Dodaj do ulubionych

zdecydowałam się na zabieg...

21.05.12, 13:41
... i czekam na wyznaczenie terminu. nie zmienię zdania, bo jestem pewna co chcę zrobić. piszę tu tylko chyba, żeby się wygadać. bo nikt nie wie o tej ciąży. wie tylko mój chłopak, który chce mi pomóc w każdej decyzji jaką podejmę. on z każdym dniem ma coraz większe wątpliwości i coraz więcej uczucia, żeby zatrzymać tę ciążę. śni mu się po nocach ta sama mała dziewczynka, którą pyta kim jest, a ona nic mu nie chce powiedzieć. mówi tylko, że ona go zna. on chciałby mieć córkę. tylko, że ja nie chcę. nie czuję tego, nie kocham. dla mnie to jest "to" a nie dziecko... nawet nie płód czy embrion... po prostu "to". przy nim tylko używam innych określeń, bo wiem jak boli go nazywanie dziecka "to". i tylko dlatego mi nie jest łatwo z myślą o tej decyzji, bo wiem, że on ma coraz więcej wątpliwości. on mówił mi, że absolutnie to nie jest dobry moment na dziecko w naszej sytuacji, ale z każdym dniem, coraz bardziej chce, żebym jednak to zostawiła. ja i tak usunę tę ciążę. a moje powody są czystko egoistyczne. myślę o sobie, o przyszłości, karierze, imprezach. wiem, że nie jestem w ogóle na dziecko gotowa. płaczę z rozpaczy, że muszę walczyć z objawami ciążowymi. właśnie miałam zacząć się odchudzać. a tu d**a. ciąża. a najgorsze jest to, że się zabezpieczaliśmy. tylko mnie hormony rozregulowały i mam problemy z tarczycą. odstawiłam antykoncepcje bo tak lekarz kazał... i nawet nie wiem kiedy popełniłam błąd. bo nawet nie wiem w którym tygodniu jestem... jutro betę odbieram. nie wiem nawet czego od was oczekuję po tej mojej wypowiedzi.
Edytor zaawansowany
  • faun1512 21.05.12, 15:00
    Skoro się zdecydowałaś, to coż… Można Ci tylko zaproponować, abyś poczytała trochę to forum – praktycznie wszystkie uczestniczki które zdecydowały się na „zabieg” przed były pewne że to optymalna decyzja, a potem chciały cofnąć czas… Choć wątpię by to coś zmieniło, bo w myśl tzw zasady zaprzeczenia gdzieś w głębi zawsze żywimy irracjonalne przekonanie że różne nieszczęścia mogą się przytrafić każdemu, tylko nie nam… Kobiety które na tym forum i na „Bliźnie” z lepszym czy gorszym skutkiem rozpaczliwie walczą z syndromem postaborcyjnym też były przekonane że są silne i sobie poradzą, dla też nich ciąża to było „coś” z czym nie czuły żadnego związku tylko żywiły niechętne uczucia… Przemiana w dziecko następowała dopiero „po”, ale już było za poźno by cokolwiek zmienić…
    Sama piszesz że głównym motywem Twojej decyzji jest egoizm, a czy jesteś zupełnie pewna że okaże się on na tyle silny aby uchronić Cię przed poczuciem winy i wyrzutami sumienia??? Nie tylko w stosunku do tego „czegoś” ale i w stosunku do chłopaka, który wbrew trudnościom coraz bardziej pragnie tego dziecka. Piszesz, że obiecał Ci wsparcie niezależnie od tego co zdecydujesz. Ja jednak obawiam się że gdy pozbędziesz się ciąży, dla niego może się to okazać zbyt dużym ciężarem. Sam będzie miał potężny problem z dojściem do psychicznej równowagi (z tego co piszesz wnioskuję że to wrażliwy i uczuciowy facet) i zwyczajnie może mu nie starczyć sił aby pomagać też Tobie. Tym bardziej że w głębi duszy będzie czuł żal do Ciebie… Truizmem jest pisać że podejmując decyzję bierzesz też odpowiedzialność za ojca dziecka, bo Twoja decyzja uderzy bezpośrednio w niego… Wątpię, aby Jego ból ukoiła świadomość że ma partnerkę – egoistkę, więc musi się z tym pogodzić…
    By nie przeciągać kończę paroma uwagami (nie są mojego autorstwa ale trafiają w samo sedno).
    1. Aborcja to nie jest koniec problemów ale dopiero początek. Jeśli nie uwierzysz będziesz mogła prawdziwość tego zdania sprawdzić empirycznie, ale to niezwykle bolesne doświadczenia…
    2. Nie stoisz przed wyborem „mieć czy nie mieć dziecko”, bo ono już jest i będzie Ci towarzyszyć do końca życia. Możesz tylko wybierać, czy chcesz je mieć przy sobie żywe, czy matrwe. To że to „coś” stanie się dla Ciebie dzieckiem dopiero znacznie później nie ma żadnego znaczenia.
    3. Większość kobiet z tego forum miało znacznie ważniejsze i liczniejsze „powody” do aborcji (sama przyznasz, że egoizm to dość kiepskie usprawiedliwienie), które „po” wydały się im funta kłaków nie warte. I zrobiły by wszystko, aby się z Tobą zamienić na miejsca… Bo Ty masz jeszcze szansę, a One już nie.. Jeśli koniecznie chcesz dołączyć do tyego grona – nikt i nic Cię nie powstrzyma… Ale czy warto???
  • twoj_aniol_stroz 21.05.12, 19:13
    Poczytaj tę historię:
    forum.gazeta.pl/forum/w,20823,131026084,135961979,Dziewczyny_dziekuje_.html
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • jul.emi 21.05.12, 19:16
    odkąd zrobiłam test i wszedł pozytywny to rozmawiamy tylko o ciąży. ja się bardzo boję, że mimo, że taki twardziel teraz z niego, to będzie miał do mnie żal, że usunęłam tę ciążę... boję się, że odejdzie bo nie będzie mógł sobie poradzić z tą sytuacją. on mówi, że nie, że cokolwiek się stanie zostanie przy mnie.... naprawdę to nie jest łatwe dla mnie przez niego. ale z drugiej strony sama czuję się przymuszona nosić to, bo tego nie chcę tak naprawdę. mam dosyć tego rzygania, tego, że mi śmierdzi wszystko, że jeść nie mogę bo mnie mdli, zawrotów głowy, tego, że brzuch mi "spuchł"... nie chcę crying idą wakacje, chcę się bawić, schudnąć, być szczupła, a nie wyglądać jak wieloryb.. i tak już do szczupłych nie należę. nie rozważam adopcji. albo usunę i będę czuła się znowu wolna, albo urodzę, zostawię przy sobie i będę w depresji do końca życia. tak, wiem, jestem egoistką i mam egoistyczne powody. poza tym mam tak naprawdę jeszcze wiele innych argumentów na nie. staram się o przyszłości nie myśleć, teraz mnie to nie obchodzi. twarda jestem teraz, ale nie mówię, że w przyszłości mnie wyrzuty nie dopadną. nie jestem wróżką, nie wiem co będzie... teraz tylko modlę się i żyję nadzieją żeby ta beta była negatywna. jutro się okaże. wtedy nie będę musiała usuwać ciąży, bo po prostu nie będzie co i kamień mi z serca spadnie.
  • nati1011 21.05.12, 20:58
    Doskonale rozumiem, twój brak zachwytu ciażą. Tak, wiem że niektóre lubią być w ciaży, ale ja zdecydowanie do nich nie nalezę. Moje obie ciaże były koszmarne. I nie chodziło tylko o mdłości czy wagę. Naprawde rozumiem.

    Tylko, .... ta ciaża to raptem kilka miesiecy. Trochę wiecej jak pół roku. Nawet najtrudniejsza kiedyś sie kończy. I w ostateczności da sie przeżyć.

    Wiem, że podjęłaś decyzję. Ja chcę cie prosić tylko o jedno. Daj sobie trochę czasu. Zdążysz tą ciażę usunąć. 2-3 tygodnie cię nie zbawią. Dlaczego? Bo tej decyzji nie da sie już cofnąć. Teraz buzują ci hormony, jesteś zła, rozczarowana... w takim stanie pośpiech jest złym doradcą. Trzeba trochę uspokoić emocje. 3 razy rozwazyć wszystkie za i przeciw. A potem jeszcze odczekac kilka dni. Bo nie ma już powrotu do czasu sprzed ciaży. "Ono" już jest. Nie mozesz przestac być w ciaży. Teraz mozesz już tylko pozwolić "Temu" żyć albo przerwac jego ostnienie. To wbrew pozorom duża różnica.
    Potrafisz z tym żyć? Wiele było tu już takich, co było nawet bardziej pewnych od ciebie. A po paru dniach wracały z płaczem. Tu nie ma reguły. Wymiękają najtwardsze. Chciałybyśmy ci tego oszczędzić.
    Powiem szczerze - nie będziemy ci klaskać, jak zdecydujesz się na aborcję. NIe usłyszysz tu zachety - bo jesteśmy przekonane, ze to zły wybór - głównie dla Ciebie. Ale też nie zmusimy cię do urodzenia. Sama musisz podjać tą decyzję. ALe sprawdź też inne opcje.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • faun1512 22.05.12, 15:12
    Wrażliwy facet może być „twardzielem” jeśli będzie miał motywację. Czyli w tym przypadku jeśli wbrew przeciwnościom losu urodziło by się dziecko, którego on coraz bardziej pragnie. Wiadomo, że jeśli jednak zdecydowała byś się urodzić, zrobiła byś to tylko z uwagi na Niego i Wasz związek. W tym przypadku to On przyjmuje odpowiedzialność za zmianę Twojej decyzji i On przede wszystkim powinien pociągnąć ten wózek. Jeśli jest mężczyzną przez duże M a nie niedojrzałym młokosem (chyba tak, skoro Ci na Nim zależy), to wie że cały wysiłek będzie musiał poświęcić na rzecz nowo powstałej rodziny, choćby miał gryźć ściany i stawać na głowie. Że oznacza to rezygnację z dotychczasowego życia, że wszelkie priorytety ulegają zmianie – to oczywiste.
    Jeśli zdecydujesz się postawić na swoim i usunąć, to sorki – ale czarno widzę dla Waszego związku (choć Jego deklaracje że także w tym przypadku zostanie przy Tobie zapewne są szczere).
    Nawet w sytuacji gdy decyzja o aborcji była wspólna, praktycznie wszystkie związki przechodzą poważny kryzys, który najczęściej kończy się rozstaniem. A między Wami nie ma zgodności (mimo że ciąża dla obojga jest zaskoczeniem i kompletnie „nie w porę”wink. Na pewno będzie się starał, ale może się to dla Niego okazać zbyt trudne. Jeśli Twoja aborcja nie załamie go całkowicie, to w każdym razie silnie wstrząśnie całą Jego psychiką. Skoro On dzisiaj tak to przeżywa (inaczej nie myślał by o tym bez przerwy i nie miał takich snów, które są przecież odbiciem rzeczywistości), to potem, gdy już nie będzie odwrotu może być tylko dużo gorzej. Żeby się „wzmocnić” będzie potrzebował wsparcia. Nie od mężczyzny, bo raczej nie znajdzie takiego, który go zrozumie. Co najmniej 95 procent facetów po wysłuchaniu opowieści na temat prowadzonych we śnie dialogów z nie narodzoną córką popukało by się w czoło i zaczęło zwyczajnie rechotać. Dla przytłaczającej większości mężczyzn niechciana ciąża to problem, który trzeba jak najszybciej - nomen-omen- usunąć (jak „zniknie” ciąża to zniknie też problem) i po ptokach!
    Przypuszczam, że jego obecne i późniejsze „niemęskie” rozterki będzie w stanie zrozumieć tylko kobieta (faceci o „kobiecej” wrażliwości są b.nieliczni). O wsparcie nie zwróci się do Ciebie, tylko poszuka gdzieś na zewnątrz. Bo po pierwsze Ty sama będziesz w kiepskiej kondycji (sama uważasz się za egoistkę, więc Jego wyżalanie się może zacząć Cię wkurzać) a po drugie: nawet gdy zdecyduje się z Tobą być, jakąś cząstką siebie ZAWSZE będzie w Tobie widział zabójczynię swojego dziecka. Można kogoś kochać, a jednocześnie czuć głęboki żal do niego. Wtedy jest to trudna miłość, bo te sprzeczne uczucia walczą w człowieku i nie wiadomo które ostatecznie zwycięży. Wtedy jeszcze bardziej potrzebuje się wsparcia jakiejś „bratniej duszy”, choćby tylko po to by wyrzucić z siebie to, co boli. Która wysłucha ze zrozumieniem i ukoi ten bół… Jeśli On znajdzie taką „pocieszycielkę” (choćby tylko w celach „powierniczych”wink, to z czasem może go ona od Ciebie przejąć całkowicie. Dla wielu kobiet faceci o dużej wrażliwości są na wagę złota, bo tylko taki jest w stanie ją zrozumieć w momentach załamania, czyli dać wsparcie wtedy, gdy go najbardziej potrzebuje (choćby tylko poprzez wysłuchanie ZE ZROZUMIENIEM). Większość facetów gdy kobieta opowiada mu o swoich problemach i rozterkach nie kuma o co chodzi, bo oni takowych nie mają. Nawet gdy bardzo chce jej pomóc, to nie jest w stanie. Zazwyczaj zacznie udzielać światłych rad co powinna zrobić albo robić uwagi typu: przesadzasz, nie dramatyzuj, weź się w garść, nie myśl o tym itp. – a to doprowadza kobiety do szału.

    Co do Ciebie to daruj, ale Twoje uwagi jak to po aborcji będziesz w wakacje szczęśliwie chudnąć i beztrosko się bawić wywołały u mnie uśmiech… Nasze wyobrażenia o przyszłości rzadko kiedy odpowiadają prawdzie (jesteś chyba na tyle duża, aby się o tym przekonać).
    Stworzyłaś sobie dwie wizje. Aborcja oznacza dla Ciebie powrót do poprzedniego życia, zaś kontynuacja ciąży - przewrócenie wszystkiego „do góry nogami” i totalną rezygnację z tego co wcześniej było priorytetowe (czyli koniec planów i marzeń), co Cię przeraża..
    Wybór wydaje się oczywisty, tyle tylko że obie wizje są fałszywe (sama piszesz że nie jesteś wróżką). Przewlekła depresja grozi Ci jak usuniesz, jeśli zdecydujesz się urodzić - dziecko tak wypełni Ci życie, że nie będzie miejsca na depresję smile.
    Powrotu do stanu sprzed ciąży już nie ma – dziecko możesz wyrzucić ze swojego brzucha, ale nie z głowy. A na pewno nie z głowy Twojego chłopaka… Nawet jeśli nie dopadną Cię od razu wyrzuty sumienia, to już fakt że coś się bardzo popsuło w dotąd dobrze funkcjonującym związku (a popsuje się na pewno) skutecznie odbierze Ci ochotę do zabawy. Chyba się trochę przeceniasz – stuprocentowa egoistka i twardzielka nie przejęła by się ewentualną stratą chłopaka. Zawsze można znaleźć następnego, zwłaszcza jak się schudnie i „upiękni”. Czyli w środku nie jesteś taka nieczuła i twarda jak skała. Skoro się modlisz, to znaczy że jesteś osobą wierzącą. Czyli istnieją dla Ciebie jeszcze jakieś wartości poza zaspokajaniem własnych potrzeb i beztroskim życiem… Słowem – grozi Ci że Twoje wyrzuty sumienia obudzą się wcześniej i będą silniejsze niż Ci się zdaje.
    To że obecnie do tego „czegoś” w brzuchu nic nie czujesz poza silną niechęcią nic nie znaczy – większość kobiet tak to przeżywa. Nawet te które pragnęły dziecka to przechodzą. Sielankę w stylu błogo uśmiechniętej „brzuchatki” z tkliwością wpatrzonej w swój napęczniały brzuszek można zobaczyć tylko na okładkach poradników o macierzyństwie… Z kolei urodzenie dziecka wcale nie oznacza całkowitej rezygnacji ze wszystkiego. Na pewno coś trzeba zmienić, coś przesunąć w czasie. Nawet na tym forum są kobiety, które mimo posiadania licznych „pociech” na pewno nie są „kurami domowymi” tylko ’kobietami sukcesu” z powodzeniem realizujące się na każdym polu (też zawodowym). Ty i Twój chłopak na pewno macie rodziny, które jakoś mogą pomóc. Dziecko jak trochę podrośnie można czasowo zostawić pod czyjąś opieką czy oddać do żłobka albo przedszkola. To naprawdę nie koniec świata, mimo że teraz tak to widzisz.

    Przemyśl to wszystko raz jeszcze. Rozumiem, że podjęłaś już decyzję i sama myśl o zmianie Cię przeraża. Ale chowanie głowy w piasek i udawanie że już nie masz problemów z decyzją, to złe rozwiązanie. Jak to zrobisz, już nie będzie odwrotu i wtedy najdzie Cię refleksja że zdecydowałaś zbyt pochopnie, że nie wykorzystałaś wszystkich możliwości aby ta decyzja była prawidłowa… Podaję Ci linka do filmu Syndrom:
    www.youtube.com/watch?v=XdYs-9191oM
    Może znajdziesz w sobie coś wspólnego z bohaterką. Obejrzyj koniecznie – najlepiej ze swoim chłopakiem – a potem szczerze pogadajcie.
  • jul.emi 22.05.12, 18:42
    faun1512 przeczytałam Twoje wypowiedzi kilka razy. prawdopodobnie będzie jak piszesz, chociaż on twierdzi, że nie. Że mnie nie zostawi, że już i tak za dużo razem przeszliśmy wcześniej i teraz to. Że akceptuje tę decyzję, że sam po części tego chce, a po części nie....

    ale do końca się nie zgadzam, wiele związków z kryzysów wychodzi.

    I właśnie jeśli bym tę ciążę zostawiła to zrobię to tylko dla niego... Zaczynam mieć wątpliwości, ale tylko i wyłącznie przez niego. Uszczęśliwię go unieszczęśliwiając mnie.. Będę męczyła się dla kogoś, żeby ktoś miał satysfakcję. A potem zostanę sama z tym dzieckiem w domu, kiedy go cały dzień nie będzie... I dopiero w deprechę wpadnę, że muszę się tym zajmować, a nie mam na to ochoty w ogóle...

    Że zamiast używać życia to ja muszę siedzieć w śmierdzących pieluchach...
    Ale z drugiej strony to jest część nas samych, część mojego ukochanego...

    Piszę to i płaczę i myślę, gdzie ja błąd zrobiłam, kiedy ja zaszłam, przecież tak uważałam... tak nie powinno być... nie powinno być tego dziecka.... ja go nie chcę crying

  • twoj_aniol_stroz 22.05.12, 21:35
    To wszystko co teraz piszesz jest w sferze gdybania, bo tak naprawdę żadna z nas nie jest w stanie powiedzieć jak zachowa się za blisko rok, w dodatku w diametralnie różnej sytuacji. Ja bardzo czekałam na dziecko, czekałam, tęskniłam, cieszyłam się czując ruchy dziecka, wyobrażałam sobie jak będę szczęśliwa gdy już będę miała malucha w ramionach. I co? Ano było diametralnie inaczej. Dziecko mnie drażniło, nie umiałam go kochać, wszystko wykonywałam machinalnie, bez uczuć, jak robot. Ja nawet nie umiałam tej kruszyny przytulić, a i ona tego nie chciała, odpychała mnie, nie pozwalała się objąć. TO BYŁ KOSZMAR! A najgorsze było zderzenie marzeń z realiami. Powoli uczyłam się matczynej miłości, powoli dorastałam do tej roli. Dziś ten maluch ma 14 lat, jest dorastającą panną, mądrą, dowcipną, pełną życia i radości i kocham ją nad życie.
    Pisze tu dla odmiany Emily.rose, która podobnie jak Ty nie wyobrażała sobie bycia matką, była wściekła na tę ciążę, uważała, że absolutnie nie nadaje się na matkę, nie chce mieć dzieci. I kiedy urodziła córeczkę z marszu się w niej zakochała.
    Popatrz: dwie historie, każda z nas co innego sobie wyobrażała a co innego się wydarzyło. Dlatego to co piszesz jest w sferze gdybania, dlatego napisałam, że tak naprawdę nie wiesz co będzie.
    Teraz masz dość i zapewniam Cię, że znakomita większość ma dość. Chce Ci się wiecznie spać, masz mdłości, wszystko śmierdzi, rzygasz jak kot i generalnie życie jest do bani. Ja też tak miałam, inne dziewczyny też. Mi pomagało odliczanie dni do końca pierwszego trymestru, wręcz codziennie rano kiedy otwierałam oczy to pierwsza myśl jaka się pojawiała to: do końca tego trymestru zostało x dni. O rany! Żywiłam się wyłącznie kiślem cytrynowym wink Faktycznie urozmaicona dieta wink W drugiej ciąży na tapecie był jedynie biały ser ze szczypiorkiem, wszystko inne było wstrętne wink Wtedy doprowadzało mnie to do rozpaczy, bo ja bardzo lubię jeść big_grin Dziś myślę o tym ze śmiechem smile
    Tak jak pisze Nati, zastanów się, przemyśl całą sytuację, bo najgorsze co można zrobić to zafiksować się na jednym pomyśle.
    I bardzo, ale to bardzo chciałabym Cię przytulić w tym płaczu, bo wierzę, że jest Ci teraz bardzo źle.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • mama.rozy 23.05.12, 10:00
    nie wiem,czy wiesz,że po porodzie będziesz miała/będziecie mieli 6 tyg.na podjęcie decyzji,czy tak czy nie.czy dziecko wraca z wami,czy je zostawiasz.noworodki są bardzo do wzięcia,więc o jego ewentualną adopcję nie będziesz musiała się martwic.
    czemu piszę tak wprost?bo te 6 tyg.to dużo,hormony opadają i człowiek jest w stanie bardziej racjonalnie myślec.i czasem wiele rzeczy się wtedy prostuje...
    nie piszę ci,że życie jest cudem.w ciąży myśli się trochę inaczej...daj po prostu sobie-waszej trójce-szansę.także na zmianę.aborcji już nigdy nie cofniesz...
    --
    www.kresy.pl/
  • mamaanieli 23.05.12, 12:57

    NIE ma takiej sytuacji, która zmuszałaby do zabicia dziecka. I obawiam się, ze jesli tego dokonasz, ta sama dziewczynka, która śni się teraz twojemu chłopakowi, bedzie ci się snic do konca zycia.
    Wszelkie, najtrudniejsze sytuacje, mozna rozwiazac. Ale trzeba naprawde CHCIEC. Aborcja tylko wydaje sie dobrym wyjsciem. Chwilkę, dwie chwile. Potem sie okazuje, ze mozna bylo inaczej...


    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • faun1512 23.05.12, 13:23
    Nie twierdzę, że każdy związek po aborcji musi się rozpaść, tylko że każdy przechodzi silny kryzys, który jest b.trudno przetrwać (udaje się tylko nielicznym). W filmie do którego linka Ci podałem masz właśnie przykład związku, który przetrwał dzięki „kapitałowi początkowemu” w postaci ogromnej miłości. Została ona jednak wystawiona na ciężką próbę i do rozpadu było blisko… Sytuacja tam przedstawiona jest w sumie podobna do Waszej: z jednej strony paniczny lęk kobiety przed kontynuacją niechcianej ciąży, obawy że będzie złą matką, że nigdy nie będzie w stanie pokochać tego dziecka. A z drugiej mężczyzna który chce być ojcem, ale rezygnuje z tego w imię miłości do żony. Że skoro ona ma być nieszczęśliwa a dziecko niekochane, skoro ma mieć do niego wieczny żal i pretensje a w konsekwencji przestać go kochać i być może odejść, to on jest gotów ustąpić… Powody, dla których Twój chłopak zostawia Ci „wolną rękę” są chyba takie same… Mam wrażenie, że bardzo Cię kocha i bardzo Mu na Tobie zależy, dlatego na pewno nie opuści Cię zaraz po „zabiegu”. Natomiast tego jak sytuacja rozwinie się dalej, nikt nie wie. Wydaje nam się, że skoro siebie znamy, potrafimy przewidzieć nasze zachowanie, myśli, uczucia w jakiejś hipotetycznej, przyszłej sytuacji. A to guzik prawda; jedyne czego można być pewnym to to, że niczego nie można być pewnym Nasze deklaracje co do przyszłości niewiele są warte, póki życie ich nie zweryfikuje, bo tylko na tyle znamy siebie, na ile nas sprawdzono… Nie mamy pełnej kontroli nad naszymi myślami, uczuciami i stanami umysłu. Po prostu coś się nagle w Tobie pojawia i trwa niezależnie od Twojej woli.
    Pewna możesz być co do jednego: jeśli kiedyś coś się komuś przydarzyło, równie dobrze to samo może zdarzyć się Tobie. Depresja związana z ciążą i porodem dotyka stosunkowo dużą liczbę kobiet. U jednych trwa dłużej, u innych krócej i w różnym stopniu nasilenia, ale ZAWSZE kiedyś ustępuje (czasem po urodzeniu, a czasem znacznie później). Nie ma tu żadnych reguł i nie ma znaczenia czy ciąża jest chciana czy nie, czy kobieta jest raczej „zimna” czy „ciepła” itd.
    Natomiast gdy dopadnie Cię syndrom postaborcyjny, to jego skutki odczuwasz do końca życia.. Można sobie poradzić i nauczyć się z tym żyć tak, aby było znośnie. Ale dobrze już nie będzie nigdy.. To jest jak cierń, który tkwi w ciele. Gdy się tego miejsca nie dotyka, nic nie boli i na jakiś czas można nawet zapomnieć o jego istnieniu. Ale gdy się to miejsce przypadkiem urazi – ból odzywa się znowu… Wiem, że są kobiety twierdzące że aborcja spłynęła po nich jak woda po kaczce, niczego nie żałują, kpią sobie z syndromu i ogólnie jest super. Ale czy mówią prawdę czy tylko jest to ich sposób na przeżycie (zresztą dość często stosowany) tego nie możesz wiedzieć…
    Możesz być pewna tylko prawdziwości przeżyć kobiet, które wpadły w syndrom. Bo po 1-sze: czemu miały by kłamać a po 2-gie: nie sposób udawać na dalszą metę kogoś kim się nie jest, bo nic nie wie się na temat życia wewnętrznego takiej osoby i prędzej czy później zostanie zdemaskowanym. Żeby oddać tę gonitwę myśli, głebię i mnogość uczuć, zwłaszcza bezdennego bólu, rozpaczy itd. trzeba to przejść samemu…
    Tu też nie ma żadnej reguły, więc nie masz żadnej gwarancji że akurat Ciebie ten syndrom ominie albo okaże się wyjątkowo łaskawy. Jeśli myślisz :jakoś sobie poradzę, tak jak to już bywało” będzie to raczej ucieczka od problemów – nie znasz przecież przyszłości i tego co los Ci zgotuje… Zawsze może to być ten pierwszy raz, który Cię przerośnie i zaskoczy… Forum istnieje kilka ładnych lat, więc wiele się tu wydarzyło. Przed Tobą już tu były kobiety bezwzględne, zimne, wyrachowane, kierujące się tylko własną wygodą. Dokonywały aborcji „z marszu”, na zasadzie: „Postępuję tak, aby mi było wygodnie; jeśli coś mi stanie na drodze, to to usuwam”. Takie „zombi” rodzaju żeńskiego też „pękały” i przychodziły tu potem łkając, że życie straciło dla nich sens, że nie wiadomo co robić… Jak mi nie pomożecie to chyba skończę ze soba…
    Syndrom pojawia się często w najmniej spodziewanym momencie, kiedy kobieta po „zabiegu” dochodzi do siebie, stopniowo o nim zapomina i życie zaczyna układać się na nowo… Po prostu – któregoś dnia nagle budzisz się z uczuciem ogromnej pustki, żalu, jakiejś ogromnej straty, poczuciem beznadziejności, braku chęci do życia… A potem jest coraz gorzej….
    Zbierz się na odwagę i obejrzyjcie wreszcie ten film; może pomoże Wam podjąć właściwą decyzję…. To być może najważniejsza decyzja w Waszym życiu, bo od niej zależy jak to życie dalej się potoczy…. Warto skorzystać z każdej szansy, by nie popełnić nieodwracalnego błędu…
    Pozdrawiam i życzę powodzenia
    P.S. Nie myśl o tym co zrobiłaś nie tak, że zaszłaś w ciążę. Nie popełniłaś ŻADNEGO błędu (chyba że za takowy uznać uprawianie seksu”wink. Jedyny w stu procentach skuteczny środek antykoncepcyjny to szklanka zimnej wody. Zamiast  Wszystkie inne są zawodne i nie takie rzeczy już to forum widziało  Pękały prezerwatywy, zawodziły różne wkładki, spiralki itp… Naprawdę nie zaprzątaj sobie tym głowy, bo nie warto…. To już jest zaszłość. Może z jakichś nieznanych Ci przyczyn tak miało być…
  • haniasolo23 08.06.12, 15:05
    Cześć.Chcesz pogadac? Ja jestem ponad rok po , myśłalam jak Ty - wakacje, koniec zycia, utycie....Wogóle podobna sytuacja..Facet obiecywal ze nie zostawi, a teraz urzadza mi pieklo z życia, nie mam dokad isc bo rodzinny dom się na mnie 'wypiąl' , rodzinna dalsza mało zainteresoana była mną zawsze wiec na nikogo nie moglam liczyc. Brak kasy na wsparcie medyczne, psychiczne, brak zdrowia zeby wogole chciec sobie pomoc po tym wszystkim.Tkwie w potwornym marażmie , utyłam 14 kilo , wypadaja mi zęby (od zabiegu stracilam gorną 7-mke,6 oraz dolna 3) .Pisze to tak chaotycznie bo rozsadza mnie potrzeba zatrzymania Ciebie, bo siebie nie udalo mi sie zatrzymac. Napisz do mnie prosze jeśłi jestes jeszcze w fazie zastanawiania sie...

  • jul.emi 23.05.12, 14:37
    faun.. nie otworzyłam jeszcze tego filmu, bo się zwyczajnie boję, że coś we mnie pęknie.. nawet rozmawiałam z moich chłopakiem dziś (z resztą jak codziennie tylko o jednym), że zablokowałam się przed tą ciążą... on sami mi rację przyznał, że właśnie tak mnie też odbiera.. totalna blokada emocjonalna. ja akceptuję to, że to jest jego ale nie, że to część mnie... on mówi, że się odwróciłam emocjonalnie do tej ciąży. właśnie taka zimna jestem. że ja po prostu nie chcę widzieć pozytywów, więc ich nie dopuszczam do siebie = blokada. to jest tak jakbym miała w głowie ścianę pomiędzy tą ciążą a pozytywnymi uczuciami do tego. robię wszystko, żeby czasem nie doszły do mnie ciepłe uczucia. taka "ochrona" mojej psychiki przed tym co będzie, jeśli usunę tę ciążę... ale wiem.... że ta ściana może runąć kiedyś... zdaję sobie sprawę z tego... ale na tę chwilę myślę jednak, że "jakoś to będzie", jak napisałeś...

    naprawdę TERAZ chodzi tylko o niego... bo ja nie chcę go skrzywdzić ani stracić... powiedział, że nie będzie mnie nazywał morderczynią... że zrobiłby to gdyby to był jakiś 20 tydzień, ale nie tak wcześnie. mimo, że sama nazwałam siebie egoistką, on tak nie myśli o mnie... czuje się nawet nie fair wobec mnie, że jeszcze kilka miesięcy temu był 100% pewny aborcji, jeśli zdarzyłaby nam się ciąża... teraz jest już 50%.... bo osobiście przydarzyło się jemu.

    a ja .... nadal jestem twarda... ale wiem, że to może pęknąć wszystko i będę miała psychiczne problemy...

    dostałam już termin z kliniki... wczoraj... ale nie potwierdziłam, dali mi czas...
  • mama.rozy 23.05.12, 18:18
    kochana,nie musisz nic czuc.tak po prostu.ciąża to takie zmiany,które z jednej strony są gwałtowne,nieodwracalne,a z drugiej-na tyle powolne,że nie dzieją się tak hop siup i już.
    czasem uczucie-pozytywne-przychodzi z pierwszymi ruchami.czasem-z pierwszym spojrzeniem.czasem-po kilku miesiącach.przy pierwszym uśmiechu.pierwszym kroku.pierwszym mamo.
    po prostu daj sobie/wam czas.nic więcej.
    a jakie masz relacje z własną mamą?niekiedy własna ciąża przywraca nam wspomnienia,niekoniecznie chciane...czasem to nad tym trzeba popracowac,a ciąża to tylko furtka,która niespodziewanie otworzyła zamknięty świat...
    --
    www.teologiapolityczna.pl/#
  • faun1512 23.05.12, 18:55
    Przede wszystkim gratuluję Ci bardzo mądrego i dojrzałego chłopaka. Z tą blokadą emocjonalną na ciążę trafił w samo sedno! Że nie nazwie Cię morderczynią, tego jestem pewien. Ja też kobiet usuwających ciążę nie uważam za morderczynie, bo zabić można nieświadomie (morderca dla mnie to ktoś co robi to w pełni świadomie i z premedytacją).
    A kobieta dokonująca aborcji nie jest w pełni tego świadoma, bo wypiera skutecznie ze swojej świadomości to co niewygodne i najczęściej jest ślepa i głucha na wszystko – tak właśnie działa ta blokada. Dziewczyny, które usunęły a potem żałowały określały ten stan jako rodzaj opętania, że jest się jak w amoku..
    To co o sobie piszesz jest bardzo typowe – jak z podręcznika… Tyle tylko że świadomości nie da się na dalszą metę skutecznie oszukać i prawda w końcu dociera. Najczęściej jak już jest za późno i wtedy jest tragedia . Jakiś czas temu pisała tu dziewczyna o nicku silence. Pierwszy wątek liczył ponad 100 wpisów bo trwała ożywiona dyskusja. Wszyscy jej gorąco odradzali i stawali na głowie, by nie usuwała ciąży, ale do niej to nie docierało. Prowadziła dyskusję, ale uparcie twierdziła że to absolutnie nie czas na dziecko bo studia, różne plany itp. Poza tym za 2 czy 3 miesiące ślub, nie wyobraża sobie by iść do niego „z brzuchem” itd. Mimo że - podobnie jak Ty – pierwszy termin przełożyła, w końcu usunęła ciążę. A krótko potem wróciła tu w skrajnej rozpaczy . Studia, plany, ślub – wszystko nagle stało się nieważne – ona chciała znowu być w ciąży, mimo że sytuacja nie zmieniła się na jotę. Tęskniła do tego obrazu na monitorze USG, który wcześniej wywoływał w Niej tylko niechęć (że wcześnie dla Niej to nie było dziecko nie ,muszę chyba dodawać).… Za to co zrobiła czuła do siebie taką nienawiść, że nie mogła znieść własnego odbicia w lustrze..
    To było dość dawno temu (oba wątki „spadły” już z forum) a we mnie to wszystko odżyło, bo mam jakiś dziwne przeczucie że z Tobą będzie tak samo… I jestem prawie pewien, że żal po aborcji prędzej dopadnie Ciebie, niż Twojego chłopaka…Ciarki mi chodzą po grzbiecie, bo nie wiem jak Cię przed tym uchronić, co doradzić… Żebyś na obecnym etapie poczuła jakieś ciepłe uczucia do tego „czegoś” w brzuchu to stracona sprawa – nawet nie próbuj…

    Qrde, a może spróbuj pójść właśnie taką drogą, że kontynuując ciążę robisz to i poświęcasz się właśnie dla swojego chłopaka, bo na pewno na to zasługuje. To musi być wspaniały facet (choćby dlatego, że tak bardzo pokochał taką „egoistkę”wink. Pozatym dokonując poświęceń „temperujesz” własny egoizm… Sama piszesz, że wiele razem przeszliście, czyli Wasz związek jest czymś wartościowym… Kontynuacja ciąży wbrew samej sobie, tylko dla Twojego chłopaka (aby nie cierpiał) będzie dużym wkładem w Waszą relację… Może warto takiej inwestycji dokonać, mimo że dla Ciebie to takie trudne i bolesne… Może z Twojego obecnego cierpienia (kontynuacja ciąży, mimo że wszystko w Twoim wnętrzu krzyczy NIE!!!), w przyszłości powstanie coś niezwykle wartościowego, ważnego dla Was obojga… Co scementuje Wasz związek i jeszcze bardziej zbliży Was do siebie. Może warto zrobić ten krok w ciemność i się poświęcić (chyba wiesz, że cierpienie ma dużą wartość). Pomyśl o tym… A chłopakowi nie mów raczej że się poświecasz itp. – zachowaj to dla siebie. Jak Mu to wyjawisz, powie byś tego nie robiła; kocha Cię, więc nie chce byś cierpiała. Trzymam za Was kciuki…
    P.S. Z tym "pokochaniem egoistki” to był żart, już wcześniej pisałem że wg mnie mocno przeceniasz swój egoizm.
  • 1984kobieta 23.05.12, 19:28
    do dziewczyn, które piszą o adopcji. nie no.. nie wchodzi w grę... nie... to się nie uda, bo tego musiałyby chcieć dwie strony, a nie tylko ja... nie myślę o oddaniu dziecka do adopcji...

    do faun.... niestety już po ptokach, ale dokładnie się stało jak napisałeś. powiedziałam mu, że nie chcę, żeby cierpiał przeze mnie więc jedynie to trzyma mnie jeszcze, że tej aborcji jeszcze nie było... no więc powiedział, że nim mam się nie przejmować. on nie chce, żebym była nieszczęśliwa, więc pójdziemy na zbieg....

    ooooooo Boże... ja wiem, że on mnie tak kocha i tyle jest w stanie poświęcić... już tyle razy mi to udowodnił.... .nazwał TO dzisiaj "4 gramy czystej miłości"... normalnie... tak mnie to ukuło w serducho, aż łzy mi napłynęły do oczu... w ogóle ja co chwilę płaczę z bezsilności i niemocy...

    oni widzi większość pozytywów, na każdy mój negatywny argument, on ma swój pozytywny i też sensowny jednocześnie... chyba jedyny negatywny powód dla niego, że to totalnie zły moment na dziecko...

    ale jak mu powiedziałam o moich wątpliwościach (przytoczyłam historie innych kobiet), które nawet chore były jak pieluchę miały zmienić (nawet jedna dziewczyna w moim wątku o czymś podobnym pisała, ta od kiślu cytrynowego), że to taki rodzaj depresji po porodowej to mnie nie rozumiał.... dla niego powinnam kochać już to dziecko... w ogóle.. nie wiedział o czym do niego mówię, o jakich emocjach, kompletnie mnie nie rozumiał. stwierdził, to usuńmy. wkurzył się. ale myślę, że powiedział to pod wpływem emocji.

    i też szczerze myślałam trochę o tym, żeby się właśnie poświęcić, bo on bardzo na to zasługuje... już co on ze mną przeszedł to na pewno order powinien dostać za to.

    mam coraz większe wątpliwości, chociaż nadal i tak jestem bardziej za usunięciem... takie ciężkie to jest dla mnie...
  • jul.emi 23.05.12, 20:30
    PS. 1984kobieta, to mój stary nick
  • bellagnos 23.05.12, 21:17
    Skoro go kochasz chcesz by był szczęśliwy bo jego szczęście Ciebie uszczęśliwia, to wszytko jasne, wiesz mi, że niesamowicie wygląda facet który dostał pierwszy raz swoje dziecko na ręce.
    ps ja w ciąży melisę piłam na nerwy a moje dziecko było bardzo oczekiwane a mimo tego bez melisy nie obyło się. Tak samo jak węch się wyostrza podobnie jest z emocjami przeżywa się silniej największą bzdurę. Miesiąc jest już spokojniejszy i to bardzo.

    ps A co do pieluch naprawdę już, tak nie śmierdzą zawijasz wyrzucasz bo są jednorazowe i nie trzeba się babrać.
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usamg7ywh7g8jx7.png[/img][/url]
  • lopezka26 23.05.12, 22:39
    To jest takie myslenie na zimno, pieluchy smierdzą, nie ma imprez, koniec z dotychczasowym zyciem, zarwane noce, płacze, itd itp...ale z drugiej strony jest mała istotka która sie usmiecha dorasta itd...ja będąc w ciązy myslalam podobnie, traktowałam"moje nienarodzone dziecko" jak zwykłe coś...świat się zmienił kompletnie jak to małe coś pierwszy raz na mnie spojrzało...instynk macierzyński właczył się w momencie kiedy uświadomiłam sobie że ta mała istota jest w 100% zalezna ode mnie. Dziecko to nie koniec świata...to jest początek wszystkiego!!! Ale o tym przekona sie tylko osoba która je urodzi!
  • twoj_aniol_stroz 23.05.12, 22:46
    Ale realia z dzieckiem są inne. Mam dwoje i to nie jest tak, że wszystko kręci się wokół nich. Da się wygospodarować czas na dyskotekę, zlot motocyklowy, kino, czy knajpę, sporo da się też robić z dzieckiem. Nie raz na zlotach widziałam koleżanki motocyklistki wędrujące po polu namiotowym z elektroniczną niańką utroczoną do paska big_grin To się naprawdę da zorganizować big_grin
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • twoj_aniol_stroz 23.05.12, 22:40
    To ja pisałam o kiślu cytrynowym wink Powiem tak. To co przeżywałam było prawie 14 lat temu i dziś jestem pewna, że było warto, że tamto doświadczenie też miało swoją wartość i dobrze, że było smile Poza wspaniałą córką jest we mnie zrozumienie takich uczuć, które czasem w kobietach siedzą, a do których jest ciężko się przyznać. Facet nie musi rozumieć tych rozterek. To, że akurat Faun rozumie to taki typ faceta - mądry życiową mądrością i nie raz mi też do łba nakładł jak coś mi odpalało wink Twój facet nie musi rozumieć tych rozterek, najważniejsze jest, że masz w nim potężne wsparcie, że tak bardzo troszczy się o Ciebie. To ogromna wartość, co sama doskonale rozumiesz. Piszesz, że Wasz związek dużo przeszedł, że ten gość ma nieziemską cierpliwość do Ciebie. To po co chcesz wystawiać ten związek na próbę jeszcze raz? Naprawdę musisz tak mocno testować jego miłość do Ciebie?
    Mama_róży ma rację: ten totalny paraliż przed ciążą otworzył jakąś furtkę, która pokazała coś, czego się boisz, co boli. To dziecko to jest szansa na odkrycie tego czegoś i wywalenie ze swojego życia. Pomyśl nad tym.
    PS
    I tak naprawdę to wcale nie jesteś egoistką, to rodzaj zasłony dymnej, przejaw tego zamrażania pozytywnych emocji po to by było Ci łatwiej podjąć decyzję o aborcji. A tak naprawdę to jesteś wrażliwą dziewczyną, tylko chcesz za wszelką cenę zabarykadować się smile To zamiast się tu okopywać chyba lepiej jest pozwolić chłopakowi na rozpieszczanie Ciebie z racji tego, że nosisz jego dziecko wink
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • faun1512 24.05.12, 10:13
    twoj_aniol_stroz napisała:

    > To, że akurat Faun rozumie to
    > taki typ faceta - mądry życiową mądrością i nie raz mi też do łba nakładł jak
    > coś mi odpalało wink

    Łaaałsmile W tym momencie moje męskie ego tak urosło, że właśnie przebiło dach smile
  • twoj_aniol_stroz 24.05.12, 10:33
    To łap się za kielnię i cement i łataj dziurę, bo idą deszcze wink
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • faun1512 24.05.12, 11:05
    twoj_aniol_stroz napisała:

    > To łap się za kielnię i cement i łataj dziurę, bo idą deszcze wink
    Juz załatałem a ego wziąłem na smycz i zamknąłem do klatki żeby znowu nie narobiło szkódsmile
  • faun1512 24.05.12, 09:56
    Aż mnie zmroziło, jak przeczytałem Twego wczorajszego posta, bo właśnie zaczęliscie staczac się po równi pochyłej. W pelnej zgodzie i harmonii, czule trzymając się za rece zmierzacie prosto ku przepasci, sądząc, ze to droga ku szczesciu. On chcąc Cię chronic przed cierpieniem, widzac jak męczy Cie ta sytuacja jeszcze gotów pzryspieszyc ten cholerny zabieg – nie zdziwie się jak sam tam zadzwoni i Was umowi. I tak z troski i milosci do Ciebie nieswiadomie wpakuje Cie w kanal, z którego nie wiem jak się wygrzebiesz. To ze po aborcji wpadniesz w syndrom, jest już dla mnie pewne. Daje Ci gora tydzien spokoju. Sadze ze nawet wczesniej ktoregos ranka obudzisz się z uczuciem smutku, apatii, trudno Ci będzie wstac z lozka, o wszystkim co Cie tego dnia czeka będziesz myslec z niechecia i poczatkowo nawet nie powiazesz tego stanu z aborcja. A potem będzie duzo gorzej – wszystkie najczarniejsze dni Twego zycia zlaczone w jeden i podniesione do ktorejs tam potęgi to betka w porownaniu z tym co Cie czeka. Piszesz o depresji, ale chyba nie znasz tej prawdziwej – ona jest dopiero wtedy gdy blaha czynność taka jak poranna toaleta staje się wyczynem niczym lot na Ksiezyc. A drobnostka taka jak rozlanie mleka to tragedia jakby Ci pol rodziny wymarlo, po ktorej rozpacza się pol dnia. Nie wiesz co to prawdziwa nienawisc do siebie – ona jest wtedy gdy patrzysz na siebie jak na obcą osobe na ktorej widok chce Ci się rzygac i masz ochote porznac ja w kawalki i jeszcze posolic. Na forum już były dziewczyny dokonujace samookaleczen, bo to przynosilo choc chwilowa ulge. Nie mowie ze Ty tez się pochlastasz, ale chec zadawania sobie cierpienia w jakiejs postaci na pewno wystąpi. Przestajesz dbac o siebie, no bo jak troszczyc się o kogos, kogo z calego serca się nienawidzi. Mysle ze mamaanieli ma racje – ta sama dziewczynka co teraz sni się Twojemu chlopakowi,zacznie snic się Tobie. Ale już inaczej – nie będzie stac spokojnie tylko skulona chlipac gdzies w kaciku albo jeszcze gorzej (oszczedze Cie i nie napisze co mam na mysli). Koszmary nocne są tak przerazające, tak realne ze czlowiek budzi się zlany potem i ma wrazenie ze serce mu zaraz wyskoczy z piersi. A potem boi się zasnac i musi się nachlac albo nalykac jakichs prochow żeby spac jak zabity. To koszmar i czlowiek ma ochote go definitywnie przerwac, ale brak mu sil. Samobojstwo to jakis szereg czynnosci, a w depresji czlowiek jest niezdolny do jakiegokolwiek dzialania. I za to ze nie potrafisz się zabic nienawidzisz się dodatkowo. Chciałbym napisac ze mam nadzieje iż nigdy się tego wszystkiego nie dowiesz, ale ta moja nadzieja coraz bardziej slabnie i mam coraz wieksze obawy ze jednak to zrobisz.
    Może Ci się wydawac ze bredze ale powiedz: czy do tej pory napisalem jakąs straszna glupote, czy w czyms się bardzo pomylilem? A przeciez cala sytuacje znam bardzo pobieznie. W Waszych rozmowach rozwazacie rozne warianty: co będzie jak Ty poczujesz zal do Niego z powodu kontynuacji ciazy, co będzie jak on poczuje zal do Ciebie o aborcje i takie tam. Ale jestem pewien ze jednego nie bierzecie pod uwage. Ze jak Ty wpadniesz w syndrom i z rozpaczy będzie Ci się chcialo wyc i gryzc sciany, poczujesz do Niego zal (chocby nie wyartykulowany itłumiony) za to ze Cie nie powstrzymał!!!
    Tobie teraz buzuja hormony i nie jestes w stanie prawidlowo ocenic sytuacji. Dyskusja z Toba przypomina gre w tenisa ze scianą. Niewazne jaką pilke się posle – zawsze zostanie odbita. Żaden argument Cie nie przekona bo jestes na nie „impregnowana”. Ale on coraz bardziej nabiera przekonaniai ze to zla decyzja, a jednak Ci na to pozwala. Tą Jego delikatnosc i łagodnosc która tak obecnie cenisz, możesz kiedys przeklinac. Będziesz żalowac ze nie zachowal się jak cham i prostak, czyli nie walnął pięścia w stól, nie tupnal noga, nie wrzasnal na Ciebie „dosc dyskusji, nie zabijesz mojego dziecka, masz urodzic i zapomnij o zabiegu” czy cos w tym rodzaju. Kiedys pisala tu dziewczyna ktorej facet zachowal się podobnie jak opisalem. Gdy zakomunikowala mu ze jest w ciazy i ma zamiar się jej pozbyc, on trzasnal drzwiami i poszedl na wodke. Jak wrocil nie dyskutował tylko stwierdzil ze nie pozwoli jej zabic dziecka i kropka. Paradoksalnie ona poczula wdziecznosc do tego „brutala” smile.
    Nie wiem,co Ci jeszcze napisac. Czuje się jakbym stal na dachu wysokosciowca oddzielony gruba krata od osoby która stoi na krawedzi i ma zamiar skoczyc w dol, bo jest przekonana ze jak pomacha rekami to pofrunie. Nie przekonuje jej że na dole lezy stos trupów, którym za życia też się wydawało że są ptakami. „To że im się nie udało nie znaczy że i mnie się nie powiedzie” – mysli sobie ta osoba. Żaden argument do niej nie trafia i jej skok w dol jest prawie pewny…
    „Po ptokach” to będzie jak usuniesz, na razie masz cały czas szanse i od Ciebie zalezy czy z niej skorzystasz. Twój upór sprawia, że ręce opadają sad
    CHOLERA, NIE ROB TEGO!!!!!ODWOŁAJ OSTATECZNIE TEN CHOLERNY ZABIEG!!!!
    Jeśli tego nie potrafisz to chociaz zmien troche Wasze rozmowy. Zamiast wiecznie gadac jak się boisz ciazy powiedz ze coraz bardziej boisz się syndromu, ze przeraza Cie co będzie jak Cie dopadnie (chocby nawet to nie do konca była prawda). Naklam, ze nie jestes do konca pewna swoich uczuc, ze czasem zdaje Ci się ze cos jednak czujesz do tego dziecka. Że coraz bardziej boisz się że to uczucie wykrystalizuje się, jak już będzie za późno. Przemóż się i przestan o ciąży mówić „to”. Jeśli nie stać Cię na „dziecko”, to mów chociaż „malenstwo” lub wymysl inną nazwę. Spraw, aby poczytał na tym forum jakie piekło przezywają dziewczyny dotknięte syndromem i żeby obejrzal (na razie sam) film Syndrom!!! Może wtedy wreszcie zacznie działać, zamiast biernie oddawac inicjatywe tylko w Twoje rece. Może wreszcie zauważy, że dyskusja z Tobą to przelewanie z pustego w próżne, bo teraz jestes jak dziecko które koniecznie chce polizać kaktus. Zamiast to kontynuować, niech poserfuje po necie i poczyta jakie skutki może wywolac aborcja i czym jest syndrom. Ja im dłużej Cie czytam, tym bardziej dochodzę do przekonania, że aborcja rozłoży Cie na obie łopatki. Będąc na Jego miejscu nie dopuscil bym do tego, chocbym miał Cie zamknąć na klucz w mieszkaniu. On zna Cie lepiej niż ja, więc powinien ocenic czy faktycznie taka z Ciebie twardzielka i egoistka za jaką się uważasz.i czy to że wpadniesz w syndrom to rzeczywiście taka abstrakcja. On przecież nie jest w ciąży, więc chyba ma zdolność do obiektywnej oceny sytuacji. To inteligentny facet, więc powinno do Niego dotrzec ze pozwalając Ci na aborcje wyrządzi Ci bez porównania większą krzywde niż gdyby Cie zwyczajnie zmusił do porodu! Dziewczyno, czy nie rozumiesz że kiedys widzac jak w rozpaczy rwiesz sobie wlosy z głowy sam będzie się wsciekał na siebie, że Ci na ten „zabieg” pozwolił i – w dobrej wierze - jeszcze w tej głupocie dopomógł!!!! Poza tym wiedz, że nie ma czegos takiego jak bezpieczna aborcja. Nie wiem jaką metodą chcecie to zrobić, ale przy każdej grożą komplikacje. Poczytajcie w necie na temat zagrozen albo popytaj dziewczyn na forum!
    P.S. w stu procentach zgadzam się z twój_aniol_stroz ze jestes wrazliwa dziewczyna, która zamyka się w skorupie z napisem „egoizm”. Stare arabskie przysłowie mówi: „jak ci trzech mówi żeś osioł, to nie dyskutuj, tylko kup sobie uzde”. Czekamy na trzeciego smile. Może wtedy uwierzysz, że aborcja rozwali Cie dokumentnie i że Twoje przekonanie o własnej „twardości” to mit.
    Sorki za brak polskich znakow i literowki, ale nie mam siły tego poprawiac. „Boksuje” się z Tobą od paru dni i zaczynają mi się wyczerpywac akumulatorysmile


  • faun1512 24.05.12, 15:03
    Poprzednio było głównie o Tobie, teraz będzie o Twoim chłopaku. „4 g czystej miłości” to tak piękne określenie, że mi też się oczy „spociły”. On myśli TYLKO o Tobie czy nie było by dobrze abyś w ramach rewanżu pomyślała TROSZKĘ o Nim?? Chyba widzisz że On już kocha to dziecko, to czemu chcesz Go pozbawić tej ogromnej radości bycia ojcem???? Jasne że wybierając między miłością do Ciebie a nie narodzonego dziecka zawsze wybierze Ciebie (zresztą już wybrał), ale czy taki facet nie zasługuje na to aby Mu tego wyboru oszczędzić??? Sama piszesz że tak, to zamiast z Nim o tym gadac zwyczajnie zrób to sama! Zadzwoń do kliniki jak będziesz sama w domu i odwołaj ten pieprzony „zabieg” (bez żadnych refleksji – tak jak robot). To że robisz to dla Niego niech będzie Twoją słodką tajemnicą – nie wygadaj się znowu u licha!!! Prawdziwe poświęcenie polega na tym że się to robi „po cichu” a nie trąbi przez megafon jak wiele Cię to kosztuje!! Do tego jescze z miną cierpiętnoicy ")
    On ma być przekonany, że zmiana Twojej decyzji wynikła z Twoich obaw, że uczucia macierzyńskie obudzą się w Tobie dopiero po aborcji i ze wzrastającego strachu przed aborcją i jej konsekwencjami – zwłaszcza syndromem. Jak dowie się z netu więcej na temat komplikacji zdrowotnych u kobiet po aborcji a zwłaszcza syndromu, to uwierzy – gwarantuję Ci to. Bo NAPRAWDĘ jest się czego bać sad
    Sam mogę Ci podać spis „lektur obowiązkowych” dla Twojego chłopaka a dziewczyny z forum na pewno też pomogą. Jedyne co będziesz musiała zrobic, to poklikac myszką i skopiowac to na dysk (najlepiej do folderu z Jego imieniem). Niech samodzielnie też zbierze trochę informacji z netu. Powiedz Mu że sama nie masz sił by się z tym zapoznac, więc niech to zrobi za Ciebie a potem poinformuje czy Jego zdaniem decyzja o kontynuacji ciąży ostatecznie okaże się dla Ciebie dobra czy nie. Jeśli jednak nie starczy Ci sił by samodzielnie odwołać zabieg, to wariant nr 2: Mówisz mu że już nie wiesz co masz zrobić, że co 5 minut zmieniasz decyzje, boisz się że wybierzesz źle, więc niech wybierze za Ciebie albo doradzi. Reszta - tj powiedzenie o Twoim lęku przed syndromem itd. oraz lektury o syndromie – bez zmian (osobiście sądzę że sam film Mu wystarczy). Jak zrozumie jaką krzywdę możesz sobie wyrządzić dokonując aborcji to zrobi wszystko, by Cię obronić przed samą sobą – daj Mu tę szansę, skoro sama nie potrafisz tego zrobić!!!
    Przestań wreszcie Mu mówić o swoich obawach przed ciążą, porodem, pieluchami, braku uczuć do dziecka itd. Od tego masz to forum – tu możesz się wyżalić, wygadać, poradzic i na pewno spotkasz się ze zrozumieniem. Sama piszesz że On już ma dosyć problemów z Tobą, to nie dokladaj Mu nowychsmile
    Taki drobny „kamuflaż” jaki proponuję to nic złego. Dla mnie to normalne, że jeśli się kogoś bardzo kocha, to by go ochronić przed cierpieniem czasem nie mówi mu się całej prawdy. Zamiast myśleć tylko o swoich obawach przed ciążą, porodem itd pomyśl choć raz, jak Twój facet będzie się troszczył o Ciebie, jak strasznie będzie się cieszył, kiedy wreszcie DEFINITYWNIE odwołasz ten cholerny „zabieg”!!! Nie wierzę, że jesteś aż taką egoistką abyś nie potrafiła się cieszyć samą tylko Jego radością, nawet gdyby u Ciebie nie było jeszcze żadnych pozytywnych zmian.
  • jul.emi 24.05.12, 19:32
    głowa mnie już boli, bo tylko myślę i myślę i myślę.... nawet zwolnienie L4 wzięłam bo nie jestem w stanie pracować. nie jestem w stanie się skupić na pracy.
    mój chłopak powiedział, że chce być ojcem dla tego dziecka ( w sensie, żeby się urodziło), ale z drugiej strony nie jest to odpowiedni moment. nie będę wdawała się w szczegóły, ale nasza sytuacja póki co jest do kitu.
    ja niby mam termin w klinice na przyszły tydzień, ale zawsze mogę odmówić. i razem ustaliliśmy, że poczekamy do poniedziałku rano, bo mam mieć pierwsze usg. i oboje mamy złe przeczucia, że to dziecko i tak by się nie urodziło.... O_o... napisałam "dziecko" = postęp.
    przez te złe przeczucia postanowiliśmy poczekać z podjęciem 100% decyzji do poniedziałku.
  • jul.emi 24.05.12, 19:45
    a wiecie co jest "najlepsze" w tym wszystkim? że ja dowiedziałam się o ciąży dopiero 18 maja... i mimo, że 21 maja zrobiłam betę to i tak nie wiem, który to tydzień, bo rozpiętość do której mój wynik pasuje to pomiędzy 7 a 10 tygodniem... a byłam u lekarza w kwietniu, testy robiłam, były negatywne... nawet duphaston dostałam na wywołanie okresu... i nic... a mi zaczęło wszystko śmierdzieć, i niedobrze się robić i w głowie kręcić, piersi boleć.... i wiecie co? przeczytałam ulotkę tego leku i jak ulał pasowały mi te skutki uboczne... więc ja dalej życia używałam.... w tym czasie to ja wypiłam tyle szampana i wina jak nigdy przez cały rok... peresn forte sobie łykałam... i inne ziołowe uspokajacze... "super" nie...

    rozwala mnie to wszystko na części pierwsze...
  • mamaanieli 24.05.12, 20:25

    idź na porządne usg. popatrz na dziecko. i sie zastanow czy naprawde twoja sytuacja jest tak fatalna, zeby je zabic


    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • mama.rozy 24.05.12, 20:55
    to czekamy do poniedziałku.a masz jakiegoś dobrego gina?czy pomóc Ci jakiegoś poszukac?
    --
    www.teologiapolityczna.pl/#
  • jul.emi 25.05.12, 07:06
    niestety tak... to naprawdę nie jest łatwe. to jest naprawdę druga historia. ja jestem kobietą z tzw. przeszłością. on ma czystą kartę. i tak nie było łatwo wcześniej... a jak zdecydujemy się na to dziecko to już nie wiem jak to będzie...
  • mamaanieli 25.05.12, 08:03

    gdy zdecydujecie sie na "zabieg" to i ty bedziesz miala przeszlosc (podwojną już), i on. Jesli facet tak bardzo chce dziecka, to naprawde cie nie rozumiem! widzialam tu dziewczyny, ktore chcialy usunac, bo facet sie nie zgadzal, bo je do tego namawial, grozil itd. Usuwaly, a szanowny tatus i tak zazwyczaj odchodzil. Albo sie i tak rozstawali. Po traumie aborcji malo ktora para zostaje razem. a ty? Masz komfortową w sumie sytuację. Ze sie nie odchudzisz? ja cie prosze... Jak na spokojnie przeczytasz swoje posty, to wybacz - ale okazuje się ze NIE MASZ powodu do zabicia. NIE MASZ. Masz natomiast powod aby ocalic siebie, dziecko, szczescie swojego faceta. I waszą rodzinę. Oprzytomnij: wy jestescie rodziną! bedziecie mieli dziecko! weź sie w koncu w garsc, i zacznij myslec pozytywnie. czy kiedykolwiek po zabiegu bedzie czas "odpowiedni" na dziecko? tego nie wiesz. To teraz dostajesz swoją szanse i sie miotasz. odwolaj cholerny zabieg i skoncz z uzalaniem sie nad sobą.

    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • jul.emi 25.05.12, 08:18
    czekamy do poniedziałku. mam nadzieję, że nie jestem w ciąży... że jakieś inne jest wyjaśnienie, że ta beta wysoka wyszła... bo nawet to rzyganie minęło i prawie nudności... O Boże....!!! spraw, żeby to było coś innego a nie ciąża! wtedy nie musiałabym stawać przed takim wyborem... nie musiałabym podejmować takie drastycznej decyzji... wszystko byłoby prostsze

    odezwę się w poniedziałek po usg
  • mamaanieli 25.05.12, 11:06

    --Do Boga to ty sie modl o sile i pogode ducha. i zdrowe dziecko! przestan sie nakrecac!
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • madzia1708 26.05.12, 07:33
    to Bóg w jakimś celu to zrobił, czy to ciąża czy inne zaburzenia. Chociaż zapewne jesteś w ciązy.
    Jeżeli kochasz swojego chłopka, to dziwne jest, ze nie kochasz tego dziecka... debilizm jakiś... bo On kocha i Ciebie i dziecko, ale jestem prawie pewna, że jak jestes w ciązy i usuniesz Wasze dziecko, to wasz związek sie rozpadnie, dziecko natomiast może Was tylko zbiliżyć do siebie

    i kurcze, nie mysl tylko o sobie, o baletach, karierze bo to nie jest najważniejsze w życiu... mam nadzieję, ze za kilka miesięcy to zrozumiesz smile
    --
    Moje K2:
    17.08.2003 - Kacperix
    10.08.2009 - Krzysztofffek
  • mamaanieli 29.05.12, 09:05

    co u Ciebie? niepokoje się.

    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • natalka885 29.05.12, 15:14
    Najbardziej, co mnie poruszyło to sen twojego chłopaka. Przecież to jest namacalny dowód, że te dziecko domaga się życia! Bóg nieraz działa w taki sposób, ingerując w śnie. Wyobraź sobie, że jeśli to uczynisz, a tym bardziej, że masz wątpliwości, dopadnie Cię depresja. Nie będziesz mogła normalnie żyć ani funkcjonować. Wtedy dopiero zniszczysz sobie życie. Zobaczysz, że jeżeli powierzysz tę sprawę Bogu, On pomoże Ci na pewno. Urodzisz dziecko, wtedy dostrzeżesz jaki to jest ogromny dar. Masz w sobie nowe życie, maleństwo, którym będziesz mogła się opiekować, będziesz mogła patrzeć jak się rozwija, przeżywać jego radości, jego smutki. Będziesz matką. Doceń ten ogromny dar, jaki dostałaś od Boga i pozwól Mu zadziałać w Tobie.
  • jul.emi 30.05.12, 11:58
    nadal jestem w ciazy... czyli nic sie nie zmienilo... no moze tylko to, ze teraz moj chlopak juz na 100% jest pewnien, zeby nie usuwac... a ja juz sama nie wiem czego chce.

    nie chce mi sie w ogole pisac juz nawet o tym.. myslec... bo i tak nic sensownego nie wymysle
  • mamaanieli 30.05.12, 12:33

    bo ty juz nic nie kombinuj. jestes w ciazy, czyli jestes matką. masz dziecko. niech rosnie w spokoju. ty masz czas, zeby sobie wszystko powolutku poukladac. to jest bardzo prosty sens. jak go pomieszasz - bedą same kłopoty.

    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • twoj_aniol_stroz 30.05.12, 12:41
    No to raczej normalne, że Ci się nic nie chce. Tak jak Ci wyżej napisałam: pozwól facetowi się rozpieszczać, odpoczywaj i niech dzieć sobie rośnie smile Ciąża trwa 9 miesięcy m.in. po to, żeby wszystko samo się poukładało i żeby mama miała czas na przyzwyczajenie się do myśli, że młody człowiek jest smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • mama.rozy 30.05.12, 14:28
    jak piszą dziewczyny,daj sobie teraz spokój.z myśleniem,tworzeniem,planowaniem.za jakiś czas przyjdzie samo.
    jak coś-to pisz.jesteśmy zwartą brygadą i nie ma problemu,któremu byśmy-razem-nie dały rady.
    trzymaj się.
    --
    www.teologiapolityczna.pl/#
  • calimeczka 30.05.12, 23:38
    Jeśli nic się nie zmieniło, to bardzo dobra wiadomość wink
    Jeśli nie chce Ci się o tym myśleć - nie myśl, tylko śpij, odpoczywaj i zajmuj się nicnierobieniem. A reszta sama przyjdzie. Tylko nie podejmuj pochopnych decyzji.
    Co do tego że macie trudną sytuację - wierzę że dacie sobie radę. Czasy są ciężkie, ale kiedy bywały łatwe? Z Twoich wypowiedzi wnioskuję że jesteś zaradną dziewczyną, masz pracę, jesteś dorosła, chłopak wprost pali się do pomocy - spokojnie dacie sobie radę.
    Pozdrawiam ciepło.
  • mama.rozy 31.05.12, 08:36
    a właśnie-może jest coś,w czym możemy pomóc?
    --
    tnij.org/khsx
  • nati1011 30.05.12, 15:56
    Aureolka za bardzo uciska? Polecam godzinną adoracje NS - wrócisz na ziemię.

    żeby komuś pomóc, to trzaba mu pdoać rękę, a nie kopnąć w brzuch....

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • jul.emi 31.05.12, 10:26
    dobra... nie bede sie juz z wami bawila w kotka i myszke.... wiecie jaka ja mam beznadziejna sytuacje zyciowa? juz samym beznadziejnym faktem jest ta ciaza...

    a reszta wyglada tak:

    ja mam juz jedno dziecko z poprzedniego zwiazku. synka, ma 3latka. jego ojciec ma sadownie przyznane kontakty i ograniczona wladze rodzicielska z mozliwoscia decydowania o edukacji i waznych kwestiach ( tu nie sprecyzowano)

    moj obecny partner to obcokrajowiec z kraju UE

    i co ja mam zrobic? kiedy nie mieszkamy jeszcze razem bo nie zalatwilam wszystkiego jeszczego. on nie moze przyjechac do PL bo nie zna jezyka a potrzebna praca, ktora ma naprawde swietna w swoim kraju.. potrzebna kasa.. potrzebne mieszkanie... zeby dzieci wychowywac

    ja mieszkam z moja matka w KAWALERCE!!! gdzie ja tam bede z 2 dzieci?! ona juz mi zapowiedziala dawno temu, ze mnie z domu wyrzuci jak z drugim dzieckiem przyjde!

    a do kraju ukochanego nie moge pojechac bo znowu moge zostac oskarzona przez bylego o utrudnianie kontaktow, i to MI jeszcze prawa do dziecka ogranicza... z prawnikiem rozmawialam i musze miec w kraju mojego obecnego partnera prace, zeby syna zabrac, bo zaden sad nie wyda zgody na wyjazd dziecka kiedy rodzic nie ma za co go utrzymac! crying a kto ciezarna przyjmie w kraju w ktorym na dodatek jest polityka "antypolska"?! crying

    nasze zycie to totalny chaos, zycie na walizkach.. pomiedzy dwoma krajami... 900km...

    ja sobie nie wyobrazam miec dziecka teraz

    gdzie ja mieszkac bede, za co zyc? jak? dla mnie naprawde jedynym rozwiazenim jest aborcja...

    miala byc w tym tygodniu, ale przesunelam termin na przyszly....
  • twoj_aniol_stroz 31.05.12, 11:10
    No nie jest Ci łatwo - to fakt niezaprzeczalny, ale smile Pomyśl nad takim rozwiązaniem: najpierw powiedz mamie, że jesteś w ciąży, ale sytuacja wygląda konkretnie tak (opisz tak jak nam tutaj). Zobaczysz co ona zrobi, bo co prawda powiedziała, że Cię wywali jak będzie jeszcze jedno dziecko, ale człowiek plecie różne głupoty a jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że jest zgoła odwrotnie. Być może z Twoją mamą też tak jest. Natomiast jeśli okaże się, że ona jednak oprócz tego,że plecie głupoty, to jeszcze chce je wprowadzać w czyn i faktycznie wywali Cię z domu, to proponuję Dom Samotnej Matki. Tu możesz urodzić dziecię, podchować trochę i kiedy już będzie odrobinę starsze możesz zacząć szukać pracy. Myślę, że facet w międzyczasie coś znajdzie dla Ciebie i będziesz mogła pracować, a dziećmi zajmie się niania. To taki najgorszy scenariusz,który wcale nie musi się wydarzyć. Dużym plusem jest to, że facet ma pracę i to dobrze płatną, to już sporo. Jest możliwość zalegalizowania Waszego związku? Gdyby była, to wówczas sąd ma podstawy by pozwolić Ci wyjechać z synkiem,bo dziecko ma zapewniony byt. Co do exa. Na ile mu zależy na kontaktach z dzieckiem? Wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego? Być może on nawet nie będzie szukał kontaktu z Tobą. Jeśli ma ograniczone prawa rodzicielskie to oznacza, że aniołkiem nie jest,więc tym lepiej dla Ciebie.
    Dobrze, że przełożyłaś termin zabiegu, na spokojnie możemy przemyśleć co dalej z tym fantem zrobić.
    I wiesz? Cieszę się, że to napisałaś wszystko, bo każdy problem, którym się z kimś podzielisz jest już połową problemu. Wspólnie możemy coś wymyślić smile
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • mama.rozy 31.05.12, 11:55
    i o takie konkrety chodziło.bo teraz wiemy,co robic i w sumie-o co tak naprawdę chodzi...
    spróbujesz jak napisała anielica?
    --
    www.teologiapolityczna.pl/#
  • mamaanieli 31.05.12, 13:39

    no jasne, ze latwe to nie jest. ale nawet jakby bylo sto razy trudniej - nie wolno ci zabic wlasnego dziecka! wiele sytuacji nawet trudniejszych da się rozwiązac madrze i sensownie. bez bólu do konca zycia. przez ponad pol roku do porodu wiele mozna zdziałać wspolnie. bo sama nie jestes! bedziemy ci pomagac.


    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • calimeczka 31.05.12, 22:11
    Tak, masz trudną sytuację.
    Czy z tego powodu masz usuwać ciążę? - nie...
    Najprostszym i najlepszym wyjściem z sytuacji, jak już któraś z dziewczyn pisała - jest zalegalizowanie związku. O ile jesteś pewna partnera oczywiście. I tego że chcesz z nim być.
    Wtedy możesz spokojnie do niego wyjechać, razem z synem, a potem poukładać sobie powoli inne sprawy - praca, mieszkanie itd.
    A tak na dzień przed ciążą - jak długo zamierzałaś być w związku na odległość? Były jakieś plany? Próba znalezienia pracy w kraju chłopaka lub plany jego przyjazdu do Pl?
    Bo jeśli to poważny związek, to takie rozwiązanie na dłuższą metę bardzo męczące musi być...
    I może ciąża jest okazją do jego uregulowania. Jeśli chcecie być razem.
  • jul.emi 01.06.12, 19:38
    tak, były plany małżeństwa i są. ale miało dziecka nie być crying ja się właśnie zabierałam za organizację całej naszej przeprowadzki, nawet profesjonalistom zleciłam napisanie CV, żeby mieć większe szanse. ale teraz to sobie d**ę mogę tym papierem wytrzeć...

    ja jestem już prawe w 10 tyg i naprawdę zaczynam tę ciąże czuć... ile mam jeszcze podróżować?! do załatwiania jest tak dużo, że mój chłopak nie zrobi tego wszystkiego sam. ja jako prawny opiekun syna muszę zrobić w jego sprawie wszystko sama.

    nie mogę tam pojechać ot tak i byłemu napisać, że teraz jest taka zmiana bo on odrazu do sądu wniosek złoży o utrudnianie kontaktów. a wtedy to mogę mieć wielkie problemy...

    dom samotnej matki w ogóle nie wchodzi w grę. nawet nie biorę tej opcji pod uwagę. chyba jedynie szybki ślub byłby jedną opcją.

    ale ja nadal tego dziecka nie chce.... po prostu NIE
  • mamaanieli 01.06.12, 20:32

    no to ja ci to obiektywnie napisze: masz faceta, kochacie sie. bedziecie rodziną. przeprowadzisz sie, urodzisz mu dziecko. pokochasz to dziecko - jeszcze nie teraz, ale pokochasz. i bedziecie szczesliwi.
    10 tygodni... przeciez to juz maly czlowiek...

    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • calimeczka 02.06.12, 14:14
    Może nie jest to najodpowiedniejsza pora na dziecko - fakt. Ale też nie taka tragiczna. Plany ślubu - więc tylko je przyśpieszyć. Pracę znajdziesz za rok, a przez ten rok CV niewiele straci na ważności smile Znajdziesz jakąś fajną opiekunkę, a Dzidzia będzie rosła. Już rośnie, tylko w Tobie, co odczuwasz.
    A odpowiednia pora na dziecko może zawsze być na kiedyś tam - bo zawsze coś jest nie tak. A to człowiek za młody, a to nie ułożone życie, a to za stary.
    A ono już jest. Tylko je przyjąć i pokochać.
    Twój chłopak chyba już je pokochał. Przemyśl to.
    Pozdrawiam i życzę dużo optymizmu.
  • jul.emi 02.06.12, 14:51
    że ja kompletnie nie nadaję się na rodzicielkę... ja w ogóle nie widzę w tym pasji.

    mam wiele koleżanek, które mają 2-3 dzieci i one żyją tym, one są gospodyniami domowymi i matkami z pasją. niektóre mają bzika na tym punkcie. tak samo moje babcie, moja matka, nawet (oby) przyszła teściowa... a ja tak nie umiem, nie czuję tego, za bardzo cenię wygodę i swobodę. wiem, że jestem egoistką w życiu. mój instynkt macierzyński gdzieś zaginął...

    w ogóle nie urodziłam się z powołaniem do bycia matką i gospodynią domową. a tak będzie bo jak urodzę to dziecko drugie, to chcąc czy nie, muszę w domu siedzieć...

    już teraz czasem czuję się ograniczona, czuję że stoję w miejscu, że wszyscy w okół mnie się rozwijają a ja muszę podporządkować życie dziecku. dlatego nie chcę drugi raz tego przeżywać. odzyskałam już część straconej wolności, zaczęłam radzić sobie lepiej, zaczęłam lepiej się dogadywać z synem i w ogóle moje życie stało się lepsze a tu bam.... kolejna ciąża ... koszmar jakiś....

    i jeszcze trudna osobista sytuacja

    mnie to wszystko przytłacza, przerasta i ja już przestaję sobie z tym radzić...
  • mamaanieli 02.06.12, 18:15

    nie jestem typem matki Polki. niecierpie siedziec w domu. musze pracowac zawodowo bo lubie, i jest to koniecznosc ekonomiczna. realizuje sie wiec poza domem. mam czworo dzieci. kocham je bardzo. w niczym mnie nie blokują

    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • jul.emi 03.06.12, 12:18
    podziwiam Cię bardzo mamaanieli, naprawdę...

    widocznie ja jestem z tych innych. i tak jak Ty nie potrafię i nawet nie chcę. nigdy nie chciałam mieć więcej dzieci. dlatego związałam się z obecnym partnerem, ponieważ on też nigdy nie chciał mieć dzieci. i teraz trochę się na nim zawiodłam. ale nie mam pretensji, bo to dziecko, nie stare buty.

    dzieci to małe/duże pasożyty wg mnie. nie chcę ich więcej. wiem, że narażam nasz związek na rozpad, jeśli dojdzie do tej aborcji. ale nie wyobrażam sobie urodzić to dziecko. pochylę się potem nad nim i zadam pytanie "i co ja mam teraz z tobą zrobić? przecież ja cie nie chcę. żałuję, że cię urodziłam".

    wątpliwości mam tylko przez mojego chłopaka, chociaż on zgadza się na tę aborcję. on nie chce tego, ale się zgadza.

    dobra... to prawdopodobnie mój ostatni post. idę sobie
  • lidka1988 03.06.12, 12:44
    A powiedz co czujesz do swojego dziecka, do tego, które jest już na świecie? Co poczułaś jak się urodziło?
  • mama.rozy 03.06.12, 14:32
    w sumie to współczuję Ci tego egoizmu...cięzko jest byc tak samotnym,żeby nie umiec kochac.nie chciec umiec.
    tak abstrahując od Twojego drugiego dziecka-pomyśl o jakiejś terapii.nie o takiej,która otworzy Cię na dzieci.nie.takiej,dzięki której coś Ci się otworzy,coś pozwoli zburzyc mur,jaki wokół siebie stworzyłaś...nie będziesz wiecznie młoda i zdrowa,kiedyś tam przyda Ci się pomocna ręka(nie mam na myśli dziecka).bo o mówieniu,że Ty się komuś możesz przydac,jeszcze dużo,dużo za wcześnie...
    aborcja,paradoksalnie,bardziej szkodzi matce,niż dziecku.bo ono będzie "tylko"chwilę cierpiec,potem ma wieczny spokój.ono już jest ukochanym dzieckiem pewnego Ojca.
    matka ma spokój tylko przez chwilę,dopóki działa znieczulenie(to wewnętrzne,nie medyczne).kiedy ono odpuszcza,zaczyna się największy ból,jaki kobieta może sobie sama zadac.dlatego szkoda mi Ciebie.pomyśl trochę.
    --
    www.kresy.pl/
  • mamaanieli 03.06.12, 16:57

    ale Jul. Emi = nie chodzi o to, zebys mnie podziwiala! bo mi jest czesto od cholery ciezko, nie radze sobie itd. pisze ci tylko, ze mając dzieci , przy checi, pracy, samozaparciu, mozna robic naprawde duzo! one nie ograniczają.
    a jak zobaczysz dziecko, popatrzysz i powiesz :kocham cie i przepraszam, ze w to wątpiłam,. nie ty pierwsza, nie ostatnia.
    i jeszcze jedno: jesli urodzisz i nadal nie bedziesz chcieć dziecka, to mozesz oddac je kochającej rodzinie! oddanie do adopcji obecnie to proces któtki i nieskomplikowany.
    ps. facet nie chce aborcji. bedzie z tobą po urodzeniu. wiec twoje zycie bedzie inne niz do tej pory! wtedy bylas samotna matką, masz zly obraz rodzicielstwa i macierzynstwa. teraz masz szanse na normalnosc!

    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • paula723 04.06.12, 13:48
    od soboty wiem ze jestem w ciazy. Mam 19 lat a moj facet 31. chcemy wziasc odpowiedzialosc za to co zrobilismy. ja mieszkam w polsce. mam jeszcze ostatni rok nauki. on mieszka na sycylii. kocham sie pomimo ze jestesmy ze soba rok czasu, gdzie spedzilismy razem moze 4 miesiace bo przyjezdzam na sycylie kiedy mam tylko dluzej wole od szkoly. Moja mama powiedziala mi ze zamknie mi drzwi pod nosem jak nie usune tego dziecka. wiem ze aborcja pozniej odbije mi sie na psychice i boje sie o to komplikacje. ale boje sie tez ze jak urodze dziecko to nie dam sobie rady...
  • mama.rozy 04.06.12, 13:53
    nie wiem,czy dziewczyny znajdą Cię w innym wątku
    co do sytuacji-to już chyba za późno na zamykanie drzwi.jesteś pełnoletnia i sama o sobie decydujesz...
    --
    www.kresy.pl/
  • mamaanieli 05.06.12, 10:17

    dokladnie. jestes palnoletnia, masz dziecko w drodze. i dbaj o nie. oczywiscie, ze sobie poradzisz. a mamusie swoją pozdrów serdecznie: jej postawa jest po prostu nie do przyjęcia, przykre strasznie...


    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • bma567 11.07.15, 15:19
    Proszę porozmawiaj zanim podejmiesz decyzję, ja też jestem po i bardzo tego żałuję, będzie to bóle przez całe życie, zastanów sie
  • calimeczka 07.06.12, 16:47
    jul.emi co u Ciebie?
  • ebano704 10.06.12, 20:03
    Mam nadzieje iz jednak przemyslisz to wszystko jeszcze raz i zmienisz zdanie. Pamietaj tak jak pisza inne dziewczyny o tym sie nie zapomnina. Nie nazywaj dziecka ktore w Twoim ciele zyje, rzecza. Ja zrobilam to wiele lat temu, przez 17 lat byl spokoj a teraz wrocilo, nie potrafie sobie z tym poradzic, nie moge jesc spac, spedzam cale dnie w lozku teraz mam znowu wszytsko przed oczam,i tak jak by ta sytuacja rozgrywala sie obecnie. Rozmawiam z sama soab ai roztrzasam kazda chwile. Z natury jestem osoba zamknieta i po czesci to co zrobilam stalo sie dlatego i rozmawialam tylko z nielicznymi osobami gdybym wszystkim mowila iz jestem w ciazy z pewnoscia, ktos by uzyl argumentu ktory odwiodl by mnie od tego okropnego czyny, niestety zrobilam to. Nie moge cofnac czasu, nie moge tulic do siebie tej malej istotki ktora zabilam, a wszytsko bym traz oddala bym mogla cofnac czas. Pamietaj nie ma sytuacji z ktorej nie mozna wyjscia, kariera, wolnosc, niezaleznosc coz bedzie znaczyc gdy bedziesz sama. Dzieci to najwiekszy skarb pamietaj o tym. Chcialam byc niezalezna, mowilam mam jeszcze czas a gdy po 10 latach zaszlam w ciaze stracilam ja. Teraz jestem sama, czekam na terapie, bo nie potrafie sobie z tym poradzic. I tak jak pisza tu inni najtrudniej jest wybaczyc sobie samej. Ja tez jak Ty myslalam iz jestem silna i dam sobie rade z tym rade. Masz chlopaka ktory chce Ciebie wpierac, wiec nie jestes sama, razem przezyciezycie wszystko i ulozy sie taka jak bedziesz, bedziesz chciala. A ta mala istatka przyniecie Tobie wiele radosci, prosze nie zabijaj Jej... nie masz do tego prawa pomysl Twoja mama mogla postapic tak z Toba....
  • kwiatwinogron 12.06.12, 11:49
    Walcz o siebie i życie, dobre życie, swoich dzieci. Zalegalizuj związek. Złóż w sądzie wniosek o zmianę kontaktów ze starszym synem. Napisz, że jesteś w 2 ciąży, mąż obcokrajowiec, ma dobrą pracę poza Polską, nie chcesz skazywać dziecka drugiego na życie z dala od jego ojca. Napisz, że mąż pomaga Ci przy starszaku, w odróżnieniu od jego ojca, także finansowo, że chcesz wyjechać, aby starszakowi zapewnić lepszy byt. I że chcesz, aby ojciec mial prawo do kontaktów, ale nie w Polsce, tylko w tym kraju, w którym zamieszkacie, ewentualnie, zobowiążesz sie starszaka przywieźć ojcu na wakacje na 2 tygodnie do Polski. Pozdrawiam
  • karolina-netporadnia 14.10.16, 22:27
    Telefon Zaufania (58) 6 915 915 i Netporadnia www.netporadnia.pl dla osób, które rozważają aborcję oraz tych, które już jej dokonały.
    Godziny kontaktu: codziennie od 18.00 do 23.00

    Oferujemy bezpieczną przestrzeń rozmowy dla osób, które myślą o aborcji. Jesteśmy po to, by towarzyszyć i wspierać w poszukiwaniu rozwiązań.

    Osoby, które się z nami skontaktują, uzyskają wiedzę z zakresu:
    medycyny,
    farmakologii,
    procedur wsparcia instytucjonalnego,
    psychologii
    prawa,
    A także wsparcie emocjonalne.

    Swoje działania kierujemy do kobiet, mężczyzn, personelu medycznego oraz wszystkich osób, które doświadczają skutków aborcji.

    Porady w Netporadni są bezpłatne. Koszt rozmowy w Telefonie Zaufania w zależności od operatora, wg stawek na telefon stacjonarny.

    Gwarantujemy pełną dyskrecję
  • ciri_3456 03.08.17, 09:49
    Ten komentarz kieruje do wszystkich zagorzalych przeciwnikow aborcji i krzykaczy, na temat sumienia i jakoby oddawanie dziecka do adopcji bylo dla niego super alternatywa bo moze zyc... to moja historia. Moja ciaza byla totalna niespodzianka. Moze stres przepracowanie i chory zoladek spowodowalaly ze tabletki zawiodly. Stosowana dodatkowo prezerwatywa podaczas problemow z zoladkiem rowniez. Patrzac na test nie wierzylam, nie moglam tego zaakceptowac. Jednak w mojej histori najwazniejsze jest to, ze nie mieszkam w polsce. Ze lekarz widzac moja rozpacz i rozterke przedstawil mi alternatywe. Ze nie ocenial mnie ani nie krytykowal gdy zdecydowalan sie na obowiazkowa wizyte w poradni. Zdecydowalismy z partnerem, ze urodze i wychowamy to dziecko, nie zalujemy i jestesny szczesliwy. ALE NIEZWYKLE WAZNE JEST DLA MNIE ZE MIALAM WYBOR I MOGLAM SWIADOMIE ZDECYDOWAC, ze nikt mi nie ooowiadal, jak okropnym jestem czlowiekiem, bo rozwazam aborcje i ze dziecku bedzie do cholery lepiej w domu dziecka bo czekaja na nie tysuace bezdzietnych par, bo to bujda! Jestem wdzieczna za to ze moglam w tej sytuacji rozmawiac otwarcie z ludzmi posiadajacymi wiedze i obiektywizm a nie w ukryciu poszukiwac mozliwosci wykonania zabiegu. Ludzie opamietajcie sie jezeli kobieta zdecyduje, ze nie urodzi, to tak bedzie i bedzie szukala wyjscia, nawet niebezpiecznego i nielegalnego. Kobieta majaca wybor, jak to moja lekarka powiedziala w 95% zdecyduje sie na dziecko, jezeli jest zdrowe i zyje ona ze stalym partnerem. Dajcie kobietom wybor i zajmiejcie sie swoim zyciem.
  • gguest 10.08.17, 12:17
    hej, również dokonałam wyboru i postanowiłam założyc bloga - opisuję zdarzenia w Levicach, w Mediklinik. Jeżeli są dziewczyny które po prostu sie interesują jak to jest lub nie mogą sobie poradzić po - zapraszam tam do rozmowy zakazanetaboo.blog.pl
  • aggaa337 23.09.17, 00:13
    kochana, rozumiem sad
    pewnie nie jest CI lekko... i aborcja wydaje się być takim rozwiązaniem. Ale czy rzeczywiście? Naprawdę pozbycie się dzieciątka da szczęście?
    Wiesz, jednak to jest Twoje dzieciątko, kiedyś, bardzo wierzę, będzie wołać do Ciebie "mamusiu". Życie jest cudem Zwłaszcza takie małe i niewinne.
    Wiem, że "idea swoje, życie swoje". Ale naprawdę - są inne O WIELE WIELE LEPSZE opcje. Aborcja ma bardzo wiele skutków ubocznych, istnieje syndrom postaborcyjny, ale już nawet pomijając sferę psychiczną i moralną - dla ciała kobiety - aborcja może być fatalna w konsekwencjach. Wszystkie te zabiegi dzieją się bardzo często "w podziemiu" - jak coś pójdzie nie tak - kobiety boją się iść do lekarza, udać się na pogotowie - bo boją się konsekwencji. To wszystko jest straszne, i właściwie tylko po to, by pozbyć się maleństwa. Kochana, ja rozumiem sad ale nie wybieraj tego. Np. Fundacja Małych Stópek pomaga kobietom po urodzeniu dziecka, które rozważały aborcję.
    dlazycia.info/ tutaj poczytasz, naprawdę polecam. Czytałam jeden wpis, jak kobietę odwiedli od aborcji + otrzymała 20 000 zł - tyle potrzebowała na remont mieszkania. Ponadto, tutaj także możesz napisać/zadzwonić/napisać online (odpowiadają na e mail w 24 h) i porozmawiać odnosnie tak dramatycznych wątpliwości. Możesz liczyć na wysłuchanie, życzliwość, wsparcie smile www.netporadnia.pl/ Trzymaj się! Wybierzesz mądrze, wierzę w to bardzo!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.