepne napewno
    rewelacja

    chodze na koncerty, zaliczylam 20 lat temu kilka jarocinow,
    ale jakos na openera sie nie zalapalam do tego roku

    co do beasty boysow to mam pytanie
    wie ktos dlaczego nie spiewali "you've got to fight for your right to paaaarty" ??
    :(
  • verytall 06.08.07, 01:03
    Polska specjalnosc- wyobcowanie ze swiata po kultury jak zawsze - na Glastonbury zobaczylibysmy
    takie kapele jak 1990, Supergrass , nie mowiac o paru dostepnych cenowo gwiazdach jak OASIS czy
    Suede...
    nie dziwie sie ze rockeandrolla nie bylo na Openerze bo to nasza smetna specjalnosc- klimaty spod
    zimnej fali , zero bluesa ....nie dziwi ze koncert Iggy Popa zebral tak malo recenzji ( o Stonesach nie
    wspominajac),,,,Beastie Boys obronili honoru rock`nrollowego ducha .....z polskich wykonowcow nikt
    ta znajomoscia sie nie wykazal ale wystarczy spojrzec na gosci na Off festiwal zeby zwatpic....Rojek -
    mistrz wsiowej chaltury jako koneser wysublimowanych klimatow offowych...Lenny , przestan dymac
    tego Valentino.....:
  • aimarek 06.08.07, 12:30
    verytall napisał:

    > Polska specjalnosc- wyobcowanie ze swiata po kultury jak zawsze - na Glastonb
    > ury zobaczylibysmy
    > takie kapele jak 1990, Supergrass , nie mowiac o paru dostepnych cenowo gwiazda
    > ch jak OASIS czy
    > Suede...
    > nie dziwie sie ze rockeandrolla nie bylo na Openerze bo to nasza smetna specja
    > lnosc- klimaty spod
    > zimnej fali , zero bluesa ....nie dziwi ze koncert Iggy Popa zebral tak malo r
    > ecenzji ( o Stonesach nie
    > wspominajac),,,,Beastie Boys obronili honoru rock`nrollowego ducha .....z pols
    > kich wykonowcow nikt
    > ta znajomoscia sie nie wykazal ale wystarczy spojrzec na gosci na Off festiwal
    > zeby zwatpic....Rojek -
    > mistrz wsiowej chaltury jako koneser wysublimowanych klimatow offowych...Lenny
    > , przestan dymac
    > tego Valentino.....:

    Hmm.. fakt, że jestem trochę zamroczony, ale nie rozumiem tego posta. W sensie:
    na czym wg Ciebie polega to wyobcowanie? Że nie było Supergrass i Oasis? Bo nie
    kumam.

    --
    Ej, a znacie taki zespół Out Of Tune?
  • verytall 09.08.07, 01:04
    Znaczy czego nie rozumiesz? ze scena rockowa dzieli sie
    na pare wyraznych kierunkow ktore rezprezentuja zespoly
    w ~Polsce nie znane-np 1990 lub nie promowane w radiach
    lub tv muzycznych? nie rozumiesz pojecia "rocknroll"?
    czego jeszcze nie rozumiesz , moze ci wytlumacze? czy
    kupiles ostatnia plyte Szymona wydry?
  • carmody 09.08.07, 01:32
    Szymon Wydra gra hard rock, a nie żaden rock'n'roll.

    Sugerujesz, że są gdzieś zespoły rockowe warte uwagi bardziej, niż Bohema, czy
    Negatyw? To lepiej posłuchaj tych ostatnich jeszcze raz - tym razem dobrze,
    wczytaj się w teksty, idź na koncert.

    --
    My smile is a rifle.
    Won't you give it a try?
  • aimarek 09.08.07, 10:37
    verytall napisał:

    > Znaczy czego nie rozumiesz? ze scena rockowa dzieli sie
    > na pare wyraznych kierunkow ktore rezprezentuja zespoly
    > w ~Polsce nie znane-np 1990 lub nie promowane w radiach
    > lub tv muzycznych? nie rozumiesz pojecia "rocknroll"?
    > czego jeszcze nie rozumiesz , moze ci wytlumacze? czy
    > kupiles ostatnia plyte Szymona wydry?

    No kupiłem. Sam przyznajesz, że jest świetna, więc nie rozumiem czego się
    czepiasz. Chociaż faktycznie Carmody słusznie zauważył, że Wydra to bardziej
    hardrock, chociaż wg mnie jednak sporo tam typowo rocknrollowej wrażliwości. Ale
    jest przecież także klasyczny rocknroll na światowym poziomie. Jest fantastyczny
    tekstowo Happysad, są Bracia!!!!!!! Jak można nie dostrzegać tych zespołów???!!!

    Ja należę do tej grupy fanów, która pamięta festiwalowych Braci, jak przez mgłę
    Debiuty 2002, wtedy dzielili się nagrodą z zespołem ŻANDARM, pamiętam to OPOLE
    2003 kiedy usłyszałem przeboje czerwonych gitar i z mamitą wykłócałem się czy
    oni to dobrze zrobili, czy też nie... potem była dłuuuga cisza... przez
    przypadek dowiedziałem się że Bracia są w Barze,nie oglądałem BARu pamiętam
    kilka migawek z całego programu które gdzies tam mi się przewinęły... potem
    przyszedł grudzień i Nina Terentiew na Bezludnej Wyspie gościła Krzysztofa
    Cugowskiego z Synami.... po obejrzeniu programu, wysłuchaniu tego co Wojtek i
    Piotrek mieli do powiedzenia i zaśpiewania , zacząłem grzebać po necie.... coś
    tam gdzieś znalazłem, ale niekoniecznie się wgłębiałem i dopiero POKONAMY FALĘ
    to był taaki KOOOOOP w stronę BRACI.

    Jeśli chodzi o zagraniczny rocknroll promowany u nas to przecież też jest
    mnóstwo zajefajnych kapelek. Niedawno był koncert Red Hotów!!! Jest Alanis
    Morissette, jest Linkin Park!!! :))))))))


    --
    Dzień dobry, kocham Cię
    Znów posmarowałem Tobą chleb

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka