Dodaj do ulubionych

przerwanie ciąży z powodu wad rozwojowych

23.06.04, 15:42
co sądzicie w tym temacie? Dla niektórych nie ma różnicy powmiędzy
poronieniem wywołanym a oborcją
Edytor zaawansowany
  • malomi 24.06.04, 16:02
    Nikt się nie odzywasad szkoda
    Ja przerwałam ciąże z powodu wad rozwojowych w styczniu. Kilka razy usłyszałam
    że to zwykła aborcja. Nie mogę sobie dać z tym rady, nie dość że straciłam
    dziecko, nie dość że musiałam podjąć tą najtrudniejszą decyzję w moim
    dotychczasowym życiu, to jeszcze niektórzy ludzie są tak okrutni...
    Codziennie rozmawiam ze swoim dzieckiem, przepraszam je za to wszystko, nie
    wiem...poprostu nie daje sobie rady...
  • elmira_k 24.06.04, 22:57
    Malomi, zapewne decyzja którą podjęłaś była bardzo trudna. Nawet nie chcę sobie
    wyobrazić jak trudna.....Nikt nie ma prawa być wobec Ciebie okrutnym. Zaszłam w
    ciążę w wieku 34 lat i myślałam o badaniach prenatalnych ale ich nie
    zrobiłam....nie wiem dlaczego...może właśnie bałam się, bym nie musiała
    podejmować takiej decyzji....naprawdę nie wiem co bym zrobiła...być może
    postąpiłabym tak jak Ty...chyba tak....na szczęście Zuzia urodziła się
    zdrowa...bardzo mocno Cię przytulam...
    --
    Ewa
  • dvoicka 23.07.04, 12:04
    > Kilka razy usłyszałam że to zwykła aborcja.

    nie umiem zrozumiec jak mozna powiedziec cos takiego w ogole,
    nie mowiac o mowieniu tego osobie ktora to przeszla
    nie umiem!!!
  • verdana 24.06.04, 18:21
    Ja ciżąy nie przerwałam, ale robiłam badania prenatalne z tą myślą, ze jeśli
    dziecko będzie ciężko chore - ciążę przerwę. Moze to i niemoralne, ale uważam,
    ze mam przede wszystkim obowiązki wobec dzieci narodzonych. A i skazywanie
    dziecka na cierpienie i śmierć nie wydaje mi się jednoznacznie dobre.
  • joszka30 24.06.04, 23:00
    Ja też robiłam amniopunkcję. Tez z myśla, ze jesli wyniki pokaża wadę
    genetyczną, to usunę. To był koszmarny okres w moim zyciu, tym bardziej, że mój
    mąż kompletnie nie był oparciem, jako ten zwolennik zycia za wszelka cenę. Jak
    sobie to przypomne- tym bardziej , ze w bliskim otoczeniu akurat było kilka
    ciąż- jak słyszałam te radosne opowieści przyszłych mam, co tam na USG etc. a
    ja z napieciem najpierw czekałam na wyniki testu PAPPA, potem amniopunkcji.
    Nieprzespane noce, rozpacz, lęk, płacz. I do tego totalna samotność. Malomi,
    widywałam Cie na róznych forach. W jakims stopniu myślę, ze rozumiem co
    przezywsz. To naprawde okropna tragedia. Z jednej strony decyzja, z drugiej
    strata, poczucie winy. Bardzo trudne to wszystko.
  • malomi 25.06.04, 09:33
    Ja byłam pewna że będzie wszystko ok. Staraliśmy się pół roku. Zaszłam w ciąże
    w wieku 24 lat. Powinno byc super i szczęśliwie. I nagle USG które zburzyło
    całe nasze życie.Ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego?
  • genepis 23.11.04, 12:40
    malomi napisała:

    > Ja byłam pewna że będzie wszystko ok. Staraliśmy się pół roku. Zaszłam w
    ciąże
    > w wieku 24 lat. Powinno byc super i szczęśliwie. I nagle USG które zburzyło
    > całe nasze życie.Ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego?

    Molomi, przytulam Cię mocno, mocno. Jak bardzo jest Ci ciężko potrafię sobie
    wyobrazic o tyle, o ile byłam w stanie współczuć z moją najlepszą przyjaciółką,
    którą też cos takiego spotkało (pisałam o tym).
    Ale może Cię pocieszy fakt, że ma teraz dwóch wspaniałych synów.
    I chociaż pamięć o tamtym dziecku będzie już bolec do końca życia, to jednak i
    dla Ciebie jest nadzieja i Ty też na pewno będziesz się cieszyć pieknymi
    dziećmi.
    Myślę ze i Ty mozesz swoje cierpienie zamienić w dobro tak, jak na przykład
    zrobiła to Tygrysia.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę dużo odwagi.
    Wszystkie moje kolezanki, które przeżyły czy to poronienie, czy ciązę
    pozamaciczną mają teraz zdrowe dzieci.

    Laura
  • tygrysia_suka 25.06.04, 11:08
    Przepraszam molami, za pierwszym postem pomyślałam, że ktoś chce sprowokować do
    dyskusji o samej aborcji i dlatego nic nie odpisałam.
    Ponieważ, za każdym razem, kiedy dyskutuje się o aborcji …. I zaczyna się czuć
    w powietrzu, że większość osób jeszcze raz poddaje analizie swoje poglądy z
    uczuciem że może legalizacja aborcji jest złą drogą….wtedy padają argumenty: a
    co jeśli dziecko ma wady albo ciąża powstała z gwałtu.
    I znowu cała dyskusja od początku….
    Są to bardzo mocne argumenty, trudne do odparcia.
    I w takim przypadku molami, najlepiej żeby wypowiedziały się takie osoby jak ty.

    Myślę, że przypadku takiej osoby jest to zrozumiałe i wytłumaczalne i nikt nie
    ośmieli się z tobą dyskutować na ten temat….a już na pewno, nie osądzać.

    Natomiast ja osobiście uważam, że lekarz powinien leczyć…tylko.

    I gdyby wcześniej nie byłoby legalizacji aborcji, to może droga molami,
    zmagałybyśmy się dzisiaj z innymi problemami!

    Ja mam czasem, w nocy takie uczucie, że jestem tak blisko tamtego momentu,
    tamtej decyzji, jakbym mogła ja dotknąć, i próbuję czasem skoczyć w tamtą
    przestrzeń….ale mi się nie udaje.

    To nie jest tak, że nie potrafię się cieszyć z życia i codziennie płaczę do
    poduszki ( choć teraz tak) to jest taki codzienny tępy ból, taki kolec czy
    drzazga która uwiera….sprawia uczucie dyskomfortu.

    I myślę, że mój aniołek cieszy się że założyłam to forum, a twój że
    przystąpiłaś do dyskusji.


    Miałaś jednak dużo poważniejszy motyw, niż na przykład ja…… lub osoby, które
    traktują aborcję jako środek antykoncepcyjny!
    Może to cię pocieszy.



    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=20823
    Ida
  • malomi 25.06.04, 14:18
    Mimo, że nie mogłam postąpić inaczej, moje dziecko nie miało zrośniętego
    brzuszka i klatki piersiowej, nie miało żadnych szans, to znam ten tępy ból.
  • verdana 26.06.04, 23:11
    Malomi! Strasznie Ci współczuję, a jednocześnie nie mogę oprzeć się myśli, ze
    to co zrobiłaś, było po prostu DOBRE. Niestety, ludzie często są sklonni do
    jednoznaczynych opinii - aborcja jest zła i matka, która jej dokonuje jest zła -
    i tyle. Nie wiem, czy zauważyłaś, że przeciwnicy przerywania ciąży z powodu
    wad rozwojowych niemal zawsze podają jako przykład dzieci z zespołem Downa -
    które rzeczywiście mogą zyć i cieszyć się życiem. Tu decyzja o przerwaniu jest
    zupełnie czym innym. Natomiast w wypadku dzieci nie mających szans na przeżycie
    to zupełnie co innego. Na pewno przerywa się ciążę nie dla wygody matki, ale
    dlatego, ze nie ma żadnego sensu jej kontynuowanie. Przerwanie to oszczędzenie
    dziecku cierpień umierania, często w męczarniach, po urodzeniu. Ja sama znam
    dziewczynę, która postanowiła donosić ciążę z dzieckiem skazanym na śmierć,
    ponieważ ginekolok powiedział, ze w ten sposób będzie łatwiej zajść w kolejną
    ciążę. Urodziła i jej dziecko dusiło się przez trzy dni, zanim umarło. Czy to
    naprawdę lepiej?
    Wydaje mi się, że zrobiłaś dla swojego dziecka to, co było najlepsze, zrobiłas
    to nie dlatego, że go nie chciałaś, tylko dlatego, ze je kochałaś. Nie widzę
    nic, ale to nic złego, nie miej wyrzutów sumienia.
  • anuteczek 27.06.04, 08:40
    Gosiuniu,
    Nie chcę drążyć tematu, ale chcę powiedzieć Ci, że to, co zrobiłaś, to było
    najlepsze wyjście dla Kropka. Cała ciąża mogła trwać jeszcze tydzień, dwa,
    pięć... po co go jeszcze męczyć. Masz Aniołka i tyle. Wiesz, że oszczędziłaś mu
    męczarni... Zobaczysz, że niedługo przyśle Ci następne zdrowe maleństwo do
    tulenia i kochania. Nie miej wyrzutów sumienia, ale kochaj Kropka i pielęgnuj
    pamięć o Nim...
    ściskam mocno,
    andzia
    --
    TRUDNA CIĄŻA
  • aniam6 29.07.04, 09:59
    witajcie
    chciałabym zauważyć że zawsze jest to trudna decyzja,i osobiście nie przeszłam
    przez nic takiego, chociaz niedawno urodzilam dziecko i wiem że jesli podczas
    ciązy, wyszłoby na usg że coś jest nie tak , to na pewno bym go nie usunęła bo
    to jest od początku żywa czująca istota.
    ale jak można napisać, że było to najlepsze wyjście dla dziecka- przecież to
    dziecko podczas zabiegu strasznie cierpi ( opowiadanie o dr Adaäević)
  • natkaszczerbatka 30.07.04, 23:33
    a nie zastanawiałaś się jak cierpi takie ciężko chore stworzenie? Wyśmiewane,
    wyszydzane przez cały świat? A do tego nieustannie cierpiące fizycznie?
    Mogłabyś patrzeć na to, jak Twoje dziecko cierpi, a ty nic nie możesz zrobić? A
    poza tym chyba nie wiesz jak wygląda przerwanie ciazy w takich sytuacjach, to
    nie jest żaden "zabieg" - nikt nie kroi dziecka. To po prostu poród.
  • anuteczek 01.08.04, 15:29
    Coś Ci powiem. Moje dziecko umarło we mnie w 20 tygodniu ciąży. Wiem, jak to
    boli. Znam ten paskudny, tępy ból. Natomiast nie wiem, czy Ty wiesz, co znaczy
    stracić dziecko.
    Nie wiem, czy masz świadomość, jak to wszystko wygląda. Dziecka nikt nie kroi.
    Jest wywoływany poród, potem maleństwo umieszcza się w inkubatorze, chyba, że
    nie przeżyje porodu. Czasami robi się cesarkę... Dziecko nie cierpi bardziej
    niz w czasie normalnego porodu.
    Od pewnej mądrej osoby nauczyłam się nie używać słów nigdy i na pewno, bo tak
    naprawdę, czy jesteśmy na tyle doskonali, aby przewidzieć to, co się stanie?
    Zresztą, wiemy, że dziecko już w łonie może odczuwać ból...
    pozdrawiam
    andzia
    --
    TRUDNA CIĄŻA
  • aniam6 02.08.04, 13:36
    Szczerze mowiąc to czegoś tu nie rozumiem, waszym zdaniem wywołane sztucznie
    poronienie to nie aborcja??, to w takim razie niby co to jest, i rzecz nastepna
    chyba mam jakieś zaćmienie - ale skoro wywołuje sie poronie to po to by
    dziecko umarło!!!!- to niby po co umieszcza sie je w inkubatorze, coś tu nie
    gra w waszych opisach. Moim zdaniem to jest aborcja, tylko ludzie próbują ując
    to w bardziej delikatny sposób, w celu wytłumaczenia tego co robią.
  • natkaszczerbatka 02.08.04, 14:50
    Oczywiście, że to jest aborcja! Nie da się ukryć i nikt tutaj temu nie
    zaprzecza. Ale ja Twoim zdaniem bym nie była taka skłonna do oceny,
    wartościowania i mówienia "nigdy". Tym bardziej, że tematem jest nie przerwanie
    ciąży dla kaprysu, tylko z powodu ciężkiej choroby dziecka. Matka, która stanie
    przed takim problemem - jakąkolwiek decyzję podejmie - trzeba ją uszanować.
    Wyobrażasz sobie, co czuje matka jak dowiaduje sie, że jej dziecko jest ciężko
    upośledzone, nie będzie chodziło, mówiło, będzie wegetującą roślinką
    odczuwającą nieustannie niewyobrażalny ból. Myślisz, że matka która podejmuje
    taką decyzję, to traktuje taki poród jak zrobienie kupy ... pozbycie się
    niepotrzebnego balastu, a potem tylko imprezuje, balanguje i cieszy się że znów
    jest wolna? Tym bardziej, że pragnie ona tego dziecka, jak żadnego innego! Całe
    życie za nim tęskni, a żyje tylko nadzieją, że kiedyś sie z nim spotka.
    Spytasz - to po co to robi? Po co go zabija? No właśnie. Dusza nie cierpi na
    żadne choroby, jest piękna i doskonała. Nikt Jej nie wyśmiewa i wytykuje
    palcami, że jest jakaś inna niż wszystkie. Nic Ją nie boli.
    Czy to źle czy dobrze? byłaś kiedyś w sytuacji kiedy jakąkolwiek decyzję byś
    nie podjęła - to byłoby źle?
    www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/stratastart.htm

  • aniam6 02.08.04, 16:34
    a może nie byłby temu dziecku tak źle, a może był w tym jakis wyższy cel aby sie takie narodziło, a może miałoby by tu na ziemi jakiąś misję a może.... ale tego matka, która się Go pozbyła nigdy się nie dowie.
    Tak na marginesie ja nikogo nie potepiam tylko wyrażam swoje zdanie na ten temat. Nie potrafię zrozumieć stwierdzenia, że zabicie dziecka jest dla niego najlepszym wyjściem, a może Ono sadziłoby inaczej ale przecież nigdy tego nie powie......
  • aniam6 02.08.04, 16:47
    A co jesli tak jak w przypadku mamyjulci, z forum Chore dziecko... , matka która usunęła dziecko nigdy sie tego nie dowie, będzie tylko "gdybać" co by było....., zawsze jest jakis procent nadziei
  • natkaszczerbatka 02.08.04, 20:16
    niestety, czasami trzeba podejmować takie decyzja w których żadne rozwiązanie
    jest nie dobre ... i życzę ci abyś Ty niemusiała takich decyzji podejmować ...
    Ja przed moment stałam przed taką decyzją, moje dziecko (bardzo chore, tego nie
    muszę przypominać) jednak mnie wyprzedziło i samo postanowiło odejść ... trochę
    się czuje tak, jakbym podświadomie wywołała ten poród ... stres, lęk,
    przerażenie i zamrożona krew w żyłach, kiedy dowiedziałam się o chorobie mojego
    dziecka, i spokój wewnętrzny kiedy poczułam skurcze i zobaczyłam krwawienie -
    prawdopodobnie wywołane tym stresem (choć od samego początku moja ciąża była
    dość słaba i nie było to pierwsze krwawienie, ani pierwsze skurcze ...)
    Myślisz, że nie istnieje coś takiego jak silna więź matki i dziecka ... nawet
    przed narodzeniem ... wyczuwanie wzajemnie myśli, głęboka empatia. Czułam, że
    Marysia woli odejść, choć wcale mi nie było ani nie jest z tym dobrze. Teraz
    krąże po cmentarzach i szukam jej wszędzie i nie wiem co ze sobą zrobić. Wiem,
    jednak że Marysia jest szczęśliwa. Tam w niebie nikt się z Niej nie śmieje, że
    jest gruba, zasmarkana i nieporadna. Jest sliczna i doskonała. Czuje że tak
    jest, bo oddala się ode mnie i czuję, że nie potrzebuje wcale mojej pomocy -
    raczej jest odwrotnie. Choć jej ciągle szukam, to czuję że jest coraz dalej. I
    tak jest dla niej lepiej - choć dla mnie gorzej. Istnieje nie tylko to co można
    dotknąć i zobaczyć. Jest jakaś niewyobrażalna więż dziecka z matką niezależna
    od materii, trwająca całą wieczność od momentu poczęcia i jeszcze dłużej.
    Pozdrawiam.

  • aniam6 02.08.04, 21:03
    Nie rozumiem dlaczego zakładasz że nie wiem iż istnieje więź między matką a maluchem w brzuszku, bardzo dobrze o tym wiem , gdyz tak jak wspomniałam w pierwszym liście 5 miesięcy temu urodziłam maleństwo, i właśnie ten fakt - narodzin i ciązy, utwierdził mnie w przekonaniu, że nie można zabić dziecka nienarodzonego, bo ono jest takie bezbronne i zależne tylko od nas od naszych decyzji, i czuje to co my czujemy, i dobrze wie jeśli chcemy je zgładzić. A to przecież najbardziej niewinna istota na świecie.
    Pozdrawiam
  • natkaszczerbatka 02.08.04, 22:47
    ... a matka też dobrze wie, jak cierpi dziecko, które jest ciężko chore ...
    jeszcze przed narodzeniem ... miałaś kiedyś w brzuchu cieżko chore dzieciątko?
    Ja miałam trzy razy. To co piszesz to banały. Ja ci dopisze kolejny
    banał "nigdy nie mów nigdy". Mój mąż też opowiadał podobne rzeczy, o
    poświęceniu, o krzyżu, o wierze, o życiu itp. przed diagnozą. Jak dostaliśmy
    informacje o poważnej chorobie genetycznej naszego dziecka - pierwszy krzyczał,
    że to nie ma sensu aby takie dziecko przyszło na świat - musiałam stoczyć z nim
    i Jego rodzicami ciężką batalie. I tak na marne.
  • natkaszczerbatka 02.08.04, 23:15
    a, jeszcze jedno ... ja mam takie nieodparte wrażenie i miałam wszystkie trzy
    ciąze - że moje dzieci jakoś uparcie NIE CHCIAŁY przyjść na świat. Bruno i
    Katarzyna - odeszli sami, a Marysi - chyba trochę pomogłam ... ale czułam, że
    specjalnie nie protestuje.
  • anuteczek 02.08.04, 23:30
    Moja droga,
    Zaćmienie masz chyba Ty. Napisałam wywołuje się poród, a nie poronienie.
    i tyle, resztę napisała Ci już Natka.
    BTW - każde wydobycie płodu z macicy to aborcja, nie ważne czy żywego, czy
    martwego, aborcja to z łacińskiego po prostu przedwczesne zakończenie ciąży.
    Jeszcze jedno, poród wywołuje się przedwcześnie by dać dziecku GODNIE odejść. W
    ramionach rodziców. Potem łatwiej (od strony formalno-prawnej) jest je pożegnać
    po LUDZKU. Będę brutalna. Dziecko urodzone ma akt urodzenia i zgonu. Dziecko
    poronione (nawet to z chcianej i planowanej ciąży) ląduje w kuble na odpady i
    to właśnie spotkało moją Córcię (poczytaj odpowiednie wątki na poronieniu).
    Gdybym wiedziała wcześniej i zdecydowała się na wywołanie porodu byłoby
    zupełnie inaczej. Tak 20/21 tygodniowa dziewczynka została najpierw pocięta na
    kawałki, a potem wyrwana ze mnie. Bo umarła we mnie, bo ją poroniłam. Gdybym
    wiedziała wcześniej i wywołała poród dziś mogłabym chociaż zanieść jej kwiatki
    i zapalić świeczkę.
    andzia
  • natkaszczerbatka 02.08.04, 23:43
    ... zastanawiam się jeszcze, dlaczego ci co tak najgłośniej krzyczą, że życie
    liczy się od poczęcia - włączając się w ten sposób do dyskusji nad problemem
    przerywania ciązy jako "Dumni Obrońcy Życia w każdej postaci" - nie chcieli
    pochować mojego synka, który urodził się martwy w 32 tygodniu. Ja czułam to
    życie od pierwszej sekundy, nadałam mu imię i pokochałam. Ksiądz uznał, że nie
    może pochować mojego dziecka, bo "nie zostało ochrzczone". Możemy go najwyżej
    zakopać w ziemi na cmentarzu, ale żaden duchowny się za Niego nie pomodli. A
    następnego dnia grzmiał z ambony na nowo "że życie liczy się od poczęcia"
    Ta cała walka o przerywanie bądż nieprzerywanie ciązy to tylko element gry
    politycznej - jak komu w danym momencie wygodnie. Dzieci się najmniej tu liczą.
    Dlatego nie znoszę jak ktoś powtarza w kółko banały "o ochronie życia
    poczętego."


  • anuteczek 02.08.04, 23:54
    ...
    Ty Natko wiesz
    a.
  • aniam6 03.08.04, 09:22
    natkaszczerbatka napisała:

    > ... zastanawiam się jeszcze, dlaczego ci co tak najgłośniej krzyczą, że życie
    > liczy się od poczęcia - włączając się w ten sposób do dyskusji nad problemem
    > przerywania ciązy jako "Dumni Obrońcy Życia w każdej postaci" - nie chcieli
    > pochować mojego synka, który urodził się martwy w 32 tygodniu. Ja czułam to
    > życie od pierwszej sekundy, nadałam mu imię i pokochałam. Ksiądz uznał, że
    nie
    > może pochować mojego dziecka, bo "nie zostało ochrzczone". Możemy go najwyżej
    > zakopać w ziemi na cmentarzu, ale żaden duchowny się za Niego nie pomodli. A
    > następnego dnia grzmiał z ambony na nowo "że życie liczy się od poczęcia"
    > Ta cała walka o przerywanie bądż nieprzerywanie ciązy to tylko element gry
    > politycznej - jak komu w danym momencie wygodnie. Dzieci się najmniej tu
    liczą.
    >
    > Dlatego nie znoszę jak ktoś powtarza w kółko banały "o ochronie życia
    > poczętego."
    >
    >
  • genepis 23.11.04, 12:51
    natkaszczerbatka napisała:

    > ... zastanawiam się jeszcze, dlaczego ci co tak najgłośniej krzyczą, że życie
    > liczy się od poczęcia - włączając się w ten sposób do dyskusji nad problemem
    > przerywania ciązy jako "Dumni Obrońcy Życia w każdej postaci" - nie chcieli
    > pochować mojego synka, który urodził się martwy w 32 tygodniu. Ja czułam to
    > życie od pierwszej sekundy, nadałam mu imię i pokochałam. Ksiądz uznał, że
    nie
    > może pochować mojego dziecka, bo "nie zostało ochrzczone".

    O kurczę, a co to za durny ksiądz? Przecież on nawet nie zna Kodeksu Prawa
    Kanonicznego!
    Szkoda, że dopiero teraz znalazłam ten posting, to już nie ma sensu szukać
    stosownych przepisów.
    Niestety zdarzają się tacy niedouczeni księża.
    Ale na szczęście sporo jest też mądrych, empatycznych i współczujących.
    Bardzo Ci współczuję Natko, że tak źle trafiłaś.
    I jak się w końcu skończyło, pochowaliście Dzieciątko na cmentarzu?

    Pozdrawiam ciepło.

    Laura
  • aniam6 03.08.04, 09:13
    No coż a jaka jest różnica ( w wypadku wczesnej niedonoszonej ciązy) między
    wywołaniem porodu a sztucznym poronieniem, to pierwsze po prostu lepiej
    brzmi, grunt to dobrać odpowiednie słowa.
    A to cytat z PWN:
    PORONIENIE, powikłania ciąży, przedwczesne jej zakończenie i wydalenie jaja
    płodowego z macicy, u człowieka przed ukończeniem 17 tyg. ciąży; poronienie
    może być samoistne lub sztuczne, poronienie nawykowe to wielokrotnie
    powtarzające się poronienie samoistne; poronienie samoistne jest spowodowane
    najczęściej wadami rozwojowymi narządu rodnego, schorzeniami ogólnymi (np.
    cukrzyca, kiła, choroby nerek), konfliktem serologicznym, urazami fiz.;
    poronienie sztuczne (aborcja, ciąży przerywanie) może być wywołane tylko przez
    lekarza, ze wskazań leczn.; poronienie wywołane przez osoby niepowołane
    (poronienie nielegalne) grozi b. poważnymi powikłaniami i jest prawnie ścigane.

    A moze gdybys wiedziała wcześniej i gbybyś dokonała aborcji, to teraz
    zastanawiałabyś się co by było gdyby dziecko jednak żyło.
    Ja po prostu uważam że każdy ma prawo decydować o własnym losie, także te
    najmniejsze istoski, i mimo , że jest to decyzja bardzo trudna, nie mogłabym
    żyć ze świadomością, że zabiłam swoje dziecko.
    Ale każdy człowiek ma inny system wartości i dla jednych jest to zbrodnia dla
    innych po prostu wywołany wcześniej poród.
    Aczkolwiek okoliczności i nastepstwa są tragiczne, w efekcie końcowym dla
    każdego.
    Jednak skoro są dyskusje na ten temat to już dobrze może dzięki nim jakaś
    istotka ludzka zostanie uratowana, bo przynajmniej nikt tu nie zaprzecza że to
    od początku jest malutki człowieczek.
    Pozdrawiam
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 10:23
    Ty opowiadasz SAME BANAŁY a ja mówię o tym co mi się przydarzyło naprawdę.
    Jeśli powtarzać to co mówią inni - to tak wychodzi.
    Właśnie to ksiądz w szpitalu (mam powiedzieć w którym... nazwisko księdza?)
    zaprzeczył, że człowiek urodzony w 30 tygodniu ciąży jest istotą ludzką wprost
    mi to w oczy powiedział!!!!! Bo nie został ochrzczony. A kiedy Go miałam
    ochrzcić? To, że codziennie przyjmowałam komunie w szpitalu, w czasie kiedy mój
    synek w brzuchu umierał - to nie miało znaczenia. Wiesz co to znaczy czuć ból i
    cierpienie umierającego w Tobie dziecka? Myślę, że to jest jedna z rzeczy która
    jeżeli się samemu nie dotknie to trudno uwierzyć, że może sie zdarzyć
    komukolwiek. Dziecko poronione w 12 tygodniu (też moje) to już szkoda gadać. Po
    prostu nie było nic! Żadnego człowieka! Tak w praktyce wychodzi moja droga. To
    ja walczę cały czas o to, żeby dziecko od poczęcia było traktowane jak istota
    ludzka - bo wcale tak nie jest. Tak jest tylko w partyjnych i telewizyjnych
    sloganach. W praktyce okazuje się zupełnie inaczej.
    Odpowiedz mi na pytanie - czy wyobrażasz sobie co to znaczy mieć ciężko chore
    dziecko w brzuchu i wysłuchiwać kolejnych diagnoz przy każdym badaniu, że jest
    jeszcze gorzej? I slyszeć bez przerwy takie teksty:
    "pociechy z tego dziecka Pani mieć nie będzie" i inne - jeszcze gorsze.
    Przy trzeciej takiej ciązy już pękłam. Znowu czułam ruchy cięzko chorego
    dziecka. Słyszałam jak Marysia prosi mnie: "Mamusiu, nie pozwól mi cierpieć! To
    wszystko bardzo boli!" Już nie trzeba było wywoływać porodu. Sam się wywołam.
    ale dlatego tu piszę, bo mam przeświadczenie, że wywołałam go podświadomie.
    Kiedy poczułam skurcze i zobaczyłam krew, poczułam ulgę. Czuję, że to stało się
    przeze mnie. Nie miałam siły jej zmuszać do zycia, choć mogłam. Odstawiłam
    wszystkie lekarstwa, które brałam na podtrzymanie ciązy. A gdybym nie dostała
    tych skurczy, wcale nie twierdzę, że bym nigdy nie poprosiła lekarzy o ich
    wywołanie. Teraz chodzę i wszędzie szukam mojego dziecka - tak już pewnie
    zostanie do końca i uczę się z tym żyć. Ale wiem, że Marysia jest szczęśliwa. A
    przy porodzie wcale nie cierpiała. Wyskoczyła szybciuteńko - tak jaby się
    bardzo śpieszyła. Żałuje tylko, że Ksiądz nie chciał jej pochować i pomodlić
    się na jej chorym ciałkiem. PO PROSTU ODMÓWIŁ TEGO! bo nie była przecież
    ochrzczona. ..... CZY NA TYM POLEGA ŻYCIE OD POCZĘCIA .....?
    Powinnaś się zapisac do jakiejś partii, wziąść transparent a na nim powypisywać
    te wszystkie banały, które piszesz i iść pod sejm, albo najlepiej do jakiegoś
    Biskupa - może dzięki Tobie moje dzieci zostaną uznane za istoty ludzkie.
  • aniam6 03.08.04, 10:50
    natkaszczerbatka napisała:

    > Ty opowiadasz SAME BANAŁY a ja mówię o tym co mi się przydarzyło naprawdę.
    > Jeśli powtarzać to co mówią inni - to tak wychodzi.
    > Właśnie to ksiądz w szpitalu (mam powiedzieć w którym... nazwisko księdza?)
    > zaprzeczył, że człowiek urodzony w 30 tygodniu ciąży jest istotą ludzką
    wprost
    > mi to w oczy powiedział!!!!! Bo nie został ochrzczony. A kiedy Go miałam
    > ochrzcić? To, że codziennie przyjmowałam komunie w szpitalu, w czasie kiedy
    mój
    >
    > synek w brzuchu umierał - to nie miało znaczenia. Wiesz co to znaczy czuć ból
    i
    >
    > cierpienie umierającego w Tobie dziecka? Myślę, że to jest jedna z rzeczy
    która
    >
    > jeżeli się samemu nie dotknie to trudno uwierzyć, że może sie zdarzyć
    > komukolwiek. Dziecko poronione w 12 tygodniu (też moje) to już szkoda gadać.
    Po
    >
    > prostu nie było nic! Żadnego człowieka! Tak w praktyce wychodzi moja droga.
    To
    > ja walczę cały czas o to, żeby dziecko od poczęcia było traktowane jak istota
    > ludzka - bo wcale tak nie jest. Tak jest tylko w partyjnych i telewizyjnych
    > sloganach. W praktyce okazuje się zupełnie inaczej.
    > Odpowiedz mi na pytanie - czy wyobrażasz sobie co to znaczy mieć ciężko chore
    > dziecko w brzuchu i wysłuchiwać kolejnych diagnoz przy każdym badaniu, że
    jest
    > jeszcze gorzej? I slyszeć bez przerwy takie teksty:
    > "pociechy z tego dziecka Pani mieć nie będzie" i inne - jeszcze gorsze.
    > Przy trzeciej takiej ciązy już pękłam. Znowu czułam ruchy cięzko chorego
    > dziecka. Słyszałam jak Marysia prosi mnie: "Mamusiu, nie pozwól mi cierpieć!
    To
    >
    > wszystko bardzo boli!" Już nie trzeba było wywoływać porodu. Sam się wywołam.
    > ale dlatego tu piszę, bo mam przeświadczenie, że wywołałam go podświadomie.
    > Kiedy poczułam skurcze i zobaczyłam krew, poczułam ulgę. Czuję, że to stało
    się
    >
    > przeze mnie. Nie miałam siły jej zmuszać do zycia, choć mogłam. Odstawiłam
    > wszystkie lekarstwa, które brałam na podtrzymanie ciązy. A gdybym nie dostała
    > tych skurczy, wcale nie twierdzę, że bym nigdy nie poprosiła lekarzy o ich
    > wywołanie. Teraz chodzę i wszędzie szukam mojego dziecka - tak już pewnie
    > zostanie do końca i uczę się z tym żyć. Ale wiem, że Marysia jest szczęśliwa.
    A
    >
    > przy porodzie wcale nie cierpiała. Wyskoczyła szybciuteńko - tak jaby się
    > bardzo śpieszyła. Żałuje tylko, że Ksiądz nie chciał jej pochować i pomodlić
    > się na jej chorym ciałkiem. PO PROSTU ODMÓWIŁ TEGO! bo nie była przecież
    > ochrzczona. ..... CZY NA TYM POLEGA ŻYCIE OD POCZĘCIA .....?
    > Powinnaś się zapisac do jakiejś partii, wziąść transparent a na nim
    powypisywać
    >
    > te wszystkie banały, które piszesz i iść pod sejm, albo najlepiej do jakiegoś
    > Biskupa - może dzięki Tobie moje dzieci zostaną uznane za istoty ludzkie

    chociaż to zabrzmi brutalnie dura lex, sed lex , także w stosunku prawa
    kanonicznego.
    Nie rozumiem, tego "drwiącego " tonu w stosunku do obrońców życia poczetego, no
    ale skoro uważasz że to iż moje argumenty , a w sumie główny z nich czyli
    życie, jest banałem to twórzmy dalej ten banał,tylko chyba zbyt daleko tą drogą
    nie dojdziemy.
    Staram się wyrazić swoje zdanie w sposób logiczny i najmniej emocjonalny, bo
    podobno każdy z nas ma prawo do niego, ale cóż zostałam wyszydzona, trudno, a
    sugeroewałabym aby dzieci w polityke nie mieszać, bo w ten sposób niczego nie
    osiągniemy.
    Mimo wszystko pozdrawiam
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 14:11
    no właśnie - lepiej dzieci w politykę nie mieszać. Zgadzam się. To nie ja je
    mieszam w politykę.
    W kontekscie obrony życia wyjaśnij mi, bo tego nie mogę zrozumieć - dlaczego
    Ksiądz nie chciał pomodlić się nad duszą moich dzieci? Skoro zycie liczy się od
    poczęcia - bo okazało się że nie.
  • aniam6 03.08.04, 14:33
    bo moim zdaniem nie trzeba się nad duszami tych dzieci modlic. Modlitwa
    potrzebna jest osobie grzesznej, natomiast, te dzieci są niewinne one po prostu
    modlitw nie potrzebują, to tak jak modlić się nad duszami aniołów, ale to jest
    tylko moje zdanie.
    A tak na marginesie ksiądz też człowiek, i jak kazdy z nas nie jest doskonały i
    popełnia błędy, chociaż pewne sprawy powinien umieć wyjasniać.
  • genepis 23.11.04, 22:15
    aniam6 napisała:

    > natkaszczerbatka napisała:
    >
    > > Właśnie to ksiądz w szpitalu (mam powiedzieć w którym... nazwisko księdza
    > ?)
    > > zaprzeczył, że człowiek urodzony w 30 tygodniu ciąży jest istotą ludzką
    > wprost
    > > mi to w oczy powiedział!!!!! Bo nie został ochrzczony. A kiedy Go miałam
    > > ochrzcić? To, że codziennie przyjmowałam komunie w szpitalu, /.../
    > chociaż to zabrzmi brutalnie dura lex, sed lex , także w stosunku prawa
    > kanonicznego.

    Dziewczyno! O czym Ty piszesz! Jakie dura lex?!!!
    KPK mówi wyraźnie:
    Kan. 1183
    § 1. Co do pogrzebu, katechumeni są zrównani z wiernymi.

    § 2. Ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których
    rodzice mieli zamiar je ochcić, a jednak zmarły przed chrztem.

    W jakim mieście wpuszcza się do szpitala takich niedouczonych księży?

    Natko - pozdrawiam bardzo serdecznie.
    Gdybym mogła jakos Ci pomóc, nie wiem choćby poszperać w kodeksach...
    Ale mam nadzieję, że to już ostatni raz coś takiego Ci się zdarzyło
    Laura
  • anuteczek 03.08.04, 11:08
    Zdrowo przesadziłaś. Co Ty możesz wiedzieć o tym, co czuje matka, kiedy na jej
    dziecku wisi wyrok śmierci, kiedy ma w sobie martwą ukochaną istotkę??? Wiesz
    jak się żyje ze świadomością, że dziecko umarło w Tobie, a lekarze zamiast
    pozwolić je pochować wyrzucili do kosza z napisem "odpady brudne"? Tak, gdybym
    wiedziała wcześniej, że nie żyje zdążyłabym skontaktować się ze swoim lekarzem
    i oficjalnie dokonać WYWOŁANIA PORODU lub jak wolisz ABORCJI.
    Teraz nie ma dnia, żebym nie myślała o mojej malutkiej. Ja mocno wierzę, że to
    Ona tak wybrała. Ona tak zadecydowała.
    Coś Ci powiem, masz zdrowe dziecko i ciesz się nim. Obyś nigdy nie musiała
    patrzeć na jego cierpienie, obyś nigdy nie musiała stawać przed takim wyborem.
    Zabijanie zdrowych dzieci z powodu zachcianki rodziców jest zbrodnią, ale nie
    wolno stawiać znaku równości między tym, a wywołaniem porodu w takiej sytuacji.
    Ja nie miałabym śmiałości nikogo ani posądzać, ani potępiać.
    Nie wiem, czy wiesz, że nawet Jan Paweł II nie osądza takich przypadków i nie
    potępia. Jakiś czas temu w jednej z katolickich gazet czytałam historię
    cięzarnej kobiety, której dziecko było bezczaszkowcem. Wada letalna. Kobieta
    była bardzo wierząca. Nie wiedziała co robić, zwracała się do księży i biskupów
    z prośbą o radę. Sprawa trafiła do Ojca Świętego. Kobieta dostała długi list.
    Były poruszone w nim kwestie godności życia i śmierci. Kobieta zdecydowała się
    wywołać poród w 24 tygodniu. Urodziła dziewczynkę, która natychmiast zmarła.
    Idąc Twoim tokiem rozumowania - zabiła dziecko, dokonała aborcji. A Jan Paweł
    II ją pobłogosławił...
    pozdrawiam
    andzia
  • aniam6 03.08.04, 11:16
    Prosze o konkrety, np. jaka to gazeta,a wtedy możemy dalej o tym dyskutować, bo
    ja to traktuję tako dyskusję a nie napaść słowną na drugą osobę. Bez konkretów
    to są tylko plotki, a plotki to można sobie wymyślać różne!
  • anuteczek 03.08.04, 11:24
    Proszę bardzo,
    To jeden ze starych numerów Niedzieli. W tej chwili nie mogę podać Ci
    konkretnych namiarów, bo czytałam to u babci. Kiedy będę u niej następnym
    razem wygrzebię to i sprawdzę.Był to numer stary, z pewnością miał kilka lat.
    Pamiętam, że dziewczynka dostała imię Maria. Zresztą, w takich sprawach nie
    ośmieliłabym się, hm, plotkować.
    pozdrawiam
    andzia
  • aniam6 03.08.04, 11:32
    czekam z niecierpliwością
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 14:34
    wiesz co ... bardzo lubię takie dyskusje ... Mogę wtedy opowiedzieć o mojej
    Marysi - która niestety, mimo że, jak się urodziła to wazyła już prawie 400 gr,
    nie została uznana za istotę ludzką ... (życie od poczęcia?) pozwoliłam jej się
    urodzić, bo słyszałam jak prosiła mnie żebym nie pozwoliła jej cierpieć. Logika
    tu nie ma nic do rzeczy. Jeżeli chcesz podać argumenty logiki to nigdy się nie
    dogadamy. Na zawsze pozostanie moją ukochaną córeczką i chyba tylko ja będę o
    niej pamiętać. Nawet mój "logiczny" mąż już teraz o niej zapomniał mimo, że od
    tego czasu minęło niewiele ponad trzy miesiące.
  • aniam6 03.08.04, 14:39
    natkaszczerbatka napisała:

    > wiesz co ... bardzo lubię takie dyskusje ... Mogę wtedy opowiedzieć o mojej
    > Marysi - która niestety, mimo że, jak się urodziła to wazyła już prawie 400
    gr,
    >
    > nie została uznana za istotę ludzką ... (życie od poczęcia?) pozwoliłam jej
    się
    >
    > urodzić, bo słyszałam jak prosiła mnie żebym nie pozwoliła jej cierpieć.
    Logika
    >
    > tu nie ma nic do rzeczy. Jeżeli chcesz podać argumenty logiki to nigdy się
    nie
    > dogadamy. Na zawsze pozostanie moją ukochaną córeczką i chyba tylko ja będę o
    > niej pamiętać. Nawet mój "logiczny" mąż już teraz o niej zapomniał mimo, że
    od
    > tego czasu minęło niewiele ponad trzy miesiące.
    >

    Jasne jest, że gdy mówimy ośmierci, szcególnie ukochanego , upragnionego
    dziecka, to trudno jest mówić o logice, szczególnie osobie która to przeżyła.
    Ale ja staram się dyskutować na temat aborcji, a tu już potrzebne są także
    argumenty logiczne, bo na emocjach to daleko się nie dojedzie.
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 14:58
    trudno być logicznym kiedy się dowiadujesz o śmiertelnej i bolesnej chorobie
    własnego dziecka - właśnie wtedy takie decyzje się podejmuje. A do tego -
    żadnej pomocy, żadnego wsparcia. Tylko czarne i białe - albo ofiara albo
    zbrodnia. Łatwo teoretyzować.
  • aniam6 03.08.04, 15:27
    Mam momentami wrażenie , że skoro tego nie przeżyłam to waszym zdaniem nie mam
    prawa się wypowiadać.
    To nie jest tylko teoretyzowanie, bedąc niedawno w ciąży modliłam sie oby tylko
    dziecko było zdrowe, a jeśli by tak nie było to myślałm jak będę sobie z Nim
    radzić później, a nie o tym, że jeśli będzie chore to je usunę, nigdy nie
    przeszło mi to nawet przez myśl.
  • malomi 03.08.04, 16:41
    " nie mogłabym żyć ze świadomością że zabiłam własne dziecko"

    ciekawa jestem czy Ty czasem się zastanawiasz nad sensem własnych słów. W
    każdym razie gratuluje. Obyś tych słów nie wypowiedziała w złą godzinę, bo
    nigdy nie wiadomo co nam w życiu trzeba będzie znieść i jakich wyborów dokonać.
    Andziu, Natko, dajcie spokój, to jak walenie głową w mur. Ta pani jest poprostu
    szczęśliwą matką a my....no cóż.
    Wszystkieo najlepszego aniam6
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 16:52
    masz rację malomi, ale przynajmniej coś się dzieje .... oczywiście żartuje.
    Pozdrawiam.
  • aniam6 03.08.04, 17:38
    I w ten sposób potwierdziło się to co napisałam wczesniej, nie przezyłam tego więc nie ma sensu ze mną dyskutować, szkoda, że tak to rozwiązujecie.
    żegnam
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 17:43
    i nie dogadaliśmy się.
  • aniam6 03.08.04, 17:52
    Skoro nie mam prawa się wypowiadać - bo tego nie przezyłam, to jak miełybyśmy sie dogadać
  • malomi 04.08.04, 09:41
    Czy ktoś zabronił Ci się wypowiadać? Nie znalazłam takiego wątku. Chodzi tu
    raczej o dobór Twoich słów. To tak jakbyś matce która straciła swoje dziecko,
    powiedziała "ja bym tego nie przeżyła" A skoro ona przeżyła, to co? nie kocha
    swojego dziecka? jeżeli by kochała to znaczy że powinna razem z nim umrzeć? tak?
    Tragedie są najróżniejsze w życiu, poczytaj sobie chociażby forum "chore
    dziecko, strata dziecka" i to prawda że ten kto nie przeżył takiej tragedii nie
    jest w stanie tego zrozumieć, ale jest wielu ludzi o ogromnym sercu,którzy
    próbują, uczą się innej strony życia i zastanawiają się nad własnymi słowami,
    bo tak jak Ci napisałam, nigdy nie wiadomo, czy nie wypowiedziało się ich w złą
    godzinę.
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 16:59
    Gratuluje zatem zdrowego dorodnego bobasa. Też udało mi się takiego jednego
    urodzić i wiem na szczęście jak to jest.

    bedąc niedawno w ciąży modliłam sie oby tylko
    > dziecko było zdrowe, a jeśli by tak nie było to myślałm jak będę sobie z Nim
    > radzić później, a nie o tym, że jeśli będzie chore to je usunę, nigdy nie
    > przeszło mi to nawet przez myśl.

    mi też nie przeszło, dopiero w momencie kiedy dowiedziałam się jak bardzo jest
    chore i cierpi ... i życzę ci, aby w Twoim życiu nigdy to się nie zdarzyło.
  • 76andzia 03.08.04, 20:05
    dołączam się do was dziewczyny. Ja również przerwałam ciążę z powodu wad
    dziecka. Czytam tą zagorzałą dyskusję i powracam myślami do tego co się stało.
    A stało się i nieodstanie. Koniec kropka. Podjęłam taką decyzję i to ja będę
    żyć z tym do końca życia. Miałam trochę szczęścia w tym nieszczęściu, że
    rodzina mnie wspierała i od nikogo nie usłyszałam słów potępienia. Każdy kto
    znał moją historię szanował mój wybór (zgadzać się z nim nie musiał oczywiście
    ale to już nie moja sprawa....).
    A osłoda leży teraz w łóżeczku i ma trzy miesiącesmile
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 21:11
    gratuluję i zazdroszczę trochę, że w końcu Ci się udało!
  • verdana 03.08.04, 21:54
    Uwielbiam ludzi szlachetnych na cudzy rachunek! Takich, co to wiedzą, że "oni
    nigdy", "że godność istoty ludzkiej", "że każde zycie święte jest i tyle". Nie
    wiem - czy to atrofia uczuć, czy intelektu - tak źle i tak niedobrze. Jakoś do
    szlachetnych matek bez skazy, które "by nigdy" nie dociera prosta zdawałoby się
    informacja - dzieci, o których pisza mniej szczęśliwe matki i tak nie miały
    żadnych szans na życie. Czy naprawdę niezwykle dzielnie i moralnie jest rodzić
    własne dziecko, które umrze od razu po porodzie, tyle że czesto nie spokojnie,
    ale w męczarniach. Czy naprawdę prawdziwe obrończynie zycia szlachetnie skazały
    by swoje dziecko na powolne duszenie się trzy tygodnie (tak jak umierało
    dziecko kolezanki, ktora nie zdecydowała sie na aborcję). Trzy tygodnie
    cierpień noworodka - to dobrze, to szlachetnie, to po Bożemu! Spokojne odejście
    dziecka, troska by nie cierpiało -to zbrodnia matki - morderczynie!
  • natkaszczerbatka 03.08.04, 23:06
    ... bo to wszystko są partyjne slogany - wykorzystywane przez Kosciół w walce
    politycznej. W praktyce, przekonałam sie jak to się liczy życie od poczęcia. I
    nie mogę darować temu Księdzu!
  • olivka27 05.08.04, 21:22
    Do wczoraj uważałam że tylko Bóg może dać i zabrać życie.Że ja bez względu na wczystko nie zakończyłabym wcześniej ciąży.Właśnie-uważałam,do wczoraj...Wczoraj na "chorym dziecku" przeczytałam historie Zorki.Zorka napisała w taki sposób,że wybuchnęłam płaczem jak przeczytałam.Wyobraziłam sobie ledwie żywą Zorkę i Martynkę wyglądająca jak mała szara,sówka-cierpiacą,zbolałą,zmeczoną...Wyobraziłam sobie kruszynkę przed śmiercią-w śpiączce,w drgawkach.I nie mogłam przestac ryczeć.Zaraz potem wyobraziłam sobie że mimo wszystko rodzę dziecko i jest ono w podobnym stanie jak Martynka.I wiecie co?Diametralnie zmieniłam zdanie.Gdybym była w takiej sytuacji jak Ty Gosiu,czy inne dziewczyny zakończyłabym ciążę bez względu na wszystko-na sumienie,na to czy grzech czy nie grzech,na ludzkie gadanie.Mam nadzieję że nie uraziłam niczym Zorki,ona nie miała wyboru,Martynka sama się pośpieszyła.Gosiu,powtórzę za innymi-zrobiłas najlepszą rzecz jaką mogłaś zrobić dla swojej kruszynki!
  • oyate 15.09.04, 12:05
    jestem całkowicie za usunięciem ciąży z powodu wad genetycznych. Chodź nie wiem
    czy sama bym tego dokonała.
  • blanqua 15.09.04, 20:23
    Trudno mówić czy jest się za czy przeciw usuwaniem ciąży.
    Ale jeśli używamy takich sformułowań - jestem przeciw.
    Przede wszystkim dlatego, że mnie samej to dotyczy, że to będzie bardzo realna
    dla mnie rzecz. Ponieważ sama jestem osobą chorą. Najprawdopodobniej moje
    dziecko będzie chore.
    A jednak glęboko wierzę, że ma prawo żyć, że nie mam prawa wartościować czyje
    życie jest lepsze a czyje gorsze i czy "dzieck - wegetujące" nie ma prawa do
    życia. Nie wiemy jakie jest jego życie i dlatego nie chcę mówić czy jest
    cierpieniem. Często wchodzę na www.darzycia.nowoczesny.pl
    i widzę tam jak wiele jest chorób, wad, o niektórych z tych dzieci przecież
    można powiedzieć, że są upośledzone ciężko, w terminologii powszechnej to
    są "warzywka" a jednak żyją, są na swój sposób szczęśliwy.
    Moje przekonania chcę stosować do siebie i własnego zycia.
    I włąśnie dlatego jeśli wierzę, że nie mam prawa odbierać życia nawet choremu
    dziecku - to nie chce tego robić.
    Choć wiem, że ryzyko u mnie duże...
    Blanka
  • anuteczek 16.09.04, 09:04
    Ja uparcie powtarzam nie wiem. Póki co Bóg/zły los zadecydował za mnie dwa
    razy. Sądzę, że jeśli moje dziecko nie miałoby szans na przeżycie nawet porodu
    to pozwoliłabym mu odejść. Tak jak napisała Natka - odstawiłabym wszystkie
    leki. Właściwie tak zrobiłam, kiedy usg nie wykazało akcji serduszka po
    rozmowie z lekarzami odstawiłam wszystko. Za klika godzin Bąbelek wypadł ze
    mnie. Był to ósmy tydzień, wiem że znajdą się takcy, którzy mogą mi zarzucać,
    że w ósmym tygodniu często nie słychać akcji serca i nie widać płodu, ale ja
    wiem, że odstawiając leki zrobiłam dobrze.
    Blanko, życzę Ci spokojnej ciąży, życzę, żebyś nigdy nie stanęła w obliczu
    wyboru, obyś nigdy nie musiała decydować
    andzia
    --
    TRUDNA CIĄŻA
  • blanqua 16.09.04, 12:29
    Anuteczku, bardzo serdecznie Ci dziękuję.
    Cóż, wiadomo, nie chciałabym podejmować takiej decyzji ale na wszystko należy
    być przygotowanym...
    A Tobie Aniu życzę nadziei i sił do dalszej walki.
    i pozdrawiam bardzo serdecznie
    Blanka
  • amania 20.09.04, 14:17
    Ja stanęłam w życiu przed takim wyborem. Nie potrafiłam przerwac ciąży, ale też
    nie czuję, że skazałam dziecko na cierpienie w moim brzuchu. Bo tego czy
    cierpiała czy nie nie wie nikt. Rozumiem doskonale, że ktoś na moim miejscu
    zdecydowałby się na aborcję (niezrośnięte powłoki brzuszne i brak płuc), ale
    proszę Was nie piszcie, że aborcja to najlepsze co można zrobić w takim
    przypadku. Nikt nie wie czy to najlepsze czy nie. Czasmi marzyłam o tym żeby
    przestało jej bić serduszko, żeby odeszła sama, ale tak się nie stało.
    Według mnie najlepsze co mogłam zrobić, to wywalczyć cesarkę, żeby nie męczyła
    się przy naturalnym porodzie. Zmarła chwilę po przecięciu pępowiny i wierzę, że
    to było dla niej najlepsze.
    Ktos na moim miejscu postąpiłby inaczej i to byłby jego wybór. Tu nie ma
    lepszych i gorszych rozwiązań.
    W kazdym razie nikomu nie życzę, żeby znalazł się w podobnej sytuacji.
  • genepis 23.11.04, 12:30
    malomi napisała:

    > co sądzicie w tym temacie? Dla niektórych nie ma różnicy powmiędzy
    > poronieniem wywołanym a oborcją

    Ja już wypowiadałam się tu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20823&w=14127684&a=17927476
    ale dodam jeszcze, że mojej kolezance z liceum zdarzył się kilka lat temu taki
    przypadek:
    Spodziewała się piątego dziecka i lekarze stwierdzili, że ma wyraźne wady
    rozwojowe. Prawdopodobnie w miejscu płuc rozwija się jakiś guz.
    Sugerowali przerwanie ciąży, zwłaszcza, że koleżanka bardzo źle się czuła.
    Postanowiła jednak donosić jak długo się da.
    Lekarze mówili, że nawet jeśli nie poroni, to dziecko na pewno będzie ciężko
    upośledzone.
    Kiedy rodziła (prawie w terminie) to w tym samym czasie ktos z rodziny
    załatwiał miejsce na cmentarzu.
    urodziło się ZDROWE dziecko.
    Ta wada rozwojowa, to była (o ile czegoś nie przekręciłam) przepuklina płucna
    czy jakos tak. Rzecz do zoperowania i nie bardzo niebezpieczna.
    Dziecko rozwija się dobrze jest śliczną mądrą dziewczynka a jedyna różnica to
    trochę nietypowo wysklepiona klatka piersiowa (nie pamiętam czy zapadnieta, czy
    przeciwnie wystająca) z czasem i to się skoryguje.

    Pozdrawiam

    Laura

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka