Dodaj do ulubionych

teraz ja staję przed tym wyborem....

01.08.12, 13:02
bardzo cieszę się że znalazłam ten wątek..i to tak aktualny...ja termin aborcji mam na 13 sierpnia i też nie podjełam ostatecznej decyzji. Każda chwila przynosi inne myśli. ale widzę że na tym forum są dobre dusze które ...i mnie trochę przekonały do zrezygnowania z aborcji i do tego dulka_1 która przeszła podną historię jaką ja przechodzę teraz. Może opowiem od początku... to nie moje pierwsze dziecko, mam 1,5 roczną córkę. jestem rok po ślubie. Niestety od początku z mężem się nie układało. Nasze życie było pasmem nieszczęść ale brakowało mi siły by to przerwać. Ciągle myślałam, że się ułoży. On ciągle obecywał poprawę. Ja w to wierzyłam , powoli odsuwała się ode mnie moja rodzina, znajomi też zaczeli patrzeć na ten związek z niedowierzaniem. Nasza ciąza była wpadką i pewnie stąd ślub i to wszystko. Kiedy kryzys osiągnął apogeum zaczełam szukać...tak jak dulka_1 "bratniej duszy" i ...nawiązałam w sumie przez przypadek kontakt ze znajomym, który też ...tkwil w nieudanym małżenństwie z tym że...on już podjął decyzję o rozwodzie, wszystko prawie miał za sobą. Jest ode mnie dużo starszy. Wspólne problemy , dużo rozmów sprawiło że w marcu zdradziłam męża... później ze znajomym utrzymywaliśmy kontakt smsowy, telefoniczny, bo myślałam ciągle że może wszystko jakoś się ułoży...nie chciałam by moje pierwsze dziecko było wychowywane przez innego mężczyznę. ale niestety...nadszedł dzień gdy mój mąż trafił do aresztu.... nie będe opowiadać z jakiej przyczyny. byl to koniec maja. i wtedy samotność sprawiła , że...jednorazowa przygoda ze znajomym przerodziła się w codzienne spotkania...miesiączka zaczeła mi się spóźniać i pare dni temu zrobiliśmy test ciążowy. wynik pozytywny...znajomy ma termin rozwodu na połowę sierpnia, ja nadal jestem w małżeństwie. Nie wiem co mam robić...jest to historia jak z filmu...nie wiem jak dopuściłam do drugiej ciąży. Jestem załamana bo żaden wybór nie jest dobrym wyborem. Usunięcie ciąży wiąże sie przede wszystkim z obciążeniem psychicznym , z mężem tak czy inaczej prawdopodobnie już nie będę bo psychicznie mnie zrujnował....znajomy bardzo chce tego dziecka, na chwilę obecną przynajmniej... cieszy się ale powiedzial że ostateczną decyzję pozostawia mnie... jeżeli zdecyduję się urodzić...prawdpodobnie zostanę bez rodziny bo rodzice nie zaakceptują tego , że...drugi raz zaszłam w ciążę nieplanowaną. Zostanę tylko z ojcem drugiego dziecka...
co mam zrobić??
usunąć, ułożyć sprawy małżeńskie, złożyć pozew o rozwod by wszystko odbylo się powoli czy....zaryzykować, stracić rodzinę, może znajomych, zostać z ojcem drugiego dziecka z nadzieją że...ten związek przyniesie coś lepszego niż moje małżeństwo...
pomóżcie...czekam na każdą radę...
Edytor zaawansowany
  • lidka1988 01.08.12, 19:09
    Twój mąż zniszczył Cię psychicznie i życie z nim to nie jest bajka, więc nie ma co zastanawiać się czy z nim być. Jeśli Ty będziesz nieszczęśliwa to i Twoje 1,5 roczne dziecko tak samo. Teraz masz szansę zacząć wszystko od początku. Jesteś w ciąży, Twój nowy partner chce być z Tobą i chce tego dziecka. Stworzycie rodzinę. Nie można z góry zakładać, że się nie uda. Wiadomo, że nigdy nie przewidzimy przyszłości, ale co masz do stracenia. Przecież teraz i tak jesteś nieszczęśliwa. Nie rozumiem tylko czemu Twoi przyjaciele i rodzina mają się od Ciebie odwrócić? Czemu mają nie zaakceptować nowego partnera? Poza tym dziecko już jest. Nie możesz go zabić, bo rodzina się od Ciebie odwróci. Wnioskuję, że nie jesteś już nastolatką, tylko dorosłą kobietą i sama możesz decydować o swoim życiu. Czytałaś też posty dziewczyn, które dokonały aborcji. To taki krok, który może zniszczyć Cię całkowicie. Ja nigdy nie zapomnę kiedy wyszłam z kliniki i nie mogłam powstrzymać łez...czułam ogromną pustkę. I wiedz, że cierpienie nie kończy się po kilku dniach. Później dochodzi ciągły ból, koszmary senne, załamanie i depresja. Każda z nas różnie to przeżywa, ale żadna nie umie sobie poradzić z faktem, że zabiła bezbronne maleństwo. Możesz też obejrzeć kilka filmów na you tube. Ja dopiero zaczęłam je oglądać, jak było za późno. Polecam choćby nawet konferencję na której wypowiada się kobieta która przeżyła aborcję- tzn urodziła się mimo tego, że matka próbowała ją usunąć. Robi ogromne wrażenie i już nic więcej do jej słów dodać nie można. Jest "żywym dowodem" na to jakim ogromnym złem jest aborcja.

    www.youtube.com/watch?v=NpOFcqrqBa0
    www.youtube.com/watch?v=1qa8EwCU38w
  • ebano704 01.08.12, 22:00
    Ja dokonalam aborcji 18 lat temu, przez dlugi okres byla cisza, wszystko wybuchlo na poczatku roku, nie moglam spac, jesc wszystko wracalo. Chwila po chwili, to nie jest tak jak myslisz, zabieg i nie będzie problemu, ponieważ nie mieszkam w kraju zagladalam na strony angielskie, to forum odkrylam 2 miesiace temu, bardzo mi pomoglo, musialam jednak skorzystac z terapii bylam na terapio-rekolekcjach z Rachel’s Vineyard organizacji ktora pomoga osobom, które dokonaly aborcji, ta terapia pomogla, odzyskalam spokoj, ale nikomu jej nie polecam. Aborcja to wielkie zlo, datego teraz robie wszystko aby przekonac osoby które stoja przed takim problemem by mimo wszystko zdecydowaly się urodzic. Zawsze w takich sytuacjach znajda się osoby, które pomoga.
    Piszesz ze maz zrojnowal Tobie zycie, nowa znjomosc i nieoczekiwana ciaza, nie jest koncem swiata, nie ma sytuacji z których nie ma wyjscia. Masz już jedno dziecko wiesz co to radość dawania zycia, nie możesz zabic niewinnej istotki która już zyje. Jeśli Twoi znajomi odwroca się od Ciebie to nie sa nic warci, a Twoja rodzina, dlaczego ma to zrobic? Czy jestes od niej uzalezniona, mieszkasz kontem u nich? Ojciec tego dziecka chce chce by się urodzilo, nie przekreślaj niczego, ja tak zrobiłam nie czekam tylko podjęłam decyzje nie mogę cofnąć czasu a wszystko bym oddala. Niestety nie mieszkam w kraju, ale zawsze możesz pisac jeśli chcesz się wygadac, mogę podac mój e-mail jeśli chcesz. Daj znac jaka podjęłaś decyzje, jak bedzi się Tobie układać. Trzymam kciuki
  • krusz-yna86 02.08.12, 09:06
    kolejny dzień myślenia...dzięki za Wasze posty, są wsparciem...wczoraj dużo rozmawialam z moim partnerem, oboje chyba gdzieś podświadomie chcemy tego dziecka . on już nie jest młody, ma 44 lata, ja 26. on również poradził się znajomych...odpowiedzi były tylko takie: zadaj sobie pytanie czy jesteście w stanie dać temu dziecku dom, miłość, bezpieczeństwo.Wasza miłość przyjdzie z czasem. Tylko, że on nie ma nic do stracenia, nie zrani nikogo najbliższego, bo w jego przypadku dziecko jest jego marzeniem. ja zranię wszystkich... nie wiem czy rodzice wybaczą mi że drugi raz popełniłam ten sam błąd...wpadłam po tak którtkim czasie, nie znając do końca człowieka, nie wiedząc o nim zbyt wiele( nie mówilam nikomu o moim romansie -bo tak to trzeba nazwać). z partnerem znam się juz ponad 3 lata ale spotykamy się od 5 miesięcy z przerwą, od dwóch regularnie. Wiem, że zbliżyły nas podobne problemy małżeńskie ale... czy to wystarczy...gdybym usuneła ciążę pewnie byśmy dalej się spotykali ( o ile psychicznie byśmy oboje to znieśli i mogli na siebie patrzeć) i hmmm... gdyby już było po wszystkim tzn po rozwodzie moim, rodzice by ochłoneli, wszyscy by zobaczyli że wróciło moje życie do normy to mogłabym zdecydować sie na dziecko...ale czas i sytuacja w jakiej jestem...nie są łatwe. Czemu tak boję się o zdanie rodziców?? bo od kiedy poznałam męża i od pierwszych naszych problemów byli w to wszystko uwikłani, wszystko poświęcili tylko po to by to małżeństwo istniało...mimo , że nie do końca za nim byli. uszanowali moją decyzję i wspierali mnie w każdym działaniu. przychodziłam do nich, rozmawiałam z nimi, prosiłam o pomoc, ojciecjuż tego nie wytrzymał i nie odzywa sie do mnie od dnia wyjścia męża z aresztu - tzn kilka dni - bo nie podobało mu się że zawiozłam dziecko do męża chwilę po jego wyjściu z aresztu.
    może krótko też przedstawię sprawę mojego małżeństwa..bo ...to też w pewnym stopniu ma znaczenie. tak jak mówiłam po 3 miesiacach zaszłam z nim w ciąże , w dzien kiedy zrobiłam test... dowiedziałam się od niego że on już ma dziecko. zostałam postawiona pod ścianą. zdecydowałam się jednak dać mu szansę. nie chcialam mu odbierać kolejnego dziecka, nie chciałam też by moje dziecko nie miało ojca. Postanowiliśmy że będziemy razem. Wtedy zaczeły się miliony problemów finansowych które on stwarzał. Ciągle pakował się w jakieś hitorie, a to nielegalne wynajmowanie mieszkania, a to areszt za niepłacenie alimentów na 1 dziecko, a to inne rzeczy,i wtedy ja i moja matka zaczełyśmy pomagać mu...wziełam pierwszy kredyt, pozniej drugi pozniej, mama moja tez pozyczyła mu pieniądze, wszystko by..jakoś to się ułozyło. ale niestety...mąż miał ciągle odwieczny problem z ustatkowaniem się pod względem finansowym, ja pracowałam w jednej firmie od X czasu, on ciagle albo szukał pracy albo przynosił jakieś tam pieniadze. Zamieszkalismy w mieszkaniu mojej babci...ona by nam było dobrze wyprowadziła się do moich rodziców. Wszyscy robili dookoła tak jak chciał mój mąż tylko po to by... nikt nie miał do nich pretensji że przeszkadzają w małżeństwie. później mąż zamiast utrzymywać kontakt z moją rodziną ( zaznaczam że sam nie ma rodziców, wychowywala go babcia) postanowił się od niej totalnie odciąć, nie rozmawiał z moją babcią, rodzicami, wszyscy byli dla niego złem koniecznym, w koncu poddałam sie w tym temacie. moja mama była potrzebna tylko do pilnowania dziecka jak było chore. i pod koniec 2011 roku wyszły kolejne długi mojego męża. wtedy mielismy mega kryzys, spaliśmy osobno, nie rozmawialismy, on nie zajmował sie dzieckiem, ja ciągle sprzątałam w domu ,latałam w prawo w lewo byle nie siedziec z nim...ogołocił nas co do ostatniej złotówki...mówiąc ze myslał ze to mu pomoże wygrzebac sie zproblemów.wtedy moj ojcicec powiedział stop, i przestał się do niego odzywać. ja nadal pomgałam mężowi...jego babcia również wzieła dla niego kredyt. ja postawiłam go pod ścianą...albo się ogarniesz albo to koniec.ale wychodziły kolejne kwiatki... komornik zajął mu pensje za alimenty, do tego nasze prywatne problemy i w marcu go zaczełam zdradzać, byłam nieszczęśliwa , ciągle słyszałam jak beznadziejna jestem , wszystko robilismy osobno, aż zaczelismy życ raczej obok siebie a nie razem . jedynie ogarnął się z pracą bo powiedziałam ze na jego długi nie dam grosza...i w koncu wylądował w areszcie, fakt niesłusznie bo został po 2 miesiacach zwolniony ale...czas gdy byłam bez niego pokazał mi inne życie...fakt, nie zostałm sama sobie bo rodzice mi troche pomagali, wzieli małą na działkę, ja spokojnie pracowałam, odwiedzałam męża, współpracowałam z adwokatem bo mimo wszystko nie potrafiłam go tam zostawić ... ale powiedziałam mu że juz do niego nei wrócę, miał w areszcie próbę samobójczą, a ja z tygodnia na tydzień jakos..oswajałam się z myślą że już nie mogę z nim byc. zapisałam się do pschologa który miał uświadomić mi to moje chore uzależnienie od męża..bo chyba tak to mogę nazwać, wszystkie te problemy przez jakie przeszłam przez niego sprawiły że nie umiałam o zostawić...on mną manipulował. udało m isię byc tylko na jednej wizycie u psychologa... aż dowiedziałam się ze jestem w ciązy z kochankiem. następnego dnia doznalam jeszcze większego szoku bo mąż zadzownił że go wypuścili. i to wszystko sie tak skumulowało w sumie w jednej chwili... a ja wiedziałam że problemy zaczaną sie dopiero po jego wyjsciu. na szczęscie mąż trochę odpuścil i nie nachodzi mnie...ale czyję się winna znowu ja czuję się winna...bo ...zostawiłam go w takiej trudnej dla niego sytuacji...mam poczucie że powinnam mu pomóc bo jest moim mężem,gdzieś w głębi go kocham, nie wiem za co po tym wsyzstkim ale kocham, i to jest najbardziej chore w tym wszystkim...że nie jestem z nim szczęśćliwa ale byłam uzależniona od niego, obcny partner mnie trochę z tego wyleczył, pokazał mi..że życie może być inne... tym bardziej , że w przeciwieństwie do mojego męża mam z nim duzo wspolnego. i to co najważniejsze dla mnie mamy dla siebie szacunek, czego w moim małżenstwie nie było od dawna . ... zakręcone to wszystko wiem... rozpisałam się smile
    no ale wracając do tematu widzę dwie wersje:
    1. zdecyduję się usunąć ciążę, postaram się dalej walczyć z moim uzależnieniem od męża ( chociaz przy obecnych problemach zeszło to na 2 plan i trochę się wyleczylam ) , złożę pozew o rozwód, narazie będę mieszkać sama z dzieckiem, spotykać sie z obecnym partnerem, powoli wszystko doprowadzać do normalności i z czasem może pomyślę o tym by na nowo ułożyć sobie życie. Ta opcja jest bezpieczna bo mniej więcej wiem jak bedzie wyglądało moje życie jeżeli zdecyduję się na zabieg...
    2. podejmę decyzję o urodzeniu dziecka, prawdopodobnie wszystko bede musiała postawić na jedną kartę. wyprowadzić sie z mieszkania babci, poinformować rodziców o zaistniałej sytuacji, w pewnym stopniu uzależnić się od partnera, bo będziemy musiały zamieszkać razem z moją małą córką ( która też w tym wszystkim cierpi bo czy dziecko nie zgupieje mając tate gdzieś tam i mieszkając z wujkiem ;/- teraz jest to proste bo mała jest na działce , nie mieszam jej w to wsyzstko, ma kontakt z tatą , nawet w areszcie gdy był to miała z nim kontakt, a co bedzie gdy przyjdzie jej zamieszkać z moim partnerem??) i z moim ocecnym parnerem. fakt moje dziecko nie jest dla niego problemem, ciągle powtarza że nie ważne kto spłodził ważne kto wychowa ale obawy sa...o wszystko..o to czy jestem w stanie mu zaufać, postawić wsyzstko na jedną kartę. urodzić drugie dziecko i mieć swiadomość że...mogę zostać sama z dwójką dzieci bo nie wiem tak naprawdę jakim ojcem on będzie...może spotka mnie durgi raz taki los jak w przypadku małżenstwa, ze był moment ze wszystko musiałam robić sama, a może...zyskam w końcu spokój, stabilizację , bo partner okaże się dobrym ojcem. bo nie ukrywam że to jest dla mnie najwazniejsze, miłość myślę przyszłaby z czasem...
    parnter zdaje sobie sprawę z tego ile ja muszę poświęcić dlatego też mimo, że on chce tego dziecka... to ostateczną decyzję pozostawia mnie..
  • faun1512 02.08.12, 13:11
    Chyba najgorsze, co można zrobić w Twojej sytuacji to sugerować się ewentualną reakcją osób trzecich czyli rodziny, znajomych itd. Tym bardziej że opierasz się tylko na własnych domysłach i wyobrażeniach. Doświadczenie uczy nas że w zdecydowanej większości przypadków niechęć i rozczarowanie rodziców spowodowane „wpadką” ich latorośli znikają jak kamfora w momencie, gdy pierwszy raz zobaczą wnuka smile. To Twoje życie i Twoja decyzja. Ty poniesiesz konsekwencje a nie rodzice. Jeżeli wpadniesz w syndrom (a masz wyjątkowo duże szanse, bo jesteś wrażliwą osobą a nie kobiecym zombi) to ani rodzice ani nikt inny nie będzie w stanie Ci pomóc. Jedyne, co powinnaś wziąć pod uwagę, to opinia ojca dziecka, a ta jest jednoznaczna. Jego dojrzały wiek rokuje nadzieje, że pokocha to dziecko dojrzałą, modpoweiedzialną mił.ością. Że nie jest to chwilowe zauroczenie i chwilowa radość że się zostanie ojcem. Piszesz, że będziecie się spotykać nadal nawet po aborcji… Prawda jest taka że dziecko jest elementem spajającym relację, zaś aborcja czynnikiem wybitnie destrukcyjnym. Wierzę, że będziecie starać się wspierać wzajemnie, Ale gdzieś w głębi będzie jakiś żal… Jego do Ciebie – że jednak to zrobiłaś mimo że On chciał tego dziecka i Twój do Niego, że mimo to Cię nie powstrzymał, że skoro chciał zostać ojcem, to powinien być bardziej stanowczy i nie pozwolić Ci na zrobienie tej głupoty…
    Co do Twojego obecnego małżeństwa, to z tego co piszesz jasno wynika że istnieje ono tylko na papierze. Mąż już się przyzwyczaił, że choćby nie wiem co nawywijał, to zawsze może liczyć na pomoc i wsparcie z Twojej strony (a do niedawna także ze strony Twojej rodziny). To komfortowa sytuacja, więc po co miałby się zmieniać? Chyba najwyższy czas wyprowadzić go z błędu i rozstać się z nim definitywnie. Dałaś mu wiele szans na zmianę, ale on z tego nie skorzystał. To na co jeszcze czekać? Aż narobi jeszcze większych długów za które Ty będziesz odpowiadać albo właduje się w kolejne bagno, pociągając Cię za sobą? Ja co prawda nie jestem psychologiem, ale mam wrażenie że to co nazywasz miłością jest raczej uzależnieniem i lękiem przed zmianą, przyzwyczajeniem, przywiązaniem i poczuciem obowiązku względem niego (w końcu to Twój mąż).
    Obecna sytuacja – mimo że wielce dyskomfortowa - jest Ci znana bo nauczyłaś się z nią jakoś sobie radzić. A zmiana to zawsze wielka niewiadoma, czyli lęki, obawy, wątpliwości… Ale trwanie w obecnym układzie to droga do nikąd, mąz może Cię wpakować w sytuację która Cię przerośnie – przecież nie masz kontroli nad tym, co on jeszcze wymyśli.
    Masz szansę zmienić coś w swoim życiu, przerwać to błedne koło w którym kręcisz się bez sensu i dziecko może być właśnie elementem początkującym i cementującym zmianę.
    Co do opisanych przez Ciebie dwóch wariantów i przewidywanych konsekwencji obu wyborów, to jest dokładnie odwrotnie, jak Ci się wydaje. Wariant z usunięciem ciąży nazywasz opcją bezpieczną – oby nie było Ci dane przekonać się jak bardzo się myliłaś! Jedyne czego możesz być pewna, to że nie potrafisz przewidzieć swoich stanów emocjonalnych. Dowodów na to aż nadto masz na tym forum. Kobiety które trafiły tu przed Tobą też były pewne swoich decyzji i gdyby ktoś przepowiedział im piekło, w jakie się pakują popukały by się w czoło… Przy całym szacunku – nic nie upoważnia Cię do mniemania, że Tobie to samo nie może się przytrafić. Musisz zdać sobie sprawę że już nie ma powrotu do sytuacji sprzed ciąży – jej usunięcie nie cofnie czasu… Ty już masz drugie dziecko, mimo że ta prawda jeszcze do Ciebie nie dociera. Możesz się go pozbyć, ale skąd wiesz jak potem da się z tym żyć? I czy w ogóle się da? We wszystkim co piszesz przewija się strach przed kontynuacją ciąży, a on jest bardzo złym doradcą. Skoro myślisz o ułożeniu sobie życia na nowo, to wszystkie problemy o jakich piszesz w wersji nr 2 (przede wszystkim dotyczące relacji Twojej córki z tatą i „wujkiem”wink wystąpią też w wariancie nr 1. Tyle tylko że do nich dojdzie jeszcze syndrom proaborcyjny, a on może sprawić że wszystko nagle stanie się nieważne a życie straci sens… Zastanów się czy warto…
    Pozdrawiam i życzę podjęcia dobrej decyzji.
  • krusz-yna86 02.08.12, 13:38
    dziękuję za odpowiedź, dajecie mi dużo sily!!! mam nadzieję, że nie stchurzę w ostatniej chwili. miłość do męża jest, tylko nie wiem czy kocham go jedynie za dziecko jaki mi dał czy za coś więcej ...on nie miał łatwego życia i po wyjściu z aresztu często w kontaktach które są nieuniknione ze względu na córkę mówi, ze stracił wszystko, boli mnie to bo...może gdyby nie sytuacja w której jestem, gdyby nie partner, gdyby nie ciąża pewnie znowu bym my pomogła wbrew rodzicom, najbliższym. Myśląc, że może więzienie i te wydażenia go zmieniły. Ale..paertner mówi, że to jest tylko przedłużanie tego co nieuniknione, że sytuacje będą się powatarzać poza tym gdybym chciała wrocić do męża musiałabym powiedzieć mu o zdradzie...co by bylo kolejnym gwoździem do rozpadu tego wszystkiego, tym razem z mojej strony.

    Ostateczną decyzję co do zabiegu muszę podjąć do 9-10 sierpnia, dziś partner wyjeżdza na pare dni, będziemy mieli więc czas przemyśleć to osobno, każdy zgodnie z własnym sumieniem, zobaczymy co ta klikudniowa rozłąka przyniesie... ide dziś do psychologa na drugą wizytę, myślę że powiem mu wszystko, może on jakoś mnie nakieruje chociaż też ma mało czasu bo tydzień...jeżeli chodzi o decyzję o aborcji to nie boję się zabiegu, boję się właśnie tego co może stać się z moją psychiką jak już będzie "po" bo tego nikt nie wie, nie będzie łatwo żyć ze świadomością iż pozbawiło się życia człowieka, tym bardziej że patrzę na moją córe i ona jest szczęśliwym dzieckiem, mimo że tyle złego stało się między mną a mężem ma dobre dzieciństwo. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Więc nie wiem czy będę mogła sobie wyobrazić życia bez tego nienarodzonego dzieciaczka, czy ten ciężar nie będzie zbyt poważny bym mogła to udźwignąć . wtedy też poniekąd zostanę sama, bo może partner odejdzie ode mnie z poczucia żalu, mąż nie wybaczy zdrady bo bede i tak mu musiala powiedzieć nawet jak zdecyduję się tkwić w chorym małżeństwie.
    ojca to mam z głowy na jakiś czas, znam jego charakter i wiem że... nie wybaczy mi tego, jest ambitny, zawsze chciał mieć genialne dzieci nie popełniające blędów, niestety jak widac jego marzenia sie nie spełniają, córke moją kocha nad życie,mimo że małżeństwa nie popiera, może i drugie też by pokochał z czasem... co do znajomych po prostu nie chce mi się tłumaczyć im czemu, wiem jacy są ludzie, uśmiechną się powiedzą no stało się, a za plecami nagadają zupelnie coś innego, wiem że to moja wina ale nikt nie chce być oceniany, szczególnie krytycznie, każdy z nas sie tego obawia, chociaż co racja to racja, jak ktoś się ode mnie odwróci to ...po prostu okaże się nic nie wart.
    wybierając opcję urodzenia dziecka jest szansa na dobre życie o ile partner z ktorym zaszłam w ciążę stanie na wysokości zadania, tego też się obawiam trochę, chociaż pocichu mam nadzieję że jego ostatnie wydażenia życiowe małżeństwo z nieodpowiednią kobietą, rozwód też dały mu do myślenia. no i tak jak mówię, on czekal na dziecko...
  • lidka1988 02.08.12, 14:31
    Rzeczywiście masz sporo problemów i z jednej strony rozumiem czemu obawiasz się powiedzieć rodzicom. Chociaż z drugiej strony nie uważasz, że może wreszcie spadnie im kamień z serca, że będą szczęśliwi, że nareszcie chcesz odejść od męża. W końcu tata dlatego się do Ciebie nie odzywa. Może powiedz im najpierw, że odchodzisz od męża. Nie mów od razu o ciąży i nowym partnerze. Spokojnie możesz to zrobić np. za miesiąc. Przyprowadzisz dojrzałego faceta zupełne przeciwieństwo obecnego. Porozmawiają i może rodzice spojrzą na to inaczej. Wtedy pogadaj z nimi szczerze. Opowiedz o swoich uczuciach i obawach. To chyba najlepsze rozwiązanie jakie przychodzi mi do głowy. I nie wracaj absolutnie do męża. Jesteś młodą osobą, a on ciągnie Ciebie na dno. Przy takim tempie zaciągania kredytów nigdy się niczego nie dorobisz. Ciągłe życie pod kreską i z pomocą finansową rodziców nie jest dobrym pomysłem. Poza tym też uważam, że Twoja miłość do męża to jednak już uzależnienie, jakiś strach przed rozpoczęciem nowego życia...A tak naprawdę strach przed lepszym jutrem. Nie możesz się obwiniać za (przepraszam, że użyje takiego stwierdzenia) jego głupotę. Dawałaś mu kilka szans. Nigdy ich nie wykorzystał. Ciągłe kłamstwa i kolejne kłopoty. A tacy ludzie się nie zmieniają, coś o tym wiem z własnego doświadczenia. Będzie obiecywał, przyrzekał i mówił, że zrobi co tylko chcesz. A za jakiś czas znowu to samo. Uwierz mi naprawdę nie warto, nawet jeśli gdzieś w środku go kochasz to w tym wypadku miłość to nie wszystko. Gdzie poczucie bezpieczeństwa, wsparcie, szacunek, szczęście??????? Mam nadzieję, że podejmiesz dobrą decyzję. Nie marnuj sobie życia. Masz je jeszcze całe przed sobą. A los właśnie dał Ci szansę przez dziecko, żebyś mogła się z tego wszystkiego uwolnić. Trzymam za Ciebie kciukikiss
  • faun1512 02.08.12, 14:43
    To co piszesz tylko potwierdza że aborcja to najgorsze rozwiązanie jakie możesz wybrać. Najlepszy dowód, to że życie które w Tobie powstało nazywasz „dzieciaczkiem” a nie „tym czymś” lub zlepkiem komórek, jak to określają inne kobiety. Skoro nawet te które do nie narodzonego dziecka nic nie czuły poza silną niechęcią, które od obrazu na monitorze USG odwracały się ze wstrętem po aborcji zaczęły za nim tęsknić i dały by wszystko by móc cofnąć czas to jak to odbije się na Tobie??? Strach pomyśleć…. A Twoja maleńka córeczka, którą kochasz nad życie? Jak poradzisz sobie ze świadomością że pozbawiłaś Jej siostry lub brata? Ciąża to wyjątkowy stan, zmienia się cała gospodarka hormonalna i organizm kobiety przestawia się na nowe tory – nie zatrzymasz tych zmian… Nie zastanawia Cię pewien absurd, a mianowicie że u zadziwiająco dużej liczby kobiet które w aborcji upatrywały najlepsze rozwiązanie po zabiegu pojawia się irracjonalna, obsesyjna wręcz chęć aby jak najszybciej zajść w ciążę??? Mimo że ich sytuacja życiowa, materialna itp nic się nie poprawiła, a nawet pogorszyła? Bo to daje złudzenie cofnięcia czasu, że niby nic się nie zmieniło…
    Oczywiście rozumiem Twoje obawy czy Twój nowy partner się sprawdzi, tym bardziej że ze swoim obecnym mężem masz złe doświadczenia. Ale wątpliwości będą towarzyszyć każdemu nowemu związkowi – nikt nie da Ci gwarancji że będzie OK. Natomiast myślę, że Jego dojrzały wiek może być pewnym atutem… Chyba wiesz, że faceci dojrzewają znacznie później od kobiet (rzadko dzieje się to przed 35 rokiem życia). Wcześniej nastawieni są na tę rozrywkową, beztroską część życia. Dopiero po 40-tce to się zmienia, mężczyzna zdaje sobie sprawę że nie jest już młodzieniaszkiem, zdaje sobie sprawę z upływającego czasu… Wtedy zmienia się system wartości – w miejsce poszukiwania przygód i wciąż nowych atrakcji pojawia się potrzeba stabilizacji i uporządkowania życia. Nawet gdy pojawia się tęsknota za imprezam i różnymi szaleństwamii, to skutecznie tłumi ją lęk przed śmiesznością (nie ma nic bardziej żałosnego jak podstarzały facet udający młodzieniaszka). Wasze doświadczenie życiowe to kolejny atut, bo powoduje weryfikację oczekiwań – zwiększa się tolerancja i umiejętność dopasowania. I już nie poszukuje się jakiegoś ideału, czyli księcia lub księżniczki z bajki smile.
    Trzymaj się ciepło i nie zamartwiaj tym co będzie. Wyobraźnia podsuwa często scenariusze, które się nie sprawdzają. Na pewno już nie raz przeżyłaś sytuację, kiedy bardzo się czegoś bałaś, kiedy wydawało Ci się że stoisz nad przepaścią, tymczasem okazało się że strach miał wielkie oczy i wszystko jakoś się poukładało – raczej nad tym staraj się skoncentrować.
  • krusz-yna86 02.08.12, 15:13
    zastanawiam się ile kobiet urchroniłyście przed tą decyzją, bo naprawde dajecie mi nowy obraz tego wszystkiego...natomiast poczekam jeszcze na decyzję partnera...może on się wycofa w ostatniej chwili i zwątpi że da radę, jeżeli tak będzie to nie urodzę tego dziecka, natomiast jeśli znajdę w nim oparcie choćby takie jakie daje mi teraz to myślę, że zrezygnuję z aborcji. Gdyby to bylo moje pierwsze dziecko nie zastanawiałabym się, obojętne z kim obojętne jak poczęte urodziłabym ale..perspektywa bycia samotną matką z 2ką dzieci przeraża...i to bardzo. ale czemu kolejność w sumie ma decydować o tym czy powinno się narodzić czy nie, tłumaczę sobie że...nawet jeżeli między mną a partnerem nie wyjdzie to...przecież ma obowiązek zajmowania się dzieckiem, zarówno mąż jak i obecny partner. faun1512 dokładnie określiłaś moje obawy co do nowego związku, jestem z duzo starszym człowiekiem który...ciągle czuje się młody, fajnie że ma w sobie tyle energii, chce z życia wyciągnąć jak najwięcej , ale boję się że... dziecko...które jaby nie było zabierze mu możliwość robienia tego co chce, wyjść z kolegami, imprez, z czasem stanie się może problemem, stwierdzi że..jednak to do szczęścia mi nie było potrzebne... z relacji partnera znajomi mówili,żeby przestał wybrzydzać bo kiedyś zostanie sam... w sumie wszyscy w jego wieku mają już rodziny, dzieci, ustatkowane życie....jak mi kiedyś powiedział...on ma wszystko...prócz dziecka.
  • faun1512 02.08.12, 18:47
    Rozumiem Twoje obawy, że jeśli partner znów zawiedzie to trudno Ci będzie poradzić sobie z dwójką dzieci. Ale z kolei czy poradzisz sobie z aborcją? Obawiam się że nie. To koszmar nie do wyobrażenia. Gdy się czyta relacje kobiet opisujących koszmary senne (czasem tak przerażające że boisz się zasnąć), które od potwornej depresji uciekają w alkohol, dokonują samookaleczeń i prób samobójczych, to ciarki chodzą po grzbiecie…
    Facetowi po 40-tce dziecko może dać takiego pozytywnego kopa, dostarczyć nowej motywacji. Dobrze że Twój partner ma w sobie dużo energii, że nie załamała go ta sytuacja. Porozmawiaj z Nim odnośnie tego jaki ma pomysł na przyszłość, jakie widzi problemy podawaj też własne rozterki i wątpliwości) i spytaj jak to zamierza rozwiązać. Będzxie musiał dużo zmienić w swoim życiu – wybadaj, czy jest na to gotów. Jeśli zobaczysz że jest gotów zrezygnować z dotychczasowej swobody bez żalu, że ciszy się na perspektywę zostania ojcem, może rozwieje to Twoje wątpliwości.
    Rozumiem, że boisz się uzależnienia, ale to też Jego dziecko więc Jego obowiązkiem jest dzielić z Tobą trudy jego wychowania – nie musisz wszystkiego brać na swoje barki. Porozmawiaj też z mamą, może w trójkę. Jeśli ojciec dziecka zrobi na Niej pozytywne wrażenie, to zapewne będziesz mogła liczyć na Jej wsparcie w rozmowie z ojcem.
    Trzymam kciuki smile
  • sabina211 02.08.12, 14:37
    Dlaczego życiem własnego dziecka masz płacić po raz kolejny za dobre samopoczucie męża? Jeśli rzeczywiście chce wszystko naprawiać, to powiedz mu prawdę i zobacz jego reakcję. Jeśli będzie przyzwoita i zrozumie, że akcja (w jego przypadku niejedna) rodzi reakcję, a heroizmu można wymagać od nielicznych, to może ma szansę na ocalenie choć dobrych relacji z córką? W końcu on też ukrywał swoje dziecko, a jego (tego dziecka) przewagą nad drugim Twoim było to, że urodziło się wcześniej...
    Rodziców mi żal (moi przeżywali podobne, choć nieidentyczne sytuacje), ale przeżyją i skoro kochają córkę, to dziecko kochać i akceptować będą, choć pewnie po czasie...A Ty pamiętaj, żeby ( nie życzę takich sytuacji w przyszłości) wspierać dzieci w adekwatnych\podobnych sytuacjach.
    Jeśli ponad 40-letni ojciec chce dziecka znając sytację, to wie, co mówi....
    Pomimo megastresu w Twojej sytuacji nie wzięłabym aborcji na swoje sumienie.
    Pozdrawiam
    ps. CÓRKA jest tak mała, że sytuację powinna przyjąć naturalnie. Nie sądzę, żeby mąż pragnął opieki czy nawet rozbudowanych kontaktów, a nawet gdyby często się spotykali, to tak małe dziecko umie zaakceptować taką sytuację.
  • krusz-yna86 02.08.12, 14:53
    jedyną osobą , której mogę powiedzieć o tej sytuacji zanim podejmę decyzję jest moja mama, ona zawsze jakoś ludzko do wszystkiego podchodziła, może w akcie ostatecznej niemocy to zrobię. partner radzi rozmowę z kimś... bo on w sumie rozmawia ze znajomymi, z mojego otoczenia nie wie nikt...tylko postanowiłam napisać na forum i iść do psychologa.
    jeżeli bym zdecydowała się urodzić to...wszystko postawiłabym na jedną kartę. wyprowadziłabym się z mieszkania babci, oddała ojcu pieniądze jakie jestem mu winna, przeprosiła za wszystko moją najbliższą rodzinę, powiedziała im prawdę i zniknęła...po to tylko by każdy miał czas ochłonąć, i żeby zacząć to wszystko z czystym sumieniem a nie w kolejnych kłamstwach niestety spowodowałoby to maxymalne uzależnienie od partnera bo gdyby "coś" się nie ułożyło to zostaję bez niczego, bez domu, bez środków do życia,bez rodziny bo nie mogę gwarantować czy mi wybaczą i będą chcieli mi kolejny raz udzielić wsparcia a moja dwójka dzieci bez ...ojców...
    z optymistycznych inforacji to dziś jesteśmy umówieni z partnerem na oglądanie jego nowego mieszkania przez projektantke wnętrz...bo akurat złożyło się że przeprowadza się. i jest opcja projektu z uwzględnieniem dzieci smile
  • sabina211 02.08.12, 15:09
    Jeszcze tu jestem, więc powiem, że mnie w ciąży też rodzice przygarnęli z całym dobrodziejstwem inwentarza. I dlatego rozumiem Twoje obiekcje. Ale już tyle razy w życiu sprawdziło mi się powiedzenie "nie osiąga się szczęścia na cudzym nieszczęściu". Dla rodziców będzie to zawód, być może "wstyd", ale nie nieszczęście. A co byś myślała o aborcji, gdybyś jej dokonała, a partner by odszedł (tu włącza się opcja totalnego uzależnienia od aktualnego męża, bo z racji tego związku zabiłabyś to dziecko)?
    Jeśli możesz, pogadaj z mamą. A najlepiej wcześniej ustal wspólny front z jeszcze mężem i ojcem drugiego dziecka i wtedy rozmawiaj. Ja bym tak zrobiła.
  • krusz-yna86 02.08.12, 15:20
    gdybym dokonała aborcji, partner by odszedł, po postu bym została sama z córką w naszym mieszkaniu, raczej nie poleciałabym do męża by z nim być , od męża nigdy nie byłam uzależniona przynajmniej w sferze inansowej, dalabym radę sama wychować córkę, mam pracę, mam mieszkanie, i to jest właśnie ta stabilność , wygoda możnaby powiedzieć...którą bym osiągneła usuwając ciąże i nawet zostając sama z córką. boję się też że mąż nie pogodzi się z informacją iż mam dziecko z innym mężczyzną, teraz niby dał mi spokój, oswaja się z życiem na wolności ale...może ma nadzieję że z czasem wrócimy do siebie, co będzie sie działo jak dowie się że to już definitywny koniec...może znowu będzie chciał targnąć się na swoje życie jak w areszcie... nikt nie chce mieć nikogo na sumieniu...
    ech...tyle obaw, tyle pytań
  • sabina211 02.08.12, 15:27
    A dziecka byś na sumieniu nie miała? Jakkolwiek to bardzo trudne, to chyba łatwiej przeboleć czyn człowieka dorosłego i obdarzonego możliwością wyboru, który w dodatku postawił Cię w b.
    podobnej sytuacji? I co, wtedy poszedł zabić tamto dziecko, bo Ci jego istnienie nie pasowało?
    Strach naprawdę ma wielkie oczy.
    Odwagi.
  • krusz-yna86 02.08.12, 15:39
    wiele razy już miałam wrażenie że mąż mnie po prostu szantarzuje... myślałam, że wyjdzie z aresztu i nie da sobie rady a on...jakoś się stara odnaleźć w tym wszystkim, nie uprzyksza się, i wcale nie ma autodestrukcyjnych posunięć, wraca do pracy, nie chciałabym jednak być przyczyną jego załamania następnego oddając mu np córkę i przychodząc z brzuchem...ale z drugiej strony może widok taki i informacja o mojej ciaży z innym facetem doszczętnie wyleczylaby go z nadzieji o trwaniu tego małżeństwa chociaż z jego wypowiedzi wnioskuję, ze nie chce już ze mną być, życzy mi szczęścia, przeprasza za wszystko ale.. kto wie co on sobie myśli w głowie. wszystko jest tak świeże .
  • lidka1988 02.08.12, 18:06
    Jego próba samobójcza to szantaż emocjonalny i najlepiej porozmawiaj o tym z psychologiem. On Ci doradzi jak się zachowywać w takiej sytuacji. Nie można z kimś być tylko dlatego, że on mówi, że się zabije, albo nawet próbuje tak jak w przypadku Twojego męża. Musisz być twarda i nie dać się zastraszyć.
  • krusz-yna86 03.08.12, 08:26
    witam!!! wczoraj jeszcze w ramach szukania rozwiązań byłam u innego lekarza. chciałam zapytać co do samej aborcji o jedną sprawę ...okres powinnam mieć 23-25 lipca, tak więc ciąża jest wczesna, nie więcej niż 4 tyg. pierwszy lekarz powiedział że jest już za późno na aborcję farmakologinczną, skierował mnie na zabieg ...nie chciał nawet podać ceny, nic , powtarzał tylko że jest już za późno na tabletki. wczoraj poszłam do drugiego lekarza i powiedział, że to absolutna bzdura. że można dokonać tego za pomocą tabletek... co wy o tym sądzicie...to tylko czystoteoretyczne pytanie, gdybym zdecydowała sie na aborcję którą opcję w przypadku zaawansowania mojej ciąży powinnam wybrać?? co do tabletek to chciał mi podać mifepristone i misoprostol.
    co do mojej decyzji to ciągle nie wiem tak szczerze, każdego dnia rozmawiamy z partnerem i .... oboje chyba liczymy że jedno podejmie decyzję za drugie, temat męża narazie się uspokoił, z relacji wspólnych znajomych wiem że...jest mu ciężko ale stara się jakoś wszystko poukładać sobie,
    wczoraj bylismy oglądać mieszkanie, gdzieś tam co jakiś czas przewijał się motyw że ...ma być dostosowane też do dzieci, mamy teraz chwilę wytchnienia jak mowiłam bo partner wyjechał na tydzień, do 8 sierpnia ostateczna decyzja...


  • lidka1988 03.08.12, 09:39
    To jest forum, które pokazuje jakim złem jest aborcja i pomaga kobietom, albo w podjęciu właściwej decyzji tj. URODZENIA, albo pomaga podnieść się z traumy jaką przeżyły. Nikt tu nie będzie się wypowiadał na temat jaką metodą pomóc Ci zabić dziecko. Poza tym nie wiem czy wiesz, ale pomoc i namawianie do aborcji w Polsce jest karalna.

    Proszę zastanów się nad tym co robisz. To maleństwo już w Tobie jest. Lepiej ten czas, w którym szukasz lekarza-mordercy poświęć na przemyślenie jak ułożyć sobie życie z nowym partnerem. A jeśli to zrobisz to i tak tu wrócisz, tylko już z syndromem poaborcyjnym....
  • krusz-yna86 03.08.12, 09:47
    lidka1988 wiem...w sumie ja już podjełam decyzję... ale ciągle mam te napływy obaw...ciężko decydować o zyciu innego człowieka i z chęcią bym pozwoliła komuś zadecydować za mnie...stad też wizyty u lekarzy, szukanie informacji w internecie itd. czekam tylko na stanowisko partnera i hmm liczę cicho,że nie wycofa się bo....czuję wewnętrznie że jeżeli to zrobi to będę miała do niego pretensje i raczej nie dam rady kontyuować tej znajomości. wyrzuty sumienia nas pewnie podzielą. będą ciągle rozmowy o tym co by było gdyby, albo zastanawianie sie czy dobrze zrobiliśmy...a może gdyby stało się inaczej to teraz byłoby inaczej itd.
  • krusz-yna860 03.08.12, 09:58
    jestem tylko pod innym nickiem, musisałam zmienić adres e-mail i nie wiedziałam jak więc skasowałam konto i zarejestrowałam sie ponownie
  • lidka1988 03.08.12, 15:18
    Nie za bardzo rozumiem z Twojego postu w którą stronę chcesz iść, do której decyzji jesteś bardziej przekonana.
  • krusz-yna860 03.08.12, 15:47
    dzięki waszym wypowiedziom, temu co przeczytałam tutaj ogólnie,dzięki partnerowi który bardziej chce niż nie ...a niepewny jest każdy...nie jestem chyba w stanie tego zrobić i urodzę. teraz będę rzadziej się udzielać bo jadę na urlop troche odetchnąć od tego tematu, oswoić się z myślą że drugi raz zotanę mamą smile ale mam nadzieję, ze nic już nie zmieni mojej decyzji i nie wpędzi mnie wkolejne wahania. nie robię tego z nadzieją , że mi czy partnerowi się ułoży bo tego nie wiem, robię to dlatego że nie potrafiłabym chyba dokonać tak okrutnego czynu .
    pozdrawiam i spokojnego weekendu
  • lidka1988 03.08.12, 16:49
    Super!!!!!! Cieszę się ogromnie. Bardzo dobra decyzja. Jak tylko urodzisz i zobaczysz tą istotkę to już w ogóle nie będziesz miała wątpliwości. Ułoży Ci się na pewno. Trzymam mocno kciuki. Pamiętaj że nadal tu jesteśmy i jak coś to pisz. Udanego urlopukiss
  • sabina211 03.08.12, 18:54
    Ja też się cieszę, że Twoje myślenie idzie w tę stronę. Czytając posty jestem coraz bardziej pewna, że Twoja wrażliwość, poczucie odpowiedzialności jest podobne do mojego. Ale mąż, ojciec i córka (czując Twoją miłość i akceptację "wujka") sobie poradzą (co nie znaczy, że należy bliskim "fundować" takie przeżycia bez umiaru). A ewentualne skazywanie dziecka na niezaistnienie po drugiej stronie brzucha tylko dlatego, że jest drugie i nie pierwsze jest - jak sama napisałaś - okrutne. A Ty nie jesteś okrutna, tylko mądra i wrażliwa...Wypoczywaj i trzymaj się.
  • krusz-yna860 10.08.12, 12:09
    no i ostateczna data aborcji mineła...cieszę się że chociaż ten etap myślenia mam za sobą, niestety pojawiły się problemy z samą ciążą i w poniedziałek chyba idę do szpitala na badania, skoro zdecydowalismy sie na to bym urodziła dziecko to muszę zrobić wszystko by nic złego się nie stało. Z partnerem jakoś powolutku się docieramy wink cześciej teraz bywam u niego z córką niż u siebie, zobaczymy na ile okażemy się zgranym duetem . Problemy z mężem są...bardzo poważne, chce rozwodu z mojej winy, chce mi zabrać nazwisko, upiera się by córka była u niego 2 tygodnie w miesiącu , chce jej zmienić żłobek na taki bliżej jego miejsca zamieszkania ...były również przeboje wcześniej, jak powiedziałam mu że to koniec że spotykam się z kimś...znowu chciał...popełnić samobójstwo...upozorował wręcz swoją śmierć, zabiła tym czynem moje wszystkie wątpliwości co do słuszności moich decyzji, później wyobraźcie sobie na widzenie z córką przyszedł z jakąs kobietą...chcąc zrobić mi nazłość . .. jestem pod opieką psychologa, który ocenia go wprost jako...duże dziecko i radzi bym spierdziała z tego małżeństwa jak najszybciej, wspiera mnie również w sprawie ciąży, aktualnego zwiazku i mówi , że powinnam poinformować rodziców.... zbieram się do tego w tym tygodniu...dam znać jak to przyjeli czy wykazali zrozumienie dla mojej decyzji czy też spisali mnie na straty... dziękuję jeszcze raz wszystkim którzy zajeli głos w mojej sprawie i pomogli mi podjąc decyzję...oby teraz wszystko dobrze się toczyło szczwgólnie jeżeli chodzi o zdrowie maleństwa.
  • sabina211 10.08.12, 15:25
    Bardzo się cieszę, że zaczyna się układać....Trzymam kciuki za dalszy pozytywny przebieg ciąży i powodzenie związku. Mężowi nikt nie przyzna opieki naprzemiennej nad niespełna 2-latką, byłoby to trudne w przypadku bardzo przyzwoitego i odpowiedzialnego ojca (chyba, że rodzice zgodnie tak by uzgodnili), a w przypadku tak niestabilnego człowieka jest wręcz niemożliwe...Nazwiska mąż też Ci nie odbierze (a w ogóle tak Ci na nim w tej chwil zależy?), to Ty sama po rozwodzie masz możliwość (w określonym czasie) wnioskować o powrót do panieńskiego.
    A rodzice przeżyją, choć sytuacja na pewno będzie dla nich trudna.
    Moja mama dopiero po trzech latach wyraźnie przeprosiła mnie za histeryczną reakcję na moją ciążę, choć po ok miesiącu już mnie wspierała.
    Jeśli jesteś z normalnym człowiekiem to będzie dobrze.
    Odwagi i powodzenia.
  • lidka1988 10.08.12, 21:14
    Bardzo mocno Ci kibicuje i wierzę, że wszystko pomału się poukłada. Mężem się nie przejmuj. Córeczki Ci nie zabierze, a rozwodu z Twojej winy też nie uzyska. Próbuje Cię zastraszyć wszelkimi możliwymi sposobami. Poza tym dobrze, że widzisz, że on jest niestabilny emocjonalnie i to nie jest człowiek, z którym można założyć normalną rodzinę. Jak wrócisz ze szpitala to napisz jak się czujecie z maleństwem. Życzę wytrwałości, spokoju i przede wszystkim nareszcie szczęścia i miłościkiss
  • zojaak 12.08.12, 19:14
    przeczytaj prosze moja historje.... niezoja.blogspot.co.uk/
  • twoj_aniol_stroz 14.08.12, 10:42
    Zoja, wysłałam ci maila, ale wrócił. Odezwij sie do mnie na pw w związku z Blizną.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • sabina211 17.08.12, 17:13
    Do autorki wątku: co u Ciebie? Byłaś/jesteś w szpitalu? Rodzice wiedzą o ciąży? Myślę o Tobie.
  • krusz-yna860 20.08.12, 09:20
    Sabino...
    szpital na szczęście mnie ominął, zdałam się na własny instynkt ...i ostatnia wizyta u lekarza potwierdziła że z ciążą jest ok, bóle ustały, plamienia też, czuję się dobrze fizycznie i czekam na badania rutynowe i wizyte we wrześniu.
    Rodzicom powiedziałam, reakcja?? mama jako kobieta zrozumiała, z ojcem gorzej ale utrzymujemy kontakt. Nie odwrócili się ode mnie natomiast ich stanowisko jest takie , że muszę radzić sobie sama...ewentualnie pomoc w chorobie córki smile ale cieszę się że tak to się potoczayło. Myślę, że jak wszystko się ułoży , zobaczą że moja decyzja przyniosła coś dobrego to szybko odbudujemy nasze relacje, które od zawsze były bliskie.
    Problemy jednak narastają... mąż nie chce bym opiekowała się córką, chce ją zabrać do siebie, straszy wszelkimi sposobami, mówi że da mi rozwód bez orzeczenia o winie tylko żebysmy poza sądem doszli do porozumienia w sprawie córki- wie ze sąd mu prawnie jej nie da ze względu na jego "historię". Chce by ona była u niego a ja...żebym sobie ją odwiedzała. Dla mnie jest jest to nie do przyjęcia więc... chyba bez walki w Sądzie i totalnej wojny się nie obędzie. chciałam by mała była tydzien u mnie tydzien u męża ale...psycholog nie wyraził aprobaty tego pomysłu, uważa ze dziecko nie powinno mieć 2 równoważnych domów. Poza tym myślę, ze imofmracja o mojej ciąży męża wprowadzi w taką furię, że...wszystkie nasze ustalenia i tak pójdą w diabli i na Sądzie się skończy
    druga sprawa to moj partner ... tu też pojawiły się schody, kiedy widywaliśmy sie "na wolnej stopie" była sielanka, od kiedy...przebywam pod jego dachem pojawiają się zgrzyty, tłumacze sobie że musimy się dotrzeć ale szczerze jestem zdołowana... musialam na jakiś czas wrócić do siebie bo psychicznie byłam tak wyczerpana że...zaczelam wątpić w swoją decyzję a to najgorsze co mogę myśleć!!! ale...wczoraj już trochę porozmawialiśmy i on wie , że jest "trudny, chce się porpawić ale...sytuacja chyba jeszcze do niego nie dotarła. W tych ciężkich decyzjach był pomocny ale teraz to gdzieś uleciało...liczę że to chwilowe załamanie.. i że dojdziemy do porozumienia smile
    widzę też jak córka reaguje na ten cały bałagan , trzeba więc to wszystko szybko usystematyzować bo ilość wrażeń, jeżdzenie między jednym a drugim domem, tata, partner, wszystko to źle na nią działa, stała się nerwowa, na wszystko jest odpowiedz NIE, widać jak to wszystko przeżywa mimo iż jest malutka...trzeba więc jak najszybciej stworzyć jej stabilny, bezpieczny dom.
  • krusz-yna860 20.08.12, 09:06
    cieszę się, że nie usunęłam ciąży...Twój artykuł jest smutny, też zastanawiam się jak to będzie czy ojciec dziecka stanie na wysokości zadania, przyznam że rodzą się pewne problemy między nami i czuję, że ogarnia go powoli strach ,strach o to jak poradzi sobie z normalnym życiem, bo do niedawna prowadził bardzo szybkie, rozrywkowe gdzie mało miejac było na dom, spokój, odpoczynek, myślenie o przyszłości, ale...muszę wierzyć a jednoczesnie zdobyć siłę by mieć na uwadze ze ...mogę zostać sama...
  • krusz-yna860 09.09.12, 21:13
    witam Was wszystkie, postanowiłam napisać ostatni post...
    straciłam ciążę, jestem po zabiegu, na USG okazało się że serce nie bije... to było straszne przeżycie, spotkałam w szpitalu kobietę która była w 22 tc i walczyła o życie synka...nistety też się nie udało.
    Dziś...zostałam sama z córką, partner po tej sytuacji totalnie zmienił front, nie było sensu dalej tego ciągnąć, mąż nie kontaktuje się z córką... z jednej strony zadaję sobie pytanie GDZIE SENS TEGO WSZYSTKIEGO??? milion pytań czemu tak się stało , że i tak wylądowałam w punkcie wyjścia i nie udało się uniknąć zabiegu, szczerze chciałam tego dziecka, a teraz czuję straszny żal, ból, gorycz... nie jestem w stanie pojąć tego co się stąło. . . odnajduję tylko jeden mały plusik... uwolniłam się od przeszłości...
  • twoj_aniol_stroz 10.09.12, 07:42
    Bardzo mi przykro, przytulam Cię mocno, bo teraz chyba najbardziej własnie potrzebujesz by ktoś obok Ciebie był...
    Jeden plus całej sytuacji już widzisz, ale tych plusów będzie więcej. żaden z nich nie ukoi bólu po stracie dziecka, ale myślę, że każdy z tych plusów pomoże Ci wyjść na prostą i poukładać życie na nowo.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • sabina211 10.09.12, 15:07
    Przepraszam, że nie odpisałam ostatnio.Przewlekałam to z dnia na dzień aż okazało się, że jest za późno. Współczuję i przytulam. Wg ludzkiego oglądu takie sytuacje bywają niesprawiedliwe i niezrozumiałe, wierzę, że tylko wg ludzkiego i inny istnieje.........Jeśli chcesz napisz na priv. Odpiszę.
  • lidka1988 10.09.12, 18:19
    Ogromnie mi przykro...Bardzo poruszyła mnie ta wiadomość...Nie wiem co w takich chwilach powinno się pisać. Żadne słowa pewnie nie ukoją Twojego bólu. Wiedz jednak, że Twoje dzieciątko jest już w lepszym świecie, jest szczęśliwe i patrzy na Ciebie z góry.
    Jeśli mogę coś dla Ciebie zrobić to pisz. Jestem do Twojej dyspozycji. Ściskam Cię bardzo mocno.
  • mama.rozy 10.09.12, 18:42
    www.dlaczego.org.pl/
    --
    www.kresy.pl/
  • krusz-yna860 11.09.12, 08:29
    ciężka sytuacja, bo już przyzywczaiłam się do myśli że niedługo znowu zostanę mamą, tym bardziej ze wizja przyszłości i starania partnera- bo naprawde był bardzo dobry - dawały mi nadzieję , że lepszej decyzji nie moglam podjać, tak drastyczne zmiany w moim życiu ale widzialam ich sens, uwolnienie się od meża, może stworzenie dobrego domu dla ćórki i nowego maleństwa, uszczęsliwienie prtnera, no ale stało się inaczej. szłam jeszcze na to USG z nadzieją że zaszła pomyłka, ale...niestety... lekarze też są paskudni, nie powiedzą NIE MA SZANS , tylko odeślą do kolejnego i kolejnego bo sami złych wiadomości nie chcą powtarzać, mówili że idę na badania...ale ja już czułam że idę na zabieg. Jednak tak jak pisałam, moja sytuacja w porównaniu do dziewczyny która spotkalam jest do przeżycia. Ona nosiła dziecko które mialo już imie, czuła jego ruchy, pewnie już była przygotowana na jego narodziny a tu taka wiadomość, ja położyłam się na stole i wszystko stało się poza moją świadomością i myślę że to wielki plus tej sytuacji, że czujesz że coś stracilaś ale... może dzięki temu boli mniej, ona musiała urodzić siłami natury...mimo że serduszko maleństwa już nie biło, to jest dopiero tragedia. Miala prawo do pochowania dzidziusia. Moj "mały" jest już na tamtym swiecie i wierze ze jest mu dobrze...

    dla wszystkich które stoją przed tym wyborem co ja : WALCZCIE DO KOŃCA
  • twoj_aniol_stroz 11.09.12, 09:36
    Jest mu dobrze i on wie, że był dzieckiem, które tu na ziemi mama pokochała, było chciane i czekałaś na nie. To jest bardzo dużo dla Ciebie. Kiedyś pisała tu kobieta, która była po aborcji, potem była w ciąży i urodziła chłopca, który zmarł po kilku dniach. Wówczas prosiła tego malucha by uprosił jej dar macierzyństwa. Rok po śmierci tego chłopca ta kobieta urodziła dziewczynkę, zdrową, silną. Mnie wówczas bardzo poruszyła ta historia, to był przykład na to, że nasze utracone dzieci są z nami nadal, widzą nasze troski i modlą sie za nas. Poproś tego malucha o pomoc, ono widzi znacznie więcej niż Ty, więc poproś je o modlitwę by Twoje życie się poukładało, byś była szczęśliwa.
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • krusz-yna860 11.10.12, 15:33
    cześć dzieczyny!
    postanowiłam zobaczyć co tu się dzieje, widzę ciągle działacie i dzięki Bogu!!
    ostatni mój post nie był zbyt optymistyczny ale przyszłam się pochwalićsmile jednak z partnerem się pogodziliśmy, przerosla nas trudność tej sytuacji ale zrozumielismy oboje , że jak nie teraz to za pare miesięcy ... i paradoksalnie tym razem będzie to swiadoma decyzja, będziemy starac się o dziecko. Mąż prawie już były bo złozyłam pozew o rozwód totalnie odciąl się ode mnie i od córki, nie ma już gróźb etc. jestesmy teraz w 3kę i tworzymy normalną rodzinę...
    w końcu jest spokój i szczęście
  • lidka1988 11.10.12, 20:18
    Ogromnie się cieszęsmile)))) Super,że wszystko się układa. Zawsze po burzy, musi przyjść przecież słońce. Życzę dalszego szczęścia i upragnionego maleństwa. Całuje i pozdrawiam.

    P.S. Odzywaj się czasami i opowiadaj co tam u Ciebie.
  • bnuz 24.10.12, 22:38
    Czy ty masz życie za nic? Decyzje o zabicie dziecka uzalezniasz od osób trzecich? Z szacunku do twojego stanu będę powsCiagliwa, ale z serca radzę wsiąść się w garść i zaczac samemu decydować o swoim życiu. Dziecko ma ci dodawać sił, mobilizować do działania, a nie degradowac twoje rzekomo życie. A po urodzeniu dziecka wykastruj się zanim znów postanowisz kogoś zabić "bo ciocia będzie miała focha". Wiem co mówię jestem matka
  • krusz-yna860 26.10.12, 13:00
    to do mnie koleżanko...
  • mama.rozy 26.10.12, 13:17
    czasem ktoś czyta tylko pierwszego posta,pomiń to
    --
    blog.wiara.pl/Okno_na_cztery_strony
  • bnuz 10.11.12, 22:07
    jeśli jesteś autorką tego posta to tak. Weszłam tu przez zupełny przypadek, pytanie czy wierze w przypadki? Dzięki tobie zrezygnowałam z przygotowania artykułu na temat aborcji. Powody zostawie dla siebie. Życzę wam wszystkiego dobrego, dalej nie brne. Sorry, tak płytko nnie pływam z obawy o uraz
  • krusz-yna860 15.11.12, 08:26
    szkoda , że powody zostawiasz dla siebie, chętnie bym przeczytała co masz do powiedzenia i co tak wstrząsneło Tobą w mojej historii która raczej nie odbiega zbytnio od innych przypadków. Niestety większość kobiet boryka się z tematem aborcji własnie dlatego, że boi się opinii osób trzecich , boi się że nie podoła bez pomocy bliskich, męża, rodziny. Dlatego też te wszystkie posty. Tak samo było w moim przypadku, gdyby nie beznadziejna sytuacja która mnie przerosła to nigdy bym sie nie zastnawiała czy urodzić czy nie, po prostu bym to zrobiła.No ale właśnie wsparcie osób trzecich sprawiło, że nie dokonałam aborcji, chciałam urodzić to dziecko. Niestety Bóg chciał inaczej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka