Dodaj do ulubionych

Aborcja, a co potem?

03.01.11, 01:38
Czytam wasze posty, przypomina mi się moja historia. Może będzie to dla kogoś dobrym ostrzeżeniem.

Ciąża. Jak to możliwe? Zdenerwowanie, chęć jak najszybszego pozbycia się problemu, poprawienia swojego życia. Tak było ze mną. Znaleźć lekarza który przepisze tabletkę na prawdę nie jest trudno. Połknąć, i po zabiegu. Zaraz po wszystkim - uczucie ulgi, zadowolenie, przecież to nie było nic takiego 5-6 tydzien ciąży, to nawet nie był płód tylko embrion. Uff jaka ulga... tak mi się wydawało.

Dziewczyny! Wcale nie jest tak łatwo. Problem nie znika. Teraz, po 5! latach, ciężko mi patrzeć na małe dzieci, cieszyć się czyimś macierzyństwem, trudno mi dzielić się swoją cielesnością. W środku mam jakąś zadrę, skazę, która mnie męczy i wypomina mi o tym.

Wiem, że ciąża, dziecko, może komuś zniszczyć plany, które runą niczym domek z kart. Że nie każda kobieta, mężczyzna, są na to gotowi. Ale warto podjąć to wyzwanie - jeżeli pozwala na to zdrowie, fizyczne, psychiczne, status materialny. Nawet wbrew innym, często bliskim osobom. Zastanówcie się dwa razy, bo niekiedy sumienia nie da się łatwo zagłuszyć. Przynajmniej mojego.
Edytor zaawansowany
  • twoj_aniol_stroz 03.01.11, 09:17
    Przykro mi, że to przeszłaś... Współczuję tego bólu, który wyłazi w najmniej oczekiwanym momencie... Tę zadrę, która w Tobie siedzi można wydłubać, tyle, że jak to z taką zadrą, najpierw uwiera i przeszkadza, a gdy wyjmujemy to jednak trochę boli. Dopiero potem czujemy ulgę i powoli zaczyna się goić miejsce, gdzie była zadra. Z aborcją jest tak samo, tylko ból silniejszy, ale ogromnym pocieszeniem jest to, że da się to poukładać, można zacząc na nowo cieszyć się życiem smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • protozoa 03.01.11, 16:53
    Jestem lekarzem. 2 razy w życiu miałam aborcję. 2 razy legalnie. Po raz pierwszy na studiach ( zaszłam w ciążę z moim obecnym mężem - wtedy chłopakiem). Nie chciałam miec wtedy dzieci. Nie miałam warunków, studiowałam, nie byłam przygotowana ani psychicznie ani ekonomicznie. Aborcja w końcu lat osiemdziesiątych była w Polsce legalna i na życzenie.
    Po kilku latach urodziłam bliźniaki - dzis chłopcy sa na studiach. I przed 2 laty......niespodzianka. Na wakacjach na drugiej półkuli znów niechciana ciąża. Byłam po czterdziestce, spełniona pod względem macierzyństwa, nie chciałam wchodzić w pieluchy, odchowane dzieci, inne plany. Wspólnie z mężem zdecydowalismy się na aborcję. Wybór świadomy, przemyślany. Ciążę usunęłam poza granicami Polski, w kraju, w którym mozna to zrobic legalnie.
    Nie miałam i nie mam wyrzutów sumienia.
    Nic mnie nie gryzie.
    Nie mam koszmarów ani niczego podobnego.
    I nie mam czego zagłuszać.
    Wydaje mi się, że problem syndromu postaaborcyjnego jest podsycany przez same zainteresowane.
  • 11.jula 03.01.11, 18:29
    protozoa napisała:
    > Wydaje mi się, że problem syndromu postaaborcyjnego jest podsycany przez same z
    > ainteresowane.

    Masz rację tylko wydaje ci się.
  • mama.rozy 03.01.11, 19:07
    i wszystkim zainteresowanym tak bardzo zależy?ciekawe dlaczego?pewnie mają płacone od każdego postu pro life...
    i jako lekarz złamała Pni przysięgę Hipokratesa,którą pewnie Pani składała.dziecko przed narodzeniem często jest pacjentem.któremu według kodeksu moralnego ma Pani służyc,a nie szkodzic.
    i skoro nie ma Pani problemu z powodu swoich zbitych dzieci,to po co Pani wchodzi na forum,gdzie znajdują się kobiety szukające pomocy?starszym chorym też Pani proponuje takie fajne rozwiązania?z Pani podejściem do zycia współczuję Pani pacjentom.i życzę im zdrowia.
    --
    www2.teologiapolityczna.pl/index.php
  • protozoa 04.01.11, 12:27
    1. Uprawiają samobiczowanie i jesli młoda dziewczyna słyszy wokół teksty, ze jest morderczynia itd, a do tego jest wszechobecna ideologia kościoła to mamy to co mamy.
    2. Przysięgi Hipokratesa się nie składa od chyba półwiecza albo i lepiej. Jest natomiast PRZYRZECZENIE LEKARSKIE.
    3. Nie złamałam przyrzeczenia lekarskiego, które jest dla mnie wiążące
    4. Nie zabiłam "dzieci" tylko usunęłam ciążę. Jest róznica. Zasadnicza.
    5. Na forum weszłam z ciekawości i znalazłam je przez przypadek
    6.Większą pomocą jest uświadomienie, że kobieta dokonująca aborcji nie musi miec wyrzutów sumienia, może wieść normalne życie, cieszyć sie nim, korzystać itd niż wywoływanie wyrzutów sumienia i nazywanie jej morderczynią
    7.Tak się składa, że uratowałam setki chorych, w tym całkiem sporo tzw. beznadziejnych. Więc znów pudło
    8. Jednak w pewnych sytuacjach jestem ZA EUTANAZJĄ. Jest ona w Polsce zakazana więc problemu nie ma. Jednak każdy kto widzi chorych w stanie terminalnym, męczących się i nie jest bezmyslną kukłą wie, że wutanazja nie jest bezsensowna.
    9. Moi pacjenci bardzo mnie lubią, cenią i walą drzwiami i oknami. Np. dziś wyszłam po dyżurze zamiast o 9.00 o 11.00. A wielu zdrowie zawdzięcza właśnie mnie.smile
  • mama.rozy 04.01.11, 13:39
    1.no i tym razem pudło,akurat jestem pielęgniarką paliatywną i jakoś daleko mi do eutanazji chorych terminalnie.a przeszło ich przez moje ręce w czasie pracy pewnie ponad 200
    2.no ja się domyślam,że usunęła Pani ciążę,a nie dziecko.jak przeciez można zabic dziecko.w pierwszych stadiach rozwoje najpierw jesteśmy chomikiem,albo złotą rybką.to Pani,jako lekarka,wie z całą pewnością.
    3.myślałam,że to była przysięga Hipokratesa.bo w tamtych czasach nie było USG ani takiej wiedzy o życiu prenatalnym człowieka,tłumaczyłoby Pani nieznajomośc tego tematu.
    4.tak bardzo chwali się Pani na forach swoim wykształceniem,znajomością języków...
    a jednak zaszła Pani w ciążę,chociaż tego nie chciała...to chyba jakieś wiedzy Pani brakuje...
    5.jest drugie forum(aborcja obiektywnie),gdzie,w przeciwieństwie do tego,moze Pani napisac,że zabiła setkę dzieci.i może nawet Pani nagrodę dostanie.
    na tym forum staramy sie pomóc,nie dobic
    --
    www.kresy.pl/
  • faun1512 03.01.11, 20:20
    Nie bardzo rozumiem, w jakim celu zamieszczasz post na tym forum, skoro on nic nowego nie wnosi. Nikt nigdy nie twierdził przecież że wszystkie bez wyjątku kobiety po aborcji dotyka syndrom. To zależy od wrażliwości człowieka, systemu wartości, wyznawanych zasad itp. itd. Jest oczywistą prawdą, że dla sporej grupy osób jedynym kryterium postępowania w życiu jest własne wygodnictwo, więc poza tym niczym się nie przejmują, uważając że mają do tego prawo. A w razie jakichkolwiek wątpliwości czy nawet delikatnych wyrzutów sumienia zawsze potrafią znaleźć dla siebie odpowiednie usprawiedliwienie i dalej beztrosko żyć.
    Skoro żyje Ci się dobrze, to gratuluję, ale jednocześnie cieszę się, że nie wszyscy mają takie „trzeźwe” (tj permisywistyczne) podejście dożycia. Jesteś chyba niesamowicie skoncentrowana tylko na własnej osobie, skoro zamieszczasz taką „odkrywczą” myśl:
    > Wydaje mi się, że problem syndromu postaaborcyjnego jest podsycany przez same zainteresowane.

    Zatem zrewanżuję się też „odkrywczą” myślą: To że Tobie się coś nie zdarza, wcale nie oznacza, że nie może się zdarzyć komu innemu. Są kobiety mające dużo większą niż Ty wrażliwość zewnętrzną i tym samym mniej „impregnowane” sumienie niż Twoje… Dla których życie to coś więcej niż tylko realizowanie ideologii życiowej dżdżownicy (tj dążenie do przyjemności i unikanie cierpienia). Ale jeśli człowiek nie patrzy dalej, niż czubek własnego nosa, to nie ma szans by to zauważył
    Pozdrawiam, a jednocześnie mam nadzieję że los mnie oszczędzi i nigdy nie zostanę Twoim pacjentem...
  • protozoa 04.01.11, 12:34
    Jak już jesteśmy przy odkrywaniu prawd "odkryję" kolejną - nic dobrego nigdy nie wychodzi z wymęczonego poświęcenia. I jeśli kobieta z jakichkolwiek względów nie chce mieć dziecka czy kolejnych dzieci, bo za wcześnie, za późno, nie z tym, pieniędzy za mało itd to pozwólmy jej decydować.
    Tak wygodnictwo w zyciu jest ważne, każdy jest wygodni, jednak nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. Podobnie jak każdy człowiek, poza skrajnymi osobami o skłonnościach masochistycznych, dązy do przyjemności i unika cierpienia.
  • mama.rozy 04.01.11, 13:50
    o jak fajnie.to może w ramach unikania cierpienia przestaniemy szczepic dzieci?wie Pani,jak noworodki się drą przy pobieraniu krwi z pięty?na pewno z przyjemnością by tego uniknęły.
    egoista szuka swojego szczęścia kosztem innych.nie masochista.
    sama jest Pani matką i wątpię,żeby małą Pani życie usłane różami.dzieci to szczęście,owszem.gdyby posiadanie ich oznaczało dla kobiety samo cierpienie,szybko byśmy wyginęli.a jednak się rozmnażamy,rodzimy,dorastamy,starzejemy i umieramy.na tym polega nasze życie.czasem z jakichś powodów cierpimy,chociażby dlatego,że nas ktoś zawiódł.
    jak człowiek podejmuje współżycie,musi liczyc się z tym,że może dojśc do poczęcia.w końcu tak się rozmnażamy(jeszcze).bo w końcu jak zaczniemy decydowac,kto może się urodzic,to może pozwólmy tylko zdrowym dzieciom,najlepiej brunetom,z pięcioma palcami u wszystkich kończyn.po co się mamy ograniczac?
    niczego Pani nigdy nie robiła z wysiłkiem?na nic nie musiała zapracowac?zawsze tak wygodnie było?
    --
    www.boniowka.pl/
  • nowako-wa 04.01.11, 14:34
    Ubolewam nad Twoim podejściem do życia, bo też długo żyłam z poczuciem ,że super decyzję podjęłam nie decydując się urodzić...
    I jestem wdzięczna że przyszło opamiętanie i zrozumienie czym jest aborcja....
    Z takim podejściem hedonistycznym do życia nigdy nie zrozumiesz kobiet które cierpią....
    I mam nadzieję ,że zdążysz jednak przed śmiercią zmienić zdanie....
    A jeśli "nie umieramy" jak wytłumaczysz że dziecka nie zabiłaś? Tylko co? zlep komórek? Nigdy Ci się nie zdaża pomyśleć- co by było gdyby?
    Punkt widzenia zmienia się w zależnosci od siedzenia- a gdyby urodził Ci się upośledzony wnuk? Eutanazja?

    Ps. Gdybyś wiedziała ile dobra można miec z wymęczonego poświęcenia....są ludzie którzy sie na to dobrowolnie godzą...
    --
  • protozoa 04.01.11, 17:27
    A mnie jest z tym dobrze! Gdybym nie zdecydowała się na aborcje miałabym prawdopodobnie spieprzone zycie.
    Nikt nikogo nie zmusza do aborcji - jest to trudna decyzja, ale czasem warto zdecydować się na mniejsze zło. I dla wielu kobiet własnie tym mniejszym złem jest aborcja.
    Jesli myslę co by było gdyby to przechodzą mi po plecach ciarki. Pewnie zakończyłabym edukację na 3 roku studiów, czyli de facto na maturze. Miałabym problemy finansowe, nie zwiedzałabym świata, nie pracowałabym w swoim wymarzonym zawodzie a moje dzieci mogłyby pomarzyć o fajnych wakacjach, kursach językowych za granicą czy ciuchach innych niż ze szmateksu.
    Siedziałabym w domu zła, sfrustrowana i nieszczęśliwa. Brrrrrrrrrr.
    Na szczęście tego uniknęłam.
    P.S. Nie wierzę i nigdy nie uwierzę, że jakiekolwiek dobro płynie z umęczonego poświęcenia. Ba, wogóle z jakiegokolwiek poświęcenia. Dobra matka/żona/córka/kochanka/pracownik musi być zadowolony z życia i .....kochac siebie. Inaczej wszystko jest grą.
  • nowako-wa 04.01.11, 20:48
    Zgadzam się z Tobą jedynie do tego ,że aborcja to trudna decyzja i że to zło-dla Ciebie mniejsze- ale nadal zło...
    Większość tu piszących tu osób niestety nie podziela Twojego światopoglądu i ja osobiście myślę ,że ty jako osoba wykształcona świetnie sobie radzisz z sumieniem i przyjmujesz tylko takie argumenty które utwierdzają Cię ,że to była dobra decyzja...
    Wiesz jest takie powiedzenie,że nie ma takiego świństwa do którego człowiek nie dorobiłby sobuie ideologi ( przypomina mi się tu premier Marcinkiewicz , który był święcie przekonany ,że p[ostępuje własciwie opuszczając żonę z 3 dzieci dla 30 lat młodszej Izabel smile )
    Typowy hedonizm....
    I po pierwsze nie wiesz jak potoczyłoby się Twoje życie- a scenariusz przez Ciebie wymyślony jest Ci wygodny....
    A po drugie nie wiesz jak dalej potoczy się Twoje życie- może jednak kiedyś będziesz żałować....i żadne wspomnienia wojaży zagranicznych, wspaniałej pracy,ekskluzywnych ciuchów nie utulą Twojego żalu...
    Tak tez może być....
    Mam dwóch dorosłych chłopaków i klkumiesięczną córeczkę- byłam wygodnicką kobietą - szefowa dwóch firm i realizującą swoje marzenia....Dziś nie wyobrazam sobie życia bez córki- mam w nosie cały ten hedonistyczno-konsumpcyjno- egoistyczny świat- bo odnalazłam sens życia...w pieluszkach, zakupach w szmateksach i codziennych poświęceniach i w cale nie czuję się nieszczęśliwa i sfrustrowana...
    A siebie kocham ....ale na koncusmile
    Dziękuję za rzeczową i kultueralna dyskusję wink


    Ps. zgadzam sie jeszcze z jednym,że można być dobrą matką , żoną smile ale kochanką ? Co to znaczy być dobrą kochanką ?
    --
  • iktoto 05.01.11, 17:09
    spieprzone życie przez dzieci?
    ciekawa jestem co na to Twoje dzieci żyjące? Powiedz Im, że dzieki aborcjom mają lepsze wakacje i fajniejsze ciuchy. Myślisz, że się ucieszą?
    Jestem teraz na wychowawczym urlopie i nigdy w życiu nie dowiedziałam się o sobie aż tyle co teraz. I nie zawsze jest to łatwa prawda. Ale jak bardzo oczyszczająca smile
  • protozoa 05.01.11, 18:37
    Cóz punkt widzenia jest jedna z rzeczy, która nas rózni. JA, powtarzam, JA uważam, ze miałabym spieprzone zycie, bo byłabym bez zawodu, bez szansy na nieźle płatną i ciekawą pracę, zasklepiona w domu i kuchni.
    Miałam inne ambicje, inne plany. Wolno mi? Tak!
    Na wszystko jest czas. Dla mnie czas macierzyństwa przyszedł gdy miałam ukończone studia, jakąś tam pozycje, mąż równiez, stała pracę i perspektywy. Nie wczesniej ani nie póxniej.
    Powtarzam, jako ponad czterdziestolatka także nie czułam się na siłach zajmować niemowlakiem. Miałam dość pieluch, nieprzespanych nocy i inne priorytety. Wolno mi? Tak!
  • faun1512 05.01.11, 16:06
    > Jak już jesteśmy przy odkrywaniu prawd "odkryję" kolejną - nic dobrego nigdy nie wychodzi z wymęczonego poświęcenia.
    A nie przyszło Ci do głowy, że poświęcenie może być „przemyślane” a nie „wymęczone”? I że mimo bólu wyrzeczeń potem może dać satysfakcję?? To że Ty nie jesteś zdolna do poświęceń, nie świadczy że wszyscy pozostali są Twoją wierną kopią – trochę więcej pokory… A na temat pozytywnych owoców poświęcenia pogadaj z kobietami (choćby z tego forum) które wbrew trudnościom i przeciwnościom losu jednak zdecydowały się ponieść trud macierzyństwa…

    >I jeśli kobieta z jakichkolwiek względów nie chce mieć dziecka czy kolejnych dzieci, bo za wcześnie, za późno, nie z tym, pieniędzy za mało itd to pozwólmy jej decydować.

    Jedyny pewny sposób by nie mieć dzieci, to nie spółkować. Jako lekarz powinnaś wiedzieć, że żadne zabezpieczenie przed ciążą nie daje 100% gwarancji; co najwyżej znacznie zmniejsza ryzyko jej wystąpienia. A ciąża (choćby niechciana) oznacza że to dziecko już jest i decydować można tylko o tym czy je zabić w łonie matki, czy pozwolić mu żyć. I nie jest to kwestia „poglądów” tylko uznania (bądź nie) oczywistych faktów.

    Pozwolisz, że zadam parę pytań, odwołując się do Twojej wiedzy medycznej. Wg mojej (zapewne niedoskonałej w porównaniu z Tobą) – przerwanie (w wyniku ingerencji z zewnątrz) funkcji życiowych to nic innego jak zabicie (o tym że „płód” wykonuje funkcje życiowe świadczy choćby jego bijące serce, które doskonale widać na monitorze USG, czyli fakt bezsporny). Jeśli się nie zgadzasz, wyjaśnij, czym, jeśli nie ZABICIEM jest zatem wg Ciebie unicestwienie płodu a także podaj mi własną definicję ZABICiA. Liczę na precyzyjną odpoweidź, a nie na jakieś semantyczne zagrywki. Wymyślanie łagodniejszych nazw (np. zastąpienie słowa „kłamstwo” określeniem „mijanie się z prawdą”wink nie zmienia przecież faktów! W sferze poglądów leży tylko kwestia czy na określonym etapie rozwoju zabicie może być dopuszczalne czy nie
    Kolejne pytanie” czym wg Ciebie jest „płód”? Skoro nie było przypadku by kobieta w wyniku ciąży urodziła szympansa, ropuchę itd., to chyba oczywiste, że jest to człowiek na b. wczesnym etapie rozwoju. Tak mi podpowiada moja wiedza i logika, a co mówi Twoja? Pytanie jest proste, więc oczekuję równie prostej i jednoznacznej odpowiedzi, bez mataczenia, żonglowania nazwami i różnorodnymi terminami medycznymi itp.

    Następne pytanie… Jak wiadomo od momentu zapłodnienia aż do narodzin rozwój przebiega w sposób ciągły, a nie skokowo. Jak zatem obiektywnie (a nie w sposób sztuczny – czyli tylko dla własnej wygody) można wyznaczyć ten magiczny moment w którym nagle stajemy się człowiekiem? Przecież nie w momencie porodu, bo podczas przejścia przez kanał rodny nie zachodzą żadne zmiany rozwojowe! Poza tym było by to rażąco nielogiczne, bo wtedy uznajemy za człowieka 6-8 miesięczny płód w inkubatorze (który w wyniku zaburzeń ciąży przedwcześnie przyszedł na świat), natomiast prawidłowo rozwijającego się 9-cio miesięcznego płodu tuż przed narodzeniem (znacznie bardziej zaawansowanego w rozwoju) – już nie! Czyli kompletny nonsens; przecież płód w macicy różni się od będącego na tym samym etapie rozwoju płodu w inkubatorze tylko i wyłącznie miejscem pobytu! Skoro wolno go zabić w macicy, to niby dlaczego nie wolno go zabić tuż po wyjęciu z niej – było by to znacznie wygodniejsze, a wychodzi przecież na to samo!! Chyba że ktoś ma dziecinne podejście typu „czego nie widzę, tego nie ma”, ale wierzę, że przewyższasz poziom umysłowy kilkuletniego dziecka i że użyjesz dojrzałych argumentów…

    I ostatnie pytanie: skoro uważasz że kobieta powinna mieć bezwzględne prawo do usunięcia ciąży tylko dlatego że niespodziewane pojawienie się dziecka jest dla niej niewygodne, bo np. przekreśli jej wcześniejsze plany, to czemu zatem sztucznie ograniczać jej prawo do decyzji momentem narodzin dziecka? Przykładowo: zaplanowała, że będzie mieć dziecko wybitnie uzdolnione muzycznie, zadała sobie wiele trudu i wysiłku uwodząc jakiegoś światowej sławy wirtuoza (a następnie zachodząc z nim w ciążę), tymczasem ku jej głębokiemu rozczarowaniu po urodzeniu dziecka okazuje się że przysłowiowy słoń mu na ucho nadepnął. Skoro dziecko nie spełnia jej oczekiwań i przekreśla jej wcześniejsze plany, dlaczego odmawiamy jej prawa do legalnej „aborcji pourodzeniowej”??? Nie mówiąc już o przypadku, gdy dziecko sprawia problemy wychowawcze, tj mimo starannego wychowania i ogromu wysiłków matki kradnie, oszukuje, chuligani itp. Dlaczego mamy odmawiać matce prawa do przerwania dalszego rozwoju takiego wybitnie nieudanego dziecka? Pozwalanie mu na dalszy rozwój może przecież kompletnie zrujnować życie matki! Zresztą nie tylko jej, bo istnieje ryzyko że z takiego dziecka wyrośnie niebezpieczny bandyta czy gwałciciel! Co o tym myślisz?

    > Tak wygodnictwo w zyciu jest ważne, każdy jest wygodni, jednak nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. Podobnie jak każdy człowiek, poza skrajnymi osobami o skłonnościach masochistycznych, dązy do przyjemności i unika cierpienia.

    Chyba kompletnie brak Ci wiedzy i wyobraźni. Nie słyszałaś o wolontariacie, działalności charytatywnej itp.??? A kim wg Ciebie była Matka Teresa z Kalkuty – masochistką??? Nie każdy kieruje się w życiu tylko własnym wygodnictwem, choć trudno Ci to pojąć.
    A realizowanie planów życiowych układanych tylko z myślą o sobie często nie daje szczęścia, czego najlepszym dowodem są tzw celebryci, czyli pozornie „dzieci szczęścia”. Przecież wszystko, do czego całe życie dążyli – pieniądze, sławę, a każdą kolejną zachciankę mogą zrealizować od ręki. To może mi wyjaśnisz, dlaczego w tej grupie jest tyle samobójstw, załamań nerowych, ucieczki w alkohol, narkotyki itp. Chyba nie zechcesz mi wmówić, że tak się zachowuje szczęsliwy człowiek, który się w pałni zrealizował w życiu! Wspomniana Matka Teresa nawet porządnego ubrania nie miała, a cały czas prominiowała radością…
    P.S. Nigdy nie słyszałaś o ludziach poszukujących swojej MISJI (niektórzy nazywają to odnalezieniem swego powołania)? Bo dopiero jej wypełnienie pozwoli im w pełni zrealizować się w życiu. Innymi słowy chodzi o robienie czegoś pożytecznego nie tylko dla siebie, ale i dla innych.

  • protozoa 05.01.11, 19:10
    Inaczej rozumiemy pojęcie poświęcenia - tak więc nie znajdziemy wspólnego języka.
    Oczywiście satysfakcję mam np. po udanej operacji, choć bola mnie nogi od wielogodzinnego stania.
    Tak, nie jestem zdolna do poswięceń, co nie oznacza, że nie kocham swoich dzieci, męża, rodziców i babci. Nie oznacza to, że im nie pomagam i nie robię tego z przyjemnością. Raz jest mi łatwiej innym razem trudniej. Ale gdybym w ramach tzw. poświęceń miała np. rzucić pracę czy, wcześniej, studia nie zrobiłabym tego.
    Ludzie są rózni - i tacy jak ja i Ty. Nie wszyscy są Twoja wierna kopia.
    O pozytywnych owocach nie bedę dyskutować, bo co jest dla nich pozytywne dla innych jest negatywne. I niekoniecznie ci inni są gorsi.
    Ludzie wspóżyja seksualnie bo jest to naturalne. I zgadzam się nie ma 100% pewnej metody niedopuszczenia do ciązy. Z róznych powodów.
    Ciążą nie jest tożsama z dzieckiem!!!! A aborcja nie jest tym samym co zabicie. I tu kończy się dalsza dyskusja. A kończy bo zaraz dojdzie do pyskówki, której chcę uniknąć i nie dać się sprowokować.
    Co do drugiego pytania - proponuje podręcznik embriologii, dowolny. Tłumaczenie zajęłoby kilkanaście stron.
    Pytanie trzecie jest bez sensu ponieważ , powtarzm, usunięcie ciąży to nie zabójstwo.
    Nie każdy jest Matką Teresą. Jesli ktos lubi nia być to wolna wola.
    I błagam, nie używaj w dyskusji ze mna słowa "powołanie", bo go nienawidzę. Jest ono, byc może odpowiednie dla duchownych, ale i tego nie jestem pewna. Bardziej cenię rzetelność, odpowiedzialność, profesjonalizm niz coś w moim odczuciu mglistego i......dość podejrzanego.
  • faun1512 06.01.11, 12:05
    >Inaczej rozumiemy pojęcie poświęcenia - tak więc nie znajdziemy wspólnego języka.
    Oczywiście satysfakcję mam np. po udanej operacji, choć bola mnie nogi od wielogodzinnego stania.
    Dla mnie poświęcenie to rezygnacja z czegoś osobistego w imię wyższych wartości.

    > Tak, nie jestem zdolna do poswięceń, co nie oznacza, że nie kocham swoich dzieci, męża, rodziców i babci. Nie oznacza to, że im nie pomagam i nie robię tego z przyjemnością. Raz jest mi łatwiej innym razem trudniej. Ale gdybym w ramach tzw. poświęceń miała np. rzucić pracę czy, wcześniej, studia nie zrobiłabym tego.

    A jesteś pewna, że jesteś zdolna do PRAWDZIWEJ miłości? Przecież wg powszechnej opinii miłość to właśnie gotowość do poświęceń! Sama troska o kogoś to za mało – ja też troszczę się o swój samochód. Robię to z przyjemnością - fajnie mi się nim jeździ, więc bardzo go lubię. Ale to jeszcze chyba nie miłość, prawda? Bo cały czas to dla mnie RZECZ a nie OSOBA, więc nie uzgadniam z moim autem planu wyjazdów i nie zastanawiam się, czy mu się podoba, że jedziemy tam gdzie ja chcę...
    A czym wg Ciebie jest miłość (to chyba ciekawy temat) ? Tylko nie napisz że uczuciem, bo to nieprawda. Twoje uczucia należą do Twojego wewnętrznego świata, nikt z zewnatrz nie może tam wejść, nie może ich poczuć i cieszyć się nimi. Same tylko Twoje uczucia – z punktu widzenia osoby do której je żywisz – są bez znaczenia; od tego że Ty coś w sobie czujesz, nikt inny nie poczuje się kochanym. Przekonanie że kochasz kogoś może być złudzeniem; może się okazać, że jesteś jak ten harcerz z dowcipu, co w ramach spełniania dobrych uczynków w jeden dzień przeprowadził 10 staruszek na 2-gą strone ulicy. Z tego 3, które tego chciały smile

    > O pozytywnych owocach nie bedę dyskutować, bo co jest dla nich pozytywne dla innych jest negatywne.
    Bardzo egoistyczny punkt widzenia; zdrowe relacje z innymi wymagają czasem rezygnacji z tego, co jest dla nas b.cenne (czyli poświęcenia właśnie). Skoro kwestionujesz sens poświęcenia jako takiego, to znaczy że nie potrafisz z niczego zrezygnować. Czyli w relacji z Tobą cały czas musi rezygnować ktoś inny. Przecież nie ma dwojga identycznych ludzi, którzy w każdym punkcie życia chceli by dokładnie tego samego…

    > Ludzie wspóżyja seksualnie bo jest to naturalne.
    Zgoda, że to naturalna potrzeba. Z tym że człowiek jeśli rzeczywiście uważa się za „sapiens” powinien swoje potrzeby kontrolować i zachowywać się odpowiedzialnie. Jeśli ktoś nażre się zakazanych rzeczy i w ciężkim stanie trafi na Twój oddział to zapewne zwróciłabyś mu uwagę, że zachował się b.nieodpowiedzialnie. Ale gdy Ci odpowie, że jedzenie to naturalna potrzeba a on te szkodzące mu potrawy uwielbia – to ze zrozumieniem pogłaszczesz go po główce?

    > Ciążą nie jest tożsama z dzieckiem!!!! A aborcja nie jest tym samym co zabicie.

    Nawet tzw późna aborcja, tuż przed rozwiązaniem??? Ciekawe……

    > I tu kończy się dalsza dyskusja. A kończy bo zaraz dojdzie do pyskówki, której chcę uniknąć i nie dać się sprowokować.
    Chyba masz rację, z tym że wg mnie to co piszę to tylko logiczne rozumowanie, a nie żadna prowokacja. Dlatego teraz tylko poproszę obejrzyj ten film www.youtube.com/watch?v=VbmdXJTTWH4
    Jak chcesz, możesz skomentować. Do pyskówki nie dojdzie (też nie chcę tego), bo jeśli np. stwierdzisz że przedstawiony tam przypadek nic Cie nie obchodzi i że nic Cię to nie rusza, dyskusji nie podejmę, bo była by to bez sensu.

    >Co do drugiego pytania - proponuje podręcznik embriologii, dowolny.
    W internecie znalazłem już wszystko czego szukałem. Dodatkowo nie mam zamiaru nic czytać. Kiedyś w dzieciństwie mój kumpel zobaczył na płocie napis „dupa”. Uwierzył, pogłaskał i drzazga mu wlazła. Od tego czasu nie wierzę bezkrytycznie w pisane. Zwłaszcza przez lekarzy, bo czasy szlachetnych „doktorów Judymów”, wybierających ten zawód aby pomagać ludziom odeszły do przeszłości. Teraz liczy się kasa, więc lekarze mają do pacjenta podejście utylitarne a nie humanitarne. Dlatego nie widzę podstaw, by lekarzy darzyć większym zaufaniem niż kogokolwiek innego. Przecież tylko w imię własnych interesów lekarze zmienili przysięgę Hipokratesa, wykreślając z niej to, co dotyczyło aborcji. Aborcja to dziś chyba najbardziej dochodowy interes, więc ci, którzy z tego żyją przecież nie powiedzą mi prawdy. Podobnie też lekarze dla własnych potrzeb wprowadzili pojęcie tzw „śmierci mózgowej” – by móc dokonywać przeszczepów, bo to też kapitalny biznes. Ciemnemu ludowi wmawiają, że dawca organów to praktycznie „zwłoki”. Brednie - przecież wiesz, że organy z trupa są bezużyteczne. Prawda jest taka, że od bardziej „uszkodzonego” pacjenta, który ma niewielkie szanse na przeżycie (choć nigdy zerowe), pobiera się organy dla tego, co tych szans ma znacznie więcej, o ile dostanie niezbędną „część zamienną”. Podobnie jak w zajezdni autobusowej z bardziej uszkodzonego wozu wymontowuje się części, by naprawić ten mniej uszkodzony. Praktyczne i racjonalne podejście, tylko czemu nie mówi się tego ludziom wprost, lecz mąci w głowach jakąś „śmiercią mózgową”? Bo gdyby rodzinie powiedzieli prawdę, tj że ich bliski nie ma PRAWIE żadnych szans na przeżycie (a nie jak mówią – ABSOLUTNIE żadnych lub że już praktycznie jest trupem), to nie zgodziła by się na przeszczep (PRAWIE robi ogromną różnicęsmile. A wtedy zabrakło by dawców i dużą kasę szlag by trafił!!! Mam nadzieję że obszernie uzasadniłem, dlaczego nie wierzę w „prawdy” objawiane przez lekarzy, w sytuacji gdy są oni materialnie zainteresowani tym, by ta „prawda” była taka, a nie inna.

    > Pytanie trzecie jest bez sensu ponieważ , powtarzm, usunięcie ciąży to nie zabójstwo.
    To skąd – jeśli nie z usiłowania zabójstwa - wzięło się porażenie mózgowe Gianny Jessen (patrz link wyżej), która przeżyła własną aborcję? Przecież nie zrobiła sobie tego sama i nie była to wada wrodzona!
    Mam wrażenie, że Twój paniczny lęk przed nazwaniem przerwania życia po imieniu wynika z tego, że utożsamiasz zabicie z morderstwem, a tak nie jest. Gdy ktos popełnia samobójstwo rzucając się pod lokomotywę, to maszynista staje się mimowolnym zabójcą, ale nie mordercą. Zabić można nieumyślnie, nieświadomie, w stanie niepoczytalności – to też nie jest morderstwo. Czemu nie przyznasz wprost, że według Ciebie w pewnych okolicznościach wolno zabić (tj aborcja, eutanazja). I zamiast wmawiać mi, że białe to czarne, po prostu przedstawić uzasadnienie swojej opinii – wtedy rozmawiało by nam się łatwiej. BTW – wg Ciebie eutanazja to też nie zabicie???

    > Nie każdy jest Matką Teresą. Jesli ktos lubi nia być to wolna wola.
    I błagam, nie używaj w dyskusji ze mna słowa "powołanie", bo go nienawidzę.
    Jest ono, byc może odpowiednie dla duchownych, ale i tego nie jestem pewna.

    Hmmmm. Kiedyś słowa powołanie używało się w stosunku do lekarzy… Wtedy gdy motywacją do wyboru tego zawodu była przede wszystkim chęć niesienia pomocy ludziom, a nie zbicie kasy..Ale dzięki, bo tym co co napisałaś tylko potwierdzasz słuszność moich uwag o współczesnych lekarzach.
    To, że drażnią Cię będące w powszechnym użyciu słowa, to Twój problem nie mój, ale postaram się o tym pamiętać. Licząc na rewanż dodam, że mnie z kolei doprowadza do szału wplatanie do nie ideologicznej dyskusji wątków religijnych i stwierdzenia typu że dla wierzących coś jest odpowiednie, a dla ateistów nie. Przecież można nie wierzyć Boga, ale w podstawowych kwestiach mieć zasady i system wartości takie jak chrześcijanin! Gdyby było inaczej, wszyscy ateiści z nikim by się nie liczyli, kradli by, zabijali itp. bo ich przecież Dekalog nie obowiązuje!

    > Bardziej cenię rzetelność, odpowiedzialność, profesjonalizm niz coś w moim odczuciu mglistego
  • faun1512 06.01.11, 12:12
    > Bardziej cenię rzetelność, odpowiedzialność, profesjonalizm niz coś w moim odczuciu mglistego i......dość podejrzanego.
    Kolejne potwierdzenie, że współczesny lekarz, to najczęściej zwykły mechanik, tyle tylko że nie dla aut, a ludzi…
    ====================

    Miłość nie jest uczuciem. Miłość to działanie na rzecz rozwinięcia w pełni potencjału drugiego człowieka
  • protozoa 06.01.11, 16:08
    Każdy z nas ma inną definicję miłości. Miłość nie jest tożsama z poświęceniem, a zwłaszcza wymuszonym, wymęczonym, niechcianym. Swojej definicji nie zmienię. I , powtarzam, nie dam sie wciągnąć w dyskusję, która zakończy sie pyskówką, wzajemnym obrażaniem i upustem złych emocji z obu stron.
    Obrażasz lekarzy, zwłaszcza pisząc o przeszczepach. Sa mi one zawodowo bardzo bliskie.
    I choć mam o Tobie wyrobione zdanie, z którym pozwolisz, że sie nie podzielę, nie życzę Ci, zebyś nigdy nie doświadczył(a) sytuacji, w której ktos z bliskich Ci osób oczekuje na przeszczep. Ty, z powodów medycznych czy biologicznych nie możesz byc dawcą, inni członkowie rodziny także nie. Twój bliski z dnia na dzień czuje się coraz gorzej, a szans na przeszczep nie ma. Na sąsiednim pietrze jest co prawda idealny dawca, ale jego rodzina nie wyraża zgody i/lub jego nazwisko figuruje w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów albo lekarz, który nie chce byc postrzegany tak jak opisałe(aś) go wyżej woli nie dostrzegać śmierci mózgowej. I pewnego dnia rano zamiast bliskiego Ci człowieka zastajesz puste łózko. Jest i drugie puste- na sąsiednim piętrze. Twój bliski mógłby żyć, gdyby ten drugi nie zabrał swoich narządów do grobu.
    I powtarzam, żeby była jasność, ABSOLUTNIE NIE ZYCZĘ CI TAKIEJ SYTUACJI, ale nie jest ona wykluczona. Transplantacje są dobrodziejstwem, szansą na normalne życie.
    Mam określone, wyrobione zdanie na temat eutanazji, aborcji, transplantologii, śmierci.
    P.S. Od wielu lat noszę w portfelu kartkę, że w razie wypadku i śmierci mózgowej moje organy są do dyspozycji ośrodków transplantacyjnych. Taką samą mój mąz i synowie .
  • mama.rozy 06.01.11, 16:26
    ale przecież faun nie jest przeciwnikiem transplantologii.pisze tylko,żeby mówic prawdę.ze u chorego, u którego można zaobserwowac niektóre czynności życiowe,nie da się juz nic zrobic.a jego organy mogą przysłużyc komuś innemu.tylko tyle.
    a poza tym-dlaczego ktoś ma się poświęcic dla innego i oddac mu to,co ma,np.wątrobę?przecież w imię wolności wcale nie musi.
    co do definicji miłości,nie ma takowej.i naprawdę w imię miłości,chociażby do dziecka,nie zdarzyło Ci się wstawac w nocy z totalną niechęcią i zmęczeniem?nie wierzę,że zawsze wszystko robiłaś z uśmiechem na ustach.

    --
    www.boniowka.pl/
  • protozoa 07.01.11, 16:34
    Nie kumasz czy kumać nie chcesz? Aż dziwne, że pielęgniarka wypisuje takie absurdy.
    Doczytaj sobie albo zapytaj kogos mądzrejszego czym jest smierć mózgowa. I doweidz się jakie procedury są wszczynane i ilu specjalistów musi się wypowiedzieć niezaleznie od siebie, że doszło do NIEODWRACALNYCH procesów i , ujmując rzecz najprościej, człowiek nie zyje. Jego funkcje życiowe podtrzymywane są dzięki aparaturze, a mózg jest martwy.
    Oddanie niepotrzebnych juz narządów ( a jest ich całkiem sporo) nie jest poświęceniem. No chyba, że według Mamy Rózy, ale na to nie mam już rady.
    Oczywiście, że wstawałam w nocy do dzieci zła czy zmęczona, ale nie ma to nic wspólnego z tym co chcesz mi imputować. Nieudolnie zresztą.
    Należę do ludzi bardzo odpowiedzialnych. Kocham moje dzieci. I między innymi dlatego nie chciałam po 40 rodzić kolejnego, nieplanowanego, nie w porę. I nie żałuję swojej decyzji.
    Bardzo wiele kobiet postępuje identycznie jak ja. Niewiele ma cywilna odwagę mówić o tym głosno. A dlaczego - to widać jak na dłoni czytając wypowiedzi w każdym aborcyjnym watku. Lepiej więc siedzieć cicho.
    Tak robi gros kobiet. I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby mama Mamy Rózy, jej ukochana babcia, ciocia czy siostra dokonały aborcji w pełni przeświadczone o słuszności swojej decyzji. Tylko milczą bo.......jak wyżej.
  • faun1512 07.01.11, 17:05
    protozoa napisała:

    >> Tak robi gros kobiet. I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby mama Mamy Rózy, jej u
    > kochana babcia, ciocia czy siostra dokonały aborcji w pełni przeświadczone o sł
    > uszności swojej decyzji. Tylko milczą bo.......jak wyżej.

    Jaasne... Wszystkie kobiety sie bzykają i skrobią na zmianę, tylko się nie przyznają ze strachu przed dyktaturą kleru... Zapomniałaś dodać że to forum jest szstucznie animowane przez Ojca Rydzyka i jego moherowe berety, bo przecież syndrom poaborcyjny nie istnieje. Gianna Jessen co przeżyła własną aborcję to też Rydzyk w przebraniu... Itp, itd......

    P.S. Mam nadzieję, że poza tym dobrze się czujesz???
  • faun1512 07.01.11, 16:58
    > ale przecież faun nie jest przeciwnikiem transplantologii.pisze tylko,żeby mówic prawdę.ze u chorego, u którego można zaobserwowac niektóre czynności życiowe,nie da się juz nic zrobic.a jego organy mogą przysłużyc komuś innemu.tylko tyle.

    Niezupełnie tak…. Nawet w zupełnie beznadziejnej – zdawało by się – dla chorego sytuacji może zdarzyć się cud. Protozoa by taki argument wyśmiała, ale Ty mam nadzieję nie, bo jako pielęgniarka chyba wiesz, że takie cuda czasem się zdarzają i nie wypierasz tego ze świadomości. Po prostu – nagle dzieje się coś, co w świetle współczesnej medycyny absolutnie nie miało prawa się zdarzyć. Choćby ostatni przypadek uzdrowienia, który ma być podstawą do kanonizacji Jana Pawła II. Naturalnie, takie rzeczy dzieją się niesłychanie rzadko (inaczej nie były by cudami). Ale nawet jeśli szansa na to jest tysiąckrotnie mniejsza niż na trafienie „szóstki” w Totolotka, to nie jest to zupełny brak szans...
    Co do mnie, to nie zgadzam się na przeszczep moich organów, bo nie chciałbym dożyć chwilii, gdy usłyszę rozmowę lekarzy omawiających szczegóły techniczne operacji przeszczepienia mojego serca, wątroby, trzustki czy czego tam jeszcze, a będę w stanie uniemożliwiającym mi protest… A w świetle wiedzy, jaką posiadam, nie mogę całkowicie tego wykluczyć… (Chyba, że moje organy zupełnie nie nadają się na „części zamienne”, ale tego jeszcze nie wiem). Oczywiście z tych samych względów nigdy też nie wyrażę zgody na przeszczep organów bliskiej mi osoby. Każdy ma prawo do godnej śmierci… Ciekawe, że ten argument tak często pada przy omawianiu kwestii eutanazji, ale w sferze transplantologii jakoś się o nim zapomina…Wtedy mówi się tylko że przeszczep mógłby uratować czyjeś życie, a w przypadku braku zgody na transplantację cenne organy pójdą bezużytecznie do grobu… A przecież decyzja w kwestii ewentualnego przeszczepu organów należy do ich właściciela (ewentualnie jego najbliższej rodziny) i nikt nie ma prawa się w to wtrącać, ani tej decyzji komentować… Uważam też, że każdy przed podjęciem decyzji w sprawie transplantacji powinien mieć dostęp do informacji, na podstawie których ja doszedłem do takich a nie innych wniosków. A tak nie jest i ludzie na których wywiera się naciski, bez powiedzenia im całej prawdy potem czują się oszukani. Mogę podać przykłady, ale nie chce jeszcze bardziej wydłużać posta.
    Nie wierzę w tę „śmierć mózgową” też dlatego, że to pojęcie pojawiło się nagle jak na zamówienie, kiedy tylko upowszechniły się przeszczepy. Spotkałem się też z opinią że w takim stanie móżg wcale nie obumarł – jest tylko b.poważnie uszkodzony. Może coś źle myślę, może moja wiedza jest niepełna... Jeśli masz inne zdanie lub chcesz coś dodać – chętnie podejmę rozmowę, ale chyba na privie, by nie „zaśmiecać” forum, bo to nie ten temat. Tylko jeśli byś się zdecydowała uprzedź mnie, bo „gazetową” pocztę sprawdzam dość rzadko. Jestem pewien że nie dojdzie do pyskówki, mimo że na forum nieraz dawałaś próbkę swego temperamentusmile, a mnie też tego towaru nie brakuje…

    Pozdrawiam Ciebie, Różę i całą resztę Rodzinkismile Mam też nadzieję, że Twoje problemy zdrowotne odeszły do bezpowrotnej przeszłości.
  • protozoa 07.01.11, 17:50
    Oczywiście nie zgodzisz się na to, aby przeszczepili serce , wątrobę czy nerki komus z Twoich bliskich. Będziesz patrzeć jak umiera ( bez wątpienia przez ten czas pomoże Ci przejść Mama Rózy i głeboka wiara w Boga i cuda).
    Hi, hi, hi - zbyt długo jestem lekarzem, żeby wierzyć w takie scenariusze. Gdyby u kogos Twoich bliskich ( czego Ci absolutnie nie zyczę) zaistniała konieczność ratowania życia za pomocą transplantacji - pierwszy byś siedział pod gabinetem i wręcz zmuszał do szukania dawcy.
    Cuda zdarzją się jedynie w ludzkiej wyobraźni.
  • mama.rozy 07.01.11, 18:31
    protozoa,kop mnie ile chcesz,jakos odporna sie zrobiłam.i naprawdę,moje współczucie co do Twojej osoby coraz bardziej mnie ogarnia.coś Ty takiego przeżyła,że tak strasznie boisz się śmierci?
    i czytaj uważnie,co napisałam-ustają niektóre funkcje organizmu.nie wiem,czy ktos Ci to kiedyś wytłumaczył,ale zmarłym ludziom bardzo często rosną paznokcie.nieraz musiałyśmy sie tłumaczyc rodzinie zmarłego,która przyszykowała bliskiego do pogrzebu,że miał dłuższe paznokcie niż w dniu śmierci.
    no i przeciez nie wiesz,jak zachowa się faun w trudnych sytuacjach.wróżką nie jesteś,nawet jakbys chciała.
    co do cudów-zależy,co się do nich zaliczy.dla mnie cudem było wiele rzeczy,które się działy na salach chorych,niemniej żaden z nich nie ie wyzdrowiał i nie poszedł do domu.
    co do aborcji,nie wiem,czy dokonał jej ktoś z moich bliskich/dalekich krewnych.czy to coś zmienia?
    moge odpowiadac tylko za siebie.
    --
    www.kresy.pl/
  • protozoa 07.01.11, 19:31
    Wybacz, ale rosnące po śmierci paznokcie raczej mnie nie interesują. Moja rola kończy się w momencie stwierdzenia zgonu. To Wy zajmujecie się dalej zwłokami. Chociaż sorry, czasem, bardzo rzadko idę na sekcję i bardzo, bardzo tego nie lubię.
    I skąd ten wniosek, że boję się smierci? Boję się tak jak każdy normalny człowiek.
    Oczywiście, że nie wiem jak się zachowa faun, ale doświadcznie mi podpowiada, że w przypadku zagrożenia życia ci najbardziej wierzący, najbardziej "oswojeni" ze śmiercią mają najbardziej nieprzewidywalne reakcje.
    Pracuję ponad 20 lat. Cudów nie widziałam. Natomiast dość często się zdarz, że przed śmiercią organizm mobilizuje się, chory odzyskuje na chwilę przytomność, poprawia się i za moment umiera.
  • mama.rozy 07.01.11, 21:40
    rozumiem,że paznokcie zmarłych to raczej nieciekawy temat
    no i jednak rzadko zajmuje się zwłokami.nie jestem zakładem pogrzebowym.
    ale z osieroconą rodziną mamy w pracy długi kontakt,stąd wiedza
    --
    www.kresy.pl/
  • faun1512 07.01.11, 19:47
    protozoa napisała:

    > Hi, hi, hi - zbyt długo jestem lekarzem, żeby wierzyć w takie scenariusze. Gdyb
    > y u kogos Twoich bliskich ( czego Ci absolutnie nie zyczę) zaistniała konieczno
    > ść ratowania życia za pomocą transplantacji - pierwszy byś siedział pod gabinet
    > em i wręcz zmuszał do szukania dawcy.
    > Cuda zdarzją się jedynie w ludzkiej wyobraźni.
    Przede wszystkim to ja swoją wypowiedź adresowałem nie do Ciebie, tylko do MamyRozy. Niczym jakas tygrysica zaczęłaś rzucać się na wszystko, co znajdzie się w zasięgu jej pazurów smile. Ale odpowiem Ci – skoro w kwestii przeszczepów mam takie a nie inne zdanie, to raczej nie ośmielił bym się „korzystać” z cudzych organów ani dla siebie ani mych bliskich. Smierc jest dla mnie czymś naturalnym – po prostu ostatnim etapem życia. Nie ma sensu dalej tego ciągnąć, bo jako zdeklarowana ateistka nigdy tego nie zrozumiesz. Do tego Poza tym uważasz się za wybitnego eksperta od mojej psychiki i moich przyszłych stanów emocjonalnych, to tym bardziej Cię nie przekonam. Zresztą zanim przeszczepy stały się biznesem, były szeroko rozważane i dyskutowane jako problem natury etycznej. Przy czym poważne wątpliwości mieli nie tylko katole. W ZSRR powstała nawet krytyczna sztuka teatralna (przyznasz że komunistów trudno podejrzewać o katolickie sympatie.).
    Ciekawe, że tak silnie bronisz swego prawa do odrębności, ale innym tego prawa odmawiasz, zachowując się jak tyran i despota. Bo chcesz za wszelką cenę narzucić innym swój punkt widzenia, jako jedynie słuszny.
    Zastanawiam się co tak potwornego dzieje się w Twoim wewnętrznym świecie, że się w ten sposób zachowujesz…
  • faun1512 07.01.11, 16:51
    >Każdy z nas ma inną definicję miłości. Miłość nie jest tożsama z poświęceniem, a zwłaszcza wymuszonym, wymęczonym, niechcianym. Swojej definicji nie zmienię. I , powtarzam, nie dam sie wciągnąć w dyskusję, która zakończy sie pyskówką, wzajemnym obrażaniem i upustem złych emocji z obu stron.
    Ciekawe, kolejny raz urywasz jeszcze nawet dobrze nie rozpoczętą dyskusję stwierdzając że jej kontynuowanie skończy się pyskówką. Jasnowidzem jesteś czy jaksmile Co do negatywnych emocji, to możesz wypowiadać się o własnych, ale czemu o moich? Przyznaję, że po pierwszych Twych postach w tym wątku takowe miałem, ale już mi przeszło. A własnej definicji miłości nie podałaś, więc skąd niby miało by dojść do pyskówkismile

    >Obrażasz lekarzy, zwłaszcza pisząc o przeszczepach.
    A czym ich obraziłem - pisząc że dla wielu z nich liczy się tylko kasa i zrobią dla niej wszystko, mimo że się nie przyznają do tego? Czy to nieprawda? Co do przeszczepów to temat jest niezwykle delikatny i kontrowersyjny; wśród samych lekarzy zdania też są podzielone – podobnie jak w kwestii aborcji. Słowem – wcale to wszystko nie jest takie jednoznczne, jak to się ludziom przedstawia. Jeśli chodzi o przeszczep organu nie powodującego śmierci dawcy -jak nerka – to nie mam żadnych zastrzeżeń.
    Ale inna sprawa, jeśli chodzi o organ bez którego dawca nie przeżyje - jak serce, wątroba. W tym 2-im przypadku przeszczepy zupełnie nie mieszczą się w moim systemie wartości. Mam do tego prawo i nie muszę się tłumaczyć. Cudzy system wartości można tylko uszanować – dlatego ja swojego też nie zamierzam nikomu narzucać. Wiem, że dzięki przeszczepom żyje wielu ludzi i życzę im by żyli jak najdłużej, bo ludzkie życie jest dla mnie najwyższą wartością. Mam zdolność do empatii, więc wiem, że rodzina potencjalnego biorcy organów często przeżywa gehennę – najpierw nadzieja, oczekiwanie, a na koniec ogromny ból, żal, rozpacz – istny koszmar sad Ale jest i druga strona medalu – rodzina ewentualnego dawcy też przeżywa tragedię. I nikt nie ma prawa wywierać na nią najmniejszych nacisków. Jeśli nie wyrażają zgody na pobranie organów, należy to uszanować i powstrzymać się od jakichkolwiek komentarzy. A już na pewno nie powinno się wobec nich stosować oszustw i manipulacji, tylko o wszystkim uczciwie poinformować, aby wiedzieli na co tak naprawdę mają się zgodzić. A tak nie jest, do ludzi, którzy zgodzili się na przeszczep organów bliskiej osoby często dopiero post factum docierają takie informacje, że gdyby poznali je wcześniej, to NIGDY nie wyrazili by zgody. I dopiero wtedy rozpoczyna się ich dramat, który już jednak nikogo poza nimi nie obchodzi… A zapewniam Cię, że są to nie mniej wstrżąsające historie, co ta podana przez Ciebie. Staram się być tolerancyjny, ale gdy mam do czynienia z obłudą i zakłamaniem – zwłaszcza w tak delikatnej materii jak życie ludzkie – wtedy puszczają mi nerwy. Dlatego w tym wypadku kontynuowanie dyskusji nie ma sensu (tym bardziej że nie jestem lekarzem), bo rzeczywiście skończyło by się awanturą. Możesz mnie nazywać jak chcesz – ciemniakiem, ignorantem – i tak zdania nie zmienie. Równie dobrze wiem, że Ty nie zmienisz swojego. Ale naszą dyskusję czytają też inne osoby i to głównie dla nich poniższy cytat, jako uzasadnienie mojego stanowiska:
    „Pod koniec 2007 roku media rozpisywały się o "cudzie." 21-letni Amerykanin Zachariasz Dunlop, u którego rozpoznano śmierć mózgową, został wówczas ocalony przez swoje kuzynki-pielęgniarki dosłownie na kilka sekund przed pobraniem organów. Kobiety zauważyły u Zachariasza odruchy, dzięki którym rozpoznały, że jednak żyje. Po czterech miesiącach od wypadku Zachariasz jest był już w pełni sił. W wywiadzie dla stacji NBC opowiadał, że był przytomny i słyszał jak ogłoszono go martwym.
    - Cieszę się, że nie mogłem wstać, by zrobić to na co miałem ochotę, bo pewnie wylatując wybiliby okno - powiedział, odnosząc się do zachowania personelu medycznego.
    Dr. Paul Byrne, neurolog, specjalizujący się w zagadnieniu śmierci mózgowej komentuje: - Choć tej historii przypięto etykietę cudu, nie jest ona niczym ponadnaturalnym. Jeżeli zdarzył się cud, to jest nim fakt, że nie pobrano mu organów zanim był w stanie zareagować. On był żywy - jego serce biło. (...) Pytanie brzmi - jak wielu innych dawców organów jest w podobnej sytuacji, lecz giną, gdy pobiera się ich narządy? "Śmierć mózgowa" została spreparowana, wymyślona po to, by uzyskiwać organy. Nigdy nie opierała się na nauce.”
    A tu link do całego artykułu (warto poczytać): www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wiadomoci/6-wiadomosci/3897-mier-mozgowa-zabijanie-na-czci-zamienne
    Od siebie dodam że ten artykuł wyszukałem „ad hoc”; o podobnych „cudach” słyszałem już dużo wcześniej i to nie tylko z „katolskich” źródeł. Zdarzały się też w Posce.
    Przecież nigdy nie można wykluczyć pomyłki lekarskiej w diagnozie. Pacjenci wybudzali się ze śpiączki po wielu latach, mimo że wcześniej lekarze dawali im zero szans… To zdarza się niezwykle rzadko, ale jednak się zdarza… Skoro już były przypadki że lekarz wypisywał akt zgonu, a „nieboszczyk” ożywał, to tym bardziej może to się zdarzyć w przypadku orzekania „śmierci mózgowej”, kiedy trzeba działać szybko, bo organy do przeszczepu lada chwila mogą stać się bezużyteczne…

    >I choć mam o Tobie wyrobione zdanie, z którym pozwolisz, że sie nie podzielę,
    Szkoda, bo umieram z ciekawości sad A może jednak coś mi napiszesz; obiecuję że – jeśli taka będzie Twoja wola –nie skomentuję tego ani jednym słowem. Możesz nawet nazwać mnie potworem – jak wcześniej Mamę-Róży. Wtedy Jej zapewne będzie raźniej, a ja też dobrze się poczuję w takim towarzystwiesmile

  • protozoa 07.01.11, 17:53
    Jako zdeklarowana ateistka nie czytam żadnych rodzin katolickich itd.
    Jesteś wyjatkowym przypadkiem miłosci blixniego swego ( oczywiście tego narodzonego). Wolę 100 aborcji niz takiego typa jak Ty.
    Bez komentarza.
  • faun1512 07.01.11, 18:42
    protozoa napisała:

    > Jako zdeklarowana ateistka nie czytam żadnych rodzin katolickich itd.
    > Jesteś wyjatkowym przypadkiem miłosci blixniego swego ( oczywiście tego narodzo
    > nego). Wolę 100 aborcji niz takiego typa jak Ty.
    > Bez komentarza.
    Spodziewałem sie takiej reakcji, dlatego wyraźnie pisałem, że ten link nie dla Ciebie tylko dla innych czytających. Chyba Ci strasznie zależy na tej pyskówce, ale nic z tego sad
  • protozoa 07.01.11, 19:32
    Przeciwnie, nie zależy mi na pyskówce. To nie kto inny tylko Ty obrażasz lekarzy pomawiając ich o coś co w przybliżeniu mozna nazwać handlem narządami.
  • faun1512 07.01.11, 21:51
    >Przeciwnie, nie zależy mi na pyskówce. To nie kto inny tylko Ty obrażasz lekarzy pomawiając ich o coś co w przybliżeniu mozna nazwać handlem narządami.
    Nikogo nie obrażam - są różni lekarze. A afera związana z handlem tzw "skórami" sprzed kilku lat to też moje wymysły? Afery związane z autentycznym handlem organami z udziałem lekarzy też się zdarzały (choć chyba nie u nas) - chyba żyjesz na Marsie, skoro tego nie wiesz. A jak nazawać abortera Gianny Jessen? Jeśli dokonując późnej aborcji np w 8-ym miesiącu ciąży spieprzył robote i dziecko rodziło sie żywe, to wrzucał je do kubła z wodą po czym szedł na lunch!! Myślisz że jak nazwiesz abortowanego nowrodka płodem to zbrodnia przestaje być zbrodnią? Zaznaczam, że chodzi mi o późną aborcję tuż przed rozwiązaniem, na tym etapie rozwoju dziecko ma szanse już na samodzielne (tj nie podtrzymywane sztucznie) życie! Rozumiem, że można mieć wątpliwosci co do kwalifikacji czynu np w 3, 4-ym miesiącu ciazy. Ale jesli ktoś twierdzi że dziecko tuż przed terminowym porodem to wciąż jeszcze nie człowiek, to albo jest debilem, albo oszustem!
  • wiesia140 04.01.11, 01:22
    > Jestem lekarzem. 2 razy w życiu miałam aborcję. 2 razy legalnie. Po raz pierwsz
    > y na studiach ( zaszłam w ciążę z moim obecnym mężem - wtedy chłopakiem). Nie c
    > hciałam miec wtedy dzieci. Nie miałam warunków, studiowałam, nie byłam przygoto
    > wana ani psychicznie ani ekonomicznie. Aborcja w końcu lat osiemdziesiątych był
    > a w Polsce legalna i na życzenie.
    > Po kilku latach urodziłam bliźniaki - dzis chłopcy sa na studiach. I przed 2 la
    > ty......niespodzianka. Na wakacjach na drugiej półkuli znów niechciana ciąża. B
    > yłam po czterdziestce, spełniona pod względem macierzyństwa, nie chciałam wchod
    > zić w pieluchy, odchowane dzieci, inne plany. Wspólnie z mężem zdecydowalismy s
    > ię na aborcję. Wybór świadomy, przemyślany. Ciążę usunęłam poza granicami Polsk
    > i, w kraju, w którym mozna to zrobic legalnie.
    > Nie miałam i nie mam wyrzutów sumienia.
    > Nic mnie nie gryzie.
    > Nie mam koszmarów ani niczego podobnego.
    > I nie mam czego zagłuszać.

    Ameryki nie odkryłaś ludzi są różni to wiadomo nie od dziś


    Wydaje mi się, że problem syndromu postaaborcyjnego jest podsycany przez same z
    > ainteresowane.

    taa... bo to jest taka fajna rzecz ,że wszyscy lecą do tego z otwartymi ramionami i tak to uwielbiają ,że umyślnie podsycają, dużo kobiet z tego forum wiele by dało by tego nigdy nie poczuć, a ty mówisz podsycaniu.


    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • lubie.garfielda 04.01.11, 12:31
    > taa... bo to jest taka fajna rzecz ,że wszyscy lecą do tego z otwartymi
    > ramionami i tak to uwielbiają ,że umyślnie podsycają, dużo kobiet z tego
    > forum wiele by dało by tego nigdy nie poczuć, a ty mówisz podsycaniu.

    Wydaje mi się że jej chodzi o coś w rodzaju perpetuam mobile; Boli cię to więc o tym myślisz a im więcej myślisz tym bardziej boli.

    To jest właśnie podsycanie.
    --
    -Życie jest jak papier toaletowy
    -Trójwarstwowe, mięciutkie, pachnące i w kwiatki?
  • mama.rozy 04.01.11, 13:57
    mnie np.nie boli moja aborcja.z prostego względu-nie zabiłam żadnego ze swoich dzieci.
    dziwne,że dziewczyny,które mówią,że po aborcji są jednym wielkim bólem,ze życ im się nie chce i że nie mogą patrzec na małe dzieci,są odczytywane jako nienormalne.przecież to ich doświadczenie.ich ból.
    kobiety po poronieniu mają o tyle łatwiej ze swoją żałobą,że zawsze mogą zrzucic na kogoś winę i obciążyc go odpowiedzialnością.
    dziewczyny tutaj najczęściej winią siebie,chociaż nie raz robiły to przy zgodzie czy nawet będąc zmuszone przez ojca dziecka.
    jak mnie boli palec,w który uderzę się młotkiem,to chocbym oglądała super komedię,żeby zagłuszyc ból,toi tak będe go czuła.dopóki nie minie.a czasem potem jeszcze ślad zostanie.
    dajcie im przeżyc to,co potrzebne.i nie wpychajcie głębiej na dno.tylko tyle.
    --
    www.kresy.pl/
  • protozoa 04.01.11, 17:20
    Jesteś potworem! I jesli rzeczywiście pracujesz z chorymi, u których pozostaje tylko paliatyw - strasznie, ale to strasznie im i ich rodzinom współczuję.
  • mamaanieli 04.01.11, 19:40
    a ja mam wrazenie, protozoa, ze twoj niesyndrom polega na wchodzeniu na tego typu fora i ogłaszaniu do bólu/wykłócaniu się, że nie istnieje.
    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • mama.rozy 04.01.11, 21:45
    ?
    bo mnie boli jak uderzę się młotkiem?i nie wmawiam innym,że mozna tego bólu nie czuc?owszem,można wtedy uderzyc sie w nogę,jak bodziec będzie silniejszy,to faktycznie ręka będzie mniej bolała.
    bo nie bardzo rozumiem,na czym moja potwornośc polega.owszem,za ładna nie jestem,w ciemniej ulicy można się mnie przestraszyc.
    no i jednak jestem tą pielęgniarką paliatywną,w dodatku po kursie specjalizacyjnym,jakby to miało cos zmienic.obecnie nie pracuję,wychodzę z ziarnicy złośliwej.za pół roku wrócę do pracy,przynajmniej mam taką nadzieję.
    no i zobacz,ja do Ciebie na Pani,bo wydajesz sie człowiekiem kulturalnym.a Ty do mnie po imieniu.skończyła się uprzejmośc?
    niektórym wystarczą zagraniczne wycieczki i zadowolenie ze swojego grajdołka.inni wolą życie,ze wszystkim,co przynosi.inaczej to chowanie głowy w piasek.



    --
    www.kresy.pl/
  • twoj_aniol_stroz 05.01.11, 08:29
    A na podstawie czego osądzasz kim jest Mama.róży? Zabolało coś co napisała i dlatego tak się wściekłaś,że zaczęłaś walić poniżej pasa? Czyli jednak gdzieś coś czujesz i nie jest tak różowo jak pisałaś powyżej? Powiem Ci, że to dobrze, że jednak coś drgnęło (choć na razie jeszcze nie wiesz co drgnęło i dlaczego). Nie piszę, że dobrze z mściwością, ale z miłością, bo to oznacza, że powolutku zaczniesz wracać z tej drogi , na której jesteś...
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • grudniowa377 05.01.11, 09:01
    Usunęłam, nie żałuję.
  • twoj_aniol_stroz 05.01.11, 09:27
    I dobrze, że nie odczuwasz tego bólu. Po prostu się ciesz, bo to naprawdę nie jest coś czego powinno się zazdrościć. Natomiast pamiętaj, że jeśli kiedykolwiek zdarzyłoby Ci się poczuć ten ból, to tu zawsze znajdziesz zrozumienie i pomoc. Jeśli nie będziesz chciała tu to zawsze możesz pisać do mnie na priv, jeśli będę żyła i będę pamiętała, że mam jeszcze to konto i jak się je obsługuje wink to zawsze możesz napisać smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • grudniowa377 05.01.11, 09:52
    Dlaczego miałabym odczuwać ból po dokonaniu aborcji? Inaczej na to patrzę. Nie traktuję embrionu i płodu w początkowej fazie jako człowieka. To coś jest we mnie, jest częścią mnie, ja w tym czasie za nie odpowiadam.
  • twoj_aniol_stroz 05.01.11, 10:08
    No ja Ci na pewno nie będę pisała co masz odczuwać a czego nie smile To są Twoje uczucia i Ty je masz, więc wiesz najlepiej co czujesz smile Ja Ci tylko napisałam, żebyś w razie zmiany tych uczuć nie miała chwili wahania i pisała do mnie, ot i wszystko smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • grudniowa377 05.01.11, 10:22
    Sama sobie poradzę smile. Starsze dziecko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma co ufać ludziom.
  • twoj_aniol_stroz 05.01.11, 10:27
    Twój wybór smile Na siłe za Tobą biegać nie będę smile
    A starsze dziecko cóż... czasem człowiek robi różne błędy, ale błąd jednego człowieka nie powinien być błędem całej ludzkości... Choć kwestię zaufania też przerabiam i przyznaję, że dopiero od niedawna wiem, że są ludzie, którym mogę zaufać i jest mi dobrze z tą świadomością... Fakt, trudne było to przebrnięcie przez tę naukę i walka z samym sobą, ale warto było smile Tobie też życzę właśnie takich mądrych, dobrych ludzi obok Ciebie smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • mama.rozy 05.01.11, 11:51
    Ty jak zawsze z miodemwink
    dzięki
    --
    www2.teologiapolityczna.pl/index.php
  • twoj_aniol_stroz 05.01.11, 11:57
    Żeby się tylko do tego miodu osy i niedźwiedzie nie zlazły wink
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • mama.rozy 05.01.11, 13:20
    zawsze jest jakieś ryzykowink
    --
    www.uroczysko.net.pl/
  • faun1512 05.01.11, 17:45
    grudniowa377 napisała:

    > Dlaczego miałabym odczuwać ból po dokonaniu aborcji? Inaczej na to patrzę. Nie
    > traktuję embrionu i płodu w początkowej fazie jako człowieka. To coś jest we mn
    > ie, jest częścią mnie, ja w tym czasie za nie odpowiadam.

    Nie rozumiem tego, bo takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że jeśli rozwinął by się w Tobie np soliter, to automatycznie staje się częścią Ciebie, a tak chyba nie jest... Dotąd uważałem, że wszystko co jest w moim wnętrzu musi być moją własnością.. A tu okazuje się że esli ukradnę komuś brylant i go połknę to to już przestaje być kradzieżą???? Zgłupiałem do resztysad
  • faun1512 05.01.11, 17:48
    Miało być: Dotąd uważałem, że NIE wszystko co jest w moim wnętrzu musi być moją
    > własnością..
    Poza tym bez zmian.
  • iktoto 05.01.11, 17:36
    Jestem po aborcji. To było wiele lat temu.
    Jaki ma sens wchodzić na forum aborcyjne jeśli nie ma się syndromu będąc po aborcji?? Osobiście sensu nie widzę. Żeby komuś coś udowodnić? Komu? Co? I po co?
    Jeśli jesteś szczęśliwa to dobrze, bądź.
    Tylko po co tutaj krzyczysz?
    Ja długo wypierałam prawdę o syndromie próbując jakoś żyć, dziwne to życie moje było. Cieszę się, że zobaczyłam, czym jest aborcja, cieszę się, że dane mi było uzdrowić tę traumę. Prawdę można zobaczyć ale dopiero po jej zobaczeniu przychodzi uzdrowienie.

    Nie mając studiów też można być dobrym spełnionym człowiekiem, do tego nie są potrzebne pieniądze, markowe ciuchy, wykształcenie. Jeśli ma się prawidłowe poczucie własnej wartości te gadźety nie są potrzebne do tego, aby osiągnąć szczęście. Można siedzieć na wychowawczym tak jak ja teraz, można być kurą domową i można być do tego szczęśliwą kobietą, matką, żoną. I nie chodzi o to, żeby być cierpniętnicą. Można cierpieć z powodu aborcji ale z tą trudną świadomością można być szczęśliwą. Spychanie prawdy nic mi nie dało i nikt mi nie wciskał, że mam syndrom, on był przez cały czas po aborcji ale ja nie umiałam tego nazwać po imieniu.
    Dopóki aborcja mnie bolała każde slowo wymierzone we mnie, każda najdrobniejsza uwaga powodowały, ze burza we mnie wzbierała, pojawiały się łzy, różnie. Formy obrony były różne. Teraz jest dobrze. Dopóki jest w nas problem, z którym nie możemy sobie poradzić to będziemy się wściekać, będziemy szukać środków zastępczych, które dają nam "szczęście".

    Pozdrawiam
    Monika
  • protozoa 05.01.11, 18:53
    Weszłam na to forum przypadkowo!!!!!, bo wcisnął mi sie nie ten klawisz, który chciałam. Jednak nie żałuję, bo od dawna jestem zdania, że aborcja była, jest i będzie bez względu na to jak głosno będą krzyczeć "obrońcy nienarodzonych".
    Nie ma 100% metod zabezpieczających przed niechcianą ciążą. I, niestety, wpadki się zdarzają. Wszystkim. I pozwólmy kobietom wybierać - jeśli ktoś chce podporządkowywać wszystko dziecku, które pojawia się nie w porę ( a także, które jest zaplanowane i bardzo chciane) to jego interes. Natomiast sa kobiety, ba, jest ich znacznie więcej niz sie komukolwiek wydaje, które mają inne priorytety. Nie siedzenie w nieskończonośc w domu między kuchnia a pokojem dziecięcym ( ciekawe skąd mają pieniądze na mieszkanie), nie chodzenie w szmatach z lumpeksu czy wakacje na działce. Wiele z nas chce pojechać na super wakacje, miec dobre mieszkanie, samochód, wieczorami zamiast płaczu dziecka iść do teatru albo posłuchać muzyki, miec satysfakcjonująca pracę.
    Poczucie własne wartości ( oczywiście według Ciebie to jedyne prawidłowe) znika po 5 latach obcowania wyłacznie z koleżankami z piaskownicy o katarkach i biegunkach. A i mąż tez patrzy innym okiem na kurę domową.
    Nie twierdzę, że dotyczy to 100% małżeństw, ale znakomitej większości.
    Ja moje macierzyństwo traktuję normalnie. Bardzo kocham moje dzieci, poswięciłam im 3 lata bedąc na urlopie wychowawczym, ale potem pomyslałam także o sobie. Moi synowie są szczęśliwi widząc spełnioną zawodowo i życiowo matkę.
    Pisząc o aborcji jako zbrodni a kobietach jak o morderczyniach bardzo łatwo wzbudzić, szczególnie w młodych i labilnych emocjonalnie dziewczynach, wyrzuty sumienia, poczucie tego, ze zrobiły cos strasznego itd, itp. Ja usiłuję przedstawić aborcję z innego punktu widzenia - mniejszego zła.
    Dzieci są szczęściem, ale kochane, powiołane do życia w porę i przez tych, którzy chcą je miec.
    Aby wychować dzieci trzeba im zapewnić warunki - także finansowe. A ile to kosztuje- wiem. Mam juz dorosłe blixniaki.
  • iktoto 05.01.11, 20:19
    Nikt nie próbuje kobietom odbierać prawa do decydowania o sobie.
    Istnieje jeszcze coś takiego jak więzy duchowe, którymi jesteśmy połączeni z bliskimi nam ludźmi. Ze zmarłymi też, jeśli ich nie wypuścimy wolno. Nasza duchowość, traumy, śmierć, rzutują na czlonków rodziny. Moj syn urodził się, kiedy miałam totalny syf w głowie po aborcji (nieświadomie) i widzę aż zbyt dokładnie co przeniosłam na Niego. I to nie jest tak, że dziecko nie wie że straciło rodzeństwo, nawet jeśli urodziłoby się jako kolejne. To wszystko jest koło nas, w nas, tylko tego nie widzimy, jest przed nami zakryte. Ujawnia się na różny sposób, w różnym czasie.

    Dla mnie proces uzdrawiania to takie odwijania serca z kolejnych bandaży, z kolejnych ran, których życie dostarczyło mi wiele. Każde doświadczenie może nas wzmocnić, jeśli tylko chcemy spojrzeć prawdzie w twarz.

    Ostatnio też się zastanawiałam, czy nie zaliczyłam wpadki i przeraziłam się, bo mój organizm nie poradziłby sobie z ciążą i wpadła myśl, że jak to możliwe, aby był taki syndrom, przecież to nic takiego, nic nie widać, płód mikroskopijny więc można to wymazać z ciała, z podświadomości. Gdybym nie przeżyła tego wszystkiego kiedyś, chyba nie uwierzyłabym że można mieć traumę.

    Pieniądze, markowe ciuchy, podróze to wszystko jest dobre, wszystko jest dla człowieka, jednak niekiedy pieniądz, ciuch staje ponad człowiekiem, zaczyna przesłaniać. Ciuchem nie można zasłonić prawdy.

    Bycie kurą domową nie oznacza wyłącznie biegania po piaskownicach i grzebania w pieluchach w poszukiwaniu biegunki.

    Nie wątpię, że jesteś dobrą matką dla swoich żyjących dzieci. Ale powiedz, czy zadałabyś swoim dzieciom takie pytania, czy przyznałabyś się Im, że usunęłaś ciążę, bo miałaś dość siedzenia w domu, bo chciałaś dla Nich lepszych wakacji, lepszych ciuchów? Potrafisz sobie wyobrazić, co mogą czuć?

    Monika
  • protozoa 05.01.11, 20:42
    Nieco spłycasz.O więzach duchowych nie będziemy dyskutować bo zbyt wiele nas rózni.
    Moje dzieci są dorosłe wiedzą o aborcji. Nie chwaliłam sie ale i nie ukrywałam. I wiem, że nie chcieli by miec więcej rodzeństwa.
    Rozmawiałam z nimi na temat aborcji świadomego macierzyństwa i ojcostwa. I choć są jeszcze kawalerami sądzę, że współżyja seksualnie ze swoimi dziewczynami. Kiedyś zapytałam ich co by zrobili gdyby..... Odpowiedzieli, że uszanowaliby i wspierali każdą decyję partnerki, ale chcieliby, zeby powołane przez nich an świat dzieci urodziły sie z właściwą partnerką we właściwym czasie. Aborcji nie potępiaja.
  • iktoto 05.01.11, 21:33
    nie spłycam tylko skracam bo temat jest bardzo obszerny
  • iktoto 05.01.11, 17:04
    dziękuję za takiego lekarza
  • faun1512 05.01.11, 17:22
    iktoto napisała:

    > dziękuję za takiego lekarza
    Dlatego mimo już wyrażonej nadziei, że nie będę nigdy pacjentem protezoa codziennie modlę się o to dodatkowo. Bo jeszcze w imię miłosierdzia umożliwiła by mi szybszą podróż do krainy wiecznej szczęśliwości. Do końca ziemskiej drogi mam już bliżej niż dalej, ale podróż w zaświaty chcę odbyć we właściwym czasie; nie chciałbym by ktoś w trosce o moje dobro wink ją przyśpieszył...
  • protozoa 05.01.11, 18:55
    Bardzo proszę. Pytaj tylko każdą napotkaną lekarkę po 40 ( dodam, że chirurga w Warszawie) czy nie usunęła ciązy. Jesli tak to uciekaj z prędkością światła.
  • iktoto 05.01.11, 20:03
    a co to ma do rzeczy, ze każda lekarka warszawska po 40tce jest po aborcji? kazda z nich widzi to pewnie inaczej jak Ty czy ja. Aborcji dokonuje się bardzo dużo, więc dlaczego miałoby dziwić, że wśród lekarek jest inaczej?
    Nikt nie zamierza biegać po świecie i pytać kazdego napotkanego człowieka jaki bajzel ma w swojej głowie
  • protozoa 05.01.11, 20:44
    Jest to konkretna skierowana do Ciebie odpowiedź. Przeczytaj na który post.
  • iktoto 05.01.11, 21:35
    Właśnie kończę czytać książkę Katarzyny Miller "Być kobietą i nie zwariować". Dla mnie bomba smile
    Warto abyś ją przeczytała
  • faun1512 06.01.11, 12:42
    protozoa napisała:

    > Jest to konkretna skierowana do Ciebie odpowiedź. Przeczytaj na który post.

    > dziękuję za takiego lekarza
    Chyba o to „biega”. Wydaje mi się że iktoto nie chodzi o samą aborcje (sama jest „po”, więc nikogo za to nie potępi) tylko o Twoje podejscie do życia, ogólną postawę akcentowaną w Twoich postach. Po prostu wieje od Ciebie chłodem. Wiem, że to mgliste pojęcie, ale teraz nie umiem tego precyzyjniej ująć. Może mi się zdaje i zbyt pochopnie Cie oceniam – dlatego podjąłem dyskusję – p.powyżej…
  • iktoto 07.01.11, 12:45
    trafnie to ująłeś.
    Nie mam nic przeciwko lekarce, która jest po aborcji. Jednak kiedy lekarka jest po aborcji i uważa to za mniejsze zło, to takiej nie chcę się poddawać.
    I po aborcji można być dobrym człowiekiem, a nawet lepszym niż przed aborcją.

    wieje
  • mama.rozy 07.01.11, 13:54
    a ja tak sobie myślę,że w sumie biedna kobieta.
    bo jak inaczej można myślec o eutanazji,będąc w sile wieku?ja rozumiem,jak się człowiek wije na łóżku z bólu,a ktoś obok niego stoi bezradnie...ale teraz?jak ma się wszystko,do czego się dążyło?
    z mojej pracy nauczyłam się jednego-umieranie jest potrzebnym procesem.niektórzy przeciez dopiero wtedy stają na nogi,zaczynają w swoim życiu generalne porządki...
    i faktycznie,zdając sobie sprawę z tego,że byc moze kiedyś trzeba będzie się zatrzymac w prawdzie przed sobą,może prowadzic do tego,że człowiek sam sobie to życie skróci...albo ktoś mu w tym pomoże.

    --
    www2.teologiapolityczna.pl/index.php
  • protozoa 07.01.11, 16:23
    Chyba nie rozumiesz słowa eutanazja. Poczytaj sobie, doucz się.
  • faun1512 07.01.11, 17:29
    mama.rozy napisała:

    > a ja tak sobie myślę,że w sumie biedna kobieta.
    Myślę tak samo... Pisze ze jest super szczęśliwa, zadowolona z życia, a miota się po tym forum jak nie wiem co... Broni się, mimo że nikt Jej nie atakuje. Przecież to nie kto inny jak protozoa używa w tym wątku słowa "morderstwo" w kontekście aborcji... Szczęśliwy człowiek nie musi ciągle powtarzać że wszystko jest super, on to po prostu wie. Przypomina mi się moja matka - też wiecznie powtarzała że wszystko jest ekstra, że nie ma sobie nic do zarzucenia - była odbierana jako zadufana w sobie egoistka... A tak naprawdę była głęboko nieszczęśliwa i w głębi duszy nienawidziła siebie... Jutro minie 10 miesięcy od Jej śmierci......
  • protozoa 07.01.11, 17:56
    Nie, nie miotam się, usiłuję coś Wam wytłumaczyc, ale i tak wiecie swoje.
    Zazdrościsz mi? Tak jestem zadowolona z życia i mam pewną odwagę cywilną, nie żyję w zakłamaniu i pseudokatolickiej moralności.
  • twoj_aniol_stroz 07.01.11, 18:10
    No właśnie widzę jak się nie miotasz i jak bardzo starasz się udowodnić jak bardzo jesteś szczęśliwa... Faktycznie bije z Ciebie miłość do drugiego człowieka, radość i szczęście...
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • mama.rozy 07.01.11, 18:36
    to bardzo proszę wyjaśnij mi pojecie eutanazji.bo jestem niezmiernie ciekawa,czego nie rozumiem.
    i uważaj na tym forum-nas nie zmienisz i nie przekonasz,za dużo bólu tutaj było.
    ale zawsze jest ryzyko,że kontakt z nami zaboli.
    --
    www.kresy.pl/
  • faun1512 07.01.11, 18:34
    >Nie, nie miotam się, usiłuję coś Wam wytłumaczyc, ale i tak wiecie swoje.
    Zazdrościsz mi?
    Moja Mama mówiła dokładnie tak samo - że Jej wszyscy zazdroszczą i dlatego się Jej czepiają. Mimo że miała wszelkie cechy toksycznej matki, ja Jej wszystko przebaczyłem, bo Ją kochałem... Ale Ona nie potrafiła w to uwierzyć, bo chyba nigdy nie przebczyła sama sobie... I zgotowała sobie prez to straszny los - najgorszemu wrogowi nie życzę. Wyparcie czegoś ze świadomości to najgorsza metoda..
  • wiesia140 07.01.11, 18:55
    Tak jestem zadowolona z życia i mam pewną odwagę cywilną, nie ż
    > yję w zakłamaniu i pseudokatolickiej moralności.


    mówisz ,że żyjesz w prawdzie , a zarzucasz innym ,że żyją w zakłamaniu , a podobno innych się ocenia miarą siebie
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • protozoa 07.01.11, 19:23
    Czy wiesz czym jest statystyka? Bardzo prawdziwą nauką. Nim zakazano aborcji spory odsetek kobiet usuwało ciążę i było to widoczne w statystykach. Potem wprowadzono restrykcyjna ustawę godzącą w kobiety. Statystyki gwałtownie spadły, ale jakoś nie wzrosła drastycznie liczba urodzeń. Czyżby z dnia na dzień poprawiła sie skuteczność antykoncepcji? Nie, po prostu aborcje zeszły do podziemia, a co zamożniejsze kobiety usuwały ciążę poza granicami Polski.
    Tak więc liczba aborcji nie zmalała. Pokaźny odsetek pozostał. Wnioski sa proste - jak ciąże usuwano tak sie i usuwa tylko milczy bo jest to temat tabu. Głupio się przyznac, jest to niepoprawne politycznie i źle widziane w kręgach osób czytających strony internetowe "rodzinakatolicka" czy 'jezuufam tobie".
    Za grosz tolerancji, czego mozna się spodziewać. Rozumiem, że wiele w Was bólu i odczuwacie żal, że inni moga żyć normalnie - cieszyć się zyciem, nie bac piekła, mieć zdrowy stosunek do życia i śmierci, aborcji i eutanazji, nie poświęcać się dla zasady, być asertywnym i w zdrowy sposób egoistycznym.

  • twoj_aniol_stroz 07.01.11, 19:48
    Ależ masz dziwne wyobrażenie o osobie wierzącej! No cóż, wyobrażenia a rzeczywistość to sa dwie zasadniczo różne kwestie smile
    A co do statystyki i tego co odpowiedziałaś Wiesi na jej post. No cóż, ucieczka w naukowe paplanie o czymś co w ogóle nie jest meritum rozmowy to wybieg, ale dość prosty do zauważenia. Następnym razem musisz bardziej się postarać by zmienić temat z niewygodnego na taki, który zamydli oczy smile
    Oczywiście, że mamy świadomość istnienia aborcji, oczywiście, ze wiemy o tzw podziemiu aborcyjnym, o środkach wczesnoporonnych oferowanych w internecie... Mamy jednak świadomość także istnienia życia po aborcji, faktycznego życia w prawdzie, która boli i z którą trzeba zmagać się każdego dnia... Mało tego przez to forum przewinęła się tak duża liczba kobiet zmagających się z podjęciem decyzji, że wiemy także jak wygląda życie po podjęciu tejże (zarówno w sytuacji gdy kobieta decyduje się na aborcję, jak równiez w sytuacji kiedy decyduje się urodzić dziecko). Oczywiście, że część kobiet nie żałuje, że zdecydowała się na aborcję, jest także spora grupa kobiet, które mają na koncie kilka aborcji... I co z tego wynika? Ano nic poza świadomością, że w każdej chwili ból może przyjść, że stan uczuć nie jest constans i zmienia się w trakcie życia... Takie kobiety tez tu są lub były... Widzisz, Ty znasz swój przypadek i tylko Ty wiesz co czujesz, my znamy takich przypadków bardzo dużo i niejedno tu już widzieliśmy... Czyli jeśli powołamy się na tę statystykę, o której mówisz to nasze doświadczenie jest zdecydowanie bogatsze niż Twoje smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • faun1512 07.01.11, 22:19
    twoj_aniol_stroz napisała:

    >Widzisz, Ty znasz swój przypadek i tylko Ty wiesz co czuje
    > sz, my znamy takich przypadków bardzo dużo i niejedno tu już widzieliśmy... Czy
    > li jeśli powołamy się na tę statystykę, o której mówisz to nasze doświadczenie
    > jest zdecydowanie bogatsze niż Twoje smile
    Pięknie napisany post i zastanawiam się co dodać – chyba tez o statystycesmile. Liczba aborcji spadła też wyraźnie przed wprowadzeniem obecnej „restrykcyjnej” ustawy, gdy w wyniku szerokiej debaty medialnej do kobiet dotarła prawda, czym ona jest. W czasach tak chwalonej przez protozoa aborcyjnej swobody kobiety szly na „zabieg” jak owce na rzeź, a potem przezywały dramat.
    Podobnie liczba aborcji spadła w tych stanach USA, gdzie ostatnio wprowadzono obowiązek rzetelnego informowania kobiety chcącej jej dokonać na czym dokładnie aborcja polega i jakie skutki może wywołać.

    Teraz pytanie do protozoa: Skoro jesteś taką miłośniczką prawdy, to może mi wyjaśnisz, czemu lekarz – gdy wie że pacjentka chce usunąć ciążę – badając ją na USG zawsze ustawia monitor w taki sposób, by ona niczego nie widziała. Jeśli nie z obawy, że ona zmieni decyzję a on straci klientke to jak to wyjasnisz? Jeśli prawda jest najwyższą wartoscia, to przecież nie powinno się niczego ukrywac! Wszystkie moje pytania konsekwentnie olewasz (straszna z Ciebie bohaterka) to może odpowiedz choc na to jedno!
  • wiesia140 08.01.11, 07:34
    wiem co to statystyka

    Za grosz tolerancji, czego mozna się spodziewać. Rozumiem, że wiele w Was bólu i odczuwacie żal, że inni moga żyć normalnie - cieszyć się zyciem, nie bac piekła, mieć zdrowy stosunek do życia i śmierci, aborcji i eutanazji, nie poświęcać się dla zasady, być asertywnym i w zdrowy sposób egoistycznym.

    co to jest poświecenie dla zasady , bo nie słyszałam ,żeby jakiś wierzący poświęcał się dla suchych zasad , dla człowieka w imię zasad miłości to i owszem

    nie bac piekła

    ja nie kocham Boga tylko dlatego ,że jest piekło i nie staram się być dobrym człowiekiem , bo piekło istnieje

    "rodzinakatolicka" nie czytam

    Za grosz tolerancji, czego można się spodziewać

    Tolerancja to nie jest zgoda na wszystko

    być asertywnym

    jestem asertywna dowodem tego jest ta rozmowa

    w zdrowy sposób egoistycznym
    mamy różne pojęcia zdorwego egoizmu , tak różne ,że nie ma sensu na ten temat dywagować.


    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • wiesia140 08.01.11, 08:23
    a i nie żyję jak to mówisz w "bólu" , masz całkowicie mylne pojęcie o wierzących , ciekawe skąd ci się to wzięło, może powiesz nam coś o tym , to pogadamy
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • iktoto 08.01.11, 14:41
    Ale się czepiasz katolików. W tym wątku nie zauważyłam nakłaniania na wiarę nie pada słowo Jezus, katolicyzm a Ty wciąż do cudzej wiary wracasz. O co Ci chodzi? tego też nienawidzisz?
    Jeśli mnie coś mierzi to oznacza, że mam z tym problem i powinnam tam zajrzeć. Jeśli coś przestaje być dla mnie problemem to mnie to ani ziębi ani parzy, nie reaguję na to przesadnie, nie zauważam tego, odchodzę od tego.

    Jestem katolikiem i pomimo aborcji potrafię być szczęśliwą. Jedno nie wyklucza drugiego. To, że żałuję aborcji nie oznacza, że robię z siebie cierpiętnicę!!! Jestem świadomą tego co zrobiłam i tyle. Ale jestem z tym szczęśliwa, pomimo tego, że żałuję. Żyję normalnie. Cieszę się życiem, cieszę się z wiary, która mnie nie ogranicza, cieszę się bo mam wspaniałe dzieci, męża, dobry samochód, fajną chatę, stać mnie na dobre markowe ciuchy. Mam zdrowy stosunek do życia i śmierci, szanuję życie, bo tego się nauczyłam dzięki aborcji. Bywam egoistyczna.
    Ty masz jakieś mylne pojęcie o katolikach. Ja nie siedzę w domu i nie biczuję się z powodu aborcji dlatego że jestem katolikiem. Aborcja coś mi uświadomiła, spowodowała, że wiem o sobie więcej, ze wiem że nie chcę tego nigdy przechodzić.
    Czy Ci się podoba czy nie to świat duchowy istnieje, nie tylko wśród katolików, których tak nie cierpisz. Ja nie chodzę po forach i nie skarżę ateistów, ewangelików, buddystów, szanuję ich, ich wybór kim są. a Ty się czepiasz i czepiasz.
    Dobrze, ze wyrażasz swoje zdanie tutaj. Jeśli jesteś szczęśliwa, to bądź, mojego zdania na temat aborcji nie zmienisz, bo przeżyłam aborcję. Jeśli potrafisz być dobrym człowiekiem to dobrze, rób tak dalej.
    Cenię takie dyskusje, bo obserwuję swoje reakcje, nieraz coś mnie wkurza, coś cieszy i to mi wiele mówi o mnie.
    Masz rację, aborcji nadal popełnia się dużo, może coraz więcej, nie wiem. Problem nie tkwi w prawie, które pomimo zmian nie zmieniło liczby zabiegów. Problem tkwi w nas samych, w naszej świadomości, w naszym bałaganie który mamy w głowach.

    pozdrawiam
  • nowako-wa 07.01.11, 20:02
    protozoa napisała:

    > Nie, nie miotam się, usiłuję coś Wam wytłumaczyc, ale i tak wiecie swoje.
    > Zazdrościsz mi? Tak jestem zadowolona z życia i mam pewną odwagę cywilną, nie ż
    > yję w zakłamaniu i pseudokatolickiej moralności.

    Ręce opadają jak się Ciebie czyta...no taka inteligentna, wykształcona,dojrzała kobieta ( no mądra nie napiszę sad )a nie może pojąć ,że są jeszcze ludzie dla których życie w/g moralności i chrześcijańskich wartości stanowi podstawę egzystenvcji- i nie dadzą się przekupić światu za jego atrakcje typu: zagraniczne wojaże, wygodne życie i wekendy w teatrze...
    Dla takich życie ma inną wartośc- potrafia odnależć szczęście w trudzie, poświęceniu, cierpieniu (często dobrowolnemu)...
    Chyba że Ty na swej drodze w tym zacnym szpitalu takich ludzi nie spotykasz- szczerze współczuję ...
    Cóż ktoś kto nie poznał smaku czekolady nie zrozumie jak smakuje- moze altruizm to dla Ciebie pojęcie abstrakcyjne i nierealne....
    Problem tkwi w tym ,ze większosc z nas tu jest po aborcji- zdała sobie sprawę co zrobiła i żeby móc znów normalnie życ musiała przejśc przez swoje...
    A ty nam koniecznie serwujesz wizję super życia po...no zlituj sie wytłumacz konającemu ,ze boleć nie powinno - jak on przez piekło przechodzi...
    Dlatego sie nie dogadamy, bo Ty może i aborcij dokonałaś ale NIE PRZEŻYŁAS...i tak Ci wygodniej- odizolować sie od sprawy, wytłumaczyc po swojemu...
    Dziękuję za taką szczęśliwośc tongue_out

    I jakoś nie wierzę w Twoje zapewnienia że nie żyjesz w zakłamaniu....skoro dla Ciebie Twoja przyjemnosć najważniejsza , więc np. zdradę małżeńska dopuszczasz ( no bo jak sie zachce...)w końcu napisałaś ( i mi nie wytłumaczyłas ) ,że można być dobrą kochanką ...
    --
  • protozoa 07.01.11, 19:42
    klawiaturę).
    Cholernie współczuję kobietom, które doznają prania mózgów na tym lub podobnym forum albo co gorzej - w realu.
    Aborcja jest złem, ale czasem mniejszym złem.
    Powołanie do życia dziecka nie wtedy gdy się chce, nie z tym z kim się chce lub gdy jest się nieprzygotowanym z jakiegokolwiek powodu bywa większym złem niż aborcja.
    Jak widać mówienie o tym wprost spotyka się z agresywnymi komentarzami ludzi zblizonych do kółek rózańcowych i nie tylko.
    Szkoda, że miłość blixniego kończy się w chwili urodzenia i brakuje jej już gdy realnie mozna pomóc ( np. nie zabierająć narządów nadających się do przeszczepu do grobu).
    Każdy ma prawo przeżyć własne życie tak jak uważa za słuszne i stosowne. Z taką ilością dzieci jaką uzna za najlepszą dla własnej rodziny.
    Aborcje były, są i będą. I nalezy liczyć, że może kolejny sejm zmieni tę barbarzyńską godzącą w kobiety ustawę. Nikt nikogo do aborcji nie zmusza i nie namawia, ale kobieta musi miec wybór, Wolony wybór bo jest wolnym człowiekiem.
  • twoj_aniol_stroz 07.01.11, 19:55
    > Szkoda, że miłość blixniego kończy się w chwili urodzenia i brakuje jej już gdy
    > realnie mozna pomóc ( np. nie zabierająć narządów nadających się do przeszczep
    > u do grobu).
    A skąd wiesz, że tak jest? Bo znasz kilka przypadków takiego zachowania? Oczywiście, że są ludzie, którzy nie mają bladego pojęcia czym jest miłość bliźniego, ale jest też cała masa ludzi bardzo świadomie wspierających innych, więc tu niestety strzał kulą w płot smile
    > Aborcje były, są i będą. I nalezy liczyć, że może kolejny sejm zmieni tę barba
    > rzyńską godzącą w kobiety ustawę. Nikt nikogo do aborcji nie zmusza i nie namaw
    > ia, ale kobieta musi miec wybór, Wolony wybór bo jest wolnym człowiekiem.
    No i tu też jakoś tak niekoniecznie znasz życie... Niestety bardzo wiele kobiet jest zmuszanych do aborcji, wbrew ich chęciom, wbrew ich woli... Halo! Tu ziemia! Tu naprawdę nie jest tak różowo jakbyśmy sobie tego wszyscy życzyli...
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • mama.rozy 07.01.11, 21:54
    bo jak na razie to dyskusja zupełnie bez sensu.na tym forum?to jakbym na karmieniu piersią pisała o wyższości karmienia butelką,a na forum kocim,że nie koty są dobre,a chomiki.
    typowe zarzuty,typowe myślenie,typowe reakcje.przerabiałyśmy to już tutaj tyle razy.
    dziewczyno,lata przepracowane przez Ciebie nie nauczyły Cię szacunku do człowieka.człowieka w ogóle,nie tylko tego,którego nie widac.bardzo łatwo wydajesz sądy o innych,obrzucasz ich błotem.w imię swojej wolności.bądź sobie taka wolna i żyj,dopóki masz siłę.
    i pozwól innym życ normalnie,z ich wolnością.


    --
    www.uroczysko.net.pl/
  • faun1512 08.01.11, 00:40
    protozoa napisała:

    > Jak widać mówienie o tym wprost spotyka się z agresywnymi komentarzami ludzi zb
    > lizonych do kółek rózańcowych i nie tylko.
    Protozoa – teraz to już przeszłaś samą siebie. W każdym Twoim poście kipi od agresji, wrzucasz wszystkim równo (przecież to Ty nazwałaś mamerozy potworem a nie Ona Ciebie) i jednoczesnie nam zarzucasz agresje. Prawdziwie komunistyczne zachowanie; komuniści mordując swych politycznych przeciwników jednoczesnie oskarżali ich o zbrodniesmile
    Zarzucasz „katolom” brak milosci blizniego, a Twoja milosc do ludzi i tolerancja konczy się tam, gdzie koncza się Twoje poglądy.
    Wielkim glosem wołasz o prawo kobiety do decydowania o „własnym brzuchu”, ale jednocześnie odmawiasz innym swobodnego dysponowania ich organami wewnętrznymi – pogratulować podwojnej moralnosci.
    W innym poscie wyraźnie napisałem, że przyczyną, dla ktorej nie zgadzam się na dysponowanie moimi organami jest strach, który wyraznie wyartykułowałem opisując sytuacje, jakiej się boje. Co z Ciebie za lekarz, skoro nie potrafisz uszanowac tak ludzkiego uczucia jak strach??? Przeciez musisz się z nim spotykac na codzien w szpitalu. I nieważne, czy z Twojego pktu widzenia ten strach jest uzasadniony czy nie. Jest uczuciem i należy do cudzego wewnetrznago swiata i w nim jest jak najbardziej realny i przerazający!!! Jak uspokajasz pacjenta, który się czegos panicznie boi (mimo że nie ma czego) ??? Mowiąc ze jest skonczonym kretynem, bo przeciez nie ma się czego bac? To wspolczuje tym pacjentom i Tobie również.
  • iktoto 08.01.11, 14:54
    protozoa, wydaje mi się ze jestem normalnym człowiekiem, bo: odczuwam strach, ból, radość, miłość, przyznaję się błędów, żałuję za nie, czasem gotuje się we mnie, od gniewu piorunem bym rzuciła, ból pojawia się, płaczę, potem on znika, cieszę się życiem, przychodzi jakiś dołek, zastanawiam się czemu. Nie zawsze jest on spowodowany aborcją, bywa z głupich powodów, nieraz dzieciństwo nieszczęśliwe odzywa się, trauma po mamie mnie powala, czuję się bezsilna, proszę o pomoc, bywa, że sama sobie nie radzę, potem pomagam innym. To jest właśnie pełnia życia. Nie ma we mnie wyłącznie pewności siebie i radości. Jestem tylko i aż człowiekiem. Gdyby nie aborcja też miewałabym takie wzloty i upadki. Mam wolną wolę, obojętnie jakie jest prawo. Za życia nie będę miała tak, że spocznę na laurach i z wysokości tronu będę się zachwycała, jaka jestem idealna, cudna, bezbłędna. Życie to ciągła praca nad samym sobą, tylko pytanie zasadnicze: czy my chcemy zaglądać do własnego wnętrza?
  • wiesia140 08.01.11, 17:45
    iktoto dobrze wiesz , że to wejście boli, oj bardzo boli, praca nad sobą to też jest bardzo trudna , wiem coś o tym, bo zmagam się ze sobą i nie zawsze mi wychodzi.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • menodo 08.01.11, 22:03
    Tak sobie czytam ten watek i zastanawiam sie, czy ktokolwiek - poza ma protozoa oczywiscie - ma sie swiadomosc, kto to jest internetowy troll?
  • faun1512 08.01.11, 23:10
    >Tak sobie czytam ten watek i zastanawiam sie, czy ktokolwiek - poza ma protozoa oczywiscie - ma sie swiadomosc, kto to jest internetowy troll?
    smile
    Naturalnie że wiemy; problem jednak polega na tym że b.trudno odróżnić trolla czysto internetowego, od trolla realnego, który jak normalny człowiek wszedł do internetu i pisze na forum. A ze trolle istnieją w realu można przekonać się oglądając niektóre programy telewizyjne jak Kuba Gminny Show czy Szkło Kontaktowe.
  • menodo 08.01.11, 23:42
    Eee tam, nie ma sensu mieszac mieszac mediow. Internetowe trolle maja swoja specyfike a protozoa jest tego wybitnym przykladem. Szaleje na roznych forach, wyganiana z tych masowych, szuka niszowych, jak nie karmienie piersia to porody w domu albo aborcja; jeszcze tylko na forum biusciastych jej nie widzialam, ale zaraz moze sie okazac, ze jako zasluzony chirurg RP uwaza, ze najlepiej chodzic bez stanikabig_grin
  • mama.rozy 09.01.11, 14:27
    no właśnie dlatego ta dyskusja jest już zamkniętasmile
    --
    www2.teologiapolityczna.pl/index.php
  • nowako-wa 09.01.11, 14:56
    ..........? Brakło argumentów?
  • dagmaralodz77 12.01.11, 12:16
    doskonale wiem co chiałas przekazac protozoa.... powtórze Twoje słowa: aborcja to mniejsze zło... a decyzja o aborcji to sprawa indywidualna.... mam dziecko ze swiadomej ciazy, chciane.... w 2010 roku stracilam w 20 tygodniu blizniaki.... moj organizm "dokonał aborcji"... sam... nie pytał się mnie o zdanie... na koniec listopada 2010w kolejnej ciązy w 9 tygodniu dowiaduje sie ze serce płodu bije nie tak jak potrzeba, ze to powazny blok przedsionkowo-komorowy i nic z tego dobrego nie bedzie... świadomie pytam sie w szpitalu o legalna aborcje, bo płod ma wady... okazuje sie ze nie moge, bo wada serca nie jest podstawa do usuniecia legalnie ciazy... koszmar... nigdy nie zdecyduje sie na urodzenie chorego dziecka wiedzac o tym jeszcze w okresie ciaży... i chce miec komfort psychiczny ze moge to zrobic!!! ABORCJA jest mniejszym złem, niż chore dziecko... A mój organizm szczesliwie dla mnie zadecydował i moj problem sie rozwiazał sam... płód obumarł!!!!
    Sądzę że każdy powinien decydować za siebie!!! Jesli kobieta zaszła w ciąże a tego nie planowała... i jest pewna swojej decyzji to i tak znajdzie miejsce gdzie to zrobic!!! Pewnie częsc bedzie dreczyło sumienie dlaczego to zrobiły, inne nie beda tego załowały!!!! I każdy ma prawo przezywac to inaczej!!! Ale pozwolmy samemu za siebie decydować!!! Nie obrażajmy innych osób posiadając odmienne zdanie!!!
  • wiesia140 12.01.11, 12:21
    Nie obrażajmy innych osób posiadając odmienne zdanie!!

    właśnie tu po obrażała wszystkich protozoa, więc to zdanie kieruj do niej
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • mama.rozy 12.01.11, 12:25
    ok,twoje sprawa
    ale powiedz,po co w takim razie wielkie akcje Owsiaka na ratowanie chorych dzieci?po cholerę wydawac te pieniądze,skoro taniej będzie te dzieci po prostu usunąc?
    jeśli wszyscy ludzie myśleliby tak jak Ty,bylibyśmy super zdrowym społeczeństwem.aż strach pomyślec
    --
    www.uroczysko.net.pl/
  • wiesia140 12.01.11, 12:26
    wady serca się operuje, więc może ta u twojego dziecka była jednak operacyjna
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • wiesia140 12.01.11, 12:27
    i dlatego nie dostałaś kwalifikacji
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • wiesia140 12.01.11, 12:30
    współczuję ci ,że to cię spotkało
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • dagmaralodz77 12.01.11, 13:43
    no w moim przypadku tylko i wyłącznie pomógł by przeszczep serca... 90 % blok komorowo-przedsionkowy jest nie do zoperowania a do wymiany... poza tym proszę by osoby czytające czytały ze zrozumieniem... co innego jest urodzic dziecko i dowiedziec sie ze jest chore a co innego wiedziec ze urodzi sie dziecko z wada i liczyc na cud... pragnę dziecka jak niczego innego w swiecie... zycie prowadze w dobrobycie... niczego z dobr materialnych mi nie brakuje... chce posiadac kolejne dziecko ale moje ciało mówi inaczej!!! Ale nadal będę przy swoim zdaniu,że jesli kobieta chce usunąć ciąże to jej sprawa!!! Ja ani tego nie popieram ani nie neguje!!! Dla jednej kobiety szczęściem jest dziecko inna wybiera w danym momencie sukces zawodowy!!! Jedna kobieta jest dr nauk medycznych inna pracuje na kasie w markecie!!! Każdy ma prawo wyboru!!! Jedna jest matką inna kochanką!!!
  • wiesia140 12.01.11, 13:48
    tak jeśli wybiera karierę to niech będzie konsekwentna i niech wtedy rezygnuje z seksu przed zajściem w ciąży , wtedy nie potrzebowała prawa do aborcji , człowiek nie zwierzę ma kontrolę nad swoim popędem , tyle w temacie.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • wiesia140 12.01.11, 15:10
    wiem ,że są w życiu różne w życiu , ale bez przesady , nie możemy usprawiedliwiać wszystkiego.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • mama.rozy 12.01.11, 14:59
    a wiesz,ile osób wiedząc,że dziecko jest chore,jednak decyduje się je urodzic?przeciez to nie zagraża życiu matki,więc dlaczego zabijac dziecko?
    jest mi przykro,ze poroniłaś.ale przeciez chciałas to dziecko usunąc,to dlaczego tak rozpaczasz?bo bedąc chore nie spełniało Twoich oczekiwań?
    nienarodzone dziecko to nie zabawka,ani piesek z wystawy,gdzie wchodzisz i wybierasz.
    nienarodzone dziecko jest człowiekiem,z tą tylko różnicą,że żyje jeszcze po drugiej stronie brzucha.

    --
    www.kresy.pl/
  • lubie.garfielda 12.01.11, 16:35
    dagmaralodz77 napisała:

    > no w moim przypadku tylko i wyłącznie pomógł by przeszczep serca...

    a lekarze którzy ci odmówili aborcji wiedzieli o rodzaju wady czy tylko że wada serca płodu?

    --
    Nie cierpię landrynek
  • wiesia140 12.01.11, 16:41
    powinni wiedzieć i chyba raczej wiedzieli z dokumentacji medycznej , tam to powinno pisać jak to jest wada , rokowania i pewnie tą dokumentację mieli.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • wiesia140 12.01.11, 17:05
    Ja ani tego nie popieram ani nie neguje!!!

    ale pisząc posta tutaj w takim tonie coś niestety deklarujesz , twój post nie jest obojętny i z całym szacunkiem do ciebie , bo szanuję cię i nikt tutaj tego posta nie odbiera jako obojętnego.
    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/
  • wiesia140 12.01.11, 18:06
    csbaw napisała:

    > Czytam wasze posty, przypomina mi się moja historia. Może będzie to dla kogoś d
    > obrym ostrzeżeniem.
    >
    > Ciąża. Jak to możliwe? Zdenerwowanie, chęć jak najszybszego pozbycia się proble
    > mu, poprawienia swojego życia. Tak było ze mną. Znaleźć lekarza który przepisze
    > tabletkę na prawdę nie jest trudno. Połknąć, i po zabiegu. Zaraz po wszystkim
    > - uczucie ulgi, zadowolenie, przecież to nie było nic takiego 5-6 tydzien ciąży
    > , to nawet nie był płód tylko embrion. Uff jaka ulga... tak mi się wydawało.
    >
    > Dziewczyny! Wcale nie jest tak łatwo. Problem nie znika. Teraz, po 5! latach, c
    > iężko mi patrzeć na małe dzieci, cieszyć się czyimś macierzyństwem, trudno mi
    > dzielić się swoją cielesnością. W środku mam jakąś zadrę, skazę, która mnie męc
    > zy i wypomina mi o tym.
    >
    > Wiem, że ciąża, dziecko, może komuś zniszczyć plany, które runą niczym domek z
    > kart. Że nie każda kobieta, mężczyzna, są na to gotowi. Ale warto podjąć to wyz
    > wanie - jeżeli pozwala na to zdrowie, fizyczne, psychiczne, status materialny.
    > Nawet wbrew innym, często bliskim osobom. Zastanówcie się dwa razy, bo niekiedy
    > sumienia nie da się łatwo zagłuszyć. Przynajmniej mojego.

    czy jest sposób,, żeby ci pomóc, potrzebujesz, napisz skąd jesteś , może zorganizujemy ci tu pomoc, bo tą skazę trzeba wyleczyć , proponuję ci przejść na forum zamknięte blizna żałując aborcji , bo tu sama widzisz nie zawsze można normalnie porozmawiać.


    --
    " Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście , a ja was pokrzepię" www.jezuufamtobie.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka