Dodaj do ulubionych

Pewność rocka, niepewność jazzu

18.08.09, 10:32
Tak mnie ta opinia zafrapowała, że aż postanowiłem zaprezentować ją
na forum. Naszym forum.

WPROST: Dlaczego jazz miałby być traktowany jako szlachetna odmiana
muzyki?
Leszek Możdżer: Dzięki Philowi Manzanerze, gitarzyście z Londynu, z
którym współpracuję, zrozumiałem, co odróżnia jazz od rocka.
Fundamentem jazzu jest niepewność, a fundamentem rocka jest pewność.
Pewność tego, co będzie dalej. Dzięki tej stabilności muzyka rockowa
jest w stanie przyciągnąć o wiele większą publiczność. Natomiast
trwanie w niepewności, napięciu, które przenika muzykę jazzową, nie
jest dla wszystkich.

Ciekawe. Nie w kategoriach, że dzięki niepewności jazz jest
elitarny, tu nie do końca bym się zgodził, ale sama esencja tego
stwierdzenia bardzo misie podoba.

PS. Podczas Festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocku Możdżer,
Danielsson i skrzypek Bałdych dali rewelacyjny koncert-podkład
muzyczny do niemiego filmu Skarb rodu Arnhe. Porywający, gdy trzeba -
liryczny, świetnie WSPÓŁPRACUJĄCY z obrazem. Owacje na stojąco i
ekstatyczne okrzyki jak najbardziej zasłużone.
Obserwuj wątek
    • carmody Re: Pewność rocka, niepewność jazzu 18.08.09, 10:45
      tradycyjnie zarzucam cytatem ze Steve'a Albiniego:

      "Jazz serves a cultural function in the music scene. It is a signifier for
      musical "adulthood." To embrace jazz is to don a kind of graduation cap,
      signifying a broadening of tastes outside "mere" rock music. This ostentatious
      display of "sophistication" is an insult, and I find the graduation cappers
      transparent and tedious. Certainly there must be interesting music one could
      call "jazz." There must be. I've never heard it, but I grant that it is out
      there somewhere.

      Jazz has a non-musical parallel: Christiania, the "free" zone in Copenhagen. In
      Christiania, like in jazz, there is no law. People are left to their own
      inventions to create and act as they see fit. In Jazz, the musicians are allowed
      to improvise over and beside structural elements that may themselves be
      extemporaneous. Sounds good, doesn't it? Freedom — sounds good.

      The reality is much bleaker. Christiania is a squalid, trashy string of alleys
      with rag-and-bone men selling drugs, tie-dye and wretched food. Granted Total
      Freedom, and this is what they've chosen to do with it, sell hash and lentil
      soup? Jazz is similar. The results are so far beneath the conception that there
      is no English word for the disappointment one feels when forced to confront it.
      Granted Total Freedom, you've chosen to play II V I and blow a goddamn trill on
      the saxophone? Only by willfully ignoring its failings can one pretend to
      appreciate it as an idiom and don the cap".


      --
      My smile is a rifle.
      Won't you give it a try?
      Słuchanie zabija
      • glebogryzarka1 Re: Pewność rocka, niepewność jazzu 18.08.09, 17:46
        wypowiedź Albiniego zgrabna, ale kompletnie nie o muzyce. jazz w
        pewnym momencie jest dość nieodzowny jeśli ktoś chce poszerzyć swoje
        pojmowanie progresji akordowych (dużo bardziej zaawansowane harmonie
        niż tzw. popie), linii melodycznych (częste wychodzenie poza skale),
        rytmu (polirytmy, ekstremalne synkopy), aranżacji (skomplikowane
        polifonie), właściwie wszystkich elementów muzyki. ewentualnie za
        poważkę można się złapać, ale tylko późną i jednak to z jazzu, a nie
        wspóczechy w muzyce popularnej wzięła się większość rozwiązań dzięki
        którym nie jest bite I-II, I-VI-IV-V, I-V-IV i II-V-I ad infinitum.
        pojęcie WOLNOŚCI w odniesieniu do układu dźwięków to jest
        pierdolenie na grubo. do tego, co ja widzę w jazzie pasuje bardziej
        postulat, nie wiem, zaawansowania? wyrafinowania? nigdy nie szukałem
        w jazzie ani niepewności, ani technicznego mistrzostwa, krótko
        mówiąc, zawsze mało mnie jarał aspekt improwizacyjny, nad którym
        znęca się Albini. ja wiem, że encyklopedycznie improwizacja=jazz.
        tyle, że to jest gówno prawda... :)
          • carmody Re: Pewność rocka, niepewność jazzu 18.08.09, 19:01
            no, jak to mawiają: uderz w stół, a nożyce obetną ci jaja.

            I bardzo dobrze. I racja. Zapewne.

            Ale ta wypowiedź to doskonały komentarz do tego, o co zawadził Cze, do
            elitarności dżezu. Do tego "my jesteśmy kurwa muzykami, bo gramy free i improv,
            i kurwa Giant Steps wypierdujemy przy śniadaniu, a żona zapierdala sekcje na
            pudełko od płatków Kellogs i basowe pochrząkiwanie". Na słuchaczy to też się
            przekłada. Jakoś. Ale nie ma czasu na drążenie tematu, bo piękna pogoda dziś.
            Zatem kolejne kultowe wypowiedzi. Tymański o dżezie i jasie:

            www.mozg.art.pl/muzyka/wywiad5.htm

            ... i tylko dopowiem, że w dżezie to jestem słabo obeznany, cośtam posłuchuję
            czasem, ale na to co wiem, to mogę ściemniać panienki z kulturoznastwa, a nie
            Szanownych Kolegów. Natomiast rzeczy jak Big Black i Shellac, to coś na czym się
            wychowałem i mimo, że już nie słucham, to wcale nie nudzi jak słyszę.

            --
            My smile is a rifle.
            Won't you give it a try?
            Słuchanie zabija
    • marcinlet Re: Pewność rocka, niepewność jazzu 18.08.09, 14:37
      A dla mnie jazz to taki sam gatunek muzyczny jak punk, metal, rock,
      dance czy inna awangarda. Ani lepszy ani gorszy. Bo jeśli ktoś się
      uważa za "elitarnego" tylko z tego powodu, że przez pół godziny
      napierdziela na trąbce bez ładu i składu to bez komentarza.
    • aasiek Re: Pewność rocka, niepewność jazzu 18.08.09, 20:55
      A to, przyznam, bardzo dobre wytłumaczenie i w pełni oddające to, co zawsze
      jakoś... chciałam napisać, że odrzucało mnie w jazzie. Ale to nie jest
      odpowiednie słowo. Jakkolwiek właśnie owa "niepewność" sprawiała, że trochę się
      słuchania jazzu bałam (no głupie, wiem, też się zdarza).
      --
      If you've lost your faith in love and music
      Oh the end won't be long
      • sss9 Re: popelinka 19.08.09, 00:02
        dupicie bez sensu.
        tak w rocku jak w jazzie są terminatorzy, czeladnicy, mistrzowie, a więc i
        geniusze i szacher-macherzy omamiania.
        od was zależy, którym się poddacie. jak zawsze, jak w życiu podczas kupowania
        podpasek czy butów.

        cytaty Cara są jak drogie ślicznie włoskie pantofelki. jednorazowego użytku. :)
        • maff1 Re: popelinka 19.08.09, 22:44
          eee tam, Możdzer pierdzieli głupoty. I liczy ze ktoś jego nawiedzone
          teksty kupi. Zresztą ktoś kto wybiera TAKIE garnitury (jak Możdzer),
          pełne chaosu, nie moze mieć innych myśli. To czym sie otaczamy,
          także jak sie ubieramy, świadczy o naszym wnętrzu.

          Mogę dać wiele przykładów niepewności jaka nas spotyka w muzyce
          rockowej, np. z Made in japan - Deep Purple - Strange Kind of women,
          całe Pictures an exibition - ELP, koncertowe improwizacje Gary
          Moora...
          sorry , ale nudno udowadniać ze nie jest sie wielbładem.

          --
          z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
          • cze67 Re: popelinka 20.08.09, 09:56
            Maff, no proszę Cię! Jak mam w domu bałagan, to znaczy, że moja
            dusza jest zabagniona, a me myśli brudne i nie należy traktować tego
            co mówię poważnie?
            • maff1 Re: popelinka 20.08.09, 10:43
              każdy ma jakiś bałagan - bo dom to nie muzeum.
              Gdzie wszystko odkurzone, a podłogi wyfroterowane.

              Możdzer kreuje sie na ekscentryka którym wg mnie z całą pewnością
              nie jest. A wypowiadając brednie tylko utwoierdza mnie w przkonaniu
              ze nas nabiera na tę ekscentryczność.
              Zresztą po głebokim zastanowienu wusuwam karkołomną tezę ze jazz to
              rock z pogranicza, albo rock to jazz z pogranicza.
              Skoro w roku 73 w trzech kwadransach jazzu Jan Ptaszyn Wróblewski
              prezentując Pink Floyd - Us and them, przekonywał ze jazz może być
              przyjemny dla ucha. !!!
              --
              z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
              • cze67 Re: popelinka 20.08.09, 10:51
                Wydaje mi się, że masz jakiś kłopot z Możdżerem. Kreuje się na
                ekscentryka? (Ja tak o nim nie myślę.) Sądzisz tak to po tej
                wypowiedzi, którą przytoczyłem, czy przeprowadziłeś szersze badania?
                Gdzie w nim ów ekscentryzm, w dodatku fałszywy? Jakie są jego
                przejawy?
                • maff1 Re: popelinka 21.08.09, 09:50
                  eee tam, od razu kłopot.
                  badań na temamt możdzera z cała pewnośćią przeprowadzać nie bedę
                  (znam ciekawsze zajęcia), a osąd mam na podstawie koncertów na
                  których byłem i strzępów różnych wypowiedzi.
                  --
                  z góry dziękuję, a dowody wdzięczności zostawiam na parapecie :-)
                  • cze67 Re: popelinka 23.08.09, 18:45
                    Maff, no ale właśnie przykłady, które podałeś są WYJĄTKAMI od reguły. Długie
                    solówki i improwizacje w rocku modne były krótko, od przełomu 60/70 do połowy
                    lat 70-tych, i poprawcie mnie, jeżeli się mylę, wynikały po części z tego, że
                    muzycy rockowi chcieli udowodnić, że też, na jazzową modłę, mogą i mają stosowne
                    umiejętności by sobie poimprowizować.
                    GENERALNIE jest tak, że w rocku ludzie przychodzą na koncert, żeby posłuchać
                    sobie tego co znają z płyty i większe odstępstwa od TEMATU nie są mile widziane
                    (Mars Volta chyba coś takiego uprawiają, i PODOBNO ich koncertowa płyta jest
                    słabosłuchalna). Ludzie chcą się dobrze bawić, śpiewać, nucić i skakać. Więc
                    jakieś 95 procent (badania z bański) wykonawców rockowych odgrywa swoje na
                    scenie i ma wolne.
                    W jazzie nie ma raczej mowy o skakaniu, więcej jest kontemplacji, podziwu dla
                    wirtuozerii, pomysłowości muzyków. Dla nich samych jest to bardzo często okazja
                    do odkrywania w danej kompozycji czegoś nowego, innego, ciągłego zmieniania jej
                    OBLICZA. Porównaj sobie jakąkolwiek płytową wersję danego utworu i jego
                    wykonanie koncertowe w jazzie i rocku. W tym pierwszym przypadku ZAZWYCZAJ
                    (nawet u, powiedzmy bardzo zbliżonego w muzycznym myśleniu do rocka/popu
                    Methenego) znajdziemy dużo różnic. W drugim będzie ich stosunkowo niewiele.
                    • pytajnick Re: popelinka 24.08.09, 10:02
                      To też różnica czasów: uogólniając, na koncerty rockowe przychodzimy posłuchać,
                      co też muzycy wymyślili. Na jazzowe - co wymyślą.

                      Są ludzie, sam znam trzech takich, którym w pewnym punkcie coś się w głowie
                      odmienia i stwierdzają, że na koncerty nie-jazzowe zwyczajnie nie ma sensu
                      przychodzić, bo to odgrywanie płyt - choćby i z pewnymi modyfikacjami (muzyki
                      nie-jazzowej oczywiście dalej słuchają na okrągło - z płyt).



                      --
                      Ziemia Niczyja

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka