Dodaj do ulubionych

Facet a aborcja

23.09.09, 12:23
Wiele kobiet wypowiada się tutaj, facetów prawie brak. Pierwsza
myśl, która nasówa mi się i refleksja, to to że większość z Was robi
to przez zwykły egoizm. Tak fala krytyki zaraz na mnie spadnie. A
niestety wiem o czym mówie. Mam stabilną pracę, mieszkanie
(kawalerka - bez cudów) czyli nazwijmy to materialny "spokój". 3
miesiące temu zaliczyliśmy "wpadkę" z dziewczyną, a raczej kusiliśmy
los. Nieważne. Test wykazał dwie kreski, ucieszyłem się, naprawdę,
kocham dziewczynę, pieniądze są, jestem TATĄ !!! Cieszyłem się
niesamowicie, przez tydzień. Moja luba od samego początku jakby to
oreślić była "pół na pół" gdzie ja myśli o aborcji nawet nie brałem
pod uwagę. Nadszedł moment oznajmiania jej rodzicą (studentka),
odcięcie mnie od niej na 5-6 dni po czym zostało mi oznajmione,że
nadszedł dzień "zabiegu" - oj nawe nie wiecie jak bardzo żałuje, że
nie zgłosilem tego na policje (wiedziałem, gdzie, kiedy)... Teraz
oczywiście to ja zrzuciłęm cięzar na nich, to ja jestem winien
wszystkiemu i w ogóle jestem zły. Facet, który cieszył się
z "fasolki", kupił łóżeczko, przemalował pokój. Mineły 3 miesiące,
na jej rodziców nie mam najmniejszej ochoty patrzeć, przepraszam za
okreslenie ale są śmieciami. Na swą lubą ?? Niby jesteśmy ze sobą,
ale to nie jest już to "samo", niby porozmawialiśmy, niby wszystko
sobie wyjaśniliśmy ale nie potrafię już jej kochać. Codziennie
cierpię z tego powodu, ciężko żyć z tym. Była cząstka mnie, bez
pytania o moje zdanie , a raczej braniem go pod jaka kolwiek uwagę
zrobili co zrobili. Czemu to pisze ?? Bo stoję na "rozstaju" i chce
zwrócić uwagę, że w wielu przypadkach to nie jest tak "ze okrutny
facet chciał usunięcia ciązy"... Chcecie kończyc studia, chcecie
robic kariere, chcecie "zyc i szaleć" a my ?? My faceci jestesmy
zli !! Jakby niektore z Was nie wiedziały ze seks bez zabezpieczen
moze przyniesc efekt "fasolki"... Faceci tez cierpia, tez maja
uczucia, ja nie spie, nie jem, nawet nie potrafie czasem normalnie
myslec. Dziewczyny, pamiętajcie ze same w ciaze same nie zaszyscie i
wsluchajcie sie w serce faceta....
Edytor zaawansowany
  • oliwija 23.09.09, 12:40
    uzurpatorciemnosci napisał:

    >
    . Dziewczyny, pamiętajcie ze same w ciaze same nie zaszyscie i
    > wsluchajcie sie w serce faceta....

    powiedz i wytłumacz to exowi... który dwa razy zmusial swoje zony do
    aborcji


    --
    Weroniczka:
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]
    http://www.suwaczki.com/tickers/qsky47g9eim51wl6.png[/img][/url]
    Ja
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]
    http://www.suwaczek.pl/cache/c8b310a931.png[/img][/url]
  • uzurpatorciemnosci 23.09.09, 13:00
    "mamy prawo decydować o swoim ciele" ?? Nie chce nikogo osądzać,
    kazdy to przezywa inaczej, a facet który "zmusza" kobiete do aborcji
    nadaje sie jak dla mnie do kastracji, bo przed stosunkiem powinien
    sie zastanowic jakie są konsekwencje tego i czy umie je udźwignąć.
  • oliwija 23.09.09, 21:48
    powiem ci ze ex zazadal odemnie usuniecia ciazy w przeciwnym wypadku
    mial zabic mnie i starsza córkę.... poniewaz wtedy sie go balam nie
    mialam znikad pomocy to zrobilam to czego chcial... szczeście w
    nieszczecciu ze dziecko i tak bylo bardoz chore i nie moglo by zyc....
    ale to samo zrobil ze swoja druga juz byla zona....

    poddac go kastracji? tak jestem za i to publicznej... zeby cały swiat
    widzial z kim ma do czynienia.

    --
    Weroniczka:
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]
    http://www.suwaczki.com/tickers/qsky47g9eim51wl6.png[/img][/url]
    Ja
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]
    http://www.suwaczek.pl/cache/c8b310a931.png[/img][/url]
  • nati1011 23.09.09, 14:34
    Przykro mi z powodu twojego dziecka, ale niestety panowie żadko
    reagują tak jak ty. Nawet gdy ciaża nie jest dużym problemem, to
    pierwsza reakcja faceta jest często po prostu zalosna. To jakoś
    wynika ze specyfiki męskiej psychiki, i przeważnie po jakimś czasie
    panowie ciesza sie z dziecka - ale czesto ta radość tak naprawde
    objawia się dopiero jak dziecko ma kilka miesięcy wink

    Długo juz towarzysze kobietom w trudnej ciaży i tym co zdecydowały
    sie na aborcję. I zapewniam cie, ze takich sytuacji gdzie to kobieta
    decyduje o aborcji WBREW woli ojca spotkałam nie więcej niż 5. A
    mniej wiecej połowa panów czynnie lub emocjonalnie zmuszała kobiety
    do zabicia dzieci wbrew ich woli.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • uzurpatorciemnosci 23.09.09, 14:46
    Zatanawia mnie tylko czemu, bo szczerze mówiąc to teksty typu :
    - Studia
    - Ułożyć sobie życie lepiej
    - Nie czas
    - Etc.
    Dla mnie są, żałosne.. Masz rację co do reakcji facetów, wiesz czemu
    tak jest ?? Bo się boją, boją się odpowiedzialności i zobowiązania,
    bo trzeba bedzie zadbac o cos wiecej i o kogoś więcej niż piwko z
    kumplami. Też się wystraszyłem i bojąc się w środku nigdy tego nie
    pokazywałem, poprostu wiedziałem ze trzeba bedzie przemeblowac swiat
    i zmienic pewne priorytety. Wiedzialem, ze warto bo w koncu sie
    kocha smile... Swoja droga moze niepotrzebnie sie tak nastawilem ?
    Teraz jest mi tylko ciezko. Az boje sie jak bardzo wykraczam poza
    stereotyp!
  • nati1011 23.09.09, 16:35

    > Teraz jest mi tylko ciezko. Az boje sie jak bardzo wykraczam poza
    > stereotyp!


    Spokojnie, normalnie człowiek ze strachu nie próbuje od razu wyjścia
    w postaci aborcji.

    Masz rację co do reakcji facetów, wiesz czemu
    > tak jest ?? Bo się boją, boją się odpowiedzialności i
    zobowiązania,
    > bo trzeba bedzie zadbac o cos wiecej i o kogoś więcej niż piwko z
    > kumplami.

    Tylko, że kobieta też się boi. I w momencie gdy dowie się, ze jest w
    ciaży to potrzebuje wsparcia faceta jak nigdy wcześniej. I nawet jak
    facet się boi, to nie jest to najlepszy moment na jego okazywanie. I
    jak te 2 strachy się na siebie nałożą to tragedia (aborcja) gotowa. :
    ((

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • wiesia140 23.09.09, 16:40
    Przykro mi , że to ciebie spotkało. Dobrze, że wykraczasz poza stereotyp
    to świadczy o tym , że jesteś odpowiedzialnym człowiekiem szkoda tylko,
    że takich panów jest mało. Pisz tu jak ci będzie źle jesteśmy po to ,
    żeby sobie wzajemnie pomagać, swoją lubą też tu przyprowadź na niej
    to też na pewno odcisnęło swoje piętno.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • uzurpatorciemnosci 23.09.09, 17:11
    Lubą ?? Zachowuje się jak człowiek pozbawiony jakichkolwiek emocji i
    uczuć. Zastanawia mnie, czy to jej prawdziwe oblicze czy efekt tego
    co się stało... W naszych relacjach jest coraz gorzej, staram się,
    wspieram i nie daje upaść. Jak się to kończy ? Tak, że
    niby "przesadzam". Nawet sama sobie chyba nie zdaje sprawy jak
    cięzko być z kimś kto zabił cząstke drugiej osoby, dwa kłócące się
    ze sobą uczucia. Po jednej stronie żal, po drugiej miłość... Czas
    pokarze co to będzie. W każdym bądź razie fajnie sie wygadać wśród
    osób, które to rozumieją.
  • wiesia140 23.09.09, 22:33
    Nie ma ludzi bez uczuć, są tylko tacy , którzy je wypierają i to jest
    najgorsze, bo te lubią się odezwać nawet po latach. Warto by było byście
    teraz przeżyli i przerobili okres żałoby po stracie , przynajmniej ty to
    by dużo pomogło.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • lillid 24.09.09, 09:12
    wzruszający jest Twój post.
    Przypomniał mi sytuację sprzed lat, kiedy to ja byłam stroną
    totalnie przerażoną sytuacją, i... nalegającą na aborcję. Nie
    zrobiłam tego po kryjomu, razem z chłopakiem, choć początkowo on
    temu się sprzeciwiał, zdecydowaliśmy, że to będzie na tamten czas
    jedyne słuszne wyjście.
    Mój strach i jego strach....to już był mega starch, jak napisała
    Nati1011, i jak to się razem na siebie nałożyło, to wyszła aborcja.
    Żałuję, że tak na niego naciskałam, żałuję, że On nie miał na tyle
    siły by stanowczo obstawać przy swoim, żałuję, że tak mnie
    straszliwie sytuacja przerosła,że spadłą na mnie jakby czarna
    zasłona, która przysłoniła całą zdolność racjonalnego, pozytywnego
    myślenia i wybiegania myślą w przyszłość.
    A przecież przez maleńką chwilę w sercu pojawiła się radość.
    Ale zabiliśmy najpierw tę radość a potem...
    Współczuję Ci naprawdę, tym bardziej, że stało się to wbrew Tobie.
    Potem relacje są naprawdę trudne.
    W sumie też nie wyobrażam sobie jak tak można zrobić.
    Ale kiedyś nie wyobrażałam sobie,że mogłabym usunąć.....
    To do dziś nie mieści mi się w moim umyśle i światopoglądzie.
    Zabicie własnego dziecka to mega samodestrukcja, to wbrew naturze,
    to klęska człowieka.
    Szkoda, że nie można cofnąć czasu.

    Może ona oceniłą Twoje starania na niewystarczjące?
    Dziecko to taka odpowiedzialność.
  • nowako-wa 24.09.09, 11:54
    w końcu jeden facet ma odwagę zauważyć czym jest ( lub jak kto woli może być ) aborcja....
    Bo ten ZABIEG dla wrażliwego , kochającego człowieka oznacza...pogodzenie sie że seks to potrzeba fizjologiczna , a zarodek to jak napisała tu któraś pasożyt wewnątrz kobiety...A ty się na to nie zgadzasz, za to twoja luba owszem ...i co robi różnica poglądów? Ano moze zaważyc na całym związku...I to jest teraz dla was niebezpieczne...Jeśli nie omówisz tego z dziewczyną , nie wytłumaczysz jej co czujesz i myślisz ...cienko widzę wasz związek w przyszłości...
    Pamiętaj że aborcja to delikatna granica , po której przekroczeniu przekracza sie następne i w pewnym momencie nic nie jest nazbyt złe ...puszczają hamulce i aby dogodzić sobie człowiek jest gotowy na coraz większe świństwa...no bo może zdrada też nie jest zła, albo trójkącik...
    Spróbuj ratować swój związek, uświadom dziewczynie ,że studia i sukces to nie wszystko...może dobrze by było poczytac choćby nasze historie...Bo dopóki nie zgłębiamy tematu wydaje nam sie ze go nie ma....
    Wasza przyszłośc powinna być teraz najważniejsza...bo uwikłać sie w nieudany, toksyczny związek w którym będziesz sie męczył ...to nie sztuka.A luba powinna być dla ciebie bratnią duszą ...
    Jak to zrozumiecie czas zagoi rany...i jeszcze będzie przepięknie - ale nie zamiataj brudów pod dywan , bo wcześniej czy pózniej dadzą o sobie znać.
    Powodzenia !
    --
    www.szkaplerzmaryji.blog.onet.pl

  • uzurpatorciemnosci 24.09.09, 12:50
    Powiem szczerze, że próbuje omówić i nie przynosi to żadnych
    efektów. Na staraniach się kończy, bo kiedy próbuje rozpocząć temat
    zawsze kończy się na jego zmianie, tak łatwiej. Po co tykać temat w
    którym muszą paść ciężkie słowa. Trzeba stanąć naprzeciwko prawdy.
    Coż jeszcze troche sił na "próby" mam. Tylko po co ?? Coraz częściej
    zastanawiam się czy nie zamknąć tego tematu zmieniając, że tak to
    określe otoczenie. Uświadomić dziewczynie że studia i sukces to nie
    wszystko ?? Dwa lata to robie, bezskutecznie jak dotąd czego efektem
    jest to co się stało. Pomijam fakt, że dziecko nie jest czynnikiem
    przez który nie można skończyć studiów - znam przypadki z własnego
    otoczenia gdzie nie było z tym problemów, fakt a to zaocznie,
    eksternistycznie etc. Nasza przyszłość ?? Ciężko patrzeć do przodu,
    staram się, baaa nawet rysuję "kolorową kredką" coś na znak
    przyszłości. Nie należe do facetów, którzy mają gdzieś. To, że dalej
    jesteśmy ze sobą pomijając uczucia wyższe to również fakt nazwijmy
    to odpowiedzialności i checi zakończenia naszej historii w normalny
    sposób. Tylko do tanga trzeba dwojga, a ciężko tańczyć razem kiedy
    czuje się żal a widzi, że druga osoba odrzuca jakiekolwiek emocje
    zwiazane z tym faktem i cała ideologia ukończenia studiow równierz
    dla niej pada ? I po co to wszystko było ? Wehikuł czasu to byłby
    cud, skręciłbym w drugą stronę spotykając ją na ulicy. Co do faceta
    zauważającego czym jest aborcja, dopoki pewnych rzeczy się nie
    doswiadczy jest sie slepcem, ale w momencie kiedy patrzy sie na USG
    i widzi cząstke siebie cięzko nie być szczesliwym, ciezko nie byc
    dumnym, ze czastka mnie bedzie nowym zyciem. Coz bylo mniela, blizna
    pozostala i bedzie przez cale zycie. Oby do przodu i oby dalej
    kroczyc sciezka własnej historii.
  • wiesia140 24.09.09, 18:06
    Spróbuj jej pokazać to forum może to ją ruszy i porozmawiacie sobie od
    serca. Był taki Ktoś , co mówił:" Prawda was wyzwoli" i miał ( nadal ma)
    rację. Na twoim miejscu gdybym miała wehikuł czasu cofnęłabym się do dnia
    zabiegu zawiadomiła policję , pozbierała kumpli i wpadła siłą do tego
    gabinetu ( sam mówisz , ze znałeś miejsce i czas), a nie próbowałabym jej nie
    poznać przecież darzycie siebie uczuciem . Wiem jest ono poranione przez
    aborcję, ale może da się to jeszcze poskładać. namów ja , żeby tu się
    odezwała . Powiedz jej ,że jeśli nie chce tego robić dla siebie to
    niech to zrobi dla was jeśli jej jeszcze zależy.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • spokofacet 25.09.09, 17:54
    zastanawiam się skąd pomysł mieszkania razem... gdzie rozpoczął się ten ciąg zła
    ?...

    --
    Pro-Life
  • uzurpatorciemnosci 26.09.09, 09:09
    Pomysł mieszkania był "przed", tymbardziej że było pomieszkiwanie.
    W trakcie był nasilony, bo cięzko by dziecko wychowywalo sie z
    jednym z rodzicow. Teraz ?? Mysl jest, choc wiem ze moze sie wydac
    to glupie. Poki co osiagnalem granice wytrzymalosci i mysle zeby to
    wszystko rzucic, poprostu odciac sie, zmienic miejsce zamieszkania,
    zapomniec o Niej, zaczac na nowo...
  • spokofacet 26.09.09, 12:36
    wszystko zależy od tego w jakich kategoriach sprawę traktujesz. W kategoriach
    ludzkich - tak, nie widzę sensu robić cokolwiek z taką kobietą, w kategoriach
    psychologicznych rzucenie wszystkiego nic nie da, bo problem nie jest
    rozwiązany, czyli terapia; zaś w kategoriach duchowych początek jest zupełnie
    gdzie indziej.
    Ja bym zaczął od przerwania wspólnego mieszkania, na zasadzie "dajmy sobie
    czas", "potrzebujemy trochę dystansu, czasu, żeby poukładać sprawy...". Nie
    musicie ze sobą mieszkać, nie jesteście małżeństwem, które MUSI RAZEM poradzić
    sobie z problemem. Wy nie musicie RAZEM..
  • wiesia140 26.09.09, 17:36
    Spokofacet dobrze prawi. Odpocznijcie trochę od siebie, może przez to
    nabierzecie dystansu do siebie i ona inaczej spojrzy na tą sytuację.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • wiesia140 26.09.09, 20:19
    Jeśli potrzebujesz si ę wygadać to pisz tu ,albo na priv ( do mnie
    też możesz pisać nie bój się nie jestem wojującym moherem).

    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • uzurpatorciemnosci 28.09.09, 22:06
    Do wygadania głębszego trzeba poczucia ducha, od moherów nikogo nie "wyzywam",
    rzecz w tym,że każdy jest indywidualną osobą, każdy jest inny i każdy inaczej
    myśli, z wielu pomysłów i rad można "wyciagnąć"cenne rady... Co do dawania
    czasu, był on dany, blisko miesiąc przerwy, cóż nie potrafiłem na nia spojrzeć
    bez nienawiści, teraz to generalizując minęło... Nie traktuje tego forum jako
    "serwisu złamanych serc" w związku z czym takich rad nie potrzebuje. Jesteśmy
    dorośli, popełniliśmy błędy, teraz za nie musimy zapłacić, swoją drogą myślę że
    łatwiej zrobić to razem. Spokofacecie nie jesteśmy małżeństwem, ale też nie wiem
    co nam jest pisane. Daliśmy ciała, jedno mniej, drugie wiecej - bez osądzania...
    Ale czy budowanie związku, realcji dość już zresztą nadszarpniętych powinno się
    obijać o odpychanie drugiej osoby po zdarzeniu traumatycznym ?? Ile osób tyle
    teorii...

    Był weekend, mnie osobiście udało się nieco unormować wewnętrzne ja, uspokoić
    myśli, chociaż wiem, że wróci to jeszcze nie raz, kiedy zobacze kobiete w ciąży,
    małego dzieciaka, kiedy nadejdzie jakaś rocznica. Można się poddać, bądź można z
    tym żyć, nie walczyć, a żyć. Ponoć dopóki nosi się kogoś w sercu, ten ktoś
    żyje... Rozmawiałem ze swą luba przez te kilka ostatnich dni, o tym wszystkim,
    przyznam że najszczersze rozmowy od samego zdarzenia, padło wiele "szczerych"
    słów bez ogródek, nazwanych po imieniu. Porażająca jest argumentacja "lubej", że
    się bała. Bać się można, ale nie spodziewałbym się, że aż tak. Dzieci bocian nie
    przynosi i konsekwencje trzeba brać, przyjmować na siebie bez ucieczki od nich.
    Co mi jeszcze powiedziała ?? Że "przeprasza", ale nie żaluje. Też porażające,
    ale może i dobrze że nie ocenia tego w tych kategoriach. Zapytacie pewnie czemu
    dalje z nią jestem ?? Bo jest niesamowitą kobietą, tylko niezmiernie
    wystraszoną, po której widze, że broni się przed wieloma uczuciami, zamykajac je
    w sobie ?? Dlaczego ?? Bo nie jestem gówniarzem, który ucieka od problemu, który
    przed oczami ma przysięge małżeńską choć ślubu jeszcze nie ma... Nie można
    poprostu zostawić drugiej osoby, samej sobie....

    Co czuję ja ?? Żal do siebie, nadszarpnięta została na pewno "męskość", to
    słynne męskie "ego", że ja dam rade, że zaopiekuje się, ochronię, bo jeśli nie
    ochroniłem dziecka przed narodzinami to czy dałbym radę po?? Czuję smutek, to
    naturalne, bo jeśli ktoś kogo się "kocha" umiera to nie może być inaczej, boli
    to, że ktoś kto to zrobił chodzi bez konsekwencji, ktoś kto złamał najażniejszą,
    nadrzędną zasadę w swoim zawodzie... Co boli ?? Zachowanie jej rodziców, osoby
    dorosłe, wykształłcone, które co zrobiły ?? Wstydziły sie brzucha córki ??
    Inaczej tego nazwać nie umiem, chyba że już w nie takiej lekkiej tonacji.
    Osoby, które ani słowa ze mną na ten temat nie zamieniły, nie spytały co
    planuje, myślę... Tylko tekst dziecka "nie będziemy z Tobą rozmawiać"... Osoby,
    które po zdarzeniu mają czelność powiedzieć mi "co ty nam zrobiłeś" lub
    "zostawiłeś nas z problemem" co działa na mnie jak na byka płachta... Jakim
    problemem ?? Jak to można nazwać problemem ?? Jakie zostawiłeś samych ?? To nie
    ja nie odbierałem telefonów, nie zamykałem drzwi przed nosem... Najgorsze kiedy
    zawodzą ludzie.

    Cóż, trzeba iść do przodu...
  • wiesia140 28.09.09, 22:58
    Strach ma wielkie oczy akurat to dobrze rozumiem. Nie chcę
    usprawiedliwiać twojej lubej, ale uwierz mi presja rodziny może być
    wielka. To akurat przerobiłam na własnej skórze. Miałam już jedno chore
    dziecko , a szykowało się drugie również chore no cóż nasza małżeńska
    wpadka. Bałam się do tego stopnia , że przyznałam się mężowi ( mama
    niestety nie dała rady by mi pomóc, była załamana po śmierci taty z
    resztą ja też). Mąż chciał dziecka, a ja stałam się "sumą wszystkich
    strachów" , czy sobie poradzę , jak poradzimy sobie finansowo. Rodzina w
    mniej więcej tym samym czasie zmuszała inną dziewczynę do aborcji ( na
    szczęście nie zrobiła tego). Włos mi się jeżył na to co z nią wyprawiali.
    Mąż wystraszony choć chciał dziecka , ja też wystraszona ( chciałam
    cofnąć czas by nie być w ciąży). Stałam się areną walki piekła z
    niebem , lub dobra ze złem. Walczyły we mnie śmierć i życie dziecka.
    Ostatecznie wygrało życie, sama nie wiem jak mi się udało ( według
    niektórych pomogła mi wiara pewnie trochę mają rację), ale nie życzę
    nikomu takiej wewnętrznej wojny. Dobrze rozumiem ,że są kobiety , które
    sobie z tym nie radzą widzisz można bać się presji rodziny, wiem bo
    się ze strachu nie przyznałam ... kto wie, może tym sposobem uratowałam
    dziecko.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • lillid 29.09.09, 14:56
    strasznie Ci współczuję,już pisałam.
    Ja kiedyś podjęłam decyzję o aborcji i nakłoniłam do niej swojego
    chłopaka. Zgodził się, nawet dał kasę na zabieg, choć początkowo był
    przeciwny.
    Piszę, bo po 8 latach my ciągle jesteśmy razem, już jako żona i mąż,
    i cóż... bywa różnie. Takie wydarzenie to ogromny ciężar dla ludzi.
    Mi pozostał żal, że nie był w stanie na tamten czas o nas zadbać, on
    ma żal, że nie chciałam jego dziecka.
    Wiem, trudno Tobie sobie wyobrazić, że ona się tak strasznie bała.
    Ale ja też tak strasznie się bałam. Więc ją troszkę rozumiem. Mi
    nie chodzło o studia, karierę itp.
    My nie mieliśmy gdzie mieszkać, obydwoje nie mieliśmy pracy (ja
    zwolniona on po wypadku, z potężnym dołem), rodzice nie żyją (moi),
    dalsza rodzina ze swoimi materialnymi i nie tylko problemami.
    On 35 -latek mieszkający z rodzicami.
    NIeciekawie, prawda?
    Plus jego rozczarowująca reakcja na ciążę czyli ciągłe gadanie o
    swoim kuku, jakiego doznał w wypadku, brak pomysłu co dalej, w
    jakich warunkach i za co.
    Nie mogłam tego znieść.
    Czego oczekiwałam? Że znajdzie pracę, że powie: damy radę, że powie,
    że mnie kocha. Ale nic z tych rzeczy się nie stało
    Był tylko jego dół.... więc...
    Ale z nim jestem. Oczywiście musieliśmy od siebie odpocząć, daliśmy
    sobie sporo czasu. Ale za nim tęskniłam, wydawało mi się, że jestem
    w stanie znieść jego wady. A czasu i tak nie cofniemy.
    Każdy przypadek jest inny, fakt.
    Ale jesteśmy obciążeni obydwoje tą przeszłością.
    To nie jest oczywiście tak, że ciągle o tym myślimy iwylewamy żale.
    Jakoś to sobie poukładaliśmy. Pozostają oczywiście konsekwencje
    takiego czynu (np.niepłodność pomijając udrękę psychiczną).

    Jednak, choć sama nie umiałam tego zrobić, wiem, że lżej by mi było
    gdybym umiała ułożyć sobie życie z kimś innym.
    Więc zastanów się, dajcie sobie więcej czasu, miesiąc, 2.
    Wiem, że takie naciąganie włąsnej dobroci, czyli mówienie sobie no
    nie mogę jej w takiej chwili zosatwić samej do niczego dobrego nie
    dobprowadzi, szczególnie, że ona nie żałuje.... więc reprezentujecie
    skrajnie odmienne stanowiska i emocje w tej sprawie.

    Trzymaj się!
  • uzurpatorciemnosci 30.09.09, 10:19
    Hmmmmm, po Twoim przykładzie zastanawiam się o co właściwie chodzi,
    my mieliśmy gdzie mieszkać, mam prace relatywnie dobrze płatną - na
    3 osoby by wystarczyło... Mówicie o daniu sobie czasu, być może tak
    zrobie, nie wiem jak na to zareaguje,a nie chce dokładać do pieca...
    Czy ona żałuje ?? Ostatnio usłyszałem " Gdybym mogła cofnąć czas..."
    więc może dociera do niej co się stało, napewno ucieka od tego,
    odina się emocjonalnie... Ja tak nie umiem, może nie chce.
    Zastanawia mnie co by było gdybysmy sie zamienili stanowiskami i to
    ja bym "chciał".. Pewnie tyle byśmy się znali...

    Przeglądając to forum zastanawiam się gdzie byli faceci kobiet które
    to zrobiły, myślaly o tym. Prawda jest taka, że seks staje się
    mechaniczną czynnością służącą zaspokojeniu potrzeb, zamiast być
    czymś co jeszcze bardziej łączy ludzi emocjonalnie, jest taką
    wisienką na torcie dla związku. Gdzie odpowiedzialność ?? Gdzie
    miłość. Nie mówie o religii bo zbyt religijny sam nie jestem. Ale w
    kraju katolickim aborcja??

    Jeszcze jedna refleksja, bez linczu proszę tylko !!! "Kobieta ma
    prawo decydowania o własnym ciele ! " Jak najbardziej, chcesz utnij
    sobie ręke, ufarbuj włosy, nie jedz nic przez tydzień, cokolwiek
    czego zapragniesz. Ale dzieciak nie jest Tobą, Twoim ciałem, tylko
    jest w Tobie, sam się o to nie prosił... Przypominam sobie teraz
    zajęcia z filozofii na uczelni sprzed paru lat, komentarz
    prowadzącego odwzorowywuje rzeczywistość " Kobiety omamione przez
    feminizm, który odbiegł od ideologii ruchu, uczestniczą wraz z
    partnerami w upadku jakiejkolwiek moralnośći, biznes aborcyjny
    czerpie żniwa, aborcja nie jest niczym innym jak "profesją"
    polegająca na zarabianiu pieniędzy, mnożenia zsyków a nie
    rzeczywstej pomocy"... A moja refleksja ?? Skoro ciało należy do
    kobiety i ma prawo o nim decydować (aborcja" to czego wymaga się od
    ojca po narodzeniu dziecka ?? Może w myśl tego nałóżmy amnestje na
    wszystkich mężczyzn płacących alimenty... Pisząc to nie atakuje w
    żadn sposób kobiet mądrych, odpowiedzialnych, żyjących w spokoju z
    własnym duchem. Nie neguj też kobiet które dokonały aborcji, życie
    różnie się toczy...

    Czemu z naukowego punktu widzenia nie ma czegoś takiego jak "syndrom
    poaborcyjny" ?? Bo jest to nie wygodne dla firm farmaceutycznych,
    klinik aborcyjnych... A coś takiego naprawde istnieje, dotyka
    każdego kto miał z tym styczność, kobiete, jej partnera,
    otoczenie... Niech to będzie przestrogą, ja osobiście zacząłem tak
    naprawde cierpiec po 3 miesiącach od "zabiegu"... Nie dla tego, że
    nie kochałem "fasolki", nie dlatego że nie chciałem jej na świecie,
    tylko psychika potrzebowała czasu aż "zrozumie" co się stało...

  • wiesia140 30.09.09, 10:46
    To forum też jest niewygodne , bo mówi o tym ,że po aborcji nie jest
    aż tak słodko jakby niektórzy chcieli.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • wiesia140 30.09.09, 21:00
    Uzurpator masz maila ode mnie.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • gruzlica3333 01.10.09, 02:14
    Robisz podstawowe bledy ortograficzne, mowisz o syndromie-swoim,
    meskim, po 3 miesiacach, wymagasz od dziewczyny kajania sie i
    zrozumienia, podczas gdy dla niej kupione lozeczko bylo placha na
    byka!!!! A najsmiesznijesze jest tam owa o malzenstwie. Co,
    oswiadczas ise bedziesz?
    Studentka, mloda, macie gdzie spedzac czas.
    Dzieci.
    To, ze ja przyjales, to nie dlatego ze ja kcohasz, tylko dlatego ze
    powoli wracacie do zycia sprzed tzn. seksu, seksu,seksu.

    Rodice jej pozowlili wrocic, pewnie z zastrzezeniem: ''tylko sie
    zabezpieczajcie tym razem!''
    I zabawa zaczyna sie od pocatku.

    Dla pewnosci ogladales z zabiegow zdejcia w necie, co..?
  • uzurpatorciemnosci 01.10.09, 12:04
    Po pierwsze, pisząc o ortografii popraw swoją chyba, że masz
    dysleksje w takim razie przepraszam. Po drugie łóżeczko i pare
    drobiazgów nie usprawiedliwia tego co ktoś zrobił. Po trzecie
    najśmieszniejsze jest to, że nie wiesz ile jesteśmy ze sobą, co do
    siebie czujemy a komentujesz fakt małżeństwa.. Po czwarte
    rozpoczeliśmy wspólne życie seksualne po 2 latach związku, od
    momentu aborcji nie uprawialiśmy seksu jeśli tak bardzo Cię to
    trapi.. Więc bądź tak miła i nie wyskakuj mi z obrazem
    stereotypowego faceta, bo jeśli na takich do tej pory trafiasz to
    już nie moja wina. Po piąte jakie ma znaczenie czy oglądałem ?? Bo
    nie wiem co chcesz tym zasugerować ?? Po szóste mówie o swoim, bo po
    części jest to forum by się wygadać i uzyskać "wsparcie", jej
    syndrom ?? Nie mnie to diagnozować od tego są lekarze... Swoją drogą
    zapraszam do lektury na temat stresu traumatycznego może
    wówczas "pojmiesz", że ludzka psychika, postrzeganie świata u
    każdego inaczej wygląda i pewne sprawy ujawniają się nawet po
    latach..

    Pozdrawiam, Uzurpator...
  • wiesia140 01.10.09, 13:39
    Doszedł do ciebie mój list?
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • uzurpatorciemnosci 01.10.09, 13:47
    Hej, doszedł, podziękować smile
  • gruzlica3334 09.10.09, 21:19
    Dziecko drogie. Ona jest studentka to od ilu mozecie ze soba byc.
    Gora 5 lat.
    Naczytales sie o wyrywanych nozkach i rączkach?
    Ty masz syndrom? Ile ty masz lat. 25? Bo wiecej nie masz.
    Masz pretensje do rodzicow tej dizewczyny? Jestes dla nich takim
    samym synkiem jak dla mnie i nie dla siebie.
    Zabrali dizewczyne, zalatwili sprawe, i oddali. Dziwie sie ze
    oddali, ale w sumie liczą na to ze nastepnym razem sie
    zabezpieczycie.

    A powiedz mi jeszcze, bedziesz sie jednak oswiadczal czy nie??
    Cikeawa jestem czy wtedy jej rodzice potraktuja cie powaznie.
    Dzieciak, dizeciak, dzieciak.

    A miekskzanie (studencką kawalerke) masz po dziadkach?

    Zmienialm nicka bo nie pamietam swojego, ale prosze nie osmieszaj
    sie juz swoja obecnoscią tutaj. Jeszcze ten nick uzurpator. Chryste.
  • hyakinthos 10.10.09, 05:34
    >Ona jest studentka to od ilu mozecie ze soba byc. Gora 5 lat.

    Strasznie pewna siebie jestes. Znam przynajmniej dwie pary, teraz malzenstwa,
    ktore byly ze soba przez kilka lat liceum. To raz. Dwa, nie kazdy idzie na
    studia od razu po liceum.
  • belle.du.jour 09.10.09, 20:02
    Czlowieku. jaki 'Syndrom poaborcyjny'? Co to za czort? Za duzo
    nasluchales sie bredni w kosciolach powtarzanych. Kazdego to
    dotyka.. rodzine cala? Chybas mlody bardzo i niedojrzaly bo w PRL
    aborcja byla na porzadku dziennym. I wiesz co? Te same kobiety,
    nasze matki, mialy dzieci, wychowywaly je, nie staczaly sie w
    depresje i syndromy.. ani ich rodziny o tym nawet wtedy nie
    wiedzialy. Kobiety miedzy soba o tym mowia i jeszcze nie slyszalam o
    rozdzieraniu szat. Takie byly warunki. Aborcja w pierwszych
    tygodniach ciazy nie jest tak traumatyczna dla kobiety CHYBA, ze
    wbije jej sie do glowy, ze jest zbrodniarka, dzieciobojczynia i
    smazyc sie bedzie w piekle, nigdy nie urodzi dziecka i nie stworzy
    normalnej rodziny. A zastraszy zdjeciami plodow po aborcjach w 2
    trymestrze. Mam dwoje zdrowych chcianych dzieci, juz doroslych.
    Pierwsza przypadkowa ciaze usunelam w 5 tyg. bo bylam wlasnie na
    studiach, czasy byly b. ciezkie a chlopak nie wyrazil ochoty na
    bycie ojcem. Z chlopakiem zerwalam, zabieg mialam i NIC mnie nie
    dreczy z tego powodu, choc podjecie decyzji nie bylo latwe. Z
    perspektywy czasu zaluje nie aborcji lecz faktu, ze doszlo do ciazy
    ale byla to kwestia niedojrzalosci. Ale te historie o stresie post-
    traumatycznym to mozna miedzy bajki wlozyc. Wymyslone na potrzeby
    zastraszania kobiet w ramach nauk KK.
  • faun1512 12.10.09, 00:51
    belle.du.jour napisała:

    > Czlowieku. jaki 'Syndrom poaborcyjny'? Co to za czort? Za duzo
    > nasluchales sie bredni w kosciolach powtarzanych.

    Żałosna jestes – włazisz na forum na którym roi się od
    nieszczęśliwych z powodu aborcji kobiet, obsesyjnie pragnących
    cofnąć czas, rozpaczających z powodu największego błędu w ich życiu
    itp. itd i w takim miejscu wydzierasz się: „jaki syndrom? To wymysł
    katoli!” . Aborcja to dla Ciebie zabieg jak wyrwanie zęba –
    nieprzyjemny tylko dlatego że może sprawić ból fizyczny - słów mi
    brak… A Gina Jeeson, która PRZEŻYŁA własną aborcję to dla Ciebie też
    wymysł moherów? Do jakiego gatunku należysz , bo na pewno nie do
    homo sapiens. Człowiek już w wieku niemowlęcym używa zmysłów do
    poznawania otaczającej go rzeczywistości oraz mózgu celem
    przetworzenia uzyskanych w ten sposób informacji i wyciągnięcia
    wniosków. Skoro tego nie umiesz, to kim jesteś???

    To ze sama jesteś wyrachowana i zimna jak lód (więc aborcja spłynęła
    po Tobie jak woda po kaczce) nie znaczy że wszystkie kobiety są
    takie jak Ty. Tobie na pewno niepotrzebne jest to forum, ale ładując
    się tu mogłabyś chociaż uszanować osoby, dla których zostało ono
    stworzone. Daremny trud tłumaczyć Ci że Twoje zachowanie jest
    nietaktowne, bo dla Ciebie taktowność to zapewne rodzaj zakaźnej
    choroby, a skrupóły to dawna rosyjska waluta.

    Współczuję tylko głęboko Twoim dzieciom. Po co Ci one były??? Żeby
    przy ich pomocy realizować własne ambicje? Rozwiązywać jakieś swoje
    problemy? (Na przykład udowodnić sobie że mimo aborcji nie jesteś
    bezpłodna). Przecież nie spłodziłaś ich by je kochać!! Na kilometr
    widać że jedyna miłość na jaką Cię stać, to miłość do samej siebie.
    Uważam że powinno się sterylizowac nie tylko facetów uciekających od
    odpowiedzialności za własne postępowanie i zmuszających kobiety do
    aborcji, ale także kobiety takie jak Ty. Bo są równie niebezpieczne.
    A wiem to z własnych doświadczeń, a nie z czytania jakichś uczonych
    dyrdymałów.

    P.S. Poważnie proponuję Ci zmianę nicka na „couchemare de nuit” bo o
    wiele bardziej Ci pasuje. Albo choćby „belka” bo względem innych
    ludzi jesteś równie „wrażliwa” jak kłoda drewna.

  • wiesia140 13.10.09, 01:46
    Ale te historie o stresie post-
    > traumatycznym to można miedzy bajki wlozyc. Wymyslone na potrzeby
    > zastraszania kobiet w ramach nauk KK.
    Wiesz , że syndrom dotyczy także innowierców, ateistów. Syndrom nie wiąże
    się z religią tylko jak zwał tak zwał sumieniem , lub moralnością (
    dla osoby wierzącej będzie to sumienie dla niewierzącej moralność). Dotyka
    wszystkich, którzy zrobili to wbrew sobie ( lub zrobiono to wbrew ich
    woli) , często nieświadomie , bo niektórzy po czasie dochodzą , że jednak
    to nie było w zgodzie z nimi samymi. To, że Ty wychowałaś się, w
    takim środowisku to nie znaczy , że takie kobiety były większością, Po
    drugie zdarzały się też przypadki, że niektóre kobiety po aborcji chorowały
    potem na nerwicę, wpadały w alkoholizm, były też próby samobójcze oficjalnie to
    się nazywało, że nie radziły sobie z życiem, a mężczyźni uciekali w
    alkohol. Syndrom istniał i dotykał wszystkich, którzy zrobili to wbrew
    sobie tylko nikt nie nazywał go po imieniu i nie mówił o ni wprost ,
    bo oficjalnie wszystko na zewnątrz musiało być cacy. To , że Ciebie
    teraz nie dręczy nie znaczy ,że tego nie ma.
    Z
    > perspektywy czasu zaluje nie aborcji lecz faktu, ze doszlo do ciazy
    Było nie było jest to jakś forma syndromu Sama żałujesz, że do ciąży
    doszło. Syndrom nie przebiega u wszystkich jednakowo.
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • faun1512 16.10.09, 09:49
    > Syndrom istniał i dotykał wszystkich, którzy zrobili to wbrew
    > sobie tylko nikt nie nazywał go po imieniu i nie mówił o ni
    wprost ,bo oficjalnie wszystko na zewnątrz musiało być cacy. To , że
    > Ciebie teraz nie dręczy nie znaczy ,że tego nie ma.

    Jest jeszcze cos na co warto zwrócić uwagę. Kobiety dokonujące
    aborcji mówią często: „mój brzuch, moja decyzja, moje prawo” nie
    widząc że być może cenę za ich decyzję będzie musiało zapłacić
    znacznie więcej osób. Czy mają również prawo do zakłócania życia
    innych!!!??? Bo aborcja jest złem, jest jak kamień wrzucony w wodę…
    Powstałe na niej kręgi rozchodzą się i nie wiadomo jak daleko taka
    fala zajdzie i w kogo uderzy…

    Konkretny (choc hipotetyczny) przykład. Wyobraź sobie, że masz
    siostrę z którą żyjesz w bezpośredniej bliskości i masz praktycznie
    stały kontakt. Czy jej „autonomiczna” decyzja o aborcji nie uderzy w
    Ciebie? A skoro w Ciebie, to i w Twoją rodzinę (męża, dzieci).
    Choćby poprzez spadek Twojej energii życiowej, obniżenie nastroju,
    smutek, przygnębienie itp. Taki stan może trwać długo,
    może „falować”, a jakaś zadra zostanie w Tobie pewnie na zawsze…

    A to tylko początek… Jest wielce prawdopodobne, że u Twojej siostry
    z czasem wystąpi syndrom poaborcyjny. Często jednym z jego objawów
    jest rozpaczliwe poszukiwanie tzw. „dziecka zastępczego”, zwłaszcza
    jeśli w wyniku aborcji kobieta stała się bezpłodna (co nie jest
    rzadkością, zwłaszcza po usunięciu pierwszej ciąży). Jeśli
    nienarodzonym dzieckiem siostry była dziewczynka (kobieta nawet
    jeśli tego nie wie, często jakimś „szóstym zmysłem” wyczuwa płeć
    dziecka), a mniej więcej w tym samym czasie Ty urodzisz córkę –
    idealne dziecko zastępcze ma na wyciągnięcie ręki… Przy okazji
    doskonały kamuflaż dla prawdziwych intencji (choćby nieswiadomych).
    To przecież jej siostrzenica, więc nic dziwnego że ją przytula,
    bierze na ręce, sprawia prezenty, zabiera do kina, na wycieczkę itp.
    Ty pewnie też nie od razu się zorientujesz, ale jak zauważysz że
    doszło do zamiany ról (ciotka stopniowo staje się matką i vice
    versa), nie możesz zostać bezczynna, bo utracisz dziecko. Więc
    zaczyna się walka o uczucia Twojej córki, walka w której stoisz na
    trudniejszej pozycji. Dziecko nie jest w pełni rozwinięte
    emocjonalnie, więc jego uczucia są niestabilne i łatwo na nie
    wpłynąć. Np. dając mu jakiś prezent którego wcześniej nie otrzymało
    od Ciebie ze względów wychowawczych lub materialnych. U dziecka
    tworzy się prosty schemat: ciotka - ta dobra (daje nie oczekując
    nic w zamian) matka – zła (nieraz odmawia, ale jest wymagająca).
    Wszystko to uderza też w Twoje pozostałe dzieci – nie ma siły by nie
    odczuły że najmłodsza ich siostra jest w rodzinie jakoś „wyróżniona”
    (choćby poprzez poświęcenie jej większej uwagi), więc poczują się
    pokrzywdzone. I tak się to plecie – nic nie zawiniłaś a zostałaś
    wciągnięta w grę, która niszczy Twoją rodzinę! A jeśli Twoja siostra
    jednak ma dzieci – to w nie też to boleśnie uderzy, bo dla ich matki
    siostrzenica jest ważniejsza niż one. Najbiedniejsze w tym są
    właśnie dzieci – nie rozumieją rozgrywek dorosłych, ale widzą że
    dzieje się coś bardzo złego. Dopiero jak dorosną i dowiedzą się że w
    rodzinie była aborcja, wszystko stanie się jasne… Ale rany z
    dzieciństwa nie znikną bez śladu – mogą się zabliźnić, ale te
    blizny zostaną na zawsze…. Czy kobieta mówiąca o aborcji „to tylko
    moja sprawa” ma świadomość że to nieprawda? Wątpię… A co Ty sądzisz?

    P.S. Przepraszam że opisując przykładową historię pisałem jakby
    chodziło o Ciebie (jeśli Cie czyms uraziłem – przepraszam). Wybrałem
    taką formę przekazu, bo wg mnie lepiej trafia do wyobraźni i
    przekonania.
    Pozdrawiam
  • wiesia140 16.10.09, 19:45
    Sama aborcja jest dla mnie złem. Wiesz, w większości przypadków nie
    można mówić o wyborze. Jaki to jest wybór? Wybór musi całkowicie wolny i
    świadomy wszelkich konsekwencji. Na ziemi póki co nie ma wolnego wyboru i nie
    szykuje się na to ,żeby szybko nastał taki czas. Tu jest zawsze jakaś
    presja. Wybór jest wtedy, kiedy ja przykładowo mam komfortowe warunki,
    uregulowaną sytuację zawodową, rodzinną ( wszyscy cała moja rodzina aprobuje
    moją decyzję zapoznawszy się ze wszystkimi konsekwencjami ) i wybieram , bo mi
    się po prostu nie chce. Takiej sytuacji nikt nie ma, więc mówienie o prawie do
    wyboru jest fikcją, bo co to za wybór pod presją. Co do Twojego przykładu z
    siostrą jest jak to najbardziej możliwe, ale to zależy od relacji panujących w
    rodzinie. Rodziny są różne jedne bardziej zżyte , drugie mniej , a inne wcale .
    Pamiętajmy jednak ,że wszystkiego do końca nie da się przewidzieć, nawet
    rodzina żyjąca z dala od siebie , może nawet nie być świadoma , że to co ich
    spotyka może mieć związek z aborcją . Opowiem mój przykład choć nie dotyczy on
    aborcji: moja mama i ciotka - dwie siostry. Ciotka starsza wyszła za mąż
    wcześniej. Zaszła w ciąże i urodziła dziewczynkę, która żyła tylko trzy dni.
    Jakiś czas później urodziła zdrowego chłopca. Tak mniej więcej osiem lat po
    narodzinach kuzyna , moja mama zachodzi w ciążę, wtedy tak rozwiniętego usg,
    ale rodzice czuli najbardziej mama , że będę dziewczynką. Mama powiedziała o
    swoich przeczuciach rodzinie i poprosiła męża swojej siostry ,żeby nastawiał
    się na , że będzie chrzestnym. Od tego momentu moja ciotka bardzo źle znosiła w
    ciąże mojej mamy, płakała, pouczała ją , czego moja mama nie znosiła tak
    bardzo chciała mieć dziewczynkę. Na szczęście Na szczęście udało jej się ,
    bo równo dziewięć miesięcy po moich narodzinach na świat przyszła kuzynka.
    Historia co prawda nie dotyczy aborcji, ale pokazuje ,że można przenieść swoje
    odczucia na i nie swoje dziecko w rodzinie, burząc tym samym normalne
    relacje. Nie mówię ,ze dotyczy to wszystkich osób, , które przeżyły aborcję (
    mężczyźni również mogą przenosić swoje odczucia). Na zakończenie dodam ,że
    ciąża to sprawka dwóch osób , a nie jednej, więc dwie osoby powinny mieć
    coś do powiedzenia ( wyjątek może stanowić gwałt).

    P.S. Przepraszam że opisując przykładową historię pisałem jakby
    > chodziło o Ciebie (jeśli Cie czyms uraziłem – przepraszam). Wybrałem
    > taką formę przekazu, bo wg mnie lepiej trafia do wyobraźni i
    > przekonania.
    > Pozdrawiam

    nic nie szkodzi ja również pozdrawiam
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • ranita_08 09.10.09, 13:30
    uzurpatorciemnosci napisał:

    Porażająca jest argumentacja "lubej", że się bała. Bać się można,
    ale nie spodziewałbym się, że aż tak. Dzieci bocian nieprzynosi i
    konsekwencje trzeba brać, przyjmować na siebie bez ucieczki od nich.
    > Co mi jeszcze powiedziała ?? Że "przeprasza", ale nie żaluje.

    Co cię tak poraża? Strach przed zmianą życia o 180 stopni? Jak już
    tutaj gdzieś pisałam, a ktoś inny dodał:

    - ciąża i dziecko to zmiana całkowita przede wszystkim dla kobiety,
    oczywiście są różni mężczyźni, jedni angażują się bardziej, inni
    mniej, ale statystycznie to kobieta w pierwszych latach zamyka się w
    domu z dzieckiem tyrając cały dzień od gara do pieluchy, a twoja
    może nie była na to gotowa, tego się bała. Może chciała skończyć
    studia i stać się kimś?

    - może bała się bycia na twoim utyrzymaniu, ponieważ niewątpliwie
    tak by się stało. Wiesz, życie płata różne figle, ona teraz
    przerwałaby studia lub rzuciła pracę aby poświęcić się dziecku a za
    kilak lat ty rzuciłbyś ją. I ona by została z dzieckiem, bez studiów
    lub bez środków do życia. Więc nie dziwię się dziewczynie że mogła
    się bać ryzykować przede wszystkim własnym życiem

    - są kobiety które bardzo się boją samej ciąży i porodu. I to bardzo
    bardzo. I nie pisz że nie umiesz zrozumieć, bo to oczywiste. Żaden
    facet takich spraw nie rozumie.

    O ile zauważyłam dla większości mężczyzn ciąża i poród to czynność
    tak samo rozkoszna i oczywista jak wypicie herbaty. Jak można się
    tego bać??? Oburzające!

    J w każdym razie ją rozumiem. Inna sprawa uprawiać sex bez
    zabezpieczenia. Obłęd zwyczajnie.
  • belle.du.jour 09.10.09, 19:21
    Ranita.. zgadzam sie calkowicie. I dodam jeszcze, ze dziewczyna
    prawdopodobnie po prostu nie chciala miec z TYM chlopakiem dziecka.
    Nie to, ze dziecko stanelo na drodze do kariery jak on to sobie
    tlumaczy, ale zwyczajnie nie chce sie z nim wiazac na zycie. Sorry
    ale to tez trzeba wziac pod uwage choc dla niego zabrzmi to pewnie
    niewiarygodnie.
  • faun1512 12.10.09, 09:09
    belle.du.jour napisała:

    > Ranita.. zgadzam sie calkowicie. I dodam jeszcze, ze dziewczyna
    > prawdopodobnie po prostu nie chciala miec z TYM chlopakiem
    dziecka.
    > Nie to, ze dziecko stanelo na drodze do kariery jak on to sobie
    > tlumaczy, ale zwyczajnie nie chce sie z nim wiazac na zycie. Sorry
    > ale to tez trzeba wziac pod uwage choc dla niego zabrzmi to pewnie
    > niewiarygodnie.

    Zastanawia mnie czy Ty ROZUMIESZ to co sama piszesz. Taką „logiką”
    usprawiedliwiasz też facetów zmuszających swoje partnerki do
    aborcji. Oni po prostu nie mają ochoty wiązać się z takimi kobietami
    na całe życie, bo uważają że one nie nadają się na matki ich dzieci.
    Skoro kobieta ma prawo w ten sposób myśleć i postępować, to
    mężczyzna też – w końcu mamy równouprawnienie.

    P.S. Z postów Waszego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji (tj. Ty,
    Ranita, Belle du jour, gruzlica, bogiemslawiena, martishia i S-ka)
    wynika jasno takie oto przesłanie: Mężczyzna powinien być sprawnie
    działającą maszynką do zaspokajania wszelkich kobiecych potrzeb.
    Jeśli w tej maszynce cos się zacina – kobieta ma pełne prawo
    wymienić ją na lepszy model – tak jak zepsutą pralkę czy lodówkę. A
    co mężczyzna otrzyma w zamian? Ano satysfakcję, że sprawia
    przyjemność ukochanej kobiecie. Poza tym czasem (w przypływie
    dobrego humoru) ona go pochwali a może nawet (co za poswięcenie!)
    urodzi mu dziecko. A jeśli mężczyzna zbuntuje się przeciwko roli
    wyznaczonej mu przez kobiety Waszego pokroju, to znaczy że jest
    egoistycznym dupkiem i gnojkiem smile.

    P.S.nr2. Zastanawia mnie czy Wy naprawde jestescie tak durne, czy
    tylko udajecie? I skąd żescie się tak rozmnożyły na tym forum – czy
    wszystkie pochodzicie z jakiejś specjalnej hodowli?
  • uzurpatorciemnosci 12.10.09, 20:43
    Kółko wzajemnej adoracji jest cudowne, feministyczny zaścianek wychowany na
    bravo girl - i nikogo przepraszać za to nie będę !! Jak faun1512 zauważył,
    popełniłem wiele błędów, wiele rzeczy i słów zrobiłem/powiedziałem w większych
    czy mniejszych emocjach. Czasu cofnąć nie można, ale nie o tym. Najłatwiej
    wszystkich facetów wrzucić do jednego worka, zmieszać z błotem i upokarzać. Za
    co ?? Za to, że chciałem tego dziecka, za to że w miarę możliwości chciałem być
    jak najbardziej odpowiedzialny po tym co się stało ?? Po tym, jak chciałem
    zapewnić "jej" jak największe bezpieczeństwo ?? Za to zostałem zwyzywany od
    szczeniaków, gnojków i gówniarzy... Za to, że chciałem iść na policje ?? Za to,
    że chciałem chrnonić swoje dzicko zostałem wrzucony do jednego "gara" z facetami
    którzy zachowują się wręcz przeciwnie...
    Niewiarygodnie nic nie brzmi, jestem młody ale wiele przeżyłem, wiel
    doświadczeń, wiele zwycięstw i porażek - zawsze staram się być w porządku i żyć
    w zgodzie z soba... Efekt taki że jestem dzięki temu zwyrodnialcem, któy
    skrzywdził biedną dziwczynę, która to w ogóle nie bierze odpowiedzialności za to
    co sie stalo, bo to ja jestem facetem i to moja wina ?? Puknijcie sie Wy w łeb
    wszystkie pseudo oświecone feministki bo mi sie Was żal robi !!!

    Kocham ją, ona kocha mnie . Nieiwarygodne ?? Coz jak cale zycie...


    Pozdrawiam wszystkich zawistnych i tych trzezwo myslacych smile
  • faun1512 12.10.09, 21:12
    Najważniejsze uzurpatorze, ze sobie poradziłeś z tym zlotem
    czarownicsmile. Jak sie te wszystkie "wyzwolone" na Ciebie rzuciły z
    pazurami, to miałeś chyba moment zwątpienia, czy warto tu zostac (a
    moze sie myle)? Ale to przetrzymałeś i odgryzales sie calkiem
    niezle - wyrazy uznaniasmile
    Pozdrawiam
  • uzurpatorciemnosci 12.10.09, 21:22
    Wiesz, nauczyłem się w życiu że do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem,
    a przynajmniej do "czarownic" jak to sarkastycznie określiles... Wiele mądrych
    osób się tutaj wypowiedziało, nie mających pojęcia o sprawie, o tym co to znaczy
    i to co najbardziej lubie big_grin doradców niepotrafiących sobie poradzić z własnym
    życiem... Nie będę jak inni i naprawdę dziękuję każdemu któy napisał "ciepłe"
    słowo a i tym którzy mnie opieprzyli pod warunkiem że zrobili to z głową smile

    Czy zwątpiłem ?? Nie do końca, więc nie wiele się mylisz, ale wiele
    wartościowych osób się tu pojawiło z którymi polemika ma sens... A czarownice ??
    To przypadkowe osoby...
  • faun1512 12.10.09, 21:29
    Czy zwątpiłem ?? Nie do końca, więc nie wiele się mylisz, ale wiele
    > wartościowych osób się tu pojawiło z którymi polemika ma sens... A
    czarownice ?
    > ?
    > To przypadkowe osoby...

    Fakt, lecz zastanawiam sie czy to ze Twoj wątek pojawił sie na
    stronie glownej portalu GW to tez przypadek....
  • uzurpatorciemnosci 12.10.09, 21:39
    Nie mam pojęcia, szkoda tylko, że nie wywołał on polemiki na temat we
    właściwym kierunku a tyle osób uważa, że to prowokacja...

    Cóż, życie...
  • faun1512 13.10.09, 00:36
    uzurpatorciemnosci napisał:

    > Nie mam pojęcia, szkoda tylko, że nie wywołał on polemiki na temat
    we
    > właściwym kierunku a tyle osób uważa, że to prowokacja...
    >
    > Cóż, życie

    "We wlasciwym kierunku", czyli o co Ci chodzi konkretnie?
  • gruzlica3334 13.10.09, 18:06
    uzurpatorciemnosci napisał:

    > Kocham ją, ona kocha mnie . Nieiwarygodne ?? Coz jak cale
    zycie...


    KIEDY BEDZIESZ SIĘ OŚWIADCZAŁ???!!
  • uzurpatorciemnosci 14.10.09, 08:24
    Kiedy tylko kupie pierścionek za milion dolarów z brylantem wielkości szafy
    gdańskiej 3 - drzwiowej poszerzanej lustrem !!! smilesmilesmile
  • martishia7 14.10.09, 10:00
    Nawet chciałam skomentować, ale mi się odechciało...
    Nie wiem czemu zostałam zapisana do jakiegoś koła gospodyń wiejskich z
    nieznanymi mi nickami, ale niechaj Ci będzie.

    Natomiast zdania nie zmienię, nie wiem, czy jakoś mało wyraźnie wcześniej
    napisałam, więc powtórzę.

    1. Uważam, że przede wszystkim Luba Bohatera zrobiła to co zrobiła, ponieważ
    bała się popadnięcia w zależność ekonomiczną od Bohatera.
    2. Z tego związku prawdopodobnie nic nie będzie, bo Bohater pogardza Lubą i jej
    decyzją.

    Autor chciał poglądu. Ma pogląd. Zapraszam do polemizowania z ww. dwoma
    przedstawionymi przeze mnie poglądami. Nie wiem w którym konkretnie punkcie
    wynika z nich, że jestem wojującą feministką, a zadaniem mężczyzny jest być
    osłem, który zarobi na potrzeby księżniczki. Ale jak widać nie jestem aż tak
    uczona w sztuce czytania między wierszami.
  • uzurpatorciemnosci 14.10.09, 20:51
    Nie zgadzać się a szanować to całkiem co innego niż pogarda, ale może się mylę ??

    Nie wiem, czy się bała, czy nie bała. Możliwe, że masz rację, a swoją drogą
    idąc tym tokiem rozumowania dziewczyna skarb, nie będzie "pijawą" na którą
    trzeba pracować !

    Polemika to nie atak i ubliżanie, nie będe wertkować każdego postu by wytykać,
    kto spadł poniżej poziomu człowieka "enteligentnego", więc się już nie rzucam
    kto feminizuje i "wieśniaczy"..

    Pozdrawiam.
  • martishia7 15.10.09, 09:31
    Co innego, ale myślę, że niestety Ty nią gardzisz, a jeśli nie, to wkrótce
    będziesz. A to dlatego, że hodujesz to uczucie "w sobie". Sam mówisz <już nie
    chce mi się przeczesywać Twoich wypowiedzi,ale coś takiego było> że to w Tobie
    rośnie, że nie potrafisz na nią patrzeć tak jak dawniej etc. etc. Możliwe, że w
    dużej mierze jesteś też zły na siebie - że nie stanąłeś na wysokości zadania, że
    nie przeszkodziłeś, nie namówiłeś (chociaż z tego co pisałeś, to za bardzo z nią
    o tym nie rozmawiałeś). Najważniejsze to porozmawiać teraz, może nawet jeśli ona
    nie bardzo będzie miała ochotę, bo inaczej będzie Cię to żarło od środka i
    wyciągniesz to przeciwko niej jako argument "na odlew" w najmniej spodziewanym
    momencie. Jest taki dowcip:

    Siedzi sobie dziadek i babcia przy stole i jedzą obiad. Starutkie małżeństwo,
    pięćdziesiąt lat stażu już dawno. W pewnym momencie, znienacka, dziadek wyciąga
    z garnka łyżkę i jak nie zdzieli babki w łeb... Ta przestraszona, zaskoczona:
    – No co ty! Stary! Za co?
    – A bo czasami jak se przypomnę żem cię bez cnoty brał to mnie cholera bieże!

    Żarty żartami, ale o to właśnie chodzi. Jeżeli za kilka lat zdzielisz swoją Lubą
    łyżką po głowie, to ona CI nie wybaczy, że nie potrafiłeś wybaczyć. I zdziwi, bo
    skoro nie podnosiłeś tematu przez x lat, to po diabła do tego wracasz. I poczuje
    się oszukana, że przez ten cały czas miała wrażenie, że wszystko jest ok między
    Wami, a okaże się że wcale nie, bo ty miałeś jakieś utajone pretensje i żale.
    Dlatego nie zaciskaj zębów, nie przeczekuj tego trudnego okresu, nie zamykaj się
    w sobie. Wywal wszystko co Ci leży na sercu, a co ma być, to będzie.
    Umknęło mi w tym wszystkim w jakim jesteście z Lubą wieku, ale to chyba mniej
    istotne. Tak czy siak, nie warto zamiatać sprawy pod dywan.
  • uzurpatorciemnosci 15.10.09, 11:54
    Zauważyłaś kilka istotnych uczuć, które we mnie "drzemią", ale
    nadal nie zgadzam się z opinią że Nią gardzę. Nie jest tak. Fakt nie
    umiem na nią w ten sam sposób patrzeć, rozmawiać... Coś nadal
    siedzi, chociaż rozmowa "zerująca" była. Rozmawialiśmy o tym
    wszystkim w momencie gotowości podjęcia tematu, by żadne z nas nie
    powiedziało za wiele słów. Powiedzmy, że po tej rozmowie uczucie
    żalu, nienawiści jest mniejsze. Żal do Siebie ?? Hmmmm staram się
    tego nie traktować w ten sposób, bo nie wszystko zależało ode mnie.
    Mogłem na siłe zapobiec, a czy było by to dobre ?? Żyła by z
    niechcianym dzieckiem i z kimś, przez kogo musiała je urodzić.
    Przypominaja mi się teraz rozmowy, sprzed roku, może nieco ponad,
    kiedy rozmawialiśmy o takiej sytuacji. Nie zapomnę jak mówiła, że
    nigy by czegoś takiego nie zrobiła, coż życie zweryfikowało. Jak i
    zweryfikuje wiele rzeczy... Lat ile mamy ?? Nigdzie otwarcie nie
    pisałem, matematyka jest prosta dwa lata po studiach, ona ma 1,5
    roku do ukończenia...

    Pozdrawiam.
  • martishia7 22.10.09, 00:50
    Prosty rachunek. Ty jesteś ode mnie trochę starszy, a ona trochę młodsza.

    Wiesz, takie rozmowy "coby gdyby"... Sam widzisz jak to jest. Nigdy nie mów
    nigdy, życie wszystko potrafi zweryfikować.

    A co do 'pogardy'. Wydaje mi się, że tak jest, bo ona prezentuje sobą i swoim
    zachowaniem coś, czego Ty nie pochwalasz/akceptujesz/tolerujesz. I na dodatek -
    nie bardzo jej o tym mówisz. Wydaje mi się normalnym, że nawet w daleko
    bardziej banalnych sytuacjach, mówi się tej drugiej osobie, że takie albo inne
    zachowanie nam nie pasu je, nie odpowiada, nie pochwalamy, nie zgadzamy się z
    nim. A Ty to chyba za bardzo dusisz w sobie i pozwalasz, żeby ta niechęć
    eskalowała. Tak jak byś "hodował" sobie taki trujący bluszcz na własnej duszy.
    Spróbuj żebyście przeszli przez to razem.
  • faun1512 22.10.09, 10:23
    martishia7 napisała:

    > Nawet chciałam skomentować, ale mi się odechciało...

    A ja nie chciałem komentować, ale mi się zachciało Mamy więc
    równowagę.

    > Nie wiem czemu zostałam zapisana do jakiegoś koła gospodyń
    wiejskich z
    nieznanymi mi nickami, ale niechaj Ci będzie.

    Sama się tam zapisałaś. Skoro ktoś pisze „nic dodać, nic ująć” pod
    napisanym ze skrajnie feministycznych pozycji, stronniczym i
    seksistowskim postem „iluminacji 256”, to znaczy że CAŁKOWICIE
    utożsamia się z jej stanowiskiem. Chyba logiczne? Że post jest
    wybitnie stronniczy łatwo się przekonać poprzez proste
    doświadczenie. Wystarczy dokonać zamiany ról i płci głównych
    bohaterów i odpowiednio dopasować opinię iluminacji. W wyniku tych
    przekształceń otrzymamy opinię skrajnego, męskiego szowinisty
    Zresztą przekonaj się sama .

    > 1. Uważam, że przede wszystkim Luba Bohatera zrobiła to co
    zrobiła, ponieważ bała się popadnięcia w zależność ekonomiczną od
    Bohatera.

    To skrajna nadinterpretacja. O Lubej bohatera wiesz tylko to co on
    pisze, a to prawie nic. Nic nie wiesz o Jej poglądach, osobowości,
    systemie wartości, zasadach, celach życiowych itp. Tym bardziej więc
    o Jej obawach. Co zatem upoważnia Cię do wydawania tak jednoznacznej
    opinii? Własne doświadczenia? To że ta sytuacja skojarzyła Ci się z
    jakąś inną? To stanowczo za mało.

    2. Z tego związku prawdopodobnie nic nie będzie, bo Bohater pogardza
    Lubą i jej decyzją.

    Jak wyżej. Bawisz się w psychoanalizy prawie nic nie wiedząc o
    sytuacji. A stwierdzenie że Bohater pogardza swą Lubą to prawdziwa
    perełkasmile. Pogarda to UCZUCIE należące do świata wewnętrznego
    drugiego człowieka. Skoro w tym świecie nie żyjesz, skąd możesz
    wiedzieć co czuje Bohater? Poczuć możesz co najwyżej własną pogardę,
    a nie jego. Ale to Twoje uczucie, więc nie wciskaj go na siłę komuś
    innemu. O uczuciach uzurpatora może wiedzieć tylko to, co On sam Ci
    wyraźnie napisze.

    > Autor chciał poglądu. Ma pogląd.

    Jakoś tego nie zauważyłem; odniosłem wrażenie że chciał się raczej
    wygadać, wyżalić itp. Właśnie temu chyba służy to forum?

    > Zapraszam do polemizowania z ww. dwoma przedstawionymi przeze mnie
    poglądami. Nie wiem w którym konkretnie punkcie wynika z nich, że
    jestem wojującą feministką, a zadaniem mężczyzny jest być
    osłem, który zarobi na potrzeby księżniczki. Ale jak widać nie
    jestem aż tak uczona w sztuce czytania między wierszami.

    Co do polemiki – już to zrobiłem. Co do zakwalifikowania do
    wojujących feministek – to sorki ale to mi wyglądało na
    zorganizowany, zmasowany atak. Jedna napisała jakąś jednostronną,
    niczym nie uprawnioną opinię, inne się z tym entuzjastycznie i bez
    zastrzezen zgadzają (czasem jeszcze dorzucając swoje trzy grosze)
    itp. Jak wyżej wykazałem, też wzięłaś w tym jakiś udział. Dzis widze
    że niesłusznie wrzuciłem Cie do jednego worka z innymi, ale tez
    teraz inaczej się zachowujesz. Mimo że wciąż wychodzi z Ciebie
    natura „besserwiessera”, to jednak prowadzisz jakąś dyskusję z
    uzurpatorem i odnosisz do tego co On pisze. W miejsce arbitralnych
    stwierdzeń piszesz „wydaje mi się”, a to już duży postępsmile.
    Pozdrawiam
  • cubitus12 09.10.09, 17:18
    Nie znam Twojego związku i poniższe będzie pewnie oparte na jakimś
    ogólnym stereotypie. To piekne ze nie chcesz zostawiac swojej
    dziewczyny jako czloweka po traumie, ale co do widoków na przyszle
    malzenstwo to wedlug tego wszystkiego co tutaj opisales to niestety
    moim zdaniem jest marnie. Primo, rozumiem ze nie byliscie
    przypadkowa para, a, jak sam wspomniales, laczy (laczylo ?) was
    glebokie uczucie, wlacznie z rozwazaniem o malzenstwie. W tej
    sytuacji, to co zrobiła Twoja partnerka, podjecie takiej decyzji pod
    wplywem rodziców i przeciw Tobie, jet dla mnie zaprzeczeniem całego
    zaufania jakie się ma wobec drugiej osoby w związku i dowodem na jej
    niedojrzalosc. I niestety mam wrazenie ze nie bedzie to ostatni
    raz... Secundo, jesli juz, to uciekajcie gdzie pieprz rosnie od
    takich tesciow, inaczej nie uda wam sie stworzyc niczego dobrego i
    zatrują wam (Tobie) zycie,a le nie wiem czy Twoja dziewczyna będzie
    na to gotowa...
    Mam nadzieje (dla Ciebie), że się mylę, ale rozum podpowiada mi
    niestety co innego.
    Aha, jestem facetem smile, ojcem trójki dzieci. W temacie: nie
    wyobrażam sobie takiej sytuacji w moim związku i nawet kiedys, gdy
    bylismy jeszcze młodzi i głupi, to jak sie zastanawialem nad taka
    sytuacja, to nie chciałbym się aby to się odbyło za moimi plecami
    (jeśli w ogóle).
  • basia172 09.10.09, 15:03
    Wasz dalszy związek nie ma przyszłości. Niestety, ale nie zapomnisz, że ona
    postanowiła usunąć ciążę. Szoda, ze akurat tobie tak się przytrafiło -
    przeciętny facet nawet by się cieszył że dziewczyna sama "rozwiązała" problem.
  • uzurpatorciemnosci 09.10.09, 15:37
    Widze, że jednak tak nie jest, poczytaJ co inni piszą...
  • ranita_08 09.10.09, 13:46
    uzurpatorciemnosci napisał:

    > Zatanawia mnie tylko czemu, bo szczerze mówiąc to teksty typu :
    > - Studia
    > - Ułożyć sobie życie lepiej
    > - Nie czas
    > - Etc.
    > Dla mnie są, żałosne..

    Dlaczego aż załosne? Może dla mężczyzn, ponieważ u ciebie dziecko
    zwiększyłoby tylko wydatki jakie zmuszony byłbyś ponosić. Dla
    kobiety to zmiana całkowita, a strach przed nią nie jest żałosny.
    Może być conajwyżej kwestią do dyskusji.

    skoro nie mogłeś tego zmieść to trzeba było porozmawiać z
    dziewczyną. Skoro uciekłą do rodzców aby zrobić zabieg najwidoczniej
    ci nie ufała, czegoś się bała. Wydaje mi się że jesteś bardzo
    kategorycznym i "czarno- białym" człowiekiem. To nie jest dobra
    postawa.
  • cubitus12 09.10.09, 20:08
    sorry, ale jesli uważasz za dla faceta ktory chce byc ojcem, dziecko
    to tylko "zwiekszenie wydatków" to sie mylisz. Dla meżczyzny zmiana
    w życiu często jest równie duża. W ogole mam wrazenie ze temat to
    chyba malo znasz z autopsji, bo sądy ferujesz niezwykle drastyczne.
    To charakterystyczne dla osób które tylko teoretyzuja. Jesli sie
    myle to wybacz, ale wkurza mnie ze tak jednostronnie naskoczylas na
    autora watku, szczególnie że on o czym innym pisał ...
    A takie tłumaczenia są jednak troche żałosne. Szczegolnie jesli to
    byl staly zwiazek (na drodze do ewentualnego slubu, jak to wspomnial
    autor watku). Jak tak bardzo nie chciała wpadki to mogła od niego
    zazadac aby sie zabezpieczyli (bo chyba jej nie zmusil...)
  • iktoto 01.10.09, 21:24
    uzurpator, przykro mi, że Cię to spotkało. Mam nadzieję, że
    poradzisz sobie i z czasem staniesz na nogi. Można stanąć, uwierz,
    jednak wpierw trzeba to wszystko wypłakać.
    Czy będizecie razem w dobrym związku? to strasznie trudna sytuacja.
    znam taką jedną parę, gdize kobieta oznajmila partnerowi po fakcie.
    chyba są już na prostej, chociaż było im ciężko. wydaje mi się, że
    związek ma szansę za sprawą dziecka, ktoe się Im narodziło.
    Jeśli zależy Ci na tej kobiecie to powiedz Jej o swoich uczuciach,
    szczerze.
    Nie wiem, co mowią statystyki, ile kobiet mówi facetom o ciąży ile
    milczy.

    pozdrawiam
    monika


    --
    A gdy sądząc, że jestem odrobinę bezpieczny nie czując pokusy,
    znajduję siebie niekiedy zupełnie pokonanym z powodu lekkiego
    podmuchu
    Tomasz a Kempis
  • iluminacja256 09.10.09, 11:05
    Niby jesteśmy ze sobą,
    > ale to nie jest już to "samo", niby porozmawialiśmy, niby wszystko
    > sobie wyjaśniliśmy ale nie potrafię już jej kochać.

    W kazdym poscie PISZESZ tylko o swoich uczuciach, swojej radosci,
    swoim byciu Tata - ani słowa o tym, co ona czuła. Skoro jej nie
    potrafisz kochac, to odejdz i daj jej swiety spokoj, bo jak
    piszesz , ze załujesz, z e nie nasłeałes policji na gabinet to dla
    mnie jesteś gnojkiem - w ogóle cię ta twoja kobieta nie
    interesowała, jej lęki, obawy, fakt, ze to ona poniesie 80%
    odpowiedzialnosci i skutków "fasolki" przez nastepnych 18 lat, a w
    pierwszych laatch - praktycznie 100%.

    Chcecie kończyc studia, chcecie
    > robic kariere, chcecie "zyc i szaleć" a my ??

    A wy spróbuj skończyć studia zaoczne ( płatne)_ z niemowlęciem na
    ręku, bęz zadnej pracy, w kawalerce , utrzymujac z pracy faceta 3
    osoby. Jesteś cholernie dziecinny i piszesz o tej aborcji tak, jakby
    ci ktoś zabrał zabawkę - wątek o nasyłaniu policji, jak dla mnie,
    dyskwalifukuje cie jako faceta totalnie - ty tej dziewczyny
    nazwyczajniej nie kochasz, kochałeś swoja wizję ojca. Bardzo zresztą
    daleką od zzycia.

    No to albo idz do psychologa, alebo się rozstańcie, bo w tym
    wszystkim widze tylko w kołko twoje JA, Ja , JA , Ja chciałem mieć
    fasolke. A to nie jest fasolka tylko 18 lat podstawowej
    odpowiedzialnosci.

  • martishia7 09.10.09, 13:09
    Nic dodać nic ująć.

    Daj kobiecie spokój, skoro nią gardzisz, nie zabieraj jej cennego czasu.

    Skoro się nie zdecydowała na ciążę, to znaczy między innymi, że nie wierzyła w
    to, że będziesz w stanie zająć się nią i dzieckiem.

  • anulac 09.10.09, 12:07
    Milo wiedziec, ze sa jeszcze tacy faceci jak Ty...Nie wyobrazam
    sobie sytuacji, w ktorej mialabym usunac ciaze.Dla mnie jest to NIE
    DO POJECIA.Mam 2 dziewczynki i na kazda wiadomosc o ciazy moj maz
    reagowal szalona radoscia.Co wiecej, choc nie planujemy w
    najblizszej przyszlosci wiecej dzieci, on twierdzi, ze 'wpadka'
    bylaby mile przez niego widziana. Przykro mi, ze Twoja dziewczyna
    nie okazala szacunku ani wzgledem Ciebie, ani tym bardziej wzgledem
    Waszego dziecka.
  • ranita_08 09.10.09, 12:24

    Przepraszam, może nie w temacie za bardzo, ale uważasz że kobieta
    powinna rodzić tyle razy ile razy, nawet przypadkiem (wpadka z
    męzem), zajdzie w ciążę?

    Wiesz mój znajomy ma w rodzinie ciotkę, ma około chyba 40 lat i
    rodziła 8 razy. Lekarze przy okazji jakieś tam operacji czy badań
    powiedzieli jej że ma organizm 70 latki, bo wyczerpany ciągłymi
    porodami. To jest przecież straszne.
  • e.i.t.h.e.l 09.10.09, 17:16
    Moja babcia urodziła ośmioro dzieci. Teraz ma już ponad 80 lat i trzyma się się lepiej niż ta bidulinka, która urodziła tylko dwoje. Może więc stan organizmu zależy od czegoś więcej niż ilości porodów?
  • anulac 10.10.09, 08:19
    Tak wlasnie uwazam, kobieta powinna donosic kazda ciaze. Przeciez
    biore odpowiedzalnosc za to, ze sie z kims kochalam i mam
    swiadomosc, ze skutkiem tego moze byc ciaza. Oczywiscie to moj
    poglad. Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i jej
    partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.
  • hermina5 10.10.09, 09:12
    > Tak wlasnie uwazam, kobieta powinna donosic kazda ciaze

    Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, a zycie ma to do siebie,
    z e bardzo bolesnie potrafi zweryfikowac punkt widzenia - dlatego
    nie warto uzywać wielkich kwantyfikatorów KAZDA, ZAWSZE, WSZYSTKIE.
  • anulac 11.10.09, 12:23
    Nie warto czepiac sie tez 'kazdego slowka'.
    to moze byc uciazliwe dla innych , a i z czasem dla
    Ciebie.Pozdrawiamsmile
  • oliwija 10.10.09, 09:58
    anulac napisała:

    > Tak wlasnie uwazam, kobieta powinna donosic kazda ciaze.

    nawet taka , która skonczy sie smiercia jej lub dziecka lub obu naraz?

    > Przeciez
    > biore odpowiedzalnosc za to, ze sie z kims kochalam i mam
    > swiadomosc, ze skutkiem tego moze byc ciaza.

    a po co sa tableki anty? wlasnie po aby sie zabezpieczyc przed
    ciaza... chciana czy niechciana. tylko ze to tylko chamia a ona
    zawodzi. jesli chcesz miec pewnosc w 100% ze nie zajdziesz w ciaze
    napisj sie szklanki wody a nie idz z facetem do łożka.

    >Oczywiscie to moj
    > poglad. Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i jej
    > partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.

    czyżby?


    --
    Weroniczka:
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]
    http://www.suwaczki.com/tickers/qsky47g9eim51wl6.png[/img][/url]
    Ja
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]
    http://www.suwaczek.pl/cache/c8b310a931.png[/img][/url]
  • anulac 11.10.09, 12:47
    > nawet taka , która skonczy sie smiercia jej lub dziecka lub obu
    naraz?
    Nikt nie ma pewnosci czy dziecko urodzi sie zdrowe czy nie, czy
    donosi ciaze czy nie.Trzeba wierzyc, ze bedzie dobrze i ze urodzi
    sie zdrowy dzidzius.
    Pisze to co czuje i nikogo tez nie krytykuje za inne poglady.
    Nie biore tabletek ani innej chemii.Kocham sie z mezem i jesli zajde
    w ciaze to przyjme ta wiadomosc z pokora i radoscia.Wezme od zycia
    to co mi daje.I gdybym miala rozwazac kazda sytuacje, przypadek i co
    moze sie wydarzyc beda w ciazy to zajeloby mi to ho ho ile czasu...
    A i tak byloby to tylko gdybanie...
    Oczywiscie to moj
    > > poglad. Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i
    jej
    > > partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.
    >
    > czyżby?
    To czyja to spraw i kwestia czego Twoim zdaniem? smile

    Napisalam ogolnie to co mysle i to co czuje.
  • oliwija 11.10.09, 14:35
    anulac napisała:

    > Nikt nie ma pewnosci czy dziecko urodzi sie zdrowe czy nie, czy
    > donosi ciaze czy nie.Trzeba wierzyc, ze bedzie dobrze i ze urodzi
    > sie zdrowy dzidzius.

    masz racje. ale jeśli wiesz ze dziecko ma wady wrodzone takie które
    jednak będą decydowac o dalszym życiu całej rodziny . Bo jęśli dziecko ma
    uszkodzony mózg to do konca zycia pozostaje uzależnione od mamy ,
    taty... itd. Ja nie mówie tu o dzieciach z zespołem Downa.
    W takimprzypadku JA jestem za usunięciem takiej ciązy. Dlczego? Bo kazdy ma
    prawo do godnego zycia PRAWO a nie OBOWIĄZEK!!!!!!!!!!!!!!! Gdyby okazało
    sie ze moje dziecko jest az tak chore to wolałbym zeby sie nie urodziło.
    Bo bycie roślinką nie jest radosne. Co innego jak dziecko urodzi sie
    zdrowe i potemnm staje sie rośliną w wyniku wypadku.

    A jesli wiem ze dziecku urodzi sie głuche , ślepe z porażeniem mózgowym to
    juz od poczatku tu na ziemii skazane jest tu na piekło. Wybacz ale ja
    jako cżłowiek nie byłabym w stanie swojemu dziecko czegos takigo podarować.



    > Pisze to co czuje i nikogo tez nie krytykuje za inne poglady.
    no i dobrze. każdy ma [rawo do swoich poglądów nawet jeśli by wg . ciebie
    były najbardziej idiotyczne!

    > Nie biore tabletek ani innej chemii.Kocham sie z mezem i jesli zajde
    > w ciaze to przyjme ta wiadomosc z pokora i radoscia.

    No ale świadome planowanie macieżyństwa polega na tym aby miec dziecko
    wtedy kiedy chcesz a nie kiedy musisz. Widzisz ja stosowałam
    antykoncepcje hormoalna przty córce. dowiedzialam sie w 12 tygodniu
    ciązy. Młoda urodziła sie zdrowa- choć mała 2850 i 50 cm. Dziś ma 9,5 roku
    i jest wspaniala. Grzeczna, mądra. uczy sie doskonale. Ma świetną pamięc.
    Swietnie śpiewa tańczy, mówi w dwóch językach.

    Przy drugiej ciazy przy tej do której usunięcia zostałam zmuszona tez
    brałam tabletki. Ale tu wiedzialm ze dziecko ma 99% na to zeby sie urodzic
    chore. Bo to były inne silniejsze tableki. pewnie i tak bym ją usunbęla.
    Ale tu zaistniala jeszcze jedna okolicznośc.


    >Wezme od zycia
    > to co mi daje.I gdybym miala rozwazac kazda sytuacje, przypadek i co
    > moze sie wydarzyc beda w ciazy to zajeloby mi to ho ho ile czasu...

    a co bys zrobiła gdyby maz zarzadł od ciebie usunięcia ciazy ? i tak
    naprawdę nie mialbys sie do kogo zwrócić z prośbą o pomoc?

    > > . Ciaza i dziecko to indywidualna sprawa kazdej kobiety i
    > jej
    > > > partnera.Aborcja to kwestia naszego sumienia.
    pod warunkiem ze ten partnaer ma moz w prawidłowym miejscu.

    > To czyja to spraw i kwestia czego Twoim zdaniem? smile
    jeśli tylko moja to sie nie zgadza. moja bo ciaza jst we mnie, jego bo on
    jest jej sprawca- sama sie nie zrobiła. Lekarza bo zgadza sie pomóc w
    problemie kobiecie. nie pyta dlaczego czy nie mozna tego odwlaec...
    lekarze to sępy i dla kasy zrobią wszytsko. Jak masz sumienie- znaczy
    jestes wierzaca i praktykujaca to owszem to sumienie ci przeszkadza. Ale
    wirz mi wolałam zeby umarł płod niz ja i moja corka.

    > Napisalam ogolnie to co mysle i to co czuje.
    no i dobrze.

    --
    Weroniczka:
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]
    http://www.suwaczki.com/tickers/qsky47g9eim51wl6.png[/img][/url]
    Ja
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]
    http://www.suwaczek.pl/cache/c8b310a931.png[/img][/url]
  • sonia.2009 09.10.09, 12:10
    oj nawe nie wiecie jak bardzo żałuje, że
    nie zgłosilem tego na policje (wiedziałem, gdzie, kiedy)...

    ???????


    jestes zwyklym s.k.u.r.w.y.s.y.n.e.m
  • faun1512 12.10.09, 02:09
    Tak sie składa, że aborcja w naszym kraju to PRZESTĘPSTWO. I nie
    widze nic dziwnego, ze uzurpator rozważał tę możliwosc. A kim Ty
    jestes, skoro prawo dla Ciebie nic nie znaczy???

    P.S. Czemu obrażasz matke uzurpatora - co ona ci zawiniła???
  • sonia.2009 09.10.09, 12:13
    jestes tez nieodpowiedzialnym dzieciorobem
    i grzesznikiem, ktory uprawia seks bez slubu
    dlaczego sie nie ozeniles?
    dlaczego zamieszkales z nia bez slubu?
    i co znow z nia sypaisz ryzykujac wpadke? i to bez milosci? co z ciebie za
    czlowiek? gdzie ty masz sumienie? czym myslisz? genitaliami?
    i jeszcze masz czelnosc pisac cos takiego?
    co za infantylizm
    dorosnij gnojku
  • ranita_08 09.10.09, 12:15
    Jak najbardziej mężczyzna- ojciec, powinien partycypować w decyzji o
    zdecydowaniu się, bądź nie na dziecko. Z całym jednak szacunkiem dla
    płci męskiej uważam że to kobieta powinna mieć ostatnie zdanie. A
    powinna je mieć dlatego że dziecko zmienia wiele przede wszystkim w
    jej życiu i zdrowiu.

    Wspaniale jeśli mężczyzna, tak jak ty, cieszy się z ciąży, jeśli
    czeka na dziecko i jest na to gotowy, prawda jest jednak taka, że
    twoja opieka i poświęcenie dla dziecka statystycznie oczywiście to
    jakieś 30% tego czego oczekuje się od kobiety w związku z nową rolą.

    Nie każda jest na to gotowa. Nie każda chce. Trzeba postarać się to
    zrozumieć. Przynajmniej się postarać.
  • veszta 09.10.09, 12:18
    uzurpatorze
    w tym wszystkim tylko jedna rzecz nie rozumiem: to dlaczego NIE przeszkodziles
    swej 'luby' aby nie dokonywala zabieg jesli Ty sie na zabiegiem nie zgadzales???
    Przeciez mogles sie przeciwstawic. To powinienes zrobic, a nie latac do
    poluicji, tak ze jak masz cos zalowac, zaluj tym.
  • ranita_08 09.10.09, 12:20
    uzurpatorciemnosci napisał:

    oj nawe nie wiecie jak bardzo żałuje, że
    nie zgłosilem tego na policje (wiedziałem, gdzie, kiedy)...

    Ale tym hasłem to mnie dobiłeś. Oczywiście wolałbyś aby twoja
    kobieta siedziała teraz w więzieniu albo miała wyrok w zawiasach?
    Życzę ci aby ona to przeczytała i cię zostawiła - to ty jesteś
    egoistą i nawet nie myślisz o uczuciach tej kobiety.
    Tylko "ja", "ja", "ja". Beznadziejny jesteś
  • cimokinio 09.10.09, 13:07
    karalne jest przeprowadzanie a nie poddawanie sie aborcji
  • ranita_08 09.10.09, 13:11
    Z mojej wiedzy wynika że nie, ale może mam błędną bo nigdy w to nie
    wnikałam. W kazdym razie tak czy inaczej bez sensu.
  • uzurpatorciemnosci 09.10.09, 13:40
    Nieznajomość prawa szkodzi... Kobieta nie podlega karze...
    Nie wypowiadam sie w czyimś imieniu, przeczytaj nagłówek forum...
  • alcabin 09.10.09, 21:39
    Lepiej iść do więzienia niż zabić niewinnego człowieka.
  • faun1512 12.10.09, 01:43
    Po pierwsze – wypowiadasz się w temacie o którym nie masz pojęcia.
    Polskie prawo antyaborcyjne nie przewiduje ŻADNEGO karania kobiety.
    Skąd zatem wzięły Ci się te brednie o wsadzaniu jej do więzienia czy
    wyroku w zawiasach?? Skoro – jak sama piszesz – nie znasz dokładnie
    regulacji w tej kwestii, to zabierając głos kompromitujesz się tylko
    nieznajomością prawa.

    Po drugie – o ile mi wiadomo gdy łamane jest prawo, praworządny
    obywatel powinien powiadomić policję. Dlaczego zatem tak Cię oburza,
    że uzurpator rozważał taką możliwość (choć w koncu tego nie zrobił)?
    To, że Ty polskie prawo masz w d… nie upoważnia Cię do potępiania
    tych, którzy je szanują.

    Po trzecie – poczytaj sobie komu dedykowane jest to forum – dla
    OSÓB, które zle się czuja ze świadomością dokonanej aborcji. OSOB
    (czyli nie tylko kobiet), z czego wniosek że mężczyzna u którego
    wystąpił „aborcyjny problem” ma takie same prawo szukać tu wsparcia,
    jak kobieta. Jeśli uwazasz inaczej, to jest to właśnie seksizm w
    czystej postaci – pojęcie z taką lubością używane przez feministki.
    A wsparcie na pewno nie polega na dokonywaniu ocen moralnych i
    obrzucaniu kogos obelgami, tylko na próbie zrozumienia. Z kolei
    zrozumiec kogos, nie oznacza akceptacji wszystkich jego działań i
    wypowiedzi. Człowiek po tragicznych przeżyciach często nie jest
    wdzięcznym i sympatycznym obiektem – kipią w nim negatywne emocje
    itp., więc oczekiwanie od niego chłodnego obiektywizmu i wyważonych
    ocen to nieporozumienie. I to oczywiste, że koncentruje się na tym
    co go boli, czyli WŁASNYCH uczuciach i odczuciach. Kobiece pouczanie
    uzurpatora, że zamiast „rozczulać” się nad sobą powinien się zająć
    swoją dziewczyną, jest tak samo „taktowne”, jak ewentualne pouczanie
    dotkniętej „syndromem” kobiety, że zamiast się tu wyżalać powinna
    się zająć swoim mężczyzną, bo on na pewno też to boleśnie przeżywa.
    Nie chce mi się dalej tłumaczyc, bo mam dziwne wrazenie ze cokolwiek
    nie napisze, będzie to rzucanie grochem o sciane.
    Skoro z jakichs przyczyn nie chcesz komus pomoc (masz prawo), to
    możesz skorzystac z okazji by siedzieć cicho, zamiast pisac bzdury.
    Nie znasz uzurpatora ciemności ani jego dziewczyny, tym bardziej
    wszystkich szczegółów ich wzajemnych relacji, a wypowiadasz się tak
    jakbys im towarzyszyła dzien i noc (łącznie z warowaniem pod łóżkiem
    w ich sypialni). A już prawdziwą „perełką” jest Twoje stwierdzenie,
    że jeśli dziewczyna uzurpatora zdecydowała by się urodzić, to za
    parę lat on by ją rzucił razem z dzieckiem – po prostu ręce opadają
    jak się Ciebie czyta.

    Po czwarte – rozumiem, że na kobietę boleśnie skrzywdzoną przez
    mężczyznę facet żalący się na swoją dziewczynę może podziałać jak
    płachta na byka. Ale to jej nie upoważnia do tego by tu wejść i mu
    nawrzucać. Zawsze można „odpuścić” i do tego wątku nie zaglądać,
    zamiast z wściekłością klepac w klawiaturę. Ja zostałem w
    dzieciństwie bolesnie skrzywdzony przez kobiety, a najdotkliwiej
    przez własną matke. I pewne „skrzywienie” zostanie mi do konca
    zycia – żadna terapia nie pomoże. Czy wg Ciebie moje traumatyczne
    przeżycia upoważniają mnie do tego by „odreagowywać” na innych
    kobietach i dokonywać aktów zemsty na „płciowych wrogach”? A jeśli
    czasem (wbrew mej woli) wylezie ze mnie jakas złość do kobiet, to
    czyj to problem - mój czy ich????

    Po piąte – zdaję sobie sprawę z ostrości własnej wypowiedzi, ale nie
    ja to zacząłem. Jeśli ktos zachowuje się w określony sposób (np.
    nawymyśla osobie potrzebującej pomocy) to musi być swiadom, że w ten
    sposób upoważnia innych do takiego samego postępowania względem
    siebie.

    Po szóste – to że spora część męskiej populacji w godzinie próby
    okazuje się nieodpowiedzialnymi dupkami zasługującymi na kastrację
    czy choćby izolację, nie znaczy że wszyscy są tacy. Zabawna jestes z
    tymi swoimi „statystycznymi” wiadomościami. Statystyka daje
    informacje na temat populacji a nie jednostki. A już przezabawne
    jest Twoje stwierdzenie że rozumiesz dziewczyne uzurpatora, której
    przeciez kompletnie nie znasz. Pewnie dlatego że „statystycznie”
    kobieta jest porządna a facet dran?

    Po ostatnie – uzurpator na pewno popełnił szereg błędów i na pewno
    nie jest ideałem. Ale czy to odpowiednie miejsce by mu je wytykać?
    Na kilometr widać że on to przeżył bardziej niż jego dziewczyna.
    Dowód: on się tu zjawił, a ona nie. Ale dla Ciebie oczywiście tylko
    kobieta zasługuje na współczucie – kto by się przejmował prymitywnym
    samcem. To ze się odpowiednio nie zabezpieczyli to też tylko jego
    wina. A skąd wiesz jak było – może to ona nie chciała?
    Czy nie widzisz że swoją „płciową stronniczością” stawiasz się w
    jednym szeregu z męskimi szowinistami, zwalającymi we wszystkim wine
    na kobiety?
  • dawidok 09.10.09, 12:36
    a nie możecie osły zaczekać z sexem do ślubu? lub używać
    prezerwatyw? jak już musicie to robić to rócie to z głową potem nie
    będzie głupich postów, wpisów i kłótni. Nie możecie tak normalnie
    jak ja? 4 latach chodzenia z dziewczyną, ślub, dziecko po czterech
    latach po ślubie gdy już się wszystko ułożyło, gdy mieliśmy już
    urządzone mieszkanie, auto, dobrą pracę. Nie można tak? zero stersu,
    nerwów, kłotni, myśleniu o aborcji itp. A dziecko jest efektem
    miłości i wyczekiwania. Ludzie opamiętajcie się wszystko robicie od
    końca
  • bogiemslawiena 09.10.09, 12:45
    Jedyne, w czym mogłabym ci przyznać rację to to, że dziewczyna
    powinna jakoś inaczej do ciebie podejść w całej tej sprawie.
    Powinniście wcześniej razem uzgodnić ten ruch, a ona postawiła cię
    przed faktem dokonanym.
    ALE!
    Piszesz, że żałujesz, że nie doniosłeś na nia na policję. Cóż, są
    ludzie i parapety. Ty ją kochasz? Interesuje cię to, czego ona chce?
    W sumie to ją rozumiem. Też bym nie chciała mieć dziecka z facetem,
    który rozważał donos na policję. Też bym nie chciała mieć dziecka z
    kolesiem, który najpierw pisze, że igraliście z losem, a później, że
    dziewczyna powinna wiedzieć, że seks bez zabezpieczeń niesie ryzyko
    ciąży. A ty to co? Święta krowa? Mniej odpowiedzialny? Było wdziać
    ogumienie, baranie!
    Pod względem materialnym też ją rozumiem. Dzieciaki trzba robić z
    głową, a nie na zasadzie "jakoś to będzie". Kawalerka? To super.
    Znienawidzilibyście się po kilku miesiącach od poczęcia. Na
    zasadzie "im więcej szczurów w klatce, tym większa agresja między
    nimi". Ty masz pracę, ok, fajnie. Może ona nie chciała się od ciebie
    uzależniać. Rodząc i nie mając pracy, kończąc studia ... cóż, to
    pewne, że właśnie ty musiałbyś ją utrzymywać. Jak wyobrażasz sobie
    jednoczesną pracę, posiadanie oseska i robienie magazyniera? Chyba
    by musiała jechać na dopalaczach...
    W każdym razie pozdrów ją ode mnie i przestań histeryzować.
    --
    Moje ceramiki

    www.przystanekkuchnia.blogspot.com
    =^..^=
  • e.i.t.h.e.l 09.10.09, 17:30
    Nie rozumiem dlaczego większość z Was nie daje mu prawa do poczucia złości i goryczy. Chodzi mi głównie o to jego zastanawianie się, dlaczego nie doniósł na policję. Nie zrobił tego. To chyba ten czyn, a właściwie brak czynu o nim świadczy. A to, że jakiś czas potem zastanawia się i gdyba to całkowicie naturalne wydaje mi się być.
    I dlaczego większość zarzuca mu, że kompletnie nie interesowało go, czego chce ta dziewczyna? Przecież ona nie wzięła pod uwagę jego zdania dotyczącego ich wspólnego dziecka. Zdecydowanie coś zaszwankowało w ich związku, ale chyba działo się to już od pewnego czasu.
  • alcabin 09.10.09, 21:48
    Idiotyczna argumentacja dupy daje sprawnemu inaczej a koszty ponosi kto inny.
    www.youtube.com/watch?v=NpOFcqrqBa0
  • werawera99 09.10.09, 13:43
    Podobno kobiety szukają nie tyle facetów na męża ile na ojca dziecka. Widocznie
    nie dałeś jej oparcia i poczucia stabilizacji na tyle silnego by urodziła. Może
    dla niej kawalerka to za mało, a Twoja pensja za słaba. może powinieneś poszukać
    po prostu innej dziewczyny. a jak już ją pokochasz to spytaj czy w razie wpadki
    urodziłaby Twoje, Wasze dziecko. Jeśli tak, znaczy to ta jedyna. To najwyższa
    forma miłości kobiety dla mężczyzny, najsilniejszy jej wyraz - urodzić mi dziecko!
    Wniosek z tego że jesteś z kimś kto nie rokuje. Jak ciebie nie bedzie chciała to
    też Cię usunie? Z drogi, z domu, z życia?
  • belle.du.jour 09.10.09, 19:38
    Zgadzam sie, jak sie naprawde kocha mezczyzne, to chce sie urodzic
    jego dziecko. Kobieta podswiadomie wybiera najlepszego kandydata i
    wtedy nawet wpadka jest przyjeta moze ze stresem ale i z radoscia.
    Jesli zajdzie w ciaze z przypadkowym chlopakiem albo takim, z ktorym
    jest w zwiazku bez glebszych uczuc, to ciaza jest ciezarem i udreka.
    A zwiazek tak zaciesniony nie rokuje dobrze na przyszlosc. Ten mlody
    czlowiek wydaje sie byc bardzo niedojrzaly. Zastanawia mnie jednak
    dlaczego jeszcze sa razem. Skoro on tak cierpi to niech odejdzie i
    zrobi komus innemu dziecku. Przeciez i tak sie nie zabezpiecza,
    problemu nie bedzie.
  • komorka25 09.10.09, 13:44
    Uzurpatorze, na miejscu twojej dziewczyny wiałabym, gdzie pieprz
    rośnie. Wiązanie się z takim dupkiem to traumatyczne przeżycie, o
    wiele bardziej traumatyczne niż aborcja. Nie wyobrażam sobie, żeby
    ona wytrzymała z matołem, który nie stosując żadnej formy
    zabezpieczenia i nie licząc się z jej planami i odczuciami wyraża
    głosno i publicznie (forum) pretensje o to, że usunęła efekt, jak to
    nazwałeś "kuszenia losu". Nie trzeba było kusić.
    W dodatku teksty: "wyjechać", "rzucić wszystko" itp. wskazują na
    niedojrzałośc emocjonalną. Skoro sie chwalisz mieszkaniem i stabilną
    (ponoć nieźle płatną) pracą, to dlaczego chcesz z tego zrezygnować -
    żeby następnej zrobić dzieciaka w wynajmowanym pokoju , mając prace
    za 100 zł miesięcznie?
  • uzurpatorciemnosci 09.10.09, 14:59
    Po pierwsze mam wrażenie, że te posty pisze jedna osoba pod
    kilkoma nickami...

    Podziwiam grono wielu psychoterapeutów na forum, którzy tak
    pięknie analizują moją osobowość nazywając mnie gnojkiem i używając
    bardziej obrżliwych epitetów - podziwiam, jestem pełen uznania. Ja
    musiałęm studia skończyć,a i tak jeszcze 3 lata nauki mnie czekaja
    żeby móc to robić... Praca, zmiana, wyjazd ?? Praca w dużych firmach
    z branży HR/PR ma to do siebie że przeniesienie się z oddziału do
    oddziału w innym mieście zajmuje kilka tygodni. Widać biedronka nie
    stwarza takich możliwości stąd ta niewiedza.
    Czemu mówie o swoich uczuciach i o sobie ?? Zachęcony nagłówkiem
    forum pomyślałem że to dobre miejsce, ale widać lepszym było by piwo
    z "kumplami"... (sarkazm). Nie mówie o jej uczuciach ?? A jakie mam
    do tego prawo, pomijajać, to że ona wszelakie odrzuca ?? Tak, ale to
    ja jestem zły... Nie dałem wystarczającego wsparcia ?? Ku#!@# dopoki
    jej rodzice sie nie dowiedzieli, ukladalismy sobie wszystko,
    planujac, rozwazajac, cieszac sie razem !!! Czytajcie calosc a nie
    wybiorczo i ze zrozumieniem !! Bo rece mi opadaja !!
    Mieszkanie w kawalerce ?? A do urodzenia to takie zle ?? Taki to
    problem, doplacic i zamienic na wieksze ?? Dla mnie nie, bo kiedy
    coponiektorzy dawali upust swoim fantazja ja ciezko zaspieprzalem
    zeby miec jakis status materialny. Zeby sie nie martwic za co jutro
    bede zyc!! Coz, nie kazdy jest nieudacznikiem.
    Ktos wyjechal mi ze jest sex, sex, sex a jakby poczytal wszystkie
    posty to moze by doczytal, ze od momentu aborcji go nie uprawiamy...
    No coz, nie kazdy umie czytac ze zozumieniem (sarkazm)... Policja ??
    A czemu nie ?? Do momentu w brzuchu nie mam prawa sie odzywac, a
    pozniej mam kae dawac ?? Kazda z was tak podchodzi ?? Nie wydaje mi
    sie... Ale coz, pare dowodow na takie myslenie sie pojawilo...

    Pozdrawia gnojek big_grin
  • 11.jula 09.10.09, 16:47
    uzurpatorciemnosci napisał:

    > Po pierwsze mam wrażenie, że te posty pisze jedna osoba pod
    > kilkoma nickami...

    ja też mam takie wrażenie, nie przejmuj się, niech sie wyżyje
  • adeinwan 09.10.09, 18:43
    Oj chłopie, ta kobieta nie jest Ciebie warta, zostaw ją jakiemuś niedojrzałemu
    gogusiowi, który wymiotuje ze strachu na samą myśl o ojcostwie. Aczkolwiek
    gdybym znalazł się w Twojej sytuacji, moja reakcja byłaby o wiele bardziej
    stanowcza. Szkoda, że nie poszedłeś na policję. Bez właściwej egzekucji ustawa
    antyaborcyjna będzie świstkiem papieru.
  • czarnyrogalik 09.10.09, 15:17
    Nie rozumiem kobiet - totalnie, a tych wypowiadających się tutaj już wcale.
    Jest taki wątek na forum gazety - w którym kobiety które chcą dzieci, twierdzą,
    że jak mężowie ich nie chcą, to niech się zabezpieczają. Jak facet się nie
    zabezpiecza, to znaczy że chce dziecka. I 9/10 kobiet w tym wątku poparło taki
    sposób myślenia. Zresztą ja też popieram - nie chce dzieci, to mam zawsze gumki
    pod ręką. Ale wpadka nie byłaby problemem - za jakiś czas pewnie się podwiąże,
    czy jak to się nazywa.

    A Tu się okazuje, że w związku 2 dorosłych osób to facet, który w sumie nawet
    chciał dziecka, jest winien że kobieta jest w ciąży. I jest świnią że chce
    dziecka. I jest świnią że się nie zabezpieczył. Jest niedorosłym dupkiem, bo
    chce powstrzymać aborcję. Jest gówniarzem, bo nie rozumie kobiety.

    K.R.W.A, Was nie trzeba rozumieć. Kompletnie nie trzeba. Trzeba Wam dać na
    utrzymanie, zrobić jak się zgodzicie dziecko, pozwolić je wychowywać, dźwigając
    ciężar finansowy na własnych barkach, pomagać przy dziecku, pozwolić zamieszkać
    teściowej w domu, a samemu nie pałętać się w okolicy, być misiaczkiem i herosem,
    dać w mordę jak trzeba, ale broń boże zarobić za to wyrok, bo co inni powiedzą.

    Cieszę się że mam normalną, kochaną i kochającą żonę, kompletnie nie wpisującą
    się w to co napisałem powyżej. Ale większość kobiet to egoistki. Wilekie
    egoistki, dla których męskie uczucia nie istnieją.
  • uzurpatorciemnosci 09.10.09, 15:43
    Po tym co tutaj czytam, to powiem Ci że bardzo trafnie zostało to
    ujęte przez Ciebie... Brawo !!
  • e.i.t.h.e.l 09.10.09, 17:46
    Też wydaje mi się, że poprzednik trafnie to opisał. Jestem kobietą i dziwnie się czuję czytając posty niektórych tu wypowiadających się pań. Można odnieść wrażenie, że dla niektórych cokolwiek by się nie wydarzyło to i tak będzie wina faceta. Zawsze znajdzie się jakiś fakt który można odwrócić na niekorzyść mężczyzny. Kobiety chciałyby głównie brać, równouprawnienie jest chyba rozumiane jako uprzywilejowanie kobiet. Najłatwiej jest to dostrzec (i ja często tak robię) próbując po przeczytaniu postu zamienić płcie osób. Tutaj nie można co prawda dywagować o mężczyźnie w ciąży, ale gdyby chociaż mężczyzna próbował kobietę przekonać do aborcji to byłaby nagonka. Jak to, jak on może chcieć aborcji, przecież mają mieszkanie, pracę, całkiem niezłe perspektywy na przyszłość, poza tym "kusiliśmy los", chyba wiedział jak się to skończy, więc to akceptował, więc jak on może choćby wspominać o aborcji, co mnie obchodzi, że chce się uczyć, rozwijać, robić karierę i teraz nie ma czasu na dziecko. I to sakramentalne "On nie rozumie moich potrzeb". Nie wiem dlaczego to mężczyzna ma zawsze rozumieć potrzeby kobiety. W związku powinno być chyba mniej więcej po równo dawania, brania itd.
  • cubitus12 09.10.09, 17:33
    > A Tu się okazuje, że w związku 2 dorosłych osób to facet, który w
    sumie nawet
    > chciał dziecka, jest winien że kobieta jest w ciąży. I jest świnią
    że chce
    > dziecka. I jest świnią że się nie zabezpieczył. Jest niedorosłym
    dupkiem, bo
    > chce powstrzymać aborcję. Jest gówniarzem, bo nie rozumie kobiety.

    hehe, mialem to samo napisac, ale juz nie musze. Celne smile
  • megasceptyk 09.10.09, 14:31
    terefere patałachu
  • tomkowski4444 09.10.09, 14:43
    powinienes ie cieszyc ze nie bedziesz placil alimentów. dziekuj bogu za taka
    dziewczyne!!!!
  • uzurpatorciemnosci 09.10.09, 15:01
    Swoją drogą mam nieodparte wrażenie, że te posty pisze jedna
    osoba... smile
  • gazeta_mi_placi 09.10.09, 15:02
    Dokładnie !
  • adeinwan 09.10.09, 18:47
    > powinienes ie cieszyc ze nie bedziesz placil alimentów. dziekuj bogu za taka
    > dziewczyne!!!!

    Byłbyś doskonałym partnerem dla aborterki...
  • 1stanczyk 09.10.09, 15:01
    stwory, ktorych nie jetesmy w stanie zrozumiec jesli w ogole mozna je zrozumiec.
    Dzisiaj chce usunac ciaze ale jest wielce prawdopodobne, ze na skutek roznych
    substancji wydzialanych przez organizm po urodzeniu gotowa jest stwierdzic, ze
    chcac usunac ciaze byla zdrowo jebnieta.

    Na ten "rodzaj" czy "gatunek" nie ma lekarstwa.

    Przed i po urodzeniu dziecka kobieta to nie to samo stworzenie.
    Wszystko sie zmienia w sposob trudny do przewidzenia nawet tym ktorym sie
    wydaje ze znaja kobiete doskonale.

    Cale oparte na prl-owskiej spusciznie tanie rownouprawnienie (ktore bylo rowniez
    sposobem kupowania poparcia dla wladz) wtedy przestaje istniec.

    Dumnie i patetycznie zostaje jedyna matka na swiecie: znaczy swiat na dluzszy,
    rzadko krotszy czas po prostu przestaje dla niej istniec oprocz jej i jej dziecka.

    Zapomina o wczesnieszych wahaniach w sprawie usuniecia a przypomniec oznaczy byc
    po prostu najzwyklejszym chamem.

    To tak jakby te lata wyksztalcenia (bo tak niezaleznie od wyksztalcenia) w ogole
    nie istnialy.

    Przestaje byc osoba wyksztalcowna a staje sie nagle szcesliwa dumna i zdziwiona
    MATKA tak jakby od urodzenia nie taka opcja nie istniala w perspektywie.

    Zupelnie tak jak blondynka.

    Re: Facet a aborcja
  • annika.h 09.10.09, 22:25
  • 1stanczyk 10.10.09, 03:14
    polinteligencji, ze jesli juz nie potrafi sobie poradzic z trescia to czepia sie
    formy.
    Ma po prostu za duzo czasu co powoduje, ze zatraca poczucie rzeczywistosci.
    Ta jej meska czesc (naszego polswiatka polinteligencji) jest niewolnikiem z
    jednej strony naszego wstecznictwa religijnego i z drugiej naszego pajacowtego
    "dzentelmenstwa".
    Jest po prostu kompletnie zagubiona pomiedzy tupetem blondynek i idealami sprzed
    dwoch wiekow.


    Re: a mógłbyś bardziej po polsku?
  • swojski_fr_1 03.03.10, 15:20

    a nie z zyciowym partnerem.
    Dziolszki tera to niekiedy wypudrowane i ubrane debile, ktorych
    jedynym waznym kryterium w zyciu jest 'co ludzie powiedza'...

    pewnie jest po kierunku ekonomiczno-marketingowo-zarzadzajacym.

    ech, znajdz sobie kogos, kto bedzei z Toba dzeilil te wazniejsze
    decyzje w zyciu.

    Szurnij debila-oszolomke.


    1stanczyk napisał:

    > stwory, ktorych nie jetesmy w stanie zrozumiec jesli w ogole mozna
    je zrozumiec
    > .
    > Dzisiaj chce usunac ciaze ale jest wielce prawdopodobne, ze na
    skutek roznych
    > substancji wydzialanych przez organizm po urodzeniu gotowa jest
    stwierdzic, ze
    > chcac usunac ciaze byla zdrowo jebnieta.
    >
    > Na ten "rodzaj" czy "gatunek" nie ma lekarstwa.
    >
    > Przed i po urodzeniu dziecka kobieta to nie to samo stworzenie.
    > Wszystko sie zmienia w sposob trudny do przewidzenia nawet tym
    ktorym sie
    > wydaje ze znaja kobiete doskonale.
    >
    > Cale oparte na prl-owskiej spusciznie tanie rownouprawnienie
    (ktore bylo rownie
    > z
    > sposobem kupowania poparcia dla wladz) wtedy przestaje istniec.
    >
    > Dumnie i patetycznie zostaje jedyna matka na swiecie: znaczy swiat
    na dluzszy,
    > rzadko krotszy czas po prostu przestaje dla niej istniec oprocz
    jej i jej dziec
    > ka.
    >
    > Zapomina o wczesnieszych wahaniach w sprawie usuniecia a
    przypomniec oznaczy by
    > c
    > po prostu najzwyklejszym chamem.
    >
    > To tak jakby te lata wyksztalcenia (bo tak niezaleznie od
    wyksztalcenia) w ogol
    > e
    > nie istnialy.
    >
    > Przestaje byc osoba wyksztalcowna a staje sie nagle szcesliwa
    dumna i zdziwiona
    > MATKA tak jakby od urodzenia nie taka opcja nie istniala w
    perspektywie.
    >
    > Zupelnie tak jak blondynka.
    >
    > Re: Facet a aborcja
  • ideefiks 09.10.09, 15:14
    uzurpatorciemnosci napisał:
    > 3 miesiące temu zaliczyliśmy "wpadkę" z dziewczyną, a raczej
    > kusiliśmy los. Nieważne.

    Nieważne, powiadasz? Dobre...
    Oboje "kusiliście los" ale teraz to ona jest "be" bo się nie
    zabezpieczyła.
    No cóż... Ja tej pani w taki razie współczuję partnera jakiego sobie
    wybrała w twojej osobie.
  • e.i.t.h.e.l 09.10.09, 17:50
    Ona nie jest "be", bo się nie zabezpieczyła, tylko dlatego, że usunęła dziecko, którego on chciał, bez rozmowy z nim.
  • adeinwan 09.10.09, 18:48
    Ale po co miał się zabezpieczać, skoro chciał dziecka?
  • twojabogini 09.10.09, 15:22
    uzurpatorciemnosci napisał:

    > Teraz oczywiście to ja zrzuciłęm cięzar na nich, to ja jestem
    >winien wszystkiemu i w ogóle jestem zły. Facet, który cieszył się
    > z "fasolki", kupił łóżeczko, przemalował pokój.

    Wiesz co? Za bardzo się wybielasz. Watpię czy parę dni po wyniku
    testu pobiegłeś po łóżeczko, ten odmalowany pokój tez coś nie za
    bardzo mi pasi do sytuacji.
    Nie uważam aborcji za dobrą rzecz, ale decyzja powinna należeć do
    kobiety. Jeśli nie ma ona wsparcia otoczenia i wie że dziecko będzie
    ją w jakis sposób stygmatyzować - zdecyduje się na zabieg. Rzadko
    kobiety dokonują aborcji z egoizmu.
    Może jednak nie stanąłeś na wysokości zadania? Nie trzeba namawiać
    do aborcji, wystarczy pozostawić kobietę samą z problemem,
    entuzjastycznie ciesząc się "będę tatą" i nie zpewniając żadnego
    wsparcia.

    > Niby jesteśmy ze sobą,
    > ale to nie jest już to "samo", niby porozmawialiśmy, niby wszystko
    > sobie wyjaśniliśmy ale nie potrafię już jej kochać.

    Po zabiegu pary zazwyczaj się rozpadają. Związek okazuje się
    niezdolny do udźwignięcia najbardziej ludzkiej i naturalnej rzeczy -
    rodzicielstwa. To jak ma niby trwać? Do tego dochodzą wyrzuty
    sumienia.

    Codziennie
    > cierpię z tego powodu, ciężko żyć z tym. Była cząstka mnie, bez
    > pytania o moje zdanie , a raczej braniem go pod jaka kolwiek uwagę
    > zrobili co zrobili.

    Jasne, zawsze najłatwiej obwiniac innych. A ciebie związali?
    Rozumiem, że rodzice dziewczyny solidnie przeprali jej mózg i pewnie
    ją skłonili w okreslonym kierunku. Ale skoro ty nie byłes w stanie
    się postawić, no to do odpowiedzialnosci za rodzinę nie dorosłeś
    jeszcze.

    > wsluchajcie sie w serce faceta....

    Brutalnie - samo serce nie wystarczy. trzeba jeszcze miec oparcie w
    partnerze i pewność, ze podoła zadaniu odpowiedzialności za rodzinę.
  • uzurpatorciemnosci 09.10.09, 15:36


    Nikt mnie nie związał, zatrzasnął mi drzwi przed nosem...
    Rozpadają, nie rozpadają... Kwestia ldudzi, podejścia, otoczenia..
    Pozostawić kobiętę samą ?? Nie rozśmieszaj mnie... I to jest wg.
    Ciebie odpowiedzialność ?? Wsparcie ?? Wtedy nie ja a Ona by tutaj
    pisała "Jak bardzo nie chciałam urodzić, a jego nie było, nie miałąm
    wsparcia, bla bla bla ".
  • twojabogini 09.10.09, 15:53
    Czyli twierdzisz, że po paru dniach/tygodniach ciąży partnerki
    kupiłeś łózeczko, ale za to pozwoliłeś sobie zatrzasnąc drzwi przed
    nosem? I sądzisz że nadawałbyś się na ojca rodziny?
    Wiedziałes gdzie jest zabieg? czyli jednak ktoś z toba rozmawiał i
    cię informował. Jak nie mogłes dogadac się z dziewczyna to trzba
    było iśc do lekarza, który miał zabieg zrobić. Nie wykonałby, a ty
    miałbyś troche czasu na przekonanie partnerki.
    Pozostanę przy swojej ocenie - wybielasz się, a do tego abys mógł
    byc odpowiedzialny za rodzinę to ci jeszcze daleko. Najłatwiej więc,
    jak juz pozwoliłeś załatwic wszystko bez towjego udziału, uzalac się
    jak to cie wpływu pozbawiono. Jaja, kręgosłup - zwał jak zwał, ale
    od mężczyzny oczekiwałabym bardziej zdecydowanej postawy.
  • filona.may 09.10.09, 19:38
    Twojabogini, ten wątek to tylko forumowa prowokacja.

    Facet niby kupuje łóżeczko w pierwszych tygodniach ciąży? Wstawia do kawalerki.
    Bez uzgodnienia z partnerką? W dodatku przez pierwsze KILKA TYGODNI ciąży wcale
    nie kontaktuje się z partnerką??? Niby tylko dlatego, że jej rodzice nie
    pozwolili na kontakt? To jakże silny był ich związek, że w razie problemów ona
    polegała tylko na rodzicach, a on nie wspierał jej we wspólnym podejmowaniu
    decyzji? Marna prowokacja.


    Uzurpatorciemnosci, chcesz przeforsować tezę, że do bycia ojcem wystarczy
    zapłodnić? A gdzie danie wsparcia partnerce w okresie, gdy ona zmaga się z nową
    sytuacją? Olałeś ją, to nie dziw się, że bała się z Tobą mieć dziecko.


  • uzurpatorciemnosci 09.10.09, 22:27
    Przestaliśmy sie widywac na kilka dni przed.... Czytanie ze zrozumieniem być
    trudna rzecz ??

    Chcesz przeforsować tezę, że ojcem jest się po urodzeniu ?? Nie dziwie się, w
    końcu tu pojawia się kwestia finansowa, jakoś trzeba pod pretekstem dziecka
    utrzymać swój własny tyłek (sarkazm) ?? Do 9 miesiąca facet nie ma nic do
    powiedzenia, jest zły, bo to on sie nie zabezpieczył, on nie wspierał, on sie
    nie martwil, on nie dawal zabezpieczenia... Ale nagle po 9 miesiacach, jedna z
    druga sobie przypomnina ze tamten to ojciec i co ?? Wtedy się zaczyna pieklo
    faceta ktory mial g$@#$ do gadania.... Tak wiem, to kobieta sie boi zmiany,
    nowego zycia, ze cos straci - faceta to nie dotyczy bo to w koncu nie jego
    dziecko, on ma dawac tylko kase, zabezpieczenie, wsparcie ale niech sie nic nie
    odzywa...

    Mądre i odpowiedzialne kobiety, które wyżej wymieniona teza obraziła,
    przepraszam... Nie podchodze do każdego stereotypowo.

    Pozdrawiam smile
  • gruzlica3334 13.10.09, 18:09
    za duze masz oczekowania..

    twojabogini napisała:

    > Czyli twierdzisz, że po paru dniach/tygodniach ciąży partnerki
    > kupiłeś łózeczko, ale za to pozwoliłeś sobie zatrzasnąc drzwi
    przed
    > nosem? I sądzisz że nadawałbyś się na ojca rodziny?
    > Wiedziałes gdzie jest zabieg? czyli jednak ktoś z toba rozmawiał i
    > cię informował. Jak nie mogłes dogadac się z dziewczyna to trzba
    > było iśc do lekarza, który miał zabieg zrobić. Nie wykonałby, a ty
    > miałbyś troche czasu na przekonanie partnerki.
    > Pozostanę przy swojej ocenie - wybielasz się, a do tego abys mógł
    > byc odpowiedzialny za rodzinę to ci jeszcze daleko. Najłatwiej
    więc,
    > jak juz pozwoliłeś załatwic wszystko bez towjego udziału, uzalac
    się
    > jak to cie wpływu pozbawiono. Jaja, kręgosłup - zwał jak zwał, ale
    > od mężczyzny oczekiwałabym bardziej zdecydowanej postawy.
  • faun1512 12.10.09, 01:30
    > Nie uważam aborcji za dobrą rzecz, ale decyzja powinna należeć do
    > kobiety.

    SUPER! Tym stwierdzeniem zwalniasz facetów z odpowiedzialności za
    ciążę kobiety. Sprawa prosta jak drut: skoro mam za cos odpowiadac,
    MUSZE miec wplyw na decyzje w tej sprawie. Jesli ktos mnie tego
    prawa pozbawia, tym samym zdejmuje ze mnie wszelką odpowiedzialnosc.
    Skoro odpowiedzialnosc ma byc wspolna, to decyzja tez.
  • mariola.maria 09.10.09, 19:54
    Do uzurpator;
    wysłałam Ci wiadomość na priva.
    pozdrawiam
    MM
  • soraya1967 09.10.09, 20:08
    Z twojego postu wnioskuj, idać, że jesteś wrażliwym mężczyzną. Ta
    dziewczyna nie jest ciebie warta, mam wrażenie, że
    kiedyś "wyskrobie" ciebie ze swojego życia tak jak wyskrobała wasze
    dziecko. Daj sobie z nią spokój, zresztą, sam piszesz, że wasz
    związek się rozpada. Nawet jeśli chciała zrobić aborcję to powinna
    to być tylko i wyłącznie wasza wspólna decyzja, z tobą gruntownie
    przedyskutowana, a nie jej i jej rodziców. A ci ludzie, pożal się
    Boże, ile pogardy w nich tkwi wobec ciebie ! Jak już teraz tacy są,
    to po ew. ślubie lepiej nie będzie. Jak można było kazać zabić
    własnego wnuka ?! Jakie wartości oni jej przekazali ? Bezmyślni
    egości. Dla mnie to niepojęte. Oni ciebie nie zaakceptują, będą
    ciebie uważać za tego, przez którego córunia zmarnuje sobie życie.
    Zyczę ci wszystkiego najlepszego, obyś znalazł dziewczynę która
    będzie ci bliska i która w zasadniczych sprawach będzie się z tobą
    zgadzała.
  • nowitzka 09.10.09, 21:22
    To jakaś ściema uncertain "Luba" nie jest Ciebie godna.W domyśle: w przeciwieństwie do
    połowy wypowiadających się tu babek
  • fields1 09.10.09, 23:30
    Przecież kryjesz przestępców.
  • wiesia140 10.10.09, 08:42
    doszedł mój list?
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię"
    www.jezuufamtobie.pl
  • hermina5 10.10.09, 09:44
    No cóz, gratuluje postów z cyklu - idz na policję .

    One mówią wszystko o kontaktach miedzyludzkich w Polsce.

    A na marginesie - cąły ten watek to moim zdaniem - jedna wielka
    podpucha . Facet cytuje jakieś wypociny wykładowcy filozofii o
    feministkach hedonistycznie upadalajacych kobiety i to jeszcze w
    cudzysłowie to podaje, bo mu sie nagle przypomniało po kilku
    latach, wypisuje elaboraty o kobietach scigajacych za alimenty po
    9 miesiacach, opowiada, jak to jedna z drugą sie nei zabaezpiecza i
    nie mysli, a sam sie nie zabezpieczył --------------> trzeba by mieć
    coś z głową, aby brać tę historię serio -------------> przy takich
    rzeczach nie streszcza sie socjologicznych wywodów na temat
    społeczeństwa i nie opisuje wszystkich aborcji swiata, ale mysli
    jednokierunkowo - nasz zwiazek i nasz problem.


    A gdyby ta historia była historią serio , to cieszy mnie, z e tyle
    kobiet rozsadnie napisało tu , co mysli ---> załowanie, z e nie
    poszło się na policję i opowiadanie jak samemu sie cieszyło , to nie
    oznacza rozmawianie z dziewczyn ąszczerze, o przysłzosci ,
    wspieranie i planowanie wspólnego zycia.
  • faun1512 12.10.09, 09:16
    hermina5 napisała:

    > No cóz, gratuluje postów z cyklu - idz na policję .
    >
    > One mówią wszystko o kontaktach miedzyludzkich w Polsce.
    >
    > A na marginesie - cąły ten watek to moim zdaniem - jedna wielka
    > podpucha . Facet cytuje jakieś wypociny wykładowcy filozofii o
    > feministkach hedonistycznie upadalajacych kobiety i to jeszcze w
    > cudzysłowie to podaje, bo mu sie nagle przypomniało po kilku
    > latach, wypisuje elaboraty o kobietach scigajacych za alimenty po
    > 9 miesiacach, opowiada, jak to jedna z drugą sie nei zabaezpiecza
    i
    > nie mysli, a sam sie nie zabezpieczył --------------> trzeba by
    mieć
    > coś z głową, aby brać tę historię serio -------------> przy takich
    > rzeczach nie streszcza sie socjologicznych wywodów na temat
    > społeczeństwa i nie opisuje wszystkich aborcji swiata, ale mysli
    > jednokierunkowo - nasz zwiazek i nasz problem.

    Rety, co za bełkot! Az nie chce sie wierzyc ze to napisał człowiek -
    raczej jakas maszyna specjalnie zaprogramowana przez Gazete Aborcząsmile
  • asiasl 10.10.09, 11:47
    A ja doceniam mezczyzne, ktory zdawal sobie sprawe, ze to kobieta poniesie
    niemal wszystkie koszty donoszenia ciazy, fizyczne, psychologiczne, praktycznie
    cala przyszlosc lacznie z zaprzepaszczeniem szans na wlasne zycie na ktorego
    budowanie tyle pracowala, dlatego mowi, ze to jej decyzja a on ja wesprze
    niezaleznie od tego co postanowi. Bo zywa, realna, kochajaca go kobieta jest dla
    niego wazna od plodu.
  • faun1512 12.10.09, 02:36
    asiasl napisała:

    > A ja doceniam mezczyzne, ktory zdawal sobie sprawe, ze to kobieta
    poniesie
    > niemal wszystkie koszty donoszenia ciazy, fizyczne,
    psychologiczne, praktycznie
    > cala przyszlosc lacznie z zaprzepaszczeniem szans na wlasne zycie
    na ktorego
    > budowanie tyle pracowala, dlatego mowi, ze to jej decyzja a on ja
    wesprze
    > niezaleznie od tego co postanowi. Bo zywa, realna, kochajaca go
    kobieta jest dl
    > a
    > niego wazna od plodu.

    Rety, jak wzniosle napisanesmile Az wzruszenie nie pozwala mi scisnac
    Cie za gardłosmile. Mam tylko pare pytan.
    1) Co to jest ten "płód" ? Skoro nie człowiek na b.wczesnym etapie
    rozwoju to co? Skoro tylko kobieta zywa i realna, to "płód" nieżywy
    i nierealny? Nic nie kumam...Napisz prosze czym wg Ciebie jest
    plod????

    Urodzenie dziecka to zaprzepaszczenie szans na udane zycie?
    Zgłupiałem do reszty. To dlaczego na forach "poronienie"
    czy "nieplodnosc" jest tyle nieszczesliwych kobiet marzacych o
    dziecku? Zamiast sie cieszyc z udanego zycia - one rozpaczają...
    Mozesz mi to wyjasnic?
  • shamsa 10.10.09, 11:54
    z calej tej historii widac, ze i temu dziecku nie byloby rozowo, skoro w tak
    waznej kwestii nie "byliscie ze soba", nie rozmawialiscie, nie wspieraliscie sie
    wzajemnie. to zwyczajnie nie byl prawdziwy zwiazek.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka