proszę pomóżcie..już nie daję rady..
Jest we mnie tyle emocji i słow, które pragnę wykrzyczeć..a kiedy siadam przed komputerem nie wiem od czego zacząć. Może wprost:zabiłam swoje dziecko.Czuję się jak ostatnie ścierwo i nie mam siły żyć.Ciężko mi pisać bo oczy zalewają mi łzy, ale wiem, że jeśli się tym z kimś nie podzielę to nie wytrzymam ani minuty dłużej.
Parę miesięcy temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży-była rozpacz i strach i te myśli że nie dam rady bo przecież mam już 10miesięcznego syna który jeszcze się nawet dobrze nie odkleił od piersi,że już teraz brakuje sił i czasu żeby to wszystko ogarnąć, że brakuje pieniędzy..teraz uważam te argumenty za gówno warte.Na zimno i bez większego zastanowienia postanowiłam że wezmę tabletki poronne.Nie mogę uwierzyć że byłam tak bezwzględna-jakby coś zamroziło mi serce na ten czas,jakby diabeł mnie opętał..w każdym razie pierwsza próba się nie udała, nadal byłam w ciąży a zorientowałam się trochę za późno.To był już 12tydzień ale to mnie nie powstrzymało, żeby spróbować ponownie.Wmawiałam sobie że teraz już trzeba załatwić sprawę do końca bo po pierwszej próbie dziecko może urodzić się upośledzone..oczywiście to były myśli przez wygodnictwo.Wzięłam drugą dawkę i poroniłam..ale to co zobaczyłam w toalecie na zawsze odmieni moje życie..i już nic nie będzie jak dawniej.Zobaczyłam małe dziecko, małego bezbronnego człowieka leżącego na dnie muszli.Człowieczka , któremu nie dałam szans na przeżycie a który pewnie walczył do końca..małe stopy i ręce,które mnie nigdy nie przytulą.Wtedy rozpuścił się lód w moim sercu ale co z tego, było już za póżno.Spuściłam swoje dziecko w toalecie, bo nie było już odwrotu..minęło już parę tygodni a ja nadal mam przed oczami te małe stopy i wiem, że będe je widzieć już do śmierci.Teraz patrząc na mojego syna zastanawiam się gdzie jest jego brat/siostra i ta myśl nie daje mi żyć.Już sam fakt że jego małe ciałko leży wśród ekstrementów w kanalizacji doprowadza mnie do obłędu, ale bardziej martwi mnie gdzie jest jego dusza.Czy jest szczęśliwe, czy kochane czy spokojne.Czy wróci do mnie kiedyś pod postacią innego dziecka czy zostanie odesłane kobiecie która na nie zasługuje czy zostanie w niebie a Bóg przytuli je do serca i wynagrodzi mu to że nigdy nie mogło przeżyć na ziemi ani jednego dnia, czy wynagrodzi mu to że jego matka-osoba która powinna kochać najmocniej po prostu je zabiła..jak mam teraz żyć, z milionem tych pytań w głowie?czy któraś z was zna odpowiedź na któreś z nich?może rozmawiałyście o tym z jakimś księdzem?bardzo was proszę powiedzcie gdzie jest moje dziecko i czy kiedykolwiek je jeszcze spotkam?jak mam odkupić swoje winy?czy wogóle jest to możliwe?czy ono mi kiedyś wybaczy?czy Bóg mi wybaczy?Bo jedno jest pewne ja sobie nigdy tego nie daruję..tak bardzo chcę cofnąć czas..