Dodaj do ulubionych

Homilie, czytania na każdy dzień...

10.08.10, 21:50
Homilie, które tutaj będę zamieszczać są autorstwa o. Włodzimierza
Zatorskiego z Tyńca, za Jego zgodą smile

monika
Edytor zaawansowany
  • iktoto 10.08.10, 21:53
    (Mdr 3,1-9)
    A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka.
    Zdało się
    oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i
    odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet
    w
    ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest
    nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich,
    Bóg ich
    bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak
    złoto
    w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia
    swego
    zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić
    ludy,
    zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci,
    którzy
    Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim
    trwali:
    łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.

    (2 Kor 9,6-10)
    Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie
    sieje, ten hojnie też zbierać będzie. (7) Każdy niech przeto postąpi
    tak,
    jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się
    przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. (8) A Bóg może
    zlać na
    was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod
    dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki (9) według tego,
    co
    jest napisane: Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na
    wieki.
    (10) Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku
    pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej
    sprawiedliwości.

    (Ps 112, 1-2.5-9)
    REFREN: Mąż sprawiedliwy obdarza ubogich

    Błogosławiony człowiek, który się boi Pana
    i wielką radość znajduje w jego przykazaniach.
    Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
    dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

    Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
    i swymi sprawami zarządza uczciwie.
    Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
    i pozostanie w wiecznej pamięci.

    Nie przelęknie się złej nowiny,
    jego mocne serce zaufało Panu.
    Jego wierne serce lękać się nie będzie
    i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.

    Rozdaje i obdarza ubogich,
    jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
    wywyższona z chwałą
    będzie jego potęga

    (J 12,24)
    Kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam
    będzie
    i mój sługa.

    (J 12,24-26)
    Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w
    ziemię
    nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon
    obfity. (25) Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi
    swego
    życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. (26) A kto by
    chciał Mi
    służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój
    sługa. A
    jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.
  • iktoto 10.08.10, 21:54
    10.08. – Świętego Wawrzyńca
    2 Kor 9,6–10; Ps 112,1–2.5–9

    J 12,24–26

    Radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,7).

    Dawać i to w radości! – tego pragnie Bóg. Dla nas często heroizmem
    jest samo dawanie. A tu jeszcze trzeba dawać w radości!

    Otóż dar i radość z dawania są ze sobą ściśle związane. Jeżeli ktoś
    daje, ale boli go to, to jego dar jest niejako na siłę. Coś go do
    tego daru przymusza. W najlepszym przypadku idea, norma, wewnętrzny
    nakaz, którego jeszcze w pełni nie zaakceptował. Daje, ale jeszcze
    jego serce pożąda tego, co daje. Brak mu wewnętrznej wolności
    dawania. Sam przedmiot darowany jeszcze go więzi. Jego życie za
    bardzo jest jeszcze związane z przedmiotami i wartościami, jakie
    tutaj spotyka.

    Pan Jezus opowiada nam szereg przypowieści, w których ukazuje nam,
    że to wszystko nie jest prawdziwie nasze, bo wcześniej czy później
    zostanie nam zabrane. Ostatecznie śmierć ogołoci nas z tego
    wszystkiego. Nasze prawdziwe dobra znajdują się w niebie. Przypomina
    się w tym momencie bardzo kontrowersyjna przypowieść o nieuczciwym
    rządcy, który gdy się dowiedział, że będzie musiał zdać swój urząd
    innemu, zaczął zabiegać o ludzką życzliwość. Okazuje się, że ona
    jest wartością trwalszą od wszelkiego dobra. Zauważmy, że nie starał
    się ukraść coś z dóbr swego Pana, aby potem móc z nich korzystać,
    ale właśnie starał się o życzliwość ludzi kosztem dóbr swojego pana.
    I tę zapobiegliwość pochwalił Pan Jezus!

    W samym darze nie najważniejszy jest przedmiot przekazywany, ale
    to, co się dokonuje pomiędzy dawcą, a obdarowanym. Ważniejszy jest
    gest serca. Przypomnę, że Pan Jezus powiedział w odniesieniu do
    pokarmów:

    nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go
    nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na
    zewnątrz się wydala... Co wychodzi z człowieka, to czyni go
    nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli,
    nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność,
    podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z
    wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7,18n.20–23).

    Dar jest prawdziwym darem, gdy wychodzi z serca.

    Kościół w odniesieniu do modlitwy mówi jeszcze więcej. W Katechizmie
    Kościoła Katolickiego czytamy:

    Tak więc modlitwa Jezusa kierowana dziękczynieniem objawia nam, w
    jaki sposób prosić: przed złożeniem daru Jezus zwraca się do Tego,
    który daje, i daje siebie w swoich darach. Dawca jest cenniejszy
    niż udzielony dar – On jest „Skarbem”, 478 a jest w Nim serce Jego
    Syna; dar jest udzielany „jako dodatek” (KKK 2604) Por. Mt 6, 21.
    33..

    „Dawca jest cenniejszy niż udzielony dar – On jest „Skarbem””.
    Podobnie jest i z nami. Bóg nie pragnie niczego od nas, On pragnie
    nas samych. Nasz dar jest znakiem ofiarowania siebie. Taki sens mają
    wszystkie ofiary składane Bogu. Jedyną prawdziwą ofiarą jest ofiara
    z siebie samego. Dlatego też:

    Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w
    ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze,
    przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto
    nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne
    (J 12,24n).

    „Nienawiść życia na tym świecie” nie oznacza nienawiści w naszym
    sensie tego słowa. Jest to żydowski idiom. Oznacza on preferencję:
    Kochać lub nienawidzić życia znaczy tyle, co bardziej cenić życie
    lub mniej cenić życie na tym świecie w zestawieniu z obietnicą
    Chrystusa. W logice daru można to samo powiedzieć następująco: Kto
    dając Bogu pragnie jednak z tego daru wyłączyć siebie, właściwie nic
    nie dał i pozostaje martwy. Kto jednak dając, daje siebie samego aż
    do daru z własnego życia, złożył właściwy dar, który zostanie
    przyjęty i przez to nagrodzony życiem. Święty Wawrzyniec prawdziwie
    dał i to do końca.

  • iktoto 10.08.10, 21:55
    19. Środa 2
    Ez 9,1–7;10,18–22;

    Mt 18,15–20

    Prorok Ezechiel ponownie przedstawił wizję chwały Bożej. Tym razem
    jednak związaną z Jerozolimą i świątynią. Jednak, podobnie jak w
    wizji nad rzeką Kebar, wizja ta ukazuje, że Bóg jest Bogiem osób, a
    nie miejsca. Sam każe zbezcześcić swoją świątynię, napełniając ją
    trupami ludzkimi. Ta wizja urzeczywistniła się potem po zdobyciu
    Jerozolimy przez wojska babilońskie. Świątynia została przez nie
    zbezczeszczona i zrujnowana. Podobnie stało się z ludźmi, którzy
    schronili się w Jerozolimie i świątyni. Prorok Jeremiasz powiedział
    kiedyś:

    Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym
    wzywano mojego imienia? Ja [to] dobrze widzę – wyrocznia Pana (Jr
    7,11).

    Wizja Ezechiela mówi, że stało się tak na skutek Bożej woli. Jednak
    sąd nad przewrotnym miastem nie może jednakowo traktować ludzi
    przewrotnych i autentycznie pobożnych, którzy nie zgadzają się z
    tym, co się działo, i nad tym boleją. Bóg poleca naznaczyć na ich
    czołach literę TAW, ostatnią literę alfabetu hebrajskiego, która
    jest pierwszą literą słowa Tora, czyli Prawo, a w starym fonetycznym
    zapisie przypomina znak krzyża, jaki kapłan robi na czole
    chrzczonego. Owi „wzdychający i biadający nad wszystkimi
    obrzydliwościami w niej popełnianymi” są typem
    późniejszych „błogosławionych, którzy się smucą”.

    Wizja ukazuje, że Bóg nie ma względu na żadne miejsce, a także nie
    ma względu na żadnego człowieka, ale są mu mili ci, którzy słuchają
    Go i wypełniają Jego wolę. Ezechiel potem powie, że każdy osobiście
    odpowie za swoje grzechy: Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę
    swego ojca ani ojciec – za winę swego syna (Ez 18,20). Tym samym
    znika odpowiedzialność zbiorowa. Jednak istnieje odpowiedzialność
    wzajemna w miłości. Właśnie o tej prawdzie mówi Pan Jezus w
    Ewangelii:

    Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię
    usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą
    jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech
    świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś
    Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak
    poganin i celnik! (Mt 18,15–17).

    Dla Jezusa więź miłości jest najważniejsza. Właśnie w miłości
    jesteśmy odpowiedzialni za zło czynione przez innych. Niezmiernie
    ważny jest porządek braterskiego napomnienia: wpierw w cztery oczy,
    czyli dyskretnie, potem z kimś innym, także w dyskrecji, a dopiero
    na końcu – jeśli winny nie usłucha – można donieść Kościołowi. Celem
    napomnienia jest „pozyskanie brata”, czyli miłość braterska. Jedynie
    wówczas, gdy ktoś tę miłość odrzuca i nie chce zaniechać zła, trzeba
    się od niego odciąć.

    Następny akapit od strony pozytywnej pokazuje moc miłości
    braterskiej:

    Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego
    użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo
    trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,19n).

    Siłą miłości jest obecność Jezusa i Jego włączenie się w naszą
    prośbę. W tym się streszcza tajemnica Kościoła, wspólnoty uczniów
    Chrystusa w Jego miłości. Eucharystia właśnie to realizuje przez
    komunię w Chrystusie.
  • iktoto 11.08.10, 20:46
    Wspomnienie św. Klary, dziewicy

    (Ez 9,1-7;10,18-22)
    Pan wołał donośnie, tak że ja słyszałem: Zbliżcie się, straże
    miasta,
    każdy z niszczycielską bronią w ręku! I oto przybyło sześciu mężów
    drogą
    od górnej bramy, położonej po stronie północnej, każdy z własną
    niszczycielską bronią w ręku. Wśród nich znajdował się pewien mąż,
    odziany
    w lnianą szatę, z kałamarzem pisarskim u boku. Weszli i zatrzymali
    się
    przed ołtarzem z brązu. A chwała Boga izraelskiego uniosła się znad
    cherubów, na których się znajdowała, do progu świątyni. Następnie
    zawoławszy męża odzianego w szatę lnianą, który miał kałamarz u
    boku, Pan
    rzekł do niego: Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy
    i
    nakreśl ten znak TAW na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają
    nad
    wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi.. Do innych zaś
    rzekł, tak
    iż słyszałem: Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy
    wasze nie
    znają współczucia ni litości! Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i
    kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża,
    na
    którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni! I tak zaczęli
    od
    owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do
    nich:
    Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami!
    Wyszli oni
    i zabijali w mieście. A chwała Pańska odeszła od progu świątyni i
    zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła i uchodząc
    uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi. Zatrzymały się w
    wejściu wschodniej bramy świątyni Pańskiej, a chwała Boga
    izraelskiego
    spoczywała nad nimi u góry. Była to ta sama istota żywa, którą pod
    Bogiem
    izraelskim oglądałem nad rzeką Kebar, i poznałem, że były to
    cheruby.
    Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś
    w
    rodzaju rąk ludzkich. Wygląd ich twarzy był podobny do tych samych
    twarzy,
    które widziałem nad rzeką Kebar. Każdy poruszał się prosto przed
    siebie.

    (Ps 113,1-6)
    REFREN: Ponad niebiosa sięga chwała Pana

    Chwalcie słudzy Pańscy,
    chwalcie imię Pana.
    Niech imię Pana będzie błogosławione,
    teraz i na wieki.

    Od wschodu do zachodu słońca,
    niech będzie pochwalone imię Pana.
    Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy,
    ponad niebiosa sięga Jego chwała.

    Kto jest jak nasz Pan Bóg,
    co ma siedzibę w górze,
    i w dół spogląda
    na niebo i na ziemię?

    (2 Kor 5,19)
    W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą, nam zaś przekazał słowo
    jednania.

    (Mt 18,15-20)
    Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy , idź i
    upomnij
    go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli
    zaś nie
    usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch
    albo
    trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha,
    donieś
    Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak
    poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na
    ziemi,
    będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie
    rozwiązane w
    niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi
    zgodnie o
    coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w
    niebie.
    Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród
    nich.
  • iktoto 11.08.10, 20:47
    19. Czwartek 2
    Ez 12,1–12;

    Mt 18,21–19,1

    Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który ma oczy na to,
    by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy,
    ponieważ jest ludem opornym (Ez 12,1).

    Ta sytuacja nieustannie się powtarza. Za czasów Pana Jezusa też tak
    było. Nauczał ich w przypowieściach, bo

    stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli,
    żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem
    nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił (Mt 13,15).

    Dzisiaj, wydaje się, jest zupełnie podobnie. Mamy oczy i uszy, a nie
    widzimy i nie słyszymy. Dlaczego?!

    Mieszkańców Jerozolimy czekało wygnanie i niewola, co Ezechiel
    będący na wygnaniu pokazał obrazowo. Jednak powód, dla którego Bóg
    nie dał ratunku Judejczykom, bardziej jednoznacznie wypowiedział
    prorok Jeremiasz, który w tym czasie był w Jerozolimie. Ludzie możni
    ze względu na własny interes trzymali swoich rodaków w niewoli
    dłużej, niż przewidywało Prawo. W chwili niebezpieczeństwa na
    polecenie króla zwolnili ich, ale skoro niebezpieczeństwo minęło na
    chwilę, znowu ich sprowadzili jako niewolników (zob. Jr 34,8–22).
    Zachłanność na dobra, jakie daje świat, zaćmiewa oczy i zatyka uszy.
    Człowiek staje się niezdolny do widzenia i słuchania.

    O podobnej sytuacji mówi przypowieść z Ewangelii. Człowiek bogaty,
    który stał się niewypłacalny, uzyskał od króla odroczenie spłaty
    długu. Doświadczył miłosierdzia. Sam jednak w stosunku do własnego
    dłużnika, który był mu winien stosunkowo niewielką kwotę, nie umiał
    takiego miłosierdzia okazać. Widać, jak nawet doświadczenie
    zagrożenia własnego życia i życia całej rodziny zupełnie nie
    przemówiło do niego. Siła przykucia do dóbr tego świata jest
    ogromna, większa niż sobie z tego zdajemy sprawę. Przypomina
    sytuację nałogu, kiedy człowiek nie jest w stanie zapanować nad
    własną pożądliwością. Uzależnić się można właściwie od wszystkiego,
    nie tylko od używek, ale także od pragnienia posiadania, od
    rozrywki, słodyczy, Internetu, władzy, sławy… To wszystko są dobra
    tego świata, które całkowicie potrafią zawładnąć człowiekiem i
    zaślepić na prawdziwe dobro.

    Każdy z nas nosi w sobie tajemnicę sumienia, w którym przemawia do
    nas Bóg. Jeżeli nie słuchamy tego głosu, tracimy to, co jest w nas
    najważniejsze, nie stajemy się prawdziwie sobą. Jesteśmy jak
    marionetki w ręku własnych namiętności. Finał takiego życia zawsze
    jest tragiczny. Widać to po historii ludzkości. Kiedyś ks. Tischner
    zapytał, czy zawsze trzeba tragedii i nieszczęścia, abyśmy zaczęli
    myśleć. Niewola babilońska była właśnie takim nieszczęściem, które
    doprowadziło Izraela do myślenia. Właśnie w niewoli nastąpiło
    odrodzenie religijne. W okresie niewoli zredagowano najważniejsze
    księgi Starego Testamentu, a po powrocie do Jerozolimy wiele
    problemów wcześniejszych się skończyło. Nie było już słychać wówczas
    zupełnie o żadnej czci oddawanej innym bogom.
  • iktoto 12.08.10, 20:15
    (Ez 12,1-12)
    Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, mieszkasz wśród
    ludu
    opornego, który ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na
    to,
    by słyszeć, a nie słyszy, ponieważ jest ludem opornym. Synu
    człowieczy,
    przygotuj sobie rzeczy na drogę zesłania, za dnia i na ich oczach, i
    na
    ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Może to
    zrozumieją, chociaż to lud zbuntowany. Wynieś swoje tobołki, jak
    tobołki
    zesłańca, za dnia, na ich oczach, i wyjdź wieczorem - na ich oczach -
    tak
    jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i
    wyjdź
    przez niego! Na ich oczach włóż tobołek na swoje barki i wyjdź, gdy
    zmierzch zapadnie. Zasłoń twarz, abyś nie widział kraju, albowiem
    ustanawiam cię znakiem dla pokoleń izraelskich. I uczyniłem tak, jak
    mi
    rozkazano: tobołki wyniosłem za dnia, jak tobołki zesłańca,
    wieczorem
    uczyniłem sobie rękami wyłom w murze, wyszedłem w mroku i na ich
    oczach
    włożyłem [tobołek] na barki. Rano skierował Pan do mnie te słowa:
    Synu
    człowieczy, czy dom Izraela, lud zbuntowany, zapytał się: Co ty
    robisz?
    Powiedz im: Tak mówi Pan Bóg: Ta przepowiednia odnosi się do władcy,
    będącego w Jerozolimie, i do całego domu Izraela, który tam się
    znajduje.
    Powiedz: Jestem dla was znakiem. Podobnie jak ja uczyniłem, tak się
    wam
    stanie: Pójdą na zesłanie, w niewolę. Władca, który znajduje się
    wśród
    nich, włoży na ramiona [tobołki] w mroku i wyjdzie; zrobią wyłom w
    murze,
    aby mógł przez niego przejść, zasłoni on twarz, aby swymi oczami nie
    widział kraju.

    (Ps 78,56-59.61-62)
    REFREN: Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy

    Wystawiali na próbę i drażnili Boga Najwyższego,
    i Jego przykazań nie strzegli.
    Odstępowali zdradziecko, jak ich ojcowie,
    byli niepewni, jak łuk, który zawodzi.

    Rozgniewali go swoim bałwochwalstwem na wzgórzach,
    wzniecali Jego zazdrość rzeźbionymi bożkami.
    Bóg usłyszał i zapłonął gniewem,
    i gwałtownie odepchnął Izraela.

    Oddał swoją moc w niewolę,
    a swą chwałę w ręce nieprzyjaciół.
    Wydał pod miecz swój naród,
    wybuchł gniewem na swoje dziedzictwo.

    (Ps 119,135)
    Okaż swemu słudze światło swego oblicza i naucz mię Twoich ustaw.

    (Mt 18,21-19,1)
    Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam
    przebaczyć,
    jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu
    odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt
    siedem
    razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który
    chciał
    rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać,
    przyprowadzono
    mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ
    nie
    miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi
    i
    całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed
    nim i
    prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam.
    Pan
    ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy
    sługa
    ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto
    denarów.
    Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Jego
    współsługa
    upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam
    tobie. On
    jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki
    nie odda
    długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili.
    Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego
    wezwał go przed siebie i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Darowałem ci
    cały ten
    dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był
    ulitować
    się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? I
    uniesiony
    gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie
    odda.
    Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie
    przebaczy
    z serca swemu bratu. Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileję
    i
    przeniósł się w granice Judei za Jordan.
  • iktoto 12.08.10, 22:12
    19. Piątek 2
    Ez 16,59–63;

    Mt 19,3–12

    Uczniów przeraziło prawo odnoszące się do małżeństwa. Jeśli tak ma
    się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić (Mt 19,10). Pan
    Jezus odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują (Mt 19,11). Więzi osobowe
    mają dla Pana Jezusa największe znaczenie. Właściwie one
    rozstrzygają o naszym życiu, które jest współistnieniem, wspólnotą
    życia. Zdanie z Księgi Rodzaju ustanawiające małżeństwo: Dlatego
    opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą
    oboje jednym ciałem (Mt 19,5; zob. Rdz 2,24), wyraża samą istotę
    ludzkiego życia. Nikt nie może żyć w pełni, żyjąc jedynie dla
    siebie, ale aby osiągnąć pełnię życia ludzkiego, trzeba wejść w więź
    miłości, więź wzajemnego obdarowania sobą. Od strony każdego
    potrzebny jest szczery dar z siebie. Rozwód jest
    wyrazem „zatwardziałości serca” wyrastającej ze skoncentrowania się
    na sobie i własnym dobru. Taka postawa jest w istocie brakiem
    miłości, a wobec ślubu miłości złożonego wobec Boga jest zdradą
    miłości. Prawdziwą miłość może zapewnić jedynie wierność i
    wytrwałość. One też są najważniejszymi cnotami moralnymi w
    Ewangelii. Wierność i wytrwałość stają się szkołą prawdziwego życia
    w królestwie Bożym. Jedynym „zwolnieniem” z wierności
    jest „nierząd”. Oznacza on jakąś zasadniczą nieprawidłowość więzi
    małżeńskiej, której Pan Jezus na tym miejscu nie precyzuje. Jednak
    najprawdopodobniej oznacza on jakieś oszustwo i zdradę miłości.

    W dzisiejszej Ewangelii nierozerwalność miłości odnosi Pan Jezus do
    małżeństwa. Jednak o wiele bardziej odnosi się ona do naszej więzi z
    Bogiem. O tym z kolei pisze prorok Ezechiel. Z jednej strony Bóg
    wyrzuca Izraelowi zerwanie przymierza, co w konsekwencji
    doprowadziło do niewoli babilońskiej, z drugiej jednak sam pozostaje
    wierny: wspomni na swoje przymierze i ponadto zawrze przymierze
    wieczyste. Bóg obiecuje przebaczenie i przez nie odnowę życia. Więź
    z Bogiem jest wzorowana na więzi miłości małżeńskiej właśnie
    dlatego, że jest ona więzią bardzo głęboką i obejmującą nas
    całkowicie. Tylko przez wierność i wytrwałość w miłości można
    naprawdę poznać Boga, podobnie jak jedynie w wierności miłości można
    poznać prawdziwie współmałżonka. Brak wierności lub wytrwałości
    uniemożliwia w pełni poznanie Boga i poznanie drugiego człowieka. W
    życiu małżeńskim i w życiu konsekrowanym obowiązuje ta sama zasada
    wierności i wytrwałości jako niezbędnych warunków osiągnięcia życia.

  • iktoto 13.08.10, 11:37
    (Ez 16,59-63)
    To mówi Pan Bóg: Postąpię z tobą tak, jak ty postępowałaś, ty,
    któraś
    złamała przysięgę i zerwała przymierze. Ja jednak wspomnę na
    przymierze,
    które z tobą zawarłem za dni twojej młodości, i ustanowię z tobą
    przymierze wieczne. Ty zaś ze swej strony wspomnisz na swoje
    postępowanie
    i zawstydzisz się, kiedy przyjąwszy siostry twoje tak starsze, jak
    młodsze
    od ciebie, dam ci je za córki w myśl zawartego z tobą przymierza.
    Odnowię
    bowiem moje przymierze z tobą i poznasz, że Ja jestem Pan, abyś
    pamiętała
    i wstydziła się, i abyś ze wstydu ust swoich nie otwarła wówczas,
    gdy ci
    przebaczę wszystko, coś uczyniła - mówi Pan Bóg.

    (Ps: Iz 12,2-6)
    REFREN: Gniew Twój ustąpił, w Tobie mam pociechę

    Oto Bóg jest moim zbawieniem,
    będę miał ufność i bać się nie będę.
    Bo Pan jest moją mocą i pieśnią,
    On stał się dla mnie zbawieniem.

    Wy zaś z weselem czerpać będziecie wodę
    ze zdrojów zbawienia.
    Chwalcie Pana, wzywajcie Jego imienia.
    Dajcie poznać Jego dzieła między narodami,
    przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego.

    Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy,
    niech to będzie wiadome po całej ziemi.
    Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu,
    bo wielki jest pośród ciebie Święty Izraela.

    (1 Tes 2,13)
    Przypomnijcie słowo Boże nie jako słowo ludzkie, ale jak jest
    naprawdę:
    jako słowo Boga.

    (Mt 19,3-12)
    Faryzeusze przystąpili do Jezusa, chcąc Go wystawić na próbę, i
    zadali Mu
    pytanie: Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu? On
    odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył
    ich
    jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i
    matkę i
    złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie

    dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie
    rozdziela. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list
    rozwodowy i
    odprawić ją? Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc
    waszych
    pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie
    było. A
    powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a
    bierze
    inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia
    cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka
    z
    żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy
    to
    pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do
    małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni
    do
    małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni,
    którzy
    dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć,
    niech
    pojmuje!
  • iktoto 13.08.10, 22:19
    19. Sobota 2
    Ez 18,1–10.13b.30–32;

    Mt 19, 13–15

    Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci – wyrocznia Pana Boga. Zatem
    nawróćcie się, a żyć będziecie (Ez 18,32).

    Bóg nie ma żadnego upodobania w śmierci. Pragnie, byśmy żyli. Mało
    tego, robi wszystko, abyśmy żyli. Dlatego wzywa nas do na­wrócenia
    i „utworzenia nowego serca”. Później Pan Jezus pięknie zilustruje tę
    prawdę głoszoną przez proroka Ezechiela przypowieścią o „miłosiernym
    ojcu”. Bardzo ważna jest tutaj zasada odpowiedzialności każdej osoby
    za swoje czyny. Wcześniej obowiązywała – i jeszcze długo potem
    także – zasada odpowiedzialności zbiorowej całej rodziny za czyny
    jej członków. Tak było np. na pustyni, kiedy Izrael wędrował z
    Egiptu. Zasada odpowiedzialności indywidualnej jest pewnym przełomem
    w myśleniu etycznym tamtych czasów. Sama niewola babilońska była
    rozumiana jako kara za winy ojców. Od tego momentu Bóg mówi: będę
    was sądził, każdego według jego postępowania – wyrocznia Pana Boga
    (Ez 18,30).

    Indywidualna odpowiedzialność stwarza zupełnie nową sytuację w
    relacjach międzyludzkich. Rodzina przestaje być klanem, a staje się
    miejscem wzrastania w człowieczeństwie. To jednak nie oznacza, że
    jednostka staje się swoistym absolutem, jak to się stało w czasach
    nowożytnych. Wolność i odpowiedzialność jednostki pociąga za sobą
    innego rodzaju więzi między ludźmi. Więzi wyrastające z wolnego
    wyboru. Kropkę nad „i” postawi Pan Jezus, kiedy powie, że Jego matką
    i [...] braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je
    (Łk 8,21). Nowa rodzina jest wspólnotą wybranego zakorzenienia w
    Bogu. Pamiętajmy, że chodzi o prawdziwe zakorzenienie, a nie jedynie
    o deklaracje.

    W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus wskazuje nam dziecko, które do
    Niego przynoszono: Dopuście dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść
    do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie (Mt 19,15).
    Niemowlę – przynoszone(!) – całkowicie zdane na rodziców jest wzorem
    naszego oddania się Panu Jezusowi. On pragnie naszego zbawienia, ale
    nie może tego w nas dokonać bez naszego całkowitego zawierzenia Mu.
    Jesteśmy wolni i tylko pozwalając Mu działać w nas, otwieramy się na
    Królestwo Boże. Należy ono do takich, którzy całkowicie Mu
    zawierzyli. Nie da się go zdobyć własnym wysiłkiem, ono jest
    tajemnicą działania Chrystusa w naszym sercu.

  • iktoto 14.08.10, 21:38
    Wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika

    (Ez 18,1-10.13b.30-32)
    Pan skierował do mnie te słowa: Z jakiego powodu powtarzacie między
    sobą
    tę przypowieść o ziemi izraelskiej: Ojcowie jedli zielone winogrona,
    a
    zęby ścierpły synom? Na moje życie - wyrocznia Pana Boga. Nie
    będziecie
    więcej powtarzali tej przypowieści w Izraelu. Oto wszystkie osoby są
    moje:
    tak osoba ojca, jak osoba syna. Są moje. Umrze tylko ta osoba, która
    zgrzeszyła. Ktokolwiek jest sprawiedliwy i przestrzega prawa i
    sprawiedliwości, kto nie jada mięsa z krwią i oczu nie podnosi ku
    bożkom
    domu Izraela, nie bezcześci żony bliźniego, nie zbliża się do żony w
    okresie jej nieczystości, nie krzywdzi nikogo, zwraca zastaw
    dłużnikowi,
    nie popełnia rozboju, łaknącemu udziela swego chleba, nagiego
    przyodziewa
    szatą, nie uprawia lichwy, nie żąda odsetek, odsuwa swą rękę od
    nieprawości, sprawiedliwie rozsądza między jednym człowiekiem a
    drugim,
    stosuje się do moich ustaw i zachowuje wiernie moje przykazania,
    postępując uczciwie - ten na pewno żyć będzie - wyrocznia Pana Boga.
    Lecz
    jeśliby zrodził syna gwałtownika i rozlewającego krew, winnego
    jednej z
    tych zbrodni - uprawiał lichwę i żądał odsetek - ten nie będzie żył,
    bo
    popełnił wszystkie te bezeceństwa. Ten na pewno umrze, a
    [odpowiedzialność
    za] krew jego spadnie na niego samego. Dlatego, domu Izraela, będę
    was
    sądził, każdego według jego postępowania - wyrocznia Pana Boga.
    Nawróćcie
    się! Odstąpcie od wszystkich waszych grzechów, aby wam już więcej
    nie były
    sposobnością do przewiny. Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy,
    któreście
    popełniali przeciwko Mnie, i utwórzcie sobie nowe serce i nowego
    ducha.
    Dlaczego mielibyście umrzeć, domu Izraela? Ja nie mam żadnego
    upodobania w
    śmierci - wyrocznia Pana Boga. Zatem nawróćcie się, a żyć będziecie.

    (Ps 51,12-15.18-19)
    REFREN: Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste

    Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
    i odnów we mnie moc ducha.
    Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
    i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

    Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
    i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
    Będę nieprawych nauczał dróg Twoich
    i wrócą do Ciebie grzesznicy.

    Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz
    i całopalenia, choćbym dał, nie przyjmiesz.
    Boże moją ofiarą jest duch skruszony,
    pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.

    (Mt 11,25)
    Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa
    objawiłeś prostaczkom.

    (Mt 19,13-15)
    Przynoszono do Jezusa dzieci, aby włożył na nie ręce i pomodlił się
    za
    nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł:
    Dopuście
    dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem
    należy
    królestwo niebieskie. Włożył na nie ręce i poszedł stamtąd.
  • iktoto 14.08.10, 21:40
    15.08. – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
    Ap 11,19a; 12,1.3–6a.10ab;

    1 Kor 15,20–26;

    Łk 1,39–55

    W Najświętszej Maryi Pannie spotykamy się ze szczególnym misterium,
    odnajdujemy w Niej to, co w nas ludziach, w każdym z nas
    najszlachetniejsze; to, co w nas najbardziej autentyczne, naszą
    najprawdziwszą odpowiedź na fakt bycia stworzonym przez Boga i
    powołanie do życia z Nim. W Niej jednocześnie to misterium przyjmuje
    konkretną postać i historię aż po zwieńczenie. Dzisiaj przeżywamy
    uroczystość, w której czcimy to zwieńczenie, ostateczny tryumf. Ale
    zanim do tego doszło, Maryja musiała na tym świecie borykać się z
    wieloma trudnościami. Musiała zderzyć się z grzechem, szczególnie w
    jego społecznym wymiarze, obecnym zarówno w społeczności religijnej,
    jak i świeckiej.

    Ewangelia dzisiejsza mówi o nawiedzeniu Elżbiety. Ta, po
    pozdrowieniu Maryi, wypowiada do Niej zaskakujące słowa:

    Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc
    Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do
    mnie? (Łk 1,42n).

    Elżbieta w dziwny sposób odkrywa obecność Chrystusa w łonie Maryi.
    Zauważmy, że w nas także tajemnica Jego obecności istnieje od
    naszego chrztu! Ktoś może powiedzieć: No tak, ale w Maryi był on
    fizycznie obecny!... Warto wówczas przypomnieć sobie słowa samego
    Pana Jezusa w odpowiedzi na wołanie pewnej kobiety:

    Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz
    On rzekł: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają
    słowa Bożego i zachowują je (Łk 11,27n).

    Po wiekach św. Augustyn powiedział: „Maryja jest o wiele bardziej
    godna czci przez to, że prawdziwie uwierzyła i stała się Służebnicą
    Pańską, niż przez to, że fizycznie urodziła Syna Bożego”. Elżbieta w
    dzisiejszej scenie ewangelijnej mówi do Niej, zwracając uwagę
    właśnie na Jej zawierzenie Bogu: Błogosławiona jesteś, któraś
    uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (Łk 1,45).

    Na te słowa Elżbiety Maryja wyśpiewuje swoją pieśń uwielbienia –
    Magnifikat. Dużo by można mówić o tym hymnie. Tutaj warto zwrócić
    uwagę tylko na jeden moment. Maryja uwielbia w nim szcze­gólną
    łaskawość Boga, który „spogląda na uniżenie słu­że­bni­cy”, „głodnych
    nasyca dobrami, a bogaczy z niczym odprawia”, „Jego miłosierdzie z
    pokolenia na pokolenie”... Jednak wtedy tej łaskawości jeszcze nie
    było widać w ludzkim doświadczeniu: Żydzi podlegali niewoli
    rzymskiej, poniżani i marzący o wolności; ubodzy ludzie, tak jak
    dawniej byli okradani przez bogaczy; jedni opływali w dobra, a inni
    cierpieli głód... Gdzie zatem nasycenie głodnych…?!

    Tutaj spotykamy się z dziwną zdolnością Maryi widzenia prawdy w jej
    ostatecznym wymiarze, który może stać w całkowitej opozycji do
    chwilowego doświadczenia tu, na ziemi. Hymn Maryi przypomina
    błogosławieństwa, jakie wypowiedział Pan Jezus w Kazaniu na górze:
    błogosławieni ubodzy, cisi, płaczący, prześladowani... Dla nas są
    one jeszcze wielką nadzieją i ufnością, a Maryja już śpiewała pieśń
    pochwalną, tak jak gdyby to wszystko się już spełniło.

    Jest to szczególny dar widzenia prawdy w jej pełni i zrealizowaniu,
    prawdy, która nie daje się zwieść pozorom ziemskich ocen.
    Chrześcijanin jest człowiekiem, który już żyje rzeczywistością
    niebieskiej ojczyzny, choć jeszcze czeka go długa droga ziemskiej
    pielgrzymki. Obietnica i nadzieja dana nam przez zmartwychwstanie
    Chrystusa jest mocniejsza niż wszelkie doczesne doświadczenia.
    Wszystko bowiem tutaj na ziemi przemija i kończy się śmiercią. On
    natomiast, zmartwychwstając, daje nam życie na wieki – prawdziwe
    życie. Czymże jest wobec niego to, co tylko przelotne?

    Maryja ma w sobie ten realizm ostateczny. Na Jej przykładzie także
    uczymy się, że właśnie realizm ostateczny jest solidniejszy od
    wszystkiego innego. Ona nas wyprzedza w naszym udziale w
    zrealizowaniu się królestwa Jej Syna, tak samo jak nas wyprzedzała w
    wierze: zanim ktokolwiek uwierzył w to niepojęte Boże objawienie się
    w Jej Synu, Ona już kroczyła drogą wiary. Kiedy uczniowie się
    rozproszyli po śmierci Pana, Ona zdawała najtrudniejszy egzamin z
    wiary, zdała go i dlatego stała się naszą Matką w wierze. Ona
    konsekwentnie szła za swoim Synem. Dlatego do niej – jako tej, która
    poszła zaraz za Chrystusem jako pierwsza z ludzi właśnie dzięki
    swojemu pełnemu zawierzeniu Bogu – odnosimy słowa św. Pawła:

    I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą
    ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako
    pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia
    (1 Kor 15,22n).

    Uzyskała udział w tej pełnej prawdzie, którą wyznawała w swoim
    hymnie uwielbienia i którą zawsze wyżej stawiała niż cokolwiek.
    Życie wieczne nie jest bowiem powrotem do naszego życia, ale życiem
    nowym, całkowicie odnowionym przez Boga, życiem takim, jakim je On
    zamyślił i stworzył.

    Scena z Apokalipsy, która otwiera dzisiejsze czytania, jest wizją
    ukazującą prawdę tego, co się wydarzyło, co się dzieje i jaki jest
    tego ostateczny sens – prawdę w jej ostatecznym sensie. W
    ikonografii Kościoła przedstawia się Niepokalane Poczęcie
    Najświętszej Marii Panny jako Niewiastę stojącą na księżycu, mającą
    gwiazdy wokół głowy. To właśnie z tej wizji. Niewiasta to Maryja,
    ale jako obraz Kościoła. Ona urodziła Syna, ale to Kościół rodzi
    Syna. Nasza Eucharystia, a w niej konsekracja, jest „rodzeniem
    Chrystusa” dla nas i w nas, co się dokonuje przez komunię. Smok,
    jego zaciekła walka i chęć pożarcia Dziecka to obraz prawdy o walce
    z szatanem. Walka toczy się w całej historii, ale zarazem w sercu
    każdego z nas. Jest niebezpieczna, a potęga smoka wydaje się
    przemagać, ale

    I zostało porwane jej Dziecię do Boga
    i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię,
    gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga,
    I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało
    zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego
    i władza Jego Pomazańca (Ap 12,5n).

    Apokalipsa, wbrew potocznej opinii, jest księgą pocieszenia. Ukazuje
    pozytywny finał, ukazuje ostateczne zwycięstwo mimo całej okropności
    świata i trwającej walki. Bóg porywa do swojego tronu dziecię, a
    Niewieście, czyli Kościołowi w jego najgłębszej istocie, przygotował
    miejsce na pustyni, miejsce spokojne i bezpieczne, gdzie moc węża–
    szatana nie sięga.

    Dzisiejsza uroczystość jest wielką radością, jest naszym wyznaniem
    ostatecznej prawdy o zwycięstwie Maryi i Kościoła, i naszym
    zwycięstwie w Kościele, w Mistycznym Ciele Chrystusa. Mamy udział w
    tym zwycięstwie wtedy, gdy prawdziwie idziemy drogą wiary, karmimy
    się „chlebem życia” i przyjmujemy Chrystusa w Eucharystii,
    pozwalając, by się On w nas narodził i nas przemieniał.
  • iktoto 16.08.10, 10:14
    20. Poniedziałek 2
    Ez 24,15–24;

    Mt 19,16–22



    Synu człowieczy, oto zabieram ci nagle radość twych oczu, ale nie
    lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by płynęły ci łzy (Ez 24,16).

    Ezechiel ponownie staje się znakiem dla Izraela. Umiera mu żona. Ta
    śmierć jest symbolem zniszczenia i zhańbienia świątyni. Bóg nie
    pozwala mu lamentować publicznie, ale każe przeżyć ten dramat
    wewnętrznie. Lamentacja os­ten­ta­cyjna może się zamknąć w
    zewnętrzności, a tutaj trzeba wewnętrznej prze­mia­ny. Tego zasadniczo
    domaga się Pan Jezus. Rozpoczynając głoszenie Ewangelii, wzywa:
    Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie (Mt
    4,17). Nawrócenie oznacza przemianę serca, czyli przemianę
    wewnętrzną.

    W dzisiejszej Ewangelii zasadniczy problem koncentruje się właśnie
    wokół tego zagadnienia. Bogaty młodzieniec pyta Pana Jezusa:
    Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? (Mt
    19,16). Logika jest wyraźna: czynić coś, by coś otrzymać. Pan Jezus,
    wskazując na przykazania, przypomina mu to, co on wiedział od
    dzieciństwa. Młodzieniec zadeklarował od razu: Przestrzegałem tego
    wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje? (Mt 19,20).

    Nie wiemy, czy można naprawdę wypełnić przykazanie miłości
    bliźniego? Jeżeli ograniczy się je do jakichś określonych norm, to
    pewnie tak, jednak Pan Jezus wskazuje na głębię, której nie jesteśmy
    w stanie wypełnić. On sam dał swoje życie za życie nasze i polecił
    nam się miłować, tak jak On nas umiłował. Daleko nam jeszcze do
    wypełnienia takiego nakazu miłości. Jej miarą jest On sam.
    Młodzieniec mógł jednak tego jeszcze nie wiedzieć, niemniej w jego
    postawie Pan Jezus zauważył jakieś lękowe podejście i próbę
    załatwienia sprawy przez zewnętrzne czyny. Jego problemem był lęk o
    siebie. Stąd słowa:

    Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj
    ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za
    Mną! (Mt 19,21).

    Posiadane dobra są dla nas zabezpieczeniem. Dają nam poczucie
    bezpieczeństwa. Niewątpliwie każdy z nas potrzebuje takiego
    poczucia. Niemniej powinniśmy mieć w sobie świadomość, że
    należy „się wpierw starać o królestwo /Boga/ i o Jego
    Sprawiedliwość, a wówczas wszystko inne będzie wam dodane” (zob. Mt
    6,33). Opanowanie przez lęk jest znakiem braku. Pan Jezus ten brak
    wskazuje młodzieńcowi. Jeszcze się nie uwolnił od tego, co na tym
    świecie, jeszcze dobra tego świata były dla niego zbyt ważne.

    Obawiam się, że większość z nas zareagowałaby zupełnie podobnie.
    Większość z nas zbyt mocno przejmuje się zabezpieczeniem swojej
    pomyślności i przyszłości na tym świecie. Znajdujemy ku temu bardzo
    liczne argumenty. Nie chodzi jednak o tak radykalne zalecenie
    wyzbycia się wszystkiego, co posiadamy. Nasz lęk często zaczyna się
    od całkiem niewielkich wymagań związanych z ograniczeniami w życiu,
    nie mówiąc już o jakimś zagrożeniu własnego mienia czy zdrowia.
    Warto się siebie zapytać, czy rzeczywiście Pan Bóg i Jego królestwo
    są dla nas najważniejsze?


  • iktoto 17.08.10, 14:11
    20. Wtorek 2
    Ez 28,1–10;

    Mt 19,23–30

    Cóż otrzymamy za to, że poszliśmy za Tobą? To pytanie uczniów jest
    bardzo charakterystyczne. Co otrzymamy w zamian? Troszczymy się o
    to, byśmy coś mieli. Trzeba powiedzieć, że sama troska o dobro nie
    jest zła. Powinniśmy dążyć do dobra i je osiągać. Problem polega
    jednak na tym, że dążymy do tego dobra według swojego wyobrażenia. A
    w Bożej perspektywie wygląda to zupełnie inaczej. Co innego jest
    prawdziwym dobrem niż nasze wyobrażenia na ten temat. Podczas
    niedawnej Uroczystości Wniebowzięcia w Ewangelii czytaliśmy
    Magnificat, w którym Maryja dziękuje Bogu za wywyższenie pokornych,
    wzbogacenie ubogich i oddalenie bogatych (Wniebowzięcie Najświętszej
    Maryi Panny). Dzisiaj Pan Jezus potwierdza to innymi słowami: Bogaty
    z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego (Mt 19,23). Ale
    widząc zmartwienie uczniów, odpowiada: U ludzi to niemożliwe, lecz u
    Boga wszystko jest możliwe (Mt 19,26).

    Nie wejdziemy do królestwa Bożego samodzielnie. Jedynie Bóg może nas
    do niego wprowadzić. Zawsze będzie to łaska. Jaka zatem jest różnica
    między ubogimi i bogatymi?

    Przy zwiastowaniu Najświętszej Maryi Panny anioł powiedział do Niej:
    Bądź pozdrowiona, pełna łaski (Łk 1,28), natomiast wczoraj podczas
    uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny czytaliśmy słowa
    Elżbiety do Maryi: Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że
    spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (Łk 1,45). Istnieje
    przedziwne powiązanie: pełnia łaski i pełnia świętości. Pełnia łaski
    oznacza, że wszystko, co się posiada, jest od Boga, jest Jego łaską.
    Pełnia świętości w naszym pojęciu oznacza, że człowiek doszedł do
    doskonałości życia. U nas zazwyczaj pojawia się dylemat: jeżeli
    wszystko jest od Boga, to nie ma w tym żadnej zasługi. I tak w
    pewnym sensie jest: rzeczywiście wszystko jest od Boga. Ale to nie
    jest sprzeczne z tym, że wszystko jest jednocześnie zasługą, bo
    łaska niczego w człowieku nie robi bez niego. Jedyna rzecz, jaka nam
    pozostaje do zrobienia, to otworzyć się i przyjąć tę łaskę, a to
    właśnie jest najtrudniejsze. Właśnie w tym kontekście trzeba
    przeczytać obie wypowiedzi Pana Jezusa: o trudności dla bogatych i o
    absolutnej możliwości u Boga. Bardzo wymowny jest sens
    określenia „ubogi”. Ubogi to nie tyle ten, kto niewiele posiada, ale
    ten, kto wszystko ma „u Boga”. Bogaty zaś to ten, który nie patrzy
    na Boga, bo wydaje mu się, że wszystko posiada albo wszystko może
    kupić. Takim bogatym jest w dzisiejszym pierwszym czytaniu Tyr,
    miasto, które „pomnożyło swoje majętności, a jego serce stało się
    wyniosłe z powodu majątku” (por. Ez 28,4). Ale właśnie tacy są
    prawdziwie biedni. Tyr doświadczy podboju i zniszczenia.

    Każdy, kto jest bogaty, musi stać się ubogim, aby wejść do królestwa
    Bożego. I Bóg potrafi do tego doprowadzić człowieka. Dlatego u Niego
    wszystko jest możliwe. Ten, kto prawdziwie staje się ubogi,
    otrzymuje wszystko. O tym mówi Pan Jezus w odpowiedzi na zatroskanie
    uczniów:

    Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub
    matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne
    odziedziczy (Mt 19,30).

    Jednak „otrzymanie od Boga” to już nie posiadanie czegoś wyłącznie
    dla siebie, lecz udział w miłości Boga. Na tym polega najprawdziwsze
    ubóstwo, czyli czerpanie wszystkiego od Boga.

    Eucharystia, do której przystępujemy, jest szczególnym miejscem
    takiego czerpania.

  • iktoto 19.08.10, 13:07
    Wspomnienie św. Jacka. prezbitera

    (Ez 28,1-10)
    Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, powiedz władcy
    Tyru: Tak
    mówi Pan Bóg: Ponieważ serce twoje stało się wyniosłe, powiedziałeś:
    Ja
    jestem Bogiem, ja zasiadam na Boskiej stolicy, w sercu mórz - a
    przecież
    ty jesteś tylko człowiekiem a nie Bogiem, i rozum swój chciałeś mieć
    równy
    rozumowi Bożemu. Oto jesteś mędrszy od Danela, żadna tajemnica nie
    jest
    ukryta przed tobą. Dzięki swej przezorności i sprytowi zdobyłeś
    sobie
    majątek, a nagromadziłeś złota i srebra w swoich skarbcach. Dzięki
    swojej
    wielkiej przezorności, dzięki swoim zdolnościom kupieckim,
    pomnożyłeś
    swoje majętności i serce twoje stało się wyniosłe z powodu twego
    majątku.
    Dlatego tak mówi Pan Bóg: Ponieważ rozum swój chciałeś mieć równy
    rozumowi
    Bożemu, oto dlatego sprowadzam na ciebie cudzoziemców - najsroższych
    spośród narodów. Oni dobędą mieczy przeciwko urokowi twojej mądrości
    i
    zbezczeszczą twój blask. Zepchną cię do dołu, i umrzesz śmiercią
    nagłą w
    sercu mórz. Czy będziesz jeszcze mówił: Ja jestem Bogiem - w obliczu
    swoich oprawców. Przecież będziesz tylko człowiekiem, a nie Bogiem w
    ręku
    tego, który cię będzie zabijał. Umrzesz śmiercią nieobrzezanych z
    ręki
    cudzoziemców, ponieważ Ja to postanowiłem - mówi Pan Bóg.

    (Ps: Pwt 32,26-28.30.35-36)
    REFREN: Ja, Pan, śmierć daję i Ja sam ożywiam

    Rzekłem: "Ja ich wygładzę,
    wygubię ich pamięć u ludzi".
    Alem się bał drwiny wroga,
    że przeciwnicy ich będą się łudzić.

    Będą się łudzić, mówiąc: "Nasza ręka przemożna,
    a nie Pan uczynił to wszystko".
    Gdyż jest to plemię niemądre
    i nie mające rozwagi.

    Jak może jeden odpędzać tysiące,
    a dwóch odpierać dziesięć tysięcy?
    Dlatego, że Pan ich wydał na łup.
    że ich sprzedała Skała,

    Nadchodzi bowiem dzień klęski,
    los ich gotowy, już blisko.
    Bo Pan swój naród obroni,
    litość okaże swym sługom.

    (2 Kor 8,9)
    Jezus Chrystus, będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was swoim
    ubóstwem ubogacić.

    (Mt 19,23-30)
    Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z
    trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam
    powiadam:
    Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu
    wejść do
    królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się
    bardzo
    i pytali: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł:
    U
    ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr
    rzekł
    do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc
    otrzymamy? Jezus zaś rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Przy
    odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy,
    którzy
    poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc
    dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom,
    braci
    lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i
    życie
    wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a
    ostatnich
    pierwszymi.
  • iktoto 18.08.10, 10:00
    20. Środa 2
    Ez 34,1–11;

    Mt 20,1–16a



    Przypowieść o robotnikach w winnicy ukazuje, jak bardzo różni się
    nasz sposób myślenia od myślenia Pana Boga. Pretensja, jaką mieli
    robotnicy, którzy najdłużej pracowali, wynikała z porównania się z
    tymi, którzy przyszli ostatni i z oczekiwania na lepsze
    wynagrodzenie. Źródłem tego było egocentryczne myślenie. Gdyby
    potrafili spojrzeć od strony dobra, jakiego doznali ci ostatni, i
    potrafili się z tego powodu cieszyć, nie mieli by problemu.
    Egocentryzm kazał im myśleć jedynie o sobie i własnym interesie.

    Zobaczmy, że liberalizm jest oparty na takim egocentrycznym
    myśleniu. I chyba jest tak skuteczny w zarządzaniu społeczeństwem,
    dlatego że faktycznie rządzi nami egocentryzm. Sukces liberalizmu
    świadczy o sile tego myślenia. Gdyby zasada myślenia się zmieniła,
    liberalizm ekonomiczny byłby zupełnie nieprzydatny.

    Jednocześnie widać, jak egocentryzm prowadzi do degradacji
    człowieka. Nie jest on w stanie zrozumieć prawdziwych wartości
    duchowych, a tym bardziej Boga z Jego miłością do nas. W pierwszym
    dzisiejszym czytaniu egocentryzm przywódców Izraela, który
    spowodował upadek i niewolę babilońską, budzi gniew. Zamiast troski
    o dobro owiec, pasterze starali się o własne dobro, a owce były dla
    nich jedynie środkiem do zdobywania własnej chwały i majątku. Bóg
    zwraca się przeciw takim pasterzom i ostatecznie widzi, że sam musi
    zatroszczyć się o dobro dla całego ludu:

    Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę (Ez
    34,11).

    Doświadczenie Izraela ukazuje, jak kierowani naszą ludzką logiką,
    zupełnie nie potrafimy prowadzić innych do Boga i Jego królestwa. On
    sam jedynie może do tego królestwa doprowadzić. Potrzeba bowiem
    całkowitej przemiany myślenia. Nie oznacza to, że musimy przyjmować
    jakąś nieznaną nam logikę myślenia. Logika Boża jest prosta i
    właściwie dobrze nam znana. Wystarczy się jedynie prawdziwie skupić
    i pomyśleć o prawdziwym dobru. Staje się to możliwe, gdy wyzbywamy
    się wyrosłego z lęku egocentrycznego zapatrzenia w siebie.
  • iktoto 18.08.10, 10:00
    (Ez 34,1-11)
    Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, prorokuj o
    pasterzach
    Izraela, prorokuj i powiedz im, pasterzom: Tak mówi Pan Bóg: Biada
    pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie
    powinni paść
    owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście
    tłuste
    zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście. Słabej nie wzmacnialiście,
    o
    zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrywaliście,
    zabłąkanej
    nie sprowadzaliście z powrotem, zagubionej nie odszukiwaliście, a z
    przemocą i okrucieństwem obchodziliście się z nimi. Rozproszyły się
    owce
    moje, bo nie miały pasterza i stały się żerem wszelkiego dzikiego
    zwierza.
    Rozproszyły się, błądzą moje owce po wszystkich górach i po wszelkim
    wysokim pagórku; i po całej krainie były owce moje rozproszone, a
    nikt się
    o nie nie pytał i nikt ich nie szukał. Dlatego wy, pasterze,
    słuchajcie
    słowa Pańskiego: Wyrocznia Pana Boga: Przecież owce moje stały się
    łupem i
    owce moje służyły za żer wszelkiemu dzikiemu zwierzęciu, bo nie było
    pasterza, pasterze zaś nie szukali owiec moich, bo pasterze sami
    siebie
    paśli, a nie paśli moich owiec, dlatego wy, pasterze, słuchajcie
    słowa
    Pańskiego. Tak mówi Pan Bóg: Oto jestem przeciw pasterzom. Z ich
    ręki
    zażądam moich owiec, położę kres ich pasterzowaniu, a pasterze nie
    będą
    paść samych siebie; wyrwę moje owce z ich paszczy, nie będą już one
    służyć
    im za żer. Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich
    owiec i
    będę miał o nie pieczę.

    (Ps 23,1-6)
    REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

    Pan jest moim pasterzem,
    niczego mi nie braknie.
    Pozwala mi leżeć
    na zielonych pastwiskach.

    Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
    orzeźwia moją duszę.
    Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
    przez wzgląd na swoją chwałę.

    Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
    zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
    Kij Twój i laska pasterska
    są moją pociechą.

    Stół dla mnie zastawiasz
    na oczach mych wrogów.
    Namaszczasz mi głowę olejkiem,
    obficie napełniasz mój kielich.

    Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
    przez wszystkie dni życia.
    I zamieszkam w domu Pana
    po najdłuższe czasy.

    (Hbr 4,12)
    Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli
    serca.

    (Mt 20,1-16a)
    Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Królestwo
    niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym
    rankiem, aby
    nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara
    za
    dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej,
    zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich:
    Idźcie i
    wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli.
    Wyszedłszy
    ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy
    wyszedł
    około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich:
    Czemu tu
    stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie
    najął.
    Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł
    właściciel
    winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność,
    począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około
    jedenastej
    godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli,
    że
    więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go,
    szemrali
    przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a
    zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na
    to
    odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie
    o
    denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu
    ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze
    swoim, co
    chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni
    będą
    pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
  • iktoto 19.08.10, 13:03
    20. Czwartek 2
    Ez 36,23–28;

    Mt 22,1–14



    „Święć się imię Twoje” – tak codziennie się modlimy w Modlitwie
    Pańskiej. W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg mówi, że sam musi się
    zatroszczyć o swoje imię, aby okazało się Święte w obliczu
    wszystkich narodów, bo lud wybrany nie potrafił tego uczynić.
    Ponieważ zbezcześcił on wielkie imię Boga wobec narodów, Jerozolima
    i świątynia zostały zbezczeszczone – był to obraz tego, co się
    wydarzyło w relacji Izraela do Boga. Obok kultu jedynego Boga Żydzi
    uprawiali kult innych bogów, nie byli wierni przymierzu i Prawu,
    liczyli jednocześnie, że obroni ich sama obecność świątyni Jahwe w
    Jerozolimie. Boga jednak nie można czcić inaczej jak tylko w
    prawdzie i całkowitym oddaniu.

    Bóg postanowił sam się zatroszczyć o uświęcenie własnego imienia
    wobec innych narodów. Dokona tego przez ponowne zebranie Izraela w
    Jerozolimie, ale tym razem już po oczyszczeniu jego serca:

    I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza,
    odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego
    chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i
    przestrzegali przykazań, i według nich postępowali (Ez 36,26n).

    Objawieniem świętego imienia Boga będzie ponowne zebranie Izraela w
    Jerozolimie, oczyszczenie wybranego ludu i jego wierność. „Święcenie
    się imienia Boga” dokonuje się przez autentyczną wiarę ludu.
    Zobaczmy, że podczas Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus modlił się do
    Ojca, prosząc za swoich uczniów i ich następców:

    Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu
    będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we
    Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat
    uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś,
    przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy (J
    17,20–22).

    Jest to prośba o uświęcenie imienia Ojca przez poznanie, że Jezus
    jest prawdziwie Jego Synem posłanym przez Niego dla zbawienia ludzi.
    I znowu powtarza się historia Izraela: sami nie potrafimy prawdziwie
    nawzajem się kochać, aby świat uwierzył w prawdziwe posłannictwo
    Jezusa. Uczniowie Jezusa są dzisiaj na świecie rozbici, wzajemnie
    pokłóceni, nie potrafią się ze sobą prawdziwie spotkać jak brat z
    bratem. Dlatego też wydaje się, że przynajmniej w Europie
    chrześcijaństwo jest w odwrocie, coraz mniej ludzi wierzy w prawdę
    jego zasadniczego orędzia. I znowu potrzeba oczyszczenia serca i
    Ducha, który dokona przemiany, abyśmy prawdziwie żyli Jego miłością.

    Niezmiernie wymowna jest dzisiejsza ewangelijna przypowieść, która
    właściwie składa się z dwóch przypowieści. Przynajmniej pierwszą, to
    znaczy pierwszą część przypowieści w jej dzisiejszym kształcie
    wypowiedział Pan Jezus do arcykapłanów i starszych ludu, to znaczy
    do odpowiedzialnych za religijne i społeczne prowadzenie ludu
    wybranego. W formie przypowieści Pan Jezus mówi o sobie i swojej
    misji. Oto przyszedł na świat jako Oblubieniec. Jego obecność wśród
    nas jest czasem godów weselnych. Powiedział to wprost, gdy zapytano
    Go, dlaczego Jego uczniowie nie poszczą. Pierwsza część przypowieści
    odnosi się do tej prawdy. Ojciec niebieski urządził ucztę, wszystko
    przygotował, jest to uczta weselna i jednocześnie uczta ofiarna, jak
    się potem okaże. Podczas niej zachodzi prawdziwe przymierze we krwi
    Baranka. W akcie największej miłości Bóg oddaje nam Swojego Jedynego
    Syna, abyśmy w Nim mieli udział w Jego Bożym życiu. Ta perspektywa
    jednak całkowicie przerasta wyobrażenia ludzi. Zaproszeni nie
    wyrazili zainteresowania, woleli zajmować się swoimi sprawami, a
    niektórzy nawet zabili posłańców przynoszących zaproszenie.

    Dlatego Pan każe „zaprosić na ucztę wszystkich, których słudzy
    spotkają” (zob. Mt 22,9). Sam musi się zatroszczyć o gości. Ale
    zaprosiwszy wszystkich, wymaga od nich szaty godowej. Przypowieść
    nie opowiada o tym, jak i kiedy zaproszeni mieli się w nie
    zaopatrzyć. Można się jedynie domyślać, że dostawali je przy wejściu
    od sług. Trzeba było je jedynie ubrać. Człowiek bez szaty zignorował
    godność samej uczty, zlekceważył szatę godową, przez co obraził
    Gospodarza. To, że na ucztę dostajemy się za darmo, nie znaczy, że
    jest to byle jaka uczta. Uczta Baranka, na którą zostaliśmy
    zaproszeni za darmo, wymaga od nas oczyszczenia serca, którego
    dokonuje w nas Bóg, ale nie bez naszej dobrej woli i zawierzenia.
    Tak niewiele, ale bez tego nie możemy mieć prawdziwego udziału w tej
    uczcie.

  • iktoto 19.08.10, 13:04
    (Ez 36,23-28)
    Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród
    ludów,
    zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem
    Pan -
    wyrocznia Pana Boga - gdy okażę się Świętym względem was przed ich
    oczami.
    Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i
    przyprowadzę
    was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście
    się
    stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich
    waszych
    bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego
    wnętrza,
    odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego
    chcę
    tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i
    przestrzegali
    przykazań, i według nich postępowali. Wtedy będziecie mieszkać w
    kraju,
    który dałem waszym przodkom, i będziecie moim ludem, a Ja będę
    waszym
    Bogiem.

    (Ps 51,12-15.18-19)
    REFREN: Gdy was pokropię, staniecie się czyści.

    Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
    i odnów we mnie moc ducha.
    Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
    i nie odbieraj mi świętego ducha swego!

    Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
    i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
    Będę nieprawych nauczyczać dróg Twoich
    i wrócą do Ciebie grzesznicy.

    Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz
    i całopalenia, choćbym dał, nie przyjmujesz.
    Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
    Pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.

    (Ps 95,8ab)
    Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu
    Pańskiego.

    (Mt 22,1-14)
    Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu:
    Królestwo
    niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu
    synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę,
    lecz
    ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem:
    Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne
    zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz
    oni
    zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego
    kupiectwa, a
    inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to
    król
    uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych
    zabójców, a
    miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest
    gotowa,
    lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i
    zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli
    na
    drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych.
    I sala
    zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć
    biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój
    weselny.
    Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju
    weselnego?
    Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i
    wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie
    zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.
  • iktoto 19.08.10, 21:39
    20. Piątek 2
    Ez 37,1–14;
    Mt 22,34–40



    Jakie jest największe przykazanie? O co pytają faryzeusze? Co im
    odpowiada Pan Jezus? W Ewangelii bardzo często pojawia się
    rozbieżność pomiędzy pytaniem skierowanym do Pana Jezusa a Jego
    odpowiedzią na nie. Tutaj mamy po części do czynienia z taką
    rozbieżnością.

    O co pytają faryzeusze? Pytają pewnie o najważniejsze przykazanie w
    sensie zasady życia. Jak wiemy, mieli kilkaset nakazów i zakazów.
    Który jest najważniejszy?

    Pan Jezus z gąszczu wszystkich przepisów wydobywa dwa. Ale nie są to
    po prostu przykazania, ale raczej zasady odnoszące się do samego
    życia. Oba przykazania wyrażają ducha wszystkich przykazań. Same nie
    są przykazaniami w zwykłym sensie, bo nie są do wypełnienia. Nigdy
    przecież nie możemy powiedzieć, że wypełniliśmy przykazanie miłości.
    Zawsze jest możliwa większa miłość. Pan Jezus pragnie nam wskazać
    właściwego ducha, czyli wskazać zasadę życia.

    Podobnie jest w przypadku błogosławieństw i Jego komentarza do
    przykazań zawartych w „Kazaniu na górze”. Szczęśliwymi nazywa On:
    ubogich, skromnych, pokornych, cierpliwych, uciśnionych,
    prześladowanych… Nie oznacza to, że oni to szczęście odczuwają – bo
    pewnie tak nie jest, gdy muszą się borykać z prześladowaniem, z
    uciskiem, brakami różnego rodzaju… Orzeczenie o szczęśliwości odnosi
    się do prawdy ostatecznej, która się objawi w „dniu ostatecznym”.
    Pewnie wówczas zobaczą, że była to prawda już wtedy, gdy
    doświadczali zła, które cierpliwie znosili, ale może dopiero wtedy
    to dostrzegą. Z kolei komentując poszczególne przykazania, Pan Jezus
    zwraca uwagę na to, co się dzieje w sercu, czyli w centrum nas
    samych, w miejscu, gdzie się dokonują zasadnicze wybory dotyczące
    życia i śmierci. Jeżeli potraktować wypowiedź Pana Jezusa dosłownie,
    to obawiam się, że każdy z nas grzeszy, i to śmiertelnie, dosyć
    często! Kto nie zdenerwuje się i nie powie czegoś ze złością?

    Tym, czego Pan Jezus pragnie dla nas, jest właściwy duch. Dopiero,
    kiedy się ma tego ducha, sensu nabierają wszystkie przykazania i
    zasady przekazane nam przez Pana Jezusa. Do klasycznych należy spór
    Pana Jezusa z faryzeuszami o szabat. Oni, trzymając się litery
    Prawa, uważali, że Jezus grzeszy, uzdrawiając w szabat. On właśnie w
    uzdrowieniu widział znak bliskości Boga i dlatego właśnie w szabat
    należało dokonywać takich dzieł.

    Z kolei św. Paweł w hymnie o miłości mówi jednoznacznie, że nawet
    najszlachetniejsze religijne postawy i działania są niczym, jeżeli
    brak w nich miłości. Dlatego całe nauczanie Pana Jezusa jest
    nakierowane na przekazanie Ducha Świętego, który ma doprowadzić nas
    do całej prawdy. Dopiero w Nim uzyskujemy prawdziwe życie.

    W dzisiejszym pierwszym czytaniu u proroka Ezechiela mamy wspaniały
    obraz przywracania życia Izraelowi. Na końcu czytamy: Udzielę wam
    mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i
    poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam – mówi Pan Bóg (Ez
    37,14). Miłość jest właśnie duchem Boga. Wszystko inne z niego
    wypływa.

  • iktoto 21.08.10, 09:34
    Wspomnienie św. Bernarda, opata i doktora Kościoła

    (Ez 37,1-14)
    Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na
    zewnątrz, i
    postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi,
    abym
    przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo
    wiele.
    Były one zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, czy
    kości te
    powrócą znowu do życia? Odpowiedziałem: Panie Boże, Ty to wiesz.
    Wtedy
    rzekł On do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe
    kości,
    słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po
    to,
    abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście
    obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to,
    abyście
    ożyły i poznały, że Ja jestem Pan. I prorokowałem, jak mi było
    polecone, a
    gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej
    zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i
    wyrosło
    ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich
    ducha. I
    powiedział On do mnie: Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu
    człowieczy, i
    mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź,
    duchu, i
    powiej po tych pobitych, aby ożyli. Wtedy prorokowałem tak, jak mi
    nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach - wojsko
    bardzo, bardzo wielkie. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, kości te
    to cały
    dom Izraela. Oto mówią oni: Wyschły kości nasze, minęła nadzieja
    nasza,
    już po nas. Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: Oto
    otwieram
    wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju
    Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z
    grobów
    was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli,
    i
    powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to
    powiedziałem i
    wykonam - mówi Pan Bóg.

    (Ps 107,2-9)
    REFREN: Chwalmy na wieki miłosierdzie Pana

    Tak niech mówią odkupieni przez Pana,
    których wybawił z rąk przeciwnika
    i których zgromadził z obcych krain,
    ze wschodu i zachodu,
    z północy i południa.

    Błądzili na pustynnym odludziu,
    do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi.
    Cierpieli głód i pragnienie
    i wygasło w nich życie.

    W swoim utrapieniu wołali do Pana,
    a On ich uwolnił od trwogi.
    I powiódł ich prostą drogą,
    aż doszli do miasta zamieszkałego.

    Niechaj dziękują Panu za Jego dobroć,
    za Jego cuda wobec synów ludzkich,
    bo głodnego nasycił,
    a łaknącego napełnił dobrami.

    (Ps 25,4b.5)
    Naucz mnie, Boże mój, chodzić Twoimi ścieżkami, prowadź mnie w
    prawdzie
    według Twych pouczeń.

    (Mt 22,34-40)
    Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali
    się
    razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na
    próbę:
    Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu
    odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem,
    całą
    swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze
    przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego
    bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się
    całe
    Prawo i Prorocy.
  • iktoto 21.08.10, 09:34
    20. Sobota 2
    Ez 43,1–7a;
    Mt 23,1–12

    Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest
    Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano
    mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus (Mt 23,9n).

    Kto jest naszym prawdziwym Ojcem, Mistrzem, Nauczycielem? Kogo
    prawdziwie słuchamy? Za kim idziemy? Te pytania są rozstrzygające w
    naszym życiu. Niestety, najczęściej mówimy, że kogoś czy czegoś
    słuchamy, a w istocie postępujemy zupełnie inaczej, niż deklarujemy.
    Pytanie o Ojca, Mistrza, Nauczyciela trzeba postawić bardzo realnie,
    patrząc na nasze postępowanie i wybory. Jakie są prawdziwe
    przesłanki, jaki sposób myślenia i przyczyny wyborów? W tym
    kontekście warto pamiętać bardzo ostre stwierdzenie Pana Jezusa w
    odniesieniu do Żydów, kiedy oni deklarowali: Ojcem naszym jest
    Abraham… Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga
    (J 8,39.41). W odpowiedzi od Pana Jezusa usłyszeli jednak:

    Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od
    Boga wyszedłem i przychodzę… Wy macie diabła za ojca i chcecie
    spełniać pożądania waszego ojca (J 8,42.44).

    Te słowa zawsze mogą okazać się prawdziwe w odniesieniu do nas
    samych. Kryterium naszej przynależności do Ojca w niebie
    jest „pełnienie woli Ojca, który jest w niebie”. Jednocześnie ten,
    kto tak robi, zostaje nazwany „bratem, siostrą i matką” Pana Jezusa
    (zob. Mt 12,50). Uznanie Boga za Ojca prowadzi do odkrycia nowej
    rodziny, którą są wszyscy wsłuchani w wolę Ojca i wypełniający ją.
    To jest królestwo Boże już tutaj obecne.

    Czasem podnosi się problem nazywania ojcami duchowymi czy to
    zakonników, czy kapłanów. Jak widać, jest to uzasadnione jedynie
    wówczas, gdy ten duchowy ojciec jest pośrednikiem kierującym nas do
    Boga, jako Ojca. Aby tak było, sam musi się wsłuchiwać w Boże słowo
    i je w swoim życiu wypełniać. Jeżeli tak robi i potrafi odczytać to
    słowo w odniesieniu do tego, który do niego przychodzi po wskazania
    duchowe, staje się pośrednikiem Bożego ojcostwa. W takim przypadku
    jednak nigdy nie będzie koncentrował innych wokół swojej osoby, ale
    zawsze będzie odsyłał do Boga. Ojciec duchowy jest naszym bratem
    uczestniczącym w takim samym zmaganiu ze sobą i światem.

    Niestety, bywa tak, jak z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami z
    dzisiejszej Ewangelii, którzy umieją dosyć dobrze odczytać sens słów
    z Pisma Świętego, jednak sami nie potrafią zgodnie z nim żyć.
    Najczęściej dzieje się tak, gdy zapominają, że sami potrzebują ojca
    i kogoś, kto by ich prowadził, nie pamiętają, że są jedynie braćmi
    innych i uczestnikami tego samego zmagania duchowego.

    Wizja proroka Ezechiela z dzisiejszego pierwszego czytania jest
    pięknym obrazem właściwej sytuacji zarówno w wymiarze społecznym,
    jak i wewnętrznym każdego z nas. Bóg pragnie być w centrum, w sercu
    zarówno społeczności wierzących, jak i w sercu każdego z nas. Tutaj
    jest prawdziwe miejsce, „Jego tronu, miejsce podstawy Jego stóp,
    gdzie chce na wieki mieszkać pośród nas” (zob. Ez 43,7). Mieszkanie
    oznacza żywą obecność w naszym życiu, co pociąga za sobą sposób
    naszego życia.

  • iktoto 22.08.10, 21:07
    21. Niedziela C
    Iz 66,18–21;

    Hbr 12,5–7.11–13;

    Łk 13,22–30

    Pa­nie, czy tyl­ko nieliczni będą zbawieni? (Łk 13,23).

    Co zrobić, żeby pomóc w zbawieniu wielu? Tylu bowiem jest
    niewierzących! Jak temu zaradzić?! Takie pytania stawia się i
    dzisiaj bardzo często. Ale jednocześnie zapomina się o
    najważniejszym pytaniu – o własne zbawienie. Nic mi nie da nawet
    ogromna liczba zbawionych, jeżeli mnie w niej nie będzie. To, czy
    będzie to liczba większa, czy mniejsza, będzie wówczas dla mnie bez
    znaczenia. Dlaczego jednak tak martwimy się o liczbę zbawionych, o
    statystykę? Myślę, że u podstaw tego pytania leży zwodnicza
    nadzieja: może jakoś mi się uda? Im większa liczba zbawionych, tym
    większe prawdopodobieństwo, że i mnie się uda „załapać”. Jeżeli ta
    liczba jest mała, to pojawia się paraliżujący lęk, bo
    prawdopodobieństwo zbawienia jest małe.

    Ale takie myślenie statystyczno-socjologiczne jest obce Bożemu
    myśleniu. Bóg nie chce z nami omawiać spraw ogólnych, nie chce mówić
    o swojej polityce „społecznej”. On pragnie mówić wprost ze mną,
    mówić do mnie, a także do nas jako wspólnoty. Pragnie, bym ja stawał
    się Jego synem, a my Jego wzajemnie kochającą się rodziną. Usi­łuj­cie
    wejść przez ciasne drzwi (Łk 13,24) – to wezwanie jest skierowane do
    każdego z nas. To ja mam się starać wejść przez ciasne drzwi, ty
    masz starać się z całych sił wejść do królestwa Bożego. I w
    zależności od tego, czy ja i ty podejmiemy prawdziwie słowo Boże i
    będziemy według niego żyli, czy też w życiu będziemy to słowo
    ignorowali, będzie zależało twoje i moje zbawienie, czyli wejście do
    królestwa Bożego.

    Często niestety troska o „zbawienie wielu” staje się ucieczką od
    prawdziwego, osobistego podjęcia Bożego wezwania. Można nawet być
    bardzo gorliwym religijnie, zaangażowanym w rozmaite dzieła, w
    nawracanie innych, często chodzić do kościoła... pozostając
    całkowicie nietkniętym przez Boże słowo. I dzisiaj w Ewangelii Pan
    Jezus mówi nam o takiej sytuacji wprost:

    wie­lu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie bę­dą mogli. Skoro
    Pan do­mu wstanie i drzwi zam­k­nie, wówczas stojąc na dwo­rze,
    zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam”; lecz On
    wam od­po­wie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wte­dy zacz­nie­cie
    mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z To­bą, i na uli­cach naszych
    nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Po­wia­dam wam, nie wiem, skąd jesteście.
    Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedli­woś­ci” (Łk
    13,24–27).

    Można bardzo blisko „kręcić” się koło Pana Boga, ale Go w istocie
    zupełnie nie przyjmować do swojego serca. Przyjęcie Boga do serca
    zawsze ma konkretny wyraz w postaci sprawiedliwości, co znaczy, że
    przyjmujemy Jego przykazania i według nich żyjemy, a one streszczają
    się w podwójnym przykazaniu miłości.

    Jak nas poucza autor Listu do Hebrajczyków, nasze życie tutaj jest
    szkołą. Bóg jest naszym Ojcem i wychowuje nas do dojrzałości. Odnosi
    się to do nas wszystkich, nie tylko do dzieci. Każdy z nas jest
    dzieckiem dla Boga i jak dziecko jest wychowywany: Bóg obchodzi się
    z wami jak z dziećmi (Hbr 12,7) – czytamy w Liście do Hebrajczyków.
    Wszystko, co nas spotyka na świecie, należy do tego procesu
    wychowawczego. W szczególności trudne sytuacje, nawet cierpienia i
    doznane krzywdy. One wszystkie są szczególną okazją do poznania
    tego, co prawdziwie nosimy w swoim sercu. Ujrzenie tego i poddanie
    się Bożemu wychowaniu jest dla nas najważniejsze, bo prowadzi do
    życia. Co z tego, że uda się nam jakoś stłumić wyrzuty sumienia,
    zataić przed innymi swoje złe postępowanie, ukryć złe myśli i żądze,
    jeżeli przez to nie dochodzimy do życia prawdziwego!? Cóż nam daje
    zatajenie, kiedy tracimy to, co najważniejsze: własne życie! Właśnie
    najczęściej lęk przed ujawnieniem naszej słabości i zła każe szukać
    nadziei w bezosobowym: „jakoś tam będzie”, „może załapię się do
    królestwa Bożego?”, „może mi się uda?”. Otóż u Boga nie ma „jakoś”,
    ale jest zawsze konkretne spotkanie i wezwanie: „chodź za Mną!”

    Dlatego prawdziwym skarbem jest odkrycie Bożej pedagogii we własnym
    życiu. Czasem jest to trudna pedagogia, ale drugie czytanie nas
    pociesza: Bo te­go Pan miłuje, kogo karze, chłoszcze każ­dego, którego
    za sy­na przyjmuje (Hbr 12,6). Bóg pragnie oczyścić nasze serce,
    abyśmy mogli się z Nim w tym sercu spotkać. I to spotkanie otwiera
    zamknięte drzwi, o jakich Pan Jezus wspomina w Ewangelii w
    odniesieniu do ludzi, którzy liczą na to, że „jakoś tam będzie”.

    Skoro Pan do­mu wstanie i drzwi zam­k­nie, wówczas stojąc na dwo­rze,
    zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam” (Łk 13,25).

    Kiedy otwieramy się na prawdziwe spotkanie z Bogiem, kiedy
    pozwalamy, by razem z Nim wejrzeć we własne serce, jesteśmy już po
    drugiej stronie owych drzwi. Wtedy wypełnia się to, co zapowiada
    prorok Izajasz:

    Z wszelkich na­rodów przyprowadzą w ofie­rze dla Pana wszystkich wa­
    szych braci, na ko­niach, na wozach, w lektykach, na mu­łach i na dro­
    ma­derach, na moją Świętą Górę w Jerozo­li­mie, mówi Pan, podobnie jak
    Izraelici przynoszą ofiarę z po­kar­mów w czystych naczyniach do
    świątyni Pana (Iz 66,20).

    Świątynia jest tutaj symbolem domu Bożego, jest miejscem wspólnego
    przebywania z Bogiem we wspólnocie braci, tych wszystkich, którzy
    otworzyli swoje serca przed Bogiem, by stać się Jego dziećmi. Sam
    Bóg przyprowadza, a nawet przynosi tych wszystkich do swojego domu.
    Ta nadzieja obejmuje ludzi ze wszystkich narodów.

    Zobaczmy, jak zupełnie inaczej wygląda perspektywa dla człowieka
    zalęknionego o zbawienie, który pyta: czy tyl­ko nieliczni będą
    zbawieni? (Łk 13,23). I perspektywa, jaką nam daje Pan: przyprowadzę
    ze wszystkich narodów! Dla ciasnego serca perspektywa jest ciasna,
    dla serca otwartego jest szeroka. Ciasne drzwi stają się szerokie,
    kiedy otwiera się ludzkie serce w odpowiedzi na Boże wezwanie do
    posłuszeństwa Jego słowu.

    Przystępując do Eucharystii, przyjmujemy Jezusa, który się
    całkowicie nam oddał. Ale prawdziwe przyjęcie Eucharystii oznacza
    jednocześnie otwarcie naszego serca. To potwierdzamy naszym „Amen”,
    gdy przyjmujemy komunię. „Niech się tak stanie, niech tak będzie w
    naszym życiu!”

  • iktoto 22.08.10, 21:11
    XXI niedziela zwykła

    (Iz 66,18-21)
    Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i
    języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę
    niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz,
    Tubal
    i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie
    widziały
    mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich
    narodów
    przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci - na
    koniach, na
    wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach - na moją świętą
    górę w
    Jeruzalem - mówi Pan - podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z
    pokarmów
    w czystych naczyni. Z nich także wezmę sobie niektórych jako
    kapłanów i
    lewitów - mówi Pan.

    (Ps 117,1-2)
    REFREN: Całemu światu głoście Ewangelię

    Chwalcie Pana, wszystkie narody,
    wysławiajcie Go wszystkie ludy,
    bo potężna nad wami Jego łaska,
    a wierność Pana trwa na wieki.

    (Hbr 12,5-7.11-13)
    Zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do
    synów:
    Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię
    doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego,
    którego
    za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak
    z
    dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli
    jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie
    jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i
    szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie
    bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci
    karcili
    nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla
    naszego
    dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie
    karcenie na
    razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym,
    którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego
    wyprostujcie
    opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto
    chromy
    nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.

    (J 14,6)
    Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca
    inaczej
    jak tylko przeze Mnie.

    (Łk 13,22-30)
    Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do
    Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą
    zbawieni?
    On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu,
    powiadam
    wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie
    i
    drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi
    i
    wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd
    jesteście.
    Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na
    ulicach
    naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd
    jesteście.
    Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam
    będzie
    płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i
    wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz
    wyrzuconych.
    Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem
    w
    królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są
    pierwsi, którzy będą ostatnimi.
  • iktoto 23.08.10, 15:19
    21. Poniedziałek 2
    2 Tes 1,1–5.11b–12;
    Mt 23,1.13–22

    Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie
    królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie
    pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą (Mt 23,13).

    Te słowa Pana Jezusa, wypowiedziane kiedyś do faryzeuszy i uczonych
    w Piśmie, dzisiaj odnoszą się do nas w Kościele, w szczególności do
    kapłanów. Wiemy, jak niestety przez swoje słowa czy postępowanie co
    najmniej utrudniamy ludziom dojście do prawdziwej wiary. Kiedyś ks.
    Józef Tischner powiedział, że nie pamięta nikogo, kto odszedłby od
    wiary chrześcijańskiej po przeczytaniu „Kapitału” Marksa, natomiast
    zna wielu takich, którzy odeszli od Kościoła z powodu proboszcza w
    parafii. Obawiam się, że każdy z nas znalazłby w swoim życiu
    sytuację, w której komuś dał złe świadectwo, a tym samym utrudnił mu
    wiarę. Kiedy sobie z tego zdamy sprawę, jest już za późno, by
    cokolwiek naprawić. Jest to niezmiernie przygnębiające
    doświadczenie. Można to jedynie zostawić Jezusowi. Pewnie możemy
    przedstawić liczne przypadki, w których niewątpliwie pomogliśmy
    komuś uwierzyć. Jednak doświadczenia pozytywne nie są w stanie
    zmniejszyć winy zaciągniętej wobec kogoś konkretnego.

    Jeżeli mamy w swoim życiu przynajmniej jeden taki przypadek, to
    warto, wydaje mi się, poczuć się adresatem groźby zawartej w słowach
    Pana Jezusa. Nasza odpowiedzialność za siebie i innych jest wielka,
    większa, niż sobie z tego zdajemy sprawę. Szczególną
    odpowiedzialność ponoszą kapłani wobec danych im wiernych i rodzice
    wobec swoich dzieci. A niestety, najczęściej nie jesteśmy doskonale
    przygotowani do pełnienia służby prowadzenia ludzi do Boga. Każdy
    człowiek ma inne potrzeby i możliwości. Z naszej strony
    najważniejsze jest świadectwo życia, które powinno być zgodne z tym,
    w co wierzymy. Głoszenie Ewangelii bez takiej harmonii jest
    praktycznie niemożliwe. Pełną harmonię nauki i życia widzimy w
    Osobie Jezusa Chrystusa w czasie Jego ziemskiego życia.

    Pan Jezus zarzuca dzisiaj uczonym w Piśmie i faryzeuszom obłudę i
    niewłaściwe ustawienie wartości. Świadczą o tym problemy, na których
    się koncentrują, np.: „co jest bardziej święte: przybytek czy złoto
    w przybytku?”... W naszej praktyce religijnej znalazłoby się pewnie
    wiele przykładów grzeszenia przywiązaniem do pewnych zwyczajów,
    praktyk, zewnętrznych obrzędów, natomiast zapominania o tym, co jest
    najważniejsze: o wzajemnej miłości w konkretnych gestach, w
    pamiętaniu o innych w trudnych sytuacjach, o konieczności
    przebaczenia…

    Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że przez nauczanie, przez
    świadectwo i przykład pociągający innych nie tylko ich wprowadzamy w
    wiarę i umożliwiamy im wzrastanie, ale jednocześnie budujemy
    Kościół, czyli wspólnotę wierzących w Chrystusa, rozszerzamy naszą
    własną przestrzeń życia. Każdy prawdziwie wierzący staje się naszym
    bratem i siostrą, przez co u nich znajdujemy swój dom, oparcie i
    pomoc. Jest to dla nas radość. Święty Paweł w dzisiejszym pierwszym
    czytaniu dziękuje Bogu za wiarę Tesaloniczan, bo „ich wiara bardzo
    wzrasta, a miłość wzajemna u każdego z nich obfituje”. Paweł, widząc
    to, doznaje radości, a ponadto „chlubi się z powodu ich cierpliwości
    i wiary we wszystkich prześladowaniach i uciskach, które znoszą”.
    Jest to świadectwo prawdziwości wiary, co daje im ufność na dzień
    sądu.

    Przekaz wiary w pełnej zgodności nauki i życia jest budowaniem
    przestrzeni miłości, co nam samym daje prawdziwy oddech i przestrzeń
    do życia. Obyśmy umieli naszą wiarę przekazywać w jej pełni, to
    znaczy w jej żywej postaci.
  • iktoto 23.08.10, 15:22
    (2 Tes 1,1-5.11b-12)
    Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu
    naszym i
    Panu Jezusie Chrystusie. Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i
    Pana
    Jezusa Chrystusa. Bracia, zawsze winniśmy za was Bogu dziękować, co
    jest
    rzeczą słuszną, bo wiara wasza bardzo wzrasta, a miłość wzajemna u
    każdego
    z was obfituje, i to tak, że my sami w Kościołach Bożych chlubimy
    się wami
    z powodu waszej cierpliwości i wiary we wszystkich waszych
    prześladowaniach i uciskach, które znosicie. Są one zapowiedzią
    sprawiedliwego sądu Boga; celem jego jest uznanie was za godnych
    królestwa
    Bożego, za które też cierpicie. Dlatego modlimy się zawsze za was,
    aby Bóg
    nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w
    was
    wszelkie pragnienie dobra oraz czyn [płynący z] wiary. Aby w was
    zostało
    uwielbione imię Pana naszego Jezusa Chrystusa - a wy w Nim - za
    łaską Boga
    naszego i Pana Jezusa Chrystusa.

    (Ps 96,1-5)
    REFREN: Pośród narodów głoście chwałę Pana

    Śpiewajcie Panu pieśń nową,
    śpiewaj Panu, ziemio cała.
    Śpiewajcie Panu, sławcie jego imię,
    każdego dnia głoście Jego zbawienie.

    Głoście Jego chwałę
    wśród wszystkich narodów,
    rozgłaszajcie cuda
    pośród wszystkich ludów.

    Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały,
    budzi trwogę najwyższą, większą niż inni bogowie.
    Bo wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą,
    A Pan zaś stworzył niebiosa.

    (J 10,27)
    Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną.

    (Mt 23,1.13-22)
    Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Biada
    wam,
    uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo
    niebieskie
    przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym,
    którzy do
    niego idą. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo
    obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A
    gdy się
    nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami.
    Biada
    wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na
    przybytek, to
    nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest
    związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto
    czy
    przybytek, który uświęca złoto? Dalej: Kto by przysiągł na ołtarz,
    to nic
    nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten
    jest
    związany przysięgą. Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy
    ołtarz,
    który uświęca ofiarę? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na
    niego i
    na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga
    na
    niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo,
    przysięga
    na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada.
  • iktoto 24.08.10, 16:35
    24.08. – św. Bartłomieja, apostoła
    Ap 21,9b–14;

    Ps 145;

    J 1,45–51

    Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu (J 1,47).

    Ta wypowiedź Pana Jezusa należy do nielicznych pozytywnych ocen
    dotyczących ludzi, jakich spotkał. Apostoł Bartłomiej jest według
    tradycji tożsamy z Natanaelem z dzisiejszej Ewangelii. W listach
    apostołów zawsze występuje zaraz po Filipie, który go przyprowadził
    do Jezusa.

    Scena z dzisiejszej Ewangelii jest bardzo wymowna. Wskazuje na to,
    kim był Pan Jezus: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem
    Izraela! (J 1,49). Charakterystyczne jest, że to stwierdzenie pada u
    początku działalności Jezusa. Może nie dziwić podobna wypowiedź na
    końcu Ewangelii w ustach św. Tomasza, który spotkał
    Zmartwychwstałego. Zdumiewa natomiast na samym początku, kiedy Pan
    Jezus dopiero wybierał uczniów i jeszcze nie rozpoczął działalności.
    W kontekście oceny samej osoby Natanaela przypomina się
    wypowiedziane przez Niego błogosławieństwo: Błogosławieni czystego
    serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Ale to jeszcze nie
    wszystko:

    Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i
    aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego (J
    1,51).

    Ze scen ewangelijnych, wydawałoby się, najbardziej realizowałaby tę
    zapowiedź epifania na Górze Tabor. Tam jednak Natanaela-Bartłomieja
    nie było, a ponadto św. Jan nie opisuje tej sceny w swojej
    Ewangelii. Nie o tym widzeniu zatem Pan Jezus mówił. Zatem o czym
    mówił?

    Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba zrozumieć, co ta wypowiedź
    oznaczała. „Niebiosa otwarte i aniołowie Boży wstępujący i
    zstępujący” wyraźnie przypominają sen Jakuba, w którym ujrzał:
    drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz
    aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół (Rdz
    28,12). Jakub w reakcji na to powiedział:

    Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem. I zdjęty
    trwogą rzekł: O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest
    to dom Boga i brama do nieba! (Rdz 28,16n).

    W najstarszej tradycji religijnej ludzkości oznacza to styk nieba i
    ziemi, oś świata, a jednocześnie środek świata. Ludzie, wędrując z
    miejsca na miejsce, przy nowym osiedleniu odnajdywali taką oś świata
    i dopiero wokół niej jako punktu odniesienia budowali przestrzeń
    swojego zamieszkania. Dla Izraela takim stykiem nieba i ziemi była
    świątynia jerozolimska. Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii wskazuje
    na siebie jako na taki styk, jako na oś świata. Sytuacja o tyle się
    zmienia, że w tradycji religijnej osią świata było miejsce, w tym
    przypadku jest nią Osoba. Później w Ewangelii według św. Jana Pan
    Jezus powie wyraźnie: Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze
    Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę (J
    10,9). Jeszcze dobitniej powie:

    Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie
    uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich (J 8,24).

    Oznacza to, że On sam jest tożsamy z Bogiem Jahwe, który się objawił
    Mojżeszowi. Nie tylko jest miejscem styku nieba z ziemią, ale
    zawiera w sobie całą tajemnicę Boga w jego miłości do nas, co w
    objawieniu Mojżeszowi streściło się w imieniu Jahwe.

    Pierwsze czytanie z Apokalipsy ukazuje nowe Jeruzalem zbudowane na
    fundamentach dwunastu Apostołów Baranka. To Jeruzalem jest miejscem
    pełnego spotkania Boga z jego ludem. Spotkaniem, kiedy nie będzie
    już żadnej ciemności, niepewności, niejasności, bo światłem będzie
    Bóg i Baranek. I znowu nie jest to miejsce w sensie przestrzennym,
    ale przestrzeń osobowego spotkania. Apostołowie jako fundamenty są
    tymi, którzy nas wprowadzają w osobistą więź z Bogiem przez udział
    we wspólnocie. Nowe Jeruzalem jest komunią, wspólnotą osobową, w
    której wszystko jest wspólne, i to poczynając od najgłębszego
    wymiaru, od samego istnienia, które nie jest byciem sobie, ale
    współistnieniem. To miejsce spotkania jest naszym prawdziwym domem.

    W Eucharystii wchodzimy sakramentalnie właśnie w taką komunię. Niech
    się ona urzeczywistnia w naszym życiu na świecie w postaci wzajemnej
    miłości.
  • iktoto 24.08.10, 16:36
    Święto św. Bartłomieja Apostoła

    (Ap 21,9b-14)
    Anioł tak się do mnie odezwał: Chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę
    Baranka. I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i
    ukazał
    mi Miasto Święte - Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, mające
    chwałę
    Boga. źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego, jakby do
    jaspisu o przejrzystości kryształu: Miało ono mur wielki a wysoki,
    miało
    dwanaście bram, a na bramach - dwunastu aniołów i wypisane imiona,
    które
    są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela. Od wschodu trzy bramy i
    od
    północy trzy bramy, i od południa trzy bramy, i od zachodu trzy
    bramy. A
    mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion
    dwunastu Apostołów Baranka.

    (Ps 145,10-13.17-18)
    REFREN: Niech wierni Twoi sławią Twe królestwo

    Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
    i niech Cię błogosławią Twoi święci.
    Niech mówią o chwale Twojego królestwa
    i niech głoszą Twoją potęgę.

    Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę
    i wspaniałość chwały Twojego królestwa.
    Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
    przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.

    Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
    i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
    Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
    wszystkich wzywających Go szczerze.

    (J 1,49b)
    Nauczycielu, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!

    (J 1,45-51)
    Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o
    którym
    pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu.
    Rzekł
    do niego Natanael: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? Odpowiedział
    mu
    Filip: Chodź i zobacz. Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do
    Niego, i
    powiedział o nim: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma
    podstępu.
    Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus:
    Widziałem
    cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym.
    Odpowiedział
    Mu Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!
    Odparł mu Jezus: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem
    cię
    pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem
    powiedział do
    niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i
    aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego.
  • iktoto 25.08.10, 15:36
    21 środa 2
    2 Tes 3,6–10.16–18;
    Mt 23,27–32



    Od samego początku głoszenia Ewangelii Pan Jezus wzywa do
    nawrócenia, czyli do przemiany serca. Bez przemiany serca
    religijność przybiera karykaturalne postaci. Ostre słowa krytykujące
    faryzeuszy i uczonych w Piśmie odsłaniają zafałszowanie życia
    wewnętrznego. Takie wypaczenia są nieustannie ogromnym zagrożeniem
    dla ludzi religijnych. Faryzeizm, jak nazywamy takie zafałszowanie
    wiary, jest największym zagrożeniem dla niej. Większym nawet niż
    niewiara. Pan Jezus w Apokalipsie powiedział: Obyś był zimny albo
    gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię
    wyrzucić z mych ust (Ap 3,15n). Człowiek niewierzący przynajmniej
    wie, że jest niewierzący, natomiast człowiek religijnie zafałszowany
    mniema, że jest wierzący, a nawet uważa, że jest wszystko w porządku
    w jego relacji do Boga. Na to zafałszowanie właśnie zwraca uwagę Pan
    Jezus, gdy mówi:

    Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo budujecie
    groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych oraz
    mówicie: „Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy
    ich wspólnikami w zabójstwie proroków”. Przez to sami przyznajecie,
    że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie
    i wy miary waszych przodków! (Mt 23,29–32).

    Oponentom Pana Jezusa wydaje się, że oni na pewno nie popełniliby
    zbrodni zabicia proroka, że z pewnością by go posłuchali. A oto stoi
    przed nimi ktoś większy niż Prorok i na nim dokonają największej
    zbrodni, „dopełniając miary przodków”. Przerażająca jest ta nie­świa­
    do­mość prawdy o własnym sercu. Przy czym nie dotyczy to jedynie fa­ry­
    ze­uszy i uczonych w Piśmie. Gdybyśmy tak uważali, wpadlibyśmy w
    takie samo złudzenie jak ci, do których Pan Jezus skierował swoje
    słowa. Jeżeli pragniemy autentycznego wzrostu duchowego, musimy te
    słowa odnieść do siebie samych. Ich przykład powinien nam uświadomić
    ogromną tajemnicę nieprawości mieszkającą w naszych sercach.
    Nawrócenia serca nie uzyskuje się przez uparte trzymanie się
    własnych wyobrażeń o duchowej doskonałości i przestrzeganie Prawa
    Bożego – nawet w dobrej wierze – tak, jak go rozumiemy.

    Przemiana serca przede wszystkim jest przemianą naszego widzenia
    rzeczywistości, zmianą w ocenie wartości tego, co nas spotyka i co
    podejmujemy. Nasze działanie dopiero wynika z pragnienia, jakie
    pojawia się w sercu. Przez nawrócenie serca zmienia się nasze
    rozumienie samego Prawa Bożego. Pan Jezus pokazał nam, jak się to
    zmienia, dając własny komentarz do przykazań i niektórych innych
    przepisów Prawa. Dopiero przemienione serce jest w stanie prawdziwie
    rozpoznać prawdę głoszoną przez proroka, gdyż potrafi usłyszeć głos
    samego Boga, który potwierdza słowa proroka. Dopóki w lęku staramy
    się za wszelką cenę uzyskać potwierdzenie naszej porządności, brak
    nam zdolności widzenia prawdy wewnętrznej.

    Pokusa łatwego potwierdzenia własnej religijności i prawości jest
    stale aktualna. W pierwszym dzisiejszym czytaniu św. Paweł ma do
    czynienia z pojawieniem się jej już w pierwszym pokoleniu
    chrześcijan. Listy do Tesaloniczan są najstarszymi pismami Nowego
    Testamentu. Były napisane ok. 50 roku, czyli niecałe 20 lat po
    krzyżowej śmierci Pana Jezusa. Już wówczas ten problem był aktualny.
    Część wierzących tak się uczepiła nadziei szybkiego zbawienia, gdyż
    w ich przekonaniu Pan Jezus miał lada dzień nadejść, że zaprzestali
    pracować, licząc na dobroć swoich współbraci. Jednocześnie zajmowali
    się jedynie „religijnymi” sprawami, myśląc o sobie, że są kimś
    wielkim. Stąd tak ostre słowa św. Pawła: Kto nie chce pracować,
    niech też nie je! (2 Tes 3,10). Praca ma to do siebie, że przez nią
    mamy żywy kontakt z rzeczywistością, co daje nam szansę na trzymanie
    się jej. Syn Boży wcielił się właśnie dlatego, aby samemu
    doświadczyć bardzo konkretnie losu człowieka, a ponadto pokazać nam,
    jak przez rzetelne podejmowanie ludzkiego życia w świadomości, że
    wszystko dzieje się przed Bogiem i dla Niego, mamy iść do Boga.
    Oderwane od życi a rozważania religijne, napędzane chęcią bycia kimś
    wielkim i mądrym, prowadzą do całkowitego zafałszowania siebie.
    Zupełnie podobnie się dzieje, gdy koncentrujemy się wokół samych
    pobożnych ćwiczeń. Jeżeli nie ma harmonii pomiędzy nimi a naszym
    zwykłym podejmowaniem obowiązków, życzliwością do innych…, to
    znaczy, że nasza więź z Bogiem jest sztuczna, niezbudowana na
    prawdzie.

    Pan Jezus, zostawiając nam Eucharystię, która według Niego ma być
    dla nas chlebem powszednim, pragnie, aby nasza wiara wyraziła się w
    naszej codzienności.

  • iktoto 25.08.10, 15:36
    (2 Tes 3,6-10.16-18)
    Nakazujemy wam, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa,
    abyście
    stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi, a nie
    według
    tradycji, którą przejęliście od nas. Sami bowiem wiecie, jak należy
    nas
    naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie
    jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we
    dnie
    i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie
    mieli
    do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do
    naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto
    nie
    chce pracować, niech też nie je! A sam Pan pokoju niech was obdarzy
    pokojem zawsze i na wszelki sposób! Pan niech będzie z wami
    wszystkimi!
    Pozdrowienie ręką moją - Pawła. Ten znak jest w każdym liście: Tak
    piszę.
    Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa z wami wszystkimi!

    (Ps 128,1-2.4-5)
    REFREN: Błogosławiony, kto się boi Pana

    Błogosławiony każdy, kto się boi Pana,
    kto chodzi Jego drogami.
    Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał,
    szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.

    Małżonka twoja jak płodny szczep winny
    we wnętrzu twojego domu.
    Synowie twoi jak sadzonki oliwki
    dokoła twojego stołu.

    Oto takie błogosławieństwo dla męża,
    który boi się Pana.
    Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu,
    oglądaj pomyślność Jeruzalem przez całe swe życie.

    (1 J 2,5)
    Kto zachowuje naukę Chrystusa, w tym naprawdę miłość Boża jest
    doskonała.

    (Mt 23,27-32)
    Jezus przemówił tymi słowami: Biada wam, uczeni w Piśmie i
    faryzeusze,
    obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z
    zewnątrz
    wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego
    plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi,
    lecz
    wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Biada wam, uczeni w
    Piśmie
    i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie
    grobowce
    sprawiedliwych, i mówicie: Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków,
    nie
    bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków. Przez to sami
    przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali
    proroków.
    Dopełnijcie i wy miary waszych przodków!
  • iktoto 25.08.10, 15:37
    26.08. – Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej
    Prz 8,22–35 lub Iz 2,2–5;

    Ga 4,4–7;

    J 2,1–11



    (Czyż) to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? (J 2,4).

    Istnieją w Piśmie Świętym trudne miejsca, które nas niepokoją czy
    wręcz rażą. Zacytowany zwrot Pana Jezusa do Matki do takich trudnych
    miejsc należy. Do Biblii Tysiąclecia, a przez nią do lekcjonarza,
    trafiło takie sformułowanie, które jest próbą wytłumaczenia zgrzytu,
    jaki się pojawia w brzmieniu tego zdania. Dosłownie brzmi ono: „co
    Mnie i Tobie” (ti emoi kai soi). Jest to wyrażenie idiomatyczne i
    oznacza mniej więcej: „daj mi spokój”. W Ewangeliach powtarza się
    ono w spotkaniach Pana Jezusa ze złymi duchami. One mówią do
    Niego: „co nam i Tobie” (ti hemin kai soi), co Biblia Tysiąclecia
    tłumaczy: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? (Mk 1,24). Ten
    idiom wyraża separację pomiędzy partnerami rozmowy. W Starym
    Testamencie takiego idiomu użył Dawid w stosunku do Joaba i
    Abiszaja: Co jest między mną a wami, synowie Serui (2 Sm 19,23). I
    tutaj także chodzi Dawidowi o odcięcie się od ich postępowania.

    Jakżeż Pan Jezus mógł się tak niegrzecznie odezwać do swojej Matki?!
    Dlatego to przekształcono zdanie oznajmujące na pytanie, zmieniając
    sens tej wypowiedzi. Oczywiście gramatycznie jest to możliwe, bo w
    oryginalnym tekście w języku greckim nie ma partykuły „czy” oraz
    znaków interpunkcyjnych.

    Nieco dłuższy wywód na temat tego trudnego wyrażenia odsłania pewną
    tendencję w naszym tłumaczeniu trudnych spraw. Jeżeli nie pasuje ono
    do naszych wyobrażeń, to staramy się je złagodzić albo nadać mu
    odmienny sens. Czy jednak w ten sposób nie tracimy czegoś o wiele
    cenniejszego? Spróbujmy jednak dopuścić takie nieprzyjemne brzmienie
    odezwania się Syna do Matki: „Daj Mi spokój, Niewiasto. Jeszcze nie
    nadeszła moja godzina”. W Ewangelii św. Jana „godzina Jezusa” to
    zawsze Jego śmierć na krzyżu. Ogłasza jej nadejście w 12. rozdziale:
    Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy (J 12,23).

    Tak brzmiąca odpowiedź udzielona Matce jest zatem wyraźną odmową!
    Ale zobaczmy, co się dzieje dalej. Matka wcale nie daje za wygraną.
    Zaraz mówi do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5).
    Zobaczmy, co wynika z tak odczytanej sceny. Najswiętsza Maryja Panna
    okazuje się bardzo rezolutną kobietą. Przypomina się w tym momencie
    scena z Syrofenicjanką, która prosiła o zdrowie dla swojej córki. W
    odpowiedzi usłyszała od Pana Jezusa także bardzo nieprzyjemne słowa:
    Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest zabrać chleb
    dzieciom, a rzucić psom (Mk 7,27). Ona jednak z całą pokorą
    odpowiedziała: Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z
    okruszyn dzieci (Mk 7,28). Ona także nie dała się zbyć negatywną
    odpowiedzią. I ze względu na jej upartą wiarę uzyskała to, o co
    prosiła. Mamy zatem w tym momencie do czynienia z tak
    zwanymi „modlitwami niewysłuchanymi”. Pan Jezus w pierwszej reakcji
    odrzuca prośbę. Ale dzięki wytrwałości proszącego prośba zostaje
    wysłuchana.

    Pamiętamy przypowieść Pana Jezusa o wytrwałej modlitwie, przypowieść
    o niesprawiedliwym sędzi, którego wytrwałe naleganie biednej kobiety
    skłoniło do załatwienia jej sprawy. Na koniec tej przypowieści Pan
    Jezus mówi: A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy
    dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?
    (Łk 18,8). Wydaje się, że scena z dzisiejszej Ewangelii jest swoistą
    ilustracją tej prawdy. Warto pamiętać o tym, że modlitwa, nawet
    najbardziej szlachetna w naszym pojęciu, nie musi od razu być
    wysłuchana. Także sami mamy przecież często problem z „niewysłuchaną
    modlitwą”. W tym kontekście scena z Kany Galilejskiej napawa nas
    optymizmem i nadzieją: oto Pan Jezus jednak ostatecznie wysłuchuje
    próśb, które pierwotnie wydają się nie być wysłuchane. Taka modlitwa
    ma różne postacie: nie zostaje ona wysłuchana od razu albo nie w
    taki sposób, jak byśmy sobie tego życzyli.

    Dlaczego Pan Jezus nie odpowiada jednak od razu? Taka jest Jego
    pedagogia. Pamiętamy Jego słowa: Wszystko, o co w modlitwie
    prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie (Mk 11,24).
    Modlitwa jest dialogiem, w który najważniejsze nie jest to, o co
    prosimy, ale sama więź osobowa. KKK o modlitwie powie następująco:

    Modlitwa – czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie – jest
    spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go
    pragnęli (KKK 2560).

    Modlitwa jest o tyle chrześcijańska, o ile jest komunią z Chrystusem
    (KKK 2565).

    W modlitwie najważniejsze nie jest to, o co prosimy, ale spotkanie.
    Uparta wiara, uparta prośba jest wyrazem prawdziwego zawierzenia.
    Nie mamy do czynienia z jakąś instytucją, która zatwierdza nasze
    podanie o załatwienie sprawy, ale z autentycznym dialogiem razem z
    jego dramatyzmem. Przemaganie Boga swoją prośbą świadczy o takiej
    żywej więzi. U proroka Izajasza czytamy:

    Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan. Choćby wasze grzechy
    były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura,
    staną się jak wełna (Iz 1,18).

    U proroka Ozeasza natomiast Bóg mówi do Izraela:

    Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości (Oz 11,4).

    A dzisiejsza Ewangelia pokazuje, jak Najświętsza Maryja Panna
    potrafi nas wspierać w owym uporze, który prowadzi do prawdziwego
    spotkania z Bogiem. I o tym trzeba nam pamiętać, i chyba warto uczyć
    ludzi tego dobrego uporu i wytrwałości. Pamiętajmy słowa Pana
    Jezusa:

    A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje
    gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je (Mt 11,12).
  • iktoto 26.08.10, 22:46
    Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

    (Prz 8,22-35)
    Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od
    dawna, od
    wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed
    oceanem
    istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały
    założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola
    uczynił -
    początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam gdy kreślił
    sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy
    źródła
    wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z
    brzegów
    nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim
    mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed
    Nim,
    igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich. Więc
    teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą.
    Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie
    odrzucajcie!
    Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich
    czeka, by
    czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i
    uzyska łaskę u Pana.

    lub

    (Iz 2,2-5)
    Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno
    na
    wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej
    popłyną,
    mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do
    świątyni
    Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego
    ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem.
    On
    będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów.
    Wtedy
    swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród
    przeciw
    narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do
    wojny.
    Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pana.

    (Ps 48,2-3.9-11.13-15)
    REFREN: Tyś wielką chlubą naszego narodu

    Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały
    w mieście naszego Boga.
    Święta Jego góra, wspaniałe wzniesienie,
    radością jest całej ziemi.

    Cośmy słyszeli, to zobaczyliśmy
    w mieście Pana Zastępów,
    w mieście naszego Boga;
    Bóg je umacnia na wieki.

    Rozważamy, Boże, Twoją łaskawość
    we wnętrzu Twojej świątyni.
    Jak imię Twe, Boże, tak i chwała Twoja
    sięga po krańce ziemi.
    Prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości.

    Obejdźcie dokoła Syjon,
    policzcie jego wieże.
    By powiedzieć przyszłym pokoleniom,
    że Bóg jest naszym Bogiem na wieki.

    (Ga 4,4-7)
    Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego
    z
    niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali
    Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że
    jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który
    woła:
    Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli
    zaś
    synem, to i dziedzicem z woli Bożej.

    (Łk 1,28)
    Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między
    niewiastami.

    (J 2,1-11)
    W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa.
    Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy
    zabrakło
    wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej
    odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze
    nie
    nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie
    wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych
    przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła
    pomieścić
    dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą!
    I
    napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie
    teraz i
    zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta
    weselny
    skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd
    ono
    pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał
    pana
    młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre
    wino,
    a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej
    pory.
    Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił
    swoją
    chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
  • iktoto 26.08.10, 22:45
    21. Piątek 2
    1 Kor 1,17–25;
    Mt 25,1–13

    W obu dzisiejszych czytaniach jest mowa o mądrości. W każdym z nich
    jednak pojawia się ona w innym kontekście i jest inaczej rozumiana.
    Przypowieść o pannach mądrych i głupich wskazuje na potrzebę zwykłej
    roztropności i przezorności. Kiedy coś zamierzamy zrobić, musimy
    myśleć o końcu, o celu i aby osiągnąć cel, musimy przygotować
    niezbędne rzeczy. Jeżeli ktoś jedynie spontanicznie myśli o tym, co
    tu i teraz; korzysta tylko z tego, co ma, nie starając się
    przewidzieć, co będzie jutro, postępuje nieroztropnie. Przypowieść o
    pannach mówi o konieczności takiej roztropności w odniesieniu do
    królestwa Bożego. Przypomina ona w tym względzie przypowieść o
    nieuczciwym rządcy. Pochwała, jakiej udzielił mu Pan Jezus,
    dotyczyła właśnie takiej przezorności na przyszłość. Jednak zarówno
    w tej, jak i w tamtej przypowieści roztropność ziemska jest obrazem
    mądrości odnoszącej się do życia wiecznego. Jeżeli prawdziwie o nim
    myślimy, to musimy w naszym życiu tak postępować, aby sobie
    przygotować to, co niezbędne dla tamtego życia. Mądrość polega na
    tym, że w naszych wyborach uwzględniamy ostateczną perspektywę i to,
    co się do niej odnosi, jest dla nas najważniejsze.

    W Liście do Koryntian, w dzisiejszym pierwszym czytaniu, św. Paweł
    głosi natomiast mądrość krzyża w przeciwieństwie do mądrości tego
    świata:

    Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my
    głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a
    głupst­wem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród
    Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mą­drością Bożą
    (1 Kor 1,23n).

    Mądrość ludzka ma swoje granice. Jeżeli pragniemy osiągnąć życie
    wieczne, to ona nie wystarcza. Potrzeba mądrości z góry. Wpierw i
    przede wszystkim trzeba wiedzieć, że mądrym się nie jest, że
    mądrości jedynie szukamy. Mądrość Boża jest zupełnie inna niż nasza.
    Rozpoznać ją można jedynie w głębi serca. Spotyka się ona jedynie z
    mądrością, jaką otrzymaliśmy od Boga przez stworzenie nas na Jego
    podobieństwo. Do tego trzeba mieć pokorę. Doskonale zrozumiał to św.
    Paweł po klęsce, jakiej doświadczył na Areopagu. Mimo wspaniałej
    mowy, kiedy zaczął mówić o zmartwychwstaniu, został wyśmiany. Do
    Koryntu przyszedł głosić mądrość krzyża i zmartwychwstanie
    Chrystusa:

    nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża… Skoro
    bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej,
    spodobało się Bogu przez głupstwo głosze­nia słowa zbawiać wierzących
    (1 Kor 1,17.21).

    Zarówno mądrość panien, jak i mądrość krzyża pochodzą od Boga, a my
    osiągamy ją, gdy wpatrujemy się w Boży zamysł odnoszący się do nas.
    W Eucharystii też zamysł Boży został zapisany i nam przekazany w
    postaci sakramentu.
  • iktoto 28.08.10, 18:44
    Wspomnienie św. Moniki

    (1 Kor 1,17-25)
    Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię,
    i to
    nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka
    bowiem
    krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś
    dla
    nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem: Wytracę
    mądrość
    mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę. Gdzie jest mędrzec?
    Gdzie
    uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg
    głupstwem
    mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w
    mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa
    zbawić
    wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają
    mądrości,
    my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla
    Żydów, a
    głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród
    Żydów,
    jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To
    bowiem,
    co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest
    słabe u
    Boga, przewyższa mocą ludzi.

    (Ps 33,1-2.4-5.10-11)
    REFREN: Pełna jest ziemia łaskawości Pana

    Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
    prawym przystoi pieśń chwały.
    Sławcie Pana na cytrze,
    grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach.

    Bo słowo Pana jest prawe,
    a każde Jego dzieło godne zaufania.
    On miłuje prawo i sprawiedliwość,
    ziemia jest pełna Jego łaski.

    Pan udaremnia zamiary narodów,
    wniwecz obraca zamysły ludów.
    Zamiary Pana trwają na wieki,
    zamysły Jego serca przez pokolenia.

    (Łk 21,36)
    Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed
    Synem
    Człowieczym.

    (Mt 25,1-13)
    Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: Podobne jest
    królestwo
    niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły
    na
    spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć
    roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy.
    Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach.
    Gdy się
    pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy
    rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!
    Wtedy
    powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne
    rzekły
    do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną.
    Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie
    raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł
    pan
    młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi
    zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie,
    panie,
    otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam
    was.
    Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

  • iktoto 28.08.10, 18:45
    21. Sobota 2
    1 Kor 1,26–31;
    Mt 25,14–30



    Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie.
    Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma (Mt 25,29).

    Jest to jedno ze zdań wypowiedzianych przez Pana Jezusa, które
    wzbudza najwięcej kontrowersji. Dlaczego biednemu odbiera się nawet
    to, co ma, a bogatemu dodaje jeszcze do jego bogactwa!? Czyżby w
    królestwie Bożym panowała także taka niesprawiedliwość? To przecież
    sprzeczne z wypowiedzią Pana Jezusa mówiącą o trudnościach bogatych
    w dostaniu się do królestwa Bożego! Czy takie zdanie mógł
    wypowiedzieć Pan Jezus?

    Oderwane od kontekstu przytoczone zdanie wydaje się wyrażać taką
    niesprawiedliwą naukę. O czym jednak mówi wypowiedź Pana Jezusa?
    Niewątpliwie odnosi się ona do Bożego obdarowania kogoś lub
    odebrania mu czegoś. Słowa: „będzie dodane” i „zabiorą” oznaczają po
    prostu, że Bóg odpowiednio doda lub zabierze. Odnoszą się one
    zasadniczo do królestwa Bożego. Ale co będzie zabrane, a co dodane?
    Otóż w przypowieści Pan Jezus mówi dwukrotnie: Byłeś wierny w
    rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego
    pana! (Mt 25,21 i 23). Istnieje wyraźna opozycja pomiędzy „niewielu”
    a „wieloma”. W Ewangelii według św. Łukasza w podobnym kontekście
    Pan Jezus mówi o zarządzie „cudzymi” dobrami i o
    uzyskaniu „własnych”. Odnosi się to do tej samej opozycji: dobra na
    ziemi – królestwo Boże. Dobra na ziemi to „niewiele” i „cudze”, a
    dobra w królestwie Bożym to „wiele” i „własne”.

    Zwróćmy uwagę na fakt, że trzeci sługa nie uczynił niczego złego
    moralnie: nie ukradł własności swego pana, nie oszukiwał, nie
    sprzeniewierzył… Jego „wina” odnosiła się jedynie do braku
    aktywności w zarabianiu pieniędzy. Dlaczego zatem został tak surowo
    potraktowany? Wydaje się, że wiąże się to z relacją, jaka istnieje
    pomiędzy panem i jego sługami. Gdyby relacja była podobna do relacji
    pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, to opisana reakcja pana byłaby
    przesadna. Jeżeli natomiast relacja jest wspólnotą podobną do
    wspólnoty rodzinnej, relacją zaufania i odpowiedzialności za dobra
    swego pana, to brak zatroskania o wzrost tego dobra okazuje się
    zdradą. Bóg, stwarzając człowieka, uczynił go na swój obraz i
    podobieństwo i przekazał mu stworzony świat w zarząd. Związał z
    człowiekiem ogromną nadzieję i dopuścił go do wielkiej zażyłości.
    Stąd brak zatroskania o Boże dobro oznacza zdradę.

    W przypowieści dwaj pierwsi słudzy właśnie z pełnym zatroskaniem,
    bardzo świadomie i aktywnie pracowali na rzecz swojego pana.
    Pragnęli wzrostu jego majątku. Natomiast trzeci bał się swego pana,
    uważając, że jest on niesprawiedliwy. W swojej nadziei był
    skoncentrowany na ocaleniu siebie i swojego dobra. Jedna z
    najczęściej powtarzanych myśli Pana Jezusa mówi: kto chce zachować
    swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu,
    znajdzie je (Mt 16,25). Otóż sługa „zły i gnuśny” był zamknięty w
    lęku o siebie i ocalenie swojego życia. Tym samym jednak, szukając
    szczęścia na własny rachunek, odciął się od swojego pana.

    To, co otrzymaliśmy tutaj na ziemi, jest nam dane jedynie na
    określony czas. Ten czas się kończy, przemija postać tego świata i
    razem z nim wszystko to, co tutaj posiadamy, zostaje nam zabrane.
    Jeżeli swoją nadzieję wiążemy z tym, co przemija, to sami wybieramy
    fatalną nadzieję, skazaną na przegraną. Każdemu z nas, wcześniej czy
    później, zostanie to wszystko zabrane. Ci, którzy przynieśli panu
    zysk, otrzymują od niego „wiele”, czyli dobra należące do królestwa
    Bożego. Trzeci sługa ich nie dostaje, bo do nich naprawdę nie dążył.

    Wcześniej w Ewangelii czytamy przypowieść o „pannach mądrych i
    głupich”. Głupie panny także nie zgrzeszyły moralnie przeciw
    Oblubieńcowi. Nie zdradziły go, nic mu nie ukradły itd. A jednak
    usłyszały na koniec: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was (Mt
    25,12). Czym „zawiniły”? Brakiem oliwy, czyli brakiem myślenia na
    przyszłość, brakiem zatroskania o przyszłość; to świadczyło o tym,
    że oblubieniec nie był dla nich ważny. Coś innego było ważniejsze.
    Wiara musi się wyrazić w konkretnej postawie w życiu na co dzień.
    Jeżeli się nie wyraża autentycznym zatroskaniem o królestwo Boże, to
    znaczy, że jej nie ma, że jest jedynie przeżywana w myśli,
    nierealnie. Przypowieści, zarówno o pannach mądrych i głupich, jak i
    dzisiejsza przypowieść o talentach, są dla nas wskazaniem, abyśmy
    realnie patrzyli na siebie i swoją wiarę. Abyśmy siebie nie
    oszukiwali pozorami. Po owocach rozpoznaje się prawdziwą wartość
    naszego życia wiary.

  • iktoto 28.08.10, 18:53
    Wspomnienie św. Augustyna, biskupa i doktora Kościoła

    (1 Kor 1,26-31)
    Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców
    według
    oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych.
    Bóg
    wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić
    mędrców,
    wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest
    szlachetnie
    urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił
    Bóg, by
    to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło
    wobec
    Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał
    się
    dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i
    odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto
    się
    chlubi.

    (Ps 33,12-13.18-21)
    REFREN: Szczęśliwy naród wybrany przez Pana

    Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
    naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
    Pan spogląda z nieba,
    widzi wszystkich ludzi.

    Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
    na tych, którzy czekają na Jego łaskę.
    Aby ocalił ich życie od śmierci
    i żywił ich w czasie głodu.

    Dusza nasza oczekuje Pana,
    On jest naszą pomocą i tarczą.
    Raduje się w Nim nasze serce,
    ufamy Jego świętemu imieniu.

    (Ef 1,17-18)
    Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca
    swoim
    światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

    (Mt 25,14-30)
    Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Pewien
    człowiek,
    mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój
    majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden,
    każdemu
    według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć
    talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo
    i ten,
    który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który
    otrzymał
    jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po
    dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z
    nimi.
    Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł
    drugie pięć
    i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć
    talentów
    zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w
    rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego
    pana!
    Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie,
    przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł
    mu pan:
    Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad
    wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten,
    który
    otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek
    twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś
    nie
    rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi.
    Oto
    masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny!
    Wiedziałeś,
    że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie
    rozsypał.
    Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie
    byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten
    talent,
    a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma,
    będzie
    dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą
    nawet
    to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w
    ciemności! Tam
    będzie płacz i zgrzytanie zębów.
  • iktoto 28.08.10, 18:46
    22. Niedziela C
    Syr 3,17–18.20.28–29;

    Hbr 12,18–19.22–24a;

    Łk 14,1.7–14;

    Skromność w życiu, choć dzisiaj niemodna, jest bardzo ważna. Dzisiaj
    lansuje się raczej reklamę i promowanie siebie, a w zwykłym życiu
    bardzo mocno jest obecna postawa pretensji i roszczeń. Trudno jednak
    przy nieustannym rozbudzaniu swojego „ja” mówić o mądrości. Mędrzec
    Starego Testamentu mówi: O ile wielki jes­teś, o ty­le się uniżaj, a
    znajdziesz łaskę u Pana (Syr 3,18). Trzeba umieć się uniżyć,
    zamilknąć, powściągnąć swoje żądania i namiętności i zacząć słuchać
    racji innych. Okazuje się, że życie jest bardziej skomplikowane niż
    nasze uproszczone widzenie. Zazwyczaj w naszych sporach z innymi
    ludźmi problem nie polega na sprzeczności, ale na innych sposobach
    patrzenia i na ocenianiu rzeczywistości z odmiennych punktów
    widzenia. Do porozumienia można dojść jedynie wtedy, gdy się dopuści
    do siebie czyjś sposób patrzenia i oceniania rzeczywistości. U
    podstaw takiego patrzenia zawsze stoi jakieś konkretne doświadczenie
    i wynikające z niego obawy lub pragnienia. Kiedy zrozumie się to
    doświadczenie, łatwo można zrozumieć drugiego i jego odmienny sposób
    patrzenia.

    Natomiast tragedią jest, gdy ktoś uważa, że jedynie on ma rację, gdy
    zamyka się we własnej wizji i z uporem się jej trzyma: Na chorobę
    pyszałka nie ma le­kar­stwa, albowiem na­sie­nie zła w nim zapuściło ko­
    rze­nie (Syr 3,28). Takiej postawie towarzyszy zazwyczaj noszenie w
    sobie pretensji do innych przy jednoczesnym usprawiedliwianiu
    siebie. Mędrzec Starego Testamentu mówi wyraźnie w takim przypadku o
    grzechu, który jest przyczyną takiego uporu. Ten upór potrafi
    doprowadzić aż do nienawiści przeciwników w sporze. Dzisiaj
    obserwujemy jakieś niesamowite nasilenie takich postaw w życiu
    publicznym. Jest to niezmiernie smutne i demoralizujące. Nie ma to
    nic wspólnego z Bogiem, który uczy nas miłości nawet nieprzyjaciół.
    Kto wbrew temu postępuje, nie naśladuje Boga, nie staje się Jego
    uczniem.

    Warunkiem pojednania jest wyciszenie swojego nadętego „ja”,
    odrzucenie myślenia w kategoriach pretensji do innych, przebaczenie
    win innych, rozmowa z nimi opierająca się na słuchaniu i pragnieniu
    zrozumienia ich sposobu patrzenia i rozumowania. Początek rozpoczyna
    się od uniżenia siebie: Każdy bowiem, kto się wy­wyż­sza, będzie po­
    niżony, a kto się poniża, będzie wy­wyż­szony (Łk 14,11). Warto
    wiedzieć, że sformułowanie w stronie biernej: „będzie
    poniżony”, „będzie wywyższony” oznacza po prostu, że odpowiednio Bóg
    go poniży lub wywyższy. Nasza relacja do drugiego człowieka posiada
    bezpośrednie konsekwencje w naszym odniesieniu do Boga i Boga do
    nas.

    W relacji do Boga absolutnym fundamentem jest prawda o tym, że nam
    się nic nie należy. Wszystko, cokolwiek od Niego otrzymujemy, jest
    czystym darem i dlatego nie możemy mieć żadnych pretensji z powodu
    tego, że czegoś nie otrzymaliśmy, nie możemy mieć żadnych roszczeń.
    Tylko wtedy, gdy cokolwiek przyjmujemy od Niego jako dar, staje się
    to dla nas czymś, co nas buduje. Inaczej właściwie tracimy to już w
    momencie, gdy otrzymujemy. Skromność i pokora umożliwiają nam
    prawdziwe życie. Ta zasada jest prawdziwa już w relacjach bliskości,
    takich jak małżeństwo, przyjaźń. Ale w pełni staje się prawdą w
    wymiarze ostatecznym. Autor Listu do Hebrajczyków pisze w nawiązaniu
    do objawienia się Boga na Synaju:

    Nie przystąpiliście do dotykalnego i pło­ną­ce­go og­nia, do mgły, do
    ciemności i burzy ani też do grzmią­cych trąb i do takiego dźwięku
    słów, iż wszy­s­cy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mó­wił
    (Hbr 12,18n).

    Kiedy stajemy przed Bogiem, to nie stajemy przed grozą potęgi, która
    można nas zniszczyć, nie przed sędzią, który bezwzględnie osądza
    wszystkich.

    Wy na­to­miast przystąpiliście do góry Syjon, do mias­ta Boga ży­ją­ce­go,
    Jeruzalem niebieskiego, do nie­zliczonej liczby anio­łów, na uroczyste
    zebranie, do Kościoła pierworodnych, któ­rzy są zapisani w nie­
    biosach, do Boga, który sądzi wszys­tkich, do du­chów sprawiedliwych,
    które już doszły do celu, do po­średnika Nowego Testamentu, Jezusa
    (Hbr 12,22–24).

    Wchodzimy we wspólnotę, która żyje przed obliczem Boga w radości
    dzieci, które cieszą się samym istnieniem. W ich radości zawiera się
    wdzięczność za ten nieoceniony dar. Życie jawi się jako wielki
    niezasłużony dar i radość z tego obdarowania. Nie ma w nim miejsca
    na żadne narzekanie, pretensje i żale.
  • iktoto 29.08.10, 14:26
    XXII niedziela zwykła

    (Syr 3,17-18.20.28-29)
    Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy,
    będzie
    cię miłował. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz
    łaskę u
    Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa
    chwalony. Na
    chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim
    zapuściło
    korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza
    jest
    pragnieniem mędrca.

    (Ps 68,4-7.10-11)
    REFREN: Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz

    Sprawiedliwi cieszą się i weselą przed Bogiem,
    i rozkoszują radością.
    Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu,
    cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie.

    Ojcem sierot i wdów opiekunem
    jest Bóg w swym świętym mieszkaniu.
    Bóg dom gotuje dla opuszczonych,
    jeńców prowadzi ku lepszemu życiu.

    Deszcz obfity zesłałeś, Boże,
    Tyś orzeźwił swoje znużone dziedzictwo.
    Twoja rodzina, Boże, znalazła to mieszkanie,
    które w swej dobroci dałeś ubogiemu.

    (Hbr 12,18-19.22-24a)
    Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do
    ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku
    słów, iż
    wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy
    natomiast
    przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem
    niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie,
    do
    Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga,
    który
    sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do
    celu, do
    Pośrednika Nowego Testamentu - Jezusa.

    (Mt 11,29ab)
    Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy
    i
    pokorny sercem.

    (Łk 14,1.7-14)
    Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w
    szabat
    spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym
    przypowieść,
    gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do
    nich:
    Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by
    czasem
    ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas
    przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca;
    i
    musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz
    zaproszony,
    idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie
    ci:
    Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec
    wszystkich
    współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony,
    a kto
    się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił,
    rzekł: Gdy
    wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani
    braci,
    ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie
    zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś
    ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy,
    ponieważ
    nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy
    zmartwychwstaniu sprawiedliwych.
  • iktoto 30.08.10, 21:34
    22. Wtorek 2
    1 Kor 2,10b–16;
    Łk 4,31–37



    Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego (1 Kor 2,10).

    Jedynie duchem można naprawdę rozpoznać sprawy duchowe. W Liście do
    Koryntian św. Paweł mówi o ogromnym darze, jaki otrzymaliśmy przez
    chrzest i bierzmowanie. Tym darem jest Duch Prawdy, który daje nam
    przystęp do całej prawdy sięgającej nawet głębokości Boga samego.
    To, co zapowiedział Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, zostało
    nam dane przez dar Ducha Świętego.

    Jednocześnie to obdarowanie powoduje pewną samotność, bo ci, którzy
    są ze świata, to znaczy żyją tym, co daje świat i poza horyzont
    świata nie wyglądają, nie są w stanie zrozumieć pełnej prawdy:

    Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha.
    Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem
    można to rozsądzić (1 Kor 2,14).

    Stąd wyśmianie przez ludzi ze świata tych, którzy autentycznie
    wierzą. Samo wyśmianie nie jest największym bólem. O wiele
    trudniejsze jest do przyjęcia to, że znając zamysł Boży, wiedząc,
    jakie nieszczęście grozi wszystkim, którzy ignorują Boże słowo i nie
    wierzą, nie możemy tego zmienić, nie mamy przystępu do ludzi ze
    świata, aby im odsłonić prawdę. Natomiast ludzie światowi łatwo
    wpływają na całe rzesze innych i nawet cały świat idzie za ich
    pomysłami, które często niosą za sobą tragedie. Moralna rozwiązłość
    lansowana publicznie niesie ze sobą ogromne spustoszenie i
    zniszczenie człowieka. Dzisiaj widoczna jest także katastrofa
    ekologiczna, wywołana brakiem jakiegokolwiek opanowania, żądzą
    posiadania jak najwięcej i nieograniczonego korzystania z dóbr.

    Nie należy jednak utożsamiać wierzących z ludźmi przynależnymi do
    Kościoła, a ludzi cielesnych z wszystkimi innymi. Niestety, bywa
    tak, że ludźmi cielesnymi są chrześcijanie, którzy nawet bardzo
    podkreślają, że są wierzący, a wielu poza Kościołem ma bardzo
    głębokie wyczucie Ducha, nie wiedząc może nawet, że jest to Duch
    Święty.

    Sprawa jeszcze jest o tyle bardziej złożona, że nawet, jak to
    przedstawia scena z Ewangelii, złe duchy są w stanie
    rozpoznać „Świętego Bożego”, ale niestety nie prowadzi to ich do
    zbawienia. Widać, istnieje w nich jakieś wcześniejsze, głębokie
    zdecydowanie przeciw Niemu. Posiadają one także siłę, która
    przerasta nasze ludzkie zdolności. Potrafią tą siłą wielu fascynować
    i zwodzić. Pan Jezus każe złemu duchowi milczeć, aby nie mówił, kim
    On jest. Okazuje się, że można mieć złego ducha, który rozpoznaje co
    prawda Syna Bożego, ale nie jest w stanie wniknąć w głębokości Boga
    samego i nie potrafi zobaczyć Jego miłości, która daje życie.
    Reakcją złego ducha na Bożą obecność jest lęk o siebie, o zgubę:
    Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas
    zgubić? (Łk 4,34). Natomiast, jak widzimy to w różnych scenach, Pan
    Jezus nigdy niczego nie niszczy, nawet złych duchów. Każe im tylko
    wyjść z człowieka. Kiedy Go prosiły, pozwolił im nawet wejść w
    świnie (zob. Łk 8,32n).

    Wydaje się że właśnie brak agresji jest jednym z czynników
    odróżniających ducha dobrego od złego. Podobnie wrażliwość na biedę
    drugiego człowieka charakteryzuje tych, którzy żyją według Ducha
    Bożego. Bóg bowiem nie chce śmierci nikogo, ale pragnie, by się
    nawrócił i żył. Po takim nastawieniu można rozpoznać ludzi Ducha.


  • iktoto 01.09.10, 10:24
    (1 Kor 2,10b-16)
    Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z
    ludzi zna
    to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i
    tego,
    co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż myśmy nie otrzymali
    ducha
    świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A
    głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni
    przez
    Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek
    zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem
    mu się
    to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to
    rozsądzić.
    Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie
    jest
    sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My
    właśnie
    znamy zamysł Chrystusowy.

    (Ps 145,8-14)
    REFREN: Pan sprawiedliwy na wszystkich swych drogach

    Pan jest łagodny i miłosierny,
    nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
    Pan jest dobry dla wszystkich,
    a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

    Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
    i niech Cię błogosławią Twoi święci.
    Niech mówią o chwale Twojego królestwa
    i niech głoszą Twoją potęgę.

    Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę
    i wspaniałość chwały Twojego królestwa.
    Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
    przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.

    Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
    i we wszystkich dziełach swoich święty.
    Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
    i podnosi wszystkich zgnębionych.

    (Łk 7,16)
    Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

    (Łk 4,31-37)
    Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w
    szabat.
    Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w
    synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on
    krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie
    Nazarejczyku?
    Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus
    rozkazał
    mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek
    i
    wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to
    wszystkich w
    zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą
    rozkazuje
    nawet duchom nieczystym, i wychodzą. I wieść o Nim rozchodziła się
    wszędzie po okolicy.
  • iktoto 01.09.10, 10:25
    22. Środa 2
    1 Kor 3,1–9;

    Łk 4,38–44



    Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie
    jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? (1 Kor 3,3).

    Okazuje się, że nie wystarczy zostać chrześcijaninem, zostać
    ochrzczonym, przyjąć dar Ducha Świętego, aby stać się człowiekiem
    duchowym. To wszystko są początki, zadatki, w których w istocie
    zawiera się wszystko, ale aby to wszystko stało się w pełni naszym
    udziałem, musimy współpracować z łaską, musimy wnikać w głębię
    naszego powołania i konsekwentnie iść drogą wskazaną przez
    Ewangelię. Okazuje się przy tym, że podobnie jak u Koryntian stale
    jeszcze drzemią w nas namiętności i lęki, które przeszkadzają w
    drodze do pełnego poznania prawdy i upodobnienia się do Chrystusa.
    Paweł musi Koryntianom uświadomić, że niewiele znaczą ludzkie
    sympatie wobec Ewangelii, która powinna być zasadniczą prawdą życia.
    Głosiciele są jedynie sługami słowa, i nie mogą koncentrować innych
    wokół siebie. Raczej powinni się uzupełniać w posłudze. Natomiast
    liczy się jedynie Bóg, do którego wszyscy zmierzamy niezależnie od
    tego, kto był głosicielem słowa Bożego, jakiego słuchaliśmy. Każdy z
    nas sam musi usłyszeć słowo od Boga do niego skierowane. Słudzy
    słowa jedynie mogą pomóc nam je odkryć, ale ich wykładnia powinna
    nam tylko to słowo przybliżyć, uczynić je dla nas bardziej żywym.

    Natomiast obecność w nas zawiści i niezgody świadczy o tym, że
    ciągle jesteśmy na poziomie człowieka cielesnego. Obawiam się, że
    dotyczy to nas wszystkich. Ważne jest jednak, czy sobie z tego
    zdajemy sprawę, czy nie. Najgorsze jest mniemanie o swojej
    porządności z całkowitym brakiem umiejętności zobaczenia własnych
    wad, szczególnie gdy one wychodzą bardzo wyraźnie w relacjach z
    innymi. Zazwyczaj każdy uważa, że ma rację w sporze z innymi, i
    dlatego trudno nam rozstrzygnąć o tym, kto naprawdę ma słuszność.
    Może to zrobić ktoś niezależny. Natomiast zawiść i złość są
    uczuciami stosunkowo łatwymi do uchwycenia w sobie. Może trudne jest
    to w momencie emocjonalnego rozbudzenia, ale później nieco, w chwili
    refleksji, jeżeli jesteśmy uczciwi, nie powinno być specjalnie
    trudno je w sobie zauważyć. A to wystarcza do uświadomienia sobie
    naszej niedoskonałości. Z kolei ta świadomość powinna nas uczyć
    pokory, która przybliża do prawdy i daje autentyczny wzrost duchowy.
    Najważniejsza jest zatem uczciwość wobec siebie samego w odniesieniu
    do tego, co przeżywamy.

    Ewangelia dobrze ukazuje, jaka jest pedagogia Boga względem nas. Pan
    Jezus uzdrawia i wypędza złe duchy. To bardzo mocno działa na ludzi,
    którzy najbardziej boją się choroby i śmierci. Jednak dla Jezusa
    uzdrowienia są jedynie znakami, które uwiarygodniają Jego naukę.
    Ludzie natomiast chcieliby stale otrzymywać od Niego bezpieczeństwo
    w postaci uzdrowienia i ochrony przed złymi duchami. Pan Jezus
    odchodzi od nich, mówiąc:

    Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo
    na to zostałem posłany (Łk 4,43).

    Jego posłaniem było głoszenie Ewangelii o królestwie Bożym. Aby ją
    przyjąć, trzeba wyjść poza myślenie oparte na kryteriach tego
    świata, choćby najbardziej pobożne, ale kierujące się panującymi
    opiniami. Trzeba zawierzyć prawdzie o Bogu, który przychodzi do nas
    w postaci swojego Syna, aby nas zbawić. Zawierzenie tej prawdzie
    przynosi prawdziwe życie, które nie ogranicza się jedynie do
    uzdrowienia na jakiś czas, ale daje udział w życiu wiecznym w
    komunii Trójcy Świętej.
  • iktoto 02.09.10, 15:14
    22. Czwartek 2
    1 Kor 3,18–23;

    Łk 5,1–11

    Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł
    mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga (1 Kor 3,18n).

    Mówi się, że Pan Bóg w jednym jest niewątpliwie sprawiedliwy: każdemu dał dostatecznie dużo
    mądrości, bo nikt nie narzeka na jej brak.

    Święty Paweł natomiast mówi, że jeżeli uważamy się za mądrych na tym świecie, to trzeba nam
    stać się głupimi, aby mądrość zdobyć. Przy wskazanym przez cytowane powiedzenie nastawieniu
    jest bardzo trudno uznać się za głupiego. I tak w istocie jest. Wewnętrzna ambicja bycia mądrym
    albo lęk o to, by nie być uznanym za głupiego, powodują, że nie idziemy za radą Pawła. Byli jednak
    ludzie, którzy poszli za tą radą i stawali się głupimi dla świata. Do takich należeli mnisi. Przynajmniej
    tak było na początku. W Kościele był szczególny typ świętego, tak zwanego szaleńca Bożego, który
    zachowywał się jak szalony człowiek, zazwyczaj po to, by inni ludzie, uważając go za szaleńca, dali
    mu spokój. Niemniej taki szaleniec Boży miał ogromny dar słowa i moc czynienia cudów.

    W radzie św. Pawła nie chodzi jednak zasadniczo o takie dosłowne „stanie się głupim”, ale o
    wewnętrzne uznanie prawdy o swojej niezdolności do pełnego zrozumienia świata i Bożego
    zamysłu. Jedynie wówczas stajemy się otwarci na to, by od Boga przyjmować naukę i poddać Mu
    się, aby Jego mocą dokonało się w nas to, co się ma dokonać. Sami jesteśmy w stanie jedynie
    sobie wewnętrznie zaszkodzić. Natomiast zazwyczaj stale chcemy wszystko kontrolować,
    przynajmniej własną świadomością i wiedzą, nie pozwalając w ten sposób działać Bogu. Dlatego
    potrzeba nam zazwyczaj jakiegoś mocnego doświadczenia. Może przyjąć ono różny kształt. W
    Ewangelii opisana jest scena cudownego połowu ryb, który zdumiał prostych rybaków. Było to dla
    nich doświadczenie wskazujące, że oto mają do czynienia z Kimś wielkim. Dlatego Piotr pada na
    kolana przed Jezusem, mówiąc: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (Łk 5,8).
    Dopiero cud spowodował inne spojrzenie na świat i rzeczywistość. Wezwanie Pana Jezusa, aby
    poszli za Nim, uczyniło z rybaków innych ludzi.

    Jezus powołał prostych rybaków, a nie uczonych w Piśmie, uczniów szkół rabinicznych czy innych. Z
    powołanych przez Jezusa uczonym był jedynie Paweł, który dokonał ogromnego dzieła. Niemniej
    większość powołanych to prości ludzie, którymi uczeni gardzili. Być może, stało się tak, gdyż o wiele
    łatwiej było ich nauczyć tej mądrości z góry niż uczonych, którzy mieli wysokie mniemanie o swojej
    mądrości. Zresztą i tak uczniowie musieli przejść szkołę mądrości, która stała w sprzeczności z tym,
    co obowiązywało na świecie. Mieli ku temu dużo okazji podczas całego czasu nauczania Pana
    Jezusa, a szczytem tej szkoły było uwięzienie Pana, sąd nad Nim, upokorzenie, męka i śmierć
    haniebna na krzyżu. Zrozumieli to dopiero, gdy otrzymali mądrość z góry – Ducha Prawdy, który
    przychodzi jedynie do tych, którzy Go pragną i są w stanie przyjąć takim, jakim jest. Do tego
    potrzeba prostoty i pokory.


  • iktoto 03.09.10, 07:39
    3.09. – Świętego Grzegorza Wielkiego, papieża
    2 Kor 4,1–2.5–7

    Łk 22,24–30



    Władza jako służba to piękna idea, ale jednocześnie bardzo trudna do realizacji. Sama idea jest
    mocno zakorzeniona w naszej europejskiej kulturze. Ci, którzy rządzą, nazywają się ministrami, czyli
    sługami, ale trudno dostać się do takiego sługi, a jak już ktoś się dostanie to głęboko się przed
    panem ministrem kłania! Każdą ideę można całkowicie przekręcić. I tak się dzieje, dopóki nie nastąpi
    odkrycie całkowicie innego oceniania siebie, innych i dobra, jakiego się oczekuje. Jeżeli służba będzie
    jedynie naszą ideą, czymś, do czego sami musimy dochodzić, to zawsze władza, która daje poczucie
    siły i wielkości, nas w końcu zdominuje. I tak, niestety, najczęściej się dzieje z ludźmi, którzy zdobyli
    władzę. W naszym społeczeństwie istnieje głęboki rozziew pomiędzy tym, co przedstawiamy jako
    ideał, a prawdziwymi wartościami, według których żyjemy.

    Pan Jezus rozumie ten głęboko zakorzeniony w człowieku mechanizm. Dlatego stara się wskazać
    nam inną zasadę życia. Ale to, co najważniejsze w Jego orędziu, to nie głoszone zasady, ale On sam
    i przykład Jego postępowania:

    Któż bowiem jest większy? Czy ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi
    za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jak ten, kto służy (Łk 22,27).

    Przykład przestaje być ideą, ale staje się żywym, osobistym wezwaniem. Mówimy, że słowa
    pouczają, ale przykład pociąga. Tylko w życiu konkretnego człowieka można zobaczyć prawdę i sens
    służby. Ostatecznie jednak odsłania je nie sam gest uniżenia, który mógłby być szalonym protestem
    wobec dominującej na świecie żądzy władzy, być jakimś krzykiem rozpaczy, ale zmartwychwstanie,
    które objawia zwycięstwo życia według głoszonej przez Pana Jezusa zasady. Osiągnął je Ten, który
    stał się posłuszny aż do śmierci na krzyżu, który wytrwał w postawie służby do końca i, jak pisze
    autor Listu do Hebrajczyków, został wysłuchany dzięki swej uległości (Hbr 5,7). W pierwszym
    czytaniu z Listu do Koryntian św. Paweł pisze o objawieniu się prawdziwego życia na obliczu
    Chrystusa:

    Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych
    sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa (2 Kor 4,6).

    Ani w życiu ziemskim Pana Jezusa, ani w Jego nauczaniu służba nie była zewnętrznym wymogiem
    stawianym nam ze względów ascetycznych, czymś, co trzeba przetrzymać przez jakiś czas, aby
    potem można było osiągnąć pozycję, która nie wymagałaby z naszej strony służby. Służba jest Jego
    stałą postawą i zmartwychwstanie wcale tej postawy nie zmienia. Dzisiejsze czytania, i nie tylko
    one, ukazują zaskakującą logikę Bożego działania: kiedy mamy w sobie postawę sługi, Bóg może w
    nas prawdziwie działać, kiedy jej brak, nie pozwalamy Mu w nas działać, czyli nam służyć. Postawa
    służby stanowi z naszej strony otwarcie na Boże działanie. Można by powiedzieć paradoksalnie:
    Trzeba stać się sługą, aby Bóg mógł nam służyć. To odkrycie dopiero pozwala prawdziwie przyjąć
    postawę służby nie jako coś wymuszonego, ale jako szansę na osiągnięcie prawdziwego życia.



    22 piątek 2
    1 Kor 4,1–5

    Łk 5,33–39

    Nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie
    usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią (1 Kor 4,3n).

    Nasza droga do Boga jest misterium. Sami niewiele o niej wiemy. Znamy swoje decyzje, ale ich
    prawdziwe motywy są dla nas samych ukryte w sercu, a dostęp do niego ma jedynie Duch Święty.
    Nasze motywy zwykle są złożone, a często pokręcone. Staramy się ukrywać przewrotne myśli
    nawet przed samymi sobą tak, że dziwimy się, gdy nam ktoś je wprost nazywa. Istnieje w nas
    bardzo mocny mechanizm obronny starający się usprawiedliwić lub nawet zaprzeczyć ewentualne
    złe zamiary. Dlatego nie możemy sami siebie osądzić. Jedynym sędzią jest Pan. Nawet nasze włas­ne
    sumienie może być zaślepione na tyle, że się nie odzywa albo my sami jesteśmy na tyle głusi na
    jego głos, że nie słyszymy jego napomnień. Wszystko ostatecznie się rozstrzygnie na sądzie, gdy
    cała praw­da zostanie odsłonięta.

    Póki co mamy iść za Chrystusem jak uczniowie. Na ile to jest możliwie szczerze mamy podejmować
    Jego wezwania i Go naśladować. On jest Prze­wodnikiem, Drogą i Drogowskazem. W Ewangelii
    faryzeusze i uczeni w Piśmie zapytali Pana Jezus o brak postu Jego uczniów. Taka praktyka od
    wieków należała do dobrych czynów duchowych: modlitwa, post i jałmużna. Pan Jezus nie ma
    niczego przeciw postom, jedynie wskazuje na szczególną sytuację Jego uczniów: jest to czas
    wyjątkowy, czas we­sel­nych godów, bo Oblubieniec – Mesjasz jest obecny pośród nich. Obraz
    Oblubieńca i weselnych godów był wówczas jednoznacznie odnoszony do Mesjasza, którego
    wówczas Żydzi oczekiwali. Było to czas szczególnej obecności Boga wśród swojego ludu. Za taki
    czas uważano wyjście z Egiptu i wędrówkę Izraela przez pustynię. Bóg był wówczas obecny pośród
    swego ludu w postaci słupa ognia i dymu, a potem także przez arkę przy­mie­rza. Pan Jezus
    wskazywał na siebie i swoje przebywanie wśród uczniów jako na czas weselnych godów. I
    rzeczywiście ta bliskość Boga w Osobie Jezusa zostanie przypieczętowana przymierzem w Jego krwi
    wylanej na krzyżu. Wtedy przyszedł czas na zwykłe praktyki religijne z postem. Sam post jest
    znakiem pokuty i oczekiwania na przebaczenie, czyli czegoś, co prowadzi do prawdziwego
    spotkania się z Bogiem i Jego miłosierdziem. Kiedy przyszedł czas objawienia się pełnej miłości Boga
    do ludu przez obecność Syna, który przyszedł aby przynieść zbawienie – czego symbolem jest
    uczta weselna – post nie ma sensu.

    Natomiast druga część dzisiejszej Ewangelii mówiąca o nowym ubraniu i nowym winie wskazuje na
    to, że dawna praktyka trzymania się Prawa traci swój sens. Nowe ubranie i nowe wino to nowe
    praktyki religijne uczniów Jezusa. Wino w sposób szczególny wskazuje na Ducha Świętego,
    który „wieje kędy chce” i nie można Go zamknąć w ciasnych ramach Prawa. Nie da się
    także „poprawić” samego Prawa na tyle, żeby można było się go już teraz ściśle trzymać i w ten
    sposób iść drogą Ewangelii. Ewangelia wymaga nowego ubrania, nowego sposobu podejścia do
    rzeczywistości, potrzebuje metanio, przemiany serca. Bez niej, właściwie nic się nie zmienia. Święty
    Paweł mówi, że łaską jesteśmy zbawieni, a nie przez trzymanie się Prawa. Łaską, to znaczy mocą
    Ducha Świętego, który został nam dany. On prowadzi nas do pełni poznania i życia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka