Dodaj do ulubionych

Jak Wasi dziadkowie/rodzice wspominali czasy wojny

06.04.13, 13:18
Poruszam ten temat,ponieważ bardzo interesuję się historią II wojny światowej,a nie bardzo mogę z kimś z rodziny na ten temat porozmawiać.Mój tata był małym chłopczykiem-urodził się w 1942,a babcia,dama już 93 letnia nie chce w ogóle nic mówić...
Owszem,są książki,filmy ,ale ja chcę posłuchać czy poczytać o prawdziwych historiach ,od ich naocznych świadków .
Wiem,że moja babcia mieszkając w Lublinie,zmuszona była pędzić bimber i sprzedawać ja Rosjanom na targu,dodatkowo pracowała w cukrowni. Miała pięcioro dzieci,a dziadek ukrywał się w lasach i bywało tak,że cała piątka miała do jedzenia chleb z cukrem i ..niewiele więcej.
Z kolei tata mojego taty został ojcem w wieku 18 lat ,potem wcielono go do Wehrmachtu i więcej nikt go na oczy nie widział. Tata szukał go( i szuka nadal) przez Czerwony Krzyż i jak tylko się da-nic,kamień w wodęsad((( Może jeszcze żyje...
Dajcie proszę wspomnienia z waszych rodzin...Iza
Edytor zaawansowany
  • 1zorro-bis 07.04.13, 13:05
    lepiej tych czasow nie wspominac.....smirk

    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • leziox 08.04.13, 12:58
    O matce nie wiem nic,co w czasie wojny robila.Ojciec mial dzieje bardzo burzliwe.Najpierw wywieziono go do Niemiec na roboty,dwa razy,potem cudem uniknal smierci kiedy wies na Wilenszczyznie,w ktorej mieszkal,zostala zdziesiatkowana przez hilterowców za zamach partyzantów na pobliskiego kolaboranta.Potem przyszli Rosjanie,to uciekl do lasu.Byl w AK,w zasadzce zastawionej przez Ruskich omal nie zginal,kiedy mial wyskakiwac z bunkra,bo dowódca go powstrzymal,wyskoczyl pierwszy i dostal w glowe.Potem byl sad w Rosji,wyrok-kara smierci zamieniona na 25 lat wiezienia.10 lat spedzonych na Syberii na wycinaniu tajgi i pracy w kopalni wegla,gdzie mial wypadek i jako inwalida w ramach repatriacji wrócil do Polski.
    To bardzo wielki skrót,ale zareczam,ze film mozna by bylo z jego przezyc zrobic.
  • g-r-a1 02.05.13, 03:42
    Moi między innymi wspominają tak:
    "22 maja 2004 r. został odsłonięty pomnik w Koniuchach pamięci mieszkańców tej wsi, którzy zostali pomordowani przez partyzantów sowieckich w czasie drugiej wojny światowej. Pomnik w formie krzyża wysokości około trzech metrów, wykonany z szarego marmuru, na którym są wypisane nazwiska 38 ofiar mordu, stanął z inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa z Polski, władz rejonu solecznickiego i solecznickiego Oddziału Związku Polaków na Litwie. Jest to pierwszy pomnik przypominający zbrodnie partyzantki radzieckiej na ludności cywilnej na terytorium Wileńszczyzny.
    Potwierdzenie mordu w Koniuchach można znaleźć także w dzienniku partyzantów żydowskich pt. „Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest” . Podano tam, że napad miał miejsce w styczniu 1944 r. i wzięli w nim udział partyzanci z oddziałów Jacoba Prennera („Śmierć faszystom”wink i Shmuela Kaplinsky'ego („Ku zwycięstwu”wink tzw. Litewskiej Brygady. Zdaniem Kazimierza Krajewskiego : „jedyną winą mieszkańców Koniuch było to, że mieli już dosyć codziennych - a właściwie conocnych - rabunków oraz gwałtów i chcieli zorganizować samoobronę. Bolszewicy z Puszczy Rudnickiej postanowili zrównać wieś z ziemią tak, by zastraszyć ludność innych wiosek ”. Wymordowanie mieszkańców wsi Koniuchy (wraz z kobietami i dziećmi) opisane zostało przez Chaima Lazara jako wybitna operacja bojowa, z której jest on autentycznie dumny. Opis ufortyfikowania wsi jest kompletną bzdurą. Była to normalna wioska, w której część mężczyzn zorganizowała samoobronę. Ich uzbrojenie stanowiło kilka zardzewiałych karabinów.
    Pomordowani mieszkańcy wsi pochowani zostali na miejscowym cmentarzyku oraz na cmentarzach w Bieniakoniach i Butrymańcach. Część mieszkańców zbiegła do lasu bądź do okolicznych miejscowości. Mordu dokonał sowiecki oddział partyzancki podporządkowany Centralnemu Sztabowi Partyzanckiemu w Moskwie. W mordzie brali udział Sowieci, Litwini oraz grupa Żydów z oddziału „Śmierć faszystom”, którymi dowodził Yakow Prenner oraz Żydzi z oddziału „Ku zwycięstwu” Szmula Kaplińskiego z tzw. Litewskiej Brygady. Całością akcji dowodził Genrikas Zimanas, po wojnie odznaczony w PRL Orderem Virtuti Militari (sic!) .
    W pacyfikacji uczestniczyli też m. in.: Issac Kowalski, Szlomo Brand, Israel Weiss, Dawid Teper, Jankl Ratner, Peisach Volbe, Zalman Wylozny, Leiser Zodikow. Sprawców zbrodni nigdy nie ukarano i nie osądzono, a jeden z nich - I sekretarz południowego Rejonu Litewskiej Partii Komunistycznej Genrikas Zimanas, vel Henoch Ziman ps “Jurgis” syn Oszera, ur. 1910r. otrzymał - jak na ironię - najwyższe odznaczenie wojskowe od PRL-owskiego rządu."
    Źródło: soleczniki.pl/solecznickie-nekropolie
  • skuter44 04.05.13, 22:57
    Ojciec wspominał, że wojnę zapowiadała u nas budowa mostu na Wiśle. Dziadek budował most przed I wojną swiatową. Wojna wybuchła i most został spalony. A ojciec pracował przy
    budowie nowego mostu (w tym samym miejscu - Kamień) w sierpniu 1939 roku.
    A w czasie okupacji....życie w zabitej deskami wśródleśnej wiosce uratowało życie rodzicom. Brak u ojca podstawowego wykształcenia (4 oddziały) chronił go przed sierpniową mobilizacją . Rodzice pobrali się w maju 39 r. Zdązył mnie jednak zrobić przed wojną bo urodziłem się w lipcu 40 r. Nie obyło się w rodzinie bez ofiar. Już w 41 r. mój wuj Tadeusz (22-letni chłopak) organizował partyzantkę. Niemcy to wykryli. Wylądował w Oświęcimiu. Po roku dziadkowie otrzymali list że tam zmarł. Wydany był przez Niemców zakaz wchodzenia do lasu. Jednak dziadek ryzykował . W sezonie grzybowym przynosił borowiki w koszykach do zbierania kartofli. Mówił, że w 42 roku zbierał te grzyby chodząc na kolanach.
    Kiedy zbliżał się front wschodni i przyszli ruscy mieszkancy wsi musieli się ewakuować. Nasza rodzina była na ucieczce (tak się mówiło) 10 km od naszej wsi na wschód, w domu rodzinnym ojca. Było tam kilkadziesiąt osób w dwóch izbach. Spaliśmy na słomie pokotem, człowiek przy
    człowieku. Panowały choroby. Mielismy wszy,pchły, pluskwy i świerzb.
    Moja wieś jest na wzgórzu po stronie wschodniej Wisły. Stanowiła więc doskonałe miejsce do
    ulokowania ruskiego wojska. Kiedy front przesunął się na zachód wrócilismy do domu.
    Dom wewnątrz miał przepierzenie poziome. Utworzono 2 poziomy do spania by zmieścic jak najwięcej zołnierzy pod dachem. Hołota wojenna zostawiła po sobie jeden wielki kibel. Osrany był i zasikany nie tylko dom ,i jego obejście ale również dom wewnątrz. Po przejściu frontu, w miejscowym majatku dla ochrony przed kradzieżą zboża, siana ruscy pozostawili strażników - dwóch starych żołnierzy. To juz pamietam. Jeden był Gruzin a drugi wasaty Czuwasz (tak mówili). Pozwalali mi dotykać pm Kałasznikowa. Taki karabin z okrągłym magazynkiem.

    A więc moja wojna i wojna moich rodziców przyniosła rodzinie śmierć wuja ale i moje urodziny. Niewiele brakowało bym został zastrzelony przez Niemców. W 1943 roku rozniosła się po wsi wieść, że Niemcy idą do wsi (wieś wśród lasów była podejrzana o przetrzymywanie
    partyzantów). Błyskawicznie wszyscy uciekali do lasu. Mama uciekła z krową a ojciec mial mnie zabrać i uciekać na koniu. Przyjeżdża do lasu a mama krzyczy - a gdzie masz S. (mnie).
    Ojciec był trochę gapowaty, mówi - myslalem, że ty go wzięłaś. Matka przybiegła do domu
    i uciekła ze mną w pole (a potem do lasu) . W sasiednich chałupach byli juz Niemcy, przeszukujac każdy zakątek zabudowy . Tak zostałem uratowany. Wiem to tylko z opowiadania.



    skuter44=czuk1
  • izabella1991 07.05.13, 13:46
    Do Skuter44-podziwiam Ciebie,a w szczególności Twoją mamę.
    U niej zadziałał instynkt ratowania potomstwa,wtedy nie myśli się o Niemcach,że mogą zastrzelić itp. ..po prostu u niej Włączył się jasny przekaz pt,,ratować dziecko"...
    Wojenne pokolenie jesteś-jeżeli urodziłeś się w 1940 roku,to wojny raczej nie pamiętasz,chociaż....niektóre dzieciaki pamiętają,choć były w Twoim wieku....
    Jesteś rocznikowo w tym wieku,co moja nieżyjąca już mama i ona Twierdziła,że pamięta tylko wigilię 1945,a co przed nią-to nic,zero...
    Z kolei moja ciocia -rocznik 1937 pamięta wyzwolenie Majdanka-mieszkała wtedy z rodzicami w Lublinie i do tej pory wspomina np. ciała pomordowanych więźniów przygotowane do spalenia w piecach..było to dosłownie chwilę po ucieczce Niemców.Wspomina też ,że wojna była niewesoła,ale czasy powojenne kto wie,czy nie gorsze...
    Pozdrawiam Cieplutko-Iza
  • skuter44 07.05.13, 23:40
    Z tym pamiętaniem w wieku 4-5 lat to róznie bywa. Mnie wydaje się, że autentycznie pamietam to zycie na ucieczce (że nikt mi nie opowiedział lecz , że ja utrwaliłem tę opowieść jak swoje wspomnienie) bo pamietam jak moja starsza 11-12 letnia kuzynka (spiąca obok) brała moją rączkę i wkładała ją gdzieś tam sobie. -smile . Tego by mi nie opowiedziano ani by mi się nie wyśniło.
    Świntuch jestem.... co ?
    Ale jak wspomnienie to wspomnienie.
    --
    skuter44=czuk1
  • 1zorro-bis 07.05.13, 14:06
    Skuter....a ta "holota wojenna " to kto? Zolnierze Armii Czerwonej?smirk

    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • izabella1991 07.05.13, 15:14
    Drogi Zorro-mogli to być żołnierze Armii Czerwonej,albo i nie..
    Często tzw.leśni czy inni partyzanci byli nie lepsi,albo wręcz 100 razy gorsi od Niemców...Nie młówi się o tym głośno,ale często ci pseudo-bohaterowie to były zwykłe szumowiny,złodziejaszkowie czy nożownicy z Pragi,którzy w czasie wojny mieli wielką ochotę na łatwy lup,więc szabrowali,palili ,gwałcili itd.
    Nie wszyscy Polacy czy Żydzi byli patriotami,tak jak nie wszyscy Niemcy byli podli...
  • skuter44 07.05.13, 23:51
    Zorro. To byli akurat zołnierze Armii Czerwonej. Byli aż do zakonczenia wojny.
    Izabello. Masz rację. Do dziś na mojej wsi ludzie starzy nie wiedzą jak to było z tymi partyzantami. Jednej nocy przychodziła jakaś banda, zrabowali mieszkanie zabrali krowę.
    Dali pokwitowanie na kartce, że krowa idzie na wyżywienie jakichś tam partyzantów.
    Za kilka dni, też w nocy przychodziła druga banda i wymierzała sprawiedliwośc, na bogu ducha winnych rolnikach. Tak było konkretnie z moim wujem, który został okrutnie pobity za rzekomą współpracę z tą bandą rabusiów sprzed kilku dni. Wuj miał połamane kosci, pochorował się na serce i 1949 roku zmarł w młodym wieku. Jego żona, moja ciotka zaś
    żyła do 98 roku życia. Była do smierci skarbnicą szczególowej wiedzy o historii rodziny, poszczególnych jej członkach.

    skuter44=czuk1
  • 1zorro-bis 08.05.13, 07:19
    Skuter.....ale miedzy innymi dzieki tym "obsrancom" z Armii Czerwonej mozesz dzisaj na tym forum pisac.
    Nie mieszac polityki z prostymi zolniezami ktorych miliony zyciem przyplacilo.
    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • skuter44 08.05.13, 09:11
    Wiem o tym. Stwierdzam fakty. Nie jest winą prostych zołnierzy, że walczyli w warunkach
    prymitywnych, że nie zostali wychowani na porządnych ludzi. To co piszę nie jest polityką. Rosjan cenię. Mam tam kilku znajomych. Ubolewam,że stosunki rosyjsko-polskie są nienajlepsze. Jest to ze szkodą dla Polski. Tak ogromny rynek zbytu zagospodarowuja inni europejczycy.

    skuter44=czuk1
  • 1zorro-bis 08.05.13, 16:31
    no wlasnie....smirkD
    A w Polsce zdanie o Rosjanach jest takie jakie jest....
    A Polacy mogli by sie duzo od nich nauczyc,.smirk
    skuter44 napisał:

    > Wiem o tym. Stwierdzam fakty. Nie jest winą prostych zołnierzy, że walczyli w w
    > arunkach
    > prymitywnych, że nie zostali wychowani na porządnych ludzi. To co piszę nie jes
    > t polityką. Rosjan cenię. Mam tam kilku znajomych. Ubolewam,że stosunki rosyjsk
    > o-polskie są nienajlepsze. Jest to ze szkodą dla Polski. Tak ogromny rynek zbyt
    > u zagospodarowuja inni europejczycy.
    >
    > skuter44=czuk1


    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • izabella1991 09.05.13, 14:01
    Ja też cenię Rosjan,mam w Rosji znajomych,kilka lat temu Jedna Rosjanka życie mi uratowała...
    Polityka i wojna to jedno-a codzienne życie to zupełnie insza inszość..
    Wiem też i nie jest to wielką tajemnicą,że dużo ludzi majątki potraciło,ale i dużo naszabrowało się dobra =wszelakiego,ile wlezie..
    Skuter44 napisał to u krowie zrabowanej przez licho wie kogo...
    Pisarka Joanna Chmielewska napisała we wspomnieniach,że u jej ciotki na Pradze złodzieje wynieśli wszystko,tylko pianino zostawili,bo za ciężkie.
    Ja na Teneryfie słyszałam o osiedlonym tam Niemcu co prawda,który nabił sobie kabzę w czasie wojny tak,że jeszcze w 2004 roku jego żona-Kanaryjka i 14-cioro dzieciaków opływało w dobra wszelakie.
  • skuter44 09.05.13, 20:17
    Ja pisałem o nierozpoznanych partyzantach którzy, w okresie okupacji i zaraz po wojnie, przychodzili do gospodarzy zajmowali (czytaj. rabowali) zwierzęta rzeźne. To był trudny dla chłopów okres życia. Z jednej strony okupant a z drugiej rodzimy szabrownik.
    --
    skuter44=czuk1
  • izabella1991 10.05.13, 14:09
    No wiec właśnie o takich typach piszę:licho wie,kto to,szabrownik czy kapuś mógł raz być pseudo- partyzantem,za chwilę ,,znajomym znajomych",za chwilę jeszcze kumplem Niemców,jak Mu wygodniej było...
    Oglądam właśnie film ,,Polskie Drogi" i tam był taki typ-bodajże Gorączko mu było,też dla takiego zakapować Żyda czy Polaka to było małe miki,dopóki mu Niemcy brata w Aninie nie rozstrzelali..
  • 1zorro-bis 10.05.13, 15:18
    na innych forach za takie "herezje" to by was ukamieniowali.....big_grin
    Bo Polak przeciez to tylko "za wolnosc Wasza i nasza",.....smirk

    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • izabella1991 10.05.13, 16:06
    A tam,wirtualnie niech sobie kamienują,ile chcą...
    Polak za wolność Waszą i Naszą-w takie hasła to chyba tylko małolaty wychowane na ,,Czterech Pancernych" i ,,Czasie honoru" uwierzą .Już te bardziej kute na cztery łapy ( ew.te mające mądrych i prawdomównych nauczycieli historii) nie uwierzą za nic...
    Są jeszcze osoby ( jak piszący tu powyżej) skuter44,które lepiej czy gorzej,ale wojnę pamiętają..Moja cioteczna babcia-dama 94-letnia pamięta,co i jak...
  • 1zorro-bis 11.05.13, 07:11
    zebys sie nie zdziwila ilu takich na forach dziala.....big_grin

    --
    "robta co chceta, ja nie pije....."
  • izabella1991 13.05.13, 15:27
    Bo widzisz -Drogi Zorro,tak to już jest ,że to pokolenie wojnę pamiętające albo już wymarło,abo się właśnie na tamten świat wybiera(czort wie,po cosmile)),albo po prostu internetu i w ogóle komputera obsługiwać nie potrafi...
    Są owszem osoby wiekiem dojrzałe,które na kompie śmigają jakby Powstanie Warszawskie nadeszłosmile)) Ale są też tacy,którzy obejrzą jeden film czy drugi i już się mianują ekspertem od wojny II-ej,I-ej a czort wie,czy i nie Wiosny Ludów....
    Nie było tam tylko złych Niemców,Bardzo złych Rosjan i dobrych Polaków....Nie zmieniali się ludzie w czasie wojny,nie....Bo wojna/emigracja/trudne czasy nie zmieniają ludzi-one tylko pokazują,jakim człowiek naprawdę jest czy był.Obrabować sąsiada potrafił rodzony brat,a czasem Niemiec chlebem się podzielił...
    Tu ,gdzie teraz mieszkam (rejon byłych Prus Wschodnich) nikt oczu nie zamydli,bo w prawie każdej wsi czy miasteczku są Niemcy( tzw,Mniejszość Niemiecka) i są to ludzie o dobrej pamięci...Ludność z Wilna czy innych miast Litwy nadjechała już nieco po wojnie -rok 1946 .
    Pozdrawiam_Iza
  • skuter44 21.05.13, 08:52
    Osiedliliśmy się na Mazurach (czy Warmii ? sprostuj mnie Izo) - wieś Wysiecza k/Węgorzewa dopiero w 1948 roku. Jako sąsiedzi, "umilaliśmy" (przy każdej okazji) życie atochtonom, uznajac ich jako, w pewnym sensie, przedstawicieli najeźdźców. Nawet jako dzieci osadników (Polaków, Ukraińców, Wilenszczyźniaków, Łotyszów,..) prowadzilismy walki na kamienie z dziećmi Niemców i Autochtonów na węgorzewskim cmentarzu. Autochtoni nie pozostawali nam dłużni.Kiedy jechałem do szkoły rowerem, usłyszałem z okna - Du schwein Polen , i poleciał w moją stronę kamień. W efekcie napiętych stosunków - spokojni, prowadzący wzorowe gospodarstwa Autochtoni wyjechali do drugiego Heimatu. Nie bylismy w porzadku wobec Autochtonów. Przyznaję .
  • izabella1991 21.05.13, 12:02
    JĘŻELI CHODZI O WĘGORZEWO I OKOLICE-TO JUŻ MAZURY.
    Muszę skuter44 przyznać,że Twojego posta przeczytałam i ....bardzo smutno i przykro mi się zrobiło. Jeżeli rzucanie kamieniami w Autochtonów było dla Was rozrywką-to cóż,ręce opadają...Nie było wówczas w ruchu ojcowskiego pasa na gołą d...ę? Szkoda!
    Zapewne bachory( bo nie dzieci) tego samego pokroju wyzywały też mojego ojca,kiedy jako osierocony mały chłopczyk (Niemiec z Pochodzenia) dostał się do polskiego Domu Dziecka.
    Wiem( bo mi kiedyś wspominał),że był wyszydzany jako Niemiec ,Szwab itd. i m.in. dlatego później miał zmienioną metrykę...Do własnego nazwiska wrócił dopiero jako 60-letni mężczyzna...
    Z drugiej strony-wiem,że Polacy z Autochtonami potrafili się też zwyczajnie po ludzku zaprzyjaźnić i te kontakty trwają po dziś dzień...Wiem,są ludzie i ludziska...
  • skuter44 21.05.13, 22:06
    Tak było. Jedna rodzina Autochtonów w wsi Czerwony Dwór została, mieszkali tam do konca życia. Cieszyli się wielkim autorytetem na wsi, byli lubiani.

    Ja dojeżdżałem 7 km rowerem (od 5-7 klasy) a zimą mieszkałem na stancji u ciotki , w tym Czerwonym Dworze a także u dozorcy w Banku Rolnym w Węgorzewie (nad kanałem, przy Zamku. Dziś O/PKO BP SA. Rodzice, ciężko zapracowani rolnicy nawet nie wiedzieli o tych
    bójkach.
    --
    skuter44=czuk1

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka