Dodaj do ulubionych

życie po aborcji

06.04.11, 12:57
Witam, wszystkie kobiety. To jest horror co sie teraz dzieje. boli serce, boli dusza, wielka pustka, nic juz nie jest takie samo. I powtarzajace sie pytanie dlaczego to zrobiłam? Wstręt do siebie, wstyd, nienawisc do meza. Nie wiem czy życie po jest w ogole w stanie wrócić do normy, chyba nie. Tego nie da się zapomnieć, nie da się sobie wybaczyć.

A tak wyglądała moja historia.
Mam 27 lat jestem, mężatką i mamą dwójki cudownych dzieci córcia ma 7 lat a synuś 4.
Już od paru dni podejrzewałam, że jestem w ciąży. Miałam typowe objawy. W niedzielę 27 marca rano obudziłam meża żeby pojechał po test ciążowy. Prosiłam go żeby pojechał szybciutko bo strasznie sie denerwuje, na co on mi odpowiedział, że nie ma czym poprostu trzeba będzie sie wykosztowac. Te słowa grzmiały mi w głowie i wracały echem. Zrobiłam w toalecie test i niemalże automatycznie pojawiły się dwie kreski. Tego uczucia nie da się opisać. Siedziałam tam piętnaście minut i próbowałam to ogarnąć. Płakałam. Mąż przyszedł i powiedział że nie mam ryczeć tylko usunąć i po kłopocie. Ja mu powiedziałam że nie wiem czy umiem pójść i usunąć, że nie wiem czy chce. Wiedziałam, że nie chce. Usłyszałam, że on nie chce tego dziecka, że nas na to nie stać, że nieodpowiednia pora. I wtedy, wtedy właśnie moje serce pękło. Byłam jeszcze w szoku poszłam do mamy i siostry. Pokazałam im test. Siostra płakała ze mną, mama powiedziała, że są dwa wyjścia i trzeba podjąć decyzję.
Do wieczora mniej więcej dotarło do mnie co się dzieje. I biłam się z myślami. Czytałam w necie na temat aborcji, i już wiedziałam ze w gre wchodzi tylko ta farmakologiczna bo chyba mniej drastyczna, tak to sobie wytłumaczyłam. Wiedziałam, że jesli juz sie zdecyduje nie wezme tabletek z nieznanego zrodla.
Bijąc sie z myślami, zrozumiałam coś. Obojętnie jaką podejmę decyzję ona już zanim została podjęta podzieliła coś, zabiła. Jeśli nie usunę mąż znienawidzi mnie, usunę i znienawidzę go Ja. Zastanawiałam się. Rozważałam.
. Pomyślałam, że urodzę ale zanim urodzę będzie 9 miesiecy kłotni, płaczu, jeśli nawet nie rozwód, To dziecko urodzone było by na przekór wszystkim. Czy ta atmosfera byłaby dobra dla moich dzieci, dla tego maleństwa, które nie było by witane radościa. Czy Ja miałabym znowu tyle siły aby to przetrwać. To było straszne. Dla mnie była to sytuacja tragiczna. W poniedziałek rano dostałam od meza smsa gdyz odkąd dnia poprzedniego powiedzial mi ze widzi tylko jedno wyjscie nie rozmawialismy, ( Tego dnia akurat miałam test rekrutacyjny, chciałam zmienic prace). Sms brzmiał: życze ci powodzenia, nie wiem o co tobie chodzi, myslalas ze sie uciesze ze znowu jestes w ciazy, poza tym nie stac nas na kolejne dziecko wiec lepiej sie szybko zdecyduj zanim bedzie za pozno. Nie muszę pisać ile otuchy mi to dodało przed testem, to mnie zupełnie załamało, zwaliło z nóg. On mnie nawet ani razu nie przytulił.
I wtedy chyba pomyślałam już że jednak to zrobie, usune. Choć pewna nie byłam w 100% nigdy. Nie chciałam nikomu mowic, az w koncu pomyslalam ze powiem, że powiem tesciowej takze ze wzgledu na to ze u niej pracuje. Miałam nadzieje ze ona powie zebym tego nie robila, ze przekona meza ze tak nie mozna. Ale ona nie zrobila tego ani razu, powiedziala ze moge wziasc wolne i ze moze pomoc poszukac lekarza. A to juz utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze jesli urodze to na przekor wszystkim. A juz drugi raz nie mialam na to sily. Drugi dlatego, ze z córcia gdy zaszłam w ciąze miałam 18 lat i tez wiekszosc polecała mi usunac bo matura, studia, plany. Tylko, że wtedy ,miałam w sobie tyle odwagi żeby im powiedziec ze nie wiem co bedzie i jak ale ja urodze. I tak zrobiłam. W piatek 1 kwietnia, usunęłam ciążę, poszłam do dobrego znanego lekarza, zrobił usg potwierdzilo sie ze jestem w ciazy wczesnej ciazy, namawiał mnie do zabiegu ale ja chciałam tylko tabletek, to wydawało mi sie mniej drastyczne, bestialskie. Dostałam kilka tabletek dopochwowo. Lekarz powiedzial ze beda dzialac za 6do 8 godzin i tak bylo.
A teraz jest ból, ból i pustka. Chaos w głowie, nic już nie jest takie samo. Dla mojego męża jest po kłopocie, a ja nie wiem czy kiedykolwiek bedzioe dobrze. Nienawidzę się, stchórzyłam.
Edytor zaawansowany
  • mama.rozy 06.04.11, 13:17
    po pierwsze,jesteś mamą trójki dzieci.to,że trzecie nie żyje,nie znaczy,że go nie było...
    strasznie mi Ciebie żal,bo chyba nie znajdziesz zrozumienia tego bólu wokół siebie...
    pisz tutaj
    dobrze,ze tu przyszłaś
  • incognito.x 06.04.11, 14:05

    Bardzo mi przykrosad jesteś w sytuacji naprawdę nie do pozazdroszczenia i nie będę ukrywać, że na pewno będzie Ci ciężko. Ale nadzieja jest zawsze - z każdego, nawet największego zła i nieszczęścia może powstać dobro. Spróbuj się tego trzymać.
  • mojaada 06.04.11, 15:00
    Wiem co czujesz ... ja już to przezywam 5 lat! Raz wiecej raz mniej...A pisze dlatego że miałam prawie identyczną sytuację jak ty, a najgorsze jest to że chciałyśmy dziecko kochać a nie zabijać, że szukałyśmy wsparcia a znalazłyśmy tylko namowy lub milczenie...że ojciec dziecka powiedział: Ja nie chce tego dziecka. A wiesz co mnie najbardziej boli że urodziłam coreczke majac 18 lat a jak zaszlam drugi raz majac 20 lat usunelam. I jestem zła na siebie że majac 18 lat bylam bardziej odważna- bo tez byla propozycja aborcji, na ktora sie nie zgodziłam- a mając 20 sie poddałam. Wybaczylam innym i po czesci sobie, ale pozostala ogromna pustka i tesknota.
  • abor.cja 06.04.11, 20:09
    Dziękuję za komentarze. Za wsparcie. Nie szukałam ułaskawienia, nie moge z nikim o tym porozmawiać i pisanie na forum pomogło mi bo wyrzuciłam to co czuję z siebie. Moja mama myślę, że ona chciała mnie uchronić przed trudnym zyciem, jej małżeństwo było straszne, przez całe zycie była upokarzana, zdradzana. I myślę, że chciała mnie uchronić. Moja siostra to małolatka, przykro mi, że wie o tym bo to dla niej pewien ciężar, bardzo to przeżyła. A mąż generalnie nie jest tyranem, są płaszczyzny na których jest chyba najlepszym meżem na świecie tylko przy tym jest strasznym egoistą, rozpuszczonym jedynakiem, który w pierwszej kolejności widzi czubek własnego nosa. I choć na codzień jest dobrym mężem, zawodzi mnie w tak trudnych momentach. To strasznie boli. Zwłaszcza teraz. Ale Ja wiem, że muszę być silna dla moich skarbów, dla siebie. Jestem silna. Dam radę. Są poprostu momenty kiedy jestem sama wieczorem, gdy dzieci są już w łóżkach, gdy zaykam oczy a łzy płyną po polikach i ta pustka w serduszku i w głowie. Wiem muszę nauczyć się z tym żyć, ale wiem też że ta pustka się nie zapełni, jakaś część mnie umarła z tym dzieciątkiem.

    Więc jeśli jakaś dziewczyna czyta i zastanawia się nad zabiegiem, niech przemyśli to jeszcze. Bo te noce nieprzespane, te momenty kiedy z maleństwem zostajesz sama bo mąż trzaska drzwiami i idzie do kolegów, to porównaniu z ta pustką poaborcyjną jest niczym. Ten moment gdy skarb uśmiecha się do Ciebie, gdy przytulasz to maleństwo po raz pierwszy, te chwile wynaagradzają wszystko.

    Idę utulić do snu moje aniołki. Dobrej nocki.
  • nowako-wa 06.04.11, 21:02
    Mi też bardzo przykro ,że czasem trzeba stanąć wobec takiej decyzji...też przeszłam piekło i to po wielu latach, kiedy sumienie się obudziło...
    My tu chcemy Ci powiedzieć ,że rozumiemy,że się łączymy z Tobą w bólu,że wiemy jak boli, ale najważniejsze....MOŻNA ŻYĆ NORMALNIE PO- ba, nawet można być lepszym, wrażliwszym, miłosierniejszym, bardziej rozumiejącym innych, współczującym i wielkodusznym, ale...
    Właśnie trza najpierw odcierpieć swoje....
    Ważne jest jednak móc z kimś porozmawiać, poznać schematy syndromu, mieć wsparcie od innych i nie zamykać się w sobie ze swoim bólem i tragedią.
    Mi pomogła wiara- taka prawdziwa w Jezusa , który zabiera od nas najgorszy grzech , przemienia go i daje nową radosć i siłę do życia...tylko On nie obiecuje złotych gór- to się dzieje przez krzyż- jeśli masz zalążek wiary- może poszukaj uzdrowienia u tego Lekarza...
    Moim krzyżem była choroba psychiczna , pobyty w psychiatryku, szukanie odpowiednich leków, potem ciąża, przedwczesny poród, walka o życie synka i w końcu śmierć...
    Ty dowiedziałas się 27 marca- ja urodziłam ...Za to w Wielki wtorek musiałam przyjąć do wiadomosci ,że moje dziecko umarło...Ale wierzyłam ,że Bóg ma jakiś plan...za rok o tej porze urodziłam zdrową córeczkę - dzis roczną pannę i czuję się szczęśliwa, spokojna, odkupiona, pomimo trudów i problemów...
    Poza tym mam dwóch dorosłych synów wink
    Masz dla kogo żyć,z mężem też nie zaniedbuj relacji, wykorzystaj to co się stało do pogłębienia swojej świadomości, może warto zauważać innych , więcej dla nich robić- to daje siłę i satysfakcję...
    Bardzo potrzebne jest Ci przebaczenie- i sobie i innym- to jest proces - zaczyna się od tego ,że chcę przebaczyć.....
    Myślę ,że będzie dobrze bo dużo ciepła i wrażliwosci masz w sobie...
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/c5e975d4bd.png[/img][/url]
  • mama.rozy 07.04.11, 09:45
    zawsze możesz tu pisac i się wyżalic czy wykrzyczec.a my jesteśmy tu po to,zeby posłychac,jak się uda,to doradzic
    może byś chciała namiary na psychologa/terapeutę?
    --
    www.uroczysko.net.pl/
  • ewela22222 14.12.16, 16:53
    Witam, czy jeszcxe Pani tu bywa? ,nie wiem jak zyc... uwierzylam w glupie komentarze o tym ze o aborcji mozna zapomniec na rownie glupiej stronie. Nie liczy sie dla mnie nic. Zabilam swoje I ukochanego dzieciatko... ach gdyby mozna bylo cofnac czas.
  • abor.cja 08.04.11, 13:16
    Witam.
    Nie chyba narazie nie chcę pójść do terapeuty, chyba muszę to sobie poukładać, ustosunkować się do tego. Są momenty lepsze a są chwile smutne, pełne bólu. Ale trzeba iść do przodu. Od poniedziałku wracam do pracy, między ludzi, do życia codziennego. Jeszcze raz dziękuję za komentarze.
  • immer.sonne 08.04.11, 16:17
    Czytam o pustce,którą czujesz i boję się.boję się własnych myśli.Tylko teoretycznie jest to proste-farmakologia i problem z głowy.A psychika?Nie jestem silna.Czy będę potrafiła spojrzec 2 letniemu synkowi w oczy?Boję się,tylko to uczucie strachu mam w głowie.Mam 37lat,sporo empatii,bardzo lubię dzieci a nie potrafię podjąć decyzji.Boję się tego czy sobie poradzę w ciąży i po porodzie-czy wytrzymam fizycznie i psychicznie?Czy nie jestem za stara na 3 dziecko(córka jest pełnoletnia)?Czy damy radę finansowo?Od września chciałam iść do pracy..

    Ps:
    Przepraszam,ze nie zakładam nowego tematu i wchodzę na Twój.
    Dziewczyny,czy któraś z Was rodziła przed 40 rokiem życia i dała radę fizycznie,psychicznie?
  • natucha11 11.04.11, 10:42
    Może nie jestem osobą, której od której chciałabyś uzyskać odpowiedz, bo mam dopiero 24 lata i oczekuję dopiero pierwszego dziecka. Mogę Ci jednak odpowiedzieć z perspektywy najstarszego dziecka moich rodziców spośród czwórki. Mam 3 młodszych braci, między mną a najmłodszym Stasiem jest różnica 12 lat. Stasiu był dzieckiem nieplanowanym, więc w pewnym momencie moi rodzice byli w podobnej sytuacji jak Ty.
    Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką i była nas wtedy jeszcze "tylko" trójka czasem marzyłam o tym, żeby być jedynaczką bo ci bracia byli tacy wkurzający i przez tę naszą liczebność rodziców czasem nie było stać na to, żebym mogła mieć niektóre rzeczy o jakich marzą dziewczynki w tym wieku. Czasami zazdrościłam moim rówieśnikom, którzy byli jedynakami albo mieli tylko jednego brata lub siostrę. Kiedy więc dowiedziałam się, że mama znowu jest w ciąży pamiętam, że byłam na nią autentycznie zła. Po co to dziecko, przez nie znowu będzie tylko gorzej...
    Wiem, że rodzicom nie było wtedy lekko.
    Przełom nastąpił po urodzeniu Stasia, kiedy go zobaczyłam serce mi po prostu stopniało i stał się moim najukochańszym braciszkiem. Stasiu stał się ulubieńcem całej rodziny i wg mojej subiektywnej opinii był najbardziej radosnym, żywym i kochanym dzieciakiem z jakim zdarzyło mi się mieć do czynienia. Po tym jak wszyscy oczekiwaliśmy trudności i zgryzoty zaskoczył nas wszystkich swoją radością życia, tak jakby miłością chciał powetować swoje niespodziewane pojawienie się na świecie...
    Dzisiaj jestem dorosłą kobietą, jestem niezależna finansowo i inaczej zapatruję się na liczbę moich braci (może dlatego, że nie mogą mi już zabrać zabawekwink. Na moich rodzicach wciąż spoczywa trud utrzymania i wychowania tej trójki i czasami finansowo nie jest im lekko więc staram się im pomagać w miarę możliwości.
    Pomimo tego moja mama w wieku 46 lat zrealizowała swoje marzenie i poszła na studia, najstarszy brat studiuje medycynę w drugiej uczelni w kraju, dwaj młodsi braciszkowie też zapowiadają się na zdolnych młodych ludzi...
    I powiem szczerze, że w tak licznej rodzinie fantastycznie jest spotkać się z nimi wszystkimi, przy tylu charakterach i temperamentach zawsze coś się dzieje..wink
    Dzisiaj jestem wdzięczna moim rodzicom za to, że stworzyli taką rodzinę, że dali mi tylu wspaniałych braci, którzy ze mną zostaną, kiedy rodziców już zabraknie. I myślę, że właśnie to jest najważniejsze, dzieci najbardziej ze wszystkiego potrzebują miłości rodziców a nie drogich gadżetów i zabawek. I to uczucie, że absolutnie nie jestem i nie będę sama na świecie. To się docenia tak naprawdę a nie status materialny.
    Gdzieś przeczytałam i zapamiętałam tak mniej więcej brzmiący cytat:
    Ludzie zazwyczaj wiedzą co jest dobre tylko nie umieją tego wybrać. Także nie sztuką jest wiedzieć co jest co jest dobre, sztuką jest dopiero umieć dokonać wyboru dobra. Wielu ludzi tego nie potrafi.
    Dla mnie te zdania są uderzające w swojej prostocie.
    Przepraszam, że taki rozwlekły wpis...inaczej się nie dałowink
  • nienienie_85 25.05.11, 21:01
    nie wiem co mam napisać i powiedzieć bo przechodzę przez podobne piekło, wyboru za dużego nie miałam, mam pracę ale zarabiam niewiele nawet sama siebie nie jestem w stanie utrzymać, ojciec dziecka z góry bez zastanowienia ani chwili zawahania powiedział "usuń", w momencie wzięcia tabletki modliłam się i błagałam o wybaczenie i Boga i dziecko... samej sobie nigdy nie wybaczę. Za szybko się to wszystko wydarzyło, za mało myślałam, byłam za słaba... nie wiem... najgorsze, że nie wyobrażam sobie dalszego życia.
  • margaretka248 26.05.11, 08:56
    Witam cię serdecznie. Bardzo ci współczuje, proszę nie obwiniaj się za to co zrobiłaś, bo to nie jest twoja wina - uwierz mi. Ty chciałaś urodzić to dziecko, a wszyscy byli przeciwko tobie, szczególnie mąż, który myślał bardzie o sobie niż o twoim dobru i dobru waszego dziecka.
    Gdzie była jego miłość? kiedy ty najbardziej potrzebowałaś wsparcia, a on cię odrzucił. Egoizm jego zabił waszą miłość, zniszczył je, bo przecież wasząmiłością było życie, które rozkwitało w twoim łonie. To jest jego wina, jego matki, nie twoja. Ty nie bierzesz odpowiedzialności za maleństwo tylko oni. Bo oni podjęli za ciebie tą decyzję.
    Boje się tylko tego, że twoja nienawiść do męża będzie trwała i będzie ci bardzo ciężko jemu to wybaczyć- ten chłód, którym cię obdarzył. Ale pamiętaj- masz kochane dzieci smile i dla nich musisz się poświęcić całym sercem- bo one żyją. Może być taka sytuacja, że twoje poczucie winy, pustka, żal po stracie dziecka będzie tak silna, że może odbić się to na twoich dzieciach. Nie dopuść do tego, bo one mają szanse na szczęśliwe życie.
    Polecam ci, abyś zastanowiła się nad wizytą u psychologa. Będzie ci potrzebne takie wsparcie.
    Jeśli jesteś katoliczką praktykującą warto pójść do spowiedzi i się oczyścić z grzechu, będzie ci lżej i łatwiej. Nie jesteś w 100% winna, ale dopuściłaś się grzechu. i należałoby te sprawy uregulować, aby twoje sumienie oczyściło się. Myślę, że warto poszukać wsparcia u zaufanego kapłana. On może też dać ci wsparcie duchowe i wskazówki, gdzie możesz szukać pomocy. Jeśli ufasz mi możesz podać mi miejscowość z jakiej pochodzisz. Może będę mogła ci kogoś polecić zaufanego. Ja jestem z Krakowa i mam dużo znajomych wśród kapłanów i psychologów. Zawsze możesz przyjechać do innej miejscowości, jeżeli chcesz zachować anonimowość i spotkać się z jakimś psychologiem czy kapłanem.
    Mogę ci polecić teraz Sanktuarium Licheńskie - tam działa poradnia, W Radomiu jest super ksiądz, którego znam (ks. Marcin R. ), w Poznaniu jest o. Jan Góra (znany z Lednicy), w Częstochowie działa poradnia psychologiczna przy Jasnej Górze, noi w Krakowie znam sporo osób, które mogły by ci w jakiś sposób pomóc.
    Głowa do góry smile będzie dobrze smile naprawdę smile zawsze ędziesz nosić w sercu maleństwo, ale jeśli dasz sobie pomóc to uda ci się wyjść z kryzysu, a to jest najważniejsze dla ciebie i dla dzieci.
    Masz u mnie wsparcie, jeśli byś chciała pogadać, daj znać smile Studiuje nauki o rodzinie, mogę działać w poradniach smile po studiach. Więc mogę ci jakoś pomóc.
    Powodzenia i trzymaj się cieplutko. Niech Cię Bóg Błogosławi i twoje dzieci. Małgosia.
  • bma567 09.06.13, 12:08
    Margaretko,

    Może znasz namiary na jakiegoś kapłana w Krakowie, bo jestem po aborcji i cały czas panicznie się boję iść do spowiedzi.

    Z góry dziekuje
  • mama.rozy 09.06.13, 15:08
    już szukam,dam znac
    jeśli może byc
    --
    edudomowa.blogspot.com/
  • mama.rozy 09.06.13, 20:21
    o.Jordan,kapucyn,na Loretańskiej
    --
    www.zakatek21.pl/portal/
  • julkow88 15.06.13, 20:59
    Nie wiem co robić, nawet nie wiem czego oczekuję po tym forum... usunęłam ciążę i straciłam sens życia. Jak dowiedziałam się, że jestem w nieplanowanej ciąży byłam w szoku, nie ukrywałam, że nie chcę drugiego dziecka, nie stać naszej rodziny na nie, tydzień ryczałam... i zrobiłam to. Ja nie wiem co się we mnie takiego wtedy zadziało, że sama podjęłam taką beznadziejną decyzję, którą wówczas oceniłam jako mniejsze zło. Teraz wiem, że zrobiłam najgorszą rzecz w życiu, nie mogę sobie tego wybaczyć, sama siebie nie rozumiem, wiem, że jestem beznadziejna, czuję do siebie wstręt i straciłam ochotę na dalsze życie.
  • toja1972 30.06.13, 20:28
    Moje dziecko miało by teraz rok i 3 miesiace.Moje trzecie dziecko.Mam 41 lat,dwie córki 20 i 15 lat.Usunełam w 11 tyg.Czasem wyciągam rękę w powietrzu i wołam mojego synka a on biegnie do mnie.Kocham dzieci ,dwie córki karmiłam piersia do 3 rż.Dlaczego to zrobiłam?bo tak naprawdę jestem sama.Maż był zdziwiony ,ze jestem w ciązy.Co on myślał,ze mam metodę 100%.Raz mówił tak,a za dwa dni nie.Prawdą jest to,że to wszystko sięga dużo dalej, dzieciństwa tz.nigdy nie czułam miłosci matki,wsparcia i tak samo jest w moim zwiazku. Do tego doprowadza brak miłości i wsparcia nie tylko ze strony męza.Rozchorowałam się, z męzem się nie kocham,nie lubie na niego patrzeć.A jak to jest u Was?
  • enram 30.06.13, 23:52
    Przepraszam, że piszę w nie swoim wątku... Jestem w prawie 8 tygodniu ciąży i nie wiem, co robić... Mam 32 lata i jest mi wstyd, że nie umiałam pokierować swoim życiem tak, by nie popełnić tak poważnego błędu. Powinnam umieć przewidywać konsekwencje swoich czynów... A teraz wszyscy wokół mają problem i żałobę - rodzina, mój niby-chłopak (z którym jestem bardzo krótko...). Jest mi z tym bardzo ciężko. Nikt nie chce tego dziecka i obawiam się, że jego ojciec zostawi mnie i będzie unikał nawet obowiązku alimentacyjnego... Wiem, co pomyślicie, i macie do tego pełne prawo... Czemu nie myślałam wcześniej? Nie myślałam... Jestem w ciężkiej sytuacji i rozważam aborcję. Powiedziałam już kilku osobom, że jestem w ciąży, nawet mojemu lekarzowi rodzinnemu... Boję się osądu społecznego, ale jeszcze bardziej wyrzutów sumienia... A jestem osobą bardzo depresyjną... Boję się, biję się z myślami...
  • toja1972 01.07.13, 07:36
    Witaj .Enram,wyjscie jest tylko jedno urodzić tą dziecinkę.I co z tego ,że oni wszyscy sa teraz w żałobie,jak usuniesz po nich to spłynie a ty kochana będziesz cierpieć.Moze oni boja sie jak Ty ,ze nie dadza rady bo pieniadze itd a może sa egoistami.Zawsze żałuję,że nie trafiłam na to forum będąc w ciąży tylko po aborcji.Poczytaj posty jak sie żyje po,smutek,zal,wraz z smiercią dziecka umiera część ciebie.Może myślisz sobie,co ona pisze?Ale to wszystko,to prawda.Usmiecham się tylko na niby,bo w środku w sercu-w psychice ,jestem smutna juz prawie od dwóch lat.Teraz wiem,że popełniłam błąd,że mogłam męża nie słuchac itd.Oni żyją normalnie a ja juz nigdy nie będę sobą.W sercu mam ranę,że zabiłam własne dziecko.A to jest najgorsze co matka moze zrobić.Dlaczego?Bo nie miałam wsparcia od najbliższych,miłości.Załóż swój wątęk,ten mało kto odwiedza.
  • bellagnos 01.07.13, 10:50
    Masz 32 lata, jestem od ciebie młodsza o rok, mam jedno dziecko. To jest największy czas by zdecydować się na dziecko, potem będzie za późno. Może los/ Bóg ( nie wiem czy jesteś wierząca) chce Ci dać nowe życie. Masz prawo odmówić wychowywania dziecka i oddania do adopcji ale "po trupach do celu" nigdy nie przynosi dobrych owoców, wszystko co złego i dobrego zrobisz drugiemu wróci do Ciebie. Wybierz życie. Możesz wyjechać na czas ciąży, zamieszkać w domu samotnej matki i nikt nawet nie będzie wiedział że byłaś ciąży.
    Ojciec dziecka ma obowiązek płacić alimenty, już nawet w czasie ciąży. Zapytaj oto na forum pomocne e mamy pokierują cię gdzie i co załatwiać jeśli chodzi o finanse i sądy.
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usamg7ywh7g8jx7.png[/img][/url]
  • j.oasia3 06.09.14, 16:24
    Ku przestrodze:
    30 kwietnia 2014 zabiłam swoje dziecko. Powód: ekonomia. Mimo, że przyczyny, które mną wówczas kierowały nie ustały, gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym tego nie zrobiła. Z perspektywy "dzisiaj" świat wydaje mi się dużo prostszy. W głowie chaos, w sercu pustka, straszne poczucie krzywdy i ta wszechogarniająca świadomość, że to ja jestem przyczyną tego stanu. Niewyobrażalny ból i uczucie nienawiści do samej siebie. A w domu dwójka małych dzieci.
    Jeśli któraś z Was właśnie przeżywa koszmar związany z podejmowaniem decyzji na temat aborcji proszę, błagam, ostrzegam - nie rób tego. Zawsze jest jakieś wyjście, tylko trzeba go poszukać. Strasznie żałuję, że nie trafiłam tu wcześniej - przeczytanie kilku postów na pewno by mi pomogło podjąć właściwą decyzję.
    Dziewczyny (te które wiecie, o czym piszę) powiedzcie mi skąd czerpiecie siłę do życia. Czy po aborcji można jeszcze jakoś żyć?
  • anka1812 09.09.14, 23:14
    Twoja historia, to dokładnie moja historia nawet termin zabiegu prawie dokładnie taki sam ... niestety ja nie wiem jak można się po tym co zrobiłam podnieść. Życie stało się koszmarem i pomimo tego, ze mam dla kogo żyć nie potrafię tej chęci życia odnaleźć, a widok dzieci przypomina mi tylko, że powinno być ich troje i jeszcze bardziej dołuje i dobija. Nie potrafię doradzić co zrobić, aby choć trochę ulżyć bólowi, nie potrafię Cie pocieszyć, ale może tak jak piszesz ktoś przeczyta i mocno zastanowi się nad tym co chce zrobić.
  • smut.naa 20.09.14, 19:21
    To też moja historia... Jestem mamą już 3 dzieci, najmłodsza córcia za miesiąc skończy 2 latka. Zabieg mam zaplanowany na czwartek, im więcej o tym myślę tym bardziej nie wiem co powinnam zrobić sad niby mąż powiedział że zaakceptuje każdą moją decyzję jednak na pytanie jak sobie wyobraża nasze życie w 6tke stwierdził że nie wie bo sobie nie wyobraza innej decyzji sad boję się że sobie nie poradzę z tym co zamierzam zrobić niedawno udało mi się wyjść z depresji, zamierzam też odejść od męża... Czy będę mogła patrząc na swoje dzieci żyć z tym co zrobiłam?! Boję się i nie wiem co mam zrobić...
  • anka1812 21.09.14, 00:16
    Mój mąż tez mówił, że zaakceptuje moja decyzje, ale z drugiej strony wciąż przytaczał argumenty dlaczego tylko decyzja ZA zabiegiem jest w naszej sytuacji logiczna, rozsądna itp itd. Ja spanikowałam, przestraszyłam się tych czarnych wizji, bałam się, ze w głębi duszy nie zrozumie mojej decyzji i w trudnych chwilach będzie mi wypominał moja nierozsądną decyzję. Z perspektywy czasu żałuje, ze z nikim poza moim mężem nie porozmawiałam. Z perspektywy czas wolałabym być sama z wszystkimi moimi dziećmi, niż żyć jak teraz. Życie po zabiegu jest straszne, to najgorsza kara jaką można sobie wyobrazić... ale przecież całkowicie zasłużona. Nigdy bym nie zrobiła tego raz jeszcze i wiem, ze wtedy powinnam posłuchać tylko siebie, tylko moich własnych przekonań. Jeżeli teraz masz wątpliwości co do zabiegu to według mnie znaczy, ze tnie chcesz tego zrobić. Bądź mądrzejsza niż ja!!!
  • smut.naa 21.09.14, 09:24
    anka1812 dokładnie tego samego się boję, że jak przyjdzie co do czego to powie mi że taką podjęłam decyzję wiec musze radzić sobie sama sad nie chcę tego robić crying ale czy dam radę, czy znowu będę musiała odłożyć na jakiś czas moment odejścia... boję się tego wszystkiego
  • anka1812 21.09.14, 21:57
    Może spróbuj raz jeszcze na spokojnie porozmawiać z mężem, tak aby to była Wasza wspólna decyzja. Pokaż mu nasze wypowiedzi, niech sam zrozumie co Was czeka po tym wszystkim. Mój mąż patrząc co się ze mną dzieje zrozumiał swoje zachowanie i uważa, że zawiódł na całej linii, że widząc moje wątpliwości pozwolił mi TO( wciąż trudno nazwać mi rzecz po imieniu) zrobić i jako facet zawiódł, bo może w najważniejszym momencie naszego życia okazał się małolatem, a nie "głową rodziny", ale co mi z tego, ze on teraz to zrozumiał. Takich historii, jak moja jest masę nie pozwól, aby stała się ona Twoja historią. Ja żałuje, że wtedy nie poszperałam i nie wyszukałam żadnych informacji o życiu po zabiegu, Ty to zrobiłas wykorzystaj to.
  • agulala74 23.09.14, 19:53
    Kochana!!!! Jesteś wspaniałą, dzielną kobietą!!! Nie pozwól wmówić sobie, że zabieg to rozwiązanie problemu !!! To fałsz i kłamstwo i najgorsze oszustwo, jakie można podsunąć zdesperowanej kobiecie!!! Kochasz swoje dzieci nad życie i nie będziesz w stanie sobie z tym poradzić. Piszesz, że leczyłaś się na depresję, po wszystkim depresja powróci ze zdwojoną siłą. Niestety jestem tą nędzną kobietą, która dopuściła się aborcji farmakologicznej. Nie radzę sobie mimo, że minęło pół roku sad umieram z tęsknoty za moim Dzieckiem. Proszę odezwij się jeszcze, napisz jak można Ci pomóc?
  • anka1812 23.09.14, 22:51
    Smut.naa chciałam abyś wiedziała, ze myślami jestem z Tobą. Wierzę w to, że znajdziesz siłę, aby wycofać się i postawić na swoim, abyś mogła spojrzeć na siebie w lusterku i nie czuć obrzydzenie, nie mieć wyrzutów sumienia, ale to nie wyrzuty sa najgorsze - ta tęsknota dobija. Nie szykuj sobie takie losu jak Mysmile Trzymaj się ciepłosmile)) Pozdrawiam mocnosmile))
  • smut.naa 26.09.14, 16:50
    Dziękuję Wam za wsparcie... Nie znalazłam tej siły crying
  • anka1812 26.09.14, 22:04
    Myślałam o Tobie i wczoraj i dzisiaj. Życzę Ci z całego serca, aby Twoje życie po zabiegu było lepsze niż moje. Jak byś kiedykolwiek miała potrzebę to napisz do mnie na gazetowy email, pewnie nie pomogę, ale na pewno zrozumiem. Trzymaj się.
  • smut.naa 26.09.14, 23:40
    anka1812 - nie będzie, czuję się jak ostatnie ścierwo... dziękuję Ci za dobre słowo i życzę Ci abyś mogła kiedyś spojrzeć w lustro bez obrzydzenia... wątpię czy ja kiedyś będę mogła crying
  • ponure_doswiadczenie 29.09.14, 11:00
    Droga smut.naa

    Mam nadzieję, że będziesz w stanie udźwignąć swoją decyzję. Dbaj o siebie i swoją rodzinę. Życzę ci wszystkiego dobrego i bardzo dużo siły, wiary i nadziei.
  • smut.naa 15.10.14, 20:38
    Od godziny siedzę i próbuję coś napisać... Zżera mnie rozpacz, ból, smutek i ta potworna pustka... 20 dni codziennej walki by rano wstać i jakoś przetrwać kolejny dzień, kolejną noc... Nawet prochy już nie działają... Dziś Dzień Dziecka Utraconego crying .... gdybym mogła cofnąć czas... choć na jedną minutę... Nie wiem jak dalej żyć...
  • tanzania1 22.10.14, 10:24
    bardzo Ci współczuję... Nie wiem czy jesteś wierząca, ale wydaje mi się, że modlitwa, próba zblienia do Boga może pomóc... Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, nie chcę nawet myśleć... Byłam w innej sytuacji kiedyś, nie takiej, ale też bardzo ciężkiej i mi tylko modlitwa pomagała... Bardzo Ci współczuję... Trzymaj się...
  • anna.94 21.01.17, 11:03
    Witam ! Miałam 22 lata jak zdecydowałam się na usunięcie ciąży .... bałam się co powiedza moi rodzice . Jak dowiedziałam się ze jestem w ciąży bardzo się przestraszylam miliony myśli chodziło mi.po głowie . Aż w końcu pojechalam do lekarza , stwierdził że jest to ciąża bliźniacza...zaproponował mi zabieg usunięcia , zgodzilam się . Razem z chłopakiem uzbieralismy pieniążki , był dzień zabiegu nie byłam pewna że chce usunąć ... płakałam , w pewnymmomencie zaczęłam sobie to wszystko układać w głowie ze będzie fajnie , ze wszystko się ułoży .. lecz mój chłopak był przeciwny abym urodziła ... po zabiegu nie mogłam dojść do siebie
    .... przez parę tygodni oddalilismy się od siebie . Pustka została do chwili obecnej . Bardzo tego żałuje , straciłam dwóch skarbów .
    .
  • rainbowiris 24.01.17, 22:25
    Nadal jestes Mama swoich dzieci. One dawno Ci przebaczyly. Czekaja na spotkanie z Toba w Niebie. Duza ulge daje ochrzczenie swych nienarodzonych dzieci, mozesz to zrobic, sa specjalne modlitwy. Nadaj Im imiona... One codziennie sa z Toba, chca zebys sie usmiechala, byla szczesliwa.
  • mauarich 17.09.14, 01:24
    Joasia i Anka- jesli jestescie wierzace, to pomocy po aborcji mozecie szukac tutaj www.duszpasterstworodzin.pl/rekolekcje-winnica-racheli.html
  • ponure_doswiadczenie 21.09.14, 13:34
    do smut.naa :

    Proszę nie rób tego. To nie jest ŻADNE rozwiązanie. Nie wiem dlaczego w ogóle bierze się je pod uwagę. Nie wiem dlaczego w ogóle nazywa się je rozwiązaniem? Jakim rozwiązaniem? Ciąża już JEST. Nic tego nie zmieni. Zawsze będziesz miała w głowie wszystkie swoje ciąże i świadomość, że przyczyniłaś się do unicestwienia życia. Co za paradoks! Ludzie szukają życia na Marsie, a jak w nieodpowiednim momencie takie życie zakiełkuje w brzuchu kobiety, to nagle pojawiają się głosy, że można je usunąć,zniszczyć....Nie oceniam Ciebie, smut.naa. Nie mam prawa. Ale nie mogę przejść obojętnie wobec dylematów kobiet. Nie chcę, aby kobiety się niszczyły przez ABORCję,. Kobieta jest stworzona do tego, by życie dawać, a nie je niszczyć. Aborcja jest działaniem wbrew naturze ludzkiej. Zrozumcie to proszę. Przestańcie mieć takie dylematy. Ile jeszcze kobiet musi się stoczyć, zniszczyć swoją psychikę, abyście przestały brać pod uwagę takie rozwiązanie. I nie słuchajcie feministek, że to wasz brzuch, wasza sprawa. One jeśli dopadnie was załamanie po zabiegu już nie będą chciały z wami rozmawiać. Stwierdzą, że jesteście nienormalne, że źle przemyślałyście decyzję, że nie jesteście w pełni świadomymi siebie kobietami itd itp.
    Życzę ci abyś podjęła najbardziej korzystną decyzję dla siebie i dla twojego dziecka, a także dla całej twojej rodziny i wszystkich dzieci żyjących już tu na ziemi. Bo aborcja może się odbić na wszystkich.
  • muszka2015 04.07.16, 22:03
    Wierzę że możesz znaleźć z powrotem radość, przebaczenie do siebie samej, męża i innych. Znajdziesz to u Jezusa. Zwróć się do Niego szczerze własnymi słowami opowiedz mu całą sytuację. Nie wierz w to że musisz chodzić to księży aby odpłacić ekskomuniki i rozgrzeszenie. Jezus kiedy umierał na krzyżu umierał za wszystkie nasze grzechy - również aborcję. Skoro zapłacił za wszystkie grzechy to za wszystkie, za Twój też. Znajdziesz u niego pocieszenie, uwolnienie. Zachęcam też do poszukania Kościoła wierzącego ewangeliczne : Zielonoświątkowy, baptystyczny, kościół Boży w Chrystusie itd.
  • netporadnia 27.07.16, 22:49

    Telefon Zaufania (58) 6 915 915 i Netporadnia www.netporadnia.pl dla osób, które rozważają aborcję oraz tych, które już jej dokonały.
    Godziny kontaktu: codziennie od 17.00 do 24.00

    Oferujemy bezpieczną przestrzeń rozmowy dla osób, które myślą o aborcji. Jesteśmy po to by towarzyszyć i wspierać w poszukiwaniu rozwiązań.

    Osoby, które się z nami skontaktują, uzyskają wiedzę z zakresu:
    medycyny,
    farmakologii,
    procedur wsparcia instytucjonalnego,
    psychologii
    prawa,
    A także wsparcie emocjonalne.

    Swoje działania kierujemy do kobiet, mężczyzn, personelu medycznego oraz wszystkich osób, które doświadczają skutków aborcji.

    Porady w Netporadni są bezpłatne. Koszt rozmowy w Telefonie Zaufania w zależności od operatora, wg stawek na telefon stacjonarny.

    Gwarantujemy pełną dyskrecję.
  • annawarszawa 14.07.17, 17:44
    Pomocy! Jestem w 4 ciąży i mąż zmuszanie do aborcji. Ma rację jeśli chodzi o względy finansowe i logistyczne. Ze przez brak 7-osobowego samochodu nigdy nie pojedziemy razem na wakacje... ze nie będzie nad stać aby poleciec za granice z dziećmi i pokazać im świat. Ze to nie fair wobec pozostałych dzieci... ze nie many żadnej babci do pomocy a z synem 12-letnim trzeba będzie robić lekcje a ja sama w domu... ze on jest psychicznie wyczerpany utrzymywaniem domu... wciaz siedzę i płaczę... potrzebne by było 50 000 zł na dwa lata siedzenia z maleństwem, Bebiko, wózek... a na nie pracuję. Czuje ze jak usune to nigdy już nie zasiądę z mężem przy wigilijnym stole... dziś zamowilam tabletki sad
  • modlitwa77 14.07.17, 21:55
    witam cie serdecznie
    Moze Ci się to wydac nie wiarygodne ale w sumie jesli szukasz pomocy to jestesmy dla ciebie i dla twojego dziecka. Jesli chcesz skontaktuj sie pod adresem ofiaryaborcji@gmail.com.
    Pamietaj że nie jesteś sama i możesz na nas liczyc
    aborcja nie jest wyjsciem z sytuacji
    przyjmij nasza pomocna dloń
    Nie jestes sama sa osoby ktore pomagaja
    uwierz
    prosze napisz do nas
  • modlitwa77 14.07.17, 21:58
    ofiaryaborcji@gmail.com
    napisz
    pamietaj ze nie jestes sama
    prosze napisz
  • modlitwa77 15.07.17, 20:01
    Zapraszamy Panią też na facebooka
    www.facebook.com/ofiaryaborcji
    Modlimy się za Was za Waszą calą rodzinę
    Ponawiam naszą pomoc.
    ofiaryaborcji@gmail.com
  • magdi111 16.07.17, 23:49
    Kochana, rozumiem, że sytuacja jest straszna. Mąż zachowuje się strasznie i poniżej krytyki. Rozumiem, że postawienie się jest trudne, ale spokojnie, są inne wyjścia.
    Możesz znaleźć pomoc tutaj:
    dlazycia.info/ możesz zadzwonić, napisać o swojej sytuacji. Tam wolontariusze pomogą Ci wyjść z trudnej sytuacji, i możesz liczyć na wsparcie w dobrym wyborze. Organizują pomoc dla matek w trakcie i po urodzeniu dziecka. Jest tez strona: netporadnia.pl to taki telefon zaufania, dla kobiet rozmyślających aborcję.
    I przecież zazycie takich tabletek jest powaznie niebezpieczne dla zdrowia kobiety. Wiadomo, że sprzedawca o tym nie wspomni i tego nie podkreśli, ale takie są fakty. A co dla męża jest ważniejsze, życie i zdrowie Twoje i Waszego dziecka, czy względy finansowe. A i wiesz, istnieją tez okna życia. Wystarczy urodzić, dziecko które tam trafi ma zapewnioną dalszą opiekę, często jest adoptowane przez rodziców, którzy będą pragnęli tego dziecka. Wybierz mądrze smile pozdrawiam!
  • inesspe 02.08.17, 17:27
    Gratuluję mężowi systemu wartości. Faktycznie, jest co zestawiać - 7 osobowy samochód, zwiedzanie świata kontra dziecko - ludzkie życie. Brak babci, lekcje z 12 letnim synem, tak, to są naprawdę ważnego argumenty, żeby zabić dziecko. Mam trójkę dzieci, trzecia ciąża nie była planowana i równie nie byliśmy na początku nią zachwyceni. Nie mamy babć, a średni syn jest niepełnosprawny. Uwierz mi, świat się nie zawalił, nie pogorszyła się nasza sytuacja finansowa, do samochodyu, który nie jest 7 osobowy miesci się trójka dzieci. Nawet nie pytam, co zrobiłaś.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.